Obrzeża osady

Re: Obrzeża osady

Postprzez Ikari » 19 lip 2017, o 19:19

Chłopak dostrzegł uśmiech starca i widoczne zadowolenie w jego oczach. Chyba sprawił mu nie małą radochę. Nie miał zbytnio pojęcia dlaczego i postanowił tak właściwie się w to nie wgłębiać. Skoro starcowi tyle do szczęścia starczało, to dobrze dla niego.
- Myślę, że mógłbym Ci pomóc. Zależy oczywiście jednak od sprawy o którą chcesz poprosić. No, ale wnoszę, że chyba wiesz co robisz. - Odpowiedział mu zgadzając się na ofertę jakiejś ciekawej rozrywki. Chciał jednak przy tym zauważyć, że nic niezgodnego z polityką klanu robić nie zamierzał. Na to jednak mężczyzna wpadł zapewne jednak zanim w ogóle do niego jakkolwiek zagaił. Przezorny jednak zawsze ubezpieczony. A wiadomo co siedzi w głowach takich ludzi? Właściwie w tych czasach nie wiadomo było co się w głowie kogokolwiek. A możne nawet i nie tylko tych. Tak czy siak nie powinien w tym momencie się zbytnio wgłębiać w takie rzeczy, a raczej bardziej zainteresować sprawą, którą mógłby się zająć. - Zatem co dla Ciebie mogę zrobić? - Zapytał uprzejmie właściwie zgodny na nawet i zwykle nudne zajęcia. Byłyby i tak o wiele lepsze w tym momencie niż nic nie robienie. A do tego można zarobić. Przyjemne plusy.
Avatar użytkownika

Ikari
 
Posty: 15
Dołączył(a): 8 lip 2017, o 14:49
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3813&p=54827#p54827
GG: 0
Multikonta:

Re: Obrzeża osady

Postprzez Yamiyo » 20 lip 2017, o 09:21

Obrazek
Zioła
Ikari - ranga D - 5/15

Oczywiście, że w tej sytuacji Ikari postanowił wysłuchać staruszka. Dla obu był to po prostu dobry układ, nie?
- Jestem zielarzem i potrzebuję pomocy przy zbiorze ziół.
Po tych słowach Ikari mógł przypuszczać, że będzie to jednak jakaś nudna misja. Będą chodzić po lesie i zbierać różne roślinki. Zapewne młodzieniec z rodu Dōhito nie miał zbyt dużej wiedzy o roślinach, więc pewnie będzie musiał z każdym liskiem i łodyżką przychodzić do tego staruszka i pytać się czy to zioło jest właściwe. A może to nie byłoby zioło? Może to byłby zwykły chwast lub polny kwiatuszek? Na pewno później trzeba by te wszystkie zioła zapakowane w wielki worek - bo przecież nikt nie wynajmuje kogoś do pracy, którą może zrobić sam (no chyba, że jest obrzydliwie bogaty), a z małym pakunkiem mężczyzna dałby sobie radę sam. Takie właśnie myśli mogły krążyć po głowie Ikariego. Jeśli tak było, to miał bardzo dużo racji. Jednak nie do końca.
- Jest tylko jeden problem.
Ikari spodziewał się nudnej misji, a tu proszę ... jakaś komplikacja. Więc być może misja jednak będzie ciekawa? Pozostało więc wysłuchać staruszka do końca.
- Dranie! Bandyci! Banda nastolatków codziennie zaczepia mnie przed wyjściem z osady. Każą sobie płacić. Nie stać mnie na to. Grożą mi. Trzeba im utrzeć nosa. Dasz może radę?
A więc chodziło nie tylko o pomoc w zbieraniu ziół, ale także o ... ochronę? Czy to nie brzmi ciekawie? Na pewno brzmiało. Czy jednak Ikari będzie się czuł na siłach, by temu podołać?
Yamiyo
 

Re: Obrzeża osady

Postprzez Ikari » 22 lip 2017, o 19:38

- Przy zbieraniu ziół? - Zapytał podnosząc nieznacznie lewą brew podczas spoglądania na staruszka. Szukanie zielska po lesie faktycznie nie brzmiało jak wymarzona rozrywka, która sprawiłaby wiele emocji. No, ale było to lepsze niż nic robienie mimo wszystko. A on i tak nie miał na tyle doświadczenia by go proszono o cokolwiek bardziej wymagającego, tak był tego doskonale świadom. Cóż, misja to misja. Pieniądze są, jakieś zajęcie jest. Więcej plusów niż minusów. - Problem? - po raz drugi dopytał się retorycznie. Dosyć szybko jak na ostatnie retoryczne pytanie. Tym razem jednak w jego pytaniu mogła być zauważalna niewielka doza nadziei. No właśnie problem jest czymś ciekawym czym można by się zająć! Pytanie tylko pozostało, jakiej to natury przeszkoda dręczyła staruszka.
- Oh to rzeczywiście problem! - Powiedział nieco głośniej ucieszony, choć starał się zabrzmieć na zgniewanego. Tak by nie zabrzmiało to źle. No bo przecież się nie cieszyłby ze złych rzeczy! Jakżeby mógł. Byłoby to co najmniej nie na miejscu.
- Oczywiście, że dam sobie rade. Z chęcią panu pomogę. Mogę zaczynać nawet od zaraz. - uśmiechnął się nieznacznie gotowy do akcji.
Avatar użytkownika

Ikari
 
Posty: 15
Dołączył(a): 8 lip 2017, o 14:49
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3813&p=54827#p54827
GG: 0
Multikonta:

Re: Obrzeża osady

Postprzez Yamiyo » 25 lip 2017, o 09:09

Obrazek
Zioła
Ikari - ranga D - 7/15

No cóż. Mężczyzna żył już bardzo długo (a na pewno dłużej niż jego rozmówca) na tym świecie i wiele widział. Wiedział przeto, że zazwyczaj shinobi - zwłaszcza ci młodzi - bardzo podniecali się na myśl o walce i doskonaleniu, a także sprawdzeniu swoich zdolności. Dlatego niezbyt się zdziwił kiedy Ikari na wieść o potencjalnej walce zaczął być taki rozweselony.
- Dobra. Więc chodź. Nie marnujmy czasu. - dał znak do wymarszu i drużyna (co prawda złożona tylko z dwóch osób, ale by utrzymać klimat sesji RPG po prostu tak będę mówić!) mogła ruszyć w drogę. No i oczywiście przeszła przez bramę i skierowała się do lasu. Tam wędrówka nie trwała jednak zbyt długo. Po jakichś 10 minutach bowiem ekipa została zatrzymana przez bardzo dziwnych nieznajomych. Chłopcy w wieku mniej więcej Ikariego uzbrojeni w pałki i widocznie gotowi na jakąś małą bitkę.
- Chłopcy, pozwólcie mi przejść - powiedział mężczyzna. To pewnie byli ci, którzy go zaczepiali. Można powiedzieć, że wyglądali groźnie, ale ... czy mieli jakieś umiejętności ninja? Można było w to wątpić, bo gdyby mieli, to Pan Zielarz zapewne zwróciłby się o pomoc do shinobi dużo bardziej doświadczonych niż takiego zwykłego Doko jakim był młody Dōhito.
- Staruch! Wyskakuj z kasy!
Zupełnie nie zwracali na idącego obok niego blondyna - Ikariego. Ten natomiast cieszył się, bowiem pewnie nadarzy się okazja, by sobie powalczyć. Jak to powiedziała jedna bardzo mądra osoba, pewien mędrzec (a dokładnie Kransnoludzki Najemnik - jeśli mnie pamięć nie myli - z "Gwinta"): "Bardzo dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym. Obić komuś mordę i jednocześnie napełnić sakiewkę". Czyż właśnie nie tak było w tym przypadku?
- To oni. - tym razem zwrócił się do Ikariego bezpośrednio - Rób co do Ciebie należy, mój ochroniarzu. Tylko ich nie pozabijaj.
"Rób co do Ciebie należy, mój ochroniarzu"? To prawie brzmi jak "Ikari! Wybieram Cię!" (Ikari to prawie jak Pikachuu, hehe). W każdym bądź razie chłopak musiał chronić swojego pracodawcę i jednocześnie nie mógł używać pełni swojej mocy. Żaden wybuch z pewnością nie wchodził w grę.
Yamiyo
 

Re: Obrzeża osady

Postprzez Ikari » 7 sie 2017, o 18:00

- Oczywiście. - Odpowiedział wyraźnie ucieszony nowym zajęciem jakie zostało mu przykazane. Ruszył od razu za starszym człowiekiem nie zwlekając nawet przez chwilę. Oczywiście po drodze jego myśli krążyły wokoło prawdopodobnej bitki, którą miał niedługo stoczyć. No cóż, nic zaskakującego chyba dla młodego chłopaka będącego jeszcze do tego shinobi prawda?
"Oho, zaczyna się" pomyślał za zadowoleniem kiedy w ich okolicy pojawiły się jakieś chłopaki. Cóż, może to starzec miał tylko jakieś szczęście w odgadywaniu zawodów i rodzin, gdyż chłopaki zdecydowanie zignorowały jego obecność. Jakby wcale nie stał obok mężczyzny. No i przy okazji go zapewne na dodatek nie doceniali. Tak jak sądził po chwili postanowili dokonać agresji słownej na biednym człowieku i wyłudzić od niego pieniądze. Co za strasznym miejscem stawała się wioska! Już nawet bezpiecznie człowiek po zioła się wyprawić nie mógł. Bardzo przykre, bardzo.
"Cooooo? Nie zabijać? No weź.." - pomyślał z delikatnym smutkiem. Nie żeby mu zależało na zabijaniu. Nie był psychopatą, przynajmniej prawdopodobnie. Jedynym problemem jaki widział w tym zdaniu, jest prawdopodobnie ban na jego ulubione gliniane twory. One niestety lubiły wybuchać. Co zapewne nie mogło mieć dobrego wpływu na stan zdrowia przeciwników. Mimo delikatnego niezadowolenia z tego powodu, nie mógł nie odpowiedzieć na wezwanie. No bo skoro został wybrany to musiał pojedynek stoczyć. Nie powiedział co prawda "pika pika", jednak przystąpił do walki. Na początku postanowił wykorzystać technikę żywioły ziemi do której potrzebna była tylko jedna pieczęć. Dzięki niej zamierzał pozbyć się choć jednego przeciwnika, albo przynajmniej uzyskać więcej miejsca do manewru. Musiał pamiętać przy tym, że przecież jego głównym celem nie jest bitka, a ochrona biednego staruszka. Złożył więc szybko pieczęć ptaka nawet przez chwilę nie czekając na reakcję pozostałych osobników i skupił się aby po chwili wykorzystać technikę Doton: Doryūsō. Starał się by oba kolce powędrowały w stronę dwóch przeciwników, najlepiej w okolice środku ich tułowia. No bo miał ich nie zabijać prawda? Dłonią po tym zamierzał sięgnąć po kunai i w razie konieczności rzucić celnie w jednego z przeciwników, a w razie ataku jakiegoś zatrzymać jako dobra broń wspomagająca.

Spoiler: pokaż
_____________________
104%- 14% = 90%
Avatar użytkownika

Ikari
 
Posty: 15
Dołączył(a): 8 lip 2017, o 14:49
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3813&p=54827#p54827
GG: 0
Multikonta:

Re: Obrzeża osady

Postprzez Yamiyo » 11 sie 2017, o 13:49

Obrazek
Zioła
Ikari - ranga D - 9/15

Niestety stała się tragedia. Ikari został wynajęty do ochrony staruszka, jednak trochę przesadził, wytwarzając kolce. Twory te wystrzeliły z ziemi i powędrowały w stronę przeciwników, którzy nie byli w stanie wykonać poprawnego uniku. Ikari także nie był w stanie tego powstrzymać, bowiem nie kontrolował tego co sam wytworzył. Jednak szczęściem w nieszczęściu było to, że chłopcy jakoś próbowali tego uniknąć. Kolce przejechały i poharatały ich boki. Rana była paskudna i bolesna. Krew rozlewała się wokół dwóch leżących na ziemi nieszczęśników. Jednak ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Nie licząc możliwości wykrwawienia, a staruszek jako zielarz znał się także trochę na medycynie.
- Trochę przesadziłeś, wiesz? - powiedział z wyrzutem i zaraz wyciągnął bandaż z torby. A dokładnie dwa bandaże. Jeden rzucił Ikariemu, więc ten mógł wymienić swój kunai, który (mam nadzieję) ciągle dzierżył w dłoni, na kawałek materiału. Oczywiście mógł ostrzem odciąć taki fragment, który był potrzebny.
- Zajmij się jednym. Wiesz jak się robi opatrunki, prawda? - zapytał - Ja zajmę się drugim.
Widać było, że staruszek przejmuje się losem swoich oprawców. Nie był bowiem złym człowiekiem. Był człowiekiem co prawda gnębionym przez bandę nastolatków, ale jednocześnie człowiekiem wyrozumiałym i potrafiącym dostrzec i zaradzić ludzkiej krzywdzie.
- Dlaczego nam pomagasz?! - wrzasnął ten, który jako jedyny uniknął obrażeń. Był przerażony. Ze strachem patrzył na Zielarza, który bandażował ranę jednego z jego kolegów. Jednak ogarnął go dużo większy strach, gdy spojrzał na Ikariego.
- Młody człowieku. Nie przeszkadzaj nam.
Proste polecenia i zarówno Ikari, jak i młody bandyta wiedzieli, że sprzeciw nie będzie tolerowany. Ciężko to było wyjaśnić, ale nagle poczuli jakiś respekt do tego człowieka. Respekt do człowieka, którego chcieli okraść. Respekt do człowieka, który wynajął cię jako ochroniarza, by nie dać się obrobić czy zastraszyć. Teraz ten człowiek był jedyną nadzieją rannych chłopców. Nie licząc oczywiście Ikariego, który także musiał pomóc. Z jakim skutkiem? Ciężko stwierdzić czy dorówna swojemu pracodawcy, który uwijał się z opatrunkiem dość sprawnie i szybko.


Dobra. Podpytałem moderatora technicznego i dowiedziałem się jak działa ta technika. Po złożeniu pieczęci kolce wysuwają się z podłoża i nie tracąc z nim kontaktu, przebijają cel. Użytkownik nie ma władzy nad tym co wytworzył, więc nie jest w stanie zatrzymać rozpoczętego ataku. Walka wręcz byłaby znacznie lepszym rozwiązaniem. Ewentualnie próba rozmowy.
Yamiyo
 

Re: Obrzeża osady

Postprzez Ikari » 27 sie 2017, o 15:52

- Uhuhu, ale poszło. - Powiedział z uśmiechem blondyn składając dłoń w lornetkę i przykładając do czoła. Miał spory ubaw, w końcu mógł porobić coś ciekawego! No niestety chłopaczki okazały się naprawdę naprawdę słabymi oponętami. Aż pożałował nieco, że nie wziął się za walkę wręcz. Może uciągnąłby na tym więcej czasu. A teraz pozostało już tylko zbieranie ziół. No, ale co poradzić! Plan zadziałał idealnie!.
- Hmm? Miałem tylko nie zabijać prawda? - Zapytał lekko zaskoczony spoglądając na staruszka. - I żyją prawda? - Czego się on spodziewał wynajmując młodego shinobi z klanu Dohito? Że zaproponuje im dyplomatyczną rozmowę przy herbacie? Nie należał do osób walczących wręcz mimo wszystko. Także, nie uważał, że skoro starzec był na tyle sprytny ny odgadnąć jego ród nie był na tyle sprytny by odgadnąć jakie szkody mogą otrzymać jego przeciwnicy.
- Tak jest szefie, hmm. - Odpowiedział odcinając fragment bandażu kunaiem, który schował po chwili i ruszył powoli do bandażowania jednego z oponętów. Patrząc w jego oczy doznawał lekkiej ekscytacji przez strach jaki się w nich głębił, jednak pozostał przy uprzejmym ciepłym uśmiechu. Zachowywanie się jak szaleniec nie należało do jego charakteru. Poza tym nie był aż takim sadystą na jakiego wyglądał. Mógł negocjować lub pobić te dzieciaki. Co by to dało? Tyle, że przez chwilę by przestały, bądź że znalazłyby sobie więcej osób do paczki, nawet wiele silniejszych. Niee, to trzeba było skończyć raz, a definitywnie. I to w taki sposób aby zielarz stał się bohaterem i okazał się dobrą osobą w ich ozach, jaką zresztą jest. Jeśli mieli przestać go dręczyć, powinni czuć do niego szacunek. To właśnie szacunek i respekt były dla staruszka najlepszym możliwym sojusznikiem. I z tego co obserwował jego plan miał dalekie możliwości wypalenia. Ah czyżby jego geniusz był aż taki wspaniały? Czyżby klan Dohito powinien zastanawiać się nad nowym liderem klanu? Na pewno nie to odpowiedź na oba pytania, ale pozwólmy głównemu bohaterowi myśleć, że tak. Grunt to myśleć pozytywnie.
Avatar użytkownika

Ikari
 
Posty: 15
Dołączył(a): 8 lip 2017, o 14:49
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3813&p=54827#p54827
GG: 0
Multikonta:

Re: Obrzeża osady

Postprzez Yamiyo » 28 sie 2017, o 09:40

Obrazek
Zioła
Ikari - ranga D - 11/15

Być może wynajęcie do ochrony shinobiego ze Szczepu Dōhito nie było najlepszym pomysłem. Zwłaszcza takiego młodego i niezbyt doświadczonego, prawda? Bo mocniejsi, z większym stażem ninja potrafili odpowiednio stopniować swoją siłę i używać tylko tyle ile było niezbędne. Prosta sprawa. Misja polegająca na obezwładnieniu niebezpiecznego wroga. Oczywiście ten by się bronił, prawda? Ale fakt, że posiadał informacje, których zleceniodawca potrzebował uniemożliwiał zabicie tego celu. Należało więc go pojmać. Tutaj było podobnie, prawda? Trzeba było przepędzić młodzieńców, nie szkodząc ich zdrowiu. Co więc mógł młodzieniec zrobić? Mógł albo stoczyć z nimi bitwę na pięści. Mógł też spróbować dyplomacji. Mógł zagrozić przeciwnikom glinianymi stworami, ale nie detonować ich. Na pewno by się przestraszyli. Opcji było kilka, ale teraz pozostało po prostu bandażowanie. Chłopcy zostali obandażowani i póki co ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Oczywiście konieczna była wizyta w szpitalu. Staruszek wyciągnął mieszek z pieniędzmi i wręczył go Ikariemu.
- To za pomoc z tymi gagatkami, chociaż trochę przesadziłeś. Idź ich teraz odprowadź do szpitala i ciesz się resztą dnia. Ze zbieraniem ziół sam sobie poradzę. Nie musisz mi już pomagać, a ja nie mam czasu, by na Ciebie poczekać.
Prosty komunikat, który nakazał chłopakowi ruszać w drogę. Tamci też to słyszeli i postanowili się nie sprzeciwiać. Przecież to było dla ich dobra, prawda?


z/t: viewtopic.php?f=73&t=49 (chyba, że nie chcesz ich prowadzić do szpitala, więc decyduj sam :3)
Yamiyo
 

Poprzednia strona

Powrót do Kōzan (Osada Rodu Haretsu)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość