Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 19 sty 2017, o 00:15

Jou zamierzał już wrócić do kontynuowania rozmowy z Kirino, gdy nagle wystąpił Ichirou i zaczął krótką przemowę na temat Zjawy, jego planów i ruchów, a także o paru innych kwestiach związanych z wyspami. Lider podniósł lekko brwi, lecz wysłuchał całości odpowiedzi ze strony brązowowłosego piaskowego shinobi, po czym podrapał się lekko po skroni.
-Słyszałem już o Zjawie. Skurkowaniec jest jednym z lepszych szermierzy pośród samurajów, przy tym jednak jest najbardziej niekonwencjonalnym z nich wszystkich. Głównie dlatego, że nie czuje wielkiego powiązania swoich czynów z honorem, co dla normalnych samurajów jest niedopuszczalne. Ale co do Wojny... - podrapał się po podbródku, myśląc. - W historii był tylko jeden człowiek który przyjął ten pseudonim. Samuraj, który stanął po stronie Hana Sozo podczas Wojny Antykreatora. Ale... to raczej niemożliwe że to on, w końcu zginął w ostatniej bitwie. Jego zwłoki zostały zidentyfikowane. W takim razie... nie mam pojęcia, kto to. Ale fakt, że skumplował się z Novum Ordo, jest nienajlepszy. Tym bardziej, że ta ich dziwaczna polityka dość serdecznie przemówiła do Douhito i Haretsu, i tam też zaczynają te dziwne reformy co na wyspach.
Zmrużył lekko oczy.
-Na Hyuo...
-Kantai zamierza zaatakować? - Kirino podparła dłonie na swojej wąskiej talii i przekrzywiła lekko głowę. - Dziwne, skoro nawet do nas dotarło to, że Novum Ordo całkowicie załamało gospodarkę po puczu i przejęciu władzy siłą...
Jou kiwnął głową, ale więcej nie skomentował. Zauważył przy tym, że w oknie pojawił się jakiś ptak. Jastrząb. Hisako podeszła do niego i odpięła od jego nóżki list, który podała Jou. Mężczyzna przeskanował wiadomość spojrzeniem, po czym ponownie uniósł brwi w zaskoczeniu.
-Szlag. Kirino, musimy pogadać. Pozostali, możecie odejść. Zanim jednak to...
Uśmiechnął się lekko, opierając się na tronie i odkładając notkę na blat.
-Tsu, tak jak się umawialiśmy, zostaniesz jednym z naszych kapitanów. Pójdziesz razem z oddziałem 14 i własnym oddziałem, 15, w poszukiwaniu grup bandytów. Ichirou, mianuję cię Sentokim naszego klanu. Jeśli chcesz, możesz również się udać w poszukiwania na własną rękę. Ryuji, z Tobą porozmawiam niedługo, na razie pomóż w odbudowie wioski. Ludzie cię poznają, wtedy będę mógł cię mianować Akolitą.
Z tymi słowami kiwnął lekko głową, robiąc ruch ręką pokazujący, że obecni mogą się rozejść.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 772
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 19 sty 2017, o 18:34

A jednak Zjawa był bardziej znaną osobą, niż można było się tego z początku spodziewać. Cóż, jego siły nie można było lekceważyć, ale mimo wszystko jego plany były dosyć odległe sprawom Sabaku. Hyuo, ten cały Wojna, Nowy Porządek... Szykował się niezły bajzel na Wyspach, ale kto by się tym przejmował. Najważniejsze były kwestie dotyczące Atsui i ewentualnie sąsiednich prowincji. Jak dla brązowowłosego, to na Hyuo czy Kantai świat mógł się po prostu walić. Nie jego problem.
Ichirou liczył na podjęcie innych tematów, dotyczących właśnie sytuacji rodu, kościanych renegatów, planów na przyszłość może też i awansu, na który w swoim mniemaniu Ichi zasłużył. Niespodziewanie jednak do lidera dotarły pewne wiadomości, które natychmiast zmieniły jego postawę. Chodziło o coś ważnego. Coś, czym zamierzał podzielić się póki co tylko z Kirino. Dlatego też dalszą część spotkania skrócił jak to tyle możliwe, nadając Tsu rangę kapitana, Asahiemu Sentokiego, a Ryujiemu dając perspektywy na akolitę w niedalekiej przyszłości. I to w sumie tyle. Bez żadnych oficjalności, wzniosłości. Ot, macie awans, a teraz wynocha. Rozwój sytuacji Ichiemu nie do końca się spodobał. Ten, po swoich dokonaniach liczył na nieco więcej uznania oraz na możliwość dłuższej pogawędki z liderem, a nie jedynie zdanie raportu i wymianę kilku informacji. Oczywiście, wszystko to było spowodowane tajemniczą informacją, zapewne wysokiej rangi, no ale i tak pewien niesmak pozostał.
- Ech... - zaczął, po czym westchnął z lekkim zrezygnowaniem, odpuszczając sobie komentarze, które w tym momencie raczej byłyby niepotrzebne. - Pogadamy innym razem - dodał na koniec, kierując swe słowa do czerwonowłosego przywódcy, po czym odwrócił się w stronę wyjścia i ruszył spokojnym krokiem.
- Jakieś konkretne plany na teraz, blondasku? - zapytał kuzyna, opuszczając nową siedzibę lidera.
- Może jakiś mały trening, tak jak kiedyś? Chociaż może nie do końca trening. Po prostu chciałem pokazać kilka rzeczy. Mogą ci się przydać, jeśli aspirujesz na rangę akolity. - Starszy Sabaku uznał, że to po prostu dobry moment na przedstawienie blondynowi kilku sztuczek, które samemu opanował. Wspólne bitwy zacieśniały więzi. Solidarność jak i po prostu sympatia przemawiała za tym, by wesprzeć w rozwoju młodszego kompana. Zresztą, Ichirou zaczął z czasem doceniać kontakty, na których mógł polegać. Tych obecnie nie miał za wiele, ale blondaska bez wątpienia mógł zaliczyć do tego wąskiego grona.
O ile tylko kuzyn odpowiedział pozytywnie na propozycje, Ichirou ruszył w stronę obrzeży, szukając dogodnego miejsca, w którym mogliby znaleźć ciszę i spokoój.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ryūji » 20 sty 2017, o 18:17

Ryuji uważnie przysłuchiwał się wypowiedziom poszczególnych osób lecz największą ciekawość wzbudziła w nim wypowiedź Jou, który skomentował wzmiankę Ichirou o Zjawie i lodowych wyspach. Chłopak wiedział jak mało wie o świecie, o raz o shinobi którzy na nim żyją, uważał to za swoją wielką słabość, porównywalną nawet z brakiem dostatecznej siły. Zjawa, Wojna, Han Sozo, Antykreator, Novum Ordo... Nie wiedział nic poza tym co właśnie usłyszał oraz pojedynczymi plotkami zasłyszanymi gdzieś przypadkiem. Faktem było, iż te rzeczy działy się tak daleko że nie miały wpływu na to co tu i teraz lecz czy na pewno? Samo zainteresowanie Haretsu, sąsiadującego teraz klanu, polityką Nowego Porządku powinno wzbudzić zainteresowanie Sabaku. Blondyn myślał już o tym wcześniej, przed bitwą o Atsui lecz teraz, zapadła ostateczna decyzja, zrozumiał, iż żeby zyskać na sile i doświadczeniu, musi ruszyć z miejsca i poznać nieco lepiej życie i świat jaki go otacza, jak to wszystko funkcjonuje. Ryuji liczył na prywatną rozmowę, ze swoim liderem w celu poinformowania, go iż zamierza na jakiś czas opuścić osadę, lecz niestety ważna wiadomość, zmusiła Jou do wyproszenia wszystkich poza Kirino. Lider rozdał pośpiesznie awanse w tym Ichirou, który stał się teraz Sentokim co było naprawdę godne podziwu, a najemnik Tsu został mianowany kapitanem, co przypieczętowało jego przynależność do klanu. Słowa Jou także skierowały się w stronę blondyna, iż już wkrótce przestanie być Doko i stanie się akolitą klanu. Szczęście na chwilę zagościło w sercu młodego Sabaku, wiedział, iż jego siła wzrosła od czasów początków wojny i w końcu zostało to zauważone, lecz to dopiero początek jego drogi w samodoskonaleniu. Chłopak podszedł na moment bliżej podestu z tronem i zwrócił bezpośrednio w kierunku Jou
- Jou-dono, dziękuję za wszystko, chciałbym z tobą porozmawiać, lecz jeżeli nie będzie na to czasu chciałbym tylko powiedzieć, iż wyruszam w podróż dla siebie jak i dla klanu. Aby dorównać tobie czy Ichirou-dono, muszę ruszyć na przód, dowiedzieć się, zobaczyć i nauczyć tak wiele jak to tylko możliwę. Jeśli przeżyje wrócę prosto do ciebie by zdać ze wszystkiego raport. Skłonił się nisko i ruszył wraz z innymi w kierunku wyjścia. Jego decyzja była przemyślana i ostateczna. Młody Sabaku doskonale zdawał sobie sprawę, iż jego obowiązki powinny w tym trudnym momencie skupić się w klanie, lecz zdawało mu się, iż wracając silniejszy przysłuży mu się jeszcze bardziej.
W drodze na zewnątrz zaczepił go Ichirou, który zaproponował wspólny trening, co nieco zaskoczyło blondyna, gdyż nie myślał teraz o niczym innym jak o nadchodzącej podróży.
- Ichirou-dono... Nie, nie planowałem teraz nic konkretnego, z miłą chęcią przystanę na Twoją propozycję, musiałbym być niespełna rozumu, aby odrzucić nauki bezpośrednio od Sentokiego. Wypowiadając ostatnie słowa, posłał w kierunku starszego kuzyna delikatny lecz szczery uśmiech, co było dość niespotykane z jego strony. Ostatnie wydarzenia i interakcje, uruchomiły zmiany w Ryujim, który być może dopiero zaczynał się kształtować.

z/t
Ryūji
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 16 maja 2017, o 19:47

Wydawało się, że wojna dobiegła już końca, ale gdyby spojrzeć na ostatnie wyczyny złotookiego Sabaku, to można było mieć co do tego spore wątpliwości. Mimo doprowadzenia decydującej bitwy do szczęśliwego finału i przejęcia całej prowincji, Ichirou wcale nie spuścił z tonu. Wciąż tkwił w tym samym szaleńczym wirze co wcześniej, napędzanym w głównej mierze gniewem i chęcią odwetu. Niektórzy Kaguya, którzy nie potrafili pogodzić się z porażką i nie chcieli przyjąć zupełnie innej polityki ich nowej liderki, rozpełzli się po Atsui niczym robactwo. Robactwo, które celowo działało na szkodę nowych panów tych ziem i które pozostawione samo w sobie mogło z czasem urosnąć do czegoś więcej i sprawić spore problemy. Nic więc dziwnego, że Ichirou, który dość osobiście podchodził do konfliktu ze znienawidzonym klanem, nie spoczął na laurach po głośnym tryumfie, tylko wziął sobie za cel kościanych renegatów.
Ale minęło już wiele czasu. Osiem miesięcy samonapędzania się żądnej krwi machiny, która chyba nie potrafiła się sama zatrzymać. Dopiero gdy ostatnie poszukiwania brązowowłosego trafiły na ślepy zaułek i nie przyniosły niczego nowego do sprawy, pojawiła się chwila na zwolnienie tempa i nieco większą refleksję. Ileż można było uganiać się za kościanymi? Choć trudno mu było zmienić nastawienie, to Asahi podświadomie czuł, ze jego ostatnie działania nie prowadzą go w dobrą stronę. Musiał zamknąć ten brutalny epizod doznanych tragedii i wymierzania vendetty. Musiał wreszcie uczynić krok naprzód. Chyba nadchodził na to odpowiedni czas. Atsui wróciło na właściwie tory, ludzie zaczynali przyzwyczajać się do nowej władzy, pogłosek o renegatach było coraz mniej. Sam od dawna stał w miejscu, ale wokół niego świat zdążył zmienić się przez ten czas.
Wojna i kwestie z nią związane były tematem przewodnim w głowie złotookiego przez ostatnie dwa i pół roku. Po przewartościowaniu wielu spraw, które w tym czasie nastąpiły, już raczej nie potrafił wrócić do wcześniejszego luzackiego stylu życia. Nie był już młodym shinobi, który z zawadiackim uśmieszkiem krążył po świecie, żył na własny rachunek i oddawał się wszelakim rozrywkom. Teraz stanowił zapewne ścisłą czołówkę swojego klanu, jego udział w najświeższej historii klanu był niewątpliwie znaczący, znali go zarówno pobratymcy jak i wrogowie, a tłum okrzyknął go mianem Diabła Świtu. Przeżyte doświadczenia odbiły na nim nieodwracalne piętno i choć kiedyś mogło wydawać się to abstrakcyjne, to jednak jego los był teraz mocno związany z losem rodu.
Nic więc dziwnego, że dwudziestotrzyletni Sentoki chciał się dowiedzieć, jaki kierunek na przyszłość obierają Sabaku. Zajęcie się dotychczasowymi sprawami dosyć odcinało go od polityki, a i z samym liderem nie miał ostatnio okazji porozmawiać. Uznał to za odpowiednią porę, szczególnie, że niedawno dotarły do niego dwie dość niepokojące wiadomości. Fakt faktem Jou mógł już o nich wiedzieć, ale lepiej było się w tej kwestii upewnić.
Wypoczął przez noc po niemalże całym dniu treningu i w okolicach południa wyruszył do siedziby władzy. Był ubrany bardziej formalnie niż zwykle, bo w klasyczne, czerwono-czarne kimono. Nie, żeby jakoś specjalnie stroił się na spotkanie z liderem, ale po prostu miał ochotę na nieco większą dozę elegancji, ponieważ ostatnie wędrówki po pustyniach mu na to nie pozwalały. Spokojnym krokiem szedł przez ulice Kinkotsu, spoglądając szarą prozę życia przeciętnych ludzi. Niejednokrotnie czuł spojrzenia na sobie, ale rozpoznawalność nie wprawiała go w zakłopotanie. Wręcz przeciwnie, zawsze dążył do pewnego rodzaju popularności. Od młodego chciał zaistnieć w świecie, ale wtedy nie sądził, że uczyni to jako bohater wojenny.
- Przyszedłem porozmawiać z Jou - oznajmił pierwszemu napotkanemu podwładnemu, kiedy tylko zjawił się na miejscu. Liczył, że zaanonsują go od razu i będzie mógł bez zbędnej zwłoki wejść do gabinetu czerwonowłosego lidera. Nie lubił czekać.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 17 maja 2017, o 21:59

Rzeczywiście, ostatnimi czasy atmosfera była wręcz uspokajająca. Zdecydowanie bardzo dobrze to działało na mieszkańców Atsui, po niezbyt przyjemnych przejściach. W powietrzu wręcz było czuć stabilizację, więc może nic dziwnego w tym, że Ichirou zaczął rozmyślać nad swoją przyszłością i celami. To, co przeżył, zapewne sprawiło, iż z nieco beztroskiego młodzieńca, przerodził się w dojrzałego, budzącego szacunek i podziw mężczyznę. W końcu nie był rozpoznawalny jedynie w Atsui. Jednak wiadomo, nie sława świadczyła o sile człowieka.
Względny spokój w Siedzibie Lidera, zakłóciły czyjeś kroki. Najwidoczniej Ichirou uznał, że najwyższa pora spotkać się z Liderem Klanu i poruszyć parę, chodzących mu po głowie, kwestii. Tak na dobrą sprawę, nie było w tym nic zaskakującego. W szczególności, iż młody mężczyzną mocno przyczynił się do tego, jaką pozycję w świecie znajdują aktualnie Sabaku. Przeistoczenie się ze szczepu w ród, wcale nie należało do najprostszych spraw i kosztowało ich to nie tylko czas i nerwy, ale również i życie niektórych pobratymców. Jeden z nich, który w tym wszystkim uczestniczył i dane mu było przeżyć, pełnił funkcję niejakiego strażnika w Siedzibie Władzy, nie pozwalając nieproszonym gościom dostać się do gabinetu Jou. Takim gościem jednak nie był Ichirou, na którego widok, niewiele młodszy od niego młodzieniec, skinął w dół głową. Bez zająknięcia, czy niepotrzebnych słów, wyminął nieco przybyłego, profilaktycznie pukając do masywnych, drewniaych drzwi, trzy razy. Wymowne chrząknięcie było dla niego czytelnym znakiem i już po chwili Ichirou mógł ujrzeć wnętrze gabinetu, który aktualnie zajmował Jou.
- Asahi. - niski, nieco chropowaty głos, odbił się od ścian pomieszczenia, tuż przed tym, jak drzwi do gabinetu się zamknęły. Jego twarz, jak zwykle zresztą, nie wyrażała zbyt wielu emocji. W sumie, niczego się tam nie szło doszukać. Ani zdziwienia wizytą Ichirou, ani jakąś radością na jego widok, czy też zniechęcenia jego obecnością. Chociaż wielu zapewne doszukiwałoby się w jego spojrzeniu znużenia, bo nie dało się ukryć, że otaczała go masa przeróżnych papierów i zwojów, którymi najwidoczniej się zajmował. Niczego jednak takiego nie było, ale czy taki brak wyrażania siebie, swoich emocji, nie był nieco przerażający? - Witaj. - dodał po dłuższej chwili swojego milczenia, wygodniej opierając się na swoim krześle i nie spuszczając wzroku ze swojego gościa. Nie pytał, nie doszukiwał się, w końcu to Asahi tu przybył, więc musiał mieć do niego jakąś sprawę. Czyżby ten spokój zaczął go męczyć i szukał kolejnego wyzwania?
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
 
Posty: 1551
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 18 maja 2017, o 20:46

Na jego twarzy zagościł ledwie zauważalny uśmiech, kiedy to spotkał się z wyrazem sporego szacunku ze strony strażnika. Takie zwyczajne gesty mogły jedynie podbudować wielkie już ego, chociaż obiektywnie rzecz biorąc, to przecież nie były one bezpodstawne. Zasłużony w bitwach Sentoki był nie byle smarkiem i jego wizyta zapewne miała większy priorytet od wielu innych spraw. I bardzo dobrze. Asahi starał się również o to, by coś znaczyć w szeregach swego klanu.
Wolnym krokiem wkroczył do gabinetu, omiatając wnętrze spojrzeniem bursztynowych oczu, dochodząc do krótkiego wniosku, że nieco się w nim zmieniło od czasu jego ostatniej wizyty. Szybko jednak skupił swój wzrok na najważniejszym, czyli na samym liderze rodu. Chyba właśnie takiego Jou mógł się spodziewać - spokojnego aż do bólu, dalekiego od jakichkolwiek skrajności. Chociaż tym razem wyglądał trochę na znużonego, jednak nie było czemu się dziwić. Setki problemów na głowie,
masa formalnej roboty, ani chwili spokoju. Widok zmęczonego przywódcy, obładowanego stosami papierów, dość mocno studził zapały brązowowłosego jeżeli chodzi o jakiekolwiek ambicje związane z podjęciem się w przyszłości najwyższego stanowiska w klanie.

Zatrzymał się na metr przed biurkiem i skinął lekko głowę na powitanie przełożonego. Nie był typem osoby kłaniającej się komuś w pas, wręcz przeciwnie - miał dość bezpośrednie podejście do głównodowodzącego. Oczywiście, że darzył go sporym szacunkiem, ale po prostu miał już taki styl bycia, że raz czy dwa zdarzyło mu się dostać reprymendę za niewyparzony język.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam za bardzo, a nawet jeśli, to że moja wizyta będzie jakimś urozmaiceniem dla - jak przypuszczam - nużącej pracy - zaczął krótko spokojnym tonem, formując przy tym na twarzy blady uśmiech na kilka sekund. Zrobił sobie przerwę na oddech i po tym przydługim wstępie przeszedł do rzeczy.
- Mam kilka pytań i wiadomości, ale zacznę od tych pierwszych, bo są bardziej ogólne. Chwilę już minęło od naszej ostatniej rozmowy, a ja dość często byłem w terenie, poza obszarem wioski. Skupiłem się wyłącznie na kwestii renegatów Kaguya i podjąłem w tej sprawie samodzielne działania, które ostatecznie doprowadziły mnie do ślepego zaułka. Kryjówka w Tajemniczym Lesie, w której rzekomo mieli zbierać się Kaguya, okazała się pusta. Z góry też nie otrzymałem żadnych wytycznych... Czy to znaczy, że mamy wreszcie z kościanymi spokój? - Zrobił przerwę, oczekując na odpowiedź. Nie było nic dziwnego, że jednym z najbardziej nurtujących tematów był właśnie ten dotyczący wrogiego klanu. Czy jego szaleńcze polowanie miało trwać dalej, czy też w końcu nadszedł czas na zamknięcie pewnego etapu?
Bez względu na odpowiedź, interesowały go również bardziej ogólne problemy prowincji, dlatego wkrótce i o tym podjął rozmowę.
- Sytuacja w Atsui jest już stabilna? W ostatnim czasie nie miałem okazji do zagłębienia się w pozostałe sprawy. Czy ze strony Haretsu coś nam zagraża? Jak układa się współpraca z Maji? - W sumie to było trochę do nadrobienia. Jeżeli chodzi o wybuchowy ród z Tsurai, to Jou już kiedyś mówił, że ci mogą mieć dość śmiałe zapędy, więc można było liczyć się z mniejszą lub większa agresją z ich strony. Jeżeli zaś chodzi o szczep władający magnetyzmem, to ta sprawa była równie istotna. Plusy zawartego układy były całkiem oczywiste, ale z drugiej strony Ichirou miał pewne wątpliwości, czy nie udzielono klanowi Maji zbyt duzej swobody.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 19 maja 2017, o 23:03

Jou niewiele mówił o sobie, w sumie to nic. Nie afiszował się w najmniejszym stopniu ze swoimi emocjami, jakiekolwiek by one nie były. Wyraźna jednak w jego oczach była determinacja i zawziętość, kiedy o coś walczył. Dzięki temu świetnie nadawał się na to stanowisko, nie dał wchodzić sobie na głowę i nie pozwalał, żeby sprawy go przytłoczyły. Na pewno była to jakaś recepta na sukces i nikomu niepotrzebnie byłoby wnikać czy jest ona słuszna.
Mężczyzna nie spuszczał wzroku z Ichirou, w międzyczasie zwijając nieco powolnie jeden ze zwojów, który jeszcze do niedawna studiował. Zdawało mu się, że Asahi ma mu całkiem sporo do powiedzenia, albo i do zapytania, ale nie chce zbyt szybko zarzucać go nagłym potokiem słów. Jednakże, nie przerywał mu, bacznie słuchając tego, co jego gość mówił. Na samym początku wypowiedzi Ichirou, Lider kiwnął przecząco głową, jako na znak, że w żadnym stopniu ta wizyta mu nie przeszkadza i może rzeczywiście, będzie jaką chwilową i miłą odskocznią od ostatnich, dość nużących obowiązków.
- Nie zapowiada się, by zechcieli nam stwarzać jakiekolwiek problemy. Nie widzę również sensu, by się ciągle za nimi uganiać, nie stwarzają zagrożenia, a dobrze wiedzą co będzie, jeśli chociaż spróbują dać się nam we znaki. - odparł spokojnie, bo rzeczywiście nie martwił się akurat stosunkami z Kaguya. Zanim ci ponownie urosną w siłę minie sporo czasu, a Jou nie sądził, by porwali się na zemstę, co jednak nie oznaczało, że nie mogły pojawić się jakieś pojedyncze przypadki samozwańczych kościastych. To mogło się zdarzyć, owszem, ale nie mogli popadać w skrajność i za jedyny cel życiowy uważać "śmierć wszystkim Kaguya". Stąd też i Ichirou mógł zakończyć swego rodzaju, do tej pory, życiową misję.
- Bardzo rządny wiedzy jesteś. Czyżbyś w przyszłości startował w politykę? - zapytał, chociaż nie do końca mówił to na poważnie. Zauważył jedynie fakt, ale nie powinno dziwić to, że tak wysoki rangą członek klanu Sabaku, interesuje się sytuacją osady i prowincji, w której mieszka. Poza tym, Jou wiedział, jaki z Asahiego jest dobry wojownik i szkoda byłoby, żeby marnował się przy papierologii. - Haretsu również ostatnio jakby się wyciszyli, poza tym, nasze układy są poprawne. Maji również nie są naszym zmartwieniem, współpraca układa się pomyślnie. - dość krótko, bez wnikania w szczegóły. Cóż więcej zresztą miałby mówić? Nie sądził, by był jakikolwiek w sens w rozgadywaniu się na owe tematy, a to co powiedział, powinno Ichirou wystarczyć. - Jednak zdajesz sobie sprawę, że trzeba być przygotowanym na wszystko i będę miał coś dla ciebie po tym, jak już rozwikłam wszystkie twoje wątpliwości. - dopowiedział, odkładając już zwinięty zwój na biurko, widocznie uznając, że aktualnie mu się nie przyda.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
 
Posty: 1551
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 20 maja 2017, o 13:23

Spokój był rzeczą, której w pierwszej kolejności powinien uczyć się od czerwonowłosego lidera. Choć Ichirou zazwyczaj pozorował na osobę, która ma wszystko pod kontrolą, to jednak miewał zbyt często wybuchy. Owszem, zachowywał zimną krew, ale tylko do pewnego momentu. Po przekroczeniu pewnej bariery wpadał w złość, tracił zdrowy rozsądek i podejmował zbyt ryzykowne decyzje. Być może gorąca krew była wynikiem wciąż młodego wieku, ale nie można było zignorować też wpływu gniewu i frustracji, które w ostatnim czasie w nim drzemały. Jego życie, trzy lata temu wywrócone do góry nogami, dopiero od niedawna zaczęło wychodzić na prostą.
Odetchnął z ulgą, kiedy usłyszał odpowiedź lidera w sprawie kościanych. Fakt, tendencję zanikania tego problemu można było zauważyć samemu, ale zapewnienie przywódcy było tym, czego potrzebował brązowowłosy, by wreszcie zamknąć ten temat. Zemsta została dopełniona.
- Może. Kto wie... - odparł z zawadiackim uśmieszkiem, rozkładając ręce na boki. - Zawsze starałem się stronić od polityki, ale w pewnym momencie stało się to już niemożliwe. - Nie zamykał drzwi takiej ścieżce kariery, ale na ten moment jeszcze nie był pewny co do swej przyszłości. Owszem, podobała mu się perspektywa posiadania sporych wpływów, ale z drugiej strony chyba nie byłby w stanie w stu procentach zająć się polityką. Zdążył już przyzwyczaić się do adrenaliny, którą zapewniało działanie w terenie.
Dalsze wiadomości były nawet lepsze, niż mógł się spodziewać. Tsurai nie stanowiło zagrożenia, a współpraca z Maji przebiegała w odpowiedni sposób. Wyglądało na to, że Sabaku wreszcie cieszyli się spokojem, a prowincja mogła skupić się na gospodarczym rozwoju. Po ostatnich burzliwych latach aż ciężko było przyjąć tak sielankowy stan rzeczy.
- Cóż, nie przypuszczałem, że wszystko idzie aż tak pomyślnie. Wreszcie mamy szansę na stabilny rozwój - stwierdził krótko, zastanawiając się, czy wieści, z którymi przyszedł, czasem nie zaburzą tej pozytywnej wizji.
- To może przejdę dalej, do drugiego powodu mojej wizyty. Otrzymałem dość niepokojące wieści od zaufanej osoby, o których być może już wiesz. Po pierwsze, w Głębokich Odnogach jest trzymany demon. Taki sam jak w Sabishi, tyle że o czterech ogonach. Wiążąca go pieczęć nie może być już dłużej utrzymywana i prawdopodobnie uwolni się tej zimy - skończył bez emocji, uważnie spoglądając lidera i starając się doszukać u niego jakichś reakcji. Wiedział już o tym? Przyjmie to z chłodem? Zdziwi się? Heh, ciekawe, co powie na kolejną, brzmiącą jeszcze bardziej absurdalnie, wiadomość.
- Podczas ostatniej bitwy Uchiha z Senju pojawił się sam Antykreator. Prawdziwy, nie jakaś podróbka. Wyrwał serce liderowi Uchiha na oczach świadków, co potwierdza jego umiejętności... - Na tym skończył wypowiedź, bo właściwie nie miał nic do dodania. Jakiekolwiek wnioski Jou musiał wyciągać sam. Asahi nie miał pojęcia, czy w jakikolwiek te dwie kwestia mają wpływ na sprawy klanowe.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 24 maja 2017, o 16:03

Im wyżej pnąc się po szczeblach kariery w swoim rodzie, im więcej się wiedziało i widziało, tym trudniej było całkowicie odseparować się od spraw politycznych. W dużej mierze były one nieodłącznym elementem wielu sporów, bitew czy nawet i wojen. Początkowo, kiedy każdy chciał się po prostu stać silniejszy, może bardziej przydatniejszy, nie dostrzegał tego, bądź uważał, że jego to dotyczyć nie będzie. Nie dało się jednak tego całkowicie ominąć podczas swojego rozwoju. I zapewne Ichirou doskonale się o tym przekonał.
- Ta, nie mamy na co narzekać i liczę, że taki stan rzeczy zachowa się jak najdłużej, byśmy mogli jak najwięcej skorzystać z tego, jaką pozycję udało nam się osiągnąć w ostatnim czasie. - odparł swoim niskim, nieco chropowatym głosem. Jego dłoń przesunęła się po brodzie, nieco mierzwiąc rudawy zarost i odwrócił nieco swój wzrok w bok, jakby się jeszcze nad czymś zastanawiał. Owszem, niezbyt łatwo szło się przyzwyczaić do takiego spokoju, ale w końcu na to wszystko zapracowali. Nie tylko ciężkim wysiłkiem, ale również przelaną krwią. I o tej też mogła być mowa, bo młody Asahi wkroczył na tematy, które wcale nie były obce Jou. Mężczyzna wiedział naprawdę sporo, ale nie dał po sobie poznać chociażby nuty zmartwienia czy zaniepokojenia ową sytuacją. Może trochę tak, jakby zbijał ją na boczny tor, może nawet ignorował? A może nie zamierzał siać niepotrzebnej paniki, a w sytuacji zagrożenia przecież wiedziałby, co zrobić.
- Wieści o bestii do mnie dotarły. Pytanie tylko, czy ta zaufana osoba wie, o czym mówi? Zna się na technikach pieczętujących czy też sama to zrobiła? - zapytał, czujnie spoglądając na Ichirou. Nie wiedział o kim mówi i czy rzeczywiście ta osoba tak dobrze zna się na pieczęciach, że mogłaby określić ile ta, wiążąca bestię, będzie się jeszcze trzymać. Mimo wszystko, rudowłosy chyba nie przejął się tym aż tak, jakby się tego mogło spodziewać. - Mogę cię zapewnić, że jeśli rzeczywiście tak jest, a wiadomość nie dotarła jedynie do mnie, to nie powinno pozostać to bez jakichkolwiek działań. - dla lidera był to koniec tego tematu. Nie miał nic więcej do powiedzenia, bo nie czuł się w obowiązku do spowiadania się ze swoich działań, jeżeli naprawdę nie było takiej potrzeby. I na ten moment takowej nie widział.
Druga kwestia też nie była zbyt przyjemna. Kolejne zagrożenie, może nie na teraz, ale zapewne w przyszłości. Może niekoniecznie dosięgnie Sabaku, ale na kimś na pewno się skupi. Tak czy siak, mogą być zmuszeni do opowiedzenia się po któreś ze stron i Jou był pewien, że nie będzie to strona Antykreatora. Zdawał sobie jednak sprawę, że porywanie się samemu bądź w kilka osób, na pościg za taką osobą i próbę zabicia go, to była na ten moment dla niego misja niewykonalna i nie chciał porywać się z motyką na wiatr. On musiał się sam ujawnić.
- Potrzebujemy silnych wojowników. Właśnie na takie sytuacje, musimy być przygotowani. - powiedział, podnosząc się z miejsca i podchodząc do masywnej, drewnianej szafy. Miał tam coś, co powinno zainteresować Asahiego i jednocześnie byłoby wzmocnieniem dla klanu Sabaku. - Nie będę wylewny, sam znasz swoje zasługi w ostatnim czasie dla naszego rodu. Chcę, byś spróbował to opanować. - zakomunikował, wyciągając dość stary, zżółkniały zwój. Następnie wyprostował się i podszedł w stronę Ichirou, stając tuż przed nim i wyciągając dłoń ze zwojem w jego stronę. - Sabaku Rō, mówi ci to coś? - zapytał, nie spuszczając wzroku z chłopaka. Był ciekaw, chociaż w najmniejszym stopniu tego nie okazał. No... może nie licząc lekkiego uniesienia lewej brwi, gdy zadawał ostatnie pytanie.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
 
Posty: 1551
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 24 maja 2017, o 18:25

Po tych wszystkich burzliwych wydarzeniach, licznych problemach i ciągnącym się konflikcie aż dziwnie było teraz spocząć w sytuacji pokoju i względnego bezpieczeństwa. Huh, wyglądało na to, że Ichiemu przyjdzie przynajmniej na krok odstąpić od życia pełnego adrenaliny, nadstawiania karku i ryzykownych zadań. W sumie to dobrze, bo o to przecież między innymi walczył. Sabaku stracili wystarczająco wiele w ostatnich latach, teraz nadszedł czas na rozwój i umacnianie swojej pozycji.
Tak jak się mógł domyślać, Jou był dobrze poinformowany i miał dostęp do wiedzy, która dla przeciętnego zjadacza chleba była niedostępna.
- Wiem tyle, że brała jakiś udział w tym... procesie. Nie znam jednak jej kompetencji w tej dziedzinie, ale nie sądzę, by miała jakikolwiek powód we wprowadzaniu mnie w błąd. Podobno liderzy klanów sąsiadujących z Odnogami zostali powiadomieni o nadchodzącym bezpieczeństwie, więc powinni sobie poradzić nawet w przypadku uwolnienia się bestii. Wątpię, by to miało odbić się jakimś większym echem na was, ale uznałem, że dla pewności przekażę zdobyte informacje. - Skoro przywódca wiedział już o tym wcześniej, to nie było co drążyć tematu.
Potem została podjęta druga sprawa, o której Jou chyba też miał jakąś świadomość, sądząc po braku większego zaskoczenia i dopytywania się o źródło informacji. Wieść o Antykreatorze brzmiała nieprawdopodobnie, ale najwyraźniej nie była bajką. Co z tego miało wyniknąć? Czy będzie mieć to w przyszłości jakikolwiek wpływ na Atsui? Cholera wie, Asahi nie przepadał za niepotrzebnym gdybaniem.
Z uwagą przyglądał się rudowłosemu, który podniósł się i ruszył do jednej z szaf po coś. Chodziło o temat, który poruszył już kilka chwil temu. Wyjął zwój, dość stary. Jak się zaraz okazało, jego treść dotyczyła pewnej klanowej techniki.
- Nie za wiele, tylko nazwa obiła mi się o uszy. Nigdy nie widziałem tego w akcji - odpowiedział krótko, próbując sobie przypomnieć cokolwiek na temat tego jutsu. Wiedział jednak niewiele. Tyle, że to jedno z najpotężniejszych zagrań Sabaku i że ma spory obszar działania. Już dobrych kilka ładnych lat temu ojciec coś mu o tym napomknął, ale bez konkretów, bo nie dobrnął swoimi umiejętnościami do tak wysokiego poziomu. Ciekawe, co dokładnie kryło się pod nazwą techniki i czy ktokolwiek oprócz lidera ją znał.
- Cóż, mogę nad tym popracować. Przynajmniej będę miał jakieś zajęcie - stwierdził z bladym uśmiechem, który na krótką chwilę zagościł na jego twarzy. - Nie boisz się, że cię prześcignę? - dodał po kilku sekundach, rzecz jasna nie do końca poważnie. Jeszcze mu w wielu aspektach ustępował, no ale właśnie - jeszcze. Jou nie dało odmówić niezłej sprawności i umiejętnościom toczenia boju na bezpośredni dystans, w czym Ichirou chyba nigdy go nie przeskoczy przez wzgląd na zupełnie inny styl walki, ale jeżeli chodziło wyłącznie o umiejętności nad piaskiem, to tutaj nie było zbyt wielkiej różnicy. Może to zbyt duża pewność siebie, ale Ichirou był przekonany, że w tym aspekcie niebawem może się nawet zrównać z liderem.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 25 maja 2017, o 12:37

Temat bestii czy Antykreatora, Jou uznał chwilowo za zamknięty. Wiadomo, każdy klan czy szczep musiał być przygotowany na wszelakie ewentualności, ale nie można było popadać w paranoje i ciągle spodziewać się ataku. Owszem, ten mógł nastąpić w każdym, najmniejszej oczekiwanym momencie, ale musieli wykorzystać ten czas na odsapnięcie i doskonalenie się. Stąd też podjął taką, a nie inną decyzję. Rudowłosy uznał to za rozsądne posunięcie, w szczególności zważając na to, ile od siebie dał młody Asahi, żeby właśnie znaleźli się w miejscu, w którym są. Nie można było odmówić mu męstwa, odwagi i siły. Zrobił dla Sabaku bardzo dużo i zasłużył na pochlebstwo, które właśnie zostało niemo wypowiedziane przed Lidera ich klanu.
- Bo nie jest to technika, którą każdy może posiadać. - powiedział krótko, ostatecznie już wręczając zwój Ichirou. Nie miał wątpliwości i było to po nim widać. - Radzę jednak trenować nieco dalej od osady, nie wzbudzajmy niepotrzebnego zainteresowania. - dodał, odchodząc już od chłopaka i kierując się powoli w stronę swojego fotela. Liczył na to, że jego gość weźmie sobie te słowa do serca. Owszem, Ichirou nie wyglądał na takiego, któremu by zainteresowanie i popularność przeszkadzała, ale póki nie było takiej potrzeby, Jou wolałby by ta umiejętność pozostała między nimi. Gdyby stało się inaczej, młody Asahi mógłby stać się łakomym kąskiem, a w momencie opanowania tego jutsu, byłby niezwykle ważnym wojownikiem w armii Sabaku, o ile nie jednym z najsilniejszych.
Mimo swojego wewnętrznego spokoju i opanowania, Jou pokusił się o lekki, jakby nieco na wyrost, uśmiech. Nie bał się, zdecydowanie to nie była jego domena.

- Gdyby tak było, nie pozwalałbym na większy rozwój komukolwiek ze swoich podwładnych. Zaufanie to również ryzyko, ale je podejmuje. I trenuj właśnie z taką myślą, by móc być lepszym. - powiedział całkowicie poważnie, chociaż zdawał sobie sprawę, że jego gość nie mówi tego całkiem poważnie. Nie oznaczało to jednak, że tak się stać nie może i może to być pewną motywacją dla Ichirou.
- Zwój chcę jak najszybciej u mnie. Nie próbuj nawet w jakikolwiek sposób tego skopiować czy przekazać dalej. - dopowiedział stanowczo, ponownie wbijając spojrzenie swoich oczu w Asahiego. Nie myślał, by ten próbował jakiś sztuczek, ale trzeba było powiedzieć swoje. Gdyby jednak stało się to, czego Jou tak bardzo by nie chciał, Ichirou miałby naprawdę duże problemy. A już powinien się przekonać, że współpraca z Liderem Sabaku, posłuszeństwo mu i "oddanie" swojej duszy klanowi Sabaku, definitywnie dobrze owocuje i mężczyznę dostrzega każde zasługi. A zapewne mógłby jeszcze chłopakowi wiele zaoferować, więc raczej szkoda byłoby stracić taką szansę.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
 
Posty: 1551
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Ichirou » 1 cze 2017, o 10:33

To było dość zrozumiałe, żeby nad taką techniką pracować z dala od jakichkolwiek świadków. Ichirou nie widział w tym problemu. Wręcz przeciwnie, był to dla niego kolejny powód, by wreszcie odwiedzić świetnie nadającą się do treningów krainę - Neko no Tani, zamieszkałej przez jego kocich sojuszników. Młodzieniec skinął zatem głową i odebrał niezwykle wartościowy zwój, który miał być furtką dla niego do stania się czołowym Sabaku, nie ustępującym liderowi w umiejętnościach władania piasku. Przez ostatnich kilka ciężkich lat poczynił ogromne postępy, być może największe wśród wszystkich pobratymców.
- Oczywiście - odpowiedział krótko, nie widząc sensu w przewlekłym potwierdzaniu swojego oddania dla klanu. Jego dokonania w zupełności wystarczały, by rozwiać wszelkie wątpliwości co do jego osoby. Plany Ichiego na przyszłość były mocno związane właśnie z rodem. Nie był wytresowanym psem robiącym sztuczki na skinienie palca, ale wiedział, że Jou jest najwłaściwszą osobą na stanowisku przywódcy. Stąd też nie było obaw, że Asahi wykaże się w jakiś sposób niesubordynacją. Nie w tak istotnej sprawie.
- Chyba już wszystko omówiliśmy - stwierdził, dając jasno do zrozumienia, że nie ma już żadnych tematów, które chciałby podjąć. Nie było więc sensu przedłużać spotkania. Skłonił lekko głowę na pożegnanie i odwrócił się, by pokierować się do wyjścia.
- Ach, a jakby pytała o mnie Kirino, to jestem wolny - dodał na odchodne, z figlarnym uśmieszkiem na twarzy, którego Jou już nie mógł dostrzec. Kirino, ach, Kirino... Jeżeli ten brązowowłosy bawidamek miał wzdychać nad którąkolwiek kobietą, to była to właśnie przywódczyni szczepu Maji. Nie było się w sumie czemu dziwić, bo uznawano ją za najpiękniejsza w całych Samotnych Wydmach, a prócz wdzięku była przecież silną kunoichi, rządzącą całym swoim klanem. Interesy Sabaku i Maji były teraz bardzo bliskie, więc czemu ich nie związać jeszcze mocniej małżeństwem? Jou był przecież trochę starszy, nie miał oka i ręki, a Ichirou? Ichirou był przecież idealną partią! Młody, szalenie atrakcyjny dla płci przeciwnej, ale niemal równie silny co lider, z mocną pozycją w klanie i świetlaną przyszłością. Same plusy.
No ale już dość tego. Należało wrócić na ziemię i zająć się czymś pożytecznym. Albo przyjemnym.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hebi Oroshi » 20 cze 2017, o 10:31

Hebi przebywał w wiosce piaskowego ludu od kilku dni. W tym czasie zajmował się eliminacją przerośniętych robali, głupich awanturników, a także odwiedził miejsce które w dziwny sposób przypominało mu że są na tym świecie spraw o których wciąż miał niewielkie pojęcie… Ciągle jednak pozostawała obawa iż wkrótce zostanie wezwany przed oblicze przywódcy, by przedstawić swą osobę nie związaną z własnym klanem… Im więcej się o tobie mówiło, tym więcej ludzi starało się doszukać słabości by powstrzymać obawę pojawienia się kogoś silniejszego…
Oroshi przebywał dzisiejszego poranka w swej grocie na bezkresnych obszarach złotej pustyni, jednak już kilka godzin później przemierzał szerokie ulice miasta Atsui, by zbliżyć się z kolejnymi krokami do budynku zajmowanym przez odpowiednie władze… Nie był pewien z kim powinien rozmawiać na temat swej nietypowej sprawy, jednak albo zrobi to on, albo zrobi to on tyle że w kajdanach pod okiem czujnych strażników.
Słońce wysoko objawiało kolejny upalny dzień doprowadzający do przeczucia że człowiek jest w stanie poradzić sobie we wszystkich warunkach, jego naturalna adaptacja pozwalała dostosować życie nawet tam, gdzie woda była cenniejsza niż złoto…
Hebi poprawił rękawy długiego kimona, po czym rozejrzał się z ciekawością po twarzach zebranych przed budynkiem rady. Interesanci, ciekawscy, drobniejsi złodzieje… Był pewien że w tym towarzystwie znalazł by wszystko co powinno funkcjonować w normalnym społeczeństwie…
Gdy wreszcie dostał się przed oblicze strażników pilnujących wejścia, spokojnie wyjaśnił powód swojego przybycia…
- Dzień dobry, nazywam się Hebi Oroshi i mam sprawę w kwestii swojego zamieszkania w waszej wiosce…
Oroshi pokłonił się zgodnie z wymaganą kulturą, po czym odetchnął spokojnie czekając na rozwój wypadków.
Hebi Oroshi
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 20 cze 2017, o 21:26

Pogoda w Antai była niezmienna - gorąco i sucho. Dość oczywiste, szczególnie biorąc pod uwagę pustynny teren i porę roku. Oczywiste i jednocześnie mocno odczuwalne przez wielu mieszkańców, a przez nieprzywykłych do wysokich temperatur podróżników szczególnie mocno. Oroshi przebywając w osadzie jakiś czas miał kilka okazji pomóc miejscowej ludności, jednak miał w związku z tym obawy. Dość nietypowe podejście, może było związane ze swoimi aktualnymi potrzebami zamieszkania w tej osadzie? Tylko on sam może mieć pewność. Słońce wisiało wysoko na błękitnym niebie, hojnie oblewając swoimi promieniami pustynię pod nim, wraz z wszystkim na niej żyjącym. Włącznie z Oroshim, którego przechadzka po osadzie zakończyła się przy wejściu do siedziby władz. Miejscu szczególnym, w którym rezydowała cała administracja osady. Z liderem na czele. Niezaznajomiony z miejscowymi zwyczajami młodzieniec zapytał strażników o pozwolenie na wejście. Ci spojrzeli po sobie dyskretnie z widocznym zmieszaniem na twarzach. Chociaż lekkim, to wciąż widocznym. Jak na strażników najważniejszego miejsca w wiosce, byli uzbrojeni po zęby i nie wyglądali na byle cieciów. Silne, solidne chłopy z różnorakimi broniami, z tył włóczniami i katanami przypiętymi do pasów.
- Jasne, możesz wejść. - po słowach tych Oroshi mógł wejść do środka, gdzie sceneria całkowicie się zmieniła. Wnętrze było schludne acz surowe. Pomieszczenie było swojego rodzaju przedsionkiem, który systemem korytarzy prowadził do ogromnej liczby pomieszczeń. Całość była słusznych rozmiarów i raczej na brak wolnej przestrzeni narzekać nie mogą. Natychmiast po wejściu do Oroshiego podeszła kobieta. Stosunkowo ładna, ale przeciętna. Ubrana schludno i prosto, wydawała się być jedną z urzędniczek. Co potwierdzały późniejsze słowa:
-Dobry. Czego potrzebujesz stawiając się tutaj?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2031
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hebi Oroshi » 21 cze 2017, o 09:34

Hebi nie znał w mniejszym stopniu zasad panujących w społeczeństwie zbiorczym, jednak nawet on zdawał sobie sprawę że aby dobrze żyć, trzeba ugłaskać tych na stanowisku… z początku sądził że dwaj strażnicy nie wpuszczą go do środka, wymieniając między sobą stanowcze spojrzenia których nie potrafił rozszyfrować… zaskoczenie, niepewność, może rozbawienie.
Oroshi nie czekał długo by wreszcie zostać zaproszonym do wnętrza budynku… W krótkiej chwili później, przywitało go bogate pomieszczenie w ciepłych drewnianych klimatach z gronem urzędników na czele… Hebi niepewnie rozejrzał się po otaczających go korytarzach i kolejnych opisanych pokojach dla interesantów… Zanim jednak wybrał odpowiedni dla siebie, kobieta o standardowej urodzie i dość ubogim stosunku do własnej kobiecości podeszła do niego zadając to wyczekiwane pytanie… Hebi uśmiechnął się do niej podwijając rękaw swojej tuniki, po czym odezwał się spokojnie…
- Nazywam się Hebi Oroshi, przybyłem do waszej wioski jakiś czas temu jednak ciąży nie załatwiłem sprawy swojego pobytu tutaj… Nie chce żyć jak przestępca więc próbuje to jakoś załatwić…

To chyba wszystko co mógł opowiedzieć w obecnej sytuacji przypadkowej osobie.
Hebi Oroshi
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość