Shiroyama 城山

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: Shiroyama 城山

Postprzez Shijima » 9 gru 2017, o 16:06

Kolejne urodziny mijały tak, jakby ich nie było. Tylko zegar wybijał na ścianie, chociaż Shijima nigdy go tam nie zamieścił. Może pora to zmienić. Szczęśliwi ponoć czasu nie liczyli, ale on nie czuł się szczęśliwy. Nie czuł się też jednak smutny. Miał dość siedzenia w mieszkaniu i zaczął całe dnie spędzać poza nim, tak jak ten dzisiejszy. Jeśli nie było nikogo, kto mógłby obdarzyć dobrym słowem i szczerym uśmiechem, to trzeba sprawiać sobie prezenty samemu sobie - na przykład dobierając się do kolejnych zwojów z jutsu szczepowych, by poszerzać swoją wiedzę. Jego egzystencja nadal przebiegała jakoś bokiem, nikt się nim nie interesował i bardzo dobrze! Niech nikt nie ma mylnego wrażenia, że brakowało mu tej uwagi. Mógł w spokoju usiąść nad zwojem, nie niepokojony przez nikogo i mający święty spokój. Nadal wydawało mu się, że nie jest częścią tego szczepu. Stał gdzieś obok, w dali - zresztą Ranmaru ogółem byli indywidualistami, zupełnie jakby życie ciągnęło ich w różnych kierunkach i nie pozwalało stworzyć tego, czym tak szczycili się Uchiha czy Senju. Klanu z ambicjami. Ale to były tylko wrażenia osoby, która nigdy nie miała z żadnym z członków tego szczepu do czynienia. Nie wiedział, czy mija jakichś na ulicy, nie wiedział, kim jest lider, chociaż potrafiłby rozpoznać jego twarz, tak jak Shirei-kana Yukich, który zapewnił im tutaj bezpieczny azyl. Niewiele wiedział o samej polityce. Nie było takie potrzeby, skoro do niczego się nie mieszał, tak mu się wydawało - owszem, musieli wiedzieć o jego egzystencji, która nagle się pojawiła, zupełnie z dupy i niespodziewanie, osoba, która była uznana za przeciętnego obywatela, inaczej nie dostałby się pewnie do tych zwojów. Ach, zresztą - nadal nic go to nie obchodziło. Chwilowo miał co robić i zabijać nudę, a gdy już nie będzie czego się uczyć i tematy przerosną jego możliwości, to zajmie się tym, co wcześniej - pracą. W końcu opuścił tereny miasta i udał się na spacer u podnóża Shiroyamy.
Shijima złożył pieczęci, które miały składać się na Endan i wydmuchał łagodnie powietrze z płuc. Ten łagodny podmuch sprawił, że ogień roztopił śnieg wokół i zrobił czarną ścieżkę. Woda od razu wyparowała, śląc w powietrze parę, przez którą przeszedł jak przez rzadszą, bardziej przejrzystą wersję mgły, oglądając otoczenie wokół. Lodowa Wyspa była aż nader idealnym miejscem do trenowania zabójczych, ognistych technik. Dai Endan miał być silniejszą wersją swojego braciszka, Endana - tu pisklę miało przerodzić się w prawdziwego feniksa. Shijimie pewnie trudno byłoby sobie to zwizualizować, gdyby nie fakt, że widział, co potrafił z tym żywiołem wyczyniać Shinji. Na ich następne spotkanie powinien być gotów, a miał wrażenie, że nastąpi ono szybciej, niż podejrzewał, nawet jeśli celowo wysłał list z innego miejsca na ziemi, nawet jeśli nie podał mu swojego miejsca zamieszkania. Miał to przeczucie, że Shinji przyjdzie, z czystej ciekawości. Wypadałoby go więc ogniście powitać, czyż nie? Shijima wziął głęboki oddech przez nozdrza, gromadząc w ustach chakrę. Błękitna energia niemal parzyła wewnętrzną stronę jego policzków, kiedy starał się zgromadzić jej odpowiednią ilość, by stworzyć płomień odpowiednio silny, by spopielić wszystko na swojej drodze. Technika, która nie wymagała pieczęci - bardzo wygodne. Wypuścił podmuchem, delikatnym, jakby chciał zdmuchnąć płatki dmuchawca. Potęga ognia wyślizgnęła się z jego warg, parząc nieznacznie. Zakrztusił się i przerwał, przymykając oczy - od razu schylił się po śnieg, by przyłożyć sobie do warg, na których czuł nieprzyjemne ciepło. Mógł. Był w stanie. Zwłaszcza, że gdy się wyprostował, teren wokół był... wyczyszczony. Ziemia spalona do cna. Technika wymagała sporo chakry, wystarczyło mu jedynie na pięć powtórzeń, ale efekt był zadowalający. Za piątym razem splunął szalonym płomieniem zdolnym wypełnić cały szeroki korytarz na odległość 25 metrów, zbierając żniwa z roślin, które stały mu na drodze. Rzeczywiście - godne miana silnego braciszka Endana. Aż zbyt godne.


Nazwa
Katon: Dai Endan

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
25 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Wymaga znajomości Katon: Endan

Opis Lepsza wersja Endanu. Użytkownik po zgromadzeniu chakry w ustach, wypuszcza ją pod postacią wielkiego płomienia, który leci w kierunku celu. Technika jest bardzo przydatna ze względu na brak pieczęci. Warto dodać, że płomień ma dużą szerokość, dzięki czemu może zająć całą szerokość danego pomieszczenia, np. wypełnić korytarz. Siła ognia w tym przypadku potrafi zabić. Nie ma co mówić, po prostu kapitalne Jutsu.

[/zt]
Shijima
 

Re: Shiroyama 城山

Postprzez Shijima » 9 gru 2017, o 19:39

Padał z nóg, bardzo dosłownie. Trening technik męczył bardziej niż machanie mieczem, nie było poczucia przyjemnego zmęczenia, było poczucie wydrylowania do cna. Diabelnie chciało mu się pić do tego wszystkiego. Zanim jednak udał się do domu to skierował się do szpitala, by tam opatrzyli drobne poparzenia - nic poważnego, zaleczyli je od razu i nie został nawet drobny ślad. Regeneracja zaś została odbębniona w samym mieszkaniu. Nie miał sił nawet zawlec się do wanny, nie miał na to ochoty przede wszystkim. Zrzucił z siebie ubranie i zagrzebał się w kołdrę.
Rankiem przywitały go hałasy ulicy - dzień jak co dzień. Jego talent do zasypiania gdziekolwiek i kiedykolwiek znów powrócił. Nie zapomniał jeszcze o nieprzespanych nocach po felernej rozmowie w Marmurze, ale znikała już na tle codziennej rutyny, w którą się zdołał wbić, na tle pozbawionych obrazów snów, na tle bezcielesności myśli. Umył się i poszedł pobiegać - rutynowo. Ostatnie, dość intensywne treningi, nieco dały mu po kościach i czuł to. Czuł też jednak, że jego ciało jest sprawniejsze, że może więcej. Ciekawe, co by dziś potrafił, gdyby trenował od małego..? Nie było chyba sensu gdybać. Po bieganiu zjadł śniadanie i udał się znów na dłuższy spacer.
Składał pieczęci po kolei. Kawałek po kawałku, wbijając sobie do głowy ich rytm, to zaraz przyśpieszając. Wszystko, by się nie pomylić i dobrze zapamiętać. Na razie nie gromadził chakry, jedynie ustawiał odpowiednio palce, dłonie, żeby wszystko miało ręce i nogi - ręce na pewno, będą mu niezbędne przy wykonywaniu tej techniki. Baran → Koń → Wąż → Smok → Szczur → Wół → Tygrys - zgrozo, więcej tego nie mieli? Trochę dziwnie było mu zlepiać tak długą pieczęć, zwłaszcza, że był to kolejny Endan - jak to porównać do tego poprzedniego, który nie wymagał pieczęci wcale? Zaraz wszystko miało się wyjaśnić. Przyszedł na to samo miejsce, gdzie trenował wczoraj, nie było potrzeby niszczenia innych terenów. Złożył dłonie w odpowiednią pieczęć, a raczej sekwencję pieczęci i zgromadził pokaźne pokłady chakry w ustach. Już był nauczony wczorajszymi doświadczeniami, jak sobie z tym radzić. Tak samo, cholera, kończył za pierwszym razem, kiedy próbował opanować ten żywioł. Wydmuchał z ust chakre, która od razu chlusnęła na świat wrzącym, morderczym płomieniem, który z rykiem zalał falą przestrzeń wokół - i fala ta trwała tak długo, jak długo tą chakrę wydmuchiwał. Szczerze? Koszmar. Każda kolejna technika potrafiła go zaskoczyć swoją... morderczością. I tutaj nie było inaczej. Odchylił się w tył i przerwał przepływa chakry, cofając się o krok, zaskoczony siłą, która z niego wypłynęła. Czystą, destrukcyjną siłą. Śmieszne. Zaczynał w dłoniach trzymać tak mordercze techniki tylko po to, by nie zabijać..? Powtórzył sekwencję pieczęci i ponowił wykonanie Karyu Endana z jeszcze większą mocą, tym razem stając stabilniej, by dotrwać z wykonaniem techniki do końca. Ludzkie ciało roztopiłoby się w gorącu tego płomienia - i nagle stawało się jasne, dlaczego ma tak wiele pieczęci. Była po prostu diabelnie silna. Shijima odetchnął i wziął parę głębszych oddechów, pilnując się, by nie oblizać spierzchniętych warg - przy panujących tu temperaturach ani trochę by mu to nie poprawiło stanu policzków. Czuł silniejsze uderzenia serca w klatce piersiowej - wszystko to z powodu ekscytacji. Potęga w dłoniach sprawiała, że człowiek niebezpiecznie zaczynał się... ekscytować.

Nazwa
Katon: Karyū Endan

Pieczęci
Baran → Koń → Wąż → Smok → Szczur → Wół → Tygrys

Zasięg Max.
25 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Wymaga znajomości Katon: Endan

Opis Bardzo silna technika, potrafiąca unicestwić przeciwników. Użytkownik wciąga powietrze, a następnie wydycha je z dużymi ilościami chakry. W ten sposób wytwarza ogromny pocisk ognia, który leci w stronę przeciwnika. Siła tej techniki jest ogromna, o czym świadczą rozmiary płomienia, albo jego barwa, która świadczy o ogromnym skupieniu chakry.

[/zt]
Shijima
 

Re: Shiroyama 城山

Postprzez Shijima » 10 gru 2017, o 09:52

Wyjątkowo ciężko mu się dzisiaj wstawało. Obudził się z prostą myślą - że zachowuje się jak rozpieszczony bachor. No bo czemu tak naprawdę zawsze miał pretensje do matki? Czemu miał pretensje do ojca, że udaje, że nie istnieje? Czemu nienawidził swojego brata i siostry za to, że mają to, czego on nigdy nie miał, a szczepu Ranmaru nie cierpiał za to, że był wśród nich taki anonimowy? Czemu miał do Seinaru pretensje, skoro ten chciał po prostu spokoju? Leżąc na rozłożonej macie i myśląc o tym logicznie - nie miał takiego prawa. Każdy z nich żył swoim życiem, miał własne problemy, własne emocje, z którymi musiał sobie radzić. Każdy z nich walczył o swoje, po prostu szli inną drogą, niż on. Zamiast rościć sobie prawa do pretensji - powinien raczej prosić o wybaczenie, czy nie tak? Wybaczyć im, samemu sobie - i w końcu uzyskać przebaczenie od nich samych.
Skoro już i tak był całkowicie sam.
Rzadko istniała wina jednostronna, wszystko przez to, że świat nie dzielił się na czerń i biel.
Brunet zwlókł się z łóżka, odbębnił poranną rutynę i udał się na trening.
Brak kunaiów był lekko problematyczny, powinien to nadrobić w najbliższym czasie. Miał na szczęście jeszcze sporo shurikenów, które mógłby użyć do treningu tej techniki i następnej. Znów miał do czynienia z techniką, która wymagała tylko jednej pieczęci. Jej szybkość jednak ujmowała skuteczności. Choć może nie tyle skuteczności co sile. Złożył dłonie do znaku Tygrysa, powoli wizualizując sobie, jak miałaby wyglądać chakra, którą wypuści z ust, jaki płomień zostanie wytworzony tym razem - ostrożnie, by się nie sparzyć. Odetchnął i przymknął oczy, skupiając się na przebiegu błękitnej energii w swoim ciele, by skumulować ją w ustach. Za dużo. Skumulował jej za dużo i splunął ogniem, od razu się krztusząc, przez co płomienie rozwinęły się zbyt blisko jego ust - tym razem przysłonił te usta dłonią. Gorąco liznęło go po skórze, ale nie zostawiło żadnych bąbli. Od razu wsunął ręce do lodowatego śniegu i odczekał chwilę, nim znów wstał i złożył pieczęć ponownie. Ponownie zaczął kumulować chakre, jednak tym razem ostrożniej, by nie narażać się na dalsze obrażenia. Najlepiej, zdaje się, wzorować na tych poprzednich technikach? Ach, w tej ostatniej ilości chakry wydawały mu się chore. W tym wypadku, skoro to miał być bardziej wąski promień, pocisk, w którym można schować shurikeny, lepiej było tą chakre bardziej skoncentrować... zwęzić. Wydmuchał chakrę z ust, żeby sprawdzić efekt - i rzeczywiście, było lepiej. Lepiej, ale nadal nie idealnie. Zwężony płomień w końcu wypłynął z jego ust tak, jak tego chciał, po parokrotnym składaniu pieczęci i marnowaniu chakry - pomknął przed siebie na odległość 20 metrów - imponujący zasięg. Zwłaszcza, że siła też robiła wrażenie. Powtórzył to parę razy i dopiero następnego dnia wrócił, żeby przećwiczyć technikę z shurikenami. Złożył dłonie w pieczęć tygrysa i puścił technikę przed siebie, wyrzucając uprzednio shurikeny w powietrze. Te nabrały prędkości, pchane płomieniem i... cóż, poleciały w śnieg, nagrzane niemal do czerwoności. Nieźle.

Nazwa
Katon: Karyūdan

Pieczęci
Tygrys

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Bardzo dobra technika, jeśli chodzi o spełnienie kilku roli. Karyūdan polega na złożeniu pieczęci i wystrzeleniu ognistego promienia, o dosyć niezłym zasięgu. Technika ma jednak pewną zaletę. Mianowicie, nadaje się wprost idealnie do podpalenia jakichś broni, pocisków, czegokolwiek, a i przy okazji zaatakowania przeciwnika. Można więc wyrzucić shurikeny, zapalić je, a następnie zdzielić przeciwnika płomieniem i przedmiotami.
Shijima
 

Re: Shiroyama 城山

Postprzez Shijima » 10 gru 2017, o 10:14

Jeżeli było coś, co mogło drażnić w ogniu, to był to fakt, że ogień PARZYŁ. Szok, ja wiem. I tak oparzył Shijime, kiedy ten próbował podnieść nagrzane shurikeny z ziemi. Bleh, denerwujące. Tym bardziej musiało być to dla kogoś denerwujące, kiedy takim płomieniem obrywał w twarz. O ile w ogóle ktoś taki się tym jeszcze przejmował. Podrzucił Jeden z shurikenów w dłoni, spoglądając na jego ciemną stal, na ostrza. Odczekał moment, aż pozostałe shurikeny ostygną, nim schował je wszystkie i wrócił do wioski, żeby zjeść obiad i zregenerować siły przed dalszymi męczarniami. Zatrzymał się na ramen i po dłuższym odpoczynku wrócił na zbocza góry, w swoje upatrzone już miejsce.
Szczur. Skupienie, wymagało to kolejnej porcji skupienia. Szczur, Tygrys - w takiej kolejności. Do tego dochodził znak psa. Powtórzył sekwencję i dopiero wtedy dodał do niej Woła. Szczur, Tygrys, Pies, Wół. Szczęście jego było takie, że miał naprawdę niezgorszą pamięć - przynajmniej do tych rzeczy, które pamiętać chciał. Królik. Potem jeszcze Tygrys i ostatnia była Małpa. Zanim w ogóle zaczął myśleć o jakimkolwiek używaniu chakry musiał zapamiętać sekwencję - przezorny zawsze ubezpieczony. Zresztą teraz łatwo było to wszystko powtórzyć - w trakcie walki zaś zawsze działy się rzeczy mniej czy bardziej nieprzewidziane. Gdy już miał całą sekwencję wykutą na pamięć, a to zajęło trochę czasu, dopiero wtedy skupił się na urzeczywistnieniu techniki, poznawanej jak dotąd w teorii. Miała być to ulepszona wersja Hosenki, tak? Wyrzucanie broni i podpalanie ich ćwiczył już wczoraj, teraz była to tylko formalność poprawnego wykonania techniki. Bo to nie miał być promień, pojedynczy pocisk, który pchnie bronie - ta technika miała podpalić bronie bezpośrednio. Czyli chakre należało skupić na nich. I mieć idealny timing. Złożył błyskawicznie pieczęci, wyrzucił bronie i... i tyle. Wypuścił chakrę z ust, ale shurikeny nie zostały podpalone - płomyczki coś zamajaczyły w powietrzu, niegroźne, od razu rozwiane przez wiatr. Zebrał shurikeny i ponowił cały proces. Pieczęci, wyrzucenie broni, wydmuchanie chakry. Jest, zajęły się płomieniami, ale te również zgasły. Masakra. Jeszcze raz. Tylko tym razem chwilę poczekał, aż bronie wystygną, dopiero wtedy je podniósł. Pieczęci, wyrzucenie shurikenów, wydmuchanie chakry skoncentrowanej na tych cholernych ostrzach. Coś się udało. Szło coraz lepiej z każdą kolejną próbą, aż w końcu technika została wykonana w całości poprawnie, a Shijime prawie zwaliło z nóg zmęczenie. Kompletnie wysrał się z chakry, mówiąc kolokwialnie. Osiągnął jednak to, co do osiągnięcia było - bezbłędnie złożył pieczęcie, w idealnym czasie bronie wyrzucił i jednocześnie wypuścił chakrę, otulając shurikeny obłoczkami, które zajęły się ogniem natychmiastowo i dzięki temu nabrały nie tylko na prędkości, ale i na mocy. Nic dziwnego, rozgrzana stal cięła o wiele lepiej. Odczekał, aż ostygną - i aż on sam ostygnie - po czym zebrał się do domu.

Nazwa
Katon: Hōsenka Tsumabeni

Pieczęci
Szczur → Tygrys → Pies → Wół → Królik → Tygrys → Małpa

Zasięg Max.
35 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (od 4 podpalonych broni)

Dodatkowe
Wymaga znajomości Katon: Hōsenka no Jutsu

Opis Wspaniałe Jutsu, będące ulepszeniem jednej z najprostszych technik Katonu. Hōsenka Tsumabeni jest lepszą wersją zwyczajnej Hōsenki, z tym że tutaj użytkownik skupia się na wyrzuceniu broni, a potem podpaleniu ich. Te, zajęte ogniem zwiększają swoje obrażenia i szybkość lotu. Doskonałe Jutsu, jeśli chcemy zaskoczyć przeciwnika szybszym lotem broni, a także podpaleniem.

[z/t]
Shijima
 

Re: Shiroyama 城山

Postprzez Shijima » 10 gru 2017, o 15:57

Niektóre sny bywały bardzo dziwne. Przytrafiały się Shijimie rzadko, teraz całkowicie już zapomniał o trudnościach ze snem sprzed... tygodnia już? Nie liczył upływu czasu. Zima nadal trwała w najlepsze i wokół niego nic a nic się nie zmieniało. Ten zaś sen przepełniony był obrazami, których nie potrafił sobie przypomnieć. Wiosennymi, ciepłymi wspomnieniami, wypełnionymi podróżą, uśmiechem i dźwiękami śmiechów. Jak każdy sen - rozpłynął się bardzo szybko. Wybrał się na poranne bieganie, umył się szybko, przebrał, zjadł śniadanie i wypił herbatę. Gdyby nie te przymrozki to zabrałby ze sobą wodę, no ale cóż. Nadal trochę go bolała dłoń od poparzeń, na szczęście szybkie spotkanie ze śniegiem uratowało go od jakichkolwiek bardziej przykrych konsekwencji. Zanim wyszedł wybrał się po drewno na opał i przyniósł od razu cały kosz, żeby wystarczyło na następnych parę dni.
Ta technika miała być wyzwaniem - i to nie byle jakim. Odetchnął głośno, składając dłonie w pieczęci. Kolejna sekwencja do zapamiętania i szczerze powiedziawszy - nie szło mu najlepiej. Przemęczenie materiału, ot co. Zazwyczaj w treningach łapał szybciej kryzys, tak na drugi dzień, teraz... ech, nawet nie wiedział, ile czasu minęło. Zaczynając od tygrysa przeszedł przez konia, następnie szczura, potem pies i zamknięcie - tygrys. Powtarzał to parę razy, jak przy wszystkich innych technikach, żeby na pewno zapamiętać i nie popełnić najmniejszego błędu. W tym wypadku popełniał co chwilę. Przystopował w pewnym momencie i dał sobie parę chwil na ukojenie i wsłuchanie się w naturę, nim powrócił do treningu. Tym razem już się udało bez żadnej pomyłki, dla pewności złożył sekwencję jeszcze dwa razy. Grało. Po pierwszym razie zwątpił i zajrzał raz jeszcze do notatnika, by mieć sto dziesięć procent pewności. Stanął na zasypanym śniegiem kawałku ziemi i złożył pieczęci, zbierając chakrę, odpowiednio dużą ilość chakry. Znów czuł to specyficzne ciepło, gdy energia buzowała w jego żyłach, pobudzona do działania wolą. Wydmuchał chakrę z ust, która natychmiast zamieniła się w ogień. Już to ćwiczył - coś podobnego. Tylko tamte motylki, które tworzył, nikomu nie czyniły krzywdy. I wymagały o wiele mniej chakry. Ogień rozlał się wokół i jak zwykle - Shijima nie zyskał nad nim kontroli. Powtórzył proces, dając sobie chwilę. Dzisiaj był naprawdę wyjątkowo rozlazły. Znów napełnił płuca powietrzem, usta chakrą i wydmuchał je, zmuszając ogień do posłuszeństwa i poddania się jego woli. Płomienie zakręciły się, roztrzaskały i tylko poparzyły podmuchem gorącego powietrza. Okład z zimnego śniegu był na miejscu. Jeszcze raz. Pieczęci, chakra. Dmuchnięcie. Płomienie kłębiły się i coś z nich wyszło - niedokładna, pokraczna sylwetka. Tak było za każdą następną próbą, aż długowłosy musiał dać sobie na wstrzymanie i odpocząć. Wrócił następnego dnia. Znów ta sama, monotonna śpiewka. Był zmęczony. Mocno dawał sobie w kość ostatnimi czasy. Trochę ZA mocno. Mimo to... było całkiem przyjemnie - na tyle, na ile być mogło. Bajka była znów powtarzana kilkukrotnie, tym razem z lepszymi efektami. W końcu twór zaczął mieć ręce i nogi - a raczej odnóża i nie rozpadał się w pył. I nie parzył jego samego. Płomienie rozlewały się po skałach, po których kreatura biegła z prędkością, z jaką Shijima miał problem za nią nadążyć spojrzeniem. Włożył w to naprawdę sporo wysiłku. Wysiłku, który kiedyś na pewno zaowocuje i się opłaci.

Nazwa
Katon: Benijigumo

Pieczęci
Tygrys → Koń → Szczur → Pies → Tygrys

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika Katonu wyróżniająca się trochę od reszty, mianowicie nie polega tylko na zadaniu obrażeń, lecz na wytworzeniu pająka. Stwór ten jest całkowicie ognisty, co czyni go niezwykle groźnym w kontakcie fizycznych z innymi przeciwnikami. Niestety, równie przez to jest słaby w starciach z Suitonem. Powstawaniu pająka towarzyszy ogień, który rozchodzi się dookoła, może to rozproszyć lub zranić nasz cel. Dzięki temu możemy najpierw uszkodzić przeciwnika, a potem unicestwić pająkiem.
Shijima
 

Re: Shiroyama 城山

Postprzez Shijima » 17 gru 2017, o 09:18

Nowy rok minął dość spokojnie. Pomimo tego, że ludzie na ulicach tłumnie świętowali i radość, radość rozpościerała się wszędzie! I dobrze. Zabawne, że Hyuo, tak surowe w swoim klimacie, jeszcze bardziej surowe o minionej porze roku, a ludzie potrafili tutaj świętować tak żywo, tak radośnie... Któregoś razu, wychodząc ze swojego mieszkania, pośród białego puchu znalazł pod drzwiami porzuconego zająca, a przy nim koszyczek z kolorowymi jajkami. Zając? Tutaj?! Nie żeby miał świetne warunki na opiekowanie się takim, ale co miał zrobić, zostawić go i niech zamarznie? Wziął stworzenie do mieszkania, ogrzał, nakarmił i wydzielił mu niewielką przestrzeń, na której mógł urzędować, żeby nie skakał mu po całym mieszkaniu. Pięknie, pięknie po prostu. Chociaż nie powiem - Shijima nie był wcale szczególnie zły z powodu posiadania takiego towarzysza. Zwłaszcza, że pomimo bycia zającem, jakoś szczególnie nie rósł. Koszyczek również zachował - należało zająć się tematem i jak najszybciej poszukać właściciela. Przynajmniej tak by wypadało, z drugiej strony trudno uwierzyć, żeby ktoś tak po prostu, przypadkiem, zgubił takie stworzenie - i koszyczek w dodatku. Była też opcja, że ktoś ukradł. Najpierw jednak należało przetrenować jedną z technik.
Techniki, które posiadały tylko jedną pieczęć, były w mniemaniu Shijimy naprawdę użyteczne. Jedna pieczęć równa się mała problematyczność, równa się błyskawiczność. O ile ktoś rzecz jasna był chociaż w miarę szybki. Katonowe techniki zaś były niszczycielskie bez względu na to, ile pieczęci się składało - te, które miały ich więcej, były po prostu... niszczycielskie bardziej. Jakkolwiek to brzmi. Shijima wykonał pieczęć tygrysa, kumulując chakre. Rzecz była problematyczna ze względu na fakt, że teraz nie miał tej chakry kumulować w ustach. Musiał kumulować ją na sobie. Powoli wyczuwał błękitną energię, zbierając ją ostrożnie i samozapłon nastąpił od razu - buchnął, zmuszając Ranmaru do cofnięcia się. Serce mocniej zadygotało w piersiach. Kontrola? Ciężko tu mówić o jakiejkolwiek kontroli. Przynajmniej rozproszył chakre na tyle szybko, że jego ciuchy się nie spaliły. Zdjął z siebie płaszcz i ustawił się ponownie przed skałami okrytymi śniegiem, skupiając się ponownie. Bał się. Nie był to wielki strach, ale odczuł niepokój tego, co robił. Chyba nie było co się dziwić. Skupienie przyniosło efekty i chakra znów została uwolniona w celu stworzenia ognistej techniki - tym razem ogień nie buchnął mu prosto w twarz, ale tym razem też zrobił to za delikatnie - płomienie zaraz się rozmyły, nie był w stanie ich posłać w dół i poddać swojej woli. Jeszcze raz. Ciągle miał chakrę, chociaż czuł, że ją trochę marnotrawi i nie idzie mu tak, jak powinno. Nad jej kontrolą jeszcze poćwiczy. Wykonał pieczęć tygrysa i pozwolił płomieniom się rozwinąć na nim samym, lecz znów je rozproszył, czując ich nieprzyjemny gorąc, który parzył. Jeszcze nie tak. Więc znowu. I znowu. Kiedy chakra mu się skończyła udał się na spoczynek i wrócił następnego dnia. Powtórzył pieczęć, zebrał chakrę. Jest. Ogień unosił się, ale nie parzył. Zaczął powoli formować go w trzy linie, które leniwie zaczęły schodzić w dół, zdejmując z niego ciężką chakrę i pełzać tak, jak on sam zechciał. Rozproszył technikę i spróbował jeszcze raz. Należało tym trzem strzałom nadać prędkości, by dumnie reprezentowały ten poziom Uwolnienia Ognia. I rzeczywiście - były coraz szybsze. Ciągle jednak czuł dziwny niedosyt w granicach zdolności panowania nad niebieską energią. Tak czy siak - technika działała już bez zarzutów i o to chodziło. Pieczęć tygrysa, ogniste płomienie - niczego więcej do szczęścia nie potrzeba.

Nazwa
Katon: Hibashiri

Pieczęci
Tygrys

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Potężna technika, wymagająca tylko jednej pieczęci. Użytkownik wytwarza dzięki niej płomień, który początkowo znajduje się na jego ciele. Następnie posyła go w formie ognistej linii, aby otoczyła przeciwnika, tworząc ogniste koło. Okrąg ten może zwiększać swoją wysokość, aby przeciwnikowi nie udało się z niego wyskoczyć. Technika jest bardzo silna i trudno się z niej wydostać, szczególnie, że można samemu wytwarzać dodatkowe linie płomieni.


[/zt]
Shijima
 

Poprzednia strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości