[Event] Wielka wojna

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Shinji » 25 maja 2017, o 18:58

Zaistniała sytuacja bardzo szybko przeistoczyła się w walkę. Najpierw upadający strop z którym trzeba sobie było poradzić żwawymi ruchami ciała, aby tylko nie wpaść w potrzask. Następnie starcie w którym przyszło mu uczestniczyć na szczęście ze sporego dystansu. Dzięki temu bez problemu zdołał po wykonaniu odpowiedniej sekwencji pieczęci wypuścić olbrzymiego ognistego pająka. Pomijając jak bardzo istotna była ta technika w duchu czuł się z siebie dumny. Dobrze znał swoje umiejętności, ale nie był na dobrą sprawę w stanie ich przetestować. Najpierw niefortunne zostanie rannym podczas walk w Atsui, a potem wysłanie na misję gdzie został okradziony i podejmowanie walki nie było rozsądną opcją. Tym razem było jednak inaczej. Miał okazję uczestniczyć w realnych starciach. Nie była to jednak jedna potyczka, a kilka. Z każdej z nich wyszedł bez szwanku co naprawdę podbudowało jego pewność siebie. Nie należy tego uważać za jakieś problemy z samym sobą. Nic w tym rodzaju. Po prostu zawsze pozostawała ta drobna nutka niepewności, a co się stanie gdyby? Teraz zdołał się pozbyć tego nieprzyjemnego uczucia wiedząc jak jego umiejętności mają się podłóg innych zwykłych przeciwników. Do takowego Zjawy, czy mistrzyni miecza okupującej ciało Iwaru nie miał nawet zamiaru się porównywać. Ich obecność jednak nadal zbierała swoje żniwo. Jasno pokazywała jak dużo ciężkiej pracy będzie musiał włożyć by stać na tym "pożądanym" poziomie.
Póki co skupił się jednak na swoim głównym celu, którego nie mógł spartolić. Ambitne zamiary na przyszłość to jedno, ale wydostanie się stąd w jednym kawałku to jeden z warunków, który musi zostać spełniony. Bez tego nie ma nawet opcji. W końcu jak stać się silniejszym gdy będziesz jedynie zimnym trupem? Nieprawdaż? Pająk ruszył w kierunku oponenta atakując go swoimi odnóżami jak i bogato uzębioną szczęką jeśli tak to można określić. Nie znał się na owadach jednak coś tam miały. Prawda? Cała sprawa została niesamowicie ułatwiona przez towarzyszy, którzy wreszcie okazali się być pomocni. Z tyłu głowy nadal tkwił obraz z poprzedniej potyczki, gdy oczekując na wsparcie został zostawiony sam sobie. Nie sprawiło mu to większych problemów jednak został zmuszony do zużycia większej ilości chakry niż planował. Ciało oponenta zostało owinięte piaskiem uniemożliwiając ucieczkę. W tym czasie Murai zrobił zamieszanie swoimi nićmi wzbogaconymi o metalowe pręty - jakby same w sobie nie stanowiły już niesamowicie groźnego narzędzia. Dziwny "znajomy" co by o nim nie mówić miał łeb na karku. Potrafił wyciągnąć ze swoich technik maksimum użyteczności i z pewnością dalsze "koleżeństwo" mogłoby się okazać bardzo przydatne. Powracając jednak do starcia, nie było to wszystko. Oponent oberwał mocnym ciosem katany w łydki co sprawiło, że upadł na ziemię. Tam szansę dorwać go miała technika Shinji'ego pokazując swoje destruktywne oblicze. Bardzo mocna poparzyła ciało nieszczęśnika. Gdyby nie dobicie notką ze strony Murai'a definitywnie kończące walkę pewnie jeszcze trochę by się nacierpiał gdyż skóra mogłaby nawet zacząć się topić. Może to i dobrze? Całe pomieszczenie wypełniłoby się zapachem palonej ludzkiej skóry. Może to i dziwne, ale Uchiha zwracał uwagę na takie detale nawet w niesprzyjających okolicznościach.
Nie była to jedyna walka. W tym samym czasie rozgrywał się pojedynek pomiędzy Iwaru, a Zjawą. Jako, że użycie techniki pozwalało na odrobinę luzu ze względu na pomyślny rozwój wypadków to Uchiha kątem oka przyglądał się wydarzeniom. Na dobrą sprawę można by się ustawić z boku i oglądać to starcie z zapartym wdechem w piersiach. Perfekcyjna technika, nienaganne ruchy i ta szybkość. To była zupełnie inna liga. Gdyby Iwaru tylko chciała pewnie zabiłaby ich wszystkich w ułamkach sekundy. Nie było żadnych wątpliwości. Niezwykle interesujący dodatek stanowiła także konwersacja, która nawiązała się pomiędzy dwójką szermierzy. Rzuciła ona odrobinę światła na tak tajemniczą postać jak Zjawa. Jako, że już wcześniej Shinji interesował się innym samurajem, który niestety poległ to naturalnym było, że jego uwaga zwróciła ku jedynemu pozostałemu na polu bitwy. Ruchy były za szybkie nawet dla jego sharingana. Coś zdołał zarejestrować jednak o jakimkolwiek kopiowaniu nie było mowy. Po prostu przyglądał się co jakiś czas i uważnie słuchał.
W międzyczasie zginęła medyczka oddziału - Meido. Wcześniej owinięta w szczelny kokon nici próbowała się wydostać ogarnięta szałem. Jeśli chodzi o podejście Shinji'ego do tej sytuacji była ona mu zupełnie obojętna mimo, że wszystko wskazywało na to, że znała Iwaru. Ta jednak stanowiła nieprzyjemną przeszłość, którą starał się za wszelką cenę pozostawić za sobą. To co stało się potem, czyli śmierć poprzez uduszeniu tak naprawdę wszystko znacznie ułatwiało. Dzięki temu mógł uniknąć niewygodnych pytań o rzeczy do których nie miał po prostu zamiaru wracać. Na dobrą sprawę całą akcję tak naprawdę ledwo co zarejestrował rzuceniem oka na to co się dzieje niż dłuższym skupianiem się na tej części wydarzeń. Miał zbyt wiele na głowie - używanie technik oraz śledzenie walki Iwaru i Zjawy, by zajmować się zachowującą dziwnie od początku ich wyprawy, a teraz w napadzie szału dziewczyną.
Nastąpiło wyklarowanie sytuacji, udało się im pokonać pomocnika swoistego "boss'a" tego całego miejsca. Walka pomiędzy Zjawą, a poruszającym się truchłem Iwaru tak jak trwała w swoistej stagnacji tak stanęła w miejscu i została wystosowana w ich kierunku propozycja by pozwolili jej po prostu odejść. W zamian ich nie zabije. Bardziej przypominało to groźbę, czy żądanie co jedynie podkręcał fakt dziwnego głosu. Przesycony był on pewną demonicznym akcentem. Trudno to opisać. Normalnie, by to wyśmiał jednak sam na własne oczy widział te ruchy. Zjawa miał jeszcze jakieś szanse, jednak cała ich gromada była dla niej niczym nieruchome słupki na treningu. Próba walki z tak przerażającą siłą po prostu nie miała racji bytu. Trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać bo coś przerasta twoje możliwości. Tak działa prawo natury. Silniejszy lub mądrzejszy zabiera wszystko i to on płodzi potomstwo, któremu przekazuje swoje geny. Być może to nieco zbyt daleko idące wnioski i niekoniecznie pasujące akurat do tej sytuacji jednak idealnie pokazują jak należy się zachować. Mimo, że Shinji zalicza się do osób, które używają swoich szarych komórek to dla niego było to szczególnie trudne. Jakby nie patrzeć ciało Iwaru, która miała być jedynie przeszłością zostało sprofanowane. Mimo, że zdołał w sobie stłamsić jakiekolwiek poczucie winy to wraz z widokiem nawet czegoś tak dziwnego uczucie to wracało. Walka do końca byłaby tu najlepszym rozwiązaniem jednak w jego przypadku zdrowy rozsądek był mimo wszystko wyżej w hierarchii. Mimo, że serce mówiło inaczej tak jak ciało, które chciało się wyrwać do przodu by kontynuować walkę to doskonale wiedział, że coś takiego to wyrok śmierci. Słowa Tamotsu, który wspomniał o tym, że to "coś" służy Antykreatorowi jedynie utwierdzały go w podjętej decyzji. Wiele o nim słyszał, głównie legend, ale i także widział na własne oczy. To coś wykraczało poza ludzkie pojmowanie.
- Ja odpuszczam walkę.
Mimo, że było to nierozsądne ręce luźno ułożyły się przy ciele - jasno pokazując, że akurat ta osoba nie ma już zamiaru walczyć. Gdyby trzymał w dłoni jakąś katanę dla spotęgowania efektu rzucił by ją na ziemię co było szeroko pojmowane jako poddanie się. Wizja dalszego egzystowania na tym świecie stanowiła po prostu zbyt kuszący kąsek nawet pomimo, że całym sobą chętnie by zobaczył to "coś" zionącego ducha za to co uczyniło. Miał ambicje, plany, świetlaną przyszłość przed sobą. To wszystko było cenniejsze niż osobiste porachunki. Mimo wszystko sharingan nadal pozostał na aktywny. W przypadku gdyby to był blef dawał mu jakiekolwiek szanse przetrwania.


Chakra i techniki:
Spoiler: pokaż
Pigułkę już odjąłem od KP wrzuconej w post.

Chakra
60,5% - 1,5% = 59%



Nazwa
Sharingan: San Tomoe

Środkowy i ostatni powszechnie znany poziom Sharingana - powyżej niego sięgają już bardzo nieliczni. Na tej randze Uchiha staje się niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Po pierwsze, znacząco rośnie jego możliwość kopiowania jutsu. Nie tylko może on kopiować praktycznie wszystkie jutsu i wykonywać je jednocześnie z wrogiem - wygląda to tak, jakby czytał on w jego myślach. Miażdżąco rośnie jego percepcja, a na dodatek zyskuje on możliwość wejścia do umysłu Jinchuriki, a tym samym dowiedzenia się za czym stoi jego niezwykła siła.

Możliwości
  • Widzenie i szacowanie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiekty
  • Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłki
  • Rozpoznawanie genjutsu
  • Wejście do umysłu Jinchuuriki - na krótki moment, możemy zobaczyć demona
  • Odróżnianie klonów od oryginału - Klony rangi B w dół
  • Bonus atrybutów - percepcja użytkownika rośnie o 60 punktów
  • Kopiowanie technik - Można kopiować wszystkie widziane techniki (oprócz innych KG i Hijutsu oraz wspomagających rangi S) i wykonywać je w tym samym momencie co przeciwnik.
  • Możliwość przełamania słabszych genjutsu - Przełamanie odbywa się tak samo jak przy pomocy Kai. Nie wymaga jednak złożonej pieczęci, a bonus do konsekwencji wynosi +50.

Wymagania
Przebudzenie, w przypadku misji minimum A, dziedzina klanowa D.

Koszt
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)

Karta postaci:
Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Sharingan: San Tomoe
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI:
  • Kenjutsu Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona -
  • Nabyta -
PAKT: -
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    Siła: 11
    Wytrzymałość: 25
    Szybkość: 41
    Percepcja: 41 (101)
    Psychika: 1
    Konsekwencja: 11
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 128
MNOŻNIKI STAŁE:
  • Wytrzymałość +2% do chakry
MNOŻNIKI CZASOWE:
  • Sharingan: San Tomoe +60 do percepcji
KONTROLA CHAKRY: Ranga B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100% + 2% = 102%
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
  • Ninjutsu - Ranga E
  • Klanowe - Ranga B
  • Katon - Ranga B
  • Kenjutsu - Ranga C



TECHNIKI


Ninjutsu:
  • Ranga E:
    • Bunshin no Jutsu - 3%
    • Henge no Jutsu - 3%
    • Kai - Brak
    • Kawarimi no Jutsu - 3%
    • Kinobori no Waza - Minimalny, nieodczuwalny
    • Suimen Hokō no Waza - Minimalny, nieodczuwalny
    • Nawanuke no Jutsu - 3%

Kenjutsu:
  • Ranga D:
    • Fūma Ninken - Brak (+10 do siły)
    • Chanbara - Pasywna

Katon:



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE :
  • Katana w pochwie na broń przypięta do pasa
  • Torba na broń I z tyłu, przypięta do pasa z lewej strony pleców
  • Torba na broń II z tyłu, przypięta do pasa z prawej strony pleców
  • Kabura na broń, przyczepiona do prawego uda
PRZEDMIOTY SCHOWANE:
Kabura na broń:
  • 1x kunai
Torba na broń I [35/40]
  • 12x kunai z wybuchową notką [2]
  • 10x Shuriken [1]
  • 1x bojowa pigułka żywnościowa [0,5]
  • 1x pigułka ze skrzepniętą krwią [0,5]
Torba na broń II [40/40]
  • 20x kunai z wybuchową notką [2]
Kieszeń:
  • Mapa portu Ryuzaki no Taki
  • 2 specjalne monety (do kontaktu z Krukami)
Shinji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Murai » 25 maja 2017, o 21:02

Przeciwnik którego cięcie mieczem zablokował Murai zdecydowanie był jednym z bardziej groźnych osobników, jakich spotkał. Połączenie ogromnej szybkości i siły, połączonej z umiejętnościami walki bronią białą. Nie był on w jakiejkolwiek czołówce, spotkanie przykładowo z niektórymi liderami klanów i szczepów podczas turnieju w Sabishi. Lider Kakuzu na pewno był znacznie silniejszy od Muraia. Albo staruszek z którym walczył ramię w ramię podczas ochrony Muru. Co prawda skończyło się na tym że wszyscy wokoło niego zostali unieruchomieni i zaczęli się wzajemnie wyżynać, co bezpośrednio zagroziło samemu Muraiowi. Ten mężczyzna, mimo że silny i mogący sprawić Muraiowi kłopot, był jak najbardziej w niego zasięgu. Mógł się z nim zmierzyć samemu, a biorąc pod uwagę obecność innych wojowników na polu bitwy śmierć przybocznego Iwaru była jedynie kwestią czasu. Przyjęcie cięcia oponenta na tonfę i zatrzymanie go na chwilę w miejscu pozwoliło na reakcję innych i tym samym zapędzenia go w kozi róg. Szarżowanie bez większego planu na grupkę wyszkolonych wojowników posiadających umiejętności większe niż machanie mieczem było czystą głupotą z jego strony. Mimo tak żałosnego startu potyczki z jego strony nie należało go lekceważyć. Jego głupota mogła być też pewnością siebie, która spowodowana mogła być pojawieniem się jakiegoś asa w rękawie. Jakiejś sztuczki, dzięki której był pewny zwycięstwa. Mając tego świadomość Kakuzu nie dał oponentowi nawet chwili na zastanowienie się. Wystrzelił z ciała nici zakończone metalowymi szpikulcami. Manewr ten miał za zadanie spowodować co prawda odskok przeciwnika i zwiększenie dystansu pomiędzy nim a Muraiem, jednak jego nogi zostały zasypane przez piach. Umiejętność klanu Sabaku. Metalowe kolce wbiły się w ciało, raz za razem. Każdy dołożył swoją część do zabicia przeciwnika. Murai zakończył to odpaleniem notki doczepionej do nóg, wcześniej odsuwając się na stosowną odległość. Mimo ogromnego skupienia na przeciwniku Kakuzu był w stanie obserwować poczynania znacznie groźniejszego przeciwnika. Iwaru. Konfrontacja ze Zjawą, kolejnym osobnikiem którego poziomu Murai na bank nie był w stanie dosięgnąć, prowadził intensywną wymianę ciosów z oponentem. Mimo prób analizy poczynań każdej ze stron ich cięcia były za szybkie. Wykorzystywane przez nich sekwencje wybiegały poza możliwości Muraia. Jednak prowadzona między nimi rozmowa pozwalała na uzyskanie kolejnych cennych informacji. Stosunkowo zbędnych, jednak ciekawych. Na pewno zostaną one zapamiętane, chociaż niewykluczone że nigdy nie będzie musiał ich zużyć. Ostatecznie z ciała Iwaru zaczęła ulatniać się dziwna chakra, całkowicie inna od jakiejkolwiek widzianej wcześniej przez Muraia. Mając chwilę spokoju spowodowaną odepchnięciem Zjawy, Wojna zaproponowała walczącym by pozwolili jej uciec. Jeden z sojuszników poparł ten pomysł, i bynajmniej nie była to Meido. Ona leżała w bezruchu w jego niciach. Martwa. Na pewno nie było możliwości by Murai pokonał ją sam. Nawet w towarzystwie Zjawy byłoby ciężko. Nie pokazała jeszcze wszystkiego co miała w zanadrzu, to było niemalże pewne. Dodatkowo ta wzmianka o Antykreatorze... Murai słyszał jakieś podania, niepewne opowieści. Pamiętał jak poruszano ten temat podczas jednego z wielu wykładów w jego "ośrodku szkoleniowym". Człowiek który samodzielnie był w stanie zagrozić całemu światu... Ta kobieta to jego podwładna? Ciało zamieszkane przez kogoś innego, posiadające powiązania z najprawdopodobniej najpotężniejszą jednostką jaka chodziła po ziemi. Jeśli to co mówiła faktycznie było prawdą, a wszystko na to wskazywało, to jedyną logiczną opcją było oddanie tej walki. Nie podejmowanie wyzwania, jakim byłoby powstrzymanie jej. Zerkając wokoło zobaczył podobne opinie. Twarze pozbawione pewności. Chęci do walki. Kakuzu schował nici do swojego ciała, poza tymi przytrzymującymi martwe już ciało Meido. Tonfy wetknięte zostały za pas. Nie zamierzał walczyć, ale też nie zamierzał porzucić czujności. Chociaż z drugiej strony gdyby zechciała go zabić, to było bardzo prawdopodobnym że i tak by to zrobiła, bez względu na sprzeciw Muraia.
Murai
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Hoshigaki Seiki » 26 maja 2017, o 17:27

Idąc razem z armią, u boku mając Ayako zaczynałem czuć się coraz bardziej spokojny. Wszystkie emocje które czułem jeszcze podczas swojej krwawej walki, zaczynały słabnąć na tyle bym mógł skupić się na bardziej przyjemnych rzeczach jak np. ukradkowe obserwowanie wdzięków ślicznej towarzyszki. Co jakiś czas musiałem przetrzeć krew ze swojej twarzy albo jakiejś części ubrania i była to doskonała okazja do takich właśnie ukradkowych zerknięć. W międzyczasie oczywiście rozglądałem się również po okolicy, jednak Ayako w pewnym momencie zaczęła wyglądać jakoś... inaczej. Na jej twarzy zaczęły malować się dziwne odczucia, jakby coś siedziało w jej głowie i nie dawało spokoju. Przez ten widok, zacząłem się niemal rozpływać w środku, aż wreszcie dziewczyna na głos wyraziła swoje obawy.
Nie, nie widzę nikogo. Musieli wystraszyć się tego jak ich przytłoczyliśmy swoją siłą! Sama widziałaś jak genialnie wyszła nasza kombinacja, nie miał szans! Jeśli podszkolilibyśmy się nieco... razem... w sensie że razem... bylibyśmy jeszcze lepiej... zgrani. - lekko speszony odpowiedziałem dziewczynie licząc na jakieś interesujące rozwinięcie, ale najgorsze było to, że nie wiedziałem zupełnie czego można się po niej spodziewać. Zdawała się być taka niewinna, spokojna i cicha ale wiedziałem, że jest w niej coś nietypowego. Teraz już nawet nie chodziło o jej wybitną urodę, która co jakiś czas jeszcze uderzała w moje czułe punkty gdzieś głęboko w głowie.
Możemy przeszukać razem ich kwaterę, kiedy już tam dotrzemy. Trzymajmy się razem, żeby móc się wspierać. Nasze umiejętności dobrze się uzupełniają więc tak będzie najbezpieczniej. Nie pozwolę sobie na stratę kolejnej, ważnej osoby! - dodałem w nagłym przypływie inspiracji wielkimi romantykami jakich spotkać można w opowieściach.
Po tych słowach sięgnąłem po jeden kunai i zacząłem nieco baczniej obserwować otaczające nas budynki. Szukałem czegokolwiek co mogłoby oznaczać kłopoty; wybuchowe notki naklejone na ściany czy ziemię, okna w których ktoś mógłby się skryć, uliczki pomiędzy budynkami gdzie mogło czaić się niebezpieczeństwo.
Wszystko szło dość gładko i nie pojawiła się potrzeba bym stawał znowu do walki, aż wreszcie zaczęliśmy zbliżać się do drugiej części armii, gdzie również kończyła się jakaś zażarta walka. Słyszałem jedynie jakieś pomruki, które chyba wskazywały na jakiś cudowny wyczyn Zangetsu, którego niestety nie byłem w stanie dostrzec ze swojej pozycji jak również przez swoją (odwracającą uwagę) towarzyszkę idącą obok, a czasami lekko przede mną if you know what I mean ;>
Hoshigaki Seiki
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsume » 27 maja 2017, o 00:16

Cóż, wyglądało na to że walka faktycznie zmierzała ku końcowi. Młodzieniec zdążył w odpowiednim czasie przywołać swojego pomocnika, aby ten mógł wymierzyć atak i zestrzelić irytującego agresora z powietrza. Sam Natsume zaś wykorzystał ten moment na stworzenie lodowych barier, które zasłoniły jego samego i kilka newralgicznych budynków w osadzie. Nie udało mu się co prawda zasłonić wszystkiego, ale cóż - zważając na ilość bomb zrzuconych na domy i budowle użytku publicznego, nie było najmniejszych szans aby uratować wszystko. No dobra, może dałby radę, ale przy okazji musiałby pozbyć się barier wokół samego siebie, a to, cóż... miało prawo skończyć się jego śmiercią. A do tego póki co nie dążył.
Ale i tak nie udało mu się uniknąć obrażeń.
Po jednej z eksplozji, odłamki lodowych ścian runęły na wszystkie strony. W tym na niego samego. Nadlatujący pocisk zauważył sekundę za późno.
Poczuł silny ból w okolicy oka, i poczuł jak po jego twarzy zaczyna cieknąć posoka. Lodowe ostrze zadało mu paskudną ranę, głęboko rozcinając skórę i blokując się dopiero na oczodole czaszki. Szybko wyrwał własny wytwór ze szramy i odrzucił go na bok, ocierając się z krwi. Uchylił ostrożnie powiekę, by sprawdzić czy jego oku nic się nie stało. Na szczęście udało się tego uniknąć. Odetchnął. Przynajmniej tyle, że ten wypadek nie skończył się okaleczeniem. To, że zostanie mu blizna, zupełnie mu nie przeszkadzało - wyspiarze chlubili się swoimi pamiątkami z bitew, jako że był to ich symbol odwagi, poświęcenia i doświadczenia.
Cóż, Natsume ze swoimi obrażeniami z przeszłości mógłby opędzić pół osady.
Młodzieniec podniósł wzrok i spojrzał na miejsce, gdzie przed chwilą był przeciwnik. Wspólny wysiłek Garekiego i Hyorena opłacił się - wróg spadł ze swojego tworu i praktycznie został zestrzelony przez białego tygrysa. No, praktycznie, bo w ostatecznym rozrachunku to oponent rozsadził się na strzępy. Przynajmniej tyle, że wybuchowa glina nie była już zagrożeniem, bo unosiła się zbyt wysoko by móc naruszyć kolejne struktury w osadzie, a Natsume nie był pewien czy wystarczy mu sił by kontynuować blokowanie.
Yuki szybko zeskoczył na miejsce, gdzie leżał Gareki, i spojrzał na niego swoim zdrowym okiem, przykucając. O ile drugie było sprawne, o tyle stałe zalewanie posoką nie było zbyt zdrowe dla źrenicy. Ułamek sekundy później dołączył do nich Hyoren.
-Rany, rany. - powiedział z lekkim uśmiechem. Wyglądało na to, że walka tutaj była już zakończona. - Dziękuję, Gareki-sama. Udało nam się. Udało się Tobie.
Spojrzał na białego tygrysa i kiwnął głową. Przywołaniec od razu zrozumiał polecenie i wziął lidera Sakki na ramiona.
-Zanieś go do szpitala, to jeden z tych większych budynków głębiej w wiosce. Gdy tylko go przyjmą, rusz w stronę bramy głównej. Raczej słychać, gdzie walczą, nie? - powiedział z uśmiechem i poklepał tygrysa po ramieniu. Cichy Hyoren odwzajemnił grymas i ruszył do lecznicy, by złożyć lidera Sakki w ręce medyków.
Natsume zaś poprawił noszony na sobie pancerz Sakki, sprawdził czy cały ekwipunek był na miejscu, zaklął na stan zniszczonej na początku bitwy maski i ruszył w kierunku bitwy głównej, planując sprawdzić aktualny stan rzeczy i przygotować się na zaatakowanie sił wroga, najchętniej eliminując liderów Novum Ordo. Czas skończyć to szaleństwo.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1326
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Koala » 1 cze 2017, o 02:02





Starcie zaczynało być coraz bardziej jednostronne wraz z dołączeniem elitarnych oddziałów Zangetsu wraz z dowódcą, który udał się prędko w stronę walczących liderów. Miał już dosyć czekania, teraz nadszedł czas do zmiażdżenia obrońców. Zaskakując zarówno Mayumi jak i Sana sprawnie zaatakował blondynkę swoją włócznią wyrzucając jej wielki miecz w powietrze w tył armii. Jedyne co jej pozostało z broni to jakaś katana u boku z której nie zamierzała najwidoczniej korzystać, bo po nią nawet nie sięgała.
- Nie wymkniesz mi się, zdrajco! Nie zatrzymam się, póki nie urwę ci tego twojego skurwiałego łba!
- Czy jesteś w stanie nazwać zdradą to, że jestem w stanie poświęcić swoje człowieczeństwo i kilka niepotrzebnych żyć po to, by wywindować klan Hoozuki ponad wszystko? - powiedział z szaleńczym uśmiechem na twarzy. Pokręcił w końcu głową. - Zresztą, i tak nic nie zrozumiecie, wy, słabi i marzący o pokoju. Szkoda moich słów, bo to już nieważne. Jakbyście mieli jeszcze jakiekolwiek szanse. W momencie jak dostałem się do środka ta bitwa została przesądzona... Nie. W momencie jak popełniliście błąd, próbując mnie powstrzymać.
Zangetsu nie czekając zaatakował, ale nagle jego głowa rozwaliła się w wodę od shurikena. Po chwili ponownie się scaliła spoglądając w miejsce skąd została rzucona broń. Na dachu w pobliżu stał Satoshi rzucający kolejne salwy. Przeszkadzał w ten sposób liderom atakujących, ale nie był w stanie zatrzymać w żaden sposób tego, że obrona się cofała pod naporem. Takie próby nic nie znaczyły. Już zapowiadało się, że nic nie zmieni, aż nagle z pewnego zaułka wybiegła grupka ludzi dowodzona przez dość potężnego mężczyznę skrytego pod płaszczem. Wystawały spod niego ręce trzymające Zanbatō na ramieniu. Biorąc wielki zamach jednym ciosem powalił paru elitarnych żołnierzy około siedemdziesiąt metrów od liderów. Wszyscy mu towarzyszący ruszyli w bój tuż za nim rozwalając całą formację prącą na przód. W parę chwil korzystając z zaskoczenia i zamieszania przepołowili maszerujące armie na dwie części. Przód wraz z liderami oraz tyły z Takeshim, Seikim, Meguri oraz Ayako poza strefą walki.
Zangetsu nie przyjmował do siebie w żaden sposób porażki i dalej nacierał. W tym postanowił trochę mu ulżyć San, który zaczął odbijać wszelaką rzuconą broń miotaną w ich kierunku za pomocą guandao. Ta taktyka przynosiła pozytywny skutek, w ten sposób dowodząca rewolucjonistom z Kantai została zmuszona do wyjęcia noszonej u boku katany. Miała ona wiele śladów i przy zderzeniu z włócznią parując ją rozpadła się na kilka kawałków. Pewnie dlatego nie chciała jej używać. Krzyk wściekłości wydostał się z gardła niewielkiej blondynki z Hozuki, ale gdy spojrzała na przeciwnika ten... zaczął powoli zamieniać się w lodową bryłę. Jego twarz wykrzywiła się w gniewie, wymieszanym ze strachem.
Niespodziewanie na dachu pojawił się Natsume.
Zakrwawiony młodzieniec, korzystając z rozgardiaszu, skupił w sobie chakrę Hyotonu i zamknął w lodowej kopule ciało Sana. Większość stojących nieopodal wojowników Novum Ordo, widząc to, zatrzymała się w miejscu, zupełnie skołowana. Wszystkie wieści co się działy tutaj szybko roznosiły się też i na tyły powodując tą samą reakcję. Jeden z wojowników ruchu oporu,
korzystając z zaskoczenia na polu walki, sięgnął po miecz Mayumi i rzucił go w jej kierunku. Dziewczyna złapała go i jednym,
potężnym cięciem znad głowy rozpłatała czaszkę Sana na dwie połowy.

- Zasłużyłeś sobie na to, bydlaku. Żałuję tylko, że nawet sam nie wiesz że umarłeś.
Zangetsu, również zaskoczony niespodziewaną śmiercią swojego przybocznego, postanowił skorzystać z okazji i zaatakować Mayumi potężnym uderzeniem. Dziewczyna odwróciła się, próbując zablokować uderzenie, lecz nie udało jej się to. Poleciała kilka metrów do tyłu, przetaczając się po śniegu i ponownie zrywając się na proste nogi. Lider Novum Ordo kontynuował marsz, uśmiechając się krzywo.
- Nie powstrzymasz mnie, Mayumi. Twój ojciec był na to za słaby, i skorzystałem z tej okazji. Zrzucając go z dachu areny, oznajmiłem początek nowej ery Hoozuki. Ery, którą ty przez swoją głupotę próbujesz powstrzymać. Ale na to już jest za późno. Moja era nadchodzi, a ty... tylko doczekasz końca linii krwi tego durnia, Kaito.
Wziął ponowny zamach, planując uderzyć Mayumi kolejnym potężnym uderzeniem, lecz... jego ruchy coś przerwało.
Jego wodne ciało zaczęło zamieniać się w lód. Nie tak jak u Sana, pokrywane powłoką - ciało Hoozuki całe zaczęło zamarzać. Zszokowany Zangetsu spojrzał z mieszanką gniewu i strachu na swoje ręce i nogi, następnie na Mayumi, a w końcu jego oczy spoczęły na tym, który był odpowiedzialny za to zniewolenie.
Białowłosy Sakki z raną na oku.
Mayumi powoli zbliżyła się do zamarzającego w potwornym tempie lidera Hoozuki i stanęła z nim twarzą w twarz.
- To... Za wszystko co zrobiłeś... to, co planuję z tobą zrobić, będzie niczym, ale przynajmniej dopełnię zemsty. Za wszystkich tutaj poległych, za mojego ojca. Zostaniesz na zawsze uwięziony w kawałkach lodu, aż w końcu sczeźniesz.
Nie wahała się ani chwili i wykonała kolejne cięcie, od dołu do góry. Zangetsu wykonał ostatni krzyk, brzmiący:
- TO BYŁ MÓJ ŚWIAT!
Ciało lidera Novum Ordo rozbiło się na tysiące zmrożonych kawałków, opadając na śnieg. Zważając na temperatury Hyuo, te kawałki nigdy nie będą w stanie ponownie się połączyć - zostaną rozbite, aż ulotni się z nich chakra, i wtedy nastapi też ostateczny koniec brutalnego lidera.
Taki był koniec Hoozukiego Zangetsu, i jego snu o Novum Ordo.
Mayumi poderwała miecz w górę i ryknęła w geście zwycięstwa. Podobnie zrobiła Eri, ruch oporu z Kantai, a w końcu i reszta oddziałów Yuki. Ku zaskoczeniu niektórych, na twarzach Shabondama również pojawiły się oznaki ulgi.
Część z tych, którzy byli na śmierć wierni Zangetsu, natychmiast się odwrócili i zaczęli uciekać w stronę łodzi. Wielu wojowników Hoozuki i Hoshigaki rzuciło broń na ziemię, poddając się. Tylko Novum Ordo zmuszało ich do tej bitwy. Bez stronnictwa, nic ich nie zmuszało do odrzucania swoich żyć.
Mayumi spojrzała na obecnych i ogłosiła potężnym głosem:
- Nadszedł koniec wojny! Poddajcie się, a zostanie wam wybaczone! Ponadto każdy kto jest związany z rodem, a obecnie był wygnany będzie mógł wrócić! Nadszedł kres tyrani, którą niósł Zangetsu wraz z Novum Ordo!
Część armii zaczęła się wycofywać, część ochoczo oddała się pod jurysdykcję Mayumi. Wyglądało na to, że bitwa została zakończona.
Tylko co teraz wybiorą obecni? Ucieczkę, amnestię? Tylko od nich to zależało.




Wojowniczka parsknęła śmiechem, widząc reakcje wszystkich obecnych. Tak jak się najwidoczniej spodziewała, nikt nie postanowił podjąć rzuconej przez nią rękawicy. Wszyscy, widząc jej niezwykłe umiejętności bojowe i siłę jaką dzierżyła, zrozumieli że nie byliby w stanie powstrzymać Wojny, i opuścili broń.
Krzywy uśmiech na twarzy wojowniczki zaczął stopniowo zanikać, pozostawiając wyraz uprzejmego braku zainteresowania. Mroczna chakra, jeszcze przed chwilą buchająca z jej ciała, powoli zanikła i wniknęła ponownie w jej ciało.
-Mądry wybór. Co prawda teraz, gdy się poddaliście, bylibyście niezwykle prostymi celami do eliminacji, ale jestem w stanie uszanować waszą kapitulację.
Obróciła kataną w dłoni i wsunęła ją spokojnie do sayi.
-Skoro nie dajecie mi powodu by to zrobić, nie będę przelewać krwi bezsensownie. To, co u mnie pozostało z honoru, nie pozwoliłoby mi na to. Cóż, skoro to już wszystko...
Wróciła pod tron, sięgnęła dłonią po odciętą głowę syna Bestii i odczepiła od paska specjalny hak, przypominający ten który łowcy stosowali do noszenia trofeów przy pasie. Jednym ruchem przyczepiła czerep do narzędzia, a chwilę później tak przygotowany dowód śmierci przyczepiła do pasa na lędźwiach. Skrzywiona w wieczystym wyrazie strachu twarz mężczyzny spoglądała teraz na obecnych swymi pustymi, martwymi oczami. A przynajmniej tak było to odczuwalne.
Samurajka przeszła między przybyszami, którzy rozstąpili się przed nią niczym zasłony. Przechodząc, nawet nie raczyła spojrzeć na swojego zabitego kompana, tylko po prostu pomaszerowała przed siebie, opuszczając jaskinię i ruszając... w sumie, to cholera wie gdzie.
Fuyuko, korzystając z Hyotonu, pomogła sobie usunąć kamień który przygrzmocił Tamotsu. Gdy mężczyzna zaczął powoli się podnosić, kobieta Sakki zbliżyła się do Zjawy, by sprawdzić jego stan. Był ciężko poturbowany, ranny i połamany, ale wciąż żywy. I nawet na sekundę nie wypuścił miecza z dłoni.
-Cholera... w życiu bym się nie spodziewał, że Jeźdźcy posuną się aż tak daleko, by ingerować w przeszłość Hana osobiście - wychrypiał Tamotsu, podnosząc się niezgrabnie na jedno kolano. Jako że drugą nogę i jedną z rąk miał praktycznie niesprawną, ciężko mu było się w ogóle poruszać, ale trzeba było przyznać - skurkowaniec był twardy.
Fuyuko kiwnęła głową, ostrożnie cucąc Zjawę. Mężczyzna wydał z siebie przeraźliwy jęk, ale przynajmniej wrócił do życia.
-Nie jesteśmy tu bezpieczni - mruknęła, oceniając stan obu wojowników i przetrzebionej grupy. - Musimy się wycofać. Spędziliśmy tu dość dużo czasu, może sytuacja na powierzchni się już wyjaśniła i będziemy mogli zabrać rannych bezpiecznie do szpitala.
Tamotsu opuścił wzrok, widocznie rozbity, ale ostatecznie westchnął ciężko i spojrzał na pozostałych.
-Dobra... pomóżcie mi wstać. Wynosimy się stąd.


Iiiii tak oto kończy się następny event forumowy. Dzięki wszystkim za udział, zarówno ode mnie jak i od Kana. Podsumowanie pojawi się niedługo, a tymczasem możecie się rozejść.
Cheers!
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 789
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Takeshi » 1 cze 2017, o 11:11

Amazonka podeszła bliżej spoglądając na ciało blondynka. Rybolud pomyślał, że pewnie ma ogromną chęć użyć swojego rasowego "ukrycie pod zwłokami no jutsu" i tylko obecność pozostałych ludzi ją przed tym blokuje. Dziwna to biło dziewczę, naprawdę... szacunku do poległego to nie miało już na pewno, bo brodziło jeszcze w jego krwi. Krwi, która roztapiała obecnie śnieg, łącząc się z nim, tworząc na ziemi niepowtarzalny wzór, którego unikalność zachwycała serca. Czas najwyższy był zakończyć tą walkę. Byli malutcy, ich oddział pewnie mógłby co najwyżej połaskotać pozostałych liderów, ale razem mogli zdziałać cuda! Musieli tylko uwierzyć w siłę przyjaźni. Ekhm... To znaczy tego no, Takeshi wziął trochę bandaża i zrobił prowizoryczne nosidło dla tego miecza. Nie miał zamiaru targać go przez cały czas w ręku, więc tak powinno być po prostu wygodniej. Dalej już skierował się za Meguri, ale coś go powstrzymało. To właśnie walczące na przodzie oddziały, które uprzednio szły w chwale i pełni gotowi do boju właśnie byli bici jak dzieci w piaskownicy przez starszego "kolegę" z zezem.
-To nie wygląda za dobrze, wiesz? - skomentował krótko i rozejrzał się po pozostałych. San powoli zamarzał, niedługo później Zangetsu. No to się kurwa porobiło. Z miejsca byli już na przegranej pozycji, nie będą w stanie wygrać z tymi potworami. Gdzie tu logika, gdzie tu sens? Wodne ludziki w końcu się doigrały i przyszedł ktoś władający lodem. Co chcieli osiągnąć wystawiając się do tak samobójczej walki? Do jego uszu dotarły dźwięki o zakończeniu wojny. Poddaństwo? Ściągnął brwi nie wierząc w to co słyszał.
-Chcą nas wyrżnąć w pień, gdy nasze miecze będą leżeć na ziemi? No chyba kurwa nie... Spadamy stąd. Teraz albo nigdy. Chyba nie podejdą do nas hej, fajnie się bawiliśmy, zniszczyliście nasz zamek, wymordowaliście połowę ludzi, ale tak serio to było super, to co, dogrywka? Musimy się schować... i to jak najkurwaprędzej. - rzucił do Megurki stojąc tuż obok niej i złapał ją za rękę, by zaraz ciągnąć za sobą. Trzymali się uprzednio razem, więc czemu nie teraz? Razem mieli większe szanse na przeżycie. Zaczął biec w kierunku murów, gdzie mogli się schować chociaż przed wzrokiem postronnych. Miał na względzie to, gdzie znajdował się oddział ukryty w lesie, no i te cosie miotające pociskami, a te miejsca unikał jak ognia. Jego nogi prowadziły go do wybrzeża, gdzie były łodzie. Łodzie, statki - cokolwiek. Umiał się tym posługiwać, więc mógł to wykorzystać na swoją korzyść.

z/t
Takeshi
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Maji Meguri » 1 cze 2017, o 16:25

Kiedy stojąc pośród bezpiecznych murów twierdzy, ciemnoskóra Amazonka została wybrana przez Matronę, aby uczestniczyć w wojnie o region Hyuo, jej pewność siebie zdawała się być wręcz namacalna. Oczytana, najmłodsza z córek uważała iż posiada wystarczająco dużą wiedzę o sztuce wojny, aby bezpiecznie obserwować jedną z poziomu uczestnika. Prawda jednak okazała się tak samo różna jak różne jest może piasku a niezliczony śnieży przestwór. Nie spodziewała się, że jej "wybitny" umysł, może popełnić jakikolwiek błąd i narazić ją samą na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Żegnając się oschle i skromnie z siostrami, rzucała wiele przechwałek, jakoby wojna nie zmusi ją do podjęcia jakiegokolwiek działania ofensywnego czy defensywnego. Zapewniała, chcąc wspiąć się wyżej w hierarchii, że wróci bez ani jednej rany, ba! Bez zadrapania czy też drobnego siniaka. Wojna. To czym żywiła się i studiowała przez całe swoje młodzieńcze życie w reszcie będzie mogła być zaobserwowana. Meguri będzie mogła sama posmakować zapewnień matki o niewyobrażalnie słodkim smaku.
Otulona płaszczem drobna kobieta zacisnęła w dłoni drzewiec. Jej brudna od krwi twarz uginała się pod grymasem niezadowolenia. Poczuła metaliczny smak, charakterystyczny dla posoki. Zewsząd czuć było silną woń męskiego potu wymieszanego z gównem tych którzy ze strachu przed śmiercią nie potrafili zachować swojego człowieczeństwa i godności do samego końca. Kawałki mózgu i innych organów złączonych w lepką całość przywarły do butów i sunącego, mokrego końca płaszczu. W tle słychać było nieludzkie wrzaski umierających, błagania o litość i rechot zwycięzców. Z oddali dochodziły odgłosy potyczki dwóch armii, szumiąc i wybijając się tak mocno, że trząsł ziemią wprowadzając w delikatny stan wibracji żołądek. Smak wojny, jaki zakosztowała Meguri nie był słodki. Jej puste spojrzenie wryło się na chwilę w ciało kobiety z niemalże odrąbaną ręką przy ramieniu. Jej plecy przywierały do muru plamiąc go krwią. Przy niej zaś leżało kilku wojowników, zabitych czystymi i precyzyjnymi cięciami. Nie widać było ran, ani deformacji. Obserwująca kobieta nie pomyślała o niczym, zachowała wewnętrzne milczenie, a po chwili po prostu odwróciła wzrok. Musiała przyzwyczaić się do tej mdłej słodkości wojny, tak silnej, że próbowała wywrócić wnętrzności do góry nogami.
Gdy wieści o utracie generałów dotarły na tył armii, na twarzy Amazonki pojawiło się coś w rodzaju przerażenia. Przez chwile przejęło to nad nią władzę, a piwne oczy zagubiły się gdzieś nie mogąc znaleźć swojego miejsca. W armii zapanował chaos. Słowa o amnestii przywróciły ciemnoskórą kobietę do zimnych kalkulacji. Nie zamierzała powierzyć swojego życia w tak słodko brzmiącą i nieprawdopodobna obietnicę jak zwykłe darowanie życia, a nawet win. Brzdęk opadającej broni przeraził ją jeszcze bardziej i wprowadził w stan silnego gniewu. Te parszywe gnoje nie zamierzali już walczyć, czyli nie dadzą jej łatwiejszej drogi ucieczki z tego tonącego okrętu.
Pierwszy mężczyzna, który postanowił dokonać taktycznego odwrotu zwanego powszechnie jako ucieczką z podkulonym ogonem, potrącił ramię Amazonki tracąc całkiem równowagę. Kobieta gdyby nie włócznia na której podparła się, sama również wylądowałaby w brei krwi i śniegu. W jednej chwili poczuła silny uścisk dłoni i pociągnięta bezwładnie, pobiegła za ciągnącym ją Piratem. Kilka uderzeń serca zajęło jej, aby w końcu wyrwać się z uścisku i posłać oburzone i nieprzyjemne spojrzenie na zuchwałego mężczyznę. - Idioci! Jak mogli dać się zabić?! - Krzyknęła pełna niezadowolenia i strachu. Poczuła bezradność i to, że właśnie jej życie szyte jest nićmi losu na który nie miała wpływu. Jakże mogła dopuścić do takiej sytuacji. Zobaczyła mur, którym dostali się do wnętrza osady. Skręciła bez ostrzeżenia w jego stronę. - Przez mur i w las jak najdalej od kierunku, z którego przyleciały pociski trebusza! - Poddenerwowanie widać było u kobiety w każdym aspekcie. Nawet jej nieodłączna duma i pogarda dla wszystkiego i wszystkich teraz zelżała na rzecz desperackiej chęci przeżycia.
W momencie kiedy stopy wyrzutków znalazły się na plaży, nie zatrzymali się nawet na chwile. Szaleńczy bieg wykańczał organizm, lecz zdeterminowana Amazonka nie zamierzała ryzykować ani jednej sekundy pozostawania na wyspie. Tak właśnie zakończyła się epicka przygoda i udział w pierwszej wojnie Meguri. Siedząca na pokładzie, brudna, zmęczona i przemarznięta. Zyskała najważniejszą w życiu lekcję i doświadczenie, którego brakuje każdemu młokosowi obeznanemu jedynie w teorii zapisanej na niegroźnych, stałych kartach historii.

[z/t]



____________________
Dziękuje za event. Było miło wszyscy. Musimy kiedyś jeszcze to powtórzyć! \o/
Gratuluje każdemu kto przeżył i super wielki przytulas dla tych co nie dali rady.
A dla prowadzących uszanonowanko, mam nadzieje, że Wam wynagrodzą porządnie
pracę jaką musieliście włożyć, żeby to wszystko miało ręce i nogi~
Maji Meguri
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Kyoushi » 2 cze 2017, o 05:33

    Strach i zażenowanie było zbyt mocne, zbyt widoczne, a ona sama miała kontrolę nad wszystkimi tu zebranymi. Gdyby tylko Zjawa i Tamotsu byli w pełni sił, na pewno ruszyliby na nią, nie zważając na przeciwnosci. Niestety, tak nie było, gdzie Zjawa po potężnym uderzeniu zatrzymał się na którejś ze ścian, a lider grupy najemników, przygnieciony głazami ledwo dyszał. Ona.. Ona była zbyt silna. Wojna – tak ją nazywali, co trzeba odnotować i przekazać pięknej liderce klanu Uchiha. Białowłosy mimo niedokończonej bitwy czuł się spełniony. Czuł, że dokonał czegoś istotnego, co może mieć odbicie na przyszłości, na wydarzeniach, które nadejdą. Kobieta wypowiedziała się dość uszczypliwie, mówiąc o tym, jak zachowała się drużyna, która zrezygnowała z walki, jednocześnie szanując decyzję o kapitulacji. Czerwonooki spoglądając na jej pyszałkowatość, parsknął jedynie i zaciskając zęby. Następnie, obserwował bacznie jej każdy ruch, widząc jak ta traktuje swojego ‘sprzymierzeńca’, syna bestii, którego głowę przewiesiła sobie na haczyku przy pasku. Paskudna scena, którą chciał na pewno wymazać z pamięci, jednak nie mógł teraz się załamywać, żyje się dalej. Ona sama była odrażająca jak diabli.
    Białowłosy chwycił za katanę, którą zabrał po śmierci samuraja Iseia i schował ją za pas. Domyślał się, że to już koniec i być może, nie będzie już potrzeby by z niej korzystać. Spoglądając w stronę Tamotsu, zauważył jak Fuyuko korzysta z ciekawej, a zarazem niebywałej techniki, która wspomagała ją lodem w celu wyzwolenia przygniecionego lidera. Doglądając tej sceny, na pewno dowiedział się kolejnych rzeczy, które utkwiął mu w pamięci – techniki lodu, a do tego niezwykła żywotność Tamotsu, który mimo tak przewlekłych ran nawet się nie przejął, a parł do przodu jak dzik po lesie. Były to chwile, w których czas było skapitulować. Odejść i wrócić do swoich spraw. Han... Antykreator.. Jeźdźcy.. To informacje, które głowa Sogen na pewno chce usłyszeć, a samemu białowłosemu ubranego w czarny płaszcz, który przysłaniał jego sylwetkę, nada nieco więcej szacunku. W końcu sam zdecydował się na dołączenie do tej ekspedycji, w której ryzykował życie dla informacji. Rozwiązał również zagadkę kartki, w której przypowieść o bestii, snuła mu się gdzieś na tyle głowy – teraz wiedział juz wszystko. Bestia nie żyje. Syn bestii zmarł przed jego oczami.
    - Nic tu po nas.. – rzekłwszy, postanowił ruszyć w stronę wyjścia, skąd kierował swe kroki powoli, na tyle, na ile pozwalała mu sytuacja, a następnie decydował się na powrót. Czas zdać raport swojej liderce. W końcu nie będzie na niego czekać w nieskończoność..



z/t
Kyoushi | Shiroyasha | Nibi
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 753
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Murai » 2 cze 2017, o 16:08

Nikt nie chciał walczyć z Wojną, żaden obecny nie przejawiał zachowań które miałyby w jakiś sposób zaprzeczyć temu. Osoba ta była na zdecydowanie innym poziomie niż każdy tutaj obecny. Najlepiej świadczy o tym fakt, że sam Zjawa miał problemy z nadążeniem za jej tempem. Skoro osoba o takiej sprawności fizycznej i, o dziwo, technice mieszającej ze sobą techniki Shinobi i samuraiską sztukę walki mieczem. Siła przeciwnika przeciwko niemu samemu... to mogłoby wyjaśniać czemu ciosy wyprowadzane przez Iwaru były tak bardzo szybkie. Zakładając, że przekładała szybkość kolejnych pchnięć i zamachów ponad siłę, to strategia ta była prawdopodobnie najlepsza z możliwych. Jeśli faktycznie działa to w sposób w jaki zrozumiał to Murai, to jeden silny cios byłby mniej skuteczny od kilku szybszych. Gdyby chodziło jedynie o obranie odpowiedniej strategii do przeciwnika, to nie byłoby problemu. Jednak mroczna chakra emanująca wręcz z niej... z tym Murai nie miał styczności, nie słyszał o tym. Nie miał pojęcia czym może być, pozostały mu tylko spekulacje. Mogło być to Genjutsu, z drugiej jednak strony nie wykonywała jakichkolwiek pieczęci, jej oczy również nie były czerwone z małymi, czarnymi łezkami. Wszystko wskazywało na to, że sytuacja jest jak najbardziej prawdziwa. Gdyby tylko on poważnie zastanawiał się nad zaniechaniem dalszej walki, to najpewniej dostosowałby się do reszty oddziału. Jednak nie w sytuacji, gdzie wszyscy po kolei opuszczali swoje gardy i trafili wolę walki. Nie było sensu być jedynym który chce walki, jedynym który chce samodzielnie pokonać podwładnego legendarnego wręcz Hana. Iwaru miała całkowitą rację, w obecnej sytuacji mogłaby zabić ich z zaskoczenia. Opuścili gardy, błyskawiczna odpowiedź na jej potencjalny atak była raczej niemożliwa. Iwaru wzięła trofeum w formie głowy Bestii, po czym opuściła komnatę przechodząc pomiędzy oddziałem. Również w tamtym momencie mogła ich pozabijać. Nawet poświęcając całą swoją uwagę Wojnie, Murai najpewniej byłby zbyt wolny. W końcu, kiedy Wojna opuściła pomieszczenie, można było podejść nieco lżej do ogólnej sytuacji. Zakładając że faktycznie nie zabije oddziału, można było teoretycznie bezpiecznie opuścić tą lokację, wrócić bezpiecznie do wioski. A potem na statek i do Ryuzaku. Chociaż z drugiej strony tą decyzję będzie musiał przemyśleć. Nadal trzymał Meido w swoich niciach, a właściwie jej martwe ciało. Ciało które nikogo nie obchodziło. Wszyscy zgodzili się żeby opuścić ten kompleks tak szybko jak tylko można. Murai został z tyłu z małym dylematem, dyskretnie odciągając ciało Bestii na bok, poza widok kogokolwiek z grupy.
Miał w pomieszczeniu zdekapitowane ciało Bestii i ciało Meido. Serce którego wydawało się mieć większą wartość?
Wybór między tymi dwoma był dość oczywisty. Kakuzu przyklęknął przed ciałem Bestii, zasłaniając sobą strumień nici który wpierw wbił się do ciała osobnika, a potem wyciągnął serce mężczyzny. Serce wylądowało w ciele Muraia. Teoretycznie serce Bestii powinno być więcej warte niż serce Meido. Trzeba było zaryzykować.

Murai szybko nadgonił resztę oddziału, ostatecznie opuszczając twierdzę Bestii.


z/t
Murai
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Hoshigaki Seiki » 3 cze 2017, o 22:05

Idąc razem z tłumem armii Novum Ordo i co chwilę zerkając na Ayako, nie zwracałem zbytnio uwagi na to co działo się dobrych kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt metrów przede mną. Szybko okazało się, że wpatrywanie się w cudowne kształty młodej Hozuki oraz napawanie się słodkim zapachem jej perfum pozbawiło mnie widoku roznoszonej w drzazgi armii naszych sojuszników. Mimo tego, że przegapiłem śmierć Sana, informacja o niej dobiegła do mnie dość szybko, zanim jeszcze uszy wszystkich stojących w tylnej części rozbitej armii nasłuchiwały kolejnych zdarzeń. Okazało się, że jedynym co usłyszeliśmy były jakieś kobiece krzyki, dość przerażający wrzask Zangetsu a następnie odgłos rozbijanego na kawałki lodu. Wystarczyła chwila, aby siły Novum Ordo zaczęły rozbiegać się we wszystkich dostępnych kierunkach, które zapewniały możliwość ulotnienia się z fortecy Yuki. Widok ten nie napawał mnie optymizmem, a wręcz wzmagał narastający już od dłuższej chwili niepokój. Zrobiłem krok w przód, aby stanąć obok Ayako. Jedną rękę wystawiłem przed nią, jakbym chciał uniemożliwić jej pójście do przodu, czyli w stronę gdzie miały miejsce te dziwne zdarzenia i rzekoma śmierć liderów naszej armii.
Wszyscy zaczynają uciekać. Zangetsu faktycznie został pokonany? - mruknąłem pod nosem jakby zastanawiając się czy to w ogóle możliwe.
Spojrzałem na niebieskowłosą Hozuki i zadumałem się na moment, nie wiedząc co powinienem począć w takiej sytuacji. Tak nagły zwrot akcji zupełnie wybił mnie z rytmu jaki narzuciłem sobie po ostatniej krwawej walce o życie. Z jednej strony chciałem biec do przodu, sprawdzić co też miało tam miejsce, chciałem pomóc i przyczynić się do ponownego triumfu; z drugiej jednak wiedziałem że nie jestem w stanie niczego zdziałać, nawet w towarzystwie Ayako.
Ręką lekko naparłem na brzuch dziewczyny, odsuwając ją delikatnie do tyłu.
To faktycznie koniec, nic tu po nas. Podzielimy tylko los liderów... - dodałem dość cicho, licząc że w otaczającym nas zamęcie Ayako wyłapie te kilka słów. Chwyciłem ją za nadgarstek jakby instynktownie...
Niechętnie ale wykonałem odwrót, by zacząć razem z innymi kierować się w stronę wcześniej rozwalonej bramy fortecy. Mijane ciała poległych dopiero teraz zaczęły wydawać się jakieś przerażające, przytłaczające i zdawały się nawet patrzeć mi głęboko w oczy. Po minięciu kilku takich nieboszczyków uniosłem wzrok wyżej, aby nie widzieć tych "spojrzeń". Skupiłem się na tym by razem z ciągniętą za rękę dziewczyną opuścić to miejsce i pomyśleć co dalej.
Kiedy dobiegliśmy już do poważnie uszkodzonego muru, olśniło mnie a właściwie przypomniałem sobie to o czym nie powinienem nawet na moment zapomnieć - Saika!
Zatrzymałem się tuż po drugiej stronie muru (po zewnętrznej) i zacząłem szybko, dość nerwowo rozglądać się w kierunku gdzie wbiegaliśmy pod górę razem z moją towarzyszką. Wiedziałem, że jeśli nie przeszła za mur razem ze mną, to musiała być gdzieś tutaj, może nawet ranna.
Ayako, przepraszam ale muszę kogoś odszukać. Nie chcę cię spowalniać, a tamci mogą się tu zaraz pojawić, by dobić resztki naszej armii. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, żegnaj. - powiedziałem puszczając nadgarstek dziewczyny po czym pobiegłem wzdłuż muru na poszukiwania Saiki.

Nie trzeba było wiele czasu, aby wśród mnóstwa poległych, często dosłownie rozwalonych ciał żołnierzy dostrzec kępkę białych włosów, które były charakterystyczną cechą Saiki. Zauważyłem to z dość sporej odległości, pośród śniegu, lodu oraz mnóstwa krwi i innych ciał. Wystarczyło to jedno spojrzenie, by w moim sercu znowu zbudził się ogromny lęk. Przed czym? Sam nie byłem w stanie określić tego dokładnie, ale chyba był to lęk przed prawdą - Saika zginęła.
Powoli stawiałem krok za krokiem kierując się w tamtym kierunku, a ręce zaczynały drżeć w niekontrolowany sposób, zaciskając się po chwili na tyle mocno, że spomiędzy palców zaczęła sączyć się krew. Kiedy byłem jakieś dziesięć metrów od wystającej z lodowej bryły Saiki, zatrzymałem się i nie byłem w stanie zrobić ani jednego kroku więcej. Spuściłem wzrok, jeszcze mocniej zaciskając pięści by spróbować zmusić się do dalszego marszu. Niestety zamiast tego krew zaczęła sączyć się również z kącików moich ust, które raniłem sam sobie zaciskając z nerwów swoje wielki szczęki.
Saika... - pomyślałem wiedząc już jak bardzo zawiodłem. Uniosłem lekko nogę by postawić kolejny krok, ale znowu nie byłem w stanie tego zrobić, drżała ona zamiast tego tak mocno, że po chwili upadłem na kolana.
...przepraszam... - zakrwawionymi pięściami uderzyłem jednocześnie o śnieg zalegający przede mną, po czym oparłem się na nich i schowałem między nie głowę.
Saika! Wybacz mi! - krzyknąłem zachrypniętym, pełnym żalu głosem, a z moich oczu ciekły pierwsze w moim życiu, prawdziwe łzy smutku.
Powoli na kolanach i ramionach zacząłem czołgać się w stronę zamrożonej towarzyszki, co chwilę mijając inne ciała poległych przeciwników jak i sojuszników. Garściami chwytałem czerwony od krwi śnieg i odrzucałem go na boki, jakby miało mi to pomóc szybciej dotrzeć na miejsce.
Kiedy wreszcie znalazłem się obok dziewczyny, wiedziałem już co musiało się stać - została zamrożona, a następnie spadła z muru rozbijając się... na wiele kawałków. Jej wodne ciało okazało się być w tej sytuacji przekleństwem, ale nie zmieniało to faktu że powinienem być przy niej, ochronić ją i teraz wracać wspólnie do domu.
Przede mną leżała... głowa dziewczyny, obok niej zamrożone kończyny, ekwipunek, części ubrania. Roztrzęsione dłonie podniosłem przed swe oczy i ujrzałem na nich jeszcze więcej krwi.
Byłem nieuważny... powinienem zauważyć... powinienem wrócić! To... to...
Obrazek
MOJA WINA!
Hoshigaki Seiki
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ryūji » 6 cze 2017, o 23:15

Cała drużyna jak jeden mąż postanowiła złożyć broń, może nie tyle poddała się co po prostu wolała nie ryzykować starcia. Kobieta zombie dowiodła swojej siły posyłając Zjawę na "deski", Ryuji doskonale wiedział, iż w bezpośrednim starciu nie miałby najmniejszych szans, po raz kolejny okazał się za słaby. Wiedział, że jego umiejętności ciągle rosły a moc stawała się coraz większa, lecz wciąż było to nic w porównaniu z największymi wojownikami. Towarzysze blondyna również niezbyt rwali się do walki, co prawda kilku sojuszników poległo z ręki kobiety zombi oraz jej podwładnego, jednak jak by nie patrzeć wszyscy byli ledwo co zebraną ekipą, która nie nadstawiałaby za siebie życia, do tego wszystkiego jakby nie patrzeć, ich główny cel został wykonany, bestia został zabity. Blada jak mąka kobieta pochwyciła odciętą głowę i odeszła w swoją drogę, zostawiając ciało swojego kompana bez najmniejszego żalu.
To wszystko co się wydarzyło pozostawiało więcej pytań niż dawało odpowiedzi, jednak blondyn zdobył kilka informacji, które były naprawdę cenne a do tego wielce istotne. Jeżeli to było prawdą i ta.. kobieta... naprawdę była jednym z popleczników antykreatora, to musiałoby znaczyć, że naprawdę powrócił, co samo w sobie jest ogromnym zagrożeniem. Pytanie tylko co młody Sabaku powinien z tym fantem zrobić, najrozsądniejsze wyjście jakie przychodziło mu do głowy to powrót do Atsui i zdanie szczegółowego raportu Jou, jednak to oznaczałoby przerwanie jego wędrówki, a w końcu dopiero się zaczęła i nie osiągną jeszcze tego co zamierzał. Póki co postanowił przełożyć rozmyślanie nad następnym krokiem na nieco przyjaźniejsze warunki, drużyna zaczęła zbierać się do powrotu próbując pozbierać rannych towarzyszy. Korzystając z chwili Ryuji podszedł do zimnego ciała Kyoto, blondyn nie znał go za długo ale w końcu byli z jednego klanu i jednak ta strata trochę bolała. Chłopak zamkną powieki kuzynowi, jego skóra była chłodna niczym śnieg oraz twarda niczym lód. Korzystając ze swoich umiejętności klanowych przy użyciu piasku Kyoto, usypał mu coś na kształt nagrobka, przykrywając całe ciało.
- Wiem, że pewnie wolałbyś spocząć wśród piasków Samotnych Wydm, jednak wybacz mi, na razie nie mogę tam wrócić, ale wiec jedno, jeżeli los skrzyżuje znów moją ścieżkę z tym Nara, pomszczę twoje życie... Kończąc ostatnie słowo odwrócił się od nagrobka i dołączył do reszty, opuszczając twierdze wroga.

z.t
Ryūji
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Hoshigaki Seiki » 12 cze 2017, o 08:17

Chłodne krople deszczu niespodziewanie spadły na moją twarz. Powoli i z dużym trudem otworzyłem oczy, by zdać sobie sprawę z tego co dzieje się wokół. Saika nadal leżała martwa tuż obok, a poza nią dostrzec mogłem mnóstwo, często leżących na sobie ciał. Wzrok zwróciłem na białe włosy Saiki i ponownie poczułem ucisk w gardle, a oczy stały się wilgotne tak jak wcześniej.
Wokół poza odgłosem padającego coraz mocniej deszczu słyszałem jakieś krzyki dochodzące z oddali i z pewnością były to oddział obrońców, które musiały przeszukiwać teraz pole walki w poszukiwaniu ocalałych. Przez chwilę wahałem się, jednak ostatecznie podjąłem decyzję o odejściu z tego miejsca. Podniosłem się na drżących wciąż ramionach i rozejrzałem wokół aby ocenić w którą stronę powinienem się udać. Ostatecznie zebrałem się na równe nogi i skierowałem kroki w stronę przeciwną od tej, z której powoli nadchodzili Yuki. Ściana deszczu skutecznie osłaniała moją pozycję bo ciężko było dostrzec cokolwiek na odległość większą niż 10m. Nie musiałem się spieszyć, zapewne zdołałbym uciec nawet idąc marszem ale... w pewnym momencie znowu coś we mnie pękło na myśl o tym, że już nigdy nie będę mógł posprzeczać się z tą zarozumiałą dziewuchą z Hozuki. W jednej chwili zerwałem się do biegu, aby jak najszybciej opuścić to miejsce i nie zapamiętywać już żadnych więcej widoków, żadnej krwi, zwłok, pustych spojrzeń martwych wojowników.
Biegłem ile sił w nogach, co jakiś czas potykając się o martwe ciała, o skały czy elementy wyposażenia. Moje kolana były już całkiem zakrwawione, tak samo jak dłonie i przedramiona które kilkukrotnie uderzały o twardą, ale jednocześnie wilgotną ziemię. Kiedy byłem już naprawdę daleko od twierdzy Yukich, zwolniłem nieco tempa aby złapać oddech i ocenić swoje położenie. Usiadłem pod najbliższym drzewem, chowając się jednocześnie za nim przed ewentualnymi spojrzeniami niechcianych gości.
Co teraz... Zostałem sam, mogę decydować, mogę zmieniać zdanie, mogę... wszystko. - sam nie byłem do końca pewien tego co się ze mną działo, ale czułem że jest to jakiś przełomowy punkt w moim życiu. Było pewne, że od tej chwili wszystko może się zmienić, a tylko ode mnie zależało czy zmieni się na lepsze, czy na gorsze.
Dłuższą chwilę siedziałem jeszcze pod drzewem rozmyślając nad tym co dalej robić, aż wreszcie zwykły głód dał o sobie znać.
Pora zarobić nieco kasy, zbierajmy się Sa... - rzuciłem niemal automatycznie łapiąc się na tym niefortunnym doborze słów.
Czyli ruszam sam... - dokończyłem, po czym wstałem i ruszyłem w stronę z której dochodził do mnie zapach otwartego morza, a jednocześnie jak najdalej od twierdzy Yukich.

z/t
Hoshigaki Seiki
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Natsume » 14 cze 2017, o 16:19

Natsume biegł najszybciej, jak tylko potrafił, starając się dotrzeć na pole walki w jak najkrótszym możliwym czasie. Sytuacja pod bramą główną mogła się powoli wymykać spod kontroli, a jeśli wszystko walnie - wojna będzie skończona. Westchnął ciężko, ocierając twarz z krwi wciąż cieknącej z szerokiej rany na oku. Posoka bywała trochę irytująca, zważając na to że przez nią praktycznie nie był w stanie nic widzieć, ale cóż - teraz były ważniejsze sprawy do załatwienia, niż żeby pozwolić sobie na opóźnienia.
Na szczęście dotarł na czas. W oddali zauważył zwłoki Yumi Yuki, leżące na polu walki. Zaklął pod nosem i przymknął oczy, by pozwolić sobie na krótką modlitwę za duszę liderki. Umarła w boju, podobnie jak jego matka. Z bronią w dłoni, tak jak każdy Yuki pragnął zginąć. Chwalebny zgon. Nie można było sobie jednak pozwolić na natychmiastową żałobę - prawo wyraźnie mówiło, że na czas nieobecności lidera dowodzenie ma przejąć ktoś inny, a rytuały żałobne należy zostawić na czas pokoju.
Czując, że narasta w nim gniew po śmierci liderki, spojrzał na walczących i skupił w sobie chakrę. Niedaleko od siebie zauważył pojedynek Mayumi Hoozuki i Sana Hoshigakiego - dwójki liderów, choć tak różnych, to równie potężnych. Zazwyczaj pozwoliłby tej walce toczyć się po swojemu - w końcu mało który wyspiarz byłby zadowolony z faktu, że wygrał dzięki pomocy osób trzecich - ale w chwili obecnej nie można było sobie pozwolić na takie straty. Wystawił dłoń.
Ciało Sana pokryło się lodem, co Mayumi wykorzystała bez zmrużenia oka. Marionetka Zangetsu padła pod jednym potężnym ciosem blondynki.
Uśmiechnął się, widząc gniew lidera Hoozuki, po czym zrobił dokładnie to samo z nim. Zważając na to, że jego ciało było w pełni wykonane z wody, zadanie zamrożenia było jeszcze prostsze - była to kwestia kilku sekund.
Okrzyk Zangetsu poniósł się echem po okolicy, a Mayumi zakończyła jego żywot.
Bitwa się zakończyła.
Nie czekając na więcej obrazów radości, gniewu, strachu, czegokolwiek, białowłosy odwrócił się i ruszył powolnym krokiem w kierunku osady. W jego ruchach dało się zauważyć zmęczenie i nienaturalną ciężkość.
To będzie naprawdę ciężki okres.

z/t
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1326
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Ayako » 17 cze 2017, o 12:03

Ayako wraz z armią Norvum Ordo, oraz towarzyszącemu jej znajomemu Seikowi, bądź można chyba go już nazwać dobremu kompanowi, szła do przodu w stronę wrogich Yukich. Znajdowała się ona raczej gdzieś z tyłu więc nie wiedziała kompletnie co się dzieje. Po odgłosach dało się domyślić, że odbywa się tam zacięta walka. Jednak było to tak oczywiste, że nawet głupi dureń zdał by sobie z tego sprawę. Dziewczyna czuła się trochę głupio, że stoi sobie tak z tyłu i ma święty spokój od tych walk i zabójstw, podczas kiedy tam z przodu wszyscy się nawzajem mordują i walczą o to co dla nich najlepsze. Z jednej strony chciałaby im pomóc, ale z drugiej miała dość tego wszystkiego po ostatnich wydarzeniach. Oczywiście miała tu na myśli walkę z tym idiotą od lodowych ptaków i wilków, które ot tak sobie biegały czy latały i zabijały wszystkich co popadną. Na szczęście już go nie było wśród żywych. Ayako idąc obok Seikiego zauważyła, że ten co jakiś czas na nią zerkał i uważnie jej się oglądał. Oczywiście robił to tak, aby ta nie zauważyła, ale zapomniał o tym, że jest kobietą. A takie rzeczy łatwo ujrzeć. Normalnie Ayako by się czuła trochę niekomfortowo i prawdopodobnie by go walnęła w twarz, ale szczerze lubiła go i cieszył ją fakt, że Seiki zwraca na nią uwagę. Był on chyba pierwszym chłopakiem na którego zwróciła większą uwagę.
Nagle niespodziewanie z przodu można było usłyszeć jakieś krzyki. Głos, który dziewczyna usłyszała był bardzo podobny, bądź nawet taki sam jaki ma Zangetsu. Następnie dało się usłyszeć odgłos kruszącego się lodu.
- Co jest ? Co się tam stało ?
Ayako była strasznie zdziwiona jak i przerażona. Bała się, że coś mogło stać się jej liderowi. Chwilę później usłyszała krzyki ludzi, którzy w jednym momencie zaczęli się rozbiegać we wszystkie strony. Dziewczyna czuła że stało się coś poważniejszego. Zangetsu... umarł? Przecież to nie możliwe - dziewczyna myślała.
Później usłyszała również niepewność Seikiego. Jednak ona wiedziała co tam się stało. Po tych krzykach i armii która ot tak sobie uciekła. Mimo tego wszystkiego musiała sprawdzić co tam się stało, ponieważ cały czas nie dowierzała. Seiki dał jej rękę przed brzuch aby uświadomić jej że nie ma to sensu. Mimo tego, że dziewczyna nadal chciała tam iść, to zdała sobie sprawę że miał rację. Przecież jeżeli tam pójdzie zginie wraz z innymi. Seiki złapał ją za nadgarstek i zaczął z nią uciekać w stronę muru. Przy okazji coś tam jeszcze powiedział, ale dziewczyna tego nie usłyszała. Może dlatego ze nie chciała? Była po tym wydarzeniu strasznie niepewna. Jej mózg dosłownie się wyłączył a do niej nie dochodziły żadne bodźce uboczne. Sama natomiast zaczęła się zastanawiać co się z nią dzieje. Czuła jednocześnie smutek, bul, rozpacz, czy nawet gniew, oraz pełno innych uczuć których nie umiała opisać. Kiedy dotarli na miejsce Seikiemu chyba coś się przypomniało. Pożegnał Ayako i gdzieś pobiegł.
- Do zobaczenia..
Ayako stała nie ruchomo i nie wiedziała co ma robić. Czuła się beznadziejnie.
- Czemu? Dlaczego? ... Dlaczego musiało tak się stać! To nie jest prawda! Zangetsu nie mógł zginąć.
Ayako padła na kolana i zaczęła sobie przypominać dlaczego tak lubiła jej lidera. Nie płakała bo zbyt krótko go znała, jednak myślała że to się zmieni. Niestety jej plany zniszczyła ta wojna i Yuki. Nie czuła smutku, lecz gniew i agresję. Wiedziała, że jedyne czego chce to się na nich zemścić. Aczkolwiek wiedziała, że pobiegnięcie w tamtą stronę to śmierć. Więc co miała zrobić? Była tak wściekła, że wzięła jedne z ciał leżących na ziemi i zaczęła je dźgać swoim kunaiem. Kiedy już się wyżyła zaczęła się zastanawiać co ma począć. Szczerze powrót do wioski to było chyba aktualnie najmniej chciane miejsce do przebywania. Szczególnie z jej wujem Osamu. Postanowiła więc, że wyjedzie gdzieś w nieznane. A co ją to obchodzi. W końcu i tak nie zazna już spokoju.
Ayako
 

Re: [Event] Wielka wojna

Postprzez Shinji » 14 lip 2017, o 15:13

Każdy koszmar musiał mieć swoje zakończenie, tak też było i w tym wypadku. Dlaczego koszmar? Postawili swoje życie na szalenie ostrym końcu ostrza. Gdyby nie "wspaniałomyślność" Wojny w ciele Iwaru wszystko zakończyłoby się zupełnie inaczej. Nie miał absolutnie żadnych złudzeń co do tego w jaki sposób. Dlatego schował do kieszeni cały swój honor przyprawiony gniewem i w spokoju czekał na to aż znienawidzona osoba wyjdzie. Wbrew temu czego się spodziewał nie naszły go żadne wyjątkowe refleksje. Widok Iwaru znikającej sprzed jego oczu przyniósł jedynie otuchę zrzucając ogromny ciężar z barków. Czas na przemyślenie całej tej sytuacji z pewnością nadejdzie jednak nie jest to odpowiednie miejsce. Musiał się stąd jak najszybciej wyrwać, a największe szanse na przetrwanie dawało proste wyjście razem z całym oddziałem bez żadnego odstawiania bohatera. Nie można było zapominać, że nadal podlega rozkazom i świetnie zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego też poczekał aż towarzysze dojdą do siebie i razem z całą ekipą opuścił jaskinię, kryjówkę osławionej Bestii nie rozumiejąc masy rzeczy, które tutaj zaszły. Był niczym drobinka piasku na plaży i musiał wreszcie zdać sobie z tego sprawę. Mimo, że głęboko wierzył w opatrzność niebios nad nim czuwających to nadal pewnych spraw nie był w stanie przeskoczyć. Przed nim jeszcze daleka droga z ogromną ilością czasu poświęconego na doskonalenie się. Wiele porażek jak i sukcesów aż w końcu będzie w stanie stanąć naprzeciwko Wojny i rzucić jej wyzwanie biorąc odwet za to co się tu wydarzyło i że nie mógł zemścić się za bezczeszczenie ciała bliskiej mu osoby. Kątem oka przy okazji wychwycił, że niciowy sojusznik jak to już pokazał na polu walki w Atsui zainteresował się sercem jakby nie patrzeć darmowym. Potwierdzało to jego przypuszczenia, ale to już zupełnie odrębna historia. On sam opuścił to przeklęte miejsce i udał się w swoją własną podróż...
z/t
Shinji
 

Poprzednia strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości