[Event] Wielka wojna

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Kyoushi » 4 maja 2017, o 08:24

    Jedni zignorowali, drudzy nawet nie byli w temacie – tym kimś był również białowłosy, który nawet nie zdawał sobie sprawy co takiego odgrywała Meido. Sam skupiał się na widoku, który mroził krew w żyłach. Nie spodziewał się nawet takich dantyjskich scen, które miały miejsce w tych korytarzach. Trzeba było się jednak otrząsnąć i ruszać dalej – nie było wyjścia. Towarzysz zginął, ale taka jest wojna, którą przeżył już na własnej skórze nie raz, nie dwa. Wydarzenia w Antai czy te podczas walki z Senju nauczyły go, że nie warto wszystkiego rozpamiętywać. Lepiej odrzucić rzeczywistość i kroczyć swoją, wyznaczoną ścieżką. Tak też było i w tym przypadku.
    Podróż wgłąb pasczy lwa trwała w najlepsze. W delikatny, uchylony sposób poruszał się shinobi, który zdecydował się zachować spokój jak nigdy. Rozglądając się zdążył się również przysłuchać temu, co mówili ludzie, których głos słyszeli z innego korytarza. Był to głos mężczyzny i kobiety, dywagujących na ciekawy, niezrozumiały wręcz temat dla shinobiego o czerwono-krwistych oczach z Sogen. Dialog był krótki i średnio zrozumiały – wysnuć z niego można było tyle co nic. Światło, które do tej pory oślepiało, zamieniło się w takie, które padało o wiele łagodniej – było to światło pochodni, które skutecznie przeszkadzało w doglądanie tego co wewnątrz pokoju. W końcu można jednak było dostrzec więcej szczegółów, takich jak ów pochodnie po obu stronach pomieszczenia i tron, na którym siedział POTĘŻNY mężczyzna, samuraj oraz kobieta. Widok o tyle interesujący, o ile nie sprzedało się własnej pozycji, którą aktualnie zajmowali. Cisza jak makiem zasiał w ukryciu, to dobry znak do dalszej inwigilacji, która miała miejsce, zachowując pełną dyskrecję i czujność.
    Słysząc pierwsze słowa białowłosy nie do końca znów to pojmował.. Nes? Zagubione strony z dziennika? Czy to miało coś wspólnego ze stroną z pamiętnika, którą posiadał? Ta, która mówiła o jakiejś bestii? Wszystko wtedy łączyłoby się w logiczną całość, jednak byłoby to zbyt piękne by było prawdziwe – wtedy może wyjaśniłoby się, dlaczego treść nie jest do końca czytelna i zrozumiała – co oznaczała cała reszta.. Później działy się rzeczy bliżej niepojęte.. „Dlaczego.. Kurwa.. Nie mogę się ruszać..” Pomyślał, wiedząc, że nie jest w stanie nawet rywalizować z taką siłą cienia, która zdecydowanie przewyższała jego umiejętności. Mógłby uruchomić kartę atutową, jednak ona nie rozwiąże jego problemu, a tylko go wykończy – nie teraz, teraz przyszedł czas na zmaganie się siłą. Jego kartka z pamiętnika prawdopodobnie została odebrana tuż po słowach zdrajcy, który posługiwał się cieniem w iście diabelski sposób. Będąc tak przygwożdżonym, białowłosy tylko myślał o tym, że gdy się uwolni, zapierdoli tego cwela, strzelając mu monetą między oczy.. Albo spopieli go swoim krzykiem, który planował wykorzystać, gdyby tylko mógł otworzyć usta i skumulować chakrę.. *


    Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


    /Zdążyłem po urlopie przed odpisem, który zgłaszałem, mam nadzieję, że ominą mnie jakieś nieprzyjemności :o!

Kyoushi | Shiroyasha | Nibi
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 708
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Koala » 8 maja 2017, o 14:48

Okej, jako że Kan przez problemy z komputerem nie jest w stanie poprowadzić eventu przez najbliższy czas, do jego powrotu event przejmujemy ja i Ray. Ja wezmę grupę Bestii, a on - Hoozuki i Yuki. Wszystko będzie przesyłane w jednym poście.
No, i wróćmy do zasady 36h i ciężka rana później. kappa






Takeshi wraz z Meguri dołączyli do reszty oddziału, chociaż wciąż utrzymywali się na tyłach. Tajemniczy oddział z lasu nie pokazywał się, jednak nie było to niczym dziwnym, gdyż miał przed sobą spory kawałek odległości do pokonania. Otoczenie wydawało się względnie bezpieczne - cała armia, która przemaszerowała tą ulicą zdążyła z pewnością wybić każdego, kto stawiał opór lub zwyczajnie nie był z nimi zgodnie z uniwersalną zasadą na tak chaotycznych bitwach - kto nie jest z nami, jest przeciwko nam.
Wojsko prowadzone przez Sana zostało zatrzymane przez blondynę wraz z jej oddziałem. Mayumi nie obserwowała śmierci Yumi Yuki, lecz natychmiast rzuciła się na oponentów, którzy nie byli w stanie zatrzymać jej furię. Ogromne ostrze wykonywało potężne wymachy. Wszelka obrona nie miała sensu i znów czoła jej musiał stawić San, gdyż nie chciał trafić ludzi. Zresztą ich pojedynek nie został zakończony. Dziewczyna zdawała się zapomnieć o obronie przez co jej ciało zostało przecięte dwukrotnie przez błyszczące ostrze Hoshigakiego, zamieniając je w wodę, jednak drugi atak był swego rodzaju pułapką. Mayumi wykorzystała moment, w którym San był odsłonięty poprzez ofensywę i wykonała horyzontalne cięcie z obrotu, wykorzystując impet z poprzedniego wymachu. Mężczyzna był szybszy, więc zdołał uskoczyć w ostatniej chwili, jednak jeszcze w locie coś błysnęło na wysokości jego lewej piersi i ramienia. Gdy wylądował okazało się, że otrzymał dosyć głęboką ranę. Jego lewe ramię opadło jakby stracił w nim czucie, a blondyna natychmiast zaszarżowała dalej.
Cała armia od wyłomu ruszyła za Zangetsu równym tempem. Ten oczywiście nie zwrócił uwagi na pochwalę od Ayako, chociaż przez chwilę wydawałoby się, że na jego twarzy zagościł drobny uśmieszek. Niektórzy dobijali po drodze jakichś rannych obrońców, niektórzy podnosili ekwipunek, a niektórzy jeszcze zajmowali się niewielką częścią łuczników, którzy pozostali na dachach. Lider Hozukich zdawał się nie usłyszeć nawet słów Seikiego, jednak w końcu zatrzymał się i położył mu dłoń na ramieniu, jednocześnie spoglądając w oczy swoim, można by rzec, twardym spojrzeniem.
- Spokojnie, skoro jest Hozuki, to nie tak łatwo ją ubić. Ogromna armia wiąże się z łatwością zagubienia. Róbmy swoje, a Saika sama się znajdzie. - powiedział i znów spojrzał przed siebie, jednak natychmiast uchylił głowę na bok. Obok niej śmignęła mu kolejna strzała. - Dwa razy się nie zagapię. - syknął i już miał ponownie wyeliminować kolejnego łucznika włócznią, jednak ktoś trafił jego cel kunaiem w udo, a później nieszczęśnik został dobity celnym trafieniem rzutką w krtań.
- Bądźcie czujni i atakujcie pewnie! - podniósł głos Zangetsu i cała armia nieco przyśpieszyła kroku. Szli dalej, aż do momentu, w którym na dachu pojawiła się dwójka mężczyzn. Jeden z nich trzymał taką tarczę, jaką posługiwały się wojska Hozukich i kucnął za nią, zasłaniając w sporej części drugiego przeciwnika, który zawiązał trzy pieczęci i wystawił ręce przed siebie, wokół których zaczęły krążyć strumienie powietrza. Łucznicy próbowali zdjąć szybko przeciwników, lecz wszystkie ich strzały zatrzymały się na tarczy. W końcu ktoś przy liderze zawiązał pięć pieczęci i wystrzelił ogromne ilości wody z własnych ust, które zderzyły się z nagłym świdrem powietrza. Woda zaczęła spadać na sporym obszarze jak deszcz, który przez chwilę uniemożliwił większości ogarnięcie sytuacji poprzez osłabienie widoczności. W tej samej chwili z uliczek między budynkami zaczęły wychodzić bardziej zorganizowane grupy obrońców, którzy korzystali z przewagi terenu. W niektórych miejscach Yuki postawili lodowe ścianki między domami, a zza tych osłon do atakujących strzelano z łuków. Na samym czele armii również coś się działo - musiał pojawić się jakiś wymagający przeciwnik, gdyż marsz stanął w miejscu. Zangetsu zaczął natychmiast przedzierać się na samo czoło i pewnie Ayako z Seikim ruszyliby za nim, gdyby nie to, że pojawił się znów przeciwnik niebieskowłosej - ten od ptaków. Stał on na boku - między dwoma budynkami. Zawiązał jedną pieczęć i obok niego z lodu skrystalizowały się cztery wilki. Dwa natychmiast ruszyły na niebieskowłosą, która była od nich oddalona o jakieś 40 metrów, a dwa zostały przy nim - zapewne by go bronić.
Obrońcy dostali jakby drugiego oddechu i dało się to zauważyć nawet na tyle oddziału Hozukich. Meguri wraz z Takeshim trzymali się na samym końcu, lecz to nie uchroniło ich przed walką. Z jakiegoś budynku zeskoczył tuż przed nich jakichś wysoki blondyn o jasnych oczach. Zaraz za nim doskoczyła jeszcze siódemka innych obrońców, lecz Ci natychmiast ruszyli na starcie z tyłami armii. Przeciwnik amazonki i ryboludzia poprawił swoje ciemne kimono lewą ręką, a prawą obrócił włócznię, której czubek skierował wprost na dziewczynę. Znajdował się pewnie jakieś 15 metrów od nich i chociaż był sam na dwójkę, to skutecznie odgradzał im drogę na przód. Nie wykonał jednak pierwszego ruchu. Zimnym spojrzeniem obserwował swoich oponentów w oczekiwaniu na ich reakcję. Za jego plecami widać było, że reszta jego ekipy robi całkiem niezłe zamieszanie na tyłach armii Hozukich.




Gareki ciężko odetchnął, gdy został ułożony na śniegu. Teraz z bliska dało się stwierdzić, że musiał stoczyć naprawdę ciężkie walki, gdy Natsume był leczony - liczne poparzenia, kilka ran ciętych, a nawet szarpanych. W dodatku lider Sakki ciężko oddychał, jakby miał problemy z nabraniem powietrza. Mimo wszystko jego stan zdawał się być stabilny i z pewnością daleko mu było do śmierci, chociaż sił mu brakowało.
- Nie doradzę Ci nic po za oczywistymi sprawami. Dopóki lata, to raczej jest nietykalny. Jego smok miał najpierw coś chyba dwadzieścia dwa segmenty ogona, ale za każdym razem jak wypuszczał te małe bombki, to znikał jeden segment. Aktualnie jest ich osiemnaście. Nic więcej nie pokazał jak na razie, ale skutecznie zmuszał mnie, bym musiał bronić wielu miejsc na raz. Czasami zrzuca wszystkie małe bombki na raz, a czasami tylko po trochu. W zetknięciu wybuchają. - a przeciwnik dalej krążył wysoko po niebie. Nawet jak Natsume wskoczył na mur, to dzieliło go jakieś ponad pięćdziesiąt metrów do krążącego smoka. Ten nie śpieszył się - zdawał się jedynie swobodnie szybować, więc ciężko było określić jaka mogłaby być jego prawdziwa prędkość. Jeżeli to było jego maksimum, to trafienie go własnym smokiem z Hyoutonu byłoby dziecinnie proste, chociaż odległość nadal robiła swoje. Przez dłuższą chwilę się nic nie działo. Słychać było odgłosy walki w Fuyuhanie, jednak tak było cały czas.
W końcu smok stracił kolejny segment ogona. Przestał krążyć bez celu - wziął szeroki łuk i zdawał się kierować tak, by przelecieć nad samym Natsume, jednak nie zmniejszał odległości. Gareki musiał pokazać mu, że w pewnym dystansie nadal nie jest bezpieczny. Smok nagle otworzył paszczę i z jego gęby zaczęły stopniowo wysypywać się białe kulki, które z oddali były praktycznie ledwo dostrzegalne. Opadały swobodnie, więc Kenshi miał masę czasu, aby przygotować swoją technikę Fuutonu, by zadziałała najskuteczniej. Problemem było jednak to, że przeciwnik zrzucał bombki częściowo - na szerokim obszarze. Mimo wszystko Yuki wymierzył swoją technikę tak, by zgarnąć podmuchem powietrza jak najwięcej z nich. Część spadła gdzieś za młodzieńcem, wybuchając natychmiast, ale było ich niewiele. Reszta poleciała gdzieś daleko, gdzie została dopiero tam zdetonowana po uderzeniu o ziemię. Smok kolejny raz nawrócił szerokim łukiem. Nagle z jego ogona zniknęły dwa segmenty na raz. Jego paszcza czymś się wypełniła, a to po chwili z niesamowitą prędkością zostało wystrzelone w stronę Natsume. Im bliżej było, tym bardziej przypominało mniejszą i pulchniejszą wersję smoka, który przewoził pasażera. Stworzenie to kierowało się prosto na Kenshiego niczym posłany bełt z kuszy.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.







Poprowadzeni przez tajemniczego zdrajcę, zamknięci w okowach z cieni, wyprowadzeni na otwarte pole tuż przed duży, kamienny tron, na którym siedział mężczyzna potężnej postury i ze zniekształconą twarzą. Przed nim zaś stała dwójka ludzi - zwykły mężczyzna w tradycyjnym stroju samurajskim, oraz młoda kobieta o niezwykle długich, obecnie spiętych w kucyk włosach barwy węgla, i dość przeciętnym wzroście. Męska część grupy mogła jednak przyznać, że dziewczyna szczyciła się dobrą figurą. Odziana była w czarno-biały strój, przypominający coś między mnisią tuniką a sukienką, uzupełniając to przylegającymi spodniami z materiału i czarnymi sandałamu. Jej ciało pokryte było również tradycyjnym sangu - elementami pancerza w postaci lamelkowych karwaszy kote, nagolenników saidate i fartucha z pancernymi płytkami, zwanego inaczej haidate, na biodrach. Przy pasie dzierżyła prostą katanę, a przez ramię miała przewieszony kompozytowy łuk yumi.
-NES, ty skończony ośle - warknęła, wciąż stojąc plecami do wszystkich. - Dorwę cię, a wtedy nawet lord Han cię nie uratuje.[/akap]
Kiwnęła głową, a jej pomocnik - samuraj skłonił się lekko i zwrócił się w kierunku grupy, sięgając po katanę. Nie wyciągał jej jednak, a tylko obserwował obecnych. Dziewczyna zbliżyła się zaś do tronu. Siedzący na nim osobnik podniósł się do pozycji stojącej - trzeba było przyznać, był olbrzymi również pod tym względem - i spojrzał na nią podejrzliwie. Ta jednak kontynuowała marsz, a na twarzy Bestii pojawił się wyraz szoku.
-Więc mówisz, że chcesz odkupić winy swojego ojca, oryginalnego Bestii, i służyć Panu - powiedziała sarkastycznie, po czym parsknęła cicho. - A mimo to próbujesz złapać mnie w jedno ze swoich genjutsu, którym przejmowałeś umysły dziesiątek wieśniaków i zmieniałeś ich w swoich wyznawców. W życiu by mi nie przyszło do głowy, że syn zapomnianego Jeźdźca mógłby być takim idiotą.
Osiłek cofnął się, okazując przerażenie na twarzy.
-Nie... błagam! Po prostu chciałem w ten sposób zaznaczyć, że wolałbym żeby nikt się nie zbliżał! Ta bariera...
-Och, tamta bariera, którą przebiliśmy bez najmniejszego problemu? Twój ojciec specjalnie ją postawił, by upewnić się że nikt go nie odnajdzie przed Powrotem. Szkoda, że nie doczekał dzisiejszych czasów...
Nagłym ruchem dłoni wyciągnęła miecz i wykonała cięcie o potwornej szybkości, tak że wszyscy zauważyli tylko błysk światła.
Głowa Bestii potoczyła się po podłodze, a jego zwaliste ciało padło na posadzkę niczym worek ryżu.
-Twoje żałosne umiejętności odziedziczone po ojcu w niczym nie imają się oryginału!
Warknęła, odsuwając truchło zaskakująco silnym kopniakiem, po czym sama usiadła na tronie, rozpierając się na nim jak imperator, i wsparła się na podłokietniku, układając głowę na swojej zaciśniętej pięści.
Dopiero teraz można było zobaczyć szczegóły jej wyglądu.
Dziewczyna miała krótki nos, wąskie usta oraz wyraziste, czarne oczy, które obecnie zdawały się być przykryte lekką matowością. Nie było w nich ani śladu życia. Tak, jakby patrzyło się w oczy umarłego. Skóra dziewczyny była szarawa i popękana w kilku miejscach, tworząc nieliczne rany, które wyglądały na wciąż otwarte, lecz co dziwne - nie krwawiły, ba, nawet nie były zaczerwienione. Na jej szyi zaś znajdowała się szeroka szrama po ostrzu noża, na której wciąż było widać stare ślady krwi.
Shinji i stojąca w oddali Meido rozpoznali ją od razu.
Waneko... Iwaru.
Dziewczyna tylko siedziała i uśmiechała się krzywo, obserwując wszystkich. Jej towarzysz stał przed tronem, z dłonią na rękojeści miecza, tak jakby czekając kto pierwszy się przybliży.
W tym samym czasie swojego ataku spróbowała Meido, planując zaatakować mężczyznę nazwanego NESem. Tajemniczy osobnik najwidoczniej zbierał się do zanurzenia się we własnym cieniu. Wtedy wybuchła notka, ustawiona przez dziewczynę, podczas gdy ona sama zamieniła się miejscami z ciałem Kyoto. Zdrajca - choć czy w ogóle kiedykolwiek był po ich stronie? - obrócił się i spojrzał z zaciekawieniem w tamtym kierunku. Następnie zachichotał.
-Rany, rany... więc ta dziewczyna została z tyłu, co?... w sumie, nie widzę jej tutaj. A, zresztą. Jeszcze nie jest mój czas, nie?
Mężczyzna nagle wyskoczył wysoko w powietrze, lądując na suficie. Zasalutował.
-Adios, moje drogie! Do zobaczenia. Już niedługo.
Puścił się nagłym biegiem po suficie w kierunku wyjścia. Chwilę później wszyscy zostali uwolnieni spod działania techniki, lecz zanim zdążyli cokolwiek zrobić przeciwko tajemniczemu osobnikowi, udał się już w stronę wyjścia. Dogonienie go byłoby zbyt trudnym zadaniem.
Zapadła cisza. Strażnik stał z mieczem przygotowanym do walki, podobnie jak Isei. Wszyscy również postarali się ustawić w pozycji bojowej. Fuyuko, Zjawa, Tamotsu. A dziewczyna, w której niektórzy mogli rozpoznać Iwaru, tylko siedziała i obserwowała z uśmiechem. Najwidoczniej czekała, aż ktoś się odezwie.


Co do pytań do ścieżki Hoozuki, pisać do Raya.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 772
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ryūji » 9 maja 2017, o 10:59

Mimowolny pochód w końcu się zatrzymał, a cała grupa jak jeden mąż stanęła nieopodal tronu oraz trójki znajdującej się tuż przy nim. Ryuji wciąż nie mógł wykonać najmniejszego ruchu, musiał przyznać, iż technika była naprawdę potężna, a sam jej użytkownik musiał posiadać niesamowite zdolność. Chłopak nigdy wcześniej nie słyszał o technikach, w których użytkownik używa cienia, więc musiało być to pewnie kekei genkai, chociaż kto to wie, przecież tyle technik na świecie, iż nie sposób zliczyć. Sytuacja nie była najlepsza, wyglądało na to, że nikt nie potrafił wyrwać się z kontroli cienia, co pozwalało przeciwnikowi bez trudu ich wyeliminować. Drużyna jednak zeszła na chwilę na boczny plan, a scena rozgrywająca się przy tronie, przykuła uwagę wszystkich. Sabaku próbował zebrać jak najwięcej informacji, chociaż z każdą chwilą pojawiało się więcej pytań jak odpowiedzi. Z rozmowy wynikało, iż kobieta oraz samuraj, nie spodziewali się "takiej bestii", szukali jego ojca zwanego Podbojem. Podbój, Wojna już same te imiona kazały się nad tym zastanowić, jakaś organizacja, czy to jakieś pseudonimy czy faktyczne imiona? Ogromny mężczyzna chciał oddać się w służbę jakiemuś panu, prawdopodobnie pracodawcy owej dwójki i tego, który trzymał ich na "smyczy", nieco wcześniej padło imię lorda Hana, czy to ta sama osoba?
W każdym razie kobieta nie była zadowolona, iż bestia próbował na niej sztuczek genjutsu, wyjaśniło to jednak kwestię, kontroli ludzi, musiało być naprawdę silne, skoro potrafiło kontrolować takie rzesze mieszkańców wyspy. Wtedy czarnowłosa ścięła szybkim cięciem miecza głowę ich celu, cios był tak szybki, że blondyn nawet go nie zarejestrował, a jedynie jakieś załamanie światła, to zdecydowanie nie były umiejętności przeciętnego szermierza. W tym momencie coś za plecami wszystkich wybuchło, lecz Ryuji nie miał możliwości obejrzenia się za siebie, jego ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa, jednak doskonale słyszał słowa Nesa, który zachichotał i wspomniał dziewczynę, która była z nimi, by zaraz po tym pożegnać się i pognać w swoją stronę. Zniknięcie użytkownika cieni, zniwelowało technikę, zwracając władcy piasku kontrolę nad swoim ciałem tak samo jak i reszcie grupy. Władca piasku, nie był zadowolony ze zniknięcia zdrajcy, chciał odpłacić mu za śmierć jego rodaka, lecz szanse na dogonienie go były naprawdę nikłe, a poza tym nie był tu na własną rękę, wykonywał misję i ona była priorytetem, miał o nim dość sporo informacji, a jeszcze więcej mogą udzielić osoby znajdujące się przed nimi. Kobieta i samuraj, którzy zabili ich cel spokojnie czekali na ruch grupy. Większość zebranych przyjęła bojową postawę, również i Ryuji. Chłopak zrobił krok w tył i uważnie obserwował dwójkę przy tronie, chłopak wciąż miał w głowie, śmierć Kyoto, który nie miał, żadnej możliwości obrony, lecz pozwoliło mu to wpaść na pewien pomysł. Gurda w kształcie trumny, wciąż powinna leżeć przy ciele Sabaku, dodatkowe ilości piasku na pewno ułatwią potencjalną potyczkę, lecz póki co blondyn postanowił się wstrzymać z jakimkolwiek ruchem. Kobieta pokazała już swoje nieprzeciętne umiejętności, a władca piasku nie chciał działa na własną rękę bez żadnych rozkazów, zamierzał spokojnie czekać na rozwój sytuacji. Gotów jednak był do natychmiastowej obrony, w razie ataku zamierzał zasłaniać się ścianami czy tarczami z piasku, lub wykonywać odskoki czy uniki. Zadanie znacznie się skomplikowało i teraz od dowódców zależy jak potoczy się dalej, czy ci którzy wyeliminowali bestie, również okażą się wrogami? W końcu ich sojusznik zabił bezdusznie jednego z członków grupy, a może jego śmierć pójdzie na marne ze względu na wyższe cele? Taka śmierć dla shinobi to żadna nowość. Cała sytuacja wyglądała jednak na coś więcej, a Sabaku nie miał najmniejszego pojęcia o co. Pojawienie się trzeciej strony, wspomnienie o tajemniczych kartkach z pamiętnika i o jakimś Hanie, postawiało naprawdę dużo pytań. Ryuji wiedział już, że jeżeli uda wyjść mu się z tego cało nie będzie mógł tak tego zostawić, chciał dowiedzieć się o co tutaj chodzi skoro już wplątał się w tak tajemniczą sprawę.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 15
WYTRZYMAŁOŚĆ 45
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 20
PSYCHIKA 14
KONSEKWENCJA 1

Kontrola Chakry: B
Chakra 75%
Ryūji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Takeshi » 9 maja 2017, o 12:21

Amazonka? to słowo przemknęło mu przez jedno ucho, wyszło drugiem, znowu wróciło, żeby poruszyć te szare komórki jakoś do działania, ale najwidoczniej w świecie ta nazwa mu nic nie mówiła. Zupełnie jakby ktoś się nazwał Kolumbem i mówił o nowym lądzie - tyle to miało sensu dla niego. Czy to było coś lepszego niż żołnierz? W tym świecie pełnym dziwactw niczego nie mógł być pewien, a tym bardziej jak nie miał bladego pojęcia o czym ona mówiła. Może to coś z tych tak zwanych wyższych sfer - przemknęło przez jego głowę, bo jako wychowany w czymś co przypominało slumsy nie za wiele można było rzec o poziomie jego wiedzy o świecie. Wyrwała go z tego zastania wspomniana szubienica. Och tak, rozrywka dla ludu, agonia na własnych oczach - czego można było chcieć więcej prócz pokazania jak kończą ci, co zadrą z niewłaściwą stroną? Nikt jednak nigdy nie wiedział która strona była właśnie tą odpowiednią... prócz tego, że ta która wygrywa.
-Nie, jeżeli jesteś wodą - cmoknął, wysłał jej buziaczka po tych słowach uśmiechając się szyderczo. Był jednym z tych, dla których szubienica była tylko zabawką, bo zawsze mógł zamienić się w kawałek kałuży i zniknąć z oczu pospólstwa. Spodobała mu się jej odpowiedź, albo raczej komentarz odnośnie zabijania. Trafiła w sedno - to znaczy. Albo raczej połowicznie. Nie zabijał dla haseł, tylko dla mniejszego lub większego przeżycia, które gwarantowało właśnie eliminowanie tych, którzy napatoczyli się z siekierami w ręku, lub czymś jeszcze nieprzyjemnym dla skóry. Wystawił jej tylko jęzor i z uśmiechem na twarzy nie ciągnął dalej tematu. Przyznał jej punkt, który zapisałby na swojej karteczce z wynikami pojedynków, ale był trochę zajęty. Dobiegli w końcu do oddziałów. Nie żeby to było coś dziwnego, ale w trakcie tego biegu nucił sobie pod nosem piosenki dziwnym trafem przypominające morskie szanty, które dziewczyna mogła znać albo i nie. Zastanawiały go jednak jej słowa odnośnie tych znajdujących się w lesie. To nie byli sojusznicy? Szczerze powiedziawszy to nie zwrócił na nich uwagi, uznał że skoro są na tyłach, to raczej przeciwnicy zostali wyrżnięci w pień, a nie zostali by jeszcze się poprzyglądać jak ich bracia i siostry są mordowani jeden po drugim.
-Ja? Ja chce tylko zobaczyć jak świat płonie. A jeżeli to nie byli nasi to cóż... z otwartymi rękoma nas nie przyjmą, więc wypadałoby powiedzieć o tym tym wyżej, hm? - rzucił do niej krótko i cicho, podobnie jak ona do niego. Jeżeli mieli mieć problemy to właśnie teraz, bo znajdowali się w trochę kiepskim położeniu. Nim mógł wymyślić jakikolwiek sposób, by znaleźć się w trochę bardziej dogodnej pozycji niż obecnie jego oczom okazał się oddział... przeciwników niestety. Blondasek z mieczem najwyraźniej szykował się na pojedynek z nim i dziewczynom. No i w pizdu i wylądował. Takeshi miał na względzie, że cały czas dziewczyna uciekała, a nie walczyła. Czy mogli jakoś się wykręcić z tej walki w inny sposób niż walka z tym gościem. Spojrzał na Amazonkę, to na wroga, jego miecz celujący akurat w nią teoretycznie mówił że... on był wolny! Nie był jednak naiwny, ale w pełni sił też się za bardzo nie czuł. Wolał nie ryzykować takiego obrotu spraw, gdy jednak miecznik będzie chciał się za nich zabrać. Uniósł więc rękę ku górze i:
-W końcu, ile można na was czekać! Myślałem że nikt nas nie uratuje - powiedział do ich oponenta jakby gdyby nigdy nic. Nie było żadnych znaków świadczących o tym, że przynależą do Hoozukich prócz tego, że byli razem z ich oddziałami. Jedna mała kobitka i jeden niepełnosprytny rybiak. Na wszelki wypadek woli zgromadzić trochę chakry w ustach i o ile będzie taka potrzeba to strzela pociskiem w szermierza, jeżeli ten zechce się do nich zbliżyć z zamiarami niekoniecznie przyjaznymi.

Statystyki
Spoiler: pokaż
SIŁA 5
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 45
PERCEPCJA 25
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1
KC B

Chakra 60% (chakra przed użyciem technik, odliczam jak zostanie coś użyte)

Techniki
Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Suidan no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
40 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Wymaga znajomości Mizurappa

Opis Technika jest swego rodzaju wzmocnieniem Suiton: Mizurappa. Poprzez przesłanie chakry Suitonu do płuc, użytkownik wytwarza ogromną ilość wody, która następnie zostaje wystrzelona pod ogromnym ciśnieniem w kierunku oponenta. Czym się więc różni od pierwowzoru? Tym, że pocisk jest znacznie mocniejszy i zadaje większe obrażenia. Niby niewiele, lecz w walce technika ta może się okazać bardzo silna... tym bardziej, że z jej pomocą wytwarzamy też więcej wody, której można użyć do innych technik.
Takeshi
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Shinji » 10 maja 2017, o 00:13

Sytuacja nie przedstawiała się szczególnie ciekawie dla rzeszy osób pochwyconych w technikę cienia, która to uniemożliwiała jakiekolwiek ruchy. Nawet te najmniejsze. Owszem można było próbować, ale na nic się to nie zdawało dlatego w przeciwieństwie do większości nie podejmował takowych działań. Trafnie mierzył siły do zamiarów i jeśli ktoś byłby w stanie wydostać się z pętającej techniki to zdecydowanie nie byłby to on. W oddziale znajdowała się masa innych osób o znacznie lepszych uwarunkowaniach fizycznych oraz doświadczeniu. To na nich polegał. Zamiast tego skupił się na sytuacji rozgrywającej w okolicach dziwacznego tronu. Co prawda nie był w stanie wszystkiego zaobserwować jednak uszy były zdecydowanie czym innym. Wszystko świetnie słyszał i wyglądało na to, że pewna osoba borykała się z problemami. Padło także hasło "genjutsu". Może mylił się co do bariery, ale przed wkroczeniem tutaj trafnie ocenił co się może zadziać. Wyglądało na to, że osoba zwana "Bestią" stosowała iluzję do tworzenia rzeszy wiernych wyznawców. Co było zastanawiające wszystko wskazywało na to, że był jeszcze ktoś przed nią o znacznie potężniejszych umiejętnościach. Skoro jednak mówili o jakimś odkupywaniu win oryginalna bestia popadła w niełaski i zapewne gryzła piach. Potem stało się coś nieoczekiwanego. Syn "Bestii" będący także "Bestią" - nieco to skomplikowane - został wyeliminowany jednym prostym ciosem, którego nie dało się zauważyć. Bynajmniej nie z powodu złego ustawienia. Po prostu był nieziemsko szybki. Głowa potoczyła się po ziemi niczym napakowany worek kartofli. Czy się cieszył? Trudno powiedzieć. To po co tu przybyli zostało wyeliminowane. Z drugiej strony wszystko wskazywało na to, że czeka ich starcie z znacznie potężniejszym oponentem.
Nastąpił szok. Był w stanie w pełni dojrzeć z kim mają do czynienia i widok nie był zdecydowanie przyjemny. Pieprzona Iwaru zabijająca bestię. Ale przecież ona nie żyła! To nie było możliwe. Sam jej poderżnął gardło skrócając proces śmierci do minimum tak by niepotrzebnie nie cierpiała. Niczym grom z jasnego nieba powrócił do niego ten dzień z którym zdążył się pogodzić w pełni świadomości. Miał nadzieję, że będzie to jedynie przeszłość, którą zostawi za sobą. Tak się nie stało. Siedziała na pieprzonym tronie patrząc tak na nich jakby oczekując, że ktoś pierwszy coś powie. Szok, który w niego uderzył został na chwilę przerwany wybuchem z tyłu. Większość osób zwróciła na niego uwagę jednak nie on. Znajdował się już w zupełnie innym świecie. Przed jego oczami pojawił się moment w którym przebija gardło i patrzy na Iwaru, która zalewana krwią próbuje desperacko nabrać oddechu jednak napływająca do ust krew jej to uniemożliwia zalewając następnie całe płuca. Nieprzyjemny widok zwłaszcza, że była bliską mu osobą. Całkowicie zagłuszył on słowa Nesa, który następnie się oddalił. Z transu wybudziło go dopiero uczucie, że nie ma już cienia, który to trzymał go nieruchomo. Lekko się zachwiał rozglądając na boki. Ludzie przyjęli postawę bojową, ale czy on potrafił drugi raz podnieść broń na bliską mu osobę? Nie przypominała w niczym kogoś żywego. Blada skóra z ranami, ale jednak się poruszała i charakteryzowała niezwykłą siłą. Czy to na pewno była ona? W obliczu wszechobecnego milczenia jako pierwszy zdołał wydusić z siebie jakieś słowa.
- Iwaru?! Kurwa jakim cudem?!
Mimo, że dla niego słowa te były niczym szept tak naprawdę wykrzyczał je na całą gębę. Zrobił także krok do przodu. Nawet mały sprawiał mu ogromne trudności. Świat zmarłych mieszał się z tym żywych. A może nie zginęła? A może kruki go oszukały poddając próbie? Trudno to wszystko ocenić. Jeśli była naprawdę tak silna dlaczego się z tym kryła? Nie potrafił jednak wydobyć z siebie żadnego dodatkowego słowa. Po prostu musiał wiedzieć co tu się odwala. Wszystko do teraz układało się logiczną całość. Do tego właśnie momentu. Logiczna układanka rozsypała się niczym domek z kart. Sam już nie wiedział co z sobą począć. Nie wyciągnął także żadnej broni. Po prostu tak stał bez żadnej postawy bojowej wyraźnie wybijając się z tłumu. On, który ośmielił się zwrócić uwagę Meido by nie zajmowała się martwymi pękł stojąc tak i nie wiedząc co z sobą począć. Próbował w jakikolwiek sposób to wyjaśnić jednak nic nie przychodziło mu do głowy. Istniały na świecie rzeczy wykraczające poza jego pojmowanie. Może tak bogini Amaterasu postanowiła go poddać próbie? Zabawa losem zwykłego śmiertelnika, który w imię "doskonalenia" się bez żadnej refleksji dla powodzenia operacji ot tak podszedł i odebrał życie niewinnej osoby? Do głowy przychodziły mu coraz bzdurniejsze rzeczy. On, który wierzył w istnienie bogów i lubił się uważać za ich ulubieńca, a zarazem totalnie ich zlewający. On niepoświęcający nawet odrobiny uwagi dla modlitwie. Chociaż kilku sekund każdego dnia. Najzwyczajniej w świecie przeżywał teraz kryzys światopoglądowy. Jeśli wyjdzie stąd żywy z pewnością uda się chociaż trochę zgłębić wiedzę religijną. Była to jedyna racjonalna rzecz, która przyszła mu teraz do głowy. Miała się do tego wszystkiego jak piernik do wiatraka jednak nie myślał w pełni racjonalnie.


Chakra i techniki:
Spoiler: pokaż
Chakra
39,5%

Karta postaci:
Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Sharingan: San Tomoe
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI:
  • Kenjutsu Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona -
  • Nabyta -
PAKT: -
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    Siła: 11
    Wytrzymałość: 25
    Szybkość: 41
    Percepcja: 41 (101)
    Psychika: 1
    Konsekwencja: 11
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 128
MNOŻNIKI STAŁE:
  • Wytrzymałość +2% do chakry
MNOŻNIKI CZASOWE:
  • Sharingan: San Tomoe +60 do percepcji
KONTROLA CHAKRY: Ranga B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100% + 2% = 102%
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
  • Ninjutsu - Ranga E
  • Klanowe - Ranga B
  • Katon - Ranga B
  • Kenjutsu - Ranga C



TECHNIKI


Ninjutsu:
  • Ranga E:
    • Bunshin no Jutsu - 3%
    • Henge no Jutsu - 3%
    • Kai - Brak
    • Kawarimi no Jutsu - 3%
    • Kinobori no Waza - Minimalny, nieodczuwalny
    • Suimen Hokō no Waza - Minimalny, nieodczuwalny
    • Nawanuke no Jutsu - 3%

Kenjutsu:
  • Ranga D:
    • Fūma Ninken - Brak (+10 do siły)
    • Chanbara - Pasywna

Katon:



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE :
  • Katana w pochwie na broń przypięta do pasa
  • Torba na broń I z tyłu, przypięta do pasa z lewej strony pleców
  • Torba na broń II z tyłu, przypięta do pasa z prawej strony pleców
  • Kabura na broń, przyczepiona do prawego uda
PRZEDMIOTY SCHOWANE:
Kabura na broń:
  • 1x kunai
Torba na broń I [35,5/40]
  • 12x kunai z wybuchową notką [2]
  • 10x Shuriken [1]
  • 2x bojowa pigułka żywnościowa [0,5]
  • 1x pigułka ze skrzepniętą krwią [0,5]
Torba na broń II [40/40]
  • 20x kunai z wybuchową notką [2]
Kieszeń:
  • Mapa portu Ryuzaki no Taki
  • 2 specjalne monety (do kontaktu z Krukami)
Shinji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Isei » 10 maja 2017, o 00:31

Schwytany w cień Isei mógł jedynie obserwować i przysłuchiwać się wszystkiemu co działo się wokół niego. A trzeba przyznać - działo się, chociaż nie rozumiał dokładnie co znaczą te słowa i czyny. Oczywiście nie chodziło tutaj o tak oczywiste sprawy jak znaczenie ścięcia głowy, a następstwa jakie ten ruch za sobą prowadził. Po za śmiercią - dla jasności. Mowa była o wielu tematach, o których chłopak zwyczajnie nie miał pojęcia. Zabicie Bestii mogło wiązać się z jakimiś efektami - w końcu miał służyć nijakiemu "Panu". Zgon podwładnego mógł rozwścieczyć władcę tylko czy ten gniew zagrażał im, czy dziewczynie? Ciężko było określić, gdy nie miało się praktycznie żadnych informacji na tematy, o których była mowa.
Samuraj był nieco zaskoczony całą tą sytuacją. Cel całej grupy obawiał się czarnowłosej. Kim była? Ciężko określić, ale raczej również należała do podwładnych wspomnianego "Pana". Musiała być kimś silniejszym lub na wyższym stopniu. Oczom młodzieńca nie umknął również fakt, że nosiła na sobie części tradycyjnej zbroi, jaką nosili wojownicy z Lazurowych Wybrzeży. Nie było to wyposażenie unikalne dla nich, ale pochodzące z tych terenów i raczej nieużywane przez ninja lub ludzi na kontynencie. Katana akurat była dosyć powszechnym orężem wśród wszystkich, jednak samo posługiwanie się nią to już zupełnie inna sprawa. Błyskawiczne cięcie, którym dziewczyna ścięła łeb Bestii było specjalnością samurajów. Wykonane prosto z sayi, mierzące w szyję i zaskakujące swą nieludzką prędkością, a także precyzją. Bez wątpienia posługiwała się sztuką władania Battodo albo tylko jej elementami. Czy była samurajem? Z charakteru z pewnością nie, jednak z umiejętności... bardzo możliwe. Bez wątpienia jej strażnik posiadał umiejętności z Lazurowych Wybrzeży - było to widoczne na pierwszy rzut oka z samego przygotowania do walki. Był gotów do techniki Iaidō albo Shōten, więc zbliżenie się do niego bez odpowiedniego planu mogło być samobójstwem.
Dziwną rzeczą był sam wygląd dziewczyny. Sylwetkę miała zgrabną, włosy naturalnie ciemne, usta wyraziste, jednak reszta sugerowała, że może być chora. Isei nie zakładał, że mogłoby istnieć coś takiego, jak żywy trup. Szara, popękana skóra, oczy zakryte jakby bielmem i ten brak życia w spojrzeniu - młodzieniec uznał, że z całą pewnością trawi ją jakieś schorzenie.
I wtedy nastał wybuch. Zamiast ciała chłopaka z trumną pojawiła się tamta dziewczyna, która opłakiwała Rina. O co chodziło? Co próbowała zrobić? Zaatakować tego, który zabił ciemnoskórego, a do którego zwracano się "NES"? Cokolwiek chciała, to nie wyszło i mężczyzna zbiegł. Jego ucieczka była też momentem, w którym wreszcie samuraj odzyskał możliwość kontrolowania własnego ciała - podobnie jak reszta. Każdy przygotował się natychmiast do walki, bo niewątpliwie nadchodziła, chociaż czy była konieczna? Ich zadaniem było zinfiltrować bazę Bestii. Wykonali je, a sam przywódca wrogów padł, mimo że nie z ich ręki. Racjonalnie rzecz ujmując, to nie mieli powodów, aby tutaj zostawać i sprzeciwiać się nieznajomej oraz jej strażnikowi. Inaczej było jednak, jeżeli brali pod uwagę uczucia oraz zagrożenie ze strony nowych oponentów. Było niemalże pewnym, że wybicie oddziałów Bestii i Rina, to sprawka tej czarnowłosej, zatem czy przystawało im się wycofać? Polegli tutaj ich sojusznicy, którzy walczyli w dobrej sprawie, a niewątpliwie spotkana dwójka nie miała na celu im ot tak pomóc i również pewnie należeli do "sił zła". Zwyczajnie nie pasował im Bestia, więc go wyeliminowali, jednak to nie czyniło z nich przyjaciół. Szczególnie pod osłoną faktu wymordowania obcego, niewinnego oddziału. Należało wymierzyć im sprawiedliwość, zapobiec dalszemu rozrostowi cierpienia, które mogło nadejść.
- Chciałbym o coś zapytać. Czy to z Waszej ręki zginął nasz sojuszniczy oddział oraz ludzie samego Bestii? - postanowił sprawę postawić jasno, aby nie było wątpliwości. Jeżeli oni zabili tylko przywódcę, to najrozsądniej byłoby wycofać się. Siła nieznajomej przekraczała zapewne ich możliwości, chociaż mieli przewagę liczebną i Zjawę oraz Tamotsu, którzy raczej wyróżniali się pod względem umiejętności. Isei jednak nigdy nie widział w prawdziwej akcji samuraja, który im towarzyszył lub mężczyzny, który nimi dowodził - zakładał tylko, że są piekielnie silni, a szczególnie pierwszy z wymienionych.
- Na rozkaz. - mruknął do Tamotsu, by ten wiedział, że młodzieniec gotowy jest do jakiejkolwiek akcji. Wiadomym było, że nie poradzi sobie z nieznajomą - przepaść zdolności była zbyt gigantyczna, by nawet mógł ją zająć przez chwilę, ale ten strażnik... on wydawał się osiągalnym celem. Isei skłamałby, gdyby powiedział, że nie chciał z nim się zmierzyć. Odkąd "stał się" samurajem, to nigdy nie walczył na śmierć i życie z kimś jego rodzaju. Taki pojedynek byłby niesamowicie interesujący oraz rozwijający. Szkarłatnooki mógłby wtedy prawdziwie przetestować swoje umiejętności w stylu Battodo oraz samej walce. Tylko czy to było rozsądne? Nie chciał rzucać się kupą na mężczyznę, który zdawał się być człowiekiem honoru, chociaż służącym w niekoniecznie słusznej sprawie. Gdyby to tylko byłoby możliwe, to pragnął z nim zawalczyć jeden na jednego w równym pojedynku. Wiedział, że strażnik nie mógł być słabszy od niego, gdyż wtedy czarnowłosa nie trzymałaby go u swego boku - musiał być potężny, ale pokonanie właśnie takiego oponenta pozwoliłoby Iseiowi wejść na zupełnie nowy poziom, a także jednocześnie udowodniłby Zjawie, że Ichika jest doskonałym senseiem.
Tak więc samuraj gotowy był na różne akcje, chociaż w tym momencie zakładał tylko awaryjną obronę, gdyby przeciwnicy postanowili nagle się rzucić na nich. Uniki, odskoki albo nawet bloki - wszystko w ten sam sposób, co zawsze. Nie miał jeszcze dokładniejszego planu ataku, gdyż nie wiedział nawet czy to ich rzeczywiści przeciwnicy i czy Tamotsu zarządzi atak. Nie zamierzał sprzeciwiać się rozkazom, chociaż nie w smak byłoby mu zostawiać za plecami ludzi, którzy wymordowali ich oddział pełen osób, które próbowały zatrzymać zło.


Spoiler: pokaż
Wyjaśnienia:
1. Isei w razie czego jest przygotowany, aby przyśpieszając cięcie z pomocą Iaido odbić/zablokować jakiś atak wycelowany w niego lub sojuszników.
2. Jeżeli dałoby się go uniknąć, to oczywiście unikałby, a nie trudził się z blokiem.
3. Jak zwykle przy bloku korzysta z Kuchigotae, a przy rzutkach z Shobatsu.

Techniki:


Nazwa
Iaidō

Pieczęci
Brak

Zasięg
Zależy od długości ostrza

Koszt
Brak

Dodatkowe Wysoka szybkość (ok. 80), posiadanie obu rąk, na czas używania techniki otrzymujemy +15 do szybkości

Opis Technika stanowiąca "podstyl" walki w obrębie Battodo. Jest to umiejętność zadania błyskawicznego ataku z miecza znajdującego się w saya - cięcie może być zarówno horyzontalne, jaki i pionowe, skośne czy też w ogóle nie być cięciem lecz uderzeniem rękojeści, a nawet wykonanie bloku - wszystko to zależy od sytuacji oraz wyszkolenia wojownika.
Praktyk Iaido stawia na rozwiązanie walki w jednym, celnym uderzeniu, które dzięki zastosowaniu tzw. saya-biki (cofnięcia saya), zyskuje ogromną prędkość.
Warunki:
- Cięcia są zadawane z szybkością użytkownika zwiększoną o 15
- By ponownie użyć techniki Iaido należy schować miecz.



Nazwa
Hikage no Dan: Kuchigotae

Dziedzina
Kenjutsu - styl Battodo

Ranga
C

Pieczęci
Brak

Zasięg
Broń

Koszt
Brak

Dodatkowe
Na czas użycia +30 percepcji.

Opis Banalna technika, która jakimś cudem nie została poważniej opracowana przez samurajów dotychczas. Technika ta polega na niczym innym jak odpowiednim "blokowaniu" ataków bronią białą. Cała sztuczka polega na tym, że zamiast całkowicie zatrzymywać uderzenie, to pochylamy naszą broń na jedną ze stron. W ten sposób wykorzystujemy siłę ataku przeciwnika, aby jego oręż zsunął się po naszym i, przy odrobinie szczęścia, uderzył w ziemię. To sprawia, że przeciwnik jest otwarty na atak. Technika ta pozwala również zablokować uderzenia, które normalnie mogłyby nam przysporzyć kłopotów. Jakim cudem? Zamiast stawiać opór sile, to my ją przekierowujemy na bok, a nawet nie my, lecz sam atakujący. Poprawne wykonanie techniki skutkuje tym, że nasz oponent jest zupełnie odsłonięty i możemy go wykończyć krótkim cięciem z samego nadgarstka. Oczywiście o ile wycelujemy w odpowiednie miejsce.
Jeżeli przeciwnik włada bronią, która nie posiada tsuby/jelca/innego elementu blokującego zsunięcie się ostrza, to można wykorzystać tę technikę w taki sposób, że od razu jest ofensywna. Zsuwamy ostrze przeciwnika po naszym, a jednocześnie zbliżamy się lub przesuwamy własną broń wzdłuż broni przeciwnika. To sprawi, że nasze ostrze zsunie się z ostrza oponenta i wyląduje na rękojeści przeciwnika. Skutek? W najlżejszym przypadku pozbawienie palców.

Link do tematu postaci >KLIK<



Nazwa
Hikage no Dan: Shobatsu

Dziedzina
Kenjutsu - styl Battodo

Ranga
C

Pieczęci
Brak

Zasięg
Broń

Koszt
Brak

Dodatkowe Wymaga rozpoczęcia z Iaido oraz minimum 50 percepcji. Na czas użycia +30 percepcji.

Opis Technika wydawałoby się trudna do wykonania, lecz dla wprawnego samuraja nie jest niezwykłym wyczynem. Polega ona na specjalnym skontrowaniu shurikenów lub kunaiów albo innej broni, która posiada w swojej budowie otwór umożliwiający wsunięcie samego czubka ostrza katany. Oczywiście broń kontrowana nie może być zbyt duża. Jak wygląda ta technika? Otóż użytkownik musi skupić się zbliżających się w jego stronę przedmiotach (stąd wymaganie percepcji), następnie korzystając z początkowej prędkości i precyzji techniki Iaido (która wymaga minimum 80 szybkości) wykonuje odpowiednie cięcie, w którym zbija rzucone przedmioty i zahacza je o sam czubek ostrza, by płynnym ruchem zrzucić je na ziemie wbijając naprzeciw swojej prawej stopy - równo jedna przed drugą. Nie musi zbić od razu wszystkich, lecz odstęp czasu nie może przekraczać dwóch sekund, a jednorazowa ilość maksymalna to cztery kunaie/shurikeny/inna broń miotana. Tutaj pierwszy etap techniki kończy się i kiedy nastąpi drugi zależy od samego użytkownika, lecz najczęściej, by wykorzystać zaskoczenie jest to natychmiast po wykonaniu pierwszego. Drugi etap polega na wykonaniu cięcia od dołu, po samej ziemi, w górę. Cięcie to zahacza czubkiem wszystkie ściągnięte na ziemie kunaie/shurikeny/coś innego i podnosi je do góry, by ostrze skierowało je w stronę (najczęściej) tego, kto wyrzucił je. Użytkownik wtedy może cofnąć nieco katanę, by wykonać wyrzut szybciej. W skrócie - ściągamy za pomocą ostrza wyrzuconą w nas broń miotaną, którą możemy zahaczyć o katanę, a ona wbija się naprzeciw naszej stopy, by później wykonać cięcie od dołu do góry i posłać broń z powrotem do atakującego.
Oczywiście jeżeli szybkość rzutek znacznie przekracza naszą szybkość lub zostaną wyrzucone z niewielkiej odległości, to technika może się nie powieść. Jako szybkość rzutek zakłada się, że jest ona równa sile napastnika wyrzucającego je, lecz do samej akcji zalicza się również wyciągnięcie rzutek, wzięcie zamachu i wyrzut, który liczony jest z szybkości wyrzucającego. Jeżeli napastnik ma niską szybkość, to szermierz ma więcej czasu na przygotowanie się do techniki, co ułatwia poprawne wykonanie.

Link do tematu postaci >KLIK<


Statystyki i ekwipunek:

ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 22
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 68 | 81
    PERCEPCJA 50
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
MNOŻNIKI: Szkoła Taka (+20% Szybkość)
Suma atrybutów fizycznych: 203 PA

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPO:
    NINJUTSU E
    RAITON D
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D)
    • Battodo - A
    • ---
    • ---


EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Katana - Mugen 無限 (przy lewym boku)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):Zestaw do czyszczenia ostrzy w drewnianym pudełeczku - Zawiera mosiężny młoteczek, flakonik goździkowego olejku, kulkę proszku polerskiego i bawełnianą tkaninę (schowane w kieszeni).
Isei
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Maji Meguri » 10 maja 2017, o 01:42

Jak prędko okazało się, wszelkie przypuszczenia Amazonki - jakoby gatunek męski, mógł posiadać więcej oleju w głowie i działać w sposób skrupulatnie zaplanowany; runęły w gruzach. Właściwie to powróciły do normalnego stanu rzeczy. Pirat z którym miała wątpliwą przyjemność zbratać się, zwyczaje w świecie nie zorientował się, że wrogowie na tyłach to jego przeciwnicy. Oczy zmrużone gniewnie, wierciły się w mężczyznę jakby chciały go zabić. Spojrzenie było bardzo wymowne, więc Amazonka nie zamierzała nawet wypowiadać się na ten temat. Odwróciła się w stronę szeregów na tyle i coraz bardziej zbliżała. Skoro to nie są jego towarzysze, a on sam nie jest zdrajcą - to należało przekazać wesołą nowinę reszcie. Nie zamierzała narażać swojego życia, a może gdy ktoś usłyszy o nadciągającej, zorganizowanej grupie z lasu, to może pokusi się na wystawienie jakieś pokaźnej siły im naprzeciw.
Kobieta zbliżyła się już niemal na tyle, że mogła bez problemu krzyknąć do udziałów i zostać wysłuchaną, lecz nie było jej to dane. Poukrywani obrońcy postanowili zaatakować w szaleńczym akcie. Desperacja - tak nazwałaby to Meguri stojąc gdzieś w bezpiecznym miejscu, obserwując. Tak marne siły nie miały żadnego przełożenia na całą armię, tracili tylko jednostki, które mogliby złączyć z nadciągającą grupą. Jeśli chodzi o zatrzymanie, czy spowolnienie to również nie było realne, ponieważ w takiej przeważającej liczebności walka nie będzie trwała długo. Kobity nie było jednak w bezpiecznym miejscu, a w samym środku potyczki. Jak bardzo zmienia się zdanie, zależnie od perspektywy. Jasne oczy obrońcy biło pewnym siebie blaskiem. Nie podobało się to Meguri, ani trochę. Miał również czelność wycelować włócznią w nią samą, a to spotkało się z niskim warkotem, który wydostał się zza zaciśniętych gniewnie zębów. Pieprzony akt desperacji. Nie zamierzała umrzeć przez pieprzony akt desperacji, na pieprzonej - nie istotnej - wojnie. W ogóle, nie zamierzała umierać, a przynajmniej nie zbyt szybko.
Amazonka lekko schowana za pokaźnym ciałem mężczyzny, położyła mu swoją drobną dłoń między łopatkami. Przez palce przepłynęła chakra, wpadając do wnętrza Pirata i zaburzając jego obieg. Jedno było pewne, wolała aby to on walczył, a tego również nie można było zostawić przypadkowi. Wskazujący włócznią przeciwnik mógł owym, mocno zauważalnym ruchem użyć techniki genjutsu. Stąd również jego chwilowe czekanie, aż jego technika zacznie działać. Oczywiście, wcale nie musiała być to prawda, lecz Meguri wolała upewnić się, że jej czempion nie będzie walczył z blondynem i iluzją w jednym czasie. Wtedy z ust Pirata padły słowa, które lekko wybiły z tropu kobietę. A może faktycznie był zdrajcą, lecz nie powiedział jej tego, bo wcale nie zamierzał pozostawiać ją przy życiu? Nie, na pewno nie. Użył liczby mnogiej, a więc i o Amazonce była mowa. Przed chwilą zaś zanegował podobny czyn, a może nie? Nie dbała o to, czuła, że to skończy się walką. Druga wolna dłoń również nie zamierzała pozostawić całej sprawy zbiorem losowych wydarzeń. Bezpiecznie ukryta pod płaszczem zanurkowała do torby, gdzie koniuszki palców zetknęły się z porcją Makibishi. Zmrużyła oczy niczym dzika kocica i uniosła podbródek, próbując tym samym okazać swą wyższość.
Porcja makibishi czeka na ewentualnie skorzystanie, aby zatrzymać wroga tam gdzie jest. Jeśli nagle zaatakowałby,
to Meguri rzuca ją miedzy wroga a samą sobą i Piratem. Drugą rzeczą jaką robi to posyła cztery shurikeny ze swoich kabur,
celując w każdą inną kończynę - tak aby ciężko było przed tym się uchronić. W razie potrzeby odskakuje od zagrożenia,
a gdyby to nie było możliwe, to osłania się za ciałem swojego towarzysza. Jest duży i silny, poradzi sobie.


Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 1
    WYTRZYMAŁOŚĆ 1
    SZYBKOŚĆ 1
    PERCEPCJA 65
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

Użyty Ekwipunek do tej pory:
    - 2x bombka świetlna


W skrócie: W pół ukrywam się za Takeshim, przykładam dłoń do jego pleców i przesyłam mu chakre, żeby ewentualnie wyciągnąć go z genjutsu. Drugą dłonią sięgam po makibishi i używam je awaryjnie, gdyby nas zaatakowano. Po czym używam shurikenów - to również gdyby nas zaatakowano.


Ale by było gdybym dobrze strzeliła z tym genjutsu o;
Obrazek
Maji Meguri
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Meido » 10 maja 2017, o 08:48

To było istne szaleństwo i igranie ze śmiercią, a wręcz samobójstwo. Samotny atak na czterech potencjalnych przeciwników, z których każdy mógł być dziesiątki razy silniejszy niż ja i dla jednego nie stanowiłabym żadnego zagrożenia,
a co dopiero dla czterech. Mogli mnie bardzo łatwo wyeliminować. Liczyłam się z tym, podejmując taką a nie inną decyzję.
A decyzja została podjęta, więc trzeba było tylko wdrożyć ją w życie. Nie zwróciłam uwagi na postacie znajdujące się przy tronie,
chociaż niewątpliwie byłabym w stanie rozpoznać jedną z nich i być może podświadomie ją rozpoznałam. Byłam po prostu zaabsorbowana tym co chciałam zrobić. Wzrok skupiony na ciele Kyoto, z którym chciałam się podmienić. Kontem oka obserwowałam też cel mojego "skrytobójczego" ataku - niejakiego Nesa. Nic innego dla mnie nie istniało. Nie w tej chwili. Coś mnie ominęło? Ano sporo ... cała akcja rozgrywana przed tronem, na którym siedział udawany Bestia. Jego dekapitacja i przejęcie tronu przez nową Imperatorkę. A ja tymczasem wykonałam swój plan. Pojawiłam się na miejscu Kyoto i ... w sumie nie wiedziałam co robić. Plan zakładał atak w plecy wroga, gdy ten będzie sprawdzał miejsce wybuchu. Nie przewidziałam natomiast tego, że koleś po prostu ... wskoczy na sufit. Chociaż przewrotny los podjął tą decyzję za mnie. Koleś bowiem już gdzieś uciekał,
a ja nie byłam w stanie go trafić. Nawet tego nie próbowałam. Ba! Nie miałam nawet szansy spróbować. Leżałam bowiem na
ziemi, imitując Kyoto. Leżałam dokładnie tak jak uprzednio leżało jego ciało. Chciałam, by Nes mnie minął i bez żadnych podejrzeń udał się tak, gdzie wywołałam eksplozję. Usłyszałam tylko głos i nawet nie zdążyłam wstać, a kolesia już nie było.
Co więc miałam atakować? Cel zniknął, a drużyna była wolna. Co prawda wątpliwe, że to była moja zasługa. Ktoś taki nie mógłby się mnie przecież przestraszyć. No, ale cel został osiągnięty. Mogłam się rozejrzeć. Zwróciłam wzrok w kierunku tronu, anulując swoje Henge (do tej pory byłam Kyotem, hehe) i wracając do swojej postaci. Pierwsze co zobaczyłam to bezgłowe ciało leżące gdzieś z boku. Było przerażająco duże. Jego posiadacz pewnie miał dużego ptaszka ... a ja małą dziuplę, ale moje fantazje to już inna bajka. Dostrzegłam też odciętą głowę. Te dwie rzeczy tworzyły komplet. Coś jak niebo i ziemia. Dobro i zło. Yin i Yang. No i odcięta głowa i bezgłowe ciało. Proste, prawda? Czasem tylko jeden z tych dwóch elementów znikał w niewyjaśnionych okolicznościach. Tak bywało. No i w końcu ją zobaczyłam. Tą, którą próbowałam odnaleźć ...
- Iwaru-sama ... - powiedziałam cicho, gdy tylko Isei i Shinji skończyli mówić. Notabene ten drugi chłopak także znał jej imię. Wykrzyczał je nawet i szczerze mówiąc odniosłam wrażenie, że jest przerażony. Miałam już pewne podejrzenia odnośnie jego osoby. Tak, to raczej była ta osoba, o której myślałam. Ja powiedziałam swoją kwestię cicho, ale tak, by Iwaru dosłyszała. Inni też słyszeli i chociaż nie powiedziałam wprost, że dziewczyna siedząca na tronie jest ze Szczepu Ranmaru (mogłoby to ją przecież rozwścieczyć, prawda?), to przecież chwilę temu rozpaczałam nad śmiercią innego przedstawiciela tego rodu i nawet wprost nazwałam go "krewniakiem Iwaru". Mogli więc skojarzyć fakty. Wystąpiłam naprzód, a serce mi biło okropnie szybko. Rozmowa była naprawdę stresująca. Po pierwsze, nie widziałyśmy się od bardzo długiego czasu, a zawsze jest tak, że po czasie nie wiadomo nawet co powiedzieć i człowiek na siłę szuka jakichś odpowiednich słów. Po drugie, wszyscy tutaj byliśmy uzbrojeni i gotowi do walki. Jej sojusznik, Pan Samuraj, także. Niebezpieczne narzędzia nie ułatwiały sprawy i nie poprawiały komfortu tej rozmowy.
No i wliczając w to jeszcze fakt, że Iwaru wyglądała strasznie dziwnie, a także to, że niedawno zmarł jej krewny, a ja nie wiedziałam jak jej to powiedzieć. No i to, że przecież mogłam ją odszukać szybciej. I jeszcze ten Pamiętnik, który przywłaszczyłam sobie prawdopodobnie bezprawnie. To wszystko skumulowane powodowało stres.
-To ja ... Namida. Namida Narubi. Kojarzysz mnie, prawda? - zapytałam, kłaniając się Dziewczynie na Tronie. Jeśli tylko potwierdziła, kontynuowałam swoją wypowiedź (jeśli nie, to nie było sensu, a może był?):
- Jestem słaba. Nie potrafię walczyć, a moja przydatność dla tej drużyny ... - tutaj wykonałam teatralny gest ręką, mający na celu "ukazanie" całej ekipy - jest znikoma. No i mam problem z opanowaniem własnych emocji i czasem dostaję świra. Wojna to nie jest miejsce dla takich osób jak ja i jestem tego świadoma całkowicie. Na takie osoby czeka jedynie śmierć i ja też umrę. Wiesz czemu tutaj jestem? Dla Ciebie. Po prostu musiałam Cię odszukać, a wszystkie tropy prowadziły właśnie na Hyuo. Wprost na wojnę. Zrobiłam to, bo jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Zrobiłam to, bo Cię kocham.
Jednocześnie wyzbyłam się swojego pseudonimu, przekazując wszystkim swoje imię i nazwisko. Pominęłam też fakt śmierci Rina. Iwaru póki co nie musi tego wiedzieć, nie? Można to przedyskutować kiedyś przy herbatce. Na spokojnie i bez ostrych i niebezpiecznych narzędzi w pobliżu. Chociaż na dobrą sprawę ... nigdy nie można było być pewnym. Przecież ninjutsu to także potężne i niebezpieczne narzędzie, nie? Isei, osoba mi najbliższa w całym oddziale infiltracyjnym, zadała dość trafne (o ile nie jest się zaślepionym miłością) pytanie. Iwaru przecież mogła być teraz moim wrogiem. To ona albo jej sojusznicy mogli wymordować cały oddział. Ciężko mi było ocenić czy byłaby zdolna do zabicia swojego krewnego. Jeśli już to zrobiła, to być może nie wiedziała kim on jest. A jeśli wiedziała? Takie rzeczy też się zdarzały, nie? Syn zabijał ojca, a ojciec syna. Brat brata i tak dalej. Historia była pełna takich przypadków. A Szczep Ranmaru był duży. Spokrewniona z Rinem na pewno była. W jakim jednak stopniu? Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Mógł dla niej znaczyć mniej niż znaczył dla mnie, niezależnie od tego czy przyczyniła się do jego śmierci czy nie. Ale ja tak nie myślałam. Nie łączyłam ze sobą tych dwóch faktów, ale wzięłam pod uwagę to, że jednak Iwaru może stać niekoniecznie po naszej stronie.
- Nie wiem czy jesteś naszym wrogiem - mówiłam o całej grupie - ale nawet jeśli jesteś, to ja nie zamierzam z Tobą walczyć. Wiesz czemu ... jak chcesz to mnie zabij. Ale wiedz jedno. Jak dojdzie do walki to ja postaram się wyleczyć każdego rannego. Bez względu czy to będziesz Ty, Twój sojusznik czy ktoś z mojego oddziału.
Chciałam dać Iwaru jasno do zrozumienia, że nie chcę być jej wrogiem. Jednocześnie dałam do zrozumienia, że jednak ciągle obchodzi mnie los drużyny. Jeśli jednak miałabym być szczera to stwierdziłabym, że te słowa są tylko na pokaz. W rzeczywistości pewnie otwarcie dołączyłabym do Iwaru, zdradzając drużynę. Wolałam już śmierć.
- Prawdę powiedziawszy pewnie nawet nie miałabym z Tobą szans. - zdawałam sobie sprawę z istnienia przepaści w umiejętnościach między mną a moją przyjaciółką, chociaż nawet nie widziałam jej błyskawicznego cięcia. Ale przecież to była Iwaru, a w moich oczach zawsze uchodziła za geniusza. Na pewno była silna i na pewno, jeśli pokazała jakieś umiejętności (ktoś przecież musiał ściąć tego wielkiego gościa), to nie było to całe spectrum. Raptem mały wycinek. No i w końcu postanowiłam zejść na trochę trywialne tematy.
- A tak nawiasem mówiąc. Byłam w Ryuzaku no Taki i odnalazłem Twój wóz cyrkowy. Wyglądał na całkowicie opuszczony i chyba dach Ci się zepsuł. Zostawiłaś tam swój pamiętnik, więc pewnie pomyślałam, że go zapomniałaś i postanowiłam zabrać go ze sobą, by Ci go oddać. No i, ogólnie to przepraszam, dzięki niemu wiedziałam gdzie Cię szukać. Mam go ze sobą.
Znaczy ... zostawiłam w wiosce.

Podrapałam się po głowie, zupełnie nie mając pojęcia o tym, że ten pamiętnik może być tym,
którego Iwaru poszukuje. Nawet nie dosłyszałam, że mówiła o jakiś kartkach z pamiętnika.
Dla mnie to po prostu był Pamiętnik Iwaru. Czy "kradzież" tego przedmiotu mogła mieć jakieś nieprzyjemne konsekwencje? Może. Przeniosłam wzrok na Shinjiego, który niedawno panicznie wykrzykiwał imię mojej przyjaciółki. Następne słowa skierowałam bezpośrednio do niego:
- Z początku nie byłam pewna, ale to, że znasz imię Iwaru świadczy tylko o jednym. Jesteś Shinji. Oszust, podglądacz, obmacywacz i cholerny zboczeniec! Nie lubię Cię i cholernie mnie zżera zazdrość, że mogłeś doświadczyć takich "widoków" ... Nie licz więc na opiekę medyczną z mojej strony.
Mówiąc "widoków" lekko się czerwieniłam. No i w sumie jakby na to nie spojrzeć ... strasznie się rozgadałam, ale to tylko dlatego, że tak strasznie tęskniłam za Iwaru. Musiałam jej więc wszystko pobieżnie wyjaśnić. Nie zwracałam uwagi na wszystkich tutaj obecnych. Prawdopodobnie pozwolą mi dokończyć moją wypowiedź (a jeśli nie, to trudno). Być może obecność moja i Shinjiego, dwóch osób, które znały Iwaru, pozwoli na prowadzenie jakiegoś dialogu i być może uda się uniknąć rozlewu niepotrzebnej krwi. W sumie nasza misja była wykonana. Infiltracja bazy Bestii zakończyła się w chwili jego śmierci. Należało więc wrócić do osady i wspomóc obrońców. Taki rozkaz wydałby mi się logiczny. Czy była konieczność walki z Iwaru? Nawet jeśli ta kierowała się jakimiś swoimi celami i ideałami, to myślę, że zależało jej na ochronie Ranmaru. Kto wie? Może wróci z nami do wioski i dołączy do obrony? Bardzo bym tego chciała. Tego albo tego, by po prostu opuściła Hyuo na czas wojny i była bezpieczna. Walka z nią nie była mi w ogóle na rękę i pewnie nie tylko mi. Shinji też stał tak jakby nie wiedział co robić. Ja nawet chwilę temu powiedziałam, że Iwaru może mnie zabić. Nie zamierzałam walczyć. Nie z nią.
- A tak po za tym ... - znów zwróciłam się do Iwaru, odwracając w jej stronę - przerażająco wyglądasz.
Uśmiechnęłam się. Rzeczywiście wyglądała przerażająco. Ja jednak się nie bałam.
- Przerażająco pięknie oczywiście. Twoje "walory" ciągle dodają Ci uroku, prawda?
Teraz to na twarzy miałam normalnego i wielkiego banana. Takie drobne komplementy na pewno w tej sytuacji nie mogły zaszkodzić. A może nawet mogły pomóc. Kto wie?

Statystyki:
Spoiler: pokaż
SIŁA 1
WYTRZYMAŁOŚĆ 13 | 10
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 10
PSYCHIKA 1 | 1
KONSEKWENCJA 43 | 54

KONTROLA CHAKRY rangi C


Użyte Techniki:
Spoiler: pokaż
brak

Chakra: 63%


Użyte Przedmioty:
Spoiler: pokaż
Bandaż: 1 metr.
Wybuchowe Notki: 1 sztuka


PS: Przepraszam za spóźniony post.
Meido
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Hoshigaki Seiki » 10 maja 2017, o 09:24

Pełen obaw wyczekiwałem odpowiedzi dowódcy, który mógł posiadać jakąkolwiek wiedzę na temat losu Saiki. Niestety okazało się, że dziewczyna gdzieś przepadła i najpewniej jej historię poznam dopiero po bitwie, która ciągle jeszcze ciągnęła się i stawała coraz groźniejsza. Słowa lidera dodały mi nieco otuchy, jednak ciągle jeszcze czułem lekki strach o losy swojej towarzyszki oraz o własne zdrowie i życie.
Wszystko działo się niezwykle szybko; jakaś strzała przemknęła tuż przy twarzy lidera, wokół pojawili się nowi przeciwnicy i wyglądało na to, że mają jakiś plan tak jakby chcieli nas zatrzymać w tym miejscu. Tym co zwróciło moją szczególną uwagę były dziwne wilki stworzone z lodu. Ich wygląd nie odbiegał w niczym od ich realnych odpowiedników, dlatego spodziewałem się że mogą być bardzo groźne. Trąciłem lekko stojącą obok Ayako aby i ona spojrzała na tego człowieka i to czym nas atakował.
Zajmijmy się nim. Korzystaj z wody którą stworzę i dostań się do niego. Będę cię osłaniał. - powiedziałem składając jednocześnie składając pieczęć Tygrysa by z zalegającej wokół wody wytworzyć jednego wodnego klona.
Odległość jaką miały do przebycia wilki pozwalała mi sądzić, że zdążę zaskoczyć je swoją techniką, którą miałem zamiar wykonać w kooperacji z klonem.
Suiton: Mizurappa! - jednocześnie z klonem mieliśmy użyć wodnej armatki. Strumień klona miał wyjść naprzeciw zmierzającym do nas wilkom, zaś mój ponad nimi tak jakbym celował w ich twórcę. Wiedziałem, że znajdował się on zbyt daleko, ale nie przeszkadzało mi to, bo plan zakładał likwidację dwóch nadbiegających bestii.
Po wystrzeleniu strumieni wody, razem z klonem zaczęliśmy od razu składać kolejne pieczęci, tym razem mające na celu zamienić wodne strumienie w wielkie, wygłodniałe rekiny.
Ten którego wytworzył mój klon miał odwrócić uwagę nacierających wilków atakując je od przodu. Mój rekin miał powstać tuż nad nimi i zaatakować od góry skąd ataku nie powinny się spodziewać. Chciałem zobaczyć jak wielkie, mocne szczęki moich pupilków rozszarpują te niby groźne psiaki.
Liczyłem na to, że stojąca obok Ayako skorzysta z moich wodnych strumieni i szybko wskoczy w jeden z nich zamieniając się w wodę. Dzięki temu mogłaby szybko i niezauważenie przybliżyć się do przeciwnika. Musiała jedynie opuścić strumień w odpowiedniej chwili i przedostać się poza lodowe wilki którymi miały zająć się moje rekiny. To z pewnością zaskoczyłoby naszego rywala.
Działałem szybko, ale w pewnym momencie przypomniałem sobie że taki plan działania układałem swego czasu z Saiką. Jej teraz tu nie było i wszystko zależało od tego jak spisze się moja nowa towarzyszka. Liczyłem na nią.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Mizu Bunshin no Jutsu

Pieczęci
Tygrys

Zasięg
Dowolny, lecz klon nie może się oddalać od zbiornika dalej niż 15m

Koszt
E: 18% | D: 13% | C: 9% | B: 5% | A: 3% | S: 2% | S+: 1% za klona + to, co przekażemy

Dodatkowe
Wymaga niewielkiego zbiornika wodnego; Szybkość równa twórcy; Siła -&gt; 1/10; Reszta jak użytkownik za wyjątkiem wytrzymałości.

Opis Technika żywiołowa polegająca na uformowaniu wody w idealną kopię użytkownika, która nie posiada własnej woli i wykonuje mentalne polecenia twórcy. Możliwości wykorzystania Bunshina jest bardzo dużo i są ograniczane przez wyobraźnię użytkownika, jak również dostęp do źródła wody. Bez wody niemożliwym jest stworzenie klona, który także nie może za bardzo oddalić się od akwenu. Problemy i wymagania rekompensują korzyści. Klon potrafi wykonywać wszelkie techniki Suiton i Tai/Buki (bez wykorzystywania chakry) znane oryginałowi. Klon nie posiada ekwipunku. Zniszczenie następuje po jakimkolwiek trafieniu klona. Chakra pozostała w klonie nie wraca do użytkownika po zniszczeniu.



Nazwa
Suiton: Mizurappa

Pieczęci
Smok → Tygrys → Zając

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Niezbyt skomplikowane jutsu, będące wodną wersją techniki Katon: Goukakyuu no Jutsu. Użytkownik wytwarza wewnątrz swojego ciała dużą ilość wody, a następnie wystrzeliwuje ją pod ogromnym ciśnieniem w kierunku przeciwnika. Technika sama w sobie jest dosyć łopatologiczna, za to skuteczna - może zadać dość dobre obrażenia, jeżeli przeciwnik nie jest daleko. Kolejnym plusem jest to, że wytwarzamy w ten sposób wodę, której możemy użyć do innych technik!



Nazwa
Suikōdan no Jutsu

Pieczęci
Tygrys → Wół → Smok → Zając → Pies → Ptak → Szczur → Klon → Smok → Baran

Zasięg Max.
40 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3%

Dodatkowe
Otwarta dziedzina Suiton

Opis Podstawowa wręcz technika, będąca bazą dla późniejszych ofensywnych jutsu tego szczepu. Po złożeniu dość długiej sekwencji pieczęci z wody w wybranym przez użytkownika miejscu wystrzeliwuje wodny pocisk w kształcie rekina. Rozmiarami odpowiada jego odpowiednikowi w królestwie zwierząt, podobnie jak ostrymi zębami. Rekin wystrzeliwuje z wybranego miejsca w wybrany cel. Taki nagły atak, nawet po z lekka przydługawej kombinacji pieczęci, może skończyć się źle jeśli w ruch pójdą rekinie zęby. A nawet jeśli przeciwnik zablokuje ugryzienie, masa rekina i jego impet wystrzału wystarczą na odrzucenie go kilka metrów w tył. Użytkownik ma też możliwość wejścia do takiego rekina i z dużą prędkością (1,5 * Szybkość Postaci) podróżować pomiędzy akwenami bądź też po polu bitwy, nie może wtedy jednak używać innych technik. Rekin mimo tylu zalet nie jest wytrzymały i wystarczy zaledwie jeden cios, by zmienił się w mokrą plamę.
Hoshigaki Seiki
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ayako » 10 maja 2017, o 09:39

Dziewczyna po pochwaleniu swojego lidera trochę się zarumieniła. Można było powiedzieć że się trochę zawstydziła jednak tak naprawdę nie miała czym. Dokładnie mu się przyjrzała i zobaczyła na jego twarzy lekki uśmieszek. Musiało to oznaczać iż Zangetsu był zadowolony z pochwały. Aczkolwiek nie mógł tego pokazywać przed wszystkimi. W końcu miał swój honor a po za tym pewnie często słyszał tego typu komplementy. Po chwili Ayako zaczęła się zastanawiać jaki jest on silny. Przecież jest liderem więc jego możliwości są wielkie. Zresztą już widziała próbkę tego co potrafi po rzuceniu wloczni w przeciwnika. Nagle jej myśli przerwały krzyki Seikiego. Przez to że trochę się zdezorientowała tą nagłym nadmiarem słów nie usłyszała pełnej wypowiedzi towarzyszą. Jedynie co usłyszała to coś ze szuka Saiki czy coś w ten deseń.
Dziewczyna zaczęła się zastanawiać.
- Saika? Saika, Saika.... Coś mi się kojarzy.
Ayako zaczęła ze sobą łączyć fakty i przypomniała sobie ze chodzi o jego koleżankę. Lider powiedział żeby ten się nie martwił ponieważ trudno pokonać ludzi z rodu Hoozuki. Miał w tym dużo racji. W końcu Ayako była członkinią tej rasy i sama wiedziała że ciężko jest zabić Hoozukich. Następnie wszyscy przyspieszyli. Dziewczyna popatrzyła na seikiego. Był on zaniepokojony tą sytuacją. Chciała go jakoś pocieszyć ale nie była w tym dobra. Jednak musiała spróbować. W tym wypadku położyła rękę na jego ramieniu.
- Nie martw się. Na pewno walczy gdzieś z przodu.
Lider widząc przeciwników pobiegł w tamtą stronę. Dziewczyna chciała pobiec za nim ale nagle zauważyła przeciwnika. Stworzył on cztery wilki. Dwa z nich pobiegła w jej i Seikiego stronę.
- Seiki to ten sam wróg którego próbowałam pokonać. Uważaj jest całkiem silny.
Ayako miała już dość tego gościa. Postanowiła więc że najlepiej będzie jeśli go po prostu zlikwiduje.
- Posłuchaj. Ja się zajmę tym kimś a ty spróbuj pokonać te wilki.
Następnie okazało się iż Seiki chce jej pomóc. Teraz będzie miała przynajmniej osłonę
Później dziewczyna zaczęła biec prosto na te wilki i rzuciła 2 shurikeny. Jeden prosto w tego gościa a drugi za głowę, ale tak aby opadł na ziemię. Miała w planach podmienienie się ciałem z tą bronią. Oczywiście wpierw chciała posłuchać rady rybo-luda i zamienić się w wodę. Jej plan był tylko ewentualny. Miała nadzieję że jej towarzysz jej pomoże.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Suika no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
E: 7% | D: 6% | C: 5% | B: 4% | A: 3% | S: 2% S+: 1%(za skroplenie)

Dodatkowe
Technika Pasywna, od klanowych A możliwość zmiany w olej za potrójny koszt

Opis Podstawowa technika klanu Hōzuki. Polega ona na zamianie dowolnej części ciała (bądź też jego całego) użytkownika w wodę, przez co unika obrażeń wynikających z ataku przeciwnika. Technika aktywuje się samoczynnie i bez wiedzy właściciela, wykorzystanie elementu zaskoczenia do skutecznego ataku jest więc znacznie utrudnione. Technika chroni przed większością obrażeń i ich rodzajów, z niewielkimi wyjątkami. Po dostatecznym opanowaniu umiejętności swojego klanu, możliwym jest zmiana w olej, który ma praktycznie te same właściwości co woda, pozwala jednak tworzyć za jego pomocą nowe techniki i ich kombinacje.
Ostatnio edytowano 10 maja 2017, o 17:10 przez Ayako, łącznie edytowano 1 raz
Ayako
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Kyoushi » 10 maja 2017, o 15:49

    Nużyło się i dłużyło. Efekt cienia był tak silny, że białowłosy nawet nie mógł pomyśleć o czymkolwiek co mógłby potencjalnie zrobić. Pozostało mu obserwowanie kobiety, bestii oraz jej współpracownika - gdzie dosłownie wszyscy byli co najmniej ultra dziwni. Najdziwniejszy był ten wielki, obślizgły bestia, który był celem całej eskapady - jak się później okazało, zadanie wykonane, jednak nie z ich ręki, oj nie. Białowłosy skupił się na rozmowie, wygląd był dla niego całkowicie obojętny. Wróg to wróg, a płomienie w jego krwisto-czerwonych oczach tlił się jak szalony. Tracił powoli zmysły by zaatakować, by jakoś przemóc tę siłę, która tkwiła w tej przedziwnej technice cienia.
    Jak się okazało, pokaz siły dopiero nastał, gdy kobieta ścięła głowę bestii, a ta potoczył się przed nią. Mocarne kopnięcie i paskudna twarz kobiety, która ujawniła się dopiero, gdy usiadła na tronie. Wszystko wyglądało nie tak jak wyglądać miało, bądź powinno. Wiele nieprzydatnych informacji, które jednak postanowił zapamiętać przeszły mu przez głowę. Sam, nie okazując już strachu, stał jak wryty twarzą w twarz z ludźmi o sile, o której mógłby jedynie marzyć. Gdy więzy cieni przestały działać, nawet nie ruszył do ataku. Wyczekiwał, wkładając powoli dłoń do kieszeni, by wydobyć jedną monetę, a drugą chciał chwycić katanę, jednak pierw spoglądał na Tamotsu, który miał wydać rozkaz. Milczał, oczekując wszystkiego, w razie ataków, bronił się jak tylko mógł, a najlepiej jakby wystrzelił swoim pociskiem..

    Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


    /Wybaczcie biedaposta, ale nie mam weny ani siły


Kyoushi | Shiroyasha | Nibi
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 708
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsume » 10 maja 2017, o 21:41

Natsume stanął na murze i przyglądał się nadlatującemu przeciwnikowi. Wyglądało na to, że nie zamierzał się do niego zbliżać, bo tylko krążył w powietrzu i czekał, co zrobi młodzieniec. Wyglądało na to że oponent był świadom, że techniki Natsumego nie mają nieograniczonego zasięgu i nie będą w stanie go dosięgnąć. Oczywiście, wróg mógł nie wiedzieć o sile techniki lodowego smoka, ale sam Natsume póki co nie sądził, aby ta technika do czegokolwiek się przydała. Nie wiedział, na ile zwrotny jest gliniany wytwór na którym poruszał się oponent, więc gdyby się okazało że ten będzie w stanie unikać Kokuryuu Bofusetsu, to Yuki pozostanie tylko z zablokowanym w lodzie ramieniem i utrudnieniem przy unikach. Nie, póki co będzie potrzebował więcej informacji na temat agresora.
W takim razie trzeba będzie skupić się na obronie, zmusić wroga by wykorzystał większość segmentów swojego stwora (i przy okazji - może i swojej chakry) i znaleźć odpowiedni moment, by wykonać atak.
-Rany, rany... - westchnął ciężko, zaczesując swoje białe włosy do tyłu. - Jak nie iluzje, to lawa lub wybuchy. Czy naprawdę los aż tak mnie nienawidzi?
Młodzieniec przyczepił swój wachlarz z powrotem na plecy i przymrużył oczy, by zobaczyć co przeciwnik planuje zrobić po nieudanym ataku za pomocą min. Całe szczęście, że mimo wszystko tachał ze sobą ten ekwipunek, teraz to Kamaitachi mogło uratować mu tyłek.
Teraz jednak zwykły podmuch nie pomoże. Rozcięcie również, bo nie wiadomo czy rozczłonkowany pocisk nie wybuchłby po prostu w dwóch miejscach przy dotknięciu. Cholera, nawet nie było pewności czy zamrożenie tego cholerstwa cokolwiek zdziała! Jedyne, co w chwili obecnej mu przychodziło na myśl, to stworzenie ściany o którą bomba mogłaby się zwyczajnie rozbić. Złożył pieczęć i postarał się ustawić ścianę tak, by pocisk w nią uderzył. Przy okazji wykonał odskok, aby wyjść spoza zasięgu ataku.
Na razie obserwował. Później może pomyśli o ataku.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Murai » 10 maja 2017, o 22:44

Sytuacja była tragiczna. Obiektywnie oceniając nie było dla nich szans. NES złapał ich w swój cień, który całkowicie uniemożliwił im walkę czy stawianie jakiegokolwiek oporu. Jedyną osoba która została, była ta najbardziej niekompetentna z nich wszystkich. Murai wykorzystał czas jaki mu pozostał na to, co zazwyczaj robił podczas praktycznie każdego zetknięcia z przeciwnikiem. Uważnie się przyglądał całemu zajściu i jego uczestnikom, głównie przeciwnikom. Zresztą nie mógł obracać głową, jego pole widzenia było na tyle ograniczone, że i tak miał wzrok na tych kilku osobach. Przede wszystkim ich ubiór mógł dawać jakieś pojęcie o ich umiejętnościach, a przynajmniej dziedzinie walki w jakiej się specjalizowali. Oczywisty był mężczyzna w samuraiskiej zbroi, chociaż niewykluczone że poza machaniem mieczem i wyjątkowo wyćwiczonego ciała mógł również posiadać inne talenty. Konfrontacja z szermierzami była czymś czego Murai bardzo nie lubił, mimo że jego umiejętności walki tonfami były na naprawę wysokim poziomie. Co do kobiety jej odzienie i miecz przy pasie wskazywał na podobny wachlarz umiejętności co jej towarzysz. Walka na bliski dystans... Mimo tego że teraz o walce nie było mowy, trzeba było brać pod uwagę że w niedalekiej przyszłości mogą wyrwać się spod paraliżu. Albo umrzeć błyskawicznie, będąc uznanymi przez przeciwników za obiekty do natychmiastowej eliminacji. Najwidoczniej relacje pomiędzy nimi nie były dobre, bowiem kobieta zganiła Narę. Wspominając o lordzie Hanie. Han? Czy on kiedyś nie słyszał tego imienia? Brzmiało dziwnie znajomo. Mimo tego nie potrafił ustalić o kogo dokładnie chodzi, wobec tego skupił się na rozmowie pomiędzy dwójką kamratów, która dawała niesamowitą porcję informacji. Przede wszystkim o tym, że Bestia, a właściwie syn Bestii który przejął jego tytuł, używał silnego Genjutsu mącącego w umysłach ludzi. Nigdy nie słyszał o czymś takim. Musiało być to potężna iluzja mącąca w moralności ludzi, skrzywiająca obraz rzeczywistości. Albo też po prostu czyniąca z ludzi marionetki, bez większego udawania.
Jednak zaskoczenie przekroczyło granicę kiedy głowa Bestii poleciała po podłodze. W chwilkę, cięcie było takie szybkie że Murai zobaczył tylko błysk ostrza. To była zdecydowanie inna liga. Odwrót nie byłby takim głupim rozwiązaniem, gdyby tylko byłaby możliwa. Jednak paraliż całego ciała i niemożliwość poruszania się była, delikatnie mówiąc, dość problematyczna i ograniczająca możliwości. Kobieta zepchnęła ciało z tronu i sama na nim usiadła. Cokolwiek w tym momencie się działo, działo się nagle. Sytuacja zmieniała się, wzajemni sprzymierzeńcy zabijali się wzajemnie. A przynajmniej jeśli rozpatrywać to na zaledwie dwóch płaszczyznach - czerni i bieli. My biali, oni czarni. My dobrzy, oni źli. Jednak nie było to takie proste, najwidoczniej oponenci również działali w swoich grupkach. Kobieta zająwszy miejsce na tronie, w końcu pokazała swoją twarz. Miała dość interesującą karnację i kolor oczu. Wyglądała jak żywy trup. Nie była jednak podobna do Kakuzu, była bardziej trupia, jak gdyby przed chwilą wyciągnięto ją z grobu. Wtedy stała się kolejna zaskakująca rzecz - Shinji użył imienia tej kobiety. Wyglądał na zszokowanego. Kiedy NES się ulotnił, z nieznanych Muraiowi powodów, spojrzał na Shinjiego z ukosa,
wcześniej wyjmując tonfy i ustawiając się w pozycji "bojowej".

- Shinji, znacie się? Co tutaj się dzieje? - zapytanie miało co prawda na celu wyciągnięcie od niego nieco większej ilości informacji o przeciwniku, ale z uwagi na panującą sytuację raczej wątpliwym było uzyskanie odpowiedzi. Jeszcze dziwniejszym było to, że Meido rozpoznała siedzącą na tronie dziewczynie. Jedną osobę dało się zrozumieć, ale dwie? W dodatku tak wynaturzoną intelektualnie? W dodatku jej zachowania, jej słowa. Meido ją znała, i poszukiwała? W związku z tym ją też można było uznać za wroga? I dodatkowo powiedziała imię i nazwisko. Swoje. Prawdziwe. To wszystko tworzyło z niej jakąś dziwną fanatyczkę. Była zbyt nieprzewidywalna, w tym momencie mogła zrobić wszystko. Zadeklarowała gotowość do całkowitego nie stawania z nią do walki. Ta dziewczyna... Co z nią zrobić? Zabić? Niby była tylko medykiem, a może tak się wydawało? Osąd był natychmiastowy. Nici błyskawicznie pomknęły w kierunku Meido, a właściwie Narubi, i oplotły ją. Powinna upaść na ziemię, unieruchomiona.
- Ja też nie wiem, czy jesteś naszym wrogiem czy nie. Ale wszystko co powiedziałaś działa na twoją niekorzyść. Jeśli i tak nie zamierzasz nic robić, to przynajmniej będziesz skrępowana. Jeden ruch i jesteś martwa. - nici stworzyły zgrabny kokon, związały się w elegancki splot i przy okazji wplotły w kokon wybuchową notkę z kunai. Na tyle daleko, by nie mogła dotknąć. Na tyle blisko, że wybuch spali ją na wiór. W obecnej sytuacji skrępowanie jej było najlepszą opcją. Jeśli w przypływie szaleństwa zacznie atakować sojuszników, logicznym by było zabicie jej. Z drugiej strony jeśli i tak nie miała zamiaru walczyć przeciwko Iwaru, to leżąc w miejscu będzie równie użyteczna. Fakt, była medykiem. Niestabilnym emocjonalnie medykiem, którego działania w tym momencie ciężko było przewidzieć. Nici splątały się na tyle, że nawet w przypadku przecięcia węzeł nadal byłby na tyle wytrzymały, by powstrzymać ją przed natychmiastowym wyswobodzeniem się. Dodatkowo był umieszczony na nogach, co minimalizowało możliwości ucieczki. Tak samo ręce były daleko od siebie by uniemożliwić składanie pieczęci. Nici pociągnęły ją do tyłu, by nie przeszkadzała podczas walki. Jeśli faktycznie będzie niewinna, to powinna chociaż być nieco bezpieczniejsza na tyłach. Po zabezpieczeniu potencjalnego zagrożenia Murai skupił się na przeciwniczce, Iwaru. Nie wiedział o niej praktycznie nic, ale jedno wiedział na pewno. Jej umiejętności szermiercze będą dużym problemem, podobnie jak jego podwładnego. Ostrożność nakazywała trzymanie się z tyłu, oglądanie z bezpiecznej odległości. Trzymanie metalowych tonf w pogotowiu na wypadek natychmiastowego bloku.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek

Murai posiada zasoby chakry znacznie wykraczające poza zwykłych ludzi, dla sensorów jest więc doskonale widoczny i wyróżniający się
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1901
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsu » 14 maja 2017, o 13:48




Atak, który unieruchomił Sanowi lewę ramię zdecydowanie go zdenerwował. Podstęp, który polegał na daniu siebie zranienia ponieważ i tak blondynka zamieni się w wodę idealnie zadziałał. Jego broń zaczęła świecić i unosić w powietrzu lecąc w kierunku przeciwniczki napierając na nią. Zaraz ktoś podbiegł z środka i zaczął go leczyć, aby odzyskał sprawność, lud szczęścia albo też przygotowany wcześniej medyk na takie okazje. Zapobiec temu wszystkiemu chciała Mayumi, z grymasem na twarzy dając się ponownie zranić chciała go zaatakować przecinając powietrze. I już to robiła gdy ostrze zmieniło swój lot rozbijając rękę w wodę, która wyprowadzała atak powielany tuż przy medyku poprzez ostrze chakry. Nie zdążyło dojść do skutku i została bez obrony, podczas gdy któraś z jej towarzyszek na chwilę odepchnęła ją barkiem jednocześnie broniąc przed latającym artefaktem. To była Eri, która przejęła na siebie ataki, aby dać czas do odnowienia i zebrania wielkiego miecza z ziemi. Nagle na dachu nad pojedynkami pojawiła się posiadaczka słomkowych włosów, liderka szczepu Shabondama przykładając swoją dmuchawkę do ust.
Armia dowodzona przez Zangetsu była wyjątkowo dobrze wyszkolona, żołnierze podejmowali decyzje natychmiastowo i strategicznie poprawnie z każdą chwilą coraz bardziej przełamując obronę. Zależało im na czasie, ponieważ byli wystarczająco dużo do tyłu podłóg głównego miejsca potyczki. W sam środek wskoczył przewodzący oddziałami Zangetsu motywując swoich ludzi i co chwila rzucając jakiś rozkaz. W międzyczasie Seiki z Ayako postanowili zająć się wcześniej zostawionym chłopakiem od ptaków. Pierwszym krokiem było stworzenie klona z wody i wypuszczenie razem z nim wodnego strumienia. W międzyczasie Ayako zaczęła biec wyrzucając dwa shurilkeny, które bez problemu mógł ominąć, a następnie zamieniła się w ciecz korzystając z swojego kekkei genkai łącząc się z techniką jej towarzysza wystrzeliła się w niej do przodu. Pojawiła się jakieś trzydzieści metrów dalej materializując się przed dwoma lodowymi wilkami broniącymi chłopaka. Gdy już one zaczynały atakować nad głową przeleciał wodny rekin dopadający je swoimi zębami, podobny los spotkał dwa atakujące stwory. Dookoła wszędzie rozlała się woda, która zasłoniła przeciwnikowi jakikolwiek widok i został wystawiony na atak. Jeżeli niebieskowłosa przedstawicielka rodu Hozuki chciała wykorzystać sytuację to dalej jej zostawało około 10 metrów do rywala. Nie była w stanie tego zrobić, ale ktoś inny był. Kiedy już miała wykonywać ruch obok niej przeleciał toporek wbijający się w przeciwnika. Gdy się rozglądaliście dookoła walka została tymczasowo zakończona, a żywi obrońcy starali się wycofywać. Z skutkiem czasem lepszym, a czasem gorszym. Wszyscy zaczęli podążąć za Zangetsu, a aby dogonić resztę przyśpieszono kroku.
W międzyczasie na tyłach Takeshi wykrzykiwał o braku przynależności do armii Hozuki. Nie spotkało się to z przychylnością reszty armii, gdy gromadził chakrę w ustach został wypchany przez kogoś z tyłu do przodu tracąc równowagę i niemalże upadając. To było zupełnie niespodziewane więc Meguri też nie mogła sobie w żaden sposób z tym poradzić.
- Skoroś z nimi to walcz sobie!
Krzyknął ktoś z tłumu wystawiając ryboluda na walkę w zwarciu przeciwnikowi, który korzystając z okazji zaczął się zbliżać. W oddali zza rogu można było zauważyć wychodzącą armię, której dowodził Zangetsu.



Pocisk zbliżał się niebezpiecznie szybko więc użycie lodowej ściany do zablokowania było prawidłowym wyborem. Wybuch przysłaniał przez moment widok, a kawałki lodu rozprysły się na okolicę niszcząc dachy pobliskich mieszkań. Prac związanych z odbudową miasta z pewnością będzie bardzo dużo. Przez moment Natsume był zagrożony dostaniem jakimiś odłamkami, ale odskoczył z pola rażenia więc pozostał całkowicie bezpieczny starając się ponownie wyłapać wzrokiem przeciwnika. Siła wybuchu była dużo większa niż poprzednich, zgadzało się to też z rozmiarem glinowego tworu, który rósł wraz z nim proporcjonalnie. Gdy tylko ta sztuka się udała okazało się, że przy tym zamieszaniu człowiek od Bestii dostał się nad wioskę i był w odległości około czterdziestu metrów. Smok na którym się znajdował teraz miał dwanaście segmentów ogona, czyli smokowi zniknęły kolejne trzy, a z jego paszczy daleko wyleciało siedem miniaturek w kierunku wioski. Miały spowodować zniszczenia na jak najszerszym obszarze, możliwe, że celował w jakichś obecnych tam ludzi. Stojąc na murze nie można było tak dokładnie zobaczyć co się działo pomiędzy uliczkami. Nagle z dołu dobiegł krzyk.
- Obroń wioskę! Złapię go!
Był to nie kto inny jak Gareki opierający się plecami o budynek. Dało się poczuć z daleka aurę otaczającej go chakry. Lód pokrywający budowlę zaczął pękać pod jej wpływem. Nagle lekko się schylił kaszląc krwią barwiąc przed sobą śnieg na czerwono, ale nie stracił skupienia. W powietrzu stworzyły się dwa lodowe kolce, które po tym jak lider Sakki machnął ręką z wielką szybkością leciały w kierunku glinianego smoka, a dokładniej jego skrzydeł. Postanowił go pozbawić mocy latania, wtedy będzie o wiele łatwiejszym celem. Nie dane mu było zobaczyć czy jego atak się powiedzie ponieważ padł twarzą w biało-czerwony puch tuż przed nim. Jego twory jednak się nie zatrzymywały, a przeciwnik przez długi czas zdawał się ich nie dostrzegać skupiając na Natsume i wysyłając w jego kierunku dziesięć mniejszych smoków po straceniu kolejnego segmentu.



Tajemnicza kobieta w pancerzu, siedząca obecnie na tronie po synu Bestii, przyglądając się stojącej przed nią grupie ze swego rodzaju zainteresowaniem. Nietrudno było jednak zobaczyć, że była to ciekawość raczej w stylu tej, jaką ludzie traktują nietypowy rodzaj owada, którego mają zamiar za chwilę rozdeptać. Twarz dziewczyny, chociaż uśmiechnięta, nie wyrażała sobą żadnych ciepłych czy pozytywnych emocji. Było to spojrzenie godne weteranów dziesiątek bitew, gotowych zabić człowieka bez najmniejszego zawahania. Stojący obok strażnik ząs nie wyglądał na zbytnio zainteresowanego tym, co się miało wydarzyć - czekał tylko na najmniejsze polecenie ze strony swojej przywódczyni. Nawet nie drgnął, wciąż trzymając dłoń na rękojeści miecza.
Na pytanie Iseia, kobieta podniosła się powoli i zeszła po stopniach na ten sam poziom, co pozostali. Jak na warunki wszystkich wokół, była zaskakująco niska.
-To było pytanie retoryczne? - spytała spokojnie, wspierając dłoń na głowicy własnej katany. - Oczywiście, że to byliśmy my. Aczkolwiek szkoda, że prawdziwy Bestia już nie żyje. Lord Han mógłby znaleźć użytek z jego umiejętności.
Następnie kiwnęła dłonią, a jej strażnik stanął przed Iseiem.
-Ale, teraz już nie robi to różnicy, prawda?
Odsunęła się, zmierzając w kierunku reszty grupy. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, pomocnik Iwaru wysunął miecz i zaatakował czerwonookiego samuraja. Isei zdążył zablokować uderzenie, lecz na kopniak w goleń nie był w stanie już zareagować - stracił równowagę, co bezlitośnie wykorzystał oponent. Drugą dłonią wyciągnął niewielkie tanto i wbił je w oczodół samuraja, pozbawiając go życia. Truchło Iseia padło na kamienną posadzkę, zaś jego miecz został schwytany w powietrzu przez zabójcę.
Tamotsu skrzywił się z wściekłością, patrząc w jak łatwy sposób został zabity ich pomocnik. Fuyuko i Zjawa zachowali zaś zastanawiający spokój. Fuyuko nawet pokazała ukradkiem dłonią, by poczekał z poleceniem.
Iwaru w tym czasie podeszła w pobliże reszty grupy i uśmiechnęła się krzywo.
-... interesujące. Więc ktoś tutaj znał to truchło i jego poprzednią właścicielkę... - powiedziała, a z jej ust wydobył się niski chichot. - Iwaru, huh... cóż, może nawet czasem sobie pożyczę jej przeszłość.
Zwróciła się w kierunku Shinjiego i przejechała palcem po bliźnie na szyi.
-Sądząc z twojej reakcji, wiedziałeś że "Iwaru" nie żyje, hm... może to ty jesteś odpowiedzialny za to cięcie tutaj? - zaśmiała się szyderczo. - Cóż, jeśli tak, to muszę ci podziękować. Bez tego Akuryo nie znalazłby tych szczątek u siebie w laboratorium i nie wpakowałby mnie do nich. A tak...
Odwróciła się, praktycznie ignorując splecioną przez Muraia Meido, i oddaliła się kilka kroków, wyciągając katanę. Na ostrzu miecza pojawiła się warstwa chakry. Zjawa natychmiast ją rozpoznał, bo samemu też wysunął własne ostrze i przygotował tę samą technikę.
-Wojna... to moja domena. Wojna, jeden z Jeźdźców Odnowienia, to ja. JA JESTEM WOJNĄ. Skoro nie jest ona dla ciebie... Narubi... to nie wiem po co w ogóle stajesz przed moim obliczem. - Westchnęła, wzruszając ramionami. - Zresztą, ta której szukasz jest martwa. Ale nie martw się, możesz do niej dołączyć w każdej chwili.
Nagle machnęła swoim ostrzem w kierunku sufitu, a z jej miecza buchnęła szeroka fala chakry, przyjmująca kształt łuku. Pocisk ściął sporą część głazów, strącając ją idealnie na Zjawę, Tamotsu i Fuyuko, jak również na resztę oddziału. Strażnik agresorki ruszył z dwoma mieczami w dłoni w kierunku najbliższego oponenta, którym okazał się być Murai, lecz uprzednio oberwał w ramię monetą wystrzeloną przez Kyoushiego. Mugen, katana należąca do Iseia, przesunęła się po kamiennej posadzce i pozostała na niej, niedaleko Kyoushiego, Muraia i Ryujiego. Członek szczepu Kakuzu zablokował uderzenie kataną za pomocą tonfy, lecz poczuł przy tym że zadany mu cios miał zaskakująco dużą siłę.
Tamotsu odskoczył, lecz nie zdołał w pełni uniknąć głazów. Skały zmiażdżyły mu ramię, eliminując go z dalszej walki. Fuyuko zdążyła zgrabnie przeskoczyć do przodu i wykonać przewrót, wysuwając z cholewy buta szeroki nóż sai i zamierzając ruszyć na Wojnę. Tylko po to, by zauważyć że na Wojnę natarł już Zjawa. Ostrza dwójki roninów spotkały się, generując głośny huk.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2256
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Takeshi » 15 maja 2017, o 17:38

-Że co?! Ja z nimi?! Z tymi lodowatymi sukinkotami, co atakują z ukrycia?! A kto wam zrobił drogę przez mury. To było o was patafiany! - cóż, rybolud musiał zmienić taktykę. Z drugiej strony nie bardzo rozumiał czemu go wystawiają do walki, skoro niby był po drugiej stronie. Teraz bardziej chciał przeżyć niż trzymać którąkolwiek ze stron, ale Ci za nim szybciej wsadzą mu miecz między żebra, niż jeden oponent przed nim. Czy miał wybór? W sumie żadnego, więc musiał w końcu ruszyć do walki, a nie chować się po kątach. Skoro miał być z Hoozuki i swoimi, to musiał to pokazać w całej tego krasie. Pierwsze co, wyrzucił przed siebie bombkę świetlną pod nogi przeciwnika, zasłaniając sobie oczy drugą ręką. Oczywiście ocenił odległość między nimi tak, by kataniarz został złapany w następną technikę. A ta miała być prosta, używał jej już kilka razy, więc znał już jej zachowanie. Zaraz po wybuchu bombki obejrzał się na wroga - gdzie się znajduje, czy naciera, czy może go trafić - i jeżeli na ostatnie pytanie odpowiedź była twierdząca, to złożył pieczęć tygrysa, by zaraz uderzyć o ziemię, tym samym uwalniając swoją chakrę. Ta skumulowana w stopie miała tak jak poprzednio przy rozwalaniu murów służyć walce przeciwko Yukim i obrońcom. Co jak co, ale to oddziały powinny jakoś tak dziwnie skojarzyć, może nawet z jego osobą! Nie miał za wiele czasu, a tym bardziej energii, by przedłużać to starcie w nieskończoność. Był skupiony na tym co robi, w końcu śmierć pukała do drzwi, więc nic dziwnego że był na wyższych obrotach. Ciągle śledził ruchy blondynka, spoglądał na jego nogi, które mówią najwięcej o sposobie walki. Pewnie nie poradzi sobie sam w tym nierównym pojedynku...
-Pokażecie mu jak walczą ludzie z Kantai, czy będziecie trząść portkami?! - mowa do tych stojących za nim pewnie nikogo nie poruszyła, ale przynajmniej dawało mu to jakąkolwiek nadzieję na pomoc. Po wykonaniu techniki powinien mieć trochę wody, która wytryśnie spod powierzchni ziemi, więc tym samym będzie chciał zabezpieczyć się na wypadek zmniejszenia odległości pomiędzy nimi i wytworzy bicz wodny składając wcześniej trzy pieczęci. Tym sposobem mógł go trzymać na dystans, mając w tej kwestii przewagę. Może nie był silny, może nie było to najlpesze rozwiązanie na samuraja, ale innego nie było pod ręką, a trzeba korzystać z tego, co jest. Będzie starał się spychać go do obrony, pokazując swoje nastawienie armii, pokazując po której jest stronie. Uważa jednak, by bicz nie okręcił się dookoła miecza, bo blondynek może mu go pewnie wyrwać bez większego problemu. Amazonki jednak nie było widać i słychać, pewnie gdzieś kitrała się pod zwłokami. Ten typ chyba tak ma... Mam nadzieję, że z momim nic dziwnego nie zrobi - pomyślał sobie błyskotliwy Takeshi, starając się utrzymać przy życiu. Miał się tylko wybrać na potyczkę, tylko popatrzeć jak piękne oddziały lecą przed siebie wyrzynając przeciwników w pień... a tu proszę, jeszcze zostanie jednym z tych, którzy zostali brutalnie zmuszeni wąchać kwiatki od spodu...


Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Mizu Kamikiri

Pieczęci
Tygrys

Zasięg Max.
15 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika, za pomocą której można zaskoczyć niczego niespodziewającego się przeciwnika. Użytkownik składa pieczęć Tygrysa i silnie uderza nogą o ziemię. Pobudza to podziemne wody do działania, wytwarzając z nich bardzo szybki i silny strumień wody, który wystrzeliwuje spod ziemi z dużym ciśnieniem. Cios ten bez problemu jest w stanie przeszyć przeciwnika. Szybkość strumienia jest taka sama jak nasza własna.



Nazwa
Suiton: Suiben

Pieczęci
Szczur → Pies → Wół

Zasięg
Długość bicza - 10 metrów

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (za jeden bicz)

Dodatkowe
Woda w pobliżu / wilgotna dłoń

Opis Ciekawa umiejętność, którą można wykorzystać do wiązania przeciwników lub smagania ich, zadając średnie obrażenia. Poprzez dotknięcie powierzchni wody (aczkolwiek wystarczy mieć wilgotną dłoń) i wprowadzenie w jej strukturę swojej chakry shinobi może później wystrzelić w kierunku oponenta solidny bicz stworzony z wody. Smagnięcie może bez problemu rozciąć skórę, a także spętać go. Jeżeli techniki używa więcej niż jedna osoba, pęta są silniejsze.


Spoiler: pokaż
SIŁA 5
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 45
PERCEPCJA 25
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

Chakra 60% (bez odliczenia technik)
Takeshi
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości