Leśne gęstwiny

Tajemniczy Las oddziela region Prastarego Lasu oraz regionu Samotnych Wydm. Miejsce to jest bardzo tajemnicze, gdyż niewielu ludziom udaje się z niego powrócić. A przynajmniej o zdrowych zmysłach. Ci jednak, którzy powrócili opowiadali, że w lesie napotkać można najróżniejsze stwory, które kilkakrotnie przewyższają rozmiarami znane nam zwierzęta. Jak się można więc domyślić ogromne pajęczaki lub też kilkunastu metrowe węże są spowszechniałymi mieszkańcami tej krainy.

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Akarui » 27 lut 2020, o 22:46

Niezapowiedziani goście w środku mrocznej puszczy nigdy nie są dobrą nowiną.

W otoczeniu w końcu czuć było nadciągające ciepło, odejście zimy, przybycie lata. Takim powietrzem o wiele lepiej się oddycha, w takim klimacie lepiej się myśli. Medyk patrzył na przerysowane fragmenty map jak na wielce ciekawą lekturę, szukając dla siebie i kolegów kolejnego punktu podróży. W krótkiej wymianie zdań z Kyoushi'm i po zaproponowaniu dwóch kierunków pojawił się kolejny argument przemawiający za tym, by nie wracać na wschód, na ziemie klanu Senju. Kierunek zachodni, przez las do Tsurai zdawał się więc logiczniejszy. Czy jednak na pewno: - Dobrze, może być i Tsurai. Tylko przypominam, ten kierunek może być związany z dalszą walką, pościgiem i niebezpieczeństwem. Jeśli Yami będzie się chciał na to pisać i Airya zechce nam towarzyszyć, to dobrze, możemy ruszać.

Medyk spojrzał na nomadkę, która akurat coś notowała. Może prowadzi dziennik? Akarui postanowił jej ciutkę przeszkodzić: - Hej, wybierasz się może teraz z powrotem do Tsurai? Bo myślę, że to byłby i nasz kierunek... I tu zostało mu przerwane. Kobieta zerwała się na kolana, przyłożyła dłoń do ziemi i rzuciła dość niemiłą informacją, jakoby ktoś miał się zbliżać. Oprócz tego określiła dystans do nich, co było dość zadziwiające. Wyczuła to po wibracjach podłoża, których nikt inny nie czuł? Może będzie miał okazję spytać o to później, na razie trzeba wykombinować, co robić z nieproszonymi gośćmi.

Airya zdawała się być pewna swojej decyzji: wycofać się. Kyoushi za to odwrotnie, co również pochwalał Akarui. Trzeba tu zostać aż Yami wyjdzie z tego dołka, nie można go tu zostawić. Białowłosy szykował się do ewentualnej walki i szukał sobie kryjówki. Medyk szykując swój kastet i sprawdzając, czy zwój z Sayuri jest dostatecznie blisko pod ręką, zwrócił się do nomadki, choć już bardziej ściszonym głosem: - Bronimy Yami'ego, a Ty nie możesz nas tu zostawić, wisisz nam przysługę! Pamiętasz oprychów w lesie? I pająki? Mając nadzieję, że dziewczyna zamiast wpadać w histerię na wspomnienie tych potworów zdecyduje się zostać i pomóc w obronie przyczółku. Tozawa schował się niedaleko Kyoushi'ego i wytężając wszystkie zmysły, by być gotowym na nadejście gości.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1537
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Natsume » 2 mar 2020, o 23:03

~ Pielgrzym ~
Wyprawa C 88/x
Yami, Kyoushi, Akarui


Wystarczyło jedno ostrzeżenie, by cała trójka która pozostała nad powierzchnią ziemi przygotowała sie do batalii. Ariya przykucnęła, przykładając dłoń do ziemi. Druga ręka zaś od razu wylądowała na jej chepeszu. Jednak widać było po niej, że nie chciała doprowadzać do pojedynku - jedyne o czym pragnęła, to teraz pokojowo się wycofać i przeczekać, aż nietypowi goście sami z siebie opuszczą okolice świątyni. Duet Akarui i Kyoushi jednak najwidoczniej mieli zupełnie inne zdanie: od razu przygotowali się do nadchodzących pojedynków, albo dobywając oręża, albo upewniając się że ich broń jest pod ręką. Kobieta westchnęła ciężko i spojrzała na nich, widocznie zawiedziona decyzją.
-Przelewanie krwi w świątyni Kha-mei to jedno z największych wykroczeń mojego ludu. W miarę możliwości - wolałabym jednak uniknąć zabijania. Naprawdę, nie możemy po prostu się ukryć? Może nie będą próbowali schodzić na dół...
Widząc jednak miny i zachowanie duetu, ostatecznie ponownie westchnęła ciężko, zrezygnowana.
-Jest ich piątka. Przynajmniej ukryjmy się i poczekajmy aż podejdą. Wtedy zaatakujemy.
Pokazała gestami, by poukrywali się gdzieś przy słupach lub kawałach gruzu. Sama również uczyniła identycznie. I wtedy mogli zauważyć, kto wszedł na teren świątyni. Dzieliło ich jeszcze pewnie z osiemdziesiąt metrów, ale i tak dało sie rozpoznać ich stroje i wyglądy.
Ci sami wojownicy, których Kyoushi wcześniej przypalił. Ich kapitan, z twarzą pokrytą wciąż świeżymi ciężkimi oparzeniami, wyglądał na silnie zdeterminowanego by dorwać odpowiedzialnych za jego okaleczenie.

W tym samym czasie, Yami przeniósł się w końcu do swojego wewnętrznego świata, który na swój sposób wyglądał zaskakująco... sielankowo. Drzewka, jezioro, wzgórza, wszystko wyglądało jak doskonała idylla na łonie natury, gdzie można było spędzić nieco więcej czasu w celach relaksacyjnych. No, a przynajmniej dopóki nie spojrzało się za siebie - gdzie jedyne co się znajdowało, to olbrzymia klatka ze splątanych gałęzi drzew, wewnątrz której siedział olbrzymi delfinokoń. Bestia patrzyła na Yamiego z widoczną niechęcią, by nie mówić - gniewem. Stworzenie było teraz zgoła rozsierdzone, przygotowane do zerwania się do ataku w dowolnej chwili. Gdyby tylko nie ta klatka.
Na chwilę jednak się zawahała, gdy młodzieniec nagle się cofnął i wyraził skruchę za to, co się wydarzyło. Demon wciąż oddychał ciężko, lecz chyba ślepa furia przeszła. Chwilowo.
-Czy naprawdę myślisz, że pierwszą rzeczą jaką chciałam robić po uwolnieniu z poprzedniego Jinchuuriki było sianie destrukcji? Nie znoszę walczyć! Jedyne o czym marzyłam, to w końcu zaznać spokoju, ukryć się i móc żyć tak, jak chcę! Kilka dni, i opuściłabym to miejsce! Ale oczywiście musieliście się zjawić WY, i mnie znów spętać!
Żachnęła się na śmierć Muraia.
-Ha. Kpina! Wystarczyło na nich spojrzeć! Na te ich spojrzenia, żądzę siły którą mogłabym im dać! Później na tego drania, który odebrał mi świadomość! Wy wszyscy jesteście tacy sami! Patrzycie na nas tylko jak na broń! Jedyny sposób byśmy mogli zapewnić sobie spokój, to wyciąć was w pień!
Widać było, jakie emocje nią targały. Rozgoryczenie, gniew, nienawiść bazowana na smutku. Nawet nie próbowała się maskować.
Chciała to wszystko z siebie wyrzucić.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1598
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Kyoushi » 3 mar 2020, o 09:08

    Bądź co bądź białowłosy odczuwał pewną nić porozumienia z Akaruiem, z którym o dziwo się świetnie dogadywał. W końcu rzadkością było by spędzał tyle czasu z ludźmi, których prawie nie znał. Ich osobowości pod iglicą były dla niego kompletną zagadką, także i postaci, jednak jak się okazało przypadkowi shinobi potrafili związać się nicią losu, która skierowała i poprowadziła ich właśnie tutaj. Wracając do dialogu z czarnowłosym, czerwonooki potwierdził opcję ruszenia w kierunku Tsurai, które było logiczniejsze dla jego przynależności:
    - Możemy pracować także pod przykrywką. Nikt nie każe mi się przyznawać w kim jestem. Zastanowimy się nad tym jak tylko Yami będzie po tym całym cyrku, który tam wyprawia. - powiedział, a wtedy już wiedział, że szykuje się coś niedobrego. Sprawdzając rękojeść katany był gotowy do wymierzenia cięć, gdyby tylko ktoś pojawił się na długość ostrza. Nie było jednak aktualnie takiej potrzeby, wyglądało na to, że przyjmą bardziej pasywną postawę aniżeli od razu spłonął i tę część lasu. Chociaż przeszło to przez myśl Kyu, który był nazbyt niecierpliwy, jeśli chodziło o wymierzanie sprawiedliwości. Będąc schowanym za jakimiś skałkami, wysłuchał uważnie kobiety i westchnął ciężko, jakby z rozczarowaniem. W końcu byli to ci sami mężczyźni, którzy zostali potraktowani jego ogniem. Skinął głową na znak zrozumienia i wybrał jakąś najbliższą i najdogodniejszą pozycję do ukrycia, na tyle, by nie został zauważony. Czy to jakiś słup, gruz czy rośliny na gruzie, ważne by nie nie miał problemu z dobyciem broni w trakcie obrony, jeżeli taka byłaby konieczna. Obserwacja rozjuszonego wodza, który posiadał ciężkie oparzenia sprawiała przyjemność. W końcu wiedział jak działają jego płomienie. Trochę rozczarowany był, że gość dalej dychał i pragnął z całego serca doprawić go, spopielić. Jednak musiał czekać. Obserwował czy typki nie dobiorą się do Yamiego. W razie problemów - wtedy skorzysta ze swojej siły by ich rozbić. Nie pozwoli zbliżyć się do jednego z nich.
Posta dajże Kjuszowi, klawiaturą potrząśnij...
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
Tryhard
 
Posty: 1392
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 12:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG/Discord: Kjoszi#3136

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Yami » 3 mar 2020, o 23:29

Nogi mi lekko zadrżały widząc rozwścieczone oczy bestii, która jednak nie mogła przypuścić na mnie szturmu. Wziąłem głęboki oddech. Mimo, że wszystko co się działo było dziwne, wciąż mogłem czuć się w miarę bezpiecznie. Mogłem choć niekoniecznie było to takie łatwe. Pierwsze jednak co mnie uderzyło nie był gwałtowny wybuch furii bestii oraz jej gwałtowny ton głosu, który zadzwonił mi w uszach. Pierwsze zdanie zawierało jedno nietypowe słowo. Chciałam? Demon jest kobie... sami... należy do płci żeńskiej? Czy jednak miałem czas aby nad tym dłużej deliberować kiedy byłem bombardowany przez wściekłość.
Bycie spętanym, życie w spokoju, brak chęci do prowadzenia walk. Demon miał sporo racji, a najdziwniejszym w tym wszystkim było podobieństwo charakterów jakie mieliśmy. Niemalże kropka w kropkę to ja z tym wyjątkiem, że nie byłem czymś kto każdy chciał spętać i wykorzystać. W moim przypadku była to tylko rodzina, która zawsze dawała mi zadania męczące ale realne w wykonaniu. Gdyby każdy zaczął mordować z mojego powodu pewnikiem próbowałbym się sam zmyć i zejść na ubocze. Poczułem niewielkie ukłucie w piersi.Westchnąłem i... położyłem się na trawie. Dłonie splotłem i podłożyłem pod głowę. Musiałem dobrać odpowiednie słowa. Najcięższe zadanie jakie kiedykolwiek mnie czekało. Może jednak nie powinienem zbytnio myśleć i silić się nad znalezienie tej jedynej drogi a po prostu mówić co myślę? Jeśli choć trochę jesteśmy podobni to jest najlepsza opcja.
- Najgorsze jest to, że tylko niewielki odsetek jest tych, których pożerają chore ambicje, to właśnie oni wystawiają nam taką negatywną opinię w Waszych oczach. Sam nie przepadam za walką. Głównie dochodzi do niej w obronie swojej lub innych. - Zamknąłem powieki. Wziąłem głęboki wdech i wypuściłem powietrze przez usta - Nawet gdybyś się gdzieś schowała, to zmiany krajobrazu przykułyby czyjąś uwagę tak jak w Midori, dość szybko znowu ktoś zakłóciłby Twój spokój. Teraz jednak wie o Tobie tylko niewielka grupa ludzi, a i nikt nie będzie podejrzewać nic nie znaczącego gówniarza. - Otworzyłem powieki i przechyliłem głowę aby mieć podgląd na klatkę z Demonem - Nie jest to wolność, której szukasz ale najgorzej tu chyba nie jest. Słońce i względna cisza... - poczekałem dłuższą chwilę. - Jestem Yami... a... jak mam się do Ciebie zwracać? Wolałbym nie wykorzystywać zwrotów typu "Ej Ty".
Nieznacznie się uśmiechnąłem. Teraz przez demona przemawiała wściekłość. Najgorszą rzeczą, którą mógłbym powiedzieć to "uspokój się" albo "siedź i milcz durna bestio". Nie widziałem w niej nieprzyjaciela, nie przy tych cechach charakteru.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Akarui » 4 mar 2020, o 00:36

"przybyła Poparzona Piątka

Całe szczęście, zdecydowanie w działaniu dwójki shinobi'ch przekonało Airyę, by ta nie uciekała, zostawiając Yami'ego na pastwę napastników. Chłopaki nie mogli zostawić swojego ziomka. Dziewczyna jednak stawiała niejako wymagania - nie skąpać świątyni we krwi. Medyk od razu spojrzał na Kyoushi'ego, który właśnie sprawdzał, czy jego wierna katana jest w gotowości. No tak, są powody do zmartwień. Białowłosy kiwnął głową jakby się na to godził. Ale czy na pewno? Tozawa też potaknął, jednak bardziej w stronę kompana, a jego oczy mówiły: "Kyoushi, zrozumiano? Uniknąć. Zabijania." Medyk już widział czerwone jezioro rozlewające się pod jego nogami...

Nie zaprzątajmy jednak głowy złymi myślami, trzeba się skupić na danej chwili. Cała trójka w porozumieniu pochowała się między gruzy i słupy. Marionetkarz miał nadzieję, że panowie zaraz wrócą w stronę lasu i nie wejdą sobie w drogę, jednak to było dość złudne. Skoro znaleźli trop ekipy i podążali nim z Midori przez Shinrin aż do Tajemniczego Lasu, to w pogoni nie było już ich wykrzywionej "sprawiedliwości" i chęci ukarania za wejście na ich tereny. Tu już była zwykła chęć zemsty. Medyk spodziewał się walki i tym razem nie mają już takiego efektu zaskoczenia jak wcześniej.

Jednak był gotowy. Kastet w dłoni, zwój w miejscu, z którego szybko można go wyciągnąć. Wszystkie zmysły napięte, ciało w gotowości do uskoku, ataku, uniku. A co z Yami'm? Medyk miał nadzieję, że wszystko w porządku. Siedział tam już dłużej niż Airya. Czy wyjdzie w takim samym stanie? I co zrobi, gdy zobaczy pięciu przypaleńców zamiast trzech znajomych twarzy? Oj, byle tam jeszcze trochę posiedział I byle goście nie zechcieli zaglądać do dziury!
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1537
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Natsume » 4 mar 2020, o 21:03

~ Pielgrzym ~
Wyprawa C 92/x
Yami, Kyoushi, Akarui


Poproszony przez Ariyę duet Kyoushi-Akarui schował się pomiędzy kamienne pozostałości tego, co niegdyś mogło być dumną budowlą w środku dżungli. Shiroyasha trzymał rękę tuż obok rękojeści swojej katany, gotów dobyć broni w każdej sekundzie. Akarui złapał za swoje kastety, upewniając się również czy jego marionetka również znajduje się gdzieś w pobliżu. Ariya trzymała wydobyty chepesz, przy okazji oddychając powoli. Tak, jakby się na czymś skupiała. Po chwili jednak, kiedy cała piątka agresorów weszła na środkową część świątyni, odetchnęła i odprężyła się lekko. Następnie nachyliła się niżej, tak by dalej znajdować się między gruzowiskiem, a przy tym móc lepiej podsłuchać słowa strażników.
A ci najwidoczniej byli zaskoczeni swoim znaleziskiem.
-... nie sądziłem, że takie coś może się kryć w zakazanym lesie...
-... dlaczego szła aż tutaj?...
-... jak w oddziale BPP...
Kapitan w końcu warknął na pozostałych, którzy natychmiast się uciszyli. Następnie zaś podniósł głos, krzycząc w bliżej nieokreślony eter:
-Wyłaź, pustynna suko! Wiemy, że tu jesteś! Ty i ta grupka!
Zaczął się przechadzać, niebezpiecznie zbliżając się do wejścia do szybu, gdzie aktualnie siedział Yami.
-Planowaliśmy cię tylko aresztować za bezprawne wtargnięcie do Midori. Ale teraz? Teraz to sprawa osobista. Choćbyśmy mieli obrócić całe to miejsce w perzynę, wyciągniemy Cię z nory, w której siedzisz!
Kiwnął głową. I wtedy cała grupa wyciągnęła minibomby i notki wybuchowe, rozrzucając je na wszystkie strony. Jedna z bombek poleciała w kierunku wlotu do podziemi. Ariya pobladła, zaś na jej twarzy pojawiło się najpierw przerażenie - a później gniew.
Wyciągnęła dłoń, a spomiędzy kamieni wypłynęła niewielka, piaskowa macka - która złapała bombkę i odrzuciła ją w kierunku strażników. Eksplozje zaczęły wstrząsać całą świątynią, niszcząc kolejne struktury budowli.
-Kha-mei, w Twoje imię. W takim przypadku - ci świętokradcy zapłacą.
Skinęła do reszty. Chyba jednak będzie można zabijać.
Przeciwnicy stali mniej więcej 20 metrów od was, w formacji strzały co pięć metrów od siebie.

A tymczasem Yami, zamknięty pośród luster w swoim wewnętrznym świecie, miał możliwość przeprowadzenia pierwszej faktycznej rozmowy z zamkniętą wewnątrz niego Pięcioogoniastą Bestią. Chociaż, póki co to ciężko było na to patrzeć jako na dialog: Bijuu była bardzo widocznie wściekła, i wyrzucała z siebie całą frustrację która się w niej nazbierała. Przynajmniej tyle, że miała w sobie na tyle uprzejmości, by słuchać tego co miał do powiedzenia Yami - ale wcale nie czuła się zobligowana, by jego słowa akceptować. Gdy młodzieniec położył się na trawie, Gobi warknęła lekko.
-Ach tak. A to że wszyscy ludzie na dźwięk tego że ktoś ma zamkniętego w sobie demona są gotowi wręcz na gonienie ich z kijami i widłami, to już nie powód do złego obrazu?
Pokazała kły.
-Ludzie boją się nas. Nienawidzą nas. Nienawidzą tych, w których zostaliśmy zamknięci. Żywią się tylko żądzą siły lub nienawiścią. Nie widzieliśmy nigdy innego przypadku. Więc oszczędź sobie tłumaczenia, że "to tylko niektórzy".
Parsknęła gniewnie, gdy Yami wspomniał o tym, że "nie jest tu tak źle".
-Czy jak siedzisz w zamknięciu, bez możliwości ruchu, to robi ci różnicę czy klatka jest z cierni czy z mahoniu ze złoceniami?
Ostatecznie zaś westchnęła ciężko, z widoczną rezygnacją.
-Mało komu się chce pytać nas o imiona. Kokuou.
Ostatecznie zaś wyprostowała się i spojrzała na Yamiego w sposób, który ciężko właściwie opisać. Nie było to spojrzenie gniewne, ale też na pewno nie było ono przychylne. Najbliżej temu było... podejrzliwości? Niepewności? Nieufności? Chyba to najlepiej odzwierciedlało emocje widoczne na pysku demona.
-Twoje słowa są zupełnie puste. Nie uwierzę w istnienie normalnych ludzi, póki ich nie ujrzę. Zdejmij pieczęć, lub chociaż ją poluzuj - pozwolę ci na krótki czas skorzystać z mojej chakry. Ale miej świadomość, że będę mieć wtedy równie duży wpływ na twoje ciało jak ty. Nie mam podstaw ci ufać, jeśli nie pokażesz że ty potrafisz uwierzyć mnie.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1598
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Yami » 4 mar 2020, o 23:19

Demon był wciąż oburzony. Ciężko było się dziwić. Z jej perspektywy to ja jestem złym człowiekiem, który więzi ją w klatce. Jeszcze do dopełnienia obrazu wystarczyło dziecko z kijem, które wbija je w zamknięte zwierzę. Nie byłem jednak gospodarzem tego co tutaj się działo. Nie tworzyłem ciasnej klatki. Ona była tu w chwili gdy się pojawiłem. Nawet nie wiedziałem czy tu jeszcze wrócę.
Nienawiść wobec osoby, która posiada demona. Racjonalizm. Obawa przed tym czego się nie zna. Sam najpewniej również bym się bał takiej osoby. Teraz kiedy sam jestem w takim stanie mam widok z innej perspektywy. Wszyscy wtedy w obozie mówili, że stanowię zbyt duże zagrożenie aby puścić mnie wolno. Dopiero za sprawą Kyoushiego udało się rozwiązać "ten problem".
Dla niego rzeczywiście może nie miało to znaczenia, sam osobiście wolałbym mahoń. Możliwość wbicia kolca przy przewracaniu się z boku na bok zdawała się być niezbyt przyjemna toteż szybko na mojej twarzy pojawił niewielki grymas. Jednak może lepiej nie poruszać tego tematu więcej. Zwłaszcza, że Demon się przedstawił. Westchnął i przedstawił się.
Napiąłem mięśnie brzucha i grzbietu, dłońmi splecionymi za głową trochę sobie pomogłem aby z pozycji leżącej przejść do siedzącej. Następnie lewą rękę oparłem na ziemi i wykonałem skręt w biodrach aby mieć lepszy widok na demona. Zdjąć pieczęć, zyskać siłę. Pieczęć pozwoliła zamknąć go w środku, jeśli ją zerwę... to czy się uwolni? Gorycz jaką ma w sobie, chęć zgładzenia ludzi. Mówi, że nie lubi walczyć jednak przejawia tak jasną wrogość. Jeśli jednak rzeczywiście chce mnie zwieść, dlaczego podaje mi informację, że będzie miała na wpływ. Gdyby rzeczywiście kierowała się negatywnymi emocjami mogła pominąć ten fakt. Stanąłem przed prawdziwym dylematem. Spojrzałem w oczy Kokuou, które wyrażały naprawdę wiele. Wyglądało to jak oczy kogoś, kto zaufał dostatecznie wiele razy i wiele razy został zdradzony.

- Mówisz, że jedyny sposób to wyciąć ludzi w pień... Tam w Midori miałaś tak wiele możliwości zabić nas wszystkich a jednak tego nie zrobiłaś. Podobnie kiedy ziemia wyleciała w górę. Shikarui powiedział, że w dole są pozostali. Mogłaś ich zabić lecz również i wtedy się powstrzymałaś. - Wstrzymałem się. Jaki mógł być powód? Kyoushi, który potwierdził moją hipotezę? Nie... o ile mnie pamięć nie myli Rida powiedziała "Uwolni się, jeśli coś Ci się stanie". Czy jeśli to byłoby tylko z powodu Kyoushiego to czy jego śmierć nie pozwoliłaby Kokuou uwolnić innego demona? - Nie będę zaprzeczał, jestem pełen obaw ale... - podniosłem się z ziemi stając naprzeciw demona - uwierzę Tobie i w tamte wydarzenia. Obyś mogła przez to trochę odetchnąć,. Chakrę zostaw sobie. Nie robię tego z jej powodu. Zwyczajnie trochę wiem jak to jest być tłamszonym.
Nieznacznie otworzyć pieczęć dając demonowi trochę miejsca w tej ciasnej klatce. Wystarczyło tylko zbliżyć się i wyciągnąć dłoń. Spojrzałem na klatkę i w stronę Kokuou. To spojrzenie... znowu poczułem uścisk w piersi. Postąpiłem kilka kroków do przodu. Zawsze męczyły mnie wątpliwości. Teraz wciąż podgryzały trzewia. Ale po tych wszystkich słowach miałbym nieprzyjemny posmak, gdybym teraz zrezygnował. Lekko się uśmiechnąłem. Nawet nie spostrzegłem kiedy moja ręka znalazła się na pieczęci przylegającej do klatki. Zgiąłem palce obluzowując pieczęć jednocześnie spoglądając ku górze i spoglądając na demona.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Kyoushi » 5 mar 2020, o 09:46

    Białowłosy dostrzegając jakieś pozostałości świątyni czmychnął za nie jak kot. Dokładnie tak jak to miał w zwyczaju. Zdecydowany upatrzył sobie miejsce, które było na tyle ukryte by nie było widać całej jego sylwetki, opatulonej czarnym płaszczem, a także czarną zbroją, które równie dobrze w tym miejscu kamuflowały jego postać. Najgorszym i jedynym zdradzającym go punktem natomiast była ta przeklęta śnieżnobiała czupryna, która dobra była jedynie w zimie, gdy mógł zakopać się po szyję i był prawie niewidzialny. W tym wypadku nie miał z tego powodu absolutnie żadnych korzyści. Ruina, wokół której się zgromadzili była dla nich idealnym źródłem ochrony, jednocześnie wyczekując co zrobi przeciwnik. Wciąż macał rękojeść katany przy pasie, by w razie czego dokonać szybkiego cięcia prosto z pochwy, do którego jednak nie doszło.
    Przeciwnicy w liczbie pięciu dotarła do środkowej części świątyni, by po chwili się odprężyć. To nie był dla nich czas na odprężanie, a przynajmniej tak uważał Kyu. Trochę podpalony nie zamierzał dać im nawet chwili wytchnienia, gdy zrobią coś, co skaże ich na porażkę - czyli na przykład zajrzą do Yamiego, który był aktualnie nietykalny. Nie mógł pozwolić by coś zakłóciło jego wewnętrzną walkę. Tymczasem nasłuchiwał on jednak co mieli do powiedzenia goście, którzy się tutaj pojawili, poczęstowani już wcześniej ognistym temperamentem czerwonookiego szermierza z Sogen. Uśmiechał się on spoglądając na te cudowne oparzenia, które były jakże dotkliwe. Nasycał się ich widokiem, jakby to był widok pięknego krajobrazu za oknem domu nad jeziorem otoczonym górami, z każdej ze stron. Wsłuchawszy się w słowa podejrzanych typków można było łatwo wywnioskować, że chcą jednego - dziewczyny, która była z nimi. Tego również nie mogli dostać.
    "Bezprawne wtargnięcie do Midori? O to ciekawe." Zastanowił się, mówiąc to w swojej głowie. Po chwili jednak zrobiło się dość niebezpiecznie, gdy przeciwnicy rozrzucili po terenie minibombki, gdzie jedna miała wlecieć do jamy z Yamim. To przyprawiło białowłosego o strugę potu, który miał rzucić się w tę stronę by do tego nie dopuścić jednak uprzedziła go Ariya, ujawniając swoje prawdziwe umiejętności. Piaskowa macka. Umiejętności, które reprezentował Ichirou, niezwykłe. Budowla zaczęła drżeć od wybuchów, a to był jawny znak gotowości do walki. Białowłosy wiedząc, że ma idealny dystans do wykonania swojej techniki, mając czas z ukrycia uprzednio zawiązał parę pieczęci, a następnie wypuścił z ust wirującą kulę ognia, która miała lecieć w centrum tych zakapiorów, pochłaniając w wyniku wybuchu jak najwięcej ofiar. Będąc przygotowanym, tuż po ataku dobywa jednorącz katany i atakuje najbliższego z przeciwników horyzontalnym cięciem z pochyleniem ciała, przenosząc jak największą siłę na miecz, by po chwili nabrać dystansu i wypatrzyć kolejnego przeciwnika, którego mógłby zaatakować.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Posta dajże Kjuszowi, klawiaturą potrząśnij...
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
Tryhard
 
Posty: 1392
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 12:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG/Discord: Kjoszi#3136

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Akarui » 5 mar 2020, o 20:19

Yeah, bingo!
Obrazek

W takich chwilach Akarui był szczerze dumny ze swoich umiejętności rozumowania i dedukcji. Dawało mu to nadzieję na kolejne sukcesy w tej dziedzinie. A by mieć takie nadzieje, miał sporo powodów! Wszystkie jego domysły i cała ta wiedza, która na niego czeka, praktycznie na wyciągnięcie ręki! Demony, CI, którzy ich trzymają w swoich wnętrzach, cała ta moc, na którą pewnie poluje Han. Sam Han i jego Jeźdźcy...

I jak zwykle w podobnych chwilach, medyk zamiast skupić się na tu i teraz, zaczyna uciekać w świat fantazji. Nie ma na to czasu! Teraz trzeba się zająć nowymi przybyszami. Nadpalona piątka zaczęła gwiazdorzyć, rozrzucając gdzie popadnie bombki. Na swoje nieszczęście. Jedna z nich wpadła w otchłań, gdzie medytował Yami ale została wyciągnięta przez formację piasku. Wytworzoną przez Airyę! Piach odrzucił notkę wprost na ekipę rozbójników, a nomadka wymodliła przeprosiny w kierunku Kha-mei. Skinienie jej głowy było jasnym sygnałem, pozwoleniem na działanie. Więcej chłopakom nie było potrzebne.

Marionetkarz znał Kyoushi'ego na tyle, by wiedzieć, jak ten zacznie pojedynek. Znał też swoją rolę w tym wszystkim, odwrócenie uwagi. Zanim więc białowłosy złożył pieczęci do wypuszczenia swojego ognistego podmuchu, medyk chciał wyciągnąć zwój z Sayuri ze swojej torby i rzucić go dalej w krzaki tak, by nie było go widać. Jjeszcze w locie podłączył do niego jedną linię chakry. Impuls niebieskiej energii idący jak po nitce do kłębka był wystarczający, by zwój buchnął obłokiem dymu, w którym pojawiła się sporej wielkości człekopodobna postać ze skrzydłami. Z pewnością taka akcja i pojawienie się kolejnego pionka na szachownicy tej bitwy odwróci uwagę niechcianych gości na tyle, by ogień przyjaciela wyrządził jak najwięcej szkód w ich szeregach. Dopiero wtedy Anielica zostanie wprawiona w ruch. Jej dziewiczy lot w kierunku doprowadzenia do rzeźni.

Akarui zamierzał zostać na swoim miejscu. Uznał, że wystarczająco dobrze się schował, by mógł sterować lalką i tworzyć wsparcie dla swojego kompana, który z pewnością wyskoczy... Ach tak, już wyskoczył ze swoim wiernym ostrzem w kierunku przeciwników. Airya mimo zastosowania swojej bękarciej mocy również najpewniej ruszy do walki w zwarciu za pomocą swojego chepesza, wiec i ją medyk powinien mieć na oku ze swojej kryjówki. Oczywiście nie jest przywiązany do swojej miejscówki i z pewnością ruszy stąd, jak tylko dostrzeże jakiekolwiek zagrożenie. Jego Sayuri będzie atakować przeciwników za pomocą rozpostartych skrzydeł, a pierwszy przeciwnik chcący uciekać bądź odsunąć się w celu ataku dystansowego zostanie przebity za pomocą szpikulca na końcu długiej, żelaznej liny. W razie niebezpieczeństwa skrzydła mogą zostać złożone w swoistą tarczę, by uchronić ciało marionetki bądź stojącego obok sojusznika. A jeśli zajdzie konieczność, marionetka nawet własnym ciałem zakryje wlot do lustrzanej jaskini, w której przebywa Yami, byle tylko go ochronić.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1537
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Natsume » 6 mar 2020, o 12:13

~ Pielgrzym ~
Wyprawa C 96/x
Yami, Kyoushi, Akarui


Spoiler: pokaż


Nietrudno się chyba było dziwić, że Bijuu zupełnie nie ufał przedstawicielom rasy ludzkiej. Od kiedy tylko stwory pamiętały, zawsze były traktowane tylko i wyłącznie jako bezmyślne bestie, których jedyną aspiracją było niszczenie wszelkiego życia wokół nich. Co niektórzy mogli słyszeć o przypadkach, kiedy demony były traktowane jak nieskończone źródła chakry i idealny oręż do wykorzystania przeciwko politycznym przeciwnikom. Przecież do niczego innego nie mogły się nadawać, skoro nie miały własnych dusz, a były tylko jedną, wielką, chodzącą masą energii. Wyglądało jednak na to, że stwory tak naprawdę posiadały równie sprawny intelekt jak ludzie, jeśli nie wyższy - ale sposób w jaki były traktowane wywoływał u nich odrazę i nienawiść do rasy ludzkiej. To chyba zupełnie zrozumiałe - każdy kto byłby widziany jako niebezpieczeństwo i odrzucany, z czasem w końcu by się złamał.
Demonica wciąż spoglądała gniewnie i nieufnie na Yamiego, który wyraził kolejne wątpliwości wobec jej zachowania. Ta jednak zdawała się być nieporuszona, i wciąż pokazywała swoje imponujące uzębienie.
-Och, planowałam. Gdy tylko się obudziłam i zobaczyłam, w jaki sposób wszyscy ci ludzie na mnie patrzą. Albo jak na źródło mocy, albo jak na potwora. Zaatakowałabym. Jedyne co mnie powstrzymało, to fakt że musiałabym też zaatakować swoją siostrę, zamkniętą w jednym z nich.
Ile w tym prawdy? Ciężko powiedzieć. Wyglądała tak, jakby mówiła tak tylko z gniewu, a nie z tego jaka była naprawdę. Ale widać było, że była zaskoczona faktem jak łatwo przekonała Yamiego do naruszenia pieczęci. W końcu pozwoliła sobie na jakiś spokojniejszy grymas.
-Naprawdę jesteś głupcem, czyż nie? Jesteś gotów tak łatwo uwierzyć bestii, która wyraziła swoją niechęć do wszystkiego co żyje?
Spomiędzy gałęzi składających się na klatkę demona, zaczęły wypływać opary białej chakry, która stopniowo pokryła Yamiego. Nie było jej jakoś kosmicznie dużo, ale i tak młodzieniec mógł poczuć nagły przypływ siły.
-Cóż. Przynajmniej jesteś szczery. Albo przynajmniej taki się wydajesz. Dobrze. W takim razie pozwolisz, że znów spojrzę na świat - tym razem przez Twoje oczy.
Yami nagle się wzdrygnął, gdy usłyszał coś co wytrąciło go z transu. Wybuch. Tuż nad jego głową. Znów siedział w lustrzanej komnacie, zanurzony po połowę łydek w wodzie. Tym razem jednak działo się coś innego. Yami czuł nagły napływ siły, wymieszanej z agresją. Wpływ demona - i biała otoczka chakry wokół jego ciała.
-Dałam ci chakrę. Czy się nauczysz ją kontrolować - to już twoja sprawa.

Nad ziemią zaś walka rozgorzała na dobre. Przeciwnicy zaczęli rozrzucać notki i bomby na wszystkie strony, starając się obrócić starą świątynię w perzynę. To widocznie sprawiło, że coś w Ariyi pękło, gdyż - po użyciu piaskowej techniki, by ochronić wejście do podziemi - od razu chwyciła chepesz i wyskoczyła zza osłony, by pomknąć w stronę jednego z przeciwników. Zatrzymała się jednak na widok wychylającego się Kyoushiego, nauczona już doświadczeniem: najwidoczniej białowłosy wyznawał zasadę "najpierw podpal, pytaj później". Zanim jednak obrońcy zdążyli zareagować na dwa cele, Akarui przeprowadził własny plan - z niewielkiego listowia pięć metrów od grupy oponentów, nagle buchnął obłok dymu - w którym stanęła uzbrojona w cztery piękne, stalowe skrzydła kobieta-marionetka. Kabuto dość sprawnie odwróciła uwagę oponentów - gdyby nie trzeźwe myślenie dowódcy, prawdopodobnie kula ognia spopieliłaby ich wszystkich.
A tak - dowódca nagle wyskoczył przed resztę i uderzył stopą o ziemię, tak że pięć metrów przed nimi pojawiła się ściana ziemi. Identyczna jak ta, którą przeciw pająkom użył sam Kyoushi. Kula rozbiła się na osłonie i wybuchła, rozbijając gruzy - odłamki poraniły lekko agresorów, ale nie zaszkodziła im w bardziej znaczący sposób. Sam dowódca poleciał kilka metrów do tyłu, poniesiony impetem, lecz dość szybko się pozbierał.
Ariya rzuciła się do przodu i stanęła obok jednego z agresorów, tnąc chepeszem w ramię. Ten jednak zdołał w ostatniej chwili się osłonić dzierżonym przez niego mieczem, i zbić cios na bok. Kyoushi również doskoczył do oponentów i uderzył - zdołał głęboko ciąć przeciwnika w ramię, lecz dzięki częściowemu blokowi, uniknął odcięcia ręki. Kyoushi odskoczył, lecz wciąż był jakieś trzy metry od oponenta. Sayuri pomknęła w stronę kolejnych oponentów, którzy - nie wiedząc, jak zareagować - zostali natychmiast ścięci przez skrzydła anielskiej marionetki.
Pozostało trzech przeciwników. Kapitan, dzierżąc solidną włócznię i miecz przy boku, rzucił się od razu do walki z Kyoushim, którego rozpoznał jako odpowiedzialnego za swoje poparzenia. Wybił się lekko w powietrze, zamierzając się z silnym pchnięciem prosto w klatkę piersiowa młodzieńca. Do tego był jeszcze ten raniony przez Kyoushiego, który odrzucił miecz i zdjął z pleców coś w rodzaju szerokiej tarczy, skupiając się w pełni na obronie. Ostatni zaś skupił się na pojedynku na miecze z Ariyą.
W tym momencie zaś wszyscy usłyszeli jakiś głuchy stukot.
A w miejscu, gdzie znajdowało się wejście do podziemi, stał teraz Yami. Cały był pokryty obłokami białej chakry, którą mogli rozpoznać spod Iglicy. On sam zdawał się jeszcze trzymać przy świadomości - stał w miejscu, i mógł normalnie reagować lub rozmawiać. Jego dzikie instynkty jednak zostały pobudzone przez Kokuo...
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1598
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Kyoushi » 6 mar 2020, o 13:25

    No i zaczęło się to na co czekali wszyscy zebrani. No może nie wszyscy, ale na pewno Kyu, który nie mógł się wręcz doczekać by wykonać atak. Kolejny już podczas tej eskapady. W końcu nie był bierny i żył ofensywą. Podstawą było wykonać pierwszy atak, by móc przejąć inicjatywę. W obronie nie był tak biegły, więc wyznawał złotą zasadę - najlepszą obroną jest atak. Nie był zbyt wielkim fanatykiem rozrzucania bombek i notek, a te przyprawiały go o mdłości, gdy był nimi zasypywany przez przeciwników. Mimo wszystko doceniał kunszt i pomysł wykurzenia ich z ukrycia. W końcu trzeba było się postarać by odnaleźć takie szczury jak oni.
    Pierwsza zaatakowała przedstawicielka piasku, która wraz ze swoim chepeszem ruszyła na oponenta, jednak miała trochę oleju w głowie. Musiała sobie zdać sprawę, że był tu jeden shinobi, który wyznaje zasadę - ognia nikt nie rusza. Kyu, gdy tylko wychylił się zza gruzów skoncentrował już chakrę i wypuścił z ust obracającą się kulę, która miała przynieść dewastację i uchronić świat od deprawacji. Białowłosy zaatakował pewnie i odważnie, jednak spotkał się z obroną, która zdołała przeciwstawić się mocy Jinchuurikiego. Nie rozglądał się, nie kalkulował - w tym wypadku postawił wszystko na atak, co według niego było najsłuszniejszą z decyzji. Pure offensive. Obrońca uciśnionych, będący jednocześnie liderem tego tałatajstwa, uderzając nogą o podłożę postawił ścianę, która oparła się wzmocnionej kuli elementu ognia czerwonookiego szermierza. Imponujące. Niestety, nie była też na tyle skuteczna by całkowicie zniwelować atak, który po jej rozwaleniu rozleciała się i zaatakowała pozostałych, delikatnie ich raniąc. Był to zawsze jakiś plus.
    Wystartował jak z bloku startowego, dobywając niemal natychmiast miecza z pochwy przy pasie. Jego atak był skuteczny, jednak nie aż tak jak miał być. Przeciwnik zdołał nieco zablokować cięcie, który dotkliwie raniło ramię oponenta. Prawdopodobnie nie był on już dłużej zdolny do jej poruszania, więc wyeliminował nieco zagrożenia. Będąc trzy metry od niego miał zakończyć jego żywot, jednak musiał skupić się na czym zgoła innym. Był to lider i kapitan tych gałganów, który skupił swą uwagę na ognistym Kyu. Zaatakował on niemal natychmiast wybijając się w powietrze wraz ze swoją włócznią. To wybicie dało szansę na jakąkolwiek reakcję, którą mógł podjąć białowłosy, kątem oka widząc, że jego cel, którego wcześniej ciął przeszedł do głębokiej defensywy. Dzierżąc katanę pokrył ją niemal natychmiast techniką elementu błyskawicy, a następnie cisnął drugą ręką w przeciwnika wakizashi (przymocowane przy udzie, tuż obok ręki), które również pokrył chakrą Raitonu. Jedna miała sparaliżować cel, który nadchodził (a przynajmniej nieco wybić z rytmu), natomiast katan pokryta elementem błyskawicy przeciąć go na pół. Oczywiście ruch wykonuje na napiętych mocno nogach, podczas rzutu przechodzi od razu w bok, uskakując od wyprostowanej, niemal ciśniętej w niego włóczni, by przejść bokiem, wzdłuż drzewca i trafić przeciwnika, który miał nadzieję został chociaż częściowo sparaliżowany i nie mógł zmienić już toru ruchu.
    Ostatnim co było dla niego widoczne to... Widok Yamiego, który wyłonił się na zewnątrz, a tam biała powłoka. Taka sama jaką tworzył na nim Nibi oddający mu część chakry. Wtem (jeżeli w ogóle udał się ruch z przeciwnikiem i cięciem) krzyknął w kierunku Akaruia i Ariyi:
    - Yami zaraz straci kontrolę! To powłoka chakry Bijuu! Musimy go powstrzymać! - powiedział, podtrzymując technikę Raitonu na katanie by wykonać mocne cięcie na przeciwniku który bronił się tarczą. Choćby miał się przez nią przebić bezpośrednio. Pierdolił tę sytuację i chciał jak najszybciej doskoczyć do Yamiego i spróbować mu przemówić do rozsądku, a w ostateczności pokonać go siłą... Siła wyzwoloną z własnej bestii, który była już gotowa do przekazania mu mocy.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Posta dajże Kjuszowi, klawiaturą potrząśnij...
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
Tryhard
 
Posty: 1392
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 12:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG/Discord: Kjoszi#3136

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Yami » 7 mar 2020, o 00:09

Siostra? Więc demon w ciele Kyoushiego... ale przecież z nawiązań Ridy jeśli coś by stało się Kyoushiemu zapieczętowana w nim bestia powinna się uwolnić. Czy może... zwyczajnie się myliła? Może śmierć osoby, która ma w sobie zapieczętowaną bestię wiąże się również z jej śmiercią? Nie to nie miałoby sensu, jak przecież inaczej Kokuou wymknęła się z poprzedniego więzienia? Kwestia głupoty moich poczynań tak jawnie mi wytknięta. Mogła mieć rację gdyby jej zamiary rzeczywiście należały do czarnego scenariusza, który sobie zakładałem. Jednak o dziwo jej słowa utwierdzały mnie w przekonaniu, że pomimo tej całej niechęci, zgryzoty i bólu, o którą przyprawili ją ludzie, nie jest żądna mordu. Dlaczego? Bo wciąż mnie ostrzega. Gdyby rzeczywiście chciała mnie zwieść nie mówiłaby nic o konsekwencjach, nie mówiłaby też potem o głupocie.
Przez ten "głupi" mój czyn będę mógł pokazać, że nie każdy człowiek jest zły. Czarne owce zdarzają się w stadzie jednak nie powinniśmy patrzeć na całe stado przez ich pryzmat. Dostałem szansę aby...
Wstrząs? Rozwarłem powieki kiedy ponownie znalazłem się w lustrzanej grocie. W grocie w której dostrzegłem swoje odbicie. Odbicie, które otoczone było białą powłoką. Siła. Gwałtowny przyrost siły. Ale wiązało się z nią coś jeszcze. Wściekłość. Mimowolnie odbijając się od ścian wydostałem się na powierzchnię. W końcu ujrzałem pobojowisko, a wśród niego kilka stojących irytujących ludzi. Wszyscy ludzie byli irytujący. Ich wbite spojrzenie na mnie. Zacisnąłem mocniej szczękę. A tak jestem w ich oczach potworem, bestią. Jestem od nich lepszy ale tego nie widzą. Myślą, że można mnie spętać abym niczym pies na smyczy słuchał swego pana. Narzędzie tym dla nich jestem! Te brudne świnie nie szanują spokoju i wolności drugiej osoby. Palą, mordują, gwałcą z prostackich pobudek. Wyszczerzyłem zęby i zgarbiłem się przygotowując do ataku. Ja stracę kontrolę? O nie Kyoshi, to ty nigdy nie masz kontroli! Zawsze atakujesz, nigdy nie zdarzy się Tobie pomyśleć. Nad niczym nie panujesz, tak jak wtedy kiedy zaatakowałeś te pająki. Uznałeś, że to ty jesteś najważniejszy i że możesz robić co ci się żywnie podoba. Śmierć czegoś co nie jest człowiekiem jest prosta czyż nie? Jeśli urwałbym ci rękę to pewnikiem szybko bym cię do tego przekonał. Albo zabijając pozostałych. Może wtedy zrozumieją, że to oni nic nie znaczą.
PLASK.
Dwie otwarte dłonie strzeliły zamknęły się z wielką siłą na moich policzkach. Ból i silne pieczenie rozlewało się po twarzy. O czym ja do cholery myślę. Jakie urwać rękę? Jakie zabić? CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE? Czy to... to jest wina chakry Kokuou? To jest... cały zebrany przez lata żal? Tak gęsty, ciężki?
- Kyoshi... Rui... uciekajcie...
Rzuciłem kiedy dostrzegłem jak ten pierwszy zaczął biec w moją stronę.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1869
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 21
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Akarui » 8 mar 2020, o 23:08

Para wokół chłopaka. Wracają wspomnienia spod Iglicy...

Akarui od zawsze traktował sztukę lalkarstwa jako przymus, ostatnią linię obrony i finalną kartę ukrytą w rękawie. Czemu więc zdecydował się, by użyć jej w tym miejscu? Cóż, odpowiedź była prosta. To była ostateczność. Nie chodziło o to, że przeciwnik był tak zły, okropny i silny, a drużyna nie da mu rady. Chodziło o to, by jak najszybciej się pozbyć jakiegokolwiek zagrożenia, nie dać zaburzyć spokoju Yami'ego, uchronić tego, który w tej chwili nie mógł sam się bronić. Stąd też ta decyzja: Medyk wyciąga najcięższe działa.

Dziewiczy lot Sayuri wypadł wielce pozytywnie. Marionetka szybko reagowała na polecenia, była bardzo precyzyjna w swoich ruchach, sensytywna, a medyk kontrolował ją bez zbędnych opóźnień. A jej skrzydła - poezja! Parę drobnych ruchów palcami i schylenie nadgarstka okazały się wystarczające, by to narzędzie mordu rozcięło ciała dwóch nieprzygotowanych na taką ofensywę agresorów. Pozostało ich trzech, przewaga w ilości wyparowała tak nagle, jakby jej nigdy nie było. Dowódca straceńczego oddziału wmieszał się w pojedynek z Kyoushi'm, inny próbował bronić się przed wściekłymi atakami nomadki, a ostatni widocznie przestraszony całym zajściem i już zraniony przez białowłosego postanowił schować się za tarczą. To właśnie ten ostatni stał się nowym celem marionetki, która ruszyła na niego lekkim łukiem, by w ostatniej fazie nabić przeciwnika na zaostrzone pióra. A jeśli było to możliwe, to ominąć tarczę. Może kryć jakieś niespodzianki. A może da się ją jakoś wykorzystać?

Wtem coś łupnęło. W wejściu do podziemnej lustrzanej komnaty stał Yami, cały w otoczce z białej pary. Powietrze zaczęło się zmieniać. Nabierało tego niepowtarzalnego smaku jak wtedy, w tunelach Midori. Akarui czuł na języku ciepło i wilgoć, wracały złe wspomnienia. Gorąc, parność, duchota nie do zniesienia. A teraz to wszystko buzowało wokoło tego młodego chłopaka.

Po wykonaniu manewru z tarczownikiem marionetka wróciła najkrótszą drogą, by stanąć przed medykiem. W tym też czasie Kyoushi i Airya również powinni pozbyć się swoich przeciwników. Jeśli by mieli z tym problem, metalowa linka z ostrym szpikulcem z chęcią wystrzeli w kierunku niedobitków. Trzeba bowiem zająć się bardziej palącym problemem.

Białowłosy sięgnął pewnie po swoje doświadczenia, bo od razu wykrzyczał, do medyka i nomadki, że należy go.. "powstrzymać"? Bo zaraz straci kontrolę? W tej też chwili powietrze nasączone ciepłem wydzielanym w drobnych ilościach napotkało na opór w postaci zimnych dreszczy na plecach Akarui'ego. Czyżby miała powtórzyć się historia spod Iglicy? Czyżby wielki biały koń znów miał wyjść na wolność, niszcząc wszystko na swojej drodze? Kyoushi ruszył w kierunku Yami'ego, który widać było, że walczył właśnie sam ze sobą. Patrzył na białowłosego jak na ochłap mięsa i coś w nim wzbierało, gdy nagle sam wymierzył sobie siarczysty policzek. Wydawało się, jakby to klaśnięcie wytworzyło małą falę uderzeniową. Czy to może tylko fantazja Akarui'ego? Wtem Yami w końcu się odezwał. Były to trzy krótkie słowa, jednak w nic tkwił cały ból, rozpacz, złość i bezradność chłopaka. Medyk musiał szybko reagować. Krzyknął do szermierza, tak silnie i z taką pewnością, jak tylko potrafił: - Kyo, stój! Tozawa miał nadzieję, że ten się naprawdę zatrzyma. Widok osoby z wyciągnięta bronią, która szarżuje na kogoś owładniętego taką energią, a jednocześnie z tak rozchwianymi emocjami, może się źle skończyć.

Potem zaczął iść. Spokojnym, niezmąconym i tak pewnym krokiem, jak tylko pozwalało mu na to rozdygotane i wystraszone sytuacją ciało. Marionetka stała o własnych nogach z tyłu, by nie wyglądała jak stwarzająca jakieś zagrożenie. Medyk schował kastet i dalej szedł z otwartymi rękoma, skierowanymi do udręczonego chłopaka. Zaczął mówić: - Hej, Yami... Jak mamy uciekać, to tylko razem. We troje. Posunął się kolejne kroki, by zbliżyć się do pozycji, gdzie był Kyoushi, mówiąc dalej: - Dasz radę. Airya mówiła, że tam na dole spotykasz samego siebie. Przezwyciężasz samego siebie. Zobaczysz wszystko o sobie samym. Że obrazy pokażą Ci Twój mrok, któremu musisz stawić czoło. Zatrzymał się obok białowłosego, nadal próbując przemówić do chłopaka: - Ja bym się chyba nie odważył. Za dużo w życiu widziałem i sam mam do siebie wiele żalu. Kyoushi'emu może i się coś takiego w przeszłości udało, ale coś mi się zdaje, że fartem, co nie? Spojrzał na mężczyznę obok i zmusił się do uśmiechu i mrugnięcia okiem. Chciał być jak najszczerszy. Potem zwrócił się znów do chłopca: - Ale Ty? Zdążyliśmy się trochę poznać, prawda? Jesteś jeszcze młody, czysty na tyle, na ile ten świat na to pozwala. Jakieś mroki? Co takiego, że lubisz spokój? Beztroskę? Yami, nie ma mowy, byś tam na dole nie dał rady. I wyszedłeś. Więc teraz też dasz radę! Ja w Ciebie wierzę. Kyoushi też. Choć trochę się już denerwujemy. To co, kończmy sprawę i chodźmy stąd, dobrze?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1537
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Natsume » 9 mar 2020, o 11:18

~ Pielgrzym ~
Wyprawa C 100/x
Yami, Kyoushi, Akarui


Sytuacja zakończyła się prawie tak szybko, jak się zaczęła. Przeciwnicy, skołowani nagłym atakiem ze strony marionetki, stali się znacząco łatwiejszymi celami dla ataków pozostałych członków ekipy. W momencie w którym lalka posłała dwóch oponentów do piachu, ci od razu zaczęli się wahać - w końcu po raz pierwszy widzieli coś takiego, marionetka wyglądająca prawie jak żywa kobieta ze skrzydłami rzuciła się do mordowania. Kara boska? Cóż, tego się już raczej nie dowiedzą. Niewiele później, do dwóch trupów dołączył ich kompan, który przerzucił się na pełną defensywę przez atak Kyoushiego: Sayuri zatańczyła w powietrzu, wykonując śrubę w powietrzu w taki sposób, że dwa ze skrzydeł wbiły się głęboko w tarczę oponenta. W ten sposób odchyliła osłonę, by pozostałe dwa skrzydła mogły dosięgnąć klatki piersiowej i głowy bezbronnego wojownika.
W ten sposób on też trafił do krainy wiecznych łowów.
Niewiele później do grupy dołączył też pozostały duet. Pierwszy, walczący z Ariyą, początkowo radził sobie całkiem sprawnie - a przynajmniej do momentu, gdy kobieta nie złapała go zakrzywieniem chepesza za łydkę i posłała na ziemię. Ten spróbował wstać, lecz w tym momencie kobieta wykonała silny wymach, trafiając w jego szyję całą powierzchnią tnącą miecza. Głowa mężczyzny pomknęła kilka metrów w bok, a z jego kadłuba trysnął strumień posoki.
Kapitan zaś, po wyskoku i próbie uderzenia lancą w tułów Kyoushiego, sam został pokonany przez białowłosego: ziemna lanca przeszła tuż obok białowłosego, który zszedł z linii uderzenia i miotnął w agresora naelektryzowanym wakizashi. Ostrze co prawda nie wbiło się w ciało dowódcy, a tylko go trafiło i dość głęboko rozcięło skórę, ale przynajmniej zamierzony efekt został osiągnięty: całe ciało mężczyzny zaczęło się miotać w niekontrolowanych konwulsjach, wywołanych prądem. Ten moment wykorzystał Shiroyasha, który doskoczył do niego z pokrytym Raitonem mieczem: pierwsze cięcie, które dosięgnęło ramienia oponenta, weszło bardzo głęboko, zatrzymując sie dopiero przy cięciu na odlew mniej więcej na wysokości serca. Kyoushi musiał tylko lekko szarpnąć mieczem w dół, żeby ostrze przeszło głębiej - odcinając tym samym połowę torsu oponenta. Nie miał najmniejszych szans przeżycia.
Teraz jednak nadszedł większy problem. Yami.
Pod wpływem chakry Kokuo, która co jakiś czas formowała się w coś w rodzaju ogona za plecami młodzieńca.
Ariya, widząc to i nie do końca rozumiejąc, zaczęła się zbliżać do młodzieńca, wciąż dzierżąc zakrwawiony chepesz w dłoni. Na ten widok, Kokuo przesłała chakrę do ciała Yamiego w ten sposób, że z jego białej aury nagle wystrzeliła spora, chakrowa łapa, która uderzyła kobietę tyłem dłoni. Zaskoczona kobieta poleciała kilka metrów do tyłu, upuszczając chepesz w powietrzu. Już nie wstała. Żyła, ale była nieprzytomna.
"Na litość, czy ty w ogóle próbujesz kontrolować moją chakrę, czy jesteś zbyt zajęty sikaniem w spodnie ze strachu?""
[akap]Pierwszym, który schował swój oręż, był Akarui. Kyoushi wciąż trzymał broń, lecz (przypuszczalnie) nauczony widokiem fruwającej ciemnoskórej, odłożył broń. Obydwaj zaczęli powoli podchodzić do Yamiego, który wciąż pozostawał w kontroli nad sobą, lecz ciągle czuł buzujące od białej chakry ciepło, i odczuwał wrażenie że demonica dalej obserwuje otoczenie przez jego oczy. Cóż, przynajmniej tyle że nie próbowała przejąć pełnej kontroli - bo widząc jak to wyglądało, byłaby w stanie to zrobić bez mrugnięcia okiem.

Słowa Akaruia najwidoczniej zaczęły też docierać do Pięcioogoniastej, która tylko milczała. Nie próbowała wykonywać kolejnych technik ani atakować któregokolwiek z nich. Najwidoczniej słuchała, obserwowała. I oceniała.
Po chwili zaś Yami mógł poczuć, że ucisk w głowie i natężenie chakry w jego ciele zaczęło stopniowo słabnąć. Demonica się wycofała.
"Bez treningu nie dasz rady. Wiesz gdzie mnie szukać."
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1598
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Akarui » 9 mar 2020, o 20:24

Czas zamknąć sprawę, jakąś ładną klamerką.

Akarui mógł tylko podejrzewać, czy jego wywód w jakiś sposób wpłynął na Yami'ego i jego wewnętrzną walkę z demonem. Najpewniej dowie się tego niedługo, jeśli ten sam będzie chciał o tym porozmawiać. W tej chwili jednak medykowi zostało obserwować, jak widoczne opary chakry wokół chłopaka zaczęły się jakby wchłaniać, zostawiając go w spokoju. Tozawa czekał tylko aż zniknie jej jeszcze trochę, kiedy poczuje się jeszcze bezpieczniej, bo miał co nieco do zrobienia. Airya oberwała.

Gdy tylko mógł, zwrócił się najpierw po cichu do stojącego obok Kyoushi'ego: - Idź do niego, co? Pogadajcie sobie, uspokój go jeszcze. Muszę ratować Airyę... Potem doskoczył do samej dziewczyny. Była nieprzytomna. Po dobiegnięciu do niej ułożył ją na plecach, by obejrzeć obrażenia. Spodziewał się stłuczeń, może oparzeń. Pamiętał, że demon władał parą. Jeśli ta wielka łapa z chakry miała choć trochę takiego charakteru, mogło być sporo bardzo brzydkich ran. Leczenie jednak będzie uniwersalne, skupione na jednej z flagowych technik medycznych, Nosute no jutsu. Akarui wykonał pieczęć woła, następnie tygrysa, po czym jego dłonie rozżarzyły się seledynową powłoką. Przykładając ręce do ciała zastanawiał się, czy podobne techniki mają jakiś związek z powłoką, jaką przyodziewa posiadacz demona...

Kątem oka medyk spoglądał na swoich kolegów. Yami również może być zmęczony, może przestraszony całą tą potęgą. W końcu każdy widział, jak rosła w nim nie tylko ta dzika energia, ale i sama dzikość, wściekłość. W pewnym momencie na krótko się opamiętał, sam chciał się z tego obudzić, jak z transu, ze złego snu, za pomocą spoliczkowania samego siebie. Czy będzie to jakoś przeżywał? Akarui miał nadzieję, że nawet jeśli w jego głowie zapanuje teraz nieporządek, Kyoushi pomoże mu ten syf uprzątnąć.


Spoiler: pokaż
Wykorzystywana technika:

Nazwa
Naosute no Jutsu

Ranga
C

Pieczęci
Wół → Tygrys

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Znajomość Chiyute no Jutsu

Opis Technika podobna do Chiyute no Jutsu, jednak zdecydowanie silniejsza niż poprzedniczka. Pierwszym plusem jest to, że nie trzeba utrzymywać dłoni w pobliżu zranienia, ani nie trzeba dotykać rannego - co często jest dla niego bolesne. Następnym jest rozszerzony wachlarz leczonych obrażeń - możemy uleczyć głębokie rany, zasklepić rany tętnicze, złączyć ze sobą złamane kości, a nawet pozbyć się krwawień i drobnych uszkodzeń organów wewnętrznych. Technika wymaga jednak trochę doświadczenia. Wyleczona kość będzie osłabiona i ponowne jej uszkodzenie w krótkim czasie może skończyć się nie złamaniem, a pokruszeniem.


KP:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1537
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Tajemniczy Las

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość