[Event] Wielka wojna

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsu » 20 mar 2017, o 12:02




Wszystko działo się w pośpiechu, który z czasem został delikatnie spowolniony. Ostatnie statki dobijające zaczęły się wyładowywać i nie brały udziału w przyjmowaniu szyków, widocznie były odpowiedzialne za przygotowanie jakiejś bazy, wyładowanie zapasów, byli wyznaczeni do obozowiska medycznego. Opcji jest pełno, możliwości tak samo, a prawdziwy zamysł znają oni sami oraz Zangetsu z swoimi przybocznymi, to oni układali ten plan. Armie działały sprawnie, były w większości gotowe do działań jakie są stosowane obecnie, a jak ktoś nie wiedział co robić szybko odnajdywał się po tłumie i w razie czego potrzebnych komendach. Wszystko wydawało się na przemyślane.
Nikt nie przejmował się wystającym cyckiem Meguri na wierz, to, że nim świeciła to jedno, a drugie kto miałby czas patrzeć. Może przelotem ktoś spojrzał, ale nic specjalnego. W tłumie ktoś rzucił w nią płaszczem, więc mogła obronić się przed przeklętym chłodem. W innym wypadku trzepotanie zębami jest gwarantowane. Dopiero południe, a już jest jakieś minus sześć może. Pogoda wyjątkowa ciepła jak na początek jesieni. Takeshi został odrzucony z swoją propozycją. Załoga G? Niech ich nazywają jak chcą, tutaj chodzi o gotówkę jaką otrzymają, a wygranej są prawie pewni, bo fakty mówią po ich stronie. Jakie? Samo trochę brak przygotowania po stronie wroga, chaotyczność ich możliwości działań i trudne wybory moralne, ale więcej szczegółów nie zostało zdradzonych. Co do reszty więcej niezwykłych wydarzeń nie było.
Nadszedł czas na dalsze rozkazy, bo drużyny zebrały się z podziałami. Nie było czasu, oni wyruszali. Po lewej stronie głównie krzyczał San, lider Hoshigakich, a Ayako Shabondama po prostu nadzorowała coś mówiąc mu czasem po cichu. Po prawej podobnie oddziałami zajmował się Zangetsu.
- Wszystko ma polegać na ataku błyskawicznym! Informacyjnie, należy uważać na możliwości ich lodowe, ale klan ranmaru nie ma nam nic ciekawego do pokazania. Cywile dalej są ewakuowani z osady im krzywdy nie chcemy zrobić, ale mają nie dostać czasu na dobre przygotowanie się! Będą nas próbować odpierać chaotycznie jak wszystko sprawnie wykonamy więc bądźcie ostrożni. Tarczownicy w momencie wystrzelenia przez wroga salw strzał zasłaniajcie siebie i osobę po prawej! Jak dojdzie do walki je porzućcie i no cóż. Zabijajcie do woli. Dzisiaj walczymy za naszą wolność i nową ziemię! Do roboty!
Wszyscy wyruszyli i dyrygowani rozproszyli się, delikatnie pomieszali. Teraz dało się zwrócić uwagę na posiadanie przez sporą część armii tarcz wielkich mogących pomieścić prawie dwie osoby. Zdecydowanie się mogą one przydać, takie posiadali nawet piraci. Nie każdy, nawet nie co drugi, ale może co trzeci? Zwiększało szanse na przeżycie. Grupy idąc rozbijały się na mniejsze oddziały zgodnie z rozkazami. Mieli zająć jak najwięcej połaci na wolnym terenie, Zangetsu wiedział, że będąc w pełni zwarci będą w pełni narażeni na wszelakie jutsu, a w takim wypadku też z mniejszymi grupkami dowódcy mogą szybciej zareagować na taki wypadek. Wszystko było tak też wyjaśniane.
Droga była nudna, ale czego się spodziewać? Rozmawiać można było, jakoś umilić ten czas, ale to dalej była godzina. W oddali pojawiała się osada, pewnie jeszcze trochę marszu jest, ale można się spodziewać, że niedługo zacznie się pierwsza konfrontacja. Emocje aż buzowały w powietrzu i wcześniej wesołe osoby, nie myślące aż tak o wojnie teraz były w pełni poważne, zmotywowane. Każdy krok niemalże tylko napędzał ludzi zagrzanych do walki, odwrotu już nie było, możliwości ucieczki też. Co do waszego celu podróży to był on na górze, obsadzony murami, które częściowo gdzieniegdzie poosiadały na sobie trochę lodu. Pozostałości pewnie z dawna, które nigdy nie miały okazji się roztopić. Tak to ma ta wyspa do siebie, że nigdy nie rozmraża czegoś zamrożonego sama z siebie. O kapitulacji nie było mowy, ale mury nie wyglądały w pełni na obsadzone. Ludzie się krzątali, pokazywali rękami. Widzieliście się z daleka, gdzie jeszcze nie było mowy o możliwym kontakcie, a jednak sprawiało to wrażenie. Powoli się ochładzało, dnia brakowało, ale zanim wyruszyli podstawy musiały zostać zapewnione.



Dowódcy spokojnie wysłuchali Natsumego, a skomentował go ktoś po kim nie spodziewał się tego z całą pewnością. Pierwszy był Satoshi, człowiek jeszcze Tobie nie znany. Skoro posiada moc oczu Ranmaru i się rozgląda zapewne najlepiej orientuje się w sytuacji. Nie był w stanie jeszcze wszystkiego nawet przekazać.
- Miło by było jakbyśmy mogli skupić się tylko na tamtym problemie, ale mamy też jeszcze jeden równie poważny. Nie możemy liczyć na ociąganie się z strony Zangetsu, bo na tą bramę nadciąga armia mniejsza, ale dużo bardziej nieprzewidywalna. Widzę tam parę silnych jednostek, chociaż spora część to zbieranina hołoty nie zignorowałbym ich. Wydają mi się bardzo podejrzani, zdecydowanie coś planują. Dojdą szybciej też niż tamta część, zostawiając ich samopas zostaniemy zamknięci w ataku z obu stron, a wtedy nie mamy żadnych szans. Różnica nie jest tak wielka, aby wyeliminować wpierw jednego przeciwnika, a potem drugiego. Zangetsu zbiera się w ekspresowym tempie, ma wszystko dokładnie zaplanowane. Wszystko rozegra się dzisiejszym późnym popołudniem, ewentualnie jak się wojna przedłuży to może do północy ogłosimy zwycięzcę
- Ile ich jest. Tych od Bestii?
- Trochę więcej niż rewolucjonistów sumując z Krukami i mały oddział czający się w lesie. Będą bronić maszyny, Zangetsu się trochę zdziwi jak to wystrzeli i nie wiadomo czy kogoś tam nie pośle. Przecież to jego ma najbardziej ona zaboleć, tylko mocno się rozdzielili. Na szczęście wyrobimy się z ewakuacją, to jedna wielka gra planszowa. Za dużo ostatnio grywałem w Shogi.
- Trzeba się podzielić. Szczerze mówiąc nie podoba mi się ta cała armia bestii. Jest ona zbyt podejrzana, zostaję wraz z Natsume. Yumi do Ciebie dołączy Satoshi, Mayumi wraz z Eri, a do tego wsparcie całego pióra Kruka. Weź z sobą większość oddziałów Sakki, łuczników, włóczników i piechoty. Powinniśmy sobie poradzić.
- Mam nadzieję, że lód tobie rozumu nie zamroził skoro jesteś taki pewny siebie, że sam sobie poradzisz. Może i jesteś najsilniejszy, ale przydałoby się jeszcze trochę mniej pychy jak uważasz, nie znamy tego wroga. Co jak dowodzi nimi osobiście? Były sługa antykreatora z pewnością nie jest taki słaby, pytanie tylko jak on jeszcze żyje. Nie ignoruj przeciwników.
- Patrzę na nich i nie jestem taki pewny abyś sam sobie poradził. Uważam, że lepiej będzie jak zostanę tutaj z Tobą, kiedy będzie za gorąco na wojnie z Zangetsu któryś z nas tam pogna. Wspomoże was ktoś z mojego rodu, będzie waszym obserwatorem, zaraz kogoś wybiorę.
- Niech tak będzie. Wszystkim pasuje? Tobie też Natsume? Jak masz uwagi co do planu wstępnego rozdzielenia sił możesz śmiało powiedzieć. Jak nie to zaczynajmy.
Gdy tylko wypowiedziałeś swoje zdanie, ale wszystko zatwierdziłeś zaczęto podejmować dalsze kroki. Część dowódców rozdzieliła się zabierając większość tutaj gotowych. Sporo ludzi się jeszcze nie zebrało, nie ewakuowało więc armii będzie dużo więcej niż obecnie, a najbliższa godzina wszystko zmieniła. W niej nie próżnował zbytnio młody Sorata, który informował oddziały Sakki biegnąć po drodze. Od razu rozpoznał ich po posiadaniu pancerzy z maskami. Wiedział, że są oni jednostką elitarną, ale pewnie wróg również takie posiada. Potem nie pozostało nic jak wrócić do oddziału pod bramę po wykonaniu zadania. Było dużo więcej jednostek, także ogarniających wszystkich w grupach. Jak doszedłeś zostałeś zapytany czy nie chcesz włóczni. Zapasy amunicji też zostały tutaj sprowadzane, włóczni, wszystkiego co można wykorzystać w rzucaniu. Powinno to już od dawna tutaj czekać, a że czasu coraz mniej to i ich nie można za wiele przygotować.
W międzyczasie na bramie została tylko trójka shinobi. Yumi poszła na drugą stronę dyrygować, gdzie spotkała się z sojusznikami i działała dalej. W przygotowywaniu obrony, a po pewnym czasie na horyzoncie pojawiła się wcześniej wspominana armia. Byliście z góry, łatwiej o widok, nawet drzewa po drodze w pełni tego nie przysłaniały. Mieliście jeszcze trochę czasu, ale on się kurczył. Ludzie zaczęli zajmować pozycję.
- Najlepiej by było jakbyś rozdawał Ty rozkazy. Jakiś plan na pierwsze starcie?
- Nie posłuchają nikogo z obcego i to w dodatku szczepu. Musisz ty wziąć na siebie tą odpowiedzialność Gareki i nie przejmuj się, że jestem starszy czy bardziej doświadczony w bitwach takich. Będę robić za doradcę. Polecam z początku ich wystrzelać, są łatwym celem z łuku, ale obawiam się tylko tego co planują. Idą bez szyku czy niczego co jest jeszcze bardziej przerażające, a większość wygląda jak cywile. Nie przejmują się zupełnie niczym, część w nich jest na pewno shinobi i to dość silnymi. To z nimi będzie największy problem jak myślę. Dać im podejść, zatrzymać i rozstrzelać. Mogę liczyć na zablokowanie ich lodem i natarcie stąd?
- Jak najbardziej.
Zmian było sporo w minioną godzinę. Wyglądało jakby wioska niemalże się wyludniła, większość przybyła na swoje miejsca, ew. jeszcze delikatnie popracować nad rozdzieleniem sił i zapasami. Potem pozostanie tylko szykowanie się na murze, przed bramą już zamkniętą oraz na domach.



Sam najemnik trzeba podkreślić, że nie wychwalał się każdemu, ani nie mówił to aby ogłosić swoją chwałę w oddziale. Po prostu opowiadał to człowiekowi co z nim był. Stali tu już wcześniej niż wszyscy gotowi na to co nadejdzie i średnio co byli zainteresowani całą resztą zbieraniny poza dowódcami. Olali całe słowa dziewczyny, która jako jedyna chwaliła się swoim Kekkei Genkai, ale skupiła ona na sobie zły wzrok rozpowiadając o tym. W tym świecie się tego nie robi, każdy skrywa informacje o umiejętnościach. Podstawowa zasada przetrwania i nie lubi jak ktoś opowiada o ich zdolnościach obcym, a tym bardziej, że ona wcale z rodu nie była. Przez to Rin patrzył na nią nieprzychylnie. Jak udała się prosząc o jedzenie została lekko mówiąc wyśmiana. Każdy z uczestników tej ścieżki już tutaj był i to słyszał. Mógł też postąpić dowolnie.
- To nie jest żaden piknik tylko poważna misja w której nie ma czasu na marudzenie takie. Masz jeszcze chwilę, poszukaj, a co znajdziesz to twoje. Widzisz abyśmy mieli czas cokolwiek przygotować? Nawet wioski nie mogliśmy ewakuować. Mamy poważną misję, jak chcesz na nią iść to radzę nie narzekać, wybacz, ale mamy wojnę i nie jesteśmy tutaj od niańczenia kogokolwiek, a wam za pracę zapłacimy co trzeba. Jak chcesz tam jakąś karczmę widzę i nie zawracaj nam głowy pierdołami.
- Ulala ostra.
Ale szczera, o czym Tomatsu już nie powiedział. Chciał rozluźnić jedynie atmosferę. Kogo to obchodziło tak na prawdę. Wiadome było tych co przybyli co tutaj czeka, powinni się przygotować, a nie udawać sierotkę marysię. Takich tutaj nie potrzeba. Coś do jedzenia dało się znaleźć, bo obok była karczma. Otwarta, zostawiona, a w kuchni coś było aby zapełnić żołądek, ale czy to właśnie Meido zrobiła? Albo ktokolwiek? Żadna inna osoba niezależna tego nie zrobiła. Wyruszyliście, po drodze spotkaliście człowieka z doujutsu, który na was czekał i dlatego wam przewodził. Zjawa zbliżył się do Isei'a chcąc go mieć na oku. Jakby nie patrzeć w pewnym sensie wziął go pod swoje skrzydła skoro tutaj przyszedł, mógł czuć się zobowiązany, ale nigdy tego by nie powiedział na głos. Przypilnować ucznia Ichiko. Ciekawe jakie łączyły ich ostatecznie relacje. Idąc naokoło, Rin wypatrywał zagrożeń i wybierał drogę aby ich uniknąć. Rozmowy były początkowo możliwe, ale po pewnym czasie zakazane. Głosy się rozchodzą, a jak ktoś może być w ich zasięgu to lepiej uniknąć wykrycia. Przechodząc w jednej z ścieżek między lasem dało słyszeć się maszerującą armię, ale brak rozmów. Prawie jakby nie żyli między sobą. Czy w oddziale było lepiej? Dowódcy między sobą wymieniali się opiniami niesłyszalnymi dla większości. Ignorując odgłosy nie zaprzestaliście marszu, a człowiek prowadzący was Rin powiedział zanim dotarły do was dźwięki, że wróg się o was nie dowie i będzie kontrolować sytuację z swoimi oczami. Zwracanie zbytniej uwagi na oddział zakończy się eliminacją bez słowa. Przeszkadzającego w działaniach możliwe jest pozbawienie go życia. Podstawowa zasada grupy. Od teraz zero rozmów na czas nieokreślony.
Po pewnym czasie udało wam się minąć wrogów i możliwe było odzywanie się. O ile nikt wcześniej niczego nie odwalił to właśnie przeżyliście wszyscy, a dźwięki przestały być słyszalne. Gratulujemy. Przewodnik pozwolił się odzywać sam zaczynając.
- Jesteśmy już poza zasięgiem dla ich słuchu. Przez moment byliśmy cholernie blisko, ale przeraża mnie ta armia. Nie uzbrojona, nie ma szyku, ale się cieszyli i byli niesamowicie zmotywowani. Dotrą do wioski mniej więcej w podobnym czasie co my do ich bazy, więc jak będziemy w środku walka się już zacznie.
Wyruszyliście dalej aż zobaczyliście większą górę, do której prowadzi droga przez dolinę. Opustoszałą, widać po śniegu, że przemaszerowała wielka armia.
- Nikogo nie widzę aż mnie blokuje dziwna bariera. Nie widzę przez nią. Wszędzie pusto.
- Wykorzystajmy, że gospodarz nas ładnie wpuszcza i wejdźmy do środka. To jedyne przejście?
- Nic innego nie widzę, dokładnego obrazu nie mam. Mówię środek jest dla mnie martwym punktem.
- Dobra. Ludziska przygotujcie się na wszystko, może być rozpierdol jak wejdziemy. Nie będzie teraz tak z górki, że wszystko omijamy, bo ktoś wypatruje ciągle. Zaczynamy działać na ślepo w środku, ale spokojnie. Jeszcze sporo drogi przed nami.
Mimo iż był to widok z oddali to i tak robił on wrażenie. Dosłownie taki jak na obrazku tylko dużo bardziej oddalony. Gdy wy tam dotrzecie w wiosce będzie już wojna. Pewnie część mieszkańców Fuyuhany tutaj obecnych szczególnie o tym myślała, ale kroczyła dalej wykonać swoją misję. Każdy wiedział co mają wykonać.
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 2286
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 18:36
Wiek postaci: 0
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Murai » 20 mar 2017, o 21:10

Dziwactwa dziewczyny zostały potępione, co było dość oczywistym posunięciem ze strony dowodzącego. Jednak nadal pozostawała kwestia tego, czy jej słowa faktycznie odzwierciedlały rzeczywistość. Jeśli tak było, to w dłonie Muraia wpadła niezwykle cenna informacja. Ród posiadający oczy o możliwościach obserwowania dalekich obiektów i przenikania wzrokiem przez przeszkody posiada predyspozycje do pozyskiwania cennych informacji bez narażania siebie na wykrycie. Pozyskanie takich możliwości przez Muraia byłoby niezwykle pomocne w jego codziennej rutynie. Regularne sprawdzanie otoczenia pozwoliłoby na uniknięcie wszelkich potencjalnych niebezpieczeństw i pułapek, pozyskiwanie informacji normalnie niedostępnych, podczas potyczki miałby jeszcze większą kontrolę pola bitwy niż dotychczas. Kwestii podglądania przedstawicielek płci pięknej, o której wspominała nieroztropna dziewczyna, nie brał pod uwagę i uznał za kompletnie nieprzydatną. Jednak dla kogoś innego, o odpowiednim charakterze i podejściu, takie umiejętności mogłyby być bardzo atrakcyjne. W tym momencie Kakuzu posiadł kolejne cenne informacje, które będą wymagały dokładnego zweryfikowania, ale na pewno są wartościowe. Nawet nie zaczęli infiltracji, a już udało mu się pozyskać to, po co tutaj przybył. Kiedy wyruszyli, szczególnie dużo uwagi poświęcił czarnowłosemu jegomościowi. Murai miał dziwne podejrzenia odnośnie jego celu. Dodatkowo przez cały czas był on na pozycji, z której mógł obserwować śledzonego. I wyraźnie zerkał na niego, co w gruncie rzeczy potwierdziło teorię Kakuzu. Jeśli faktycznie był śledzony, to co w związku z tym? To mógł być każdy, podczas swojego życia w Ryuzaki i dużej ilości podróży miał okazję narazić się dużej grupie ludzi. Większość z nich była martwa i nie miała już szans na zemstę, ale ich rodziny już tak. Albo przyjaciele. Albo był śledzony przez jakiś klan. Kakuzu podejrzewał nawet, że może być to wysłannik Yamanaka. Zniknięcie KIry i tajemnicza notka na kanapie... Yamanaka posiadają umiejętności sensoryczne, więc ten ktoś mógł znaleźć go podczas podróży Muraia. Prawdopodobieństwo było zbyt małe, by przyjmować je za pewnik, ale trzeba było mieć to na uwadze. I tego osobnika również. Czy ten mógłby ryzykować potencjalne zabójstwo pośród tłumu żołnierzy? Jeśli był to wojownik na poziomie tego spotkanego pod Murem, to mógł ryzykować. Wyglądał młodo, ale nie można oceniać jedynie na podstawie aparycji. Skoro obydwoje wzajemnie się obserwowali, to nie było dłużej potrzeby izolowania się od tego. Kakuzu podjął potencjalnie ryzykowną decyzję. Podszedł i samemu się przywitał. A właściwie to rozpoczął konwersację. W zamyśle bez żadnego celu. Mężczyzna powiedział swoje imię i wystawił rękę w geście przywitania. Kakuzu uścisnął ją. W przypadku jakiegokolwiek złego zamiaru, nici miałyby bardzo krótką drogę do jego ciała i w efekcie unieruchomienie trwałoby znacznie mniej czasu.
- Murai. Nazwiska nie posiadam. - powiedział. Wzmianka o nieposiadaniu nazwiska miała na celu głównie ilolowanie się od jakichkolwiek powiązań ze Szczepem którego umiejętności posiadał. I była to prawda, Murai nie posiadał nazwiska gdyż nie wychowywał się w społeczności gdzie takowe są nadawane. Wystarczyło mu tylko imię. Shinji chwilę później zaczął mówić. Brzmiało to jak gdyby się tłumaczył ze swojego występku, przyznając rację w kwestii śledzenia Kakuzu. Dodatkowo wyjawiając swoje motywacje odnośnie pobytu tutaj, poprosił rozmówcę o to samo. Wyjawienie motywacji Kakuzu miałoby jakikolwiek wpływ na jego postępowanie w dalszej części infiltracji? Niewykluczone. Postanowił udzielić odpowiedzi jedynie muskającej prawdę, nie będącą kłamstwem. Uniwersalną.
- Nigdy nie byłem na Hyuo. Chciałem poznać tą część świata, wraz z wyjątkowymi możliwościami tutejszych. Chwilę temu udało mi się poczynić pierwsze postępy w tym kierunku. - chodziło tutaj oczywiście o dziewczynę krzyczącą o umiejętnościach Ranmaru. Łatwe i szybkie informacje do pozyskania, aż trochę za łatwo. Dlatego też wątpił w ich autentyczność. Jeśli on wszedłby i ogłosił, że klan Kakuzu posiada możliwość używania technik z dowolnej części ciała, to czy byłaby to prawda? Niekoniecznie. Dlatego całkowite ufanie komuś pokroju tamtej dziewczyny, nieznanej dla Muraia, byłoby czystą głupotą. W pewnym momencie dowódcy zakazali wszelkich rozmów. Logiczne posunięcie. Kakuzu dostosował się do rozkazów i zakończył rozmowę z Shinjim, skupiając się na możliwie cichym i dyskretnym podążaniem w kierunku wskazywanym przez przód oddziału. Murai miał o tyle łatwiej, że nie nosił zbroi która mogłaby wydawać jakikolwiek dźwięk i niechcący zaalarmować przeciwników. Po jakimś czasie rozkaz przestał obowiązywać, przeszli bez problemu obok terenów przeciwnika. Dodatkowo dowiedział się czegoś o armii wroga. Niezorganizowana, rozluźniona. Bardzo nietypowa. Brak konkretnych informacji przeszkodził Kakuzu w wyciąganiu dalszych wniosków. Kiedy dotarli do właściwej lokalizacji - opustoszałej doliny. Która, jeśli wierzyć słowom jednego z generałów, była odcięta od świata i otoczona dziwną barierą. Kiedy tylko weszli do środka, Kakuzu maksymalnie wytężył zmysły. Był gotowy na konfrontację. Przeciwnicy mogli być niewidzialni, ukrywać się w śniegu, pod ziemią, nad nimi. Ale był gotowy na każdą ewentualność. I gdy tylko jedna z tych opcji zostanie potwierdzona, Murai podejmie odpowiednie środki i wdrąży odpowiednio przygotowane scenariusze.


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: -
NATURA CHAKRY: Doton (Katon)
STYLE WALKI: Gōken
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona -
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 10 (1 poziom)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 65 (2 poziom)
    SZYBKOŚĆ 170 (5 poziom)
    PERCEPCJA 124 (4 poziom)
    PSYCHIKA 1 (1 poziom)
    KONSEKWENCJA 95 (3 poziom)
KONTROLA CHAKRY A
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY:161% (100% bazowe + 55% z Katonowego Serca + 6 z Wytrzymałości)
MNOŻNIKI:

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

    NINJUTSU E
    TAIJUTSU: GOKEN S
    KLANOWE A
    KATON B (Klik)
    FUUTON C (Klik)

    JUTSU:

    NINJUTSU:
    Wszystkie E

    KATON:
    Katon: Ryūka no Jutsu (C)
    Katon: Endan (C)
    Katon: Karyū Endan (B)
    Katon: Ryūgyō no Jutsu (B) (WT)

    TAIJUTSU

    Ogólne:

    Dainamikku Akushyon (D)
    Dainamikku Entorī (D)
    Aian Kurōī (D)
    Kage Buyō (C)

    Gōken:

    Konoha Senpū (D)
    Konoha Reppū (D)
    Konoha Shōfū (C)

    KLANOWE:
    Jiongu (D)
    Ugoku (D) (WT)
    Bunri (D) (WT)
    Echin Shishi no Jutsu (C)
    Jiongu Teashi (C) (WT)
    Nuuhada no Jutsu (B)
    Shinto Numei no Jutsu (B)
    Jiongu Hyōshi (B) (WT)
    Jiongu Esa (B) (WT)
    Jingou Henkan (B) (WT)
    Karagoki (B) (WT)
    Jiongu: Reberu Ei (Pasywna) (A)
    Kyushu Hato (A)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Przy pasie:
  • Kabura na broń |Zapełnienie: 20/20 obj.| (prawe udo):
    • 10 shuriken - 8 obj.
    • 1 kunai z notką wybuchową - 2 obj.
    • 2 porcje Makibishi - 10 obj.
  • Torba |Zapełnienie: 10,5,5/20 obj.|(lewy bok):
    • 1 notka oślepiająca - 0,5 obj.
    • 1 bomba dymna - 1 obj.
    • 2 porcje Makibishi - 10 obj.
    • 3 kunai - 3 obj.
    • Metalowy ochraniacz
  • Ukryte w ciele:
    • 4 kunai z notką oślepiającą (po 1 na kończynę)
    • 4 kunai z notką wybuchową (po 1 na kończynę)
    • 4 kunai - brzuch
    • Metalowe kolce - 4 w każdej ręce, 1 w nadgarstku, 10 w klatce piersiowej (nie obok serc)
  • W domu:
    • 2 kastety z ostrzami - 16 obj.
    • 15 dzwoneczków - 7,5 obj.
    • 50m żyłki - 150 obj.
    • 19 notek wybuchowych 9,5 obj.
    • 3 notek oślepiających - 1,5 obj.
Murai
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ryūji » 21 mar 2017, o 01:29

Ledwo co zgromadzona, mieszanina wszelakich indywidualności ruszyła na śmiertelnie niebezpieczną misję od, której mogły zależeć losy całej wyspy lub kto wie może i więcej. Grupa najemników prowadzona przez jednostkę specjalnie uzdolnionych shinobi, którzy według dziwnej dziewczyny potrafili dostrzec zagrożenie dużo szybciej niż przeciętny człowiek biegła w kierunku bazy Besti, który był ich głównym celem. Ryuji znalazł się w samym środku tych wydarzeń dzięki zrządzeniu losu oraz zaproszeniu przez kruki. Blondyn trzymając równe tępo, oddychając równomiernie starał się zająć jak najlepsze miejsce w formacji i zbliżyć się do potencjalnego kuzyna. Zmieniając nieco kierunek biegu wśród wszystkich zebranych dostrzegł, dwóch interesujących osobników. Młody Sabaku niemal natychmiast rozpoznał bardzo charakterystycznego osobnika oraz jego towarzysza, oboje byli wśród sprowadzonych przez Ichirou sojuszników podczas bitwy o Atsui, widocznie i tutaj sprowadziły ich własne interesy. Mimo, iż wiedział, że towarzyszyli jego starszemu kuzynowi nie znał ich osobiście, lecz interesujący był fakt, że znów walczą po tej samej stronie, tym razem jednak prawdopodobnie przyjdzie walczyć im u swojego boku, co pozwoli w końcu poznać mu ich umiejętność, co wyrówna informacje, gdyż oni wiedzieli na co stać klan Sabaku. Oddając się obserwacji dwójce osobników, blondyn nie zauważył kiedy chłopak z gurdą na plecach zbliżył się na odległość zadania pytania. Potencjalny Sabaku wyglądał na nieco młodszego od blondyna, jego bezpośrednie pytanie bez braku okazania jakiegokolwiek szacunku, nieco ukłuła Ryujiego, który był na to dość uczulony, zwłaszcza w strukturach klanu, lecz jak mawiał Ichirou-dono może był za bardzo sztywny pod tym względem.
- Właściwie to nie ale... Blondyn urwał, gdyż wysunięci na przodzie zwiadowce dali znak do ciszy bezwzględnej, widocznie pojawiało się jakieś zagrożenie. Po krótszej chwili wszystko stało się jasne, grupa najemników przechodziła tuż pod nosem armii, która najechała wyspę. Po samym rzuceniu okiem, można było od razu zauważyć, iż nie była to standardowa, zdyscyplinowana armia, było w niej coś dziwnego czego do końca nie mógł opisać. Liczba wroga robiła wrażenie, niestety chłopak nie wiedział jakie siły obronne posiadał klan Yuki ani jak wyglądają działania wojenne wśród lodu i śniegu, miał jedynie nadzieje, że wygrają, on na pewno zrobi wszystko co w jego mocy aby wykonać swoją część. Po dłuższej chwili zagrożenie minęło, widocznie siły wroga nie brały pod uwagę, iż ktoś będzie chciał się obok nich przekradać, mimo wszystko Ryuji postanowił zachować największą ostrożność. Korzystając z chwili, iż znów można było podnieść głos, chłopak postanowił dokończyć odpowiedź.
- Powiedzmy, iż po części jestem tu w interesie klanu, a po części swoim własnym. Jestem Ryuji, chyba nie mieliśmy okazji się poznać, nie kojarzę cię ale gurda na plecach mówi sama za siebie. Powiedział jak zwykle swoim beznamiętnym głosem i z niemal kamiennym wyrazem twarzy. Mimo tak wielu kilometrów od domu spotkał kogoś mu podobnego co musiał przyznać było dość miłym akcentem, a kto wie być może ich umiejętności będą mogły się uzupełniać podczas kryzysowych chwil.
Oddział musiał się zbliżać do celu, widok zmienił się a to co ukazało się oczom władcy piasku wywarło na nim nie małe wrażenie. Dzięki biegu jak i specjalnemu odzieniu, chłopak niemal całkowicie zapomniał o nieprzyjemnej temperaturze, jedyna na czym się teraz skupiał to potencjalne zagrożenie, w końcu byli już za liniami wroga, a w takim wypadku nie mógł pozostać dłużej rozluźniony. Wielokrotne misje podczas wojny z Kaguya, na pograniczach nauczyły go aby zawsze zakładać, iż gdzieś może czaić się wróg.

Spoiler: pokaż
SIŁA 15
WYTRZYMAŁOŚĆ 45
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 20
PSYCHIKA 14
KONSEKWENCJA 1
Ryūji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsume » 21 mar 2017, o 02:28

Słysząc słowa Satoshiego, Natsu westchnął ciężko i kiwnął powoli głową. Faktycznie, w swoich rozmyślaniach skupił się tylko na oddziałach wysłanych przez Zangetsu, a nie wziął pod uwagę wojowników przesłanych przez Bestię. Ech, cholera... walka na dwa fronty zawsze była o tyle problematyczna, że nie można było sobie pozwolić nawet na jeden błąd, a każda taktyka, która doskonale by działała w trakcie zwykłej bitwy, w przypadku ataku z dwóch stron po prostu szła się jebać. Tutaj faktycznie najlepiej by zadziałało wysłanie większości zwykłych jednostek z kilkoma elitami do walki na głównym froncie, a na drugi oddział pozostawić mniejszą grupę żołnierzy, za to lepiej wyszkoloną, albo z kilkoma dobrymi jednostkami.
Wtedy otrzymał polecenia od Garekiego, i lekko się uśmiechnął pod maską. Tak, wykonywanie cudzych poleceń było zdecydowanie prostsze niż wymyślanie własnych. W przypadku tworzenia własnych projektów, jakikolwiek błąd zostałby zrzucony na twoje sumienie. A tak? Po prostu walczysz, starając się wykonać rozkaz jak najlepiej. Wiedział, że nie jest to zbyt zdrowe podejście, bo on sam kiedyś pewnie też będzie mieć szanse na awans i będzie musiał parać się dowodzeniem... więc tym bardziej lepiej się nacieszyć.
-Nie widzę przeciwwskazań, Gareki-dono - stwierdził spokojnie, nie zabarwiając głosu niepotrzebnymi emocjami. Tymi nigdy nie szafował, gdy był skupiony na zadaniu. - Poczekam razem z Tobą. Jestem gotowy.
Chyba, dodał w duchu. Czy na coś takiego, jak bitwa o przyszłość wysp, człowiek ma w ogóle szansę się przygotować? Pozostaje mu tylko mieć nadzieję, że wynik tej całej rozpierduchy będzie wart tego wszystkiego.
Na czubku muru, między stroną Yuki a równiną, na niektórej niedługo zjawią się poplecznicy Bestii, pozostała tylko ich trójka. Odziany w pancerz i maskę Natsume, rozglądający się Satoshi i myślący nad taktyką Gareki. Natsume zwrócił głowę w kierunku żołnierzy i shinobi znajdujących się na dole, przyglądając im się zza maski. Ciekawe, jak wielu z nich uda się ocalić przed śmiercią? Czy to będzie w ogóle możliwe?
*Miękniesz, Natsume. Nawet gdy jesteś nastawiony na misję, zaczynasz filozofować.*
Westchnął ciężko. Faktycznie, trzeba się skupić na walce. Później będzie się martwić reperkusjami.
-Trzeba będzie równomiernie rozdzielić Sakki między nas, grupę główną i ewentualne jednostki utrudniające życie wroga podczas marszu. To w ich rękach będzie odwrócenie sytuacji na polu bitwy - stwierdził spokojnie, próbując podsunąć chociaż jeden sensowny pomysł. Chciał pomóc, ale nie wiedział jak. W końcu do tej pory był od napierdalania, nie od myślenia. - Tarczowników ustawić na murach w równych odstępach, by zrobili coś w rodzaju blanek do osłaniania łuczników i do strącania haków z linami i drabin, toporników, włóczników i mieczników zostawić na dole, na budynkach ustawić jeszcze trochę strzelców by osłaniali dół gdyby wróg przeszedł przez wrota... Cóż, a utrzymanie wrogów na dystans łuku to faktycznie najlepsze, co będziemy w stanie teraz zrobić. Gotowy.
Poczekał aż przybędzie reszta wojowników. Trwała przysłowiowa cisza przed burzą - najgorszy moment bitwy. Czekanie. Spojrzał na Garekiego, korzystając z okazji.
-Gareki-dono... czy istnieje jakaś szansa, by spróbować przekonać agresorów, zastraszyć ich lub ogólnie zrobić cokolwiek, by odstąpili? Może gdyby zrozumieli, że Yuki nie chcą tego rozlewu krwi... - westchnął. - ... heh, naiwne życzenie, co...
Przecież nie będzie opowiadał Garekiemu swojej historii i tłumaczyć jego nadziei na naprawę wysp, nie? Nie w takim momencie. Teraz trzeba przelewać krew.
Zamknął oczy, by znów nastroić się na bitwę. Nie myśl. Walcz.
Znów uchylił powieki, poprawił maskę, odpiął pochwę z Hakuhyo od pasa i ustawiwszy je wertykalnie, oparł się na nich jak na lasce. Trzeba wyczekać. Chłodna chakra Hyotonu płynęła leniwie po jego organizmie, przygotowując się na rozkaz wykorzystania. A ten pewnie nadejdzie niedługo.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1524
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 28
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Hoshigaki Seiki » 21 mar 2017, o 11:43

Maszerowanie pośród tak wielkiej armii było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, którego nie byłem w stanie porównać do niczego innego. Czułem podniecenie na samą myśl o tym, że może lada moment stanę do walki z kimś z przeciwnej strony barykady, a nasz pojedynek stanie się główną atrakcją całego zbiegowiska. Oczywiście były to jedynie marzenia, ale to dzięki nim udawało mi się zachować względną trzeźwość umysłu i spokój.
Spójrz Saika, już widać nasz cel. - szepnąłem do dziewczyny, trącając ją łokciem.
Zaczynam obawiać się tych lodowych umiejętności, o których wspominali. - dodałem widząc wielkie, lodowe sople zwisające z murów znajdujących się jeszcze spory kawałek drogi przed nami.
Rozejrzałem się wokół, aby raz jeszcze ocenić w jakiej armii się znajdujemy. Szczególną uwagę zwróciłem na potężne tarcze trzymane przez wielu wojowników. Z pewnością coś takiego mogłoby uratować mi życie, gdybym tylko posiadał to w swoich rękach. Niestety ryboludzie najwyraźniej nie zasługiwali na to, aby marnować na nich tak cenne i przydatne przedmioty jak tarcze. Na myśl o takim traktowaniu moją twarz wykrzywił grymas niezadowolenia.
Cholerny... już ja mu pokażę... - burknąłem sam do siebie, jednak Saika z racji tego że była blisko, raczej słyszała te odgłosy niezadowolenia.
Widok kilku postaci o wyglądzie podobnym do mojego - między innymi lidera naszego Szczepu - przyprawiał mnie o nieco większą pewność siebie. Kiedy przechodziłem pośród innych wojowników obok San'a, uniosłem ku niemu zaciśniętą pięść i z poważną miną spojrzałem prosto w jego oczy.
Wygramy! - krzyknąłem w jego stronę, wyszczerzając groźnie swoje wielkie zęby.

Krocząc równo z całą armią, starałem się obmyślić jakiś sensowny plan działania. Wiedziałem, że jako szeregowy żołnierz powinienem po prostu wykonywać rozkazy i wbijać kunaie w ciała przeciwników, ale byłem niemal pewny, że w trakcie walki wynikną jakieś niespodziewane trudności. Ciągle chodzące po mojej głowie "lodowe umiejętności" Yukich mogły przecież okazać się zabójcze dla całej armii. Wtedy tylko jednostki o wybitnych zdolnościach (i wielkim szczęściu) zdołają przetrwać, a ich indywidualne umiejętności zadecydują o dalszych losach bitwy. Liczyłem na to, że duet Saika&Seiki będzie miał okazję zaprezentować chociaż część swoich możliwości, które przecież tak długo szlifowaliśmy. Byłoby wielką stratą, gdyby ta wojna okazała się dla nas czasem zmarnowanym na zwykłe maszerowanie i obserwowanie jak nasi towarzysze padają pod gradem ataków wroga. Na tą chwilę najważniejsze było (poza zwycięstwem) wykazanie się na tle pozostałych, wybicie się z tłumu i zwrócenie na siebie uwagi dowódców. Można to było osiągnąć tylko pokonując hordy wrogów lub ratując wielu naszych.
Te rozmyślania motywowały mnie do działania przez co z każdą chwilą coraz mocniej zaciskałem pięści. Chakra w moim ciele wręcz buzowała i ciężko było mi powstrzymać się od wybiegnięcia przed tłum by zaatakować jaki pierwszy. Wiedziałem, że nie miałoby to żadnego sensu, ale sama myśl... sama wizja glorii i chwały...
Już nie mogę się doczekać.
Hoshigaki Seiki
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Maji Meguri » 21 mar 2017, o 13:07

Pozycja jaką udało się wywalczyć młodej przedstawicielce szczepu Maji, nie gwarantowała jej dobrego poglądu na sytuacji, lecz z pewnością był to jeden z najlepszych jaki mogła sobie zapewnić. W odróżnieniu do niektórych sióstr nie grzeszyła wzrostem, przez co niewiele widziała zza rosłych mężczyzn. Słuch za to miała całkiem dobry, choć nie trzeba było być wielkich wrażliwcem, aby słyszeć rozkoszny dźwięk maszerującej armii. To przyprawiało młodą kobietę o dreszcze, a na uniesiono dumnie twarzy namalował się dziwnie wyglądający uśmiech. Wydawać by się mogło, że każda przedstawicielka płci pięknej wygląda o wiele ładniej gdy obdarzy świat swoim uśmiechem. Tutaj było odwrotnie, jej uśmiech nie był ani ładny ani przyjemny i o wiele lepiej dla wszystkich, gdyby zmieniła go z powrotem na swoją wyniosłą i zniesmaczoną minę.
Armia kroczyła wybijając rytm przypominający lekkie trzęsienie ziemi. Meguri znajdowała się w przedostatnim rzędzie po lewej stronie bezpośrednio na brzegu. Widziała dzięki temu otaczający ją krajobraz po swojej lewicy, nie bez przyczyny. Zbliżali się do fortyfikacji obrońcy, a każda szanująca się twierdza wyposażona była w swego rodzaju machiny wojenne. Nawet jeśli ich brakło, to zawsze salwy łuczników, czy też sztuczki innych shinobi mogłyby z łatwością uderzyć w tak widoczny i duży cel jakim była maszerująca armia. Młoda Maji nie zamierzała dostać wielkim pociskiem wystrzelonym prosto z katapulty, ponieważ nie mogła zrobić nic ściśnięta w tłumie. Znajdowanie się na brzegu i tyłach, również niosło za soba wielkie ryzyko, lecz w kalkulacjach kobiety nie aż takie. Co prawda obrońcy mogliby spróbować oflankować armię, bądź spróbować ataku od tyłu i bezpośrednio od przodu stawiając na efektywną strategię kleszczy. To jednak nie miałoby żadnego sensu, ponieważ tuzin wojowników na polu bitwy było wartych tyle co cztery czy nawet pięć tuzinów, gdyby zostawali w forcie. Broniąc się mieli większe szansę i znacznie wyższą siłe armii niż stając twarzą w twarz.
Zmysł taktyczny jednak nie był rozwinięty na tyle, żeby pozbawić się rozglądania po lewej stronie, próbując dotrzeć ewentualnych wrogów pośród zaśnieżonej okolicy. Co prawda, nie wierzyła, że taki atak mógłby nastąpić, lecz pewność siebie i suche kalkulacje ulatniały się, kiedy samej stawało się na ubitej ziemi i było jednym z nic nie znaczących pionków. Dłonie ukryte pod ciepłym płaszczem zanurkowały do kabur na udach wyciągając kunaie. Małe palce wpełzły w puste pierścienie umiejscowione przy rękojeści broni miotającej i uniosły je bez problemu. Płaszcz pofalował, kiedy szybkim ruchem wyjęła dłonie i zwisające kunaie na małych palcach - przed siebie. Lekko ugięte wolne członki pozostawały blisko siebie w gotowości, aby związać się ewentualnie w pieczęci i użyć któreś ze znanych technik. Wkrótce się zacznie, a bezpieczeństwo to podstawa. Zarabianie choćby blizny podczas tej bitwy byłoby dla niej ujmą.
Maji Meguri
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Takeshi » 21 mar 2017, o 14:25

Jego propozycja została odrzucona i to niestety towarzyszyła jej zwykła niechęć. Piratom widocznie nie spodobała się wizja posiadania jakiejś odrębnej nazwy od reszty wojsk. Chociaż sam rybolud się z nimi nie utożsamiał, gdyż nie widział siebie napadającego na statki - a może jednak? - to przynajmniej nie był w tym całym szaleństwie sam. Mimo przebywania ze zwyrodnialcami, którzy pałali się kradzieżą, rabunkami, napadami i nie wiadomo jeszcze czym, to nie czuł od nich niebezpieczeństwa z jednej, bardzo prostej przyczyny. Pieniądze. Wygrywał ten, który płacił najwięcej, a że jemu samemu zależało na zarobku, to łączył ich wspólny cel. Zapewne byli tutaj zebrani wojownicy, którzy walczyli dla większego celu, dla swoich rodów, dla jeszcze jakiegoś dziwnego powodu, lecz i tak sprowadzało się to do krwi jednej i drugiej strony, więc po co przypisywać temu jakiś szlachetny cel? Obawy miał co do tego jak miał wyglądać konflikt, gdyż jeszcze nie było widać drugiego brzegu schowanego gdzieś tam za gęstą mgłą. Na otwartym polu będzie to o tyle trudne, gdyż wielu piratów specjalizowało się w wykorzystaniu tego co mieli pod ręką - noży, mieczy, nawet sztachet jeżeli leżało to pod ręką ALE... na statku. Nie wiedział jednak ilu z nich może mierzyć się z shinobi, których mogły zostać przeciwko nim wystawione. Raz się żyje!
Lider wodniaczków niestety nie powiedział zbyt wiele - informacje którymi się podzielił wiedział chyba każdy, kto się tutaj urodził i wychował. Może była to pewna lekcja dla piratów i najemników z różnych stron, lecz im samym nie robiło to różnicy. Popatrzył w dół, gdzie rekiny płynęły niedaleko jego statku i oparł dłonie na burcie. Ciekaw był gdzie ukryli wspomniane tarcze, bo z nimi nie będzie im za wygodnie pływać. Może dlatego nie wyprzedzali statków, albo po prostu postanowili pozostać razem w szyku.
-Pod wodą to by nas nie trafili - stwierdził bardzo odkrywczo kiwając przy tym głową. Nie miał jednak zbyt dużych możliwości się ukryć, gdyż zeszli już ze statków. Tam mógł się położyć pod pokładem na wygodnym hamaku zamocowanego do belek i rozłożyć się jak panisko na swych włościach. Tym samym miałby nad sobą drewno o całkiem przyzwoitej grubości, które mogło zatrzymać nadlatujące pociski. No i cieplej by było, bo mimo płaszcza to nie mógł powiedzieć, że czuł się tutaj jak na oazie, popijając drinka z palemką i patrząc na skąpo ubrane dziewczyny w pełnym zmysłowości tańcu. Szedł tak w szyku zastanawiając się czy jego zasługi dla rodu zostaną jakoś zauważone skoro bierze czynny udział w walce o nowe ziemie i wspomnianą wolność. Oczywiści najpierw musiał wyjść z tego żywo i to uznał sobie w tej małej główce za priorytet. Popatrzył na pozostałych marynarzy, którzy byli tutaj razem z nim. Bo co z tego, że byli piratami, jeżeli w głównej mierze zajmowali się tym, co sam Takeshi jakiś czas temu. Wiele z nich miało blizny na twarzach, a jeszcze więcej na rękach i dłoniach pociętych od wszelkiej maści ostrzy. Dziw brał, że jeszcze nie wdało się w to zakażenie, ale wszechobecność rumu sprawiała, że wszystko dało się wyleczyć o ile tylko człek miał pod ręką kolegę. A ten zawsze miał przy sobie rum, bo na morzu trzeba było coś pić. Rozprostował plecy, poprawił swój podręczny ekwipunek i miecze założone po bokach i skierował wzrok na oporządzenie piratów. Patrzył na wspomniane tarcze i szukał jakiegoś przyjaźnie wyglądającego gościa, który miałby takową przy sobie. Konkretniej szukał dwóch - jeżeli jeden się na niego wypnie, to chociaż zawsze pozostaje drugi. A zawsze może zaprzyjaźnić się z dwójką z nich i mieć przy sobie dwie tarcze do ewentualnej obrony! W razie czego poszedł pogadać, może zaoferować swój miecz do jego tarczy, przecież mogli się dogadać! Opcjonalnie szukał jeszcze innych shinobich, którzy byli obok niego. Cóż zazwyczaj wyodrębniali się od reszty ludności albo zbyt mhrocznym wyglądem, albo zachowaniem którego normalny człek się nie ima, albo po prostu po ubiorze. Najlepiej czułby się na tyłach wojsk, gdzie mógłby działać jako wsparcie. Podróż więc umilał sobie poszukiwaniami albo to tarczownika, któremu mógłby powierzyć na chwilę swój żywot, bo obydwoje mogli się zmieścić pod tarczą, albo kogoś kto dowodziłby tą bandą i skierowałby go do oddziałów wspierających. Nie łudził się jednak, że pośród piratów znajdzie się ich wiele, po prostu nie mieli nawet po co się tym zajmować. Ich życie to była ciągła walka, ciągłe poszukiwania, ciągła przygoda i zdobywanie nowych... skarbów, wrogów - co kto sobie życzy. Podróż sobie mijała, w jego wnętrzu aż wrzało od kotłujących się emocji, które chciały znaleźć ujście gdzieś pośrodku tego pustkowia, którym maszerowali do swego celu. No właśnie - a cel był niezwykle majestatyczny i wyglądał jak z baśni, które zasłyszał jako dziecko, gdy matka opowiadała mu do snu. Lód zastygły w czasie, pozostawiony tutaj na wieki wieków. Wyglądał jakby czekał na właśnie tą potyczkę, gdzie w ogniu i ciepłej krwi w końcu mógłby powrócić do morza, do chmur, do natury i złączyć się z nią. Widząc to co miał przed sobą cieszył się, że nie widzi w pełni obstawionych murów, że nie siedzą tam shinobi i nie wyczarują zaraz ogromnej fali wody - chociaż z wodą nie miałby problemu, gorzej z pozostałym cholerstwem. Odetchnął głęboko i miał nadzieję, że znajduje się teraz na tyłach swoich oddziałów. Niedługo miało się zacząć. Schylił głowę, skierował swe słowa do ducha, który nad nim czuwał, do jedynej istoty do której mógł się zgłosić po pomoc.
-Mam nadzieję, że nie zobaczymy się niedługo - uśmiechnął się pod nosem i odruchowo ułożył rękę na mieczu.
Takeshi
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Kyoto » 21 mar 2017, o 16:20

Kyoto pokusił się na bezpośredni zwrot tylko z racji tego, że najzwyczajniej w świecie wypadło mu imię blondwłosego chłopaka z głowy. Miał jednak świadomość, że jest to weteran z okresu Atsu, który silnie odcisnął piętno na samym Kyoto. Nie bezpośrednio lecz zawsze miniony bieg wydarzeń będzie kojarzony z utratą ojca. Kiedy tylko usłyszał imię Ryuji od razu wiedział z kim też przyszło mu przebywać w tej mroźnej krainie a jednocześnie przypomniał też sobie o tym jak bardzo niekorzystne panują tutaj warunki. Tak niskie temperatury to coś za czym młody Sabaku raczej nie będzie przepadać i też za czym nie będzie tęsknić o ile przeżyje swoją początkowo, niepozorną wyprawę za zarobkiem. Swoją drogą powód chłopaka był trywialny lecz jełsi chodzi o odpowiedz Ryujiego to jakież też sprawy może mieć ród Sabaku w takim miejscu jak to. Sam Kyoto niewiele wiedziałz racji tego, ze przez długi okres odciął się od ingerencji w sprawy rodu a poziom obowiązków jakimi sie pałał ostatnimi czasy również nie zakrawał o większe zainteresowanie:
- Jestem Kyoto...
Następnie spojrzał na swoją stalową gurdę w kształcie trumny jak gdyby upewniając się czy faktycznie nadal się tam znajduje:
- Mimo, że nie mieliśmy okazji się poznam to znam Twe imię lecz powody Twojego pojwienia się tutaj mimo określenia się jako interesariusz rodu, nadal mi są nie znane Ryuiji-dono
Bezsprzeczny był fakt, że Ryuji dysponował umiejętnościami znacznie większymi od tych, które mógł zaprezentować ciemnoskóry chłopak, przez co mimo jego natury, śmiało zasłużył sobie na szacunek. Tym samym był bardo interesującą osobą dla młodego Sabaku dla, którego istniała prosta klasyfikacja, silnych i słabych. Dodatkiem był raczej też fakt, że ma obok siebie kogoś ze swych rodzinnych stron w tej zgrai dziwolągów i ludzi o nieznanych umiejętnościach. Dalszą konwersacje uniemożliwił rozkaz zachowania bezwzględnej ciszy do, którego oboje się zastosowali i tym razem w milczeniu przemierzali kolejne metry stanąć przed sporych rozmiarów wąwozem. Do teraz wszyscy mogli być spokojni jeśli chodzi o monitorowanie stanu okolicy, jednak los chciał, zę i dosyć pochopnie zdradzone umiejętności przedstawicielki Ranmaru, zostały ograniczone. Przyczyna nieznana lecz na pewno wskazująca na to, ze od teraz trzeba się mieć na baczności. Kyoto skupił się na tym by mieć wgląd zarówno na osobę przed nim jak i za nim spoglądajać od czasu do czasu na boki. Pozycja po środku oddziału nie wymuszała może na nim zbyt wielkiej odpwoiedzialności jeśli chodzi o uwagę lecz z pewnością mogła pozwolić na odpowiednią reakcje jeśli coś miałoby się zacząć dziać. Chłopak podążał teraz w pełnym skupieniu
Kyoto
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Isei » 21 mar 2017, o 16:32

Kto by się spodziewał, że zagadka świata shinobi zostanie wytłumaczona Iseiowi jak w szkółce. Dziwacznie ubrana dziewczyna zaczęła opowiadać o Kekkei Genkai Ranmaru, które było doujutsu i nazywało się Tsūjitegan. Szczegółowe informacje, nawet bardzo, chociaż samuraj nie do końca wiedział co znaczy "doujutsu". Jakaś sztuka, ale jaka dokładnie? Skoro chodziło o oczy, to pewnie oczu, jednak co to miało oznaczać? Tylko tyle, że umiejętność działa poprzez zmysł wzroku? Młodzieniec nie głowił się nad tym zbytnio. Wysłuchał dalszej części wypowiedzi i delikatnie pokiwał głową jakby wszystko zrozumiał. Niekoniecznie tak było. Niby przyjął do informacji jak działa Tsūjitegan, ale nie do końca wiedział w jaki sposób się to dzieje. Skąd ten szereg tak wspaniałych możliwości. Widzenie naokoło głowy, widzenie na długie dystanse i widzenie poprzez przedmioty. Fascynujące jak użyteczna była ta zdolność zawarta w Więzach Krwi. Isei rozumiał również, że wyjątkowo nieostrożnym i nierozsądnym jest rozpowiadanie ot tak o zdolnościach Ranmaru - nawet jeżeli byli sprzymierzeńcami w walce przeciw Bestii. Grupa mogła im zaufać, ale czy na odwrót było tak samo? Banda najemników to niekoniecznie ktoś, komu można powierzać tajemnice. Dziś walczą po jednej stronie, a jutro mogą po drugiej jeżeli tamci zaoferują więcej. Młodzieniec nie zmieniłby strony, gdyż nie był tutaj, aby zarobić, zdobyć wiedzę czy cokolwiek szczególnego zyskać. On chciał jedynie przyczynić się i wspomóc dobro w walce ze złem. No i przy okazji nabrać doświadczenia. Nic więcej.
Dziewczyna, która wyjawiała sekrety Ranmaru może i była kulturalna oraz uprzejma, co się ceniło, ale z pewnością nie należała do zbyt rozgarniętych. Może był to jej pierwszy raz podczas jakiegokolwiek boju? Wyglądała i zachowywała się jakby nigdy nie uczestniczyła w czymś podobnym. Strój, aparycja, charakter, wypowiedzi - wszystko było niedopasowane do wydarzeń. Chociaż wygląd był w świecie shinobi najbardziej zdradliwym elementem. Czasami dziecko potrafiło skorzystać z chakry w taki sposób, że mogłoby zmieść cały oddział wyszkolonych żołnierzy. W końcu tamten chłopiec z Ryuzaku no Taki bez problemu tworzył rzeki błota, aby unieruchomić Iseia. Wracając do dziewczyny - była naprawdę nierozsądna. W takim momencie prosiła o jedzenie. Prośba była durna, gdyż to nie moment na takie bzdury, jednak samuraj widział w tym kolejną głupotę - pełny żołądek przy wysiłku może doprowadzić do skurczów mięśni, a potężny wycisk sprawi, że w spazmach zwrócimy cały pokarm. Wymiotowanie mocno męczyło organizm, zatem nie można było do tego dopuścić w żadnym wypadku. W trakcie walki lepiej być głodnym, niż najedzonym. Młodzieniec nie miał zamiaru zwracać jej na to uwagę, gdyż nie była to jego sprawa. Głównie jednak dlatego, że była kobietą, a Isei nie radził sobie z rozmową z przedstawicielkami płci pięknej. Wolał samemu nie wkopywać się w takie sprawy, aby mieć czysty umysł oraz skupiony na nadchodzącej bitwie.
Po reprymendzie jaką otrzymała nieznajoma wreszcie wyruszyli. Samuraj w milczeniu zmierzał wraz z resztą grupy ku celowi. Zauważył, że niedaleko niego jest Zjawa. Widział jak ten się nieco zbliża, chociaż Isei nie zrozumiał prawdziwego zamiaru mężczyzny. Nie wiedział, że ten zwyczajnie chciał go ubezpieczać w razie czego. On pojął to inaczej - przyjął, że Zjawa chce mieć oko na jego wyczyny, by ocenić, czy Ichika rzeczywiście przygotowała i wytrenowała go odpowiednio. Nie odezwał się w żaden sposób, chociaż poczuł na sobie presję. Musiał się wykazać, jednak wciąż miał w głowie, że nie należy się popisywać - najlepiej wypadnie, gdy będzie sprawnie oceniał zagrożenie i odpowiednio reagował na nie. Żadna szarża, żaden bezmyślny atak.
Przemknęli cichutko obok oddziałów wroga. Samuraj nie przyglądał się zbytnio jak wyglądają. Ocenił jedynie liczebność, uzbrojenie i... tyle. Tylko to potrafił określić, gdyż Ci zwyczajnie szli. Żadna formacja, bo nie było to w tym momencie wymagane. Nie rozmawiali ze sobą, jednak Isei nie zwrócił na to uwagi. Uznał to za coś całkowicie naturalnego. Szli walczyć, więc każdy był pogrążony w myślach. Niektórzy zapewne wspominali bliskich, do których muszą wrócić. Młodzieniec nie miał konkretnie do kogo wracać, chociaż gdzieś na świecie mogła czekać na niego Ichika - jedyna osoba, której zależało na chłopaku. Nie zasmuciłby jej swoją śmiercią. Nie mógł umierać i nie miał zamiaru, gdyż nie po to go szkoliła.
Prowadzący ich, zapewne, Ranmaru wreszcie się odezwał, dając tym samym znak, że nie muszą już zachowywać zupełnej ciszy. Powiedział o dwóch rzeczach, na które zwrócił uwagę i samuraj. Pierwszą z nich był brak uzbrojenia, a drugą brak formacji. Do marszu nie była niezbędna, chociaż zwykła kolumna na pewno ułatwiała dalsze dowodzenie. Oni szli jak chcieli. Mężczyzna też zwrócił uwagę na to, że wyglądali na szczęśliwych oraz zmotywowanych. Tego Isei nie dostrzegł, jednak wierzył w te słowa. Nie był nazbyt doświadczony i, szczerze mówiąc, była to jego pierwsza prawdziwa batalia na szeroką skalę. Jak wielu z nich uczestniczyło w czymś podobnym? Rozejrzał się po oddziale. Jedyne co mógł określić, to dziwactwo jakie wychodziło na wierzch. Ciemnoskóry chłopak z trumną na plecach z pewnością nie miał wszystkiego odpowiednio poukładanego w głowie. Samuraj również nie był w pełni zdrowy umysłowo, jednak u niego to wyglądało inaczej. Miał stany pogorszenia, a nie stałe zaburzenie. Wspomniana wcześniej osoba szła równo z blondynem, którego widział Isei wcześniej. Rozmawiali o czymś, jednak to nie było istotne. Była też kolejna dwójka, która rozmawiała ze sobą. Tamten wyjątkowo ekstrawagancki człowiek wyglądający, jakby nici trzymały go w kupie i dosyć zwyczajny, czarnowłosy młodzieniec. Raczej w podobnym wieku co samuraj. Może ten... to coś, co wyglądało nieco na lalkę miało doświadczenie bojowe, chociaż było to jedynie wrażeniem Iseia. Reszta wyglądała na równie "świeżych" w tematach wojen, co noszący Mugen.
Przewodnik powiedział coś, co nieco zaskoczyło chłopaka. Wspomniał, że armia go przeraża. Spotkało się to z niezrozumieniem u samuraja. Nie odczuwał strachu, a jedynie podekscytowanie nadchodzącymi wydarzeniami. Jego serce biło szybciej, niż normalnie, a przyśpieszyło jeszcze trochę, gdy Tamotsu wspomniał, że teraz mogą na kogoś wpaść. Istniało ryzyko rozpoczęcia walki wcześniej, niż zakładali i należało być gotowym. Głębokimi oddechami Isei uspokajał się. Nie mógł dać emocjom wziąć górę nad nim - to go zgubi i był zupełnie tego świadom. Mimo to nie potrafił sam sobie zagwarantować, że pozostanie opanowany podczas chaosu bitwy. Walka zawsze kojarzyła mu się z tym szałem, w który wpadał oraz radością, jaką odczuwał z samego zagrożenia życia. To było w nim naturalne, jednak wyzwolona część jego charakteru musiała zwyciężyć. To do niej dążył. Musiał wyzbywać się cierpiącej.
Mimo zapewnienia Tamotsu, że do celu jeszcze długa droga, to młodzieniec i tak przygotował się już zupełnie na ewentualność ataku lub obrony. Lewa ręka pewnie trzymała sayę, a prawa poruszała się płynnym ruchem zgodnie z rytmem marszu, chociaż dłoń ułożona była w taki sposób, żeby zapewnić sobie jak najszybszy chwyt tsuki Mugen. Był gotowy skorzystać z Iaido w każdej chwili. Oczy wędrowały to na jedną stronę, to na drugą wypatrując zagrożenia. W razie czego miał zamiar poinformować krótką informacją gdzie jest wróg na zasadzie powiedzenia donośnie, ale nie za głośno "wróg na..." i wstawiłby kierunek od nich. Jakby były to pojedyncze cele, to mógłby się skusić na samotną próbę eliminacji na tyle szybko, by zwiadowcy wroga nie zdążyli przekazać żadnych wieści gdzieś dalej, ani żeby nie zaalarmowali możliwej straży.

Spoiler: pokaż
Techniki:


Nazwa
Iaidō

Pieczęci
Brak

Zasięg
Zależy od długości ostrza

Koszt
Brak

Dodatkowe Wysoka szybkość (ok. 80), posiadanie obu rąk, na czas używania techniki otrzymujemy +15 do szybkości

Opis Technika stanowiąca "podstyl" walki w obrębie Battodo. Jest to umiejętność zadania błyskawicznego ataku z miecza znajdującego się w saya - cięcie może być zarówno horyzontalne, jaki i pionowe, skośne czy też w ogóle nie być cięciem lecz uderzeniem rękojeści, a nawet wykonanie bloku - wszystko to zależy od sytuacji oraz wyszkolenia wojownika.
Praktyk Iaido stawia na rozwiązanie walki w jednym, celnym uderzeniu, które dzięki zastosowaniu tzw. saya-biki (cofnięcia saya), zyskuje ogromną prędkość.
Warunki:
- Cięcia są zadawane z szybkością użytkownika zwiększoną o 15
- By ponownie użyć techniki Iaido należy schować miecz.


Statystyki i ekwipunek:

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 22
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 68 | 81
    PERCEPCJA 50
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
MNOŻNIKI: Szkoła Taka (+20% Szybkość)
Suma atrybutów fizycznych: 190 PA

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPO:
    NINJUTSU E
    RAITON D
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D)
    • Battodo - B
    • ---
    • ---


EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Katana - Mugen 無限 (przy lewym boku)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):Zestaw do czyszczenia ostrzy w drewnianym pudełeczku - Zawiera mosiężny młoteczek, flakonik goździkowego olejku, kulkę proszku polerskiego i bawełnianą tkaninę (schowane w kieszeni).
Isei
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Kyoushi » 21 mar 2017, o 17:35

    To był ten dzień, który miał zweryfikować kolejny raz umiejętności białowłosego, który urósł w siłę od ostatnich wydarzeń, w których brał udział. Wojna Uchiha z Senju nieco go zmieniła, przez co nabrał nieco więcej doświadczenia, zmienił flankę i do tego poznał wiele nowych umiejętności, które mogą zawsze się przydać. Mijając blondyna, który niestety nawet mu nie odpowiedział, machnął na niego ręką i ruszył za nim do zbiórki najemników, która mieściła się gdzieś w bramie wioski. Wszyscy żwawo ruszyli przed siebie, nie pobierając ze sobą żadnych zapasów do jedzenia. Było zimno, jednak nie na tyle, że nie dało się myśleć czy też żyć – widocznie tak musiało być. Tymczasem, białowłosy tylko rozglądał się za ludźmi, spoglądał na ich widoczny ekwipunek czy też twarze. Na pewno poznawał co najmniej jedną – ten najdziwniejszy, którego znał jeszcze z czasów walki z Uchiha Mizuno. Prawdopodobnie Murai, ten, który manipulował bardzo dziwnymi technikami, których chłopak nawet nie potrafił opisać. Sam czerwonooki skrywał się pod czarnym kapturem, nie odzywając się zupełnie do nikogo. Starał się zachować spokój umysłu i ducha, jednocześnie nie wzbudzając za wiele pytań i dociekliwości. Był bardzo wyluzowany, jednocześnie, jego oczy latały z prawej na lewą, w celu infiltracji nawet przyjaznych jednostek – kto go tam wie, gdzie czai się wróg..
    Idąc dalej, po drodze spotkali osobę z Doujutsu, które jeśli oczywiście widział, mógł od razu zapamiętać – było niezwykle podobne do tego, które posiadali jego pobratymcy, Sharingan, jednak o wiele bardziej świecący. Nie zdawał sobie sprawy co potrafiły te specjalne ślepia, jednak wiedział, że każde z Doujutsu jest cudownym darem. Brak rozmów mógł przybić tych słabszych psychicznie, gdzie Akoraito przechodząc za prowadzącą, zaczął zachowywać się nieco bardziej nerwowo. Spojrzenia były co raz szybsze, może i mnie dokładne. Odgłosy, które przypominały maszerującą armię gdzieś daleko, przyspieszyły bicie serca szermierza z Sogen. Ufał swojemu przewodnikowi o niezwykłych ślepiach, że ten kontroluje ów sytuację – nie mylił się. Doskonale wiedział co robić, widać było pierwsze zalążki umiejętności, gdzie mógł jakby na dystans czegoś się dowiedzieć. Było co raz ciekawiej..
    Tuż po tym, jak ich minęli, mężczyzna zdał wszystkim raport, wyjaśnił jak wyglądała ta armia, zadowolona i gotowa do boju, mimo nikłego uzbrojenia – taka jest najgorsza. Oni cieszą się rzezią, walką i rozlewem krwi. Nie boją się niczego. Białowłosy zdawał sobie sprawę, że Ci co zostali w Hyuo będą mieli ciężki orzech do zgryzienia. Widok wioski z daleka był imponujący – tam prawdopodobnie trwała walka, której Rin nie widział. No cóż, trzeba było się skupić na dalszych poczynaniach. Białowłosy nie czekając dłużej, sięgnął po swój miecz, który trzymał na plecach, chwycił go prawą ręką, a lewą wykonał przed sobą znak (dopiero wtedy, gdy znajdzie się gdzieś w mieście i będzie mógł to wykorzystać). Miał być przygotowany na atak na swoją osobę, broniąc się bronią, kontrując, bądź tnąc, nigdy na oślep. Najważniejsze to w pierwszym ataku nie dać się ranić, najważniejsze to zachować zimną krew..


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 21 mar 2017, o 20:57 przez Kyoushi, łącznie edytowano 1 raz
Posta dajże Kjuszowi, klawiaturą potrząśnij...
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
Tryhard
 
Posty: 1134
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 12:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Meido » 21 mar 2017, o 18:00

Od razu mogłam wyczuć te negatywne emocje wokół. Nie byłam żadnym sensorem, a moja percepcja nie była na specjalnie wysokim poziomie, jednak czasem tak bywało, że człowiek potrafił odczytać emocje innych osób. Podświadomie można było wyczuć nadchodzącą awanturę, niszczącą spokój ogniska domowego. Podświadomie można było też wyczuć, że druga osoba, nawet jeśli tego nie okazuje, to tak na prawdę Cię lubi. Głupota także była wyczuwalna. A ja głupotę niewątpliwie popełniłam. Było mi strasznie głupio. Wystawiłam się na pośmiewisko i być może także na wzgardę. Było mi także przykro. Nie dałam jednak tego po sobie poznać. Nie rozpłakałam się. Jednak smutek ciągle mnie męczył. Wiedziałam, że pewnie w takim oddziale zawiążą się jakieś znajomości. Ktoś znajdzie kogoś sobie podobnego. Ktoś jeszcze jakiegoś starego sojusznika. Kto wie? Różnie bywało. Przyjaźń zawarta tak pośpiesznie być może przetrwa tą walkę. Może przyjaciel ochroni przyjaciela i razem przeżyją? A nawet jeśli któryś miałby umrzeć, to i tak mógł to zrobić z uśmiechem na ustach, ciesząc się, że poznał taką cudowną osobę jak ten przyjaciel. Ja jednak, z własnej głupoty, pozbawiłam siebie tej możliwości. Czułam, że nikt nie zamierza tutaj ze mną gadać. Czułam, że nikomu nie będę mogła się zwierzyć. Nikt nie dowie się o chorobie Ayi. To było przykre, ale sama byłam sobie winna.
- Dziękuję i przepraszam - powiedziałam skruszona - Nie trzeba mi płacić ...
Ostatnie słowa powiedziałam sobie pod nosem, ledwie słyszalnie. Nie robiłam tego wszystkiego dla pieniędzy. Chociaż czy w ogóle miałabym kiedyś możliwość dostania zapłaty? To było pytanie o to czy przeżyję. Nie myślałam o tym jednak i od razu udałam się do wspomnianej karczmy. Trzeba było działać szybko. Wszystko było przygotowane i leżało już na stołach. Dałabym sobie głowę uciąć, że w tej karczmie trwała jakaś balanga, w chwili gdy ogłoszono ewakuację. Ludzie szybko zostawili to co mieli na stole i opuścili lokal. Pewnie kiedyś upomną się o zwrot pieniędzy ... A może jednak nie? W każdym bądź razie wzięłam jakieś udka z kurczaka, które zamówił jeden z klientów i zapakowałam do całkowicie nienylonowej i niesyntetycznej i przezroczystej torby, którą znalazłam przy barze. Kilka jabłek. Jakaś niedopita butelka wina. Ja nie piłam, ale alkohol dobrze odkażał rany. Do tego bułki. Dwie włożyłam sobie do kieszeni płaszcza. Zamierzałam zjeść po drodze. Resztę do drugiej całkowicie nienylonowej i niesyntetycznej i przezroczystej torby - razem z jabłkami. Dwie takie siatki następnie umieściłam w plecaku. Dlaczego nie dałam tego bezpośrednio? Bo mogłyby zabrudzić bandaż, który musiał być w miarę czysty. Później jeszcze szybki kibelek i powróciłam do oddziału.

Jeśli udało mi się zdążyć (jeśli nie, to idę do bramy): Wyruszyłam razem z oddziałem. Po drodze wyciągnęłam jedną bułkę z kieszeni i zaczęłam ją jeść, ciągle rozmyślając o tym wszystkim w co się pakuję. Nie byłam najemnikiem. Nie byłam także żadnym żołnierzem. Byłam pokojówką, która znalazła się w samym centrum, prawdopodobnie dosłownie, wojny. Gdzieś gdzie nie powinna się znaleźć, ale musiała, bo tak dyktowało jej serce. Szkoda tylko, że tak bardzo się wygłupiłam. Bardzo mi zależało także na dobrych kontaktach z Ranmaru. Po to przecież tutaj między innymi przybyłam, nie? A tymczasem ... mogli być na mnie wściekli, że wyjawiłam ich sekret. Za głupotę trzeba było zapłacić, prawda? No nic ... biegłam i jadłam bułkę, aż dowódcy nie zakazali rozmów. Schowałam więc do kieszeni swój posiłek, zakładając, że może być on równie głośny co rozmowy. Przecież to chrupało jak cholera, ale na szczęście nie kruszyłam. Tak, okruszkom na śniegu, które mogą zdradzić naszą obecność mówimy stanowcze nie (no chyba, że Pan MG ma inne zdanie :<)! Nie chciałam się znowu narazić. To byłoby bowiem moje ostatnie narażenie się. Działanie na szkodę oddziału było bowiem karane najbardziej surowo jak się dało. Śmiercią. Nie można było pozwolić, by jakiś idiota zdradził cały przemarsz, który jak później się okazało odbywał się w pobliżu wrogiej armii i tym samym sprowadził zagładę na głowy pozostałych. Zachowywałam więc ciszę i postanowiłam wypełnić każdy rozkaz. W sumie i tak nie miałabym do kogo się odezwać. Nawet nie usłyszałam imienia "Shinji". Może nie miałam go usłyszeć? Może było to możliwe, jednak ja byłam zbyt pochłonięta swoją bułką? Może jakbym je dosłyszała, to wszystko potoczyłoby się inaczej?

Przebyliśmy kolejne metry, może nawet kilometry. To było straszne. Byłam zmęczona. Mogliśmy już mówić. Postanowiłam więc dojeść bułki, by dodać sobie trochę sił. Myślałam o tym, żeby pójść do dowództwa i oznajmić im, że potrafię leczyć. Może wtedy mogłabym stać się istotniejszym elementem ich strategii. Może zagwarantowałoby mi to przeżycie? Jednak nie miałam odwagi nic powiedzieć do nikogo. Oczywiście też nie zamierzałam pozwolić nikomu umrzeć. Chciałam zrobić coś dobrze i się na coś przydać. To wszystko. Gdyby mojemu życiu zagrażało niebezpieczeństwo i nic nie mogłabym z tym zrobić ... i ktoś by mnie ocalił, to tylko przedłużyłby to co jest nieuniknione. Sprowadziłby na mnie tylko dłuższe cierpienie. To był prosty mechanizm. Gdy dwoje wojowników ścierało się w śmiertelnej walce, każdy z nich się starał. Każdy napinał swoje mięśnie do granic możliwości. Każdy znosiłby wielki ból, spowodowany zmęczeniem i otrzymanymi ranami. Każdy walczyłby do końca i żaden by się nie poddał. Ulga przychodziła dopiero wtedy, kiedy jeden z nich padł na ziemię i czekał na wyrok śmierci. Dla przegranego oznaczało to ulgę. Mógł sobie odpocząć i w końcu zasnąć na wieki. Nie musiał się już męczyć. Mógł po prostu uciec od tego brutalnego świata w jakim trwało ludzkie życie. A zwycięzca? Na pewno nieraz jeszcze dozna tego cierpienia. Biedaczek ...

Wypełniałam rozkazy. Jeśli grupa szła dalej, to także przemieszczałam się do przodu. Jeśli kazali się zatrzymać, to się zatrzymywałam. Ja w porównaniu do innych, nie podziwiałam krajobrazów i skupiałam się jedynie na tym co trzeba było zrobić. Starałam się wypatrzyć, wyczuć (bo może się nie kąpali i cuchnęli na kilometr?) czy usłyszeć jakieś podejrzane szepty. Z moją percepcją jednak nie było to aż takie łatwe. Może nawet w ogóle nie było możliwe. Bałam się. Okropnie się bałam i drżałam więc nie tylko z zimna. Zastanawiałam się co ja tutaj robię. Przecież taka misja oznaczała jedynie śmierć. Jeśli ktokolwiek weźmie mnie na cel, to już po mnie. Coś we mnie pękało, a stres, który przeżywałam sprawiał mi ból. Okropny ból. Chciałam ... chciałam już natknąć się na wroga.. Chciałam, żeby cała sytuacja została już wyjaśniona. Nie było bowiem już odwrotu. Jednak na coś się przydałam, nie? Przecież w moim plecaki znajdowała się jakaś żywność i bandaże, a w kaburze i torbie - broń. Nawet gdybym zginęła, to zawsze przecież można było użyć tego co ze sobą wzięłam, nie? No i nagle wpadłam na genialny pomysł. Wyciągnęłam z torby jedną wybuchową notkę i ... zaczęłam sobie grzebać w staniku, a przynajmniej tak to wyglądało. W rzeczywistości jednak próbowałam sobie ją nakleić na stanik tak, by nie była widoczna. Na stanik, nie na nagą pierś. Ta druga opcja byłaby trochę niewygodna, nie?
"Jeśli mam umrzeć" - pomyślałam - "to nie umrę sama. A przynajmniej nie pozwolę się torturować."
Oczywiście taka opcja mogłaby oznaczać zniszczenie sprzętu, który miałam przy sobie. Mogłam też uszkodzić kogoś kto jest w pobliżu. Oczywiście "kogoś" oznaczało w tym wypadku sojusznika, bo wrogami się nie przejmowałam. Jednak wszystko miało się okazać w przyszłości ... Już za jakiś czas. Trzymałam się sama ze sobą, gdzieś na uboczu. Z nikim nie rozmawiałam.

Statystyki: (dla przypomnienia)
Spoiler: pokaż
SIŁA 1
WYTRZYMAŁOŚĆ 13 | 10
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 10
PSYCHIKA 1 | 1
KONSEKWENCJA 43 | 54

Ubiór: (także dla przypomnienia) Ubiór mojej postaci jest inny niż na avatarze. Wygląda mniej więcej jak to, a na to zarzucony biały płaszcz, "chroniący" przed zimnem.


PS: Strasznie chaotyczny ten post :<. Przepraszam :<.

PPS: Czy Rin to przypadkiem nie jest facet? <delfineł>
Meido
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ayako » 21 mar 2017, o 20:09

Dziewczyna dołączyła do swojej grupy. Jednak nie znała umiejętności żadnego jej członka. Mogła jedynie przypuszczać, że są podobne do jej technik. W końcu chyba stali na podobnym poziomie zaawansowania, prawda? Miała przynajmniej taką nadzieję. Nawet jeśli to tak czy siak większość z nich pewnie równie jak ona posługiwała się takim samym żywiołem, wodą. Ale kto to wie? Może być zupełnie inaczej niż się spodziewa Ayako. Patrząc na wcześniejszą dwójkę, wiedziała, że muszę mieć ze sobą dużo wspólnego. Żeby się tak znać musieli pewnie razem dużo przebywać. Może nawet załatwiali niektóre sprawy razem? Ayako właśnie tego najbardziej chciała. Mieć jakiegoś partnera, który by ją wspierał. Ponieważ na razie nikogo z obecnych nie znała, musiała iść na własną rękę. Niestety tyczyło to też się wojny. Jednak zawsze może liczyć na innych. Oby. Inaczej sobie sama nie poradzi. Aczkolwiek nie po to tyle ćwiczyła, aby teraz marudzić.
Musiała się wziąć w garść i dać z siebie wszystko. Z tyłu niektóre statki jeszcze dopływały do brzegu. Zanosiło się na to, że ta bitwa będzie czymś wyjątkowym. Ludzie zbierali się do różnych grup. Jedni byli medykami, inni wyładowywali potrzebne rzeczy, no i oczywiście grupa która miała za zadanie zlikwidować wrogą armię. Czyli tam gdzie znajdowała się Ayako. Dziewczyna kombinując sobie w głowie plan nie umiała nic wymyślić. W końcu władanie lodem to nie atakowanie jakimś ogniem, czy walka wręcz. Wtedy może użyć w jak najlepszy sposób swoich mocy. A w tym przypadku nie wiedziała nic konkretnie o swoich przeciwnikach.
- Co to znaczy władać lodem?! Rzeżbić w lodzie, przesuwać lód. Tworzyć jakieś rzeczy z lodu? A może jeszcze zamrażać! Echhh... mam za mało informacji, aby coś wywnioskować.
Dziewczyna powiedziała to wszystko na głos. Musiał to być bardzo dziwny widok jak ni z tego ni z owego jakaś dziewczyna zaczyna sama gadać do siebie. W dodatku wszystko wykrzykując. No ale cóż taka właśnie była Ayako. Musi w końcu wyrzucić z siebie to co ją gnębi. A to ją naprawdę denerwowało. Nie mogła w tej sprawie nic sensownego wymyślić. Jednak cóż się dziwić. Jedyne co wiedziała to to że się posługują lodem. Może to oznaczać, że jej wszystkie techniki wodne zostaną ot tak zamrożone. Po tym długim myśleniu nad sytuacją dziewczyna się w końcu poddała.
- Już wiem będę improwizować! Przecież nie ma nić lepszego od improwizacji. Ewentualnie tylko ryzykuję swoim życiem. Pfff... po co się tym wo gule przejmować, prawda?!
Ayako już nie umiała wytrzymać. Zawsze miała jakiś plan a teraz nic! Jednak tak to jest jak się idzie na wojnę w której nic się nie wie o przeciwnikach.
Dziewczyna od niechcenia zaczęła patrzeć na armię do której należała. W końcu musiała wiedzieć coś o sojusznikach, co nie?
Zobaczyła bardzo duże tarcze. Czyżby używali ich do obrony? Takie właśnie pytanie zadała sobie w głowie dziewczyna. Musieli mieć wielkie szczęście aby takie otrzymać. Ayako natomiast musiała liczyć na swoje moce. Nagle lider tych całych Hoshikagi, czy nazwane przez dziewkę, ryboludzi, zaczął coś ogłaszać. Strasznie krzyczał więc spokojnie dało się go usłyszeć. CO prawda Ayako była teraz zamyślona, ale nadal wszystko słyszała. Bardzo się zadowoliła, kiedy zrozumiała, że wojownicy z tarczami będą bronić tych którzy ich nie mają. W końcu nie będzie musiała bezsensownie zużywać swojej chakry. Teraz tylko musi się ustawić obok jednego z nich.
Stało się. Wojska wyruszyły w drogę. Mimo zimnej pogody Ayako cały czas dumnie szła na przód. W końcu kto by się przejmował takimi pierdołami. Teraz musiała tylko dotrzeć na miejsce. Choć i tak przewidywała, że jak na jesień na lodowej wyspie musi być bardzo ciepło. Dziewczyna z każdym krokiem coraz poważniej myślała o wojnie. Jednak cały czas nie miała żadnego pomysłu. Wtedy nagle na coś wpadła.
- Lód morze się roztopić dzięki ogniu. Może być również skruszony przez Doton. A co jeśli te dwie rzeczy połączyć?
Co prawda Ayako nie znała tych żywiołów jednak posiadała coś w tym rodzaju. Chodziło jej głownie o notki wybuchowe. W końcu jak sama nazwa mówi tworzą one wybuchy. Był to dobry pomysł na kontratak ludzi lodu. Czyli yukich. Jednak mimo tego, dziewczyna nie posiadała odpowiedniej ilości ekwipunku. Zawsze oprócz tego mogła używać innych broni. A jeśli nie to na placu broni coś wykombinuje, jeżeli ktoś ją będzie osłaniał. Dziewczyna przesunęła się trochę do tyłu, aby w razie ataku miała choć trochę czasu na namysł. To chyba będzie jej pierwsza wojna, do której nie jest przygotowana. Inaczej.. to będzie ogólnie jej pierwsza wojna. Z przodu dało się usłyszeć słowa rybo-człeka widzianego wcześniej. Był on pewny, że wygrają. Tak w stu procentach. Ayako bardzo go podziwiała. Nie dość, że odważny to jeszcze taki pewny siebie. Ona również się nie podda. Jeśli będzie potrzeba to zacznie walczyć jako pierwsza. A jeśli jej wojska przegrają to ona i tak będzie walczyła, dopóki ich nie pomści. Oczywiście w miarach rozsądku. Jeśli lider powie, żeby się wycofać to się wycofa. W końcu jakby miała nie ufać swojemu liderowi, którego ceni bardziej niż wujka.
Ayako
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Shinji » 21 mar 2017, o 23:07

Shinji słusznie założyć jak się potoczą losy Meido, mianowicie została zrugana za swoje głupkowate zachowanie. Przywoływało to obraz Iwaru, która także postanowiła odwalić nawet w podobnym momencie. Sytuacja rzecz jasna nie była analogiczna. Tam był to raczej atak paniki spowodowany przyłapaniem na bardzo lekkomyślnych działaniach - użyciu dojutsu w kryjówce kruków. Tu także mieliście do czynienia z durnotą na szczęście nie skończyło się na żadnym ataku paniki i kolejnej śmierci. Mimo, że sprawiała wrażenie głupiej mogła się jeszcze przydać. Być może słowa dowództwa zadziałają niczym zimny kubeł wody wylany prosto na głowę. Biorąc pod uwagę panującą dookoła temperaturę takowe poczynania gdyby były wzięte dosłownie naprawdę by rozbudziły przy okazji powodując chorobę jeśli nie śmierć w powodu wychłodzenia organizmu. No właśnie Huyo. Co by nie mówić nie spodziewał się tak kurewskiej ilości śniegu. W rodzinnej prowincji owszem zdarzało się co każda zimę, ale nie w takich ilościach. Dodatkowo było to blisko brzegu a tam temperatury bywało nieco bardziej umiarkowane. To co czekało na nich po udaniu się w głąb lądu mogło przerastać najśmielsze oczekiwania. Dodatkowo byli w środku pieprzonej wojny trudno było oczekiwać jakiegokolwiek ulgowego traktowania.
Tyle o bzdurach. Przejdźmy do Murai'a - ciekawej osóbki, którą Shinji napotkał już kolejny raz na swojej drodze. Bezpośrednie rozwinięcie dialogu, chociażby w tym niewielkim stopniu okazało się strzałem w dziesiątkę. Niefortunny zbieg okoliczności, sprawił, że coś co miało szansę być miłym urozmaiceniem podróży stało się milczeniem. Dlaczego? Wroga armia przechadzała się bezpośrednio w ich sąsiedztwie zapewne w kierunku miejsca z którego wyruszyli. Dzięki temu co usłyszał od dziewczyny, która postanowiła na głos wyjaśnić zdolności Ranmaru domyślił się skąd ich przewodnik/dowódca (jak zwał tak zwał) to wie.
To, że zdołał coś takiego wykryć jedynie potwierdzało wszystkie te słowa, a przynajmniej dla Uchihy stanowiło to wystarczający dowód, dlatego w głowie otworzyła się mała szufladka nazywana "wiedzą". Starannie posegregowane teczuszki z masą wiedzy w wielkim ścisku. Tak się przedstawiała. Ni stąd ni zowąd pojawiła się jeszcze jedna. Na tej napis brzmiał: "Ranmaru". Została wepchnięta lekko siłą w miejsce oznaczone literą "R". Następnie szuflada się zamknęła, a samo miejsce przechowujące to wszystko rozpłynęła się niczym senne marzenie. Pozostała tylko lekko szarawa mgła a w niej Shinji. Tak w sposób metaforyczny można było opisać zarejestrowanie i zapamiętanie istotnej informacji. Proces, który dało się przedstawić w jednym zdaniu, ale pytanie brzmi: po co?

Zwracając szczególną uwagę na przemarsz wojsk. Shinji nie miał żadnych problemów z dostosowaniem się do rozkazów. Przez służbę w organizacji potrafił wyrobić w sobie pewną dyscyplinę. Poza tym życie było mu miłe. Skoro karą za niesubordynację była śmierć to szkoda by było coś spieprzyć. Nieprawdaż? Czy śmierć nadeszłaby z rąk nieprzyjaciela czy sojuszniczych nie miało tu najmniejszego znaczenia. Brak zachowania ciszy skończyłby się zapewne ogromną potyczką zdawać by się mogło głównych sił wroga ze sporym oddziałem wysłanym na infiltrację. Spory nie znaczy większy, chociaż nie posiadał żadnych informacji, które by pozwoliły to zweryfikować. Z jakiegoś powodu unikali walki - był to pewnie cel zadania, ale samo w sobie z punktu strategicznego nie miało to sensu. Ok wbijemy się na zaplecze oponenta aczkolwiek wyeliminowanie jego oddziału z flanki wykorzystując element zaskoczenia mogłoby przynieść o wiele lepsze rezultaty. Plan można zawsze skorygować od czegoś w końcu mają tych cholernych dowódców. Nie on jednak przewodził. Był prostym żołdakiem. Możliwe, że postąpiłby inaczej, ale to wszystko stanowiło jedynie jego własne przemyślenia na temat tego co się działo dookoła. Absolutna cisza jedynie pogłębiała ten stan, sprawiając że się nudził. Brzmi to nieco dziecinnie, ale potrafił myśleć nawet podczas wojny o czymś takim jak nuda. Rzecz błaha, a jednak miała miejsce. Starał się to zabić jak to miał w zwyczaju masą kotłujących się myśli głównie odnośnie strategii. Ta sama w sobie była niezwykle dla niego ciekawa. Zawsze podziwiał ludzi, którzy dowodzili siłami. Brali na siebie ogromną odpowiedzialność. Każda zła decyzja kosztowała więcej żyć ludzkich. Często byli oskarżani przez rodziny poległych, ale mimo tego brali to wszystko na klatę. Czy oznaczało to, że byli bohaterami? To zależy jak traktowali swoich ludzi. Najlepszy dowódca to taki, który rzuci się także w wir walki. Potrafi rozpalić swoich ludzi do czerwoności co podwyższa niesamowicie morale. Samo w sobie nie jest to jednak rozsądne. Utrudnia korygowanie rozkazów bo nie posiadamy dobrego rozeznania w sytuacji. Takie Kekkei Genkai jak to w którego posiadaniu znajdowali się Ranmaru nieco to wszystko ułatwiał. Mogli objąć wzrokiem całe pole walki. Nawet w tym wszystkim uczestnicząc. Wystarczyło po prostu odsunąć się gdzieś na ubocze i skorygować swoje plany wprowadzając dynamikę. Sam zadziwił się swoim wnioskiem. Znalazł wydawać by się mogło całkowicie nowy sposób użyć tego "czegoś" zwanego Tsūjiteganem. Rzecz jasna używano go w bardzo podobny sposób, ale nie do tego stopnia. Wyobraził przez chwilę sobie samego siebie dowodzącego ogromną armią. Czy by podołał? To było niesamowicie dobre pytanie. Próżno było szukać odpowiedzi do póki nie będzie mu dane nie dowie się. Właśnie dane. Nieco odległa wizja. Totalna abstrakcja. Osiągnięcie takiej pozycji może nigdy nie nastąpić. Postanowił jednak, że może być jego celem. Chociażby z egoistycznych pobudek chęci sprawdzenia się w roli dowódcy wojskowego.
Cisza w sektorze została odwołana i ponownie można było rozpocząć nieco luźniejsze jak i bardziej beztroskie zachowanie. Podczas gdy wszyscy skupiali się na wszystkim dookoła on wyszedł z nieco innego założenia. Jeśli każdy wokół niego z nielicznymi wyjątkami to robi to nie ma sensu dokładać kolejnej osoby niemal potykającej się o własne nogi bo bardziej interesuje ją otoczenie. Wiedział, że nic im nie grozi bo mają cholernego użytkownika Tsūjitegana, który jeśli był w stanie wyłowić armie nieprzyjaciela to ewentualnie pułapki po drodze czy zasadzkę też zauważy. Uwaga Shinjiego z tegoż właśnie powodu powędrowała ponownie w kierunku dziwnej osoby posługującej się nićmi.
- Nie pierdol bzdur odnośnie poznawania Huyo. Próbujesz się wymigać od jednoznacznej odpowiedzi, ale ok. Szanuję. Jeśli nie chcesz się ze mną podzielić twoja sprawa.
Zniżył lekko głos tak by tylko Murai mógł go z całą pewnością dosłyszeć.
- Widziałem co odwalałeś nićmi. Możesz nimi swobodnie poruszać? Nie daj się prosić malutki pokazik pojedynczą sztuką bo to niezwykle fascynujące.
Nie kłamał. Był naprawdę zainteresowany umiejętnościami swojego rozmówcy. W międzyczasie zaczęli się zbliżać do jakieś bariery o której wspomniał Ranmaru. Musiała być naprawdę dobra skoro dojutsu nie były w stanie się przez nią przebić. Chociaż może nieco przeceniał umiejętności tego klanu? Mały pokaz w postaci zarejestrowania i ominięcia całej armii wzbudzał podziw i lekko dając ponieść się emocjom wydawał tego typu osąd. Dodatkowo doszło podekscytowanie zdolnościami Murai'a. Przypomniał mu się moment gdy widział bijące serce wyciągnięte ot tak z klatki piersiowej, a że miał w sobie coś z sadysty to widok ten go radował zamiast wywołać jakiekolwiek obrzydzenie. Stąpał po cienkim lodzie, ale sama gra była warta świeczki.
Shinji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Saika » 22 mar 2017, o 09:29

Wszystko wyglądało na dobrze zorganizowaną trupę, jednak nie czuła się bezpiecznie. Być może wizja przyszłych misji wprawiała ją w tą niepewność, ale cieszyła się, że będzie mogła przetestować swoje umiejętności. Z kolei drugą sprawą było to, co zasugerował Seiki. Wróg władał lodem, a ona... cóż, była wodą. To mogła zakończyć się dla niej naprawdę źle. Nie tylko błyskawice, ale też ten pieprzony lód może okazać się zgubny. Dodatkowo, biorąc pod uwagę fakt, że i ona i Seiki działali głównie w oparciu o wodę, daje im to dość małe pole do manewru. Wróg zdaje się mieć przewagę. Miała nadzieję, że Zangetsu-san nie narazi swoich ludzi na darmo ku ślepemu dążeniu do władzy.
Jej kompan także był zdenerwowany ale raczej w pozytywnym aspekcie. Tak jak ona czuł narastającą chęć walki. Po to tutaj przybyli i nie odejdą z założonymi rękoma, nic nie robiąc. Nie wiedzieć czemu, kiedy swoje słowa skierował do swojego lidera, poczuła się strasznie głupio. Po co ta głupia ryba tak się ekscytuje? Po co zwraca na siebie uwagę lidera? pomyślała, ale po chwili dotarło do niej, że też musi chyba pleść co mu ślina na język przyniesie, byle na chwilę zapomnieć o tym narastającym napięciu.
Tempo było wyrównane, a ona ani nie szła za szybko ani za wolno. Cel zbliżał się z każdym krokiem i choć lider zapewnił ich o tym, że cywile zostaną ewakuowani, muszą mieć się na baczności. Nie idą na rzeź, tylko wywalczyć to, co należy się Hoozukim i klanom podległym. Żywiła głęboką nadzieję, że Novum Ordo naprawdę wprowadzi nowy porządek, a wszystkie piękne słówka lidera okażą się prawdą. Miała nadzieję, ale nie wierzyła w to za bardzo. A przynajmniej nie w 100 procentach. Dziwną manierą ciągle siedziała cicho na wszystkie próby rozpoczęcia rozmowy Seikiego. Nawet jej postawa stała się mniej dominująca w takim tłumie ludzi. Przełknęła ślinę, zacisnęła pięści i była gotowa. Dadzą radę. Nie zginą. Oboje.
Saika
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsu » 23 mar 2017, o 06:18




Coraz bardziej zbliżaliście się do widocznych z oddali murów. Trochę to trwało, dosyć wcześnie dało się zobaczyć Fuyuhanę, wasz cel bo był na wzniesieniu. Kolejna przewaga obrońcy. Byliście jeszcze poza zasięgiem jakichkolwiek łuczników czy możliwości ataku, ale widzieliście, że na murach obrońcy byli już przygotowani. Stali zwarci i gotowi, widzieli waszą wielką armię, ale oni bronili swoich domów, rodzin więc nie trzeba mówić o tym jak byli zmotywowani. Zresztą obie armie takie były i już teraz można powiedzieć, że żadna nie odpuści. Wojna niesie wielką presję, nawet z względu na emocje i skalę. Dowództwo poinformowało o tym, aby się zatrzymać na chwilę i oddziały natychmiast to wykonały. Nastawało późne popołudnie, powoli słońce opadało, a wszelakie śmiechy, rozmowy wcześniej obecne w oddziałach znikły. Już od dawna wszyscy skupiali się na tym co będzie i modłach aby przeżyć to. Każdy był w pełni skupiony na tym co teraz przemawiają liderzy. Tutaj akurat był słyszany San.
- Uwaga! Jak rozbite zostaną przez ich strzały bańki, które wypuści za chwilę Ayako oznaczać to będzie sygnał do ruszenia. Musicie być wszyscy gotowi i zwarci! Ludzie z tarczami chrońcie tych co są po waszej lewej. Zaraz wyruszamy. Mamy się dostać jak najszybciej pod mury i dostać do środka inaczej zostaniemy na rozstrzelaniu niczym kaczki.
Dookoła każdego z was był jakiś człowiek z tarczą i rozglądał się za tym kogo ma pilnować, aby następnie wszyscy skupili się na liderce Shabondama, która wypuściła trochę baniek 25 centymetrowych. Ile ich mogło być? A ze trzydzieści, może czterdzieści. Kto by liczył teraz ich dokładną liczbę, każdy się skupiał na to kiedy zostaną przebite. Wiatr wam sprzyjał, bo sam napędzał bąbelki w kierunku muru, a osoba za nie odpowiedzialna nie musiała się nawet nimi przejmować. Pewnie tylko dlatego taki plan został wykonany, czekać na otwarcie bitwy poprzez małą sztuczkę. Przelatywały one nad miejscem, które pewnie niedługo zaleją trupy, wasze, towarzyszy, głównie atakujących. Krew splami zupełnie biały śnieg leżący na ziemi. Obrońcy ufortyfikowani czekali patrząc na lecące bąbelki. Nikt nie wie co one mogą zrobić, jak niebezpieczne są więc lepiej nie podejmować ryzyka i nie pozwolić im się zderzyć z bramą, murami, a co gorsza swoimi jednostkami. Jedna strzała powędrowała w bańkę, praktycznie na maksymalnym zasięgu, a zaraz po niej towarzyszyła reszta przebijając się przez powietrze i ostatecznie zestrzeliwując wszystkie. Najwidoczniej nie miały żadnych właściwości i nie miały posiadać, jedynie służył za sygnał do czegoś i niespodziewanie dały bardzo przydatne informacje. Gdzie złapie was zasięg obrońców strzałami, można zakładać go delikatnie większy, ale to wątpliwe patrząc jak daleko doleciała strzała. Czyżby ktoś w środku nie wytrzymał i ją wypuścił przedwcześnie? A może zdarzyło się coś jeszcze innego? Tego chyba się nie dowiecie, ale może stwarzać pytania, bo normalnie nikt nie dawałby takich informacji. Szybko na całą armię rozniosły się krzyki liderów.
- Do ataku!
Wyczekiwany moment nadszedł, armia jak jeden mąż porozkładana szeroko ruszyła, jak jeden mąż, a przewodziło jej dowództwo. Prowadzili was do boju podczas gdy wielu wojowników krzyczało dodając wolę walki. Przemyślana strategia na łuczników, rozciągnąć linię, ale gorzej jak się spotka w bezpośrednim starciu, o wiele łatwiej ją rozbić, przeciąć. Widocznie tutaj nikt nie zakładał obecnie możliwości bezpośredniego starcia na ten moment, dowódcy musieli znać odpowiednio dobrze przeciwnika i się do niego dostosować. Każda sekunda trwała niemalże godzinę, ale dobiegliście do miejsca w którym wylądowała pierwsza strzała i wtedy na niebie pojawiło się ich wielka chmara, nie dali jednak rady zapełnić całego pola nimi. Podczas gdy każdy skupił wzrok na tej amunicji i poszukiwaniu tarczowników, chowaniu się z nimi niedaleko was coś dosłownie jebło wydając mocno słyszany huk w okolicy i krzyki agonii. Skąd? Dobiegało to z lewej strony skrzydła, prawie n samym końcu. Co to było? Wielkie dwie metalowe kule powodujące rozchlapanie się wody, pokaleczonych w okolicy rybo-ludzi i piratów i wszędzie śnieg, który buchnął od uderzenia zmieszany z krwią. Na szczęście was ominęło tym razem, ale sam Takeshi był tego najbliżej i został lekko zasypany nim. Wiadome było obecnie tylko jedno, nie nadleciało to z osady, natychmiast by się wyróżniało to w powietrzu, musiało z jakiegoś martwego punktu na który nikt nie zwracał uwagi. Nikt nie zajmował się tym na poważnie, bo wypadało się schować przed salwą strzał, a to dopiero początek. Udało każdemu się znaleźć kogoś do obrony i schować pod tarczą, tutaj nie było podziałów na najemników, piratów, hoshigaki czy hozuki. Na wojnie nie ma to różnicy o ile stoi się po jednej stronie, bo każdy żywy człowiek zwiększa szansę na wygraną, a śmierć każdego chętnie przyjmie. Nie teraz kolego.



Gareki na spokojnie wysłuchał planu Natsume, zresztą Satoshi tak samo. Cóż to było coś nad czymś myśleli, chociaż nie trudno się domyślać, że poza skupionymi myślami na obronie lider Sakki jeszcze pewnie rozmyślał nad słowami wyroczni, które młodzieniec przez przypadek mógł usłyszeć. Jak ułożyć wojska na obronę to był najmniejszy problem jaki posiadał na głowie. Czekanie go chyba najbardziej niszczyło, ale nie pozwolił aby widać było po nim cokolwiek obecnie. Teraz jako dowódca nie mógł nikomu pokazać, że się waha, a co by nie mówić o głównodowodzącym wcześniej wybranym to umiał wypełniać swoje obowiązki doskonale, samo to jak się przygotował do tego mimo warunków mogło imponować. Narażony na możliwe wygnanie podejmował dalsze kroki, wbrew losu i trzeba powiedzieć, że to dzięki jego działaniom właśnie udało się ewakuować ludzi. Gdyby nie odpowiednio przygotowane oddziały wcześniej przez Garekiego to by do tej pory ludzie się organizowali.
- A Ty Satoshi masz jakieś pomysły jak zatrzymywać ich marsz?
- Nie. Wątpię abyśmy się wyrobili cokolwiek zrealizować, ludzie dalej się zbierają, nie posiadają w sobie woli walki i są zdezorientowani. Przygotowują się do tego co muszą, ale widzisz w nich wolę walki? Lepiej jak poczekamy na wszystkich i zrobisz chociaż jakąś przemowę motywując ich, przekazując wskazówki. Co do planu działania to niech oddziały Sakki i shinobi z Yuki staną na murach zatrzymując ich i wystawiając na strzały. Całą resztę opowiedział już twój człowiek, ale z tego co widzę oni mają ilość bez jakości większości żołnierzy. Obawiałbym się o te silniejsze jednostki wśród nich, ale ich taką taktyką tak łatwo nie powstrzymamy.
- Masz rację.
Po chwili przerwy Natsume zadał pytanie przełożonemu, a na jego odpowiedź wcale długo czekać nie musiał.
- Oni wiedzą, że my nie chcemy walki, a dalej nas atakują. Dobrze sobie zdają sprawę z naszej siły, że dla większości z nich jesteśmy naturalnymi wrogami, ich żywioł wody daje nam wielką przewagę, a mnie rada uznała za najsilniejszego shinobiego. Chcesz aby się poddali? Musisz zabić ich dowódców aby to powstrzymać, pozbawić nadziei na wygraną dopiero wtedy mamy szansę aby się poddali, a to wcale nie jest łatwe, bo otaczają ich zastępy wojowników i wcale nie są słabi.
- Zapamiętajcie jedno, Zangetsu nigdy nie porywa się z motyką na słońce. Gdyby nie posiadał dużych szans powodzenia nigdy by nie zaatakował, ma wielkie ambicje, ale podchodzi do nich z głową.
- Tego się obawiam co jeszcze dla nas zaplanował, bo wątpię aby to było wszystko, a jednocześnie nie widzę niczego więcej co mógłby wykonać. Kończą mu się opcje, armia Bestii, jego, pewnie jakieś taktyki do obrony przed tym wszystkim oraz sposób na przechytrzenie nas i zaatakowanie. W porównaniu do niego mamy bardzo ograniczone opcje, nasza przewaga naturalna zaczyna topnieć, że teraz stoimy jak równy z równym. Dajcie mi chwilę ciszy, muszę się skupić co mam powiedzieć.
- Trema?
- A żebyś wiedział.
W niedługim czasie ludzie się zebrali w całości do obrony, nie było ich wcale tak mało, mur dało się spokojnie ustawić i niedalekie budynki wedle planu. Armia zaczynała być widoczna w oddali, wtedy też Gareki zwrócił się w kierunku żołnierzy stając na krawędzi bramy. Gdy tylko zaczął mówić większość spojrzała się w jego kierunku.
- Widzę w was niezdecydowanie, upadłego ducha walki, dezorientację, brak zaangażowania w to co robicie i wiary. W taki sposób chcecie właśnie bronić własną wyspę, osadę, domostwa i rodzinę? Nie walczycie z przymusu, jak chcecie możecie uciekać, ale wtedy nie zastaniecie nigdy ponownie tutaj domu. Zostaniecie niewolnikami podobnie jak szczepy Hoshigaki i Shabondama. Tego właśnie chcecie? Aby nasza ziemia została skalana przez uzurpatora, wasze dzieci usługiwały mu? Ja nie mam zamiaru na to pozwolić, ani nikomu innemu. Musimy walczyć za swoją wolność, niepodległość. Kto nie jest ze mną ten niech odejdzie, bo będzie przeszkadzać, a cała reszta niech krzyknie! Niech wrogowie usłyszą naszą gotowość i niech wiatry Hyuo nam sprzyjają! Jesteście ze mną!?
W odpowiedzi zaczęły się krzyki i podnoszenie broni, ale nie było na to wiele czasu więc musiało zostać szybko przerwane. Po tym zaczęto wykonywać plan obronny, na murze tarczownicy z łucznikami, na dachach domów kolejni strzelcy, a reszta wojowników stworzyła małą barykadę za bramą na wszelki wypadek. Wszyscy shinobi zajęli swoje miejsca na murze, a w międzyczasie armia wroga sporo się zbliżyła i na chwilę zatrzymała. Większość jej ruszyło zostawiając parę mniejszych oddziałów z tyłu czekających na coś. Na biegnącej tutaj części dało się dostrzec uśmiech na ich twarzy? Zupełnie jakby niczym się nie przejmowali, a po prostu wykonywali swoje zadanie. Gdy zalała ich pierwsza salwa strzał nawet nie zareagowali, po prostu biegli dalej. Nie byli w większości uzbrojeni, ba sporo z wyglądało na zwykłych cywili, ale zdarzyli się tacy z łukami czy mieczami. Po pierwszej salwie śnieg zabarwił się mocno na czerwono, a do was dobiegał tylko z ich strony śmiech. To było przerażające wręcz. Tylko na co czekały oddziały tam ustawione dalej? Cóż tego jeszcze w tej sytuacji ocenić się nie dało, za wcześnie na to. Wojna dopiero się zaczyna.



Powoli przemierzaliście w większości zachowując niesamowitą ostrożność, ale nie była ona aż tak raczej konieczna z oczami Ranmaru, który wypowiedział się wręcz, że droga jest czysta i wskazał na przyśpieszenie lekkie tempa. Chyba można mu było zaufać w tej kwestii, komu jak komu, ale obrońcom wyspy zależało na wykonaniu swoich zadań. Nie wyglądali oni na przypadkowo wybranych ludzi tylko swego rodzaju elitę i wcale się nie myliło. Rin był asystentem lidera, Fuyuko jedną z Sakki, na tyle uzdolnioną, że dano jej dowództwo tutaj nad nim, a Tamotsu jednym z dwunastu piór Kruka tylko kto o tym wiedział. Dla was to były przypadkowe jednostki, które miały za zadanie infiltracji. Można było najwyżej się domyślać po zdolnościach jakie reprezentują, a tutaj jak do tej pory tylko jeden z nich pokazał swoje oczy. Gdy zbliżyliście się do doliny można było zobaczyć o prawdziwości jego słów, wielka część udeptanego śniegu wskazywało jakby przetoczyła się tutaj armia, a na samym końcu znajdował się kamienny budynek z wielkim wejściem, a na nim wypisane krwią w znakach kanji ostrzeżenie.
"W górze zamknięty zdrajca, poprzez krew na zawsze wyklęty. Kto wejść się ośmieli ten sobą nie pozostanie, a jego sługą się stanie."
- Czyżby... Tutaj pisze o Bestii?
- Na to wychodzi. Spotkałem się z tym imieniem przy wzmiance o Antykreatorze, był on jego sługą i tyle o nim wiadomo.
- Coś jeszcze znalazłeś? Cokolwiek co mogłoby się przydać?
- Niestety nawet u nas to jest jedna wielka niewiadoma.
- Rozumiem.
- Jesteście gotowi? Musimy ruszać do środka, nie mamy teraz tyle czasu.
Chcąc nie chcąc rozmowa w dowództwie się ucięła przez Rina, który prowadził dalej. W głąb tego przeklętego miejsca, szedł krokiem pewnym nie przejmując się możliwymi rozmowami czy czymkolwiek, był pewny tego co robił w tym momencie i tego, że nie spotka was żadne zagrożenie. W środku było ciemno, ale mieliście przewodnika co was prowadził. Dookoła widać było, że tutaj część armii czekała na wymarsz, ale nie mogła spędzić większości życia. Po prostu tymczasowa poczekalnia, wskazywały na to gdzieniegdzie już dawno wypalone ogniska. Powoli w oddali widzieliście wielkie wrota, podobne do wcześniejszych tylko tym razem zamknięte.
- Za nimi czeka nas już przepaść, potem coś co nazywam wejściem i bariera. Dalej musimy zachowywać pełną gotowość bojową.
Nikt tutaj nie dyskutował, polecenia były dość jasne, a dzięki temu szybko zbliżyliście się do wrót, które otworzył Tamotsu wraz z Rinem. To co tam zobaczyliście od razu robiło wrażenie na każdym, zupełnie inny klimat niż ten wcześniej, ale wpierw oślepiło was jakieś źródło światła.

- I jak wam się podoba?
Powoli wasze oczy ponownie dostosowały się do zmiany oświetlenia. Miejsce widoczne było zapełnione przez pochodnie, a część z nich łatwo dostępnych tylko co to za atak z zaskoczenia z nimi, więc to naturalne, że nikt nawet tego nie próbował. Podziwiać można wiele, przepaść wgłąb wyspy, gdzie żaden wzrok nie dosięga oraz brama w kształcie uśpionej twarzy z podwójnym rzędem zębów. To właśnie tam było widać wcześniej wspominaną barierę, była ona krwistego koloru. Cóż więcej o niej wiele stąd nie dało się powiedzieć. Strop jaskini był całkiem wysoko.
- Muszę powiedzieć, że całkiem nieźle. Dobra zna się ktoś na barierach? Gospodarz nas tak zaprasza to szkoda nie skorzystać z tego.


Wyroki za spóźnienia dam później, w następnym poście, a jak będzie kolejne zanim się on pojawi to można spodziewać się śmierci postaci.
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 2286
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 18:36
Wiek postaci: 0
Multikonta: Natsume

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość