Kiri no Tōdai 霧の灯台

Prowincja o znacznej powierzchni otoczona niedużymi wysepkami umiejscowiona na morzu na zachód od Prastarego Lasu. Kantai zamieszkiwany jest przez klany: Hōzuki, Hoshigaki i Shabondama. Umiejscowiona na niej Hanamura stanowi stolicę nowopowstałego Cesarstwa. Ze względu na swoje umiejscowienie na Kantai rozwijany jest w szczególności przemysł wodny, a także rybołówstwo. Ze względu na wysoką wilgotność powietrza przy równocześnie niewysokiej temperaturze zaobserwować można na wyspach praktycznie cały czas występującą mgłę, które skutecznie zakrywa pole widzenia na większą odległość.

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Saburō Hokusai » 29 sty 2018, o 13:09

Chłopakowi udało się uniknąć ataku z nogi. Nie wiadomo jakby się to skończyło gdyby jego przeciwnicy byliby lepsi, ale na pewno nie za fajnie. W każdym razie udał się wyprowadzić cios w tył głowy z kija dzięki czemu kolejny padł na ziemię. Został ostatni na którego młody wyznawca miał właśnie szarżować, ale gdy został już sam chyba zwątpił i zaczął uciekać. Chłopak spojrzał na niego i już nie gonił go. Stwierdził, że nie ma zamiaru specjalnie za nim gonić i zostawił nastolatka. Spojrzał na trójkę osób, które leżały na ziemi i zwijały się z bólu. Ciekawiło go, który z nich najbardziej cierpi i zastanawiał się pomiędzy tym co dostał piorunami a tym co dostał w splot słoneczny, jednak chyba bardziej tego, który dostał z błyskawic i miał złamane żebra. Po dłuższej chwili zastanawiania się spojrzał na ofiarę tej grupy, który patrzył jakby nie dowierzał na Jashiniste i podziękował mu wycofując swój krok w tył. Czyżby się go bał? Spod kaptura można było zauważyć lekki uśmiech wymieszany z przyjemnością, którą w tym momencie odczuwał.
- Nie dziękuj mi. Nie zrobiłem tego dla Ciebie. Zrobiłem to dla niego.
W tym momencie pokazał chłopakowi język, na którym był symbol wyznawców Jashiniste. Po tym założył kij na plecy i spojrzał jeszcze raz na chłopaka.
- Powiesz mi chodziarz czemu się Ciebie uczepili?
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 276
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Seinaru » 30 sty 2018, o 08:30

Misja D
15/15


Młoda ofiara rzeczywiście była zaskoczona i zmieszana tym, co stało się właśnie przed jej oczyma. Do tego kaptur, znak na języku, zwijający się z bólu koledzy ze szkoły. Byli źli, oczywiście, ale czy Saburo nie był jeszcze gorszy? Zapewne takie myśli plątały się teraz w głowie chłopaka, który nie do końca wiedział czy uciekać jak ostatni jego oprawca, zaprzyjaźnić się ze swoim wybawcą, czy może po prostu paść na ziemię i jeszcze przez chwilę udawać martwego, dopóki dookoła nie zrobi się naprawdę spokojnie. Chłopiec nie do końca wiedział co miało oznaczać to pokazanie języka ani jaki znak na nim widnieje, jednak nie dopytywał, było to chyba dla niego zbyt dziwne.
- Po prostu jestem za słaby żeby się bronić. - No tak, to powód do "uczepienia się" dobry jak każdy inny.
- Ja, ja chyba już pójdę... dzię... - Zawahał się jednak gdy przypomniał sobie, że Hokusai kazał nie dziękować. Bał się rozdrażnić jashinisty. Zebrał się szybko w sobie i również uciekł, zostawiając swojego wybawcę stojącego nad trzema obolałymi chłopcami.

Misja zakończona
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1348
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 23
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: Dwuryj, Ukog

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Saburō Hokusai » 30 sty 2018, o 09:11

Opinia chłopaka na temat tej sytuacji nie za bardzo jednak go obchodziła. Zrobił co miał zrobić i nie dlatego, że chciał mu pomóc tylko był to pretekst aby wszcząć bójkę. Aby zadać ból i cierpienie dla Jashina. W końcu to dla niego i dzięki niemu dalej żył. Wystraszony nastolatek powiedział, że to dlatego go gnoją, że jest słaby. W tym momencie młodemu wyznawcy przypomniała się własna przeszłość. Przecież miał dosłownie tą samą sytuację. To właśnie dlatego tyle zawdzięcza swojemu Bogu. Ofiara wypowiedziała jeszcze parę słów i sama uciekła z miejsca zdarzenia. Czyli jednak się bał. W ten sposób odpłacają się ludzie swoim wybawcą. Jak na tym świecie być dobrym? Odpowiedź na to pytanie pozostawił bez odpowiedzi. Sam musiał się szybko zwijać, żeby nie zostać przyłapanym przez straż, dlatego podszedł tylko do chłopaka, który wczesniej chciał mu zapłacić i wyjął pieniądze z jego ubrań po czym rozpłynął się szybko bez śladu.

Z/t
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 276
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Ame » 24 paź 2018, o 19:47

Ame opuścił plaże, na której trenowali wraz z bratem. Szwendając się po Hanamurze nie mógł go nigdzie znaleźć, mówił że odpocznie, odwiedzi sklepy, nauczy się kilku nowych sztuczek, ale widocznie minęli się gdzieś po drodze. Miał nadzieje, że ich dziwny zmysł, który pozwolił im na odnajdywanie się wszędzie i zawsze nie zaczął powoli zanikać, zwłaszcza że wkrótce może się im przydać. Byłoby by głupio gdyby na obcej ziemi, pod tym niebem, gdzie toczyło się ich życie, tak nagle nie mogli się zlokalizować. Okropne, tak żyć bez dziwnych udogodnień!
Rekin wiedziony ciekawością opuścił Hanamurę. Niby logiczniej byłoby udać się do portu, bo przecież mieli wypłynąć, gdyż stety albo niestety wojna nie odbywała się na wyspach. Chciał popatrzeć na słynną latarnie, którą widział tyle razy gdy pływał po morzach. Co dziwne, jako mieszkaniec Kantai nigdy nie zdecydował się jej odwiedzić. Od ludzi słyszał kiedyś, że w słoneczne dni można już stąd zobaczyć brzegi Ryuzaku no Taki. Miejsca, do którego zabrali większość ludzi z Kami no Hikage. Los tych, którzy dotarli na wyspy był mu znany. Cesarstwo otoczyło ich opieką, korzystając z napływu dodatkowej siły roboczej. Wszyscy zadowoleni. W mieście kupieckim jeszcze lepiej radzą sobie z lokowaniem zasobów, a z tego wynika, że musi się im tam całkiem nieźle powodzić. Ot przestali słyszeć fale uderzające o klify i to wszystko, nie licząc traum związanych z wojna, co zmieniło się w ich życiu.
Ame nie był w stanie dostrzec stałego lądu. Po chwili zastanowienia się nad tym, doszedł do wniosku, że większe szanse miałby gdyby wszedł na latarnie, ale na to był zbyt leniwy. Po prostu mu się nie chciało. I tak w niedalekiej przyszłości zobaczy tamte ziemi, a jak będzie miał pecha to i zostanie na dłużej.
Nieobecność wesołego młodszego prowadziła go do nieprzyjemnych przemyśleń, dlatego zdecydował się po prostu usiąść na jednym z kamieni i oddać się medytacji.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 349
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Kaito » 24 paź 2018, o 22:41

Tak intensywnie nie trenował już dawno, ale stwierdził, że musi trochę wyluzować, odpuścić, bo w innym wypadku na tę całą wojnę wybierze się w kompletnie nieużytecznym stanie. Ostatnie spokojne chwile w Hanamurze spędził więc na rozrywce, bo nawet zakupy zdążył zrobić już wcześniej. Mógłby tak jeszcze odwlekać wspólną podróż z bratem, ale chyba nie miało to najmniejszego sensu, więc ostatecznie postanowił poszukać niebieskowłosego. Ich zdolność wpadania na siebie chyba jednak faktycznie zanikła, bo Kaito przeszedł całą wioskę wzdłuż i wszerz, a nigdzie nie widział tej charakterystycznej czupryny Ame. W końcu udało mu się dowiedzieć od któregoś z mieszkańców, że ten wyruszył do Kantai. Cóż, dobrze, że starszy Hozuki wyróżniał się trochę wyglądem, to chociaż ludzie go zapamiętywali. Pomoc nieznajomego okazała się w tym wypadku nieoceniona.
Siedemnastoletni Kantańczyk spakował swoje manatki i także podążył w kierunku swojej ojczyzny. Daleko nie było, w końcu można było powiedzieć, że Hanamura była swego rodzaju dzielnicą Kantai. No ale na tym problemy się nie skończyły. Znalazł się w centralnej części drugiej z osad i tutaj też musiał skoncentrować się na znalezieniu brata, a pech chciał, że tym razem Ame nikomu nie rzucił się w oczy. Dziwne, bo to właśnie w głównej wiosce kantańskiego regionu powinni kojarzyć go najlepiej. Kaito westchnął ciężko, włócząc się od jednej uliczki do drugiej, kiedy nagle wpadł na pewien pomysł. Czy aby nie było prawdopodobne to, że niebieskowłosy zagubił się gdzieś w okolicach portu? Kiedy byli w tych okolicach, lubili wspólnie oglądać odpływające okręty… Co prawda nie wiadomo było czy Ame zdecydował się na taki sposób spędzania wolnego czasu i teraz, ale był to obecnie najlepszy i chyba jedyny trop, na jaki udało się wpaść jego młodszemu braciszkowi.
Zawędrował do portu, ale jego towarzysz doli i niedoli przepadł jak kamień w wodę. Chłopak usiadł na jakimś murku i zaczął zastanawiać się co dalej, gdy w jego głowie ponownie zapaliła się czerwona lampka. Przecież znał jego chakrę, więc mógł skorzystać ze swoich wrodzonych zdolności. Złożył pieczęć, koncentrując się na znalezieniu skupiska energii charakterystycznego dla niebieskowłosego i masz ci los! Jednak był nad wodą, ale nie w porcie, tylko w okolicach latarni morskiej. Co zabawne, niewiele dalej niźli sięgał zasięg jego sensoryzmu bez złożonej pieczęci. No nic, dobrze, że przyszedł mu do głowy taki plan, bo szukałby wiatru w polu. Kompletnie zapomniał o istnieniu tej latarni, ale teraz nie zamierzał już tracić czasu i truchtem skierował się w jej stronę.
- Ame! – Krzyknął na powitanie z lekką zadyszką, bo tuż przed samą latarnią znacząco podkręcił swoje tempo. Nie to, żeby się jakoś strasznie zanim stęsknił… na wojnę też niespecjalnie mu się śpieszyło. Z drugiej strony jednak, jeśli już miał uczestniczyć w czymś tak nieprzyjemnym i niebezpiecznym, to chciał mieć to jak najszybciej za sobą.
- To co, kiedy chcesz opuścić nasze piękne strony? – Zapytał spokojnym tonem, w którym nawet nie było słychać jakiejś otwartej niechęci. Mimo wszystko Kaito nie patrzył na brata, a zamiast tego obserwował przepiękne widoki, z którymi na jakiś czas będzie musiał się pożegnać. Wiedział, był w stu procentach pewien, że niedługo tu wrócą, a jednak nie lubił opuszczać swojej małej ojczyzny. Przywiązywał się do miejsc, do ludzi, więc każde takie rozstanie było dla niego wyjątkowo bolesne.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 403
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Hayami Akodo » 24 paź 2018, o 23:25

MISJA RANGI C DLA AME I KAITO HOOZUKICH (GRUPOWA)
1/45
"A happy life consists in tranquility of mind"



Obrazek


Czasem najprościej jest po prostu być.
Prawda?
Przynajmniej jedno z Was dobrze wie, czym jest pokój i cisza, jak łatwo jest utracić codzienną radość, zwyczajne chwile w towarzystwie bliskich. Jak łatwo zatracić się w samotności, w niepokoju, szaleństwie - groźnym jak wir, wchłaniającym desperacko umysł potrzebujący oparcia. Przecież człowiek powinien być jak skała, tak wychowuje się tutaj, w Kantai, na Hyuo, w osadzie Shabondama. Dumne rody wyspiarzy nigdy nie zdzierżyłyby bezmyślnej, płaksiwej słabości; dlatego też uczą dzieci, jak żyć, przetrwać, walczyć, a potem umierać - z tym samym bezsensownym honorem, którego brzegi podmywa beznamiętna, chłodna fala czasu. Podbój świata może poczekać, zwłaszcza że prędzej czy później morze (wasze morze, którego będziecie wiernie strzec) samo pożre swoje ofiary - jak głodny rekin szczerzący kły w ciszy.
Taka jest wojna: cicha, okrutna, potrafiąca przede wszystkim czekać. Tego nie potrafi wielu shinobi, samurajów, cywili - i wszyscy oni, bez różnicy stanu czy wieku, giną w kotłującej się, niespokojnej toni gniewu bogów.
Gorzkie oczekiwanie na wojnę w mdłym świetle latarni jest...nużące. Jeśli coś ma się stać, lepiej, by się stało teraz niż później - prawda? Bezpieczniej jest zmierzyć się z tym, co już znamy, niż czekać w jesiennym zimnie na nadchodzącą tajemnicę.
Tajemnicę, która przybiera nagle oblicze rozpaczliwego, ginącego gdzieś w chłodnym popołudniu jesieni 385 roku krzyku.
Krzyku wyrywającego się z gardła - chyba? - kobiety. Gdzieś niedaleko...
...a przynajmniej tak się mogłoby wydawać.
Po chwili krzyk milknie, a gdzieś - też raczej niedaleko - słychać hałas podobny do zderzenia statku ze skałami.
Cóż, najwidoczniej ktoś nie zmierzył swoich sił na zamiary.
Ani zamiarów według sił.
Ostatnio edytowano 19 gru 2018, o 15:14 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 868
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Ame » 25 paź 2018, o 18:48

Ame po prostu dalej medytował w takiej samej pozycji w jakiej zaczął. Jego świadomość prawie się wyłączyła i nie z bardzo docierały do niego jakiekolwiek normalne dla otoczenia bodźce. Nie było szansy, że chłopak zrozumie kiedykolwiek dlaczego Kaito przerwał treningi. Zupełnie tak jakby w ogóle kiedyś był w użytecznym stanie. Poza tym Ame nie mógł wpaść jak kamień w wodę, przecież on sam był wodą. Specjalistą od Dotonu był właśnie czarnowłosy. Jak się później okazało był również specjalistą w zakresie zdolności sensorycznych. To by wiele wyjaśniało. Zawsze potrafili się odnaleźć, ale przecież tym razem to starszy szukał. Zmysł nigdy nie istniał, zaś sam młodszy znajdował go za pomocą szatańskich umiejętności tak bardzo niecharakterystycznych dla klanu Hozuki.
Chłopak mimo stanu prawie wegetatywnego rozpoznał odgłos, który wcześniej nie występował. Szybkie kroki oraz lekka zadyszka, ale przedewszystkim okrzyk "Ame!". Zostały dwie opcje - albo to Kaito, albo urzędnik cesarstwa, który za pomocą henge chce podejść niebieskowłosego i wrobić go w jakąś służbę dla cesarstwa za grosze. Jako, że młodzieniec był realistą, z góry odrzucił opcje nieprawdopodobną. Już godził się z koniecznością pracy społecznej, gdy jego jak się okazało brat zapytał o date wyjazdu. Kamień spadł mu z serca.
- Jak najszybciej się da. Nie mamy tu już nic do roboty. - powiedział jeszcze lekko przymulonym tonem. W przeciwieństwie do Kaito, jego trzeba na prawdę przywiązać gdzieś fizycznie żeby usiedział w tej puszcze sardynek. A sam z siebie się nie przywiązywał.
Ze snu wybił go do końca niespodziewany krzyk. Dokładnie krzyk kobiety. Niebieskowłosy też nie za bardzo rozumiał dlaczego przez jego głowę przeszła informacja o tym, że jest rok 385 i jesień. A może dopiero teraz to sobie uświadomił? Chwilę potem miał wrażenie, że gdzieś pośród pobliskich skał rozwalił się statek. Tak po prostu.
- O cholera! Słyszałeś?! Sprawdźmy co się stało! - krzyknął Ame. Miał nadzieje, że jeżeli to faktycznie jest statek to wypadną z ładowni jakieś ciekawe skarby, które ustawią go do końca życia. Czekał na reakcje Kaito, jednak był gotowy rzucić się tam bez niego.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 349
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Kaito » 25 paź 2018, o 19:30

Kaito zdecydowanie można było nazwać ewenementem. W przeciwieństwie do większości wychowanków kantańskiego regionu wcale nie czuł się zobowiązany do uczestniczenia w każdym, najmniejszym boju, a i umierać przedwcześnie jakoś nie zamierzał. Nie gonił tak bardzo za tym bezsensownym honorem, choć oczywiście w walce potrafił sobie poradzić całkiem nieźle, a w przypadku zagrożenia swej własnej ojczyzny gotów byłby do największych poświęceń. Na co dzień jednak pozostawał tym samym lekkoduchem, co za małolata. Chłopakiem, który wolał ratować zranione koty i bezbronnych cywili, zajadać się dango i po prostu korzystać z życia. Oczywiście to też nie tak, że nie był pracowity, trenował ciężko, bo zdawał sobie sprawę z tego, że świat nie jest tak piękny i bezpieczny, jakby chciał sobie go wymarzyć. Ale też właśnie z tego względu ludzie, a w szczególności ninja, powinni sobie jego zdaniem od czasu do czasu pozwalać na małe przyjemności. Można by rzecz, że dla zdrowia psychicznego.
Nie tylko jego poglądy czy podejście do życia sprawiały, że był jednostką wyjątkową. No bo nie oszukujmy się, czy ktokolwiek widział Hozukiego, który posługiwałby się żywiołem ziemi i potrafił wyczuć chakrę innych osób? Ba, Doton był w ogóle rzadko spotykaną naturą chakry w tym rejonie, a co dopiero wśród przedstawicieli najznamienitszych rodów, których największym atutem było właśnie posługiwanie się Suitonem. Nic dziwnego, że początkowo Kaito traktowany był nawet w swojej rodzinie jak jakaś czarna owca. Wiele czasu zajęło mu udowodnienie swojej wartości innym, ale teraz rozumiał, że jego oryginalne umiejętności, jak i indywidualizm, nie są wcale wadą. Przeciwnie, od zawsze były jego największą zaletą. Najwcześniej zrozumiał to chyba Ame, nawet jeżeli na co dzień mu dogryzał.
Właśnie… czy to niedziwne, że ten gość o niebieskiej czuprynie nie zdążył jeszcze wystosować żadnego werbalnego ataku? Jego odpowiedź była aż nazbyt spokojna i normalna, co mogło wydawać się podejrzane. Młodszy Hozuki zwrócił jednak uwagę na ten jego przymulony ton. Prawdopodobnie chłopak drzemał i nie doszedł jeszcze do siebie. Cóż, Kaito nie zamierzał kusić losu i mu podpowiadać, więc skinął tylko głową na znak, że i on jest gotowy do wymarszu. Ahoj, wojno! Albo jak kto woli: ahoj, przygodo!
A propos przygody, jak się okazało, nie opuścili jeszcze nawet Kantai, a ta sama ich odnalazła. Do uszu czarnowłosego młodzieńca dobiegł kobiecy krzyk, na co ten instynktownie obrócił głowę. Z oddali nie widział jednak, co się wydarzyło. Dopiero po chwili usłyszał kolejny niecodzienny odgłos… Jakby gdzieś w okolicy o skały rozbił się jakiś okręt?
- Yhm? – Jego reakcja na słowa Ame z pewnością nie była elokwentna. Chłopak po prostu próbował przetrawić całą sytuację. Wyglądało jednak na to, że nie miał żadnych omamów słuchowych i jego brat słyszał dokładnie to samo.
- Tak. Chodźmy, być może trzeba będzie pomóc rannym. – Odpowiedział już normalnym tonem, wysuwając się naprzód pochodu. Jemu przyświecały pewnie zupełnie inne pobudki niż Ame, ale póki co nie miało to chyba większego znaczenia. Kaito chciał po prostu jak najszybciej znaleźć się na miejscu. Jakieś dziwne uczucie w żołądku podpowiadało mu jednak, że wydarzyło się coś naprawdę złego. Nie miał pojęcia dlaczego, wiadomo, odgłosy rozbijającego się statku nie przywoływały raczej żadnych przyjemnych. Ale on… miał wrażenie, że w tym wszystkim chodzi o coś więcej, że staną się świadkami jakiegoś wielkiego koszmaru. Kałuże krwi, powykręcane we wszystkie strony ciała. Czyżby jego mózg spłatał mu figla i najzwyczajniej w świecie przypomniał o obrazach z Kami no Hikage?
Mimo że też było mu śpieszno, po drodze zatrzymał się na chwilę i złożył pieczęć, koncentrując się na prawdopodobnym miejscu zdarzenia. Dzięki swym sensorycznym zdolnościom chciał chociaż wiedzieć jak wiele osób znajduje się w okolicy, a być może uda mu się także wyczuć jakieś zanikające źródła chakry, które oznaczałyby, że ktoś znalazł się w ciężkim stanie? Choć oczywiście wolałby, aby tak drastyczne informacje do niego nie dotarły.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 403
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Hayami Akodo » 25 paź 2018, o 23:59

MISJA RANGI C DLA AME I KAITO HOOZUKICH (GRUPOWA)
3/45
"A happy life consists in tranquility of mind"



Obrazek


Krzyk kobiety dochodzi jakby z niedaleka. W pobliżu Kiri no Toudai, niedaleko całkiem, jest plaża. Może tam rozbił się ten statek? Może tam należałoby poszukać ocalałych? Bo na pewno jacyś są, ktoś jeszcze przetrwał, skoro słyszycie wołanie - żałosne, rozpaczliwe wołanie, przepełnione obawą i lękiem. Kobieta krzyczy błagalnie "pomocy", "ratunku", słychać też płacze dzieci.
Zresztą jest cicho, zimno i chłodno, nikt nie nadchodzi, nikt nie ratuje; tak po prostu. Po co się wysilać? Przecież takich katastrof od początku świata było wiele - i w żadnej nie da się zrobić więcej, niż jest to możliwe. Shinobi nie są zbawcami; mają wprawdzie od bogów liczne dary, możliwości, błogosławieństwa, ale...Niewielu jest takich, którzy potrafią wezwać zmarłych. A jeśli nawet potrafią, to niewiele mogą z nimi zrobić - z fantomami istot, kiedyś chodzących po ziemi, kiedyś żyjących jak inni.
Ile ludzkich marzeń pożarła woda? Ile planów, nadziei, chęci zginęło gdzieś w odmętach ognia czy ziemi? Ile wspomnień porwał ze sobą niszczycielski wiatr, burząc dawne, bezpieczne domy? Jak wiele ciał pochłonęła lawa czy inny żywioł? Shinobi to zabijanie, a nie wskrzeszanie; oni mają niszczyć, a nie tworzyć. To przecież naturalne, prawda? Wpisane zresztą w kolej rzeczy.
I prostsze - zdecydowanie - niż kreacja.

Where are we flying? And how was answer for Creation?

Wyczucie Kaito wskazuje, że plaża znajduje się gdzieś niedaleko...jakieś 150 metrów stąd, choć chwilami chakry się urywają, jakby zanikają; są jakieś dziwne, nigdy wcześniej nie wyczuwałeś czegoś tak słabego, chwiejnego, bezradnego. Czegoś tak...
Niepewnego.
Jak ten świat? - może.

__________________________________________________________________________________________________________
Moi drodzy - wyczucie Rybki Juniora prowadzi Was tutaj: klik Opiszcie samo przybycie i poszukiwanie rannych/zabitych, ale na razie proszę tylko szukać. Just explore, not find <jaszczureł>
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 868
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Reika » 26 gru 2018, o 00:50

Wyglądało na to, że na Mishimie większe wrażenie zrobiło to, że Reika zna to miejsce, niż ono samo. Czyżby miał zastrzeżenia do tego, że mu o tym nie powiedziała? Cóż, nie przywiązywała uwagi do samego miejsca, tylko do treningów, bo to wtedy było dla niej najważniejsze. Gdyby się wtedy wybrała na spacer, to zapewne zdałaby mu relację z tego, co widziała. Jego foszek i słowa, które po chwili wypowiedział, rozbawiły Reikę. Przewróciła oczami i parsknęła, pozwalając mu się trochę poboczyć na nią, lub poudawać, że to robi. Postanowiła nie reagować na to i nie dawać mu satysfakcji do pociągnięcia tego, dlatego gdy zostawił ją przy drzewie i zaczął schodzić w dół, nie oglądając się nawet za siebie. Pokręciła głową i westchnęła, spoglądając jeszcze chwilę na horyzont. Dopiero po chwili, zaczęła ostrożnie schodzić w dół, w niepewnych miejscach pomagając sobie chakrą, która poprawiała przyczepność stóp w miejscu, gdzie można było się pośliznąć.
Gdy dotarła na dół, nie wykładając się po drodze na glebę, dołączyła do ukochanego i ruszyła plażą wzdłuż wybrzeża. Słysząc, że teraz ona ma poszukać jakiegoś fajnego miejsca, wzruszyła tylko ramionami i nadal szła przed siebie. Plaża, którą szli, doprowadziła ich do portu, ale czy to port był celem Reiki? Raczej nie bardzo, ponieważ spoglądała nie na statki, które cumowały w dokach, a znacznie wyżej. Jeśli Mishima podąży wzrokiem za jej spojrzeniem, będzie patrzeć prosto na jeden z cudów tego świata, a mianowicie na ogromną latarnię morską, którą mijali, wlatując do Cesarstwa. Kiri no Tōdai była naprawdę niesamowita, a z jej szczytu, gdzie palił się wielki ogień, zapewne rozciągał się cudowny widok na setkę kilometrów wkoło. Niestety, żeby się tam dostać, trzeba było pokonać niekończące się schody w górę, co było wyzwaniem nawet dla shinobi. Owszem, mogli polecieć sobie na glinianym ptaku, jednak zwróciłoby to zbyt dużą uwagę na nich, więc Reika nawet nie podsuwała tego pomysłu Mishimie. Nie mogli zwracać na siebie uwagi, więc jeśli chcą zobaczyć to niesamowite miejsce z bliska, będą musieli polegać na własnych nogach.
- Myślę, że szczyt tej niesamowitej latarni będzie naprawdę wyjątkowym miejscem. - Odezwała się wreszcie. - Zobaczymy z niego naprawdę wielki obszar, jednak musimy wejść tam o własnych siłach.
Tutaj spojrzała z powagą na Bruneta, dając mu do zrozumienia, że ułatwienie sobie drogi do góry, może ściągnąć na nich kłopoty. Na wieży było obserwatorium i stacjonujący tam ninja, mogą ich uznać za zagrożenie. Lepiej więc nie ryzykować i nie wystawiać się na niepotrzebne widowisko, dlatego też Reika ruszyła w stronę wieży spokojnym krokiem. Sama była ciekawa tej budowli, która została ogłoszona Cudem Świata, a widok z niej na pewno będzie równie niesamowity, co ten z lotu glinianego ptaka. Owszem, trochę obawiała się wysokości, jednak ciekawość i chęć zobaczenia wysp z tak szerokiej perspektywy, były silniejsze, niż jej własny lęk.
- Jeśli dotrzemy na szczyt, to oprócz widoków, będziemy mieć też ciepło dzięki temu płomieniowi. - Powiedziała z rozbawieniem.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1809
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Mishima » 30 gru 2018, o 12:48

Jego mała zabawa i prowokanie Reiki, ewidentnie nie wpłynęło na nią. Znała go doskonale i wiedziała, że on się nigdy nie obraża. Więc kwestia z lekkim kręceniem nosem, musiała być jedną z jego zabaw. Zaczęli więc schodzić w dół po wysokim klifie, co jednak wymagało uwagi. Owszem, byli Shinobi ale nie trzeba było dużo, żeby nawet oni mogli się zsunąć ze śliskich gór. Bądź co bądź panowała zima, a w takich warunkach dla każdego niezależnie od wyszkolenia droga nie była łatwa. Poradzili sobie jednak bez większych problemów, utrzymując chwile ciszy w drodze. Mijali po kolei nowe widoki, przechadzając się spacerkiem we dwójkę obok doków. Raczej port nie był ich celem, bo doskonale znali już to miejsce przybywając niczym podróżnicy do Hanamury. Gdy dotarli zatem pod wielką, naprawdę zaskakująca ilość schodów prowadząca do latarni, brunet lekko się uśmiechnął. Schody można było liczyć na kilometry, więc taka wspinaczka zapewne będzie trwała dobry kawałek czasu. Ale czy im się gdzieś śpieszyło? No właśnie nie, więc to z jednej strony mogło być fajnym przeżyciem. Gdy usłyszał wreszcie słowa niebieskowłosej, spojrzał na nią zdając sobie sprawę co sugeruje, a raczej przed czym uprzedza.

- Nie martw się. Mamy sporo czasu więc nie widze sensu, żeby tam polecieć. Wsumie zabrało by to całą frajdę spacerowi.

Odpowiedział jednocześnie troche uspokajając myśli, które zapewne kłebiły się w głowie kobiety. Nie musiała mu o tym mówić. Użycie jego zdolności było możliwe jedynie w konieczności obrony, więc nie będzie szastał nimi na lewo i prawo w celu zabawy. Chwycił ją więc lekko pod rękę, dając znać, że mogą zacząć niekończącą się podróż po schodach.

- Ciepło ciepłem, ale widok z tak wysoka musi zdecydowanie przebijać te z klifu. Trochę Nasze klimaty co?

To była prawda, w końcu Reika przywykła już do podróży z brunetem, na grzbiecie glinianych ptaków. Początkowo pamiętał jak była zestresowana i nie miała odwagi spojrzeć w dół, ale im więcej było takich podróży tym szybciej do nich przywyknęła. Teraz można było nawet stwierdzić, że widok z latarni nie będzie miał takiego efektu, jak z ich podróży ale chęć zobaczenia Hanamury i całej okolicy z takiej wysokości zwyciężyła. Nie leciał tutaj jeszcze na glinianych stworkach, więc tej przestrzeni jeszcze nie znał. Ciekawe będzie zobaczyć ją z nieco innej perspektywy niż dotychczas mieli okazje. Trafny wybór ze strony niebieskowłosej, z czego chyba doskonale zdawała sobie sprawę.
Obrazek
Wygląd ~Ubiór

Kontakt jedynie na PW
Avatar użytkownika

Mishima
 
Posty: 398
Dołączył(a): 14 cze 2017, o 13:07
Wiek postaci: 30
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3723
GG: 0
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Reika » 3 sty 2019, o 20:15

Uśmiechnęła się, gdy Mishima domyślił się, co chciała mu przekazać odnośnie latania. Kiedy lecieli do Hanamury z Hideo i Eri, przelatywali właśnie obok tej ogromnej latarni, a stamtąd szybko zostali wypatrzeni i lecący z nimi Ranmaru odebrał komunikat, aby zapewnić, że nie mają wrogich zamiarów. Ten Cud Świata służył też jako obserwatorium i lepiej było nie ściągać na siebie niepotrzebnej uwagi. Raz zdecydowanie wystarczyło i lepiej się potem nie tłumaczyć, tym bardziej, że umiejętności Bruneta były tutaj czymś naprawdę wyjątkowym i rzucającym się w oczy.
- Ciekawe po ilu schodach wymiękniemy. - Zaśmiała się cicho. - Stawiam, że odpadnę gdzieś w połowie drogi na górę. Noo, może trochę dalej.
Kiedy wziął ją pod rękę, Reika ruszyła z nim w stronę ogromnej wieży, żeby wejść do jej środka i znaleźć wejście na schody. Te będzie długa wspinaczka, którą zdecydowanie poczują w łydkach, jednak czekający na samej górze widok był zapewne wart takiego poświęcenia. A jeśli już mowa o widoku, to gdy Mishima wspomniał o tym, że to ich klimaty, kunoichi parsknęła. Doskonale wiedziała o co mu chodzi, jednak pomimo tylu lotów na glinianym ptaku, nadal nie czuła się całkowicie pewnie na tak dużych wysokościach. Owszem, bliskość Bruneta działała na nią uspokajająco, jednak mały dyskomfort nadal pozostawał ukryty gdzieś w głębi, a serce za każdym razem podchodziło jej do gardła, gdy ptak wykonywał jakiś gwałtowniejszy ruch, lub lądował.
- Powiedzmy. - Odpowiedziała wymijająco. - Sama chyba bym się nie odważyła.
Odnaleźli schody i powoli zaczęli się wspinać na górę. Nie musieli się spieszyć, dlatego też nie narzucali sobie jakiegoś większe tempa, żeby mieć siły na wejście na samą górę. Owszem, łatwiej było przyczepić się stopami do ściany za pomocą chakry i po prostu pobiec, jednak straciliby całą frajdę ze wspinaczki. Jakby nie patrzeć, to też był dla nich jakiś trening. Od czasu do czasu mogli przystanąć i wyjrzeć przez jedno z licznych okiem, aby się przekonać, jak Hanamura coraz bardziej maleje w dole, by po chwili znowu wznowić wspinaczkę. Po drodze mijali innych, którzy prawdopodobnie pełnili dyżury w obserwatorium. Po trzech czwartych drogi na górę, Reika powoli zaczęła zwalniać i w pewnym momencie musiała przystanąć chociaż na chwilę, by odpocząć i znowu ruszyć w górę. Wspinaczka nie zajęła im szczególnie dużo czasu, jednak im mogło się to wydawać zdecydowanie dłużej, przez monotonny widok schodów przed oczami i ciągłej wspinaczki w górę. W końcu jednak osiągnęli szczyt latarni, choć Reika trochę się zasapała. Nad głowami mieli ogromną misę w której palił się imponująco wielki ogień, zaś wkoło siebie zapierający dech w piersi widok na dziesiątki, jak nie setki kilometrów.
- A niech mnie. - Powiedziała cicho. - Jak na dłoni widać sąsiednie wyspy. Niesamowite.
Ostrożnie podeszła bliżej krawędzi, jednak zatrzymała się w bezpiecznym odstępie od niej, otulając się szczelniej peleryną. Na górze dość mocno wiało, jednak nie było to tak dotkliwe dzięki dającemu ciepło płomieniowi, za to widok był naprawdę obłędny. Owszem, zdarzało im się lecieć równie wysoko glinianym ptakiem, jednak otulone morzem wyspy były zdecydowanie piękniejszym widokiem, niż lasy, równiny i pustynia, którą mieli okazję oglądać z wysoka.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1809
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Mishima » 7 sty 2019, o 21:15

Wspinaczka była bez porównania lepszym wyjściem, niż podróż glinianym ptakiem. Przez fakt, który oboje dobrze pamiętali oraz także przez fakt, że przecież byli na spacerze. Mimo iż droga zapowiada się niesamowicie długo i jednostajnie, to jednak mogli spędzić ten czas razem, tylko we dwoje. Spędzanie go w taki sposób było czymś więcej, bo żadne z nich nie preferowało siedzieć w miejscu. Zatem tego typu ruch był miłym spędzeniem czasu. Nawet ten, który wymagał przejścia schodów w górę, licząc je w kilometrach. Chwycił więc Reike pod rękę i ruszyli w górę, kierując się ze stopnia na stopień. Jedyne co trzeba było przyznać to to, że mieszały się one w ich oczach, pojawiać się monotonnie jedne za drugimi. Taki widok, mógł sprawiać wrażenie, że szli naprawdę godzinami. Co prawda, w drodze czasami podziwiali widoki, gdy była na to okazja, albo Mishima specjalnie straszył Reike idąc za nią, za pomocą łaskotków, ale jednak czas się dłużył. Dopiero gdzieś w odległości dwóch trzecich drogi, postanowili wspólnie odpocząć. Mogli odsapnąc bo pokonali dużo większą część drogi niż połowa. Z tego względu gdy wznowili chód, wbrew pozorom bardzo szybko znaleźli się na krańcu latarni. Wielki ogień, który wisiał nad głową ogrzewał całe pomieszczenie, ale widok jaki mieli okazję zobaczyć zapierał dech w piersiach. Dlatego właśnie brunet uwielbiał takie wysokości. Latał przez całe swoje życie, a takie widoki były właśnie tego ważną pozytywną cechą.

- Mówiłem, że to Nasze klimaty.

Powiedział brunet, stając za Reiką, chwilę ją otulając. Doskonale wiedział, że przywyknęła do wysokości przez podróże, ale tak krótki okres latania, nie mógł spowodować w niej pełnego wyluzowania. Z tego względu zrobił coś innego.

- Chodź.

Wziął ją jednocześnie za rękę po mału prowadząc bliżej krańca latarnii. Jego spojrzenie było utkwione w niej, a z oczu mogła wyczytać coś w rodzaju słów, zaufaj mi, gdyby zaczęła się krępować. Gdy jednak uda się ją namówić, we dwójkę usiądą na krańcu, pozwalając nogą zwisać bezwładnie w dół, a jednocześnie mogąc rozkoszować się cudownym widokiem w swoich objeciach.
Obrazek
Wygląd ~Ubiór

Kontakt jedynie na PW
Avatar użytkownika

Mishima
 
Posty: 398
Dołączył(a): 14 cze 2017, o 13:07
Wiek postaci: 30
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3723
GG: 0
Multikonta:

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Reika » 8 sty 2019, o 00:15

Nawet coś tak monotonnego, jak długa wspinaczka po schodach, dawały Mishime pretekst to wygłupów. Za każdym razem, gdy Reika skupiała się na kolejnych stopniach, albo spoglądała w kierunku okna, ten niespodziewanie raczył ją łaskotkami sprawiając, że aż podskakiwała zaskoczona. Po kilku takich razach wycwaniła się jednak i zaczęła udawać zmęczoną, aby musiał iść przodem. Dzięki temu miała go na oku przez resztę drogi na szczyt, na który wreszcie dotarli, mogąc w końcu rozejrzeć się na wszystkie strony świata z tak ogromnej wysokości. Widok był naprawdę niesamowity i wywarł na Reice ogromne wrażenie, która po chwili uśmiechnęła się, czując jak Brunet obejmuje ją od tyłu. Oparła się o niego plecami i przekręciła głowę, by cmoknąć go w policzek, a następnie przytulić głowę do jego szyi, spoglądając na inne wyspy.
- Ciekawe, czy widać stąd Czarny Archipelag. - Wyraziła na głos swoje myśli. - Powinien być gdzieś na wschodzie, za wyspami Cesarstwa.
I owszem. Wystarczyło znaleźć odpowiedni kierunek i trochę mocniej wytężyć wzrok, aby móc dostrzec w oddali zarys tajemniczych wysp, o których kiedyś wspomniał Natsume. Gdzieś tam była kraina tygrysów i wiele innych, niezbadanych miejsc, które aż prosiły się o odkrycie. Może warto byłoby zajrzeć do miejscowej biblioteki i trochę poczytać na ten temat? Może któraś z wysp nada się na odwiedzenie w ramach małych wakacji? Byłoby fajnie móc na trochę oderwać się od codzienności i znów poczuć się wolnym, chociaż wcale nie czuli się tu jakoś uwięzieni.
Gdy Mishima chwycił ją za rękę i poprowadził bliżej krańca latarni, Reika na chwilę zatrzymała się, czując niepewność. Już samo krótkie zerknięcie w dół sprawiło, że aż zakręciło jej się w głowie i musiała mocniej chwycić się Bruneta, żeby nie stracić równowagi. Lęk wysokości chyba nigdy jej nie opuści, jednak co innego patrzeć prosto w dół, a co innego przed siebie. To pierwsze nadal budziło w niej lęk, jednak to drugie znosiła trochę lepiej, ze względu na perspektywę.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł... - Powiedziała niepewnie.
Owszem, ufała mu, jednak nic nie mogła poradzić na swoje odczucia, które były związane z wysokością i nie była to kwestia zaufania. Ostatecznie zgodziła się usiąść na krawędzi latarni, ale tylko pod warunkiem, że Brunet będzie ją przy tym mocno asekurował. Starała się też nie patrzeć w dół, na malejącą w oddali Hanamurę. Kiedy więc udało jej się usiąść obok ukochanego, objęła go w pasie i oparła głowę na jego ramieniu, na chwilę zamykając oczy i biorąc kilka głębszych, uspokajających wdechów. W końcu ponownie otworzyła oczy i wtulona w Mishimę, przyglądała się bezkresnemu horyzontowi, który skrywało rozciągające się na wszystkie strony morze.
- Musimy częściej wychodzić na takie spacery. - Przyznała z rozbawieniem. - Jak zrobi się ciepło, wybierzmy się na jakąś dłuższą wędrówkę.
Spanie po lasach i jaskiniach, ognisko, łowienie ryb w strumieniu i zwiedzanie nowych miejsc brzmiało naprawdę kusząco, pod warunkiem, że zaczekają do wiosny i lata, kiedy to pogoda się poprawi i będzie bardziej sprzyjać takim wyprawom.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1809
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Kiri no Tōdai 霧の灯台

Postprzez Mishima » 9 sty 2019, o 16:48

Reakcja Reiki, to jest akurat coś, czego brunet mógł się spodziewać. Jego zabawa, której nie darował nawet spacerując po tak długich i niekończących się schodach. Po którymś razie zaskoczenia, niebieskowłosa przytomnie zamieniła się miejscami, pozwalając aby to on szedł przodem. Niby niewinne zmęczenie ale jednak, wiedział w czym leży powód naprawdę. To był znak, że trzeba już odpuścić w rozsądnym momencie. Co za dużo, to nie zdrowo, przynajmniej tak mówiło jedno z przysłów. Mimo to droga zbliżała się ku końcowi, a kiedy znaleźli się na górze mogli zwyczajnie w świecie, odpocząć. Widok jaki mieli okazję zobaczyć, budził doprawdy różne emocje. Wśród jednych strach przed wysokością, wśród innych zaskoczenie tak ciągnącym się w przód horyzontem. Mishima jak to już miało miejsce przez większość jego życia, zdążył przywyknąć jednoczesnie do tego pierwszego jak i drugiego zestawu. Gdy więc ją objął i stał tak w cieple bijacego ognia, Reika przemówiła. Spojrzał na nią lekko się uśmiechając.

- Jesteśmy co prawda wysoko, ale horyzont potrafi być zdradliwy i nie ukazywać tego co byśmy chcieli. Ale może uda się coś wypatrzeć stąd.

Tymbardziej jego pomysł, by podejść bliżej miał rację realnego bytu. Domyślał się, że niebieskowłosa będzie lekko nastroszona tym pomysłem, ale po jego małej próbie usiedli na krańcu latarni. Nogi zwisały luźno w dół, ale spojrzenie skierowane przed siebie dawało świetny widok na odetchnięcie. Czuł, że przytula się do niego mocno, co lekko go rozbawiło. Spojrzał na nią szczerząc ząbki.

- Jeszcze kilka lat podróży na glinianym ptaku i przywykniesz.

Czy to był żart? A może mówił prawdę? Znając bruneta, Reika zapewne mogła się domyśleć, że były zawarte w tym stwierdzeniu oba elementy. Wiedział, że ma lęk wysokości ale prędzej czy później on minie. Zawsze mijał, wszystko rozchodziło się o jedno, przyzwyczajenie.

- Zima też ma swój urok, ale zgadzam się w lecie zdecydowanie lepiej się czuje.

Ciężko było temu zaprzeczyć, pochodząc z jednych najbardziej upalnych klimatów na całym ziemskim globie. Ujemne temperatury poznał dopiero nie tak dawno, a mimo wszystko jego ciało bardzo szybko zdążyło reagować na nie w odpowiedni sposób.

- A tymczasem, cóż... Ciekawe jakby się stąd leciało w dół. A co mi tam, pa.

Nie byłby sobą gdyby nie wykorzystał takiego momentu, żeby wykonać jakiś swój żart. Wiedział, że pewnie może dostać później opiernicz od ukochanej, ale jak to mówią, z naturą nie wygrasz. Gdy powiedział te słowa zabrał ręce Reiki od siebie i skupił chakrę w stopach wykorzystując technikę Kinobori no Waza. W tym momencie zaraz ułamek sekundy po wypowiedzeniu pochylił się w przód jakby miał spaść. Jego tułów poleciał w przód jakby ewidentnie miał zacząć spadać, ale nagle w tym samym momencie, zblokował się stojąc stopami na ściance latarni. Przywklejony odwrócił wzrok do Reiki znów szczerząc wrednie swoje ząbki.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>
Obrazek
Wygląd ~Ubiór

Kontakt jedynie na PW
Avatar użytkownika

Mishima
 
Posty: 398
Dołączył(a): 14 cze 2017, o 13:07
Wiek postaci: 30
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3723
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kantai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość