Hebikyōkoku

Głębokie odnogi są nazwą odpowiadającą górskim szczytom, których groty nieprzerwanie biegną w dół mieszając się z kolejnymi korytarzami tworząc w ten sposób sieć niezbadanych odnóg. Miejsce to często jest wykorzystywane przez wszelakiej maści ludzi jako kryjówki, gdyż niemal z całą pewnością stwierdzić można, że znalezienie osoby w takim miejscu jest niezwykle trudne. Z drugiej jednak strony, zapuszczając się w takie głębie nigdy nie wiadomo co można napotkać a i o zgubienie się nie jest wcale trudno.

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Nikusui » 7 cze 2017, o 00:11

Nienawidziła, po prostu nienawidziła tego, gdy nie wiedziała, co zrobić. Kiedy czuła, że jej chakra ucieka szybciej niż powietrze z jej płuc, a na każdą jej zagrywkę ten popapraniec ma odpowiedź. Niezwykle frustrujące, niczym potyczka z jej przyrodnim bratem. Tyle, że ona znała jego umiejętności, a ten łysol był dla niej jeszcze niejaką zagadką. Używał genjutsu i katonu... to już coś, ale nie mogła być pewna, że to jedyny zakres jego możliwości. W każdej chwili mógł ją zaskoczyć, aż dziwne, że jeszcze jemu chakra całkowicie nie spierdoliła.
W tej całej sytuacji światłem okazał się być Toko, który korzystając z okazji, uwięził przeciwnika białowłosej. Ta za to mogła się po chwili odwdzięczyć, kiedy strumień ognia pędził w ich stronę. Co prawda woda, która wypłynęła z jej ust, nie była w stanie całkowicie zniwelować katonu, ale za to udało się zrobić tak, by nie zagrażał ani jej, ani Toko, który skrył się za nią. Mają drogę otwartą, nie mogła nie skorzystać z okazji, by ponownie uderzyć w swojego przeciwnika i wysłać w jego stronę sporą ilość wiązek. Nie było możliwości, by żadna z nich nie trafiła. I nie zawiodła się. Ten chuj aż zwijał się z bólu, nie mogąc się obronić. Teraz tylko go dobić, to jedyne czego chciała.
Toko, chociaż zdążył uciec przed ogniem, to nie bez szkody. Oberwał jego prawy bok i ramię, na co syknął nieprzyjemnie i skrzywił się w bólu. Poza tym, nie mógł wykonać swojego planu w całości, bo ogień zasłonił mu widok na tyle, że nie wiedział, gdzie wyrzucić kunai z notką oślepiającą. A wielka szkoda, bo to mogłoby dużo pomóc. Ku jego zaskoczeniu, wachlarzowi postanowił zejść na ziemię. Nie trudno było zauważyć jak dyszał, więc możliwe, że i on miał już ostatki sił. To napawało jakąś nadzieją. Krótką, bo w ich stronę został wymierzony atak. Facet trzymał kunai, owiany jakąś dziwną chakra, a do tego miał dwa shurikeny, które po chwili wyrzucił w ich stronę. Niby nic specjalnego, ale... to nie był zwykły rzut. Ich ruch był nieregularny, więc trudno było przewidzieć, kiedy dokładnie, i z której strony nastąpi atak. Jedyna myśl, jaka mu teraz przyszła, to schowanie się. Natychmiastowo zapadł się pod ziemię. Zamierzał to zrobić szybko, korzystając z obecności wachlarzowca na lądzie. Jak chciał to rozegrać? Musiał myśleć szybko, skoro jego ruchy były nieco utrudnione. To też zapadając się pod ziemię, chciał szybko pojawić się za mężczyzną i bez precedensu wbić mu kunai w tętnice szyjną. Jednakże, co z białowłosą? W końcu i w nią wymierzony został atak, który mógł nadejść z każdej strony. Mimo, że był to jedynie jeden shuriken, to przy swojej jeszcze nieco opóźnionej reakcji mogłaby nie zdążyć go odbić w porę. Mało złego, gdyby ją to drasnęło czy wbiło się w miejsce, które nie będzie jej zbyt obciążać. Problemem jednak było to, że i tak nie odzyskała pełnej sprawności, więc musiała się obronić techniką, która osłoni ją z każdej strony. I miała taką jedną, więc musiała spróbować jak najszybciej wstać, by wytworzyć wokół siebie wodny wir. Musiał odbić tę broń, a przynajmniej tak się Nikusui wydawało. A kto wie, może jeszcze bardziej pokrzyżuje plany wachlarzowemu, bo jednak nie wiedziała, co planuje Toko. Oczywiście używa tej techniki, gdyby młody Senju nie zdążył przed uderzeniem w nią pozbyć się zagrożenia.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Murai » 8 cze 2017, o 21:42

Zemsta
53/45+


Jakkolwiek dziwna nie wydawała się sytuacja, to obydwoje mieli poważne kłopoty. NIkusui z racji ograniczonej mobilności i chakry nie mogła sobie pozwolić na wiele, tak samo jak Toko. Przeciwnik również wydawał się na skraju możliwości. W stronę Toko i Nikusui wyrzucone zostały dwa shurikeny lecące pod dziwnymi kątami. W pewnym momencie shurikeny gwałtownie zmieniły swoją trajektorię, lecąc prosto w szyję Nikusui i korpus Toko. W tej sytuacji musieli coś zrobić,
w szczególności białowłosa. Uzyta przez nią technika wymagała trzech pieczęci, jednak górna połowa jej ciała była znacznie sprawniejsza od dolnej. Zdążyła wzniecić wokoo siebie wodne tornado które odrzuciło shuriken w bok. Ten bezwładnie odskoczył, nie stanowiąc chyba żadnego zagrożenia. Reakcja Toko była jeszcze szybsza niż Nikusui. Wskoczył do ziemnej dziury, jednak w jego przypadku shuriken poleciał za nim. Wprost to dziury. Toko oberwał w tył pleców. Paraliżujący ból znacznie spowolnił dalsze plany. Tymczasem przeciwnik, ponieważ jego cel się ulotnił, postanowił zaatakować Nikusui. Powietrzne ostrze było na tyle silne, że oparło się wodnemu wirowi. Dźgnięcie przebiło się przez wodną ochronę, trafiając w ramię Nikusui. Wietrzne ostrze wbiło sie do kości, wywołując paraliżujący ból i tym samym przerywając technikę. Zraniona nie była w stanie powstrzymać krzyku. Mężczyzna nie będąc blokowanym przez wir pchnął mocniej, wgłębiając powietrzne ostrze jeszcze dalej. Na jego twarzy nie pojawił się żaden grymas, żadna oznaka uczuć. Poza skrajnym zmęczeniem. Najpewniej NIkusui doczekałaby się jeszcze bardziej dotkliwych obrażeń, gdyby nie Toko który wyskoczył z ziemi tuż za przeciwnikiem. Ten nie miał czasu na reakcję. Kunai wbity w jego tętnicę wystarczył. Mężczyzna wypuścił kunai z dłoni, a powłoka jego zniknęła. Powoli złapał się za ranę, jakby chcąc zatamować krwawienie. Nic z tego. Posoka pod ogromnym ciśnieniem wytrysnęła z rany, ochlapując wszystko wokoło. Włącznie z dwoma pozostałymi przy życiu białowłosymi Ninja. Po chwili mężczyzna padł na ziemię. W jego oczach jeszcze tliło się życie, ale było go bardzo niewiele.


//Niku, głęboka rana na ramieniu. Do kości. Paraliżujący wręcz ból, ale przynajmniej jesteś w stanie wstać. Z trudnościami ale zawsze. Lepiej żeby obejrzał to lekarz, możliwie szybko. Toko poza wbitym w plecy małym kunai jest okej.

Murai
 

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Nikusui » 10 cze 2017, o 21:26

Nie trudno było wyczuć, że walka chyliła się ku końcowi. Nie wiadomo jednak było, która strona zwycięży. Szanse były wyrównane, czasami wręcz nawet mniejsze po stronie wysłanników z Shinrin. Od rozstrzygnięcia tego wydarzenia dzieliły ich czwórkę już jedynie krótkie chwile. Wiele zależało od tego, czy będą w stanie się obronić i czy następne ich poczynania powinny opierać się na chakrze. A tej mieli już wyjątkowo mało. Tak po prawdzie, po użyciu wodnego wiru, który osłonił białowłosą, nie byłaby w stanie użyć niczego, co mogłoby poważnie zranić przeciwnika. Walka oparłaby się już jedynie na pieści. A sił również zaczynało już nieco brakować. Zwłaszcza, że na ataku shurikenem się nie skończyło. Kolejne posunięcie wachlarzowca miało więcej siły i przebiło się przez jej chwilową, wodną osłonę. Powietrzne cięcie trafiło ją w ramię i wbiło się na tyle głęboko, że młoda Ryukata nie potrafiła powstrzymać przeraźliwego krzyku. Kto wie, może to nawet potrafiłoby przecież jej kość, jednak na całe szczęście tak się nie stało. Nie oznaczało to, że nie czuła się w żaden sposób osłabiona, bo to byłoby parszywe kłamstwo. Nie pamiętała, by była w tak kiepskim stanie, nie licząc pojedynku ze swoim przyrodnim bratem. Wtedy walczyła o sobie. Teraz poniekąd też, ale sił dodawała jej myśl o zemście. Może dlatego jeszcze żyła.
Ten czas postanowił wykorzystać Toko, któremu udało się zabić wachlarzowca szybkim pchnięciem kunai w jego tętnice szyjną i zapewne ochraniając białowłosą przed kolejnymi, poważniejszymi obrażeniami. Owszem, i on nie wyszedł z tego tak bez szwanku, bo w jego plecach wciąż tkwił kunai. Nieco uwierał, ale nie była to zbyt poważna rana. O ile to coś nie jest zatrute.
Nikusui nieco opornie i z wypisanym bólem na twarzy, wstała i spojrzała na wachlarzowca, który najwidoczniej próbował się jeszcze ratować. Krwawienie było jednak zbyt silne, by mógł je zatamować. Na całe szczęście, życie w jego oczach powoli gasło, pozostawiając jedynie mnóstwo śladów krwi dookoła, jak i na wysłannikach z Shinrin. Nie było to nic nadzwyczajnego, dlatego młoda Ryukata postanowiła szybko przerzucić swoją uwagę na uwięzionego łysola. Zbierając resztę swoich sił, wyciągnęła z kabury kunai, oczywiście ramieniem, które nie było ugodzone. Nie pozostało jej nic innego, jak podejście do swojego przeciwnika. Do tego, który zabił Shigeru. I teraz jedynym celem białowłosej była śmierć tego patałacha. Stąd podeszła bliżej, korzystając jeszcze z faktu, że był uwięziony. Ostatni raz chłopaka spojrzeć w jego oczy, by i on dobrze widział, kto odbiera mu życie. Dlatego kobieta ułożyła dłoń na jego czole, tak, by podnieść jego głowę wyżej i odsłonić szyję. Nie czekając jednak na żadne słowa czy jakąkolwiek kolejną zagrywkę ze strony swojego przeciwnika, sprawnym ruchem zdrowej ręki zamierzała podciąć mu gardło. Od tak, po prostu.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Murai » 11 cze 2017, o 18:18

Zemsta
55/45+


Nikusui i Toko byli ochlapani krwią, jasnoczerwoną posoką. Właściwie wszystko wokoło było w mniejszym bądź większym stopniu naznaczone tym kolorem. Ziemia, woda pozostała po technice Nikusui, sam zabity. Mimo że brutalny, manewr okazał się skuteczny i praktycznie zakończył całą operację. Jedynym co pozostało, było zabicie pozostałego przy życiu przeciwnika, wcześniej porażonego przez wiązki Raitonu. Osłabionego długotrwałą walką z białowłosą. Ta wstała, chociaż nie bez problemu. Rany i zmęczenie dawały się we znaki, szczególnie ta świeżo zrobiona domagała się opatrzenia i interwencji medyka. Cokolwiek będą chcieli zrobić, to chyba była sprawa priorytetowa. Poza ukaraniem winnego rzecz jasna.
- Prze-przeżyliśmy to... To było coś. Tylko plecy. Nikusui-san, jak z tobą? - Toko, co chwila łapiąc powietrze, wydukał kilka słów. Dla niego sprawa była właściwie skończona. Dla NIkusui - wręcz przeciwnie. Wyciągnęła kunai i podeszła do mężczyzny. Nadal nie wykazywał żadnych oznak normalnego funkcjonowania. Dziewczyna podniosła jego czoło i przejechała kunai po jego szyi. Mężczyzna był świadomy, jego oczy były otwarte. Nawet poruszał delikatnie ustami. Kolejna fala posoki wystrzeliła z jego gardła, skutecznie niwecząc jakiekolwiek szanse na ostatnie słowa. Białowłosej to nie obchodziło, dostała dokładnie to, co chciała. Zemstę. Kilka chwil później mężczyzna przestał dygotać, bezwładnie zwisając na utrzymującym go drewnie. Tym razem bez życia.


Murai
 

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Nikusui » 12 cze 2017, o 16:59

To, że była umazana we krwi, jakoś niezbyt ją w tym momencie obchodziło. Przez moment można było wręcz uznać, że nie obchodziło ją nic innego, jak tylko pozbawienie życia tego chuja, który ośmielił się zniszczyć to, do czego tak ciężko było jej się przekonać. A to powodowało kolejne zahamowania w dalszym postępowaniu białowłosej, ale o tym nie teraz. Wyznaczywszy sobie cel, nawet niezbyt przysłuchiwała się temu, co mówił Toko. Owszem, przeżyli, chociaż dużo siły ich to kosztowało. I nie tylko. Po niej zdecydowanie było to widać. Jednakże osiągnęła to, co chciała. Zabiła łysego, kolejny raz pozwalając na to, by krew przeciwnika znalazła się na jej ubraniach oraz skórze. A nawet i kosmykach jej białych słów. Co to miało za znaczenie.
Gdy ciało mordercy Shigeru bezwładnie opadło i ulotniło się niego życie już na zawsze, to jakby sama Ryukata w tym momencie jeszcze bardziej odczuła skutki tej potyczki. Syknęła, chwiejąc się na nogach i zerkając na swoje ramię. Wyglądało fatalnie. A ani ona, ani Toko, nie posiadali medycznych technik. A jakoś nie uśmiechało jej się tu wykrwawiać.

- Ta... - mruknęła, ale jakoś niezbyt entuzjastycznie. Zupełnie tak, jakby jeszcze nie dochodziły do niej informacje, że nareszcie wykonała to, co sobie założyła. Jakby jedynie odbierała fizyczne bodźce, które znacznie ją osłabiały i nie pozwalały chwilowo cieszyć się zwycięstwem. - Zdejmij te bandaże. Uciśniesz mi ramię nad raną, żeby aż tak nie krwawiło. - dodała spokojniej, chociaż i tak słychać było w jej głosie, w intonacji, tempie mówienia oraz płytkim oddechu, że sama nie jest w najlepszej formie. Jednakże... mogło być gorzej. Mogli nie żyć.
Sama Nikusui w międzyczasie wyciągnęła ze swojej torby pigułkę ze skrzepniętą krwią, by się nieco wspomóc i nie pozwolić na osłabienie z powodu utraty krwi. Jak tylko ja znalazła, od razu zażyła.
- Jak starczy bandaża, to pasowałoby, żebym cię przewiązała wokół, by przykryć miejsce, w którym tkwi ten kunai... ale najpierw go wyciągnę. - dopowiedziała, bo taki był plan. Co jak co, ale jednak kunoichi nieco mocniej ucierpiała i może zachowała się samolubnie chcąc najpierw "opatrzyć" siebie, no ale cóż... tak czy siak, Toko również zamierzała pomóc, więc nie powinno być problemu. - Teraz musimy się stąd wydostać. Nie wiem czy po drodze będzie jakakolwiek osada bliżej Hayashimury, a moje ramię raczej długo nie będzie chciało czekać na pomoc. - powiedziała, jeszcze ciężko oddychając i rozglądając się dookoła. Mają wrócić tą samą drogą, którą wrócili? Czy w ogóle jest sens teraz wracać i zdążą, zanim w drodze zastanie ich noc? Mało tego, i tak nie wezmą stąd nic, ani nikogo, bo jakoś nie miała siły tachać ze sobą któregokolwiek z tych ciał. Chociaż sama głowa też by się nadała.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Murai » 14 cze 2017, o 16:12

Zemsta
57/45+


W tym momencie jakikolwiek entuzjazm był uzasadniony. Potyczka z przeciwnikiem zakończyła się, mimo że nadal pozostawało wiele niewiadomych. Czy łysy faktycznie tylko się bronił? Czemu skumał się z tym psycholem którego rzekomo miał to być teren? Jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało, nie miało to żadnego znaczenia. Obydwoje byli martwi, obydwoje otrzymali śmiertelne rany. A ponieważ łysy został uznany za winnego, to nim był. Koniec kropka. Jednak mimo zakończenia potyczki, z naprawdę niewielką przewagą, to rany nie zniknęły i trzeba było się nimi zająć. W szczególności Nikusui z głęboką raną na ramieniu, która domagała się opatrzenia. Prowizoryczny opatrunek z bandaży nie jest szczytem medycyny, ale był lepszy niż nic. Mężczyzna odwiązał płótno ze swoich dłoni i obwiązał wokoło rany towarzyszki. Ta z kolei wyciągnęła broń z pleców i resztkami bandaża opatrzyła ranę. Bez środków dezynfekujących czy technik medycznych jakość udzielonej pomocy była bardzo wątpliwa, jednak lepsze to niż nic.
- Może po drodze trafimy na jakieś małe miasteczko czy coś. Spotkamy kogoś po drodze, może trochę zejdziemy ze szlaku. Bardziej martwi mnie to jak wrócimy do wyjścia. Pamiętasz co mówił ten facet? - po fali radości i ulgi ze strony Toko pojawiło się zagadnienie które nie sprowadzało przygody do szczęśliwego zakończenia. Ranni musieli poszukać profesjonalnej opieki medycznej, ale raczej nie znajdą jej wśród systemu kanionów pokrytych mgłą. Gdyby tylko znaleźli tego woźnicę który doprowadził ich do tego miejsca, można by wykorzystać jego wiedzę. Ale go nie było, nikogo nie było. Okolica była zdecydowania za cicha. Pozostały jedynie trupy, dwójka ocaleńców i własność jednego z zabitych skrywająca się pod ich stopami. Zawalone przejście wgłąb tych terenów i wszędobylska krew, a już zwłaszcza na ciałach walczących.


Murai
 

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Nikusui » 17 cze 2017, o 23:30

Prowizoryczna medycyna to było to, czego na tę chwilę potrzebowali. Trzeba było jednak opatrzyć te rany lepiej, zdezynfekować, chociażby alkoholem... oczywiście tego przy sobie nie miała. Skrzywiła się niezadowolona. Nie miała jeszcze zbyt dużo siły, ale podróżowanie nie powinno być tragedią. Problemem był fakt, że nie wiedzieli, w którą stronę iść. Tamtą dziewkę puścili od tak, może nawet już nie żyje, kto wie. Jednak białowłosej w tym momencie zależało na przeżyciu, skoro pokonali taką drogę.
- No, mówił. Że jeździ w jedną stronę. Nie przypuszczam więc, żeby na nas czekał za rogiem. - mruknęła, rozglądając się dookoła. Jedyne, co w tym momencie przychodziło jej do głowy, to powrót tą samą drogą. - Gdy stwierdziłam, że ma nas zawieźć tam, gdzie ten łysy mnich, to powiedział, że podróż się skróci. To może świadczyć o tym, że jednak bliżej do wyjścia stąd drogą, z której przyszliśmy. Chociaż pewności też nie mogę mieć. - dodała, zerkając jeszcze przez chwilę na dwa martwe ciała. Postanowiła, że jednak zabierze jakieś łupy, dopóki stąd się nie wydostaną. Może mając oś, co im pomoże jakoś w miarę dobrym stanie się stąd wydostać. Niestety, żadne z nich nie bawiło się fuutonem, więc nie wykorzystają wachlarza, ale kto im zabroni go zabrać ze sobą? Jeżeli oczywiście nadawał się do użytku.
- Podczas walki, łysy niczym się nie zdradził. Nie zauważyłam również nic podejrzanego... jakiś przejść, tuneli. Ale jakoś ludzie się tutaj zjawiali, oni też chyba musieli zapoznać się jakoś z tymi terenami. Nie żywili się liśćmi. - powiedziała nieco zamyślona, patrząc na zawalone przejście. Mimo odbytej walki, najwidoczniej czekała ich kolejna potyczka i wcale nie taka łatwa, jakby się mogło wydawać. Dlatego młoda Ryukata czujnie badała otoczenia, jakby szukając jakiegoś punktu zaczepienia, który nie mówiłby po prostu: wróć tak, jak tu przyszłaś. A czas wcale nie działał na ich korzyść. Ciemność już w ogóle ich spowolni i możliwe, że zmuszeni byliby tu zostać, by przenocować. A to naprawdę nie byłby zbyt dobry pomysł. Nie wiedzieli, co mogą tutaj jeszcze napotkać. Równie dobrze z tego snu mogliby się nie obudzić. Byli naprawdę wyczerpani, więc ciężko byłoby im się obronić na wysokim poziomie. Niezbyt pocieszająca wizja. Błądzenie w tych wzgórzach też nie napawało radością, ale coś musieli zrobić. Bezczynność nie dawała im żadnych szans na wydostanie się stąd. Zresztą, Nikusui jakoś nie preferowała stania w miejscu i czekania na ewentualny ratunek. Myśleć, trzeba było myśleć.
- Ah, zapomniałabym... - mruknęła pod nosem, po czym zawiesiła jeszcze spojrzenie na łysolu. Dowód, naprawdę przydałby się dowód. Musiała coś wykombinować, ale odcięcie łba kunaiem to byłaby męczarnia. - Stwórz dwa pale. Najsilniejsze, jakie potrafisz. Nie za szerokie, może nawet zaostrzone, jeśli dałoby radę. Jeden niech się znajduje pod jego karkiem, drugi niech wyjdzie obok i z góry skieruje się na jego szyję. Ściśnij jak najmocniej, może uda się tak odciąć głowę. Przyda nam się. - dodała, przy okazji demonstrując Toko to, jakby to miało wyglądać. Jednak sądziła, że wyraziła się dość jasno i jej plan się uda. Przy takim scenariuszu, zamierzała ściągnąć swoją czerwoną spódnice, pozostając i tak w spodniach. Spódnica pełniłaby funkcję worka czy czegokolwiek innego, w czym mogłaby dostarczyć tę głowę i nie rzucać się tak od razu innym w oczy.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Murai » 21 cze 2017, o 05:42

Zemsta
59/45+


Wszystko wskazywało na to, że będą skazani sami na siebie. Woźnica nie przybędzie, nie ostał się przy życiu nikt kto mógł jakkolwiek pomóc. A szukanie kogoś takiego na terenach znanych z wątpliwej jakości moralnie mieszkańców? No i gdzie właściwie ich szukać? Okoliczne tereny jakoś zamieszkałe być musiały, tylko pytaniem pozostawało jak bardzo? Wszystko wokoło działało na niekorzyść dwójki ocalałych - czas, zmęczenie, niskie pokłady chakry, brak znajomości terenu, rany. Białowłosa miała jednak jeszcze jedno zmartwienie, z którym zwróciła sie do Toko. Przez chwilę ten analizował słowa, po czym w jednym momencie jego twarz zmieniła swój wyraz. Chwila oświecenia w której pojął pokrętne i z pozoru bezsensowne polecenie.
- Ach, rozumiem! Głowa jako trofeum. Faktycznie niegłupie, nie pomyślałem o tym. Się robi, Nikusui-san. - po słowach tych złożył pieczęć i przystąpił do dzieła. Zrobił dokładnie tak jak poleciła jego starsza koleżanka po fachu. Drewno wysunęło się i z całym impetem uderzyło szyję martwego już łysola. Krew rozlała się jeszcze bardziej, a powietrze przeszył nieprzyjemny dźwięk miażdżonych kości i mięsa. Jedna próba niestety nie wystarczyła w związku z tym musiał spróbować ponownie. I ponownie. Wtedy dopiero połączenie między głową a resztą ciała stało się na tyle niestabilne,
że zostało całkowicie zniszczone. Toko zdjął płaszcz i chwycił nim głowę, zawiązując w coś w rodzaju worka. Nikusui nie musiała tym samym niszczyć swoich elementów garderoby.

- Gotowe. A może... zrobiłbym Mokutonem wóz? Taki prowizoryczny. Chyba chakry mi starczy. Kółka z dziurką, kije, pokład. Tylko nie mamy kóz. Chyba że będziemy się odpychać kijami. No bo dołem będzie najlepiej, a w tej mgle mogą być różne dziwy. Znaczy można też górą niby, ale wtedy byśmy schodzili i wchodzili i schodzili i wchodzili. Powinniśmy się śpieszyć z decyzją, zostanie tu na noc nie będzie dobrym pomysłem. - Toko miał nawet jakiś ciekawy pomysł, a właściwie to kilka. Problemem nadal był stan fizyczny, czas i bezpieczeństwo podróży. Nikusui dyrygowała i to na niej spoczywała odpowiedzialność za powodzenie pracy zespołowej.


Murai
 

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Nikusui » 25 cze 2017, o 20:40

Co jak co, ale jednak pasowałoby wziąć "coś" ze sobą, co poświadczyłoby o ich prawdomówności. Myślała o tym już od początku swojej wyprawy, ale bardziej w formie własnego trofeum, niżeli dowodu dla innych na to, że naprawdę to zrobiła. Później, w ferworze walki i poddenerwowania niemożnością zdobycia przewagi w tej potyczce, ta myśl gdzieś wyleciała jej z głowy. Do momentu, kiedy umazana we krwi wroga, stała nad nim, z zamiarem odejścia. Jakby nagle ją olśniło, że jednak powinni to zrobić. Stąd też wydała takie, a nie inne rozkazy. Jej pomysł okazał się nie być taki zły, chociaż Toko musiał się trochę namęczyć. Końcowy efekt był jednak zadowalający. I nawet nie musiała poświęcać części swojej garderoby, by jakoś owinąć tę głowę. Zrobił to jej towarzysz, poświęcając swój płaszcz. I wtedy to Toko wpadł na kolejny pomysł. Najwidoczniej posiadał jakieś zapasy chakry, które umożliwiłyby mu stworzenie wozu. Dzięki temu zaoszczędziliby trochę sił. Zamiast to wszystko tachać, koła zrobiłyby swoje, gdyby tylko nadawali im odpowiedni rytm i siły, odpychając się kijkami. Cóż, nie zaszkodzi im spróbować, może dzięki temu szybciej się zregenerują i uda im się również prędzej stąd wydostać.
- Uh... spróbujmy. Jak tylko masz jeszcze tyle chakry, to nie powinno zaszkodzić. Poodpychamy się kijkami, powinno być nam lżej się w ten sposób poruszać, niż całkowicie pieszo. Jak to nie zda egzaminu, najwyżej zrezygnujemy. - zdecydowała, zgadzając się na pomysł swojego towarzysza walki. Spojrzała na rozczłonkowane od głowy ciało, które bezwładnie leżało na ziemi. Krew była obecna dosłownie wszędzie, ale na białowłosej nie robiło to aktualnie żadnego wrażenia. Zasłużył sobie na to. I jeden, i drugi. Nigdy nie uznawała, że jest coś takiego jak "druga szansa", "okazja do zmiany" czy cokolwiek w tym rodzaju. Nawet jeśli poczynając w ten sposób, sama mogła ściągnąć na siebie chęć pomszczenia tych, których zabiła. Taki los.
- I tak, będziemy poruszać się dołem. Nie traćmy czasu. - dopowiedziała szybko, rozglądając się dookoła czy jest jeszcze coś, co mogliby wziąć, a co nie byłoby dla nich dodatkowym obciążeniem. Jeśli tak było, oczywiście zamierzała to zabrać. Jeśli nie, to oczywiście nie szukała niczego na siłę. Bardziej zwracała uwagę na coś, co mogłoby się z miejsca rzucić w oczy. W tym momencie też przypomniała sobie o tajemniczej dziewczynie i jej torbie. Ciekawe czy w ogóle udało jej się stąd wydostać i czy w ogóle jeszcze żyje. Może dalej się błąka? Może ją jeszcze spotkają i opowie im coś więcej? Wszystko było możliwe. Teraz jednak nie mogła sobie tym długo głowy zawracać. Naprawdę to była już najwyższa pora, żeby wracać. Nie chciała spędzać tu nocy, a na pewno też nie uśmiechało jej się podróżowanie w ciemności po tej okolicy. Dwójka psycholi jej wystarczyła, a czaić się tu mogło coś jeszcze gorszego i raczej na ten moment wolałaby się nie przekonywać, co to mogłoby być. Skończyli już jedną swoją potyczkę, teraz czas było na kolejną. Bezpieczne dotarcie do Shinrin, bo to było teraz ich celem. Prosto do Siedziby Lidera Klanu Senju, Kazuo.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Murai » 29 cze 2017, o 19:57

Murai
 

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Kuroi Kuma » 30 gru 2019, o 22:54

Zgubne przyzwyczajenia
Natsume - wyprawa 36/XX

Obrazek
Mężczyzna wzruszył tylko rękoma. Może i doszedł do podobnych wniosków odnośnie skóry, ale co im po tym? Takie sprawy to nie były dla nich, nie ma co się pakować w jakieś kłopoty w poszukiwaniu jednego człowieka, zdolnego do takich czynów. Fakt, strata jednego mieszkańca to była tragedia, ale pewno wielu sobie zdawało sprawę, że zwykli ludzie po prostu nie dadzą rady za nim podążyć, a i potrzebne byłoby opłacenie kogoś do tego zdolnego. Można powiedzieć, że przybysz spadł z nieba, bowiem sam zaproponował swój udział w tej jakby nie patrzeć samobójczej misji. Kaleka podążający za kimś, kto rozpłatał człowieka z taką łatwością?
-Proszę, mamy ich jeszcze kilka. Bez urazy Panie, ale czy to na pewno dobry pomysł? - zaczął bezpiecznie, by przypadkiem nie urazić "strażnika przybyłego z wielkiego miasta". Po prostu zdrowy rozsądek kazał mu upewnić się, że ten jest gotów podjąć się tego wyzwania. Wszyscy pogodzili się już ze śmiercią miejscowego - przykre czy nie, ale tak po prostu było najprościej. Spoglądał za nim, unosił już dłoń by go zatrzymać ale... nie chciał. Było to nawet na rękę, że ktoś się nim zajmie, a jeżeli przybysz nie wróci, to zawsze była to jego własna decyzja. Mężczyzna skinął więc głową, zaczął porządkować papiery w środku, odkładać je na półki. Natsume zaś miał kolejny azymut, punkt w kierunku którym powinien się kierować. Kolejnych kilka dni wyrwanych z życia na podróży by dostać się do jednego z najmniej gościnnych miejsc.

W końcu jednak dotarł, klimat zmienił się wyraźnie, już na pierwszy rzut oka było chłodniej, chociaż mała zawartość wilgoci sprawiała, że ta zmiana nie dawała tak w kość. Ukształtowanie terenu także się zmieniło - dookoła królowały góry spoglądające tylko na maluczkie istoty zwane ludźmi. Szlaki wyznaczane były na po prostu równiejszych skrawkach terenu, a często przejście pomiędzy kolejnymi szczytami, mimo bliskiej odległości, zajmowało godziny, poprzez różnice w wysokości terenu. Królowała niska trawa, tak idealna do tego miejsca, które miało być domem dla tych przebrzydłych gadów. Ilość ludzi także się zmniejszyła - tylko drastycznie. Od długiego czasu Natsume nie natrafił na żadnego człowieka. Był jednak wieczór, czas gdy jedni zaszywali się w swoje kryjówki, inni zaś wyruszali na łowy. Yuki znajdował się na jednej z dróżek, niedaleko głównego szlaku, o ile można o takim tutaj w ogóle mówić. Jego wzrok mógł przykuć widoczny płomień - znajdujący się kilkanaście metrów nad nim, na jednym ze szczytów, gdzie droga "dla normalnego człowieka" pewnie zajmie i z godzinę. Poruszanie się wieczorem po tym terenie nie należało do rozsądniejszych, ale droga wolna mości Panie.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 874
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Natsume » 31 gru 2019, o 13:10

Yuki miał ochotę parsknąć śmiechem, widząc "zatroskanie" przywódcy milicji. Owszem, przekazał Natsumemu książkę z informacjami na temat kręcących się po okolicy węży, przedstawił sytuację i opisał całe zajście związane z morderstwem, przy okazji dając wędrownemu "strażnikowi" poszlaki gdzie morderca mógł się udać - ale gdy doszło do tego, że wędrowiec wyraził chęć pomocy i dorwania mordercy, to tylko zaczął podpytywać czy Yuki na pewno to przemyślał. Znaczy, było to nawet miłe z jego strony - w końcu z jego perspektywy młodzieniec był po prostu tajemniczym kaleką, który zamierzał rzucić się na silniejszego od siebie oponenta w pełni zdrowia. Każdy kto miał chociaż odrobinę sumienia odczuwał potrzebę zaproponowania innego, bezpieczniejszego rozwiązania. W końcu na dłuższą metę śmierć kaleki spadłaby na sumienie tego, kto napuścił go na mordercę, nawet jeśli ofiara sama się wepchnęła pod miecz.
Natsume więc, by pokazać że sobie poradzi, podniósł dłoń z laską i lekko ruszył dłonią w bok, by odblokować shirasayę. Następnie, dosłownie na sekundę, wysunął z "kija" kilka centymetrów ukrytej w środku katany, by pokazać strażnikowi że nie jest bezbronny. I że wie, jak się tym posługiwać.
-Poradzę sobie - powiedział spokojnym tonem, po czym ponownie schował ostrze i ruszył w kierunku wyjścia.

W końcu, po dość długiej, kilkudniowej wędrówce, przerywanej tylko na zdobywanie (i spożywanie) żywności, uzupełnianie wody i sen, Yuki dotarł na terytoria Głębokich Odnóg. I nie mógł się powstrzymać od lekkiego uczucia satysfakcji - póki co wychodziło dokładnie tak, jak podejrzewał. Przeciwnik zadekował się albo w Shigashi, albo w Głębokich Odnogach. Teraz pozostało tylko go znaleźć, przy okazji nie dając się zabić jak idiota. Brzmi wystarczająco prosto, by zupełnie prostym zadaniem nie być. Cały czas musiał uważać zarówno na zagrożenia naturalne, pokroju węży czy osuwisk głazów, jak i przy okazji nie dostać bełtu z kuszy między oczy.
Znaczy. Maska miała sporą szansę na powstrzymanie pocisku. Kilkutonowego głazu - już nie.
Dlatego też poruszał się głównie wtedy, gdy wiedział że nic nie zagrozi jego życiu bezpośrednio. Teraz jednak, kiedy zagrożenie było wysokie, a Natsu musiał znaleźć cel jak najszybciej (póki był wypoczęty), postanowił że teraz będzie kontynuować wędrówkę.
Ale nie sam, rzecz jasna.
Wysunął ukryte ostrze z karwasza na nadgarstku, rozciął płytko swój kciuk i złożył pięć pieczęci. Tym samym też przywołał jednego ze swoich kompanów, Hyorena - znakomitego myśliwego i łucznika, który też, co najważniejsze, potrafił widzieć w ciemnościach.
-Witaj, Hyoren - powiedział uprzejmie, witając się ze zwiadowcą. - Potrzebuję Twojej pomocy. Jestem zmuszony podążać za swoim celem pod mrok, a jak widzisz - jesteśmy na dość konkretnym wypizdowie, w którym wedle pogłosek kręci się też sporo węży. Potrzebuję Twoich oczu by wypatrywać zagrożeń, i pomóc mi znaleźć względnie ukrytą ścieżkę w kierunku tej góry. Mogę na Ciebie liczyć?
Tutaj pokazał ogień na szczycie. I poczekał, aż tygrys zacznie działać swoją magię.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1583
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 28
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Kuroi Kuma » 2 sty 2020, o 23:20

Zgubne przyzwyczajenia
Natsume - wyprawa 38/XX

Obrazek
Ah tak, prezentacja siły. Może i zapewniła ona mężczyznę o tym, iż kaleka nie jest aż tak do końca bezbronny, ale jednego mógł być pewien. Mieszkańcy tej wioski z pewnością dowiedzą się o tym małym wyskoku i przez kilka najbliższych dni, jak nie tygodni, będzie na ustach wszystkich. Zwłaszcza karczmarza, który przecież ugościł wielmożę, który nie dość że miał powiązania ze strażą z miasta, to jeszcze był na tyle bogaty, że stać go było na tak wyszukaną broń! Ukryta katana, gdy najpotężniejszą bronią w wiosce była drewniana pałka i widły? To musiało zrobić wrażenie.

Nasz bohater jednak był już z dala od tego miejsca i nie zdołał się dowidzieć o plotkach, które zaczynały powstawać na jego temat. Ten jednak nadal pozostawał ostrożny, czego można było się spodziewać. Skoro podczas wizyt w karczmach ciągle był czujny i nie podejmował zbędnego ryzyka, czemu miałby to zrobić w miejscu, które było faktycznie realnym zagrożeniem? A co dwie głowy i pary oczu to nie jedna, więc postanowił mieć kompana, który w razie czego potrafiłby go ostrzec o gadzie skrytym pośród krzaków. Kociak po przyzwaniu zerknął na ścieżkę, przyklęknął by mieć łatwiejszy dostęp do wszelkich poszlak. Natsume miał wyostrzone zmysły, nie dało się temu zaprzeczyć, jednak przywołaniec poprzez swoją budowę ciała miał dużo łatwiej z wychwyceniem wszelkich niuansów. Na pierwszy rzut oka, zwłaszcza dla laika nie było widoczne nic konkretnego. Jednak przy bliższym spojrzeniu można było wysunąć kilka wniosków - około dwóch godzin wcześniej przechodziło tędy dwójka ludzi - jeden z nich był dociążony, jego ślady butów wyraźniej wżarły się w ziemię. Drugi z nich miał naprawdę potężne stopy... albo zbyt duże obuwie. Dym wskazywał na ognisko - zapewne do odstraszenia zwierząt, które mogłyby się czaić w okolicy, albo po prostu do przyrządzenia posiłku.
Na drodze przed nimi kryło się w zaroślach kilka gadów. Jak można było się domyślić nie były one przyjaźnie nastawione do kogoś, kto wkraczał na ich teren i był potencjalnym pożywieniem. Trzymały się one jednak w odległości od szlaku, byłyby zbyt wystawione na widok. O dziwo najbardziej ukrytą ścieżką była ta prowadząca prosto w górę. Nikt się nie spodziewał, by ktoś mógłby się tędy przedostać, a czuje oczy tygrysa nie wypatrzyły w zaroślach zbocza żadnych gadów. Mogli jednak poruszyć luźne kamyczki na skałach i takim oto sposobem zwrócić na siebie uwagę. Na szlaku przy dużej dozie ostrożności możliwe było uniknięcie węży, jak i hałasu przy przemieszaniu się, jednak obozujący raczej przygotowali się na możliwość, że ktoś pojawi się od strony wejścia po skale w górę. Była jeszcze trzecia opcja - w połowie drogi na szczyt poprowadzony był most linowy na kolejny szczyt, gdzie dało się przyczaić i mieć dobry widok na obozujących - czyli być na tyle daleko, by nie zwracać na siebie uwagi, ale na tyle blisko, by móc rozeznać się w sytuacji tam panującej.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 874
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Natsume » 3 sty 2020, o 18:58

Cóż, w końcu przyjęta przez niego persona była kiedyś pełnoprawnym strażnikiem miejskim w dość bogatym mieście. A w takich miejscach jak Ryuzaku no Taki raczej nie ryzykowaliby żeby strażnicy latali bez odpowiedniego wyposażenia, prawda? Oczywiście, sam fakt że posiadał taką broń, i to przystosowaną do ukrycia jej i w ten sposób wniesienia gdziekolwiek, mógł rzecz jasna dawać do myślenia. Ale wciąż - Yukiego raczej to już nie będzie obchodziło. Jeżeli zahaczy o tę osadę ponownie, to tylko po to żeby zostawić im dowód na pokonanie mordercy, i wtedy opuścić ją już na bliżej nieokreślony czas.
Póki co miał większe zmartwienia na głowie.
Widząc że niewiele widzi, został zmuszony do przywołania sobie dodatkowej pary oczu - Hyoren, będacy zarówno tygrysem, jak i świetnym tropicielem, będzie w stanie pomóc mu odnaleźć trasę. Yuki potrafił walczyć na ślepo, co już mu się czasem zdarzało (wyćwiczony przez lata słuch w końcu dawał trochę przewagi), ale jeżeli chodzi o wspinaczkę na ślepo, to byłby akt zbytniej pewności siebie. Albo po prostu samobójstwa. Jedno z dwóch. Póki co będzie musiał skupić się na dostaniu się do oponentów. Póki co jednak nie było potrzeby ryzyka - ścieżka po kamiennej ścianie, chociaż przydatna, była cholernie groźna. A znowu iść drogą, to wkroczyć w paszczę bestii. A to jest ostatnie, czego teraz potrzebował. Pozostaje więc opcja numer trzy - przejście przez most, i obserwacja.
I ta aktualnie wydawała się najsensowniejsza.
-Poprowadź nas na ten most. Jak dotrzemy na ten szczyt, to pomyślimy co robimy dalej.
Hyoren przytaknął lekko, ściągnął z ramienia łuk i ruszył, ostrożnie obserwując nie tylko tereny wokół, ale też miejsca tuż pod ich stopami - tylko tego brakowało, żeby się napatoczyli na jakiegoś węża. Natsume zaś starał się nasłuchiwać jakichś ostrzegawczych syknięć, by zareagować na atak jadowitych gadów - raczej powinien dać sobie radę z zabiciem atakującego węża, czy to ukrytym ostrzem z nadgarstka, czy to jakimkolwiek innym orężem który miał pod ręką. I w ten sposób zamierzali udać się w kierunku mostu, w miarę możliwości nie wchodząc nikomu w zasięg wzroku i nie wydając niepotrzebnych dźwięków.
A jeśli im się udało dostać bezpiecznie do mostu, Natsume zatrzymuje Hyorena i mówi mu tylko:
-Trzymaj się w pobliżu. Jeżeli coś się stanie z mostem, polecimy na wachlarzu.
Następnie, razem z Hyorenem sprawdzili stan wiązań i desek mostu. Jeśli wyglądały w porządku - ruszyli w kierunku szczytu, by zapoznać się z obozem przeciwnika.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1583
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 28
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Hebikyōkoku

Postprzez Kuroi Kuma » 3 sty 2020, o 23:45

Zgubne przyzwyczajenia
Natsume - wyprawa 40/XX

Obrazek
Wybory - nigdy nie byłeś pewien, czy akurat Twój jest dobry, czy ta decyzja nie zemści się w najbliższej przyszłości. Natsume wybrał najbardziej bezpieczną opcję, która nie wymagała od razu konfrontacji z wrogiem, pozwalała zebrać informacje na temat ludzi obozujących na górce. Ruszył prowadzony przez swojego kociego towarzysza, który przez większość czasu trzymał się ścieżki, lecz momentami zbaczał, by nie narażać powiernika paktu na niebezpieczeństwo spotkania trzeciego stopnia z wężem. Wroga szła całkiem gładko, a dodatkowo nie była długa, bowiem w trzeciej długości skręcili na most prowadzący na pobliskie wzgórze. Co do konstrukcji, to była ona już nieco nadgryziona przez ząb czasu. Deski w wielu miejscach były poobrywane, liny przerwane. Całość zaś została skonstruowana chyba przez jakiegoś duchowego bliźniaka Yukiego, bowiem most był wzmacniany na tyle, by takie uszczerbki nie powodowały zagrożenia. Lepiej było zrobić raz porządnie, niżeli doglądać mostu, którym nie uczęszcza zbyt wielu ludzi.
Przeprawa była więc bezpieczna, spokojna, gdy tylko znaleźli się po drugiej stronie zaczęli przemieszczać się ku ścieżce prowadzącej w górę szczytu. Kręta droga prowadziła na niewiele niższe wzniesienie, skąd mogli obserwować obozowisko. Było też całkiem dobre miejsce - za półką skalną, gdzie można było nie tylko skryć się przed wiatrem (który swoją drogą się wzmagał), ale i swoją obecność. Na przeciwnym szczycie znajdowała się dosyć osobliwa trójka ludzi. Tak, trójka. Jedną z nich była rosła kobieta, o dosyć niecodziennej budowie ciała. Swoją muskulaturą mogłaby onieśmielić niejednego shinobiego. Różniła się od tych małych filigranowych kobietek, chyba tylko dłuższe włosy i wyraźnie zarysowany biust wskazywały na to, że jest to osobnik płci żeńskiej. Obecnie drzemała sobie przy ognisku. Niedaleko niej siedział przy ognisku mężczyzna - łysy, koło trzydziestki, trzymał coś nad ogniem. Za nimi rozłożony był namiot. Co do trzeciego to był nim chłopiec o niesamowicie jasnych włosach. I to w nim było coś dziwnego, coś co Natsume mógł rozpoznać, gdy tylko zobaczył ten znak. Jego oczy błysnęły na czerwono, widać było jak mówi coś do swojego kompana, ale obydwoje zachowywali spokój. Świeciły się przez około piętnaście sekund, potem zgasły. Czy najmniejszy z obozujących zauważył Yukiego i jego towarzysza? Tego można było się tylko domyślać.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 874
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Głębokie Odnogi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość