Zimowy zakątek

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Zimowy zakątek

Postprzez Arashi » 3 cze 2017, o 13:25

Obrazek

Jak większość rejonów Hyuo, ten nie różnił się zbytnio od ogólnego klimatu. Wielkie bryły lodu, ogromna ilość śniegu i niewielka ilość roślinności. Krajobraz ten był oddzielony od oczu nieznajomych przez cztery ogromne góro-lodowce, które blokowały wejście niewtajemniczonym. Wartym wzmianki elementem był zbiornik wodny, który ku zdziwieniu shinobiego, nigdy nie zamarzał. Owszem pływał w nim lód, ale tafla jeziora nigdy nie pokrywała się zmarźliną. Co lepsze, wewnątrz tonii wodnej bytowała naprawdę duża ilość ryb, a sama woda była krystalicznie czysta. Gwarantowało to temu miejscu nieskończoną ilość pożywienia i picia dla pojedynczego samotnika. Mężczyzna z rodu Yuki trafił tu w dzieciństwie przez przypadek. Uciekał przed bandą bezpańskich psów i wcisnął się pomiędzy szczelinę dwóch lodowców. Ku swojemu zdumieniu trafił właśnie w to miejsce. Później, kiedy dorastał, musiał stopniowo poszerzać wejście, ponieważ gwałtwonie wystrzelił w górę, zawsze starał się jednak skrzętnie ukrywać drzwi do swojej tajemniczej krainy.


To zaciszne miejsce było pustelnią Arashiego. Tylko on znał drogę do tego miejsca i było jego ulubionym terenem, w który spadał na jego barki całkowity spokój. Jeszcze za czasów bandy Kirito udawał się w tą okolicę bijąc się z chaosem myśli, próbujac ogarnąć rozterki. To w tym rejonie podjął decyzję o wydaniu władzom grupy przestępczej i poświęceniu swojej wolności. Teraz po roku zamknięcia w mroźnych lochach swojej ukochanej wyspy, powrócił aby szlifować kunszt shinobiego. Mężczyzna odetchnął świeżym, mroźnym powietrzem i przemknął spojrzeniem po całej wolnej przestrzeni. Nie ma to jak smak swobody. Jak dobrze zrzucić z siebie okowy zamknięcia. - pomyślał po czym rozpoczął przygotowania do nauki technik.

Shinobi udał się w stronę jeziora i korzystając z prostej techniki ninjutsu wkroczył na jego taflę. Rozejrzał się na boki jakby ciesząc się świadomością wyjścia z zamknięcia. Wziął głęboki wdech i bez wielkiego skupienia wytworzył lodową włócznię, która natychmiast pofrunęła z imponującą szybkością w toń wodną. Już po chwili powróciła do Arashiego, a lodowa materia była ozdobiona szkarłatem krwi trzech nabitych na nią dorszy. Mężczyzna zawrócił trzymając w rękach wytworzoną wcześniej broń i udał się na stały ląd. Zgarnął śnieg z płaskiego kamienia, na którym usiadł i po kolei zdjął ryby z oszczepu. Ułożył je w niewielkich odstępach przed sobą, a następnie popatrzył z zadowoleniem. Wymyślił całkiem zgrabny plan. Chciał nauczyć się techniki zamrażania ludzi. Hyōrō no Jutsu, jednego z najbardziej rozpoznawalnych i zabójczych jutsu Yuki. Jaki zatem był plan? Otóż owe trzy, martwe już dorsze, miały posłużyć za krótką rozgrzewkę, a jednocześnie stać się późniejszym posiłkiem. Arashi przeszedł do praktyki. Dawno nie zamrażał niczego, bo wszelkie tego typu wybryki były nieprzyjemnie karane w więzieniu. Wyraz skupienia na twarzy, odpowiednia kumulacja chakry zarówno wewnątrz organizmu jak i wokół pierwszego dorsza. Hyoton z początku powoli, a później coraz szybciej objął rybkę, która stanowiła cel treningowy. Shinobi odetchnął. Przez tyle czasu lekko wyszedł z wprawy, ale z kekkei genkai jak z pływaniem. Tego się nie zapomina. Kolejnego dorsza Arashi ujął w dłoń, a następnie nie podnosząc swojego szanownego tyłka z kamienia podrzucił mięso wysoko w górę przy jednoczesnej kumulacji niebieskiej energii. Tak jak sobie to wyobrażał, rybka została zamrożona do szpiku kości. Z ostatnią ofiarą mężczyzna starał się wykonać pewną innowację o której myślał od dawna. Intensywnie wpatrywał się w rybę. Z początku nic się nie działo, jednak po chwili Z pyska i oczu ryby wyłonił się lód. Yuki zamroził ją od środka, z czym wiązał w przyszłości pewną technikę. Po tej chwilowej rundce przypominającej, ciemnowłosy ninja rozejrzał się wokół szukając tych masywnych skał, które wielkością dorównywały rosłym ludziom. W teorii jeśli zamrozi taką sporą ilość materii, da radę później przemienić człowieka w mrożonkę. Nie mógł przecież ćwiczyć na prawdziwych istotach. Raz, że z pewnością popadł by w kolejny konflikt z prawem, który z pewnością nie zakończyłby się krótkim zamknięciem, a dwa nie chciał niepotrzebnie krzywdzić zwierząt. Te ryby były wyjątkiem, i tak potrzebował czegoś do zjedzenia, a nie ma nic lepszego niż świeżo upolowane i usmażone dorsze. Ostatecznie odnalazł owe głazy. Trzeba przyznać, że zadanie było dużo trudniejsze niż zabawa z małymi kawałkami mięsa. Z początku Arashi potrafił tylko okuć kamień lodem jedynie do połowy. Z czasem jednak proces stawał się coraz szybszy, aż w końcu z całkiem niezłą szybkością potrafił zamknąć w hyotonowej powłoce rosłe głazy.



Nazwa
Hyōrō no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
10 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Opis Technika, która służy głównie do uwięzienia oponenta. Po aktywacji w powietrze zostaje wysłana chakra, która natychmiast zamienia się w lód. Bryły te, jeżeli powstaną w dobrze przemyślanym miejscu, są w stanie zamknąć w sobie przeciwnika, pozostawiając go na naszej łasce.
Arashi
 

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Arashi » 3 cze 2017, o 13:48

Zapach smażonej ryby unosił się w powietrzu mile łechtając nos Arashiego. Po rozpaleniu prowizorycznego ognia, przy którym z przyjemnością ogrzewał lekko skostniałe ręce, mężczyzna stworzył na poczekaniu bardzo prowizoryczny grill, na którym właśnie obracał dorsze. Musiał coś zjeść. Takie używanie chakry męczyło i wymagało od organizmu spalania dużej ilości energii co przekładało się na częstsze i obfitsze posiłki. Po kilkunastu minutach Arashi stworzył za pomocą swojego kekkei genkai talerz, dwie pałeczki oraz kubek po czym rozpoczął pałaszowanie ugotowanych specjałów. Prawie jak na wystawnym obiedzie w jakiejś willi. - pomyślał ze jedząc ze smakiem. Trzeba przyznać, w porównaniu do strawy, którą spożywał w więzieniu, obecny obiad był prawdziwym specjałem.

Z pełnym brzuchem i ogromną motywacją wynikającą z rocznej bezczynności, Arashi postanowił nauczyć się drugiego już jutsu w tym dniu. Tym razem chodziło o coś naprawdę robiącego wrażenie. Może i zamrażanie ludzi nie leżało wiele rzędów uznania dalej, ale ogromny wieloryb z pewnością na zwykłej gawiedzi zrobi nieco większe zaskoczenie. Shinobi tym razem poświęcił długą chwilę na studiowanie zwoju. W przeciwieństwie do zamrażania, tutaj chodziło o coś więcej. Odpowiednie składanie pieczęci, przemyślane formowanie chakry i objęcię swoim kekkei genkai naprawdę sporego obszaru. Tym razem, Arashi nie mógł ot tak przetestować swojej mocy małymi kroczkami. Tutaj nie stworzy malutkich wielorybów, przed zaistnieniem wieloryba matki. Chooociaż...? - zawahał się w myślach mężczyzna. W sumie, czemu by niby nie? Z zaciekawieniem i pewną dozą niepewności na twarzy, złożył odpowiednie symbole, w tym specyficznym języku migowym, a następnie skumulował niebieską energię. Zaśmiał się głośno, gdy w wody wystrzelił miniaturowy wieloryb. Chwilę popływał, a w tym czasie Arashi starał się zbadać możliwości kontroli tworów. I już po kilkunastu sekundach lodowy twór rozpoczął piruety, nawroty i inne manewry w tonii wodnej. Na końcu z jego lodowo-rybiego karku wystrzelił strumień wody po czym rozpadł się na drobne kawałeczki. Zadowolony z siebie Arashi zbliżył się do tafli jeziora, a następnie złożył pieczęci tym razem chcąc dokonać pełnego wymiaru techniki. Wkroczył na powierzchnię zbiornika wodnego i skumulował chakrę. O kurwa! - wymsknęło się byłemu skazańcowi kiedy zgodnie z jego planem sam wystrzelił w powietrze. W jaki sposób? Otóż wpadł na pomysł aby wykreować ogromnego wieloryba pod sobą i dosłownie uczynić z niego swój wodny rydwan. Ledwo utrzymując się na ślizgim grzbiecie tworu mknął z ogromną szybkością pokonując kolejne metry wody. W istnej euforii zeskoczył z wieloryba trzymając jedną ręką za swoją futrzastą czapkę po czym odwrócił się i obserwował jak lodowa bestia niczym taran wbija się w pobliską górę, niemalże miażdżąc ją. Arashi nie mógł doczekać się kiedy użyje tej techniki w prawdziwym starciu. a tymczasem udał się do swojego domu. Potrzebował chwili odpoczynku.


Nazwa
Hyōton: Ikkaku Hakugei

Pieczęci
Tygrys → Ptak → Małpa → Koń → Wąż → Pies

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe Technika utrzymuje się 3 tury. W przypadku wykorzystania naturalnie występującego śniegu lub lodu 4 tury. Wymaga zbiornika wodnego.

Opis Po wysłaniu chakry do głębin wody, za pomocą swojego Kekkei Genkai wytwarzamy ogromnego wieloryba z lodu. Stworzenie to wypływa wtedy na powierzchnię i można z niego skorzystać w ataku. Masa jest na tyle duża, że można za jego pomocą zatopić statek, a i szybkość uderzenia do małych nie należy.


z/t
Arashi
 

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hoshigaki Kenji » 7 kwi 2018, o 13:37

Niedawno dotarłem na Hyuo, tak już miałem, lubiłem pospacerować, zdobywać tereny nieodkryte. Miasto nie dało mi tego czego oczekiwałem, jednak mój wygląd skazuje mnie na samotnika. Może teraz trochę przesadziłem, zależy to zdecydowanie od regionu w którym przebywam. Jednak, gdy widzą mnie dzieci, ich rodzice, widzę, że ich wzrok od razu ze mnie schodzi. Tak jakby się bali, uciekali przede mną. Na szczęście nigdy się tym nie przejmowałem, wygląd nie miał dla mnie ogromnego znaczenia. Była to o tyle cecha odgórna, że nikt nie mógł mieć wpływu na to. Choć może najwyższa pora na to, by zainwestować w płaszcz z kapturem? Na pewno ułatwiłoby mi to przebywanie pośród ludzi. Mimo że jak wspominałem, nie mam z tym problemu to jednak nie lubię niekomfortowych sytuacji, a tym bardziej ich tworzyć. Tak też zszedłem na obrzeża wioski, może nawet delikatnie ją przekroczyłem. Zainteresowały mnie góry lodowe, znajdujące się niedaleko opodal wioski. Wyruszyłem tam, z daleka wyglądało to wszystko imponująco. Nie inaczej było, gdy podszedłem bliżej.
- Brr...- nie było tutaj najcieplej.
Dopiero wiosna a pogoda już taka mroźna? Coś mi tu nie pasowało, akurat w tym regionie było wyjątkowo chłodno. Zacząłem krążyć wokół, nagle dostrzegłem sporą szczelinę. Tak jakby ktoś tutaj dłubał, wyciągnąłem kunai'a, rozejrzałem się dookoła. Zauważyłem ruch w krzakach, oczywiście nie rzuciłem na oślep. Byłoby to głupotą, to mogło być zwierze. Wskoczyłem w krzaki, gardę trzymałem wysoko. Miałem rację, wypłoszyłem kota, pewnie był głodny. Sprawdziłem teren wokół mnie, czy nie ma tutaj żadnych pułapek i czy na pewno jest tutaj bezpiecznie. Kto wie, co kryję się za tą szczeliną. Jako pewny siebie młodzieniec, śmiało wszedłem w szczelinę. Była ona duża, przeszedłem bez problemu, widać, że to czyjaś skrytka. Mam nadzieję, że nikt tutaj nie mieszka. Było to na tyle dziwne miejsce, że mogłem spodziewać się wszystkiego. Po wyjściu na drugą stronę sam nie dowierzałem w to co widzę. Piękny krajobraz, góry, lodowe, wysokie, na środku duże jezioro? Nie widać końca...
- Niezamarznięta? Może to jakaś iluzja?- wszystko tutaj było za piękne, by mogło być prawdziwe.
Pochyliłem się nad wodą, schowałem kunai'a, którego wyciągnąłem wcześniej. Wziąłem trochę zimnej wody w dłonie i przemyłem twarz.
- Podoba mi się tu.
Nie zrzucałem z siebie swoich rzeczy, pogoda zdecydowanie na to nie pozwalała. W wodzie pływało wiele ryb i innych gatunków wodnych zwierząt. Czyli musi tu pod wodą, pod lodowcami być gdzieś kolejne wyjście. Nie miałem zamiaru na razie tego sprawdzać. Wystarczył mi ten widok i fakt, że znajdowałem się tutaj sam, prawdopodobnie. Zacząłem się kręcić tutaj, poskładane patyki w kształt ogniska? Podbiegłem gwałtownie, by zbadać sytuację.
- Ktoś tu był, dawno, dawno temu...- skomentowałem.
Pozostałości po ognisku, ości ryb, widać, ktoś często tutaj przebywał. Znałem się na morskich obszarach, dlatego mogłem dostrzec takie drobnostki. Wyglądało na to, że faktycznie jestem tutaj tylko sam. Miejsce to przypominało mi osamotnioną plażę znajdująca się w Kantai. Ktoś też znalazł sobie tutaj na Hyuo miejsce w którym czuł dobrze się sam. Pewnie już nie spotkam tej osoby, widocznie musiała mieć jakiś powód, że przestała tu przychodzić. Zrobiłem jeszcze sobie krótki spacer po czym usiadłem na brzegu, kunai'em odrywałem malutkie kawałki lodu i puszczałem żabki. Od czasu do czasu moczyłem ręce czy starałem się dostrzec coś niesamowitego pod taflą wody. Sam nie miałem zamiaru nurkować, przynajmniej póki co. Czułem się tutaj jak w domu, robiłem się głodny i senny, jednocześnie, które z uczuć mnie zdominuję.
- yaawn- ziew przykryłem dłonią.
Chyba już wiem, przesunąłem się dalej od zbiornika wodnego, siedząc na zimnej podłodze oparłem się o ścianę jednego z lodowców i postanowiłem tu odpocząć.
Hoshigaki Kenji
 

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hayami Akodo » 8 kwi 2018, o 13:39

At first it was evening
And then it was me
Yesterday a word on the wind
Today – the light



Nogi niosły go po prostu przed siebie. Na sobie miał jedynie ubrania, przy boku katanę, na plecach yari, a przed nim widniała pełna znaków zapytania przyszłość. Załóżmy nawet, że uda się do Atsui, rozedrze stare rany i...i co? Pozwoli się ponownie użyć? Wykorzystać jak zabawkę? Bo nie oszukiwał się nawet przez moment i wiedział, że Ichirou skorzysta z okazji, by w coś ich wmieszać - taka organizacja tak czy inaczej musi zaburzyć równowagę...Czy był pewien, że chce się w to mieszać?
Szedł, cichy, spokojny, zamyślony, pogrążony we wspomnieniach - chyba musiał sobie to wszystko poukładać, te obrazy wyświetlające się w jego głowie jak film, kwestie, które wracały do świadomości po wielu miesiącach, słowa, głosy, pożegnania, wybory, decyzje...
Sam nie wiedział, kiedy dotarł aż tu, do tego dziwnie lodowatego zakątka. Owinął się mocniej płaszczem, mrużąc oczy. Srebrne światło gwiazd, księżyca, padało na jego drogę, zarysy odległych domów, skał, kamyków na ścieżce.
W pewnej chwili wyrosły przed nim cztery olbrzymie górolodowce; przeszedł pod jednym z nich, ominął je w jakiś tam sposób, nawet nie umiałby sobie przypomnieć, w jaki. Cisza była zdumiewająco przyjazna...Jak nie ona. Taka...nierzeczywista.
Ale to było przyjemne, znaleźć się w takiej jakby naturalnej iluzji, innej od przerażających wizji tworzonych przez genjutsu, innej niż powolne, głodne płomienie pożerające ciało czy chore wizje zwichrowanych umysłów. Zaśmiał się cicho sam do siebie.
Do czego to wszystko doszło... Heh.
To, co się przed nim ukazało, wprawiło go w niemy zachwyt. Chyba przez czysty przypadek, kierowany przeznaczeniem, zaszedł do tej fascynującej krainy...Była piękna, niedostępna i groźna, jak lazurowo śnieżne wybrzeża jego ojczystych stron, które niełatwo było ani zdobyć, ani zmusić do ugięcia karków przed możniejszymi. Pokręcił głową z podziwem, rozglądając się wokół, stąpając po twardym, białym śniegu, omijając kruchy z wyglądu lód. Chłonął te wszystkie widoki, próbując odnaleźć w nich zimne zrozumienie, coś, co może podsunęłoby mu jakąś odpowiedź, coś, co byłby w stanie pojąć...
Dopiero po dłuższej chwili dostrzegł nietypowy element. Element, który w ogóle nie pasował do tego krajobrazu. Którego nie powinno tu być.
Dziecko.
Mały, śpiący, może ośmio- lub siedmioletni chłopczyk leżący na śniegu.
Ognisko? Porozrzucane kawałki lodu. Pewnie mały puszczał kaczki.


- Co on tu robi? - mruknął ze zdziwieniem. Nie chciał budzić chłopczyka, może był zmęczony czy coś, ale...
Rozejrzał się za drewnem. Było tu trochę drzew, jakieś krzaczki nie krzaczki, no i ostał się jakiś pień. Zabrał ze sobą na szczęście krzesiwo, w notatniku Shijimy było trochę pustych kartek. Zmarłemu raczej jest już obojętne, co z tym zrobi, prawda? Zresztą miał katon, pewnie sam by rozpalił tutaj ogień i niczym się już nie przejmował - problem w tym, że ślady wskazywały na to, że ktoś tutaj często bywał. Czy był to ten mały? Jego opiekun? Ktoś inny? Skąd się tutaj wziął? I dlaczego? Po co? Czy jego też tutaj przyniosły nogi?
Zbliżył się do ogniska. Kartki, trochę drewna, suchy pniak, obłamać trochę gałęzi...Na szczęście znalazło się coś suchego. Kilka iskier z krzesiwa, szybki, niecierpliwy ruch...
Ogień płonął powoli i niepewnie. Dorzucał co jakiś czas kilka gałązek, przeklinając się w myślach, że nie poprosił wtedy Shijimy, Seinaru ani Tensy o trening technik ognia. Poszłoby znacznie szybciej i sprawniej. W Kaigan będzie musiał to wszystko nadrobić.
Podszedł do śpiącego chłopca i przeniósł go ostrożnie do ogniska. Położył małe, zziębnięte ciałko, po czym okrył go swoim płaszczem i wpatrzył się w ogień, wzdychając. Zauważył jego odmienność, niebieską skórę, skrzela i kiełki, to fakt, podobne miała jedna z sędziów na turnieju. Niezwykły, wyspiarski szczep ludzi-ryb, inny niż wszystkie...Cóż, to jedno mimo wszystko łączyło go z dzieciakiem: odmienność. Obaj odróżniali się od standardowych shinobi, walczących Katonem / Suitonem / Raitonem / czymś tam jeszcze, mieli inne style, inne życie, widzieli inną przyszłość dla siebie niż ci wszyscy ambitni młodzi wojownicy z klanów. Tyle że chłopca wyróżniał głównie wygląd i młody wiek, jego zaś od shinobi - prócz uzbrojenia i barwnego wyglądu - wyróżniały ideały. On wierzył w honor, chwałę wojownika, w drogę wojny sprawiedliwej, która była sztuką myśli i miecza, rozwagi i szybkości, ciosów i dumnej wiedzy, kiedy przestać...A oni widzieli w jego wierze, ideałach, poszukiwaniu honoru anachronizm. Relikt dawnych, samurajskich czasów, które musiały odejść, by zrobić miejsce pogoni za żywiołami i rywalizacji klanów.
Cóż, każdego osądzą inaczej bogowie. A jeśli po śmierci jest jakieś życie, jeśli przodkowie i ci, których żegnamy, naprawdę widzą nasze czyny, będą wiedzieć, komu naprawdę należy się uznanie, czyje decyzje były bardziej wartościowe.
Teoretycznie był kimś obcym, pewnie wystraszyłby dziecko swoją obecnością, wzbudził wątpliwości; dlatego, jeśli światło rozbudziło malucha (wydawał się spać naprawdę mocno i twardo, więc raczej już by nie słyszał tego, jak się kręci i rusza, prędzej by go obudziło właśnie światło wdzierające się pod powieki), jeśli wrócił do rzeczywistości i zorientował się, że siedzi przy ognisku z obcym, nieznajomym mężczyzną, to uśmiechnął się do chłopca ciepło.

- Cześć, śpiąca rybko-chan - powiedział łagodnie. - Jestem Hayami, a ty? Co tutaj robisz?

Naprawdę był ciekawy, co mały przedstawiciel rybek może tutaj robić. I dlaczego licho zaniosło go akurat tutaj? Tu, do tego zakątka, gdzie ewidentnie ktoś wcześniej przebywał? Szukał opiekuna? Zawędrował tu przypadkowo, ot tak? Ukrywał się tu przed całym światem, bawiąc się z rybami w wodzie, nurkując i ciesząc się życiem, jak potrafią to robić tylko dzieci?

- Przykryłem cię trochę i rozpaliłem ognisko. Owiń się śmiało, jeśli ci zimno - dodał ze spokojem. - Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy.

I w tym, co mówił, była prawda. Pokiwał głową, pozwalając na chwilę odpłynąć myślom w dal, gdzieś w niebo, w ciszę, w rzeczywistość...
Coś się kończy.
Coś się zaczyna.
Obrazek

głos Hayamiego| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:


[C]Hibcia & Maseł - Kaigan Winds
[C]Shins Douhito - I know these eyes/This man is dead


STRUŚ NIE PRZYJMUJE WIĘCEJ NIŻ MAX 3 MISJE, W TYM JEDNĄ D. PROSIMY BRAĆ TO POD ROZWAGĘ.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1023
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hoshigaki Kenji » 9 kwi 2018, o 13:54

Zasnąłem, tak skończyło się przesiadywanie na lodzie. Dziwna sprawa, normalnym ludziom ciężko zasnąć w takich warunkach.
- Znajdowałem się na pięknej polanie z ogromnym jeziorem, wokół pełno ninja. Rodzice, dzieci, całe rodziny, wszyscy byli zadowoleni. Mieli uśmiechy na twarzy. Czułem, że to sen, jednak brnąłem dalej. Sam widziałem siebie, jakby z 3 osoby, opartego o drzewo z drobnymi gałązkami. Wbrew pozorom sen skrywał w sobie zmrok. Czułem, że oddalam się od swojego ciała. Na początku widziałem radość ludzi zgromadzonych dookoła. Kilka sekund później ekran jakby zaczął się oddalać, coś było nie tak. Wszystko zaczęło być coraz mniej wyraźne, jakby przez mgłę. Łapie ostrość i co? Widzę siebie, siedzącego, półleżącego opartego o drobne drzewko. Wokół mnie cień, brak ludzi. Zero zainteresowania moją osobą. Spojrzenia ukradkiem na mnie, szybko uciekający wzrok. Nie czułem się smutny z tego powodu, wiedziałem, że to tylko sen. Podświadomie wiedziałem, że moja rzeczywistość niczym nie różni się od wyimaginowanego obrazu. Poczułem lekki żal, było to możliwe chyba tylko w śnie. Normalnie nie czułem litości nad samym sobą, w końcu byłem taki sam jak inni ludzie... ale jednak inny. Nie chodzi tu o charakter bo jestem całkiem pomocny, chodzi tu chyba o coś dużo prostszego. Żeby poznać czyjś charakter trzeba pierw poznać osobę, a ludzie częściej odrzucali mnie i niż wyciągali do mnie dłoń...
W tym momencie poczułem ciepło, jakbym się palił. Do tego jakiś głos, męski... Nie ogarniałem co się działo, było mi cholernie zimno. Otwarłem oczy szerzej, totalnie nie spodziewałem się tutaj drugiej osoby. Myślałem, że to zapomniane miejsce. Nic nie wskazywało na to, że ktoś przychodzi tutaj regularnie. Wziąłem kawałek płaszczu, który został mi podarowany jako koc. Zrozumiałem, że nie ma wobec mnie złych zamiarów. Gdyby tak było nie obudziłbym się już z mojego głębokiego snu. Chwile później młody wojownik potwierdził moją tezę.
- Przepraszam... Myślałem, że to opuszczone miejsce. Tak przynajmniej mi się zdawało.- mówiłem cichym głosem.
Cały przemarznięty, co odbiło mi, by robić sobie drzemkę w takim miejscu. Na co ja liczyłem? Widać było, że chłopak jest starszy ode mnie o kilka lat. Różnica między nami mogła być całkiem spora, na oko około 10 lat.
- Jestem Kenji.- powiedziałem już nieco odważniej.
Przybliżyłem swoje ręce do małego ogniska, czyli to ten chłopiec przychodził regularnie w to miejsce. Była to jego ucieczka od rzeczywistości, przynajmniej ja tak traktowałem ten teren.
- Jeśli uszkodziłem coś tutaj, to przepraszam. Nie miałem tego na celu, przywędrowałem tutaj przypadkiem.
Postanowiłem, że może skrócę mu swoją opowieść, czułem się trochę jak gość na czyimś parkiecie. Wypadało wyjaśnić co tu robię i dlaczego akurat w tym miejscu.
- Może zacznę od początku, co?- pewności siebie dodała mi postawa chłopaka.
Nie był do mnie negatywnie nastawiony. Nawet na odwrót, wyczułem coś więcej niż obojętność. Ktoś się o mnie zatroszczył? Wydawało mi się to trochę niemożliwe ale chętnie tak sobie wmawiałem i cieszyło mnie to.
- Jestem Kenji, chyba już wspominałem. Nie jestem stąd, pochodzę z innej osady. Tutaj przybyłem przypadkiem, wioska nie jest dla osób takich jak ja. Cenię sobie życie w ukryciu, dlatego dotarłem, aż tutaj. Szczerze mówiąc dość mam wgapionych we mnie ludzi. Traktują mnie jak, kogoś, nie, przepraszam, jak coś... niebezpiecznego.- mówiłem spokojnie, tak by każde z wypowiedzianych słów dotarło do Hayamiego.
Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy, postanowiłem to przerwać. Starszy chłopak chyba wiedział, że po prostu jeszcze nie skończyłem i nie chciał mi przerywać.
- Często tu przychodzisz?- spojrzałem z uśmiechem na Hayamiego.
Skrobałem delikatnie ręką po lodzie, odzyskałem czucie w dłoniach, co było dobrym znakiem. Rozpalone ognisko pomogło doprowadzić mi ciało do normalnej temperatury. Czułem jak odzyskuję pełną sprawność.
Hoshigaki Kenji
 

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hayami Akodo » 9 kwi 2018, o 22:59

Uśmiechnął się do chłopca delikatnie, po czym przyjrzał mu się jeszcze raz, ot tak, by dostrzec rysy chłopca wyraźniej, odszukać w nim to coś znajomego...taak...ani chybi typowy członek rybich szczepów, wprawdzie smarkaty, ale też się liczył!
Dorzucił spiesznie kilka szczap do ognia, by nie zgasł. Drwa zajmowały się powoli, niespiesznie, ogień jedynie lizał drewno, muskał jego szorstką fakturę, ale kilka iskier i spora gałąź wrzucona dla podtrzymania ciepła spełniły swoje zadanie. Czuł się w obowiązku odpowiedzieć na pytania dziecka, które przedstawiło mu się jako...chwila, jak to brzmiało? Ach tak.
Kenji.
Hoshigaki Kenji.
Żelazny wojownik. Może rzeczywiście takim będzie? Kiedyś, później, w odległej galaktyce, kiedy staną już przed nim inne cele, inna rzeczywistość i inne życie?
Tyle że, przy najszczerszych nawet chęciach, Hayami nie mógł mu powiedzieć zbyt wiele o tym miejscu. Widać bogowie kierowali ich losami tak, by zetknęli się tu, na kruchym lodzie, gdzie każdy nieostrożny krok mógł spowodować wpadnięcie do lodowatej wody...Cóż za żart losu, prawda? Jeśli można to było nazwać żartem: spotkali się na neutralnym terenie, takim, który był bardzo nietrwały i niestabilny, niczym odłamki skał odrywające się od gór i spadające z łoskotem w przepaść.
Ognisko powoli rozpalało się coraz bardziej. Cienka, szklana tafla lodu i śniegu rozjarzyła się jasnym światłem. Chyba byli z dzieciakiem sami; właściciel tej kryjówki, jeśli jeszcze stąpał po tym świecie, najpewniej już dawno opuścił to miejsce.

- Nic nie uszkodziłeś - zapewnił z uśmiechem. - Zresztą nawet gdyby, nie miałbym o to pretensji ani ja, ani właściciel tego miejsca. Jeśli żyje, to pewnie już dawno porzucił tą kryjówkę.

Spojrzał, czy dobrze się pali, po czym odgarnął sobie trochę włosy i poprawił rękawiczki tak, by mu nie przeszkadzały. Przez chwilę panowała wokół nich cisza, przerywana jedynie trzaskiem palącego się drewna i spokojnymi oddechami samuraja i rybiego malucha. Wreszcie jednak czerwonowłosy młodzieniec skinął głową. Skoro Kenji się przedstawił, to zapewne chciał też wiedzieć, kim jest człowiek, który użyczył mu ognia, ciepła i płaszcza, a przede wszystkim rozmawiał z nim jak z każdym innym dzieckiem. Tak samo rozmawiałby z każdym innym: małą kuzynką lub kuzynem, młodszym bratem, z Ryuujinem, gdyby tylko Ryuujin umiał mówić, tak rozmawiał z biedną, białą Aki, której jesień dawno już minęła.

- Ja jestem Akodo Hayami z Yinzin - przedstawił się z lekkim uśmiechem.- Jestem samurajem, podróżuję z Hyuo do Kaigan, a tutaj nogi przyniosły mnie przez czysty przypadek. Po prostu...Zawędrowałem tutaj i tyle.

Nie chciał dzielić się z chłopcem wszystkim, co czuł, co myślał, po prostu byli dla siebie zbyt obcy, by miało to sens. Wszyscy w tym świecie pełnym niezgody, dysharmonii, wojny i nienawiści ukrytej w odległych wiekach, kiedy konkretni liderzy podejmowali konkretne decyzje, sprowadzając na swoje rody klęskę gniewu i nieprzyjemnych konfliktów, wszyscy ludzie stawali się dla siebie zimni i udawali, że wielu rzeczy po prostu nie widzą. Tak było przecież po prostu wygodniej...
Czy i jemu wygodniej by było przejść dalej? Opuścić to miejsce, tą kotlinę między górolodowcami, i tak po prostu zostawić śpiące, małe dziecko samemu sobie? Gdyby tak uczynił, nie wykazałby się zbytnią empatią ani honorowością - i może to była po prostu kwestia szlachetnej natury Hayamiego, kodeksu cnót, który nakazywał pochylać się nad słabszymi, kobietami, dziećmi.

- Obaj jesteśmy inni, Kenji. Ty masz naturę i wygląd ryby, ja jestem zaś samurajem - wojownikiem, który zgodnie ze starymi zasadami szuka honoru, szczęścia w życiu i zgody z własnym nindo- zauważył z uśmiechem Hayami. - Ciebie się boją, bo dziwnie wyglądasz i musisz być przez to dziwny, mnie mogą uważać za dziwaka, bo zamiast walczyć jedynie kataną i yari, jak wszyscy, używam jeszcze natury wody. Ale każdy z nas jest nietypowy, a gdybyśmy nie byli dziwni, to świat, przynajmniej dla mnie, byłby nudny.

Poczochrał lekko głowę chłopca, zastanawiając się, co teraz zrobić i powiedzieć. Mimo wszystko...Może nadszedł czas na trening? Tak, to byłby dobry moment, pokazałby chłopcu parę samurajskich sztuczek, a potem może ruszyłby dalej, oczywiście zabierając ze sobą dzieciaka. Takie bąble jak Kenji nie powinny się same plątać, gdyż mniejsza już o to, że są z klanu władającego wodą, ale...Po prostu nie powinny być same, przynajmniej na razie. Może później powierzy chłopca czyjejś odpowiedzialnej opiece?
Może. Może. Może.
Za dużo było tych wszystkich może.
Przy okazji mógłby przestać myśleć o tym, co zobaczył w pustym, oblanym szkarłatem zachodu domu. Może wreszcie skupiłby się na czymś sensownym.

- Słuchaj, mały. Chcesz zobaczyć, jak ćwiczą samurajowie, a później ruszyć ze mną w podróż? - spytał z uśmiechem. - Może nie mam wielkich umiejętności w Suitonie, ale wiem, jak walczyć włócznią. Opanowałem sporo z tych technik, zresztą sam zobaczysz, że nie chodzi tam o broń, a o ducha. Bo bez ducha, Kenji, bez wiary w siebie i bez serca do tego, co robisz, nie ma sensu trenować. Albo robisz coś całym sobą, rozwijasz się i idziesz dalej, albo ciągle stoisz w miejscu i koniec.

Wstał i dorzucił do ogniska na tyle, żeby przynajmniej przez dłuższy czas nie zgasło, po czym dobył spokojnie swojej yari. Przyjął pozycję pełną gotowości i niezależnie od tego, czy chłopiec był ciekaw jego popisów i technik, czy nie, zamierzał po prostu wprowadzić swoje słowa w czyn. Czekał jednak na reakcję Kenjiego, mimo wszystko...
Obrazek

głos Hayamiego| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:


[C]Hibcia & Maseł - Kaigan Winds
[C]Shins Douhito - I know these eyes/This man is dead


STRUŚ NIE PRZYJMUJE WIĘCEJ NIŻ MAX 3 MISJE, W TYM JEDNĄ D. PROSIMY BRAĆ TO POD ROZWAGĘ.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1023
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hoshigaki Kenji » 10 kwi 2018, o 16:46

Ciekawa sytuacja, ktoś zwraca się do mnie ciepło i przychylnie? Było cholernie dziwnie ale... miło. Pasowało mi to, możliwe, że do tej pory nie spotkałem kogoś takiego jak Hayami. Jedna rzecz jedynie nie dawała mi spokoju.
- Heh... Trochę to dziwne, że przez tyle czasu prawdopodobnie do tego miejsca nie przychodzi nikt i jednego dnia zjawiamy się tutaj my, całkiem przypadkiem, jako turyści.
Podrapałem się po głowie, chciałem przejrzeć się w tafli wody. W jej odbiciu, najzwyczajniej spojrzeć na swoją fryzurę. Mogła ona ulec zniszczeniu podczas krótkiego snu. Zamoczyłem rękę w wodzie i kilkukrotnie machnąłem nią po głowie. Z mojej twarzy nie znikał uśmiech, sytuacją byłem zaskoczony, bardzo pozytywnie. Trochę mi o sobie powiedział starszy chłopak. Jego podejście do świata strasznie mi spasowało. Dostrzegał różnicę między nami a innymi ludźmi. Potrafił ocenić indywidualnie, może przez to, że dopiero się poznajemy? Nie miał czym się sugerować, choć nie wyglądał na kogoś kto jest podatny na słowa osób trzecich. Ledwo co poprawiłem swoją fryzurę, wtedy Hayami dotknął mojej głowy i cała fryzura się zepsuła. Cale szczęście, że włosy były mokre, wilgotne, szybki ruch, ręka, głowa i już.
- Wybacz, mam bzika na tym punkcie. Z jednej strony nie powinienem się przejmować, bo i tak ludzie zanim spojrzą na włosy widzą resztę ciała. Choć akurat co do głowy to tutaj staram się być perfekcyjny.- mogło zabrzmieć to dziwnie i egoistycznie.
Ale akurat włosy to był element dla mnie najważniejszy. Chwilę później chłopak chciał trochę potrenować, może popisać się przede mną. Choć może akurat to była jego pora na trening i w tym celu starał znaleźć się jakieś ukryte miejsce. Jako, że byłem fanem aktywnego wypoczynku postanowiłem się dołączyć. Walka wręcz czy kenjutsu nie było dla mnie, tak mi się zdaje.
- Jeśli chodzi o walkę wręcz, to jakby to powiedzieć. Akurat w tym elemencie nie jestem za dobry...- szepnąłem.
Było mi wstyd, do tej pory uważałem się za ninje kompletnego. Wszędzie gdzie się udawałem, wiecznie jak trenowałem uważałem, że to ja jestem najlepszy. Wystarczyło wyjechać do sąsiedniej osady i proszę, rzeczywistość szybko mnie zweryfikowała. Nie zawiodło mnie to, koniec końców, nigdy nie jest za późno, by opanować nowe dziedziny i czegoś się nauczyć. Gadka motywacyjna też nieźle na mnie podziałała, zmusiła mnie do jeszcze cięższej pracy nad sobą.
- Czyli jesteś samurajem, który potrafi kontrolować chakre. Jestem pod wrażeniem, musiałeś przejść wiele ciężkich treningów, by dojść do obecnego poziomu.
Tak jak wspomniałem wcześniej, uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Czułem się jakbym poznał kompana, kogoś kto doskonale mnie rozumie. Znaliśmy się może kilkanaście minut, bo prawdopodobnie tyle czasu spędziliśmy tutaj razem. Wystarczyło to, by Hayami zasłużył na mój szacunek. Może dla niego to nic nie warte i oczywiście nie powiedziałem tego starszemu chłopcowi ale dla mnie był to kluczowy element. Fundament, by budować coś większego i trwalszego. Chłopak przyjął pozycję, objął yari. Wyglądał na silnego wojownika, swoje słowa chciał jak najszybciej zamienić w czyny. Podobało mi się takie podejście. Oboje od siebie możemy wiele się nauczyć, wspomniał wcześniej, że jego naturą jest suiton, to tak jak u mnie. Dziwna rzecz, ale jednak kolejny element, która nas ze sobą zespaja.
- Suiton: Mizu Bunshin no Jutsu- złożyłem odpowiednie pieczęcie.
Teraz było nas trzech, ja, Hayami i mój klon. Stanęliśmy na przeciwko starszego i czekaliśmy na jego czyn.
- Jestem gotów, poznajmy się bliżej.- powiedziałem pewny siebie, - Pokaż mi różnicę między ninja a samurajami.- byłem pewny jak całość zaraz się skończy, tak jak wspomniałem, jeśli chodzi o style walki to byłem totalną nogą.
Hoshigaki Kenji
 

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hayami Akodo » 10 kwi 2018, o 22:55

Pojawienie się klona sprawiło, że Hayami cokolwiek się zdziwił, zważywszy na okoliczności. Jednak skoro malec zamierzał sobie tak z nim pogrywać, Akodo nie widział powodu, by nie odpowiedzieć mu na to chęcią. Dwóch Kenjich było wystarczającą ilością przeciwników, by się z nią zmierzyć. Tylko jakiej techniki użyć, by za bardzo nie skrzywdzić malca? Mimo wszystko Hoshigaki był jeszcze dzieckiem. Oznaczało to, że nie powinien przekraczać pewnych granic, które zostały wytyczone w nauczaniu. Uśmiechnął się delikatnie, widząc w nim taką motywację i pragnienie walki, poznania, które mogło go w przyszłości zaprowadzić daleko. U czerwonowłosego samuraja obudziło się ono za późno - albo raczej w nieodpowiedni sposób i w nieodpowiednim momencie - przez co doprowadziło do wielu błędów. Pewne decyzje naprawdę można byłoby podjąć inaczej, rozegrać, gdyby tylko...

Dość tego. Skup się. To jest twój czas. Twój i jego.

- Dobra, robimy tak. Kenji numer jeden - tu wskazał na pierwszego z Kenjich, uśmiechając się lekko - - Stajesz na boku, Kenji numer dwa, chodź tutaj przede mnie. Stań w pozycji obronnej.

To mówiąc, zademonstrował sobą, jak wygląda taka pozycja obronna. Puścił oko do chłopca, po czym spoważniał. Trochę teorii, trochę praktyki, ćwiczeń nad duchem i ciałem - tych dwóch elementów lepiej było nie rozdzielać, przynajmniej w jego opinii, gdyż ciało i dusza i tak stanowią jedność - i może, może powoli coś zacznie się klarować, może z Kenjiego wyjdzie jakaś naprawdę prawilna rybka? Zaśmiał się cicho, rozbawiony mimo wszystko tymi myślami.

Zachowujesz się, jakby ten chłopiec...

- Ty obserwujesz, a on się broni. Jak coś, to potem walczę z tobą - uprzedził. Dobył yari i przez chwilę zastanawiał się, jakiej techniki najlepiej użyć, wreszcie jednak podjął decyzję. Tak, tak będzie chyba najlepiej.
Techniki chakrowe wolał zachować dla siebie, w końcu to tylko chłopiec, a nie poważny oponent w rodzaju Yosuke, Shinjiego czy Megumi, albo - o zgrozo - wojowników zza Muru. W sumie to ciekaw był, co się stało z tymi, którzy przetrwali masakrę? Czy wrócili do swoich domów, pokonani, by lizać bolesne rany? Czy zginęli, dobici przez szlachetnych, cywilizowanych shinobi?

To i tak nie ma już znaczenia. Nie teraz.


Uchwycił mocniej yari w dłoniach, wzdychając. Powietrze było tak zimne, że z jego ust wydobywała się para; gdyby dmuchnął teraz na szybę, pewnie byłby wiadomy efekt. Znów wrócił myślami do tych wszystkich otaczających go duchów, wspomnień, słów i zdolności, do twarzy shinobi i samurajów, i przeszedł na tryb myślenia bitewnego. Teraz wokół niego był tylko śnieg, przeciwnik i walka - a że przeciwnikiem był chłopiec? Cóż, o tym Hayami na pewno pomyślał.


- Pokażę ci kilka możliwości. - powiedział spokojnie. - Patrz uważnie.


Oznajmiwszy to, Hayami zaczekał, aż klon zaatakuje go jako pierwszy - tak było lepiej, spokojnie czekać wśród narastającego chłodu, dzierżyć broń...normalnie wyrwałby się pierwszy do przodu, uderzył przeciwnika próbnie, szukając w nim słabego punktu, ale teraz nie miało to już większego znaczenia - i kiedy ten zbliżył się do niego na tyle, że był równo dwa metry od jego yari, drżącej lekko w niespokojnych dłoniach, czerwonowłosy samuraj wykonał jeden szybki krok w przód, najszybszy, jak mógł i zgodny z jego zdolnością do reakcji. Równie zgodny był też szybki, wręcz błyskawiczny cios.
Zadany prosto i ze spokojem w odsłoniętą krtań małej rybki...
Klon rozpadł się dość szybko, co sprawiło, że Hayami uniósł wysoko brwi. Ciekawe...

- Ktoś cię szkolił czy tak sam z siebie to poznałeś? - spytał z lekkim uśmiechem. - Przejdźmy do rzeczy. Teraz ty mnie atakujesz, ale potem ja muszę już jechać do Kaigan, a wcześniej udać sie do miejscowego sklepu na zakupy. Trzeba przywieźć kuzynowi i braciom trochę prezentów...

Szybko obrócił się na pięcie, po czym przybrał pozycję obronną. Wciąż osłaniał się yari, a jego twarz była pełna powagi i skupiona. Żadna walka nie była żartem, nawet jeśli był to tylko trening - albo, na bogów, aż trening. Nie mógł lekceważyć nietypowych zdolności małych rybek, skoro nie ignorował też zagrożeń, jakie niosły ze sobą duże rybki. Sędzina z Hoshigaki powstrzymała go wtedy całkiem...ekspresyjnie, zatem chłopiec również mógł coś wymyślić. Raczej nie kłamał, mówiąc, że jest tu przypadkiem; zresztą po co miałby to robić? Tak czy inaczej Hayamiemu zależało na czasie.

- Wybierz jakąś jedną technikę i mnie zaatakuj. Potem możesz tu zostać, iść do osady albo iść ze mną na zakupy, to już jak wolisz. Decyduj się szybko.


UŻYTO:


Nazwa
Ikioi

Pieczęci
Brak

Zasięg
Zasięg ostrza + 2 metry

Koszt
Brak

Dodatkowe [justify]Na czas używania techniki otrzymujemy +15 do szybkości, + 15 do siły. Technika możliwa do wykonania jedynie przy pomocy prostej broni drzewcowej np zwykły kij bądź naginata - odpadają za to wszelkie kosy itd.

Opis Po ustawieniu się w pozycji odpowiedniej dla stylu Battodo czekamy na zbliżenie się przeciwnika. Gdy ten jest oddalony o 2m od zasięgu broni to wykonujemy jeden szybki krok w przód, a następnie czyste pchnięcie w krtań pochylając się odpowiednio, by wykorzystać całe ciało do ataku. Ta technika sprawia, że wykonujemy cios w grdykę wroga z niesamowitym impetem dlatego, zwykle przebija blok i ciężko zbić na bok naszą broń. Szybkość ataku zależy jednak od naszych możliwości ciała.

Uwaga
Dostępne jedynie dla samurajów jako usprawniony styl Battodo
Obrazek

głos Hayamiego| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:


[C]Hibcia & Maseł - Kaigan Winds
[C]Shins Douhito - I know these eyes/This man is dead


STRUŚ NIE PRZYJMUJE WIĘCEJ NIŻ MAX 3 MISJE, W TYM JEDNĄ D. PROSIMY BRAĆ TO POD ROZWAGĘ.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1023
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hoshigaki Kenji » 10 kwi 2018, o 23:32

Ustawienie klonów, błyskawiczna reakcja Hayamiego i puff. Po klonie, wow! To było naprawdę imponujące, jego szybkość była na bardzo wysokim poziomie. Na pewno wyższym niż moja, tak jak mówiłem, jeśli chodzi o walkę wręcz nie jestem w tym najlepszy. Kogo ja próbuję oszukać, w taijutsu oraz kenjutsu byłem zielony. Totalnie nie moje dziedziny, nie żeby mnie nigdy to nie interesowało ale jednak, jakoś, coś zawsze wewnętrznie mnie blokowało. Tak jakbym pewnych granic nie mógł przekroczyć. Może była to obawa przed skrzywdzeniem drugiej osoby? Niee, to chyba nie to. Śmierć wbrew pozorom wcale nie jest taka straszna. Z drugiej strony gdyby tylko ktoś usłyszał moje myśli, na pewno nie mieli by mnie za normalnego 8 latka. Sytuacja wyglądała zabawnie, Hayami, samuraj, strasznie szybki kontra ja. Po skończonym ataku, powiedział mi, że teraz moja kolej. Co miałem zrobić w takiej sytuacji, zawsze trenowałem sam. Nie wiedziałem jak silne mogą być techniki i jakie konsekwencje mogę ponieść po użyciu jednej z nich. Cóż, spróbuje zrobić to tak, by czasem nie wyrządzić krzywdy. A nóż okażę się, że ktoś czyha i obserwuje nas z góry lodowej i przypadkowo go zabiję? Głupie domysły, rzeczy, które nie mogą się tutaj raczej wydarzyć. Minęła chwila zanim w ogóle byłem w stanie zareagować jakkolwiek na atak nowego "przyjaciela".
- Szybki jesteś, nieźle władasz tym swoim... no, sprzętem!- rzekłem wprost do chłopaka
Dobrze, że to był tylko mój klon, gdybym to był ja, jacie, byłoby już po mnie.
- Chwilka, od dawna planowałem coś zapieczętować.

Znajdowaliśmy się blisko zbiornika wodnego, rozłożyłem tutaj zwój, który zakupiłem jakiś czas temu u siebie w sklepie. Złożyłem odpowiednie pieczęci, by zapieczętować w nim wodę. Skoro tutaj jesteśmy żal byłoby nie skorzystać.
- To tak, na wszelki wypadek. Może nam się przydać, oboje władamy suitonem, więc gdyby coś się wydarzyło a nie będziemy mieć wody przy sobie to proszę, użyjemy tego zwoju by trochę jej przywołać.


- Gotowe, przygotowaną rzecz schowałem z powrotem do kabury.- uśmiechnąłem się po raz kolejny do Hayamiego.
Naprawdę czułem się dziwnie w jego towarzystwie, szanowany? Może to za mocne słowo, choć nie coś w tym było. Rzadko na tym świecie spotyka się takie osoby jak on.
- Chętnie wyruszę z Tobą w krótką podróż. Sam muszę załatwić pewną sprawę w sklepie, więc widzę, że nasi Bogowie znów prowadzą nas tymi samymi ścieżkami.
Oprócz tego skomplementował mojego klona, naprawdę pocieszające było to, że ktoś zauważył ciężką pracę, motywujące.
- Wszystko co potrafię osiągnąłem sam, od roku, może dwóch lat żyję całkowicie sam.
Czyli co? Mieliśmy ruszyć razem do sklepu a później miałem jechać z nim? Czy może już powinienem się wtedy oddalić? Ciężko było mi określić się w tym momencie. Racja, nie powinienem rozpraszać się podczas treningu. Resztę kwestii dogadamy potem, nie to jest teraz najważniejsze. Szybkie przygotowanie i ruszamy z kontratakiem. Postanowiłem nie przeginać i przetrenować technikę, którą znałem już wcześniej. Odskoczyłem kilka kroków do tyłu, obok nas znajdował się zbiornik wodny, co powinno wzmocnić technikę. Odległość była dobrana na tyle, że nawet w przypadku trafienia Hayamiego, nie ma szans na to by odniósł obrażenia. Wszystko mogło tylko groźnie wyglądać. Starszy chłopiec, możliwe, że znał tą technikę. Wspominał wcześniej, że włada żywiołem wody. Znajdując się w powietrzu złożyłem błyskawicznie pieczęci.
- Smok, tygrys, zając, Suiton: Mizurappa
Strumień wody został wystrzelony w kierunku walecznego samuraja. Jego pozycja wskazywała na to, że przygotowany jest w stu procentach i nawet jeśli przeprowadziłbym atak całkowicie serio to i tak byłby w stanie coś wymyślić. Znaleźć jakiś sposób, który byłby skuteczny w tym przypadku. Oczywiście to wszystko było tylko i wyłącznie moimi domysłami, nie znałem prawdziwych umiejętności starszego kolegi. Wyglądało jednak na to, że pobędziemy razem trochę dłużej.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Mizurappa

Pieczęci
Smok → Tygrys → Zając

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Niezbyt skomplikowane jutsu, będące wodną wersją techniki Katon: Goukakyuu no Jutsu. Użytkownik wytwarza wewnątrz swojego ciała dużą ilość wody, a następnie wystrzeliwuje ją pod ogromnym ciśnieniem w kierunku przeciwnika. Technika sama w sobie jest dosyć łopatologiczna, za to skuteczna - może zadać dość dobre obrażenia, jeżeli przeciwnik nie jest daleko. Kolejnym plusem jest to, że wytwarzamy w ten sposób wodę, której możemy użyć do innych technik!
Hoshigaki Kenji
 

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hayami Akodo » 11 kwi 2018, o 13:31

Słuchał uważnie Kenjiego i przyglądał się, jak ten pieczętuje zwój. Sztuka fuuinjutsu, użyta z rozsądkiem, dawała wiele możliwości...Gdyby tylko mieli więcej czasu...Wypuścił powoli powietrze z ust. Klon chłopca nie był zbyt wielkim przeciwnikiem. Szybkość, jakiej użył, była dość duża, na tyle, by oszołomić małego, i Hayami się temu nie dziwił. Uśmiechnął się ciepło do chłopca, po czym wyjaśnił, śmiejąc się:

- Ten sprzęt nazywa się yari. Dobrze się nim walczy, zwłaszcza, że przy dużych szybkościach pozwala ci na różne możliwości w walce. Ale to i tak nie zastąpi ci klasycznej walki kataną.

Kiedy chłopiec go zaatakował z pomocą tej dziwnej, wodnej techniki, Hayami zmarszczył brwi. Używa czegoś...nietypowego. Jeśli teraz...Gdzie już to widziałem?
Bo to, że gdzieś widział już tą technikę, było dla Hayamiego pewne. Prawie. Chyba że znów się omylił, znowu pomieszał dwa różne wspomnienia i to nie one tego używały...albo może? Ciężko było mu na tą chwilę się skupić, zwłaszcza, że zdarzenia i sceny sprzed lat wciąż mu się mieszały z walkami z areny, które miały miejsce tak niedawno. Na pewno nie była to ta technika, której użyła Megumi, by go pokonać.
Szybkim, gwałtownym ruchem uskoczył przed atakiem chłopca, unosząc z zaciekawieniem brew.

- Niezły jesteś. A na koronacji cesarza byli lepsi ode mnie - zwrócił uwagę z uśmiechem.- Nigdy nie lekceważ kobiet, Kenji. Jedna z nich prawie mnie spaliła, druga zaatakowała mnie genjutsu, ale wyrwałem się z tego przez Kai...Sama szybkość nie daje jeszcze zwycięstwa. Musisz ją poprzeć myśleniem i jakimś jutsu. Dlatego zainwestowałem w Suiton, choć na dobrą sprawę powinienem zgodnie z tradycją korzystać tylko z bukijutsu i stylu Mokuzai. A co do tego pieczętowania...pokażesz mi w Kaigan, jak to robisz? I pokażesz inne zdolności?

Schował yari z powrotem za plecy, wzdychając. Niby było jeszcze dość wcześnie, ale chciał jeszcze przed wyjazdem zajrzeć do sklepu, by zrobić pewne chodzące mu po głowie zakupy. Nadszedł na to najwyższy czas. Zwłaszcza, że byli jeszcze na obszarach Hyuo słynącego, jak i Kantai, z dobrych mimo wszystko towarów...może tu być lepsze zaopatrzenie. A jeśli nie, to i tak Hayami miał ochotę zobaczyć tamtejszy asortyment.

- Idę do sklepu. Chodź ze mną, może coś sobie wybierzesz - zachęcił go wesoło. - Potem, jako ludzie bogaci, inni i fajni, płyniemy od razu do Kaigan.

Odwrócił się i poczekał na decyzję chłopca, po czym ruszył w domniemanym kierunku osady.


___________________________________________
zt do sklepu z wyposażeniem
Ostatnio edytowano 15 kwi 2018, o 21:48 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

głos Hayamiego| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:


[C]Hibcia & Maseł - Kaigan Winds
[C]Shins Douhito - I know these eyes/This man is dead


STRUŚ NIE PRZYJMUJE WIĘCEJ NIŻ MAX 3 MISJE, W TYM JEDNĄ D. PROSIMY BRAĆ TO POD ROZWAGĘ.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1023
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Zimowy zakątek

Postprzez Hoshigaki Kenji » 11 kwi 2018, o 22:22

- Docenić kobiety?- spojrzałem na Hayamiego.
Miał do nich ogromny szacunek, to dokładnie tak jak ja. Nie ważne dla mnie było jakiej płci jest shinobi, najważniejsze były przekonania i pobudki dlaczego akurat tą drogę wybrał. Moja matka sama była kunoichi i z opowiadań rodziców wiem, że radziła sobie całkiem nieźle.
- Hayami, widzę, że w wielu aspektach życia mamy bardzo podobne poglądy.- uśmiechnąłem się wyraźnie, aż odkryłem swoje rekinie zęby.
Krótka opowieść bardziej doświadczonego chłopca trochę zbiła mnie z tropu. Musiał być nieźle wyszkolony, co pokazał mi przed chwilą. Był też zaprawiony w boju, jego opowieści o walce? Mogę się sporo od niego nauczyć.
- Jasne po dotarciu na Kaigan możemy poznać się nieco bliżej, a i pewnie zdobyć trochę doświadczenia.
Zainteresowała mnie sztuka walki, kenjutsu, czy styl, który prezentował samuraj był niesamowity, aż od razu chciało ruszyć się do nauki. Walczył yari, długą kataną, widać opanował ją do perfekcji. Trzymając się razem mogliśmy wiele osiągnąć, ciekawy bylem jedynie dalszych kroków. Co ma następnego w planie, bo świadomy jestem, że wszędzie razem wejść nie będziemy mogli. Są tereny w których ludzie tacy jak ja są mniej lubiani. Mój widok po prostu jest dla większości odrażający, mimo, że w środku jestem całkowicie inny. Miałem wrażenie, że dobrze się uzupełnialiśmy i bylibyśmy dobrymi partnerami do walki. Mam jakieś drobne plany na swoją przyszłość, bo jak każdy pragnę się rozwijać. Ciekaw jedynie byłem reakcji samuraja na to co dopiero się wydarzy, oczywiście, w dalszej przyszłości. Póki co nie zamierzam zatruwać mu tym głowy, atmosfera jest dobra, nie ma sensu wzniecać niepotrzebnego ognia między nami. Naszym kolejnym przystankiem był sklep, idealnie się składało. Miałem pewien plan, by trochę zakryć swoją tożsamość. Miałem już zarys nowego wdzianka, które powinni szybko i sprawnie dla mnie wykonać, za odpowiednią opłata. Świat shinobi bardzo kręci się wokół pieniędzy, wykonujemy misje, zamiast pracować. Jesteśmy za to nagradzani, jednak sprzęt, którego używamy również swoje kosztuje. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę to robił z czystej przyjemności a misje nie będą moim jedynym źródłem dochodu. Byłem młody ale już musiałem martwić się takimi sprawami. Osierocony przez rodziców, w bardzo młodym wieku. Wielu pewnie taka sytuacja mogła by mocno skrzywić psychikę, jednak dla mnie? Oczywiście był to ogromny cios, ale... czas leczy rany. Widzę to sam po sobie, zebrałem się i stanąłem na nogi. Od tamtych chwil czuje się dużo silniejszy, a wiem, że z czasem będzie jeszcze lepiej. Doskonale wiem co w życiu chcę robić, nic nie będzie w stanie mnie powstrzymać. Ostatnie wypowiedziane słowa przez Hayamiego trochę mnie rozbawiły ale bez obaw ruszyłem za nim.
- W takim razie czas na nas, ruszajmy.
Ciekaw byłem co po podróży do Kaigan, jakie mieliśmy dalsze plany? W tym momencie żyłem chwilą, mogłem sobie na to pozwolić, przynajmniej w tym momencie życia. Nie dawno skończyłem misję i odłożyłem trochę pieniędzy na podróż. Nie spodziewałem się, że poznam kogoś takiego. Czułem się dobrze, po moim słowach przyśpieszyłem kroku by zrównać się z młodym samurajem i iść z nim krok w krok.

z/t z Hayamim.
Hoshigaki Kenji
 


Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości