Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Ogromne, tajemnicze terytoria położone za wielkim Murem Granicznym, położonym na obrzeżach Sogen, wlicza się do nich również niezbadany teren na północ od Morskich Klifów.. Obszary te są w znacznej przewadze otoczone morzami... i w sumie niewiele więcej da się o nich powiedzieć. Historia tych okolic jest związana z rewoltą, która kiedyś rozlała się po sąsiadujących prowincjach i nieomal wyeliminowała klan Uchiha. Jednak od czasu zesłania ludzi związanych z tym wydarzeniem za Mur, sytuacja się ustabilizowała... lecz do dziś nic nie wiadomo o tym, co się tam dzieje.

Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Exodia » 25 wrz 2017, o 10:22

Grupy zostały porozdzielane, bez żadnych ale. No, możliwe, że jakieś były, jednakże nikt nic na głos nie powiedział, stąd też kobieta nie zdecydowała się na jakiekolwiek zmiany w obstawie. Skoro to mieli z głowy, a liczyła, że panowie z tyłu są chociaż na tyle doświadczenie, iż wiedzą, co oznacza "obstawa z tyłu", to mogli spokojnie ruszyć dalej. Drogą, którą wyznaczyła im jedna z uczestniczek tej wspaniałej przygody. Sowa doskonale wiedziała o tym, że nikt z nich raczej nie chciałby spotkać się z tym gigantycznym wężem. A tym bardziej nikt nie chciałby się do niego zbliżać, skoro mieli możliwość poruszania się bezpieczniejszą trasą. I tak, członkini klanu Uchiha ten wielki potwór aż tak nie zaskoczył. Była wyjątkowo... ograniczona emocjonalnie podczas wykonywania swoich zadań. Może to źle brzmiało, ale kobieta uważała to za atut. Wiele informacji przyjmowała "na zimno", co pewnie część owej grupy zdążyła zauważyć. Sama zdawała sobie sprawę z tego, że jeszcze wiele rzeczy może wywrzeć na niej wrażenie (w jakimkolwiek kontekście), o ile wyjątkowo długo pożyje na tym świecie. To akurat był mocno niepewny grunt, bo nawet teraz, przewodnicząc grupie ekspedycyjnej, nie mogła być pewna, że wrócą bez strat. Albo, że ona w ogóle stąd wróci. Wchodzili nie na swój teren, mając jedynie ten plus, że trudniej byłoby ich zaskoczyć. Może to zaważy też na tym, że pewnych ataków uda im się uniknąć, ale nie dadzą rady ciągle uciekać. Jednak... im mniej wiedzieli, tym lepiej im się szło, to na pewno.
Nie miała nic przeciwko temu, by środek rozdzielił sobie swoje pozycje. Tutaj mogli się mieszać ile chcieli i nie byli wcale zwykła siłą roboczą. Każdy z nich był elementem całej układanki. I skoro Juuzou tak ochoczo zaczął towarzyszyć Rakanowi, to do nich dołączył klon Toshio, a on sam, wraz z Kenjirou, szli nieco za nimi. Stało się to wręcz samoistnie, więc Uchiha kiwnęła głową i szła dalej, słysząc jakieś próby podejmowania rozmów. Bardzo dobrze, powinni się trochę poznać, bo jak sama przed chwilą wspomniała, zaufanie jest ulotne, ale wiedziała, że bez chociażby odrobiny zaufania, nie będzie dobrej współpracy.
- Może parę zasad, zanim się na dobre rozgadacie. Co poniektórzy. - mruknęła, ale nie było w tym ani krzty złośliwości. Oni jednak musieli wiedzieć, czego od nich wymaga. Dopóki jeszcze miała czas to powiedzieć. - Oczywiście zapoznawajcie się, ale nie chcę słyszeć gadaniny o jakiś pierdołach. To nie czas na to. Nie każę wam odkrywać swoich słabości, ale co nieco musicie o sobie wzajemnie wiedzieć. Owszem, coś tam powiedzieliście na samym początku, więcej aktualnie wymagać od was nie mogę, ale nie zachowujcie się, jakby osoba obok nie istniała, bo to własnie ona może uratować wam tyłek, jasne? - zapytała, odwracając się tyłem do drogi jaką podążali, a samej stając przodem do grupy, wciąż maszerując, ale tyłem. Szukała potwierdzenia w ich spojrzeniach, czymkolwiek. To był jeszcze czas, by ktoś z nich mógł się wycofać, albo pokazać jakieś swoje widzimisię. Nawet, jeśli mało ją to w tej chwili obchodziło. - Żadnej samowolki, chyba, że dojdzie do niespodziewanego spotkania z wrogiem. Oczywiście wszystko w ramach rozsądku. I nie rozdzielać się. Jak komuś chce się lać, najpierw proszę zakomunikować, żeby potem nie biec za resztą grupy w pośpiechu zaciągając portki na dupę i zaliczając glebę, bo już i tacy się zdarzali. - dodała, jak widać wcale nie owijając w bawełnę. I nie, nie oczekiwała tutaj, że będą ją prosić o pozwolenie na odlanie się, absolutnie. Potrzeba jak każda inna, a lepiej, żeby dopadła teraz, niż w czasie walki. Chociaż... czy ktoś myślałby o czymś takim podczas potyczki? Wątpiła.
- I nie zawracać sobie tymczasowo głowy wężem. Od tego jest Grupa Obrońców, specjalnie dobranych do tego ludzi. Nie zastanawiajcie się nad tym, co czeka was dalej, bo i ja wam tego nie powiem. Zwracajcie uwagę na wszystko, co wyda wam się podejrzane. Stąd też nie przekrzykujcie się nawzajem w rozmowie, by móc więcej usłyszeć. - powiedziała, przechylając nieco głowę, jakby chcąc dotrzeć do Kishio i Kyoushiego. Rzecz jasna nie miała na myśli tego, że będą głośno rozprawiać i zagłuszą wszystkich. Tu ewidentnie biła do umiejętności Kishio, które doceniała równie mocno, co Hisui. Takie rozstawienie jednak wydawało jej się rozsądniejsze. - Jakieś pytania, zanim banda dzikusów wyskoczy nam przed nosem? - zapytała całkowicie poważnie, nie mając zielonego pojęcia czy tak będzie czy nie. Może uda im się zdobyć potrzebne informacje, dowiedzieć się cokolwiek o tej bestii, która tak zniszczyła Mur i o ludziach, którzy zamieszkują te tereny. Dowiedzieć się, jak zdusić to jak najszybciej. Czegokolwiek się dowiedzieć, by nie pozwolić przedrzeć im się dalej.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 742
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Hisui » 25 wrz 2017, o 18:22

Pokazała Takeshiemu język na jego komentarz, ale nie ciągnęła dalej tych złośliwości. Inaczej musiałaby wspomnieć o rekinich zębach i zainsynuować większe pokrewieństwo z sardynkami niż z rekinami. Nie wspominając o skrzelach! A o tych lepiej wcale było nie mówić, skoro je ukrywał to miał powód. Nie zamierzała "gadać" o tym przy tylu świadkach. Grzecznie się ustawili w formacji i ruszyli.
Prychnęła na jego komentarz i zrobiła nadąsaną minę, jakby pokrzyżował jej plany.
- Jaka szkoda, a miałem zamiar pogłaskać go po brzuszku. Poza tym, wiesz ile par drogich butów możnaby uszyć z jego skóry? Panny by się o nie zabijały! - zapisała, przerywając na chwilę obserwację. Bez włączonego byskugana widziała tyle, co inni, więc nic niezwykłego, a z uruchomieniem go czekała na polecenie Sowy. To jednak nie zwalniało z czujności! Na razie jednak przypominało to wyjątkowo ostrożny spacer z przyjacielem. Po terenach za murem. W zbrojnej obstawie.
Tia, spacerek...
Hisui otworzyła szeroko oczy na wieść o gładkim powrocie do klanu Takeshiego. Do tej pory wydawało się jej, że to się wiąże z wieloma problemami, wieczną kontrolą i ograniczeniami.. Ale on to przedstawił inaczej. Dostał własne mieszkanie, nie jest wyrzutkiem, ale nadal robi co chce i jest wolny. Jednak czy każdy klan by tak postąpił? Teraz dał jej niezłe powodu do myślenia.
Jednak poklepała go po ramieniu, kiwając głową, gratulując w ten sposób. To była przecież dobra nowina, prawda? I tym razem nawet nie zamierzała go bić!
Kiedy zadał pytanie podrapała się ołówkiem za uchem. To fakt, nie powiedziała mu nic ciekawego.. W sumie to zapytał o to kiedyś, ale to zignorowała. To nudna historia, zawsze to powtarzała. Jednak znali się już jakiś czas, a on nic o niej nie wiedział. Nawet jej nazwisko poznał dopiero przed chwilą. Mogła mu coś o sobie powiedzieć, prawda? Nawet jeśli nie bardzo było co.
- To niezbyt ciekawy temat. Moi rodzice mnie przygarneli kiedy byłam niemowlakiem i wychowali jak swoje. A biologicznych nie znam. Jeden z nich musiał być z rodu Hyuuga, skoro mam ich dojutsu, więc pewnie jestem nieślubną córą kogoś tam. Nigdy w klanie nie byłam - wzruszyła ramionami - kontakt ogranicza się do listów, na które nie odpisujemy i tego dziwnego chłopaka, którego kiedyś spotkaliśmy w gorących źródłach - zmarszczyła brwi, przypominając to sobie - twierdził, że jego lider klanu kazał mu mnie pilnować, ale zaraz gdzieś znikł. Dziwna sprawa - naprawdę to było nietypowe. Niemal tak jakby została zmyślona przez jakiegoś erotomana żeby się wybielić, ale nie o tym mowa. Przeczesała dłonią włosy, zastanawiając się, ale w sumie to byłoby tyle. Nie miała co powiedzieć więcej.
- A ja słyszałam plotki, że na wyspach było ostatnio gorąco. Wiesz coś o tym? - przypomniała sobie po chwili, wracając do obserwacji i teraz dając chłopakowi pole do wygadania się. W tym momencie włączyła się do dowódczyni, przekazując jej kilka zdań. Hisui odwróciła głowę w jej stronę, słuchając tego co miała do powiedzenia. Kąciki ust uniosły się jej nieco do góry, kiedy wspomniała o nie gadaniu o głupotach i wężu. Cóż, ona nie czuła jakby gadała z Takeshim o głupotach, a zgodnie z poleceniem lepiej się zapoznawali. Za to kiedy wspomniała o słuchaniu, jej wzrok automatycznie powędrował w tył, w stronę Kisho. Niewątpliwie do niego piła. Hisui uśmiechnęła się szeroko do niego, żałując przelotnie że nie ma rekinich zębów Takeshiego albo kłów i rozciętych policzków jak Tsukune. Ich uśmiechy od razu robiły piorunujące wrażenie.
Potem wróciła wzrokiem do rybiastego, uśmiechając się do niego miło i pogłaskała go czule po ramieniu.
- Porozmawiamy o naszych słabościach, Takeshi-senpai? <3 - jej maślany wzrok, słodki uśmieszek i treść liściku nie pozostawiały wątpliwości. Hisui bezczelnie się z kobiety nabijała, korzystając ze swojego sposobu komunikacji, zwłaszcza że zaraz później roześmiała się bezgłośnie.
Jednak na zachętę do zadawania pytań podniosła rękę do góry i zamachała, a zaraz po tym zapisała.
- Co ile czasu mam sprawdzać okolicę? Czy mam z tym czekać na polecenie? - zapisała, poważniejąc. Żarty żartami, ale musiała się wywiązać z obowiązków. Mogła się wydawać niepoważna, a może nawet taka była, ale nie chciała ich wprowadzić w pułapkę, prawda?
"Bo o to przecież chodzi, prawda? Trzeba dokonywać wyborów. Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji.
I zawsze, zawsze wybiera sam.
"
Avatar użytkownika

Hisui
 
Posty: 450
Dołączył(a): 2 paź 2016, o 17:17
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2877&p=37814#p37814
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Kisho » 25 wrz 2017, o 18:56

Nazwanie celu całej wyprawy bardzo niejasnym, jak to uczynił Kyo, było prawdą w stu procentach. Nikt, przynajmniej nikt niewtajemniczony, tak naprawdę nie wiedział, w jakim konkretnym celu udają się na teren wroga, zwłaszcza że w tym samym czasie, kiedy to kilka jednostek wyrusza na ekspedycję, reszta zgromadzonych z obozowiska ludzi przygotowuje się do odparcia szturmu i walki na śmierć i życie. Tak czy owak, powód, dla którego wysłano mały oddział zwiadowczy na teren wroga musiał być naprawdę poważny, bo przecież zawsze mogli zostać parę minut dłużej przy murze i tym samym wspomóc obrońców, a dopiero później po walce albo gdy obejmą prowadzenie i zwycięstwo będzie tylko kwestią czasu, ruszyć przez obce ziemie. Co więc było tak ważne, że opuszczali towarzyszy w takiej chwili? O czym im nie mówią albo jaki fakt starannie ukrywają i dlaczego, do diaska, dlaczego wszystko wygląda tak jakby miało klauzulę najwyższej tajności? Rany boskie, przecież nawet nie podzielono się z nimi wiedzą, już i tak wcześniej zebraną, na temat obszarów poza murami. Jedynie Sowa, ich dowódca miała pełny obraz tego w co się pakują i co na nich tam czeka, ale nie wyglądało na to by zechciała coś wspomnieć. Ba, nawet sama się do tego przyznała. Wyglądało więc na to, że reszta będzie musiała całą tę tajemniczą wiedzę pozyskać samodzielnie, bazując na własnych doświadczeniach. Szkoda tylko, że ta nauka co niektórych może srogo kosztować. No ale cóż, po co mówić o istotnych rzeczach, które mogą im pomóc i ocalić ich tyłki skoro lepiej prawić kolejne pouczenia i rozkazy.
- Lepiej byłoby, gdybyśmy wcale nie musieli próbować się zgrać - odpowiedział towarzyszowi, także z lekkim uśmiechem na twarzy i podał mu dłoń, albo bardziej w formie odpowiedniego przywitania niż powierzenia swojego zaufania. W końcu trudno ot tak komuś w pełni zawierzyć, zwłaszcza obcemu. Nie oznacza to jednak, iż Kisho mówiąc najprościej, oleje go i pozostawi, gdy zrobi się niebezpiecznie. Jeśli będzie trzeba to będzie go wspierał chociażby wbrew rozkazom Uchihy - Spokojnie, nie jestem w gorącej wodzie kąpany - zapewnił, choć trudno ocenić czy mówił w pełni racjonalnie. Prawdą jest, że faktycznie nie działa pochopnie i stara się każdą czynność przemyśleć albo chociaż z grubsza oszacować pod względem strat i korzyści, jakie ze sobą niesie, ale bywa i tak, że nieświadomie wręcz prosi się o śmierć. Dobrym przykładem ku temu było, chociażby rzucenie się wprost przed notkę wybuchową, by ocalić nieznajomego samuraja, który notabene próbował go zabić. Tak więc, jak to mówią, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, choć jeśli coś podobnego zdąży się podczas wyprawy i to właśnie Kyo będzie na miejscu uratowanego szermierza, to nie powinien mieć żadnych problemów, ne? Puki co jednak Kisho pozostawał przy pozytywnym myśleniu i wierzył, że dzięki umiejętnościom Hisui zdołają przebrnąć przez każde niebezpieczeństwo cali i zdrowi, a jeśli nie i znowu będzie musiał za kogoś nadstawić karku i doświadczać kolejnej wizyty w niebie, to czemu by nie? Chłopak nie miał problemów w poświęceniu siebie, zwłaszcza jeśli swoją ofiarą ocali kogoś innego. W trudnych sytuacjach nie myśli o tym, co stanie się z nim, tylko działa i ratuje innych. Taką obrał drogę i tego się trzyma po dziś dzień, a skoro jedna śmierć nie zdołała zmieć jego nindo, to chyba nic nie zdoła.
Wracając jednak do rzeczy ważnych i ważniejszych, a w zasadzie mało ważnych, bo do kolejnej paplaniny Sowy. Większość z jej monologu każdy już zawczasu zdawał sobie sprawę. Wybierają się na obcą ziemię pełną wrogów, praktycznie będą poruszać się po omacku, a jakby tego było mało nikt z grupy wcześniej się nie znał, no prawie nikt. Chyba jasnym było, że muszą uważać, cały czas trzymać się drużyny i nieco sobie zaufać, nie? Chyba że kierowała te słowa do najmłodszych, bo jakby nie było, co niektórzy z grupy wyglądali jeszcze na małolatów, a nie wiadomo co takim w głowie siedzi. Kisho ich nie znał, więc mógł się mylić, w końcu oceniał jedynie po tym, co widział - po wyglądzie, gdyż jak na razie tylko ten czynnik miał do dyspozycji.
Nagle poczuł na sobie wzrok, nawet nie jeden. Uchiha ewidentnie miała coś do jego umiejętności, ale jak już wspomniał, potrafił wyłapać jedynie co prostsze dźwięki obserwowanych przedmiotów i nic więcej. No chyba, że chodziło jej o co innego, ale chłopakowi tylko to jako pierwsze wpadło do głowy. W odpowiedzi jedynie nieznacznie się uśmiechnął, dając do zrozumienia, że rozumie, przynajmniej częściowo. Na wzrok innych, zareagował jedynie lekko podniesioną brwią i bacznym spojrzeniem prosto w oczy. Czyżby i oni coś do niego mieli? Już chciał ich nieco postraszyć i zmieć błękit swych oczu na krwistą czerwień, robiąc jednocześnie jakąś wymyślną diabelską minę dla większego efektu, ale ale. To nie jest miejsce i pora na takie zabawy, a i chakry szkoda, prawda?

Pytania? - powtórzył w głowie usłyszane słowo, które padło z ust kapitan. Jasne, że miał pytania, masę pytań, jak pewnie każdy stojący obok, ale czy Sowa była wstanie na nie odpowiedzieć? Próbowałaby w ogóle? Najpewniej nie, bo albo, jak już to było wspomniane, byłaby to wiedza pod paragrafem tajne przez poufne albo najzwyczajniej nie potrafiłaby odpowiedzieć z czystej niewiedzy.
Kisho zaciągnął kaptur z popielatego płaszcza na głowę, przygotowując się do długiego wymarszu w nieznane. Tym samym dał też wymowny i miejmy nadzieję wyraźny znak, że z jego strony brak jakichkolwiek pytań.
Najłatwiej i najszybciej zarobione stosy ryo w krótkim czasie... Jasne - pomyślał, spoglądając w niebo i przeklinając się za dotychczasowo podjęte działania. Słuszne, bo całą najemniczą wypłatę chciał oddać klanowi jako dofinansowanie odbudowy po wojnie, ale niewspółmierne z kosztami, jakie przyjdzie mu być może ponieść. Bo wiecie, trupowi raczej nikt nie przeleje należności za wkład w misję, a nawet jeśli, to i tak później nie trafią one na wyspę w ręce Ranmaru. Z drugiej jednak strony, wychodzi na to, że i tak w jakiś sposób im pomaga, broniąc ich przed wrogiem zza muru. Może więc nie jest tak źle, jak mu się zdaje?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 194
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Ren » 25 wrz 2017, o 22:30

Ren szła za dowódczynią w ciszy. Jej szefowa odwracała się co chwilę i coś mówiła. Tu o odłonczaniu się od grupy, a tu o atutach i słabościach. Nasza bohaterka niby słuchała, ale raczej była pogrążona w swojich myślach. Nigdy nie była na tak ważnej misji więc to normalne, że czuła lekkie "podekstcytowanie". Możliwe było, że nigdy już z owej misji nie wróci. Już nigdy nie napije się sake. Nigdy nie zobaczy tych samych ludzi z Shirin. W sumie nie ubolewała nad tym, aż tak. Nie lubiła przywiązywać wagi do znajomości. Tym bardziej nie chciała ich zawierać z osobami na ekspedycji. Jak już to może zamieni kilka słów z tymi co przeżyją. O ile kto kolwiek przeżyje. Śmierć. Ta jedna myśl cały czas była w jej głowie. Nie dawało jej to spokoju. W pewnym momęcie rozmyślania postanowiła się zmobilizować. Musiała być cały czas skupiona. Może nie skupiona na wykrywaniu czakry bo w grupie było od groma lepszych sensorów.

Jedno było cały czas pewne. Ren nie miała zamiaru zbliżyć się do węża. Można powiedzieć, że nie chciała go nawet zobaczyć z daleka. Chciała aby wąż zrobił rzeź na murze a potem aby go zabili. Ona wróciłaby tylko na gotowe. Zobaczyła by ciało gada, zabrała łupy i tym podobne rzeczy materialne i udałaby się w swoją stronę. Czyli pewnie upić się. Pierwszym miejscem które odwiedzi w mieście kupiecki będzie najlepsza karczma w mieście. Potem ewentualnie udałaby się na plażę.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 61
Dołączył(a): 15 sty 2017, o 21:39
Wiek postaci: 17
Ranga: Wyrzutek D
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3199
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Toshio » 25 wrz 2017, o 22:44

Czasami umysł zalewany był przez masę natrętnych myśli. Mąciły w głowie, domagając się natychmiastowego rozwiązania, ale nie zawsze wtedy ustępowały. Jednym z nich, na jakie chłopak był szczególnie wrażliwy, stanowił fakt, że dookoła niego znalazło się mnóstwo unikatowych shinobi. Zdolności podyktowane tylko dla nich, które nie w sposób posiąść. Gdyby nie posiadał własnego talentu, mógłby żywić pewnego rodzaju urazę do ninja z zaawansowanym limitem krwi. Jednak ten fakt był z natury intrygujący. Zwłaszcza, gdy skupić się na technikach wzrokowych. Ich niesamowitość rozpalała w młodym Senju ogień namiętności. Oczywistym był fakt, że kusiło go kontrolowanie tego rodzaju jutsu. Poznanie specyfiki Byakugana czy bliźniaczego białym oczom Tsūjitegana tylko podsycało jego ciekawość względem Sharingana. Najbardziej tajemniczy z tej trójki. Trafił mu się los na loterii, bo w drużynie było aż trzech przedstawicieli klanu Uchiha. Jasnym było, że szczery podziw kierował jedynie do Rokuro-sama, która to pokazała wartościowy obraz tego Doujutsu. I skoro Toshio nie miał szczęścia do zaprzyjaźnienia się z nikim z grupy, to chociaż mógł urozmaicić sobie czas rozważaniami. Czerwień w spojrzeniu kobiety uwodziła, chociaż równie dobrze mogła być spowodowana oddziaływaniem silnej iluzji. Czy faktycznie mimo dobrych zamiarów były na tyle niebezpieczne, żeby nie narażać nikogo na dłuższe spoglądanie? Dość zawiły temat, jak na obecną chwilę.
Toshio poruszał się z nurtem i nie wydawało się, aby ktokolwiek miał opory przed dalszą akcją. Być może niewiedza skłaniała wszystkich do ostrożności, przez co nie wykazywali się odpowiednim zapałem. Chłopak także nie okazywał entuzjazmu, który mógłby naruszyć strukturę ich zgrupowania. W końcu były narażony na ocenę własnych poczynań. Jak dotąd zignorowany, zaś w najgorszym wypadku zgaszony przez reprymendę Sowy. Stanowili grupę, w której próżno szukać sielankowego wydźwięku. Zawsze starał się dobierać dobrą minę do złej gry. Znajdować zabawne akcenty w ponurej sytuacji. Niestety przed nim jedynie ciężki trud przeżycia. Niewłaściwy krok i zginie - powinien być tego świadomy, jak pierwszego posiłku każdego dnia. Bycie zaprogramowany w ten sposób pasowało do hołoty najemników, której wszystko jedno, by tylko otrzymali monety. Musiał wierzyć, że każdy był kowalem własnego losu. Nie trzymać się ślepo narzuconych reguł. Dlatego za każdym razem odczuwał ekscytację. Niby nie wiedzieli, co czeka ich za murem. Nikt im nie przełożył sytuacji, co do dzikich plemion. Wymieniać i tworzyć kłótnie było łatwo. Nikt nie pomyśli o tym, że znali swój obowiązek. Gdzieby się nie znaleźli wystarczy, że utorują sobie drogę. Kosztowało to nieco wysiłku i wartości moralnych, lecz było im to pisane. Jako shinobi mieli przemoc we krwi. Żeby nie przejmować się głowieniem nad irracjonalnością ich pobytu tutaj, wystarczyło znaleźć miejsce w szyku i przebyć tę podróż razem.
Zniecierpliwiony trochę na punkcie oczekiwania Toshio nasłuchiwał. Jego spojrzenie przechodziło z terenów nieopodal na dowódczynie, aby wymusić kolejną sekwencję działań. Wkrótce potem jego uwagę zainteresował rumor. Zdawało się, że wszyscy wiedzieli już o zbliżającym się najeździe nieprzyjaciela. Armia wroga nie próżnowała. Sam fakt, że wieść o zniszczeniu Muru na tym odcinku rozeszła się w tak krótkim czasie i że obie strony zdołały przygotować się do ataku, napawa grozą. Nie potrafił jeszcze myśleć na taką skalę. Stanowił jedynie jednostkę w małym oddziale. Uczył się współpracy z innymi indywiduami o różnym charakterze. Wszystko sprowadza się do tego aby poznać istotę człowieka. Reszta należała do czystego przypadku. Toshiemu trafiło się miejsce z tyłu. Bardzo wygodnie było zajmować centralny punkt formacji. Jak sądził, to najmniej narażona część, ale za to wymagająca więcej od użytkownika. Cała piątka spajała szyk i musiała reagować na to, co działo się przed nimi oraz za sobą. Wspierać w kłopocie zarówno kierujących wyprawą, jak i stanowiła przedłużenie pleców. Jakkolwiek sobie tego nie tłumaczyli inni wierzył, że każdy da radę.
- Stać nas na wiele, więc pokażmy się z najlepszej strony. - powiedział ochoczo, aby wyrazić jakiś pozytywny punkt widzenia. Zachęcić do działania i pokrzepić smętne myśli. Rozpędzić tą siejącą postrach machinę. Niech prą naprzód. Samo zejście z muru dodało Toshiemu energii, przez co na pewno trudności staną się lżejsze. Słowa Rokuro-sama traktował z przymrużeniem oka. Standardowe upewnienie się, czy nikomu nie przychodziło nic niestosownego. Gdyby faktycznie chciał zająć się wężem w pojedynkę, byłby też zdolny do zastraszenia połowy armii wroga. Tak przynajmniej podejrzewał. Posiadał o tyle komfort, że ktoś silny czuwał nad nimi i nie musieli być zdesperowani na punkcie misji.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 332
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak, Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 2 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Takeshi » 26 wrz 2017, o 08:25

Dużo osób szło w ciszy, nie rozmawiało, może skupieni byli na swoim zadaniu, albo nie chcieli za dużo powiedzieć o swojej osobie w tak zróżnicowanym towarzystwie. Chyba prócz ich dwójki to nikt wcześniej się nie znał, nie wdawał się w dyskusję i nie rozprawiał o starych, dobrych czasach. No może prócz dwójki z tyłu, tylko tych dwóch zdawało się być normalnymi, ludźmi. Skoro działali w parach, czy to większych grupach to musieli ciągnąć dialog. Ten dialog pozwoli im potem zrozumieć się podczas walki.
-Szczerze powiedziawszy to nie chciałbym czegoś tutaj znaleźć. Przynajmniej nic, co będzie chciało nas zjeść, zabić, poszatkować, czy pokroić na kawałki. Kto wie, jakie mają tam... przyzwyczajenia. - rzucił do tych z tyłu. Jak im tam było? Kisho i Kyoushi - zupełnie jakby się zgrali z tymi imionami. Odwrócił do nich głowę i wyszczerzył ząbki, by po chwili dodać:
-Chrońcie nasze tyły - jak nie moje, to tych obok mnie, bo szkoda byłoby je stracić - wspominał oczywiście i dolnych częściach pleców damskiej części ich drużyny, na których można było zawiesić oko na chwilę lub dwie. Kto by chciał, by takie krągłości popadły w niełaskę barbarzyńców? Zwłaszcza w jednej z nich i tym razem nie miał na myśli podtekstów. Obecnie wiedział, że tylko jedna osoba skanuje okolicę i miał nadzieję, że nikt nie umknie jej uwadze. Każdy widział nadzieję w wyłupiastookiej - to oczywiste, jej zasięg był po prostu nieziemski. Jednak jeżeli jej zabraknie, jeżeli zabraknie jej chakry to znajdą się w głębokiej dupie. Może dlatego pozostali sensorzy się obijali? Albo po prostu wierzyli w jej zasięg. Tego Takeshi nie wiedział, miał nikłą wiedzę o tego rodzaju zdolnościach. Wierzył w nie jako pewnik - po prostu są jakimś sposobem. Używali chakry - fiku miku - wiedzą gdzie kto jest i co robi, a może jeszcze kto z nich posługuje się chakrą. Niesamowita zdolność. Zwłaszcza, że mogła widzieć wszystko dookoła, mogła obserwować tereny poza murami na tak ogromną skalę i zachowywać przy tym spokój. Jego rozważania przerwała jednak Sowa, która miała wprowadzić swoje zasady cokolwiek to miało oznaczać w tej chwili. Zaczyna się robić zabawnie. Brakuje jeszcze przejażdżki na ogromnym wężu. Rybolud poczuł, że chodzi tu pewnie o tyły, ale także i jego samego. Hisui zaś nie mogła się rozgadać, bo nie umiała mówić hehe. Nie za bardzo rozumiał co ma znaczyć gadanie o pierdołach - jak inaczej można nazwać zwykłą rozmowę? Po prostu bezsensowne gadanie podtrzymujące jakikolwiek dialog. Mieli gadać o poważnych sprawach, polityce, sposobie przyrządzania wołowiny? Gdy usłyszał o uratowaniu tyłka osoby obok to rybokage poczuł się wywyższony ponad innych. Obok niego szły najlepsze tyłki i to je właśnie mógł uratować! Podobał mu się brak samowolki - w ich drużynie byłoby to co najmniej zgubne. Potem zaś dostał karteczkę od Hisui - a przynajmniej pierwszą z nich.
-Kobieta... jedno jej w głowie - rzucił pod nosem wyrzucając karteczkę gdzieś na bok i kręcąc głową. Z jednego takiego węża to byłby dobry biznes, ale Ci na murze raczej nie robili biznesplanów, tylko spieprzali gdzie pieprz rośnie. Albo bronili swojej twierdzy i lepiej, by tak pozostało, dopóki nie wrócą. O ile będą mieli do czego wracać. Wracając jednak do żywych tych karteczek, które teraz otrzymywał nie czytał na głos. Zwłaszcza o tym całym rodzie Hyuuga i bycia nieślubną córką. Wziął jednak od niej ołówek i nabazgrał (całkiem ładnym pismem wbrew pozorom) odpowiedź:
-To widzę, że oboje jesteśmy bękartami - po czym wystawił język i przypomniał sobie miłe chwile w gorących źródłach. Może byłyby milsze we dwójkę, niż z tym... kimś. W sumie to nawet nie pamiętał jak ten ktoś się nazywał, ale widać było po nim dumę. Dumę zapewne z tego rodu, skoro o tym rozmawiał z białogłową. Gdy dostał karteczkę o wyspach także wolał nie mówić na głos. To był całkiem niezły sposób rozmawiania - po cichu, nawet najbardziej wyczulone ucho nie mogło usłyszeć takiej rozmowy.
-Na wyspach? Co Ty same nudy. Wojna, pewnie bardziej krwawa niż to, co przeżywają teraz te leszcze na murach. Dużo ludzi, dużo krwi, fajna zabawa. No może prócz tego, że lider mojego rodu i Hoozukich i jeszcze jeden chyba wącha teraz kwiatki od spodu. Ale niby sobie wszyscy wybaczyli, jest pięknie i możemy się kochać jak bracia! W teorii. Ale jak mówiłem, ja z tego wyciągnąłem niezłe profity i hmm... jestem weteranem! A tak naprawdę to nie jest tam gorąco, na tamtej wyspie było lodowato albo i gorzej - zapisał ten wykrzyknij jako trochę większy i z dumą przekazał karteczkę wyłupiastookiej. Nie wiedział czy to odpowiednie słowo, ale brał udział w wojnie, więc czemu nie? I co najważniejsze wrócił z niej cało i to z tarczą, a nie na tarczy. Teoretycznie rzecz biorąc to Rybokage trzymał się zasad Sowy - nie gadał o głupotach, tylko o nich pisał, więc nikt inny nie musiał tego skupiać i dekoncentrować się. W końcu każdy był skupiony na swoim zadaniu, prawda? Potem poczuł na swoim ramieniu dotyk jej ręki i spojrzał na nią z góry lekko zaskoczony. Przeczytał liścik i spojrzał w jej oczy i w sumie żałował, że tym razem Sowa tego nie usłyszała. Żarcik sytuacyjny, którego dowódczyni nie mogła zrozumieć, skoro nawet nie wiedziała na co się składa.
-Pewnie, najlepiej "zakomunikujmy" Sowie że potrzebujemy na to dłuższą chwilę - odpisał jej na karteczce, po czym położył rękę na jej biodrze i przyciągnął do siebie patrząc czy nie ma tam jakichś słabości, które mogłyby zniweczyć ich misję oczywiście. Na wyprawie poza mur nie było czasu na sprawdzanie tych słabości, ale później? Dotyk zgrabnego ciała stanowczo poprawił mu humor i już nie musiał myśleć o dzikusach ujeżdżających ogromnego węża. Przynajmniej będzie jakaś motywacja, żeby wrócić cało z tego szaleństwa. Szedł tak jakiś czas spoglądając na kolejną karteczkę i stwierdził, że to raczej musi już przekazać, bo to dość ważne. Zastanawiał się czy inni sensorzy skanują okolicę tak jak ona, czy obecnie wszystko jest na jej barkach.
-Białooka pyta co jaki czas ma sprawdzać okolicę. Prosi o jakiś znak kiedy ma używać tej swojej zdolności - rzucił do Sowy oczywiście. Dziwne było dla reszty słyszeć reszcie ten jednostronny monolog często nie wiedząc nawet co dokładnie dziewczyna przekazuje. Jakie wiadomości wysyła do świata i czy w ogóle rybolud dobrze je przekazuje.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ekwipunek
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
-Wakizashi (przypięte za plecami)
-Miecz obosieczny - z lewej strony
-Tachi - z prawej strony
-Kabura na broń
-Torba
-Plecak
-Rękawice
-Płaszcz
-Zbroja
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
W kwestii kuźni/wt zapraszam też na GG :)
PH Bank
Misje 0/4
Avatar użytkownika

Takeshi
Najlepszy Game Master
 
Posty: 857
Dołączył(a): 14 wrz 2016, o 10:11
Wiek postaci: 23
Ranga: Szalony Doko
Krótki wygląd: Ostre, rekinie zębiska
Dwa metry wzrostu
Krótkie, czarne włosy
Widoczny ekwipunek: Zbroja - obrazek w KP
Przy każdym z boków widnieje miecz
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2788
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Rakan » 26 wrz 2017, o 18:13

Rakan szedł sobie trzymając tempo, co prawda zaczynało mu się odrobinę nudzić. Nawet trochę bardziej niż odrobinę. Nie był przywykły do ciągłego maszerowania i co kilkanaście kroków poprawiał lekko gurdę na plecach bo ta zaczynała mu ciążyć, a być może po prostu irytowała go z bliżej nieznanego powodu. Obok dalej szedł ten dziwny koleś. Nic nie dało się chyba na to poradzić, ale Rakan na pewno nie zamierzał powierzać mu swojego życia czy chociażby zaszczycić go rozmową. Tak więc podróż mijała bez zmian a chłopak nie podążył dokładnie za instrukcjami przywódcy stwierdzając że sam o siebie zadba.
Jedyne co to zasmuciła go informacja o braku konfrontacji z wężem, chętnie by się z nim zmierzył lub chociaż popatrzył co przeciw niemu jest w stanie zdziałać ta cała grupa ekspedycyjna...



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Rakan
 
Posty: 125
Dołączył(a): 6 maja 2017, o 14:42
Lokalizacja: Warsaw
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3564&p=50954#p50954
GG: 62746371
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Juuzou Yamanaka » 26 wrz 2017, o 21:49

Sowa jasno wydała polecenia, które traktowały o szyku jaki przyjdzie przyjąć całej grupie by ta miała jak największa skuteczność jeśli chodzi o wykrycie potencjalnego wroga. W dużej mierze było to rozlokowanie losowe, pomijając prżód tej formacji ale bacząc na to jak wiele zmysłów sensorycznych ma wśród przybyłych ta ekspedycja to nie można było raczej popełnić rażącego błędu. Dodatkowe dyspozycje jakich udzieliła kobieta pozwalały sądzić, że jeszcze minie kilka chwil nim przyjdzie im całkowicie się wyciszyć i zbliżyć do wroga. W takim momencie prowadzenie rozbudowanych konwersacji nie do końca jest rozsądne lecz kilka rzuconych, krótkich zdań faktycznie nie powinno zrobić nikomu krzywdy, narazie. Dla Juzou przypadło piaskowe dziecko, które zauważyło obecność niebiesko włosego chłopaka lecz nic nie powiedział i tez chyba nie za bardzo zapowiadało się by chciał pieczołowicie wykonywać rozkazy. Juuzou cały czas starał się dotrzymac chłopakowi kroku i być w miare blisko jego osoby, to właśnie umiejętności tego dzieciaka zaciekawiły go najbardziej więc wrodzona ciekawosc nie pozwoliła odstąpić od niego ani an chwilę. Co jakiś czas jednak Juuzou rzucał krótkie spojrzenia w strone posiadaczki już dobrze znanego mu Byakugana i teraz był już prawie pewny, ze dziewczyna nie mogła go znać więc albo cąły incydent obszedł się bez echa albo ta cicha osoba jest także zwolenniczką samotności i trzyma się z daleka od rodowych galimatiasów.
Bieegnąc tak obok chłopca koniec końców rzuciłw jego stronę:
- Używasz natury futonu prawda?
Nie oczekiwał od chłopca zbyt wiele jednak ten z całą pewnością usłyszał stwierdzenie.
Cały czas jednak nie tracił czujności jesli chodzi o swoje zmysłu sensoryczne i starał się miec na uwadzę tereny dookoła.



Statystyki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Zastosowane techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Juuzou Yamanaka
Letni Podrywacz
 
Posty: 208
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 08:12
Wiek postaci: 0
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3508&p=49984#p49984
GG: 0
Multikonta: Micheletto

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Kyoushi » 26 wrz 2017, o 22:11

    Białowłosy przyjął pozycję bojową... Jednak jeszcze nie teraz. Póki co musiał przestawić się z wesołej ekipy do zajęcia się ochroną swojej małej kompanii. Zdecydowanie, zadanie dla Kyu i Kish była wyjątkowa. Gdy oni opuszczą gardę to cała ekipa może mieć problemy, dostając z bata na plecy coś czego na pewno nie chcą. Mieli odpowiedzialną fuchę, podczas której może zupełnie nic się nie dziać, a w pewnym momencie wielkie BUM, które spustoszy połowę najemników. Na szczęście był tu Kyu, który spełniał nie jedno zadanie, wykonywał nie jedno zlecenie i był w nie jednych tarapatach. Jego bagaż doświadczeń i oczy jego nowego partnera mogły wspomóc grupę w każdej sytuacji. Tutaj potrzeba było defensywnej osoby, a także kogoś, kto może się urwać i niespodziewanie zaatakować zaskoczonego wroga, atakującego jak najgorszy tchórz tyły - tu w pozycji ofensywnego świra mógł być nie kto inny jak białowłosy Uchiha. W takich akcjach czuł się najlepiej.
    Chłopaki w środku przeszli rotację, gdy białowłosy wymienił uścisk dłoni z nowym partnerem i te parę słów, które były bardzo pocieszające. Nie był to przynajmniej jakiś świr, więc czerwonooki członek rodziny z Sogen mógł śmiało założyć, że może mu zaufać. Nigdy z tym nie miał problemu - a sam przybył tu zupełnie w innym celu jak ekspedycja, jednak zawsze warto mieć kogoś, kto nie zawaha się podjąć ryzyka i... Odpłacić zaufaniem szermierzowi błyskawicy. Po chwili, kierowniczka zaczęła swój monolog, którym chciała rozwiać wszelkie wątpliwości, a także zapobiec jakimkolwiek zbędnym rozmowom czy też czymkolwiek innemu co nie przysłuży się tej szlachetnej, ale jakże naiwnej misji. Białowłosy zerkając w stronę dzikusów i węża, jedynie kiwnął głową na znak zrozumienia, a także już prawie szepcząc odpowiedział druhowi.
    - W każdym razie, domyślam się, że nawet jak 'wyparuję' to nie spuścisz mnie z oczu. Dobrze wybrała... - skomentował, samemu zaciągając kaptur. Nastawił się na szybkie eliminowanie wroga pod osłoną nocy, tak jak to robił najlepiej, uświadamiając kamrata, że może co rusz przechodzić do ofensywny, jednak zawsze wraca. Do tego idealną umiejętność posiadał młody Ranmaru, dzięki czemu nigdy nie zgubi Kyu, który chętnie z tego skorzysta, wiedząc, że może sobie pozwolić na więcej, przez co cała grupa może skorzystać. - Gdy tylko coś będzie nie tak, daj jakiś znak, nie tylko Sowie. - dopowiedział między nimi, gdyby tylko coś się działo. Wtedy białowłosy mógłby szybciej zareagować i zaskoczyć tego, który potencjalnie chciałby zaskoczyć... Zaczynamy zabawę!

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Kyoushi | Shiroyasha | Myśl
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 519
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Kraków
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny płaszcz skrywający białe kimono i katanę.
Widoczny ekwipunek: Katana na plecach, czarny płaszcz, czarna zbroja na białym kimonie, Wakizashi przy lewej nodze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Kenjiro » 27 wrz 2017, o 01:35

Mieli już ułożony szyk formacji, brunet tylko rozglądnął się na ludzi koło niego. No nic specjalnego w sumie, chociaż nawet na chwile zawiesił oko na Toshio. Bez specjalnego powodu, po prostu wydawał się być spoko kolesiem, no i szedł najbliżej niego. A sowa mówiła że może on mu uratować życie broniąc jego pleców, nawet cieszył się że jest to on, a nie kto inny. Jednak i tak sam nie miał zamiaru zaczynać rozmowy, nie należał do gadatliwych. Wysłuchał z uwagą słowa sowy, chciał zrobić wszystko perfekcyjnie i się spisać. Wiedział też że z jej radami jego szanse przeżycia znacznie rosną, chociaż ani mu w głowie było rozdzielanie się, a także nie chciało mu się odcedzać kartofelków. Wąż go kompletnie nie interesował, nie była to jego sprawa tak jak powiedziała przywódczyni. Nie miał też żadnych pytań, skoro nie wiedzieli na co natrafią to przecież nie będzie jej wypytał o wszystko. Po prostu maszerował dalej rozglądając się po okolicy i wypatrując potencjalnych zagrożeń.
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
4 kabury na broń, dwie przypięte do pasa na kimona, a następne przypadają po jednej na nogę. Torba na prawym pośladku przypięta do pasa. Ochraniacz na czole z symbolem klanu Uchiha. Rękawiczki. Płaszcz.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenjiro
 
Posty: 40
Dołączył(a): 28 sie 2017, o 12:48
Wiek postaci: 15
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4046#p58944
GG: 51476449
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Venus » 28 wrz 2017, o 10:01

Obrazek

Owszem, każdy mógł traktować słowa kobiety jak chciał. Jednak musiała to wszystko powiedzieć, żeby potem ktokolwiek z nich nie miał pretensji, że nie wiedział. Jak się nie będzie stosował, będzie działał na własną odpowiedzialność, proste. Dobra, nie będzie też nikogo zostawiać na pastwę losu, to oczywiste, ale nie mogła wszystkich pilnować jak dzieci. To nie był ani czas, ani miejsce. Wszyscy o tym wiedzieli. A skoro rzucone zostały ostatnie najważniejsze słowa, to pozostało im przeć do przodu. Nic specjalnego się nie działo, więc nawet nie komentowała wypisywania karteczek, w ramach "rozmowy" między Hisui, a Takeshim. Będzie czas, będą mieli okazję się wykazać.
Nie była w sumie żadnych pytań, nie licząc jednego, dość podstawowego, którym głównie zainteresowana była białooka. Widziała na pewno na odległość 5km, więc to dawało im dużą przewagę. Tymczasowo wstrzymała dłonią młodą kobietę, jakby dając jej znak, że będzie ją o tym informować i to jeszcze nie ta pora. Przeszli jednak może jeszcze z półtora kilometra, podczas które Sowa nie odezwała się ani słowem i przystanęli. Kobieta ponownie odwróciła się przodem do reszty i skinęła głową na Hisui, której najwidoczniej jeszcze humor do końca nie odpuszczał.
- Możesz działać. - oczywiście nie dawała jej innych poleceń, białooka na pewno wiedziała, co ma czynić, czego szukać, upatrywać, wystrzegać. Do tej pory teren był dla nich przyjazny, nawet jeśli szli przed siebie z wielką niewiadomą. I rzeczywiście, nic nie dało się spostrzec. Żadnej żywej duszy na horyzoncie, nie licząc jakiś pojedynczych odgłosów, które jeszcze docierały z głównego pola walki, chociaż były ledwo słyszalne. Droga zdawała się być czysta, ale w pewnym momencie każdy z nich mógł poczuć, że ziemia zadrżała. Dziwne, zważając na to, że oprócz nich naprawdę nikogo w bliskiej okolicy nie było. Trwało to ledwo sekundę, po czym się uspokoiło. Dowódczyni zmarszczyła brwi, zerkając jeszcze raz na Hisui, jakby się upewniając, czy aby na pewno znajdują się na bezpiecznym terenie. Nim jednak zdążyła otrzymać jakąkolwiek odpowiedź, ziemia przed cała grupą zaczęła pękać i dopiero teraz dało się ewidentnie wyczuć i zobaczyć, że coś tu jest. Reszta zadziała się już wyjątkowo szybko, bo w górę, niczym strzała, wystrzelił zielony pęd, obkręcając się następnie sam wokół siebie. Jak szybko się pojawił, tak szybko się usadowił i ustabilizował. Na opuszczonym czubku był wielki kwiat, który jeszcze nie rozkwitł. Wielki, czerwony. Sowa spojrzała na niego czujnie, widząc, że te płatki nie są naturalnie czerwone. Ta czerwień przykrywała biel, jaką posiadał ten kwiat. I spadała, powoli, w kroplach.
- Krew? - zapytała samą siebie, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów. Teraz Hisui mogła idealnie przyjrzeć się temu, co się przed nimi ukrywało, a co pojawiło się niczym piorun z nieba. Ona już wiedziała, że to żyje, ale jakby w tym momencie było uśpione. Ren również mogła to wyczuć, znajdowała się do tego w idealnej odległości, by nie musieć składać pieczęci. Sytuacja miała się tak samo u Juuzou, ale również u Kishio, o ile zdecyduje się użyć swoich oczu. Członkini klanu Uchiha postanowiła też zobaczyć, co się przed nimi pojawiło. Jej oczy przybrały krwistą czerwień, niemalże taką samą, jaka właśnie skapywała na ziemię. - Żadnych gwałtownych ruchów, może na to reagować, a wydaje mi się, że już kogoś upolowało. - dopowiedziała, nie chcąc biegania w panice, ani rzucania się na tę roślinkę i wybiegania przed szereg. Nim jednak cokolwiek takiego mogłoby się zdarzyć, ziemia zatrzęsła się ponownie, tym razem na dłużej. Pękała dookoła nich, w odległości jakiś dziesięciu, dwunastu metrów. Błyskawicznie zaczęły pojawiać się kolejne pędy, w większości kwiaty były jednak białe. I było ich mnóstwo, wyrastały jak grzyby po deszczu, starając się otoczyć cała grupę, nie tylko w okręgu, ale również wyrastając nieco dalej, zwiększając swoją jeszcze nieruchomą armię. To najwidoczniej poruszyło pierwszy obiekt, który się przed nimi pojawił. Płatki zaczęły się rozchylać, ujawniając brzydkie wnętrze. Nie dało się nie zauważyć imitacji paszczy i ostrych kłów, które tak jak płatki, zabrudzone były krwią.


W razie jakichkolwiek pytań, proszę o PW.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1003
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Ren » 28 wrz 2017, o 23:16

Ren szła w miarę spokojnym krokiem. Z jednej strony była skupiona na otoczeniu a z drugiej strony pogrążona w myślach. Wszyscy musieli polegać na białookiej dziewczynie. Widziała na bardzo dalekie odległości więc raczej nic im nie groziło. Cała grupa nie wiedziała gdzie zmierza i co zobaczy. Szli tylko dalej prosto w głąb lasu. Nasza bohaterka była uspokojona. Nic nie przeszkadzało w jej rozmyśleniach. Szczerze zaczeło się jej trochę nudzić. Próbowała wsłuchiwać się w ledwo słyszalne odgłosy walki przy murze. Pewnie była już tam wielka walka. A w grupie ekspedycyjnej nadal nic. Jej myślenie o wszystkim i o niczym przerwała Sowa. Zatrzymała całą grupę i powiedziała coś do białookiej. Nagle ziemia zadrzała. Można było powiedzieć, że Ren i reszta się zaniepokoili. Przecież nie powinno być nic niebezpiecznego w pobliżu kilku kilometrów. Z pod ziemi nagle wystrzelił wielki zielony pęd obracający się w okół własnej osi. Na jego szczycie był...kwiatek. Nie tego spodziewała się Ren. Myślała o armi dzikusów na którą mieli być przygotowani o wiele wcześniej. Niestety umiejętności sęsoryczne zawiodły. Wszystko było okej do momętu gdy Ren nie zoriętowała się że to żyje i jest całe we krwi.O mięsożerny chwast cały we krwi. Może nas zostawi jak się już najadł? Pomyślała. Ren nie obchodziło co było pożywieniem "kwiatuszka". Nasza bohaterka wyczuła bez składania pieczęci, że to coś żyje. Czyli była mniej niż sto metrów od tego czegoś. Nie miała teraz głowy do liczenia ile dokładnie metrów dzieli ją od tego czegoś. Ren zamarła gdy pojawiły się kolejne wstrząsy. Im więcej ich tym więcej "kwiatuszków". Z pod ziem pojawiło się dużo więcej roślinnych wrogów. Tylko niestety nie najedzonych. Kwiatki były w okół Ren teraz o wiele bliżej niż wcześniej. Widzę cała jebana rodzinka chwastów przyszła się przywitać. Pomyślała. Do tego jeszcze pierwszy kwiatek zaczoł się otwierać. Gdy Ren zobaczyła jego paszczę natychmiast pożałowała przyjścia na tą ekspedycję.Narazie jej taktyką było:stój i czekaj na rozwój sytuacji. Jej ręce były przygotowane do chwycenia kusari-gamy.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 61
Dołączył(a): 15 sty 2017, o 21:39
Wiek postaci: 17
Ranga: Wyrzutek D
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3199
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Takeshi » 29 wrz 2017, o 10:13

Gdy Sowa powiedziała te dwa krótkie słowa przystanął na chwilę jakby bał się pójść dalej. Czyżby wyszli już z tego bezpiecznego zasięgu? Przewędrowali aż tyle, że oczy wyłupiastoocznej nie dawały im już poczucia bezpieczeństwa? Rybokage wolał poczekać na informacje od niej, ale tak to już w życiu bywa, gdy leniwa buła zbiera się do czegoś i zebrać nie może, więc musisz być tym pierwszym. Pierwszym, który poprowadzi resztę za sobą do boju i pewnie wrzuci w wir walki, by zaraz padli jak dłudzy rozszarpani przez roślinki. Drżenie ziemi nie było dobrym objawem, bo zwiastowało to albo coś ogromnego tam, przy murze, albo coś bliżej nich samych, co miało zaraz objawić się wszystkim. Trwało jednak chwilę, mimo tego spiął odruchowo mięśnie gotów do działania, a ręka odruchowo powędrowała w stronę miecza po jego prawej stronie. Czekał na jakiś sygnał od białogłowy na to, co ma robić, czy jest bezpiecznie. A co z pozostałymi sensorami? Czy oni nie skanowali w tym czasie okolicy wyszukując jakiejś bezpiecznej ścieżki poprzez całe to piekło? Widział reakcję Sowy, która tym bardziej przekonała go o tym, że to nie jest czas na luźne rozmowy i odprężenie się po ciężkim dniu gdzieś tam w krzakach na mchu.
Ściągnięte brwi, zerknięcie na Hyuugę - zupełnie jakby dowódczyni była tutaj pierwszy raz, pierwszy raz wyruszała w ten teren, a ponoć bywała tutaj kilka razy. Czy nawet w takiej odległości nie istniały żadne bezpieczne ścieżki? Znowu drżenie, tym razem teren się po prostu sam z siebie otworzył. Użytkownik ziemi? Bynajmniej, bo oto wielki klafutek pojawił się przed nimi, a słowa ich dowódczyni nie pomagały. Krew... Takeshi rzucił szybkie spojrzenie Sowie i czekał na wskazówki. Był jak sprężyna - gotów odbić się w każdym momencie, gdy tylko ktoś zluzuje tą niepewność, która utrzymywała go w miejscu. Hamował swoje podstawowe instynkty niejako naśladując kobietę w czerni. Nie zostali pouczeni o faunie i florze występującej tutaj, może to całkowicie normalne? Może takie stworzenia były tutaj na porządku dziennym.
-No to pięknie kufa... tylko pytanie czemu nam wystrzeliło prosto przed nosem - rzucił pod nosem, raczej wymsknęło mu się, nie zamierzał obecnie za dużo gadać, ale to było jakoś mimowolne. O ile potrafił hamować swoje ruchy, tak z językiem miał problem. Cały czas spoglądał na dowódczynię - żadnego działania? Mają tak po prostu stać i patrzeć jak... Nagle ziemia zaczęła pękać. Pieprzony argagamenon się zaczynał, a wraz z nim pojawiła się masa kwiatów, jednak nieco różniących się od tego pierwszego. Białe kwiaty, niesplamione jeszcze krwią. Pytanie nasuwało się jedno. Czy ten pęd był już najedzony i pojawił się tu zmącony zapachem, czy może jednak to była mała, zagubiona duszyczka, która stanowiła przystawkę. A może jeszcze co innego? Iluzja? Tylko jakim waflem mogła to być iluzja, skoro nie miał kto jej rzucić? Jeżeli jednak kwiaty zaczną atakować, to będą musieli w jakiś sposób się obronić. Rybokage wolał dmuchać na zimne - zaczął składać potrzebne pieczęci. Musiał być gotowy na to, że kwiaty wystrzelą w ich stronę, a bez sensora ani nie pójdą dalej, ani nie wrócą. W sumie to ci sensorzy na obecną chwilę na nie wiele się zdali, bo wpadli w pułapkę. Jak mogli nie zauważyć czegoś, co nakarmiło tą roślinkę a potem zniknęło? A może naprawdę to była iluzja? Gdyby jednak pędy stwierdziły, że wolą się rzucić na nich, to Rybolud uwalnia chakrę, by stworzyć wodną osłonę na ich przodzie i po bokach. Tył musiał sobie jakoś poradzić, nie widział innego rozwiązania. Może uda mu się powstrzymać to przed pożarciem ich nim w ogóle wejdą dalej w ten przeklęty las. A potem? Potem trzeba było wierzyć, że będzie dobrze i dadzą sobie radę.

Ewentualnie użyta technika:
Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Suijinheki

Pieczęci
Tygrys → Wąż → Szczur → Wąż → Tygrys

Zasięg Max.
10 metrów

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Defensywne jutsu, pozwalające nam na stworzenie wodnej ściany blokującej nadchodzące na nas ataki. Ściana ta jest w stanie zablokować wszelkie pociski i broń miotaną, techniki Taijutsu rangi D i umiejętności Ninjutsu rangi B. Zapewnia ona też znakomitą ochronę przed technikami Katonu - techniki rangi A (lub niekiedy nawet rangi S) nie są w stanie się przebić. Jutsu to wymaga jednak od nas dość dużych pokładów chakry.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ekwipunek
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
-Wakizashi (przypięte za plecami)
-Miecz obosieczny - z lewej strony
-Tachi - z prawej strony
-Kabura na broń
-Torba
-Plecak
-Rękawice
-Płaszcz
-Zbroja
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
W kwestii kuźni/wt zapraszam też na GG :)
PH Bank
Misje 0/4
Avatar użytkownika

Takeshi
Najlepszy Game Master
 
Posty: 857
Dołączył(a): 14 wrz 2016, o 10:11
Wiek postaci: 23
Ranga: Szalony Doko
Krótki wygląd: Ostre, rekinie zębiska
Dwa metry wzrostu
Krótkie, czarne włosy
Widoczny ekwipunek: Zbroja - obrazek w KP
Przy każdym z boków widnieje miecz
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2788
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Kisho » 29 wrz 2017, o 15:28

Cokolwiek by się nie działo i jakkolwiek nie reagowałby podczas ewentualnej walki Kyo, chłopak dzięki swojemu specyficznemu limitu krwi, mógł bez trudu go wyśledzić i zlokalizować, więc naprawdę nie było się o co martwić. Może i byli dla siebie obcy, ale jednak dzielą ten sam los, a i zostali specjalnie dobrani przez Sowę jako zabezpieczenie tyłów, toteż musieli nawzajem na siebie liczyć.
- Będziesz najbliżej więc to normalne, że będę cię informował na bieżąco - zapewnił towarzysza, choć wolał niemieć okazji do czegoś takiego. Im mniej niespodziewanych rzeczy im się przytrafi tym lepiej dla nich.
Gdy już ostatecznie wyruszyli przez wcześniej obraną drogę, Kisho zaczął rozmyślać. Co prawda był świadomy tego, że znajduje się na terenie nieprzyjaciela, więc zachowywał najwyższą czujność, ale fakt, iż śnieżno oka już wcześniej dokładnie prześwietliła ten teren, co dało mu złudne przeświadczenie o tym, iż nic mu nie grozi, a także nudności wywołane ciągłym biegiem sprawiły, że nieco się rozluźnił. Zastanawiał się, jak sprawa ma się z obrońcami na murze. Tworzył różne scenariusze tego, co mogła właśnie się tam odbywać. Mimo odległości dało się usłyszeć rumor walki, który jedynie podsycał myśli błękitnookiego. Ciekaw był, choć raczej nie chciał tego sprawdzać, jakby to było, gdyby obrońcy zawiedli, a mur upadł. Czy rzeczywiście rozgorzałaby krwawa walka na dobre? Może daliby radę w jakiś sposób dogadać się z przeciwnikiem. Przecież musiał istnieć powód, dla którego zaczęli walkę i kto wie, może wszystko dałoby się załatwić drogą pokojową?
Jakichkolwiek teorii by nie stwarzał, byłyby to tylko scenariusze, których realizacji być może nawet nigdy nie zobaczyć, zwłaszcza jeśli nie przeżyje ekspedycji, a na to istniała jednak szansa. W zasadzie spora szansa na taki los właśnie zaczęła pojawiać mu się niemal przed nosem. Niby mieli zrobić niewielką przerwę, na kolejny skan okolicy, aż tu nagle nie wiadomo skąd ziemia zaczęła drgać. Pierwsze, o czym wtedy pomyślał Kisho, to upadek muru. W końcu co innego mogło wywołać takie trzęsienie, jak nie spadając masa zbitych kamieni? Jak się jednak okazało, przyczyną zawirowania w podłożu było coś innego, coś, co dosłownie wyrosło z ziemi, a z wyglądu mogło przypominać przerośnięty kwiat. Kwiat, który jak chyba wszyscy zdążyli zauważyć, żywił się nie energią słoneczną czy wodą, a tym, co upolował i zjadł. Nie minęła chwila, a spod ziemi pokazała się reszta, podobnych mięsożernych roślin.

Wyglądało na to, że kwestię, bezpiecznej drogi mieli już za sobą. Swoją drogą, nic dziwnego, że ta część terenu była niewykorzystana przez wrogów do ataku na mur, skoro czaiło się tu takie niebezpiecznie dziwactwo. Najpierw gigantyczny wąż, dosiadany przez dzikusów a teraz przerośnięty niby kwiat zdolny pożreć człowieka. Nic dziwnego, że przeciwnicy postanowili zaatakować mur, na ich miejscu Kisho też by stąd uciekał.
- Każde z nich to osobny, żyjący organizm - zakomunikował shinobi, gdy tylko spojrzał na florę swymi czerwonymi oczyma. Nie przepadał za używaniem swych oczu, by móc widzieć w promieniu 360 stopni, no bo wiecie, trochę to dziwne i nietypowe patrzeć za siebie, a nie być odwróconym, nie? Dawało to jednak szansę na dokładne przyjrzenie się roślinom i ich ustawieniu przy jednoczesnym bezruchu, jaki nakazała Uchiha. Przypuszczenie, iż kwiaty reagowały na ruch, mogło być słuszne, w jakiś sposób na pewno wykrywały to, co mogą upolować, niewątpliwe, że w jakiś sposób nawet myślały, gdyż nie zaatakowały od razu, a poczekały, aż cała grupa wejdzie miedzy nie.
- Najlepiej sprawdzić tę teorię w praktyce - rzekł spokojnie, kierując te słowa nie tyle do Sowy co do jednego osobnika, który im nadbywał. Mowa oczywiście o drewnianym konie Senju, który jakby nie patrzeć w obecnych warunkach był idealnym kandydatem na królika doświadczalnego. Bo co mu takiego zrobią, skoro nie był człowiekiem z krwi i gości a jedynie techniką? - Niech klon spróbuje się ruszyć. Jeśli go zaatakują, to raczej będziemy pewni, na czym stoimy, a jeśli nie to cóż, możliwe, że potraktują go jako element krajobrazu i najzwyczajniej pominą. - Cokolwiek by się nie stało i tak w jakiś sposób im się to przysłuży. Co, jednak jeśli Sowa się myli i rośliny zaatakują ot, tak sobie, nawet nie czekając na ruch z ich strony? Trudno stwierdzić jak zareaguje drużyna, ale Kisho wiedział, że w takim przypadku jego zadaniem jest ochronić, kogo się da, a do tego był przygotowany. Obserwował więc bacznie to, co się wydarzy za pomocą swych czerwonych oczu, by możliwie jak najwcześniej wyczuć jakieś nietypowe przepływy energii w roślinach, które mogłyby wskazywać na atak z ich strony.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 194
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Nieznane Ziemie [LOKACJA EVENTOWA DLA EKSPEDYCJI]

Postprzez Toshio » 29 wrz 2017, o 16:45

Z pewnością nie tylko Toshio był zadowolony, że w końcu wyruszyli. Mimo, że miejscem docelowym były Nieznane Ziemie, to zawsze lepsza opcja od stania w miejscu. Zmniejszało to już wystarczająco sporą niepewność w umyśle. Ustalona formacja wartko zmierzała przed siebie. Chłopak zaczynał przyzwyczajać się do tych ludzi. Co jakiś czas spoglądał na partnera obok, bez większego powodu. Głównie rozglądał się w przydzielony mu rejon lewej flanki. Przed sobą miał klona, który był gotów ruszyć na pierwszy ogień. Taka rola tworów ninja. Nie musiały martwić się, że zginą, bo były narzędziami. Miejscami wydawało się to przykre, ale nie czas na takie rozważania. Bliźniak Toshio maszerował przy tajemniczym chłopaku w środku, zaś sam Senju miał u boku Uchiha. Żeby nie wyjść na próbującego sztucznie wyrazić uśmiech, jedynie odwzajemnił spojrzenie Kenjiro.
Nie liczył przebytej odległości, chociaż każdy na oko mógł dojść do tego, jak bardzo się oddalali. W przeciągu parunastu minut nie było to więcej niż ponad kilometr. Nie oglądając się za siebie doszedł do wniosku, że czas porzucić Mur i nie rozpraszać się. Zew przygody wzywał, a niebezpieczeństwo miało ich dopiero dosięgnąć. Aczkolwiek mogli się domyślać, że będzie ono najmniej niespodziewane. Nigdy nie w sposób przygotować się na każdą ewentualność. I gdy Sowa wiodła ich dalej nagle zostali zatrzymani. Toshio niemal nie wpadł na Mokubunshina, który zachowywał bardziej zimną krew, a właściwie brak jego typowych uczuć. Właśnie to różniło go od tego, czego nie chciał, aby posiadał jego klon. Bez znacznych uczuć miał tylko jeden cel, aż do unicestwienia - służyć i walczyć. Nagły ruch i drżenie gruntu zaniepokoiło. Chłopak dla lepszego poczucia stabilności ugiął nogi w kolanach, gotowy do skoku. Ręka mimowolnie powędrowała do jednego z bumerangów z tyłu przy pasie. Obserwował nadchodzący atak, lecz w obecnej sytuacji stanęli bardziej przed przeszkodą. Nadal nie wyglądało to najlepiej. Ogromna roślina o niewiadomych zamiarach. W tym wypadku należało zdać się na Rokuro-sama. Jej rozkaz do działania; właściwie to przed nimi debiutowała. Nawet jeśli nie mogli liczyć na nieomylność dowódczyni, to jej działania były dla grupy nieocenione. W każdym razie mieli do czynienia z czymś nieznanym. Toshio nie był ekspertem w dziedzinie botaniki, ale należało do Senju. Miał to we krwii, a przypuszczenia, co do sytuacji same nasuwały mu się do myśl. Lubił naturę, a to sprawiało, że często wcielał się w rolę roślin. To pozwalało mu na częściowe zrozumienie otoczenia. Ekosystem był tym dla przyrody, czym społeczność dla ludzi. Nie zamierzał wykonywać gwałtownych ruchów z jeszcze jednej przyczyny, by nie naruszyć powierzchni. Dochodziło tu też wiele różnych czynników, ale ogólnie rośliny miały swój sposób na komunikację. Główny z nich stanowiły drgania ziemi. Zakorzenione we wnętrzu pędy idealnie ku temu służyły.
- Uważajcie pod nogi. Jeśli tej roślinie udało się tak okropnie rozwinąć i jest agresywna, to może próbować podstępu. To jedyne co mi przychodzi do głowy. - odparł wyraźnym i spokojnym tonem. Mogli bronić się przed tym, co widzieli. Posiadali dość reakcji, jako shinobi. Jak każda istota byli jednak narażeni na niespodziewany atak z zaskoczenia. Uknuty niemal, jakby to była rozumna istota. Chciał się mylić, gdyż to jedynie jego imaginacja, co do zmutowanego kwiatu. Nie dało się uniknąć dalszego rozwoju wydarzeń. Kolejne trzęsienia i jeszcze więcej pobratymców ogromnej łodygi. Znaleźli się w potrzasku. Zmuszeni stanąć do siebie plecami. Co będą próbować te rośliny? Zaczną w nich czymś pluć? Pokażą swe wici i będą nimi ciskać, jak biczem, aż w końcu skrępują i strawią w swych paszczach? Trudno wyobrazić sobie mniej oczywistą potworność. Na razie mogli czekać i zastanawiać się co zrobić do ostatniej chwili. Martwił się o swoją stronę, gdzie miał rzędy mniejszych roślin. Wraz z Mokubunshinem będzie w stanie jakoś sobie poradzić. Zależy na co przyjdzie mu reagować. Toshio uzbroili się w kunai i bumerang, natomiast klon kunai i trzy gwiazdki. Ze spokojnego nastroju wybił go nieco Kisho. Nie był obrażony tym stwierdzeniem, bo była to dobra opcja. Już sam zdążył dojść do takiego wniosku. Drewniana kopia mogła wytrzymać znacznie więcej niż normalny człowiek. Nie znaczyło to jednak, że nie będzie ostrożny.
- Ciekawy pomysł, ale czy jest nam potrzebne aż takie zobrazowanie sytuacji? Baranek idący na rzeź? Chociaż lepsze to niż rzucenie kunai, który na pewno rozdrażni roślinki. - wstawił się za swoim klonem, na którego stworzenie poświęcił sporo chakry. Już odpowiedniejszym będzie posłanie kolejnego. Mniejsza strata chakry. Nadal jednak musieli na tę akcję dostać zgodę Rokuro-sama, dlatego po wypowiedzi od razu zwrócił uwagę na odpowiedź kobiety. Wtedy dopiero skinieniem da znać obecnemu Mokubunshinowi, żeby użył techniki. Nic nie wskórają jeśli dojdzie do starcia.
Trzeba będzie wyciąć tyle roślin ile zdołają i ewakuować się poza ich zasięg.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 332
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak, Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 2 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Następna strona

Powrót do Obszary poza Murem

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość