Zamrożone Drzewo

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Zamrożone Drzewo

Postprzez Isei » 10 mar 2017, o 20:02

Zamrożone Drzewo

Miejsce to znajduje się stosunkowo niedaleko głównej osady Hyuo. Nieco bardziej wgłąb wyspy-prowincji i pośród rzadkich, ośnieżonych drzew można znaleźć coś, co z pewnością potrafi przykuć oko. Niby kolejne drzewo pokryte lodem, a jednak zupełnie inne niż wszystkie. Drzewo to jest wspaniałym, pięknym, rozłożystym dębem o grubym pniu. Jego gałęzie są pokryte zielonym listowiem, a kora ma zdrowy odcień. I wszystko to zamknięte w bryle przezroczystego lodu wzmocnionego chakrą, a zatem Hyoutonu - domeny Yukich. Skąd dąb na Hyuo? Powstanie tego kuriozum nie jest do końca jasne, lecz krążą pewne opowieści odnoszące się do dwójki najlepszych przyjaciół - Rokuro Senju i Shouhei Yuki.
Podobno byli nierozłączni niczym bracia, lecz jak to bywa - nic nie trwa wiecznie. Obaj zakochali się w jednej kobiecie co było kością niezgody. Długo ignorowali swe uczucia, aż nadeszła pora wyjaśnienia. Miał być to przyjacielski pojedynek, lecz kiedy tylko któryś zaczynał przegrywać, to angażował się w walkę bardziej. W kilka dłuższych chwil sparing zmienił się w prawdziwą bitwę o jednym celu: zakończyć życie oponenta. Napędzani skrajnymi emocjami walczyli do momentu wyłonienia zwycięzcy. Shouhei Yuki przeszył plecy Rokuro lodowym kolcem, zaś Senju w ostatnim tchnieniu życia chciał wykonać swoją popisową technikę - as w rękawie. Mokuton: Jukai Umi Kōtan nie poskutkował w pełni - życia starczyło jedynie na jedno drzewo, lecz zachwycające swym pięknem. Po walce do Shouheia dotarło co uczynił. Był zrozpaczony, nienawidził siebie i swój, do niedawna, obiekt westchnień. Postanowił zamrozić drzewo swego przyjaciela, aby było pamiątką po nim. Następnie odwiedził kobietę, którą kochał i w amoku zamordował ją. Niczemu winna dziewczyna była kolejną tragiczną ofiarą. Po tych wydarzeniach słuch o Shouheiu zaginął.
Nie wiadomo na ile opowieść jest prawdziwa i na ile podkoloryzowana. Faktem jest zamrożony dąb, wokół którego w promieniu przynajmniej czterdziestu metrów nie rośnie nic. Dopiero dalej zaczynają się rzadkie drzewa typowe dla tego klimatu. Miejsce to odwiedzane jest często przez podróżników, lecz rzadko przez mieszkańców Hyuo, gdyż w ich przekonaniu przynosi ono cierpienie w dalszym życiu.



~***~


Pierwsza noc na Hyuo minęła Iseiowi wyjątkowo przyjemnie. Przez swoje kilka lat mieszkania w Yinzin zdążył przyzwyczaić się oraz pokochać chłodne temperatury tamtej prowincji. Wyspa Yukich była jeszcze mroźniejsza, lecz to nie przeszkadzało samurajowi. Z pewnością dlatego, że było lato i nie poczuł jeszcze zimy w tym rejonie, która była niewiele, ale jednak surowsza niż na Lazurowych Wybrzeżach. Skromny pokój w karczmie był wystarczający. Nie narzekał na nic. Jadło było również odpowiednie, chociaż w tym przypadku czarnowłosy już zupełnie nie marudził. Wciąż pamiętał czasy kiedy był bezdomnym dzieckiem, któremu głód odejmował rozum. Ten poziom wygłodzenia, że wszystko jest mniej warte od byle zgniłego jabłka.
Po porannych czynnościach wybrał się w jedyne miejsce, o którym słyszał dotychczas, a zapowiadało się ciekawie. Właściciel karczmy dosyć starannie wytłumaczył szkarłatnookiemu jak dostać się do Zamrożonego Drzewa, zatem chłopak nie miał większych problemów z odnalezieniem celu podróży. Potrafił nawigować kierunku w skutych lodem krainach. Kiedy dotarł na miejsce, to lekko się zdziwił. Zamrożone Drzewo było dokładnie tym i aż tym, na co wskazywała nazwa. Wyglądało wspaniale, wręcz zapierało dech w piersiach. Rozłożysty, potężny dąb uwięziony w bryle przezroczystego lodu, który zdawał się lśnić od promieni słonecznych. Młodzieniec aż uśmiechnął się z podziwu. Słyszał również o mrocznej historii tego miejsca, o walce dwóch przyjaciół. Miłość z całą pewnością była siłą tajemniczą i wielką. Przy okazji niszczycielską. Isei nie rozumiał jej w żaden możliwy sposób, więc mógł być o tyle spokojniejszy, że nic mu nie zawróci w głowie do tego stopnia, aby rzucać się na najbliższych z zamiarem zamordowania ich.
Powodem odwiedzenia Hyuo był oczywiście trening, zatem samuraj nie szukał Zamrożonego Drzewa, aby niczym ciekawski podróżnik obejrzeć je i odejść. Nie był turystą, który zwiedzał świat. Podszedł nieco bliżej bryły lodu i przygotował się na ćwiczenia. Usiadł na własnych nogach na śniegu i wyciągnął katanę zza uwa-obi. Ułożył ją przed sobą, a następnie ukłonił się jej. Dopiero wtedy znów ją chwycił, aby zgrabnym ruchem przytroczyć ją sobie do boku jak wcześniej. Siedział w bezruchu i patrzył gdzieś przed siebie. Wydawało się, że zupełnie zastygł w bezruchu, zamarzł jak to drzewo obok, lecz nagle chwycił błyskawicznie za tsukę Mugen prawą ręką, zaś lewą za sayę i korzystając z techniki Iaido wykonał cięcie, jednocześnie wystawiając nogę przed siebie i podnosząc pozycję do pół-klęknięcia. Ostrze szeroko przecięło powietrze ze świstem. Następne było pchnięcie do przodu z jednej ręki. Broń była ułożona ostrzem w lewą stronę. Isei cofnął ją do siebie, jednocześnie prostując się i chwycił rękojeść drugą ręką. Lewa została na miejscu, chociaż nieco luźniej niż zwyczajnie, a wszystko po to, by prawa pociągnęła za tsukę w taki sposób, żeby cała broń zatoczyła jeden pełen obrót. Był to inny sposób na strzepywanie krwi z ostrza. Następnie prawa ręka chwyciła wstecznie rękojeść, a lewa puściła. Mugen została obrócona do tyłu - tak, że grzbiet przejechał po ramieniu samuraja, by po chwili katana płynnym ruchem została schowana do sayi. Stał nieruchomo przez kilka dobrych sekund zanim znów z wykorzystaniem Iaido wykonać jednoręczne cięcie z góry. Chwycił broń drugą ręką i cofnął ją do siebie, by od razu z wykroku wykonać technikę Ikioi. Znów schował Mugen w ten sam sposób co wcześniej. Ponowna chwila spokoju. Tym razem postanowił przetestować własną technikę, którą znał tylko on sam. Jak zwykle - z wykorzystaniem Iaido wyciągnął oręż, wykonując ukośne cięcie zakrzywione z prawej do lewej, chwycił tsukę drugą ręką, obrócił nadgarstki i błyskawicznie wykonał kolejny atak - tym razem od dołu do góry. Po tym cofnął ostrze tak daleko do tyłu, jak tylko mógł. Praktycznie przyłożył sobie sam broń do gardła. Nogi miał rozstawione znacznie szerzej niż w pozycji Battodo. Nagle w mgnieniu oka wystrzelił do przodu - jednoczesny skok i pchnięcie z całego ciała posłało go na odległość dziesięciu metrów do przodu z wystawioną kataną, na którą z pewnością został nabity jego wyimaginowany przeciwnik. Zrobił krok w tył, aby wrócić do pozycji Battodo i kolejny raz strzepnął nieistniejącą krew z Mugen, aby później schować katanę inną metodą. I w ten sposób zamierzał ćwiczyć dalej.
Isei
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Natsu » 11 mar 2017, o 13:39

Zimno dawało się we znaki ludziom, którzy nie byli do tego przyzwyczajeni. Zabawna sprawa, jedni mogą zamarzać przy minus pięciu, podczas gdy dla innych jest to ciepełko do opalania, inaczej mówiąc lato. Podróżując po świecie można podziwiać piękno tego zróżnicowanego świata i różne cuda za którymi krąży fascynująca opowieść. Niektóre są szczęśliwe, wypełnione miłością, ale zdarzają się i tragiczne, a ten dąb jest pamiątką po jednym z nich. Ile prawdy jest w opowieściach? Nie wiadomo, ale w każdej jest chociaż ziarno prawdy, bo jakoś musiał on tutaj powstać. No chyba, że to przekorny los natury, a ludzie resztę dopowiedzieli, bo różne dziwy bez historii są po prostu puste, ale dość o tym. W trakcie twoich treningów nawet nie zauważyłeś jak pojawił się pod drzewem mężczyzna, którego ciało mogłoby być ideałem każdego samuraja. Nie nie mówię wcale o jego pięknie, a zbudowaniu. Mięśnie, które się niemalże błyszczały jakby były olejem wysmarowane i świeciły się jak psu jajca. No dobra przesadzam. Po prostu na pierwszy rzut oka dawały wrażenie, że twarde niczym niektóre brzozy. I nie, wcale nie chodziło o ich wielkość, bo nie były przesadzone jak u większości mięśniaków. Włosy czarne, dosyć długie, ale związane w wysoką kitę. Posiadał twardy wyraz twarzy, którym spoglądał na ciebie. Czyżby miał jakiś problem? Ciemne oczy patrzące stanowczo i surowo mogły podnosić adrenalinę każdemu. Okryty był otwartym szkarłatno-czarnym płaszczem spod którego widać było tej samej barwy haori odkrywające parę blizn na klatce piersiowej. Na nogach miał wzmacniane srebrnymi, stalowymi płytkami nagolenniki, podobnej budowy karwasze okrywały jego przedramiona. Przy pasie miał dwa ostrza - Katanę i Wakizashi. Wolnym krokiem podchodził w twoim kierunku.
- Co robi tutaj samuraj, kiedy na wyspie ma zaraz rozpętać się wojna?
Ostatnie słowo mocniej zaakcentował podkreślając je. Czekał na odpowiedź.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2257
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Isei » 11 mar 2017, o 17:05

Zimno dla Iseia nie było problemem. W swoim krótkim życiu przeżył już wiele niedogodności. Jedną z nich była zamknięta cela ze słomą zamiast łóżka i kołdry. Podczas zim musiało mu to wystarczyć. Później mieszkał i trenował w Yinzin, więc przyzwyczaił się do niskich temperatur. Teraz też nie był ubrany tak grubo, jak reszta podróżników przybyłych do Hyuo. Miał swój zwyczajny strój, jedynie wzbogacony o hakamy, które ukryte były pod luźnym kimono. W ten sposób nie był ubrany ani za chłodno, ani za ciepło jak na jego standardy. Gdyby założył coś jeszcze, to podczas treningu bardzo by się zgrzał, a później wystarczyłoby kilka podmuchów mroźnego wiatru i choroba gwarantowana. Nie miał czasu na odpoczywanie, musiał ćwiczyć.
I ćwiczył, aż do momentu, w którym usłyszał męski głos. Nie usłyszał jak ktokolwiek się zbliża, więc drgnął i najszybciej jak potrafił odwrócił się w stronę źródła dźwięku, jednocześnie będąc przygotowanym na atak, obronę lub unik. Ustawił się w pozycji, lecz po zmierzeniu nieznajomego wzrokiem uspokoił się nieco. Nie wyglądał agresywnie. Isei spokojnie schował Mugen do sayi - w razie czego i tak szybciej wydobędzie broń z pomocą Iaido, więc nie było to ruchem nierozsądnym. Mężczyzna wyglądał zdumiewająco. Widać było, że ma za sobą lata katorżniczych treningów, a blizny były dowodem doświadczenia. Przy pasie miał katanę i wakizashi - na wzór samurajów, więc młodzieniec założył, że jest jednym z nich.
- Mógłbym zapytać o to samo. - zaczął poważnie, chociaż rozumiał, że lepiej byłoby, gdyby zareagował mniej podejrzliwie. - O wojnie usłyszałem dopiero na Hyuo, w karczmie, lecz z nikim nie rozmawiałem, więc nie wiem nawet jakich stron ona dotyczy. Z Twojej, Panie, wypowiedzi wnioskuję, że Ród Yuki jest w nią zamieszany, prawda? - odparł zgodnie z prawdą i zwracał się do nieznajomego z szacunkiem, gdyż oczywistym było, iż dzieli ich i bariera wieku, i umiejętności, i doświadczenia. Nie mógł pozwolić sobie na zuchwalstwo czy arogancję. To byłoby wbrew zachowaniu prawdziwych samurajów, a przecież dążył, by być równie wspaniałym wojownikiem nie tylko siłowo, ale także umysłowo i duchowo.
- Nazywam się Isei i rzeczywiście jestem samurajem. Przybyłem na Hyuo, aby hartować swe ciało i ćwiczyć. - powiedział, jednocześnie kłaniając się z szacunkiem. Tego wymagała etykieta. - O ile mogę sobie pozwolić - jaka jest Pana godność? - postanowił zapytać już gdy wyprostował się. Miał tyle szczęścia, że tym razem nie wpadł na kobietę i nie musiał jąkać się, zawstydzać i ogólnie wyglądać żałośnie. Rozmowy z mężczyznami nie wprowadzały go w zakłopotanie, były dla niego naturalne. Tylko z płcią przeciwną nie wiedział jak postępować, a to wszystko kwestia przeszłości. To wydarzenia, które miał za sobą upośledziły go w tej kwestii. Teraz to nie miało większego znaczenia. Miał ważniejsze problemy, a jednym z nich była jego własna siła. Musiał się podszkolić, gdyż bez tego nie zrobi niczego konkretnego. Już dwa razy praktycznie zawiódł. Ani nie odniósł sukcesu, ani porażki w pełni, lecz taka neutralność była jeszcze bardziej przytłaczająca. Wskazywała na jego zupełną przeciętność. Na wyspie trenowało mu się znakomicie, więc szczerze wierzył, że gdy wróci znów do Ryuzaku no Taki, to będzie na innym poziomie. Marzył też, że kiedyś będzie mógł w ten sposób zaimponować Ichice. W końcu uratowała go, szkoliła w kwestii bycia i człowiekiem, i samurajem, więc powinna być dumna, gdy ten stanie się wspaniałym wojownikiem.
Isei
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Natsu » 12 mar 2017, o 22:13

Przyjęcie pozycji bojowej nie spowodowało żadnej reakcji u przybysza, po prostu spojrzał na ciebie i od razu wiedziałeś, że nawet ona mogłaby nic nie pomóc, ale nie zareagował w żaden sposób. Nie przyjmował postawy, nawet nie złapał za rękojeść swojej broni, czekał co zrobisz dalej i jak widać to była dobra decyzja. Uspokojony schowałeś swoją katanę do pochwy i zdecydowałeś się odpowiedzieć, a on nie wyglądał na zadowolonego z odbicia pytania, po chwili gdy udzieliłeś odpowiedzi wyraz twarzy stał się łagodniejszy, chociaż ciężko powiedzieć tak jeżeli ktoś wygląda jak chodzący kamienny posąg wypruty z jakichkolwiek emocji.
- Będzie zaatakowany przez kogoś kto może posiadać powiązania z osobą co chcę zabić. Masz swoją odpowiedź co tutaj robię, planuję zabić pewnego samuraja zwanym Wojną. Widząc tutaj jednego z nas byłem pewien, że masz z nim powiązania, ale teraz w to powątpiewam.
W jego słowach nie było szacunku jaki ty posiadałeś, natomiast był pełen pewności siebie. Przekonany w pełni, że nawet nie masz z nim żadnych szans, ale co się oszukiwać zapewne tak było, bo niemalże otaczała go aura mogąca przestraszyć wrogów. Oczywiście tylko tych słabszych psychicznie, a takich w obecnych burzliwych czasach aż tak wiele nie było. Każdy umiał walczyć, a ocenianie kogoś po samym wyglądzie to mógłby być wielki błąd, bo wystarczy kula ognia od dziecka czasem aby zabić. Niebezpieczeństwo może czyhać na każdym rogu wraz z śmiercią.
- Wybrałeś całkiem dobre miejsce w zlym momencie. Jak mówiłem wioska Hyuo zostanie zaatakowane, a wrogów będą mieli wiele, więcej niżeli sojuszników. Jeżeli chcesz znać moje Imię to zwę się Zjawą.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2257
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Isei » 13 mar 2017, o 19:58

Większość ludzi uznałaby postawę Zjawy za lekceważącą, lecz nie Isei. Dla niego było oczywiste od samego początku, że dzielą ich lata treningów i masa doświadczenia. To było widać na pierwszy rzut oka, że mężczyzna jest poza zasięgiem młodego samuraja. Nic dziwnego, że nie brał szkarłatnookiego za zagrożenie. Młodzieniec nie miał mu tego za złe - zresztą brak widocznego przejęcia się nim niekoniecznie musiał to samo oznaczać. Iaido było na tyle wspaniałą techniką, że pozwalało na trzymanie ostrza w sayi, stanie w rozluźnionej pozycji, a mimo wszystko można było w każdej chwili wyprowadzić idealne, błyskawiczne cięcie, które niekoniecznie musiało być atakiem, lecz sparowaniem. Isei zdawał sobie sprawę, że jest dopiero adeptem i przed nim jeszcze długa oraz ciężka droga, by kiedyś osiągnąć poziom podobny do Zjawy.
Samuraj zwany Wojną. Powtórzył w myślach słowa mężczyzny, Nigdy nie słyszał o takiej osobie ani od Ichiki, ani od innych samurajów. Na kontynencie także nikt w obecności młodzieńca nie wspominał tego... pseudonimu. Kimkolwiek był Wojna, to miał naprawdę parszywe szczęście, że ścigał go akurat człowiek o takiej aurze siły. Isei przemilczał pierwszą wypowiedź i wsłuchał się w drugą. Zjawa. Zjawa i Wojna. Samurajowie. Coś mu się obijało w głowie o "Zjawie", lecz nie był zupełnie w stanie przypomnieć sobie o co chodziło. Kojarzył, że ktoś w karczmie jeszcze na Yinzin powtarzał to słowo, jednak czy rzeczywiście chodziło o tego człowieka? Sytuacja robiła się wyjątkowo dziwna. Młody samuraj rozumiał coraz mniej. Nie przeszkadzał mu sposób wypowiedzi mężczyzny. Większość samurajów zachowywała pewną etykietę, która nie zawsze była uprzejma, jednak działała w określony sposób. Zjawa wypowiadał się jak nie-samuraj. To nie miało większego znaczenia o ile był samurajem. Na to składało się wiele czynników, a kultura mowy to jeden z mniejszych. Iseia ciekawiło dlaczego odrzucił swoje imię i nazwisko na rzecz przesudonimu, lecz po chwili dotarło do niego, że tak naprawdę mógł nigdy nie mieć ani tego, ani tego. Tak samo jak on. Dopiero staruszek Ejji nadał mu imię "Isei". Gdyby nie on, to zapewne skończyłby z jakimś marnym przydomkiem. Chociaż "Zjawa" brzmiało dosyć dumnie i zastanawiająco.
- Nigdy nie słyszałem o żadnym Wojnie. Ani o Tobie, Panie Zjawa. Jednak to jedynie moja ułomność - nie urodziłem się na Lazurowych Wybrzeżach. Trafiłem tam późno. Oprócz mojej sensei Ichiki, to nie mam żadnych powiązań. - powiedział spokojnie i zgodnie z prawdą. Specjalnie wspomniał, że nie słyszał też o Zjawie, aby ujrzeć jego reakcję. Zapewne nic po nim nie pozna. Mężczyzna wyglądał na wspaniałego samuraja, więc musiał być znany w Yinzin. Dlatego też Isei o tym wspomniał. Jego wiedza na takie tematy była niewielka.
- Nie interesuję się cudzymi wojnami, więc nie do końca orientuję się w aktualnych wydarzeniach. Powiada Pan, Panie Zjawa, że Ród Yuki ma więcej wrogów niż sojuszników. Jak to? Jakie są zatem strony konfliktu? O ile mogę prosić o wyjaśnienie. - na koniec delikatnie się skłonił - grzecznie i uprzejmie. Zachował się tak, jakby prosił starszego mistrza o kolejną lekcję lub rozjaśnienie pewnych niejasności jakie się wkradły. Po wyprostowaniu się, skupił swój wzrok znów na twarzy i oczach Zjawy, aby czekać cierpliwie na odpowiedź. Nie był zadowolony tym, że będzie zapewne zmuszony do opuszczenia Hyuo, gdyż nie chciał mieszać się w bezpośrednie bitwy rodów. Isei zgodnie ze swoimi postanowieniami stał po stronie własnej, która była stroną bezstronnego dobra. Która szkodziła złu, a pomagała dobru. Potyczki klanów nie należały do takich wydarzeń.
Isei
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Natsu » 14 mar 2017, o 01:02

Zjawa wysłuchiwał każdego słowa wypowiedzianego z twoich ust dosyć dokładnie. Uśmiechnął się za to słysząc imię twojej senpai. Czyżby w jakiś sposób ją znał? Bardzo możliwe, wyspa była wielka, a on podobno samurajem, przynajmniej wszystko na to wyglądało. Delikatny wiaterek powiewał jego płaszczem, ale nie zwracał on na to uwagi w żaden sposób. Poświęcał pełnię swojej uwagi wobec ciebie, kontrolował otoczenie samymi zmysłami więc mógł sobie na to pozwolić, tylko Isei nie koniecznie o tym wiedział.
- Nic dziwnego, że o mnie nic nie wiesz, ani o człowieku zwanym Wojną skoro tak. Od dawna mieszkam na Teiz wygnany przez samurajów, od czasu do czasu przychodził ktoś mnie wyzwać, większości nawet nie pamiętam z imienia, ale Ichiki zapadła mi w pamięć. Ona nie posiadała do mnie urazy jak większość, że opanowałem dziedziny shinobich, a chciała sprawdzić swoje umiejętności więc przyjąłem propozycje pojedynku. Stawialiśmy na szali swoje życie, dzięki temu pokazywała pełnię swoich umiejętności i muszę przyznać, że ma potencjał. Oczywiście nie chciałem jej zabijać od początku. Kto wie, może kiedyś zostanie liderem szkoły, ale długa droga do tego przed nią.
Słysząc po raz kolejny słowo pan lekko westchnął. Wcześniej na to nie reagował, ale ilość tego mogła mu doskwierać tym bardziej, że jak można się domyślić z słów wyżej nikt takiego szacunku od dawna mu nie okazywał. Był sam sobie zostawiony, wygnany kto wie jak długi już czas.
- Nie musisz być do mnie tak oficjalny, możesz mówić normalnie, bez żadnych panów. Co do stron to wspomaga ich szczep Ranmaru, armia rewolucjonistów Hozuki i Kruki. Ja osobiście jestem przez tych ostatnich, ale to z powodu wspólnych celów. Najedzie ich cała wyspa Kantai oraz Bestia z swoją armią, coś czuję, że jak Wojna udał się tutaj to zmierza właśnie do jego kryjówki więc pomagam im na tyle na ile nasze cele się łączą. Poza tym nie podoba mi się pogłoska krążąca o tej Bestii. Podobno porywał ludzi i jakoś sprawił, że oni potem nie są sobą, ale od dłuższego zaprzestał tego. Warto i tak zobaczyć to na własne oczy przy okazji. A co z Tobą? Jak nie masz zamiaru w tym uczestniczyć to radziłbym uciekać do Dojo Battodo Kame-ryu, gdzie odbędziesz swoje treningi bez problemów.
Spoglądał czekając na odpowiedź. Nie wyglądało też jakby chciał nagle uciekać, prawdopodobnie sam czekał na wojnę i rozwój sytuacji i przewidywał, że jeszcze ma chwilę czasu, aby tobie poświęcić.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2257
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Isei » 14 mar 2017, o 02:45

Młody samuraj nie mógł uwierzyć w to wszystko, co słyszał. Zjawa znał Ichikę i w dodatku mierzył się z nią w pojedynku. Jego zapewnienie, że od początku nie chciał jej zabić wskazywało, iż była mimo wszystko między nimi pewna przepaść siły, lecz i tak stwierdził, iż Ichika ma potencjał. Isei nie był nawet blisko poziomu swojej sensei, a co dopiero w takim razie Zjawy. To niesamowite, że akurat trafił na kogoś, kto ją zna. Mimowolnie uśmiechnął się, chociaż nie robił tego prawie nigdy. Każda myśl o niej wywoływała u młodzieńca szczerą radość. Czyżby nadal ją kochał? A czym jest miłość? Wiedział, że łączy ich cenna relacja i uczucia, lecz jakie... tego określić nie potrafił. Nie miał przyjaciół, nie miał rodziców, nie miał miłości, więc nie do końca rozróżniał jaki typ uczuć posiada względem Ichiki. Była dla niego wyjątkowo ważna - jak nikt inny. Był dumny, że posiadał tak wspaniałą sensei. Przez chwilę chciał zapytać czy przypadkiem Zjawa nie słyszał o tym gdzie aktualnie się znajduje, jednak powstrzymał się. Specjalnie wyruszyła w podróż i on również wyruszył w świat. Był jeszcze zbyt słaby, aby pokazywać się jej. Musiał osiągnąć coś większego, by móc spojrzeć jej w oczy. Może wtedy uzna go za godnego jej? O czym ja myślę! Skarcił się szybko i próbował ukryć uśmiech, lecz z marnym skutkiem. Naprawdę tęsknił za Ichiką i chętnie spędziłby z nią chociaż kilka chwil.
Wrócił jednak dosyć szybko do poważniejszych myśli. Jeszcze będzie miał czas rozmyślać o swojej sensei. Zjawa wyjawił kilka wyjątkowo ważnych informacji. Był wygnany przez samurajów i opanował dziedziny shinobi. Pierwsze zapewne łączyło się z drugim, gdyż na Yinzin panowało dosyć surowe podejście do korzystania z chakry, chociaż nie u każdego. Z całą pewnością nie lubili, gdy samurajowie w pełni próbowali się poświęcić używaniu tej energii, a nie ostrza. Również niemile widziane było gorliwsze ćwiczenie jutsu, niż techniki władania bronią. Dopóki chakra była jedynie wsparciem, dopóty nie było problemu. To znaczyło, że Zjawa musiał oddać się treningowi chakry i przewinić coś jeszcze. Byle zuchwalstwo wystarczyłoby, aby został wygnany skoro ćwiczył dziedziny shinobi.
- Sensei Ichika jest naprawdę wspaniałą osobą i wojowniczką. Miło mi słyszeć pochwały dla mojej nauczycielki. - powiedział nadal z uśmiechem, jednak całkiem sprawnie się opanował. To nie było w jego stylu, by się tak cieszyć, tak otwarcie. Co potrafiła zrobić tęsknota z człowiekiem. - Został Pan wygnany przez trening dziedzin opierających się na chakrze, prawda? Osobiście wychodzę z przekonania, że chakra jest naturalnym elementem - wewnętrzną energią, którą należy chociaż w pewnym stopniu kontrolować i wykorzystywać. W końcu ćwiczymy ciało, umysł i duszę, a chakra jest produktem tych trzech składowych. Sama ta energia nie jest według mnie niczym nieodpowiednim. Wszystko zależy od jej wykorzystania. Nie powinny być to tanie, niehonorowe sztuczki pokroju iluzji, ani aroganckie twory napędzane tylko chakrą - jak chmury ognia czy niszczycielskie podmuchy wiatru. Chakra powinna być w harmonii z innymi elementami, powinna być jedynie usprawnieniem i wsparciem. - w tym momencie przerwał sobie, gdyż zapomniał się zwyczajnie i zaczynał opowiadać o rzeczach, które niekoniecznie mogły Zjawę interesować. - Proszę mi wybaczyć, zapędziłem się myślami i słowami. - dodał, jednocześnie kłaniając się w przeprosinach. Miał wyjątkowo mało sytuacji, w których mógłby porozmawiać z drugim człowiekiem, a już od dawna nie rozmawiał z kimś, kto mógłby go rozumieć. Na kontynencie nie spotykał samurajów co nie mogło dziwić. W końcu to nie był ich dom.
Isei poczuł się niezręcznie na myśl, że miałby mówić zwyczajnie "Zjawa" do kogoś znacznie potężniejszego, znacznie bardziej doświadczonego i zwyczajnie starszego. Było to pewnym przełamaniem jego etykiety, którą nie musiał nigdy naruszać. Nie musiał, bo nikt nie prosił o mniej szacunku, aż do teraz. Mniej wyrażanego szacunku, w każdym razie. Skoro tak chciał, to tak będzie miał. Młodzieniec może i zmieniał oficjalne nastawienie, ale nie zmieniał niczego co za tym stało, a więc podziwu i szacunku. Dlatego też bez słowa przyjął do wiadomości, że nie powinien używać "Pan" względem Zjawy.
Wychodziło na to, że Ród Yuki, Szczep Ranmaru, rewolucjoniści z Hozuki oraz Kruki walczą przeciwko całej wyspie Kantai, czyli - jak słyszał Isei - właśnie Hozuki i jakieś zdominowane szczepy. Pojawiał się też nijaki Bestia, który prowadził własną armię. Wydawało się, że może być sprzymierzony z Kantai przeciwko Hyuo, chociaż zabrzmiało to tak, jakby jedynie jego cele również zakładały pokonanie Rodu Yukich. Zbieżność spraw. Sytuacja była nieciekawa dla mieszkańców tej wyspy. Mieli spore wsparcie, ale wróg zdawał się przeważać. I tak Isei nie zamierzał mieszać się do nieswojej wojny na froncie czy to Yukich, czy to Hozukich.
- Myślałem o dojo, lecz nie mogę przewidzieć wydarzeń. Jako samuraj staram się zachować zupełną neutralność względem wydarzeń politycznych, zatem wolałbym się wycofać z Hyuo, by nie wpaść w wir wydarzeń. Jednak interesuje mnie kim jest ten cały Bestia? To jakiś sprzymierzeniec Kantai? Brzmi raczej jak niezależny wróg Yukich lub ogólnie ludzi, skoro dopuszczał się okropnych czynów i tak mało o nim wiadomo. - młodzieniec nie ukrywał, że był tym tematem nieco zainteresowany, gdyż wyczuł w tym możliwość działania. To wszystko wskazywało na to, że Bestia był, jak to w książkach określa się, "tym złym", którego należało pokonać. Iseiowi spodobała się taka wizja walki przeciw armii "arcywroga ludzkości" właśnie z powodu zwojów i ksiąg jakie czytał. W głównej mierze opowiadały one o niesamowitych wojownikach, którzy powstrzymali jakieś zło. Dlaczego by nie zostać jednym z nich? Oczywiście tylko jeżeli będzie to czynem neutralnym politycznie względem porachunków rodów. Inna sprawa, że młody samuraj był pełen podziwu dla Zjawy, który jawił się osobą o zbliżonych poglądach. W dodatku również nie miał nic przeciwko chakrze - tak jak Isei. A już najważniejsze, że pochwalił Ichikę i tym samym zyskał sympatię oraz uznanie szkarłatnookiego, który stwierdził, że nawet chwilowe przebywanie u boku Zjawy mogłoby być wartościową lekcją dla niego. W końcu mężczyzna przewyższał umiejętnościami Ichikę, zatem młodzieniec mógł podłapać od niego coś interesującego.
Isei
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Natsu » 15 mar 2017, o 01:42

Słysząc słowa na temat chakry aż sam uśmiech delikatnie pojawił się u rozmówcy, próżno szukać wsparcia w tej sprawie od kogokolwiek z samurajów, a tutaj proszę przypadkowo spotkany członek społeczności, który ma pewne podejście do tematu, chociaż Isei nie wiedział niczego. Jeszcze, może kiedyś dowie się o historii Zjawy, ale zdecydowanie nie jest on osobą, która opowiadałaby o wszystkim od tak. Ma pewnie jakieś powody, że to robi, może nawet z pewnej sympatii do Ichiki-senpai. Łączyła ich pewna doza znajomości, chociaż zażyłość w tym przypadku jest zupełnie nieznana, jedynie co powiedział to o pojedynku, a co było dalej? Przecież jej nie zabił.
- Cóż akurat informację o naszym pojedynku zachowaj dla siebie, gdyby Ichiki wiedziała, że ktoś wie z pewnością chciałaby popełnić seppuku. Honor samurajów, przegrała pojedynek na śmierć i życie, skoro jesteś jej uczniem jesteś w stanie zrozumieć o czym mówię.
Przez chwilę zmierzył wzrokiem kierunek osady rodu Yukich, ale nie trwało to za długo, bo wrócił do rozmowy.
- Nie musisz mnie przepraszać. Zacząłem poznawać tą dziedzinę tylko w jednym celu, aby uzyskać swoją zemstę na wojnie. Byłem gotów porzucić dla tego celu swoje imię, nazwisko, sprzeciwić się liderowi samurajów i pokonać go w pojedynku po którym zostałem wygnany. Cóż chakra oferuje potężne umiejętności jeżeli się je wykorzysta odpowiednio, a mój miecz jest tego przykładem. Połączeniem sztuki samuraja oraz shinobiego.
Kiedy tylko wspomniałeś o bestii wiatr zawiał mocniej, jakby ona wołała, chociaż to tylko zbieg okoliczności to mogła pojawić się gęsia skórka na ciele. Można być przygotowanym na niskie temperatury, ale one dalej atakują ciało, które odpowiada normalnymi reakcjami.
- Co do tego to wiem nie wiele, ale słyszałem, że jest związany z antykreatorem. Możesz śmiało go uznać za zło, tym bardziej, że był powiązany z porwaniami po kontynencie, które od jakiegoś czasu ustały. Z rodem Hozuki ma tyle wspólnego co najwyżej cel jakim jest zniszczenie Hyuo, jeżeli wierzyć tym plotkom to pewnie jedyna rzecz która go interesuje. Wywołać chaos. Sam nie mam zamiaru uczestniczyć w wojnie, jestem z osobistych pobudek. Wybiorę się do jego kryjówki, tak umawiałem się z tymi całymi Krukami, że mnie tam zabiorą, bo przyda się im każda silna jednostka. Może tam znajdę odpowiedzi na dalsze pytania, to jedyne miejsce gdzie mój cel mógł się udać.
Dopiero teraz mogłeś zrozumieć dlaczego zerkał na Fuyuhanę, miejsce to znajdowało się blisko i dawało się usłyszeć jakieś powstający tam niemały harmider.
- Widać, że zaczyna się ewakuacja czyli czas na mnie. Jeżeli nie chcesz brać w tym udziału to uciekaj, a jeżeli tak to chodź ze mną. Zobaczę co zdołała przekazać Tobie twoja senpai.
Jak powiedział tak też zrobił i ruszył w kierunku centrum samotnie, albo z Tobą.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2257
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Isei » 15 mar 2017, o 15:22

Oczywiście, że rozumiał czym były pojedynki na śmierć i życie. Wielkim przewinieniem było zgodzić się na taki, a później darować życie komuś. Niewiele mniejszym było zachowanie życia, mimo przegranej. Zjawa musiał od samego początku doskonale wiedzieć, że Ichika nie jest w stanie go pokonać, dlatego darował jej życie. Przed nią była jeszcze długa droga, a on nie chciał jej kończyć zimną stalą. Blondwłosa wojowniczka z pewnością po wszystkim zrozumiała na co się porwała i tylko dlatego jeszcze żyła. Była zbyt honorową osobą, aby ot tak nie zakończyć swojego życia po łasce, jaką okazał Zjawa. Musiało tak być. Isei nawet nie dopuszczał do myśli, że jego najwspanialsza sensei mogłaby mieć jakąś skazę. Zresztą miał ku temu powody - nie pokazała żadnej słabości przez cały czas pobytu młodzieńca u niej.
- Niczego nie wyjawię. - zadeklarował się niemalże natychmiast. Nie pozwoliłby, aby Ichika się skrzywdziła. Już wolałby sam siebie zabić, niż kolejny raz pozwolić jedynej bliskiej mu osobie na śmierć. Nie tym razem. Tym razem już nie podniósłby się. Nie zasługiwała na to.
Kolejne informacje ponownie zdziwiły młodego samuraja. Wychodziło na to, że Zjawa podjął się treningu dziedzin shinobi tylko po to, aby pokonać Wojnę. I właśnie teraz miał ku temu okazję. To musiało dla niego wiele znaczyć. Jeszcze ciekawsze było to, iż pokonał lidera, Pana Musashiego Sasakiego. Musiał być naprawdę potężny skoro dał radę tak legendarnemu wojownikowi jak Musashi Sasaki-dono. Zagadką było, czy osiągnął to głownie dzięki sztukom ninja. Jeżeli tak, to Zjawa stracił sporo w oczach Iseia, lecz jeżeli nie, a one były jedynie wsparciem, to właśnie miał kolejny argument za tym, by zostać w swoim przekonaniu odnośnie chakry. Młodzieńca zaciekawiła również broń mężczyzny, gdyż nazwał ją połączeniem sztuki samuraja i shinobiego. To zastanawiające czym on musiał być w takim razie. Szkarłatnooki słyszał o różnych ostrzach posiadających niesamowite właściwości, ale jeszcze żadnego nie widział na własne oczy. Broń Zjawy wyglądała z tej perspektywy na jedynie wyśmienity twór kowalski. Istne arcydzieło, ale po za tym, to całkiem zwyczajna Ō-katana.
Wiatr zawiał mocniej jak na znak, że nie należy zbyt często wspominać o Bestii. Oczywiście samuraj uznał to tylko za przypadek i nie doszukiwał się w tym głębszego sensu. Znacznie bardziej skupił się na Zjawie, który powiedział bardzo interesujące rzeczy. Bestia był powiązany z Antykreatorem. Isei słyszał o tej osobie niejednokrotnie. Często samurajowie posługiwali się nim jako przykładem, do czego zmierza świat pełen chakry. Że zaślepia ona umysł i wyżera duszę, aż stajesz się istnym potworem, demonem Oni, który chce zniszczyć świat. Antykreator na Lazurowych Wybrzeżach był synonimem czystego, wcielonego zła napędzanego chakrą, a skoro Bestia miał z nim powiązania, to znaczyło, że był złem zagrażającym każdemu. Nie tylko rodowi Yuki. Wyeliminowanie go będzie korzyścią dla wszystkich dobrych ludzi, więc młodzieniec uznał, że powinien przyłożyć do tego rękę. Był świadom, iż daleko mu do znalezienia się w zasięgu osób zdolnych do pokonania takiego kogoś, lecz zawsze mógł wspomagać. Zajmować się mniejszymi przeciwnikami, bo w końcu mowa była o całej armii. Z nią mógł mieć szansę, chociaż nigdy nie był w tak wielkim boju. Walka jednak nie była mu obca. Całe życie walczył i całe życie mordował. Teraz mógł wykorzystać swoje umiejętności w dobrym celu.
Młodzieniec został nieco zaskoczony tym, że Zjawa chciał go zabrać ze sobą i przetestować to, czego nauczyła go Ichika. I tak chciał wziąć udział w pokonaniu Bestii, więc oczywistym była zgoda. Zaczynała się ewakuacja. Dopiero się zaczynała, zatem miał jeszcze chwilę czasu. Musiał jeszcze coś przetestować zanim ruszy do boju. Musiał sprawdzić czy coś potrafi, co z pewnością zwiększy jego użyteczność w walce. Później nie będzie miał szansy, a możliwe, że uratuje mu to życie. Jemu lub innym. A z pewnością pozbawi życia tych, którzy staną naprzeciw niego.
- To zaszczyt móc podążać u Twego boku i walczyć ramię w ramię, Zjawo. Ewakuacja dopiero się rozpoczyna, więc chciałbym jeszcze ten niedługi czas poświęcić na przetestowanie czy zdolny jestem do opanowania techniki Kenryūtō, którą widziałem niejednokrotnie w Yinzin. Dołączę do Ciebie, gdy tylko to sprawdzę. - powiedział i nie czekał, aż mężczyzna go opuści. Widział gdzie się kieruje, widział gdzie spogląda. Odnajdzie go z pewnością. A teraz musiał ćwiczyć.

Natychmiast wyciągnął Mugen z Sayi i ustawił się w pozycji. Technika Kenryūtō była czymś kontrowersyjnym. Wykorzystanie chakry jako wsparcia w sztuce samurajskiej. Argumentem, aby z tego korzystać wśród innych samurajów było to, iż Kenryūtō wykorzystywało czystą chakrę. Czystą i jedynie jako dodatek, a nie główny trzon umiejętności. Kenryūtō bez techniki było niczym. Ichika opowiadała mu o tej technice. Pamiętał ją doskonale. Widział jak z niej korzystała. Mówiła, że należy przelać chakrę do ostrza bez większej kontroli nad tym. Jedynie uważać, by nie przesadzić, a później utrzymać efekt. I Isei tak zrobił. Wziął głęboki wdech, a później jakby jednym "pchnięciem" spróbował przelać niebieską energię do katany. Ta błysła chakrą, lecz natychmiast zgasła. Energia została rozproszona, gdyż właśnie przesadził. Nie mógł tak gwałtownie jej uwalniać, bo później nie dało się ją zatrzymać. Spróbował jeszcze raz, lecz słabiej. Efekt był przewidywalny - drobna powłoka z chakry niezbyt przypominała to, czym było Kenryūtō w rzeczywistości. Zbyt mało chakry, chociaż utrzymywał ją. Spróbował przelać więcej, aby osiągnąć odpowiedni poziom. Niestety jednoczesne utrzymywanie w połowie wykonanej techniki i dodawanie chakry było zbyt trudne. Musiał to zrobić stopniowo, chociaż i w ten sposób mu się udało. Ze sporym wysiłkiem, ale udało. Trwało to jednak zbyt długo. Doszedł do wniosku, że nie może uwalniać chakry "pchnięciem", a ma być bardziej to rwący potok, który nagle zostaje przerwany i uspokojony. Tak też uczynił. Pierwsza próba była zupełną porażką. Nie mógł nauczyć się jak z siebie wywołać chakrę w ten sposób, by właśnie była silnym strumieniem, a nie skondensowanym pociskiem. Zawsze skupiał w jednym punkcie najbliżej miejsca, w którym potrzebował chakry, a później uwalniał ją nagle. Teraz tak nie mógł. Wziął kilka głębokich oddechów na uspokojenie chakry. Musiał chwilkę odpocząć, a czasu nie było wiele. Zamknął oczy, wyobraził sobie strumień chakry, który przepływa przez jego ciało, a później kieruje się do rąk. Tam przechodzi na Mugen i zostaje odcięty, a chakra w ostrzu ustabilizowana. Tak, miał już to wyobrażone, więc powinno pójść łatwo. Niestety nie poszło tak prosto, jak chciał. Musiał powtórzyć technikę jeszcze z osiem razy zanim udało mu się osiągnąć idealne Kenryūtō. Później dwukrotnie jeszcze przetestował czy z pewnością wie co robi. I tak, udawało się. Opanował Kenryūtō.

Trening techniki Kenjutsu rangi B - Kenryūtō. Linijek: 19/15. Czas nauki: 8h. Od: 15:22 15.03.2017 do 23:22 15.03.2017.
Isei
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Isei » 15 mar 2017, o 23:23

Z opanowaniem techniki poszło szybciej, niż się spodziewał. Było to co prawda męczące i dosyć stresujące, ale liczył się efekt. W oddali słychać było odgłosy ewakuacji mieszkańców. Nie była to panika, gdyż każdy wiedział co niedługo nastąpi. Mieli jeszcze czas, a więc i Isei miał chwilę. Chwilę, aby przetestować swoje pomysły. Już nawet nie ćwiczyć je, a jedynie przetestować czy w trakcie boju będą użyteczne. Na chwilę schował Mugen, by móc się zupełnie rozluźnić. Musiał odpocząć chociaż przez minutę, gdyż później miał dołączyć do Zjawy i innych, którzy wyruszali, aby zlikwidować Bestię. Nie mógł być wycieńczony i nie zapowiadało się, żeby był. Miał się doskonale, a jeden trening nie obciążał jego organizmu tak bardzo. Rozmowa ze Zjawą była również przerwą, więc odpoczywał. Nie było źle.

Isei odkąd trafił do Ryuzaku no Taki zastanawiał się, w jaki sposób mógłby obronić się przed shurikenami i kunaiami, które były ciskane przez ninja z taką lubością. Oczywiście mógłby wykonać unik, ale wtedy znów byłby rzut zapewne. Samuraj chciał jakoś wykorzystać to żelastwo przeciwko shinobim, by ich zająć i mieć czas samemu się zbliżyć. Nie chciał oczywiście nosić przy sobie jakichś rzutek, więc wpadł na pomysł odbicia broni w stronę oponenta. Według jego planu miało to nastąpić w taki sposób, że szybkim cięciem chwytałby czubkiem Mugen za otwory w broni miotanej, a później ściągałby je na ziemie, by w ten sam sposób odrzucić je w stronę przeciwnika. Aby zapewnić sobie odpowiednią szybkość cięcia musiał zacząć z Iaido - to było pewne. Reszta to jego celność. Od niej zależało najwięcej. Postanowił poćwiczyć ten ruch. Cięcie z Iaido, które zbiera broń miotaną. Ono było najważniejsze. Chwycił za sayę lewą dłonią, a prawą za tsukę. Wyobraził sobie, że w odległości dziesięciu metrów stoi przeciwnik, który właśnie w rękach ma trzy shurikeny i przymierza się do rzutu. Isei już w tym momencie przygotowywał się do celnego cięcia, aż w końcu następuje wyrzut. Ocenia prędkość jedynie na tyle, by wiedzieć kiedy czubek ostrza będzie w zasięgu rzutek. W końcu tnie z jednej ręki - lewa cofa sayę do tyłu, a prawa błyskawicznie wyciąga Mugen, by wykonać najważniejszy ruch. Natychmiast cięcie skręca w dół, przed jego prawą nogę. Shurikeny zostają wbite jeden za drugim. Ostrze katany jest zaraz za nimi, więc jedynie obraca nadgarstek i natychmiast wykonuje cięcie od dołu, do góry w stronę miejsca, z którego przyleciały wyimaginowane shurikeny. W odpowiednim momencie cofa ostrze do tyłu, by wcześniej wypuścić broń z czubka Mugen. Rzutki lecą jedna za drugą i trafiają cel przez zaskoczenie. I tak jeszcze dziewięć razy, aż w końcu Isei uznał, że lepiej nie przećwiczy tego samemu.

Trening własnej techniki rangi C - Hikage no Dan: Shobatsu. Linijek: 15/10. Czas nauki: 5h. Od 23:23 15.03.2017 do 04:23 16.03.2017.
Isei
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Isei » 16 mar 2017, o 19:11

Przy tym treningu Isei wcale się nie zmęczył. W końcu powtarzanie dwóch cięć przeciwko wyimaginowanemu przeciwnikowi, to nie jest coś, co mogłoby nadszarpnąć kondycję samuraja. Nie potrzebował odpoczynku nawet. Schował na chwilę Mugen do sayi, aby jedynie przetrzeć dłonie. Może i nie było bardzo zimno, lecz trzymanie w gołych dłoniach tsuki katany kiedy temperatura jest na minusie i zawiewa wiatr, to dosyć nieprzyjemne uczucie. Palce sztywniały, traciło się dokładne czucie w dłoniach, a to było niekiedy niezbędne lub nawet kluczowe w niektórych technikach Battodo. Albo technikach Iseia, które wciąż wymyślał, by później móc opracować. Do kolejnej szczególnie potrzebował dobrego czucia w dłoniach, więc przetarł je o kimono, a później zaczął szybko zaciskać w pięść i rozluźniać. W końcu mięśnie się rozgrzały na nowo i mógł wrócić do ćwiczeń.

Kolejna technika, na którą wpadł sam młodzieniec. Była czymś sprytnym i całkiem prostym, a jednak śmiertelnie groźnym przy odpowiednim użyciu. W założeniu wystarczyło zamienić miejscami ręce podczas cięcia kataną, aby dzięki temu mieć możliwość zmienienia kierunku cięcia ze względu na mechanikę mięśni oraz stawów. Isei wyciągnął Mugen z sayi i ustawił się w tradycyjnej pozycji Battodo. Najpierw musiał poćwiczyć sam ruch zamiany rąk. Prawa się rozluźniała i zjeżdżała w dół, a lewa puszczała i natychmiast chwytała w miejscu prawej, a aktualnie nad nią. Banalne. Sama zamiana była dziecinnie prosta, lecz musiał wyćwiczyć odpowiednią szybkość oraz odpowiedni odruch - aby być pewnym swojego działania i móc skorzystać z tej sztuczki kiedy tylko zechce. Przez dłuższą chwilę trenował tylko zamianę rąk. Dopiero jak się upewnił, że nie zawiedzie w tak prostej sprawie, to przeszedł do wykonywania prostego, wertykalnego cięcia i zamiany rąk bez zmiany kierunku. Wyszło bez problemów, więc powtórzył jeszcze siedem razy. Później horyzontalne i też powtórzenie osiem razy łącznie. Później inne kierunki - ukośne. W końcu zaczął próbować zmieniać kierunek. Był zaskoczony efektem, gdyż już pierwsze cięcie z góry do dołu zdołał przesunąć w bok na tyle, by ominąć wyimaginowany blok wyimaginowanego oponenta. Nie spodziewał się, że rezultat będzie tak zadowalający. Spróbował cięć z różnych stron i przesunięć w różne kierunki, aby obeznać się z nową możliwością jaką oferowała technika. Jego własna technika - warto dodać. Na koniec przetestował czy może wykonać technikę od razu z Iaido i był pozytywnie zaskoczony tym, że wykonał to z łatwością. Nie było sensu do dalszego treningu. Opanował już wszystko co chciał.

Trening własnej techniki rangi C - Hikage no Dan: Henkō. Linijek: 14/10. Czas nauki: 5h. Od 19:11 16.03.2017 do 00:11 17.03.2017.


Isei w pośpiechu schował Mugen do Sayi i spojrzał w kierunku, w którym podążył Zjawa. Widział nawet jego ślady na śniegu, więc mógł skierować się zaraz za nim. Widział, że zmierzał do centrum, więc wystarczyło ruszyć właśnie tam, a z pewnością go znajdzie. Był raczej osobą, na którą nie dało się nie zwrócić uwagi. Biła od niego aura, którą czuć było z odległości. Każdy niedoświadczony szermierz doskonale wiedział już od początku, że nie warto stawać do boju ze Zjawą. A przynajmniej tak wydawało się Iseiowi, który nigdy o zdrowych zmysłach nie rzuciłby temu człowiekowi wyzwania. "Nigdy" było błędnym określeniem, bo zakładał jedynie, że w przeciągu kilku lat nie osiągnie poziomu chociaż zbliżonego, aby móc konkurować ze Zjawą. Wierzył jednak, iż w odległej przyszłości nastanie taki moment, w którym mógłby pokonać Pana Musashiego Sasakiego niczym spotkany niedawno wygnany samuraj. Marzenia i cele były wielkie, lecz przed młodzieńcem znajdowała się jeszcze długa droga, a on właśnie pakował się w wydarzenia, które nie do końca rozumiał. Z pewnością nie do końca rozumiał zagrożenia, jakie mogły na niego czyhać, aczkolwiek wiedział, że postąpił właściwie. Walka z Bestią zdawała się obowiązkiem.


Z/T
Isei
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Ryūji » 13 cze 2017, o 10:17

Wojenny kurz i zawierucha powoli opadała na wyspach, zwycięstwo Yukich dało mieszkańcom w końcu wymarzony pokój, lecz na pewno pozostawiło im mnóstwo pracy. Zniszczenia i pogrom żołnierzy był ogromny, każdy będzie miał mnóstwo roboty aby przywrócić wszystko do normalnego stanu. Ryuji kilka ostatnich dni spędził w obozie dla najemników, czekając na swoje wynagrodzenie, udało mu się stanąć po wygranej stronie więc traktowany był z należytym szacunkiem i nie było problemów aby zaznał porządnego wypoczynku, jedyną sprawą której mu się nie udało załatwić było spotkanie z Tamotsu, który ze względu na odniesione rany został hospitalizowany i odcięty dla gości. Młody Sabaku miał dużą nadzieję, że uda mu się dokładniej wybadać sprawę Antykreatora, lecz jak widać chyba będą musiały mu wystarczyć informacje, które zdobył podczas misji. Lud Hyuo okazał się bardzo gościnny i życzliwy, być może właśnie dlatego, iż blondyn pomagał im w walce. Lodowi tubylcy dostali swojego nowego przywódcę, był nim Natsume, którego kojarzył z turnieju, który odbywał się w jego dawnej osadzie. Shirei-kanem nie zostaje byle kto więc musiał być bardzo potężnym wojownikiem, który pokazał swoją wartość w boju. Ryuji jednak był świadom, że na tej pozycji siła to nie wszystko, a to czy spisze się na tym stanowisku pokaże czas. Młody władca piasku, wiedział, że nie może dłużej stać w miejscu, po odpoczynku i uzupełnieniu zapasów musiał ruszyć w dalszą drogę aby dopiąć swego, nim jednak opuści lodowe wyspy zamierzał wykorzystać zdobyte doświadczenie podczas ostatniej misji. Szukając odpowiedniego miejsca, zacisznego, ukrytego przed wzrokiem innych, jednak nie zbyt daleko od osady, trafił w dość tajemnicze i ciekawe tereny, wśród których rosło a raczej stało zamrożone drzewo. chłopak musiał przyznać, iż był to niesamowity i niecodzienny widok.

Chłopak ściągną, gurde z pleców i położył ją, opierając o drzewo, jednym gestem ręki z naczynia wydobył się piasek, który przykrył całą okolice cienką warstwą piasku, tworząc niewielką pustynnie. Kontrola piasku nie sprawiała Ryujiemu żadnych trudności, lecz blondyn zdawał sobie sprawę, iż piasek wciąż mógł być szybszy i wytrzymalszy, że jego umiejętności wciąż nie dorównują najlepszym wojownikom Sabaku. Piasek z gurdy nasiąknięty chakrą użytkownika było o niebo lepiej kontrolować, dlatego też postanowił zacząć z nim a w między czasie zaczął odgarniać przy nie wielkiej jego ilości śnieg aby dostać się do zmarzniętego podłoża i wydobyć trochę zwykłego piasku. Na rozgrzewkę skupiając się delikatnie Sabaku zaczął unosić pojedyncze ziarenka, co wcale nie było proste, znacznie łatwiej było nadać kształty całej kupie niż kontrolować mikroskopijne ziarna jednocześnie. Kiedy tysiące z nich wzbiły się w powietrze rozkazał im powoli skupiać się w jednym miejscu tak aby utworzyły kulę wielkości ludzkiego torsu. Pierwszym zadaniem chłopaka było popracowanie nad szybkością formowania piasku, a kula miała służyć za jego model. Używając rąk, blondyn wyglądał niczym rzeźbiący artysta, raz po raz za pomocą jednego gestu kula przybierała kształt zwierzęcia, przedmiotu czy budowli, w przerwach powracając do swojego początkowego kulistego kształtu. Ryuji przyśpieszał i zwalniał, starając się robić wszystko jak najdokładniej, starając się zachować wszelkie szczegóły kształtów, skupienie i wizualizacja podczas walki była równie ważna jak jego zdolności fizyczne, stąd właśnie to ćwiczenie. Młody władca piasku zamierzał robić to jeszcze przez kilka godzin, tak aby wszystko było już naturalne, aby było instynktowne. Kolejnym etapem treningu było wzmocnienie wytrzymałości jego piasku, ta część była mniej skomplikowana, lecz wcale nie łatwiejsza. Shinobi, stworzył ścianę piasku starając się jak najmocniej skoncentrować piasek, miała ona za zadanie wytrzymać jak największy opór, a kiedy zaczęłaby pękać, Ryuji chciał skompresować ziarna jeszcze bardziej. Tworząc w powietrzu, piaskowe kolce shurikeny i inne pociski, raz za razem blondyn ciskał nimi w ścianę wywierając jak największą presję, czasem łączył ataki, lub napierał całym pozostałym piaskiem. Ćwiczenie to było naprawdę wyczerpujące lecz i efektywne, gdyż pozwalało trenować zarówno atak jak i obronę. Niestety pochłaniało całkiem spore ilości chakry co nie pozwalało na długi efektywny trening, dlatego też korzystając z gościnności Yukich, chłopak postanowił rozłożyć trening na kilka dni. regeneracja sił i chakry podczas wysokopoziomowych treningów była równie ważna co sam trening, a dodatkowo dawała czas na analizowanie całego procesu. Podczas kolejnych sesji treningowych Ryuji zaczął skupiać się na jednym punkcie w ścianie piasku, punktowy nacisk był znacznie bardziej penetrujący co zmuszało go do jeszcze większego wzmacniania obrony. Chłopak powoli uczył się jak bardziej zacieśniać przerwę między ziarenkami, tworząc coraz mocniejszą i mocniejszą ścianę. Warunki w jakich był przeprowadzany trening także odciskały swoje piętno, niskie temperatury nie pozwalały przebywać blondynowi zbyt długo z dala od źródła ciepła dlatego też w raz z kolejnymi dniami zaczął sobie rozpalać ognisko, które dawało choć trochę otuchy podczas mroźnych podmuchów.

Suna Kanri: Reberu Ei
Ryūji
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Irie » 14 cze 2017, o 12:16

Misja dla Ryūjiego
1/30+



Cisza i niezmącony spokój panowały na tutejszych terenach. Mimo sąsiadującej nieopodal głównej osady, nie było tutaj nikogo. Wędrowałeś po okolicy by znaleźć odpowiednie miejsce na przeszlifowanie swoich umiejętności, które po niedawnych wydarzeniach były po prostu lepsze. Twój wzrok przykuło jedno z drzew, które różniło się od pozostałych. Była to silna roślina z grubym pniem i co dziwniejsze, korona była przyozdobione soczyście zielonymi liśćmi. Całość była zamknięta w lodzie wzmocnionym chakrą. Trzeba było przyznać, że nawet niepozorne drzewo potrafiło być cudem natury w odpowiednim rejonie.
Było lodowato. Był to okres najniższych temperatur. Cisza była przerywana przez pojedyncze zerwanie mroźnego wiatru, który drażnił twoją nieprzyzwyczajoną skórę. Dla tutejszych nie było to niczym nadzwyczajnym, jednakże dla kogoś wychowanego w gorących klimatach była to udręka.
Ćwiczyłeś, choć skupienie było nadwyrężone przez zimno. Zdawać by się mogło, że byłeś tutaj sam. Jednak do twojego uszu dotarł zduszony jęk, jakby kogoś rannego, oddalonego o raptem 50 metrów. W zasięgu wzroku jednakże nie widziałeś ani żywej duszy, być może ktoś się ukrył za jakąś górką śniegu?
Ostatnio edytowano 20 cze 2017, o 11:15 przez Irie, łącznie edytowano 2 razy
Irie
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Ryūji » 15 cze 2017, o 10:53

Dość skomplikowany trening, nareszcie został ukończony, z czego blond włosy chłopak cieszył się jak jeszcze nigdy i to nie ze względu na to, iż udało mu się opanować nowe umiejętności, a dlatego iż w końcu będzie mógł wrócić do osady i ogrzać się porządnie. Panujące warunki były najgorszymi z możliwych dla mieszkańca Samotnych wydm, gdzie niskie temperatury występują jedynie w nocy, lecz nigdy tak srogie... a do tego ten śnieg i wicher.. brrr. Ryuji znów dziękował w głowie, pomocnemu marynarzowi, który podarował mu ciepłe ubrania odpowiednie do tych warunków, bez niech prawdopodobnie leżałby już pod śniegiem jako element krajobrazu. Chłopak naciągną kaptur płaszcza na głowę i zbliżył dłonie do ust, mimo iż miał na sobie rękawiczki były skostniałe. Kilka chuchnięć w dłonie rozprowadziło po nich niewielkie ciepło, był to dobitny znak, że trzeba było się ruszyć i znaleźć coś na rozgrzanie. Młody władca piasku, od kilku dni rozważał opuszczenie lodowych wysp, tak naprawdę to zrobił by to już dawno ale wciąż nie zdecydował co mogłoby być jego następnym celem podróży. Pogoda jednak ostro dawała w kość i po prostu miał już dość panujących na wyspie warunków, więc chyba po prostu wsiądzie na pierwszy lepszy statek i ruszy gdzie go nogi poniosą. Nie był jeszcze gotów na powrót do domu, wciąż było za wcześnie, wciąż musiał się sporo nauczyć, tylko tak może nadgonić przepaść pomiędzy nim a najsilniejszymi wojownikami Sabaku.
Chłopak zbierał się już do powrotu mocując swoją gurdę na plecach sprawdzając dokładnie pasy, przemieszał kilka razy piasek w środku, musiał pilnować aby ten nie przymarzł bo kontrola nad nim była by trudniejsza a nie mógł sobie na to pozwolić. W tym właśnie momencie doszedł do jego uszu dość specyficzny dźwięk, Ryuji od razu wzmógł swoją czujność. Wypuszczając niewielką ilość swojego piasku swobodnie utrzymywał ją wokół własnego ciała, tak aby być gotowym do obrony w każdym momencie. co prawda wojna się zakończyła, lecz tak naprawdę nie wiadomo ilu dezerterów, bandytów czy morderców może czaić się wciąż na terytorium Yukich. Mimo wszystko chłopak nie zamierzał przejść obok tajemniczego dźwięku obojętnie, a jako że nie mógł dostrzec jego źródła, postanowił ostrożnie skierować się w jego stronę, będąc w pełnej gotowości do obrony w postacie tarcz i zasłon z piasku, ot taki nawyk i przyzwyczajenie shinobiego.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 15
WYTRZYMAŁOŚĆ 45
SZYBKOŚĆ 20
PERCEPCJA 20
PSYCHIKA 14
KONSEKWENCJA 1

KONTROLA CHAKRY B
Klanowe: Suna Kanri (Teichi): Reberu Ei
Ryūji
 

Re: Zamrożone Drzewo

Postprzez Irie » 20 cze 2017, o 11:13

Misja dla Ryūjiego
3/30+



Zimno dawało o sobie znać, na szczęście nie było to apogeum najmroźniejszej pory roku, mogłeś znieść niską temperaturę choć nie było łatwo. Kilka warstw ciepłych ubrań była dobrze zrobiona, chroniła cię przed nieprzyjemnym na tych terenach zimnem.
Usłyszałeś dźwięk, momentalnie zwiększyłeś swoją czujność, wokół ciebie ukazała się piaskowa bariera. Nie byłeś pewien czy był to wróg czy jednak sojusznik potrzebujący pomocy, w tak niepewnych czasach należało spodziewać się każdego. Z dużą dozą ostrożności zacząłeś iść w kierunku odgłosu intensywnie się rozglądając. Krajobraz wydawał się monotonny, wokoło były jedynie drzewa oraz śnieg. Nagle zza jednej zaspy dostrzegłeś kawałek zakrwawionej dłoni. Idąc dalej w jej kierunku zacząłeś dostrzegać całe ciało. Była to kobieta leżąca na brzuchu w śniegu, miała na sobie jedynie coś w rodzaju długiej i szarej koszuli nocnej, która była mocno poszarpana. Żadnej innej bielizny na sobie nie miała. Niektóre części jej ciała były oblepione niewielką ilością krwi lecz żadnych większych ran nie posiadała. Jej twarz była ukryta za zasłoną długich czarnych i falowanych włosów, które były w mocnym nieładzie. Jej ciało robiło się sine z powodu zimna. Wyglądało na to, że skądś uciekła.
Irie
 

Następna strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość