Droga prowadząca do portu

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 17 sie 2016, o 19:35

Na twarzy chłopaka zabłysł szeroki uśmiech. Początkowo nie bardzo wiedział, dlaczego kobieta nagle z krzykiem zaczęła uciekać, ale szybko zorientował się w sytuacji. To jegomość zaatakował, trzymając w ręku nóż i to on był sprawcą całego popłochu, w tym i utraty 60Ryo.
Szybko poszło - pomyślał. Wątpił, że uda mu się tak szybko zdenerwować bogacza, co najwyżej liczył na byle odzywkę z jego strony i tyle. Choć znając mu podobnych, równie dobrze mógł pokazać swoją wyższość i zacząć prawić jakieś moralne bzdury. Tymczasem słowna prowokacja wystarczyła, by zmusić go do ataku.
- To trochę zabawne - zaczął, widząc, jak przeciwnik się do niego zbliża. - Mówisz, że takich jak ja powinni palić na stosie za wzniecanie wojen, a sam jakby nie było, robisz coś podobnego, tyle że na mniejsza skalę. - Przez całą wypowiedź stał w miejscu. Był wyluzowany, delikatnie uśmiechnięty i jedynie co to drapał się z tyłu głowy. Walka dla Shiroiego to nie pierwszyzna i choć większość uznałaby go teraz za kompletnego debila, który bez przygotowania jedynie czeka, aż ten drugi wbije w niego nóż, to chłopak doskonale wiedział, co robi. W zasadzie świadomość, że tak czy owak, nie zostanie ranny, stosunkowo wystarczała, by zachowywać się tak pewnie. Podstawowa technika klanowa, która zmieniała ciało w wodę, zawsze go ratowała w trudnych sytuacjach, a tutaj nawet nie było czego się bać.
Wystarczyło poczekać, aż przeciwnik się zbliży, następnie doskoczyć do niego i z całej siły uderzyć pięścią w splot słoneczny. I nawet jeśli zostałby trafiony ostrzem, to rozbryzga się jedynie woda. Później wystarczy tylko, aż ręka zamieni się w ciecz, pokieruje się w stronę głowy i z myślą działania Suihō no jutsu stworzy bąbel. Potem to już tylko kwestia czasu nim nieprzytomny jegomość padnie na ziemie z braku powietrza. Przeżyć powinien, choć trudno to gwarantować.


Nwm czy ci to potrzebne, ale i tak podam :P

SIŁA na poz 42|62(z Rankanken - wybrany styl walki)
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Masaru » 19 sie 2016, o 14:00

Zabawa nad jeziorem 17/15
Obrazek
Shiroi miał dobry pomysł jak powalić agresywnego bogacza. Posiadał troszkę siły więc był w stanie go powalić takim uderzeniem, o użyciu jego zdolności obronnej zmieniającej ciało w wodę nie było mowy, ponieważ wystarczył cios z pięści i facet po prostu osunął się po tym uderzeniu upuszczając broń. W net przybiegli strażnicy i z wrzaskiem kazali zaprzestać walki. Jeden z nich podniósł skórę i głowę, a drugi przemówił do zwycięzcy pojedynku. Zabieramy przedmiot sporu, oraz tamtego agresora. Nie zrobił pan nic złego, więc jest pan wolny. O to na pokrycie strat związanych z konfiskatą pańskiego towaru. Życzę miłego dnia. I wręczył mu 100Ryo. I odeszli ciągnąc bogacza za szmaty w stronę centrum miasta. Nasz bohater, zarobił najadł się i mógł na spokojnie wrócić do domu czy gdzie tam sobie chciał.

Wynagrodzenie standardowe do odebrania w dziale wynagrodzenie.
Masaru
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 25 sie 2016, o 18:20

Cała walka, o ile można było tak to nazwać, była zbyt łatwa. Jeden cios i koniec z całą zabawą, a zapowiadało się dość ciekawie. Trudno się mówi. Może gdyby wiedział, że pod jego uderzeniem jegomość momentalnie padnie na deski, to pokusiłby się o jakieś fory, lżejsze uderzenia lub po prostu sam dałby się obić, by wyrównać szanse i wydłużyć pojedynek o kilka ciosów.
- Kto mógł wiedzieć - mruknął sam do siebie. Przez chwilę zastanawiał się, jakim to idiotą musiał być ten bogacz, skoro rzucił się do walki, nie mając o niej zielonego pojęcia, o fizycznym wyćwiczeniu już nie wspominając. Nie było mu go żal, wręcz przeciwnie, zasłużył sobie na bęcki, ale pozostawił Shiroiego z mocnym niedosytem.
- Raczej, że nic złego nie zrobiłem - dodał po strażniku, udając, że nawet nie ma pojęcia, o co mu chodzi. Odebrał swoje 100Ryo, pomachał nieprzytomnemu jegomościowi targanego przez shinobich i westchnął głęboko. - Powinienem poszukać sobie kogoś silniejszego, a trafiam na samych idiotów... no i na dziki. - Wzruszył ramionami nie bardzo wiedząc jak sobie pomóc, jednocześnie rozglądając się wokoło, w poszukiwaniu czegokolwiek, co przykułoby jego uwagę.
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Masaru » 26 sie 2016, o 14:19

Obrazek
Polowanie 1/15
Shiroi był całkiem zadowolony z przebiegu jego poprzedniego zadania, miał i pieniądze i satysfakcję. Po całej rozegranej scence do naszego bohatera podeszła starsza kobieta, nie ta która uciekła z krzykiem tylko inna. Prawdopodobnie obserwowała całe wydarzenie. Opierając się o drewniana laskę zagadała do naszego łowcy dzików. Młodzieńcze, widziałem jak sprzedawałeś skórę z dzika. Kupiłabym od ciebie skórę białego wilka, zapłacę 100 ryo zgadasz się? To jest strasznie agresywny osobnik i jest przywódcą watahy. Często ludzi atakuje, w tym tygodniu już 2 osoby zagryzł. Nikt nie wie gdzie ma legowisko, podjąłbyś się tego zadania ? Babunia postawiła sprawę jasno, i wszystko zależy od shinobiego czy podejmie się tego zadania.
Ostatnio edytowano 26 sie 2016, o 18:33 przez Masaru, łącznie edytowano 1 raz
Masaru
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 26 sie 2016, o 16:44

Kolejne ciekawe wyzwanie spotkało chłopaka. Tym razem było zlecone od starszej pani, której aż żal było odmawiać, choć może żal było tych 100 Ryo? Kto by tam wiedział.
Strasznie agresywny - powtórzył w myślach za kobietą i od razu się uśmiechnął. Czyżby tym razem polowanie na zwierzynę miało okazać się bardziej ekscytujące niż ostatnim razem? Co prawda podtapianie dzika było na swój sposób zabawne, ale nie wymagało wielkiego zaangażowania, a cała uciecha skończyła się równie szybko, co się zaczęła. Teraz jednak zapowiadało się znacznie ciekawiej.
- Czekaj, czekaj, czekaj! - odezwał się nagle. - Przywódca watahy? - spytał dla pewności, czy aby dobrze usłyszał. Z jednej strony wiadomość ta była nawet dobra, bo jak wiadomo więcej przeciwników to więcej walki, a to przekłada się na większą zabawę, ale była także druga strona medalu. - Jak dużej watahy? - Z kilkoma wilkami powinien dać sobie rady, ale co jeśli będzie ich znacznie więcej niż zakładał? Po ubiciu alfy raczej nie uciekną w popłochu jak małe warchlaki świętej pamięci lochy. Raczej wpadną w jakiś szał czy coś podobnego i będą chciały pomścić przywódcę. Tak przynajmniej zakładał Shiroi.
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Masaru » 26 sie 2016, o 18:48

Obrazek
Polowanie 3/15
Shiroi był bardzo rozważny i zanim poleciał tłuc kijem każdy krzak na wyspie w poszukiwaniu białego wilka, wolał się dowiedzieć o poziomie zagrożenia. Misja wydawała mu się prosta i raczej nie powinien zginąć dzięki swojej umiejętności klanowej, jednak wilki są bardzo inteligentne więc mogła być duża szansa że ugryzłyby go w przysłowiową dupę, a po zorientowaniu się że nie warto walczyć bo shinobi nie jest łatwą zwierzyną po prostu by uciekły zapamiętując zapach chłopaka i potem nie zbliżając się do niego już nigdy. A to oznaczało że miał raczej tylko jedno podejście. Aaaa jak duża wataha ? A nie wiem chłopcze musiałbyś pójść do miejscowego sklepu z wyposażeniem i zapytać sprzedawcę bo on był na obławie na wilki, ale coś mu nie wyszło. Mówiąc to zachichotała złowieszczo. Było ich 7, 3 się zdechło, kolejny wykrwawił się w szpitalu. Zostało 3 żywych w tym on.
Masaru
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 26 sie 2016, o 20:50

- Że co? - Chłopak nie dowierzał. - Było ich siedmiu, a dobra połowa do piachu poszła? - Zwykli ludzie, to znaczy tacy, którzy nie znają się na sztuce ninja, może i nie są jakoś specjalnie silni, ale w zorganizowanej grupie, która była raczej stosownie przygotowana powinna bez problemu stawić czoła takiemu zagrożeniu jak wilki.
Czyżby te zwierzęta były aż tak niebezpieczne? - pomyślał, jedynie jeszcze bardziej napalając się na walkę z sierściuchami.
- A więc do sklepu! - krzyknął po dłuższej chwili i w dumnym marszu pognał odnaleźć sprzedawcę, który powinien rzucić trochę więcej światła na sprawę z wilkami i, kto wie, może nawet będzie wiedział, gdzie mają swoje leże.

zt
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 3 wrz 2016, o 00:26

Wybiegł na drogę niemal cały spocony. Nie wiadomo, czy to z wysiłku, czy może ze strachu. Widząc jednak coś odmiennego niż ciasno usadowione pniaki i przejawy jasności, a nie ciemną niczym smoła mgłę zaczął się uspokajać. Co prawda nadal oddychał głęboko i dość szybko, ale jego puls miarowo zwalniał i powracał to swego normalnego stanu. Gdyby nie truchło wilka, które teraz na domiar złego zaczęło mu ciążyć, najpewniej przedtem nie odczuwał jego wagi z powodu adrenaliny, to teraz poszukałby zacisznego miejsca i najzwyczajniej odpoczął. Nie mógł sobie jednak na to pozwolić. Musiał czym prędzej oskórować wilka, zanim ten doszczętnie zesztywnieje. Zrzucił więc upolowanego zwierza z barków i zabrał się do pracy. Tak jak w przypadku dzika pokusił się także o odcięcie łba, tym razem jako dowód dla sprzedawcy, żeby wiedział, iż chłopak zmierzył się w agresywnym czworonogiem i bynajmniej nie zginął.
Mając wszystko co trzeba, wstał na równe nogi, zostawiając resztki wilka koło drogi i ruszył do starszej pani po swoją zapłatę.
- ZARAZ! - krzyknął, gdy w końcu dotarła do niego świadomość, że nie zapytał babci o to, gdzie może ją spotkać. - Co za imbecyl. - Klepnął się w czoło, aż niedowierzająca, jaki szczyt głupoty osiągnął. Całe szczęście był ranek i jeszcze mało kto był na nogach, więc chłopak mógł hałasować i przeklinać się do woli. - No idiota po prostu! - Po szybkim ochłonięciu podjął jedyną słuszną decyzję i udał się dokładnie tam, gdzie ów pani go zaczepiła. Nie liczył na jej szybkie pokazanie się albo że w ogóle się tutaj dzisiaj zjawi, ale może szczęście mu dopisze. Usadowił się wygodnie z boku traktu. Siedząc, obserwował okolicę w poszukiwaniu babci. Momenty, gdy na drodze było pusto, wykorzystywał na przyjemne drzemki.
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Masaru » 3 wrz 2016, o 12:34

Obrazek
Polowanie 17/15
Tak, nasz bohater dotarł żywy i troszkę zmęczony do drogi w porcie. Jednak to nie był czas na odpoczynek, był zmuszony oskórować wilka za nim ten zesztywnieje. Zdjął skórę obciął głowę i zadowolony uznał że jego zadanie zakończone jest sukcesem, tylko trzeba znaleźć zleceniodawce. Troszkę zaczął przeklinać, ze względu na swoją głupotę. Mogło tak się stać że cały jego trud poszedł na marne. No, ale każdemu mogło się zdarzyć zapomnieć w jakim miejscu ma się spotkać z babcią która wyznaczyła mu zlecenie. Na szczęście miał pomysł, żeby poczekać tutaj szukając jej wzrokiem by odebrać swoją nagrodę. Po jakiś 2 godzinach czekania zobaczył ją, a raczej ona zobaczyła jego. Hej chłopcze zawołała. Widzę że udało ci się przeżyć i do tego przynieść łup, należy ci się nagroda i dała mu umówione 100 Ryo. Zabrała ze sobą również głowę, ale chłopak nie miał siły się sprzeczać że umowa była tylko na skórę. Gdy się obrócił do odejścia jeszcze raz spojrzał przez ramię w stronę staruszki, ale jej już nigdzie nie było. W ten sposób chłopak zakończył kolejną łowiecką wyprawę sukcesem.

Nagroda standardowa
Masaru
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 3 wrz 2016, o 13:37

Bezczynne siedzenie okazało się czymś naprawdę nużącym. Kilka razy zdało się, że Shiroi zaśnie na amen i najpewniej prześpi cały dzień, ale na szczęście po 2 godzinach na horyzoncie pojawiła się zleceniodawczyni. Chłopak nie miał zbytnio siły, by jej jakkolwiek odpowiedzieć bądź podziękować za zarobek. Był na tyle śpiący i zmęczony, że nawet pozwolił odebrać sobie głowę wilka bez jakiegokolwiek słowa oburzenia. Machnął jedynie ręką z bezsilności i pożegnał starszą panią niezgrabnym ukłonem i lichym uśmiechem. Babunia ulotniła się niebywale szybko. Choć może to i lepiej. Gdyby miała dla niego kolejne takie bądź podobne zadanie to shinobi z całą pewnością by wykorkował.
Shiroi dotruchtał resztkami sił pod jakieś drzewo nieopodal drogi. Ułożył swoje cztery litery na ziemi, a plecami oparł się o pień i bez walki poniósł się zmęczeniu. Zasnął w mgnieniu oka, charcząc tak głośno, że każdy przechodzący człowiek byłby zdolny go usłyszeć.
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Murai » 4 wrz 2016, o 15:26

Co to za czary?
1/15+

Misja dla Shiroi




Zmęczony młodzieniec postanowił odpocząć pod drzewem, zażyć nieco kojącego snu. Zmywającego zmęczenie i dającego nowe siły. Problemem było miejsce, a także brak jakiejkolwiek przezorności. Taki śpiący na uboczu jest idealnym celem dla wszelkiego rodzaju nieuczciwego elementu społecznego. Niektórzy dla sakiewki z pieniędzmi byliby w stanie zabić. A odczepienie jej od paska śpiącego jak kamień randoma nie jest niczym problematycznym dla wprawnego rzezimieszka. Albo kogokolwiek wyposażonego w ostry sztylet. Przecięcie skórzanych pasków nie było trudne. Shiroi mógł tego srogo pożałować. Może nawet straciłby życie? Niedocenianie praw tego świata może skończyć się tragicznie. Szczęśliwie dla niego nic się nie stało. Nie poczuł zimnej stali na szyi, nie poczuł utraty wagi przez odczepienie czegoś u pasa. Zamiast tego poczuł trącanie o ramię. Dłonią. Delikatne i gwałtowne zarazem.
- Ej! Wstawaj do cholery! Nie po to cię wszędzie szukałem by robić za twoją niańkę! - śpiący słyszał czyjś twardy głos. Pierwsze potrząśnięcie było w miarę delikatne, ale po chwili przerodziło się w istne trzęsienie. Bez subtelności. Gwałtowne poruszanie wywołało przymusowe otworzenie oczu. Oczom Shiroiego ukazał się mężczyzna o ciemnej karnacji i przypakowany. To znaczy mięśnie nie wychodziły mu z każdego miejsca, była to muskulatura solidna, acz nieprzesadzona. Widać to było przez płócienną koszulę bez rękawów. Głowa przepasana była chustą koloru czerwonego. Rysy twarzy dość kanciaste, szczególnie podbródek wyglądał niczym kwadrat o zaokrąglonych rogach. Ani cienia zarostu. Patrzył się na ciebie spojrzeniem nieco zirytowanym.
- Ty chociaż mnie poznajesz? Ile palców widzisz, co? - i wystawił w kierunku obudzonego trzy palce wyciągnięte centralnie przed jego twarz. Kim on był? Po chwili zamroczenia coś mu się przypominało. Był to bodajże czeladnik jednego z kowali w Kantai. Shiroi widział go w Kuźni, kiedy oddawał do naprawy swoją broń. Hmmmmm...

Murai
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 4 wrz 2016, o 17:04

- Już mamo... - mówił przez sen, czując bliżej nieokreślone targanie. - Już wstaję, jeszcze tylko chwilka - mruczał dalej, zapewne licząc, że za chwilę wszystko się uspokoi i będzie mógł odpoczywać dalej. Trzęsienie mimo wszystko nie ustało i co ciekawsze jeszcze się nasiliło, co w końcu doprowadziło do pobudki Shiroiego. Chłopak na wpół nieprzytomny wpatrywał się w stojącą przed nim personę, która zdawała się coś od niego chcieć. Zamroczony i nadal mocno śpiący nie mógł pozbierać myśli, o całkowitym zrozumieniu wypowiedzi mężczyzny już nie wspominając, więc jedyne co robił, to bezmyślnie patrzył przed siebie, mniej więcej w okolice twarzy rozmówcy udając, że go słucha.
- Że co? - odezwał się po dłuższej chwili, całkiem tak jakby wszystko trafiło do niego ze sporym opóźnieniem. Zmrużył oczy, chcąc najpewniej wyostrzyć wzrok i przyglądnął się stojącemu mężczyźnie, który wydawał się znajomy. - Czekaj... Ty jesteś ten, no, emm... - Zbieranie myśli do kupy nie szło mu najlepiej, mimo iż naprawdę starał się skupić, toteż wyjaśnił wszystko dość prostymi słowami: - W kuźni robisz, nie? - spytał, próbując się podnieść. - Po coś mnie budził? - dodał szybko z niekrytym wyrzutem.
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Murai » 4 wrz 2016, o 18:16

Co to za czary?
3/15+

Misja dla Shiroi




Zaspany młodzieniec przez nagłe wybudzenie musiał mocno się natrudzić, by uporządkować fakty i połączyć wątki w taki sposób, by otrzymać w miarę rzeczywisty obraz sytuacji. Szczęśliwie nie była to sytuacja zagrażająca życiu i Shiroi mógł w spokoju wszystko przeanalizować, nie poganiany wizją rychłej śmierci. Po przeanalizowaniu sytuacji osobą budzącą młodzieńca okazał się czeladnik ze znajomego zakładu. Po co przybył? Po co szukał? Bardzo dobre pytanie. Może wyjaśni to sam przybyły? Wszystko na to wskazywało, ale pierw potwierdził swój zawód, z wyraźną ironią w głosie.
- No brawo, pewnie że w Kuźni. Przysłał mnie Staruszek. Mówił, że ta Ankā... Ankāyaki? No nie wiem, ta twoja ogromna kotwica na kiju z łańcuchem. Że ją niby naprawił i mam ci powiedzieć że masz przyjść jak czas znajdziesz. Sporo z tym roboty było, cały zakład musiał się tym zajmować. - powiedział z wyraźnymi wyrzutami w kierunku właściciela tej kotwicy. Ile osób liczyła ich Kuźnia? Szczerze mówiąc to zapomniał. Kto by przykładał wagę do takich rzeczy? Ich robota to robota, powinni ją wykonywać jeśli jest w ich możliwościach. Cóż... tylko ile za to wezmą? Broń swoje ważyła, nie była to najłatwiejsza do dzierżenia broń.
- To co, będziesz tak stał? No już, ruchy! Bo więcej ci policzę. Serio długo cię szukałem. - słowa te zakończyły dyskusję z jego strony. Po nich odwrócił się i żwawym krokiem skierował się wzdłuż drogi. Najprawdopodobniej w kierunku Kuźni. W końcu przekazał co miał przekazać, jego robota w tym miejscu została zakończona. Cały czas zmniejszał swoje rozmiary, tym bardziej im dalej był od leniucha. Chyba że ten zechce załatwić sprawę swojej kotwicy w miarę szybko. W trybie natychmiastowym.


Murai
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Shiroi » 4 wrz 2016, o 22:07

Shinobi wreszcie dochodził do siebie. Trzeba przyznać, że trochę mu to zajęło, ale miał do tego święte prawo. W końcu nie spędził ostatnich kilku dni na zbieraniu kwiatków i bieganiu po łąkach.
- Ankā? - powtórzył po mężczyźnie samu zastanawiając się, o co chodzi, a może o kogo. Na szczęście dalsze słowa wyjaśniły całą sprawę. Czeladnik najzwyczajniej robił za coś w rodzaju posłannika i miał mu przekazać, iż jego oręż jest już sprawny i gotowy do odbioru. Ankāyari tak nazywała się broń Shiroiego, którą równie dobrze można określić jako połączenie kija, łańcucha i prostej kotwicy. Jest to dość cenna zabawka bowiem dla shinobiego ma wysoką wartość pamiątkową.
- To jest Ankāyari - poprawił mężczyznę. - Mogłeś od razu powiedzieć, że to o nią chodzi, a i nikt ci nie kazał mnie szukać. Prędzej czy później i tak bym do was skoczył spytać, jak idą prace - odszczekał swoje, otrzepując nieco siedzenie z gliny i innych paprochów. Tak naprawdę przez nagromadzenie misji, jakie ostatnio dostawał, całkowicie zapomniał o swym orężu. Trochę wstyd, zwłaszcza że to jedyna solidna pozostałość po jego rodzinie.
Jednakowoż na samą myśl, że wkrótce będzie na powrót w posiadaniu swej niecodziennej broni, aż się ożywił i z całą ekscytacją ruszył za czeladnikiem, by go nie zgubić.

[zt]
Shiroi
 

Re: Droga prowadząca do portu

Postprzez Murai » 5 wrz 2016, o 23:18

Murai
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nami-shin (Osada Rodu Hōzuki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość