Kyū

Prowincja o znacznej powierzchni otoczona niedużymi wysepkami umiejscowiona na morzu na zachód od Prastarego Lasu. Kantai zamieszkiwany jest przez klany: Hōzuki, Hoshigaki i Shabondama. Umiejscowiona na niej Hanamura stanowi stolicę nowopowstałego Cesarstwa. Ze względu na swoje umiejscowienie na Kantai rozwijany jest w szczególności przemysł wodny, a także rybołówstwo. Ze względu na wysoką wilgotność powietrza przy równocześnie niewysokiej temperaturze zaobserwować można na wyspach praktycznie cały czas występującą mgłę, które skutecznie zakrywa pole widzenia na większą odległość.

Re: Kyū

Postprzez Kamiru » 30 lip 2015, o 21:29

Wyprawy Yoshiego i Inu ciąg dalszy.
Sub Zero mode on!

Theme


    Yin rozumiał wątpliwości Yoshiego. Sam z pewnością miałby je w takiej chwili, gdyby znajdował się w skórze Czerwonego. Inna sprawa, że nigdy się w takiej sytuacji znajdował. Zawsze starał się mieć zaufanych i zgranych ludzi u boku, gotowych walczyć kiedy im kazał, ale potrafiących też myśleć samodzielnie. Cenił to w ludziach, myślenie. Czy dotrzymałby słowa? Teraz tak. W pewnym wieku człowiek postrzega pewne rzeczy inaczej. Trzymaliby ich pod kluczem, czekając na wiadomość z Sogen, połączoną najpewniej z kilkoma Uchiha przybywającymi po swego kuzyna. Nie uwierzyli. Może nie chcieli mu wierzyć? Niemniej, ta dwójka też zbudziła u niego pewien... Podziw. Dobrze wiedział, że byli słabi w porównaniu do niego i reszty towarzystwa. Ale sam fakt, że zdobyli się na odwagę by wtargnąć tu budził uznanie. I bynajmniej nie chodzi tu o dotarcie do Kyū. Samo pojawienie się na Kantai było osiągnięciem samym w sobie. Jak im się to udało? Nie wiadomo, niemniej warto by poinformować lidera o tym fakcie. Wtargnięcie do ich domu... No no. Kto normalny próbowałby się tam dostać po zmroku z takimi intencjami, mając choćby szczątkowe pojęcie o tym, co czeka ich w środku? Ano... Nikt. Przynajmniej nikt o zdrowych zmysłach, a Uchiha nie sprawiał takiego wrażenia. Ale i tam sobie poradzili, nie wszczynając alarmu tak długo, jak to tylko możliwe. Aż natknęli się na Shi. I zdołali go zneutralizować. Nie zabić, na to byli za słabi. Ale... Wykluczyli go z dalszej walki, co było już powodem do dumy. I chyba zrozumieli swój błąd, bo w końcu wzięli nogi za pas. Szkoda tylko, że za późno podjęli słuszną decyzję.
    Starzec wpatrywał się w Inu, żałując tego, co za chwilę zrobi. Szkoda było zabijać młodych... Dał im szansę, jaka szkoda, że z niej nie skorzystali. Wina wieku? Kto wie. Był nawet gotów darować im życie, zbyt wielu odesłał już w objęcia śmierci, samemu trzymając się życia, podziwiając jak dorastają jego dzieci, potem wnuki. Miał i nadal ma dobre życie, o jakim wielu mogłoby tylko marzyć. A teraz musi ściąć kolejne dojrzewające pąki, zanim zdołały zakwitnąć naprawdę. Czuł, jak w jego ciele wzbiera się energia, nabierająca z każdą chwilą na sile, wznosząc się wciąż wyżej i wyżej... W końcu robił światu przysługę, czyż nie? Pozbywał się tej dwójki, tak samo jak jego przyjaciele kończyli żywot szermierza we wnętrzu budynku. Te trio nie było kwiatami wiśni, tylko chwastami niszczącymi piękno świata, kalając go swym istnieniem. Przywykł już do tego, nie zawahał się. Zdawałoby się, że od niechcenia machnął głową kilka razy, jakby zdegustowany obecną sytuacją. Gdyby chociaż spróbowali zaatakować, ukryć się w dymie bombek, zapaść pod ziemię... Mogli zrobić cokolwiek. Wybrali czekanie. Normalnego człowieka tak szybkie ruchy karku i szyi przyprawiłby o skurcze mięśni. Ale starzec nie miał tego problemu, obserwując, jak wodne ostrze mknie w kierunku tej dwójki, od prawej do lewej i z powrotem. Nie mieli szans na unik, nie z ich możliwościami postrzegania świata. Nawet te legendarne oczy nie dały sobie rady, widząc zbierającą się w ciele chakrę, ale nie wiedząc jaki będzie jej cel. A jeśli zdążyliby odnotować atak? Nie, ich szybkość nie poradziłaby sobie z uniknięciem jutsu. Yin dobrze o tym wiedział, podziwiając efekty nadal wypluwanej cieczy. Woda przebiła się przez ich ciała bez problemu, tnąc skórę, mięśnie i kości, przelatując dalej... Ale! Zaraz, nie wszystko poszło tak, jak przewidział to stary shinobi. Yoshi zdołał odskokami wstecz (po skosie w lewo) uniknąć większości ataku. Inu jednak nie miała tyle szczęścia, tracąc w tej chwili życie. Czerwony uratował skórę. Niestety nie całą. Prawa noga (do połowy uda) leżała sobie na ziemi przed nim, a szkarłat radośnie tryskał z kikuta. Utrata równowagi i upadek na plecy to kwestia sekundy, może dwóch. Strumień zniknął, a poszatkowane ciało uderzyły o ziemię, barwiąc trawę krwią i wnętrznościami kunoichi. I kończyną Uchihy. Co myślała Ruda na chwilę przed tym, zanim Jashin pochłonął jej niewierną duszę? Co czuła? Ból? Radość? Nic? Były lider najemników odetchnął pełną piersią, mrugając szybko. Taki był już jego obowiązek, a on musiał go spełnić. Musiał bronić tych, których kochał, którzy czekali gdzieś w domu na jego powrót, po raz kolejny od pięćdziesięciu lat. Spojrzał na dom objęty rosnącą łuną pożaru. Mógł ugasić płomienie, zostawić tę dwójkę samą sobie, pozwalając im żyć. Nie mógł być jednak pewien, że w przyszłości nie zagrożą temu miejscu ponownie. Shi, dokończ. Olbrzym jedynie mruknął w odpowiedzi, wystrzeliwując do przodu by kilka metrów przed swym celem wybić się w górę i spadać z łokciem skierowanym w Czerwony czerep. Sam Yin zbliżył się równie szybko, a może jeszcze szybciej, by rzu
    Tymczasem w siedzibie weteranów ostatni członek wymordowanego klanu oddał swe życie z legendarną bronią dzierżoną w obu dłoniach. Umarł... Z uśmiechem na ustach. Udało mu się odzyskać ostrze, które do tej pory pamiętał jedynie ze wspomnień z dzieciństwa. Jego ciało również zostało oddane morzu, podobnie jak ów artefakt. Co komu z miecza, które skruszyło się na tysiąc kawałków wraz z końcem rodu? Jeden ruszył na poszukiwania przywódcy, pozostała dwójka zajęła się gaszeniem pożaru i dołączyła do poszukiwań.



Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Suidanha

Zasięg Max.
30 metrów

Koszt
E: 55% | D: 45% | C: 35% | B: 25% | A: 17% | S: 15% | S+: 5%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Jedna z silniejszych technik Uwolnienia Wody. Użytkownik nagromadza w swoim ciele dużo chakry Suitonu, by ostatecznie wystrzelić ją przed siebie cienkim strumieniem pod ogromnym ciśnieniem. Efektem jest stworzenie dalekodystansowego ostrza z cieczy, mogącego bez najmniejszego problemu przeciąć grube drzewa, skały, ciała... dodatkowo, ze względu na prędkość, uniknięcie również może być problematyczne.


Inu - śmierć postaci. Tak to już czasem bywa. Coś Ci się za tą część wyprawy jeszcze należy, bo plan początkowy był niezły. Gdybyście teraz dodała wzmiankę o uniku... Może by coś z tego było. Wyzwanie najwidoczniej przerosło obecną siłę postaci. Gomene.

Yoshi - Cudem zachowałeś życie, oddając w jego cenie prawą nogę od połowy uda w dół, krwawisz obficie, bez pomocy medyka czeka zgon w przeciągu piętnastu minut. Cała akcja rusza do przodu w chwili, gdy Olbrzym jest już w powietrzu (z 8 metrów od Ciebie) by zrobić Ci kuku. Jakieś 2/3 sekundy i będzie bolało jeszcze bardziej. Yin stoi dwa metry bliżej (czyli 6 od Ciebie) i najwidoczniej zachodzi Cię z boku. Koniec końców, cała sytuacja mogła doprowadzić do aktywacji trzech tomoe.
Kamiru
 

Re: Kyū

Postprzez Teien » 3 sie 2015, o 19:17

Niewiele można powiedzieć o tym co się przed chwilą stało, bowiem w przeciągu chwili Inu jego kompanka straciła życie, a on sam po prostu nogę. Nie musiał nic mówić, bowiem grymas bólu rozprzestrzenił się po całym jego ciele, lecz to nie miało się jeszcze skończyć, jego ślepia stały się pełniejsze, aktywował coś co przed śmiercią to prawie jak prezent pożegnalny dla następnego wcielenia. Nie miał zamiaru specjalnie walczyć, jednak nie miał zamiaru również poddawać się ot tak, skoro i tak pewnie umrze, to czemu by nie spróbować czegoś jeszcze czyż nie? W momencie kiedy się przewracał się, właściwie to leciał na plecy z braku równowagi dłonie pomknęły jakby za plecy przygotowując się na zetknięcie z ziemią, no i właśnie wtedy aktywuje Kagenoyoshi, na obydwu oponentach. Ostatnia deska ratunku? Któż to wie... Ale tak... Kiedy tylko zetknie się z ziemią siłę, a właściwie masę ciałą wykorzystuje do zrobienia przewrotu w tył, dodatkowo trzymane bomby w kieszeni z tyłu spodni przy takim zetknięciu się z ziemią powinny się rozwalić wywołując wielką chmurę dymu, bowiem dymnych bomb było 5. On jako prawdziwy przewracając się do tyłu, turla się cały czas za plecy, oddalając się jak tylko się da.
Klony, a właściwie klon (bo obydwoje widzą tą samą iluzję) miał jednak za zadanie upaść i otrzymać cios kończący walkę. Jako, że technika tworzy iluzję klona która nie może zadawać obrażeń, lecz sama w sobie stworzy iluzję otrzymywania takowych, czyli krew, strzelanie kośćmi...

=Sharingan dezaktywacja

Technika jest prawie identyczna co 1:48 - https://www.youtube.com/watch?v=XacO_X0mTaw

Nazwa Jutsu: Kagenoyoshi
Dziedzina: Genjutsu
Ranga Jutsu: B
Pieczęci: Wąż -> Smok -> Baran
Zasięg Jutsu: 40 metrów (pieczęci) 25 metrów (gest)
Koszt chakry: E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 4% | S+: 4% (3% za turę)
Opis: Po złożeniu odpowiedniej ilości pieczęci użytkownik wysyła do oponenta impuls chakry, mający na celu stworzenie w jego głowie iluzji naszej osoby. Iluzja może mówić, poruszać się, rzuca cień itp... Zachowuje się jak prawdziwy człowiek. Może wyciągnąć kunai, shurikeny czy też wybuchową notkę. A także cisnąć tym wszystkim w przeciwnika! Co jednak po przez trafienie nie wywołuje bólu czy też obrażeń. Kunai mogą wbić się w ciało, tak jakby. Lecz nie spowodują krwawienia czy też wspomnianego bólu, co zaalarmować może przeciwnika o iluzji. Sam użytkownik techniki staje się niewidzialny, choć jeśli wykona jakiś "głośny ruch" czyli przykładowo krzyk ofiara techniki może go po prostu usłyszeć, lecz to samo w sobie nie niweluje techniki.

Wady:
-Wyjście za pomocą Kai
-Przeciwnik może nas usłyszeć, gdyż iluzja nie niweluje dźwięku otoczenia
-Iluzja nie zadaje obrażeń czy też bólu
-CS/Bijuu po przez wejście w jakikolwiek tryb anulują genjutsu

Zalety:
-Jesteśmy niewidzialni
-Możliwość rzucenia genjutsu za pomocą gestu (jakiegokolwiek)

Link do tematu postaci: http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=102&t=363
Teien
 

Re: Kyū

Postprzez Kamiru » 3 sie 2015, o 20:18

Wyprawy Yoshiego i Inu ciąg dalszy.
Sub Zero mode on!


    Nawet bez jednej kończyny, towarzyszki broni i jakiejkolwiek szansy na ratunek, Yoshi nie poddawał się i walczył dalej. A przynajmniej robił to, co Uchihom wychodziło najlepiej. Nie, nie ciął się. Po raz kolejny z pomocą przyszło mu genjutsu, dające mu chwilę na odturlanie się z dala od centrum walki. Kilka przebytych z trudem metrów i możliwość podziwiania (a właściwie to nie, bo dym zasłaniał) jak olbrzym masakruje biednego klona, który przyjmował ciosy z godnością worka treningowego. Co takiego robił Yin? Chyba nic, w każdym razie nie było go widać, ale także siedział w genjutsu. Co jeszcze mógł zrobić Czerwony, gdy cenne siły życiowe uciekały z niego strumieniem? Posoka barwiła trawę, ubrania... Sporo jej było, a z każdą kolejną sekundą było jej coraz więcej. Chlap. Pożar w Kyū ugaszony, pozostali weterani wyruszyli ku skupisku dymu widocznego na równinie. Czyżby zbliżał się koniec wielkiej przygody Czerwonego króla? Czy istniała jakakolwiek szansa na ratunek? Inu nie żyła, Sanshi najpewniej również. Może nagle pojawi się kapitan statku? Wątpliwe, skoro miejsce spotkania było ustalone kilka godzin drogi stąd, a ten wilk morski nie przepadał za suchym i stałym lądem.


Yoshi - Udało Ci się złapać przeciwników w iluzję i narobić dymu. Dużo dymu. Shi najpewniej już z niej nie wyjdzie, jednak Yin po chwili pewnie zorientuje się, że coś jest nie tak. A jeszcze te ślady krwi (gdy zniknie już zasłona dymna) powinny go poprowadzić ku Tobie. Jedziesz na resztkach chakry, sama adrenalina nie wystarczy na długo by maskować ból, wykrwawienie etc.

#bieda post, brak czasu i przerwy w dostawach prądu.
Kamiru
 

Re: Kyū

Postprzez Teien » 4 sie 2015, o 13:18

Zacznijmy od prawdziwego Czerwonowłosego. Który oddalał się tocząc niczym swego rodzaju kulka, piłka? Tak to można nazwać, lecz ile można tak wytrzymać czyż nie? Oddalony już kawałek drogi zmierzał jak najdalej tego miejsca. Ból jaki towarzyszył mu cały czas był nieziemski, nie mógł sobie na teraz wyobrazić czegoś gorszego. Twarz zalana potem, oddech był ciężki ze zmęczenia, a także wycieńczenia spowodowanego utratą krwi. Pozostawiał za sobą kolejne krople szkarłatnej cieczy, malując idealną drogę prowadzącą prosto do niego. -Cholera... -przeklinał w myślach raz po raz swoje położenie, mając nadzieję że te bestie go zostawią myśląc, iż umrze z braku krewi. Marzenia głupiego? Tak własnie było. Starał się czołgać by być może zwiększyć dystans, w międzyczasie wyciągnął pigułkę i po prostu połknął, ówcześnie przegryzając. Czuł jak jego ciało powoli i ciężko przesuwa się po ziemi, tworząc delikatne koryto wywołane jego ciężarem i siłą tarcia. -Heh, dalej czuje swoje palce, kurwa...-co jak co, ale adrenalina i skołowany mózg, przez odciętą kończynę nie zdawał sobie sprawy, iż jedna noga została obcięta do połowy. Nerwy, mięśnie, miał wrażenie że cały czas jest w posiadaniu pełnego ciała, miał wrażenie jakby w tym momencie duży palec u stopy się zginał.
Niemiłosierny ból sprawiał, iż chyba dlatego właśnie utrzymuje kontakt z rzeczywistością. Jednak to nie potrwa długo, choć dzięki pigułce może o kilka chwil przedłużył swoje cierpienia. Chęć przetrwania, którą kieruje się każdy człek była silna, nie można powiedzieć iż u niego była ona większa, gdyż wszyscy odczuwają ją tak samo. Coś jednak powodowało, że między grymasem bólu i zmęczenia, pojawiał się na jego twarzy uśmiech. Suną cały czas przed siebie, w międzyczasie niczym przed śmiercią, zaczęły pojawiać się obrazy z przeszłości. Były przeróżne, zaczynając od tych niepamiętnych przez całe życie, jak jego narodziny, w których to ślepia jeszcze nie otwarte miał do końca. Słyszał swój własny płacz z tamtego dnia, jakby ryczał, iż musiał narodzić się na tym dziwnym świecie, mimo że do niego pasował. Niemający prawie przed nikim skruchy, nie posiadający do nikogo większego uczucia, robiący co się żywnie mu podoba... Być może bóg wiedział jakim człekiem będzie, dlatego wybrał dla niego najbardziej brutalny świat jaki tylko stworzył. Przez to właśnie w tym momencie jest bliski śmierci? Przyszedł czas na to by obwiniać wszystko co się da o jego uczynki? Chyba tak, to jest ten czas... -Pierdolony Sanshi, nic nie mówił, że są tak potężni. Mieliśmy dać radę... Mam nadzieję, że spotkamy się w piekle, zabiję Cie drugi raz!-krzyczał w myślach... W międzyczasie delikatnie zawiał wiatr, dając mu dosłownie sekundkę lepszego samopoczucia ochładzając jego zgorączkowane ciało. Obrazy cały czas przelatywały, on natomiast... Wróć, jego ciało natomiast poruszało się po prostu samo. Dobrze wiedział jednak o jednym, w momencie kiedy jakiś śmieć będzie chciał go dobić, po prostu aktywuje wszystkie wybuchowe notki w kieszeni by Ci nie otrzymali od niego w pełni rozwiniętego Sharingana w prezencie. Zawsze musiał robić komuś na złość, nawet przed śmiercią nie miał zamiaru przestać bawić się w swą ulubioną grę.
Mówił się, że w dosłownie kilka sekund można przeglądnąć całe swoje życie, jakoś u niego to nie działało, bowiem mijało to wszystko dla niego z równą wolną prędkością czy monotonią. Miał uczucie jakby przeżywał to wszystko jeszcze raz, każda rana z poprzednich walk, każdy ból, smród czy dźwięk przychodziło raz po raz nie oddalając się nawet na krok. Uśmiech na jego twarzy stawał się coraz mniej wyraźny między resztą zasłoną bólu. Tracił siły? Mdlał powoli? Któż to wie... Nie! Na pewno nie tak szybko, po prostu mu się wydaje, iż jest zmęczony. Gdzieś nieopodal zaćwierkał jakiś ptak, czyżby sam bóg przyszedł po jego truchło? Nie miał zamiaru spojrzeć, on po prostu cały czas parł przed siebie. A co z Yinem i tym drugim? Miał nadzieję, że dalej zajmują się jego "martwym" ciałem...

-Iluzja aktywna dalej by ich może dalej mylić...?
Teien
 

Re: Kyū

Postprzez Kamiru » 4 sie 2015, o 17:04

Wyprawy Yoshiego i Inu ciąg dalszy.
Sub Zero mode on!

Theme


    Nic nie może przecież wiecznie trwać, za wszystko przyjdzie nam zapłacić... Sialala. Bla bla bla. No, skoro wszystko stało się jeszcze bardziej zagadkowe i tajemnicze, czas przejść do zdarzeń właściwych, interesujących pewnego zwariowanego shinobi. Cóż się działo dalej z Uchihą którego skrytym marzeniem było zostanie postrachem mórz i oceanów? Teraz, oprócz opaski na oko i drewnianej nogi pozostało mu tylko zająć statek, zebrać załogę i ruszyć w świat, ne? Arr i butelka sake! O nieodłącznej papudze nie zapominając. Takie ptaszysko dawało naprawdę duży szacunek i respekt na morzu. Póki co mógł jednak tylko leżeć i patrzeć, jak uchodzą z niego siły życiowe. Aż w końcu nastał ten czas, gdy nie liczyło się już nic i nikt, tylko nicość rozciągająca się nad kaleką, pochłaniająca go. Przywitała go z radością niczym ojciec witający wracającego syna marnotrawnego. Co się działo dalej?
    Yoshiego pochłonęła ciemność, a weterani w końcu wyszli z genjutsu i dołączył do nich trzeci shinobi, który do tej pory zajmował się Sanshim (a właściwie unikał tylko jego ataków, kupując czas swojemu towarzyszowi). Znalezienie Uchihy nei było trudne, wystarczyło iść po śladach krwi, choć resztki chakry były równie łatwe do wyłapania dla przywódcy najemników. Zlokalizowano, uleczono na tyle, ile było to możliwe i przetransportowano do Kyū, dbając jako tako o jego powrót do zdrowia. W końcu musieli upewnić się co do niektórych podejrzeń, rozwiać obawy i... Zrobić to, co uznaliby za słuszne.
    Kiedy Czerwony się w końcu ocknie, będzie mógł po dłuższej chwili stwierdzić, że leży w łóżku. Albo na łóżku. Mniejsza. Leży i jest przykuty pasami/linami do swego łoża. Bardzo starannie związany, praktycznie bez możliwości ruchu. Dodając do tego opaskę na oczach... No, nie jest to najlepsza sytuacja w życiu Uchihy, ale i tak lepsza niż ta sprzed kilku... Minut? Godzin? Ciężko powiedzieć ile czasu minęło odkąd stracił przytomność. Współpracowaliście z kimś jeszcze? Cichy, ale twardy głos Yina był łatwy do wychwycenia. Najwidoczniej siedział, albo stał blisko łóżka. Jak duży był pokój? Nie wiadomo. Czy był w nim ktoś jeszcze? Także nie wiadomo. Ale chyba miał okno, bo z lewej strony jakieś światło przebijało się przez materiał (a przynajmniej tak się mogło wydawać). Dodając do tego lekki szum w głowie i wrażenie odrętwienia wychodzi na to, że Król jest na łasce wodnych weteranów.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Teiryū Chishiro no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 5% | S+: 4% (5% za turę)

Dodatkowe
Technika działa tylko na krwotokach. Wymaga znajomości Naosute no Jutsu

Opis Technika którą można zastosować zamiast Chiyute no Jutsu bądź Naosute no Jutsu, tym razem została ona wyspecjalizowana do tamowania krwotoków. Nie można tego użyć przy złamaniu, lecz jest ona niezawodna przy np. zablokowaniu krwi tryskającej z odciętej kończyny. Shinobi wytwarza z własnej chakry sporą bańkę, którą przykłada do kikutu, sprawiając że po kilku minutach jest on w pełni zagojony. Niestety, przerwanie techniki sprawia że trzeba ją zacząć od początku.


Yoshi - Zostało Ci 3% chakry, biorąc pod uwagę ranę, ilość straconej krwi i ogólne zmęczenie organizmu... Zemdlałeś. Nawet pigułka nie wystarczyła, by utrzymać Cię na powierzchni świadomości, jednak przedłużyła Twe życie na tyle, by Hoozucy zdołali udzielić Ci pomocy. Ranę zasklepiono uber medycznym jutsu, dostałeś pigułkę ze skrzepniętą krwią. Chwilę później zasłonięto Ci oczy i związano ręce na plecach grubym, szorstkim sznurem a potem zabrano do siedziby z której nie tak dawno uciekłeś. Nóg Ci już nie wiązano, khe khe. Masz teraz szansę na prawdziwe przebudzenie trzech tomoe (tamten opis byłe meh, bleh etc.) w formie snu czy czegoś. Ale to już Twoja decyzja. Nie masz przy sobie żadnego ekwipunku, tylko czarne kimono na sobie. 100% chakry i lekki ból fantomowy.

KP T.J medyka który do nich dołączył i zajął się Yoshim


KEKKEI GENKAI: Zamiana w wodę no jutsu
NATURA CHAKRY:
    Obrazek
STYLE WALKI: em... bez tai/ken/shurikenjutsu/bukijutsu etc. to chyba żadnego mieć nie można XD
UMIEJĘTNOŚCI: Brak.
PAKT: Brak.
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 20
    WYTRZYMAŁOŚĆ 10
    SZYBKOŚĆ 130
    PERCEPCJA 90
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 150

KONTROLA CHAKRY A
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Goken

Fuuinjutstu B
Iryōjutsu A
Klanowe C
Suiton D

Obecny stan chakry - 100% dla wszystkich bo minęło kilka godzin. Obecnie oprócz Yina w pokoju jest związany na łóżku Yoshi i Shi czekający pod ścianą na jakiś znak. Medyk... Niechaj będzie Ao siedzi pod drugą ścianą. I tyle obecnie. Pokój/sala ma blisko 5 metrów na 5. Celem Yina jest upewnienie się, że nic nie grozi jego rodzinie i przyjaciołom. A co będzie potem? Cóż, Ao z chęcią poznałby Czerwonego lepiej.
Kamiru
 

Re: Kyū

Postprzez Teien » 5 sie 2015, o 14:40

Opadał z sił, nie liczył już życia w latach czy miesiącach, a nawet godzinach. Lecz w pozostałych mu minuty, dokładnie ile? Któż to wiedział, czuł że kolejny metr może być jego ostatnim. Wyobrażał sobie, że to wszystko to jeden wielki sen, a on tymczasem jest w burdelu, wypoczywając po upojnej nocy którą spędził z jedną ze swych ulubionych kobiet. Oddany krainie Morfeusza, w której to rzeczy nieziemskie jak sama jego śmierć się dzieją, takiego jeszcze zjawiska bowiem nigdy jeszcze nie doświadczył. W tym miejscu wszystko było prawdziwe, ciągnąca się za nim oznaczona trasa przez krew i zapach ostatniego tchnienia, natomiast oddaleni za jego plecami ludzie mający na celu zgładzić go własnie otrząsali się po iluzji, również chmury dymu zasłaniające pozostawioną za sobą przestrzeń, właśnie rozwiewane przez najmniejszy podmuch wiatru...
Od jakiegoś czasu nie czuł już większości swojego ciała, lecz powieki ciążyły mu za całą resztę. Opadając raz po raz w dół, on sam ostatkami sił wznosił je do góry, lecz co z jego ruchami? Na nie nawet nie miał co liczyć, a jednak instynkt przetrwania pchał go dalej, aż do momentu w którym i temu mięśniowi brakło sił. Pozostał na brzuchu, wyschnięte wargi dotknęły ziemi, była chłodna i przyjemna. Pod jego łbem znalazły się kępki trawy, które ułożyły się niczym naturalna poduszka, wypchana toną puchu. Kurz delikatnie unosił się tuż przy jego twarzy, z racji iż jeszcze jakoś dychał. -Szkoda czasu na pierdolenie... -podsumował w myślach. Wiatr zarzucił na niego garstkę fruwających liści, które urwały się z całej gromadki, na czas jego pogrzebu. -To tego uczucia bałem się zawsze...-już nawet zapomniał o bólu, który stał obok niego i gładził po głowie w postaci zmęczenia. Nie ruszył się już, jedynie udał nad poprzednimi słowami, które padły w jego myślach. Czego się bał? Każdy, nawet on ma jakiś lęk. A nim była druzgocąca porażka z własnej głupoty, na którą nie godził się nigdy. Bezsilnie stał na granicy, z której nie ma powrotu. Zebrał większą ilość powietrza w płuca, starał się wziąć ostatni dech pełną piersią. Między tym na jego twarzy zaiskrzył skromny uśmiech zadowolenia. Oczy nie otwarły się już od jakiegoś czasu, lecz usta po wdechu uniosły się na ostatnim słowie. -Kur...-nastała ciemność, która nie była efektem zamkniętych powiek, lecz czymś innym, początkiem kolejnej nadziei czy może powtarzającym się koszmarem?
Jak się okazało otworzył zaraz swoje oczy, stał na polanie, była mała. Rosły jakieś kolorowe kwiaty, latały przeróżne owady, na granicy tego miejsca były wysokie drzewa z dumnymi koronami. Wśród nich ćwierkające ptaki, o barwach miliona różnych tęczy. Między tym wszystkim stał nie kto inny jak Yoshi. Wyprostowany, dumny i pewny siebie, doglądając horyzont naprzeciw niego, w jego ustach znajdował się papieros, a między kolejnym tchem dym. Nie trzeba było czekać długo nim zareaguje. -Heh, wiedziałem że to był sen. Żadna taka bestia jak Ci dwaj... Nie żyją, a ja po prostu odpłynąłem. To pewnie przez jakieś pyłki kwiatów, halucynacje miałem czy co?-spytał samego siebie. Wtem słońce wyszło zza chmur, zaczynając drażnić go od razu. Już miał klnąc, wyzywać to irytujące dzienne zjawisko. Usłyszał za sobą czyjś krok, zrobił odruchowy skok do przodu, odwracając się przy tym. Wtem w miejscu gdzie stał powstał krater od uderzenia, a ziemia zatrzęsła się ze strachu. -Huh, cały czas masz dobry sierpowy co...?-zasłona kurzu i piachu zaczęła opadać, ukazała się postać przypominająca bardziej demona niż człowieka. Kolor skóry, ślepia... Wszystko było inne. -Co Inoue...?-jak zawsze przy spotkaniu tych dwoje musieli sprawdzić się wzajemnie podczas potyczki. Jedna i druga strona ukazała swoje nowe techniki podczas tego, lecz coś było zupełnie innego we wzroku Uchihy, a jemu natomiast zdawało się, iż łatwiej odczytywał ruchy swojej kochanki. Cóż to było, tego nie wiedział, bowiem między wymianą ciosów znów nastała ciemność...
Otworzył ślepia, odczuwał coś innego w nich po raz kolejny. Jak gdyby otrzymał od losu coś nowego, a w około dalej była ciemność lecz zupełnie inna niż przedtem. Czuł że coś uciska go na twarzy, opaska? Chyba tak lub jakaś przewiązana szmata. Przymknął znów oczy i skupił się na otoczeniu. Choć nie może inaczej, bardziej nazwać to można chęcią sięgnięcia po to coś co ma na twarzy, ku jego zdziwieniu nie dało się. Coś krępowało jego ruchy, po chwili ciało zaczynało reagować na to co się działo. Czuł obydwie dłonie które się stykały, uwiązane czymś ciasno i mocno. Starał sobie przypomnieć co się wokół niego ostatnimi czasy działo... Nagle usłyszał czyjś głos. W pierwszym kontakcie nie umiał go skojarzyć z nikim, lecz obrazy sprzed... Kilku chwil? Oswobodziły go z niewiedzy. -Kurwa...-powiedział to samo co przed omdleniem. Usłyszał szum, jak i również poczuł drętwienie. Na pewno żył, lecz jak długo to będzie trwało? Z racji, iż tuż obok niego stoi nie kto inny jak człek, który pozbawił go nogi. Westchnął głęboko i otworzył usta. -Nie licząc kobiety i mężczyzny, których zabiliście, a także mnie... Był jeszcze ktoś kto umożliwił nam dopłynięcie tutaj, lecz to było tylko jego zadaniem. -powiedział pewny siebie, nie liczył na to, że mu uwierzą. Bardziej był przygotowany na cios w twarz lub nadchodzące tortury, choć zaciekawiły go dwie sprawy. Na jedną znał odpowiedź ów były lider najemników, natomiast na drugą odpowiedź trzeba poczekać. -Dlaczego żyje akurat ja?-bez większych emocji wypuścił z siebie to pytanie, czekając dalej...
Teien
 

Re: Kyū

Postprzez Kamiru » 6 sie 2015, o 17:10

Wyprawy Yoshiego i Inu ciąg dalszy.
Sub Zero mode on!


    Czerwony oddał się w ramiona nieświadomości, dziwnych wizji i innych, jeszcze ciekawszych rzeczy o którym się nawet fizjologom nie śniło. A teraz leżał w łóżku, zdany na łaskę tego starego wojownika, który z jakiegoś powodu zdecydował się ocalić życie Uchihy, dać mu kilka godzin więcej. Tak, godzin. Tyle trwał sen/odpoczynek. Słońce już dawno wzniosło się nad wyspą, podobnie jak mgła otaczająca całą wyspę białym oparem. Ależ poetycko, huh? Przechodząc jednak z ogółu do szczegółu, do tego jednego, może nawet najważniejszego miejsca w życiu (a raczej dla życia) Yoshiego.
    Na niebyt miłe określenie kobiety pracującej ciałem nikt nie odpowiedział. No, może Yin wypuścił tylko powietrze w jakimś dziwnym westchnieniu. Ale kolejne słowa Czerwonego wywołały już pewną reakcją. Pogłębiającą się z każdą chwilą ciszę. Najwidoczniej (nie żeby coś było widać przez materiał) dziadek rozważał wiarygodność osoby, której pozbawił nogi. Czy mógł mu wierzyć? To i tak bez znaczenia, Lider Hoozukich zostanie poinformowany o tym incydencie, a system nocnych wart ponownie wejdzie w życie na jakiś czas. Stare, dobre metody. Niezawodne tak samo teraz, jak i dwadzieścia lat temu. Starzec nie zastanawiał się, co tak właściwie chciała osiągnąć ta trójka. Intencje szermierza nawet rozumiał, szczególnie wtedy gdy zobaczył ostrze rozkruszone na setki, a może i tysiące kawałków. Ale czemu ten Czerwono-Rudy duet przybył tu za nim? Wiedzieli, jakie zagrożenie na nich czeka? Nie chciał rozbudzać swej ciekawości, odkaszlnął więc i kontynuował rozmowę. Albo przesłuchanie, jak kto woli. Bo Twoje życie uratować się udało. Inni nie mieli takiej szansy... Ponownie zapanowała cisza, zmącona jedynie oddychaniem. No i skrzypieniem desek. Możemy Cię zabić, tu i teraz. Skończy się Twa droga, dołączysz do towarzyszy. Ale dość mam już zabijania na stare lata... Widziałem już kiedyś takie oczy jak Twoje. Sharingan to potężna broń. Jeśli nam go oddasz, zachowasz życie. I uprzedzając Twe pytanie, przysięgam na życie swoje i moich bliskich. I... Tyle. Cisza. Cóż, sytuacja młodego użytkownika iluzji raczej nie jest piękna. Ale... Może warto spróbować coś ugrać w tej grze? Ratować życie za cenę oczu? Albo umrzeć z godnością? Co wybierze Czerwony Król? Tego dowiemy się w następnym odcinku.
Kamiru
 

Re: Kyū

Postprzez Teien » 6 sie 2015, o 17:48

Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź Yina, który oczywiście nie był zainteresowany niczym innym niż Sharinganem młodego Uchihy. Nie trzeba było również być geniuszem by domyślić się, że tylko dlatego żył, bowiem chyba każdy kto żyje już jakiś czas na tym świecie zna sekret tych oczów, a mówi on, iż te muszą być aktywne w momencie ich wycinania, natomiast kiedy to Yoshi uciekł im i dezaktywował go musieli zrobić coś by przetrwał kolejne godziny czy dni i o własnych siłach aktywował go ponownie. Nic nie mógł zrobić, w tej sytuacji starszy człek był bezsilny, gdyż nawet taki wiekowy i mądry osobnik nie może zrobić nic by zmusić Czerwonego Króla do oddania swoich własnych oczów. Mimo ciemności która go ogarniała, mógł sobie wyobrazić twarz człowieka który odciął mu nogę, mógł wyobrazić sobie jego pożądanie skierowane do legendarnego narzędzia. Delikatny uśmiech pojawił się pod jego nosem, był on chytry i nasycony zdecydowaniem.
-Zdajesz sobie sprawę, że Sharingan musi być aktywny czyż nie? To wie każdy członek mojego klanu i raczej nie tylko... Utracę ślepia, będę ślepy i zachowam życie... Ciekawa propozycja, zwłaszcza po tym jak mieliśmy się poddać i mieliście nas oszczędzić czyż nie? -gdyby tylko nie zasłona na jego twarzy, Yin mógłby zobaczyć to co odbija się w jego ślepiach ze znacznym podkreśleniem. -Ja miałbym dla Ciebie inną propozycję odnośnie Sharingana... Nie jestem przywiązany do swoich rodaków, nie obchodzi mnie ich los, przyszłość czy przeszłość. Może dobijemy targu w którym to będę pracować dla Ciebie. Rozbita legendarna grupa najemników, heh zabawne... Stworzenie takiej grupy było moim celem jaki obrałem sobie na tym świecie, a Ty pewnie chciałbyś wzmocnić swoje pozostałe jednostki czyż nie? Pewnie coś takiego Tobą kieruje. Chciałbym być jednym z Was, chciałbym przynieść Ci coś lepszego niż Sharingana który posiadam. -przerwał by dać moment na przeanalizowanie tego wszystkiego przez Hozukiego. Również by złapać oddech i zaraz kontynuować... Dobrze wiedząc, że jego wiek i wiedza o Doujutsu wskazuje na to, iż widział już nie jednego użytkownika tego Kekkei Genkai. -Nie rozwinąłem się jeszcze do końca jako Uchiha, jednak zamiast moich oczu, mogę zaoferować inne i nie jedną parę. Pracując dla Ciebie chciałbym byś nie tylko pozwolił mi żyć, lecz także zabijać w Twoim imieniu, a także byś uczył mnie tego fachu najemnika jako... Mój szef. Mimo, iż nie jestem oddany swemu rodowi, to nie znaczy, że mnie nie szanują. Mógłbym osobiście zabić jednego i drugiego... Piątego czy szóstego, a dzięki pewnej znajomej oddzielić ich ślepia od ciała i przekazać Tobie...-cóż odpowie mu Yin? Któż to wie, jednak kto wie może zgodzi się na coś takiego. Jeśli nie, to raczej Czerwony Król pożegna się z życiem już niedługo. Oczywiście Sharingan był w tym momencie dezaktywowany.
Teien
 

Re: Kyū

Postprzez Kamiru » 6 sie 2015, o 18:07

Wyprawy Yoshiego i Inu ciąg dalszy.
Sub Zero mode on!


    Kto by się spodziewał, że Czerwony spróbuje się targować? Yin tak. Miał w końcu swoje lata, a Yoshi już wcześniej spróbował zrobić inaczej, niż ten mu zaproponował. Twoje oczy mówiły co innego, niż Twoje usta. Przerwał mu gwałtownie w pół słowa, tym samym chłodnym tonem. Tyle starzec miał do powiedzenia odnośnie ostatnich wydarzeń. Przez te wszystkie krzyżyki na karku zmiękł, zaproponował im życie zamiast śmierci... A ten Uchiha nadal wpatrywał się w niego sharinganem, tak samo czujny i gotowy do ataku jak przed propozycją weterana. Nie miał zamiaru ryzykować dalszej walki z użytkownikiem genjutsu. Nie bał się o swoje życie, ale jeśli Czerwony zagroziłby jego rodzinie? Nie mógł na to pozwolić, dlatego postąpił tak, jak postąpił. Żałował swojego czynu? Nie. Teraz ponownie dawał mu szansę na zachowanie resztek swej fizyczności, a ten chciał się targować. To, że krwiste oczy wymagały aktywacji przed pobraniem wiedział tylko Ao, Yin zaś skrzętnie zanotował tę informację w swojej pamięci, tak jak inne wiadomości ze słów Czerwonego.
    Kiedy Yoshi skończył mówić, w pokoju znowu zapanowała cisza, równie lepka co mgła na zewnątrz. Czy w pomieszczeniu był ktoś jeszcze? Czy trwała jakaś bezgłośna narada? Całkiem możliwe. W końcu jednak Yin przemówił, a jego głos rozciął ciszę niczym najlepsza katana tnąca mięso i kości. Nie. Nie będę... Twoim szefem. Moje dzieci i wnuki służą rodowi, tak samo jak potomkowie moich przyjaciół. Odcięliśmy się w tym miejscu od poprzedniego życia, do czasu aż nie zjawiłeś się z tamtą dwójką. I co przyjdzie nam z tego, że przystaniesz do nas? Nie jesteś zdrowy, a klan Hoozukich nie potrzebuje wojny z Uchiha. Nie, nie będziemy się tak układać. A skoro Twoi pobratymcy nawet nie wiedzą o Twym pobycie tutaj, jesteś zdany na mą łaskę. I znowu zapanowała cisza.


#post taki sobie, ale idę grać a nie chcę Cię spowalniać bardziej
Kamiru
 

Re: Kyū

Postprzez Teien » 6 sie 2015, o 18:34

Kto by pomyślał, iż Yin będzie akceptował wszystkie warunki Yoshiego... Nikt? Zaskoczenie? Nie. W momencie kiedy starszy odpowiadał ten Czerwony łeb już się zastanawiał. Dobrze wiedząc, że Hozuki nie zgodzi się na to wszystko, specjalnie podciągnął całą wartość i wygórowane wymagania. Rzucając słowami na prawo i lewo, co chciał uzyskać? Cóż, kiedyś targował się o różne rzeczy, mimo starych dziejów malutka wiedza może mu troszkę pomóc. Choć targowanie się o cenę ryby, to nie to samo co o legendarne oczy czyż nie? Uchiha zdawał się myśleć nad tym co powiedział do niego Yin, tak nie było bowiem już wiedział co powiedzieć...
-Oczywiście, że jestem zdany na Twoją łaskę. Nie kwestionuje tego, lecz bardzo zależy Ci na Sharinganie, a dla mnie jest on życiem. Ale! Ja mam swojego, nie chciałbym się z nikim nim dzielić, a jak mówiłem nie trawię swoich rodzin. Mówisz, że nie chcesz wojny, a chcesz te oczy? To jedyny sposób na to by otrzymać więcej niż parę, to pozwolić mi działać. Odciąłeś mi nogę czyż nie? A jednak Twój medyk zdołał zatamować krew, a podejrzewam, że również potrafi ją przyszyć. Nie mając nogi czy też mając ich parę, dalej jestem jednym z Uchihów i dalej jako jeden z nich mogę niepostrzeżenie zdobywać te oczy, dla Ciebie. Nawet jeśli nie zgodziłbyś się na przeszczep kończyny, to zawsze mogę zdobyć protezę lub coś co pomoże mi się poruszać. -westchnął. Twarz dalej odziana w delikatny uśmiech, szczerzyła się od niewiadome czego. -Wolisz mieć martwego Uchihe, który do niczego Ci się nie przyda czy kilka Sharinganów?-zarzucił na koniec. Sam nie wiedział co mógłby zrobić więcej, jeśli Yin się nie zgodzi, nie przewidywał takiej opcji, lecz był "przygotowany", iż ta się nie uda, a także że będzie musiał zginąć...
Teien
 

Re: Kyū

Postprzez Kamiru » 6 sie 2015, o 22:04

Wyprawy Yoshiego i Inu ciąg dalszy.
Sub Zero mode on!


Theme

    Yin wysłuchał słów Czerwonego, marszcząc swe krzaczaste brwi. Yoshi oczywiście nie mógł tego widzieć, ale coś napisać trzeba, żeby post jakoś wyglądał, ne? W każdym razie, starzec chyba podjął ostateczną decyzję, odkaszlnął raz jeszcze i przemówił, tym razem głośniej. Nie. Wypuścić Cię wolno? Z tymi oczami? A Ty wrócisz do tych "nielubianych" pobratymców a potem zjawicie się całą zgrają, paląc, niszcząc i mordując? Nie, nie odejdziesz w ten sposób... Niestety. Ty nie wierzysz moim przysięgom, ja nie wierzę Twoim słowom. Więc... Odejdziesz spokojnie. Chwila ciszy, kilka kroków... I palec starca zatrzymujący się tuż przed głową Uchihy. Co się dalej działo? Kumulacja chakry w tym fragmencie ciała i PIF! Wodny pocisk trafił w klatkę piersiową młodzieńca, przeszywając ją na wylot. Jakby dla pewności nastąpiło jeszcze PAF, robiące kolejny otwór w czaszce chłopaka. Łóżko powoli przesiąkało krwią, szkarłatne krople barwiły podłogę, tworząc na niej ciekawy wzór...
    Co było dalej? Nienaruszone (w sensie oczy) ciało trafiło na morze i... Tyle. Razem z ciałami swoich towarzyszy popłynęło tratwą ku nieznanemu, wyruszając w ostatnią podróż. Dam dam daam.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Mizudeppō no jutsu

Pieczęci
Złożenie dłoni w "pistolet"

Zasięg
Kilka metrów

Koszt
E: 35% | D: 30% | C: 20% | B: 15% | A: 10% | S: 5% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Specyficzna, niepozorna, a zarazem niezwykle niebezpieczna technika z arsenału jutsu klanu Hōzuki. Technikę wykonuje się, łącząc swoją zdolność skraplania swojego ciała z chakrą. Głównym założeniem jutsu jest wyciągnięcie przed siebie dłoni z palcami złożonymi w pistolet. Z tego pistoletu zaś można wystrzelić pocisk z wody pod bardzo wysokim ciśnieniem, co pozwala bez problemu przeszyć ciało trafionego.


Yoshi - śmierć.

#marnie, ale nie chcę już blokować
Kamiru
 

Re: Kyū

Postprzez Defrevin » 6 sie 2015, o 22:09

Potwierdzam śmierć postaci. Nowa postać zgodna z regulaminem kart pośmiertnych.
Jeśli masz ważną sprawę, pytanie lub potrzebujesz pomocy związanej z funkcjonowaniem forum, proszę wyślij do mnie prywatną wiadomość. Z chęcią zapoznam się ze sprawą i rozwieje wszelkie wątpliwości.
Avatar użytkownika

Defrevin
Założyciel Forum
 
Posty: 2083
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 22:31
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta:

Re: Kyū

Postprzez Shinjo » 26 wrz 2017, o 16:34

Najemnik zawsze pozostanie najemnikiem, niewielka ilość pieniędzy wystarczyła aby ostatecznie przekonać Sanshina do wskazania miejsca pobytu Yina. Bylem gotowy na stratę większej ilości gotówki...Mimo wszystko porządny z niego chłop. Zawsze mógł nas zaatakować. Ten niewielki sukces wywołał niewielki uśmiech na mojej twarzy. Rozradowany zacząłem mówić w stronę odchodzącego już mężczyzny. -Dziękuję. Dziękuję, że pan uwierzył.
Wiedziałem, że czeka nas niewielka podróż. Zanim jednak się udamy we wskazane miejsce, koniecznym będzie poinstruowanie towarzyszki o moim planie, notabene mało ambitnym. -Idziemy w paszczę lwa, ale pamiętaj, unikamy walki tak długo jak będzie się dało. No i uważajmy żeby nie stracić życia. Uśmiechnąłem się, ale było to nieszczere, nie miałem teraz czasu na radość, musiałem trafić do tej doliny, a potem jeszcze tam przeżyć, całkiem dużo poważnych celów jak na piętnastolatka. Powodzenia ja. Z tą jakże pozytywną i samomotywującą myślą ruszyłem w stronę osadowej bramy.
Samo dotarcie do doliny nie okazało się zbyt problematyczne, ot kilka prostych odcinków, kilka skrętów, ale wszystko było oznakowane. Pierwsze kłopoty zaczęły kiedy w oddali pośród traw dostrzegłem coś dziwnego... Jakiś budynek? Ostrożnie zacząłem się zbliżać w jego kierunku. Po stu metrach miałem pewność, była to jakaś konstrukcja podobna do świątyni. Z wrażenia aż się zatrzymałem. Czyżby ten Yin był mnichem? Te opowiadania o jego mordach okazały się kłamstwem? Co jeśli tak naprawdę oni byli tymi dobrymi...? -Kurwa. Rzuciłem pod nosem, wszystko wyglądało tak dobrze, że aż sielankowo. Gdzie tutaj było miejsce dla grupy odpowiedzialnej za mordy i gwałty? Najprawdopodobniej za najpóźniej kilkanaście minut miałem się o tym przekonać. Zrobiłem krok do przodu, nie było tu miejsca na zawahanie, potencjalny przeciwniki zapewne i tak zdawał sobie sprawę z naszej obecności. Odwróciłem głowę do mojej "koleżanki" i cicho się do niej odezwałem.
-Chodźmy. Czas przekonać się czy Sanshin dobrze nas poprowadził.

24/30
Shinjo
 

Re: Kyū

Postprzez Shijima » 26 wrz 2017, o 21:09

Misja rangi C

My life ain't nothing but this carnival of rust
Obrazek
13/15


Masz cukierka, który nie kosztował zbyt drogo - koniec końców zresztą mogłeś zawsze spróbować dopomnieć się o tą rekompensatę u zleceniodawczyni, jako koszta konieczne do poniesienia. Nie musiałeś niczego jej udowadniać, stała tu i teraz, słuchała wszystkiego, wszystko widziała, więc zdawała sobie sprawę z tego, że właśnie wybuliłeś z własnej kieszeni. I nie wydawała się chętna, żeby samej zaproponować ci takową rekompensatę. Nie myślałeś o niej, więc w porządku, nie było tematu - jak na razie wystarczyła ci satysfakcja z tej małej potyczki... małej? Och, przepraszam... wzrastała bardzo wysoko, prawda? Spiętrzała ziemię pod twoimi nogami - niedobrze... Dobrze było, kiedy złapałeś ją za gardło i nakazałeś wrócić do normalnego poziomu - takim sposobem zgarnąłeś dla siebie kawałek listka z wieńca laurowego - czujesz? Tak pachnie zwycięstwo. Skoro zaś to szczątkowe ma tak słodką woń to co będzie dalej? Jeśli w ogóle jakiekolwiek dalej będzie.
Dziewczyna nawiązała z tobą kontakt wzrokowy - przed chwilą, zupełnie jak ty, odprowadzała łowcę artefaktów spojrzeniem - szybko jednak zniknął w tłumie i tylko płaszcz powiewał za nim - ten poniszczony, zabrudzony, który przeszedł pewnie nie wiele mniej niż sam Sanshin... w tym roku, rzecz jasna. Ciuchy na takich osobach nigdy nie utrzymywały się zbyt długo - przynajmniej nie te, które chciało się określać mianem zdatne do użytku. Kiwnęła głową, dając znać, że rozumie i odwzajemniła twój uśmiech - tylko że twój był nieszczery, a jej... raczej szczery. Niewyraźny, nieco nieporadny wręcz, można było powiedzieć, a jeśli dodać do tego specyfikę jej spojrzenia to przypominał trochę uśmiech porcelanowej lalki. Na cale szczęście jej fioletowe oczy nie były martwymi szkiełkami. Najwyraźniej nie wyłapała tego, że ten uśmiech był tylko pro forma, kolejne zagranie, żeby jak najlepiej się sprzedać - całkiem niezły jesteś jak na takiego Świeżaka, mówił ci to już kiedyś, Przyjacielu..? Przynajmniej wydawało ci się, że ten uśmiech był szczery.
Ruszyła za tobą niczym twój wierny cień, niemal chciało się do tego przyzwyczaić - do tego uczucia, że czuwa nad tobą ktoś, kto zna się na walce... ale w sumie to ona się znała, czy może tylko ubierała się tak dla SWAGU? Wszak nie raczyła ci niczego powiedzieć o swoich zdolnościach.
Tereny, na które wkroczyliście, były całkowicie zarośnięte. Wokół nie widać było nawet jednej, żywej duszy. Świat zamierał powolutku, szykował się do snu i przygotowywał do jesieni - i ten sielankowy krajobraz idealnie do tego snu pasował. Echo grzmiało tutaj w uszach, świst wiatru przeszywał na wskroś - hej, jeśli byś go posłuchał, może poznałbyś jedną z tutejszych opowieści..? Ach nie, lepiej nie... Ostatnio, kiedy tej opowieści słuchałeś, kiepsko się to dla ciebie skończyło.
Bo zbyt szybko.
W jednej części świątynia, albo raczej ta budowla do niej podobna, w jednej części była zawalona - widziałeś stąd, że dach się zapadł - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... Tylko skoro miał tutaj rezydować Yin, to dlaczego było tak cicho..? I czemu wszystko wyglądało na tak zapuszczone?
Drzwi do świątyni były zamknięte.
Shijima
 

Re: Kyū

Postprzez Shinjo » 27 wrz 2017, o 10:36

Powoli zaczynałem lubić moją towarzyszkę, czasami nawet żałowałem swojego początkowego osądu wobec jej osoby, z każdym kolejnym wydarzeniem wydawała się być coraz przyjemniejsza...? Chyba po tym wszystkim powinienem z nią porozmawiać i przeprosić za mój przedwczesny i krzywdzący osąd, teraz jednak musiałem skupić się na zadaniu, musiałem przejść przez pozornie bezpieczny obszar, a potem jeszcze wejść do tego budynku.
Wiem, że nie powinienem się obawiać marszu przez ten zarośnięty trawą obszar, w końcu wszystko wydawało się być takie sielankowe, że aż nierealne, byłem już skłonny poddać się temu uczuciu błogości i udać się w objęcia Morfeusza kiedy jeden prosty impuls z wszystkiego mnie wybudził. NOTKI WYBUCHOWE MOGĄ BYĆ UKRYTE W TRAWIE. Zatrzymałem się. Nie wierzyłem, że zdążyłem tyle przejść nie biorąc pod uwagę ewentualnego zaminowania terenu. Obecność notek-pułapek wyjaśniałaby brak jakichkolwiek zwierząt czy ludzi, każdy kto wchodził, ten zostawał na zawsze. Od tego momentu kroki stawiałem ostrożniej, a swoje oczy wbijałem w obszar przed sobą instruując wcześniej swoją towarzyszkę aby uważała na to gdzie stawia kroki. W tym żółwim tempie zbliżaliśmy się do zabudowań. Po kilku, a może kilkunastu, minutach dotarłem praktycznie pod drzwi i już miałem pewność, ta budowla była tylko stylizowana na świątynię, do tego wydawała się być zrujnowana. Pogrążyłem się w myślach. Czy ktokolwiek tu jest? A co jeśli Sanshin nas oszukał? Może szykują się do jakiegoś ataku? Tyle pytań, tyle pytań... Pozostało mi tylko jedno, pokazać, że nie mam złych zamiarów. Stojąc przed drzwiami zacząłem krzyczeć.
-Halo! Jest tu ktoś!? Przyszliśmy tutaj w poszukiwaniu jednego chłopaka, a ponoć tutaj był widziany ostatni raz! Nie mamy złych zamiarów!
Krótkie przedstawienie naszego celu powinno uspokoić ewentualnych słuchaczy, zmotywować ich do wyjścia i rozmowy. Czy i tym razem miałem otrzymać cukierka? Liczyłem na to, w końcu słodycz zawsze jest przyjemniejsza od psikusów.

26/30
Shinjo
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kantai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość