[Event] Wielka wojna

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Kyoushi » 15 maja 2017, o 18:15

    Ona była podejrzana. Wyglądała groźnie, siłą przerastała wszystkich tu obecnych, jednocześnie było to strasznie intrygujące i interesujące. Białowłosy nie mógł powstrzymać w sobie emocji i strachu, który narastał z każdą chwilą, jednak trzeba było działać. W końcu życie jest jedno, a strach może już tylko pomóc nakręcić wariata w walce. Jej szyderczy uśmiech tworzył ciarki na ciele czerwonookiego, skupionego na kobiecie, olewając strażnika, który wydawał się niewzruszony całą sytuacją. Syn Bestii leżał martwy, więc to ona była aktualnym zagrożeniem dla całej grupy najemników. Pierwszy stawił się jej Isei, samuraj, który zapragnął pogawędki z kobietą, która sprawiała wrażenie jakbyśmy wszyscy byli robakami, które błąkały się po jej włościach. Nie był to dobry ruch. Rychła i szybka śmierć nadeszła z ręki pomocnika kobiety, który nie wahał się ni chwili wykorzystać sekundę i wbić tanto w głowę przeciwnika, to było przerażające jak był silny i szybki. Sprawiał wrażenie niepokonanego i pewnego siebie – to było coś strasznego..
    Kobieta napełniła ostrze chakrą, wypowiadając coś o Wojnie. Kim jest? Czym się przysłużyła? Dlaczego akurat wojna.. Tyle pytań bez odpowiedzi.. Jednak to wszystko są informacje bardzo istotne, bo o ile uda mu się przeżyć to będzie mógł je wykorzystać w celu złożenia raportu – a nóż widelec czcigodna z Sogen będzie posiadała resztę informacji na ten temat. Białowłosy już po chwili widział co się święci – jego ręka szybko chwyciła monetę z sakiewki by móc ją później wykorzystać, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Kobieta rozwaliła sufit jednym uderzeniem miecza, a dokładnie falą chakry, przez co zostali nieco zasypani, szczególnie liderzy. Jej pomocnik z dwoma mieczami ruszył do najbliższego z nich – nitkowego Muraia. Czerwonooki jednak zachował czujność i nim ten dobiegł, wystrzelił pocisk z monety, który dziurawił mu ramię. Chyba już tylko dzięki temu Murai mógł obronić się przed atakiem wroga, blokując bezpośredni cios. Nie zważając na Wojnę, którą mieli zająć się generałowie tegoż oddziału, białowłosy musiał pomóc Muraiowi, by spróbować pozbyć się tego bydlaka, którego udało mu się przedziurawić. Widząc katanę Iseia obok siebie, zdecydował się ruszyć w jej kierunku i spróbować ją przechwycić, nie znał jej zupełnie, jednak wyglądała na solidną, a on jako szermierz, mógł ją wykorzystać w jakiś sposób – tak też miał zamiar zrobić – naładować ją swoją techniką, by zwiększyć zakres jej ataku, a następnie ruszyć na wroga, który mierzył się z Muraiem, biegnąc, planował wślizgiem w bliskiej odległości przelecieć obok i ciąć kataną po nogach wroga – najlepiej w miejsca odsłonięte, za kolanem czy ścięgno Achillesa. Bezpośredni atak mógłby przeszkodzić Muraiowi, a tak mógł zachować sporą odległość dzięki katanie i technice Raitonu, którą użył. W swojej obronie, zważa na wszelkie ataki, wymijając potencjalnie lecące kamienie z góry.. Jeśli nie mógł użyć z jakiegoś powodu katany Iseia, korzysta ze swojej, którą ma za pasem.

    Spoiler: pokaż
    Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Kyoushi | Shiroyasha | Nibi
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 708
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Shinji » 15 maja 2017, o 18:33

Shinji trwał tak w stanie przytłoczenia własnymi myślami i pewnego rodzaju poczucia winy. Iwaru niczym żywy trup ze wszystkimi oznakami bycia martwą znajdowała się przed nim w całej swojej okazałości. Nadal miał pewne wątpliwości co o tym sądzić i nic nie potrafiło go z tego wytrącić. Stan ten przedłużył priorytet w odpowiedzi kobiety na kwestię wypowiedzianą przez samuraja. Mimo, że samo pytanie mu umknęło odpowiedź słyszał głośno i wyraźnie. A więc to ona oraz jej kompan byli za to wszystko odpowiedzialni. W sumie tak też myślał. Jedyną inną opcją na ten moment byłaby Bestia, już martwa. Skoro jednak potwierdzili, że to oni - wszystko wskazywało na to, że pole walki zapłonie na nowo. Czy chciał walczyć? Sam nie wiedział. Już za chwilę miał jednak zostać wybudzony z tego transu gdyż wreszcie zyskał odrobinę uwagi od kobiety. Wpierw jednak jej pomocnik zanim ktokolwiek zdążył coś zrobić z ogromną szybkością pojawił się przy Isei'u. Cios został w porę zablokowany jednak z kopniakiem nie dał już sobie rady. Wytrącił on go z równowagi co zostało w bezlitosny sposób wykorzystane. Napastnik posiadał skrzętnie ukryte tanto, które teraz dobył przebijając nim oczodół nieszczęśnika. Tak zakończyła się historia osoby, która wzbudziła zainteresowanie Uchihy. Normalnie byłby wściekły gdyż nie zdążył niczego podejrzeć od osoby stojącej na zbliżonym w jakikolwiek sposób do niego poziomie. Reszta obecnych to była już zupełnie inna liga.
Wracając do kobiety... Jak się okazało używała ona ciało jako swojego rodzaju pojemnika. Nie zdawał sobie sprawy, że tak cholernie obrzydliwa technika miała prawo zaistnieć w świecie bądź co bądź brutalnym i nie wybaczającym błędów. Mimo wszystko były jakieś zasady, których się nie przekraczało. Ciała poległych się nie profanowało, a z taką sytuacją mieliśmy tutaj jasno do czynienia. Wzbierał w nim gniew mający zbawienny wpływ. Wybudził go ze swoistego transu w którym jeszcze przed chwilą się znajdował by po chwili jego serce zostało przeszyte strzałą. Próba zasugerowania, że to on był odpowiedzialny na śmierć dziewczyny poprzez pytanie na nowo przypominała wydarzenia gdy zaciągnął się do Kruków podczas wojny z Uchiha. Wtedy nieco inaczej to postrzegał. Stanowiła ona niepotrzebny balast, który zostawił za sobą. Co prawda nie chciał się posunąć do jej zabicia jednak i tak byłaby martwa. Przynajmniej tyle dla niej zrobił. Najchętniej wykrzyczałby, że i owszem jest odpowiedzialny za tą ranę. Jednak wraz z opadnięciem negatywnych emocji opierających się na swoistym poczuciu winy powrócił także i zdrowy rozsądek. Zachował to dla siebie i zamiast odpowiedzieć: "Tak to byłem ja" zupełnie olał temat. Zamiast tego postanowił zachować nieco tajemniczości odpowiadając już swoim normalnym głosem.
- Ciekawe...
Zazwyczaj był nieco bardziej gadatliwy tym razem jednak nastawił się na ciężką walkę. Za cel postawił sobie przeżycie. Wyjście stąd żywym było najważniejsze. Mimo, że zależało mu na Iwaru teraz miał już pewność, że to nie ona. Jej ciało było profanowane, ale narażanie życia dla takiej błahostki nie miało najmniejszego sensu. To nie była już ona, należała do świata martwych w który nie należało ingerować ani za specjalnie nadstawiać dla niego karku. Nie wiedział czy jest coś po śmierci czy też nasz byt całkowicie przepada jednakże nawet jeśli tym bardziej desperacka próba obrony honoru czegoś co już nie istnieje nie miała najmniejszego sensu.

Wtem pojawiła się barwna przemowa o tym, że to ona jest wojną. Wszystko nabierało głębszego sensu z tego co usłyszał od Hikariego to samuraj poszukiwał tej barwnej postaci. Zaczynał mieć mieszane uczucia. Z jednej strony wzbierała w nim ogromna nienawiść za to jak wykorzystała ciało bliskiej mu kiedyś osoby. Z drugiej strony pojawiała się ciekawość. Był rozdarty na dwa światy i pewnie dalej by tak było gdyby nie walka, która miała się właśnie rozpocząć. Ostrze katany trzymanej przez ciało Iwaru Waneko pokryło się chakrą. To samo uczynił Zjawa. Z ostrza samurajskiej mistrzyni po zamachnięciu się buchnęła fala chakry w kierunku sufitu rozpoczynając rzeź. Stanowiła swoisty sygnał do aktywacji Sharingana i ruch taki był nie głupi zważywszy na fakt, że sufit zaczął się walić. Na swoje szczęście znajdował się nieco na uboczu grupy przez co nie był głównym celem dokładnie zaplanowanego ataku. Okazał się nim Tamotsu, który oberwał głazem który wyeliminował go z walki. W tym czasie Zjawa zdążył już skrzyżować ostrza ze swoim dawno poszukiwanym przeciwnikiem Pomocnik Wojny ruszył w kierunku Murai'a który dał radę zablokować cięcie. Co do niego w pierwszej kolejności spojrzał na walący się strop i dzięki Sharinganowi był w stanie określić gdzie upadną kawałki skały. Powinno to pozwolić na wykonanie dokładnych uników bez żadnej pomyłki i tak też uczynił. Pierwsza, najważniejsza rzecz, którą należało uczynić to zregenerowanie chakry. Już od jakiegoś czasu nosił przy sobie bojowe pigułki żywnościowe i wreszcie miał okazję ich użyć. Uczynił to podczas kilku odskoków, które bądź co bądź musiał wykonać. Skrzętnie analizował przy tym sytuację na polu bitwy oplatając go dynamicznie lawirującej po każdym jego odcinku wzrokiem. Rozgryzienie pigułki stanowiło jedno z lepszych uczuć w życiu jakich doświadczył. Przepełniająca ciało ogromna ilość połączona z odpłynięciem jakiegokolwiek zmęczenia. Był zwarty i gotowy. Bardzo szybko stało się jasne, że jeśli chcą tu do czegokolwiek dojść najważniejsze jest wyeliminowanie w pierwszej kolejności pomocnika Wojny. Przez eliminację słabszej jednostki można skupić wszystkie swoje siły na tej mocniejszej. Nie należy jednak wychodzić z mylnego zwłaszcza w tym wypadku założenia, że jest to marny oponent. Już samo wyeliminowanie samuraja w kilku krokach pokazało na jak wysokim poziomie stoi. Mimo, że z pewnością znacznie słabszy od prawdziwego zagrożenia w ciele Iwaru nadal był oponentem wykraczającym poza ligę Shinjiego zwłaszcza biorąc poprawkę na jego marne umiejętności. Znal się trochę na Katonie i to tak naprawdę wszystko co potrafił. Pozostawało mieć nadzieję, że niciowiec jest wystarczająco silny bo to, że był nie podlegało absolutnie żadnym wątpliwościom. Miał okazję oglądać występ w jego wykonaniu już w Atsui, a i tutaj świetnie sobie radził trzymając kobietę zajmującą się torturowaniem więźniów do czasu aż mogli uporać się z innymi by mu pomóc.
Plan działania był dziecinnie prosty. W walce bezpośredniej nie miał żadnych szans z oponentem. Dzięki Sharinganowi był w stanie obserwować dokładnie wcześniejsze ruchy Isei'a, a skoro on dał ciała stojąc na wyższym poziomie niż Uchiha nie podlegało żadnym wątpliwościom, że i on skończy w ten sam sposób. Tym razem miał zamiar użyć techniki, której jeszcze nie zaprezentował. Mogła być nie do końca tym co było im potrzebne jednak brakowało mu innej koncepcji. Przy okazji chciał ją wreszcie przetestować w warunkach bojowych. Do teraz miał jedynie okazję podczas treningu. Tak naprawdę nie wiedział ile jest w rzeczywistości warta. Palce Shinji'ego splotły się układając się kolejno w pieczęci Tygrys → Koń → Szczur → Pies → Tygrys. Następnie nabrał sporą ilość powietrza w płuca i w kierunku Murai'a około 1 metr za plecami oponenta uderzyło w ziemię coś w rodzaju kuli ognia. Nie spowodowała ona żadnego wybuchu ani nic w tym w rodzaju. Dookoła rozeszła się jedynie potrafią zranić fala ognia, a po środku pozostał ogromny skorpion wytworzony z ognia. Jego zadanie było dziecinnie proste. Został posłany z atakiem na przeciwnika Murai'a, a że atakował od tyłu mocno komplikował dla niego sprawy i przy odrobinie szczęścia manewr miał realne szanse na powodzenie. Na tym Uchiha jednak nie poprzestał. Bardzo szybko przygotował sobie dwa kunai'e z uprzednio przyczepionymi do wybuchowymi notkami. W przypadku jakiegoś dziwnego odskoku lub po prostu nie powodzenia pierwszej ofensywy miał ich zamiar użyć. Nie miał złudzeń. Mimo, że zagranie było naprawdę inteligentne to przy sile oponenta mogło nie wystarczyć stąd też plan B do którego wykonania jednak jeszcze nie przeszedł. Co się tyczy Zjawy walczącego z Wojną pozostawało mieć nadzieję, że sobie poradzi. Był niesamowicie silny jednak to nie to stanowiło główny powód dla którego postanowił się nie wtrącać. Po wcześniej reakcji Isei'a na przerwanie jego pojedynku ze strażnikiem cel wnioskował, że samurajowe strasznie nienawidzą gdy wtrąca się im w starcie. Cenił sobie głowę na miejscu. Stąd zdrowy rozsądek nakazywał trzymać się od tego z daleka.


Chakra i techniki:
Spoiler: pokaż
Pigułkę już odjąłem od KP wrzuconej w post.

Chakra
39,5% + 40% - 16% - 3% = 60,5%



Nazwa
Sharingan: San Tomoe

Środkowy i ostatni powszechnie znany poziom Sharingana - powyżej niego sięgają już bardzo nieliczni. Na tej randze Uchiha staje się niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Po pierwsze, znacząco rośnie jego możliwość kopiowania jutsu. Nie tylko może on kopiować praktycznie wszystkie jutsu i wykonywać je jednocześnie z wrogiem - wygląda to tak, jakby czytał on w jego myślach. Miażdżąco rośnie jego percepcja, a na dodatek zyskuje on możliwość wejścia do umysłu Jinchuriki, a tym samym dowiedzenia się za czym stoi jego niezwykła siła.

Możliwości
  • Widzenie i szacowanie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiekty
  • Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłki
  • Rozpoznawanie genjutsu
  • Wejście do umysłu Jinchuuriki - na krótki moment, możemy zobaczyć demona
  • Odróżnianie klonów od oryginału - Klony rangi B w dół
  • Bonus atrybutów - percepcja użytkownika rośnie o 60 punktów
  • Kopiowanie technik - Można kopiować wszystkie widziane techniki (oprócz innych KG i Hijutsu oraz wspomagających rangi S) i wykonywać je w tym samym momencie co przeciwnik.
  • Możliwość przełamania słabszych genjutsu - Przełamanie odbywa się tak samo jak przy pomocy Kai. Nie wymaga jednak złożonej pieczęci, a bonus do konsekwencji wynosi +50.

Wymagania
Przebudzenie, w przypadku misji minimum A, dziedzina klanowa D.

Koszt
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)



Nazwa
Katon: Benijigumo

Pieczęci
Tygrys → Koń → Szczur → Pies → Tygrys

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika Katonu wyróżniająca się trochę od reszty, mianowicie nie polega tylko na zadaniu obrażeń, lecz na wytworzeniu pająka. Stwór ten jest całkowicie ognisty, co czyni go niezwykle groźnym w kontakcie fizycznych z innymi przeciwnikami. Niestety, równie przez to jest słaby w starciach z Suitonem. Powstawaniu pająka towarzyszy ogień, który rozchodzi się dookoła, może to rozproszyć lub zranić nasz cel. Dzięki temu możemy najpierw uszkodzić przeciwnika, a potem unicestwić pająkiem.

Karta postaci:
Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Sharingan: San Tomoe
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI:
  • Kenjutsu Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona -
  • Nabyta -
PAKT: -
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    Siła: 11
    Wytrzymałość: 25
    Szybkość: 41
    Percepcja: 41 (101)
    Psychika: 1
    Konsekwencja: 11
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 128
MNOŻNIKI STAŁE:
  • Wytrzymałość +2% do chakry
MNOŻNIKI CZASOWE:
  • Sharingan: San Tomoe +60 do percepcji
KONTROLA CHAKRY: Ranga B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100% + 2% = 102%
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
  • Ninjutsu - Ranga E
  • Klanowe - Ranga B
  • Katon - Ranga B
  • Kenjutsu - Ranga C



TECHNIKI


Ninjutsu:
  • Ranga E:
    • Bunshin no Jutsu - 3%
    • Henge no Jutsu - 3%
    • Kai - Brak
    • Kawarimi no Jutsu - 3%
    • Kinobori no Waza - Minimalny, nieodczuwalny
    • Suimen Hokō no Waza - Minimalny, nieodczuwalny
    • Nawanuke no Jutsu - 3%

Kenjutsu:
  • Ranga D:
    • Fūma Ninken - Brak (+10 do siły)
    • Chanbara - Pasywna

Katon:



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE :
  • Katana w pochwie na broń przypięta do pasa
  • Torba na broń I z tyłu, przypięta do pasa z lewej strony pleców
  • Torba na broń II z tyłu, przypięta do pasa z prawej strony pleców
  • Kabura na broń, przyczepiona do prawego uda
PRZEDMIOTY SCHOWANE:
Kabura na broń:
  • 1x kunai
Torba na broń I [35/40]
  • 12x kunai z wybuchową notką [2]
  • 10x Shuriken [1]
  • 1x bojowa pigułka żywnościowa [0,5]
  • 1x pigułka ze skrzepniętą krwią [0,5]
Torba na broń II [40/40]
  • 20x kunai z wybuchową notką [2]
Kieszeń:
  • Mapa portu Ryuzaki no Taki
  • 2 specjalne monety (do kontaktu z Krukami)
Shinji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ryūji » 15 maja 2017, o 21:33

Cała sprawa była naprawdę tajemnicza, młody władca piasku znalazł się w centrum naprawdę dziwnego konfliktu posiadając jedynie strzępki informacji, a z każdą kolejną chwilą pytań i zagadek było coraz więcej. Pokonanie olbrzyma, przez trzecią stronę stawiało całą drużynę w sytuacji, w której będą musieli ocenić czy czy to wrogowie czy jednak sprzymierzeńcy, jednak świadczące ślady o tym, iż to właśnie oni wybili oddział Rina skłaniało ich jednak w stronę wrogości. Kiedy tylko kobieta zasiadła na tronie i odkryła wyraźnie swoje oblicze, okazało się iż była znana zarówno Uchiha jak i medycznej kunoichi. Jednak to samuraj, który rozpoczął walkę na dolnych poziomach przyciągną uwagę jako pierwszy. Pomocnik kobiety, który do tej pory biernie się przyglądał, niespodziewanie zaatakował Iseia, ten równie szybko odpowiedział swym mieczem, lecz wystarczyła chwila nieuwagi aby padł martwy otrzymując uderzenie prosto w oko. Ich ruchy oraz umiejętności waki wręczy były dla Sabaku naprawdę niesamowite, być może dlatego, że sam nigdy nie był w tym najlepszy anie nie przykładał do nich zbytniej wagi. Jedno stało się jednak jasne, nie będzie, żadnego rozwiązania pokojowego, stracili właśnie drugiego członka drużyny z ich ręki. Mimo, iż Ryuji nie znał samuraja to na czas tej misji byli towarzyszami i sojusznikami, więc jego śmierć nie była mu całkowicie obojętna.
Shinji okazał wielkie zdziwienie na widok kobiety zombie, co w sumie nie było zbytnio zaskakujące zważając na jej wygląd, można by rzec iż wyglądała jak żywy trup i w rzeczywistości tak było. Wyjaśnienie ze strony tajemniczej kobiety wskazywało na to, iż ktoś inny po prostu przeją to ciało, ktoś kogo nazywano wojną. Blondyn przez chwilę nie pojmował tego co się wydarzyło, technika pozwalająca przenosić się do martwych ciał? Pierwsze słyszał i było to wcześniej dla niego zupełnie nie do pomyślenia, lecz to co przyszło mu zobaczyć mówiło samo za siebie. Jeżeli reakcje Uchihy można było zrozumieć to reakcja Meido była naprawdę nietuzinkowa, dziewczyna dała totalnie porwać się swoim emocją, słowa lały się z jej ust, oznajmiła nawet, iż nie będzie stawiać żadnego oporu, przed kobietą, która właśnie przyczyniła się do śmierci dwóch osób z jej drużyny, równie dobrze moża byłoby to uznać za niesubordynację lub nawet zdradę. Reakcja Muraia jednak pozwoliła zakończyć tą sprawę, używając swoich zagadkowych nici, oplątał dziewczynę uniemożliwiając jej jakikolwiek ruch, blondyn uważał to za dobre posunięcie, kobieta natomiast totalnie zignorowała wyznania Meido co tylko dodatkowo świadczyło, że całe to ciało było jedynie powłoką.
Kobieta widocznie zmęczyła się rozmowami i przeszła do działania, jej miecz objęła czysta chakra, którą następnie jednym sprawnym cięciem posłała w górę, uderzenie spowodowało zawalenie się części sklepienia i zasypało drużynę kamieniami, na szczęście lub też i nie jedyną osobą, która oberwała był dowódca co wykluczyło go z dalszej walki. Pomocnik kobiety nie pozostawał bierny i zaatakował Muraia, jednak szybka reakcja ze strony białowłosego dała mu czas na obronę. Ryuji wiedział, że żarty się skończyły, nawet mimo przewagi liczebnej nie mogli sobie pozwolić na opuszczenie gardy. Zjawa ruszył do ataku na kobietę zombie i widać, iż kierowały nim w dużej mierze pobudki osobiste. Młody władca piasku cofnął się o kilka kroków, tak aby mieć lepszy widok na pole bitwy. W pierwszej kolejności blondyn chciał przejąć kontrolę nad piaskiem znajdującym się w "trumnie" Kyoto, jeżeli było to możliwe, chciał rozprowadzić go po całym polu bitwy, tak aby znajdował się na jak największym obszarze, stworzyłoby mu to nowe możliwości i znacznie ułatwiło sprawę zarówno w ataku jak i w obronie. Wypuszczając część piasku ze swojej gurdy posłał dwie macki nisko po ziemi, które miały wspomóc sojuszników w walce z pomocnikiem kobiety, zadanie piasku było proste, miały chwycić oponenta za kostki aby go unieruchomić lub po prostu wybić z rytmu. Cześć piasku wirowało delikatnie wokół blondyna w gotowości aby stworzyć zasłony, tarcze czy ściany, oczywiście chłopak był też gotowy na uniki i odskoki gdyby zaszła taka potrzeba.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 15
WYTRZYMAŁOŚĆ 45
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 20
PSYCHIKA 14
KONSEKWENCJA 1

Kontrola Chakry: B
Chakra 75%


Techniki:

Nazwa
Suna Kanri: Reberu Bi

Trzeci poziom tego kekkei genkai. W dalszym ciągu odnotowujemy wzrost zarówno wytrzymałości, jak i szybkości naszych tworów. Kształty, które formujemy stoją już natomiast na bardzo zaawansowanym poziomie. Ilość piasku, którą możemy kontrolować wystarczy spokojnie do utworzenia ogromnej fali, ściany stanowiącej zasłonę itp. Jednym słowem widać ogromny postęp w tym co robimy.

Nazwa
Suna Kanri: Reberu Bi

Teichi
[tdial=50,Wytrzymałość]Mierna[/tdial]
[tdial=50,Szybkość]Przeciętna[/tdial]

Kogane
[tdial=50,Wytrzymałość]Przeciętna[/tdial]
[tdial=50,Szybkość]Mierna[/tdial]

Zasięg Kontroli
[tdial=50,Brak Skupienia]35 metrów[/tdial]
[tdial=50,Pełne Skupienie]140 metrów[/tdial]

Objętość Max.
[tdial=33,Szerokość]12 metrów[/tdial]
[tdial=33,Wysokość]12 metrów[/tdial]
[tdial=33,Długość]12 metrów[/tdial]

Dodatkowe
Przy braku skupienia objętość wynosi 1/3 pierwotnej wartości

Koszt
E: 27% | D: 21% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (na turę)
Ryūji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Murai » 16 maja 2017, o 00:48

Ta sytuacja była zdecydowanie najbardziej niespodziewana z jaką miał do tej pory styczność. Osoba przed którą stali wyglądała na autentycznie martwą. Jej rana na szyi dawała jednoznaczny powód śmierci - poderżnięte gardło. Jednak problemem było to, że osoba ta żyła. Poruszała się jak żywa, mówiła, zabijała. Ale jej aparycja przypominała trupa. Liczne skazy na ciele bez śladu krwi, puste oczy bez życia i rana na szyi, od której każdy człowiek padłby na ziemię, w panice próbując zaczerpnąć powietrza i powstrzymać strumienie krwi tryskające z rany. Podobieństwa do charakterystycznych cech Kakuzu jednak nie było. Murai natychmiast wytworzył wiele teorii, ale wszystkie wykraczały poza to co do tej pory widział bądź słyszał. Miał za mało informacji, musiał wynieść więcej z jej słów i dialogów pomiędzy nią a resztą. Shinji na pewno znał tą kobietę, tak samo Meido. Ta została związana przez Muraia, zarówno dla własnego bezpieczeństwa, jak i dla bezpieczeństwa całego oddziału. Brzmiała jak osoba obłąkana, fanatyczka. Kauzu wielokrotnie widywał takich ludzi, z których znaczna większość przejawiała zachowania chaotyczne, nie do przewidzenia. Było to szczególnie niebezpieczne w obliczu walki na śmierć i życie. Wysadzenie tej kobiety było zależne od jej zachowania. Jednocześnie bardzo uważnie analizował otoczenie, w szczególności wrogów. Iwaru i jej podwładnych. Murai mając uwagę rozproszoną pomiędzy przeciwników będących najbliżej niego nie był w stanie zareagować na błyskawiczny atak wyprowadzony przez jednego z wrogów, który zakończył się śmiercią atakowanego, czyli samuraia stojącego po tej samej stronie barykady co Kakuzu. Nie było możliwości ocalenia go, niciowiec nie był też w pozycji umożliwiającej taką próbę. Wolał też skupić się na obronie swojej osoby. On był teraz najważniejszy. Iwaru znowu przemówiła, a ze słów przez nią wypowiedzianych można było wynieść ważne wiadomości. To na pewno nie była ta osoba do której wcześniej należało to ciało. W takim razie kto to był? Skoro była to tylko martwa powłoka, to kim była osoba która ją zamieszkiwała? I w jaki sposób? Odpowiedź wydawała się oczywista - za sprawą jakiejś techniki. Murai tym tokiem rozumowania niezwykle cenną informację. Istnieje technika która pozwala na przejmowanie przez kogoś martwych ciał i zamieszkiwanie w nich. Nie wiedział jeszcze jakie są warunki by technika miała prawo bytu, czy była zależna od więzów krwi, nie wiedział niczego. Poza faktem dokonanym - przed nim stała osoba która nie żyła, a żyje. Równie dobrze można by założyć że jej słowa są jedynie przykrywką. Nadal wskazywało to na istnienie techniki ożywiającej ludzi. Obydwie opcje były możliwe i miały podobną wartość. W dalszej części swojej wypowiedzi kobieta przypisała sobie tożsamość wojny samej w sobie. I należała do Jeźdźców Odnowienia? Czym właściwie to było?
Nie było czasu dogłębnie analizować jej słów, bowiem przystąpiła do akcji. Wystrzeliła w stronę sufitu falę chakry z miecza, to spowodowało upadek wielu fragmentów skał. Murai szybko uskoczył do tyłu, ale nie pozwoliło mu to na uniknięcie cięcia wymierzonego przez jednego z przybocznych Wojny. Udało mu się to zablokować tonfą, jednak siła z jaką uderzył była znacznie większa niż ta, jaką posiadał. Siłował się z przeciwnikiem, czując że niemożliwym będzie utrzymanie nadanego tempa. Z piersi Kakuzu wystrzeliło kilka metalowych kolców, sterowanych przez nici które weszły do ich środka. Nie przewiercały się przez ciało, a wyszły jednym z otwartych szwów. Jednocześnie wykonał odskok do tyłu, angażując też drugą tonfę do utrzymania bloku. Musiał szybko zwiększyć dystans między sobą a przeciwnikiem. Nici wystrzeliły również z nóg, w dużych ilościach, z czego z prawej nogi nici wyciągnęły również wybuchową notkę która błyskawicznie wystrzeliła w kierunku przeciwnika. Zamysł był prosty - nalepić notkę na ciało oponenta za pomocą nici, gdy ten był zajęty napieraniem na Muraia. Notka miała ten mankament, że nie mogła zostać zdetonowana, ale wystarczyła jedynie chwila spokoju. Nici z kolcami miały za zadanie zaatakować wrażliwe, odsłonięte miejsca. Takie jak twarz czy szyję. A nici z dołu miały nalepić notkę i po tym zabiegu wbić się w nogi za pomocą techniki Shinto Numei no Jutsu. Powinno to połamać kości przeciwnika, naruszyć mięśnie. Uniemożliwić poruszanie się, żeby Kakuzu mógł odskoczyć na bezpieczną odległość i stamtąd aktywować notkę i jednocześnie przesuwając swoją maskę na przód ciała. Techniki obszarowe mogły okazać się pomocne w walce z wrogiem tego kalibru. A co z Meido? Jej obecność w obecnej sytuacji była problematyczna, nie mógł się o nią martwić. Dlatego też postanowił, że jego nici zaczną zaciskać się na szyi dziewczyny. Nie mógł pozwolić sobie na dbanie o uwięzioną i walkę z wykorzystaniem całego swojego potencjału. Nadal przeważała u niego opinia, że może być niebezpieczna. A wszelkie niebezpieczeństwo musiało być unieszkodliwione, jakakolwiek byłaby na to szansa.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek

Murai posiada zasoby chakry znacznie wykraczające poza zwykłych ludzi, dla sensorów jest więc doskonale widoczny i wyróżniający się
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1901
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Meido » 16 maja 2017, o 09:52

Spoiler: pokaż

Spotkanie Iwaru było jak sen. Tak długo jej nie widziałam. Tak długo nie słyszałam jej głosu. To był piękny sen, spełniający na pozór marzenie, które jednak nigdy nie miało się spełnić. Nic dziwnego, że nawet nie przejęłam się nagłym atakiem Muraia, który skutecznie sprowadził mnie na ziemię. Przynajmniej moje ciało, bo umysł bujał ciągle w obłokach. Groźby śmierci nie zrobiły na mnie wrażenia. Dałabym się pokroić za jedno miłe słowo Iwaru skierowane w moją stronę. Za jeden uśmiech ... Oczywiście nie chciałam niepotrzebnie prowokować mojego towarzysza, a na tą chwilę nie było to potrzebne. Myślałam więc o tym co mogłabym porobić z moją przyjaciółką jak już obie wyjdziemy z tego cało. Oczywiście to, że Iwaru mogła okazać się wrogiem mojego oddziału i to, że byłam skrępowana było lekko problematyczne, jednak nie zakładałam innej opcji. No dobra ... zakładałam, ale wbrew pozorom myślałam dość optymistycznie. Na pewno przedstawię Iwaru Ayi i Ayę Iwaru. Na pewno razem będziemy się świetnie bawić i plotkować na różne tematy. Może o chłopakach. Chociaż ja wolałabym chyba dziewczyny. Może udałoby się mi nawet ją poderwać. Itori-sensei nie miałaby nic przeciwko ewentualnemu trójkątowi. Oczywiście jeśli mi wybaczy ... Na samą myśl twardniały pewne nieduże części mego ciała. Mogłabym ćwiczyć razem z Iwaru. Wspólne treningi i sparingi ... To wszystko i jeszcze więcej było niesamowite i ekscytujące. No właśnie ... było. Raptem przez kilka czy kilkanaście sekund. Truchło ... To słowo zmroziło krew w moich żyłach.
"Iwaru-sama, proszę tak nie żartować." - pomyślałam, biorąc to oczywiście za żart. Taki sam żart jak ten z Pamiętnika. Nieśmiertelna Iwaru to był oczywiście strasznie czarny humor, ale ciągle dobry dowcip. Czarny dlatego, że wiedziałam, że to raczej niemożliwe. Dobry dlatego, że Iwaru potrafiła żartować nawet z własnej śmierci. Teraz też żartowała, prawda? Nawet wygląd zmieniła na potrzeby kawału. To pewnie Henge. W międzyczasie działy się makabryczne rzeczy. Iwaru ciągle rozpowiadała o swojej śmierci i podawała się za kogoś kto tylko przebywa aktualnie w ... jej ciele. Isei upadł na ziemię ... chyba był martwy, ale z perspektywy ziemi nie mogłam tego dokładnie stwierdzić. Nagle zwróciła się do mnie. Zapytała dlaczego ktoś taki jak ja stanął przed jej obliczem. Odpowiedź była prosta ...
- Przez przypadek ...
A później zamilkłam. Nie miałam już nic ciekawego do powiedzenia. Nagle coś uderzyło w mój umysł. Ta jedna myśl ... a co jeśli ta postać mówi prawdę i tylko wykorzystuje ciało Iwaru? Zastanówmy się. To dobrze, że jednak (a miałam to już na końcu języka, serio!) nie przedstawiłam jej grupie. Gdybym powiedziała "To jest Iwaru Waneko, siostrzenica Lidera Ranmaru i posiadaczka ich Kekkei Genkai" czy coś w tym stylu to zwyczajnie zdradziłabym zbyt wiele faktów. Podszycie się pod członka tego klanu. Zbliżenie do lidera. To wszystko umożliwiało niezwykle skrytobójczy i skuteczny atak. No i wyglądało na to, że Wojna nie potrafiła korzystać z Tsūjitegana. Zakładając najbardziej pesymistyczny scenariusz - porażkę całego oddziału - mogłaby wtedy prawdopodobnie przebudzić ten zaawansowany limit krwi i stać się jeszcze potężniejszą złą postacią. Zdradzić mało informacji to byłoby aż za dużo, a ja zdradziłam tylko imię. W sumie Shinji także to zrobił. A czy ta Iwaru była zła? Wszystko na to wskazywało. Jak sama przyznała, to ona i jej towarzysz zabili oddział Pana Ranmaru ... tego samego, którego próbowałam odratować, popadając w histerię i rozpacz. Nie mogła się owa rozpacz równać z tym co właśnie zaczynało dziać się w moim umyśle.
Ale wracając do analizy ... martwy Rin, martwy Kyoto (zabity przez jej sojusznika), martwy Isei ...
Iwaru tak by raczej nie postąpiła. Bądź co bądź jednak dostałam dość sporo informacji. To,
że Iwaru nie żyje. To, że istnieje technika tak obrzydliwa, że pozwala na profanację zwłok, które powinny zaznać wiecznego spoczynku. Jednak to wszystko wyryło się w mojej podświadomości,
a póki co nie byłam świadoma tego, że zdobyłam właśnie jakąś wiedzę. Gdzieś mi to umknęło pod natłokiem innych myśli. Czarnych myśli. Idealny sen nagle zaczął zmieniać się w potworny koszmar.
Zaczęłam sobie uświadamiać, że ... uwierzyłam w słowa tej postaci. Jej wygląd, jej zachowanie.
Zdawało mi się nawet, że wyczuwał od niej jakąś zgniliznę. Jakiś odór śmierci się za nią ciągnął,
chociaż w rzeczywistości wcale tak nie musiało być.
"Iwaru martwa ... Jakiś nekrofil wykorzystuje jej ciało ..."
Ta myśl wbijała się w mój umysł non-stop i bez przerwy. Była jak setki stalowych igieł wbijających się w moją szparkę, odbyt, sutki, pachy, pępek, szyję, oczy, usta ... Była jak zaostrzony do granic możliwości kunai, który jakoby penis kochanka zadowalał moją pochwę. Każde wyciągnięcie ...
każde włożenie ... równało się kolejnym hektarom pociętej skóry i hektolitrom wylanej krwi.
Ta myśl była jak rozgrzany pręt, którym znakuje się bydło. Mój miał proste napisy: "suka", "kurwa", "dziwka", "łajza", "gówno", "śmieć". Ktoś dociskał go do mojego ciała aż skóra zaczęła skwierczeć i znakował mnie, przypieczętowując mój los i wymierzając mi karę. Ta myśl była jak pięści zła, spadające na moje ciało z gradem ciosów. Ta myśl była jak ślina nienawiści, która spadając z czyichś ust uderzyła mnie w czoło. Byłam bita, opluwana, poniżana i torturowana ...
przez tą jedną myśl i tak w kółko. Marzenia prysły jak bańka mydlana. Sen stał się koszmarem.
Wszystko zaczęło mnie boleć, a w oczach znowu pojawiły się łzy.
"Nigdy tego nie wybaczę!"
Ta jedna prosta myśl pojawiła się w mojej głowie. Byłam już pewna, że podszywana Iwaru mówi prawdę. Prawdziwa niestety nie żyła. To oczywiście znajdowało potwierdzenie w rzeczywistości.
Jej dom był opuszczony. Zostawiła swój pamiętnik. A teraz zachowywała się ... strasznie dziwnie.
To musiała być prawda. Nagle zapragnęłam śmierci. Nie myślałam zupełnie o Itori-sensei, świątyni dla Gyo-samy czy uratowaniu Ayi ... miałam po co żyć, ale sporą część racjonalnego myślenia.
Nienawidziłam się za to, że nie uratowałam swojej ukochanej i drogiej przyjaciółki przed śmiercią.
Nienawidziłam się za to, że nie pojechałam z nią wtedy do Ryuzaku no Taki. Razem na pewno byśmy przeżyły. Nienawidziłam się za to, że taka cudowna osoba jak Iwaru umarła, a taki śmieć jak ja jeszcze nie. No i tak na prawdę ... chciałam ją spotkać ponownie. Mogłabym wtedy przyjąć od niej karę, a może nawet jakieś miłe słowo? Wieczność to było dobre miejsce, by kultywować naszą przyjaźń.
"Jeden ruch ..."
Uspokoiłam oddech i zamknęłam oczy, odcinając odpływ łez, chociaż te małe kropelki słonej wody i tak się przedzierały. Przypomniałam sobie słowa Muraia.
- Tak, do kurwy! - krzyknęłam na całe gardło - Służę Wojnie! Jestem Waszym wrogiem! Wypuść mnie! Wypuść!
Zaczęłam się szamotać we wszystkie strony. Wykonałam nie jeden, a chyba ze 20 czy może i więcej ruchów. Wykrzyczałam też z kim tak na prawdę trzymam. Jedyna racjonalna opcja, która mi się wtedy wydawała to po prostu zaciśnięcie tych nici i ... uduszenie mnie. Nie wiedziałam o istnieniu wplecionej w kokon wybuchowej notki. Nie mogłam też odpalić własnej. A może mógł mnie zabić w jakiś bardziej humanitarny sposób? Śmierć przez uduszenie to były męczarnie i walka o każdą uncję powietrza niezbędnego do życia. Ja tą walkę miałam wkrótce stoczyć i ... przegrać oczywiście.
Murai po chwili zaczął realizację tego planu. Poczułam ścisk w okolicach szyi.
"Zaczął się ostatni etap mojej podróży ... Dziękuję i powodzenia. Wygrajcie tą walkę i odzyskajcie ciało Iwaru. Do zobaczenia ..."
Zastanawiające ... czy mój kat nie przemyślał nawet tego, że mogę kłamać? Czy może zareagował bardzo szybko i podjął taką decyzję pod wpływem nagłego impulsu? Czy działał pragmatycznie czy emocjonalnie? A może od początku planował to zabójstwo? Nie było to istotne. Ciekawe co Iwaru czuła w chwili śmierci, w którą już zupełnie uwierzyłam. Rana na szyi jej ciała jasno mówiła jak zginęła, ale czy czuła nienawiść? A może smutek? A może była w pewien sposób ... szczęśliwa? No cóż ... pewnie zaraz się dowiem ... Znieruchomiałam, by nie marnować energii. Czułam jak zaczyna brakować mi powietrza. W myślach zaczęłam liczyć do 180 ... tyle powinna trwać moja agonia. Chciałam zająć czymś umysł, by w ostatnich sekundach mojego życia nie myślał o tym cierpieniu, którego doświadczałam. Liczenie było bowiem dużo bardziej przyjemną czynnością ...

Gdyby jednak okazało się, że nie zostałam zabita (albo przez Muraia albo przez spadające kamienie ... chociaż bycie przygniecioną nie byłoby wcale takie złe ... błyskawiczna śmierć ... albo w jakiś inny sposób), a po prostu moja wolność została mi zwrócona ...już miałam złożyć odpowiednie znaki, odsuwając się na bezpieczną odległość i detonować notkę, którą umieściłam na swoim ciele. Byłam w tak złym stanie psychicznym, że już racjonalnie nie myślałam. Wtem pomyślałam o Iseiu.
W całym oddziale był osobą, do której najbardziej się przywiązałam. Musiałam więc sprawdzić co z nim. Wyglądał tak jakby był martwy, ale może udało mu się przeżyć? Podbiegłam więc do niego,
zupełnie ignorując otoczenie. Nie było sensu próbować na siłę unikać czegoś czego się pożądało.
Nie było więc sensu robić uników czy bloków ... trzeba było brnąć dalej, przed siebie, i spróbować jeszcze jakoś wykorzystać tą resztkę życia i postarać się zrobić ... coś dobrego. Ostatni, a może nawet i pierwszy raz w życiu. Jeśli to mi się udało, to przyłożyłam mu rękę do szyi i sprawdziłam puls. Dokonałam też oględzin ciała. Nie żył. Pan Ranmaru, Kyoto, Isei, Iwaru, moi rodzice ...
poniekąd straciłam też Itori-sensei, która prawdopodobnie jeszcze żyła, ale nie było jej przy mnie.
Smutek nasilił się tylko ... działałam pod wpływem emocji i ... dotknęłam moimi ustami martwych ust towarzysza, składając w ten sposób podziękowanie i ostatnie pożegnanie. A może nawet ... czy on mi się podobał? Był w sumie przystojny i całkiem miły ... ale teraz miał stać się zimny jak głaz, chociaż udało mi się zebrać z jego ust ostatnią dawkę ciepła.
- Żegnaj ... i dziękuję ...
Być może byłam zbyt sentymentalna i wrażliwa ... a to miejsce nie było dla mnie. Ale byłam tutaj i tak właśnie się zachowywałam. Wróciłam do rozglądania się. Zauważyłam dowódcę oddziału. Strasznie wyglądał. Jakiś kamień na niego spadł. Jeśli go przygniótł, to spróbowałam go przesunąć. Jeśli nie, to od razu przystąpiłam do działania. Dowódca żył. Szybkie pieczęci ... Wół → Tygrys. Ta technika rzeczywiście działała. Wyobrażenie tej leczniczej siły i przyłożenie rąk w okolice rany. Energia ta spływała niczym leczniczy wodospad w moim umyśle i w rzeczywistości także starała się uleczyć cel. Intensywnie myślałam nad tym jak i co leczę. Przelewałam chakrę tylko w uszkodzone miejsca. W pierwszej kolejności w te, które mogły zagrażać życiu. Jakieś krwotoki wewnętrzne i te sprawy ... Później te, które utrudniały poruszanie się. Moim celem było doprowadzenie wodza do sprawności bitewnej. Czyniąc to, przez chwilę milczałam. Po jakimś czasie jednak przemówiłam:
- Niech mi Pan powie. Dlaczego wszyscy, których kocham i na których mi zależy muszą umrzeć. Co jest, do kurwy, ze mną nie tak? Powinnam się zabić zanim spowoduję więcej śmierci i cierpienia i jak Gyo kocham ... zrobię to!
Gdy już skończyłam proces leczenia (nieistotne z jakim rezultatem, ale wolałabym, żeby z udanym),
postanowiłam się pożegnać, raz jeszcze:
- Do zobaczenia po tamtej stronie.
Nie ważne czy mówiłam to do trupa czy do żywego człowieka. Ja właśnie zmierzałam na tamtą stronę. Moja ziemska pielgrzymka miała się ku końcowi.

Wyciągnęłam dwa podwójne Kunaie i ... ruszyłam na Wojnę. Wiedziałam, że nie mam najmniejszych szans, ale Zjawa miał, nie? Wystarczyło, że raz ją trafię (co pewnie się nie uda)
... Wystarczyło, że przyjmę na siebie jej jedno uderzenie. Jakoś ją zajmę, by w tym czasie sojusznik, mógł pozbawić ją życia ... ponownie. W sumie ona wyglądała jak Iwaru. Nie ma się co dziwić, skoro używała jej ciała. Nie miałam jednak oporów z atakowaniem. To ciało to tylko pusta powłoka. To nie była Iwaru. Musiałam zakończyć tą profanację i pozwolić, by ciało to mogło zostać pochowane. Może ktoś będzie na tyle mądry i miły, że nie zostawi naszych ciał na pastwę robactwa.
Może, niczym dawne królowe, dostąpimy zaszczytu pogrzebania w płomieniach? Może nasze ciała zostaną spalone na proch, a proch ten zostanie tutaj na wieki? Nie spodziewałam się, że ktoś w ogóle postawi nam upamiętniające nagrobki ... To byłby jednak wielki gest, ale chyba zadowoliłabym się samą modlitwą. Wracając jednak do Wojny. Atakowałam ją, jednak tak, by nie wchodzić w drogę i nie przeszkadzać Zjawie walczyć. Biegłam po łuku, tak, by obejść ją od tyłu i wbić jej te dwa podwójne kunaie w plecy. Oczywiście w tym wypadku ... starałam się walczyć tak,
by przeżyć. Uniki, bloki, ataki. To wszystko zakładał ten etap mojego "planu". Nie chodziło o moje życie. Chodziło bardziej o stronę praktyczną. Im więcej razy spróbuję jakoś zaatakować ... im więcej razy przyjmę na siebie jej atak ... chociaż najprawdopodobniej będzie to tylko raz ...
im więcej, tym więcej szans będzie miał Zjawa. Nie podzielałam zdania Shinjiego w tym temacie.
Nie wiedziałam nawet, że to samuraj. Nie wiedziałam, że nie lubi jak ktoś się mu wtrąca do walki.
Dla mnie liczyła się tylko pomoc i ... śmierć.

Gdy już nastąpiła moja śmierć (jeśli nastąpiła), mój umysł nagle ogarnęła ciemność. Mój duch został brutalnie wyrwany z ciała i uniósł się w przestworza, niczym ptak. Brutalność sprowadziła jednak szczęście. Tam bowiem spotkałam (może nie fizycznie) tą, której poszukiwałam.
- Widzę, że i Tobie nie udało się dożyć 17-stych urodzin, Narubi-chan
- powiedziała Iwaru, ta prawdziwa. Byłyśmy w zaświatach. Tutaj czas nie istniał. Nie istniało też (chyba) cierpienie. Mogłyśmy sobie porozmawiać jak za starych ziemskich czasów. Co prawda ciągle otaczała nas ciemność i nie czułyśmy dotyku ... czułyśmy jednak własną obecność i ... miłość.
- Ale nareszcie spotkałam Ciebie, Iwaru-sama! - byłam niesamowicie szczęśliwa.
- Przepraszam, że Cię martwiłam. Chociaż z tego co czułam, niektórzy Cię kochali i nadal kochają.
- Kto na przykład?
Iwaru zamyśliła się, a ja doskonale to poczułam.
- Itori-sensei ciągle Cię kocha, a przynajmniej takie mam wrażenie. Może to co zrobiła na to nie wskazuje, ale prawdopodobnie troszczyła i troszczyć się będzie o Ciebie. Chciała Cię po prostu zniechęcić, bo wiedziała, że podążysz za nią.
To miało sens i musiałam to przyznać. Niemniej jednak czy to rzeczywiście była prawda? Nie wiedziałam, ale miałam taką nadzieję.
- Aya - ciągnęła dalej Iwaru. Nagle sobie coś uświadomiłam. Przecież ja ją zostawiłam tam, na Ziemi. Nie pomyślałam o niej nawet ułamek przed śmiercią. Było mi żal ... było mi głupio. Bałam się o nią - Wkrótce do nas dołączy. Wszyscy, których kochałaś i wszyscy, którzy Cię kochali, a którzy zostali, tam na dole, wkrótce tutaj przyjdą.
Zaniepokoiły mnie jej słowa. To tak jakby Iwaru życzyła tym ludziom śmierci.
- Nie przejmuj się. Mamy całą wieczność przed sobą, a czymże jest rok, 5 lat, 10, 20, 80 czy nawet 150 lat w porównaniu do wieczności? Raptem momentem.
Co racja to racja, nie? Musiałam to przyznać. Po tej krótkiej rozmowie, Iwaru powiedziała, że wszystko mi pokaże i wszystko opowie i zaprowadzi nawet do moich rodziców i Pana Igaku, który jak się okazało także opuścił ziemski padół. Zrewanżowałam się Iwaru tym samym. Także opowiedziałam jej swoją historię, chociaż ona pewnie doskonale ją znała. Była jak dziecko, które słucha ciągle tej samej bajki czytanej przez mamę. Ciągle z tym samym zainteresowaniem i iskierkami w oczach. Taka była Iwaru. Cudowna ...

Statystyki:
Spoiler: pokaż
SIŁA 1
WYTRZYMAŁOŚĆ 13 | 10
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 10
PSYCHIKA 1 | 1
KONSEKWENCJA 43 | 54

KONTROLA CHAKRY rangi C


Użyte Techniki:
Spoiler: pokaż

Nazwa
Naosute no Jutsu

Pieczęci
Wół → Tygrys

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Znajomość Chiyute no Jutsu

Opis Technika podobna do Chiyute no Jutsu, jednak zdecydowanie silniejsza niż poprzedniczka. Pierwszym plusem jest to, że nie trzeba utrzymywać dłoni w pobliżu zranienia, ani nie trzeba dotykać rannego - co często jest dla niego bolesne. Następnym jest rozszerzony wachlarz leczonych obrażeń - możemy uleczyć głębokie rany, zasklepić rany tętnicze, złączyć ze sobą kości, a nawet pozbyć się krwawień wewnętrznych. Technika wymaga jednak trochę doświadczenia.


Chakra: 63%


Użyte Przedmioty:
Spoiler: pokaż
Bandaż: 1 metr.
Wybuchowe Notki: 1 sztuka


Liczę się ze śmiercią Meido w następnym poście (chociaż byłoby miło jakby jednak dostała kolejną szansę), więc postanowiłem opisać jej spotkanie z Iwaru w Zaświatach. Taki drobny epilog. Nie wiem czy moja wizja Zaświatów kłóci się z tym co Szanowna Administracja na ten temat myśli, więc jak coś to przepraszam :). I od razu z góry chciałbym podziękować za wspólny event. See you soon :).

PS: Oczywiście przepraszam za spóźnionego posta.
Meido
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Maji Meguri » 16 maja 2017, o 10:38

Twarz ciemnoskórej kobiety oblana pogardą i niesmakiem odwróciła się w stronę mężczyzny, który pchnął Pirata do przodu. Oczy posłały lodowate, nieprzyjemne spojrzenie, a w głowie przemknęła myśl, aby wbić kunai w gardło żołnierza aż po samą rękojeść. Lecz tak samo szybko jak powstała, tak owa myśl ulotniła się. Piwne, ciemne oczy spadły ponownie na blondyna, a Meguri zrobiła kilka kroków w bok poruszając przy tym nieznacznie płaszczem otulającym ciało.
Dłonie ukryte pod materiałem sięgnęły do kabur, palce pieszczotliwie muskały ostrza czekając tylko na odpowiedni moment. Skoro przeklęta armia nie zamierzała pomagać, to niestety będzie musiała to zrobić Meguri. Bynajmniej z sympatii do Pirata. Był on jednak pomocny i już zaryzykował swoim życiem, aby pomóc Amazonce. Co oznaczało, że i w dalszych poczynaniach wojaczki mógłby być skłonny w razie potrzeby oddać życie za ciemnoskórą. Przydatna persona i rozstawać się z nią w tak bezsensowny sposób byłoby nieodżałowaną stratą. Oczy kobiety dokładnie obserwowały poczynania dwójki mężczyzn podczas "pojedynku". Jej stopy unosiły się i opadały rozgniatając grubą warstwę śniegu, tym samym oddalając ją kilka metrów wzdłuż tyłów armii. Nie zamierzała oddalać się od żołnierzy, za którymi najprościej w świecie mogła się schować, a sama zmiana pozycji miała jeden prosty cel. Jeśli Meguri nie będzie znajdywać się w prostej linii z Takeshin, to blondyn nie skupi się na obojgu. Amazonka będzie mogła wyprowadzić atak z zaskoczenia, uzupełniając poczynania Pirata, a to skutkować miało sprawnym pozbyciem się przeciwnika. Oprócz tego, jeśli jej pomoc powiedzie się, to czy nasz poczciwy wojak nie będzie wdzięczny i bardziej skory do osłaniania drobnej kobiety przed wszelkimi zagrożeniami swoim własnym ciałem? Plan był prosty, a nakład wysiłku niezbyt wielki. Największym ryzykiem pozostawało odebranie to przez resztę żołnierzy. To banda nierozgarniętych mężczyzn, po nich zaś spodziewać się można wszystkiego = głównie niewiarygodnie głupiego i złego.
W powietrze wzbiła się bombka. Jakże znana i ceniona przez ciemnoskórą kobietę. Jej przedramię wydarło się spod ciepłego płaszcza i niemalże przywarło do oczu, aby zasłonić się przed nadchodzącą falą blasku. Wtedy Pirat wprowadzał swoją strategie w życie, a Meguri zamierzała ją uzupełnić. Przeciwnik oślepiony czy nie, mógł wyczuć nadchodzący strumień wody i odskoczyć. Owego uniku zaś wyczekiwała Amazonka, ponieważ wtedy nastąpił atak, którego ciężko było się spodziewać. Dłonie wyjęły z kabur kunaie i rzuciły w przeciwnika - przewidując to gdzie znajdzie się jego ciało po wykonanym uniku. Nie był to jednak koniec. Kobieta wyciągnęła kolejne dwa kunaie celując w kolana blondyna, po czym wyrzuciła jeszcze cztery shurikeny mające na celu dosięgnięcia torsu przeciwnika. Być może taktyka nie zakładała fajerwerków i niewiarygodnych potężnych ruchów, lecz powinna wystarczyć jako wsparcie w poczynaniach wystawionego na walkę mężczyzny.



Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 1
    WYTRZYMAŁOŚĆ 1
    SZYBKOŚĆ 1
    PERCEPCJA 65
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
Użyty Ekwipunek do tej pory:
[list=]- 2x bombka świetlna[/list]

Planowany użyty ekwipunek w tej turze :
[list=]- 4x Kunai
- 4x Shuriken[/list]


W skrócie: Odchodzę kilka metrów na lewo, aby zejść z oczu blondynowi. Zasłaniam się ręką przed blaskiem bombki, gdy przeciwnik uskakuje od ataku Takeshiego rzucam w niego kunaie i shurikeny. Gdyby nie odskakiwał, albo został pokonany to naturalnie nie ma potrzeby na atakowanie z mojej strony.


Obrazek
Maji Meguri
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Hoshigaki Seiki » 16 maja 2017, o 21:41

Emocje znowu zaczęły rosnąć, kiedy naprzeciw nas pojawiła się wataha lodowych wilków wraz ze swoim twórcą ukrywającym się gdzieś z tyłu. Nie byłem do końca pewien tego czy dobrze robię wyskakując przed szereg by walczyć z tym nieznajomym mi człowiekiem, ale jak się szybko okazało plan jaki ułożyłem był całkiem niezły i pozwolił komuś z naszej grupy szybko zakończyć żywot tego człowieka. Nieco spięty spojrzałem na upadające ciało przeciwnika, z wbitym w tors toporkiem który sprawił, że krew zaczęła sączyć się na zewnątrz a kilka wnętrzności również szukało drogi ucieczki na zewnątrz.
Widząc stojącą kilkanaście metrów przede mną Ayako, kiwnął z zadowoleniem głową widząc że jednak połączenie Hoshigaki & Hozuki faktycznie jest skuteczne w walce.
Dobra robota! - rzuciłem w stronę dziewczyny wystawiając ku niej uniesiony w górę kciuk, wyszczerzając przy tym swoje wielkie szczęki.
Teraz pozostało wrócić do grupy, która nie zdążyła nawet zbytnio się oddalić, a wszystko to by triumfalnie kroczyć dalej wgłąb terytorium wroga, który najpewniej wycofywał się przytłoczony potęgą naszej armii.
Starałem się trzymać blisko pięknej Ayako i już nie tylko przez wzgląd na jej oszałamiający wygląd, ale również na jakąś kompatybilność umiejętności, którą zauważyłem chwilę wcześniej. Właściwie to głównie śliniłem się na jej widok, a "kompatybilność" miała być ewentualna wymówką, gdyby ktoś zaczął zadawać niewygodne pytania. Liczyłem jednak na to, że sama dziewczyna wpadnie w to małe, niewinne kłamstewko i zacznie trzymać się blisko mnie. Mimo tego że byłem ryboludem, normalne dziewczyny pociągały mnie i nie byłem w stanie przejść obojętnie obok takiej "rybki" jak to mawiało się w moich stronach. Saika nigdy nie wyrażała zainteresowania moją osobą... nie takiego jakbym sobie wymarzył więc... więc tak to wszystko sobie tłumaczyłem.
Krocząc wraz z armią, rozglądałem się uważnie po okolicy, aby nie dać znowu zaskoczyć się jakimś dziwnym atakiem ze strony Yukich. Było pewne, że nie wycofają się i nie poddadzą tak łatwo i spróbują jeszcze jakichś sztuczek by odeprzeć nasz marsz po ich terenach.
Ciągle żałowałem, że nie zdołałem zalać całej tej osady swoją techniką, co mogło przysporzyć mi wielkiej chwały w szeregach sprzymierzeńców. Taki obrót spraw mógł znacznie przyspieszyć nasz triumf, aczkolwiek co się odwlecze to nie uciecze jak to mawiały stare, prawie zepsute rybie baby w moich stronach.
Hoshigaki Seiki
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ayako » 18 maja 2017, o 18:08

Kiedy Ayako zobaczyła wroga była po prostu załamana. Nie, raczej strasznie zdenerwowana. W końcu po raz drugi spotkała tego samego przeciwnika. Był on dla niej bardzo trudnym wrogiem do pokonania. Prawdę mówiąc to niemożliwym, ponieważ wcześniej mu nic nie zdołała zrobić. Nawet choćby najmniejszej rany. Kiedy walczyła z nim ostatnim razem, ten wysłał na nią strasznie dużą ilość jakiś lodowych ptaków. Z początku wydawało jej się to niczym groźnym, jednak z czasem zrozumiała, że się głęboko myliła. W małym odstępie czasu przybyło ich około 30 i bez problemu zaatakowały dziewczynę nie pozostawiając jej ani chwili na wymyślenie czegokolwiek aby odeprzeć ten atak z powietrza.
Można by powiedzieć, że dziewczyna była zła na niego i chciała się na nim zemścić. Niestety nie umiała również ukryć, że się go trochę obawiała. Był on dla niej na razie najsilniejszym wrogiem. Z tego powodu gdy po raz kolejny ujrzała zaczęła się lekko dygotać. Zawsze myślała że należy do osób odważnych, jednak po tych wydarzeniach zaczęła w to wątpić. Jednak nie chciała tak stać bez ruchu jak jakiś manekin. Musiała coś zrobić.
Zaczęła więc myśleć że jest on jednym z tych których pokonała i musi pokonać. Kiedy szybko się uspokoiła zrozumiała jedną rzecz. Mianowicie to, że jeśli jest on tak silny jak mówi to może stanowić zagrożenie dla reszty. Musiała się więc wziąć w garść. Co prawda wróg tym razem zamiast atakować raczej się bronił tworząc cztery lodowe wilki.
- Zaś ten lód... Ech jak ja go nienawidzę.
Ayako po usłyszeniu planu Seikiego, od razu przystąpiła do działania. Zaczęła biec przed siebie, dokładniej mówiąc w stronę przeciwnika. Przy okazji szybko wyciągnęła ze swojej kabury dwie metalowe bronie. Były nimi shurikeny. Bez żadnego zastanowienia rzuciła nimi we wroga. Rywal widząc je, ominął te kawałki metalu w oka mgnieniu. W końcu nie trudno ominąć bronie rzucone z dalekiego dystansu. Był to bardzo głupi ruch ze strony Ayako. Ale cóż mogła poradzić. Była na tyle wściekłą i zdesperowana że musiała to zrobić.
- Ach... To było idiotyczne.
Dziewczyna westchnęła, ale cały czas musiała się trzymać planu. Kiedy jej towarzysz “wypluł wodę” ta od razu podążyła za jego wskazówkami i zamieniła się w wodę. Następnie poleciała do przodu na wielką odległość. Kiedy się odkształciła, znajdowała się około 110 metrów od jej wroga. Wyjęła kunai i zaczęla biec w jego stronę
Dobra tym razem jest mój
W tym samym momencie zobaczyła jak zaczął lecieć jakiś toporek. Idealnie trafił w głowę wroga. Dziewczyna po tym co zobaczyła na chwilę znieruchomiała. Po raz pierwszy zobaczyła coś takiego.
Spoiler: pokaż
Jego czaszka była cała rozwalona a z niej wypływał… mózg. I to dosłownie. Było to dla niej bardzo straszne, wręcz przerażające.
Z tyłu usłyszała głos Seikiego. Zbyt wszystko przeżywała, aby słuchać Seikiego, ale jeśli dobrze zrozumiała to chciał on, aby dołączyłą do niego.
- Tak… Już idę, daj mi tylko chwilę.
Ayako żeby nie myśleć o tym co ujrzała, pobiegła w stronę miejsca gdzie rzuciła swoje bronie. Następnie jak je znalazła od razu pobiegła do swojego towarzysza (Jeżeli nie znalazła to również do niego podeszła). Kiedy byli już w szeregach armii, stali blisko siebie. Aby zapomnieć o ostatnich chwilach, dziewczyna zaczęła wspominać ostatnią walkę. Zdała sobie sprawę że dzięki sprytności Seikiego udało jej się w jakikolwiek sposób dotrzeć do przeciwnika. Był on naprawdę silny, zresztą tak jak sądziła. Następnie Ayako uśmiechnęła się do ryboluda.
- Wiesz, dzięki za pomoc. Gdyby nie ty to nic by się nie udało.
Dziewczyna z jednej strony była zadowolona że z nim przebywa, jednak z drugiej nie mogła cały czas rozmyślać o tej walce. Wiedząc jak silni są przeciwnicy to nie był koniec, lecz dopiero początek. Z każdej sekundy na sekundę robiło się coraz ciężej. Musiała więc się skupić, aby wszystko poszło dobrze.

Spoiler: brutalne sceny??? (o ile można je do nich zaliczyć, ale nie sądzę)

Poprzednio użyte techniki:
Spoiler: pokaż

Nazwa
Suika no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
E: 7% | D: 6% | C: 5% | B: 4% | A: 3% | S: 2% S+: 1%(za skroplenie)

Dodatkowe
Technika Pasywna, od klanowych A możliwość zmiany w olej za potrójny koszt

Opis Podstawowa technika klanu Hōzuki. Polega ona na zamianie dowolnej części ciała (bądź też jego całego) użytkownika w wodę, przez co unika obrażeń wynikających z ataku przeciwnika. Technika aktywuje się samoczynnie i bez wiedzy właściciela, wykorzystanie elementu zaskoczenia do skutecznego ataku jest więc znacznie utrudnione. Technika chroni przed większością obrażeń i ich rodzajów, z niewielkimi wyjątkami. Po dostatecznym opanowaniu umiejętności swojego klanu, możliwym jest zmiana w olej, który ma praktycznie te same właściwości co woda, pozwala jednak tworzyć za jego pomocą nowe techniki i ich kombinacje.


Chakra:
Spoiler: pokaż
53- 6 * 2 (ostatnio nie policzyłam) = 41


Z góry przepraszam za takie spóźnienie. Co prawda napisałam że się spóźnię, ale i tak nie miałam czasu nawet wtedy odpisać :(
Ayako
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsume » 18 maja 2017, o 23:43

Na szczęście lodowa ściana pomogła na zagrożenie spowodowane atakiem, i eksplozja poniosła się głównie po okolicy wytworzonej przez Natsumego osłony. Sam młodzieniec nie był do końca pewien, czy ta sztuczka mu się powiedzie, zważając na to że gliniana bomba poruszała się z dość dużą prędkością i określenie odpowiedniego miejsca na blokadę nie było najprostszym zadaniem. I tak nie dało się uniknąć niewielkich uszkodzeń okolicznych budynków, bo wytworzone w eksplozji odłamki runęły perfekcyjnie na mieszkania, rujnując ich dachy, ale teraz nie było to największe zmartwienie jakie miał na głowie. Ten skurwiel na smoku dalej żył.
-Może byś przestał kręcić się jak gówno w przerębli i dał się w końcu zabić, co!? - warknął ze wściekłością Natsume, patrząc na oponenta z czystym i coraz mniej hamowanym gniewem. Istniały dwie rzeczy, które doprowadzały go do szewskiej pasji. Jedną było genjutsu, które odbierał jako narzędzie tchórzy. Drugą zaś byli sami tchórze, którzy cały czas polegali głównie na atakach obszarowych z jak największego dystansu, czyli mówiąc wprost - nie mieli nawet jaj, by spojrzeć na swojego przeciwnika z bliska. A najgorsze było to, że ostatnimi czasy praktycznie tylko i wyłącznie z tym się spotykał. Jak nie iluzje, to wybuchy. No do cholery jasnej, ile można...
A tchórz, jak to tchórz. Zamiast walczyć, postanowił odwrócić uwagę Sakki poprzez zaatakowanie wioski, zniszczenie jak najwięcej i możliwe zabicie ludzi ukrywających się gdzieś między ruinami. Wysłał kolejne gliniane smoki, tym razem na budynki. A Natsume poczuł, że coś w nim pękło.
Tak jak w momencie, gdy zabił swojego przyjaciela dziesięć lat temu.
Ryknął z wściekłości - a ryk bardzo przypominał ten który wydają z siebie tygrysy - i długim kłem rozciął swój kciuk. Następnie złożył kilka pieczęci i dotknął dłonią powierzchni śniegu. Pufnęło, a przed młodzieńcem przyklęknął kolejny humanoidalny tygrys - tym razem dzierżący długi, solidny łuk.
Natsume, słysząc głos Garekiego, zerwał się natychmiast w stronę osady. Na odchodne zostawił tylko polecenia.
-Hyoren, zastrzel tego skurwiela nad nami. Nie obchodzi mnie jak, nie obchodzi mnie czym. Masz go zestrzelić, wypatroszyć, odciąć łeb, nie wiem. Ma być martwy, najlepiej jak najszybciej i jak najboleśniej.
Natsume ruszył w kierunku osady, starając się trzymać takich miejsc by nie oberwać przypadkowym odłamkiem lub nie zginąć z dowolnego innego powodu, a przy okazji mieć oko na agresora. Atakował jednocześnie jego i wioskę, nie zwracając uwagi na Hyorena. Dobrze. Bardzo dobrze, chciałoby się nawet rzec. Cóż, z dwojga złego lepiej jeśli ucierpi kilka budynków, bo te zawsze można odbudować, a osadnicy na sto procent zebrali wszystko co najważniejsze. Poza tym, byli świadomi że nadchodzi bitwa i zostali wyprowadzeni na czas, więc pomiędzy ruinami nikogo nie powinno być.
Młodzieniec, podobnie jak poprzednio, postawił grubą lodową ścianę między sobą a pociskami, ustawiając ją w takim miejscu, żeby pociski nie zdążyły wyrobić i uderzyły bezpośrednio w osłonę. Cały czas obserwuje pole walki i stara się unikać eksplozji i odłamków. Gdyby któreś zdołały jakoś ominąć ścianę główną, to tworzy następne - jak najszybciej, aby zminimalizować szkody i - najlepiej - zneutralizować zagrożenie. W razie potrzeby, gdyby poczuł zmęczenie, bierze pigułkę prowiantową w celu zregenerowania chakry.
Hyoren zaś, korzystając z nieuwagi agresora, ściągnął z ramienia łuk, napiął go i wypuścił pocisk, wzmacniając go chakrą Fuutonu. Powtórzył proceder kilkukrotnie, biorąc zawsze poprawkę na wiatr, położenie i szybkość przeciwnika, i inne tego typu kwestie. Był snajperem, i jego zadaniem było trafienie. Za każdym razem.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsu » 24 maja 2017, o 00:17




Wraz z pojawieniem się Ayako Shabondama na dachu wśród obrońców pojawił się strach zanim użyła jakiejkolwiek techniki. Korzystając z swojej dmuchawki zaczęła wytwarzać dużą ilość baniek na wysokości szczytów budynków. Jeżeli nikt się nimi nie zajmie to mogły one zdecydować o rozstrzygnięciu wojny. Kiedy zaczynały one zasłaniać niebo przestała tego procederu i zaczęła nimi poruszać w kierunku swoich wrogów. Większość już chciała uciekać, ale ponownie stało się coś niespodziewanego. Nagle zza pleców nic nie spodziewającej się liderki wyleciało parę schurikenów na linkach szybko ją zniewalając i ściągając w miejsce niewidoczne dla nikogo. Jej atak został przerwany, a bąble po kolei wybuchały nie robiąc nikomu większej krzywdy. W ich miejsce pojawiły się spadające strzały powodując pewne straty w przedniej armii napastników. Widząc to wszystko San zrobił się czerwony i nie pozwolił medykowi dokończyć leczenia. Przez swój gniew działał pochopnie i chciał jak najszybciej dostać swoje Guandao ruszając z nim do ataku. Spowodowało to, że stracił panowanie nad Kusanagi no Tsurugi, które nie dało nawet chwili wytchnienia Mayumi. Drobnej postury blondynka wraz z swoim wielkim mieczem wcześniej ledwo nadarzając wykorzystała to i bardzo mocnym uderzeniem odbiła ostrze, które przeleciało gdzieś w tył armii napastników, poza zasięg lidera Hoshigaki. Ten został tylko jeszcze bardziej rozjuszony rzucił się w jej kierunku trzymając już swoją broń z dziedziny bukijutsu. Powstała wymiana ciosów, której unikał każdy żołnierz o zdrowych zmysłach. Nikt nie chciał im teraz przerywać, bo to skończyłoby się dla niego śmiercią.
Na tyłach armii walczącej znajdował się Takeshi, który po wypchnięciu przez "swoich" został zmuszony do dalszej walki. Blondyn natychmiast chciał to wykorzystać i ruszył do przodu, ale powstrzymała go bombka świetlna, która sprawiła, że nie widział nic i postanowił się zatrzymać. Zamknął swoje oczy i polegając na zmysłach odskoczył od techniki ryboluda. W tym momencie z asystą przyszła Meguri, która rzuciła w jego kierunku najpierw bombkę świetlną, a potem trochę żelastwa. Odzyskując swój wzrok nie dał się nabrać na kolejne oślepienie przymykając je i ostatecznie unikając lub broniąc się mieczem przez każdą lecącą bronią. Poza jedną, która nie należała do przedstawicielki Majii. Z daleka i wysoka z niesamowitą szybkością kręciła się katana, której nie zauważył skupiając się na obronie przed wszystkim innym. Posiadając taką rotacją ostrze przecięło mu głowę na pół. Odbiło się parę razy od ziemi lądując paręnaście metrów od Takeshiego. Ten mógł rozpoznać w nim z bliska Kusanagi no Tsurugi, a w oddali za nimi wojska. Dokładniej rzecz ujmując sojusznicze wojska dowodzone przez Zangetsu, który widząc co się dzieje natychmiast samotnie ruszył do przodu, chociaż może właściwiej by było napisać, że niemalże teleportował na tyły armii zabijając wszystkich pozostałych wrogów przy życiu po czym ruszył w kierunku Sana. Wśród nowoprzybyłych na główne pole bitwy kroczyli Ayako wraz z Seikim. Po powstrzymaniu swojego zagrożenia maszerowali dalej ponownie dołączając do kompanii. Obserwując drogę nie mogli dostrzec żadnego niebezpieczeństwa.



Sytuacja zmieniała się z sekundy na sekundę w bardzo szybkim tempie. Natsume przyzwał swojego towarzysza w momencie kiedy krzyk Garekiego rozniósł się na okolicę, ale oponent najwidoczniej go ani nie słyszał ani zbytnio nie widział co kombinuje. Był skupiony na tym co się dzieje z małymi miniaturkami smoków, które z jego pyska leciały na wioskę najprawdopodobniej w celu spowodowania jak największej ilości szkód, ale czy to z pewnością było jego celem? Po chwili dało się zauważyć, że każdy z glinianych tworów miał spełnić jakiś cel. Część leciała w najważniejsze budynki w osadzie, takie jak szpital czy też siedziba w której zasiadał ktoś godny miana Shirei-Kana, a pozostałe w dość niesprecyzowane miejsca oraz jeden w kierunku muru. Nie było czasu aby zanegować wszystkie zniszczenia jakie nimi spowoduje. Trzeba było wybierać nawet rzucając się w sam niemalże w sam środek unikając wszelakich obrażeń. Ochroniony za pomocą lodu Natsume został szpital jak i wszystko inne co było ważniejsze, ale część mieszkań cywili rozleciała się na wszystkie strony nie zostawiając kamienia na kamieniu po dość sporym wybuchu. Czy ktoś był w okolicy? Możliwe, ale jak tak to zdecydowanie tego nie przeżył. Kawałki lodowych ścian rozpryskiwały się z wszystkich stron. Nie było sposób ich wszystkich uniknąć w tym chaosie, który zapanował w centrum nawet z dość wysoką percepcją i szybkością. Jeden z ostrych kawałków lodu przeciął twarz swojego twórcy. Dzięki posiadanym umiejętnościom udało się zachować tak, aby nie przeciął ostatecznie lewego oka, ale zrobił dość sporą szramę niosącą się od czoła, przez zamkniętą powiekę do połowy policzka. Zdecydowanie po tym zostanie blizna o ile nie zostanie zaleczone natychmiast.
W międzyczasie przeciwnik na glinianym smoku wcale nie miał łatwiej. Trochę możliwe, że przez swoją pychę, bo nie przewidywał w tym momencie żadnego ataku aż nagle został zaskoczony wbijającymi się kolcami stworzonymi przez coraz bardziej wyczerpanego Garekiego. Nie mogąc unosić się dłużej w powietrzu zaczął nagle spadać z zawrotną szybkością prosto na wioskę. Nie przejmował się ostatecznie tym wciąż się uśmiechając jak każdy kto służył Bestii. Ten moment postanowił wykorzystać Hyoren już celując w niego z łuku. Obliczając wszystkie możliwe zmienne wypuścił strzałę, która mknęła do przodu przecinając powietrze. Zauważając ją w ostatnim momencie przeciwnik tylko złożył pieczęć połowy baran poruszając ustami. W tamtym momencie twór na którym latał wybuchł roznosząc go w postaci mikroelementów na okolicę. Nie zagroził on niczemu z powodu wysokości. Natsume rozglądając się po okolicy zauważył leżącego na ziemi swojego przełożonego.



W pomieszczeniu zapanował chaos. Dwóch oponentów prawie natychmiast rzuciło się do walki, zamierzając jak najszybciej wyeliminować niepotrzebną przeszkodę i ruszyć dalej. Wojna zrzuciła na grupę część stropu, lecz na szczęście była w stanie wyeliminować tylko Tamotsu, bez dodatkowych strat. Cóż, było to założenie cokolwiek cyniczne, ale faktycznie był to chyba najmniej szkodliwe rozwiązanie sytuacji... Fuyuko rozejrzała się szybko, zamierzając zaatakować pomocnika tajemniczej agresorki, lecz widząc natłok innych najemników zajmujących się dziwacznym wojownikiem, postanowiła pomóc Tamotsu z wydostaniem się spod głazu. Zważając na rozmiary grup, wiele więcej nie dałaby rady zrobić.
W tym samym czasie Zjawa i Wojna prowadzili intensywną wymianę uderzeń. Ciosy kobiety były jednak wyprowadzane w bardzo specyficzny sposób: zamiast polegać na silnych uderzeniach, cały czas wyprowadzała ekstremalnie szybkie, słabe cięcia, próbując przebić blok ronina i wystawić go na mocniejsze trafienie. Widać było, że w aktualnym położeniu Zjawa nie trzymał się najlepiej - owszem, był bardzo szybki, lecz na pierwszy rzut oka dało się zauważyć że nie jest w stanie cały czas nadążać za niezwykle chybkimi cięciami wykonywanymi przez samurajkę. Runy na ostrzu jego katany co jakiś czas lekko się zaświecały, lecz było to ledwo zauważalne.
Mężczyzna wyprowadził szybkie kopnięcie w bok, zamierzając zmusić kobietę do wycofania się, lecz ta uniknęła trafienia przez doskok i uderzenie go łokciem w splot słoneczny. Zjawa sapnął ciężko, lecz nie zawahał się - i to pozwoliło mu wykonać cios głowicą miecza w czoło ciała Iwaru. Dziewczyna warknęła głośno i wycofała się kilka kroków. Dość szybko jednak na jej twarzy zawitał uśmiech.
-Chyba się zmęczyłeś, Zjawo.
Ronin odpowiedział gniewnym warknięciem. Jego twarz, jak do tej pory prawie zawsze spokojna, była teraz wykrzywiona gwałtowną furią.
-Doprowadziłaś do mojego wygnania ze społeczności. Odebrałaś mi jedyny cel istnienia. A teraz jeszcze patrzysz na mnie z góry, ty kurwo!?
Ponownie zaatakował, tym razem wykonując potężne uderzenie znad głowy. Widząc to, kobieta szybko wyciągnęła zza paska kunai i podrzuciła go lekko, tak by ostrze katany zderzyło się z nożem. Stalowe narzędzie śmignęło z olbrzymią prędkością i odbiło się od podłogi, a Wojna bez problemu zablokowała cięcie Zjawy. Wyraz twarzy mężczyzny, oprócz gniewu, wyrażał teraz również zaskoczenie i strach.
-To właśnie za to zostałeś wygnany, prawda? - spytała kobieta, uśmiechając się krzywo. - Nauczyłeś się posługiwać technikami shinobi i wkomponowałeś je w swój miecz, by móc obracać siłę uderzeń oponenta przeciwko nim. Niehonorowe, sprzeczne z zasadami... sam to na siebie sprowadziłeś, Zatoishi Akira!
Korzystając z zaskoczenia Zjawy na wypowiedzenie jego prawdziwego imienia, Wojna zgięła się lekko, a z jej ciała buchnęła mroczna chakra. Jej noga w ułamek sekundy dosięgnęła jego torsu i posłała go daleko w tył, praktycznie wbijając go w ścianę. Widać było, że nie będzie w stanie kontynuować dalszego pojedynku.
Kobieta sarknęła lekko i spojrzała na resztę pola walki.
Jej pomocnik, choć silny, nie mógł liczyć na pokonanie samemu czwórki oponentów. Gdy tylko jego główny miecz starł się z tonfami Muraia, zauważył że z ciała mężczyzny nagle wysunęły się jakieś stalowe pręty. Chciał odskoczyć, lecz przeszkodził mu w tym... piasek, kontrolowany z oddali przez Ryujiego, który owinął się wokół jego stóp. Stalowe narzędzia przebiły jego ciało, a dodatkowo jedna z nici Kakuzu chciała przyczepić do jego ciała notkę wybuchową. Wojownik szybkim ruchem dłoni z tantem odciął nić z ładunkiem, lecz okupił to kolejnymi ranami kłutymi od Muraia. Odskok również uniemożliwił mu Kyoushi, który przebiegł za nim i cięciem Mugen, kataną Iseia, uszkodził mu łydki. Ochroniarz, z widocznym szokiem na twarzy, upadł na ziemię. Tam dopadł go ognisty pająk Shinjiego, podpalając jego ciało i zadając mu kolejne obrażenia - a przynajmniej do czasu, gdy Murai zdetonował notkę i zabił oponenta.
W międzyczasie Meido, zdewastowana informacją o śmierci swojej przyjaciółki, krzyknęła że jest pomocniczką Wojny i zażądała wypuszczenia z więzów. Murai, słysząc to, zaczął dusić dziewczynę za pomocą swoich nici, oplecionych wokół jej ciała i szyi. Narubi, bo tak brzmiało jej prawdziwe imię, straciła powietrze i zaczęła się dławić, lecz jej ostatnie słowa zostały przez nastawionego na logikę Muraia odebrane jako oznaka załamania i szaleństwa, a takowa w obecnej sytuacji byłaby tylko śmiertelnym zagrożeniem dla otoczenia.
Tylko chrupnęło. Nici zmiażdżyły tchawicę dziewczyny, posyłając ją na spotkanie ze swoją utraconą przyjaciółką.
Wojna, wciąż parując fioletową chakrą, westchnęła ciężko i pogładziła się po skroni.
-Marnowanie czasu - westchnęła. Jej głos brzmiał tak, jakby mówiła jednocześnie ona i jakiś inny głos, nadając jej słowom demoniczny efekt. - Zgon Bestii był niefortunny... będę musiała to zaraportować. A wy... cóż, daję wam wybór. Albo pozwolicie mi wyjść w spokoju, albo was wytnę do nogi. Proszę bardzo, wasz wybór.
Tamotsu, wciąż przygnieciony głazem, spojrzał na kobietę i powiedział zduszonym głosem
-Ona... to jeden z Jeźdźców, czterech pomocników Hana, Antykreatora... w obecnej sytuacji nie dacie jej rady...


Meido - Śmierć postaci
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2256
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Takeshi » 24 maja 2017, o 19:53

Bańki na niebie - wiele baniek, ogromniasta masa baniek! Widać liderka oczywistego klanu nie próżnowała w przeciwieństwie do reszty i pokazywała na co ją stać. Widział już kilka razy potężną moc owych tworów, wolał nie znaleźć się na ich drodze - ot po prostu lepiej było się schować przed wzrokiem takiej kobitki, niż dać wyładować na sobie jej złość. Nie miał jednak tej możliwości, by oglądać sobie jak inni walczą. Był w co tu dużo mówić trochę gównianym położeniu i musiał z niego jak najszybciej wybrnąć. Porażka nie wchodziła w grę. Chyba. Takeshi przełknął gulę, bo chociaż jego przeciwnik zapewne był trochę słabszy, to stwarzał obecnie realne zagrożenie. A to zagrożenie właśnie ruszyło wprost na niego i już się miał żegnać ze swoją rodziną, znajomymi, zwierzątkami i ciasteczkami schowanymi gdzieś pod jego poduchami. Widział światełko w tunelu, ale ten tunel wydawał się być po prostu ogromny. A co mu tam, przecież w niebie też pewnie potrzebują wody - wodna krajalnica znana także jako Mizu Kamikiri poszło w kierunku blondyna. Skoro miała być ostatnia rzecz jaką zrobi, to czemu nie! Jego szare komórki palnięte zostały przez świadomość przywracając głos rozsądku. To była bombka idioto! - powiedział jego cichy głosik, który oczywiście nie istniał, bo nie słyszał głosów przynajmniej na co dzień jeżeli można tak powiedzieć. To Meguri ruszyła po raz bodajże pierwszy do boju i chyba postanowiła mu pomóc! Albo brakowało jej zwłok, za którymi mogła się schować do swojej sekretnej techniki, a plecy ryboluda jej nie odpowiadały, bo za ciężkie i w ogóle nie takie. Widział lecące w blondynka żelastwo, a w tym nawet katanę... katanę?! Jak ona była zdolna tym czymś rzucić? I to jeszcze w taki sposób, że przecięła mu papsko na dwie nierówne połowy (hehe). Wydawało mu się jednak, że ta nie miała pod ręką takiego oręża, stąd było to dla niego mocno zastanawiające skąd ona się wzięła. Działo się jeszcze wiele - w tle Zangetsu zaczął mordować, sam rybolud w sumie patrzył się na miecz jak zaczarowany i stwierdził, że to los się do niego uśmiechnął. Wszystko wskazywało na to, że jego właściciel za szybko się po niego nie zgłosi - przyleciał podczas jego walki (no i Meguri w asyście) - to należy do niego! Ta prosta, aczkolwiek szalona logika sprawiła, że podszedł tą nie za duża odległość do ostrza i uniósł je do góry, by zaraz zetrzeć z niego krew przy użyciu bandaża. Nie widział nigdy wcześniej takiego ostrza z bliska, było to dla niego coś nowego. Szukał w pamięci jakichś wydarzeń, bo to raczej charakterystyczny oręż. Wtem coś mu zaświtało w głowie.
-To San walczył tym cholerstwem... Tje, Amazonka, ładny rzut. Nie wiedziałem, że umiesz takie fiki miki - wolną ręką wskazał jej okejkę w zamian za pomoc z przeciwnikiem. Skierował wzrok na resztę wojsk, na tych, którzy wypchnęli go do przodu, przed szereg. Czy to przez jego słowa (chociaż mieli co prawda rację, ale to nadal nie ładnie!), czy to z powodu strachu, to nie powinni tak postępować.
-No to co panowie, będziemy tak stać i się patrzeć na siebie, czy damy tym kutwom popalić - może nie był zbyt wielkim mówcą, a jego słowa nie brzmiały jak jakiegoś generała, ale uniósł przed siebie miecz jako symbol. Należał do jednego z ich przywódców, a to zawsze mogło coś podziałać. Obejrzał się na front, gdzie szalał Zangetsu i reszta i obserwował, jak idzie im zajmowanie tego miejsca.


Spoiler: pokaż
SIŁA 5
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 45
PERCEPCJA 25
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

Chakra 46%
Takeshi
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ryūji » 25 maja 2017, o 09:31

Dwójka wojowników, którzy pozbyli się bestii, mimo przewagi liczebnej oddziału Tamotsu, nie wahali się przez chwilę. Ich pewność siebie była słusznie poparta umiejętnościami i dało się to zauważyć w pierwszych sekundach starcia. Sprawny miecznik Isei uległ bez dłuższej wymiany pod naporem pomocnika, kobiety zombi a ta bez większego wysiłku, być może też przy odrobinie szczęście wyeliminowała z dalszej gry ich dowódcę. Zjawa nie czekając na lepszą okazję przystąpił do ataku, zajmując wojnę w bezpośrednim starciu, na pierwszy rzut oka można było zauważyć, iż pojedynek niesie za sobą coś więcej niż aktualna misja, osobiste porachunki, niedokończone sprawy... Ryuji stojąc nieco bliżej drugiego przeciwnika nie miał czasu aby zbytnio przyglądać się starciu tych dwóch niesamowitych szermierzy, czego po części trochę żałował, gdyż ich umiejętności robiły niesamowite wrażenie, nad samymi ich ciosami trudno było mu nadążyć wzrokiem, a niektóre całkowicie mu umykały. Młody Sabaku postanowił wspomóc w walce towarzyszy, którzy zmagali się z drugim z oponentów. Samuraj atakując pozszywanego sojusznika, spotkał się z blokiem oraz natychmiastowym kontratakiem w postaci nici wydobywających się z ciała Muraia, jego umiejętności były naprawdę bardzo wszechstronne oraz zabójcze, czy piasek by sobie z nimi poradził? W tym momencie ciężko było się zastanawiać nad tym młodemu władcy piasku, jego umiejętności również były bardzo wszechstronne lecz posiadały szereg ograniczeń, a o jego ograniczeniach nie wiedział praktycznie nic. Oponent widząc zbliżający się kontratak, próbował umknąć przed ciosem ze strony niciowca, lecz było już na to za późno, dwie macki piasku pomknęły nisko po ziemi szybko pokonując dystans między Ryujim a samurajem i zablokowały jego ruchy, mocno oplątując jego kostki, wyraźnie zaskoczony wojownik, nawet nie zdążył ogarnąć do końca co się stało, gdy został przebity nićmi Muraia. Do tego wszystkiego za jego pleców wyprowadził atak białowłosy najemnik, który rozciął jego łydki powalając go tym na ziemię. W tym samym czasie blondyn, zauważył Uchihe, który wykonując parę pieczęci stworzył ognistego skorpiona, była to naprawdę ciekawa technika, Sabaku nigdy wcześniej nie widział kształtnego tworu stworzonego z ognia, było to niezwykle cenne doświadczenie, możliwość ujrzenia tej techniki, uświadomiła go, że tak naprawdę nie ma większych ograniczeń w wyobraźni shinobi. Ognisty stwór dopadł leżącego i rannego wroga, a moment po tym eksplozja zakończyła jego żywot, mimo dobrych umiejętności, po prostu nie miał większych szans przeciwko tylu przeciwnikom. Ryuji mógł w końcu wrócić wzrokiem do głównej walki, lecz jak się okazało było już po wszystkim, charakterystyczny dźwięk, który wcześniej usłyszał okazał się być zjawą wbijanym w ścianę, a kobieta zombie która z nim walczyła emanowała dziwnym kolorem chakry. Pokonanie tak umiejętnego wojownika świadczyło samo o sobie, chłopak bez zastanowienia zmienił pozycję w taki sposób aby mieć na nią jak najlepszy widok i być gotowym do dalszej walki. Mimo pokonania Zjawy wciąż mieli przewagę liczebną, Sabaku nie tracąc ani chwili zaczął analizować otoczenie i ich szanse, snuć plany i zagrania, lecz zanim cokolwiek zdążył dopracować, kobieta przemówiła głosem, który był całkiem inny od poprzedniego, tak jakby ktoś przemawiał wraz z nią, czy był to wpływ tej dziwnej energii? Czym tak właściwie była ta chakra? Czy to wpływ jakiejś techniki, a może kekei-genkai? Znów pojawiało się więcej pytań niż odpowiedzi. Kobieta postawiła sprawę jasno, albo dadzą jej odejść albo ich pozabija, była bardzo pewna siebie, a jej umiejętności mówiły same za siebie, jednak to Tamotsu wyklarował sytuację. "Antykreatora?! Co do chuja... Zwykle spokojny i opanowany blondyn przez chwilę całkowicie stracił kontakt ze światem rzeczywistym, jego głowę przeszyły wspominki z czasów gdy jeszcze był berbeciem i podczas treningów z ojcem, słyszał wiele opowieści i historii, z przeszłości i świata shinobi, wśród nich była także właśnie historia antykreatora, człowieka, który rzucił wyzwanie całemu światu i jemu porządkowi, człowieka, którego umiejętności zagroziły wszystkim i wszystkiemu i dopiero po niezliczonych kosztach i ofiarach udało się pokonać. Właśnie pokonać, przecież to było tak dawno temu i został pokonany, jak to możliwe, że ta kobieta czy może raczej stwór pracuje właśnie dla niego?! Po głębszym zastanowieniu jednak nieco by to wyjaśniało, np. to dlaczego martwe ciało zamieszkuje inna osoba i emanuje tak dziwną chakra, lecz wciąż było to zbyt wiele do przetrawienia w tak krótkim czasie, Ryuji od słów Tamotsu nie poruszył się nawet o milimetr, miał duży mętlik w głowie, i pozostało mu jedynie czekać na reakcje innych, wciąż jednak był gotów na nadchodzące ataki, piasek wirujący delikatnie i z gracją wokół jego ciała miał służyć do tworzenia ścian i zasłon przed zagrożeniem.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 15
WYTRZYMAŁOŚĆ 45
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 20
PSYCHIKA 14
KONSEKWENCJA 1

Kontrola Chakry: B
Chakra 63%

Techniki:
Nazwa
Suna Kanri: Reberu Bi

Trzeci poziom tego kekkei genkai. W dalszym ciągu odnotowujemy wzrost zarówno wytrzymałości, jak i szybkości naszych tworów. Kształty, które formujemy stoją już natomiast na bardzo zaawansowanym poziomie. Ilość piasku, którą możemy kontrolować wystarczy spokojnie do utworzenia ogromnej fali, ściany stanowiącej zasłonę itp. Jednym słowem widać ogromny postęp w tym co robimy.

Nazwa
Suna Kanri: Reberu Bi

Teichi
[tdial=50,Wytrzymałość]Mierna[/tdial]
[tdial=50,Szybkość]Przeciętna[/tdial]

Kogane
[tdial=50,Wytrzymałość]Przeciętna[/tdial]
[tdial=50,Szybkość]Mierna[/tdial]

Zasięg Kontroli
[tdial=50,Brak Skupienia]35 metrów[/tdial]
[tdial=50,Pełne Skupienie]140 metrów[/tdial]

Objętość Max.
[tdial=33,Szerokość]12 metrów[/tdial]
[tdial=33,Wysokość]12 metrów[/tdial]
[tdial=33,Długość]12 metrów[/tdial]

Dodatkowe
Przy braku skupienia objętość wynosi 1/3 pierwotnej wartości

Koszt
E: 27% | D: 21% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (na turę)
Ryūji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Kyoushi » 25 maja 2017, o 12:49

    Z każdej strony mogłoby się wydawać, że to krytyczny moment. Zapadnięcie się stropu na Tamotsu zwiastowało rychłą śmierć lub pozbawienie jakiejś kończyny. Jednak udało się na tyle to rozegrać, że tak naprawde oprócz szalonej i nieprzewidywalnej Meido – nikt nie ucierpiał. Szczególnie Ci, którzy niezwykle dobrze poradzili sobie z wojownikiem przybocznym kobiety, która wydawała się niezwyciężona. Fuyuko zamiast im pomóc, pomogła Tamotsu co było zbawienne. Dzięki jego rozwadze i strategicznym myśleniu, może uda im się stąd wyjść w całości.. Tego jednak jeszcze nie wiedzą. Spoglądając, białowłosy kątem oka tylko widział jak Zjawa naciera na Wojnę, pokazując swoją siłę, a ona jemu swoją szybkość. Obydwoje byli nieprawdopdoobni, a do tego skądś się znali. Czerwonooki miał okazje pochłonąć kolejną część informacji, które mógłby w przyszłości wykorzystać – to też robił. Oprócz walki, wciąż słuchał. Wzrok skupiał na jednym, a słuch na drugim. A przynajmniej tak próbował. Doskonały pojedynek prawie zakończył się po potężnym kopnięciu Zjawy, który odleciał w tył, gdy tylko kobieta zaczęła.. No właśnie? Co jej było? „Zatoishi Akira
    „ Zjawa... Ciekawe.. Kim był? Czemu się znali.. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
    Jednak, w międzyczasie to walka z sojusznikiem Wojny była ciekawa. Białowłosy chwycił za katanę martwego Iseia i ruszył, gdy Murai dziurawił wroga, a piaskowy władca go unieruchamiał. Był to świetnie zgrany atak, gdy tylko czerwonooki zabiegł od tyłu i podciął rywalowi łydki powodując utratę panowania i stania. Następnie ognisty pająk, sięgający tego wieśniaka, a te dziwne, czarne nitki znajomego z Antai – zwieńczyły dzieła. To był dobry dzień.. Białowłosy słysząc słowa kobiety, chwycił katanę w jedną dłoń, jedynie spoglądając na nią i na Tamotsu – co zdecyduje. Sam nawet nie śmiał na nią podnieść dłoni – zjadłaby szybciej niż ten by mrugnął. Nie było warto ani trochę. Murai jeszcze wcześniej zabił szaloną Meido, o czym już wspominałem, jednak uśmiech na twarzy białowłosego pojawił się dopiero po tym. Coś mu w niej nie pasowało. Była jakaś taka.. Bojaźliwa, więc postanowiła odwrócić sie od sojuszników plecami – tak to sie niestety kończy. Wojna przemówiła demonicznym głosem, przez co po plecach młodzieńca z domu Uchiha przeszły ciarki. Tak wstrętne jak ona sama. Na szczęście uspokoił się, gdy usłyszał Tamotsu, który wyjaśnił kim jest ów kobieta – sojuszniczka Hana, Antykreatora. Jedna z czterech Jeźdźców. Coś mu to już mówiło. Szczególnie imię Antykreatora. Zastanawiał sie czy nie spotkał się z nim podczas wojny między Uchiha, a Senju, jednak nie był do końca tego pewien. Milcząc, spoglądał na nią i rozmyślał.. Czy kiedykolwiek będzie równie silny? Równie bezwględny i zły? Oby. Tymczasem, posłuchawszy lidera, tylko obserwował wzrokiem kobietę, jednocześnie się cofając i trzymając przed sobą katanę, którą miałby się bronić, wykorzystując swoją namiastkę szybkości w porównaniu do niej.. Co teraz?


Kyoushi | Shiroyasha | Nibi
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 708
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Maji Meguri » 25 maja 2017, o 12:59

Zimny podmuch powietrza wzbił luźne, nieubite płatki śniegu spomiędzy terenu oddzielających dwóch wojowników gotowych pójść w szranki. Krótkie włosy ciemnoskórej kobity pofalowały, bezwładnie porwane przez szczypiący, przenikliwy wiatr. W momencie gdy tylko opadł, a w uszach zadzwoniła ciężka cisza nastało rozwiązanie narastającego napięcia. Oboje mężczyzn jak na zawołanie ruszyło do walki. Amazonka nie pozostała obojętna tym razem i użyła swojej broni miotającej, aby pomóc w walce. Płaszcz zatrzepotał, gdy ręce szybko dobywały ostrzy i rzucały je w blondyna.
Drobna kobieca dłoń oplotła pewnie ostatni z kunai o czarnej stali. Szybki ruch podrzucił ostatni raz płaszcz ukazując ciało znajdujące się pod nim. Wyrzucona broń rozdzierała powietrze, lecz nim dosięgnęła zamierzonego celu z góry spadł miecz. Ostrze z łatwością przebiło się przez głowę blondyna, tworząc nieprzyjemny widok. Krew i mieszanka organów rozbryzgały się przed nim, rysując szkarłatną ścieżkę prowadzącą do Pirata. Ciało opadło ciężko, tocząc ciepłą krew na biały puch. Ciecz topiła tunele, rozlewając coś na wzór labiryntu. Na twarzy Amazonki malowało się zdziwienie i lekkie niezrozumienie. Do momentu aż nie dostrzegła nadciągającej grupy elitarnej. Tych którzy na plaży prezentowali się naprawdę wybitnie. Teraz zaś, wyglądali jeszcze majestatyczniej.
Pirat najprawdopodobniej pomylił Meguri, z tym który faktycznie zakończył walkę. To nie miało teraz znaczenia. Przelotne spojrzenie jakie rzuciła mężczyźnie powinno mu wystarczyć. Ona sama zamknęła się teraz w swoim świecie. Na twarzy wkradł się nieprzyjemnie wyglądający uśmiech. Dłonie ukryte pod płaszczem podróżowały po cieple mimowolnie, a łaknące spojrzenie wwiercało się w nieliczny, lecz elitarny oddział. Imponujący i tak bardzo pożądany. Gdyby Meguri miała w posiadaniu taką grupę, to czuła, że mogłaby wiele, naprawdę wiele. Jej spojrzenie nie odwracało się nawet na moment od mężczyzn wykańczających obrońców bez trudu. Zdyscyplinowani i wyszkoleni, w chwile uporali się z niedobitkami i ruszyli od razu naprzód armii. Przez chwilę Meguri chciała podążyć za nimi, by móc obserwować ich sztukę, lecz w porę opamiętała się. Z swoistego transu wydarł ją Pirat, który postanowił wygłosić mini-przemowę. Piwne oczy przez chwile analizowały atrybuty mężczyzny, a w gdzieś z tyłu głowy przemknęła myśl. Być może miał on w sobie sporo potencjału i mógłby któregoś dnia, nie tak odległego również stać się taką elitarną jednostką. Był krnąbrny, lecz każdego da się okiełznać. Zwłaszcza mężczyzn.
Każdy krok zbliżał kobietę do swojego "towarzysza", a gdy znalazła się przy zwłokach blondyna zatrzymała się na chwilę. Patrzyła na jego truchło od góry z pogardą. Jeszcze chwile temu wskazywał na nią swoją bronią. Pochyliła się i podniosła jego broń. Ciężka, znacznie ciężka od jej broni miotającej. Zrobiła jedno, niezbyt wprawne pchnięcie w powietrzu i wskazała na ciało poległego tak samo jak kilka uderzeń serca, on wskazał na nią. Na twarzy pojawił się ponownie podły uśmiech. Koniuszek włóczni dotykał ciało, lecz nie naruszył go. Uniosła drzewiec i ruszyła by stanąć ramie w ramię z Piratem. Krocząc przez sam środek rozlanej krwi i wnętrzności obrońcy.



Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 1
    WYTRZYMAŁOŚĆ 1
    SZYBKOŚĆ 1
    PERCEPCJA 65
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

Użyty Ekwipunek do tej pory:
    - 2x bombka świetlna
    - 4x Kunai
    - 4x Shuriken

Planowany zdobyty ekwipunek w tej turze :
    - Włócznia blondyna


W skrócie: Biorę włócznie blondyna o ile to możliwe :v - pamiętki, pamiąteczki -

Obrazek
Maji Meguri
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ayako » 25 maja 2017, o 18:52

Ayako idąc dalej wraz ze swoim towarzyszem Seikim myślała o rzeczach które przed chwilą ją spotkały. Mianowicie brutalna śmierć jednego z jej wrogów. Chciała nawet o tym z kimś porozmawiać ale wyszłaby na idiotkę. W końcu strasznie mało osób mówi o śmierciach innych ludzi, szczególnie przeciwników. Dla innych pewnie są to sprawy mało istotne, ponieważ wszyscy obecni na wojnie odebrali innym życie wiele razy. Tylko było kilka wyjątków. Jednym z nich właśnie była Ayako. Kiedyś nie potrafiła patrzeć na ból innych. Dobrze pamięta jeszcze kiedy strasznie rozpaczała nad śmiercią jednej niewinnej duszy. Sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Za to wiedziała jedna. Strasznie wtedy cierpiała. Jednak podczas tej wojny zrozumiała bardzo ważną rzecz. Nie boi się ona zabijać innych, tylko patrzeć jak umierają. Z tego powodu kiedy zobaczyła wojownika Yukich zabitego przez topór przypomniał się jej tamten moment. Czyli ten podczas którego ona leżała nad jedną osobą opartą o kamień, która już nie żyła. Bowiem zabiła jego własnoręcznie. Dokładniej jednym kunaiem. Najgorsze było to, że pozbawiła go życia kiedy ten jeszcze spał. Nie dała mu więc nawet szansy na to, aby wykonał jakikolwiek ruch. Dodatkowo nawet go nie znała, a jego złych zamiarach usłyszała tylko od jednego człowieka. Skąd więc miała pewność że był zwykłym mordercą i złodziejem. Problem tkwił w tym, że jej właśnie w ogóle nie miała. Była po prostu wystraszona przez to, iż osobnik który jej zlecił to zadanie groził jej. Zrobiła więc taką okropną rzecz, poprzez zwykły strach. Na szczęście zrozumiała że nie może się bać innych, lecz ma im dosłownie pluć w twarz. Ponadto zorientowała się, że zabójstwo nie jest niczym złym dopóki robi to dla ochrony innych, którzy sobie nie umieją z tym poradzić. Jednak to nie zmieniło faktu, że dziewczyna cały czas nie mogła patrzeć na cierpienie innych. Kiedy Ayako już się w miarę ogarnęła i wróciła na ziemię, ujrzała że jej sojusznicy i ona byli już blisko do fortecy wrogów. Jednak coś nie pozwalało jej się skupić. Nigdzie nie było śladów przeciwników.
- Czyżby się gdzieś ukryli. Dziwne że ich nigdzie nie ma. A może zrobili pułapkę? Ech.. sama nie wiem - mówiła w myślach Ayako. Po pewnym czasie dziewczyna była już strasznie niezaspokojona. Musiała się więc odezwać do ryboluda, znaczy Seikiego.
- Widzisz może kogoś? W sensie wiesz, jakiś wrogów.
Co prawda to co powiedziała dziewczyna zabrzmiało trochę głupio. W końcu nie codziennie słyszy się takie pytania
- Chodzi o to , że nigdzie ich nie ma i się tym trochę niepokoję. Może są w ich głównej bazie. Co o tym sądzisz?
Ayako rzuciła tekst i zaczęła się patrzeć na Seikiego. Miała nadzieję że jej odpowie.

Wybaczcie za ten słaby post. Brak weny itp. :|
Ayako
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość