Szlak transportowy

Wyspa położona na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, a od niedawna również sprzymierzonego z nim Szczepu Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: Szlak transportowy

Postprzez Samidare » 13 mar 2018, o 01:44

- Przypomnij mi - czemu lodowa pustynia?
Pytanie padło, ale usta Samidare wcale się nie poruszyły. Nie musiały. Shin'en czytał z każdego drgnięcia jej mięśni, z każdego wywrócenia oczami, z każdego westchnienia. Jej ciało mówiło mu wszystko - i tylko on był w stanie tak gładko zrozumieć bezsłowne przekazy czerwonowłosej. Może dlatego, że nigdy nie było nikogo poza ich dwójką? Nie musiała więc mówić - tak jak i on nie musiał się odzywać.
- Jesteś głupia czy głupsza?
Samidare rozejrzała się po okolicy. Ładnie, jak zawsze - ładnie. Pytała, ale tak naprawdę nie oczekiwała żadnej odpowiedzi - dostała ją jednak. I nie zwróciła na nią większej uwagi. Doskonale wiedziała, czemu zamieszkała w Cesarstwie i dlaczego kręciła się ciągle po Wyspach, spełniając zachcianki Cesarstwa i wypełniając kolejne zlecenia... przynajmniej od czasu do czasu, kiedy księżniczce chciało się łaskawe dupsko ruszyć. Shin'en miał tak wielkie pokłady cierpliwości, że równie dobrze też mógł leżeć całymi dniami do góry brzuchem i nic nie robić. Znaczy Sami zawsze coś robiła - on nie musiał. Ona była typem, który zawsze coś mielił, a jemu wystarczyła kontemplacja świata i zastanawianie się, czy świat staje się kanapką, jeśli op dwóch stronach kuli jednocześnie spadną na nią kromki chleba.
Nie dało się przegapić tego tłumu. I o ile Shin'en bardzie był zainteresowany małym dzieckiem, które stało w tej zimnicy w samym worku po kartoflach (może była kartoflem?) o tyle Samidare nawet na moment nie zatrzymała na tym dziecku swojego spojrzenia. No ale - tłum?! Jak się dzieją jakieś sensacje to jakże to tak - że bez niej?! Do domu to jej akurat jeszcze dobry kawałek było, bo domek zostawiony w Hanamurze, trzeba było popłynąć cholerną łódką (o zgrozo, jak ona nienawidziła łódek i pływania), ale chwilowo o herbatce, mamusi i obiadku zapomniała.
- Z drooogi, rozeejść się, Szeregowa idzie! - Minęła dzieciaka i minęła podejrzanie ubranego typa - bo nawet ich nie zauważyła, a Shin'en... no Shin'en też nie był jakoś szczególnie wrażliwy na punkcie czyjegoś nieszczęścia. Gotowa była rozpychać się łokciami i nogami, wszystkim co miała! - byle tylko dostać się do tablicy i zobaczyć, co się tam dzieje.
Tym bardziej, że oboje nie cierpieli dzieci. Samidare jeszcze je tolerowała, niektóre nawet lubiła, ale Shin'en pałał do nich szczerą niechęcią.
Samidare
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Kuroi Kuma » 14 mar 2018, o 13:39

Osiem nóg, serca dwa czyli łowca, który budzi się za dnia
Ranga B dla Samidare
Post 3/45


Rozmowa bez użycia ust. Idealne do obgadywania kogoś dokładnie tuż przed nim samym. Inuzuka i jej pies, połączeni zarówno swoją zdolnością, jak i ciężkim treningiem. Obydwoje dorastali i walczyli. No cóż, w tym przypadku pytanie dziewczyny było po prostu głupie (albo i głupsze) lub pies po prostu nie za bardzo lubił mrozy Hyuo. Może dlatego, że nasza bohaterka była przygotowana na takie mrozy i dosyć ciepło ubrana, a sierść psiaka nie zmieniała się przecież tak bardzo i mróz wiał mu po jajach. Nie byli ze sobą do końca zgodni, nie byli przecież jedną istotą i każde z nich było inne. Shin'en skierował swój wzrok na dziecko, które odpowiedziało mu niemal natychmiastowo tym samym. Dosłownie jakby wyczuło, że ktoś na nie patrzy i od razu zmierzyło wzrokiem czworonoga. Wzrok był zimny i pusty, jakby dziecko było wyprane z emocji. Nie ucieszyło się na widok zwierzaka, nie zareagowało z typową dla małych ciekawością. Trwało to tylko chwilę, chociaż wydawało się wiecznością. Odwróciło wzrok do starca, schowało się za połą płaszcza. Dziecko raczej kartoflem nie było, ale może... zdolności Senju zaskakiwały przecież na każdym kroku, wszystko mogło się przecież wydarzyć. Skoro shinobi potrafili stworzyć chodzące golemy, to czemu nie kartoflowe dziecko?
Samidare zaś zaczęła przedzierać się przez tłum i w sumie pewnie by ją przepuścili ludzie, gdyby była kimś więcej niż jakimś randomowym mięsem armatnim doko. Spojrzeli tylko kto się tak wydzierał i nadal wgapiali się w tablicę. Wykorzystywała jednak swoją kobiecość, a konkretniej swoje kobiece łokcie i kolana, żeby dopchać się do tablicy. Chwilkę to trwało, ale w końcu udało jej się dotrzeć do tablicy, na której widniało ogłoszenie.
Poszukiwany mężczyzna - średni wzrost, długie, czarne włosy, widziany w brązowym płaszczu.
Powodem jest podpalenie magazyny z żywnością i zabicie czwórki strażników miejskich.
Uwaga! Prawdopodobnie ma wspólnika.
Brak o nim konkretnych informacji

Shin'en widział zaś, jak starzec mówi coś do dziecka. Jego wargi się poruszały, jednak nie wydobywał się żaden dźwięk. Chwilę później zebrali się i poszli w stronę wioski. Wolnym krokiem, nie uciekali, ani nic takiego, bo niby czemu by mieli? Może zabierał swoje kartoflowe dziecko, by je zasiać na polu i jakoś odratować sytuację? Pobliska wioska nie była zbyt duża, ale do zbiorów było jeszcze daleko, a z czegoś trzeba było żyć...

Obrazek
PH | BANK

Misje: 1|2|3|4 - brak
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 282
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 32
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Szlak transportowy

Postprzez Samidare » 14 mar 2018, o 14:19

Co się napociła - to jej. Co się narobiła - to też jej. Trzeba tu było prawdziwie ciężkiej pracy ciała i umysłu, żeby przepchać się przez cisze, nie dać podeptać, zmiażdżyć, staranować i wypchnąć z powrotem na początek podróży. Że niby łatwo? Że każdy by dał radę? No właśnie NIE! I wiedząc o tym Shin'en po prostu dał sobie siana i usiadł na dupsku, mało zainteresowany tłumem. Jego myśli rzeczywiście bardziej przyciągała tamta dwójka, która... z którą coś było bardzo mocno nie tak. Negatywne wibracje, czy po prostu dziecko o kompletnie pustym wzroku mu się nie spodobało? Aż poczuł dziwny dreszcz na ciele, jakby spoglądał w oczy martwego - duch, który objawia się tylko przeklętym. Gdyby ninken był chociaż trochę bardziej przesądny to pewnie właśnie zsikałby się tymi swoimi przymrożonymi jajcami - na szczęście przesądny nie był i strachliwy też nie bardzo, więc potrzeba było czegoś więcej niż dziewczynki z Ringu żeby się zląkł. Na przykład dziewczynki z Ringu, która żyła nawet po oderwaniu jej łba. I Shin'en i Samidare wychodzili z założenia, że nie ma się czego bać w życiu - bo wszystko, czego możesz się bać, możesz też zabić. Proste.
- Mieejsce! - Dobrze, że jednak coś tam miała w tych mięśniach, niewiele bo niewiele, ale, oh well - still better than nothing. Chyba. Wpadła w końcu pod tablicę i uniosła głowę na to, co na niej wypisano - dość wielkimi literami i całkiem wyraźnie. Tylko dlaczego to tak przyciągało uwagę wszystkich wokół? No ogłoszenie jak ogłoszenie, o chuj tu ta cała afera i zainteresowanie? Rudzielec aż rozejrzała się na boki, nadstawiając nieco ucho, spoglądając na twarze tych, których to ogłoszenie interesowało. No pożar, spoko. I co z tego? No dobra, zabił czterech strażników... No dobra. Doobra, okej, może faktycznie była to jakaś sensacja na tej cichej Wyspie. Cichej zwłaszcza po festiwalu. Samica wyplątała się z tłumu i wróciła do swojej drugiej, niezastąpionej połówki.
- Ktoś podpalił magazyn i zabił czterech strażników. Niucham zapłatę. - W końcu była wierną wojowniczką Cesarstwa, to normalne, że... dbała o to, żeby mieć co do garnka włożyć, bo dzięki temu mogła o wiele sprawniej służyć Cesarstwu!
- Patrz. - Pokazał jej spojrzeniem oddalającą się dwójkę.
- Hmm..? - Ruda skierowała na nich spojrzenie.
- O! PODPALACZE!- Pokazała na nich paluchem, stając w lekkim rozkroku z szeroko rozdziawionymi, złotymi ślepiami o kocich źrenicach. - Shin'en, aport!
Czarny wilczur przewrócił oczami, ale podniósł swoje dupsko i ruszył biegiem za tamtą dwójką. Samidare z lekkim opóźnieniem pobiegła za nim. Minimalnym opóźnieniem.
Samidare
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Kuroi Kuma » 15 mar 2018, o 19:29

Osiem nóg, serca dwa czyli łowca, który budzi się za dnia
Ranga B dla Samidare
Post 5/45


Prowadzący tę jakże piękną, samobójczą misję chyba nawet odnalazł swojego duchowego odpowiednika w Shin'enie, który nie chcąc się nadwerężać po prostu usiadł sobie i swoim psim przywilejem siedział i niby to pilnował właścicielki. Ta jednak wydawała się całkowitym przeciwieństwem, przypadek? Bardzo możliwe. Była głośna, pokazywała swoją obecność na każdym kroku. Najwyraźniej okoliczni nie byli zachwyceni tym, że jakiś rudzielec po prostu wpycha się pomiędzy nich. Nie rozumiała też skąd to przejęcie, więc zapewne nie narobiła się za bardzo jak każdy normalny człowiek. Nie wypracowała jedzenia własnymi dłońmi, nie musiała się przejmować, że może go w którymś momencie zabraknąć. Zmarnowany magazyn z żywnością? Co to był za problem, że połowa wioski padnie z głodu, albo sprzeda drugą nerkę, by dzieciaki nie musiały głodować. Prawdopodobnie nie było tam drugiego takiego miejsca, bo i po co, skoro wszyscy się znali, nie była to za duża mieścina.
Była shinobim, kimś kto zarabiał na zabijaniu, więc bardzo możliwe że nawet taki magazyn musiała kiedyś zniszczyć. Mało się myśli wtedy o konsekwencjach swoich czynów. Nawet lepiej o nich nie myśleć, wtedy człowiek lepiej śpi i nie dręczą go koszmary. Wojowniczka wyczuwała łatwy zarobek. Czwórka strażników? Pokonanie ich to przecież pestka, podobnie jak karczmarza Kogo, prawda? To co jednak wydarzyło się chwilę później tylko utwierdziło prowadzącego w przekonaniu, że to właśnie pieseł jest tutaj tym od myślenia. Rudzielec bowiem wydarł się na dwójkę idącą w stronę wioski i oskarżył o podpalenie. Wyglądała zupełnie jak detektyw z amerykańskiego serialu i wydała rozkaz psu. Za chwilę ruszyli obydwoje w bodajże najkrótszym i najnudniejszym pościgu na świecie, gdyż staruszek z dzieckiem nie uciekali. Szli sobie boczkiem, powolutku, swoim tempem. Zupełnie nie przejmując się dziewczyną i jej psem, tylko rozejrzeli się gdzie ona widzi tego podpalacza. Jakby nie patrzeć nie pasował do opisu - starszy facet, do tego jeszcze pulchny, włosy pokryte siwizną. Fakt faktem to dziecko miało czarne włosy jak w ogłoszeniu, ale czy ten malec był zdolny do czegoś takiego?

Obrazek
PH | BANK

Misje: 1|2|3|4 - brak
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 282
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 32
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Szlak transportowy

Postprzez Samidare » 16 mar 2018, o 14:24

Nawet nie musieli się zbytnio wysilać, YES! Shin'en pobiegł przodem, bo mimo wszystko był szybszy od swojej towarzyszki i zagrodził nieznajomej dwójce drogę, ale nie wpadł im od razu pod nogi... Chociaż w wypadku jego rozmiarów to chyba ta dwójka weszłaby JEMU pod nogi. Zatrzymał się kawałek przed nimi, stawiając uszy w sztorc i spoglądając uważnie na mężczyznę, a potem na samo dziecko. Chociaż w przypadku dziecka trafniej by było powiedzieć, że przeszywa je spojrzeniem na wskroś. Nie spodobał mu się ten bachor. Taki dzieciaki nigdy nie wróżyły niczego dobrego, były jak omen, który pojawia się cicho, bezszelestnie, nie zwracając na siebie większej uwagi, by następnie uderzyć w najbardziej niespodziewanym momencie - i to nie swoimi rękoma. Właśnie z taką istotą kojarzyła mu się zimnooka dziewczyna.
- W imieniu Cesarstwa nakazuje STAĆ! - Rudzielec dołączyła bardzo szybko do ekipy i stanęła u boku swojego psa - a raczej nieco przed nim, bo aktualnie Shin'en stojący bokiem do nieznajomych by ją zasłonił całym swoim cielskiem, albo wypchnął z kadru, co gorsza. Wilczur zmienił pozycję i stanął obok niej, nie komentując tego w żaden sposób. Był już zbyt przyzwyczajony do przedstawień, które Samidare potrafiła robić i jej skłonności do wrzeszczenia na cały regulator, więc nie obiło to na nim najmniejszego nawet wrażenia. Zresztą rudzielec przypatrując się tej dwójce zrobiła się jakaś dziwnie cicha. Bo się przypatrywała, ot co. Zresztą Shin'en też to robił. I niuchał. Oboje niuchali powietrze wokół tej dwójki, chociaż kwiatkami to oni nie mogli pachnieć. Na pewno nie lawendą.
- Wiadomo może coś Panu na temat podpalenia spichlerza? - Zapytała w prost, bez żadnego "dzień dobry", "wal się", "przepraszam, że kłopotam". - Szeregowa Inuzuka Samidare. - Przedstawiła się przynajmniej, żeby facet nie myślał, że z jakimś randomem ma do czynienia, o! Chociaż i tak była randomem. Ale randomem z wojska!
- Ta dziewczynka jest dziwna, uważaj na nią.
- Za dziwność jeszcze nie aresztowano. Wiem, widzę.
Samidare
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Kuroi Kuma » 16 mar 2018, o 19:38

Osiem nóg, serca dwa czyli łowca, który budzi się za dnia
Ranga B dla Samidare
Post 7/45


Dwójka spojrzała w dół widząc jak pieseł zagradza im drogę i zatrzymali się wgapiając w niego swoje oczy. Znowu ten pusty wzrok dziecka, który zmroził Shin'ena do kości. Zupełnie jakby wrzucał go w jakąś dziwną iluzję, która po chwili sama odpuszczała. Nie działo się jednak nic więcej, a dzieciak nie wyglądał na shinobiego. Rudzielec dołączył chwilkę później i stanęła tuż obok przedstawiając się jako czynny żołnierz cesarstwa Lodziarzy. Dwójka podróżników była z lekka zdziwiona tym spotkaniem. Głównie z tego powodu, że nie widzieli powodu do zatrzymania. Staruszek z nadwagą wiedział jednak, że nawet gdyby chciał, to nigdzie nie ucieknie, bo przy nodze pałęta mu się jeszcze jedna sierotka.
-Dobry miłościwa Pani. Wiadomo mi tyle, co na tym ogłoszeniu. Nie jest to dobra wieść dla nas wszystkich. Zbliża się jesień, mieszkańcy będą musieli polegać na tym, co mają albo u siebie w domu, albo jeszcze zasadzone. Nie jest tego wiele, to nie będzie szczęśliwa pora roku dla nikogo. Nie mogę pomóc jednak nic więcej, chyba że ma Pani jeszcze jakieś pytania? - powiedział, by za chwilę zaciągnąć się dymem z fajki. Jego głos był o dziwo bardzo uprzejmy, jak u takiego fajnego wujka, który zawsze poczęstuje łakociem, gdy mama nie patrzy, a nawet i kielichem, gdy wyrostek trochę podrośnie. Szeregowa raczej nie była mu znana, tym bardziej, że to był bodajże pierwszy stopień wtajemniczenia w wojskowe szranki, ale brzmiało to nad wyraz dumnie. Shin'en zwrócił uwagę na dziewczynkę - a może chłopca? Do tej pory, z tej odległości nawet ciężko było powiedzieć jakiej płci było dziecko. Krótko przycięte włosy w najmodniejszej fryzurze "na garnek", do tego brak jakichkolwiek śladów płci na ciele i na zwieńczenie wszystkiego ten cholerny worek. Mogło być gorzej? Owszem, bo nawet wyczulony węch Inuzuka i Ninkena nie wskazywały na nic. Może jakiś gender czy coś takiego? Dzieciaczek zaś skoro już o nim mowa odwrócił się na chwilę w stronę tablicy, gdzie ludzie dyskutowali, kręcili głowami i czasami obrzucali się przekleństwami. Potem znowu wrócił i spoglądał na pieseła, jednak tym razem jego oczy były już normalne. Bardzo jasne niebieskie tęczówki wpatrywały się w zwierzaka jakby chciały powiedzieć "chcem pogłaskać!".

Obrazek
PH | BANK

Misje: 1|2|3|4 - brak
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 282
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 32
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Szlak transportowy

Postprzez Samidare » 21 mar 2018, o 02:17

Mogli tak na siebie patrzeć - ta dziewczynka ze swoimi zimnymi oczyma i Shin'en ze swymi lodowymi, przypominającymi tarcze księżyca zimową nocą. Godni siebie przeciwnicy - i Samiare nie była na tyle nieuważna, żeby na tą "przepychankę" wzrokową nie zwrócić uwagi. Choć to nawet ciężko było nazwać przepychanką. Zastałe powietrze, zastały czas, słodka Śmierć mogła przebiec bokiem i ta dwójka pewnie by jej nie zauważyła, nie zanotowaliby jej obecności. Nie mieli czego notować. Przecież oni sami byli teraz jak emancypacje. Tatuś Śmierć wypuścił swoje dzieci na żer - nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć. Tak samo jak nic dobrego nie mogło wyniknąć ze spalonego spichlerza, o którym facet rozgadał się tak jakby dotyczyło to jego własnego domu. Dla nikogo nie będzie to szczęśliwa zima, dla nikogo! Co ją to niby obchodziło? Nie płacili jej za bycie bóstwem i przewidywanie wszystkich zdarzeń tego typu - jasne, jakby przewidziała to by jej pewnie jeszcze dopłacili - ale nie przewidywała. I tak samo nie płacili jej za to, żeby stać i słuchać, jakie to nieszczęście ich spotkało. No trudno, jedni żyją, drudzy umierają - jeden spichlerz to jeszcze nie koniec świata. Na pewno gówno w porównaniu do tego, co działo się tutaj jeszcze dwa lata temu, kiedy wszyscy żarli śnieg, bo nie było czego do gara włożyć.
- Yhym, tylko jedno. - Przesunęła wzrokiem z dobrego wujka na dziewczynkę, która stała obok niego i ciągle wgapiała te swoje ślepia w Shin'ena. Och nie - na moment je oderwała - potem było już tylko gorzej. Wzdrygnęła się aż i wyczuwała, że wilczur również nie był zachwycony tym... czymś. Dzieci naprawdę potrafiły być najgorsze. Małe, wredne potworki. Ruda wskazała palcem na dziecko stojące przy nodze mężczyzny. Właśnie - dziewczynka, nie dziewczynka? Gender. Jak nic gender. Zresztą what eva, w głowie Samidare była już dziewczynką, przykro mi, ta kobieta jakoś nie bardzo się rozczulała i rozdrabniała, a już na pewno nie miała w zwyczaju pytać kogoś o zdanie, czy mu się to podoba. - Czemu t... - Chciała już powiedzieć "ten ziemniak", ale się powstrzymała. No wiecie, taki kozak, ale tylko na 90%, bo na 100 to się cykam. - ... to dziecko ma tylko worek od kartofli na sobie w takim mrozie? - Jasne, może ta mała była po prostu Yuki, ale bez przesady, aż tak odporni na mróz to oni chyba jednak nie byli? Nie widziała jeszcze, żeby Yuki popierdalali na bosaczka w szlafroczku po śniegu - a mieszkała tutaj już dość długo.
Bleh, fuj. Gość wyciągnął fajkę. Eugh. Samidare od razu się skrzywiła - borze, co to normalnie za kraj.
- Dobra, narkaaa... dziękuję za współpracę czy coś. - Odeszła na bok i skierowała się do tutejszej siedziby Yukich zamierzając uderzyć w blat i powiedzieć, że ona to bierze to zlecenie na znalezienie hultajów, co podpalili spiżarnię! ... w zależności od tego, ile za to zapłacą rzecz jasna. No i wypadałoby poprosić o jakiekolwiek namiary na to miejsce i jakiekolwiek wskazówki, jeśli takowe mieli.
Samidare
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Kuroi Kuma » 22 mar 2018, o 14:29

Osiem nóg, serca dwa czyli łowca, który budzi się za dnia
Ranga B dla Samidare
Post 9/45


Dobry wujek zrobił coś w stylu "Hm?" gdy dziewczyna chciała zadać jeszcze jedno króótkie pytanko. Gdy jednak wybrzmiało nasz kochany grubasek zaśmiał się tylko i spojrzał na dziecko. Położył swoją dłoń na jego ramieniu, a to odruchowo schowało się za jego plecami. Wrodzona niehcęć do obcych, a może jednak coś innego? Kto by się jednak tym przejmował, to tylko dziecko...
-Bo więcej nie potrzebuje. No i więcej nie ma. Z resztą to właśnie on był tym, który opisał sprawcę całego zajścia. Nie wiedzieć czemu zabójca zostawił go żywego - chociaż był w płonącym budynku, to jakoś udało mu się z tego wyjść. A mróz mu nie przeszkadza, w sumie ciężko mi powiedzieć czemu - wzruszył ramionami grubasek i wykrzywił minę, która dosłownie mówiła "ni mom bladygo pojencia". Zagadka rozwiązana? Można iść do domu? No to super! No może prócz tego, że jedyna poszlaka naszej pani detektyw i jej wiernego psa okazała się niczym więcej, jak tylko pustką. Musiała zacząć od nowa, od czegoś co da jej chociaż maleńki ślad, za którym mogłaby pójść dalej, niczym po nitce do kłębka, za którym kryje się wspomniany w ogłoszeniu mężczyzna.
Odeszła od zgrai, skierowała się w stronę siedziby Yukich - to oni zapewne kazali przypiąć ogłoszenia w okolicy, shinobi tylko czekali na takie zlecenia. A za każdym takim pisemkiem stoi przecież dosyć pokaźna nagroda. Droga nie była długa, byli na szlaku, więc czego chcieć więcej? Po jakiejś godzinie dziewczyna znalazła się w wspomnianej już wcześniej siedzibie. Za biurkiem siedziała młoda dziewczyna, w wieku podobnym do samego rudzielca. Oczywiście zajęta była swoimi sprawami buszując w stertach papierów, które gromadziły się na jej malutkim biurku. Papierologia to cholernie nudna i cholernie zajmująca praca. Zerknęła na rudzielca i wskazała ręką na Shin'ena
-Przepraszam, tutaj nie można wprowadzać psów. Niech go Pani zostawi na zewnątrz i mówi o co chodzi. Tylko proszę, byle szybko, bo zostawili mnie z tym wszystkim samą... - znowu wsadziła nos w papiery czekając aż ninken sprowadzony do poziomu podwórkowego Reksia po prostu wyjdzie z budynku. Na ścianie po prawej stronie widniały ogłoszenia dla shinobich, w tym także to, o którym nasz rudzielec został już powiadomiony. Kilka z nich polegało na złapaniu jakiegoś kota, jeszcze inne na przeprowadzenie staruszki przez ulicę (sprzed tygodnia, czyli już trochę tam stoi), nic jednak ponad to, co mógłby zrobić pierwszy lepszy przechodzień. Ach ciężkie czasy nastały dla ninjy...

Następny pościk tutaj
Obrazek
PH | BANK

Misje: 1|2|3|4 - brak
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 282
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 32
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Szlak transportowy

Postprzez Seinaru » 6 kwi 2018, o 09:30

Niedługo trwała przeprawa łodzią z wyspy na wyspę. Kilkadziesiąt minut, może nieco dłużej upłynęło, zanim postawili stopy na ziemiach Hyuo. Oh, tutaj było o wiele ciszej, niż w porcie w Hanamurze. Okolica zdawała się nie cierpieć na przesyt turystów czy zwykłych wędrowców, którzy tak licznie stawili się na festiwalu na sąsiedniej wyspie. Tutaj nie dało odczuć się turniejowego klimatu, a raczej mroźny, cichy spokój. Seinaru chuchnął w powietrze, aby zobaczyć przed sobą niewielki obłoczek pary.
- Wygląda na to, że to gdzieś tutaj. - Hayami był już kiedyś u niego w domu? Seinaru nie miał o tym pojęcia, sam dopiero przed koronacja Natsume złożył tam pierwszą wizytę, lecz nie pilnował Shijimy przez całą dobę i być może przyjmował on gości, o których samuraj nie miał pojęcia. Nie miało to jednak najmniejszego znaczenia, dlatego Kei, upewniając się przedtem, że ma obok siebie Hayami, skierował się do domu przyjaciela. Wyglądało na to, że to już jego ostatni przystanek przed podróżą do domu.
- Naprawdę chcesz odwiedzić potem Atsui? Propozycja tego Ichirou jest tak samo dziwna, co niespodziewana. Wiadomo, że kilku ludzi może osiągnąć więcej, niż jednostka, jednak dalej nie wiem co ON chciałby zyskać na zwerbowaniu nas gdziekolwiek. - Zaczął rozmowę, gdy rozpoczęli marsz w głąb dzielnicy mieszkalnej.

z.t.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1252
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 23
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Kij w lewej ręce lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: Dwuryj

Re: Szlak transportowy

Postprzez Hayami Akodo » 6 kwi 2018, o 11:17

If the sun is burning
It will melt the sky
The morning will come


Płynęli cicho i łagodnie, dając się ponieść prądom morskim. Ich łódź unosiła się na falach i mknęła swoim dość szybkim, ale jednak nie wybitnym, tempem po nieskalanym błękicie, przewożąc dwóch samurajów wraz z ich duszami, ekwipunkiem, marzeniami, bronią i wiarą w przyszłość. Wysiedli spiesznie; przewoźnik odpłynął od razu, nie czekając na nowych klientów, może chciał wrócić do domu, do rodziny i odpocząć? Hayami tego nie wiedział i nawet go to nie interesowało.
Rozglądał się z fascynacją, chłonąc nowy-nie nowy widok; Hyuo - zgodnie z zapowiedzią Shijimy - było białe. Wszędzie widać było śnieg, spokój i ciszę, ludzie Ranmaru i Yuki, którzy snuli się po porcie, byli raczej delikatnie uśmiechnięci, wyciszeni, skupieni tylko i wyłącznie na swojej pracy. Biel, błękit, biel...
Przynajmniej w tym jednym się nie zawiodłeś, Hayami. Ta jedna opowieść się sprawdziła. Miała wszelkie pozory i cechy prawdziwości, obraz, który naszkicowała mu Pani Cisza w momencie rozstania, wśród porwanych euforią i demonstracją władzy tłumów, i jeszcze wcześniej, przy radosnym, sielskim obiedzie w domu Seinaru, rzeczywiście udało się odtworzyć.
Wszystko się zgadzało. Ciekawe, co Shijima sądził o całokształcie uroczystości? O nowym władcy? O nich, o ich walkach? Jak bardzo pobłażliwie musiał się uśmiechnąć, słysząc wieści o przegranej Akodo w pojedynku z kobietą?
Aah, pewnie pomyślał, że dla niego poranek dopiero nadejdzie.
Twardy, stabilny, pokryty śniegiem grunt Hyuo był dla Hayamiego czymś przyjemnym. Choć, jako wychowany nad brzegami morza, na Lazurowym Wybrzeżu samuraj kochał niezgłębione, nierzeczywiste wodne tonie, to jednak stałość i konsekwencja ziemi też były dobrym wyborem. Jeśli oni dryfowali w nierzeczywistej otchłani, szukając prądu, który ich porwie ze sobą, pochłonie, to Shijima potrzebował czegoś, w czym może się zakorzenić - i zakorzenił się tu, w tutejszym śniegu, mrozie, w ciszy, która zmuszała wszystkich do przecierania oszronionych szyb i wypowiedzenia bodaj jednego, ale ważnego słowa.
Szedł u boku Seinaru, tak jak należało, nie opuszczał boku przyjaciela. Czuł, że...wir, łagodność, siła duchowa Keia mogą mu się mimo wszystko przydać...
Że tak będzie dobrze.

- Nie, nigdy nie byłem na Hyuo, pamiętasz? - przypomniał z uśmiechem, idąc obok. - I nigdy nie byłem w domu Shijimy. Ciekaw jestem w sumie, jak mieszka. Hyuo jest tak samo białe, jak opowiadał nam u ciebie...

Raz jeszcze się rozejrzał, chłonąc przeraźliwie spokojne, wytłumione widoki. Niebo było takie gładkie, bez chmur.

- Jeśli chodzi o to, to myślę, że to może być ciekawa sprawa. Ale na razie muszę jechać do Kaigan - stwierdził czerwonowłosy wojownik, rozglądając się nadal uważnie. W zasadzie widok jak widok, ale jednak była w nim nowość, która przyciągała, był pokój, którego mimowolnie poszukiwał. Nie był jednak pewien, na ile go odnajdzie, pamiętając o owych dniach, kiedy porywcze pragnienia zostały pohamowane, a atrament spłynął na gęstą trawę, nie zapisując żadnych słów. Pamiętał też ów dobroczynny, ciepły uśmiech Shijimy. Jak starsi bracia.
Przyspieszyli trochę kroku, znaczy Hayami przyspieszył, ale nie wyprzedzał Keia zbytnio, po prostu pozwolił mu iść swoim tempem. Przez chwilę nad tym myślał.

- Jeszcze zobaczymy - powiedział pojednawczo. - I tak to jeszcze odległa przyszłość. Na razie musimy się wzmocnić, obaj. Może pójdziemy gdzieś razem na misję albo coś takiego...

Minęli cichych, samotnych ludzi, jasne domy, skierowali się z portu w kierunku dzielnicy mieszkalnej. W porównaniu z gorącym, chaotycznym Sogen, cichym Yinzin czy Hanamurą - gwarną, ale pełną uporządkowania - Hyuo najbliższe było klimatem tej ostatniej, a...nastrojem temu drugiemu.



____________________________________________________________________________________________
zt ---- > Dom Shijimy
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 667
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szlak transportowy

Postprzez Hoshigaki Kenji » 7 kwi 2018, o 12:58

- Podróż z Kaitan na Hyuo minęła błyskawicznie.- mówił z niedowierzaniem rybak.
- Tak to jest jak ma się dobre towarzystwo.- odpowiedziałem.
W tym momencie uśmiechnęliśmy się do siebie, zbliżaliśmy się już do wyspy. Widziałem, że starszy mężczyzna jest zmęczony tą pracą, dlatego gdzieś w połowie drogi, powiedziałem mu, że nie musi aż tak się spieszyć. Nie miałem celu w tej podróży, nie wiedziałem też co się stanie jak dotrzemy i ile czasu tu spędzę.
- Jesteśmy.
Dobiliśmy do portu, normalnie wyszedłem z łodzi na kawałki desek, który wyglądały jak krótkie molo. Nie chciałem wzbudzać podejrzeń, jeszcze uznają mnie za swojego wroga. Nie był to do końca mój teren, choć czułem się tutaj dosyć pewnie. O ile się nie mylę to tutaj, w tej osadzie siedzibę ma klan Yuki. Trochę przeszły mnie dreszcze, jak sobie pomyślałem tylko, ilu silniejszych ninja porusza się po tej ziemi co ja. Wyruszyłem wgłąb miasta...

z/t
Avatar użytkownika

Hoshigaki Kenji
 
Posty: 52
Dołączył(a): 28 mar 2018, o 19:41
Wiek postaci: 8
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Włosy postawione ku górze koloru ciemno zielono-niebieskiego. Wyraźne czarne otoczki wokół oczu a pod nimi skrzela. Ubrany w ciemno- granatowe spodnie, czarna koszulkę z krótkimi rękawkami. Na szyi charakterystyczna chustka koloru białego.
Widoczny ekwipunek: Torba oraz 2x kabura.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5199
GG: 0
Multikonta:

Re: Szlak transportowy

Postprzez Seinaru » 12 kwi 2018, o 13:18

Po niezbyt wesołej i udanej wizycie na Hyuo, Seinaru zdecydował się opuścić Lodowe Wyspy. Dwa dni spędzone w Hanamurze, a potem trening na Hyuo pozwoliły mu się na pewno ogromnie rozwinąć, wracał do domu silniejszy i bogatszy w doświadczenie nei tylko w boju, ale również bólu. Nie był to jednak moment, w którym postanowił wracać prosto na Teiz. Znudziła mu się już ta sama droga, potrzebował nowej ścieżki, która opóźniłaby rutynę i dała nieco czasu na przemyślenia związane przede wszystkim z Shijimą. Do tego był jeszcze przecież Hayami i poznany, tajemniczy Ichirou. Wyglądało na to, że zwycięstwo w turnieju pozwoliło mu nie tylko udowodnić mu swoją wartość, lecz również otworzyło przed nim zupełnie nowe możliwości. Krótki festiwal związany z koronacją Cesarza miał potencjał ku temu, aby na koniec swojego życia Kei nazywał go przełomem i zwrotem w swoim życiu.

Skąd: Hyuo
Dokąd: Kaigan
Czas podróży: 30 minut
Czas przybycia: 14:50
Środek transportu: Łódź
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1252
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 23
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Kij w lewej ręce lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: Dwuryj

Re: Szlak transportowy

Postprzez Hayami Akodo » 16 kwi 2018, o 08:00

My silence holds the secrets when
I answer but don’t answer.
You did not see me well enough
to recognize the signs



Czekał.
Tylko w sumie na co, jeśli na Hyuo pozostawił jedynie stare rany...?
Zbłąkane, zmarzłe ziemie Lodowego Cesarstwa nie przyniosły mu szczęścia. Ów wygrany turniej, który miał mu przynieść tyle chwały, okazał się mrzonką i beznadziejnie zabawną przegraną, relacja z Sagisą stała się mimo wszystko dość zwichrowana i trudna, prędzej by się teraz pokłócili niż znowu zrozumieli. Prawda, że gniew i zazdrość o nią już zdążyły z niego opaść - w końcu nie żyła jego największa rywalka, a on sam zaczynał rozumieć więcej, niż mógł się spodziewać - ale nie zamierzał jeszcze wracać do Sogen. Na to było stanowczo zbyt wcześnie. Poza tym...po co miałby to zrobić? By znów narazić się na wyrzuty? Doprowadzić do jeszcze większej kłótni, która przerodzi ich związek w nienawiść? Zbyt mocno w tym wszystkim utknęli, by dało się to wyprostować ot tak za pomocą romantycznej scenerii i kilku nic nie znaczących słów, które i tak musiałyby tam paść.
Nie powinieneś zostawiać za sobą niedokończonych spraw.
Głos rozsądku mówił to jasno; jeśli już wyznał jej miłość, jeśli nadal coś do niej mimo wszystko czuł, to powinien z nią porozmawiać. I wyjaśnić sobie z nią parę spraw.
A do tego dochodziło to przerażająco atramentowe pożegnanie, stopione w jedność z gorzką krwią i z uśmiechem Shijimy. Notes przyjaciela stał się nagle niewyobrażalnym ciężarem i gdyby Hayamiemu starczyło na to sił, wyjąłby go teraz z torby, gdzie się znalazł razem z jego własnym notatnikiem i bandażem, a potem cisnąłby go w otchłań wody, patrząc, jak spokojne fale pożerają rysunki i pamięć o jego przyjacielu. Tak teoretycznie powinno być, jeśli miałbyś zakończyć jeszcze i to; ale nie, zbyt wiele było tam demonów, zbyt wiele rysunków, może słów, zapomnianych szkiców, by Lew z Yinzin miał mimo wszystko się tego pozbyć. Otchłań powinna pozostać strzeżona, inaczej ktoś inny może kiedyś się w nią rzucić, tak jak wtedy ostrzegał go Seinaru na klifach: nie jest dobrze wpatrywać się w przepaść - a może te słowa nigdy nie padły? Może Kei powiedział wtedy coś zupełnie innego? Tak czy inaczej, nie było większego sensu tego rozważać. Czarny atrament snuł się po lekko żółtawych kartkach, rozlewał się w plamy, obrazy, historie skreślone ręką tego, który wybrał odejście.
I Hayami nie był godzien, by go osądzać. W milczeniu pełnym łez przyjął jego wybór, nawet teraz...otarł niecierpliwie łzy, które same z siebie wydostały się z jego oczu, i skupił się na poszukiwaniu statku, który miał ich zawieźć do Kaigan.
Już kiedyś osądziłeś, pamiętasz...? Już kiedyś powiedziałeś o jedno słowo za dużo.
A potem tego żałowałeś.
Taak, każdy ma coś, czego powinien żałować. Każdy ma swoją własną, mniejszą lub większą rozpacz - bo nie ma na tym świecie ludzi prawdziwie niewinnych, no, chyba że małe dzieci takie jak Aki albo Ryuujin, które jeszcze nie zdążyły nikogo skrzywdzić i zobaczyć prawdziwego zła. Kenji był zupełnie inną sprawą, dziecko-shinobi już na pewno swoje widziało, Hajime i Takashi byli wychowywani do okrucieństw i honoru...
Właściciel łodzi był małomównym i cichym Hoshigakim. Bez problemu przyjął sto ryou zapłaty i zgodził się krótkim kiwnięciem głowy poczekać na przyjście chłopca, który...No właśnie, kim był dla Hayamiego? Uczniem? Bardziej małym towarzyszem podróży, dzieckiem, za które należało wziąć mimo wszystko odpowiedzialność.
Zaczęło padać. Czy to był śnieg, czy to deszcz...? Wilgoć osiadała na rozpuszczonych włosach Hayamiego, opasce, którą sobie przywiązał do nadgarstka, by jej nie zgubić, płaszczu w łagodnym kolorze kremowym, na klindze katany i ostrzu yari trzymanej w ręku, na plecaku wypełnionym zakupionymi w sklepie i zdobytymi przedmiotami. Och, jakże wygodnie, jak prosto byłoby wyjąć teraz ten notes, narazić go na działanie wody, śniegu czy deszczu, chłodu i pozostawić go samemu sobie z myślą tak będzie lepiej.
Tylko dla kogo, Hayami? Dla ciebie? Dla Kenjiego? Dla twoich braci? Dla człowieka, który został już tylko ulotnym, martwym wspomnieniem, imieniem, które drżało w blasku zmąconych gwiazd...? Koloru wyblakłego tak nagle i niespodziewanie, odpływającego w dal? Dla twoich własnych, osobistych złudzeń, dla płonącego w świetle świecy rysunku, tak przecież żywego, urywających się słów i niepotrzebnych uśmiechów? Żalu, mówiącego rozpaczliwym szeptem: mogło być inaczej?
Może i tak.

Czekał nadal. Dla zabicia czasu wydobył spiesznie z plecaka bandaż, oderwał gwałtownie od całości dwa metry jasnego, czystego, lekko wilgotniejącego z każdą chwilą materiału i obwiązał nim rękojeść yari, mrużąc powieki. Resztę znów schował do plecaka, który po chwili trafił na jego plecy. Wsiadł do kołyszącej się lekko łodzi i, uchwyciwszy mocno włócznię w obie ręce, zapatrzył się martwo, cicho w morze. Nie myślał o niczym konkretnym, chyba pozwalał myślom, marzeniom, niezrealizowanym planom przepływać przez palce. Szczególniej uparcie przed oczami przewijały mu się siostry Uchiha, zmarły przyjaciel i twarz Seinaru.

Sometimes I’m stranger to you,
and sometimes you’re stranger to me,
sometimes - maybe all the time.


Gdy tylko chłopiec się pojawił, przesunął się, by zrobić mu więcej miejsca w łodzi. Smukłe, drżące nieco palce siedemnastolatka, kiedyś zbroczone krwią, innego razu atramentem, innego razu woskiem z topiącej się świecy, musnęły powoli moknący bandaż i drewnianą rękojeść yari, potem przeniosły się na katanę, której spokojna, ciemnawa tsuba niczym się nie wyróżniała. Wiatr rozwiał mu trochę włosy, zwilżył je, lecz Hayami o to nie dbał. I tak nie miało to już większego znaczenia.

- Czas ruszać.

W jego głosie mimo wszystko zabrzmiała niechciana, niepotrzebna nostalgia. Zły o to na siebie, poprawił sobie broń, tak, by mu nie przeszkadzała, i skupił wzrok na Kenjim. Stary przewoźnik Hoshigaki odbił od brzegu, uprzednio przyjąwszy też zapłatę od chłopca.
Zostawiali Hyuo za sobą.
Tak przynajmniej wtedy wierzył.

Sometimes...maybe all the time.


Skąd: Hyuo
Dokąd: Kaigan
Czas podróży: 15 minut
Czas przybycia: 9:15
Środek transportu: Łódź
-100 ryou (uzgodniłam z Rybką-chan, że każdy płaci za siebie)


___________________________________________________________________________________________________
zt do Kaigan
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 667
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szlak transportowy

Postprzez Hisashi » 16 cze 2018, o 17:17

Yuki ze wsi Okita udał się wprost do jednej z pomniejszych wiosek rybackich, gdzie zamierzał wypytywać o transport na kontynent. Zanim do niej dotarł dopadł go wieczór, słońce podczas zimy zachodziło dosyć wcześnie, jednak w domostwach, lub obok nich wciąż płąnęły światła pochodni i świec. Młodzieniec udał się do pełnego ludzi zajazdu. W środku było ciepło i duszno, a w powietrzu unosił się zapach pitego alkoholu, cebuli i pieczonej ryby. Hisashi usiadł na wolnym miejscu, obok biesiadujących miejscowych. Zamówił posiłek składający się głównie z warzyw, smażonych ryb i ryżu, a także dzban sake, z którego polewał sobie, lecz również pobliskim biesiadnikom, z którymi dość szybko się zbratał. Jeden z rybaków oświadczył, iż wypływa rano do Ryuzaku no Taki, w poszukiwaniu lepszych narzędzi. Dzięki temu, że obaj byli pijani nie było problemu z tym, by za drobną opłatą wziął ze sobą młodzieńca. Ba! Nawet go u siebie przenocował.
Skąd: Hyuo
Dokąd: Ryuzaku no Taki
Czas podróży: 45 minut
Czas przybycia: 19:02
Środek transportu: Łódź (-100 Ryō)
Obrazek
WIZUALIZACJA UBIORU
Mowa #0066FF
Myśli
Avatar użytkownika

Hisashi
 
Posty: 69
Dołączył(a): 15 kwi 2018, o 00:34
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5338
GG: 0
Multikonta:

Re: Szlak transportowy

Postprzez Rika Kari Matsubari » 2 lip 2018, o 23:10

Droga do statku dłużyła się w nieskończoność. Całej trójce trudno było o odpowiednie słowa. Padały same frazesy i Rika nie czuła się z tym dobrze. Miała wrażenie, że zawiodła, choć trudno powiedzieć o co jej chodzi. Sama niosła bagaż, żeby odciążyć senseia. Poza tym to ona miała tu rosnąć w siłę i nie zaszkodzi jej, jak trochę podźwiga. Prócz tego Asuka, która wiedząc, że była trzecią osobą w tej relacji, odsunęła się w cień. Rika siliła sie na wymyślenie czegoś optymistycznego, ale za nic jej to nie wychodziło. Gdy wyszli zza rogu i ich oczom ukazał się osobliwy stateczek, Rika patrzyła w zupełnie innym kierunku.
-Już myślałem, że nie przyjdziecie!
-Yuido!
-Chciałaś odjechać bez pożegnania?
-Nie, przysięgam! Zaspałam...
Pozostali pokiwali głowami na potwierdzenie jej słów.
-Dobrze, że jesteś. - odwróciła się w stronę Kihary i Asuki. - dziękuję wam za wszystko. Obiecuję, że niedługo znowu tu wrócę. Było wspaniale! - uściskała się ze wszystkimi i odsunęła o metr czy dwa. Pomachała im na pożegnanie i odwróciła się w stronę statku. Powolnie wchodziła na pokład, odwracając się co chwilę w stronę towarzyszy. Ich obecność wiele dla niej znaczyła.
Żegnajcie - ruszyła bezgłośnie ustami.

Skąd: Hyuo
Dokąd: Ryuzaku no Taki
Czas podróży: 00:10
Czas przybycia: 00:55
Środek transportu: statek
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
 
Posty: 293
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość