Główny port na wyspie Kantai

Prowincja o znacznej powierzchni otoczona niedużymi wysepkami umiejscowiona na morzu na zachód od Prastarego Lasu. Kantai zamieszkiwany jest przez klany: Hōzuki, Hoshigaki i Shabondama. Umiejscowiona na niej Hanamura stanowi stolicę nowopowstałego Cesarstwa. Ze względu na swoje umiejscowienie na Kantai rozwijany jest w szczególności przemysł wodny, a także rybołówstwo. Ze względu na wysoką wilgotność powietrza przy równocześnie niewysokiej temperaturze zaobserwować można na wyspach praktycznie cały czas występującą mgłę, które skutecznie zakrywa pole widzenia na większą odległość.

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Shinjo » 25 wrz 2017, o 13:35

Stanie w milczeniu doprawione powagą tej sytuacji powodowało, że sekundy ciągnęły się jak minuty. To co dla kogoś obok nas wyglądało jak kilka sekund, dla mnie trwało przynajmniej z 30 minut, czułem się tak jakby wszystko zostało magicznie spowolnione. W końcu jednak Sanshin odpowiedział i to w najlepszy możliwy sposób- dał mi poszlakę. O chuj, udało się. Uśmiechnąłem się delikatnie do siebie. Szkoda tylko, że najczarniejszy scenariusz odnośnie brata mojej zleceniodawczyni się sprawdził, co prawda nie zawiodłem tak bardzo jak można by się tego spodziewać, ale teraz i tak musiałem przekonać go, że nie jestem jakimś pierwszym lepszym dzieciakiem, słowa musiały do tego wystarczyć.
-Doceniam troskę, ale jesteśmy zdeterminowani. Ta oto dama musi zamienić z nim kilka słów, uwierz mi, jest w stanie o siebie zadbać. Co do mnie, to cóż, wyeliminowałem już kilku ponoć silniejszych przeciwników, ja tylko wyglądam na słabego. Proszę, zaufaj nam, udziel jakichś informacji, jeśli chcesz, to mogę nawet zapłacić za twoje usługi jako przewodnika. Mówiłem to z ogromną determinacją, naprawdę zależało mi na powodzeniu tej misji, nawet jeśli będę musiał wykorzystać pieniądze, które otrzymałem wcześniej od mojej towarzyszki. Mogłem stracić połowę zarobku, ale nie obchodziło mnie to, chciałem znaleźć tego chłopaka.

22/30
Shinjo
 

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Shijima » 26 wrz 2017, o 11:45

Misja rangi C

My life ain't nothing but this carnival of rust
Obrazek
12/15


Ta słodycz napięcia była dreszczogenna. Każda komórka ciała napinała się, każdy neuron w mózgu przesyłał impulsy i cicha nadzieja sunęła w kółeczku, kręcąc się na karuzeli wydarzeń, szepcząc ciągle proszę, proszę, proszę..! Co z tych próźb pozostawało? W tkaich momentach przemijała nawałnica myśli dotycząca życia. Jesteś skupiony? Skupiaj się bardziej. Daj się pociągnąć chwili, co stapia twoje nogi z betonem we wrażeniu, że nie wzniesiesz się już do błękitu nieba, dopóki nie padnie odpowiedź. Jakaś. Jakakolwiek. Daj mi COKOLWIEK, żeby tylko przeciąć na pół nogi chorej ambony, co wzrastała na nich w ramach niepokoju i skrętów żołądka. Byle tylko się uwolnić...
Przebłysk w twoich oczach nie przeszedł niezauważony. Starasz się zachować pełnię spokoju, ale twoje własne ciało cię zdradza, spięcia mięśni, wydech - tak, tak, udało się i wyraźnie czułeś w swojej dłoni cukierka, który podarował ci Los,
życząc dobrej rogi - wreszcie Czas poszedł w swoją stronę i pozwolił, by do twoich uszu, w których wręcz piszczało od napięcia, dotarły na nowo odgłosy fal i drących się mew - kto wie, może z tym Losem spotka się na rozdrożach, o ile kiedykolwiek zechce odczepić się od twoich pleców. Ciągnął się za tobą zupełnie jak ta czarnowłosa dziewczyna i nie chciał odczepić, chociaż ani razu przecież cię jeszcze nie dotknął. Niestety ty również nie dotknąłeś jego.
Złap Boga za nogi i pozwól, by pogratulował brawury.
Spoglądał na was i nadal miałeś wrażenie, że ocenia. Nie potrafiłeś przeniknąć tego spojrzenia, ani odgadnąć, co tak naprawdę o was myślał, jaką opinię wyrobił sobie do tej pory, ale z całą pewnością jego wędrujące po twojej twarzy i sylwetce spojrzenie, którym również obdarzył czarnowłosą, było oceniające. Nie śpieszył się z tą oceną bo nie musiał. Jak dla ciebie były to po prostu kolejne chwile napięcia i kolejna modlitwa, żeby jednak mężczyzna dał się przekonać, żeby nie zrezygnował. Na pewno dorbze wypadłeś? Nie zraziłeśgo tym kłamstewkiem, które od ciebie wyczuł? Nie jesteś zbyt dziecinny i czy na pewno masz jakiekolwiek szanse? Wierzyłeś, że tak, a wiara, powiadając, że cuda czyni.
Bez niej Boga za nogawkę nie złapiesz.
- 50 ryo. - Wyciągnął w twoim kierunku rękę, czekając, aż odliczysz mu odpowiednią sumę i dopiero wtedy mówił dalej. - W dolinie Kyu jest kompleks budynków. Tam rezyduje Yin. Powodzenia, dzieciaki. - Schował monety do kieszeni i odszedł prędkim krokiem w swoją stronę.



-> Zapraszam tutaj jeśli decydujesz się tam iść.
Shijima
 

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Hoshigaki Seiki » 1 paź 2017, o 22:27

Po wielu godzinach rejsu, wreszcie dostrzegłem charakterystyczne dla Kantai mgły otaczające okolice. Uśmiechnąłem się pod swoim sztucznym wąsem bo wiedziałem, że jestem już blisko domu, a tam czeka na mnie... właśnie, co takiego? Nie było mnie może kilka dni więc właściwie nie powinno dojść do żadnych większych zmian może poza tym, że ostatnim razem zostałem przyłapany przez straż na pożeraniu człowieka. Zastanawiałem się czy to co widzieli ci ludzie zrobiło na nich wystarczające wrażenie, abym został okrzyknięty złoczyńcą którego trzeba schwytać. Właściwie byłoby to dość ciekawe wciąż czuć na plecach oddech straży lub nawet specjalnego oddziały który miałby mnie schwytać. Niestety wiedziałem że w tych okolicach nawet za to co zrobiłem nie zostanę potraktowany surowo bo wielu było ludzie gorszych ode mnie. Właśnie dlatego tutaj wróciłem, aby piąć się na szczyt i zostać tym którego przyszłe pokolenia morderców uważać będą za niedościgniony wzór, a prawi ludzie będą drżeć na sam dźwięk jego imienia.
Już niedługo Kantai, już niedługo... - pomyślałem biorąc głęboki oddech i wypatrując w gęstej mgle zbliżającego się portu.
Hoshigaki Seiki
 

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Shinso » 14 mar 2018, o 11:17

Choć zazwyczaj młodzieniec unikał dużych skupisk ludzi, jego teraźniejszym przystankiem stał się główny port, znajdujący się na wyspie Kantai. Shinsho nie bał się ludzi, aczkolwiek starał się ograniczać kontakt z nimi do minimum. W tym świecie to całkiem zgubne podejście, w końcu ile można przebywać w samotności. Wyszedł z wody na główne molo, ówcześnie upewniając się, że nikt nie patrzy. Na jego szczęście prawdopodobnie nikt nawet nie zwrócił uwagi. Nic dziwnego, w końcu znajduje się tutaj więcej ludzi, niż ten dotychczas spotkał na swojej drodze. Kontynuując przechadzkę przez molo, podziwiał okazy, wywieszone przez tutejszych rybaków. Różnorodność wodnych stworzeń była wręcz ogromna, a ryby osiągały godne podziwu rozmiary. To chyba jeden z powodów, dlaczego ten port jest największy w całej wyspie. Nie minęła nawet chwila, a dzieciak zwabiony zapachem, udał się do pobliskiego stoiska z rybami. Teraz pozostało tylko wybrać coś dla siebie i znaleźć dogodne miejsce do konsumpcji.
Shinso
 

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Mizumi » 19 mar 2018, o 15:22

1/15
Misja D dla Shinso


Kantai, prowincja potrafiąca zaskoczyć swą różnorodnością. Ogromna wyspa, otoczona archipelagiem mniejszych, zamieszkiwany przez kilka klanów, kiedyś zniewolonych, a teraz zjednoczonych pod sztandarem nowo utworzonego cesarstwa. Przez główny port przelewała się teraz masa ludzi. Shinso na swoją podróż wybrał jeden z najgorszych możliwych okresów, otóż ludzie, którzy tłumnie przybyli ujrzeć koronacje Natsume, teraz wracali do domów, w takim tłumie ciężko o bezpieczeństwo, istny raj dla kieszonkowców. Lepiej pilnować sakiewki, no chyba że pieniądze nie grają większej roli. Tak też nasz młody Hoshigaki, jako jeden z wielu przechadzał się po molo szukając miejsca, gdzie mógłby spokojnie coś zjeść. Wszechobecny zapach ryb docierał do niego, ale właściwie sam po części był morskim stworzeniem... Czyżby Shinso był kanibalem? Może, ale nie o to chodzi w tej historii. Otóż do naszego bohatera podeszła przeciętnej urody trzydziestoletnia kobieta... No właściwie podbiegła i cała zapłakana rzuciła mu się w ramiona... Chociaż bardziej przytuliła i podniosła.
-Shi-chan! Znalazłam Cię.- mówiła, przełykając gorzkie łzy. -Już nie uciekaj tata nie jest zły, choć statek nam ucieka.- dodała, odstawiając Cię na ziemię i ścierając łzy. Złapała Cię za rękę i zaczęła "ciągnąć" za sobą po molo, w bliżej nieokreślonym kierunku.
Mizumi
 

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Khusara Hatakame » 27 wrz 2018, o 14:23

Czarnowłosy mężczyzna po dość długim seansie wypoczynku i relaksu nad czarnym jeziorem postanowił zapuścić się w trochę bardziej zaludnione miejsce. Ostatnimi czasy po przybyciu na wyspy Cesarstwa nie robił on nic innego jak pałętał się po lasach czy górach trenując, lub próbując zwalczyć dziwne psychopatyczne sekty pana mroku, w tym wszystkim zabrakło zwyczajnego spokojnego zwiedzania infrastruktur, oznajmienia się z miejscowymi karczmami czy tawernami z dobrym jadłem. Życie przecież nie polegało tylko na walczeniu i treningach prawda ?..
Mężczyzna powolnym krokiem szedł kamienną uliczką między drewnianymi chatami i stoiskami z rybami, to był znak, że właśnie wchodził do dzielnicy portowej. Rybki każdego rodzaju, pieczone, suszone czy wędzone wisiały na stojakach i leżały na stołach prezentując się okazale. Nie był on na razie głodny jednakże na widok tych pyszności ciężko było mu się powstrzymać. Podszedł do jednego z straganów i powąchał ze smakiem leżące przysmaki.
-Po ile za taką wędzoną rybę ?-Uśmiech czarnowłosego pytającego o cenę po chwili zanikł, a na jego twarzy pojawiła się chęć wycofania, kiedy tylko usłyszał o cenie. Khusara wykrzywił tylko twarz niezręcznie i wycofał się szybkim tempem w tył. No cóż lepiej nie wydawać pieniędzy na ryby, lepiej będzie przeznaczyć je na coś bardziej użytecznego i opłacalnego. Ku zdziwieniu mężczyzny kiedy ten wszedł już do portowych doków ujrzał rozległe rzędy łodzi i statków. Miejsce w swej całej okazałości prezentowało się świetnie, to trzeba było przyznać. Co i róż jakaś łajba odpływa albo przybijała do brzegu. Ludzie noszący skrzynie i rozładowujący sieci pracowali w pocie czoła. Czarnowłosy w czarnym kimonie zmierzał wzdłuż doków, jego bambusowa sugegasa ujawniała pod kątem jego w połowie odsłonięte fiołkowe oczy, które obserwowały godnych rozmiarów port. Liczył on na znalezienie czegoś godnego uwagi błądząc wzrokiem po budynkach.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 312
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Hayami Akodo » 28 wrz 2018, o 12:53

Some get happiness, others hard knocks
A destiny, that touches hearts
And because of that, we're true to each other
Vouch for each other



Obrazek


theme


Podróż trwała dość długo, lecz Hayami nie czuł się zmęczony. Nie zatrzymywał się ani na moment od samego Sogen, byle tylko dotrzeć na Kantai - nie, żeby gdzieś się spieszył, ktoś go tam oczekiwał czy coś w tym rodzaju. Po prostu potrzebował dotrzeć w to miejsce jeszcze raz, dokładniej zapoznać się z cesarstwem, niczym już nie obciążony. Wątpił, by jego cesarska mość jeszcze pamiętał obietnicę, którą złożył mu podczas ich ostatniego spotkania, zresztą teraz po prostu...Sam nie wiedział. Chyba potrzebował samotności. I odpowiedzi. Jeśli miałby wracać na Hyuo, do tamtego opuszczonego domu, to musiał się do tego jakoś przygotować. Sam, bez Keia, matki, bez innych ludzi, spróbować dotrzeć do prawdy - nie, nie do prawdy na temat śmierci Shijimy. Do prawdy na temat samego siebie - bo koszmary, potworne sny z Hayamim potworem, mordercą, demonem rozpruwającym beznamiętnie wnętrzności płaczącego rodzeństwa, miażdżącym głowę małego Ryuujina, wciąż wracały, pożerając go od środka.
Zacisnął palce na przygotowanych już do zapłaty, chłodnych pieniądzach, przymknął na chwilę oczy. Itachi szczeknął sennie, chyba się przespał? Tak czy inaczej musieli już wysiadać.
Dalekie domy Hanamury rysowały się przed nim jakoś tak...blado. Westchnął cicho. Może to za wcześnie?
Ale nie mógł się już wycofać. Zapłacił więc mężczyźnie, włożył plecak na ramiona, wziął włócznię i wysiadł, a zaraz za nim wyskoczył Itachi.
Przeszli powoli po pomoście, po czym skierowali się w stronę budynków portowych, rozglądając się po dokach i okolicy. Może liczył na to, że wypatrzy coś...znajomego? W sumie nie miał pewności, ale tak po prostu się przypatrywał - nigdzie nie musiał się już spieszyć, zajmować się żadną ważną misją, żadnym ratowaniem świata czy kogoś ważnego. Wszystkie cele zdawały się minąć, nic już nie wydawało się tak istotne i pilne jak niegdyś, więc Hayami - spokojny, cichy, z rozpuszczoną grzywą kasztanowych włosów, z yari w dłoni, w tym swoim stroju i płaszczu, z psem biegającym u jego stóp - po prostu obserwował, bo tak teraz było najłatwiej, a tęsknota za dawnymi czasami nigdy nie odezwała się w nim silniej. Jednak milczał - i szedł dalej, nikogo nie pozdrawiając, nie patrząc w niczyje oczy, jedynie pilnując psa, który nawet nie należał do niego. Itachi był przecież pupilkiem Keia, jego przyjacielem, miał mu pilnować owiec, więc młody samuraj czuł się odpowiedzialny - bo jeśli powierzasz komuś przyjaciela, to czy nie powierzasz mu samego siebie?
Więc pilnował zwierzaka, nakarmił go porządnie, poił, dbał o niego, jak trzeba, a teraz szedł, mając oko na to, żeby mu nigdzie nie uciekł.
Jednak przeliczył się, bo nagle Itachi zobaczył kogoś i wyrwał jak wariat do przodu, a kasztanowowłosy musiał go gonić. Leciał więc za nim, klnąc, wołając i próbując dopaść piekielne zwierzę -a ono, jak się okazało, pędziło wprost na jakiegoś mężczyznę w słomkowej sugegasie.

- ITAAAAAAAAAAAACHI, ZACZEEEEEEEEE---CHOLERA JASNA!

W tym właśnie momencie podstępna grawitacja i jakiś kamień połączyły swe siły, sprawiając, że młody Akodo wleciał z impetem na nieznajomego. Obaj się przewrócili na ziemię, sugegasa zleciała mu z głowy, a młodzieniec, wystraszony, zmieszany i zły, pospiesznie spojrzał w dół, aby dowiedzieć się, kogo właściwie zaatakował w ten niegodny sposób. Jeśli to był samuraj, zapewne będzie miał okazję do pojedynku - wielu wojowników bowiem nie było zadowolonych, gdy naruszało się ich przestrzeń osobistą, i gniewnie żądali satysfakcji. Najpierw jednak...
I nagle skamieniał. Osłupiałe, przestraszone i zmieszane spojrzenie złotych oczu Lwa z Yinzin spotkało się z fiołkowymi oczami nieznajomego mężczyzny, a pierwszym jego wrażeniem było: na bogów, niemożliwe, zmartwychwstał?
Dopiero po długiej, długiej chwili zrozumiał, jak bardzo się myli. Zerwał się gwałtownie i zeskoczył z mężczyzny, pomógł mu wstać, po czym podniósł jego kapelusz i z zakłopotaniem oddał mu go.

S-Shijima...?

- Sumimasen gozaimasu - przeprosił, składając głęboki, uprzejmy ukłon, aby tamten nie widział jego rumieńca, zmieszania i wyjątkowo niespokojnej twarzy. - Nie chciałem na ciebie wpaść. Itachi też nie chciał. Naprawdę przepraszam...Nic ci się nie stało?

Główny winowajca całego zamieszania głośno zaszczekał, ciągnąc Hayamiego za hakamę.

- Nie ma mowy, Itachi! Do nogi! - zaprotestował natychmiast zdenerwowany opiekun, rozglądając się po okolicy. Ludzie, jeśli w ogóle to zauważyli, wzruszali ramionami, ktoś może rzucił głośno "hej, uważaj na to, jak łazisz, koleś!", ale raczej mieli swoje problemy na głowie. I to bardzo ciężkie problemy - bo skrzynki z rybami i towarami nie mogły być lekkie, sądząc po ich rozmiarach.

Przyglądając się uważnie mężczyźnie, Hayami spoważniał. Odgarnął włosy za ucho, zastanawiając się, skąd właściwie w nim ta nagła, chora nadzieja, że Shijima powstanie z grobu i wszystko będzie jak dawniej. Na pierwszy rzut oka Mokuren i nieznajomy z portu mogli być do siebie podobni: obaj mieli długie, jedwabiste, czarne włosy, ciemniejsze od kruczych skrzydeł, bladą cerę i odznaczali się wysokim, jak na te czasy, wzrostem. Jednakże na tym podobieństwa się kończyły. Oczy Shijimy były kruczoczarne i pozbawione źrenic, tchnęły pustką i przerażającą otchłanią zapomnienia, były oceanem tej strasznej samotności i naznaczenia, którego piętno - pewnie artystyczne - nosił na sobie zmarły oficer. Mężczyzna, na którego wpadł, miał fiołkowe oczy, a w ich liliowości znajdowała się głębia niewzruszonego spokoju. Nawet jeśli obaj go dostąpili w ostatecznym rozrachunku, to spokój Shijimy był inny niż ten, który dostrzegł w tajemniczym mężczyźnie...samuraju? Może.
Przy tym, ów "samuraj" - jeśli nim był - na pewno był niższy niż Shijima, może odrobinę, ze dwa centymetry (z jedno ri?), ale jednak był niższy i znacznie szczuplejszy, miał też inne rysy twarzy, na pewno...ostrzejsze?
Chyba tak.
Różnili się zresztą ubiorem i ogólną aparycją, choć istniały też cechy wspólne: wspomniana już jasna cera, kruczość włosów, budowa ciała - ale tamten nie miał przy sobie tanto i więcej w nim było czerni niż fioletu.
To chyba się nazywa życzenie myśleniowe albo jakoś podobnie - pomyślał, wpatrując się z natężeniem w tego, któremu pomógł wstać z ziemi, a którego teraz zawzięcie obwąchiwał Itachi. Chłód jesieni i typowy dla Hanamury wiatr igrał z jego włosami (nadal nie miał ochoty ich związywać, chyba że musiałby walczyć), hakamą, zmuszając go do mocniejszego owinięcia się płaszczem.

Albo może myślenie życzeniowe...?

W każdym razie jakoś tak.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1119
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Khusara Hatakame » 28 wrz 2018, o 17:19

Port wydawał się na spokojny. Mimo wielkiego hałasu tragarzy i statku dzień nie wyróżniał się w żaden sposób od innych. Khusara miał obejść części miasta w których jeszcze nie był, a następnie znaleźć gdzieś nocleg. Z tego co już zauważył miał on tendencję do przyciągania różnych zdarzeń ile razy by to nie myślał, że tym razem nic się specjalnego nie zdarzy, to los na przekór udowadniał, że nie ma racji. I tym razem miało być inaczej niż zaplanował sobie to czarnowłosy.
Tłumy ludzi przedzierały się przez w port tworząc spory gwar. W pewnej chwili z dala rozległo się szczekanie psa. Mężczyzna nie wiedział jeszcze skąd ono dokładnie dobiega i w którą stronę się kieruje, jednak zauważył, że z każdą minutą szczekanie narastało. W końcu dostrzegł ładnego cętkowanego psiaka. Był dość nietypowy z wyglądu, większość psów kręcących się po dzielnicach Kantai była jednej lub dwóch maści, ten miał ich więcej. Ale zaraz, czy on przypadkiem nie zbliżał się w wręcz sprinterskim tempie w stronę Khusary ? Własnie tak było, i co jeszcze dziwniejsze biegł za nim jakiś młodzieniec o kasztanowych włosach.
Kiedy byli już na prawdę blisko w głowie mężczyzny pojawiła się sugestia -Zaraz zaraz, muszę coś zrobić bo jeszcze trochę i na mnie wpaaaaaaa...-aaaadnieee!-myśl jego przeszła w słowa od razu po tym jak młody mężczyzna o złocistych oczach wpadł prosto na niego powalając na ziemie. Khusara wyłożył się z impetem, a jego nakrycie spadło z głowy uciekając gdzieś na bok.
-Itaachi?..kim jesteś?- zapytał dość skołowany od siły z jaką wywinął orła. W końcu podniósł się z podłoża i strzepał kurz z kolan, ramion i pleców, po czym wziął z ziemi swą sugegase i założył na głowę, tylko tak by nie zakrywała twarzy. Jego postrzeganie świata wróciło do normy, zdezorientowane zmysły wzroku uspokoiły się, a on sam przyglądając się przez chwilę mężczyźnie poczuł szarpnięcia za dolną część hakamy. Pies nieznajomego widać, że uwziął się na niego, gdyż ciągał zębiskami w te i we wte dolną część ubrania. Mężczyzna nie wiedział, co psiak w nim widział, ale on sam lubił bardzo zwierzęta, szczególnie futrzane czworonogi, które wszędzie wsadzą nosa i zawsze są pełne energii. A podobno psy potrafią to wyrzuć, cóż może ten miał dość nietypowe postrzeganie świata? Młodzieniec odciągnął w końcu psa od Khusary i przyglądał się mu zastanawiająco
-Itachi to ładne imię dla twego psa, choć wydaje się on dość pobudliwy-Po tym co się stało, to trzeba przyznać, że zdecydowanie mało powiedziane. W tej chwili czarnowłosy spojrzał w dół na swą hatakame, która miała na sobie spory ślad zębów w postaci dziur.
-Ile razy gdzieś nie wyjdę, to muszę oddawać ubrania do krawca..-Mężczyzna skomentował ironicznie przyzwyczajony do swojego losu. Widząc, że tajemniczy młodzieniec dalej mu się dokładnie przygląda zapytał go od razu
-Nie jesteś stąd, prawda ? Wyglądasz na człowieka z kontynenty, tak samo jak ja. Jestem Khusara Hatakame, nazywaj mnie jak chcesz, nie przywiązuje do tego uwagi-Khusara faktycznie nigdy jakoś nie przejmował się jak ludzie go nazywali, pewnie pozostało mu to z okresu dzieciństwa, gdzie jako bezdomny musiał przyzwyczaić się do różnych przezwisk, dlatego nauczył się, że nie jest to nazbyt istotne.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 312
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Hayami Akodo » 29 wrz 2018, o 17:08

When life calls us
then we won't be alone
Yeah, then our time will come sometime



Obrazek


theme


Uśmiechnął się lekko, słysząc głos mężczyzny i widząc jego reakcję na to, co się stało. W ramach przeprosin wypadałoby mu zafundować tego krawca, prawda? I powinien pomyśleć o jakiejś smyczy albo sznurku, na którym prowadziłby tego psiego wariata. Gdyby go zgubił, Kei chyba by go zamordował albo zażądał seppuku, a on sam nie wybaczyłby sobie tak beznadziejnego błędu. Niestety, nie bardzo wiedział, gdzie w Cesarstwie znajduje się cokolwiek poza ryoukanem i tą, no, areną, gdzie walczyli. I może ewentualnie jeszcze tym miejscem, gdzie jedli z Yosuke i gdzie spotkali tego tam, TFU, Shigę.
Pytał go, kim jest. Dlatego Hayami uśmiechnął się z zakłopotaniem i przeszedł bezpośrednio do rzeczy.

- Akodo Hayami - przedstawił się krótko i konkretnie. - Jestem samurajem z Yinzin. Byłem tu już, brałem udział w turnieju na koronacji Natsume-sama. Mnie możesz nazywać Akami, a ja w skrócie nazwę cię Kame, dobrze? Bo za cholerę nie zapamiętam twojego imienia.

Spojrzał groźnie na Itachiego, który zaczął teraz gonić swój ogon. Taaa, gonienie ogona, taka fajna zabawa, a przy tym metaforyczna - tak samo kręcimy się, snujemy się w pogoni za zemstą, sławą, pieniądzem, zapominając, jak bardzo nierzeczywiste to cele. Jak bardzo są błahe, nikłe i słabe, podobne mgłom rozpościerającym się nad wodą i uśpioną ziemią - zginą w mgnieniu oka, gdy nadejdzie słońce i ciepło dnia.

- Itachi nie jest mój - sprostował, żeby było jasne.- Należy do mojego przyjaciela, Seinaru Keia, który wygrał turniej. Kei wyruszył teraz w podróż i prosił mnie, bym zaopiekował się tym małym szarlatanem, a ja to zrobiłem...Tylko, um, nie przewidziałem, że tak namiesza.

Zaśmiał się z zakłopotaniem, odganiając niczym komary kłopotliwe skojarzenia.

- Jeśli o mnie chodzi... - zaczął, przygryzając wargę i czochrając kudełki psa, który dzięki pieszczocie uspokoił się trochę i przestał szaleć, przynajmniej na krótki moment - ...to chciałbym ci coś zaproponować, Kame-san. Może skoczymy do krawca, żeby ci to naprawił, zwiedzimy teren, a potem ogarniemy jakieś noclegi? Zobaczymy, co tutaj mają, może przy okazji znajdę tutejszy cmentarz. Chciałbym...pożegnać kogoś bliskiego. Znam dobry ryoukan, jest też tutaj w mieście taka fajna izakaya, "Prezent wiatru", więc moglibyśmy spróbować się tu zatrzymać. Chyba że nie masz zamiaru tu zostawać, Kame-san, albo wyjeżdżasz już i ci przeszkodziłem w tym wyjeździe. Nie musisz się zgadzać, to jedynie sugestia.

Czekał na jego odpowiedź, choć sam nie wiedział, dlaczego w ogóle wyszedł z taką inicjatywą. Pomijając już zwykłą ludzką przyzwoitość, tą uczciwość, która kazała zasugerować Khusarze naprawę ubrania uszkodzonego przez wariacje małego Itachiego...Westchnął cicho i poczekał na odpowiedź mężczyzny. Niebo nad nimi było ciemnogranatowe, spokojne, choć miejscami zachmurzone. Pasma mgły, tak wszechobecnej w Cesarstwie Morskich Klifów, rozsnuwały się w powietrzu i łączyły się z babim latem. Jesień w lodowej krainie Yuki nie rozpieszczała, była zimna i silna jak charaktery tutejszych ludzi, nauczona walczyć o swoje w odwiecznej rywalizacji pór roku - a może właśnie pogodzona z tą rywalizacją, ukojona w jakiś sposób, trwała jeszcze, chwytając w swe widmowe dłonie wszystko, co dało się jeszcze porwać...?
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1119
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Khusara Hatakame » 29 wrz 2018, o 20:01

Cóż sytuacja jaka się wydarzyła w porcie była dość nietypowa. Mężczyzna nie spodziewał się, że spotka dzisiejszego dnia jak się okazało Samuraja. Yinzin było dość daleko od wysp, dziwne, ze chłopak przybył aż tutaj, ale Khusara wcale nie był inny, on wręcz przejechał cały kontynent i przepłynął wiele wód by dotrzeć do Cesarstwa. Wielu może pytać, a po cóż taki wysiłek ? Mianowicie kierowała nim żądza przygód, odkrywania nowych rzeczy i poznawania nowych ludzi, jednocześnie doskonaląc swoje umiejętności w sztuce Ninpo. Ale był jeszcze jeden ważny powód, będąc w Shigashi wiele usłyszał od Satsumy o kantańskiej stali. Czyli najwytrzymalszej i najlepszej jakościowo stali jaką można zdobyć na ogólnoświatowym rynku. Dostał on też pewne informację o przyjacielu Satsumy, który był kowalem i miał sporządzić mu mocną i wyjątkową broń. Khusara miał się tam za kilka dni wybierać, ale na to jest jeszcze czas.
Młodzieniec słysząc dość długie imię czarnowłosego postanowił nadać mu skrót ''Kame'', dziwny dobór liter, ale Khusarze jak najbardziej to nie przeszkadzało.
-Nie ma sprawy Akami, nie ty jeden-odpowiedział uśmiechając się do samuraja. Ilu to już ludzi nie myliło jego imienia, znacznie lepiej będzie jeśli młodzieniec właśnie zapamięta sobie jakąś spójną nazwę, a nie będzie za każdym razem wołał inaczej dodając lub odejmując literkę, co oczywiście mężczyźnie nie kuło w uszy, ale było po prostu nie w takcie.
Widać już było, iż psiak się uspokoił, a za swój kolejny cel obrał ogon, cóż wyglądało to dość uroczo, a na pewno było lepsze niż gryzienie ubrań innych ludzi. Czarnowłosy myśląc, że pies należy do Akamiego został natychmiast wyprowadzony z błędu. Chłopak mówiąc, że się nim opiekuje wspomniał o Seinaru. Mężczyzna słyszał o wielkiej wygranej samuraja na turnieju, ale po za tym nie wiedział o nim nic. Itachi wydawał się lubić pieszczoty Akamiego, cóż jak tu nie lubić psów ? No w sumie Khusara miał do tego powody w przypadku tego konkretnego psiaka, ale nie żywił urazy, jego zamiłowanie do zwierząt było za wielkie, i mu na to zwyczajnie nie pozwalało. Czarnowłosy niespodziewanie dostał miłą ofertę od młodzieńca, który z resztą wyglądał na przyjaznego, przynajmniej względem jego. -Cóż czemu nie ?-żaden instynkt mężczyzny nie mówił mu, że może to być zła decyzja, a wręcz przeciwnie Khusara może na tym skorzystać, w końcu kasztanowłosy mimo tego, że przybył z Yinzin zdawał się dobrze znać Kantai. Można wręcz powiedzieć, że lepiej od niego samego, ale co tu się dziwić skoro mężczyzna wcześniej poświęcał czas na szwendanie się wszędzie tylko nie w mieście, które przecież było sercem wyspy.
-Nie spodziewałem się, że spotkam tutaj samuraja, który dodatkowo będzie taki miły. Jeśli chodzi o nocleg i krawca to z chęcią przyjmę propozycję, po za tym od już dość dawna nic nie jadłem, więc myślę, że nie ma co czekać-Khusarze zaburczało lekko w brzuchu, tak to jest jak się pół dnia nic nie je i medytuje w opuszczonych miejscach.
-Kiedy znowu spotkasz tego Keia przekaż mu iż ma bardzo ładnego psa, sam lubię zwierzęta, ale ostatnio mój podróżniczy tryb życia wymaga wielu poświęceń i obowiązek opieki nad takim mógłby okazać się zbyt wymagający, lecz kto wie-mówił czarnowłosy spoglądając na Itachiego. Mimo niezbyt korzystnego spotkania mężczyzna zaczynał lubić samuraja jak i futrzaka, co nie znaczy, że nie zamierzał być ostrożny, życzliwość życzliwością, lecz świat shinobi nauczył go, że nie należy popełniać tych samych błędów, przynajmniej w krótkim odstępie czasu.
-Słyszałem o samurajach, wojownikach nie używających technik, chętnie posłucham o waszej tradycji i zasadach, oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko-Czarnowłosy nie był zachłannym człowiekiem co do pieniędzy, czy dóbr, ale wiedza była wyjątkiem, lubił ją zdobywać, szczególnie kiedy spotykał tak intrygujących ludzi jak ten tu kasztanowłosy. Po za tym rozmowa taka wypełniła by podróż do krawca, która zleciałaby szybciej.
Obrazek
''Nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja''
Avatar użytkownika

Khusara Hatakame
 
Posty: 312
Dołączył(a): 28 sty 2018, o 14:29
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie czarne włosy częstą zawiązane w kucyk, dość wysoki i umięśniony, duży spokój i opanowanie.
Widoczny ekwipunek: Torba zawieszone przy prawym udzie, tantō w pochwie po lewej stronie przy pasie i ostrze Okami no Kiba zawieszone po lewej stronie nad Tantō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4886
GG: 0
Multikonta:

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Hayami Akodo » 1 paź 2018, o 01:32

As I trace their paths
Even the fate of humans seems like a fleeting dream



Obrazek


theme


Odetchnął z ulgą, ale po chwili zachichotał cicho, słysząc, że jego brzuch też burczy. Fizjologiczna strona życia wymagała tych samych rzeczy od organizmu samuraja i shinobi, klanowca i bezklanowca, dumnego Uchihy i małej sieroty nie wiedzieć skąd - może nawet z piasków Sabaku. Wszyscy byli przecież tylko ludźmi; targały nimi te same słabości, uczucia, pragnienia, potrzebowali tego samego. Tych samych słów, zapewnień, magicznych uścisków, które nie miały nic już zmienić. Obecnie organizm jego i Khusary domagał się jedzenia, powinni im więc je zapewnić. W tym celu Hayami postanowił zacząć swoją opowieść, a jednocześnie poprowadzić najpierw młodego Hatakame do ryoukanu, gdzie mogliby zjeść i zarezerwować nocleg.

- Jasne, chodź. Opowiem ci po drodze - zasugerował, po czym, o ile Khusara za nim poszedł, ruszył w kierunku miasta. - Samurajowie...och, niełatwo nas streścić w jednym zdaniu. Jesteśmy różni, jak wszyscy ludzie, ale wierzymy w jedno: w bushido.
Itachi biegł grzecznie przy jego nodze, szczekając z cicha i wyraźnie również oczekując posiłku. W tej sytuacji Hayami nie mógł czekać długo, zwłaszcza jeśli miał utrzymać w oczach Khusary opinię dobrego właściciela.

- Naszą cechą jest wierność - mówił powoli i spokojnie. - A także sześć innych cnót i kodeks bushido. Ten ostatni każdy interpretuje, jak rozumie, ale są pewne wartości, których samurajowi przekroczyć nie wolno. Tą wartością, na przykład, jest honor.


Szli powoli, skąpani w słońcu - bladym i jesiennym, otulając się jedynie mocniej płaszczami. Głód doskwierał Hayamiemu coraz bardziej, jednak wiedział, że swoje potrzeby zaspokoi dopiero na miejscu. Kontynuował więc swą opowieść - i wytłumaczył Kame-san wszystko, co ten chciałby wiedzieć, opowiadał mu o samurajskiej społeczności, zdradzając akurat tyle, ile należało, by wyrobił sobie ogólny obraz bez narażania się na potencjalne kłopoty.

Choć przebywanie w tych czasach z dala od domu samo w sobie było już kłopotliwe, prawda?

W "Króliku Inaby" nie mieli już wolnych miejsc, nawet na sali, ale wskazano im "Onna-bugeishę".
Cóż. Wojowniczki też musiały zarabiać.
Takie czasy.

ZT z Khusarą --- viewtopic.php?f=170&t=4906
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1119
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Mitsuyo » 11 paź 2018, o 20:06

Obrazek
Podróż nie była długa, ale mimo wszystko męcząca. Po piętnastu minutach łódka dotarła do Sogen, gdzie Mitsuyo musiała przenieść się na transport lądowy. Spotkała przy tym wyjątkowo gburowatego handlarza, który potraktował ją strasznie nieuprzejmie, a przy tym mocno zawyżył cenę za wierzchowca. Ostatecznie skorzystała z jego usług, bo nie miała siły i ochoty na półgodzinny spacer, ale niesmak pozostał. Wypożyczony koń doprowadził ją do Ryuzaki no Taki, gdzie od Kantai dzieliło ją już tylko pół godziny łódką. Docierając do wyspy, czuła się jeszcze bardziej zmęczona niż jakby miała tam iść pieszo (zakładając, że byłoby to możliwe). Mitsuyo jednak w ogóle o tym nie myślała. Była zbytnio podekscytowana, żeby martwić się o takie błahostki.
Opuściła łódkę, rozglądając się dookoła z zaciekawieniem. Poznawała tę okolicę, chociaż niezbyt dobrze, prawdę mówiąc. W końcu ostatnim razem była tu z dobre kilka lat temu. Wiele zdążyło się też pozmieniać. Czy ostatnio było tutaj tak pięknie? Na pewno nie. Wtedy lepiej zapamiętałaby to miejsce, prawda? Ale… kojarzyło jej się z najlepszymi wspomnieniami. Bo czasy po przywróceniu wolności i rozpoczęciu nauki były zdecydowanie najbardziej interesujące w całym jej życiu. Z chęcią powróciłaby do tego etapu, w których każdy dzień wyglądał inaczej. Po przeprowadzce na Yinzin zaczynała popadać w pewną przykrą monotonię, której nigdy nie zaznała na Mroźnych Klifach.
Mężczyzna zajmujący się wypożyczaniem łódek, dziwnie się jej przyglądał, kiedy przechodziła obok niego z szerokim uśmiechem na ustach. Normalni ludzie raczej się nie uśmiechają bez powodu. A to, że taka była, w ogóle jej nie przeszkadzało. Przeszło jej przez myśl, że to pewnie dlatego, że musi odreagować te wszystkie lata... automatycznie coś w niej drgnęło i przysłowiowy banan zniknął z jej twarzy. Ale po chwili wszystko wróciło do normy. To nie był czas na wspominanie takich rzeczy. Miała to już za sobą i tylko to miało znaczenie. Nigdy TAM nie wróci, bo tamtego człowieka już nie było. Pokręciła głową, odganiając złe wspomnienia i skupiła się na jej celu. Zwiedzeniu Kantai. Tylko od czego by tu mogła zacząć?

z/t
Mitsuyo
 

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Etsuya » 20 gru 2018, o 22:22

Niebo podczas podróży było czyste, a morze spokojne. Łajba chwiała się na niskich falach wspomagana przez wiosła kilku obsługujących ją marynarzy. Mimo stosunkowo sporej odległości, podróż z Hyuo nie trwała długo. Nie zaszło jeszcze słońce, a cała eskapada dopłynęła prawie do brzegu. Po innych pasażerach widać było większe ożywienie w stosunku do tego, które malowało się na ich twarzy po paru godzinach żmudnej podróży. Po ciele blondyna przeszedł lekki dreszczyk podniecenia. Wbijał swój wzrok w zbliżający się brzeg, mając świadomość tego, że za parę chwil oficjalnie znajdzie się na terytorium obcej prowincji. Mroźny wiatr uderzył go raz jeszcze w prawy policzek na przywitanie, ocucając z letargu i chłopak już wiedział, że mimo łagodniejszego klimatu, nieznajome krainy nie będą dla niego bardziej łaskawe niż rodzinna wyspa.
Avatar użytkownika

Etsuya
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 14:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604
GG: 33166058
Multikonta:

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Keizo » 20 gru 2018, o 23:01

Misja D 1/...

Pierwszy krok postawiony przez Etsuyę na obcej ziemi był nieco chwiejny - i ciężko było mu się dziwić, w końcu przez cały czas podróży towarzyszyło mu kołysanie okrętu. Na miejscu nie czekała na niego żadna kontrola ani powitalny komitet. Bez problemu wtopił się w tłum sprzedawców owoców morza, rybaków, tragarzy i po prostu tych, którzy przybyli tutaj by pooglądać morze lub odetchnąć morskim, świeżym powietrzem, które jednak tutaj pachniało bardziej nieco cuchnącą makrelą.
Jak to jednak bywa w takich miejscach, i tutaj nie obyło się bez awantur. Podrzędni złodzieje wędek czy kieszonkowcy nie przyciągali jednak uwagi shinobiego odwiedzającego nieznajome ziemię - w przeciwieństwie do zdarzenia, które rozgrywało się niedaleko jakiegoś statku pasażerskiego, wyglądającego na bogatszy niż łajba, którą do Kantai dotarł Etsuya.
Na molo do którego przycumowany był niewielki okręt stała bogato ubrana pora, ktoś wyglądający jak kapitan - tęgi, żylasty mężczyzna z niebieską opaską zawiązaną na czole - krzyczący na trójkę osób, wyglądającą jak reszta załogi. Z tego co zrozumiał chłopak podczas rejsu bogatej parze zginęły jakieś drogie bibeloty, kapitan zaś chciał załatwić sprawę polubownie, bez wzywania tutejszych stróży prawa. Być może to idealna okazja dla shinobi w podróży by po cichu przyjąć krótkie zlecenie i napełnić nieco swoją kasę?
Obrazek

Spoiler: pokaż
¯\_(ツ)_/¯
Avatar użytkownika

Keizo
 
Posty: 709
Dołączył(a): 16 gru 2017, o 21:39
Wiek postaci: 20
Ranga: Ogar
Widoczny ekwipunek: Mundur Shinsengumi, pod nim czarna zbroja; rękawiczki, torby przy pasie, guandao na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4506
GG: 25314773
Multikonta:

Re: Główny port na wyspie Kantai

Postprzez Etsuya » 20 gru 2018, o 23:34

Port w Kantai nie wywarł na chłopaku zbyt wielkiego wrażenia. Było to spowodowane być może tym, że tego typu miejsca nie różniły się od siebie zbyt wiele. Młodzieniec naiwnie myślał, że docierając do teoretycznie bardziej rozwiniętej ekonomicznie prowincji już na wejściu zostanie obalony jej przepychem, architekturą i bogactwem. W rodzinnych progach ludzie zwykli narzekać na warunki do życia, ale kiedy człowiek zaczynał podróżować, dochodził do wniosku że koniec końców wszędzie jest tak samo, tylko że na swój sposób.
Uwagę Etsuyi szybko przykuło wydarzenie nieopodal znajdującego się kilkanaście metrów dalej statku. Historia chłopaka nie raz weryfikowała jego zdolności podsłuchiwania, gdy zakradał się do posterunków czy koszar podczas toczącej się na Hyuo wojny. Szybko zorientował się wobec tego w sytuacji i nie robiąc dziwnych, podejrzanych ruchów, jak gdyby nigdy nic zaczął zbliżać się do grupki zorientowanych w sytuacji osób. Było pilnować swoich gratów... - skwitował w myślach, wykrzywiając się na widok bezradnej burżuazji. Co prawda istniało również prawdopodobieństwo, że zostali oni okradzeni, co nie było ich winą, ale w takim przypadku blondyn wiedział, że zwykłe przeszukanie statku nie wystarczy.
Gdy Etsuya był już wystarczająco blisko swojego celu jakim był wykrzykujący chwile wcześniej rozkazy kapitan, jak gdyby nigdy nic namalował mu się przed oczami i lekko obojętnym tonem zwrócił się w jego kierunku.
- Jestem shinobi, może będę w stanie pomóc. - zakomunikował chwilę po tym jak wywęszył okazję do zarobku. Dorywcza praca byłaby niezłym początkiem jeśli chodzi o jego pobyt w Kantai, jednakże nie zależało mu na niej na tyle, aby się o nią prosił na kolanach. Kilkaset Ryo dumnie brzęczało jeszcze w jego sakiewce po ostatnim zleceniu w Shimo.
Avatar użytkownika

Etsuya
 
Posty: 347
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 14:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Tora
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604
GG: 33166058
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kantai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość