Gdzieś na morzu

Prowincja o znacznej powierzchni otoczona niedużymi wysepkami umiejscowiona na morzu na zachód od Prastarego Lasu. Kantai zamieszkiwany jest przez klany: Hōzuki, Hoshigaki i Shabondama. Umiejscowiona na niej Hanamura stanowi stolicę nowopowstałego Cesarstwa. Ze względu na swoje umiejscowienie na Kantai rozwijany jest w szczególności przemysł wodny, a także rybołówstwo. Ze względu na wysoką wilgotność powietrza przy równocześnie niewysokiej temperaturze zaobserwować można na wyspach praktycznie cały czas występującą mgłę, które skutecznie zakrywa pole widzenia na większą odległość.

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Hayami Akodo » 2 sty 2018, o 21:20

-Co przemyślałaś? - roztargniony, rozkojarzony Hayami nie od razu zrozumiał tok myślowy swojej przyjaciółki. Zbyt skupiał się na teraźniejszości, na planach podróży: podróż sankami do Ryuzaku no Taki przebiegła pomyślnie i bez komplikacji. Saga zniosła ją bardzo dobrze, nie miała większego problemu...Pozostawała kwestia, jak urządzić dalszą ich podróż. Trwały ciepłe, wiosenne dni. Jeśli turniej nie potrwa zbyt długo, to na jakiś miesiąc zostaną na Kantai, potem można będzie napisać do braci list i rozkazać im, by ruszyli szanowne rzycie i zostawiwszy matce pieniądze (oczywiście w takiej ilości, by mogła się sama utrzymać), dotarli do określonego punktu. Pytanie, co byłoby tym określonym punktem? Nie znał dokładnego położenia Kaigan, nie znał tam drogi. Pamiętał jedynie mętne, blade opowieści ojca sprzed wielu dni, historie, z których wiele szczegółów mogło się pozacierać, zniknąć we mgle.


Tam więc stoi miasto we mgle,
Wiosno, co ja o tobie wiem?


No właśnie, co on tak naprawdę wiedział o Kantai? Nic. A zdecydował się zabrać Sagisę i Tensę w to miejsce, wdepnąć w ten chaos...No cóż, kto nie ryzykuje, ten nie ma.
I nagle dotarło do niego, o czym mówiła: chciała odejść. Zostawić ich oboje samych, na łaskę losu, odejść nie wiadomo dokąd, kiedy, jak i gdzie. Po prostu...chciała zniknąć z ich życia. A na to Hayami nie chciał pozwolić. Z jednej strony byłby zadowolony, bo pozbyłby się groźnej rywalki o serce Sagisy, ale z drugiej strony ta sama rywalka była siostrą dziewczyny. Rodzoną siostrą, częścią jej przeszłości, i to nawet tą ważniejszą - bo przecież jego nie było tu zawsze. Wolał włóczyć się po świecie, walczyć, żegnać, umierać i zabijać niż towarzyszyć ukochanej w najważniejszych momentach jej życia. Jeśli Tensa teraz odejdzie i pozbawi siostrę swojego niezwykle ważnego wsparcia, co może się stać...?
-Jeśli teraz zostawisz ją i dziecko, nie będzie to godne shinobi i Uchiha-rzucił może nieco ostro, ale nie miał innego wyjścia. Po prostu musiał to powiedzieć, tak czuł i myślał.

-Ja to jedno, ale Sagisa potrzebuje siostry. Kobiety. Zresztą przysięgałem, że ją ochronię, więc nie zamierzam się powtarzać. Jak mówiła Reiko-sensei: "słowa raz wyrzeczone przez samuraja nie powinny odlatywać bystrym ptakiem z jego warg".
Spojrzał uważnie, przeciągle na krwistowłosą dotykającą delikatnie swojego brzuszka. Uśmiechnął się lekko.

...więc co będzie z ojczyzną i z nami?

Kiedy jednak zgodnie ze starym przysłowiem "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta" młodsza Uciapka wykupiła im w końcu podróż za pomocą swoich własnych środków, Hayami aż zadygotał ze śmiechu.

-Patrz, Tensa, jak nas wyprzedziła - zaśmiał się. -Nie pozostaje nam nic innego, jak przyjąć warunki Sagi i dziecka.

Usiadł obok niej, po czym popatrzył na młodą matkę. Przełknął ślinę. Nie powinien o tym ciągle myśleć, mówić, powinien poświęcić jej trochę uwagi...Tylko jakby to sformułować...

-Małe już domaga się atencji, co? -uśmiechnął się.-Pewnie niedługo ujrzymy Kantai. Potem trzeba zobaczyć, gdzie można ściągnąć Hajime i Takashiego, bo wątpię, byśmy dojechali do Yinzin przed twoim porodem. I trzeba będzie poprosić tubylców, by pomogli mi...nam się tam dostać.
Ostatnio edytowano 4 sty 2018, o 15:20 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Tensa » 3 sty 2018, o 19:20

Droga była długa i już od początku pełna przemyśleń, gdyby nie opowieści samuraja, cisza panująca na trakcie byłaby wręcz grobowa. Tensa nie żartowała mówiąc o wadze tej podróży i właściwie już na początku chciała poinformować całą resztę o decyzji którą zamierzała podjąć. No cóż... właściwie to mogła spodziewać się reakcji jaka nastąpiła, co sobie myślała obwieszczając wszem i wobec swoje zamiary? Jak mogła przypuszczać, że ktokolwiek spróbuje zrozumieć jej pobudki? Nie ważne jak była pewna tego czego chce, Saga i tak zawsze potrafiła sprawić, że przynajmniej częściowo zmieniała zdanie. Saga zatrzymała się i powiedziała to co białowłosa powtarzała tak niedawno. "Nie możesz odejść" czy nie to wykrzyczała? "Potrzebuję Cię" przecież to były słowa wyrwane z ust Tensy! Czy fiołkowooka właśnie nie chciała zrobić czegoś podobnego co płomiennowłosa? Zniknąć? Mniej tragicznie, jednak pozostawiając smutną świadomość, że wciąż jest gdzieś na świecie? Czy Saga nie wyczekiwałaby jej jak Hayamiego? Jednak w przeciwieństwie do samuraja, białowłosa zostałaby wyrzutkiem, ścigali by ją, a powrót do wioski mógłby równać się nawet wyrokowi śmierci... Odwzajemniła uścisk siostry. Również szatyn zabrał głos, co prawda mógł ją poprzeć, próbować pozbyć się jedynej rywalki... jednak był samurajem i martwił się o Sagę.
-Ehh... co ja z wami mam. - westchnęła gładząc włosy wtulonej siostry. -Hayami tu nie chodzi o godność. Nie chodzi mi o powtórzenie, myślałam o życiu, a nie tylko podróży, z resztą wrócimy do tego jak będzie czas. - ucięła temat, przynajmniej na jakiś czas, sama nie wiedziała czy zamierza do niego wrócić... w końcu Saga... ona tego nie chciała. Srebrnowłosa to rozumiała, sama nie chciała tego, a to, że po raz kolejny pokazywała swoją głupotę wynikało głównie z troski.

W końcu cała trójka dotarła do Ryuzaku, osady kupieckiej sąsiadującej z Sogen. Niestety to drugie mimo położenia nad morzem i słynięcia z żeglugi nie posiadało bezpośrednich szlaków handlowych za pośrednictwem których można by dotrzeć do Kantai, z tego też powodu musieli oni nadłożyć drogi... no i nieco grosza w końcu podróże morskie z Sogeńskich portów były jednymi z najtańszych. Przynajmniej tak głosiła plotka, Tensa nie była z tych osób które często wyruszały w świat, właściwie to była jej pierwsza podróż poza rodzimą prowincje, toteż sama nie była w stanie samej ocenić owych kosztów. Oczywiście nie przeszkadzało to jej wykłócać się z Hayamim o to kto ma zapłacić, on jako dumny samuraj i mężczyzna? Czy ona bo tak... no cóż, kobiece "bo tak" bywała argumentem tak silnym jak zapartym potrafił być szatyn... w wielkim uproszczeniu bardzo. W tym wszystkim okazało się, że to Saga pobiegła odnaleźć statek i opłaciła całość. Na wspomnienie o dziecku po twarzy Tensy przebiegł cień smutku, to... wciąż było dla niej trudne.
-Tak, trudno upilnować trójkę dzieciaków. - odpowiedziała przybierając uśmiech. Już od najmłodszych lat to ona była tą nudną i odpowiedzialną, wciąż pamiętała tamte czasy i właściwie to lubiła do nich wracać. Wtedy wszystko było prostsze... Białowłosa zauważyła strach w oczach siostry, sama spojrzała na błękit morza... było piękne i spokojne, aż prosiło się o to by popłynąć poza horyzont. W końcu wbiegli na statek i mogli usiąść.
-Yinzin? - powtórzyła pytająco, no tak, w końcu Hayami musiał zająć się braćmi. -I wy myślicie, że sami odbierzecie poród? - powiedziała karcąco.
-Chyba lepiej pozostać przez jakiś czas w Hanamurze, w końcu musi tam być szpital... - ciągnęła dalej, chociaż chciała zniknąć po turnieju, chęć ujrzenia siostrzeńca była równie ogromna.
-Dobra skoro już płyniemy i mamy trochę czasu... - zaczęła dość niepewnie. -Jakie macie plany po festiwalu? - zapytała chcąc dowiedzieć się nieco więcej o dalszych podróżach które planował samuraj.
Tensa
 

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Sagisa » 4 sty 2018, o 12:56

Morze ją przerażało. Ogrom bezkresnej wody o niezbadanej głębokości przy jej braku jakichkolwiek umiejętności pływackich stanowił przeszkodę nie do przejścia. Ale przecież do Kantai płynęli statkiem, prawda? Nie było możliwości, by ot tak wpadła do morza i się utopiła, prawda?
Siedziała na rufie, wpatrując się w oddalający ląd, chociaż to właściwie ona się oddalała, podczas gdy kontynent stał nieruchomo w tym samym miejscu. W końcu i on zniknął jej z oczu, uwidaczniając bezmiar odległości między Ryuzaku a wyspami na wschodzie. Jeszcze nigdy nie zapuszczała się tak daleko, nawet tamtego dnia podczas tej małej wycieczki łódką u boku Motoko. Samo wspomnienie brunetki i tego, co działo się później, przyprawiało ją o dreszcze. Wtedy też usłyszała kroki i obróciła się w stronę Hayamiego, który zaraz przysiadł obok. Trwali chwilę w ciszy, aż wreszcie młodzieniec się odezwał. Odruchowo pogładziła brzuch.
- Chyba boi się morza... - stwierdziła cicho z półuśmiechem. - Zupełnie jak ja...
Samuraj kontynuował rozmowę, wspominając swoich braci, kiedy w zasięgu wzroku pojawiła się również Tensa. Nie przypadł jej chyba do gustu pomysł wyprawy do Yinzin, a tym bardziej samodzielne odbieranie porodu. Właśnie, poród... Do tej pory Saga nie myślała o przyszłości, starała się po prostu poradzić z własną przeszłością, z krzywdą, jakiej doznała. Nie zastanawiała się, co będzie, gdy wreszcie nastanie czas rozwiązania, jak sobie poradzi, co pocznie. Nie miała właściwie żadnych planów. Nawet pomysł wyruszenia w tę podróż był decyzją czysto egoistyczną, bez przemyślenia perspektyw. Chciała po prostu wyrwać się z domu, ruszyć gdzieś, gdzie każde napotkane miejsce nie będzie jej czegoś przypominać. Odwróciła wzrok, gdy siostra spytała o plany po festiwalu. Oddając głos przyjacielowi. On z pewnością miał co planować, musiał się w końcu zająć wyszkoleniem braci. Opieka nad młodszymi... Taka przypadłość bycia starszym. Coś, czego Saga nigdy nie miała okazji zasmakować, w końcu to ona zawsze była na końcu łańcucha starszeństwa, prawda?
- Ja... nie mam planów... - powiedziała w końcu dość markotnie, bo i co miała mówić? A jej własne myślenie przypomniało jej słowa Mo. - Kiedyś ktoś mi powiedział, że ludzie są egoistami, bo tak jest im łatwiej. Zajmują się własnymi problemami, żeby nie myśleć o cudzych. A ja... Ja jestem chyba największą egoistką świata...
Na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech, choć nie było w nim ani krzty wesołości. Wpatrywała się w morze, nie mając odwagi spojrzeć pozostałym w oczy. Tamtego dnia brunetka starała się ją zbuntować, mówiąc, że siostra traktuje ją jak podłokietnik, ale ona sama nie była lepsza. Trzymała ją blisko siebie, nawet nie przejmując się jej stanem, przemyśleniami. A może Tensa była po prostu zmęczona tą ciągłą opieką nad biedną, skrzywdzoną siostrzyczką i dlatego chciała odejść? Sama przecież mówiła przy obiedzie, że każdy potrzebuje czasem wytchnienia, chwili dla siebie.
- Nee-san... - zaczęła, spoglądając na jasnowłosą, i przygryzła lekko wargę, jakby się zawahała. - Jeśli... jeśli samotna podróż ma ci pomóc to... nie będę cię zatrzymywać. Nie mam nawet prawa ku temu. Nie mogę całe życie chronić się w ramionach twoich czy kogokolwiek, nie mogę cię zmuszać, żebyś zawsze była gdzieś blisko. Ja... nie chcę ograniczać cię w rozwoju...
Na moment spuściła wzrok, biorąc kilka głębszych wdechów. Mówią, że jeśli się coś kocha, powinno się dać temu czemuś wolność. Może właśnie tak powinna postąpić...
- Wiem, że wyrzekasz się wielu rzeczy ze względu na mnie - ciągnęła, przerywając ewentualne protesty fiołkowookiej. - Całą jesień i zimę spędziłaś na zajmowaniu się mną. Zaniedbałaś treningi, niemal zrezygnowałaś z jakiejkolwiek działalności jako sinobi, a przecież zostałaś uznana Akolitą. Nie mogę ci tego zabierać, więc... jeśli nadal będziesz chciała ruszyć w świat... Ani ja, ani Hayami nie będziemy cię zatrzymywać.
Ostatnie zdanie wypowiedziała nad wyraz pewnie, nawet nie dając chłopakowi możliwości protestu. Tego jednego była pewna, nie może trzymać siostry przy sobie na siłę, jak zwierzęcia. Tensa była człowiekiem, miała swoje plany, ambicje. Może i Saga kiedyś chciała ją przerosnąć, być lepsza zarówno od niej, jak i ojca, ale to dziecięce marzenie było tylko marzeniem. Jej siostra miała realne możliwości, by stać się najlepszą kunoichi w osadzie. Nie mogła jej tego odbierać.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 455
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Hayami Akodo » 4 sty 2018, o 20:22

Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

Nie bogami, nie nadzwyczajnymi istotami, tylko zwykłymi ludźmi. Daleko nam do Bogów Shinobi, do wielkich synów Kaguyi - Hagoromo i Hamury, którzy stworzyli to, co nazywamy obecnie klanem Hyuuga i legendą o Mędrcu Sześciu Ścieżek, Rikudou Senninem, Wielkość czynów starszego syna księżniczki jest niekwestionowana, ale...co tak wielkiego możesz uczynić ty, Akodo Hayami?
Jesteś samurajem, którego monem jest teraz lew - symbol godnej szacunku chwały, którego strzegłeś od samego początku, chronionego przez wszystkich Akodo od protoplasty rodu - prapradziadka Katsuyoriego. Ale symbolem rodziny jest też kamelia, którą przyniosła ze sobą matka: łagodna godność i sprawiedliwość. I tym próbujesz się kierować. Pogłaskał brzuszek Sagisy, widoczny już dość wyraźnie; ciąża dziewczyny zdążyła się już zrobić zaawansowana i Hayami zaczynał się naprawdę poważnie zastanawiać, czy nie lepiej poczekać w Hanamurze...Ale nie, z jego wyliczeń wynikało jasno i niezbicie, że nie ma sensu czekać na braci przez tyle czasu w Hanamurze, szczególnie, że sama podróż przez Ryuzaku no Taki i inne prowincje musiałaby im trochę zająć, a nie mieli gwarancji, że wystarczy im pieniędzy, które zyskałby z odbywanych zleceń.

-Po festiwalu zostanę przez trochę w Kantai, by zorganizować sobie kogoś, kto przekaże mi Suiton. Jeśli się to nie uda, wówczas od razu wyruszam z Sagisą do Kaigan. Po drodze ściągniemy Hajime i Takashiego. Zostawimy ich w szkole w Kaigan, gdzie zostaną, by uczyć się bukijutsu pod okiem pani Zenpachi. Dwadzieścia lat przerwy to dość...W każdym razie oni zostaną tam, a my z Sagisą ruszymy w podróż do Sogen i Yinzin. Nie opłaca mi się siedzieć na wyspach wiecznie, Saga też nie wytrzyma tyle czasu w jednym miejscu, a jestem w stanie się nią zaopiekować.

Przez długą, długą chwilę milczał, słuchając słów obu sióstr i głaszcząc czule dłonią wydatny brzuch krwistookiej, w którym znajdowało się dziecko. Jeżeli bało się morza i fal, to zadaniem Hayamiego było uspokoić zarówno maleństwo, jak i matkę. Każdy miał jakieś swoje lęki, coś, co sprawiało, że zagłębiał się w otchłań strachu i szukał drżącymi dłońmi skały, oparcia bezgłośnie krzycząc - bo przecież nauczono nas cierpieć w ciszy. Nauczono nas, że im głośniej krzyczysz, tym więcej litości, współczujących uśmiechów, "będzie dobrze", "nie bój się", pustych słów pocieszenia, które nie znaczą nic - a i tak ból i gniew zostają, rozrywając bijące boleśnie, ciepłe jeszcze serce.
Spojrzał uważnie na Sagisę. Dziewczyna wybrała. Chociaż mogłaby prosić, błagać siostrę o pomoc, o zostanie z nią, to jednak nie zatrzymywała jej, nie próbowała blokować otwierającej się przed nią drogi shinobi. Wielkiej, prawdziwej shinobi, może kiedyś Tensa miała szanse zostać aniołem Uchihów, niosącym zniszczenie wrogom, a uśmiech Sogen...?
Jakie miał prawo, żeby...Zamknął na chwilę oczy, zdjął dłoń z brzucha dziewczyny. Kiedy je otworzył, wydawało, się, że oczy ma zbyt złote.

Zbyt jasne, by dostrzegł nimi ciemne strony życia.

-Do mnie należy tylko opiekowanie się twoją siostrą i jej synem lub córką - zakomunikował stanowczo Hayami. -Ale Saga ma rację. Poświęciłaś jej całe życie, więcej, niż poświęciłem ja, walcząc pod Murem i pod Atsui z przeklętymi Kaguya. Dlatego należy ci się wypoczynek. Możesz mi ją zostawić. Nie boję się krwi i nie zemdleję na widok rodzącej Sagi.

Uśmiechnął się sarkastycznie, wspominając fale posoki płynące przez morze bitwy, straszliwe rany, krew buchającą z szyi ojca, krew, krew, krew...o tak, Seinaru miał rację, nazywając cię Akamim - szkarłat, czerwień naznaczają twoje życie tak, że nie ma już od niej ucieczki. Nie możesz od niej uciec, choćbyś tego chciał. Tyle barw, odcieni, kolorów, dotyku, wspomnień, słów, głosów zlewających się w jedno, tyle krzyków, otwartych oczu i rysów twarzy, które wbijają się w pamięć kolcami. Spoglądasz w stalowe oczy ukochanej, ześlizgujesz się spojrzeniem po białych puklach anioła, wreszcie zatrzymujesz się spojrzeniem na spokojnym, wyciszonym morzu. Jakby umilkło, ukojone.

Dusze tych, którzy odeszli, też zaznały ukojenia.

-Kocham Sagisę, a dziecku należy się rodzina, która się nim zaopiekuje. Zbyt wiele sierot cierpi po tej wojnie. Będę w stanie odebrać poród w razie czego, poczytam o tym, jak mogę się nią opiekować jeszcze lepiej. Znam swoje możliwości. I jej też, chyba. Nie musisz się martwić, że sobie nie poradzimy, Tensa. Skup się teraz na sobie. To tobie należy się odpoczynek i przyzwoity trening. A co do Sagi...

Posłał ukochanej długie, pełne troski spojrzenie. Niby nie wyglądała źle, jakoś znosiła podróż, ale...Wolał zapytać o to teraz, niż potem żałować, że tego nie zrobił. Że popełnił błąd - a w tej sytuacji nie było, nie mogło być miejsca na błędy.

-Potrzebujesz czegoś, Saga? Chcesz coś zjeść, napić się czegoś, odpocząć? Czujesz się dobrze?-zadał podstawowe pytania, na które potrzebował odpowiedzi. Uśmiechnął się delikatnie do obu sióstr, po czym wstał. Długie, brązowe włosy młodzieńca, ciasno związane hachimaki, zaigrały na wietrze.

Jeszcze trochę...

Potem będzie się tym martwić.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Tensa » 4 sty 2018, o 21:16

Plany... jedni je mają, inni nie. Prawie jak z marzeniami, jednak do tych prawo miał każdy i były one tak różne jak różni byli ludzie.
-Może i ten ktoś mówił z sensem. - powiedziała pochylając się i zatrzymując twarz na dłoniach, okutych w stalowe rękawice.
-Ale egoizm nie jest, aż tak zły, dopóki nie krzywdzi się innych... - mówiła jakby w zamyśleniu.
-Gdybym nie próbowała udawać, że nadaję się na prawdziwego shinobi, poprosiła o pomoc, zamiast samej ruszyć samej... mogłam wtedy zdążyć. Nee-chan, do tej pory jedynie Cię krzywdziłam, ukrywając prawdę, wystawiając na niebezpieczeństwo. Byłam samolubna myśląc, że z tym wszystkim mogę poradzić sobie sama, że uda mi się przed wszystkim Cię chronić. Chciałam być twoim aniołem, a przez moje wahania dorwały Cię demony. - podniosła się, uśmiechając, tym razem nie wymuszenie. Siostra... Hayami, próbowali zrozumieć, pozwolili jej odejść, jednak chciała to wyjaśnić. Nie dlatego, że miało to coś zmienić. Chociaż wstyd było jej przyznać się nawet przed samą sobą chciała się usprawiedliwić. Kochała siostrę, to odejście... kariera nie miała tu nic do rzeczy...
-Saga gdyby chodziło o karierę... wtedy jesienią nie byłabym przy tobie. Czekałabym, aż uśniesz i wychodziła, licząc, że wrócę zanim wstaniesz. Nie jesteś egoistką, nie wymagałaś tego, żebym była przy tobie przez cały czas. Ja chciałam tego, dalej chcę... ale myślałam o nas, o przyszłości, o tym jak patrzysz na Yamiego. Wiesz, razem, sprowadzam na Ciebie tylko kłopoty. Gdybyśmy były razem, cholera wie co mogłoby znowu się stać, całe zło ostatnich miesięcy spadło na Ciebie właśnie dlatego, że nie udało mi się tego ukryć. - pogładziła delikatne siostrzane włosy... nawet Anioły kiedyś muszą się wyspowiadać, a ten srebrnowłosy trzymał to wszystko w sobie już zbyt długo. W końcu, gdyby powiedziała wcześniej kilka słów, cała historia mogła być czymś innym.
-Ze mną nie czeka Cię żadna przyszłość, ale z Hayamim? Nie powinnam sterować twoim życiem, podejmować tej decyzji za Ciebie, moje odejście nie ma nic wspólnego z byciem shinobi, po prostu boję się. Nie chcę żebyś marnowała się przy mnie, byłą ciągle zagrożona, nasz samuraj to jedyna droga do twojego szczęścia... ja... - oczy zaszkliły się od łez. Odwróciła wzrok chcąc ukryć swoją słabość.
-Nie wiem jak... ja nie poradziłabym sobie z tym, kocham Cię, chce mieć tylko dla siebie, teraz... potrzebowałam czasu, żeby to zrozumieć, jak wiele przyniosłam cierpienia. Muszę odejść, żeby mniej bolało, żeby się nie wtrącać, nie próbować... żeby moje uczucie nie wpłynęło na wasze... gdybym została, zabrałbym Ci przyszłość, szczęście. Nie mogę tego zrobić, przecież to tak jest, jeśli kogoś kochasz robisz wszystko dla jego szczęścia, a ja... ja po prostu nie chcę... nie mogę, Cholera! - zerwała się na równe nogi. Ta rozmowa była po prostu trudna, nie zamierzała tego ukrywać.
-Wiecie co czuje, to ehh... oddać Sagę nawet w twoje ręce, Hayami to nie jest łatwe, nie chcę Cię zostawić, ale co mogę zrobić? Boję się, że sobie z tym nie poradzę... - anielica wzięła głębszy wdech. Usiadła próbując się uspokoić, wtuliła się w siostrę, w jej brzuszek, nasłuchiwała dziecka. Po chwili wrócili do tematu podróży.
-Jeśli będzie trzeba sama przyprowadzę twoich braci. Poród i w szpitalu nie jest prosty, nawet nie myślcie, że dam wam się tym zająć po drodze... jeśli będzie trzeba to was przywiąże do łóżek i nie będzie to przyjemne. - rzuciła karcąco na pomysł jeszcze idiotyczniejszy niż ten z odejściem.
-Zostanę do czasu porodu, potem zobaczymy... muszę was przypilnować, w końcu macie pomysły prawie tak głupie jak ja. - mówiła cały czas wtulona w siostrę... mimo, że jeszcze nie dotarli na miejsce, podróż już okazała się wyzwaniem.
Tensa
 

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Sagisa » 6 sty 2018, o 17:06

Plany. Saga nie miała ich właściwie z jednego powodu. Bo przecież czy można cokolwiek planować, gdy człowiek tkwi w teraźniejszości, a myślami odpływa gdzieś w przeszłość, starając się zwalczyć własne demony? Hayami to co innego, miał ambicje na zostanie użytkownikiem elementu wody, chciał zadbać o braci, a także o nią samą. We własnych planach uwzględniał jej osobę. Uśmiechnęła się, czując dłoń chłopaka na brzuchu. Dłoń, którą starał się on uspokoić zarówno maleństwo, jak i matkę.
Zdążyła przemyśleć kilka spraw i choć siostra twierdziła, że egoizm nie musi być zły, ciężko jej było się z tym zgodzić. Wiedziała, że przez jej zachowanie, nie tylko słowa, Tensa trzymała się blisko, pomagając jej, wspierając, opiekując się nią. Tak było właściwie od zawsze, od najmłodszych lat była mentalnie chowana pod skrzydłami siostry. Nie chciała zabierać jej w ten sposób życia prywatnego i ambicji.
Szatyn przyznał jej rację, choć chyba interpretował to wszystko w nieco odmienny sposób. Nie miała mu tego za złe. Nie wiedział, nie mógł wiedzieć, jakie relacje swego czasu łączyły siostry Uchiha. Nie miał pojęcia, jaka zażyłość między nimi trwała. A mimo wszystko deklarował nawet przed Tensą swoją miłość do płomiennowłosej, swoje oddanie. Saga przymknęła powieki, odwracając się gdzieś w bok. Nie chciała teraz ranić siostry, nie w ten sposób. Zdawała sobie sprawę, że jej miłość nadal jest silna, że gdyby mogła, gdyby to nie krzywdziło jej małej siostrzyczki, już dawno starałaby się rozpalić w niej tamten żar. Żar przysypany popiołem i zgliszczami. Uczucie będące bolesną częścią przeszłości, z którą jeszcze się nie pogodziła.
Tensa starała się jej coś wytłumaczyć, choć słowami dawała do zrozumienia, że wie. Wie, iż ich wspólna miłość przestała być wspólną i że w głównej mierze to jej wina, choć Saga miała względem tego nieco inne zdanie. I nawet uspokajający dotyk na włosach nie poprawiał obecnej sytuacji, nie osuszał wzbierających pod jej powiekami łez. Jasnowłosa starała się słowami uświadomić ją, że jedyną drogą ku jej szczęściu jest Hayami, mimo że tak się upierała, że nie powinna podejmować decyzji za nią.
- Nee-san... przestań, proszę... - jęknęła cicho, nie mogą znieść kolejnych słów, nie chcąc ich słuchać. Zacisnęła mocniej powieki, przygryzła wargę, zasłoniła uszy dłońmi, nic to jednak nie dawało. Słyszała wszystko aż za dobrze.
Kocham Cię, chce mieć tylko dla siebie.
Może Twojej siostrze jest po prostu wygodnie, mając Ciebie jako podłokietnik? - zawtórowały dawno wypowiedziane słowa brunetki.
Saga, nie zostawiaj mnie!
Miłość nigdy nie kończy się dobrze, szczególnie ta ślepa.
Huragan myśli zagłuszał dźwięki z zewnątrz. Słowa, obrazy... wszystko mieszało się ze sobą, nie dając jej się skupić na czymkolwiek teraz czy wtedy. Huczało jej w głowie, a kolejne nieskoordynowane frazy wręcz krzyczały pod jej czaszką. I wtedy usłyszała jego głos.
Ty mała suko...
Otworzyła gwałtownie oczy, w których błysnęła czerwień. Na swoje nieszczęście ten moment właśnie wybrała Tensa, by objąć ją ramionami. Saga poderwała się z miejsca, gwałtownie od niej odsuwając, tym samym wpadając poniekąd na Hayamiego. Jej dłoń zahaczyła o odstającą rękojeść katany, poznała kształt, palce zacisnęły się na uchwycie. Odepchnęła się od torsu zaskoczonego chłopaka, wyszarpując miecz z sayi w tym pół piruecie, i odskoczyła na bok, obracając katanę w ręku. Chwyciła pewniej rękojeść w obie dłonie, stając w pozycji obronnej. Będąc zamkniętą w iluzjach tworzonych przez jej własny umysł, nie rozpoznała zarówno siostry, jak i przyjaciela.
- Nie dotykaj mnie! - zawołała roztrzęsionym głosem, robiąc kilka kroków w tył. - Ani mnie, ani dziecka!
Mimo aktywnego sharingana w jej oczach wyraźnie odznaczał się lęk a także coś, czego nie sposób było na pierwszy rzut rozpoznać. Oddech miała przyspieszony, nierówny, co jakiś czas potrząsała głową, jakby chciała odtrącić niechciane myśli, a właściwie podszepty. W dalszym ciągu się cofała, aż plecami nie natrafiła na skraj burty. Odwróciła się gwałtownie, a jej źrenice rozszerzyły się w ułamku sekundy. Morze, morze, bezmiar morza.
Nigdy nie uczyłaś się pływać? - tym razem głos Motoko brzmiał nad wyraz szyderczo, prześmiewczo wręcz. - Przyjdzie czas... ktoś to wykorzysta, w bardzo bestialski sposób.
Jestem pod wrażeniem - po raz kolejny usłyszała jego głos, potrząsnęła głową. Nic innego nie chciało się do niej przebić, nic poza tymi głosami i widokiem rosnącego uśmiechu tropiciela.
- Zamknij się! Zamknij się! - wrzasnęła, ogniskując spojrzenie na siostrze, choć nie ją właściwie widziała. Sama Tensa mogła teraz rozpoznać rosnący obłęd. Czy nie o tym mówił jej ojciec? Aktywne doujutsu, obłęd w oczach i szaleńcze wymachiwanie ostrzem? Saga na jawie zamknięta we własnych koszmarach?
Zaszarżowała frontalnie wprost na Tensę, bruneta zdawała się nawet nie dostrzegać. Doskoczyła do dziewczyny, tnąc ostro po skosie, by zaraz obrócić ostrze w dłoniach i znów ciąć, tym razem w poprzek, a potem jeszcze raz od góry. Przed sobą nie widziała jasnowłosej a krwistookiego będącego jej oprawcą i jego rosnący, szyderczy uśmieszek. Nie mogła znów pozwolić, by ją skrzywdził. Skrzywdził ją i dziecko, które w sobie nosiła. Dziecko, którego ojcem będzie Hayami, nie Kazuo, bo zabije tropiciela tu i teraz.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 455
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Tensa » 6 sty 2018, o 19:55

Płomiennowłosa odwróciła wzrok, wraz z kolejnymi wypowiadanymi przez siebie słowami widziała, jak siostra coraz bardziej żałuje powrotu do tematu. Znała ją, zrozumiała, o co chodzi tak naprawdę, jednak zrobiła to za późno. To nie deklarowane pobudki odejścia, nie jej spowiedź... to szczerość raniła Sagę. Szczerość nie przed nią, nie przed Hayamim, lecz przed światem. Był to pierwszy i ostatni raz, kiedy postronni mogli dowiedzieć się o tym, co tak naprawdę łączyło siostry, poznać prawdę o zakazanej i tragicznej w skutkach miłości. Białowłosa chciałaby, żeby to nie miało znaczenia, jednak obie wiedziały, że tak nie jest. Starsza z sióstr nie wypierała się niczego, jeśli to miał być koniec to nie powinna pozostawiać za sobą żadnych niewyjaśnionych kwestii. Wszystko miało być jasne...
Krótki jęk siostry - tyle wystarczyło, aby przerwała, zamilkła na ten krótki moment, posłuchała cichej prośby. Saga poderwała się, Tensa chciała objąć ją ramieniem, uspokoić, ten ostatni raz poczuć jej bliskość... W oczach jej siostry błysnął sharingan dokładnie tak jak ostatnio, kiedy wspomnienia pojawiły się w jej głowie, wyrwała miecz Hayamiemu... Nie była Tsuyoshim, nie potrafiła narzucić iluzji, uśpić jej, sprowadzić spokój na umęczony umysł. Znała się na genjutsu, ale nie tak dobrze jak ojciec, lata praktyki robiły tu swoje. Zerwała się na równe nogi, chcąc zorientować w sytuacji, jej oczy pozostawały fiołkowe, wiedziała, że nawet nie używając mocy sharingana, będzie w stanie zapanować nad tym, co dzieje się z płomiennowłosą, zawsze jej się udawało, obecnością... rozmową... tym razem było inaczej. Saga zatoczyła się, wyrywając katanę samurajowi. Siostra cofała się w stronę burty, brunet chciał zareagować, jednak Tensa gestem dłoni zabroniła mu podnosić się z miejsca. Sagisa i bez tego była jak kot przyparty do ściany, każdy gwałtowny ruch mógł wywołać zgubną w skutkach reakcję. Może miała odejść, ale nie zamierzała zostawić za sobą topiącej się Sagi... przecież ta mała nawet nie potrafiła pływać! Hayami owszem, ale to mogło nie wystarczyć, ona potrafiła utrzymać się na wodzie, stać na niej, wyciągnięcie siostry byłoby o wiele prostsze, nawet pomimo ciążącej zbroi, do której noszenia nomen omen zdążyła się już przyzwyczaić. Powoli zbliżała się do siostry, przez chwilę przez jej myśl przeszło, aby idąc po łuku zdobyć ten ułamek sekundy by aktywować sharingana, lepiej postrzegać co się dzieje... nie mogła, pamiętała oczy tropiciela, pełne miłości, złości, pewności siebie... Tak, jego oczy też były krwawe...
Saga zmieniła się, w momencie z przestraszonej dziewczyny przerodziła się w zdesperowane zwierzę, nie odróżniała, kto jest kim, szarżowała, licząc tylko, że tym jednym atakiem odgoni od siebie wszelkie demony. Po części miała ona rację, lecz to nie czarnowłosy demon, który bezpośrednio ją skrzywdził, był jej celem, siostra utożsamiała ją z nim, skutek z przyczyną. Tensa musiała się bronić, cięcie na odlew mogło zabić ją nawet pomimo zbroi, przecież i ta miała słabe punkty. Sharingan błysnął w jej oczach, usiana fiołkami polana płonęła żywym ogniem podniecanym przez czarne łzy. Widziała jak siostra zbliża się, mogła dokładnie obserwować jej ruchy, miała gdzieś, że teraz może przypomnieć jej Kazuo, musiała trafić idealnie, gdyby spudłowała mogłaby zrobić siostrze o wiele większą krzywdę. Tak skończy się jedynie na bólu nadgarstka, mniejsze zło... W rzece krzywd jedna kropla była niczym. Celne kopnięcie trafiło w dłoń siostry, katana poszybowała w powietrze, by wbić się w burtę za nimi. Tensa nie wytrzymała, miała już tego dość, chciała rzucić to wszystko w cholerę. Była przy niej, kochała, a teraz musiała odeprzeć jej atak, bo ta brała ją za demona. Była winna, ale nie miała już na to siły. Złapała siostrę za płaszcz, przyciągnęła do siebie tak, że ich nosy niemal się dotykały.
-Nie jestem Kazuo! - wykrzyczała jej prosto w twarz, kiedy w jej oczach pojawiała się kolejna czarna łza. Pierwsza przez śmierć ciała, droga do drugiej czekała na krańcu umysłu... Patrzyła przez chwilę wprost w jej oczy, to był koniec, odepchnęła siostrę tak, że ta upadła na pokład. Poszła po katanę, chwyciła za rękojeść, drugą dłonią łapiąc za warkocz, jej dumę... włosy zapuszczane przez całe życie...
-Tu umiera Tensa, jestem już tylko shinobi. - powiedziała, ciskając odcięty warkocz na pokład. Statek był już wystarczająco blisko brzegu, z resztą nawet gdyby nie był, przepłynęłaby morze wpław. Nic już nie miało znaczenia, jej serce zostawało tutaj, a ona odchodziła. Wyskoczyła przez burtę, miękko lądując na tafli wody i... pobiegła w kierunku brzegu, tam też płynął statek. Biegła, a z fiołkowych oczu płynęły łzy, kiedy uświadomiła sobie, co właśnie zrobiła...

Kc C: 107%-4% = 103%


Nazwa
Konoha Shōfū

Pieczęci
Brak

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
Brak

Dodatkowe
Podczas wykonywania techniki: +10 Szybkości i +10 Siły.

Opis Użyteczna technika, pozwalająca na zyskanie przewagi w pojedynku z przeciwnikami specjalizującymi się w posługiwaniu się wszelaką bronią. Użytkownik doskakuje do oponenta i wyprowadza silny kopniak w górę, uderzając w nadgarstek dzierżącego oręż. Sprawia to, że broń zostaje wyrzucona w powietrze, gdzie można bez problemu ją przechwycić i użyć jej przeciwko właścicielowi, bądź po prostu odrzucić, zostawiając jej użytkownika bezbronnym.



Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.


Próba "ewolucji"

Nazwa
Sharingan: Ni Tomoe

Na poziomie dwóch tomoe możliwości Sharingana rosną dość znacząco w stosunku do poprzednika. Od tej pory użytkownik jest w stanie rozpoznać na pierwszy rzut oka działające genjutsu. Poprawiają się także percepcja użytkownika. Nie jest to jeszcze pełnia możliwości tego Kekkei Genkai, ale rozwój jest widoczny od razu.

Możliwości
  • Widzenie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiekty
  • Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłki
  • Rozpoznawanie genjutsu
  • Odróżnianie klonów od oryginału - ranga C w dół
  • Bonus atrybutów - wzrost percepcji o 30 punktów
  • Kopiowanie technik - Tylko techniki taijutsu i bukijutsu (w przypadku braku dziedziny męczą o wiele bardziej). Wykonywane dopiero po przeciwniku.

Wymagania
Przebudzenie, w przypadku misji minimum B, dziedzina klanowa D

Koszt
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)


[z/t]
Tensa
 

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Hayami Akodo » 6 sty 2018, o 23:09

Distant are the calls

Czy to już kiedyś się nie zdarzyło? Czy już nie byłeś świadkiem takiego samego szaleństwa, napadu utraty zmysłów, skowytu zranionego mózgu? Tak, to już się zdarzyło - i wtedy zareagowałeś natychmiast, wręcz błyskawicznie, z chęcią, by jej pomóc, by zrobić wszystko, co można. Ale teraz...Te szalejące czarne łzy, te szkarłatne oczy, dziedzictwo wielkich, dar od bogów i przekleństwo zarazem, to szaleństwo w oczach Sagisy, jej krzyki...Wszystko to na pewno go zaskoczyło.
Kiedy zobaczył gest Tensy i zachowanie dziewczyny, zerwał się na równe nogi i chwycił mimowolnie dłonią za pustą już sayę. Jak? Jak ona to zrobiła? Jak do tego w ogóle mogło dojść? Przecież ciągle był ostrożny, w pełni skupiony, a ona go ot tak zaskoczyła, wyrywając mu broń z sayi! Zaklął głośno i niewybrednie, iście po yinzińsku, ale nie ruszył się z miejsca, obserwując z pewnego rodzaju przerażeniem i niepokojem całą tę scenę. Migocące w oczach obu sióstr czarne łzy, symbole gniewu, były jak krzyki, które wyrywały się z ich gardeł - i nie tego bał się Hayami, nie drżał przed ich doujutsu, nie lękał się przecież swoich towarzyszek, ale obawiał się tego, co właśnie się działo, bał się, że ich relacje rozpadną się w kruchy mak jak zmiażdżona w palcach róża z herbaciarni w migotliwych połyskach zimowego słońca, wtedy, tam z Chise...
Tak, czy inaczej, nie mógł nic na to poradzić. Nie mógł zmienić przeszłości nawet najszczerszymi chęciami.
I nie mógł nic z tym zrobić.
Nie z historią Kazuo. Bo z obecną chwilą mógł zrobić wszystko.

-Co robisz, do cholery?!-wrzasnął, kiedy Tensa wyskoczyła za burtę. Chciał do niej podbiec, powstrzymać ją, pohamować zapędy białowłosej, ale nie zdążył - dziewczyna biegła już przez ciche, spokojne fale, głucha na wszelkie wołania. Zacisnął pięści, po czym odwrócił się gwałtownie i podbiegł pospiesznie do Sagisy. Podniósł ją z ziemi pospiesznie, po czym chwycił ją w ramiona i objął z całych sił, na tyle mocno, by czuła jego uścisk, ale nie tak, by skrzywdzić ją albo dziecko. Dzięki szybkim, pełnym wzburzenia spojrzeniom zarejestrował, że jego miecz leżał smętnie na pokładzie. Tym lepiej...Obrzucił dziewczynę niecierpliwym spojrzeniem, sprawdzając pobieżnie, czy nic jej nie jest. Nie wyglądała najgorzej, no, nie licząc tego szaleństwa w oczach. Uścisnął ją jeszcze raz.

-Jesteś bezpieczna, słyszysz? Nic ci nie grozi! Nic, rozumiesz? Jesteś bezpieczna, nie ma tu żadnego cholernego Kazuo. Tensa zresztą też nim nie jest. Nic ci nie grozi, nie ze mną.

Musnął szybko jej policzek ustami, po czym chwycił ją za dłoń i ułożył ich dłonie na brzuszku stalowookiej, chcąc, by mogła wyczuć ewentualne ruchy maleństwa. Pogłaskał ją.

-Już dobrze-dodał ciepłym, pełnym czułości głosem.-Ja tu jestem. I nie zostawię ciebie ani dziecka. Spokojnie.

Kapitan i członkowie załogi patrzyli na nich ze zdziwieniem, ale nie zareagowali - może przeraził ich Sharingan? Może bali się potęgi czerwonych, pełnych okrucieństwa oczu, jakimi obdarzeni byli Uchiha? Tak czy owak, nie podeszli bliżej, zajmowali się dalej swoimi sprawami. Korzystając z tego, Hayami usadowił z powrotem Sagę na ławce i upewniwszy się, że nie zamierza zrobić niczego szalonego, ruszył szybkim krokiem do porzuconego miecza. Podniósł go, po czym wsunął go do sayi niecierpliwie, czemu towarzyszył chrzęst stali. Zacisnął na chwilę wargi, po czym siadł obok dziewczyny i objął ją mocno. Chciał, by poczuła jego ciepło i bezpieczeństwo, które jej ofiarowywał. Skoro już Tensa uciekła, stchórzyła niejako, to jednak pozostawało to, co obiecał, co przywiązywało go do Sagisy przynajmniej do dnia, aż znajdzie się ona w domu swojego ojca. Zamknął na chwilę oczy.
Kiedy minutę później ponownie je otworzył, zauważył, że zmierzchało. Cała ta awantura, podróż i dramatyczne rozmowy zajęły im przecież praktycznie cały dzień.
Czerwone łuny rozlały się już na niebie. Słońce znikało właśnie za horyzontem, a osamotnione, przecinające niebo mewy lądowały na zbliżającym się coraz bardziej brzegu lub leciały w kierunku, z którego nadpływał ich statek. Widząc to, Hayami otulił się szczelniej swoim beżowym płaszczem (jak dobrze, że go ze sobą zabrał!), po czym spojrzał na Sagisę z niepokojem.
-Jak się czujesz? Zaraz wysiadamy-poinformował ją. Wstał, pochylił się i wyciągnął szybko torbę spod ławki, na której siedzieli (tą samą torbę, o której - zdawałoby się - wszyscy zapomnieli w ferworze wydarzeń), a następnie zarzucił ją sobie na ramię. Była raczej średniej wagi, nie za ciężka, ale i nie za lekka. Pamiętając, że w środku było wakizashi, nie miał zamiaru otwierać tej torby przy szkarłatnowłosej. Poprawił sobie yari i miecz przy pasie, upewnił się, czy zabrali wszystko, po czym ponownie usiadł obok dziewczyny.
Przed jego oczami pojawiły się stare, niespodziewane, ale miłe wspomnienia.


When the wolves cry out
Honour in the red bonds


Minęło już trzynaście lat, odkąd przyszedłeś na świat. Teraz stoisz, ubrany w nowe, szkarłatne kimono z rodzinnymi monami - na plecach wyszyty masz wzór lwa, mon rodziny Akodo, znak twojego ojca, ten, pod którym przyjdzie ci żyć, służyć i umrzeć, a na samym materiale pojawiają się kamelie - to znów mon rodziny Reigen, herb, który przyniosła matka; duma i godność, bohaterstwo i czystość muszą się w tobie połączyć, by stworzyć samuraja, którym masz dziś zostać tak naprawdę. Półdługie, brązowe włosy spływają ci po ramionach, a nieco miękkie nogi, odziane w sandały waraji, same szukają ziemi. Mimo wszystko stoisz pewnie i z lekkim uśmiechem na pobladłej z emocji twarzy, wiedząc, że tego dnia starszyzna zdecyduje, czy masz prawo zasiadać razem z dorosłymi jako prawdziwy wojownik.
Opierasz się plecami o czarno-białą ścianę, mrużąc powieki. Jest ciepły, wiosenny dzień. Kwiaty w wazach tokonoma kwitną niezwykle obficie, dorośli - twój ojciec, wuj Seiji, brat matki i zaproszeni liczni sąsiedzi oraz przyjaciele ojca, w tym ów dziwny Sabaku-san, którego nawet dosyć lubisz, bo często z tobą rozmawiał w ogrodzie i przyniósł twojej matce kwiaty. Wszyscy są w odświętnych kimonach, a na stoliku znajduje się zestaw do chanoyu, ceremonii herbaty, w której weźmiesz udział po raz pierwszy jako człowiek dorosły. Wśród zebranych jest też kapłan - siwowłosy, poważny mężczyzna w czarnym kimonie, bosy i bez broni (wszyscy pozostali zostawili swoją broń w innych pomieszczeniach, na znak dobrych intencji, a wyjątkiem jest jakieś opakowanie leżące pod ścianą). Teraz wstaje ze swojej poduszki, a wraz z nim wstają pozostali zebrani. Tak nakazuje przyzwoitość, w końcu jesteśmy na jego terenie, w jego świątyni...
-Zbliż się - mówi spokojnie, bezbarwnie. Podchodzisz posłusznie. Ojciec kładzie ci dłoń na ramieniu, kiedy kapłan podaje ci czarkę pełną wody ze świętego źródła boga Bishamontena.
-Wypij-rozkazuje. Wypijasz więc całość.
-Nadaję ci imię Hayami-mówi twój ojciec, a twoje serce rozpływa się w ogniu radości. Prostujesz się dumnie, patrzysz na mężczyzn z uśmiechem. W końcu dostałeś dorosłe, nowe imię.

I'm not ashamed what I am

Ojciec wręcza ci nową hachimaki do związania sobie włosów na później, a potem zakłada ci na głowę samurajski, zwykły hełm. Niby nic nadzwyczajnego, kawał metalu, ale nosząc go, czujesz się jak mężczyzna. Jak wojownik; będziesz przecież od tej pory dzierżyć broń razem z innymi i stawać obok swojego ojca, braci i wujów w walce. Chwilkę potem otrzymujesz jeszcze yari.
Tą samą yari, którą jakiś czas później wuj Seiji zostanie przebity przez tajemniczego zabójcę. Ta samą, którą nie obroniłeś swojego ojca pod Atsui.
-Jestem...



-...Jestem Hayami Akodo - kończysz cicho, tak jak sześć lat temu. Prostujesz się dumnie. Unosisz głowę do góry. Po chwili wszakże, przypomniawszy sobie, gdzie jesteś i co właściwie masz do zrozumienia, wracasz do przytomności. Tak przecież trzeba, samuraju.

Statek akurat przybił do brzegu. Zachód jeszcze drżał na niebie, ale z każdą chwilą robiło się coraz ciemniej. Jeśli Sagisa miała nie zmarznąć, Hayami musiał natychmiast znaleźć dla niej nocleg.
Wziął wszystkie rzeczy (oczywiście upewnił się wcześniej, że na sto procent niczego nie zostawił!) i podał ramię Sagisie, po czym ostrożnie wyprowadził ją po trapie na brzeg.

-Jesteś w stanie dojść sama do miasta?-zapytał z troską.

Aaah, I'm not ashamed what I am.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Gdzieś na morzu

Postprzez Sagisa » 7 sty 2018, o 04:53

Najtrudniej poradzić sobie z mrokiem przeszłości, z gnębiącymi cię demonami. Sagę ciągle prześladowały wizje związane z tamtym letnim dniem, który zabrał jej wszystko, co miała. Starała się z tym pogodzić, wymazać z pamięci obraz tropiciela i iść dalej przed siebie, jednak było kilka rzeczy, kilka czynników, które jej to uniemożliwiały. Jedną z głównych "przypominajek" była jej własna siostra, która właśnie teraz, gdy płomiennowłosa opuściła dom, by zaznać nieco spokoju, odreagować, musiała wspomnieć o powodzie tych wszystkich zdarzeń. Bo to właśnie miłość Tensy do siostry sprawiła, że Kazuo został przezeń odrzucony, w związku z czym porwał młodą Uchiha i zrobił z nią to, co zrobił. Nic więc dziwnego, że wizje przeszłości znów ją dopadły.
Z umysłem zamkniętym we własnych koszmarach starała się bronić. Sharingan był podstawową tego formą od tamtego dnia, choć do tej pory nigdy nie aktywowała go sama, a działo się to automatycznie, gdy czuła się w jakiś sposób zagrożona. Widząc sposobność, zdobyła ostrze Hayamiego, które stanowiło właściwie ostatnią linię obrony. Całą sytuację pogarszała tylko wizja rozpościerającego się wszędzie wokół morza. To przeważyło na wszystkim, a nieustające podszepty w głowie tylko podsycały rosnący w jej oczach obłęd.
Nie rozróżniając iluzji własnego umysłu od rzeczywistości, ruszyła wściekle na Tensę, chcąc raz na zawsze pozbyć się prześladującego ją widma tropiciela. Sharingan błysnął w oczach siostry, a ta w jednym płynnym ruchu wytrąciła jej broń z ręki. To kompletnie zaskoczyło Sagę.
Kopnięcie w nadgarstek było na tyle niespodziewane, że dziewczyna aż zamrugała z niedowierzania, jak łatwo została rozbrojona. Gdy w następnej chwili została pochwycona za płaszcz i przyciągnięta pod samą twarz Tensy, z jej oczu ział czysty, wręcz paraliżujący strach. Trzy wykrzyczane słowa, formująca się druga łza w doujutsu siostry - to zdawało się otrzeźwić jej umysł.
Nie jestem Kazuo!
Została pchnięta bez choćby krzty delikatności. Padła zdyszana na deski pokładu, szeroko rozwartymi oczami patrząc na jasnowłosą, która odchodzi i zaraz chwyta za ostrze. Nie mogła złapać tchu, powietrze zbyt gwałtownie wpadało i wypadało z jej płuc. Czy siostra wykorzysta miecz przeciw niej? Nie na to wyglądało. Jej słowa, odcięty warkocz ciśnięty na pokład, wyskoczenie za burtę... Saga nie mogła tego wszystkiego ogarnąć, nie była w stanie. Co się właśnie stało? Co zrobiła Tensa? Co ona sama zrobiła?
Słyszała za plecami krzyk szatyna. Moment później objęły ją jego ciepłe ramiona, ona jednak w dalszym ciągu wpatrywała się w punkt, gdzie jeszcze chwilę temu stała jej siostra. Hayami zapewniał ją o bezpieczeństwie, gwarantował je wręcz, ale jej tępy wzrok nie zmieniał punktu zaczepienia. Nawet nie zwróciła uwagi na muśnięcie warg na policzku, gdy zaś chłopak ułożył jej dłonie na brzuchu... wróciła w pełni do rzeczywistości. Skuliła się w ramionach przyjaciela, jęcząc cicho. Maleństwo poruszało się w jej wnętrzu z niepokojem, czuła je wyraźnie, każde drgnienie, kopnięcie. Maluch był równie przerażony co ona chwilę wcześniej. Przymknęła powieki, czerwień w jej oczach zgasła zupełnie. Pozwoliła przetransportować się na ławkę, siedziała przez chwilę w objęciach chłopaka. Nie zauważyła momentu, w którym poszedł po katanę, myślami była gdzie indziej.
Teraz to wiedziała, zaatakowała Tensę, biorąc ją za Kazuo. Podobnie jakiś czas temu zaszarżowała na ojca, z tego samego powodu. Wniosek był jeden - traciła rozum. Stanowiła większe zagrożenie dla siebie i innych, niż oni dla niej. W tej chwili nieważny był chłód następującego wieczoru ani fakt, że zaraz przybiją do brzegu. Zdawała sobie sprawę, że nieumyślnie zadała siostrze najgorszą z możliwych ran i nie będzie w stanie tego odkręcić.
- Nee-san... - szepnęła tylko, chyba wytrącając tym samuraja z zamyślenia. Warga lekko jej drżała, gdy pomagał jej wstać i sprowadzał na suchy ląd. Trzymała się go kurczowo, patrząc pod nogi zza łzawej zasłonki. Jak mogła być tak głupia? Jak mogła zrobić coś takiego? Przyrównała do swego oprawcy jedyną osobę, która oddała jej całe serce i była z nią w każdej złej chwili. Bo przecież to fiołkowooka uspokajała ją, gdy budziła się po nocach z koszmarów. To ona pilnowała jej do rana, dbała o nią przez cały ten czas. Jak jej się odpłaciła?
Nie odpowiedziała na troskliwe pytanie. Nie miała odwagi nawet na niego spojrzeć, czy szukać w jego złotych oczach pocieszenia. Nie miała do tego prawa. We własnym mniemaniu dopuściła się zdrady. Zdradziła siostrę najdotkliwiej, jak tylko było można. Nie zasługiwała ani na łaskę, ani na przebaczenie. A jedyną godną karą była ciemność, która otoczyła jej umysł grobowym całunem. Powieki opadły całkowicie, a ona nie zauważyła nawet, kiedy przestała stawiać kolejne kroki na brukowanej ulicy. Mrok odciął wszelkie jej zmysły i tylko uścisk Hayamiego uchronił ją przed upadkiem. Straciła przytomność.


[z/t]x2; Hayami, Saga -> gdzieś tam
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 455
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Kantai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość