Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 27 gru 2017, o 13:06

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
49/∞

Jou odkręcił tubę i wysunął z niej papiery - ostrożnie i delikatnie, ciężko było aż uwierzyć, że lider zdolny jest do takich ruchów. Pozwolił, byś zaraz przemieszał te papiery, rozłożył je odpowiednio, spoglądając na to, jak je układasz, jeden za drugim. Nie odrywał od nich wzroku i przez moment można było nabrać wrażenia, że nie słucha. Być może, gdybyś go nie znał, to właśnie zastanawiałbyś się, czy czasem nie zanudzasz swojego lidera i czy ten czasem nie myśli właśnie o jakiejś fajnej dupie zamiast o twojej sprawie - o na przykład o tej, która przed chwilą stąd wyszła. Nikt nie powiedział, że była tu w sprawach służbowych, ha! Jou jednak nie był taką osobą. Znałeś go od lat, można było niemal powiedzieć, że byliście sobie bliżsi niż tylko łączące was zobowiązania płynące z faktu bycia liderem i członkiem rodu. Wysoko postawionym członkiem rodu. Przyjaźń? Ach, mocne słowo. Za mocne. Zaczynając od tego, że dla ciebie przyjaźń była niemalże abstrakcją, a kończąc na tym, że Jou brał wszystko zbyt profesjonalnie - nie było na to szans. Nie dało się jednak ukryć, że miałeś u lidera specjalne względy i był on w stanie przymknąć oko na większą ilość twoich przewinień, jeśli porównać twoją osobę do innych.
Są profity wiernego służenia swojemu klanowi - pytanie jednak, czy cena była opłacalna, żeby tak się starać i angażować.
Dla ciebie i tak było za późno - przepadłeś w tym wszystkim, zatonąłeś w złocie parzących piasków i przestałeś nawet starać się o kontrolę nad tym wszystkim. Pozostawało ci walczenie o swój kawałek trumny w tym wielkim grobowcu oblanym błogosławieństwem Sol, by nie sparzyć się, a spokojnie trwać w upojnym cieniu. Nawet o to było ciężko. Nawet o to musiałeś walczyć z całych sił, znacząc przebytą drogę krwią i potem. Jou to rozumiał jak nikt inny. W końcu to właśnie u jego boku stoczyłeś niezliczoną ilość bojów. Ten mężczyzna nie bez powodu zasiadał na swoim stołku i jak dotąd nikt nie próbował mu go odebrać, bo i po co? Był naprawdę dobrym liderem, nawet jeśli zawód lider był zawodem o wyjątkowo krótkim stażu.
Chyba nawet krótszym od zawodu bohatyra.
Kiedy posegregowałeś dokumenty, Jou złapał je w swoje palce i zaczął przeglądać, starając się rozczytać na tyle, na ile mógł.
Jego podzielna uwaga pozwalała mu się skupić na tym, co mówisz i na słowach, przez które przejeżdżały jego uważne,
spokojne, wąskie oczy. Zbyt często je mrużył.
- Mocne oskarżenia. - Oczywiście, że mocne. Kapitan Oczywistość. Po prostu to, z czym do lidera przyszedłeś,
wcale nie było proste, łatwe i przyjemne. Zakładało zdradę chyba drugiej najbardziej wiernej rodowi osobie zaraz po tobie.
Pewnie było jeszcze paru innych, ba! - na pewno byli! Tym nie mniej ty i Sachiko byliście gwiazdkami tej wioski. Piastowaliście nawet tą samą pozycję. Jou odłożył ostatnią z kartek i oparł się na swoim fotelu, unosząc na ciebie wzrok.
Milczał. Jego twarz nadal pozostawała bez wyrazu, mimo to wiedziałeś, że mieli wszystkie informacje i próbuje z nich wyciągnąć najbardziej trafny i logiczny wniosek. - Słyszałem o skarbie Sabaku, który był w posiadaniu rodziny Asashi dwa wieki temu. Uznałem jednak tą opowieść za legendę, skoro sami Asashi o tej broni nie wspominali. - Nic dziwnego,
kto by wziął to na poważnie? Tajemniczy artefakt, w którym zaklęto moc słońca? No nie brzmiało poważnie. - Może chodzi o medalion? - To był najbardziej logiczny wniosek, jaki można było wyciągnąć. - Jeśli po tylu latach skradziono rodową pamiątkę, być może złodziej uznał, że twój medalion ma coś wspólnego ze wspomnianą bronią? Stanowi klucz?
Mapę?
- To wszystko były tylko dywagacje. Tym nie mniej skoro przyszedłeś po radę, Jou postanowił podzielić się wszystkim, co tylko przyjdzie mu do głowy. Jego nic to nie kosztowało, a może tobie pomoże. Zresztą lidera i tak bardziej interesowała teraz sama Sachiko. Fakt, że najpierw mówił o medaliku, był dobrym gestem z jego strony w twoim kierunku.
- Sugerujesz, że to Sachiko ukradła twój medalion? - Właściwie nie było takiej sugestii, ale z twoich słów taki wniosek się nasunął. - Nadal jednak są to tylko domysły, a nie konkretne dowody. Ktoś może próbować zaszkodzić Sachiko umyślnie. Nie wydam wyroku na jedną z lepszych Sentokich rodu tylko na podstawie tego. - Przesunął dłonią nad dokumentami. Jasne, wszystko na nią wskazywało, ale Jou miał rację - nadal to były tylko domysły. Żadnego konkretu. - Pytanie tylko, czy mam wydać odpowiednie polecenia, czy wolisz załatwić sprawę po cichu. Mogę wydać nakaz zrobienia sekcji zwłok, by dowiedzieć się, co to za trucizna i odsunąć od śledztwa ludzi Sachiko, jeśli jest jednak winna, zostanie zaalarmowana.
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 27 gru 2017, o 14:50

Poważne oskarżenia, bo poważna sprawa. Ciągnąca się od lat seria zabójstw to nie byle co. Zdaniem Ichirou nie można było zamieść tego pod stół, choć ktoś próbował ukrócić łeb śledztwu, czego dowodem było chociażby zabójstwo kapitana straży, który był chyba do tej pory najbliższy odkryciu prawdy.
Zachowanie Jou nie było dla niego nowością. Owszem, można było odnieść momentami wrażenie, ze mówi się do kamiennego posągu, ale taki już był styl bycia rudowłosego lidera. Asahi wiedział, że głowa rodu właśnie analizuje przedstawione fakty. W końcu nie miał w zwyczaju przychodzić do niego z pierdołami i chyba po raz pierwszy w swojej karierze przyszedł do niego z problemem, który go po prostu przerósł.
Cóż, Sentoki nie spodziewał się, że Sachiko zostanie natychmiast zabrana na przesłuchanie, nie mówiąc już o wydawaniu wyroków. Choć wszystkie zebrane informacje mówiły złotookiemu, że ta kobieta jest w tą sprawę wmieszana, to jednak wciąż brakowało konkretnych dowodów. Imię napisane krwią na ścianie to jednak ciut za mało, by stawiać wyrok na tak wysoko postawioną personę. Zbyt duże ryzyko.
- Możliwe. Do tej pory uznawałem naszyjnik za biżuterie, zwykłą rodzinną pamiątkę. Jeżeli jednak kradzież ściśle wiąże się z badaną przeze mnie sprawą, to może i znaczy coś więcej. Albo komuś się wydaje, że coś może znaczyć - odparł, wzruszając lekko ramionami, bo w sumie do czego ten amulet miał służyć? W symbolu wschodzącego słońca miała być ukryta jakaś mapa?
Najchętniej przycisnąłby Sachiko do muru, ale mylnie postawione zarzuty mogłyby sporo kosztować. Już i tak nadszarpnął swoją reputację w ostatnim czasie z niedopilnowaniem Kaori. Teraz musiał być ostrożniejszy, mimo że trochę go to drażniło.
- Wolałbym zrobić to po cichu, przynajmniej na ten moment. Jeszcze wyjdzie, że się na nią uwziąłem, czy coś. Wolałbym jednak odsunąć od sprawy jej ludzi. Saburo raczej miał jakieś podejrzenia, więc wolałbym zachować poufność.
A co do tej trucizny... -
Tutaj sięgnął po fiolkę z małymi kryształkami, która zabrał pokonanemu napastnikowi. Położył ją na biurku.

- To właśnie to zabiło tę kelnerkę. Ten shinobi, z którym walczyłem, miał ją przy sobie.
Później westchnął ciężko, przegładził dłonią brązowe włosy. Zastanowił się, czy wszystko przekazał liderowi i chyba już nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy. Wiedział mało, zbyt mało.
- Trzeba to rozwiązać - mruknął z grymasem niezadowolenia. - Bo jaką mam pewność, że chodziło tylko o naszyjnik? Że nie będę kolejnym celem? - Paranoja? Raczej przezorność. Rozsadzała go od środka myśl, że gdzieś tutaj, w jego wiosce może znajdować się wróg, którego tożsamość nie jest mu znana. Jak walczyć z kimś, kogo w ogóle się nie zna?
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 27 gru 2017, o 15:55

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
51/∞

To nie tak, że Jou nie miał władzy i siły, by teraz zebrać oddział i stawić się przed domem, by zastukać w drzwi Sachiko, spojrzeć jej w oczy i uśmiechnąć się, chociaż nie uśmiechał się nigdy. Nie musiałby nawet nic jej mówić. Zostałaby skuta i za tak wiele morderstw prawdopodobnie sama stracona, chociaż Jou nie słynął z okrucieństwa. Wygnanie? Nie, nie wygnałby tak utalentowanej Sabaku, która zdradziła. To nie miałoby sensu. Wróciłaby - czy to po zemstę, czy po to, by dokończyć swoje sprawy, a czerwonowłosy bardzo nie lubił, kiedy rzeczy wokół się rozpadały w niespójną całość. Skoro był w stanie zmusić nawet piasek do współpracy i mimo tego, że ten nie nadawał się do budowania, czynić z niego konkretne kształty, to jak miałby zostawić Los samą sobie i innych swoich krewnych? Każdy Sabaku był ze sobą spokrewniony - w mniejszy czy większy sposób. Niektórzy mogli się szczycić czystą linią, pochodząc od samego protoplasty rodu, a inni, jak Jou, mieli taką mieszankę krwi, że nawet Sabaku z wyglądu nie przypominali. W tych czasach niewielu to raziło. Mógł też do niej pójść bardziej pokojowo i oznajmić, że w świetle ostatnich wydarzeń musi ją przesłuchać. Poszłaby. Jeśli byłaby niewinna nie byłoby problemu - jeśli zaś winna... oh, cóż. Pewnie wtedy też nie robiłaby problemów, starając się wykręcić z całej sprawy.
Sęk w tym, że "móc" nie oznacza jeszcze "chcieć". Dla ciebie jej wina była niemal oczywista - dla niego? Dla niego były to tylko i wyłącznie twoje domysły. Widział, że coś tutaj nie gra, że kobieta zapewne ma coś za uszami, być możne nawet masz rację i to wszystko jest jej sprawką, ale nie miał żadnych podstaw, żeby oskarżać ją bezpodstawnie. Najmocniejszym jak na razie tropem było to, że zginął kapitan - i to zasłużony kapitan, którego zresztą Jou lubił. Przysłużył się wiosce, pomimo tego,
że nie miał żadnych zdolności jako shinobi - ot, zwykły człowiek, który wkładał serce w to, co robił i wierzył w sprawiedliwość. Tyle wystarczyło, by Jou docenił taką jednostkę. Mocne były papiery, które wskazywały, że Hikari był zamieszany w tą sprawę. Zresztą fakt, że większość z tego nie trafiła do uszu Jou też dawała mu do myślenia. Misterny plan mający na celu... co właściwie? Tylko mord? Zniszczenie? Nie. To by nie miało sensu. Chyba że... chyba że była to drabinka,
która miała ułatwić wsunąć się na szczyt samej Sachiko. To jednak też wysuwało się poza schemat, bo skąd ci przypadkowi kowale i kupcy chociażby? Co oni pani polityk przeszkadzały?
- Być może nie chodzi o sam naszyjnik, a pięcie się na szczyt. - Podzielił się swoimi przemyśleniami, rozsuwając palcami kartki i jeszcze raz na nie spoglądając. - Osoby, które zostały zabite, były dość wpływowe, jeśli nie politycznie to pieniężnie. - Mężczyzna podniósł się i skierował do jednej z gablot, zaczynając przeszukiwać dokumenty, szukając wiadomości na temat zamordowanych. Tych kompletnych, a nie splamionych krwią. Spojrzał tylko na fiolkę, którą wyciągnąłeś na stół i cofnął się, by zbadać wzrokiem jej zawartość. - Napiszę ci nakaz przeprowadzenia autopsji na zmarłych i zidentyfikowanie trucizny. Jeśli w Atsui jakiś alchemik ją produkuje, należy go należycie ukarać. - Tak,
ta sprawa łączyła ze sobą kilka w jedno. Nie zapominając o shinobi ze znakiem szakala na swojej opasce. - Dam ci również nakaz przejęcia tej sprawy. Uważaj, Ichirou. Tym razem porażka będzie opłacona czymś cenniejszym niż pstrokatymi plotkami. - Mówić, że Ichirou jest tutaj ofiarą? Och był. Tym nie mniej wszystko wskazywało na to, że łatwiej jego uznać za winnego niż Sachiko. To on miał truciznę. To on miał te dokumenty. To on był na dwóch miejscach zbrodni i zostawił po sobie trupy. - Przydzielę ci w straży jednego ze strażników. Będzie naszym łącznikiem. Poza nim cała straż jest do twojej dyspozycji. - Usiadł i zaczął pisać pisma polecające. Jedne dotyczące nakazu autopsji i drugie dające ci dostęp do rozporządzana strażą na czas tego śledztwa. - Nie zdziw się, jeśli Sachiko zareaguje. - Na pewno to zrobi. Jou miał jednak na myśli to, by Ichirou się nie zdziwił, jeśli Sachiko nagle też zechce do śledztwa dołączyć. - Proszę. - Wyciągnął dwa nowe dokumenty w twoim kierunku. - Chciałbym, żeby wszystkie informacje przechodziły przez naszego pośrednika. Mam nadzieję, że nie przysparza to dodatkowych problemów. - Kwestia zaufania nie miała tu nic do rzeczy.
Jou do wszystkiego podchodził na czystą logikę. I tyle. W obecnej sytuacji musiał mieć kogoś, kto nadzorowałby twoje ruchy,
by nikt nie podkopał pod tobą miny. Był to właściwie kolejny gest w twoim kierunku - dość zapobiegawczy w całym tym bajzlu. W końcu nikt cię w nic nie wrobi, jeśli sam lider będzie wiedział o wszystkim, co robisz, czyż nie?
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 27 gru 2017, o 18:17

Czemu w pięciu się na szczyt obrała sobie za cel rodzinę Asahi? Nie było innych kupców, polityków, wpływowych osobistości? Czym rodzina Wschodzącego Słońca zawiniła, że na siłę zepchnięto ją za horyzont, by zapadł zmrok?
- W takim razie pogrywałaby sobie śmielej niż sądziłem - odparł, rozważając, czy faktycznie mogło chodzić i przewrót władzy. Ataki wymierzone w stronę Ichirou byłyby wtedy w jakiś sposób uzasadnione, bo ten przecież mocno obstawał przy swoim liderze. I tak średnio to wszystko pasowało brązowowłosemu, choć na dobrą sprawę, to żadna wersja nie składała się do sensownej całości. Wciąż brakowało elementów w układance. Należało je odnaleźć.
Trudno powiedzieć, żeby problem się w jakiś sposób rozjaśnił, ale przynajmniej zaznajomił się z nim ognistowłosy dowódca. Lepiej teraz i z ust Ichiego niż później i z (najprawdopodobniej) zakłamanych ust Sachiko. Sprawa była dość grząska i istniało ryzyko, że przy niefortunnym biegu zdarzeń to własnie Asahi wyląduje w bagnie. Przynajmniej tyle, że na ten moment nie było skierowanych zarzutów w jego kierunku, a lider dał mu upoważnienie do kontynuowania śledztwa.
- W porządku. Przekażę polecenie dotyczące sprawdzenia ciał zmarłych i trucizny. Może przejdę się po alchemikach zamiast ich karać w pierwszej kolejności. Jeżeli produkują lub handlują tą substancją, to dobrze byłoby wiedzieć, kto ją nabył. - Zabrał ze sobą oba dokumenty oraz fiolkę z białym proszkiem.
- Ten pośrednik to się sam do mnie odezwie, czy mam go jakoś szukać? - Sam nie wiedział, co sądzić o posiadaniu swojej stróża. Z jednej strony nie podobało mu się, że ktoś będzie patrzył mu na ręce. Z drugiej dobrze, że dzięki temu Jou będzie na bieżąco z rozwojem sprawy.
- A co do Sachiko... Jeżeli wtrąci się w śledztwo, to potwierdzą tylko moje domysły. Przecież obecnie jej nie sprawdzam, a podążam jedynie poszlakami, które nie powinny być z nią związane, o ile jest niewinna. - Dopił resztę wody, a potem powoli podniósł się z miejsca.
- To chyba wszystko? Będę wracał w takim razie do śledztwa - odrzekł, wzdychając cicho. Śledztwa, jak to brzmiało. Nie zadanie, misja, zlecenie, tylko śledztwo. Heh, nie Sentoki, tylko detektyw. Detektyw Iczir.
O ile nie było już tematu do dalszej rozmowy, skinął głową liderowi na pożegnanie i opuścił jego siedzibę. Planował udać się w pierwszej kolejności do medycznej placówki, by tam przekazać rozkaz dokonania sekcji zwłok.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 28 gru 2017, o 00:01

Zapraszam -> tutaj
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 2 sie 2018, o 18:11

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
59



Kira wydawał się zaniepokojony. Zestresowany? Tak, stres to bardzo dobre słowo. Jedyne prawidłowe na wyjaśnienie tego, jak mężczyzna zaczął zaciskać palce w nerwowy sposób na swojej broni, a jedną z nich co rusz odrywał od drewnianej rękojeści, żeby otrzeć z czoła pot. Gwałtowne przebudzenie i oderwanie od sprawy, choć przecież nie kazałeś mu spowiadać się z jego życia seksualnego ani tego, czy zdradza żonę, czy nie. Karierę miał niedługą, a już na jej początku zdążył zrobić takie faux pas i zjechać cię spojrzeniem jak pierwszego lepszego dzieciaka, który kręcił się po okolicy i chciał wcisnąć nos w nie swoje sprawy. Czekał w napięciu na to, aż będziesz miał jakieś pytania, wpatrując się w gładką twarz, za którą tak uganiały się dziewczęta. Niemal jakbyś to ty miał mu przekazywać ciekawe wieści, a nie on tobie.
- Tak jest, sir! Jeśli tylko się czegoś dowiemy, raport trafi od razu do pana! - Przyobiecał żarliwie, salutując. - Przydałaby nam się pomoc. Ogień może buchnąć w każdej chwili. Jeszcze nie wszystkie ciała wyciągnęliśmy. - Wsazał ręką na pogorzelisko i ruszył razem z tobą w jego kierunku. Byłeś zmęczony i wałęsanie się po tym miejscu, gdzie ledwo można było oddychać przez duszący dym, nie poprawiało twojego stanu. Kąpiel, odpoczynek - oto, czego było ci trzeba, kiedy czułeś wyraźnie, że twoje mięśnie zamieniają się w ołów. Było czym się tutaj zająć, ale na szczęście - nie byłeś sam. W końcu nie byłeś jedynym Sabaku w tym mieście. Dołączył do was jakiś młodzik, razem szybko uporaliście się z robotą i mogłeś zostawić tę sprawę za swoimi plecami. Albo raczej: położyć ja tuż przed sobą, na stoliku do kawy, żeby czasem o niej nie zapomnieć. Żeby gryzła cię, przypominała o sobie i mąciła twój umysł, ugniatając łóżko, byś nie mógł się wyspać.
Akemi płakała rzewnie nad ciałami, skulona na ziemi, klęcząca na rozgrzanym piasku. Kurz i łzy mieszały się ze sobą, brudził jej twarz i pobrudzoną, nieco podartą sukienkę, którą miała na sobie. Dała się przytulić - i bardzo chętnie utonęła w twoich ramionach, by słone krople zatopić w twojej koszuli.
Ten wieczór miał wyglądać inaczej.
Tak jak wiele innych wieczór przed nim.
Nie była w stanie wydusić z siebie słów. Wykończona, skrajnie wycieńczona, ledwo trzymała się na nogach. Cała drżała, choć przecież było ciepło. Noc powoli zbliżała się do Kinkotsu, zamierzając zatrzeć wspomnieni dnia promieniami księżyca. Dziewczę, twoja kochana zabaweczka, sponiewierana bardziej niż ty, została w twoim domu na noc. Nie takie tonięcie w ramionach i nie taka noc, jakiej oczekiwałeś. Pokrętne nicie Mojr i pokrętna rzeczywistość, która nakręcała zbrodnie i kary. Czy to ludzie je nakręcali..? Kto tu winny, mój Czempionie? Wskaż mi palcem, pokaż drogę.
Już nie wiem, którą iść.
Budynek władzy był niemal całkowicie pusty. Cisza, spokój - te tereny nie cieszyły się popularnością wieczorami. Wyglądało na to, że pani siedząca w recepcji była już tu sama - jeśli nie liczyć zawsze stróżujących strażników i wiecznie sprzątających sprzątaczy. A nie, wait - ci ostatni sprzątali tylko wtedy, kiedy to miejsce miało zostać już zamknięte. Przynajmniej zazwyczaj.
- Panie Asahi, w czym mogę panu pomóc? - Zapytała, odkładając dokumenty. - Pana Jou już nie ma. Czy potrzebuje złożyć pan raport? Mogę go dla pana spisać.
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 3 sie 2018, o 10:53

Spodziewał się, że Akemi będzie w rozsypce, ale nie aż takiej. Widok był rozbrajający i sprawiał w pewnym stopniu przykrość nawet komuś tak - ponoć - nieczułemu jak Ichirou. Darzył różowowłosą szczerzą sympatią, co w jego w przypadku aż tak częste nie było, więc nie dziwne, ze chciał jej jakoś pomóc. No własnie, jak? Dziewczyna była zbudowana z całkowicie innego materiału. Nie wydawało mu się, by zemsta na sprawcach pożaru w jakikolwiek sposób podniosła ją na duchu. Pewnych rzeczy przywrócić się nie dało, a Akemi straciła przecież dom i swego rodzaju rodzinę.
Prędzej czy później musiał ją zostawić przynajmniej na trochę. Jego zdaniem były rzeczy ważniejsze niż udostępnianie ramienia do wypłakania, a do tych rzeczy należało wyjaśnienie sprawy z władzami klanu i zdanie raportu z ostatnich dokonań.
Pożegnał się z nią póki co, poprosił o zaczekanie w jego mieszkaniu i zapewnił, że wkrótce wróci. Potem udał się do siedziby lidera. Pieszo, bo nie chciał tracić uszczuplonych już sił, choć i tak stawianie kroków w tradycyjny sposób przychodziło mu z pewną ociężałością.

Nie zastał tam jednak przywódcy, a jedynie jego podwładną, której musiał zdać raport. Znaczy się, nie musiał, ale po prostu chciał - informacje przekazane w ten sposób i tak najprędzej dotrą do Jou.
- Dobra, niech tak będzie. W takim razie przekaż mu, że ruszyłem dziś do świątyni Kagutsuchiego, gdzie trwały prace badaczy i gdzie utknęła moja dobra znajoma. Obóz pracowników był jednak pusty, więc sprawdziłem podziemny kompleks. Świątynia była kryjówką kobiety władającej robakami, zdolnymi do wysysania chakry. Tą samą kobietę napotkałem już kiedyś podczas badania sprawy zaginionych Doko - tu musiałabyś sprawdzić archiwa. Tym razem zająłem się nią na dobre. Niestety robotnicy byli już martwi. Być może to sprawka tej kobiety, a być może kwestia osuwiska. Ziemia tam oberwała się, odsłaniając podziemną rzekę. Huh, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Może być z niej spory pożytek, więc przekaż Jou, że należy ją sprawdzić. Teren powinien być już bezpieczny, ale w razie czego niech z kolejną grupą badaczy wyśle jakiegoś Sabaku. Do świątyni Kagutsuchiego można dostać się dwoma wejściami. Te główne, przy którym był dotychczasowy obóz, jest aktualnie zawalone więc wymaga odgruzowania. Cóż, troszkę nabroiłem podczas walki. Drugie wejście jest przy pobliskiej osadzie, na mapie zaznaczę ci tutejsza lokalizację. Jak dobrze pójdzie, to całe Atsui z tej rzeki skorzysta - wyjaśnił, a potem pokazał, gdzie powinno się wysłać grupę badaczy, jeżeli podwładna lidera tego chciała. Później podjął jeszcze inny, mniej wesoły temat.
- Pewnie i tak dotrą do niego wieści na temat pożaru tego przytułku... Napomknij mu, że najwyraźniej sprawa, w której siedziałem jakiś czas temu, nie została całkowicie zamknięta. Od straży dowie się reszty, więc będzie wiedział, o co chodzi. To w sumie na tyle, na dzisiaj mam dość, więc wracam do siebie - odparł zmęczony na koniec, a później skinął lekko głową na pożegnanie i opuścił budynek.
Pokierował się w stronę w swoich czterech ścian, gdzie czekał na niego odpoczynek i towarzystwo zdruzgotanej Akemi. Nie tak sobie wyobrażał jej wizytę w jego domu - atmosfera raczej nie będzie sprzyjać temu, by ją pocieszał w taki sposób, w jaki chciałby ją pocieszać.
Zresztą, sam nie miał nastroju. Wciąż gdzieś z tyłu głowy siedział mu widok symbolu Szakala nad wejściem do spalonego budynku.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 4 sie 2018, o 14:51

Minęło już trochę czasu od odkrycia Ichirou na ostatniej misji, które - jak miał nadzieje - przysłuży się dobre osady. Wolne dni spędził w dość niewyróżniający się sposób. Ot, dał sobie chwilę wytchnienia na odpoczynek i ochłonięcie po ostatnich wydarzeniach, nie zapominając przy tym o rutynowych treningach, podtrzymaniu dobrej formy i wprawy w zakresie swoich zdolności shinobi. Zresztą, wolny czas był mu teraz trochę na rękę, ponieważ w swoim mieszkaniu miał tymczasowego lokatora - kelnerkę o różowych włosach, która straciła praktycznie wszystko podczas pożaru przytułku. Nie była to dla niego sytuacja niesamowicie komfortowa głównie przez bardzo negatywne nastroje ostatnich dni. Nie tak sobie wyobrażał jej towarzystwo w swoim domu. Pocieszanie nie było jego najmocniejszą stroną, ale spróbował wesprzeć na tyle dziewczynę, na ile mógł. Darzył ją szczerą sympatią i po prostu było mu jej szkoda. Poza tym, choć nie był zdolny do powiedzenia tego na głos, chyba czuł się częściowo odpowiedzialny za dramat Akemi. Miał wrażenie, że działania Szakali znów są związane z jego osobą, a sam pożar był atakiem wymierzonym w jego środowisko.
Jego zainteresowanie wzbudziły ostatnie wieści, które dotarły do wioski. Zapewne w niejednym miejscu pojawił się plotki na temat ostatnich wydarzeń, dotyczących właściwie całego kontynentu. Asahi, zamiast polegać na bajaniu ludzi, wolał zasięgnąć informacji bezpośrednio od swego lidera, który sam był ponoć uczestnikiem tego... incydentu?
Tak czy inaczej, pokierował się do siedziby głównodowodzącego. Miał już na tyle wysoki status w klanie, że raczej nie powinien mieć problemu na zajęcie choćby kilku chwil cennego czasu lidera. Z dostaniem się do jego gabinetu też nie było problemu - wszyscy go już przecież znali, no ale jeżeli zaszła taka potrzeba, po prostu przedstawił się, co powinno w zupełności wystarczyć.
- Jou jest u siebie? Chciałbym z nim omówić parę spraw - zapytał czy to strażnika, czy innego podwładnego, zajmującego się przyjmowaniem gości lub ich odsyłaniem w bardziej natrętnych lub błahych przypadkach.
Jeżeli szef rodu Sabaku faktycznie znajdował się w swym gabinecie, to nie pozostało potem nic innego jak do niego wejść. Huh, chwilę się już nie widział z ognistosłowym liderem.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 5 sie 2018, o 18:27

Ichirou chętnie i często korzystał ze swoich przywilejów jakie czerpał w ramach wysokiej pozycji zajmowanej w hierarchii Rodu Sabaku. Był dobrze znany, zarówno na pustyni jak i w skali całego świata Ninja. Jeden z członków Krwawego Pokolenia, bawidamek i silny shinobi. As pośród Sabaku. Taki ktoś nie musiał patrzeć na reakcję strażników przy wejściu do budynku. Nie musiał podchodzić do lady i się prosić o audiencje z wyprzedzeniem. Człek formatu Ichirou po prostu wszedł po schodach na górę, na pięterko. I jeszcze raz. I dalej idąc korytarzem trafił na gabinet Jou. Co mógł robić o takiej porze? Pewnie swoje standardowe obowiązki. Podpisywanie papierów, przeglądanie raportów, wydawanie poleceń podwładnym i przyjmowanie petentów. Nic niezwykłego, można było nawet nazwać to nudnymi zajęciami. Ale na szczęście Kochanek rusza na ratunek, swoją obecnością przeganiając nudę urzędu Shirei-kana. Dwójka strażników która stała przy gabinecie nie przejmowała się sławą Ichirou. Ten rzecz jasna doskonale o tym wiedział i doskonale widział, że nie należy się puszyć.
- Jest. Aktualnie nikogo nie przyjmuje, możesz wejść. - strażnik odpowiedział, chłodno i profesjonalnie. Dokładnie tak, jak powinien zachowywać się człek odpowiedzialny za bezpieczeństwo najważniejszej osoby w wiosce. Dwaj mężczyźni stojący po obydwu stromach drzwi otworzyli je. Jeden na skrzydło. Rozpostarte na oścież ujawniały wnętrze gabinetu. Na krótką chwilę w czasie której Ichirou mógł wejść do środka, a po której to drzwi ponownie się zamknęły.

Jou sprawiał wrażenie zmęczonego i wręcz zszokowanego treścią tego, co właśnie czytał. Nerwowo przeglądał kolejne kartki i listy, wczytując się w ich treść i błyskawicznie wręcz przechodząc do następnego. Nic innego nie działo się w jego gabinecie, nie odstawał od normy w jakimkolwiek stopniu. Wszystko wokół koncentrowało się wokoło właśnie Shirei-kana. Słysząc zamykane drzwi zerknął sponad kartek na wchodzącego Ichirou.
- Ichirou, dobrze cię widzieć. Siadaj, mamy wiele do omówienia. - odrzekł, wskazując puste miejsce przed biurkiem. Kiedy tylko gość usiadł na wyznaczonym przez gospodarza miejscu, ten natychmiastowo wręcz kontynuował. Jak gdyby sprawa ta była najważniejszą spośród wszystkich, nawet bez wysłuchania tych Ichirou.
- Słyszałeś już o wojnie na Karmazynowych Szczytach?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1705
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 6 sie 2018, o 18:02

Skinął jedynie głową strażnikowi, nie uzewnętrzniając swojego drobnego zadowolenia z faktu dostępności lidera. To dobrze, bo przynajmniej spacer do siedziby nie pójdzie na darmo. Skoro głównodowodzący był na miejscu, to dla kogo jak dla kogo, ale dla Ichiego powinien wygospodarować trochę czasu. Sentoki nie miał w zwyczaju nadużywać gościnności swojego zwierzchnika i zjawiał się u niego tylko w sprawach istotnych lub po prostu na wezwanie.
Spokojnym krokiem wszedł do środka, a bursztynowe oczy ujrzały dość typowy już widok. Rudowłosy lider siedział za swoim masywnym biurkiem i jak zwykle był zawalony toną papierzysk. Szczerze powiedziawszy, to widok zagruzowanego w formalność przywódcy bardzo skutecznie hamował wszelkie władze zapędy. Ichirou w pewien sposób podziwiał Jou, że ten w pewnym momencie po prostu nie pieprznął tym wszystkim, albo że chociaż nie znalazł kogoś do zajmowania się tą męczącą robotą. Z drugiej strony - jeśli nie rudzielec, to kto? W końcu aktualny szef Sabaku cechował się nieziemskim opanowaniem.
Niespotykanym więc był widok nawet leciutko zszokowanego lidera. Huh, coś, co właśnie czytał musiało być bardzo mocne.
- Bardzo chętnie - oznajmił, rozsiadając się wygodnie na siedzisku przed biurkiem. Oparł się, założył nogę na nogę i miał już zadać pytania, kiedy Jou go uprzedził najświeższymi wieściami. Asahi rozszerzył oczy, a potem zamrugał kilka razy, przedstawiając tym samym niemałe zaskoczenie.
- W Karmazynowych? Huh, nie... Zawsze tam było przecież spokojnie z tego co kojarzę. Poszło o coś konkretnego? - A to ci nowina. Zaskakujące, choć nie wstrząsające - bo nie dotyczyło Samotnych Wydm. Tak, tak, Ichirou miał w sobie trochę z nacjonalisty i przekładał interes swojego rodu nad interes pozostałych. Jeżeli obce klany się między sobą tłukły, to chyba nie taka tragedia, nie? Przynajmniej tyle, że nie urosną za bardzo w siłę i nie przewróci im się w dupach od dobrobytu. Bo czemu kocioł miał być wyłącznie na pustyni?
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 7 sie 2018, o 21:53

Mocne? Zdecydowanie. Wiecznie spokojny człowiek doprowadzony do stanu nerwowości i podwyższonego ciśnienia musiał zostać poddany jakiemuś bardzo silnego bodźcowi. Co mogło nim być, skoro człowiek ten przeżył utratę ręki, wojnę i ma ogrom kumulującego się stale doświadczenia życiowego? Najwidoczniej zjawisko wojny na Karmazynowych Szczytach. Dziwne? Wojen było wiele i świat nadal jakoś stoi. Jou odpowiedział.
- Właśnie, było spokojnie. Do niedawna. Hyuga i Yamanaka wypowiedzieli sobie wzajemnie wojnę, mniej więcej w tym samym czasie. Cały świat obiegły informacje o atakach oddziałów jednych na ziemie drugich. I w drugą stronę. I każda strona zaprzecza jakoby to zrobiła - odrzekł, sięgając ręką po kubek z zieloną herbatą, z tego co błyskotliwy Ninja mógł wywnioskować po parze ulatującej z powierzchni cieczy, zaparzoną nie tak dawno temu. Wstał i odstawił trzymany papier na jedną z półek, wracając na swoje miejsce po kilku chwilach.
- Kto zaczął ciężko powiedzieć i nawet nie ma to znaczenia. Kwestia tego że akurat teraz, kiedy Kami no Hikage runęło do morza wraz z całym autorytetem Rady Dwudziestu, zaczęło się dziać coś takiego. Jak gdyby te dwa Rody czekały na okazję, żeby rzucić się sobie do gardeł. A z tego co mi wiadomo to do tej pory stosunki pomiędzy nimi nie były złe, żyli sobie spokojnie obok siebie. - po słowach tych oparł się łokciem o biurko, patrząc na jego blat i popadając w niemałe zastanowienie. Jak gdyby odpłynął w swój świat rozmyśleń i rozważań, gdzie żaden Ichirou czy inny pustynny lowelas nie będzie mógł mu przeszkadzać. Oczywiście nadal słuchał swojego gościa, gdyby nie chciał żeby ten mu przeszkadzał to pewnie by go wyprosił już dawno.
- Opinia publiczna może chcieć nawet powrotu starego porządku, jeśli tylko zobaczą że bez niego wszystko się wali jak kupa siana trafiona Futonem. A na kolejne atrakcje się zapowiada, szczególnie po tym jak skończył Ekiken. Nastroje wśród Dohito w Kōzan muszą być napięte jak nigdy wcześniej i nie wierzę w to żeby siedzieli cicho po czymś takim. - mruknął, przywołując dość znany już "incydent" w czasie którego staruszek Ekiken, morderca i najbardziej nieprzewidywalna osoba na pustyni, zginął z rąk Shirei-kana Haretsu. Obawy w pełni uzasadnione, jakby ktoś w tym momencie poszedł do jakiegoś Rodu i zabił jego głowę to byłoby logicznym że ci zechcę dokonać zemsty. A już szczególnie po latach dokładania ognia pod kocioł goryczy i wściekłości. Ale wydawało się że Ichiro nie przybył tutaj tylko po to żeby słuchać relacji o nowym porządku na świecie.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1705
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 9 sie 2018, o 19:22

Po upadku cesarstwa wojny były jedynie kwestią czasu. Dotychczasowy porządek przeszedł do historii, teraz przyszła pora na ustalenie nowego ładu. Ładu, w którym każdy chciał jak najwięcej ugrać dla siebie. Ładu, który w gruncie rzeczy miał stać się chaosem.
Przełożył jedną nogę na drugą i spokojnym spojrzeniem bursztynowych oczu wodził za liderem, który własnie wstał od swojego biurka i kontynuował dzielenie się przemyśleniami na temat światowych wydarzeń.
- To jasne, że każda ze stron będzie się chciała wybielić. Ich wizerunek może mieć mały wpływ na przychylność potencjalnych sojuszników. W końcu wsparcie uciśnionych i walka o sprawiedliwość brzmi lepiej niż pomaganie agresorom - odpowiedział bez większych emocji. Sprawy obcych krain były mu dość obojętne, więc potrafił spojrzeć na nie z dystansem. Był już parę lat zaangażowany w sprawy klanowe, więc zdążył się trochę poznać na polityce. Nie było w niej zbyt wiele miejsca na współczucie, bo niemal całą dostępną przestrzeń zapełniały gry pozorów oraz kalkulacje zysków i strat.
- Pytanie, czy ten konflikt ma dla nas jakieś duże znaczenie? Nie kojarzę, żebyśmy mieli jakieś lepsze kontakty z którąś ze stron. Chyba lepiej zająć się naszymi sprawami... - Akurat dobrze się wstrzelił, bo zaraz potem padł temat sytuacji na Samotnych Wydmach. Tu, na pustyni, rzadko kiedy było spokojnie. Limit sielanki się chyba już wyczerpał, ponieważ na własnie rodziły się nowe spory, które miały potencjał na przerodzenie się w coś większego.
- Właśnie. Do tego, co się dzieje w Tsurai prędzej czy później będziemy musieli się odnieść, bo problem raczej nie rozejdzie się po kościach. Co jeśli pojawi się konieczność opowiedzenia się którymś klanem? - Nie bez powodu zadał takie pytanie. Chciał wybadać, jaki jest pogląd lidera na sytuację u sąsiadów. Bez względu na odpowiedź, postanowił przedstawić swoje odczucia.
- Naohiro jest nieobliczalny, a z kimś takim ciężko nawiązać jakąkolwiek długoterminową politykę. Gdybyśmy poparli Dohito, ci mieliby u nas dług. Zresztą, kto jak nie Sabaku są dla nich wzorem w walce o swoje? Łączy nas wieź z Maji, mamy dobre kontakty z Ayatsuri nad którymi można byłoby jeszcze popracować. Jedynie ci cholerni Kaguya pozostają niewiadomą. Tak czy inaczej, teraz żadna rada nie będzie mieszać się nam w politykę i powinniśmy to wykorzystać. - Oparł splecione dłonie na kolanie, uważnie spoglądając na reakcję przywódcy, od którego decyzji właściwie wszystko zależało. Asahi był ciekaw jego opinii na temat tego, jak kierunek swemu klanowi chce nadać Jou.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 14 sie 2018, o 11:48

Ciężko było być na tyle naiwnym, by twierdzić że upadek Rady nie wpłynie na porządek na świecie. Ba, skoro nawet Cesarstwo było w stanie powstać jeszcze za czasów istnienia Rady, to po jej zniknięciu zmiany powinny być jeszcze szybsze. Bez bata ograniczającego wolność, każdy Ród mógł robić w zasadzie co mu się podobało, zależnie wyłącznie od jego widzimisię
- Wiadomo, niewinni są ci którzy się bronią i reagują. Agresorzy zasługują na potępienie. - dopowiedział, potwierdzając tym samym stanowisko Ichira w tej sprawie. Opinia publiczna i każdy kogo ten konflikt interesuje na pewno patrzyliby na to, kto zaatakował pierwszy. Oczywiście takich informacji się nie podaje, a stara się stworzyć wrażenie że to po prostu działanie w odpowiedzi na agresję drugiej strony. Prawda w takich sytuacjach byłaby nie do znalezienia i wszystko na czym mogli polegać ludzie oceniający strony konfliktu opierało się na wyniku owej wojny. Kto wyniesie z niej korzyść, ten prawdopodobnie byłby bardziej skłonny do ataku.
- Niewielkie, ale ma. Za ich przykładem mogą pójść inne Rody, także te okoliczne. Chociaż powinniśmy być w miarę bezpieczni, nie ma u nas aż tak wiele naturalnych zasobów, a w większości nasze tereny to pustynne nieużytki. - bieda w prowincji i prześmiewcze nazywanie "Kuwetą" przynajmniej raz się na coś przyda. Mogło coś w tym być, ryzykowanie życia żołnierzy tylko dla przejęcia kupy piachu? No i piasek to naturalna broń Sabaku. To jakby walczyć z Ayatsuri w pomieszczeniu w całości wykonanym z jego kukiełek. Generalnie nie byłby to najlepszy pomysł pod słońcem.
- Konieczność pojawiłaby się wyłącznie wtedy, gdyby Dohito sami do nas przyszli. A ich nowy Shirei-kan, Hisatsu, został wybrany przez Naohiru właśnie i najpewniej jest jedynie jego marionetką. Na jego inicjatywę nie ma co liczyć. - odpowiedział i tym samym dał pole do popisu Ichirou. Zinterpretowanie tego leżało tylko w jego kwestii. Shirei-kan, wydawało się, doskonale znał odpowiedź na pytanie co zrobić. Na pewno miał już jakiś pomysł na to.
- Sabaku wywalczyło sobie wolność i Dohito mogą pójść ich śladem i wziąć ich sobie za wzór. Pomoc im leżałaby w naszym interesie, szczególnie teraz kiedy Ekiken odszedł. Jednak jeśli zniszczymy Haretsu, to niedobitki znajdą się w dokładnie takiej sytuacji jak Kagyua. Pustynia zapełniona koczowniczymi grupami osób które nienawidzą Sabaku nie jest nam na rękę w żadnym wypadku.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1705
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 16 sie 2018, o 22:53

Tak jak się spodziewał, konflikt w Karmazynowych Szczytach nie dotyczył ich w jakiś szczególny sposób. Osobiście nie widział sensu zmieniania tego stanu rzeczy. Niech się inni tłuką między sobą, żaden problem, a nawet i korzyść, bo przynajmniej pustynia będzie bezpieczniejsza. No własnie, pustynia - ważniejsze był sprawy lokalne i ogarnięcie burdelu, który panował u bezpośrednich sąsiadów. Na Samotnych Wydmach rzadko kiedy panowała sielanka i obecne czasy do wyjątków nie należały.
Skrzywił się lekko po usłyszeniu informacji lidera Dohito. Nie tak to sobie wyobrażał i trzeba przyznać, że gryzło się to z jego wizjami na przyszłość. Lider glinianych będący psem Haretsu? Słabo. Chyba bardziej na rękę Sabaku byłoby, gdyby między dwoma klanami osiadłymi w Tsurai istniał wyraźny konflikt. Wtedy można byłoby opowiedzieć się po którejś ze stron i ugrać coś na sporze. A tak? Impas.
- Nawet jeśli ich Shirei-kan będzie działał na rzecz Haretsu, to wciąż pozostaje reszta klanu. Wątpię, żeby nastroje tam były spokojne. Mniejsze lub większe, ale na pewno pojawią się tam jakieś zgrzyty. Pozostaje nam więc czekać i obserwować uważnie rozwój sytuacji - oznajmił, wzdychając cicho. Nie do końca podobało mu się utrzymywanie biernej postawy, ale skoro nie było lepszego wyjścia, to nie ma rady.
- Śmiałe poczynania nieobliczalnych Haretsu też nie są nam na rękę. Ale rozumiem - o ile nic większego się w Tsurai nie wydarzy, to nie ma sensu wtykać kija do mrowiska. Tak czy inaczej, skoro dotychczasowy porządek na kontynencie obrócił się w ruinę, pasowałoby zastanowić się nad zorganizowaniem swojego porządku. Może Ayatsuri byliby skłonni do nawiązania mocniejszej współpracy? Zawsze się z nimi dogadywaliśmy, a mając ich po naszej stronie mało prawdopodobne, by Haretsu odważyło się ruszyć na nas. - Podejście Jou wydawało się być dosyć zachowawcze
w porównaniu do Ichiego, który nie chciał, by zdobycie Atsui było ostatnią wielką rzeczą zapisaną w swej histroii.

Przegładził dłonią brązowe włosy i zrobił sobie krótką przerwę, bo od tego gadania zrobiło mu się trochę sucho w gardle. Właśnie, woda!
- A tak z innej beczki, to jak się ma sprawa ostatniego odkryci? Sprawdzono już tę podziemną rzekę, nadaje się? - Nie tylko był zainteresowany tematem swojego ostatniego zadania, ale chciał się też w pewien sposób pochwalić, bo jednak odkrycie sporego źródła na pustyni było rzeczą całkiem znaczącą.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 22 sie 2018, o 01:03

Piesek Haretsu, posłuszna marionetka która miała za zadanie właściwie przyklepywać to co zażyczy sobie Shirei-kan Rodu. A reszta? Nie mieli wiele do gadania. Pozostawał jedynie bunt, chodzenie do innych po prośbie. Nieoficjalnie i co za tym idzie, pod groźbą śmierci. Który klan życzyłby sobie żeby jego członkowie poszli do kogoś innego i prosili o pomoc w rozwiązaniu swoich wewnętrznych spraw? Lider wysłuchał Ichirou, z którego zdaniem trzeba było się liczyć. A przynajmniej on uznał je za takowe.
- Jeśli przyjdą do nas i poproszą o pomoc, z chęcią jej udzielimy. Upadek starego porządku to dobra okazja do poszerzenia naszych wpływów i umocnieniu pozycji. Myślałem nawet o wysłaniu tam ciebie w razie czego. Wpływowa figura z naszych szeregów wiodąca Dohito, że tak powiem. A co do Ayatsurich to pewnie cię tym zaskoczę, ale już podjąłem pewne ku temu kroki. I przy okazji kupiłem od nich kilka technologii które poprawią naszą sytuację w zakresie codziennym. Głównie chodzi o łatwiejsze wydobywania wód głębinowych i ich znajdowanie. - odparł, uśmiechając się cwanie. Ayatsuri, wielcy mądrzy tego świata, z pewnością mieli kilka sztuczek żeby poprawić sobie sytuację w swojej prowincji. Łatwiejsza eksploatacja wód wydawała się, czysto teoretycznie, dobrym pomysłem. Zakładając że Jou nie przeznaczył na to całej zawartości swojego skarbca. Temat wydobywania wód dziwnym zbiegiem okoliczności pokrył się z pytaniem Ichirou odnośnie zasoby wody znalezione przez niego.
- Tak, zbadane próbki wody okazały się na tyle czyste by korzystać z niej bez problemów, ale pitną bez przegotowania niestety nie jest. Ale nawet mimo tego to spory sukces, w połączeniu ze sztuczkami Ayatsurich na pewno wiele nam pomorze.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1705
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość