Leśne gęstwiny

Tajemniczy Las oddziela region Prastarego Lasu oraz regionu Samotnych Wydm. Miejsce to jest bardzo tajemnicze, gdyż niewielu ludziom udaje się z niego powrócić. A przynajmniej o zdrowych zmysłach. Ci jednak, którzy powrócili opowiadali, że w lesie napotkać można najróżniejsze stwory, które kilkakrotnie przewyższają rozmiarami znane nam zwierzęta. Jak się można więc domyślić ogromne pajęczaki lub też kilkunastu metrowe węże są spowszechniałymi mieszkańcami tej krainy.

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Unagi » 6 lis 2017, o 18:46

Podekscytowanie jakim szarpana była teraz dusza Unagi rysowało się jej wyraźnie na twarzy. Miała szansę poczuć zapach świeżej krwi i zobaczyć pełne cierpienie i strachu ludzkie ciała. Strachu. Zaraz. Młody mężczyzna nie bał się,
z resztą wyglądał jakby postradał rozum, więc to by się zgadzało. W jeden chwili ekscytacja uleciała, nie całkowicie ale znacznie. Szyga rozpoczął swój monolog, a nawet pokusił się o podejście do kobiety na naprawdę bliski i niebezpieczny dystans. Poruszył się szybko, a to naturalnie wywołało u Unagi reakcje obronną. Jej dłonie złożyły pieczęć węża. W oczach pojawił się ponownie płomień ekscytacji a na twarz wkradł uśmiech prezentujący wszystkie zęby.
Nic jednak się nie stało, mężczyzna nie zaatakował, a Unagi zdezorientowana po raz kolejny wpatrywała się w jego postać niczym zaciekawione dziecko w nową zabawkę. Szyga wtopił swoje spojrzenie w oczach kobiety, utonął w nich szukając na dnie duszy. Lecz czy ją odnalazł? W jej ślepiach panował chaos i szaleństwo, niewiele w nich było cząstki rozumniej. Tak jakby trwała w wiecznym stanie odurzenia. Znów przemówił, a gdy skończył na twarz kunoichi ponownie wtargnął paskudny uśmiech. Przyłożył kunai do gardła i zaproponował jej możliwość otworzenia ciała i wylania z niego życia. Unagi jako kobieta obyta i kulturalna, owej propozycji odmówić nie mogła. Była zbyt kusząca, poza tym byłoby pewnie smutno temu wyraźnie nie chcącemu dalej żyć podróżnikowi. Jej dłonie rozwarły się z pieczęci, a prawica złapała pewnie za okrąg będący zakończeniem broni miotającej. Przesunęła ją bliżej siebie, nie zamierzała podrzynać gardła, a wbić się w nie aż po samą rękojeść. Serce dudniło i pompowało rozszalałą krew. Oblicze kobiety coraz bardziej wkraczało w trans, tak jakby opętana własnymi zamiarami nie mogła się już doczekać kolejnej wizyty śmierci. - Ani ze mnie demon ani shinobi. Jestem kimś znacznie ciekawszym. Jestem Unagi. - Głos rozniósł się cicho po okolicy, jakby w szepcie dla uszu tego którego życie miało być stracone.
Wtem całą scenerię i magię rozproszył męski głos. Zniszczył wszystko, a twarz Unagi była niczym otwarta księga. Zawiedziona i zniesmaczona. Jak ktoś mógł przerywać coś tak pięknego?! Gniew. Wkroczył pewnie i szybko. Głowa długowłosej kobiety znów opadła na jeden bok, tym razem chcąc zobaczyć miejsce z którego dochodziły słowa. - Musisz mi wybaczyć. Ktoś tu najwyraźniej zapragnął mnie przyciągnąć. - Odpowiedziała nagle po ostatnich hałasach, które dobiegły uszu obojga szaleńców. Minęła łukiem mężczyznę i ruszyła w stronę obcych starających się unikać wszelkich paskudztw. Na ich nieszczęście, jedno właśnie kroczyło w ich kierunku i nie było w najlepszym nastroju.
Obrazek
Avatar użytkownika

Unagi
 
Posty: 93
Dołączył(a): 8 paź 2017, o 18:46
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4214&p=62420#p62420
GG: 60754875
Multikonta: Pokrzywka *3*

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shiga » 6 lis 2017, o 22:03

Szyga nie miał pojęcia co się wyprawiało w duszy Unagi. A szkoda, to by na pewno go zadowoliło. Odniósł całkowicie ten efekt, który chciał. Widział też jednak ulatującą ekscytację. Czyżby dziewczę liczyło na przerażoną ofiarę której strachem będzie mogła się nakarmić?! Jaki chory potwór jest tak zdegenerowany, że karmi się strachem o życie, o coś co mamy najcenniejsze, wywołując je u całkowicie niewinnych istot?
He he he he.
Dostrzegł złożoną pieczęć. Zabawne, ciekawe czym demonica chciała go poczęstować. Wąż, wąż... Nic z katonu. Zresztą, to nie ten styl, nie używałaby katonu tak w zasięgu point-blank. Nie jest Jashinistką, to pewne. Szyga znał wszystkich z sekty, w końcu miał kilkadziesiąt lat na poznanie ich od tej bardziej ludzkiej, nie-krwawej strony. W końcu ludzie to nie tylko możliwości mordowania lub bycia zamordowanym.
Ale między prawdą, a Jashinem - ludzie też to niewiele więcej ponadto. Szyga często oceniał ludzi, lustrując ich cechy. Jeśli coś mu się nie podobało to MUSIAŁ to usunąć albo po dobroci albo z właścicielem całym. Takie skrzywienie estety.
Ale zęby Unagi były piękne. Gdyby tylko trochę je przypiłować, by były ostrzejsze, jak u drapieżnika, jak kły..!
Ech. Na pewno ma jakąś wadę albo zrobi coś czym zasłuży na śmierć. Shiga jeszcze nigdy nie napotkał istoty na tyle idealnie nieidealnej by nie zasługiwała ona na śmierć.
-Unagi. Słodkie. Musisz lubić pieczoną baraninę. - Zachichotał cicho, czując kunai który wzięła w dłoń na swoim gardle. I rzeczywiście, wszystko musiał ktoś zepsuć. Jakieś zagubione dusze. Szyga westchnął ciężko zrezygnowany, jak facet któremu laska dała kosza, dziesiąta. No coż, żeby jednak nie psuć magii tej chwili, ruszył za Unagi po cichutku, jak drapieżnik na łowach.
Miał nie polować, widocznie jednak Jashin gubiąc droge tych dusz i kierując ich tutaj miał inne plany dla chłopaka... Dusz szukających rozpłyniętego domu. Chyba idioci, którzy zgubili coś tak wielkiego. Szyga się wewnętrznie ciut przyłamał.
Obrazek
I don't give a fuck what you think about it,
I'd just as well kill you today.
I'm cursed with the pain of knowing
That I can't break the habit, I can't break the habit
A savior not a slave
To a world that I know will never get it, I know will never get it.
Narcissistic, Anti-Social
All these things say "Make me loco".
Masochistic, Suicidal,
All these things make me homocidal.
Avatar użytkownika

Shiga
 
Posty: 418
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Zapraszam do KP. Ogólnie postać której nie chcesz spotkać w ciemnym zaułku.
Na pierwszy rzut oka ćpun i psychopat, na drugi zresztą też.
A trzeciego nie zdążysz zrobić.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shijima » 7 lis 2017, o 10:00

Are you insane like me?
Obrazek
4/45


Emocje opadły gładko i szybko. Nie ściągnął ich ze sobą deszcz, nie ściągnął głód, nie porwały na strzępy trzęsące się gałęzie drzew, które wiły się nad waszymi głowami i rzucały półcienie na wasze sylwetki. Do zmierzchu jeszcze kawałek czasu, zima dopiero zawitała do progów krainy, w której przyszło wam żyć, ale wiecie przecież, moja kochane Dzieci, że noc zaskakuje wszystkich przy najlepszej zabawie, kiedy tracisz poczucie czasu, gdy wszystko zaczyna się rozmywać w słodkich podstawach czerni… dodajesz do tego krople czerwieni i co? Wychodzi najpiękniejszy obraz, jaki mogłeś sobie wymarzyć. MOGLIŚCIE. Zostawmy bajania poetów o pięknie na później, na moment, kiedy pędzel szalonego malarza zacznie jeździć po płótnie, zatruwając glebę posoką - zdaje się, że to nieuniknione, że to właśnie wy dzierżyć będziecie narzędzie malarza, ale, och rany, Los bywał w końcu takim kapryśnym dzieckiem..!
Padał deszcz.
Tego cholernego dnia, w którym natrafiliście na siebie wzajem, w którym ani Ona nie bała się Ciebie, ani Ty nie bałeś się jej. Badaliście się wzajem, robiliście podhody, sprawdzcie teren - całkiem sprytne. Iście zwierzęce. Tak jak zwierzęce było powędrowanie za głosem, który tak obawiał się, że natknie się w tym lesie na coś, na co nikt natknąć by się nie chciał. Zeszliście z drogi, wabieni tym głosem jak ćmy do ognia, w końcu była w nim obietnica, spowiedź ciepłej krwi, która przemawiała do was o wiele silniej niż jakiekolwiek ze słów. Dwójka szaleńców, Dzieci Wyklętych. Polowanie czas zacząć.
Las nie należał do tych, po których wędrowało się przyjemnie. Tylko deszcz ratował was przed chmarami owadów, które w innym wypadku z całą pewnością zaglądnęłyby do tego zakamarka lasu, gdzie byliście akurat wy, przyciągani krwią tak samo, jak ona ciągnęła was - ich przewaga poleała na liczebności. W kupie siła, tak mawiają tubylcy. Śmierdziała wystarczająco mocno, żeby nikt nie chciał się do niej zbliżyć i jej dotknąć, więc tak, z całą pewnością tkwiła w niej siła. Nie interesowało was nawet, po czym stąpaliście, droga, leśne ostoje, ściółka, las igieł pod stopami - byle dotrzeć do celu i… co? Urządzić sobie rzeź? Zaspokoić ciekawość? Monotonia drzew, wysokich i potężnych, liczących sobie z pewnością wiele las, przecinana była tylko kolejnymi monotoniami - mniejsze drzewa, które dopiero uczyły się, co oznacza żyć, krzewy różnego rodzaju, których nie rozpoznawaliście, o które się ocieraliście, niektóre nadal miały liście na swoich gałęziach, niektóre w ogóle się ich nie pozbyły. Las nie był całkowicie łysy. Z pewnością przy tej pogodzie był jednak całkowicie szary. Całkowicie ponury. Głosy, które słyszeliście, należące do trzech różnych osób, rzeczywiście ucichły, nie na tyle, abyście nic nie słyszeli, ale nie byliście już w stanie określić, o czym rozmawiają dokładnie. Przynajmniej dopóki nie podeszliście bliżej. Piątka mężczyzn i dwie kobiety stali pośród drzew, siedem uzbrojonych osób, chociaż czy uzbrojeni byli wszyscy to już ciężko było stwierdzić z tej odległości. Jeden z mężczyzn trzymał siekierę, inny włócznię, jeszcze inny posiadał łuk, a jedna z kobiet na pewno trzymała w swoich rękach duży tasak. Nikogo z nich nie zaliczylibyście do kupców czy miejscowych chłopców (i dziewczyn) do bicia - faceci mieli sylwetkę drwali z krwi i kości, zarośnięci, skupieni, dwie kobietki, jedna z nich przestraszona, również były niczego sobie - do postury drwali im brakowało, ale to nie były bladolice królewny wyrwane z cesarskich komnat.
- To mój brat, do cholery! - Syknęła kobieta z tasakiem, spoglądając ognistymi oczyma na mężczyznę z siekierą.
- Już nim nie jest! Zarżnął moją matkę z zimną krwią, opętali go Dzicy! - Wskazał jakiś kierunek w lesie, cholera jedna wie, czy do czegoś prowadzący. Może donikąd. Wyglądało trochę na to, że się zgubili, skoro przed chwilą rozmawiali o jakimś domu.

Obrazek
Dostałem w darze moc, by emocje budzić.
Przestałem czytać z ksiąg, zacząłem z ludzi.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 682
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Unagi » 7 lis 2017, o 13:34

Posiadanie tak wielkiego domu grozi nie posiadaniem w pamięci wszelkich jego zakamarków. Unagi jako gospodarz może nie władała całym tajemniczym lasem - bo jest to wręcz niemożliwe, ale stanowił jej dom. Posiadała co prawda swoją główną siedzibę, lecz jako miejscowa powinna znać ścieżki i miejsca, tego nieudeptanego szlaku nie miała w swojej pamięci. Choć pewnie nawet gdyby miała teraz o tym by nie pamiętała. Miała bowiem inne plany, które skutecznie wyłączają myślenie.
Łyse, szare krzewy ocierały o nogi ze zgrzytem. Idąca pośpiesznie Unagi przecierała szlak, być może nowy i niezbadany do celu jakim były istoty ludzkie. Stworzone na obraz larwy, przepełnione strachem. Kunoichi może i nie przyznawała się głośno, lecz uwielbiała strach. Karmiła się nim, toczyła do swego organizmu niczym parszywa pluskwa żywi się jeszcze ciepłą krwią nieboszczyka. Żer, prawdziwa, słodka żer. Każdy krok, każda złamana sucha gałązka zbliżała ją do wiekopomnej chwili, w której to Unagi świadomie zaprezentuje swój taniec ze śmiercią przed kimś proszonym. Przed gościem. Czuła się wręcz w obowiązku dochować dobre maniery gospodarza i zaprezentować sposoby śmierci jakich mógłby się po niej spodziewać Szyga. W końcu jeśli chciał stracić swoje życie to powinien wiedzieć, że traci je z rąk kogoś kto opanował sztukę tańca ze śmiercią.
Dotarcie zajęło chwilę, choć żadna chwila nie ostudziłaby teraz wrzącej krwi w żyłach kobiety. Gromadka ludzi, którzy wyglądali iście bajkowo w tych okolicznościach najwyraźniej czegoś szukali, a nawet kłócili się. Uszom długowłosej nie uszła mowa o niegodziwych czynach jednego z ich braci. Oh jak wspaniale, że pośród tego prostego i prymitywnego ludu zamieszkującego okolice znalazła się bratnia dusza. Po prawdzie Unagi traciła już nadzieje, mordując te bogu winne osóbki. Otoczeni przez szarość, dzierżąc w drżących rękach bronie, których najpewniej nie potrafili nawet używać, kroczyli przed siebie. Przez szarość i ciemność, przez nieznane i groźne. Istna brygada bohaterów, których misja miała zapewnić pokój i zgodę na świecie. Dłonie kobiety złożyły znaną już pieczęć węża, a na twarzy wkradł się nieprzyjemny uśmiech. - Pozwól mi. - Zwróciła się do gościa nawet nie racząc go spojrzeniem. To tkwiło w przyszłych ofiarach śmiercionośnej techniki. Jako gospodarz pozwoliła sobie puścić muzykę i rozpocząć taniec licząc, że i tym razem zaszczyci ją kompan z którym dogadywała się bez słów - śmierć.
Włosy zesztywniały i wydłużyły się, a po uderzeniu serca, już pędziły w stronę siódemki ludzi zagubionych w gęstwinach tajemniczego lasu. Liczne wytworzone kolce miały na celu wbić się w miednice i w środki klatki piersiowej po to, aby unieść ludzkie truchła i rozerwać je na dwie pięknie zmasakrowane połowy. Pokaz siły, która najpewniej nawet nie była tu wymagana. Lecz czego się nie robi dla gości, prawda?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Unagi
 
Posty: 93
Dołączył(a): 8 paź 2017, o 18:46
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4214&p=62420#p62420
GG: 60754875
Multikonta: Pokrzywka *3*

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shiga » 7 lis 2017, o 21:32

Szyga z całym szacunkiem do piękna przyrody, okoliczności natury jaka ich otaczała, miał wywalone jaja na to jaką jest ściółka, listki, kwiatki i inne bezużyteczne gówna. To pierwsza znaczącą różnica między nim, A Unagi. Dla niej las był domem, dla niego obcym miejscem w którym przebywał z konieczności. Był człowiekiem z miast i jako drapieżnik najlepiej czuł się pośród tysięcy ludzi, pośród setek ich domów, spraw mniejszych i dużych. W mieście tak wykonanym jak Ryuzaku umiejętna śmierć, a taka to poezja, zostawala bez ukaranych sprawców, kończąc się jedynie zgonem ofiary i jakimś ciekawym zajściem dla straż do posprzątania i zbadania.
Wracając do naszej wesołej gromadki. Zbliżyli się na tyle by mniej więcej wiedzieć bronie ludzi. Bezużyteczne żelastwo. Całkowicie bez wartości, nawet tej ofensywnej. Innymi słowy, będąc szczerym z Fumetsu - sam złom.
Widząc, że Węgorz rwie się do działania wbił włócznie e ziemię i oparł się o nią plecami. Ręką wskazał kierunek w którym znajdowała się grupka.
-Panie przodem. - szepnął z rozbawieniem. Był ciekawy co pokaże mu dziewczę w ramach swojego showtime.
Obrazek
I don't give a fuck what you think about it,
I'd just as well kill you today.
I'm cursed with the pain of knowing
That I can't break the habit, I can't break the habit
A savior not a slave
To a world that I know will never get it, I know will never get it.
Narcissistic, Anti-Social
All these things say "Make me loco".
Masochistic, Suicidal,
All these things make me homocidal.
Avatar użytkownika

Shiga
 
Posty: 418
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Zapraszam do KP. Ogólnie postać której nie chcesz spotkać w ciemnym zaułku.
Na pierwszy rzut oka ćpun i psychopat, na drugi zresztą też.
A trzeciego nie zdążysz zrobić.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shijima » 8 lis 2017, o 10:16

Are you insane like me?
Obrazek
7/45


Dwa kompletnie różne światy, które spotkały się na tej samej ścieżce, albo raczej: na tych samych bezdrożach, bo tam, gdzie szliście, nie prowadziła żadna ścieżka. To były te bezdroża, których się nie poznaje, bo nie da się ich poznawać, stąd za daleko było do każdego domu, a mimo to te głosy jakiegoś poszukiwały - jakiego, gdzie? Obchodziło was to tak, jak zeszłoroczny śnieg, jak ciebie, kochany Szygo, te kwiatuszki (których nie było) i ten mech, który od północnej strony porastał pnie. Dzika knieja jak na razie była wam całkiem przychylna, w odwrotności do tych prawych obywateli, którzy mimo ostrzeżeń rzeczywiście ściągnęli na siebie coś złego, jak to oni określili: paskudzwo, po prostu nie do końca takie, jakiego się spodziewali. Ciężko was nazwać tymi potworami, co mierzą po pięć metrów i zżerają wszystko na swojej drodze, byliście tymi wilkami, co przywdziewają owczą skórę. Najgorszymi z rodzaju.
Ruchy Unagi były powolne, widziałeś to bardzo wyraźnie, tak samo jak płomień w jej oczach, jak namacalne dla ciebie było przyciąganie, które ją wołało, by szła dalej, nie oglądała się za siebie, nie spoglądała za boki - widziała cel, który dla jej oczu był zupełnie niewidoczny, słyszała ich tak samo, jak ty ich słyszałeś - przez pewien czas nic, by w końcu do waszych uszu spragnionych krzyku docierały szmery, naprowadzające was na właściwą drogę. Nie to, żebyś był w najlepszej kondycji fizycznej, ale czułeś błogosławieństwo swojego boga, który spoglądał na ciebie przychylnym, zadowolonym wzrokiem. Spełniłeś jego obowiązek. Spełniłeś swój obowiązek, śląc do niego te winne i te niewinne dusze.
Ruchy Shigi były powolne, widziałaś to bardzo wyraźnie, tak samo jak błysk w jego podkrążonych, szalonych, jakże szalonych oczach, tak jak… nie, nie widziałaś go wcale. Widziałaś tylko punkty na mapie, której nawet nie trzymałaś w dłoniach - ta rysowała się przed tobą na korze, układała z kłosów traw, wskazywana była przez gałęzie krzewów - wszystko wokół prowadziło cię tylko do jednego: do ofiary, jak koń, któremu nałożono klapki na oczy i widzi tylko to, co ma przed sobą, bo nie było żadnego powodu, by rozglądał się na boki. Tylko by się rozpraszał. Mimo tego zaślepienia wcale nie byłaś aż taką ignorantką w stosunku do towarzysza. Nie znałaś go, więc musiałaś mieć pewność, że nie wbije ci noża między łopatki, kiedy przyjdzie co do czego.
Trzask gałązek pod waszymi stopami był nieunikniony.
Unagi - złożyłaś dłonie w pieczęć węża i byłaś gotowa do działania, a Shiga, twój nowo poznany kochanek, nie próbował cię powstrzymywać. Mądrze. Mógł zobaczyć chociaż małą część twoich umiejętności. W jednej z dłoni ciągle trzymałaś kunai, którego zimna stal w zetknięciu z twoją skórą przywdziewał skórę w kolejną porcję dreszczy. Zawisnął na twoim palcu,, chwilowo niepotrzebny, ale przecież był prezentem od wyznawcy Jashina! Leśna Matka miała zaraz rozsądzić, czy przeznaczone wam było zostać przyjaciółmi w tym tańcu, partnerami idealnie zgranymi, czy może konkurencją, a konkurencję, moi mili, trzeba było wybijać na wszelkie możliwe sposoby - i to szybko. Długie włosy dziewczyny wydłużyły się, ostre, twarde, miały tylko jedną wadę - nie były zbyt szybkie. Poczułeś, Shiga, muśnięcie wiatru kiedy przesunęły się obok ciebie, kiedy zatrzymałeś się, nie zamierzając przerywać show i się w niego wtrącać, ciekaw, jak aktorzy zatańczą na deskach tego teatru - to było to, co przyciągało twoją uwagę, nie jakieś tam listki i inne pierdoły. Jak zostało powiedziane - włosy zbyt szybkie nie były. Wysunęły się z zarośli i wystrzeliły w powietrze, pełznąc po ziemi trzonem, by wyciągnąć w kierunku swoich ofiar kolce.
- UWAGA! - Krzyk rozdarł ciszę lasu wraz z szumem liści, które przesunęły włosy swoim pędem i połamały gałęzie po drodze. Wystraszona kobieta wytrzeszczyła oczy na to, co się dzieje, dwójka mężczyzn również nie zdążyła uskoczyć. Czwórka z nich jednak dała radę. Tylko że włosy szybko popełzły za nimi i kolce się wydłużyły. Ciała zostały uniesione w górę, woń strachu… znacie ją? Mieszała się ze smrodem juchy, która zabarwiła włosy Unagi, a agonalne, przerażone wrzaski, poniosła leśna głusza.
- Terumi..! - Kto co krzyczał? Wszystko zlewało się w jedno. Mężczyzna z siekierą i kobieta z tasakiem odskoczyli w tył, machnięciem broni chroniąc się przed włosami… i kolec, który miał do nich dotrzeć, nie spełnił swojej powinności. Straciłaś zasięg. I straciliście ich z zasięgu wzroku, kiedy wsunęli się w las.

Obrazek
Dostałem w darze moc, by emocje budzić.
Przestałem czytać z ksiąg, zacząłem z ludzi.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 682
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Unagi » 8 lis 2017, o 17:32

Taniec rozpoczął się, grube, liczne kolce z utwardzonych włosów pędziła przez gęstwinę prosto w ludzkie mięso. Rozdrapywane błoto bryzgało na około, gdy jedna z odnóg poszurała po ziemi z impetem. Mniejsza zieleń trzaskała w swej suchej postaci, a chwile później do uszu można było usłyszeć stołki głosik. Krzyki konających, pełnych strachu robali próbujących w jakiś sposób wyciągnąć ze swoich trzewi. Uciekające życie z ich pełnych bólu twarzy komponowało się przecudownie z zimnym, uporczywym deszczem. Obraz wywoływał u kobiety swojego rodzaju ekstazę, zabijając czuła się kimś wyjątkowym, kimś lepszym, kimś wyższym. Skoro bogowie dają życie, to czy Ci którzy je odbierają nie są im równi? W końcu Unagi również wpłynęła na parszywe życie tych szarych, zagubionych ludzi. Co prawda, nigdy nie zastanawiała się, czy oni są do końca ludźmi i czy potrafią czuć tak jak czuje ona. Jej psychopatyczne skłonności nie dopuszczały do myśli, aby ktokolwiek był tak wybitnym bytem jak ona sama. Istna uczta, aż przez chwilę z tyłu głowy przemknęła myśl zazdrości. Żałowała, że nie była teraz wroną, bo właśnie na tej brudnej i dzikiej ziemi rozłożyła się cudowna uczta, którą Unagi mogła kosztować jedynie oczami. Nie trawiła ludzkiego ścierwa. Raz czy może dwa próbowała jego smaku, lecz nigdy nie pozwalało jej się zachwycać. W końcu jeśli stajemy się tym czym jemy, to istniało realne ryzyko, że kunoichi stanie się parszywym robakiem bez celu, ani jakiejkolwiek cząstki wartego uwagi istnienia.
Jeden z utwardzonych kosmyków włosów, na którego czubku tkwiło wbite ciało mężczyzny, który nie wart był nawet posiadania imienia, przysunął stopniowo nabijające się coraz bardziej truchło. Dziewczyna z absolutnie opętanym wyrazem twarzy rozłączyła pieczęć energicznie, tak jakby rozrywała trzewia człowiecze. Kunai znajdujący się na placu zatoczył krąg i z siłą wbił się w krat martwego już mężczyzny. Włosy powolnie kurczyły się wracając do swojej normalnej formy. Przesiąknięte gęstą, śmierdzącą krwią, którą nawet i tak silny deszcz miał problem zmyć. Upaprana dłoń szkarłatem przesunęła się po twarzy, która ugięła się pod miną przypominającą chory orgazm. Ciało zadrżało i niczym wąż przez sekundę wiło się. Otworzyła swe przekrwione oczy i wlepiła je w pozorną pustkę przed nimi. Przecież to nie był koniec atrakcji, wiedziała o tym. Kobieca intuicja. Choć czy ona w ogóle była kobietą? Ba! Czy ona była jeszcze człowiekiem? We własnych oczach była kimś lepszym. Była bogiem.
- Ha ha HA HA HA! - Zaryczała w eksplozji śmiechu, a jej złote oczy wlepiły się w towarzyszącego nieznajomego, badając czy satysfakcjonuje go ten widok. Obstawiała, że będzie topił się we własnym gównie, które popełnił nawet o tym nie wiedząc. Strach działa naprawdę przepiękne rzeczy. W końcu był on człowiekiem, wydającym się co prawda trawionym szaleństwem, ale człowiekiem. Czy pomyliła się? Może zaprawdę poznała kogoś, kto posiadał cząstkę duszy, kto wart był podzieleniem się parkietem w tym przecudownym tańcu ze śmiercią. - A teraz Terumi! Gdzie jesteś moja muszko. Poznałam Twoje imię, teraz chce posiąść Twoją twarz! - Głos zadrżał pod ciężarem wywołanym swoistym i zarazem coraz bardziej pasującym do Unagi podnieceniem. Ten taniec wyjątkowo pobudzał jej zmysły, choć wykonywała go już wiele razy. Ten był specjalny, miała gościa. Obserwatorzy dodawali pikanterii. Wymyśliła więc, że wtrąci tą pozycję do swojego menu. Być może przywiązani rodzice patrzący na cierpienia swoich dzieci również wywołają u niej tą przyjemną i egzotyczną mieszankę!


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Unagi
 
Posty: 93
Dołączył(a): 8 paź 2017, o 18:46
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4214&p=62420#p62420
GG: 60754875
Multikonta: Pokrzywka *3*

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shiga » 8 lis 2017, o 23:56

Sednem bycia ninją, jak to wszystkie dzieci wiedzą z bajek i wiedzy potocznej, bo nawet niekoniecznie empirycznie - w końcu na pewno są jakieś dzieci z zadupiów dolnych które nie mają do czynienia na codzień z ninjami, a słyszały jedynie od kogoś kto jest im znajomym, bliskim et cetera et cetera... Sednem owym wspomnianym przed tą małą tyradą jest chodzenie po sufitach i... ścianach. A jak wszyscy wiemy najbardziej zabawna jest czwarta ściana. Tą chwilą Szyga pragnąłby więc chodzić po czwartej ścianie licząc, że choć troche ją ukruszy i zdoła porozumieć się z narratorem omnipotentnym który dowodzi całą tą sytuacją, kierując losami ludzi, kierując sensem istnienia samym w sobie, szansami powodzenia na wszystko et cetera, et cetera...
Cholero ty jedna ty. Jakim cudem Szyga ma zauważyć, że nie ma nigdzie kwiatów - a co się niedługo może okazać kłamstwem perfidnym popełnionym z pełną premedytacją i bezlitosnym podejściem godnym bytu wyższego który to, jak wszyscy doskonale zdają sobie sprawę i jest to dla nich oczywiste lubi się znęcać nad tymi marnymi śmiertelnikami... Zabawny fakt, śmiertelne są po jednej stronie tego konfliktu osoby wszystkie. Po drugiej też, z naciskiem na to, że już niedługo...
Och, z tematu się uciekło Szygo ty cholero druga. Otóż, nie zauważy się kwiatów mając wywalone na otoczenie i na przyrodę i jej okoliczności. Cała uwaga jego była skupiona na postaci którą tu zapoznał gdy bawiła się w asystenta chirurga i zabawiała się z truchłem, tykając i eksplorując - Węgorzowej. Owa to istota wykazywała zaskakującą pewność Siebie i w swoich czynach, ale nie wyprzedzając faktów...
Z zaciekawieniem spojrzał więc za sunącymi włosami obok swoich stóp. Opierał się na swojej zdobycznej włóczni tchórza, który nie był godny posiadania broni bo w przeciwieństwie do swych braci nie oddał ducha i życia w heroicznej próbie pokonania potwora o morderczym spojrzeniu. Powiódł wzrokiem za wyjątkowo zdeterminowanym owłosieniem górnym swej węgorz-towarzyszki, węgorz-chin czy jak kto tam woli i wyjdzie w praniu... I już po chwili było słychać okrzyki przerażenia i bólu. Szyga nie mógł dłużej czekać, zbliżył się więc ciut ciut do celów Unagi by dostrzec to co zrobiła. To, co stwarzała przy użyciu swojego ciała, swoich włosów.
Szyga nie spodziewał się tego. Włosy niczym igły przeszyły ciała niewinnych ludzi. Nie gorzej niż wielkie senbony by sobie poradziły, te poszczególne pasma włosów penetrowały ciało ofiar, pozbawiając ich krwi i życia w następstwie. Rozrywane niemal ciała, lejąca się jucha, wylewające dziurami wnętrzości gdy ciała rozłaziły się pod naporem kolejnych włosów bezlitośnie przebijających soon-to-be truchła...
To było takie piękne. Takie... cudowne. Szyga poczuł dziwne ciepło. Ktoś wredny mógłby powiedzieć, że Szy się przestraszył i narobił pod Siebie. O tym pewnie marzyła Unagi - tak go przerazić i być tą bardziej szaloną. Nic bardziej mylnego.
Obrazek
+18
Spoiler: pokaż
Szy-szy poczuł ciepło w okolicach swoich wnętrzności które rozpłynęło się w dwie strony, połowa ciepła rozgrzała głowę wypełniając ją jakąś niewytłumaczalną ekstazą i przyjemnością jaką mógłby doświadczyć tylko samemu będąc tak rozrywanym i przebijanym. Wzrok przysłonięty mgłą, spojrzenie rozbiegane, oczy przymknięte. Usta wykrzywione w leciutkim, subtelnym uśmiechu.
A właśnie, ciepło się rozłączyło. Druga część ciepła popłynęła niżej, w okolice lędźwi Jashinisty. Wypełniła jego własną, niemożliwą do odłączenia i walki tąż włócznię. I włócznia w ten sposób stała się bronią conajmniej obuchową.
Szyga przestał nad sobą panować. Stanął w lekkim rozroku patrząc na to jak włosy Unagi krzywdzą ludzi i odbierając im życie. Jego dłonie powędrowały bezwiednie, poświadomie, w spodnie. Opierając się na zdobycznej włóczni, chłopak teraz z premedytacją zaczął zajmować się własną włócznią. Patrzenie na krew tryskającą na te piękne długie włosy Unagi i śmierc to było jakieś cholera magiczne połączenie. Czy ktoś rozpylił coś w powietrzu?! Szyga nigdy nie czuł wcześniej tego wspaniałego uczucia. Nie, nie, nie było nic takiego, to była nowość, to było dziwne. Nie kontrolował tego, nie miał na to wpływu..
Szyga nigdy wcześniej nie był tak podniecony. Ruchy były coraz szybsze, chłopak bardzo skrupulatnie pracował nad zmaksymalizowaniem swojej przyjemności, przysuwając dłoń do ust i wygryzając z własnej ręki swoimi ostrymi zębami kawał mięsa. Trysnęła krew zalewając jego twarz i mundur zdarty ze strażnika.

Kiedy był blisko zakończenia swojego dzieła wszystko się skończyło. Nie starczyło jej zasięgu swojej cudownej umiejętności by zabijać dalej. Ludzie zaczeli uciekać. Spojrzał na nią z przerażeniem - Show nie mogło się skończyć, nie, nie nie NIE NIE NIE! Nie teraz, nie w takiej chwili, Jashinie proszę niech ci ludzie się przewrócą i potkną i w ogóle poturlają do Unagi. Niech będą znowu w zasięgu. Niech zabija ich dalej..!
Szyga wyciągnął łapki kładąc je na kołderce, złapał włócznie i pognał za ludźmi, w drodze składając sześć pieczęci.
Chciał, bardzo chciał, by technika ich dogoniła i przypaliła, powaliła, ogłuszyła. Żeby mógł ich jej przynieść.
-Katon...! - Warknął Szyga wściekły jak szerszeń na pieprzonych jebanych w ryj uciekinierów którzy zepsuli całą zabawę.
Skurwysyny skarlałe nie dadzą człowiekowi się pobawić...!

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
I don't give a fuck what you think about it,
I'd just as well kill you today.
I'm cursed with the pain of knowing
That I can't break the habit, I can't break the habit
A savior not a slave
To a world that I know will never get it, I know will never get it.
Narcissistic, Anti-Social
All these things say "Make me loco".
Masochistic, Suicidal,
All these things make me homocidal.
Avatar użytkownika

Shiga
 
Posty: 418
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Zapraszam do KP. Ogólnie postać której nie chcesz spotkać w ciemnym zaułku.
Na pierwszy rzut oka ćpun i psychopat, na drugi zresztą też.
A trzeciego nie zdążysz zrobić.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shijima » 9 lis 2017, o 19:53

Are you insane like me?
Obrazek
10/45


Jeszcze żyli. Ci, z których wyciągnęłaś kolce swoich włosów, moja kochana Unagi, nadal żyli, tylko co to było za życie..? Oboje widzieliście, jak ono gaśnie, jak zastyga w szoku, wraz z gasnącym krzykiem na ich wargach, kiedy zaczynało brakować tchu, nie mogli już złapać oddechu, tlen przestał im być przyjazny - komu niby był, gdy miało się podziurawione podbrzusza? Gdy wnętrzności właściwie wylały się na zieloną trawę, na co mogli sam spoglądać? Mózg podobno żyje jeszcze parę minut po śmierci ciała, gdy przestaje uderzać serce, słyszeliście o tym? Oby tak było. Wtedy moglibyście o wiele dłużej przyjmować do swoich wnętrz sycące uczucie spełnienia wynikające z kosztów, jakimi oni zapłacili za... za nic. To wy kupiście bilet do dobrej zabawy. Oni byli zabawkami. Kobieta była najbardziej świadoma z całej tej ferajny. Mętny świat rozpływał się w jej oczach, kiedy spoglądała na wasze sylwetki skryte w cieniach drzew, ledwo wyraźne i gdy zbłądziły one na podłoże wokół niej, na jej własne ręce podtrzymujące flaki, by nie rozprysnęły się na zewnątrz. Jej towarzysze chwilowo się nie liczyli. Ważne było tylko przetrwanie jej samej. Nie docierało do nich, że to Śmierć pochyliła się nad ich głowami i nie będzie już żadnego życia, chyba że ktoś z nich wierzył w to po skonaniu. A wy? Wierzycie? Czy wasze chore głowy są w stanie w cokolwiek wierzyć? Objąć skomplikowany proces zawierzania czemuś na słowo? Ile słowa dla was znaczyły - och, wiem doskonale. Wy też wiedzieliście. Jeden z mężczyzn przestał się ruszać. Spoglądał na szare niebo, z których ciągle skapywały krople z szeroko rozwartymi powiekami, na których zamarło jedno - niedowierzanie. Trzeci nadal coś harczał, jęczał, zwijając się, pewnie chciał coś powiedzieć, ale jak wiadomo - ciężko się mówi z przebitym płuckiem. Zupełnie jak w tym żarciku, słyszeliście może? Czemu Ania nie płakała po spadnięciu z rowerka? [/b] Bo miała przebite płucko.
Woń krwi zmieszała się z wonią leśnej ściółki, deszczu, mchu, gnijących liści, błota, żółci i ludzkich fekaliów - tak, tak, przykro mi, nie było niczego romantycznego w śmierci, ludziom zazwyczaj puszczały zwieracze w tych ostatnich chwilach trwania. Zazwyczaj. Tak i twoje piękne włosy, Unagi, zabrudzone były błotem, liśćmi i krwią i rzeczywiście - nawet łaskawy deszcz nie zmyje ich tak szybko. Z całą pewnością.
W momencie, kiedy śliczna niewiasta upstrzona czerwienią ([i]nie uważasz, Shiga, że idealnie czerwień pasowała do jej włosów? do jej skóry?
) wybuchnęła śmiechem, na twarz Shigi wpadła karteczka z jasnym napisem: Ziomek, tu nie ma kwiatków! Tajemniczo podpisana inicjałem "S.".
Walić jednak kartkę, to nie istotne! Istotne było przedstawienie i to, że dwójka se wzięła i se uciekła - zniknęli z waszego pola widzenia, to problematyczne. Nawet bardzo problematyczne. Sprawiała, że podniecenie nie osiągnęło swojego zenitu, wprawiło w irytujące uczucie braku możliwości spełnienia. Ci, co umierali, nadal umierali. Ostatnia z żyjących, kobieta, w końcu również przestała się ruszać. Wewnętrzne obrażenia były zbyt rozległe, a to byli zwykli, szarzy ludzie. Umarli szukając czegoś - po śmierci również będą szukać. Wyrwałeś się więc, Przyjacielu, do przodu - niech satyra się dopełni! Dłonie ułożyły odpowiednie pieczęci, wszystko było niemal idealnie przygotowane - niemal - tak samo jak niema przemyślane. Gdyby nie fakt, że nic tutaj przemyślane nie było. ZIemia była śliska, taki zryw nie mógł być czymś dobrym, zwłaszcza, kiedy zwracało się średnią uwagę na to, co się ma pod nogami. Ślizg - oo, całkiem zgrabnie! - niemal tak samo zgrabnie jak włosy Unagi, tylko... jednak nie. Złapałeś równowagę, w końcu jaki byłby z ciebie inaczej shinobi! - i nie poddałeś się, gdzie tam - na złamanie karku, hurra i do przodu! Ognista kula poleciała, krople wody opadające z nieba zasyczały od gorąca. Kiepska kalkulacja odległości, kiepska kalkulacja własnych sił, wszystko przysłoniła myśl o tym, żeby zabić. Technika wpadła pomiędzy drzewa i na nich się rozbiła, spalając część zieleni. Na szczęście wszystko było zbyt wilgotne, by objąć się płomieniami, których zaraz nie ugasiłby deszcz - co nie zmieniało faktu, że wytworzyło się całkiem ładne, równe przejście od ognistej, równiutkiej kulki. Perfekcjoniści byliby zachwyceni!
Nastała cisza po krzyku Unagi.

Obrazek
Dostałem w darze moc, by emocje budzić.
Przestałem czytać z ksiąg, zacząłem z ludzi.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 682
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Unagi » 10 lis 2017, o 13:54

Nad-popielone drzewa lśniły cieniutkimi żyłkami rozżarzonymi do czerwoności. Deszcz skrupulatnie ugasił wątle tlące się płomyki, lecz nie mógł dotrzeć do pięknie mieniących się martwych już drzew. Ogień jaki wypadł z ust towarzyszącego mężczyzny mógł oznaczać tylko jedno. Planował również pozbawić życia tutejsze znajdy. Wracając również do chwili przed atakiem, zaobserwować się dało jego ekscytacja fizyczną. Onanizacja na widok tak makabrycznej sceny jaką wywołała Unagi była czymś w rodzaju beknięcia po posiłku. W większości uznawana, za czyn niegodny i obrzydliwy, lecz w niektórych kulturach była to oznaka uznania dla kucharza. Kobieta pozbawiona całkowicie seksualności co prawda nie parała się takimi czynnościami, lecz poczuła satysfakcję z "subtelnego" komplementu wymierzonego w jej dzieło.
Cisza, przerywana trzaskającymi zgliszczami i notorycznie uderzającym z nieboskłonu deszczem. Nikogo nie było, pochowali się bądź uciekli. Do nozdrzy wpadał zapach śmierci i kompozycji fetoru uznawanego przez niektóre bestie za apetyczny. Unagi znała las na tyle, żeby wiedzieć jak kończy się długie pozostawianie ciał. A z niektórymi zamieszkującymi tu gatunkami nie warto było iść w szranki. Szczególnie, że ich żywota przynosiły więcej zła niż sama ich śmierć. Paskudna sprawa, trzeba było więc podjąć decyzję. Szukać spłoszonych myszek, które zdolne były wyskoczyć z jakieś ciemnej nory i ugryźć boleśnie, czy poniechać i udać się w stronę kolejnej godnej uwagi osoby. Mężczyzny rzekomo opętanego i zabójczego. Skoro w stanie był zamordować i to niewinną osobę, to może i się dogadają. Przecież warto jest znać swoich sąsiadów.
Unagi chwile lustrowała las po czym uśmiech z jej twarzy niemalże zniknął. Nadepnęła na twarz zwłok leżących obok, po czym uraczyła spojrzeniem mężczyznę nie, który niedawno zabawiał się swoją dzidą. Jej dłoń uniosła się i skierowała w stronę w którą początkowo szła brygada przestraszonych ludzi. Palec wskazujący wycelował dokładnie w nieznane, a lekko zagubiona twarz kobiety ugięła się w czymś co prawdopodobnie było zadumą. - Czy aktem niegościnnym będzie, jeśli zaproponuje zamiast za szczurami gonienie, za kimś kto ma znaczenie się rozejrzeć? - Spytała z lekką niepewnością. Właściwie to nigdy nie miała gości, co oznacza, że nie do końca wiedziała jak miała się zachowywać. Z jednej strony taki uciekający byt ludzki przynosił najwięcej frajdy. Jego nieistotny żywot wręcz ociekał strachem i paniczną próbą zachowania czegoś co tak naprawdę nie miało znaczenia. Nie dla Unagi. Z drugiej zaś, był tu ktoś jeszcze. Kolejny ciekawy osobnik! Dwóch jednego dnia! A nawet lepiej, bo ten tu zamieszkiwał, będzie więc mogła czasem pożyczyć cukier bądź wybrać się razem na małe mordowanie nic nie winnych osadników. Szaleństwo szaleństwem, lecz samotność zawsze doskwierała. Poza tym ten mężczyzna zasługiwał na chwile uwagi. Kąsana więc przez możliwości Unagi nie mogła się zdecydować. Mogła posiąść twarz kogoś kto miał imię! Albo też odnaleźć kogoś kto był nieco wyżej w hierarchii niżeli robaki wijące się i konające wśród błota, krwi i własnego gówna.
Szczerze mówiąc to nie chciała do końca podejmować tej decyzji sama. Była rozdarta i kusiło ja zarówno jedno jak i drugie. Przyjść z pomocą miał własnie Szyga. W końcu może wyrazić poparcie dla pomysłu, bądź zaproponować i przekonać do ścigania reszty tej hołoty. Pewne było jedno, nie było krzty sensu zostawać w miejscu, które niedługo potraktowane mogło zostać jako rozstawiony stół z przepyszną ucztą.


Nie będę miała zbyt wiele czasu teraz na odpisywanie ;c
Stad nie wiem kiedy uda mi się dać następny post. W weekend raczej na 100% nie. Raczej w okolicach środy. Chociaż to najgorszy scenariusz. Mam nadzieje, że nie będę opóźniać ;3


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Unagi
 
Posty: 93
Dołączył(a): 8 paź 2017, o 18:46
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4214&p=62420#p62420
GG: 60754875
Multikonta: Pokrzywka *3*

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shiga » 11 lis 2017, o 12:21

Dobra prezentacja potęgi ognia sprawiła, że wszyscy którzy nie mieli zamiaru uciekać, tylko może podjąć walkę z szaleńczym duetem teraz zapewne leżeli gdzieś nadpaleni, skuleni w rowach czy w krzakach, licząc, że śmierc jaka moze nadejsc ze strony morderczych mieszkancow tajemniczego lasu bedzie mniej straszna niż ta, jaką gotowi im zgotować Unagi z Szygą. W sumie tą chwilą Szy-szy pomyślał, że marzy mu się jakaś paskudna szperająca ognista technika od której nie dałoby się uciec... Hmmm... Trzeba będzie się zagłębić w obserwację bardziej ognistych od Siebie samego. Kątem oka dostrzegł, że Unagi jest kontentna i nie ma zamiaru kontynuować łowów. Widział na jej twarzy zniechęcenie i znudzenie myślą o pościgu tych tchórzliwych myszek.
Wbił włócznie w ziemie i wyciągnął ręce ku górze, rozłożone, jakby chciał obwieścić nadejście końca dziejów.
-Nasz Pan jest kontent z mojej osoby. Dziś poświęciłem jego krwawemu tronowi dwadzieścia siedem osób. Nie muszę go już karmić tak żałosną zdobyczą... - Omiótł dłonią kierunek w którym uciekli wieśniacy.
Znowu dobył włóczni i wsparł ją na swoim ramieniu, kiwając się w miejscu, z wyraźnym zniecierpliwieniem na twarzy.
-Znajdźmy tego o kim mówili. Może być lepszym celem i wartościowszą ofiarą. Lepszym bossem tej gry. - Uśmiechnął się szczerze do węgorzowej, wiedząc, że podjął decyzję która i jej się marzyła.
Obrazek
I don't give a fuck what you think about it,
I'd just as well kill you today.
I'm cursed with the pain of knowing
That I can't break the habit, I can't break the habit
A savior not a slave
To a world that I know will never get it, I know will never get it.
Narcissistic, Anti-Social
All these things say "Make me loco".
Masochistic, Suicidal,
All these things make me homocidal.
Avatar użytkownika

Shiga
 
Posty: 418
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Zapraszam do KP. Ogólnie postać której nie chcesz spotkać w ciemnym zaułku.
Na pierwszy rzut oka ćpun i psychopat, na drugi zresztą też.
A trzeciego nie zdążysz zrobić.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shijima » 11 lis 2017, o 18:47

Are you insane like me?
Obrazek
13/45

Męska decyzja. Jeśli nie błogosławiony przez potęgę ognia wyznawca Jashina miał jej dokonać to kto? Ty, Unagi,
miałaś co prawda czym chuchać i dmuchać, ale zdecydowanie nic nie dyndało ci między nogami (wiem, zaglądałam),
naszemu kochanemu samcowi nic za to nie brakowało - no, może przydałby mu się sześciopak, ale jak się nie ma, co się lubi,
to się lubi, co się ma. Czyli dwóch totalnych pojebów, którzy... oh wait, tylko jeden robił sobie dobrze do flaków. Ty się jednak śmiałaś, jesteśmy kwita. Męska decyzja.
Błoto pod nogami zachęcało do tego, żeby się wziąć i się gdzieś stąd przetransportować, chyba że ktoś lubił stać we flakach,
wątrobach, żołądkach i fekaliach, wtedy jak najbardziej miejsce to było idealne do odpoczynku, czy nawet na piknik (no może poza tymi latającymi karteczkami, no nie Szyga? cholerne kwiat...) pod warunkiem, że mieliście ze sobąjakiś prowiant.
Nie? A to szkoda. Sama chętnie bym dołączyła, otoczenie... pachniało życiem. Przesycone mieszanką woni przypominało, że oni byli martwi, a My całkowicie żywi - Unagi zastanawiająca się, co robić dalej, Shiga dumny i zadowolony z błogosławieństwa swojego bożka, a Ja..?
Ja tu robię tylko za Jashina płci żeńskiej, don't mind me.
Przynajmniej Shiga miał rację - kontent z waszej osoby. Mam nadzieję, że przestaniecie już karmić tego urojonego bożka takimi miernotami, jeszcze mu się czkawką odbije, a to niezbyt zdrowo! Słyszałam nawet o przypadkach, w których odważni czkawkowicze umarli, poważna sprawa.
Rozglądacie się wokół? Tak? Nie? No nie bardzo. Kierunek był jasny, wybrany przez turkusowowłosą boginkę - o tam, tam jest..! Nie widzisz? Oczywiście, że widział. Przecież twój wzrok, drogi Shi, sięgał nieco dalej niż te szare drzewa,
mogłeś iść za dłonią kobiety, która miała ci poderżnąć gardło, którą wyzwałeś na pojedynek, a ona chciała podjąć twoje wyzwanie. Czyli kierunek był. Kierunek nie wiem - grunt, że inny, niż ten, w którym uciekła tamta dwójka - kobieta z mężczyzną. Siekiera i tasak - doprawdy! Bronie godne najbardziej wybitnych wojowników! Akurat wasza dwójka wiedziała,
że w zabijaniu wszystko było skuteczne - nawet kubek od herbaty. Chociaż akurat Wy, moje dzieciaczki, byliście tak poronieni, że dla was styl liczył się równie mocno, by wyciągnąć z tego maksimum przyjemności.
Decyzja zapadła. Męska decyzja. Pozostało ją tylko zrealizować - okej, szukamy bossa!
Zagrajmy więc w grę. Jej zasady będą przed wami ukryte.
Z przyjemnością posiedzę i poczekam, co wymyślicie, żeby go znaleźć.
Zegar tyka.
Czas start.

Obrazek
Dostałem w darze moc, by emocje budzić.
Przestałem czytać z ksiąg, zacząłem z ludzi.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 682
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Unagi » 14 lis 2017, o 21:00

Ubrudzony od krwi but wbił się pewnie w błoto wyciskając przy tym resztki tego, co ugnieść się nie dało. Pewny krok kobiety w pewnym dla niej kierunku. Czy miał on jakikolwiek sens? Dla jej towarzysza, dla narratora, dla ludzkości czy nawet dla niej samej? Ba! Absolutnie i właśnie to w tym kierunku było piękne. Można się spodziewać co przyniesie skierowanie się za uciekającymi. Można byłoby spekulować co stanie się gdy zawrócą, lecz owite słodkim mrokiem tajemnicy to co stanie się gdy pójdą w kierunku wylosowanym przez palec Unagi było nader kuszące.
Kunoichi o długich mokrych od krwi i bez przerwy kapiącego deszczu ruszyła. Jej beztroski uśmiech wykrzykiwał "przygoda!", oh każdej chwili szkoda. Bo przecież nawet zatwardziali mordercy nie mogli uciec przed chęcią przygody. Oderwania się od rutyny i ram codzienności. Odrobinę szaleństwa. Unagi więc postanowiła dosłownie zwilżyć wargi wspomnianą odrobiną. Cóż z tego, że jej ciało trawione było przez obłęd, i jej przecież wolno. Szaleniec próbujące szaleństwa, a z nieba padał mokry deszcz.
Kroczyła pewnie, radośnie niemalże dziecinnie. Choć dało się wyczuć, że w każdym tym niby nieporadnym, niby zbyt energicznym ruchu jest coś zaplanowanego. Być może osnute mgłą szaleństwa oczy dostrzegały to co przed nią i potrafiły to analizować. Bystrość w szaleństwie dało się wyczuć, Unagi była szalona lecz nie głupia. Dlatego każdy jej wydawałoby się losowy krok był czymś więcej. Umysł zdawał sobie sprawę z zagrożeń, bycie istotą boską nie oznacza bycia niezniszczalnym. Każdego i wszystko dało się zniszczyć, zepsuć, zmienić. W pobliżu mogli znajdywać się pozornie uciekający ludzie albo dzikie, wielkie zwierzęta popędzane smrodem śmierci i ludzkiego mięsa. Nuciła, cicho lecz słyszalnie. Wesoła melodia o szybkim rytmie. Nie słuchała? Błąd, nasłuchiwała. Przecież za nią szedł ktoś obcy, ktoś równie szalony. Prawda, zapałała do niego sympatią, lecz nawet szaleńcy nie moga być na tyle szaleni, aby ufać w pełni.
Wytyczona trasa o nieznanym końcu rozpoczęła się, a przemierzająca ją Unagi robiła to świadomie, choć zdawać się mogło inaczej. Co zaś przyniesie los? Co pokrętne i przewrotne przeznaczenie? Co zgrabne paluszki pani prowadzącej? To było słodką niewiadomą, tak jak to, jak zareaguje zatruty obłędem umysł turkusowej panieneczki.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Unagi
 
Posty: 93
Dołączył(a): 8 paź 2017, o 18:46
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4214&p=62420#p62420
GG: 60754875
Multikonta: Pokrzywka *3*

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shiga » 15 lis 2017, o 00:28

Unagi cały czas była na dozorowanym. Każde jej zachowanie, słowo, każdy czyn niezależnie czy jest on wypowiedzią, krokiem czy oddechem, był przez Szyge bacznie obserwowany. Takie obserwowanie ofiary leżało w jego naturze łowcy, a Unagi nadal pozostawała możliwą ofiarą. Zabijała dobrze, na razie plasowała się dzięki temu na pozycji chlubnej ofiary dla Jashina. Kogoś godnego bycia złożonym. Niestety nie była jeszcze dość dobra w oczach Jashinisty by zasłużyć na uwolnienie od widma śmierci i poświęcenia duszy. Nadal była dobrą czaszką w krwawym tronie Jashina.
A niepotrzebne ruchy, zachowania beztroskie, głupie w swojej prostocie i zamierzeniu, obniżały jej wartość. Shiga wyraźną kreską oddzielał zabawe gdy mógł mordować, gwalcic czy samosięzaspokajać od czasu na polowanie, gdy znikały emocje, pojawiała się determinacja, zdecydowanie i... zauważanie najmniejszych szczegółów w otoczeniu.
Wiedząc, ze Ból nie jest w stanie go uwolnić od potencjalnej iluzji która mogłaby być rozproszona gdzieś tutaj i ukrywać dom przed ich oczyma, użył ulubionej sztuczki i zlozyl łapy do Kai. A nóż coś się pokaze? Jak nie, trzeba będzie podążać za Unagi. W końcu to jej domek.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kai

Pieczęci
Baran

Zasięg
Dowolny

Koszt
Brak

Dodatkowe
Na czas użycia dodaje 65 konsekwencji

Opis Kai to jedna z podstawowych technik shinobi, często niedoceniania - i niesłusznie. Jutsu to polega na chwilowym odcięciu dopływu chakry do mózgu, dzięki czemu jakiekolwiek impulsy - również te narzucone zewnętrznie - przestają działać. Efektem tego jest uwolnienie użytkownika z dużej ilości prostszych technik genjutsu. Niestety, te silniejsze dalej będą na nas oddziaływać i trzeba je dezaktywować innym sposobem.
Obrazek
I don't give a fuck what you think about it,
I'd just as well kill you today.
I'm cursed with the pain of knowing
That I can't break the habit, I can't break the habit
A savior not a slave
To a world that I know will never get it, I know will never get it.
Narcissistic, Anti-Social
All these things say "Make me loco".
Masochistic, Suicidal,
All these things make me homocidal.
Avatar użytkownika

Shiga
 
Posty: 418
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Zapraszam do KP. Ogólnie postać której nie chcesz spotkać w ciemnym zaułku.
Na pierwszy rzut oka ćpun i psychopat, na drugi zresztą też.
A trzeciego nie zdążysz zrobić.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Leśne gęstwiny

Postprzez Shijima » 15 lis 2017, o 14:17

Are you insane like me?
Obrazek
15/45

Łatwo było złapać rybę, kiedy posiadało się odpowiednią wedrę i umijętności posługiwania nią. Ryba się nie spodziewa podstępu, nie wie, że stoisz na plaży, że to ty trzymasz właśnie linie jej losu - widzi za to, że coś narusza taflę wody - tą bezpieczną ścianę, która była granicą jej świata i ponad który raczej się nie wynurzała. Nie miała powodu. Niektóre skakały ponad poziom wody, inne szukały robaków, więc sięgały dziobami i naruszały spokojną strukturę, którą teraz szargał deszcz. Nigdy nie wychodziły jednak na brzeg. Montujesz przynętę, która zadziała na ten gatunek, gatunek zwany człowiekiem i zarzucasz haczyk na cienkiej, przejrzystej lince. Ryba go nie widzi. Tak samo jak nie dostrzega refleksów odbijanych przez załamywane słońce na stalowej broni, która wbije się w jej usta, jeśli tylko pokusi się na pożywienie. Niektóre były sprytne, niektóre wiedziały, że coś nie gra, że w powietrzu unosi się coś podejrzanego, ta najmniejsza część potrafiła naprawdę dojrzeć, że to nie jest żaden przypadkowy dar, który zanurzył się w ich świecie i widzą, że to niebezpieczeństwo. Widzą ciebie. Czasami zdarzy się, że pójdzie ostrzeżenie i wtedy cle stado odpłynie w dal. Prędzej czy później jedna z rybek się skusi - jeśli dobrze się postarasz, wymierzysz, skupisz - nie oprą się tej pokusie. Złapią ją od razu. Poczujesz, jak linka się napręża, jak adrenalina pulsuje w żyłach, zobaczysz w wodzie, jak błyszczą twoje oczy z podniecenia - to polowanie, kochanie, to wola zabijania, która trzyma cię w tym miejscu i zbroi w cierpliwość, której normalnie nie posiadasz. Wycisza całkowicie, żebyś mógł poczuć ogień przyjemnie rozpalający trzewia, kiedy w końcu ofiara zostanie pochwycona. Jedno pociągnięcie - już ją masz. Wylatuje z tego swojego bezpiecznego światka i pada prosto pod twoje nogi. Trzymasz w dłoni nóż, wędka jest niepotrzebna - biedna rybka trzepocze się bez ładu, uwięziona, ledwo może oddychać, jest przerażona, walczy. Walczy o wolność. O swoje życie - to samo, które już należy do ciebie.
Całe to miejsce było mirażem.
I nie była to wasza piaskownica.
Unagi ruszyła przodem. Kochana, nieskrępwana córa, która nie bała się leśnych odmętów, chociaż żywiła do nich respekt -
chcąc nie chcąc, zdawała sobie sprawę z tego, że żyły tutaj stworzenia, które żaden z was nie chciał spotkać twarzą w twarz. Nikt nie chciał. Nie bez powodu bardzo niewielu zapuszczało się w te tereny, nikt tutaj nie mieszkał - z pewnymi istotami walka byłaby ciężka, długa i żmudna. Niektóre byłyby w stanie stawić czoła naprawdę silnym shinobim. Oto jednak jesteście Wy - dwójka śmieszków.
Narobiliście już wystarczająco hałasu.
Ciche nucenie stapiało się z rozbijającymi się o ziemię kroplami deszczu.
Shiga ruszył zaraz za swoją towarzyszką. Użyłeś tylko najpierw Kai, tak dla pewności, że to, co się wokół ciebie dzieje, nie było żadną iluzją. Coś niepokojącego wylęgało się w tym miejscu i zatruwało umysł. Nic się jednak nie zmieniło. Nie zniknęły stygnące trupy i nie rozpłynęły się ponure drzewa - tak jak i nie zniknęła twoja towarzyszka. A może jednak się zmieniło, tylko tego nie zauważyłeś..?
Dziwne.
Wędrówka ciągnęła się mozolnie. Szliście w całkowite nieznane, w kierunku zupełnie przypadkowym, licząc na cud. Cud się nie wydarzył. Długie godziny marszu w tych warunkach, kiedy nogi się zapadały w podłoże, kiedy było tak zimno, wykańczała fizycznie i psychicznie zresztą też. Nic wokół was wydawało się nie zmieniać, drzewa wydawały się po pewnym czasie być takie same, krzewy i cała reszta roślinności. Zwłaszcza, że robiło się ciemniej. Nie było co liczyć na księżyc tej nocy wyglądający zza ciężkich, szarych chmur. Straciliście też rachubę, skąd tak na dobrą sprawę przyszliście. Logiczni rzecz ujmując - z tyłu. Wystarczy się obrócić i iść znowu prosto, tak? Na to wychodzi. Wyziębienie, głód i pragnienie zaczęło męczyć wasze ciała.

Obrazek
Dostałem w darze moc, by emocje budzić.
Przestałem czytać z ksiąg, zacząłem z ludzi.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 682
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Tajemniczy Las

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość