Jaskinia nieopodal Brzegu

Prowincja o znacznej powierzchni otoczona niedużymi wysepkami umiejscowiona na morzu na zachód od Prastarego Lasu. Kantai zamieszkiwany jest przez klany: Hōzuki, Hoshigaki i Shabondama. Umiejscowiona na niej Hanamura stanowi stolicę nowopowstałego Cesarstwa. Ze względu na swoje umiejscowienie na Kantai rozwijany jest w szczególności przemysł wodny, a także rybołówstwo. Ze względu na wysoką wilgotność powietrza przy równocześnie niewysokiej temperaturze zaobserwować można na wyspach praktycznie cały czas występującą mgłę, które skutecznie zakrywa pole widzenia na większą odległość.

Re: Jaskinia nieopodal Brzegu

Postprzez Motoko » 7 lis 2017, o 03:39

Obrazek


Kto raz od pięści nie zginął, zginie od szczęki! #17


Jedynym co pozostało chłopakowi to myśleć, bo przecież działanie w takiej sytuacji chyba nie zdawało się kompletnie na nic, tym bardziej, że do rybiego łebka nie przychodziło nic konkretniejszego oprócz próby odnalezienia w ciemnicy jakiegoś przedmiotu. Tylko bycie zarówno krytycznym, jak i nader optymistycznym chyba nie miało sensu skoro jedyne co mu pozostawało to zwyczajnie czekać. Samym pytaniem, czy odwiedzi go śmierć, czy też jej pośrednik chyba nie miało znaczenia, prawda?
Zimno bijące od otaczających go kamieni nie pozwalały chociażby pomyśleć o jakimś światełku w całym tunelu, który nawet się nie przybliżał, ani nawet nie pojawiał na horyzoncie! Dopiero przy ruszeniu się w konkretnym celu zmysły Seikiego pozwoliły mu wyczuć maleńkie odłamki kamyczków, które to nie poruszyłyby nawet mrówki, ale chyba warto było spróbować, czyż nie?
Zanim jednak ten zdążył cokolwiek zrobić, kupa szmat, jakby wyczuwając jego intencje, podniosła się gwałtownie, łapczywie łapiąc powietrze. Nie wiadomo, czy to fakt posiadania jakiejś szczególnej aury, czy też samego smrodu, nieznajomy wydawał się być dosyć mało przyjemnym kompanem, choć Seiki nie mógł być pewien co do faktu, czy jest to jakikolwiek człekokształtny stwór. Głośny świst powietrza i znaczące zatrzymanie, jakby kogoś wyczuł.
- Pppotrraffffka. - język mlasnął gdzieś pod koniec słowa, dając dziwne wrażenie, jakby się oblizał. Do uszu Hoshigakiego doszedł dźwięk przesuwających się szmat, a także nagłego skrobania i jednego, porządnego uderzenia, którym musiał obdarzyć kraty nie kto inny, a właśnie nowy towarzysz niedoli Seikiego, który ewidentnie miał na niego chrapkę. - Choć...choć...choooooć.... - skrzeczące jęki rosły z każdą minutą, pogłębiając swoje brzmienie przez kamienne ściany, które potęgowały praktycznie wszystkie potworne wizje jakie tylko mogły stać osobę o bujnej wyobraźni.
Motoko
 

Re: Jaskinia nieopodal Brzegu

Postprzez Hoshigaki Seiki » 7 lis 2017, o 15:51

Słowa jakie usłyszałem od tajemniczej postaci były wielkim zaskoczeniem. Właściwie zaskoczeniem było to, że to jednak nie zwierze, a jakaś ludzka istota. Niemniej jednak najważniejszym co przyniosły te bełkoty...
Obrazek
... była wściekłość!
Momentalnie przysunąłem twarz niemal do samej kraty by lepiej widzieć tamto ścierwo!
Coś powiedział? - warknąłem przez zaciśnięte szczęki. Po chwili zęby zaczęły zgrzytać o siebie nawzajem, a w żołądku poczułem znajome uczucie przypominające nagły jego ścisk.
Jak...?! Co?! Jak on śmie traktować mnie niczym żarcie?! To ja! JA TRAKTUJĘ ICH JAK ŻARCIE! - ta myśl zdominowała wszystko inne, włączając w to chęć niezauważonego wymknięcia się z klatki.
COŚ POWIEDZIAŁ ŚMIECIU?! - krzyknąłem najgłośniej jak tylko byłem w stanie. Nie mogłem znieść tego, że jest zaraz tutaj, obok a mimo to nie mogę go dorwać! Gdybym tylko mógł...
Oczyma wyobraźni widziałem przerażenie w jego oczach, kiedy chwycę go za... głowę? Barki? Za cokolwiek byle pozwoliło to wbić szczęki w jego gardło! Smak jego krwi i jego ostatnie krzyki przerażenia były tym czego teraz pragnąłem i jedyne o czym myślałem.
ROZERWĘ CIĘ! SŁYSZYSZ?! ZABIJĘ! ROZSZARPIĘ NA KAWAŁKI! - krzyczałem ile tylko sił w płucach!
Właściwie nie byłem nawet pewien tego, czy przeszkadza mi ten okropny ból. Byłem go świadom, jednak... on tam był! TAK BLISKO! MUSZĘ GO DORWAĆ I POKAZAĆ KTO ZOSTANIE CZYJĄ POTRAWKĄ!
Hoshigaki Seiki
 

Re: Jaskinia nieopodal Brzegu

Postprzez Motoko » 7 lis 2017, o 19:13

Obrazek


Kto raz od pięści nie zginął, zginie od szczęki! #19


Na szczęście Seikiego z prętów nie strzeliły żadne promienie elektryczne, które z pewnością tym razem usmażyłyby go żywcem, bez zbędnych omdleń, bo przecież przy takim natłoku emocji i świadomości nie byłby w stanie zamknąć oczu, a przynajmniej tego można byłoby się spodziewać. Rozemocjonowany chłopak, którego umysł przestawał pracować na odpowiednich torach, choć bardzo prawdopodobne, że to właśnie te krwiożercze kierunki były mu bliższe niż jakiekolwiek inne, nie zauważył, że wraz z naparciem na pręty, te jakby lekko się obluzowały, a może jednak to poczuł?
- Mięsssssko, mięsss... - nie dane było dokończyć mu tego syczącego solo, ponieważ Seiki, pchany swoim maniakalnym uporem i masą obolałego i poszarganego cielska, wyłamał pręty, które jednak okazały się nie tak trwałe, jak się zdawało! Wystarczyło tylko się na nie rzucić całym sobą, kwestia opłacalności, która była raczej znikoma, ponieważ wraz z wyważeniem dwóch prętów, Seiki nie mógł wydostać się całym sobą. Wisząc jednym ramieniem w szparze, dostał w pewien sposób możliwość na wykorzystanie swojej złości. Może wystarczyło tylko trochę mięsa? Potrzebował do tego mocnego ściśnięcia swoich pokaleczonych miejsc, a raczej jednego, nadszarpniętego boku, który niby to był zabandażowany, choć dzięki temu nie mógł oddać się swojej krwiożerczej naturze. Ból był potężny i kwestią czasu zdawało się odejście w krainę śpiących rybek, oczywiście w sensie metaforycznym, bo przecież ktoś mu chyba założył ten bandaż, to i przyjdzie sprawdzić co z nim dalej jest. Niestety zmagania z przeszywającym bólem nie pozwalały w jakikolwiek sposób dać mu pomyśleć na trzeźwo, ale czy taka chęć mordu nie była wystarczająco dobrym powodem, żeby utrzymywać oczy otwarte?
Motoko
 

Re: Jaskinia nieopodal Brzegu

Postprzez Hoshigaki Seiki » 11 lis 2017, o 23:47

Z każdą kolejną chwilą czułem narastającą złość, która w całości skierowana była na to leżące nieopodal ścierwo! To samo, które ośmieliło się zasugerować, że mógłbym stać się jego żarciem! Ta zniewaga tkwiła mi w głowie i przesłaniała wszystko inne, łącznie ze zdrowym rozsądkiem i chęcią unikania przesadnego bólu. Dopiero kiedy okazało się że stalowe kraty były dość słabe, złość ustąpiła na moment zaskoczeniu, że oto otwiera się przede mną szansa dostania się do tamtego skurwiela.
Hooo? - ze zdziwieniem spojrzałem jak stalowe pręty odbijały się jeszcze kilka razy po zimnej skale. Następnie podniosłem wzrok na tamto ścierwo, ukryte w swoim własnym kącie.
Jedną ręką próbowałem podciągnąć się jakoś do wąskiego przejścia między kratami. Wiedziałem, że jest za wąskie ale... może jednak warto spróbować?
Jest już tak blisko. Warto spróbować! - pomyślałem, chwytając wolną ręką jeden z nieruszonych prętów.
Gdybym pozbył się jeszcze tylko jednego, wtedy mógłbym... rozszarpać, zagryźć, zatłuc na śmierć! - żądza mordu znowu się nasilała. Ręka którą do tej pory trzymałem się za obolały bok, spoczęła na jednej z krat, aby teraz obiema spróbować pozbyć się tego cholernego ustrojstwa.
Haha! Zaraz cię dorwę! Jeszcze tylko chwila i... - w tym momencie poczułem potężny ból pod bandażami. Najwyraźniej emocje nieco puściły i cały ból jaki sam sobie sprawiałem dopiero teraz ukazał się z pełną mocą. Czułem, że jestem bez szans, moje ciało po prostu odmówiło posłuszeństwa i padło bezwładnie przed kratami.
Aaaagh! Aaaaaaa! - krzyczałem z bólu, który z każdą chwilą nasilał się jak gdyby ktoś wciskał mi rozgrzany miecz prosto w świeżą ranę.
Ty... to twoja wina! Ja... rozerwę cię! - krzyknąłem w stronę tajemniczego stwora z sąsiedniej klatki. Tak bardzo chciałem go dorwać w swoje ręce i pokazać że zadarł z niewłaściwą osobą!
W złości napinałem swoje ciało, jednak rozdarta rana co chwilę sprawiała że musiałem odpuszczać i kulić się niczym zraniony szczeniaczek.
Aaaaaaa! Otwórzcie to i dajcie mi go zajebać! - wreszcie mieszanka nienawiści, złości, frustracji i bólu dała mi siłę na to by obiema rękoma chwycić stalowe kraty i spróbować je rozewrzeć. Czułem, że jest to moja ostatnia szansa, ostatnia próba przed tym jak stracę całą siłę do dalszego stawiania oporu temu bólowi. Przed oczami majaczyła delikatna mgła, jednak nie wiedziałem czy była prawdziwa, czy może ja zaczynałem powoli tracić zmysły.
OTWIERAAAAĆ! - wrzeszczałem z całych sił ciągnąc za kraty.
Hoshigaki Seiki
 

Re: Jaskinia nieopodal Brzegu

Postprzez Motoko » 13 lis 2017, o 00:33

Obrazek


Kto raz od pięści nie zginął, zginie od szczęki! #21


Szamotanie się z kratami nie miało kompletnego sensu, choć wrzucony w krwisty ocean nienawiści, nie potrafił zwyczajnie się odciąć, nie pozwalając na szał, który dawał mu przez chwilę bardzo dużo możliwości. Niestety wcześniej zadane rany były większe niżby ktokolwiek był w stanie pomyśleć, dlatego właśnie przywróciły go niemalże momentalnie do realiów, które nie były już takie kolorowe. Naciskające pręty na ranną część ciała chłopaka zadziałały niemalże natychmiastowo na całe jego ciało, które targnęło się w agonii, powoli zmuszając go do zamknięcia oczu, których powieki zdawały się tak okrutnie ciążyć. Mdlejąc cały czas słyszał syki współwięźnia, którego rechot zaczął mieszać się z wprawiającymi w paraliż gałkami ocznymi, które były tak intensywnie przekrwione, że biel praktycznie nie występowała. Do tej pory Hoshigaki zdawał się być bardzo wytrzymały, jednakże każdy ma swoje ograniczenia, tym bardziej, kiedy doskwiera nie tylko pewnego rodzaju uszczerbek na dumie, ale również i zdrowiu.
- A co tutaj się dzieje? Zaraz przyjdzie wa... - kaskadę dźwięków, które odbijały się od ścian przerwało proste pytanie, które padło od jakiejś pary oczu, która znajdowała się jakby od strony wyjścia z jaskini, choć byli tak głęboko, że ciężko było określić skąd się wziął. Wystające ciało Seikiego zza wyłamanego pręta, jak i kupa śmierdzących szmat z oczami, która przestała się odzywać, obserwując z uwagą bieżące wydarzenia, zdawały się zastygnąć w bezruchu. Niestety sam Hoshigaki nie był w stanie powiedzieć co działo się dalej, a wszystko to winą jego wcześniejszego szału, przez który chwycił za kraty, ponownie próbując je wyrwać, co też spotkało się z tym razem już dosłownie obezwładniającym bólem. Seiki poleciał całym ciężarem ciała na pręty, oddając się w ramiona dryfującym falom, utworzonym we śnie, który porwał go bez żadnego ostrzeżenia, tym razem jednak z palącymi bólami w okolicach brzucha, które rozprzestrzeniały się po całym jego ciele.



Dochodzące dźwięki jakby z oddali, choć już nie tak przytłumione i walące w uszy, jak w jaskini, a to oznaczało, że się przemieścili. Podmuchy wiatru smagały każdego obecnego na dworze uczestnika jatki, która w zamyśle dopiero miała się zacząć. Budząc się, Seiki mógł poczuć niepokój, bo też odgłosy i krzyki mężczyzn były powodem który go zbudził, choć zdawać by się mogło, że głównie była to wiązka Raitonu, która pobudziła go do ponownego otwarcia oczu. Światło księżyca, a także i smród tej kupy szmat, które niedawno były jeszcze tuż na wyciągnięcie ręki, przypomniał gdzie jest, choć trzeba przyznać, że świeże powietrze zmącone z zapachami płonących pochodni wcale nie pokrzepiały, a był na dworze. Otwierając oczy mógł zauważyć ogromne kraty, które zdawały się formować coś w rodzaju kopułowatej konstrukcji, w której rogu znajdował się on, zaś z drugiej strony...Przywiązana kupa szmat, którą wcześniej chciał rozszarpać, szarpała się, starając wyrwać w stronę Hoshigakiego, który leżał w przeciwnym końcu. Stalowa lina, do której był przywiązany na wysokości gardła nie pozwalała mu na przekroczenie połowy areny, dlatego szarpał się, wrzeszcząc wraz z mężczyznami, których twarzy Seiki nie był w stanie rozpoznać pośród ciemności, bowiem przysłaniały je płonące pochodnie, które również były zaczepione z zewnątrz areny, dając jako taki pogląd na sytuację. Ewidentnie mieli widownię, widownię, która została specjalnie przygotowana na takie sytuacje, która dokładnie wiedziała jak unieszkodliwić poszczególne przypadki chcąc zobaczyć coś konkretnego?
Dochodzący do siebie Hoshigaki mógł poczuć pewnego rodzaju ulgę w okolicach brzucha, co dawało pewnego rodzaju wrażenie, jakby ktoś znów majstrował przy jego bandażach, które już dawno temu przemokły od jego krwi. Niestety chłopak nie miał zbyt wiele czasu na jakiekolwiek rozmyślenia nad tym stanem rzeczy, bowiem poprzedzony głośnym krzykiem "Mięssssko", kupa śmierdzących szmat, które w istocie okazały się człowiekiem, a raczej jego silnie zbudowaną karykaturą, rzuciła się w jego kierunku, odepchnięta jak na gumowej linie do tyłu, wylądował na czworaka, patrząc jak bestia przekrwionymi oczami w stronę Seikiego. Definitywnie nie było czasu, żeby oddawać się w jakiekolwiek strefy myśli, tym bardziej, że jego ciałem wstrząsnął dreszcz spowodowany kolejnym wyładowaniem elektrycznym skierowanym zza jego pleców, tym razem mniej agresywnym, bardziej sugerującym, że ma się ruszyć, inaczej z pewnością pokopie go po raz kolejny, już nie tak delikatnie. Przekaz był prosty - zgiń, albo zabij.



Spoiler: pokaż
Podgląd na arenę (proszę nie sugerować się cyferkami ze względu na nocną porę w trakcie trwania misji).
Klik!

    Okej, nie jestem wyrodna, przyrost chakry 6%. <4head>
Motoko
 

Poprzednia strona

Powrót do Kantai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość