Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Ogromne, tajemnicze terytoria położone za wielkim Murem Granicznym, położonym na obrzeżach Sogen, wlicza się do nich również niezbadany teren na północ od Morskich Klifów.. Obszary te są w znacznej przewadze otoczone morzami... i w sumie niewiele więcej da się o nich powiedzieć. Historia tych okolic jest związana z rewoltą, która kiedyś rozlała się po sąsiadujących prowincjach i nieomal wyeliminowała klan Uchiha. Jednak od czasu zesłania ludzi związanych z tym wydarzeniem za Mur, sytuacja się ustabilizowała... lecz do dziś nic nie wiadomo o tym, co się tam dzieje.

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Takeshi » 9 lis 2017, o 20:25

W sumie to nic dziwnego, że Rybokage nie miał bladego pojęcia że jego kolega coś kombinuje. Głównie z tego powodu, że nie znał żadnych technik natury ziemi i nie wiedział za bardzo jak one działają. No dobra, może widział kilka z nich, ale nie posługiwał się nimi. Stąd też oczywistym było, że przypisywał te osiągnięcia dzikiemu, a nie swojemu towarzyszowi. To jednak doprowadziło do tego, że w końcu dziki musiał wyjść ze swojego bezpiecznego schronienia. Na szczęście Ren już nie podtrzymywała mgły, ta zaczęła rzednąć więc cokolwiek widzieli i także nasz bohater całego wydarzenia mógł działać! Na nieszczęście przeciwnik pojawił się pomiędzy ryboludem, a członkiem Shinsengumi, więc dwie jego główne techniki odpadały, bo mógł ranić ich obydwu. Nie wiadomo jak długo jeszcze mieli do przejścia, tak więc każda para rąk mogła się przydać.
Obok przeciwnika pojawił się ptak i to był sygnał "działaj chopie działaj!". Wtedy też (o ile mam widoczność, a chyba mam) postanowił wyjść ze swojego wodnego ukrycia bacząc na to, by nie wpaść na kamienne kolce, a następnie wejść na kamiennego węża i polecieć razem ze swoim sojusznikiem w chwale! Następnie miał zamiar wystrzelić w stronę przeciwnika wodny strumień tak, aby ten nie był w stanie namalować coś na tym zwoju. Celował nie w ptaka, ale w dzikiego i w sumie ciekawe jak teraz wyglądali w oczach innych uczestników walki. Dwójka ludzi nagle wznosi się na jakimś kamiennym wężu i strzela pociskami w gościa, który lata na ptaku i maluje sobie fantazyjne wzorki na płótnie, które mogą im odgryźć głowę. Epicko! Rybolud miał nadzieję, że będzie mógł też obejrzeć pole walki i zobaczyć jak reszta sobie radzi. W razie problemów mógł zawsze wysłać gdzieś swój magiczny miecz zagłady i zniszczenia, który poprzednio poczuł na sobie piaskowy chłopaczek.
Na polu bitwy zostało jeszcze sporo dzikich i trzeba było się ich jakoś pozbyć. Niestety w tej mgle Rybokage nie miał na tyle widoczności, by ich wypatrzeć i wyłapać jeden po drugim. Nie chciał też ranić kogoś ze swoich, bo po pierwsze skończy się to odwetem reszty, a po drugie oni też mieli swoje trzy grosze w eliminacji dzikich (nawet dużo większe niż on sam). Musiał więc chwilę poczekać i może wtedy uda się coś zdziałać. Najpierw jednak musiał poradzić sobie z przeciwnikiem tuż przed nim, a kto wiedział co on jeszcze planuje.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ekwipunek
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
-Wakizashi (przypięte za plecami)
-Miecz obosieczny - z lewej strony
-Tachi - z prawej strony
-Kabura na broń
-Torba
-Plecak
-Rękawice
-Płaszcz
-Zbroja
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
W kwestii kuźni/wt zapraszam też na GG :)
PH Bank
Misje 0/4
Avatar użytkownika

Takeshi
Najlepszy Game Master
 
Posty: 898
Dołączył(a): 14 wrz 2016, o 10:11
Wiek postaci: 23
Ranga: Szalony Doko
Krótki wygląd: Ostre, rekinie zębiska
Dwa metry wzrostu
Krótkie, czarne włosy
Widoczny ekwipunek: Zbroja - obrazek w KP
Przy każdym z boków widnieje miecz
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2788
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Juuzou Yamanaka » 9 lis 2017, o 21:38

Plan sie powiódł i w tym momencie Yamanaka był w znacznie lepszej pozycji niż jeszcze kilka chwil temu. Udało się wyjść z ognistego kręgu, który znacznie ograniczał pole uniku w stosunku do nadlatujących, wybuchowych niespodzianek oponenta.. Co prawda Ren została w środku ale cały zabieg był właśnie po to by jej jakoś pomóc zamiast zginąć razem. Dzięki mgle ucieczka Juuzou powinna nie być dostrzegalna ale i ten sprzymierzeniec tracił przysłowiową a w tym wypadku i dosłowną "parę". Juuzou postanowił nie zwalniać i po tym ja wylądował ruszył po łuku by znaleźć się za plecami swojego wielkiego przeciwnika, jednak w pewnej odległości. Nie puszczał też specjalnej pieczęci, która to miała w tym momencie spowodować, że dziki z kręgu miał wbiec w płomień prosto na wielkoluda. Przy dobrych wiatrach zapłonie a łapiąc wielkiego to i jego poparzy. Plan był prosty i mało inwazyjny a jednocześnie zapewniał, ze nie zostanie w stronę Ren posłany kolejny atak. Bez znaczenia czy plan ten by się powiódł czy też nie następnie w stronę przeciwnika miały zostac posłane dwa kunai'e. W przypadku powodzenia dopiero po dłuższej chwili gdyby udało się jakimś sposobem pozbyć palacego problemu wielkoludowi. Natomiast gdyby plan się nie powiódł to w najdogodniejszym momencie tak by dziki nie był w stanie uniknac ataku chociaż za to powinien odpowiadac element zaskoczenia jaki wypracował Juuzou.

Statystyki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Zastosowane techniki:

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Juuzou Yamanaka
Letni Podrywacz
 
Posty: 264
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 08:12
Wiek postaci: 0
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3508&p=49984#p49984
GG: 0
Multikonta: Micheletto

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Hisui » 9 lis 2017, o 21:50

Hisui pokiwała głową na słowa klona, ale równocześnie wzruszyła lekko ramionami. Ona również miała podobne zdanie, dlatego chciała odciążyć kolejnych członków drużyny. Jakby Swoja uwolniła się od swojego przeciwnika, to zapewne pomogliby dalej innym członkom grupy, a Dzicy, którzy byli rozproszeni, ulegliby bardziej masowemu atakowi. Ale te plany musiały ulec zmianie, a przynajmniej odroczeniu, jeśli nie chcieli ryzykować życiem kolejnej osoby.
w pełnym biegu wylądowała na kolanach obok błękitnookiego, za kolejny cel biorąc pozbycie się zagrażających mu węży, wykorzystując do tego zwykły kunai. Atramentowe stwory nie wyglądały na bardzo wytrzymałe, z jej doświadczeń wynikało, że po poważnym uszkodzeniu znikają, więc wystarczyło je przeciąć. Gorzej sytuacja wyglądała z samym Kisho.
Dziewczyna zazgrzytała zębami z frustracji. Nie była medykiem, ba, nigdy nie zdarzyło się jej nawet być na tyle poważnie ranną by znaleźć się w szpitalu, zawsze była szczęściarą, która wychodziła z walk z obiciami i zadrapaniami. Co z tego wynikało - wiedzę na temat opatrywania ran i opieki nad rannymi miała jedynie teoretyczną. I bardzo podstawową. A ich medyk właśnie wrzeszczał z bólu, co tylko podbijało jej panikę. Próbowała go przytrzymać, by nie zrobił sobie dalszej krzywdy, gorączkowo zastanawiając się co zrobić.
Pierwszą myślą było wyjąć ten kij z jego ciała, ale zaraz sama się skarciła. Kto go uleczy, jeśli on sam nie może? Nawet ona wiedziała, ze będzie bardziej krwawić bez tego. Ale nie mogło też tak sterczeć z rany, więc jeśli się dało, spróbowała bardzo delikatnie, by nie poruszać za bardzo w ranie, ułamać go, by wystawała jedynie niewielka część. Przeklina w myślach z każdym jękiem Kyuzazame, wyklinając siebie, jego, całą drużynę i ich rodziny kilka pokoleń wstecz. Jeśli się nie dało, musiała to ustabilizować, a to nie było łatwe, skoro chłopak tak się rzucał. Pomysł miała taki, by przytrzymując kij obrócić Kisho na przeciwległy bok, tak by mogła oprzeć broń o ziemię, gdzie będzie stabilniejsze. Odetchnęła głęboko, jeśli się jej to udało. Ale to była tylko kropla w morzu potrzeb rannego na ten moment.
Zagryzała mocno dolną wargę, czując narastający, dławiący strach. W walce nie było czasu na takie uczucia, a tutaj.. Panikowała, bo nie miała pojęcia co robić. Musiała unormować oddech, opanować walące szaleńczo serce. Nie miała nawet kawałka bandaża... Jedynie zapasowe ubrania w torbie. Coś przeskoczyło jej w głowie, uznając nagle "lepsze coś niż nic". Pilnując, by nie zrobił sobie krzywdy, wyciągnęła je i poskręcała, tworząc bardzo prowizoryczne opatrunki. Ręce sie jej trzasły kiedy tylko zbliżała je do rany i czuła żółć w gardle. Nigdy nie lubiła otwartych ran, a nawet nieco się nimi brzydziła, więc teraz musiała walczyć sama ze sobą. Jak żałowała, że Kisho to nie Kazumi, która sama się uzdrowiła na jej oczach. Tęsknota za dziewczyną musiała jednak w tym momencie odejść na bok. Otarła czoło nadgarstkiem, czując zbierający się pot, ze zdenerwowania i zmęczenia, uderzając się niechcący własnymi drżącymi pacami w policzek i poczuła, że są mokre. Spojrzała na swoje ręce i musiała opanowywać mdłości. Wszędzie było tyle krwi, była na jej rękach, ubraniu, nawet na twarzy miała teraz smugę. "Spokojnie. To tylko krew. Dasz radę. Spookooojniee" przekonywała sama siebie, zamykając na chwilę oczy i wstrzymując oddech.
Widząc, jak Ranmaru sięga do kija, szybko przytrzymała dłonie chłopaka, po czym zablokowała jego ręce kolanami, by mieć wolne dłonie. Miała ochotę nim potrząsnąć i krzyczeć. To on miał być tym, który im powie co zrobić w takiej sytuacji. Miała potworne uczucie, że to wszystko jest nie tak, że powinno być odwrotnie, że byłoby tak bardzo lepiej, gdyby to ona się teraz wiła z bólu, bo on wiedziałby co robić. Poklepała go po twarzy, chcąc.. Nie, rozpaczliwie potrzebując by się opamiętał i powiedział co ma robić.
Hisui przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy, która mogła pomóc. Sięgnęła od razu do kabury, czując przypływ nadziei. Pigułka ze strzepniętą krwią, trzymała ją dla siebie, bo to nie była tania rzecz, ale jeśli nie teraz, to kiedy przyda się bardziej? Wyjęła małą, czakra kuleczkę i pochyliła się nad Ranmaru. Przez głowę przeszła jej myśl, że powinna dać mu coś do zagryzania, by sobie nie pogryzł języka, ale nawet nie miała co. Siłą jeśli trzeba otworzyła mu szczęki i zmusiła do pogryzienia tabletki, patrząc na niego jakby miał stać się cud, ręce chłopaka pokryły się zieloną czakrą, a on jej powiedział, ze się tym zajmie i będzie dobrze. "Jak się nie podniesiesz, ty draniu, to sama wbije ci kolejny kij w drugi bok", wygrażała się w myślach, czcze gadanie, które pomagało jej nad sobą panować.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
"Bo o to przecież chodzi, prawda? Trzeba dokonywać wyborów. Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji.
I zawsze, zawsze wybiera sam.
"
Avatar użytkownika

Hisui
 
Posty: 490
Dołączył(a): 2 paź 2016, o 17:17
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2877&p=37814#p37814
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Ren » 9 lis 2017, o 22:25

Ren początkowo była zaniepokojona tym co robił Juuzou. Myślała, że młody Yamanka zamiast jej pomóc to tego nie zrobi albo zrobi, ale za późno. Tym bardziej była ucieszona gdy wyczuła ruchy kompana. Sprytnie obszedł utrudnienia i przeskoczył przez ognisty krąg. Udał się następnie na tyły wroga, a potem chciał zaatakować od frontu dzikim. Młoda dziewczyna raczej nie sądziła, że frontowy atak ma szanse powodzenia, ale napewno dziki nie spodziewa się kunai w potylice. Mgła już została zdezaktywowana więc tak czy inaczej Juuzou musiał się pospieszyć.Ren jak narazie zostało tylko przyglądanie się walce i próbie uniknięcia lecących w jej stronę ptaków. Miała nadzieję, że ptaki są sterowane przez tego samego dzikiego który stworzył ognisty krąg, bo jeśli nie to miała mocno...przerąbane. W głębi duszy miała cichą nadzieję, że ekspedycja za niedługo się skończy. Dobrze oczywiście. Zaczeło ją już to męczyć. Ciągła walka z dziwami o których nie miała pojęcia i spotkania z ludźmi z klanów o których też nie miała bladego pojęcia. Wiedziała, że takowe istnieją, ale nie znała ich technik i cech które wyróżniały ich na tle innych klanów.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 69
Dołączył(a): 15 sty 2017, o 21:39
Wiek postaci: 17
Ranga: Wyrzutek D
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3199
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Kyoushi » 10 lis 2017, o 18:45

    Nie działo się wiele przy białowłosym, który musiał sprostać samemu sobie. W końcu niewiele brakowało, a pozbawiłby głowy swojego towarzysza, którego kojarzył. Znał już skądś wcześniej. Senju… Czyżby na wojnie? A co, gdyby jednak nie zatrzymał ostrza i uknuł ten ‘wypadek’? Nikt by go nie osądzał, a sam pozbył się potencjalnego wroga. Cóż. Młodzieniec zachował jednak świeżą krew i nie dał się ponieść adrenalinie, która miała spowodować rozlew krwi. Na szczęście… Gdy tylko zobaczył, że to Toshio, zatrzymał miecz, który był naprawdę blisko. Kyu zmarszczył brwi i spojrzał, wysłuchując członka klanu Senju odpowiadając po cichu..
    - Wybacz mi. Nigdy bym nie podniósł oręża na towarzysza… A teraz uważaj… - powiedział, poniekąd spodziewając się jakiegoś niebezpieczeństwa. Na szczęście byli to Shinsengumi, którzy pojawili się równie podejrzanie. Białowłosy nie chciał ufać byle komu. Jeśli nie rozpoznawał ich twarzy, wcale, a wcale nie chciał z nimi iść. Nawet jak ich poznawał to nie zamierzał zaufać na sto procent. Zachował to jednak dla siebie. Wiedząc, że potrzebują białowłosego, albo chcą ich wykończyć osobno lub potrzebują kogoś kto włada Raitonem. Sam nie wiedział co myśleć.
    - Toshio, odnajdź innych. Sprawdzę co się dzieje i później Cię odnajdę. – powiedział dość pewnie. W końcu już raz we mgle go odnalazł, więc zrobi to raz jeszcze. Ruszając na Shinsengumi dosłownie został za nimi, pewnie trzymając katanę, którą był gotowy wykonać cięcie z każdej możliwej pozycji. Nie zamierzał ufać w stu procentach. Jeżeli dotarł do jakiegoś miejsca, gdzie musiał zadziałać, zdecydował się zachować spokój i wykorzystać swój kunai na lince, którą mógłby się wspomóc… Walka w zwarciu to jedno, jednak zaskoczenie przeciwnika to drugie, a do tego teraz dążył.
Kyoushi | Shiroyasha | Myśl
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 526
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Kraków
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny płaszcz skrywający białe kimono i katanę.
Widoczny ekwipunek: Katana na plecach, czarny płaszcz, czarna zbroja na białym kimonie, Wakizashi przy lewej nodze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Venus » 11 lis 2017, o 12:13

Obrazek

Czy kiedykolwiek było tak źle, żeby nie mogło być gorzej? Możliwe, że właśnie tak czuł się teraz Kisho. Co prawda pokonał swojego przeciwnika, ale dość wysokim kosztem. Zadał śmierć, samemu sobie fundując dodatkowy ból, który z każdą chwilą jakby się potęgował, jeszcze bardziej dokuczając naszemu bohaterowi. Było naprawdę źle, zważywszy na to, że chłopak dalej był w dużym zagrożeniu. Nadzieją w tym wszystkim było przybycie Hisui, która zamierzała zrobić... no, zrobić cokolwiek, oby tylko ulżyć kompanowi w walce, wcześniej rzecz jasna chcąc pozbyć się węży, które ewidentnie upolowały sobie Kisho. Jednakże niekontrolowane, gdyż ich twórca zajęty był walką z Sową, która zniknęła z najbliższego otoczenia, w pełni oddając się walce z posiadaczem jednego, czerwonego oka. Zdecydowanie trafiła na wymagającego przeciwnika, przypuszczalnie najlepszego z całej grupy, jaką tu napotkali. Wracając jednak do węży, te szybko zostały unicestwione przez Hisui najprostszym sposobem, jaki przyszedł jej wtedy do głowy - przy użyciu kunaia. Działanie bardzo spontaniczne i jak przy wielu decyzjach dzisiaj wielu z walczących, nieprzemyślane. Atramentowe twory mogły przecież wybuchnąć, jak ptaki, które atakowały ich wcześniej. Na całe szczęście tak się nie stało, a po małych potworkach zostały jedynie atramentowe plamy, którymi pobrudziła się Hisui, Kisho oraz martwe ciało Dzikiego. I to była najlepsza sytuacja, by chociaż trochę zapanować nad rannym chłopakiem, któremu bardzo ciężko było znieść ból, który rozchodził się po całym jego ciele, powodując niekontrolowane drżenie, a jedyne, co przychodziło Kyuzazame na myśl, to desperacka ucieczka od bólu, nawet jeśli miałoby to oznaczać koniec jego żywota. Czy to był dobry pomysł, by wyciągnąć kij ze swojego ciała? Samemu zapewne niezbyt, zresztą powstrzymała go przed tym posiadaczka byakugana, blokując go przed kolejnymi takimi ruchami. Jednakże, co dalej? Dziewczyna kompletnie nie wiedziała, co ma robić, sytuacja dodatkowo ją przytłaczała, krwi było coraz więcej, ale Kisho wciąż zachowywał przytomność. Nie, nie odchodził z tego świata, ale wielu wolałoby już umrzeć, niż przy wciąż odczuwać ten ból. Dziewczyna jednak potrzebowała wskazówek, a jedyne, co jej przyszło do głowy, to wepchanie Kisho tabletki ze skrzepniętą krwią, co wcale nie było takie trudne. Na pewno to go nieco ratowało z opresji, ale działania nie mogły się na tym zakończyć, to było pole bitwy, a oni byli wystawieni na otwarty atak. Plusem było to, że stacjonował przy nich klon Toshio, wyposażony w dodatkową broń, która aktualnie Hisui by i tak się nie przydała.
Cóż, Toshio nie musiał rozumieć ani wiedzieć, dlaczego członkowie Shinsegumi chcąc zabrać ze sobą Kyoushiego. Szczerze wątpił, że ich decyzja mogłaby pomóc w dalszych walkach i uważał, że mężczyzna z Sogen powinien zostać tutaj, aby razem odszukać całą resztę. Młody członek klanu Senju chciał zewrzeć grupę w całość, by zwiększyć szanse na zakończenie walk. Zapominał jednak, że to nie walki były ich priorytetem, a głownie informacja o czymś, co zniszczyło mur i zdecydowanie nie był to żaden wielki wężowy, atramentowy twór, z którym walczyli Obrońcy. To było coś innego, nieokiełznanego i zapewne dla wielu, przerażającego. Teraz jednak Toshio mógł nie zdawać sobie z tego sprawy, ale kto wie, może otrzyma później jakieś wyjaśnienia. Na ten moment musiał jednak radzić sobie sam i wybrał udanie się w kierunku Takeshiego, by zaobserwować walkę, która rozgrywała się za kolcami. Drewniane "schodki" nadały się do tego znakomicie, dzięki czemu Toshio miał wgląd na całą walkę. Akurat w momencie, kiedy Takeshi, będąc już na dotonowym wężu, wystrzeliwał ze swoich ust strumienie wody w kierunku przeciwnika. Strumień był niezwykle silny i szybki. Cały rozwój sytuacji był dość niespodziewany dla Dzikiego, przede wszystkim dlatego, że myślał, iż w powietrzu będzie na bezpiecznej pozycji. Trafiony wodnym strumieniem, został brutalnie zepchnięty ze swojego tworu, który najwidoczniej nie był tworzony w celach bojowych, dlatego wzbił się wyżej, zataczając koło w pionie, jakby chciał zawrócić i odszukać swojego twórcę. A ten, odrzucony na dobre dwadzieścia metrów, wylądował na ziemi. Nie było to zbyt miękkie lądowanie, szczególnie zważając na fakt, że jego prawe udo zostało przedziurawione kolcem, które sam wcześniej tworzył. Jednak żył, dlatego ogromny ptak leciał w jego kierunku, ale za nim podążył również stworzony przez członka Shinsengumi wąż. Miał on ciągle zawiązaną pieczęć, więc najwidoczniej liczył na inwencję twórczą Takeshiego, gdyż musiał podtrzymywać swoją technikę. Gdzieś, kątem oka, w drodze po Dzikiego, Takeshi zauważył Toshio, który najwyraźniej chciał do nich dołączyć. Dobrze to jednak rokowało, był cały, nie wyglądał na takiego, co by odbył właśnie walkę na śmierć i życie. Jednak to się może zmienić, bo fakt, że mgła całkowicie zniknęła, zachęciła nieruszonego dotąd Dzikiego do ataku. A najlepszym celem był dla niego teraz Toshio, do którego jednakże trochę go dzieliło. Młody chłopak nagle zauważył białe, opadające pióra, które pojawiły się znikąd.
Kontroler ciał bawił się dalej w najlepsze. Nie porzucał swojego planu i z uporem maniaka chciał go wcielić w życie, by tylko w jakikolwiek sposób zaszkodzić wielkiemu Dzikiemu, który aktualnie miał nad nimi przewagę. A przynajmniej tak myślał, bo niestety nie wiedział, że Juuzou się wydostał i właśnie szykuje na niego atak. Atak jego pobratymcem. Kontrolowane ciało wbiegło w płomienie, ale odziany w zwierzęcą skórę, nie zapłonął tak łatwo. Jednak jego ciało mocno na tym ucierpiało i zgodnie z planem, wpadł na Wielkoluda, momentalnie go powalając. Stąd też ciężko było wycelować jednym, czy nawet dwoma kunaiami w przeciwnika, który w większości zasłonięty był przez kontrolowanego. To był jednak czas, by na szybko wymyślić coś innego, coś, co by pozwoliło rozwiązać problem. Zwłaszcza, że Dziki wciąż żył i ptaszki dalej zagrażały Ren, która już zaczynała się męczyć unikaniem kolejnych wybuchów. Po uniku ostatniego z nich, przewróciła się na ziemię, odrzucona siłą wybuchu i zmęczona częstotliwościami wybuchów. Jednak wyglądało na to, że teraz nic jej nie zagrażało. Przynajmniej tymczasowo, chociaż wciąż nie mogła wydostać się z ognistego kręgu, co zaczynało być dodatkowo uciążliwe, gdyż temperatura wewnątrz była wysoka.



Nie do końca przekonany wojownik z Sogen ruszył za tymi, którzy go nawoływali. Trzymał się jednak z tyłu, nie tylko ze względu na to, że ruszył jako ostatni, ale też ze względów bezpieczeństwa. Nie wiedział gdzie, po co i dlaczego to właśnie on został wybrany. Zapewnił jednak wcześniej Toshio, że wróci i go odnajdzie. W przeciwieństwie do swojego kompana, przyjął do wiadomości fakt, że był potrzebny gdzieś bardziej. Najwidoczniej zagrożenie ze strony Dzikich malało. To był najlepszy moment, by wcielić dalszy plan w życie. Znaleźć to, co miało siłę tak wielką, że wielu mogłoby o niej pomarzyć. Zajęta swoją walką Sowa, nie mogła w tym uczestniczyć, a czas uciekał. Nie mogli go więcej stracić, bo wiele by ich to mogło kosztować.
Kyoushi po dłuższym czasie, oddalony od pola bitwy kawał drogi, zauważył zmiany w terenie. Połamane drzewa, jakby przeszła niewyobrażalna wichura. Można byłoby tak pomyśleć, gdyby nie fakt, że gdzie nie gdzie, dogasał już dziwny ogień. Był niebieski. W tym momencie nasz bohater mógł poczuć jakby coś go wewnątrz przytłaczało. Coś potężnego, ewidentnie czuł, że jest tu niedaleko coś, co posiada niewyobrażalną siłę. Była tak wielka, że wręcz namacalna. Od tego aż wydawało się, jakby powietrze stało się gęstsze.

- Jest niedaleko! - krzyknął jeden z Shinsengumi, jakby nawołując do dalszej podróży. Minęła ledwo chwila i cała czwórka ujrzała to, po co tu przyszli. Nibi, Dwuogoniasty demon, który aktualnie jakby nie wiedział, co uczynić dalej. Jednak wyglądało to tak, jakby niedawno odbył walkę. Był łakomym kąskiem dla Dzikich, a w ich rękach mogłoby to się źle skończyć dla reszty świata. Był jednak na wolności i oprócz strachu przed taką siłą, wielu mogłoby podziwiać tego opatulonego niebieskimi płomieniami kota, posiadającego na sobie jeszcze czarne wzory i nietypowe, dwa ogony. Ewidentny dowód na to, że mieli przed sobą, niecały kilometr dalej, Dwuogoniastą bestię.
- Musimy podejść bliżej i go unieruchomić, zanim nas zaatakuje. - powiedział Wilk, który wcześniej był najaktywniejszym z całej piątki. - Trzymaj się blisko, nie oddzielaj się od nas. Nie możemy pozwolić sobie na walkę z nim, trzeba go zapieczętować, a to wymaga chwili. - dodał, kierując swoje słowa do Kyoushiego. Oni byli wyszkoleni właśnie na taką chwilę. Wszystkie ruchy wyuczone wręcz podręcznikowo, ale zawsze mogli napotkać przeszkody. Ważne, żeby mężczyzna z Sogen współpracował i nie robił nic całkowicie tylko na swoją rękę. Od teraz tez był elementem tej układanki, tak jak pozostała trójka Shinsengumi i Nibi.


Info:
- Czas na odpis 48h
- Kisho, rana wciąż boli i piecze, ale po pigułce krwawienie chwilowo się zmniejszyło.
- W razie pytań zapraszam na pw/gg.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Piękna mapka do wglądu:
Obrazek


Legenda:
- Szara gwiazda - Hisui
- Czarna gwiazda - Kisho
- Czerwona gwiazda - Rokuro
- Różowa gwiazda - Juuzou
- Fioletowa gwiazda - Ren
- Jasnozielona gwiazda - Toshio
- Ciemnozielona gwiazda - klon Toshio
- Pomarańczowa gwiazda - Kenjiro
- Turkusowa gwiazda - Kyoushi
- Niebieska gwiazda - Takeshi
- Czarne kropki - Dzikusy
- Szara, skreślona kropka - zabity Dziki
- Mocno błękitne kropki - członkowie Shinsengumi
- W środku droga, zielone kółka to drzewa
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1039
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Takeshi » 12 lis 2017, o 21:17

Rybolud trafił swój cel, który zleciał ze swojego bojowego atramentowego kanarka. Wszystko szło zgodnie z planem, jego cielsko padło na ziemię jak długie, a że byli na pewnej już wysokości na pewno musiało zaboleć. To był chyba największy minus korzystania z latającego wierzchowca. Nigdy nie wiedziałeś czy przypadkiem z niego nie zlecisz, a ziemia nie była zbyt miękka jak poduszeczka, która mogła przyjąć człowieka w swe objęcia. Takeshi powędrował wzrokiem za przeciwnikiem, jednak nie dawał mu dużych szans. Przebite udo przez te kolce zwiastowało szybką, lecz bolesną śmierć przez wykrwawienie. Tętnica udowa - jedna z najważniejszych dróg transportowych dla krwi, której przebicie było praktycznie nie do odratowania bez wykształconego medyka. Lekko się wzdrygnął widząc to, że ciągle dycha, a ptak kieruje się w jego kierunku. Wraz z członkiem Shinsengumi jechali nadal na dotonowym wężu, kątem oka widział Toshiego na drewnianych schodkach i zapytał siebie w tej chwili co tu do nędzy się wyprawia. Ogromny wąż wytworzony przez jakiegoś gościa z muru, na nim Rybolud i Pinokio, który wbiega po drewnianych schodkach na drugą stronę kolców. Wszystko w normie wydawałoby się, prawda?
Musiał zakończyć żywot tego Dzikiego raz na zawsze, dlatego tez posłał w jego stronę dwa kunaie. Jeden po drugim wycelowane prosto w jego głowę. Może by się udało nawet uderzyć po jednym w każdy z jego oczodołów? Przebity przez kolec, po upadku z ogromnej wysokości i po uderzeniu z wodnej techniki nie będzie raczej zdolny do obrony nawet przed tak prostym atakiem. Jeden wymach ręki, po nim drugi i żelastwo powinno polecieć w jego stronę. Jeżeli tak się udało, to zwracał się do członka Shinsengumi:
-Kieruj się do reszty przeciwników, załatwmy to szybko i ruszajmy dalej! - i wskazywał na najbliższych dzikich, którzy to byli w okolicy. Miał nadzieję, że wężowy twór przybliży go do wrogów, a ostrze ponownie będzie mogło zagrać swoją pieśń.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ekwipunek
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
-Wakizashi (przypięte za plecami)
-Miecz obosieczny - z lewej strony
-Tachi - z prawej strony
-Kabura na broń
-Torba
-Plecak
-Rękawice
-Płaszcz
-Zbroja
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
W kwestii kuźni/wt zapraszam też na GG :)
PH Bank
Misje 0/4
Avatar użytkownika

Takeshi
Najlepszy Game Master
 
Posty: 898
Dołączył(a): 14 wrz 2016, o 10:11
Wiek postaci: 23
Ranga: Szalony Doko
Krótki wygląd: Ostre, rekinie zębiska
Dwa metry wzrostu
Krótkie, czarne włosy
Widoczny ekwipunek: Zbroja - obrazek w KP
Przy każdym z boków widnieje miecz
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2788
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Ren » 13 lis 2017, o 00:11

Sytuacja naszej bohaterki nie była zbyt ciekawa. Młoda dziewczyna będąc nadal zamnknięta w ognistym kręgu zostawała na pastwę wroga. Ciągłe unikanie wybuchów zmęczyło ją kompletnie. Po wybuchu ostatniego ptaka Ren upadła z wyczerpania. Temperatura w kręgu była bardzo wysoka i ledwo dało się tam wytrzymać. Ciągle miała nadzieję, że Juuzou coś zrobi i wydostaną się z tej pułapki. Dokładniej wydostanie się, bo młody Yamanka już to zrobił. Niestety zanim dziki rzucił się w ognień to równie dobrze mógł podsadzić i Ren. Wtedy zabicie dzikiego byłoby tylko formalnością. Tak czy inaczej nasza bohaterka nie mogła nic zrobić poza unikaniem ataków ze strony wroga. Chciała jak najbardziej zbliżyć się do kręgu, (w stronę dzikiego) aby w razie potrzeby mogła rzucić kunai w stronę oponęta. Może reszcie grupy szło trochę lepiej. Inni byli dosyć daleko od Ren i nie mogła jednoznacznie określić czy ktoś nieżyje czy oddalił się tak bardzo, że nie czuje już jego czakry.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 69
Dołączył(a): 15 sty 2017, o 21:39
Wiek postaci: 17
Ranga: Wyrzutek D
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3199
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Toshio » 13 lis 2017, o 09:18

Jakby nie patrzeć grupa strażników zabierała swojego i zarazem pozbywała się niepotrzebnej pary oczu. Już gdzieś to widział, lecz nie był sam niczego pewny. Pokrzepił go fakt, że Kyoushi wstawił się za nim, gdy Toshio oddalał się w poszukiwaniu kolejnego znaleziska. Byle dalej od widoku czarnego odzienia. Był dobrym widzem całej tej batalii. O ile chciało się zostać postronnym obserwatorem podczas wyprawy ekspedycyjnej, to owszem spisywał się na medal. Brał udział w połowie akcji, wliczając udział klona. Jedynie Sowa gdzieś mu umknęła i ciężko było wywnioskować, co z osobami w piekielnym kręgu. Owszem puściły mu nerwy właśnie w takiej sytuacji. Wraz z odejściem chciał uniknąć dalszej manipulacji zdradzieckich uczuć. Ponownie zapanować nad sobą i więcej nie czuć się tak ohydnie. Odrzucił myśl, jakoby dobrym rozwiązaniem było śledzenie grupy i ich niecierpiącego zwłoki zadania. O co tak naprawdę im chodziło, każdy wiedział. Bijuu, demoniczna bestia o niewyobrażalnej mocy. Same zobaczenie jej napawa zgrozą, nie mówiąc już o wystawieniu się na jej gniew. Jak dotąd nie zauważyli żadnego śladu, który wnioskował, że idą w dobrym kierunku. Ani zdeptanej gałązki, ledwie zagrożenie powstałe z pobytu na dzikim terytorium.
Chłopak wspiął się na wykonany z mahoniowego drewna podest. Mógł rozeznać się w sytuacji, z jaką trudził się rosły przedstawiciel Hoshigaki. Nie dostrzegł w jego postawie oznak zmęczenia. Nie był zatem ranny, a majestatyczna jazda na kamiennym wężu powodowała wiatr we włosach. Kolejny, co świetnie się bawi wraz z koleżką ze straży Muru. Lepsze to niż głowienie się nad losem każdego z towarzyszy. Sprawdzanie ich wyczynów poprawiało młodzikowi humor. Rozwiewało niechciane emocje i powodowało, że sam pragnął czegoś dokonać. Taka okazja musiała wreszcie nadejść, a z nią niknąca mgła. Sztuczny twór, jak się okazało, przestał nawiedzać okolicę i zakrywać to, co dostrzegalne. Tym samym spowodowało powrót do wcześniejszego stanu rzeczy. Można zobaczyć przeciwnika, lecz przeciwnik mógł także widzieć ciebie. Quid pro quo. I to pierwszy, kiedy to bohater skupiony był na obserwacji posunięć pobratymca z drużyny. Odruchem, jaki zastosował Toshio tuż po zobaczeniu luźno opadających piór, był oczywiście odchylenie głowy ku górze. Zlokalizowanie zagrożenia. Nigdy nie odstąpił od myśli, że miałby czuć się teraz bezpieczniejszy niż wcześniej. Po to właśnie trzymał kunai w dłoni, aby móc się nim zręcznie posłużyć. Cokolwiek zobaczył musiał zapewne wybrać odpowiedniejszą ze strategii. Jeśli to znowu te niebezpieczne, pikujące ku destrukcji stwory musiał pozwolić sobie na szybkie rzucenie kunai w tamtą stronę. Niech dojdzie do reakcji, w której ryzykiem mógł zminimalizować szkody. W momencie trafienia okaże się, czy powinien uskoczyć w tył, żeby uniknąć eksplozji. W drugiej strony ptaszysko mogło podkraść się tuż nad jego głowę z takim samym zamiarem. Zakładał, że będzie dziobać i kąsać pazurami, do czego głównie mogły być zdolne ów stworzenia. Tak czy inaczej podejrzewał, że zrobi się nieciekawie. W obliczu innego zagrożenia nie mógł za wiele stwierdzić poprzez opadające, niczym śnieżne płatki pióra znikąd. Któż wie, czy sprawa dotyczyć mogła podstawowego rodzaju iluzji? Tego również nie mógł porzucić tuż po zlokalizowaniu prawdziwego zagrożenia.

Drewniany klon był optymistycznie nastawiony do nowej roli. Bieganie dookoła zdawałoby się utraciło wartość, kiedy w chwilę później Kirigakure no jutsu rozwiało się kompletnie. Jako substytut prawdziwego człowieka zapomniał na moment o głównych bodźcach. Podążył za Hyuugą i pozwolił jej na pełną inicjatywę. Nie był pewny, co miałby w takiej sytuacji uczynić. Wiele zależało od samej woli przeżycia Kisho. Nie mógł się poddawać po wygranym starciu. Mokubunshin nie mógł pozwolić sobie na dłuższe przyglądanie, jak Hisui robi się niedobrze podczas pomocy. Wiedział, że ma bandaż w plecaku, lecz skupił się na obserwacji otoczenia. Teraz, gdy nie posiadali stosowanej zasłony byli wystawieni na ataki. Chciał przysłużyć się, jak najlepiej i wychwycić zagrożenie. Ekscytacja powodowała, że wyczekiwał, aż ktoś nawinie się na celownik. Mechaniczne urządzenie w jego rękach musiało siać zniszczenie, gdy tylko dobrze trafić. Zamierzał tak uczynić i mieć pewność, a to znaczyło, że przeciwnik musiał zbliżyć się co najmniej na kilka metrów. Nie będzie bawił się w ostrzegawcze strzały na kilkadziesiąt metrów. Podejrzewał, iż takie odległości nie wchodziły w rachubę. Sam wiedział przy jakim metrażu czuł się pewnie, dlatego zawierzył własnemu instynktowi.
- Nie spieszcie się, ale dobrze byłoby nie sterczeć za długo na widoku. W plecaku mam trochę bandaża. - wspomniał zdawkowo, a przy okazji podszedł i uklęknął tyłem do Hisui. Ułatwiając tym samym dostęp do kieszonki, w której powinien znajdować się wspomniany opatrunek. Całe cztery metry jałowej gazy na każdą okazję. Specjalnie przygotowane dla ninja zmuszonego w szybkim tempie zatrzymać krwawienie, czy zabezpieczyć otarcia albo rozcięcia przed wdaniem się zakażenia. Więcej nie mógł poradzić.


Statystyki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Spoiler: pokaż
Ekwipunek (widoczny):
Plecak; Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 341
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak, Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Hisui » 13 lis 2017, o 11:41

Hisui spojrzała na klona Toshio z pewną skruchą i uśmiechnęła się przepraszająco. Zdawała sobie sprawę, że nie jest najlepszą osobą na to miejsce.. Ba, z całej grupy może nawet i najgorszą. Nie była na to psychicznie przygotowana, ale starała się, najlepiej jak mogła. Tęsknie zerknęła w kierunku gdzie toczyły się walki, ale nie mogła zostawić rannego bez opatrzenia. Wyjęła z plecaka bandaże, którymi zaczęła opatrywać Ranmaru, odrzucając ubrudzone ubrania na bok. Po skończeniu tego westchnęła głęboko. Nie miała nic innego, co mogłaby zrobić, a miała tak siedzieć? A nawet siedzieć we dwoje? Sięgnęła po notatnik, skrobiąc szybko do klona.
- Pomóżmy Sowie. Może ostrzelamy jej przeciwnika? - zaproponowała, po czym dopisała-podzielmy bełty po połowie - podała mu kartkę, sama odczepiając z pasa drugą kuszę, nadal przytrzymując ręce Kisho nogami. Gdy tylko otrzymała strzały, szybko pokazała od razu klonowi jak się posługiwać kuszą, o ile tego nie wiedział, i zaczęła strzelać w przeciwnika Sowy. Nie liczyła, że go pokona, ale nawet odrobina przewagi mogła pomóc dowódczyni wygrać. Odległość nie była duża, a byakugan tylko dodatkowo ułatwiał sprawę.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
"Bo o to przecież chodzi, prawda? Trzeba dokonywać wyborów. Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji.
I zawsze, zawsze wybiera sam.
"
Avatar użytkownika

Hisui
 
Posty: 490
Dołączył(a): 2 paź 2016, o 17:17
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2877&p=37814#p37814
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Kyoushi » 13 lis 2017, o 20:54

    To, że nie był przekonany, to znaczyło tylko jedno – wiele przeżył w swoim jakże krótkim, lecz intensywnym życiu. Białowłosy syn kupców z Ryuzaku, wziąwszy swój los we własne już nie tak delikatne dłonie, zawziął się i stał się prawdziwym shinobi. Prawdopodobnie to, zdeterminowało go i ulepiło od podstaw. Młodzieniec nie będąc najbardziej ufnym człowiekiem na ziemi, ruszył za Shinsengumi nie zapominając o tym, że on nie jest tu dla przyjemności, a dla swojej Shirei-kan, przepięknej i jakże ponętnej kobiety, w której widział nie tylko liderkę, ale przede wszystkim damę i kogoś, od kogo pragnąłby pobierać nauki.
    W końcu, podejmując decyzję, ruszył szybszym tempem za swoimi pobratymcami. Pragnął zachować większy dystans by móc obserwować nie tylko teren, ale i Shinsengumi, który wyglądali na dość niepewnych, a w dodatku podejrzanie uciekli z pola bitwy. Dlaczego? Zadawał sobie to pytanie, jednak już nie długo… Przecierając się przez las, w końcu mógł zauważyć wiele, ale to naprawdę wiele połamanych drzew. Było to o tyle dziwne, że przecież jeszcze chwilę temu las był całkiem gęsty. To niemożliwe, by coś naturalnego zniszczyło to w takim miejscu… Rzeczywiście tak nie było. Gdzieniegdzie jeszcze dopalał się błękitny płomień, który wprowadził w stan zakłopotania młodzieńca, który zupełnie nie zdawał sobie sprawy czym to jest i o co tu tak naprawdę chodzi, aż do czasu, gdy atmosfera, a także powietrze zgęstniało. Było tak ciężko, że nie mógł przez chwilę złapał powietrza. W głowie zaczęła się walka z samym sobą… „Co to… Co tu… Ta energia. Czuję to… „mówił do siebie, spoglądając z szeroko otwartymi oczami na sojuszników. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy co go czeka, a sama energia miała wcisnąć go w ziemię jak podwójna grawitacja.
    Po chwili ogłoszenie jednego z wojowników, który zdecydowanie parł do przodu. Białowłosy nie chciał już chyba wiedzieć co jest tak niedaleko. Ten widok był niezapomniany. Nie tylko piękny, ale i kurewsko przerażający. Nigdy wcześniej nie widział tak potężnie zbudowanej, dzikiej i piekielnie niebezpiecznej bestii. To musiał być Bijuu, o których tylko zdołał zebrać szczątkowe informacje. Jednak to musiało być TO. Jego nogi, powoli zaczynały się trząść, a ręka zacisnęła się jeszcze mocniej na rękojeści katany. Wiedział jednak, ze strach może być i pozytywnym bodźcem. Tym razem, musiał się przełamać. Wysłuchując reszty, zdecydował się posłuchać. Nie miał wyjścia. Albo uciec, albo słuchać, bo przecież kto o zdrowych zmysłach zaatakowałby takiego bydlaka w pojedynkę. Nie odzywając się nawet przez chwilę, skulił się delikatnie, by poruszać się nieco ciszej. Zdecydowany, robił co należy, obserwując nie tylko gdzie stawia kolejne kroki, gdzie poruszają się sojusznicy, ale także co robi ten potężny kot, który przecież jednym ruchem, mógłby zrobić z nich papkę…
Kyoushi | Shiroyasha | Myśl
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 526
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Kraków
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny płaszcz skrywający białe kimono i katanę.
Widoczny ekwipunek: Katana na plecach, czarny płaszcz, czarna zbroja na białym kimonie, Wakizashi przy lewej nodze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Venus » 13 lis 2017, o 22:06

Obrazek

Na pewno wyglądało niesamowicie to, jak Takeshi i jego tymczasowy towarzysz, sunęli na dotonowym wężu, szybko powalając swojego przeciwnika. Widok niecodzienny i zapewne budziłby podziw w wielu ninja. Szczególnie, że bez słów ta dwójka całkiem nieźle ze sobą współgrała, a to już wiele dawało. Nie trzeba było kierować, jeden stwarzał okazję, drugi ją wykorzystywał, wychodziło to tak naturalnie, że aż mogło być ciężko uwierzyć, że ci dwa dopiero rozpoczęli tę współpracę. Tak czy siak, kolejne ich posunięcia były równie owocne. Chociaż z Dzikiego już życie zaczynało uchodzić, bo tak drastyczny upadek z wysoka i przebite udo nie zapowiadało wspaniałej przyszłości, to Hoshigaki postanowił go dobić. Może dla pewności, może z litości, co to ma za znaczenie? Oba kunaie wylądowały w głowie przeciwnika, definitywnie kończąc jego żywot.
Członek Shinsengumi, całkowicie zgadzając się ze słowami Takeshiego, postanowił wcielić jego słowa w życie i ruszył dotonowym wężem ku ziemistej ścianie, która odgradzała ich od reszty. Że też to cholerstwo nie zniknęło, jak Dziki umarł. No ale nic, od czego mają tego niewyobrażalnie dużego stwora? A no właśnie. Zakapturzony skinął głową na Takeshiego, dając mu do zrozumienia, by lepiej dobrze się zaparł, bo zaraz na pewno ich zatrzęsie. Z nieco małym oporem, ale głowa węża przebiła ich więzienie, dzięki czemu mieli jeszcze lepszy widok na ognisty krąg, gdzie ciągle znajdowała się Ren. Niestety, żaden z nich na ten moment nie widział Juuzou, ani kogoś, kto odpowiadałby to za ogniste więzienie. Był to też dobry moment, by Toshio, który znajdował się dość blisko w momencie przebijania ściany, mógł dołączyć do dwójki bohaterów. Niewiele brakowało, a sam mógłby być w dużym zagrożeniu. Miał jednak młody Senju głowę na karku i w momencie, kiedy nie ujrzał niczego na niego, co mogłoby wyjaśnić spadające białe pióra, natychmiast zastosował na sobie profilaktycznie Kai. I podziałało. Piórka zniknęły. I w zależności od tego czy Toshio skorzysta z okazji i wskoczy na dotonowego węża czy też nie, Takeshi i Shinsengumi mieli doskonały widok nie tylko na ognisty krąg, ale również na jednego Dzikiego, który najwidoczniej nie odbywał tymczasowo żadnej walki. Widać było jednak doskonale, że są dla niego celem, gdyż zaczął składać sekwencje pieczęci.
Z Ren, z każdą kolejną sekundą, było coraz gorzej. Temperatura zdawała się być nie do wytrzymania, ciężko było oddychać, więc nasza sensorka po prostu zaczęła kasłać, czując suchość w gardle. Dym również nie pomagał, a wręcz powodował zawroty głowy. Sytuacja naprawdę była kiepska, zwłaszcza, że dziewczyna liczyła tylko na pomoc Juuzou. Czyżby naprawdę nie miała, nie potrafiła nic, co pozwoliłoby jej chociażby spróbować się stąd wydostać? W każdym razie, jeszcze chwila i nawet same chęci nie pomogą jej w tym, żeby się chociaż ruszyła. Bo jak nie było widać pomocy od Juuzou, tak do tej pory ten stan się utrzymywał. Nie trafiając powalonego Dzikiego i nie wymyślając kolejnego planu, stracił swoją okazję, a jego przeciwnik, korzystając z okazji, zrzucił z siebie ciało swojego kontrolowanego pobratymca i ruszył rozjuszony na Yamanakę. Wyglądał naprawdę groźnie, przy nim nasz Juuzou wyglądał jak przedszkolak, który szybko oberwał pięścią prosto w swoją twarz. Krwotok z nosa i jego złamanie to chyba najmniejsza kara, jaka mogła go za to spotkać. A Dziki nie odpuszczał i mimo tego, że Juuzou odrzuciło na kilka metrów, ponownie podążył żwawo w jego kierunku.
Równie źle przedstawiała się sytuacja u naszego rannego. Przy takiej dozie bólu i małej wytrzymałości, mimo szczerych chęci Hisui i klona Toshio, by pomóc chłopakowi, podczas bandażowania jego rany, wraz z kijem oczywiście, Kisho zaczynał odlatywać. To było dla niego za dużo i po prostu stracił przytomność. Puls był jednak dalej wyczuwalny, ale ranny i nieprzytomny na polu walki to raczej czysta zachęta do atakowania. Sytuacja się na pewno dość mocno pokomplikowała, gdyż Kyuzazame nie był aktualnie w stanie w najmniejszym stopniu o siebie zadbać. A działać trzeba było. Tylko teraz... pilnować Kisho i chronić go przed atakami, czy może skupić się na przeciwniku Sowy? Niby nie byli tak daleko od nich, ale Hisui i klon Toshio musieli przyznać, że była to walka na zupełnie innym poziomie. Dziewczyna widziała to jeszcze lepiej dzięki swoim oczom. Cholernie ciężko byłoby trafić, skoro żadna z sylwetek nie rysowała się wyraźnie. Ich ruchy były niesamowicie szybkie i żadne z nich nie mogło nad nimi nadążyć. Strzelacie na ślepo i liczycie na szczęście, rezygnujecie czy wcielacie w życie inny plan? Hisui dzięki byakuganowi zauważyła, że oddalony od nich Dziki, który do niedawna walczył z członkiem Shinsengumi, nie żyje, a sam zakapturzony zaczął przenosić się w głąb pola walki, najwidoczniej szukając kolejnych przeciwników.



Zdecydowanie odczucia, jakich doświadczał teraz Kyoushi, były całkowicie usprawiedliwienie. Najważniejsze było jednak to, że nie zawładnął nim paraliż ani strach. Że nie uciekł stąd, a postanowił stawić czoła czemuś, co machnięciem jednego ogona pozbawiłoby życia całej czwórki. Fascynujące, pociągające i przerażające jednocześnie. Widzieć taką potęgę, wiedzieć, że nie ma się z nią szans, ale chcąc ją podstępem zdobyć. Innego wyjścia nie było. Żaden z nich nie byłby w stanie bezpośrednio zmierzyć się z taką bestią. Chociaż, nawet szkoda było tak nazywać tego bijuu. Wyglądał potężnie i majestatycznie, dopóki nie pokazywał swojej destrukcyjnej siły.
Wojownik z Sogen nie miał żadnych sprzeciwów i zamierzał wykonywać polecenia, jakie padały z ust Wilka, chociaż do końca nie mógł jeszcze wiedzieć, na co pisze. Musiał jednak zdawać sobie sprawę z tego, że mieli cel w tym, by go tu zabrać. Powoli zbliżając się do Nibiego, który jakby zdawał się nieco uspokajać po niedawnych walkach, zauważyli wiele martwych ciał, ewidentnie należących do Dzikich. Niektóre wręcz całe zwęglone. Nieprzyjemny widok, ale żaden z nich nie mógł się teraz na tym dłużej skupiać. Musieli pozostać niezauważeni. Nagle zatrzymali się, w odległości jakiś czterdziestu metrów od Dwuogoniastego. Jeden z członków Shinsengumi przybliżył się do swojego kompana, układając dłoń na jego ramieniu i skupiając swoją chakrę, zaczął ją jemu przekazywać. Ten, dość szybko, zaczął przechodzić do rzeczy. Kyoushi był świadkiem, jak grube, metalowe łańcuchy, są wystrzelone w stronę Nibiego, skutecznie go obwiązując i unieruchamiając. Żadna część jego ciała nie była pominięta, włącznie z obwiązaniem jego kociej, niebezpiecznej mordki. Czasu nie było wiele, bo owa technika kosztowała zbyt dużo chakry, stąd jeden z nich dzielił się swoimi pokładami. Wolny był Wilk i Kyoushi.
- Przygotuj się. - rzekł krótko, nie mówiąc Kyoushiemu na co tak naprawdę ma się przygotować. Już po chwili wojownik z Sogen ujrzał, jak dookoła niego, zupełnie znikąd, pojawiają dość sporawe, płonące świecie o niedbałym wyglądem. On sam znajdował się w środku. Z punktu widzenia osoby trzeciej wyglądało to jak rytualne składanie ofiary. Może coś w tym było, może to, co zamierzają zrobić Shinsengumi będzie piętnem dla Kyoushiego, a być może swego rodzaju nagrodą, którą nie powinien gardzić. Mógł próbować odwrotu, owszem, ale każda chwila zawahania kosztowała dwójkę Shinsengumi, którzy utrzymywali jeszcze demona w rydzach, wiele sił.


Info:
- Czas na odpis 48h
- Kisho jest nieprzytomny. Może odpisać nadrabiając zaległy post, ale w tej kolejce to wiele nie zrobi.
- Juuzou, złamany i krwawiący nos, lekkie oszołomienie, no i towarzyszący ból oczywiście.
- Ren, opadasz z sił coraz bardziej, powoli ciało zaczyna odmawiać Ci posłuszeństwa.
- W razie pytań zapraszam na pw/gg.

Piękna mapka do wglądu:
Obrazek


Legenda:
- Szara gwiazda - Hisui
- Czarna gwiazda - Kisho
- Czerwona gwiazda - Rokuro
- Różowa gwiazda - Juuzou
- Fioletowa gwiazda - Ren
- Jasnozielona gwiazda - Toshio
- Ciemnozielona gwiazda - klon Toshio
- Pomarańczowa gwiazda - Kenjiro
- Turkusowa gwiazda - Kyoushi
- Niebieska gwiazda - Takeshi
- Czarne kropki - Dzikusy
- Szara, skreślona kropka - zabity Dziki
- Mocno błękitne kropki - członkowie Shinsengumi
- W środku droga, zielone kółka to drzewa
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1039
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Kyoushi » 14 lis 2017, o 23:14

    Usprawiedliwione czy nie, Kyu nie czuł się tak nigdy wcześniej. Siła, która biła już z daleka kazała mu ugiąć kolana. Sama aura, która pojawiła się ni stąd ni zowąd potrafiła wywołać tak burzliwe i potężne zawirowania w głowie młodzieniaszka. Nie ugiął się od razu, mimo, że nie planował także zbierać aż tak wielu informacji, ryzykując przy tym aktualnie wszystko co miał – życie. Czy był na to gotowy? Tego nie wiadomo. Na pewno nie mógł zawieść Shirei-kan. Stąd miał motywację i zdeterminowany parł na przód, powstrzymując strach, wykonując kolejny krok w kierunku błękitno-płomiennej bestii. Nie miał jednak czasu podziwiać swojego nowego przeciwnika, który był dostojny jak nikt inny wcześniej. Przy nim Mizuno Uchiha, znienawidzony, martwy bodziec, który uruchomił w nim chęć samorozwoju, wyglądał przy niebieskim kocie jak żebrak przy szlachcicu.
    Białowłosy tak naprawdę nie miał wyjścia jak zaufać teraz tej grupie trzech wariatów, którzy wcisnęli go w tą sytuację. Bo czego by teraz nie zrobił, jest w dupie. Trzeba było kontynuować tę krucjatę, którą zaczął chwilę temu. Coś jednak mu tutaj śmierdziało. Nie zdawał sobie do końca sprawy, dlaczego właśnie on znalazł się w tej sytuacji. Wiedział, że potrafił zdobywać informacje oraz głowy w sytuacjach jak ta – mając potencjalną przewagę, gdy przeciwnik nie patrzy. Tylko cóż mu teraz z tego, gdy przeciwnik nie jest byle pachołkiem, a pieprzonym Bijuu! Poniekąd nie rozumiał w tym swojej roli, a Shinsengumi jak na złość milczeli, skupiając się na celu, który był naprzeciwko nich. Widok z tak bliska był jeszcze bardziej przerażający – zwęglone, martwe ciała dzikich, którzy zaatakowali majestatycznego kota, zostali po prostu nauczeni z kim nie zadzierać… A oni? W czwórkę na coś tak potężnego. Białowłosy chyba pierwszy raz poczuł, że jest bezradny i musi oddać życie w ręce losu.
    Spoglądając na kompanów, mógł powiedzieć tylko jedno – co jest kurwa?! Co oni teraz odwalają. Te pytania krążyły po jego głowie, na pewno nie dając mu żadnego wytłumaczenia. Stanęli, jeden drugiemu położył rękę na ramieniu i… Zaczął prawdopodobnie przelewać chakrę – akurat na tym się znał, stąd ten pomysł, ale to co się działo dalej, przechodziło ludzkie pojęcie. Młody członek klanu z Sogen, doświadczył niezwykłej techniki, która w mig oplątała płomiennego Bijuu, który nie mógł się z tego w żaden prosty sposób oswobodzić. Coś pięknego, a jednocześnie przerażającego. Białowłosy stanął dęba, a jego nogi odmawiały posłuszeństwa. Nie wiedząc co go czeka, miał się na coś przygotować. Ale kurwa na co?! Puścił jedynie katanę, a także kunai na lince, który zwisał teraz swobodnie. Rozglądając się dookoła, widział jedynie jakieś świece, coś jak rytualny okrąg, w którego centrum się znalazł. Co, gdy go opuści? Co oni robią? Te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Czerwonooki zacisnął zęby, chwycił ręka w rękę, przygotowując się do wykonywania pieczęci, nie wiedząc dokładnie czy spodziewać się ataku czy też nie, jednak to o wiele bezpieczniejsze. I tak nie mógł się ruszyć ze strachu, więc lepiej tak, a nie inaczej… Co miało być to będzie..
Kyoushi | Shiroyasha | Myśl
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 526
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Kraków
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny płaszcz skrywający białe kimono i katanę.
Widoczny ekwipunek: Katana na plecach, czarny płaszcz, czarna zbroja na białym kimonie, Wakizashi przy lewej nodze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Toshio » 15 lis 2017, o 04:07

W wirze wydarzeń sytuacja przenosiła się z miejsca na miejsce. Nikt jednak nie znał całego ciągu obrazów, który odpowiedziałby na wiele pytań. Zatrzymał misterny plan wszechświata i zaburzył jego istnienie. Toshio posiadał o tyle przewagę, że jego klona potrafił łączyć się z nim telepatycznie. Oczywiście warunek ku temu nie został ponownie spełniony, więc musiał zdać się na siebie. Jasnym było to, że po drugiej stronie najwyraźniej działo się równie dużo i pochłaniało uwagę każdego. W dodatku korzystanie z chakry nadwyrężyło organizm chłopaka. Potrafił utrzymać się na nogach, co świadczyło o nie najgorszym stanie kondycyjnym. Racjonowanie chakry zdawało się w tym momencie kluczowe. Nie chciał korzystać z suplementów, jakie posiadał. Trzymanie ich na ostateczność sprawi, że stanie się lepszym wojownikiem. Podniesie jego walory i zaprezentuje oddanie sprawie. Definitywnie stanie się lepszym ninja, który nie bez pozoru narodził się właśnie teraz. Zacisnął pięść po udanym rozwikłaniu zagadki. Gdzie znajdowało się zagrożenie, tam podejrzenie, że nie mogło brać się znikąd. Zawsze istniały pośrednie środki wiążące ten świat w logiczną całość. Unikatowe zdolności Dzikich miały swój początek od tego samego przodka. Nadal ścierali się z kimś obdarzonym podobną energią do chakry. Być może była to właśnie rozwijająca się w ich organizmach chakra. Manipulacja żywiołami i iluzje powodowały, żeby martwić się presją wywieraną zza Muru. Całkiem realną i świadczącą o możliwości ekspansji czy nawet najazdu. Zamierzał dobrze wykorzystać te informacje. Dla dobra Senju i wielu krain. I chociaż na barkach Uchiha spoczywała największa odpowiedzialność sądził, że jedynie przypiszą sobie krzywdy wyrządzone im z tej racji. Powoli zaczynał łapać zagmatwane koleje rzeczy. Nim jednak stracił większą część koncentracji dobrze znał obecne położenie. Opierane stabilnie stopy na drewnianym podłożu pozwoliło na przetrwanie wstrząsu, jaki dokonali jeźdźcy na kamiennym wężu. Chociaż wizja podróży była kusząca i całkiem onieśmielająca do wykonania podobnego wyczynu, w głowie układał się całkiem spójny plan. Wygrywali, jak się zdaje i na domiar złego to im przyjdzie zająć się niedobitkami wrogiej frakcji. Dawno zatracił poczucie wiary, jakoby przepędzą ich własną liczebnością. Byli u siebie i ginęli za własne przekonania. To całkiem ludzkie, dlatego Toshio z pełną świadomością dał oddalić się pędzącej kreaturze. Sam zmobilizował siły do ruszenia niemal za nimi. Wypatrywania zagrożenia, na które niechybnie zmierzali. Jako postronny obserwator mógł zobaczyć akcje z innej perspektywy. Doprowadzić do wsparcia towarzyszy, kiedy im zdoła coś umknąć. Biegł w stronę ognistego kręgu, żeby zdusić powstały pożar i odebrać nadzieję tubylcom na jakikolwiek triumf. Po dostaniu się w pobliże gorącego żywiołu zamierzał od razu złożyć pieczęcie do techniki Suiton. Bez większej kontemplacji i uzgadniania planu doszedł do wniosku, że takim sposobem uzyskają klarowną odpowiedź. Młodzika interesował fakt, jak zasilana jest ów klatka. Zdoła ją powstrzymać raz, a dobrze czy tylko chwilowo powstrzyma wywoływaną piromancję. Nie był przez nikogo ubezpieczany, ale ufał, iż komuś zależało na doglądaniu jego poczynań. Choćby kątem oka. Naparł strumieniem wody na ogień i widząc efekty starał się działać niczym sprawny strażak. Operować techniką na lewo i prawo, powiększać jej wpływy nad słabszym żywiołem.
Nie łatwo być Mokubunshinem, a tym bardziej odgrywać rolę, do której zostało się stworzonym. Miłe uczucie ogarnęło go podczas współpracy z białooką dziewczyną. W pewnym sensie uzupełniał to, czego mógł zostać pozbawiony oryginał. O ile wyjdzie z tego cało, to połączą się i scalą z powrotem w jedną jaźń. Każda przebyta sekunda będzie ich wspólną, jakby nigdy nic. Umysł to zaakceptuje bez wahania. Pozostanie jedynie kwestia przyzwyczajenia. Coś na wzór początkowego mrowienia związanego z układem neuronów. W każdym razie ciekawie było dostać kartkę skierowaną tylko do niego. Musiał zachować stosowne maniery w całym tym zgiełku. Zaproponowany przez Hisui pomysł wydawał się lepszy niż sterczenie w jednym miejscu. Dawał okazję do popisania się. Nim jednak zaczął wcielać plan w życie, nim kiwnął do kunoichi i spojrzał na odbywającą się w oddali walkę. Mina nieco mu zrzedła. Uraczyła go intensywność pojedynku, przez co mógłby tu siedzieć i patrzyć, jak obie postacie migają w powietrzu niby rozwiane na wietrze liście. Pył unosił się i znikał, a większości nie dało się dostrzec. To nie ich poziom. Nie zdołają zrobić niczego poza irytującym waleniem na oślep.
- Nie. To się nie uda. Nic nie wskóramy. Lepiej zabierzmy stąd Kisho pod drzewa i sprawdźmy, co z resztą. - zaproponował w zamian, kiedy tylko otrząsnął się ze zdumienia. Znalazł sposób, aby przyczepić kusze do pasa i sięgnąć po nią w razie potrzeby. Zamierzał zająć się przenoszeniem rannego medyka, łapiąc go od przeciwnej strony niż ranne miejsce. Z wysiłkiem podtrzymał niemal bezwładne ciało, jeszcze walczące ostatkiem tchu.
- Dasz radę Kisho-kun, wyjdziesz z tego. Pomożemy ci. - wypowiedział przez zaciśniętą szczękę. Choćbym musiał cię wlec po rozżarzonych węglach, dodał w myślach. Przesuwać się miarowo i oddalać od Sowy, a przybliżać do punktu zbornego, jakim niechybnie stanie się zaraz centrum całego pola walki. Wreszcie znajdą się w zasięgu, który pozwoli mówić o nich, jako o grupie ekspedycyjnej. Drużyna wielu indywiduów. Ranni na jedna stronę, a walczący po przeciwnej. Tak to sobie układał szczątkowo w głowie. W razie niebezpieczeństwa będzie musiał zasłonić ciałem Kishio albo puścić go w niedelikatny sposób, żeby mieć lepsze pole manewru. Dobycie kuszy czy jakiejkolwiek broni odpowiadającej specyfice nadciągającego ataku. Wszystko w dobrej wierze i pełni opanowania.


Statystyki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Spoiler: pokaż
Ekwipunek (widoczny):
Plecak; Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 341
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak, Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Takeshi » 15 lis 2017, o 17:18

Kunaie jeden po drugim wbijały się w głowę dzikiego upewniając się, że na pewno nie wstanie i zostanie tam już na dłuższy czas, by niedługo zostać zjedzonym przez robale. Taka była naturalna kolej rzeczy, po prostu trzeba to było przyjąć jako pewnik i nauczyć się z tym żyć. Nikt nie zajmie się jego ciałem, jeżeli grupa ekspedycji wyjdzie z tego zwycięsko. Walka prawdopodobnie dobiegała już końca, jego towarzysz z muru ruszył swoim wężem do przodu, by zakończyć w końcu tę walkę i by dzicy mogli razem poleżeć sobie na mroźnej ziemi. Trzymał się mocniej tworu, czując że chyba przyspiesza, ale nie sądził że po prostu walnie w ten mur bez większego polotu. Gdy widział zbliżającą się ścianę poczuł że wypadałoby chyba spisać testament, bo jeszcze nie będzie miał tyle czasu co tamten leżący kilka metrów pod nim. Zobaczył drugą stronę, stronę gdzie reszta walczyła i nie wyglądało to za dobrze. Ren otoczona ognistym kręgiem, Toshio który na drewnianych schodkach pukał do drzwi chcąc dostać się do skrytki Rybokage i człowieka z muru, by zaraz dołączyć do ich dwójki. Niestety nie wsiadł na dotonowego węża, tylko zajął się ognistym więzieniem Ren. Sam zamierzał to zrobić, dlatego ucieszył się, że drewniany chłopiec zrobił to za niego.
On zaś na celowniku miał jednego dzikiego, który nie był zajęty walką. Być może ten krąg ognia to jego sprawka, a użytkownik katonu to był najlepszy przeciwnik na jakiego mógł trafić. Wycelował więc w niego z wodnego strumienia, który może nawet pomoże utorować ścieżkę ucieczki dla Ren. Widział ich (Juuzou także) w tym kręgu, więc obstawiał że ciągle tam są i próbują się wydostać. To że Juuzou był na zewnątrz chyba widział, ale na wszelki wypadek jeżeli już udało mu się część strumienia po uderzeniu przeciwnika skierować na ogień, to celował po ściance. Tak, aby nie trafił nikogo w środku. O ile widzi jeszcze jakiegoś dzikiego, to ma zamiar wykorzystać swój miecz. Nie pozostało ich wiele, ale walkę tę chciał zakończyć w miarę szybko i dostać się do bezpiecznego miejsca. Może ta jaskinia, w której wcześniej się znajdowali się do tego jakoś nada? Będąc na dotonowym wężu był trochę mniej wystawiony na ataki, dlatego też wypadałoby skorzystać jakoś z tej przewagi.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ekwipunek
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
-Wakizashi (przypięte za plecami)
-Miecz obosieczny - z lewej strony
-Tachi - z prawej strony
-Kabura na broń
-Torba
-Plecak
-Rękawice
-Płaszcz
-Zbroja
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
W kwestii kuźni/wt zapraszam też na GG :)
PH Bank
Misje 0/4
Avatar użytkownika

Takeshi
Najlepszy Game Master
 
Posty: 898
Dołączył(a): 14 wrz 2016, o 10:11
Wiek postaci: 23
Ranga: Szalony Doko
Krótki wygląd: Ostre, rekinie zębiska
Dwa metry wzrostu
Krótkie, czarne włosy
Widoczny ekwipunek: Zbroja - obrazek w KP
Przy każdym z boków widnieje miecz
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2788
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Obszary poza Murem

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość