Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 10 gru 2017, o 18:20

Karczmy, trunki, opium - w tej trójcy brakowało jeszcze jakiegoś dobrego burdelu, no ale jak się nie ma co się ludzi, to się kradnie co popadnie. Dom był tam, gdzie akurat Kuroi się znajdował. Przynajmniej nikt go nie mógł znaleźć! Lekkoduch często zmieniał miejsce, nigdy nie mógł usiedzieć dłużej w jednym miejscu, bo zaczynało go nosić i wtedy też brał swoją kochaną gurdę na plecy i heja! Ku przygodom! W sumie taka ślimacza skorupa byłaby bardzo przydatna i musiał wziąć to pod uwagę do swoich przyszłych planów - dalekosiężnych oczywiście, bo nim do czegoś takiego miałoby dojść, to miną wieki. Przed wejściem do pokoju zatrzymał go strażnik i zaczął wypytywać o jakieś dziwne rzeczy. Kuroi poczuł się trochę jak na pierwszej rozmowie o pracę - zaskoczony, nieprzygotowany, ogólnie to był bliski opowiedzenia historii swojego życia, ale w tej swojej małej mózgownicy jeszcze raz powtórzył sobie to co powiedział strażnik i wskazał na drzwi do pokoju lidera.
-Eee... przyszedłem się tego. Zgłosić chyba. W sumie to dawno mnie nie było, no i tak stwierdziłem "hej! wypadałoby swoim powiedzieć że żyje!". Tak. Tak było. A godność? Kuroi Kuma. - pokiwał twierdząco głową potwierdzając że to on i że ta cała historia dotyczyła jego skromnej osoby! W sumie to ostatni raz zgłaszał się tylko wtedy, gdy ruszył na mur. Gdy po raz pierwszy coś się tam działo, a nie w tej wielkiej bitwie, w której uczestniczył jeszcze większy Rybokage wraz z jakimiś tam innymi ludźmi. Patrzył na strażnika lekko podkrążonymi oczyma, które zwiastowały dobrą poprzednią noc. Taka osoba raczej nie mogła stanowić zagrożenia, prawda? Może kaca nie miał i nie dawał tak alkoholem, bo jedna butelka to na jego standardy starczała na przystawkę do obiadu, no ale! Nikt nie oceniał, tak?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 607
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsu » 10 gru 2017, o 21:05

Burdel! Burdel jakiś na pewno też by się znalazł, ale co za dużo, to niezdrowo. Jeśli lider dowiedziałby się,
że po tylu latach pojawiłeś się w wiosce i zamiast stawić się u niego to poszedłeś bawić się z miejscowymi dziewczętami raczej nie byłby zadowolony. Mógłby być... nawet NIEzadowolony. Chyba. W końcu o Jou krążyły legendy, że nie czuje zupełnie niczego. Mężczyźni przed drzwiami gabinetu nie oczekiwali i raczej nawet nie chcieli słuchać historii twojego życia. Gówno ich ona obchodziła, co jasno mówiło ich spojrzenie. Wykwalifikowani shinobi? Raczej nie, lider potrafił zadbać o samego siebie, a shinobi o specjalnych zdolnościach byli potrzebni w innych zakątkach świata niż czatowanie pod jego drzwiami i pilnowanie, by nikt nie zaglądał przez okienko. Tym nie mniej strzelać minkami mogli, koniec końców to oni decydowali, kto sobie przejdzie, a kto nie, a rozróby byłyby tutaj bardzo niemile widziane.
- Proszę poczekać. - Jeden z mężczyzn zapukał do drzwi i wsunął się zaraz do środka. Cisza. Cisza i dziwne oczekiwanie, bo towarzysz, który wciąż stał przed drzwiami i wcześniej ci się przyglądał, teraz z pozbawioną wyrazem twarzą wpatrywał się w ścianę przed sobą, mając kompletnie gdzieś cały świat. Co się dziwić, każdemu by odwaliło, gdyby całymi dniami miał stać w miejscu, a największą odskocznią było pojawienie się jakiegoś skorpiona, który wdrapał się przez okno. I dobrze. To były zdecydowanie lepsze czasy od ciągłych wojen. Akurat co do tego stania w miejscu i gapienie się w sufit powinieneś bardzo dobrze zrozumieć ten ból. Strażnik wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. - Shirei-kan przyjmie Pana za chwilę. - Za chwilę to znaczy za ile? Cholera wie. Najwyraźniej żadnych więcej informacji dostać nie mogłeś. Mijały chwile - dość leniwe, toporne. Na zewnątrz żar toczył się z nieba i nie wróżył przyjemnych temperatur, ale tutejsi byli do tego przyzwyczajeni. Łatwo było tu stracić rachubę czasu. W końcu jednak strażnik zaprosił cię do środka i drzwi stanęły przed tobą otworem. Na krótko, bo kiedy tylko przekroczyłeś próg - zaraz zostały zamknięte. Pomieszczenie robiło wrażenie. Brakowało tylko tronu, mniejszej ilości regałów i usunięcia biurka ze środka - idealna sala tronowa. Było tu czysto, schludnie, wszystko było uporządkowane, miało swój cel i swoje przeznaczenie. Tak jak i swój cel i przeznaczenie miał lider, kiedy odkładał jedną z książek na półkę, kiedy akurat wszedłeś i odwrócił się w twoim kierunku, spoglądając na ciebie jednym okiem.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2268
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 10 gru 2017, o 22:23

Poczekać - jakie poczekać! Tutaj najstarszy doko świata ma czekać jeszcze na audiencje u jakiegoś tam niespełna rozumu lidera, który założył wioskę na pustyni, gdzie nie ma ani picia, ani jedzenia? Kuroi westchnął ciężko, osadzając głowę nieco bardziej w bandażach i jak trzeba to trudno. Spojrzał na tego biednego strażnika, którego robota była tak nudna jak mieszanie kijkiem w łajnie. Niby spoko, ale ile można? Stoisz cały dzień w jednym miejscu, gapisz się czy to w sufit, czy to na podłogę, ewentualnie jeszcze w oczy koleżanki, ale zazwyczaj do tej roli brali się nie wiedzieć czemu sami faceci i tak sobie oto sprawdzali przychodzących do lidera przez całe dnie. A może nawet noce?
Wyszedł w końcu ten drugi patałach - pomyślał sobie bardzo optymistycznie Kuroi widząc jak to sam stwierdził oddanego pracy strażnika i nie za bardzo go pocieszyła myśl o tej "chwili". Usiadł więc sobie przed drzwiami, bo czas mijał, a on do tych patałachów nie należał i miał prawo sobie usiąść i zacząć sobie pisać w notatniku o tym co się ostatnio wydarzyło tak dla potomnych, albo dla nikogo. Po jakimś czasie w końcu wrota się otworzyły, Kuroi podniósł się z podłogi, otrzepał swoje piękne ubranko i wszedł do środka cały na biało! To znaczy czarno, ale wiadomo o co chodzi. Obejrzał się za siebie - zupełnie jakby miał uciekać. A jeżeli teraz zaszlachtuje lidera? Wtedy wesoła pilnująca kompania będzie miała przesrane. Uśmiechnął się do tej myśli, jednak ukłonił się liderowi unosząc rękę na powitanie.
-Dobry - przywitał go godnie niczym pawiana zawieszonego na gałęzi drzewa, ale zaraz mówił dalej, bo jeszcze bardziej się pogrąży.
-Przyszedłem zgłosić że żyje i jestem cały! Dawno mnie tu nie było, więc wolałem uprzedzić, żeby nikt mnie nie szukał bez potrzeby
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 607
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsu » 11 gru 2017, o 11:50

Jou niewiele się zmienił przez cały ten czas. Jego ogniste, długie włosy, opadały na plecy i ramiona, zakrywając jedno oko, odcinając się na tle pół cieni, które panowały w pomieszczeniu, bo nikt nie miał ochoty rozsuwać do końca zasłon - nic dziwnego, słońce nie było mile widziane w samym środku dnia, kiedy grzało najmocniej. Nie było tu za ciepło, ciężko jednak mówić o chłodzie. Ciężki kamień, z którego wzniesiono budynek, robił swoje i izolował żar z zewnątrz. Mężczyzna pasował do tego miejsca. Jego sprężysta, smukła sylwetka odziana w lekkie szaty, przeplatające barwy bieli i jaśniejszego brązu, jakie aktualnie miał na sobie, była jak marmur, z którego wykuto jego ciało. Artysta o prostu zapomniał o swoim dziele i porzucił je na pastwę losu - to nic. Przecież radził sobie świetnie. Dla ciebie był to zwykły random, czysta formalność, którą trzeba było odwalić, żeby nikt ci potem nie zawracał dupy, a dla niego? Dla niego chyba nie. Byłeś członkiem tego klanu, nawet jeśli przez tyle czasu nie było cię w domu i tyle zdążyło się pozmieniać - chociaż to, że jeden z rękawów mężczyzny wisiał teraz smętnie, nie mając się na czym oprzeć i czego okrywać. Wydawało się, że on sam wyrasta z tej ziemi, z tego zimnego kamienia i stanowi z nim jedność - nierozerwalną całość, która niewzruszenie czuwa nad tym miastem, nie czując smutku z tragedii, jaka miała tu miejsce, radości ze spokoju, który zagościł w tych progach. Nic nie czuł. Tylko jego uważne, wąskie oczy utkwione w twojej sylwetce upewniały, że jest człowiekiem z krwi i kości, a nie tylko ozdobnym manekinem, rzeźbą, którą dla zabawy przybrano w prawdziwe ciuchy i podarowano prawdziwe włosy.
- Dawno nie zawitałeś w progi domu, Kuroi. - Przerwał w końcu swoją ciszę, swój bezruch, kierując się wolno w kierunku swojego biurka. Gurda? Och, nie miał jej na plecach, ale stała tuż obok jego siedziska. Więc co by było, gdybyś przyszedł tutaj go zabić..? - Nie zjawiłeś się nawet, gdy walczyliśmy o ten kawałek ziemi. - Czy to były pretensje? Nie brzmiał tak, jakby próbował sobie cokolwiek rościć. Tylko że Jou... zawsze brzmiał tak samo. Po prostu spokojnie. - Twoje podróże obfitować musiały w wiedzę. Zechcesz mi o nich opowiedzieć?
Zapewne wynosiliby tędy trupa, ale nie byłby to trup Jou.
-
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2268
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 12 gru 2017, o 19:14

Och jak wiele ich różniło. Od sposobu bycia, do samej piastowenej pozycji, przez aparycję którą Jou raczej dawał przykład dla innych. Całkowicie inaczej niż Kuroi, który po prostu był shinobim i nie chciał się za bardzo wyróżniać. Żadnej cechy charakterystycznej - no może prócz gurdy - reszta elementów jego wyglądu mogła w każdej chwili ulec zmianie, a to po prostu pozwalało mu wtopić się w tłum. Jego rozmówca cóż - był liderem. Nie mógł się tak zachowywać, pełnił funkcję reprezentatywną, więc musiał połączyć te dwa żywoty w jedno i jakoś je pogodzić. Kojarzył go? Och jak miło. Może miał dobrą pamięć, a może gdzieś mu się przewinął. Jakby nie patrzeć ich współpraca trwała już jakiś czas i całkiem nieźle się z niej wywiązywali. Młodzi pojawiali się i znikali, a nazwisko Kuma było i ciągle jest aktualne. W sumie to miał przy sobie jedną, nierozerwalną plakietkę. Prawdopodobnie był jednym z najstarszym shinobich, którzy w drabince shinobich nie podnieśli się jeszcze ani kroku wyżej. Może nie czuł takiej potrzeby? Nie był taki jak Jou, nie był tak "stabilny", nie był skałą, był wiatrem. Był pyłkiem piasku niesionym tam, gdzie wiatr go posiał i zostawił, by zaraz przenieść w inne miejsce. A każdy piasek, drążył skałę. W pomieszczeniu było zimnej, kamień zapewniał naturalną klimatyzacją, przez co nawet latem na pustyni nie panował tu ukrop. Obecna zima trochę łagodziła ten zabójczy klimat.
-Tak jakoś wyszło. Nie było mi po drodze. - wzruszył ramionami obserwując pomieszczenie lidera. Ładnie się tu urządził, czyli Sabaku mają jednak trochę oszczędności - pomyślał i uśmiechnął się do tej myśli, chociaż jego rozmówcy mogło się wydawać, że to było do niego. Widział gurdę Jou, zmorę i jednocześnie błogosławieństwo członków tego klanu. Ogromny pojemnik z piaskiem, który ciężko było ze sobą nosić, ale dawał ogromne korzyści. Szukał sobie jakiegoś siedziska, na którym jego szanowne cztery litery mogłyby się ułożyć, bo nie zapowiadało się na krótką pogawędkę.
-Walczyliście? Mylisz się. Byłem tam, tylko trochę dalej. Nikt mnie nie uprzedził, że planowana jest taka akcja, ale to raczej oczywiste. Byłem w okolicy, w sumie to przypadkiem i widziałem ślady walk w oddali. Samemu nie miałem po co tam ruszać, ale widziałem uciekających Kaguya, którym chyba nie spodobała się moja obecność. Przyniósłbym jakąś pamiątkę, ale pustynia zdążyła wszystko wchłonąć - mówił spokojnie, bez pośpiechu, jakby opowiadał o tym jak wczoraj poszedł do sklepu i kupił bułki, ale nie były zbytnio świeże więc bez jakichś szaleństw. O ile Jou był oazą spokoju, był niczym niewzruszona skała, tak Kuroi był niczym powolny strumień. Nadawał sobie jedno tempo i nim się poruszał.
-Opowiedzieć? Nie masz ważniejszych rzeczy niż słuchanie opowieści jakiegoś starucha? Widziałem nową gwiazdę. Przedstawił mi się jako Asahi Ichirou, to ktoś ważny, czy chwilowa popularność?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 607
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsu » 12 gru 2017, o 19:45

Odważne myśli. Zdecydowanie zbyt odważne jak dla lekkiego powiewu wiatru, który w pojedynczej chwili niczego nie zmieniał. Był cierpliwy - lecz skała też była. Koniec końców niewzurszoną prawdą świata było to, że nie ważne,
jak bardzo głaz byłby wytrzymały. Kruszał, obcierał się, kiedy inne drobinki obijały się o niego, zmieniał, a wiatr? Zmieniał się non stop. Właśnie dzięki temu błogosławiła go wieczność. Siła tak łagodnego wiatru nie polegała jednak na tym, by zniszczyć - przewrócić tonową konstrukcję i sprawić, by rozsypała się na miliony kawałków. Jego siłą było to, że pojawiał się niespodziewanie, przyjemnie pieścił włosy, policzki, przynosił tlen, którym łatwiej było oddychać i koniec końców to, że zawsze przynosił drobinki, które ocierały się o kostki - i to one zmieniały. Pozornie niewyczuwalne, nie widziało się ich, nie zwracało na nie uwagi - tak samo przecież nikt nie był w stanie dojrzeć powietrza. Nie ważne jednak jakich metafor by nie próbować tutaj użyć, fakt był faktem - Jou był poziomem nieosiągalnym dla większości Sabaku. I w obecnej chwili nie było żadnego podmuchu powietrza, który mógłby osłabić piedestał jego trwania, a tym bardziej sprawić, by on sam zmienił cokolwiek - wokół siebie, czy w końcu... siebie samego.
- Nie przyjmuję takiego usprawiedliwienia. - Ot, prosto z mostu, co tu owijać w bawełnę? Bycie wolnym duchem - byciem wolnym duchem, ale jako shinobi, żołnierz, wojownik klanu, chcąc nie chcąc miałeś pewne zobowiązania. I Jou nie zamierzał o tym zapominać. Nie zamierzał też pozwolić, żebyś ty o tym zapomniał. Na następne twoje słowa nic nie odpowiedział. Jego przenikliwe spojrzenie ciągle było w tobie zakotwiczone, śledził każdy twój ruch. Nawet nie raczył cię zaprosić, zaproponować ci miejsca siedzącego. Tak samo jak nie raczył od razu zaprosić cię do wnętrza swojego gabinetu. Wiek robił swoje, ale bardziej niż na wiek spoglądano tutaj na osiągnięcia, zasługi dla klanu i w końcu - na zdolności. Żebyś mógł się dorobić szacunku z samego wieku, musiałbyś chyba pożyć jeszcze z 40 lat więcej. Tak przynajmniej.
- Nawet jeśli nie było cię w domu, twoja ignorancja jest na przerost. - Gdyby ktoś nie znał Jou mógłby powiedzieć, że jest nie w humorze, ale... w takim wypadku nigdy nie był w humorze. - Członek Krwawego Pokolenia, Sentoki Sabaku. - Najwyraźniej takie treściwe opowiedzenie uznał za wystarczające. - Oczekuję, że przyniosłeś dla klanu wartościowe informacje, będąc na dwuletniej wyprawie. - Miało być miło, co?
A to Pech...
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2268
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 12 gru 2017, o 21:46

Jego brwi uniosły się ku górze. Usprawiedliwienia? Kto jak kto, ale Kuroi raczej siebie w żaden sposób nie usprawiedliwiał. Ot przedstawił po prostu co ostatnio się działo i na tym koniec. Nie czuł żadnej potrzeby usprawiedliwiania siebie, nie był niczyją własnością. Jeżeli dostałby rozkazy - to by je wykonał. A skoro ich nie było?
-Moja ignorancja? Myślę, że spalony jakimś zielskiem Sentoki jest ignorantem zwłaszcza, gdy chodzi bez swojej gurdy na wierzchu, tylko trzyma ją w zwoju. - nie unosił głosu, nie drwił. Mimo tego, że ktoś mógłby tak sądzić, to w jego głosie nadal była ta jedna, spokojna nuta. Dla innych mogła być denerwująca na dłuższą metę, ale miał do czynienia z prawdziwym mówcą, który nie raz pewnie już wdawał się gorsze spory. Mógł sobie odpuścić informację o Asahim, ale co racja to racja. Jego nikt nie znał, był nikim, był jednym z wielu, który po prostu pałętał się po świecie bez większego echa. Nie sprawował jakiejś funkcji, nie był aż tak narażony na zszarganie opinii o swoim klanie. W wiosce mogli czuć się co prawda bezpiecznie, ale zawsze mógł się pojawić ktoś z zewnątrz.
-Swoją drogą... dziwne że nikt mnie nie zatrzymał, skoro byłem poszukiwany. A chyba byłem, bo po takim czasie wypadałoby się pomartwić o tajemnice klanu, hm? - poczuł że to trochę nie do końca stosowne zwracać uwagę liderowi na błędy, ale walili prosto z mostu, więc wolał utrzymać tempo rozmowy narzucone przez lidera.
-Wartościowe informacje? Cóż... ostatnio byłem na murze, ale chyba Ci, którzy ostatnio tam walczyli powiedzą Ci więcej. Słyszałem, że była ekspedycja na zewnątrz, czyli pewnie przyniosą ciekawe informacje. Moje pewnie będą nieaktualne. Co do reszty... to niestety nie. Starałem się unikać kłopotów, a walki z shinobimi do takich należą. Obecnie nie ma żadnej wojny, ostatnio była rzeź na wyspach i chyba nie chcemy tego powtórzyć w najbliższym czasie. Dlatego też wolałem być w cieniu, jak zawsze. - jedyne czego Kuroi nie znosił szczerze i z całego serca to była właśnie wojna. Ta okrutna kochanka, która zmieniała chłopców w żywe trupy, które szły na dosłowną rzeź. Tam nie było bohaterów, martwi nie mają głosu. Oczywistą prawdą było to, że jedna śmierć to tragedia, większa to tylko liczba, nic więcej. Walka miała w sobie coś innego, coś tak mistycznego i stawiała dwójkę ludzi naprzeciwko siebie. Na wojnie jedna czynność, jedna technika, jedno działanie mogło zamordować setki. Krwawe Pokolenie to dobre określenie, tylko pokazywało jak działa polityka.
-Spotkałem na swojej drodze jedną samurajkę, w sumie ciekawe co u niej. No i że w Yusetsu robią niesamowity alkohol, ale to Cię raczej nie interesuje.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 607
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Natsu » 13 gru 2017, o 14:24

Chęci czy niechęci nie miały tutaj prawa głosu. To znaczy - głos zawsze mieć miały, zawsze protestować mogłeś, głośno krzyczeć, szczekać. Tak ponoć było - im mniejszy pies, tym głośniej szczeka. Można było się sprzeczać z tym, czy Jou był surowy czy też nie. Potrafił być wyrozumiały na swój sposób, ale każda akcja musiała być czymś poparta, musiała mieć swoje usprawiedliwienie. I to, czy ty czułeś się tutaj winny czy też nie, nie grało wielkiej roli - tak jak zostało wspomniane na samym początku. Z drugiej strony była ta kwestia, że żaden Sabaku nie był zobowiązany siedzieć na dupsku i oglądać sufit. Sęk w tym, że skoro dwa lata przeminęły tak gładko (dwa? To co z pogromem podczas turnieju?) i mężczyzna nie raczył dać nawet znaku, czy żyje czy też nie - to już inna sprawa. Teraz zaś pytał o wschodzącą gwiazdę z wydarzenia, które miejsce miały cztery lata temu. To błąd w zeznaniach, mój Przyjacielu, a uszy Jou były czujne na każde zachwianie prawdy, które mu się przedstawiało.
- Pilnuj swój język, albo ci go skrócę. - Obowiązkiem Jou zdecydowanie nie była obrona Ichirou, co ten robił po godzinach pracy było jego sprawą. Przysłużył się wiosce, zapracował na swój tytuł, wiernie służył swojemu rodowi. I to nie o opinię Kuroi na temat tego mężczyzny chodziło. Chodziło o bezczelne odpyskowanie po pouczeniu, które lider wystosunkował do Doko. Niestety Kuroi musiałby sobie wypracować najpierw jakąś renomę, jakąkolwiek, żeby móc sobie mówić, co tylko pomyślał. Dopóki Jou zajmował stołek, dopóty w tym miejscu obowiązywać będą jego zasady - i nie były one w najmniejszym nawet stopniu pobłażliwe. Zimne, rygorystyczne, nie pisane samą siłą, a głównie zasługami względem rodu. Bo to zawsze było dla Jou najważniejsze. Dobro ogółu - nie pojedynczych jednostek.
Lider się nie unosił. Tak samo jak Kuroi jego głos był ciągle spokojny, sylwetka rozluźniona, mimika nie drgała, by odzwierciedlić jakiekolwiek emocje. W końcu żadnych emocji nie było. Rozmowa płynęła jednym, powolnym strumieniem, a jednak woda zawsze podmywała brzegi, czasem zabierając tylko pojedyncze ziarna piasku. Czasem doprowadzała do zapadnięć całych klifów.
- Kuroi Kuma. Przywołuję cię do porządku. - Tak, nie było co owijać w bawełnę, przynajmniej Jou nie lubił tego robić i bawić się w niepotrzebne zawijasy. - Nie jestem twoim [kolegą, żebyś zwracał się do mnie nieformalnie. I jeszcze jedna pyskówka, a przestaniemy swobodnie rozmawiać. Twoje uwagi są zupełnie nie na miejscu i zapewne gdyby nie wspomniana ignorancja to zdawałbyś sobie z tego sprawę. - Przynajmniej człowiek wiedział na czym stoi w rozmowie z tym czerwonowłosym mężczyzną, zawsze jakiś plus. No i od razu było wiadome, że gość miły być nie może. W końcu, lol, był rudy. Dzieci pewnie go nienawidziły w młodości i bito go przy każdej możliwej okazji - tak musiało być. Łzy rudego bezcenny dar. To nie działało tak, że Jou miał się tutaj tłumaczyć. To ty miałeś, nawet jeśli nie uznawałeś takiej potrzeby. - Następnym razem natychmiast po wyprawie takiej, jak ta sprzed dwóch lat, masz się przede mną pojawić, by zdać raport. - Jou skierował się do jednego z regałów i wyszukał odpowiednie pergaminy, by wyciągnąć parę z nich i położyć przed sobą na biurku. - Wnioskując z twoich poprzednich wypowiedzi nie będziesz miał nic przeciwko zabawić tutaj chwili dłużej. Oczekuję, że wspomożesz wioskę swoimi zdolnościami i wykonasz trzy misje. - Taa, wnioskując z poprzednich wypowiedzi... z dupy chyba wnioskując. No ale trudno. Słowo ciałem się stało. - Jeśli to wszystko to jesteś wolny.
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2268
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 13 gru 2017, o 16:45

Groźba. A jednak nie był taki spokojny jak mogło by się wydawać. Czy to przekonało Kuroia? Wręcz przeciwnie. Był jego podwładnym, jednak szacunku i poparcia nie zdobywa się w ten sposób. Samo bycie liderem nie zobowiązuje mieszkańców to jego poszanowania. Jou stracił w oczach najstarszego Doko, ale to nie było obecnie ważne. Umilkł, bo swój język dosyć lubił - przyzwyczaił się do niego po takim czasie i stracić go obecnie byłoby trochę nie w porządku. Byli ze sobą związani od narodzin praktycznie! A nawet wcześniej! Może jego rozmówca nie unosił głosu, jednak taki sposób rozmawiania z podwładnym był nie do przyjęcia. Fakt faktem był nisko rangą, w tej kwestii dzieliła ich ogromna przepaść, ale to nie była droga do zyskania szacunku wśród swoich ludzi. Jou sam był ignorantem skoro nie potrafił upilnować swoich ludzi. Skoro się nimi nie interesował, skoro nie trzymał ich w ryzach, nie dbał o ich postawę, o to jak ich odbiera społeczeństwo, to chłystki, którym strzeliła sława do głowy zaczną się pakować w niepotrzebne kłopoty próbując udowodnić swoją wartość. W przypadku Jou i Kuroia było jednak tak, że obydwoje mieli ten sam staż shinobi, tylko jeden nie chował się za tak grubym murem, że robiło się chłodno nawet na pustyni.
-Dobrze... liderze. - miało być formalnie, to jest formalnie, tak?
-Następnym razem spróbuję zdać raport, gdy przestaną mnie gonić dzikusy zza muru i zaleczę swoje rany tak, bym mógł chodzić - skinął głową, a jego słowa były już suche, bez emocji. Zupełnie jakby maszyna zdawała raport o swojej pracy. Przykładny żołnierz, który posłany na śmierć podziękuje jeszcze dowódcy za to, że może się poświęcić w imię większego dobra.
-Prosiłbym o wskazanie tablicy ze zleceniami, liderze. Nie orientuje się na tyle w wiosce, by wiedzieć gdzie takowa się znajduje. Jeżeli to wszystko, to dziękuję - jego głos... był jakby znudzony. Nie lekceważący, ale wykonywać zlecenia w ramach kary? Jak mus to mus. Jeżeli Jou wskazał mu tablicę do udał się cóż... tam gdzie musiał, czyli po jakieś zlecenie. Chociaż trochę pieniędzy wpadnie.

z/t
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 607
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 20 gru 2017, o 17:53

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
43/∞

Miasto milczało. Dwa wielbłądy stały przy wodopoju, rozleniwione porankiem, zasłony furkotały w oknach od przeciągu porobionego w mieszkaniach jeszcze podczas nocy, by zimne powietrze przygotowało mury na kolejny dzień. Gdyby (gdybanie przesiąknęło cię już na wskroś, czy jeszcze trzymałeś się trzeźwego świata?) świat się właśnie kończył, pchnięty w przepaść, i gdybyś był jedynym człowiekiem na ziemi, ostatnim wśród tych wysokich, jasnych murów, wokół których falowało gorące powietrze pustyni w samo południe, odczuwałbyś smutek? Czułbyś żal za wszystkich ludzi, którzy utracili swoje twarze i wraz z nimi skradzione zostały ich oddechy? Tylko że nie byłeś ostatni. Nawet jeśli wokół nie mogłeś dojrzeć żywej duszy, jeśli wszyscy pokryli się po kątach, czerpiąc z bezdechu słodkości orzeźwiającego powietrza, to przecież każde z tych żyć trwało w ich bezpiecznych mieszkaniach. Niewidoczni dla ciebie, potencjalni złodzieje. Bracia. Siostry.
Kuzyni. Twoja głowa, tak mocno nastawiona na rozwiązanie zagadki, która nasunęła ci się na ręce przez zwykły wisiorek,
nie zaprzątała sobie miejsca rzeczami tak banalnymi jak inni. Nie w tym momencie. Musiałeś wszystko poukładać,
podejść do tego jak najbardziej profesjonalnie. Ha! Detektyw bez licencji. Poukładany detektyw bez licencji. Było siedzieć w domu i się nie ruszać! Było. I znów gdybanie. W tym wszystkim dwa wielbłądy naprawdę były najbardziej ciekawym obiektem. No, przynajmniej tym dostrzegalnym. W końcu zakrwawione papiery, już suche, leżały zwinięte w tubie i czekały na ponowne wykorzystanie.
Milczenie nie równało się ciszy, chociaż ta rozłożyła swoją pościel w ścianach twojego umysłu. Milczenie nie trwało, bo były słowa, te zaś tworzyły całe zdania, jedno wędrowało za drugim, tworząc całe ciągi, tak samo zamazane i niejasne, jak niejasne były wnioski wyciągane z papieru tkwiącym w tubie. To nic, to nic. Po każdej ciężkiej nocy wstaje słońce, nie ważne,
jak długo ona trwała, jak zimna była i ile przelano w niej krwi. Świat się nie zmienił i zmieniać nie zamierzał - zmieniał się tylko ten mały, ten nasz prywatny, kiedy nowe zaskoczenia pukały do drzwi, zaglądał do okienka, wymagając, by je wpuścić.
Nie każde zmiany były w tym życiu pożądane. Dlatego niektóre rozbijały się na przejrzystych szybkach, a inne wkradały wentylacją, nieproszone i niechciane - mimo to .
Cisza nie równała się pustce. Pomimo tego, jak pusto wokół było i mimo tego, że byłeś tylko ty - przynajmniej dopóki nie dotarłeś do siedziby władzy, otwierając przed sobą jego wrota. Nie było tu pustki, bo nie miała miejsca, żeby się rozgościć.
Wszystko zagospodarowane było przez zbrodnię i karę, zaczęte kradzieżą wisiorka. Przechodzącą przez trzy trupy -
i to tylko tego jednego dnia. Wychodziło jednak na to, że w przeszłości było ich o wiele więcej. Niewiasta w recepcji zapytała grzecznie, czego ci potrzeba i zaprowadziła cię do odpowiedniego działu, gdzie trzymali wszelkie archiwa - dokumenty takie jak akty urodzenia, spisy shinobi. Rodzina Asashi była znana w Atsui, nawet jeśli byłeś jej ostatnim przedstawicielem... o ile byłeś rzeczywiście jej ostatnim przedstawicielem, a po świecie nie błąkał się twój zły brat bliźniak imieniem Ocir. Archiwum stanęło przed tobą otworem - i tylko archiwum. Bo niestety nogi różowowłosej panienki nadal były zamknięte, a tych od Sachiko chyba się odechciewało. Chyba. Biorąc pod uwagę fakt, jak mocny posiadałeś Syndrom Sztokholmski to już wszystkiego można się po tobie spodziewać. Kobieta pomogła ci znaleźć drzewo genealogiczne twojego rodu i zostawiła cię z nim sam na sam. Wiele tego nie było, bo i zapiski nie sięgały daleko. Daleko-nie daleko, zależy jak na to spojrzeć, bo do 200 lat wstecz, aż do samego Sabaku Taheiji, który podczas wojny zyskał przydomek Asahi, Wschodzące Słońce. Wtedy powstał ród Asashi. Gałęzie rodu rozchodziły się na boki i dokopanie się do niektórych nazwisk, które miałeś na kartach, było wyzwaniem. Przestudiowanie każdej gałęzi po kolei, w których Asahi zmieniało się na inne nazwiska, te zaś były przedstawione na innych kartach, które też musiałeś znaleźć. Dobrze, że wszystko było alfabetycznie posegregowane. Tym nie mniej żadnego "Ocira" nie było wpisanego. Wyglądało na to, że z Asashich faktycznie byłeś ostatni. Długie godziny poszukiwań, wiązania jednego końca z drugim, kiedy już złapałeś niteczkę, pozwoliły postawić jednak wniosek bardzo prosty - ludzie, którzy zginęli, byli z Asashimi powiązani. I wychodziło na to, że również byli shinobi, w takim wypadku - tylko że tymi, którzy wybrali inne sposoby zarabiania niż błąkanie się po świecie. W końcu dokopałeś się też do informacji, że Sabaku Taheiji podczas wojny otrzymał broń, która przechyliła szalę zwycięstwa na stronę Sabaku. Co to była jednak za broń, skąd się wzięła? W 190 roku, podczas wojny domowej, klan Ayatsuri stworzył ją dla Taheijiego - miał on skupiać w sobie zapieczętowaną moc słońca. Zaraz po tym klan Kaguya zabił inżynierów i zniszczył wszystko, co było z nimi związane. O broni nie było dalej wzmianki.
Kurz zebrany w archiwum i duchota tutaj panująca drażniła nozdrza, kuła w płuca. Niewiasta, która cię tutaj przyprowadziła, była na tyle miła, że przyniosła ci dzban z wodą i kubek, żebyś tu nie zszedł przy swoich poszukiwaniach.
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 23 gru 2017, o 09:40

Drugi dzień z rzędu pochłonęły go papiery. Wsiąknął na dobre w stare, zżółknięte archiwalne karty i zmieszał się ze zwietrzałym już atramentem. Był zaabsorbowany sprawą jak mało kiedy. Nie zwrócił nawet większej uwagi na obsługującą go niewiastę. Skierował do niej jedynie kilka zdawkowych, życzliwych słów, ze dwa blade uśmiechy, jedno przelotne spojrzenie z góry na dół. A gdy już dostał akta, o które prosił, świat się zwyczajnie zatrzymał lub przynajmniej zwolnił do niesamowicie ślimaczego tempa.
Miał okazję nadrobić te wszystkie ignoranckie lata. Strona po stronie, persona po personie, miał okazję poznawać swoich krewnych. Głównie tych bardziej odległych, o których istnieniu w ogóle nie istniał. Czy to dalej byli jego krewni? W ich żyłach płynęła jedynie cząstka tej samej krwi. Mieli jedynie wspólnego pradziada, prababkę. Ba, większość ze sprawdzanych osób nawet nie parała się zawodem shinobi. Byli zwykłymi ludźmi, a ich historie w głównej mierze mogły co najwyżej nudzić.
Chyba najciekawszą postacią okazał się być protoplasta rodziny Asahi. Huh, wyglądało na to, że ścieranie się z kościanym klanem mają we krwi. Wojny domowe, sojusz z Ayatsuri, jakaś wyjątkowa, mityczna broń, odpieranie ataków wroga. Brzmiało to trochę bardziej jak legenda niż rzeczowe zapiski z akt. Nie było tu konkretów. Czym była w ogóle ta broń? Potężną balistą? Mieczem tnącym kościane pancerze? Skoro narzędzie te było tak potężne, to czemu zostało zapomniane? Cóż, Ichirou z przymrużeniem oka potraktował tę opowieść.
Zatracił rachubę czasu, ale chyba dość długo przesiadywał nad papierami. Zbyt długo jak na zebrane informacje. Przestudiowanie archiwów nie rzuciło nowego światła na badaną sprawę. Ot, lepiej poznał swoją rodzinę i utwierdził się w przekonaniu, że faktycznie ktoś poluje na Wschodzące Słońca.
Czy można powiedzieć, że już sam stał się ofiarą? Że kradzież naszyjnika była wabikiem? Że miał zginąć z ręki odzianego w czerń miecznika? Czy jednak chodziło tu o coś więcej?
Wciąż nie znalazł też odpowiedzi na to, w jaki sposób to wszystko łączy się z samą Sachiko. Nie rozumiał. Nie widział powodu, dla jakiego ta miałaby uplatać tak misterną intrygę od lat.
Odłożył księgi, wzdychając ciężko. Sięgnął po szklankę i wypił z niej całą wodę. Podziękował z niemrawym wyrazem twarzy pomocnej niewieście, a potem opuścił pomieszczenie. Wolnym krokiem ruszył przez korytarz, zmierzając w stronę gabinetu lidera.
Nie podobało mu się to, że idzie do swojego przełożonego, by mówić mu o swoich problemach. Miał wrażenie, że idzie teraz jak jakieś płaczące dziecko do tatusia, bo starsi mu dokuczają. Trochę go to drażniło. Był przecież samodzielnym Sentokim z aspiracjami na Kogo, któremu przywódca dawał dość dużą w swobodę działaniu. Asahi nie zwracał się do niego w błahych sprawach, ani tym bardziej miał w zwyczaju mu się żalić. Dlatego też chciał spotkać się z Jou dopiero wtedy, kiedy będzie miał twarde dowody, by zwierzchnikowi pozostało już tylko wymierzenie sprawiedliwości.
Jak trwoga to do lidera. Może jednak warto było zaznajomić go sprawą, szczególnie że brązowowłosy utknął w martwym punkcie. Lepiej, żeby głównodowodzący dowiedział się o tym wszystkim od niego, a nie od... no właśnie, od tej suki Sachiko. Co jeśli ta chciała wplątać go w jakieś gówno? Co jak co, ale taki wyczyn wymagał sporej dawki śmiałości, jeśli nie głupoty. Być może złotooki osobnik nie wpisywał się w ramy typowego shinobi, prywatnie był jaki był, ale mało który Sabaku wykazał się w ostatnich latach tak wielkim zaangażowaniem w działaniach na rzecz klanu.
Rosło w nim rozdrażnienie. Niejasne problemy się nawarstwiały, żaden nie chciał się rozwiązać. Już chyba wolałby kolejny stan wojenny niż grzebanie się w tych zasranych intrygach. Przynajmniej wszystko byłoby jasne. Miałby jasno określony cel, wroga do zniszczenia, mógłby po prostu działać i wykazać się tym, w czym był najlepszy.
Niby taki kombinator z tego Iczira, a chyba zaczynał tęsknić za prostym życiem.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2675
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 26 gru 2017, o 16:50

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
45/∞

Jednemu lepiej w zbroi, innemu w krawacie przy świątecznym stole, albo w eleganckim żakiecie na zebraniu walnym wśród polityków. Asahi wpasowywali się od lat lepiej w gorący obraz piasków usłanych trupami i zalanych krwią. Na pustyniach, gdzie pochowano ich ciała, mogły rosnąć kwiaty - sami wypili tyle posoki, nawilżając nią swoje dłonie, że ziemia nie miała żadnych oporów, by teraz poić się nimi samymi. Na pewno rosły tam kwiaty. Na złotych kurhanach, gdzie nie zaglądał już żaden człowiek, gdzieś pomiędzy tym miastem, w którym przyszło ci żyć, a więzieniem z czterech filarów. Dla jednego ogona.. Nie było tu lepiej? Kurz pachniał podobnie do piaskowego pyłu. Wgryzał się w twoje nozdrza, sprawiał, że suchość powietrza nabierała nowego znaczenia, bardzo fizycznego wymiaru. Jak suche były te kartki, które przeglądałeś. Niektóre na tyle stare, że musiałeś uważać, kiedy je ujmowałeś między palce, mając wrażenie, że zaraz się całkowicie rozpadną. W ten sam pył, z którego ludzkość powstała - i którym teraz Sabaku byli w stanie władać. Drobinki tej historii nie były satysfakcjonujące. Zmarli? Pozostaną zmarłymi. To, czy ich poznałeś, czy spojrzałeś na niektóre portrety, gdy te się uchowały, czy przeczytałeś ich imiona i nadałeś anonimowym przodkom odpowiednie słowa, które mogłeś przywoływać do swoich myśli - wszystko to ginęło nakryte zmęczeniem. Tylko jak tu mówić o zmęczeniu, gdy byłeś wypoczęty..? Koszmary opuściły twój umysł i pozwoliły na spokojny sen. Zmęczenie sięgało głębiej. Nie wystarczyło usiąść (przecież cały czas siedziałeś), żeby się go pozbyć, usnąć, zjeść pożywny posiłek i wypić aromatyczną herbatę w towarzystwie Losu.
Nic nie wystarczyło. Oblepiło cię i było tylko jedno źródło, które mogło zmyć tą lepiącą maź z twojej skóry. Znalezienie go jak na razie wydawało się niemożliwe. Twoje możliwości ruchu były ograniczone, ale to nie tak, że ściany fizycznie się do ciebie zbliżały - jedynie ty tak odbierałeś to kruczenie się świata, który zaczynał nieco przygniatać swoim postrzałowym poplątaniem. Klarowność była tutaj pożądana - tylko jak ją zdobyć? Zapewne - idąc przed siebie. Tak,
zdaje się, najłatwiej było rozwiązać wszystkie zagwozdki życia, kiedy nie dało się ich wyciągnąć spod skóry gołymi palcami w miejscu tu i teraz.
Strażnicy zatrzymali cię przed komnatą Jou. To nic osobistego, poprosili grzecznie o poczekanie, kłaniając ci się w pas. Trudno by było, gdyby cię nie rozpoznali, dlatego nawet nie pytali o godność. Jeden z nich wsunął się do pokoju i przez chwilę panowała tu głucha cisza. Słyszałeś? W uszach dziwnie piszczało, to od tej głuchoty, wypełniając przestrzeń tym, czego nie było. Drewniane drzwi ozdobione ornamentowymi żłobieniami, wypolerowane, niemy strażnik, który stał tutaj na baczność, znudzony życiem - i jeszcze bardziej staniem. I Ty. Zawsze to musiałeś być ty -= ty i twoje problemy, ty i twój łańcuszek, ty i twoja kradzież. Ty i twoja sprawa, która była ważniejsza, niż cokolwiek innego. Fakt, że wszystkie te mordy pokrywały się ze sobą był przypadkiem. Inaczej nie byłoby cię tutaj, w tym miejscu, czekając łaskawie na swoją kolej. Strażnik wysunął się zza drzwi i poprosił o chwilkę cierpliwości. I cóż? Czekać. Czekaj jedną chwilę, może dwie, pozwól przeciągać się temu wszystkiemu w nieskończoność, zabijając mozolne oczekiwanie myślami. Nie bolała cię jeszcze od nich głowa? Bolała raczej duma, że czekasz cierpliwie, jak małe dziecko, aż tatuś przyjmie cię na swój dywanik. Usiądzie w fotelu, zaprosi na kolanko i wysłucha twojego biadolenia. Może przynajmniej on nie zgubił swojej twarzy w tym wszystkim..? Kiedy trwoga to do Boga. Z sali lidera wyszła jakaś kobieta, jedna z shinobich, nosząca na plecach gurdę. Kiwnęła ci głową i oddaliła się korytarzem. Nie poznawałeś jej, ale ciężko poznawać wszystkich wokół. Być może kiedyś razem walczyliście, być może ona ciebie po prostu kojarzyła. Zaraz po jej opuszczeniu sal (nie zamknęła za sobą drzwi) rozległo się cierpkie wejść - i chociaż Jou nie krzyczał, to był doskonale słyszalny. Nie musiał unosić głosu. Te mury same niosły jego słowo wzdłuż.
- Miło cię widzieć, Ichirou. - Lider siedział za swoim biurkiem, składając właśnie jakieś papiery, jednak wstał, kiedy wszedłeś, odłożył swoją pracę i kiwnął się lekko w ramach powitania. Płyciutki ukłon. - Dobrze, że jesteś. Doszły mnie słuchy, że zawiodłeś Sachiko, zatraciłeś się w piciu i spółkujesz z przyszłą córką pani Sachiko. Za dużo negatywnych wieści jak na parę dni. - Jak zawsze wprost. Ciężko było powiedzieć, czy mężczyzna po prostu nie potrafi okazywać delikatności i sympatii, czy po prostu nie chciało mu się bawić w takie pierdoły. - Napijesz się czegoś?
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 26 gru 2017, o 19:38

Im człowiek mądrzejszy, tym bardziej świadomy swojej niewiedzy. Być może Ichirou właśnie osiągał te etap, w którym najzdrowiej byłoby pogodzić się z tym, że nigdy nie znajdzie się odpowiedzi na wszystkie postawione pytania? Że zawsze się znajdzie jakaś rzecz, która nie pójdzie po jego myśli? Zresztą, co w ogóle szło po jego myśli? Wydawać się mogło, że wiele, ale temu ciągle było mało i ciągle był z jakiegoś powodu niezadowolony lub rozdrażniony. Apetyt rósł w miarę jedzenia.
Trzeba było czekać, więc czekał. Miał jedynie nadzieję, że w tym momencie ta suka Sachiko nie siedzi w gabinecie lidera.
Na szczęście był to ktoś inny. Jakaś kobieta. Sabaku, na co wskazywała gurda. Asahi nieznacznie kiwnął jej głową, a potem obejrzał się za nią. No co? Normalny, męski odruch. Brązowowłosy nie znał dziewczyny, więc chciał poznać jej... figurę.

W końcu wszedł do pomieszczenia, w którym urzędował jego przełożony. Jeżeli miałoby się wskazać jedną osobę, którą Ichirou darzy autentycznym, szczerym szacunkiem, to był to właśnie ten spokojny rudzielec. Asahi podszedł do niego, a potem odwzajemnił płytki ukłon. Respekt nie oznaczał płaszczenia się i całowania posadzki. Grę nadmiernej uprzejmości i sztuczne zachowania można było zostawić na okoliczności o bardziej dyplomatycznym charakterze. Nie przyszedł do lorda feudalnego lub jakiejś politycznej wydmuszki, tylko do lidera rodu, shinobiego z krwi i kości, z którym wspólnie toczył boje i któremu osłaniał tyłek podczas Pustynnego Pogromu.
Przez gładziutką, równomiernie opaloną twarz przemknął na pół sekundy kwaśny grymas w reakcji na pierwsze słowa Jou.
- Och, prawdziwie negatywne wieści dopiero nadejdą, bo nie przyszedłem dyskutować o nic niewartych plotkach - oznajmił spokojnie, ucinając tematy dotyczące życia prywatnego. Owszem, te przytyki, szczególnie to związane z Kaori, działały mu trochę na nerwy, ale inne sprawy wierciły mu znacznie większa dziurę w brzuchu.
- Wody - odparł krótko, zajmując miejsce przed biurkiem lidera, a potem poczekał aż i sam rudzielec usiądzie w swoim fotelu.
- Cóż, właściwie to nawet nie wiem, od czego powinienem zacząć. Sprawa jest poważna. Poważniejsza niż myślałem. Bajzel trwający ładnych parę lat, z którym związane są morderstwa, zniknięcia... Obawiam się, że związana jest z tym nasza droga Sachiko - oznajmił, zerkając uważnie na lidera. Był ciekaw jego reakcji, choć z drugiej strony miał świadomość, że z tej kamiennej twarzy będzie trudno wyczytać jakiekolwiek emocje. Zastanawiał się również, czy wspomniana suka nie odwiedziła Jou wcześniej. Może już zdążyła naopowiadać mu kłamstw na temat Sentokiego?
Zwilżył gardło łykiem wody, a potem sięgnął po tubę, którą położył na kolanach. Póki co jeszcze jej nie otwierał.
- Oczywiście mam na to dowody. Nie słałbym oszczerstw w kierunku szanownej pani nie posiadając ku temu podstaw - mruknął z przekąsem, a potem westchnął cicho.
- Może więc zdam relację z moich poszukiwań? Wnioski będziesz mógł wyciągnąć sam - odparł, stukając palcami po skórzanej tubie z aktami w środku.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2675
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 26 gru 2017, o 23:29

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
47/∞

Było za czym się oglądać - jak to zwykle w przypadku kunoichi. Trening robił swoje, ujędrniał łydki, pośladki, sprawiał, że zazwyczaj łapały odpowiednią posturę, miały od razu wyuczony krok, lekki, przystosowany do tego, że nie mogą być słoniami, jeśli chciały uchować swoje życie. Tak samo miała się rzecz z shinobi. Kwestia samej urody to swoją drogą, każdy lubił co innego, ale figura? Mięśnie, postura, cały sposób bycia - wszystko to sprawiało, że byli osobami, za którymi zazwyczaj można było się obejrzeć ze dwa razy i kiwnąć do samego siebie głową, całkowicie automatycznie, uznając piękno drugiego ciała. Więc? Skinąłeś głową? Dziewczyna miała na sobie raczej luźne ciuchy, ale te miękko otulały ją lejącym się materiałem. Postrzępiona u dołu, krótka sukienka, odsłaniała zgrabne uda, wysokie nogi, a wysokie cholewy butów opinały się na jej łydkach. Nie nosiła obcasów, mimo to i tak była dość wysoka. Szła wyprostowana - kompletnie anonimowa kunoichi w o wiele mniej anonimowym miejscu. Jedna z tych, o których zapomnisz kiedy tylko opuścisz korytarz. Było wszak o wiele więcej kobiet na tym świecie, które miały szansę na większą uwagę, bo ta? Kunoichi jak kunoichi. Typowo męski obiekt zainteresowań, który spychał ją do rodzaju tła, a nie człowieka posiadającego swoją twarz, miejsce i urodzenia i imię.
Tak samo anonimowi byli twoi przodkowie, czyż nie? Dla nich nawet nie skinąłeś głową. Może dlatego, że byli powdem zmartwień? Sprawili, jakoś, nie wiedziałeś jak, może ich dusze nudziły się zanadto i postanowiły ci spłatać psikusa na ziemskim padole, byś nie miał zbyt spokojnie w tym życiu, że wbiłeś się historię, która, zdaje się, trwała na swoim skraju,
a ciągnęła już od lat. Ty - jedyny żyjący przedstawiciel Asashich, który miałeś prawo nosić to nazwisko. I tamten medalion przekazywany z pokolenia na pokolenie, który teraz trwał zamknięty w cudzych dłoniach.
- Cieszy mnie to. - Akurat. Jou nigdy nie wyglądał na ucieszonego, ale on raczej... nigdy nie wyglądał. Marmurowy posąg o marmurowej duszy. O marmurowym oku, które odbijało przeszłość, teraźniejszość i przyszłość piasków, jakby utkał już dla nich cały plan i nie było takiej siły, która mogłaby zmienić tor biegu wydarzeń w Atsui. Zresztą to nie była żadna realna radość. Ot, zwykłe powiedzenie "tak podejrzewałem", "jasne", "pomówmy o innych rzeczach" - te wszystkie zdania wyraziłyby to samo. Były potwierdzeniem, że Jou przyjął tamte wspominki jako zwykłe plotki i nie zamierzał ich poruszać, przynajmniej nie teraz... no może prócz tego zawalenia misji, ale hej - nie było przecież ludzi idealnych.
Zresztą to była misja prywatna, zgoda, przekładała się a dobro klanu, zgoda, Ichirou zawalił, popełniając tak banalny błąd,
lecz jak wspomniałam - nie ma ludzi nieomylnych, tak? Mężczyzna skierował się na bok, do jednej z komód i nalał do szklanki wody, po czym postawił ją przed tobą i sam zajął swoje miejsce. Bez pośpiechu, ciągle miałeś dokładnie tyle czasu, ile sam go sobie dasz... lub dopóki lider nie będzie musiał się zająć czymś istotnym, zwłaszcza, że przybyłeś niezapowiedzianie. Jego postawa jednak sugerowała, że miał dla ciebie czas i zamierzał cię wysłuchać. Wiedział, że nie przyszedłbyś do niego z byle gównem.
- Była u mnie. Przedstawiła mi całą sytuację związaną ze ślubem. Kaori poważnie zraniła Sachiko, prawdopodobnie zostanie jej blizna na twarzy do końca życia. Jej przyszyły małżonek oskarżył Sachiko o terroryzowanie jego córki, co zmusiło ją do podjęcia takich działań. Chwilowo ślub został zawieszony, a sytuacja znów jest bardzo napięta. Sachiko posłała nawet oskarżenie w twoim kierunku, jakobyś celowo ułatwił dziewczynie ucieczkę. - Rzeczywiście, na twarzy Jou nie było niczego widać. Żadnego wzruszenia, złości, zaskoczenia, uśmiechu. Nic. Tak samo nie zmieniał się ani o jotę jego ton.
To było niebezpieczne. Nie sposób było powiedzieć, o czym ten człowiek myśli. Zwłaszcza, że niemal wszystko, co wychodziło z jego ust, brzmiało tak chłodno. - Również zastanawia mnie to, czemu Sentoki dał się wrobić jednej kunoichi, aczkolwiek zakładam, że dostałeś swoją nauczkę w postaci wstydu z powodu niewypełnionej misji. Uświadomiłem naturalnie Sachiko, że samowolnie nie postąpiłbyś tak lekkomyślnie. Mylę się? - Pytanie było pro forma. Jou ci ufał i to, co mówił teraz, nawet jeśli brzmiało szorstko, było tego najlepszym dowodem. Posiadanie wiecznego poker face miało ten minus, że znowu kiedy chciałeś brzmieć milej - też średnio ci się to udawało. Wyciągnął dłoń w kierunku tuby i skinął nią zachęcająco. Otworzył ją i zaczął przeglądać materiały, zamieniając się w słuch.
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 27 gru 2017, o 12:26

Tak jak można było się domyślać, Sachiko złożyła już wizytę liderowi. Rudzielec był więc zaznajomiony z tematem spapranego zadania, a Ichirou jakoś nie czuł potrzeby rozdrabniać jej i analizować przed swym zwierzchnikiem. Odpuścił sobie komentarze i zastanowił się w milczeniu jedynie nad tym, którą z dwóch wersji przyjąć - ludzki błąd lub celowe działanie. Choć to pierwsze uwydatniało jego nieudolność, to jednak brązowowłosy postawił się do niej szczerze przyznać. Deklaracja dotycząca sabotowania swoich misji przed swoim przywódcą nie byłaby zbyt rozsądnym rozwiązaniem.
- Moja pomyłka, nie mylisz się - odparł, uciekając wzrokiem gdzieś na bok. Przyznawanie się do własnych błędów nigdy nie szło mu za dobrze. Tym razem nie było inaczej.
- Przyszedłem tu jednak w innej sprawie - dodał chwilę później, chcąc wreszcie zmienić temat.
Podał tubę przełożonemu, a zaraz po tym przychylił się do biurka, by pomóc w posegregowaniu zakrwawionych papierzysk.
Podzielił je na dwie grupy. Jedna miała dotyczyć wszystkich członków rodziny Asahi, którzy zginęli lub zniknęli w niewyjaśniony sposób. Druga zaś miała zawierać resztę akt tych osób, które były wmieszane w sprawę w inny sposób, czyli chociażby notatki dotyczące Hikariego, Kaori i innych.

- Dotarłem do tego wszystkiego przypadkowo. A może i nie... Tak czy inaczej, straciłem rodzinny naszyjnik, ale poszukiwania złodzieja dość szybko przerodziły się w znacznie poważniejsze śledztwo. Kelnerka z Promyka Słońca, która mogła coś wiedzieć o moim amulecie, została otruta przez tajemniczego shinobi. Kobayashi Saburo, kapitan straży, przejął sprawę morderstwa, a po dwóch dniach zwrócił się do mnie, gdy wpadł na ważny trop. Podał mi miejsce spotkania, ale zjawiłem się tam zbyt późno. Otrzymał śmiertelne rany od tego samego shinobi, który zabił kelnerkę. Dopadłem go, ale nie byłem w stanie przeprowadzić przesłuchania. Otruł się - skończył, robiąc chwilę przerwy, na upicie łyka wody i poprawienie grzywki. Potem niedbałym machnięciem dłoni wskazał na zakrwawione akta.
- To znalazłem przy Saburo. Badał sprawę zaginięć i morderstw, które przewijały się przez ostatnie lata. Trudno wyjaśnić pojedyncze przypadki, ale wszystkie łączy to, że dotycząca one rodziny Asahi. Mniej lub bardziej, ale wszyscy mieli choćby cząstkę krwi mojej rodziny. - W tym momencie wskazał na stosik akt zaginionych i zamarłych z rodu Wschodzącego Słońca.
- Przestudiowałem w archiwach chyba całe moje drzewo rodziny, ale nie odnalazłem żadnego powodu,
który mógłby tłumaczyć te... polowanie? Nawet nie wiem jak to nazwać. Może wydawać się, że ktoś czegoś usilnie szuka,
ale przecież większość z podanych tu osób prowadziła zwyczajne życie. Gdyby sprawa dotyczyła wyłącznie shinobi, jeszcze może miałbym przypuszczenia, że to może mieć jakiś związek z protoplastą mojego rodu, który ponoć posiadał bliżej nieokreśloną broń, o której słuch zaginął kilka pokoleń temu. -
Sięgnął po szklankę i upił z niej trochę wody, by zwilżyć gardło i później przejść do poważnego zarzutu.

- Nie rozumiem też, w jaki sposób zamieszana jest w to sama Sachiko. Bo jest zamieszana. Saburo w ostatniej chwili swego życia napisał swoją krwią na ścianie początek jej imienia. Nie bez powodu badał też akta Hikariego,
czyli jej człowieka ze straży, czy chociażby Kaori. Saburo musiał mieć świadomość, że sprawa jest poważna i zamieszane jest w nią wiele osób, dlatego też prowadził samodzielne śledztwo. Z tego samego powodu zatarłem ślady i ze wszystkimi zebrnaymi informacjami przyszedłem bezpośrednie do ciebie. -
I to by było chyba na tyle. Przynajmniej na ten moment Nakreślił zwierzchnikowi przebieg swoich poszukiwań, a szczegółowe informacje były już w przekazanych notatkach. Ichirou zmarszczył brwi i przyjrzał się liderowi. Co zamierzał z tym wszystkim zrobić?
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2675
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość