Wyspa Saru

Prowincja o znacznej powierzchni otoczona niedużymi wysepkami umiejscowiona na morzu na zachód od Prastarego Lasu. Kantai zamieszkiwany jest przez klany: Hōzuki, Hoshigaki i Shabondama. Umiejscowiona na niej Hanamura stanowi stolicę nowopowstałego Cesarstwa. Ze względu na swoje umiejscowienie na Kantai rozwijany jest w szczególności przemysł wodny, a także rybołówstwo. Ze względu na wysoką wilgotność powietrza przy równocześnie niewysokiej temperaturze zaobserwować można na wyspach praktycznie cały czas występującą mgłę, które skutecznie zakrywa pole widzenia na większą odległość.

Wyspa Saru

Postprzez Atari Sanada » 19 gru 2017, o 14:19

Obrazek
"Małpia wyspa" - Misja D - Kisho - 9/15



Kadłubprzecinał oporne fale uderzające w bok statku. Wiatr, który do tej pory sprzyjał morskiej podróży teraz ją utrudniał. "Mała syrenka" mimo to dawała sobie świetnie radę przełamując pieniste, wodne garby z łatwością. Zarys wyspy wyostrzał się coraz to lepiej rysując kształt Saru. Owa wyspa nie należała do dużych, można było rzec, że była na tyle mała iż nikt nawet nie kwapił się o wrysowanie jej w wielkie mapy krain. Nie było się co dziwić, ot kilka skalistych wzniesień latem oprószonych ubogą florą, teraz zaś śniegiem. U dołu wyspy mieniły się drobne światełka oznaczające niewielką osadę częściowo zakotwiczoną grubymi balami w słonej wodzie. Od długiego drewnianego molo prowadziła ścieżka wyraźnie rysująca się przez górę, aż na jej szczyt. Koniec trasy zwieńczały ułożone kamienie w prowizoryczną latarnie morską. Światło bijące od niej prawdopodobnie uratowało wielu nowicjuszy żeglarskich, którzy nie zdawali sobie sprawy o istnieniu wyspy. Ot, zapomniany spokojny zakątek nie było się tędy co dziwić, że zapragnęli go piraci. Mając taką bazę wypadową mogliby sprawnie łupić większość morskich kursów towarowych i bronić się w razie zaistniałej potrzeby, korzystając z układu wyspy i jej naturalnych osłon. W powietrzu unosiła się dziwna woń ekscytacji wymieszanej ze strachem. Kisho doskonale znał ten charakterystyczny zapach, to napięcie krążące wszędzie.
Krzątanina na pokładzie była niezwykle chaotyczna. Mężczyźni biegali z jednego miejsca do drugiego szykując wszelakie potrzebne rzeczy do ataku. Czynności te nic nie mówiły Kisho i nie było to dziwne, ponieważ młody shinobi po raz pierwszy w swoim życiu postawił stopy na statku. Pojawiły się bronie, różnorakie w większości prymitywne i służące w równej mierze jako narzędzia co oręż. Być może w świecie Shinobi nie byłoby to nic szczególnego, lecz dla nich, osób do takiej pracy nienawykłych było to zapewne mocne wydarzenie. Oczywiście wilki morskie miały tendencję do porywczości i do bitki, ale mimo to, żaden z nich nie przeszedł szkolenia walki na śmierć i życie. Tym bardziej decyzja Fukku i poparcie załogi stała się inspirująca. Mogli bowiem poniechać próby odbicia wyspy i popłynąć prosto do Kantai alarmując władzę o zajściu. Taka decyzja wydawała się być rozsądniejsza, mając jednak na uwadze ludzi podbitych przez morskich bandytów musieli się śpieszyć. Piraci nie należeli do osób godziwych i zapewne dla rozrywki wybierają co chwilę któregoś ze zniewolonych wyspiarzy prowadząc go na katuszę.
Dotarcie do Saru zajęło sporo czasu, niebo schowało się za horyzontem pozostawiając na niebie krwawą łunę, zapowiedź krwawego czynu mającego się odbyć. Podniosła się mgła, początkowo rzadka stawała się z każdą chwilą, z każdym krokiem nocy po nieboskłonie, stawała się coraz gęstsza. Zaalarmowani piraci krzątali się po wybrzeżu tylko po to aby po chwili zniknąć pod mglistym puchem. Kapitan Fukku złapał mocno ster i skręcił nagle statkiem przyjmując zupełnie inną strategię. Wykorzystując mgłę postanowił zaatakować od strony molo zamiast użyć bezpiecznie naturalnej osłony dzioba statku. Drewno kadłuba zaskrzypiało charakterystycznie zbliżając się do celu. Załoga milczała, nerwowo trzymając toporki, siatki i łańcuchy. W powietrze wzbił się świst, który bez problemu rozpoznał Kyuzazame. Groty strzał rozrywały powietrze wznosząc się wysoko ku górze. Zatoczyły łuk i opadły prędko na pokład. Piraci musieli w jakiś sposób znać pozycję statku, lecz w tej mgle przecież było to niemożliwe. Cóż, na pewno nie dla zwykłych ludzi. Groty ciężko wbiły się w drewno trafiając przy tym kilku żeglarzy. Rozległ się krzyk rozpraszający wszechobecną cisze napięcia. Fukku złapał mocniej swoją kuszę stojąca opartą o ster i zbiegł do ciężko rannego majtka. Strzała ze specjalnym ząbkowanym grotem przebiła mu miednicę rozlewając na pokładzie plamę krwi. Młody chłopak nie miał szans na przeżycie co wyraźnie malowało gniew na twarzy Kapitana. - Za broń kamraty! Bić skurwysynów! - Krzyknął i popędził do burty zeskakując na molo. Za nim postąpiła reszta załogi. We mgle majaczyły pochodnie i ludzkie sylwetki. Piraci musieli spodziewać się ataku i przygotowali swoje pozycję do bronienia podbitej wyspy Saru.

Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 224
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Wyspa Saru

Postprzez Kisho » 19 gru 2017, o 18:15

Walka od zawsze powinna być ostatecznością. Spory rozstrzygane za pomocą miecza, katany, kunaia czy innego ostrego i śmiercionośnego narzędzia tak naprawdę niczego nie zmieniają, a jedynie zachęcają ludzi do dalszych batalii. W końcu strona przegrana zawsze dąży do rewanżu, odpłacenia się za szkody, zemsty. Nikt jednak nie potrafi, a może po prostu nie próbuje się temu przeciwstawić. Taka już natura człowieka, a Kisho bynajmniej nie jest wielkim wyjątkiem. Stara się nie reagować gwałtownie i unikać niepotrzebnych sporów załatwianych w wysoce agresywny sposób, ale czasem po prostu nie da się tego uniknąć. To był właśnie taki przypadek. Piraci nie opuściliby wyspy ot, tak sobie, należało ich wygonić, albo co lepsze, pojmać i odstawić na Kantai, gdzie zajęłaby się nimi straż. Nim to jednak nastąpi, trzeba ich pokonać.
Zbliżając się do wyspy, Kisho miał kilka planów, niektóre miały wysokie prawdopodobieństwo powodzenia i niosły za sobą naprawdę niewiele ryzyka. Niemniej jednak nadal należało uważać. No przynajmniej należałoby, gdyby tylko chłopak miał cokolwiek tutaj do powiedzenia. Napaleni załoganci, w tym i ich kapitan, zapomnieli o czymś takim jak strategia - zapomnieli, albo w ogóle o tym nic nie wiedzą - i polecieli na tak zwaną pałę.
Statek uderzył o molo z chrupotem i mimo zasłony w postaci mgły, przeciwnik już wiedział, że coś się szykuje. Piraci nie marnowali czasu i momentalnie zaatakowali z dystansu, kierując w ich stronę chmurę strzał. Oberwał jeden i to dość boleśnie.
- Dajcie go tutaj! - Kisho, bez zastanowienie machnął do kapitana i wskazał bardziej bezpieczne miejsce. W zasadzie wszystko, co by ich osłaniało byłoby bezpieczniejsze niż pusta przestrzeń, taka jak pokład. Shinobi może i nie był specjalistą w dziedzinie Irojutsu, ale nie zamierzał się poddawać i czym prędko położył dłonie w miejscu zakotwiczonego w ciele bełtu. Zgromadził odrobinę chakry i zaczął przesyłać do rany. Nie wiedział, czy to w ogóle pomoże, ale nie mógł patrzeć i czekać z założonymi rękoma. W międzyczasie „odpalił" swe czerwone oczy i zlustrował to, co przygotowali na nich piraci.

Może gdyby kapitan użył głowy w odpowiedni sposób, mogliby wygrać z przeciwnikiem niemal momentalnie, ale cóż... Mleko się rozlało i teraz trzeba kombinować w inny sposób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 356
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Wyspa Saru

Postprzez Atari Sanada » 20 gru 2017, o 15:32

Obrazek
"Małpia wyspa" - Misja D - Kisho - 11/15


Gęsta mgła kotłowała się, kłębiła w całej swej pazerności i żarłoczności, połykała wszystko to co znajdowało się dalej niżeli na odległość kilku metrów. Trzask, zgrzyt, walka. Ostre przedmioty uderzały o siebie wzbijając w powietrze metaliczny dźwięk, rozsypywały drobne iskry blado odznaczające się gdzieś pośród mgły. Walka zagorzała na dobre akcentując to wielkim płomieniem wzbijającym się wysoko nad głowy walczących mężczyzn. Któraś z pochodni musiała wpaść do prowizorycznych łatwopalnych chatek. Języki ognia tańczyły na zimowym ostrym wietrze szczęśliwie nie zajmując więcej z budynków. Zniszczenie i śmierć, jedynie to przynosił gwałt i mord. Kisho doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jak również z tego, że znalazł się w sytuacji w której nie możliwe było już poniechanie dalszych krzywd.
Blada poświata rozlała się z dłoni zdeterminowanego Kisho. Młody żeglarz spisany już na straty miał drobną szansę przeżyć nieco dłużej i umrzeć w niego łagodniejszy sposób. Rana tłoczyła zbyt wiele krwi, a wbita strzała uniemożliwiała pełne wyleczenie jej. Usunięcie obcego ciało nie wchodziło jednak w grę, ponieważ piraci używali niezwykle paskudnych i okrutnych grotów o ząbkowanym wykończeniu. Wyciągnięcie rozerwałoby wnętrza powodując jeszcze większe obrażenia wewnętrzne i krwotok. Sytuacja więc byłą bez wyjścia, mimo szlachetnej próby młodego shinobiego, który nie zamierzał dać za wygraną i poddać się śmierci. - Dziękuje. J-już. Nie. Boli. - Wydukał z trudem nastoletni chłopiec z którego uszło życie. Być może Kyuzazame nie zdołał ocalić mu życia, lecz uśmierzył ból i pozostał przy nim, dotrzymując mu towarzystwa do końca jego drogi.
Czerwone ślepia rozbłysły pośród mgły przedzierając kurtynę niewiedzy. Teraz młody shinobi doskonale widział chaos walki. Pirat umorusany czarnymi barwami popędzany szaleństwem tłukł głowę pokonanego majtka tępym narzędziem, rozlewając na oszronione deskowanie części czaszki i mózgu. Gdzie indziej żeglarz trzymał mocno brudne włosy przeciwnika szarpiąc głowę do tyłu, odsłaniając tym samym gardło poderznięte uderzenie serca później. Strzały przeszyły powietrze wbijając się w kręgosłup mężczyzny wydzierając przy tym głuchy krzyk z którym to uszło życie. Toporek zatoczył dwa łuki nie dosięgając celu, aż w końcu trafił wbijając w kość z głuchym paskudnym dźwiękiem. Śmierć, wiele śmierci i krzywdy. W oddali w jednej z chatek zgromadzeni byli więzieni wyspiarze, z czego ostały się jedynie kobiety i dzieci. Mężczyźni leżeli bez życia niedbale rzuceni na stos. Wewnątrz pomieszczenia znajdowało się kilku rosłych piratów straszących swymi groźnymi licami i broniami zagonioną gawiedź. Jeden z nich wyraźnie nie mogą już wytrzymać rzucił się na młodą dziewkę w próbie gwałtu. Możliwość zobaczenia wszystkiego było darem jak i klątwą. Niekiedy lepiej nie widzieć otaczającej nasz niegodziwości.
Na pokład wdrapywało się kilku spośród łuczników załogi pirackiej, najpewniej chcąc wykorzystać sytuację i ukraść statek pod nieobecność walczącej załogi. Haki wystrzeliły w powietrze i zakotwiczyły się rysując i drapiąc burtę. Czwórka chudych mężczyzn o szkaradnych obliczach wskoczyła na podkład kucając i mrużąc oczy. Na cięciwach pojawiły się strzały o ząbkowanych grotach, takie same jakie pozbawiły życia chłopaka, którego starał się uratować Kisho. Czerwone ślepia błyszczały we mgle, która na moment przerzedziła się odsłaniając postać shinobiego o krwawym spojrzeniu. Stukot upadających łuków zapowiedział ucieczkę spłoszonych piratów - Shinobi! Jest z nimi pieprzony shinobi! - Wydarł się bogobojny skrzekliwy głos jednego z uciekających mężczyzn. Trójka z nich zniknęła ze statku tak szybko jak się na nim pojawiła, jeden zaś nie miał tyle szczęścia. Potknął się podczas szaleńczego biegu o gruby sznur lądując twarzą na drewnianym pokładzie. Obrócił się prędko ciągnąć tyłkiem jak najdalej od przerażających czerwonych oczu. Ostrze zabłysło wyszarpnięte z pochwy, pirat wyciągnął dłoń z zakrzywionym sztyletem przed siebie nie przestając trzy tym szurać w stronę burty. - Nie zbliżaj się! - Krzyknął zlękniony drżącym głosem. Piraci musieli spotkać się już z kimś noszącym ten sam przydomek jaki piastował Kisho. Shinobi nie byli im obcy i słusznie obawiali się ich. Trójka, która zdołała uciec nieustannie krzyczała ostrzegając resztę swojej bandy. Zawahali się, a to szybko wykorzystali żeglarze ciesząc, łamiąc i odbierając życie. Mała bitwa o Saru przechyliła swoje szale na korzyść wyzwolicieli prostego ludu wyspiareskiego ludu.

Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 224
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Wyspa Saru

Postprzez Kisho » 20 gru 2017, o 23:35

Zacisnął mocno dłonie w pięści, czując narastającą w nim wściekłość. Kolejna osoba, nawet jeśli obca, zginęła na jego oczach. Od dawna wiedział, że nie będzie w stanie uratować każdego, nie godził się z tym, ale był tego świadomy. Mimo to, w przypadku tak niepotrzebnej straty, bo w końcu mogli przeprowadzić znacznie bezpieczniejszy atak, w którym co najwyżej odnieśliby niegroźne rany, trudno było mu nad sobą zapanować. Nie żeby od razu rzucał się wściekle na przeciwników, chcąc ich wymordować co do jednego. Co to, to nie. Był po prostu zły, zły na to, co się stało, że cały świat wygląda i prosperuje właśnie w ten sam sposób, a także wściekły na własną bezsilność wobec każdego podobnego i równie tragicznego zdarzenia.
Po dokładnym obejrzeniu okolicy wiedział już, co go może czekać, choć po reakcji piratów na jego widok, uświadomił sobie, że cała walka jest już z góry przesądzona. Skoro wystraszyli się jednego ninja aż tak bardzo by uciekać w panice mimo przewagi w liczbie, to raczej nie można wymagać od nich nie wiadomo jak wielkich umiejętności.
Kisho korzystając z przewagi psychicznej w postaci strachu, zrobił kilka kroków w tył, by nieco schować się we mgle i zamknął powieki. Na dobrą sprawę i tak widział doskonale, a jarzące się oczy tylko zdradzałyby jego pozycję. Miał przed sobą przeciwnika, wystraszonego, ale dzięki temu jeszcze groźniejszego. Wiadomo przecież, że człowiek postawiony pod ścianą potrafi naprawdę wiele zaryzykować. Kisho miał jednak plan. Po pierwsze zszedł mu z oczu, by względnie upewnił się, że jest bezpieczny i stracił czujność. Po drugie, gdy tylko znikł, wyskoczył zaa burtę statku, lądując stopami na wodzie i zaczął szybko go okrążać, by znaleźć się po drugiej stronie, mniej więcej tam, gdzie powinien uciekać pirat. W międzyczasie dobył także kunaia. Dalej to już raczej wiadomo co będzie - niespodziewany atak okrągłą końcówką broni w okolice głowy, by pozbawić przytomności na dłuższy czas. Śmierć byłaby dla nich zbyt łagodną karą za to, co uczynili. Według Kisho najlepiej jak naprawdę trafią do więzienia, gdzie będą mieć sporo czasu na przemyślenie swojego życia.
Co później? Kto wie. Jeśli plan się powiedzie i rzeczywiście pozbędzie się wystraszonego rzezimieszka w kilka sekund, to najpewniej ruszy to samo zrobić reszcie. Eliminacja praktycznie niczego nieświadomych celów i to jeszcze w warunkach, gdzie widoczność jest znikoma, nie powinna stanowić problemu. Wystarczy jedynie systematycznie przedzierać się między ludźmi, uważać, by nie zostać wykrytym i uderzać zza pleców. Brzmi prosto, ale czy takowe się też okaże?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 356
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Wyspa Saru

Postprzez Atari Sanada » 21 gru 2017, o 10:16

Obrazek
"Małpia wyspa" - Misja D - Kisho - 13/15


Ciężko bijące serce szarpało się w klatce chcąc jak najszybciej opuścić ciało. Strach wymieszał się z mgłą i pożarł całkowicie przerażonego pirata, który wykrzywiając swoje szkaradne lico wpatrywał się bezwładnie jak ciało shinobiego znikną za obłokami chmur przybyłych na ziemię, zstępując ze swojego nieboskłonu będącego domem. Czerwone ślepia łypały przerażająco na trzęsącego się mężczyznę, a gdy ten załkał głośno i mało męsko, zniknęły całkowicie. Wyobraźnia poczęła płatać filge, zmuszając pirata do obracania się i grożenia nożem w pustą przestrzeń. Cienie, ruchy, pustacie we mgle. To wszystko złudzenia tworzone przez sparaliżowany przez strach mózg. Broń uderzyła ze szczękiem o pokład, a sam właściciel poderwał się łamiąc o deski kilka ze swoich paznokci. Biegł na oślep, byle najdalej, byle do burty. Spłoszony niczym dzikie zwierze uciekał starając uratować sobie życie. Owe życie, które tak naprawdę nie było zagrożone, przynajmniej na razie.
Kunaizatoczył koło we wprawionej dłoni przecinając przy tym powietrze. Dźwięk poderwał przerażonego uciekającego pirata, któremu udało się przeskoczyć przez wpadając po kolana do zimnej morskiej wody. Cios nadszedł prędko i niespodziewanie. Bezbronny mężczyzna nie miał szans, upadł bezwładnie tracąc przytomność tak jak i zażyczył sobie tego Kisho. Postanowił okazać łaskę, nie pozbawiać życia niegodziwego pirata korzystającego z paskudnych strzał, których nawet i na wojnie uchodziło za niemoralne. Pomknął dalej, prosto przez plażę, aż do domostw pomiędzy którymi toczyła się walka. Tańczył, uskakując, obracając się, atakując z znienacka i posyłając piratów na ziemię z palącym pozbawiającym świadomości bólem głowy. Przedzierał się przez mgłę z niezwykłą gracją i lekkością. Wyłaniająca się postać shinobiego o zamkniętych oczach była nader szybka, nawet z najsprawniejszych grabów zdołali się jedynie obrócić i ujrzeć tego, który samojeden posłał na oszronione deskowanie resztę załogi pirackiej.
Kapitan szarpiąc się z przeciwnikiem z trudem powalił go na plecy, złapał pewnie oburącz swoją kuszę i uderzył jej rękojeścią prosto w krtań pirata. Wtedy coś przemknęło obok niego. Cień przesuwał się ku głębi wioski posyłając niewyraźnie zarysowane sylwetki postaci na ziemię. Zwalisty dźwięk dochodził uszu gromadzących się w kupie żeglarzy, wybijając stały rytm niczym uderzenia serca. Wkrótce dźwięk ustał, a powolnie krocząca załoga napotykała pod swoimi stopami ogłuszonych piratów. - Duch mgły! - Wydarł z siebie przerażony jeden z majtków ściskając mocniej dzierżoną pałkę. Strach zakradł się do serc wilków morskich otoczonych przez mgłę nadającą zdarzeniom jeszcze więcej mistyczności. - Nie! To musiała być jakaś dusza przeklęta, zbłąkana. Śmiercią myśmy ją na wyspę sprowadzili. - Zawołał jeszcze inny drżąc na sam wydźwięk swoich słów i wielce "mężnie" przesuwając się w głąb coraz bardziej ściśniętych żeglarzy. - To musi być Ikuchi, wąż morski. Swąd krwi go zwabił, a-albo Isonade. Potwór jakowy co ogon kolcami usłanym ludzi miażdży i dziurawi! - Krok załogi znacznie spowolnił, wszechobecna cisza przerywana przez trzask palonego się drewna nadawała coraz więcej napięcia, przelęknionym wyobrażeniami umysłom. Na przód grupy wydostał się kapitan, przez dłuższą chwile milczący. Teraz jednak przystanął i zdzielił jednego z marynarzy siejącego niepotrzebnie strach pośród kompanów. - Zamknąć mordy! Cokolwiek to jest, to lepiej, żeby nas nie słyszało. Żaden z niego krwiożerczy potwór, przecie nie zabija piratów. - Wyjaśnił Fukku choć w głosie nie miał zbyt wiele przekonania. - A co jeśli specjalnie gromadzi żywych mężów, aby na katusze żywe ich oddać i krew świeżą spijać? - W odpowiedzi na słuszną, lecz niepotrzebnie wywołującą panikę wśród mężczyzn uwagę, kapitan jedynie spiorunował spojrzeniem. Ruszyli dalej, wolno i ostrożnie, nie wiedząc co za mara, co za potwór czyha we mgle.
Kilku piratów zamkniętych z zakładnikami nasłuchiwała potworniej ciszy dobywającej się zza drewnianych drzwi usłanych licznymi dziurami. Przez otwory wpadały pasma światła tłoczącego mgłę, jakby ta chciała wkraść się do izby, pożerając ją tak jak wszystko co napotkała na swej drodze. Dwójka z trzech obwiesiów chwyciła za broń słysząc drobny szelest za drzwiami i z hukiem wybiegła na zewnątrz znikając w gęstym obłoku. Dwa głuche uderzenia poprzedziły zwalisty dźwięk upadającego ciała. Pirat, który chwile temu próbował brutalnie zgwałcić młodą wyspiarkę trzymał nóż przy gardle wpół nagiej kobiety. Mgła przesunęła się pozwalając na ujrzenie męskiej postaci o zamkniętych oczach, dzierżących w dłoni kunai. Kisho stał w progu a u jego stóp leżało dwóch piratów. Podły mężczyzna w środku zadrżał mocniej przystawiając ostrzę do gardła zakładniczki. Obłok znów zagęścił się pozostawiając ciemną izbę bez jakiejkolwiek wizji. Otwarte drzwi zapraszały postępującą mgłę. Przestraszony mężczyzna wyraźnie stracił koncentrację, a to szybko wykorzystały kobiety w środku. Dwie starsze wyspiarki dopadły pirata, jedna ugryzła go dotkliwie w kark, druga zaś odciągnęła rękę z bronią od młodej dziewczyny. Niedoszły gwałciciel poderwał się uderzając mocno w twarz atakujące go niewiasty, po czym przywarł plecami do ściany machając bronią raz na drzwi raz na częściowo skrępowane zakładniczki. Druga dłoń przywierała kurczowo do toczącej krew rany po ugryzieniu. W oczach pirata widać było szaleństwo wymieszane z paraliżującym strachem. Wilki morskie słynęli z niebywałego zaboboństwa i wszelakiej wiary w potwory i bestyje. - Precz potworze! Mniast mnie, te ścierwa wyspiarskie posiądź! Najwyraźniej ostatni pozostały przy świadomości pirat również uwierzył.


Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 224
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Wyspa Saru

Postprzez Kisho » 21 gru 2017, o 18:42

Nie spodziewał się wielkich trudności czy chociażby dłuższych walka z piratami. Był nastawiony raczej na krótkie akcje z ewentualnymi przypadkami, kiedy to napotka kogoś obytego w walce, a tymczasem? Okazało się, że sprawa przedstawia się o wiele prościej, niż zakładał. Gdyby ktoś patrzył na to wszystko z boku, mógłby pomyśleć, iż Kisho najzwyczajniej bawi się z przeciwnikami i poniekąd tak nawet było. Żaden, ale to żaden z piratów nie stanowił dla shinobiego zagrożenia, więc padali jeden za drugim, nie wiedząc nawet, co się tak w ogóle stało.
Kisho nie za bardzo przejął się tym, co o nim mówią kamraci. Słyszał ich i nawet spodobało mu się określenie „Duch mgły", ale nie miał czasu na zabawy i tłumaczenia, że ta ich wyśniona mara to tylko zwykły człowiek, którego swoją drogą znają. Shinobi wiedział, że część piratów nadal jest na wyspie i musi się nimi zająć, dlatego też bez słowa przemknął obok załogi „Małej syrenki" i ruszył w stronę kolejnych celów.
Problem w eliminacji piratów pojawił się dopiero w momencie wzięcia przez jednego z nich jeńca. Kisho wiedział, że zbyt gwałtowny ruch może doprowadzić do zranienia dziewczyny, która stała się zakładniczka, a nawet i jej śmierci. Dlatego też nie atakował od razu. Wolał zaczekać, aż nadarzy się okazja i jak na zawołanie, dosłownie sekundy później takowa też się trafiła. Przeciwnik się zawahał, co też wykorzystały inne kobiety, rzucając się na niego i tym samym ratując tą młodszą. Chłopak nie wahał się ani chwili, wypuścił kunaia, celując w ramię dłoni, w której oponent trzymał nóż i szybko ruszył w jego stronę. Chciał go „załatwić” tak samo, jak resztę, z tym iż tym razem zamiast twardego kunaia musiał użyć własnych pięści. Walki w bliskim starciu nie były dla niego, ale liczył, że dzięki przewadze w postaci lepszej wizji, a także wcześniej wyprowadzonego rzutu ostrym narzędziem, będzie w stanie raz-dwa się z nim uporać, a przynajmniej mieć dobrą okazję do dwóch może trzech celnych ciosów.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 356
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Wyspa Saru

Postprzez Atari Sanada » 23 gru 2017, o 11:12

Obrazek
"Małpia wyspa" - Misja D - Kisho - 15/15


Gęsta mgła spowijająca wyspę Saru, wprowadzała również na nią dozę niepewności, strachu, mistyczności. Wpatrując się wystarczająco długo w jeden punkt w bezkresnej mgiełce można było dostrzec to czego widzieć wcale by się nie chciało. Dzielni żeglarze, okrutni, zahartowani piraci - nie było tu różnicy. Obie te gruby w przemykającym cieniu widziały coś co nie posiada ludzkiego pochodzenia. Tajemnicza kreatura snująca się we mgle odznaczała swój pochód nieprzytomnymi ciałami piratów, szczęśliwie dla żeglarzy, jeszcze nie zwróciła na nich swoich krwistych oczu. W braku widoczności nie pomagało nic, pochodnia dzierżona w zbitej grupie wilków morskich nie rozpierzchała przed sobą mlecznej poświaty, pozwalała jedynie na oblanie ciepłym migotającym światłem leżących bezwładnie ciał. Mglisty orszak prowadził swój ślad wzdłuż wioski, aż do sporej chatki owleczonej licznymi rybackimi sieciami. Nieprzyjemny męski krzyk wydarł się z ust - sądząc po poziomie przepitych strun głosowych - pirata. Nieprzyjemna fala przerażenia przeszyła żeglarzy, którzy na moment zawahali się czy zbliżać się do budynku.
Shinobiodznaczali się wieloma cechami, jedną z nich było szybkie podejmowanie decyzji. Kisho nie czekał długo, nagły impuls przepłynął z mózgu przez kręgosłup aż do dłoni, która posłała kunai w ramię pirata. Ciemna posoka chlapnęła na drewnianą prowizoryczną posadzkę a zaraz za nią krótkie ostrze wybijające metaliczny rytm. Pirat zawył próbując poruszyć zranioną ręką i nim się spostrzegł przed nim pojawił się "potwór", którego tak bardzo się bał. Nader ludzki potwór. Mężczyzna wciągnął powietrze do płuc krzywiąc się przy tym jakby chciał wydrzeć z siebie jakieś słowa, nie mógł. Cios nadszedł z lewej, uderzył w zranioną rękę roznosząc falę bólu po nawykłym do żeglugi ciele. Drugi pewniejszy spadł z prawej mocno uderzając skroń. Kopnięcia w klatkę piersiową już nie dostrzegł, ciemna mgiełka zamroczenia nie pozwoliła mu na to. Nie usłyszał też jak jego własne ciało roztrzaskuje deski ściany wypadając na zewnątrz z hukiem, w jego uszach dzwoniło i piszczało. Nie czuł nawet, kiedy uderzył o drewnianą konstrukcje na której wznosiła się część domów, nie był już przytomny.
Grupamężczyzn przystanęła i zajęło im sporo czasu, aby zebrać się na odwagę na kontynuowanie wolnego marszu, lecz gdy rozległ się trzask, a przed nimi opadło ciężko ciało pirata, o mało nie pouciekali w popłochu. Pierwszym, który dostrzegł znajomą sylwetkę Kisho był kapitan wcelowany drżącą kuszą w młodego chłopaka, którego tak ochoczo przyjął do swój pokład. Chwila napięcia i narastającej ciszy rozeszła się niczym mydlana bańka. Nie było tu ducha mgły ani też inszego morskiego demona. Ostały się tylko wyspiarskie kobiety i młody Shinobi, którego pojedynczy pochód we mgle pozostawił jedynie ogłuszonych przeciwników. Kapitan opuścił broń i popukał się z zadumą w gęstą brodę. To jego cień widział, kiedy przemykał obok. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że przewoził wprawnego wojownika, skąd bowiem mógłby. Reszta załogi nie połączyła faktów, ciągle rozglądali się w panice za zjawami i duchami, które krążyły i czyhały na nieuważnego żeglarza. Fukku nie wydawał się być tym faktem zaskoczony i nie zamierzał też dementować ich myśli kotłowane przez zabobony i zbyt dużą wyobraźnie.
Dalsza część problemów z piratami było już sprawą prostą. Bandytów należało odpowiednio związać i przetransportować na pod pokład. Zmarłych pochować i oddać należyty szacunek. Kilku spośród żeglarzy nawet zaoferowało się zostać na wyspie z owdowiałymi kobietami, aby pomóc im w niedoli - co oczywiście po części było wykorzystaniem dogodnej sytuacji, która nadarzyła się w tym całym nieszczęściu - Piracki statek okazał się być małą łajbą, która z chęcią zaadaptował kapitan Fukku do przewożenia towarów. Wszystko więc zakończyło się pozytywnie, choć nie obeszło się bez strat, lecz nigdy się bez nich nie obchodzi. Nie wtedy gdy górę biorą przemoc i walka. Śmierć zabrała wielu, ale może lepiej myśleć, że wiele też zostało ocalone. Kobiety i dzieci z wyspy otrzymały więc drugą szansę od losu. Losu, który zwał się Kyuzazame Kisho.
Podróż do Kantai odbyła się bez kolejnych przygód. Ot zwykła żegluga, bujanie fal i ciągłe proponowanie małej, bezbronnej ilości hazardu. Problemy żołądkowe może nie ustały, ale z pewnością młody Shinobi mógł powiedzieć, że zaczął czuć całą tą przeprawę morską i być może przy następnej takiej trasie jego organizm nie odezwie się w proteście wobec ciągłego chybotania. Dotarli do cesarstwa prędko, statek odciążony z towarów mknął przez fale z gracją i lekkością. Kantai powitało transport z otwartymi rękoma, zarówno towaru jak i pirackich jeńców. Dzięki temu pieniędzy wpadło więcej niż zazwyczaj i mimo tego, że Kisho nie należał do załogi dostał swoją dolę. Ciężki mieszek wylądował w jego dłoniach, a na ramieniu opadła ciężka ręka Fukku widocznie zadowolonego z końcowego obrotu wydarzeń. Miło, kiedy dobre czyny są nagradzane, wtedy powietrze lepiej smakuje, a ścieżka nieprawości nie kusi tak bardzo. Pożegnanie było krótkie, kapitan wyraźnie ich nie lubił i życzył tylko młodemu Shinobiemu wiele szczęścia, aby te nigdy go nie opuszczało, nawet na moment. Przed Kisho zaś rysowało się piękne Kantai, a już niedługo oficjalnie część cesarstwa. Tu zarazem kończyła się ta opowieść, lecz tylko dla nas. Kyuzazame bowiem miał przed sobą jeszcze wiele, a to co prowadziło go była powinność. W zwoju spoczywała dwójka, która zasługiwała na godny pochówek. Więc niech się potoczą kości losu, sprawdźmy czy wygrałeś.

Koniec~
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 224
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Wyspa Saru

Postprzez Kisho » 24 gru 2017, o 16:36

Walka z piratami naprawdę okazała się dziecinną zabawą. Pozbył się wszystkich niemal w pojedynkę. Gdyby nie nieprzemyślany i porywczy plan ataku kapitana najprawdopodobniej wszystko potoczyłoby się bez strat własnych, ale cóż, widocznie tak miało być. Fukku będzie miał nauczkę na przyszłość i cenną lekcję, za którą jego załoga zapłaciła życiem. Z drugiej jednak strony, wszystko i tak skończyło się pozytywnie, więc nie powinien zanadto narzekać. Wyspa była już wolna, tak samo jej mieszkańcy, co więcej kapitan zdobył drugi statek, ten należący do piratów, a ci z kolei, za swoje czyny zostaną najpewniej odpowiednio ukarani. Co do Kisho, ten także otrzymał niewielką nagrodę, ale dla chłopaka bardziej liczył się sam fakt udzielonej pomocy i to by mu w zupełności wystarczyło, niemniej jednak przyjął mieszek Ryo w podzięce. Dobrze wiedział jak je odpowiednio wydać, tak samo zresztą, jak i resztę.
Podróż na Kantai, całe szczęście nie trwała długo, gdyż Saru leżała naprawdę o rzut kamieniem od niej. Niemniej dystans ten był wystarczający, by ponownie pobudzić żołądek młodego shinobi. Całe szczęście obyło się bez kolorowych plam na pokładzie. Zauważył nawet, że było mu stosunkowo lepiej niż poprzednim razem, choć do wytrzymałości załogi i kapitana jeszcze sporo mu brakowało.
Przed Kisho w końcu pojawiła się upragniona wyspa. Nie była to ta rodzinna, którą pragną zwiedzić i wspomóc, ale była do niej niejako podobna. Nie wybrał się tutaj jednak jako turysta i dobrze wiedział co musi zrobić, a przynajmniej co powinien.

/zt
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 356
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:


Powrót do Kantai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości