Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 10 paź 2019, o 16:08

-Tańce, hulańce i swawola - odpowiedział strażnikom wyraźnie zażenowany, że ich rola sprowadzała się do... tego. Co to miała być, sekretarka? Jou naprawdę miał takie braki w ludziach, że nie mógł zatrudnić sobie jakiegoś asystenta, tylko musiał wykorzystywać do tego broniących jego gabinet strażników? Wzruszył ramionami, gdy usłyszał pozwolenie. Jego mina mówiła takie życie chłopaki, bo współczuł im zniżenia do takiej pozycji. Wszedł do środka, zapach herbaty uderzył go w nozdrza - to ciekawa odmiana po pocie wymieszanym z krwią i żwirem związanym z ich niedawną walką.
-Dobry. Tak mi się przynajmniej wydaje - uśmiechnął się do jak zawsze poważnego Jou. Można powiedzieć że znali się już tak długi czas, że powinni nawiązać bliższe relacje, jednak zawsze jakoś nie było temu po drodze. Jeden chcący poznawać świat, drugi zamknięty w tych czterech ścianach, zobowiązany pozycją, niemogący się wyrwać, bo był tylko zwykłym NPCem, a nie graczem jak cesarz, który to sobie po prostu spierniczył.
-Dawnośmy się nie widzieli, od wojny Dohito bodajże, mylę się? - zrobił przerwę na chwilę, pozwolił pytaniu wybrzmieć, chociaż było bardziej retoryczne, nie spodziewał się na nie odpowiedzi - Ale o tym pewnie dostałeś już kilka raportów, od Icira zapewne także. Ciekawy chłopak przy bliższym spotkaniu - znowu przerwał, zaczął niuchać herbatę, bo jednak wolał poczekać, aż ktoś mu zaproponuje napitek jakikolwiek by nie był. Nie lubił wchodzić na czyjeś terytorium nieproszony, a tym bardziej "panoszyć się" w nim.
-Ale do rzeczy... słyszałeś o tej całej jego Klepsydrze? Rozpoczął rekrutację i to na całkiem szeroką skalę. Mnie też namówił, chociaż szczerze powiedziawszy nie wiem czy to już oficjalnie, czy nie. W każdym razie działo się to wszystko na terenie Midori i tutaj się robi ciekawie - sięgnął do kieszeni po fajkę, ale znowu się zreflektował. Nie jesteś na dworze Kuma, ani tym bardziej u siebie - skarcił się i kontynuował swoją małą opowiastkę - Coś działo się w okolicy, zatrudnili nas jako najemników. Jedna grupa poszła badać dziurę w ziemi, druga teren na powierzchni. NIe wiem za bardzo co się działo na dole, ale dwie rzeczy są bardzo ważne. Pierwsza - pojawił się Biju. Pięcioogoniasty. Druga - przez chwilę kontrolę nad nim miał Yoshimitsu - to nazwisko powinno Ci być znane. Ten jednak zniknął - ciekaw był jak wiele wie na ten temat Jou. Sam Kuroi nie był za bardzo rozeznany, ledwo co liznął tego tematu i już musiał walczyć z demonem. Ciekawe jak się miewa ten chłopaczek?
Ostatnio edytowano 13 paź 2019, o 09:30 przez Kuroi Kuma, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 703
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 10 paź 2019, o 20:17

Czujne oko lidera spoczywało na Kuroiu, któremu jakoś zawsze nie po drodze było do tego konkretnego gabinetu. Zawsze czymś zajęty, albo nigdy nie mając wystarczającego powodu, żeby spotkać się z kimś, kogo nie lubił. Ciężko było przecież powiedzieć, żeby Kuroi darzył swojego rodzaju sympatią. Skoro zaś tak ciężko było tu trafić to i nie dziwiło, że nie było między tymi panami jakiejkolwiek relacji poza relacją lider-doko.
- Usiądź, proszę. - Wskazał gestem fotel, który stał nieopodal biurka, znany i pamiętany, na którym nie raz się już kiblowało w celu zdawania relacji. - Herbaty? - Kiedy już usiadłeś, padło to strategiczne pytanie. W końcu! Mężczyzna uniósł czajniczek i rozlał pobudzającego, odświeżającego naparu do filiżanek - bądź filiżanki, jeśli gość nie miało ochoty zakosztować tego, czym raczył się lider.
- Zgadza się. - Przytaknął treściwie. Trochę czasu minęło, ale najwyraźniej nie tak wiele, by robić z tego powodu jakiekolwiek wyrzuty. Było nie było, Kuroi zawsze wracał do domu. I koniec końców zawsze opowiadał o zakamarkach świata, w które dotarł. Coś go do pustyni przyciągało, mimo tego, że nie przepadał za swoim przywódcą. - Ichirou to najzdolniejszy shinobi naszego rodu - Powiedział to bez zająknięcia i żadnych wątpliwości. Tak rola lidera - kontrolować, wiedzieć... nie koniecznie przekazywać. Ale przecież o tym, że Ichirou jest zdolny, jednym z lepszych shinobi, Kuroi przekonał się na własnej skórze.
- Owszem, słyszałem o Klepsydrze. - No halo, w kkońcu był liderem i byli z Ichirou dobrymi ziomeczkami, nie? Jou prawdopodobnie by się nie przyznał nawet, gdyby o niej nie słyszał, więc... nie mało to w sumie znaczenia w tym wypadku. Zwłaszcza, że to nie Klepsydra miała być tematem tej rozmowy. Dlatego czekał na kolejne rewelacje. Doczekał się. Ściągnął brew, ale poza tym żadne emocje nie pojawiły się na jego twarzy. - Kolejny bijuu... - Powtórzył za Kuroiem, by przyswoić tę rewelację. - Czy Yoshimitsu działał sam? - Skąd się tam bijuu wziął, czy go zapieczętowali, gdzie teraz jest - nie. Jou zapytał najpierw o to, czy Yoshimitsu działał sam. - Dlaczego nie ma z tobą Ichirou? - Kolejne istotne pytanie. Coś się stało, coś mu jest? Stwierdził, że coś będzie bardziej istotnego od przyniesienia tych wiadomości czy może zawierzył to zadanie Kuroiowi? - Opowiedz mi wszystko. Od początku.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 802
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 10 paź 2019, o 21:51

Usiądź - ta, jakby potrzebował do tego zgody. Był już swego wieku, to była chyba jedyna rzecz, której nie wymagał od gospodarza. Nie był już młodziakiem, było to dla niego już tak naturalne, by zając pozycję siedzącą. Nie był zmęczony życiem, co to to nie. Po prostu Kuroi był leniwcem i nie chciało mu się siedzieć, gdy ktoś inny zajmuje wygodną dla siebie pozycję. Ograniczał zużycie swojej energii do minimum, starał się nie dawać od siebie więcej niż to, co ktoś od niego wymaga. Może to właśnie różniło go od Ocirka? To że jeden z nich widział swój cel tuż przed sobą, wiedział do czego zmierza, a Kuma? Był wolnym ptakiem, który leciał tam, gdzie zawieje wiatr. Nie lubił jak ktoś mu rozkazuje. Dlatego właśnie związał się z Klepsydrą, a nie z władnym klanem. Jou wymagał, chciał mieć wojowników, na których może polegać, których może wystawić przed drzwi i oczekiwać od nich, że będą oni strzegli jego zamkniętego gabinetu od ostatniej krwi. A Ocir? Przynajmniej w stosunku do Kumy (jeszcze) nie wystawił żadnych oczekiwań. Liczył na jego własny udział i to najbardziej mu podpasowało. Nikt tutaj nie wydaje rozkazów, nikt nie jest Panem, a także nikt nie jest paziem, który te rozkazy ma wykonywać.
-Chętnie - rzucił luźno, chociaż straszliwie mu się chciało pić i po głowie chodziła mu pewna herbatka. Mocna, aromatyczna, niepowtarzalna. Odległa, lecz na wyciągnięcie ręki, jednak sam takiej nie potrafił zrobić, tutaj potrzeba było specjalisty.
-Co fakt to fakt, młody rozwinął się w zastraszającym tempie. Dobrze mieć kogoś takiego przy swoim boku, co? - postawił pytanie, które było oczywiste. Możliwe, że Ichir był nawet silniejszy od Jou, że prześcigał go może nie w umiejętności kontroli nad piaskiem, ale czymś więcej. Nie siedział w Kinkotsu, wyszedł do ludzi, tam gdzie tkwią nieodkryte talenty, które ciągle się wahają. Jak Seinaru, który jest potwornie silny, ale tego nie zauważa. Traktuje to jak coś normalnego, jakby jego ruchy stanowiły normalkę. Może tak było, że i nie, ale potrafił przeciwstawić się Biju, a to już było coś. Czy ktoś w ogóle znał silniejsze stworzenie? Czy Han mógł równać się z Ogoniastymi?
-Nara potrzebowali ludzi, zgłosiliśmy się. Ja, Ichir, sporo innych ludzi. Jak wspomniałem wcześniej były dwie grupy. W naszej był zdrajca... Yoshimitsu. Wyglądało na to, że był sam. Pod przykryciem dołączył do nas i do pewnego stopnia nam pomagał, ale dalej... dalej już tylko zamierzał zawładnąć Biju. Trochę ciężko mi jednak określić jak cała ta sytuacja się przedstawia... - spuścił głowę, tutaj zamierzał dobierać słowa z rozwagą. Jou był bardzo wycofany jeżeli chodzi o uczucia, ciężko było się domyślić co chodzi mu po głowie. Nie był porywczy, więc na słowa Kumy nie rzuci się po prostu do wojny z jakimś rodem, co to to nie. Gdyby to był Diaboł, to by było inaczej, ten zyskał sobie pewien poklask, zaufanie.
-Ichir został na miejscu. Najwidoczniej za umieszczenie Biju odpowiadają Aburame. To właśnie z nimi Nara toczą walki. Byliśmy po stronie tych pierwszych, obstawiam, że to właśnie z nimi skumał się teraz Diabeł Świtu - zrobił przerwę, pomyślał o swoim kamracie, o swoim bracie krwi, o pierwszym Liderze, którego uznał, który także uznawał wolność Kumy. Nie wydał mu rozkazu, dał mu po prostu radę. To właśnie dlatego polubił tego chłopaka bardziej, niż mogłoby mu się wydawać. To nie moc stanowiła o człowieku, inaczej dołączyłby to Hana, czy nawet Yoshimitsu. To właśnie w uporządkowaniu i wolności czuł się dobrze i póki Ocir nie zamierzał mu tego zabierać, dopóty Kuma zamierzał stać przy jego boku.
-Widzieliśmy las zniszczony przez parę i gejzery, to przez niego się poruszaliśmy. Natrafiliśmy na kilku wrogów. To oni wspomnieli o grupie zwanej Ichikatsu. Składało się na nich kilka shinobich, którzy bronili Biju. Ponoć powiązani z Radą. To jednak słowa jednego z wrogów, nie polegałbym na nich w zupełnym przekonaniu. Wiesz jak to jest. - podniósł głowę na Jou, spojrzał mu prosto w oczy. Liczył że ten przynajmniej nie ma z tym nic do czynienia, że nie jest częścią spisku. Nie zniósłby, gdyby lider Sabaku byłby w to zamieszany.
-W końcu dotarliśmy na miejsce, zobaczyliśmy grupę, która zmierzała do wnętrza Iglicy, tam już był tylko chaos i śmierć. A w tym i jedno małżeństwo nazwiskiem Sanada, którzy byli tam chyba tylko dla własnych celów - powstrzymał się od działania, ale jego pięści mimowolnie się zacisnęły. Czuł dla nich pogardę, czuł że nie zasługują oni na szacunek Kumy. Tego, który walczył o wolność, o to by każdy czerpał z życia ile mógł, by trafiało na niego tylko szczęście. Chaos i zniszczenie - tylko to prócz informacji o wrogach przekazał Shikarui - Bestia została zapieczętowana. Nie jest na wolności. Ichir mnie ty wysłał, bym przekazał wieści jak najprędzej. Nie zamierzam oczekiwać żadnych laurów, żadnych wynagrodzeń z tego powodu. Jestem tutaj, by... - no właśnie... po co? Po co tutaj przyszedłeś staruszku? By synem kupca zainteresował się jeden z liderów? By ten chciał przejąć tą moc? - By wszystko to uporządkować. Jestem tylko Doko, tylko mięsem armatnim rzuconym, by tacy jak Ocir mogli działać. Nie przeszkadza mi to w żadnym razie. Chce jednak wiedzieć, chce ograniczyć zło, które się dzieje na świecie. Chcę wiedzy, ale i pomocy. Jou... - ciężko mu to przechodziło przez usta, ale musiał to z siebie wyrzucić - Znamy się jakiś czas. Zawsze mogłeś na mnie polegać. Ty i inni z rodu Sabaku. Nie chcę być bohaterem, to nie dla mnie, to dla takich jak Ichir. Ale zamierzam sprawić, by nikt nie musiał cierpieć. Zamierzam być w tym najlepszy i nie ukrywam tego. Do tego jednak potrzebuję Ciebie i informacji, jakie zapewne posiadasz - patrzył mu w oczy podobnie jak wtedy, gdy mówił do Sanady. Pełny powagi, skupienia. Nie lubił tego, nie lubił, gdy musiał przekazywać swoje myśli tak bezpośrednio. Lubił działać subtelnie, robić malutkie kroczki i cieszyć się radością innych. Teraz jednak było inaczej. Odnalazł swój cel, swoje Nindo.
-Czemu wykorzystujecie... albo wykorzystujemy Biju jako broń? Czemu nie pozwolimy im żyć własnym życiem? No i kim do cholery są Jinchuuriki? - poniosły go emocje, ale ciągle nie mógł w tej małej główne poukładać informacji o tym, że tak piękne stworzenie, pełne mocy i gracji może być zamknięte w człowieku, który pragnie je tylko wykorzystać jako broń. Pieprzony Yoshimitsu....
-I jak daleko może posunąć się Iryonin? Pieczętujący Biju zmarł, wraz z nim uciekło wiele nauk. Nie zamierzam do tego dopuścić zwłaszcza... - czy powinien mówić Jou, że Ocir zamierza uczyć się pieczętować bestie? Że będzie duchowym spadkobiercą Kaia? - Że pewnego dnia może stać się krzywda jednemu z nas. Może nawet i Tobie. Właśnie tego dnia zamierzam temu zapobiec. Nie dopuścić, by znowu ktoś z mojego otoczenia stał się ranny. Dlatego muszę wiedzieć jak najwięcej się tylko da. A także i to... - wskazał tutaj na protezę Jou przekazaną mu pewnie przez Ayatsurich. Pomyślał o Yoichim, kalece, który nie będzie nigdy tak naprawdę sprawny. Tylko czy to musiała być prawda, skoro shinobi potrafili pieczętować legendarne stwory w ludziach? - Czy możliwe jest podarowanie komuś nowej kończyny? Czy możliwe jest wyjście poza to co oferują Ayatsuri?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 703
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 11 paź 2019, o 21:36

Owszem, Jou wymagał. Tak jak wymaga się od swojego pracownika zajęcia się obowiązkami, które do niego należą, tak wymagał od swoich podwładnych, że wykażą się i zrobią, co do nich należy. Być może nawet zrobią coś więcej i popiszą się własną inicjatywą, na której tak chciał polegać Kuma - takie inicjatywy, naturalnie, zasługiwały na awans. Właśnie dlatego, że miał takie podejście a nie inne, to on władał całym klanem i trzymał wszystko za mordę, nie Ichirou. Kwestia nie była kwestią siły, choć ten jednooki mężczyzna również potrafił bardzo wiele, co niejednokrotnie udowodnił. Ichirou i Jou łączyła jedna, bardzo ważna rzecz, która sprawiała, że oni byli na szczycie, a Kuma, pomimo swoich lat, wciąż na samym dnie. Ta rzecz miała piękne imię. Nazywała się ambicją - i była nad wyraz wdzięczną panienką, jeśli tylko potrafiło się ująć jej dłoń w odpowiedni sposób i poprowadzić do tańca.
Czym w świecie shinobi był wiek? Czymś, co sprawiało, że można było bez pozwolenia panoszyć się po czyimś domu? Nie. Wiek nie był żadnym wyznacznikiem - przynajmniej zwyczajowo. Z pewnością wiek Kumy nie był wyznacznikiem czegokolwiek w oczach Jou. Było pełno shinobi w tym wieku, młodszych, starszych. Byli staruszkowie, którzy byli chodzącą historią - i oni zasługiwali na szacunek. Wypracowali go sobie ciężkimi rękoma. Posiadają swoje przywileje, zazwyczaj już mając również odpowiednią rangę za swoje uczynki. A czy trzydziestolatek doko zapracował sobie na takie przywileje? Nie. Kuma pokazał się w oczach lidera wyłącznie z nieciekawej strony. Domagał się szacunku z imienia wieku - ale niczego tym wiekiem nie prezentował. Domagał się jakiegoś szacunku, ale sam szacunku nie okazywał. Wolny ptak - tylko gdzie skrzydła zgubiłeś? Człowiek nie mógł być ptakiem. Nie dopóki czuł, że ma na sobie złoty sznureczek, który ciągle go przyciągał.
Jou słuchał uważnie każdego słowa. Czy był w spisku czy nie - nie dało się stwierdzić. Z jego twarzy można było wyczytać skupienie, nie było tam potwierdzenia o jego niewinności. Nie było też jednak wyroku jego winy. Nie było w nich odtrącenia. To jedno oko było gotowe przyjąć informacje, ale nie tylko. Klan był tym, czym byli jego ludzie, a Jou potrafił przyjąć swoich do klanu. Jego spojrzenie zachęcało. Mów. Pytaj.
- Bijuu... nie może żyć wolno. Sprowadza zagładę tam, gdzie się pojawi, czasem świadomie, czasem mniej. To tak jakbyś stworzył smoka z ognia i pozwolił mu latać wolnemu. Jinchuuriki zaś to osoba, w której bijuu został zapieczętowany. - Odpowiedział spokojnie. - Czy prosisz mnie, bym nauczył cię pieczętowania bijuu? - Upewnił się. Kuroi brzmiał teraz jak małe dziecko, które szukało swojej nadziei i pomocy w liderze. Jou mógł mu zaoferować oba, tylko jak wiele mógł mu dać? Owszem, perspektywa czasu pokazywała, że znali się długo, jednak w jaki sposób? Spotkanie raz na parę lat nie było żadnym znaniem się. Nawet pomijając, że to znanie się było zabarwioną negatywną aurą relacją, w której nawet ciężko było wymusić odpowiednią relację z pozycji lider-doko. - Walki pochłaniają życia. Nie wszystkich da się uratować, choć jest to szlachetny cel. - Twarz Jou stanowiła nieprzenikalną barierę, teraz nawet nie można było stwierdzić, czy rzeczywiście przejął go los całej tej opowieści, losu zabitych, mnicha Kaia. To w Jou się nie zmieniało od lat - tych, których miał więcej niż Kuma, skoro to było w mniemaniu czarnowłosego istotne i miało budować jakiekolwiek "uprawnienia".
- Proteza jest jedyną możliwością. Sprawdza się jednak doskonale. - Nie pytał, dlaczego. Może powinien? - To mocne słowa. "Mogłeś na mnie polegać". Mogłem? - Kuroia wiecznie nie było, co rusz coś go pchało w dal, każde spotkanie z nim okupione było niezadowoleniem ze strony Kumy i wrażeniem, że przecież lider nie... że w sumie po co ten lider, czy to nie klatka? Czy to nie on był łańcuszkiem, co latać nie pozwalał?
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 802
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 13 paź 2019, o 12:32

Doko - najniższa pozycja shinobi. Nadawana na samym początku, bez żadnych przywilejów, bez żadnych dodatkowych korzyści. Znaczy to tyle co shinobi, a nawet mniej, bowiem utożsamia Cię z najsłabszymi. Jednak im wyżej, tym bardziej zapominasz o problemach tych małych, tych którzy starają się wspinać o szczeblach kariery. Lub nawet tych, którzy wiodą sobie zwykłe życie. Odcinasz się, stajesz się dla nich obcy, bo otacza Cię siła, potęga. Otaczają Cię doradcy, sprawy o wadze tak wielkiej, że mogą zmienić życie całej wioski. Dług u lichwiarza jest dla Ciebie obcy, bo nie musisz go zaciągać, śmierć jednostki jest niczym w porównaniu do żniw, które przynosi wojna. A jednak obydwa są ze sobą połączone, z czego jedno to liczba, sucha, bez emocji, za to drugie to tragedia, która odbija się nawet na tych, którzy siedzą na górze. Czy Kuroi wymagał szacunku do swojej osoby z racji wieku? Niee... prawda była o wiele dalej, niż mogłoby się wydawać. A może jednak niegdyś się tam znajdowała? Pozycja to tylko cząstka tego, na co pracuje człowiek. Staruszek zaś liczył na szacunek, bo był człowiekiem i szanował innych. Oczekuj od innych tego, bo sam wychodził z inicjatywą i nie oceniał kogoś już na samym początku. Dla niego każdy zasługiwał na to, by brać go poważnie. Im więcej pokazywał na co go stać, tym bardziej szanował czyjeś zdanie.
-To by wiele wyjaśniało. W sumie podobnie można powiedzieć o wielu. Wojna dwóch klanów posługujących się wybuchami to nic innego, jak zwykły pogrom. Jednak... dalej nie rozumiem jak taka spokojna istota, która niesprowokowana zachowywała spokój, może stanowić takie zagrożenie? Czy to może być powiązane z Kuramą? - kimkolwiek on był, bo to imię tylko rozbrzmiało w podziemiach. Ostatnie słowa Biju przed zapieczętowaniem wyrażające smutek i gorycz.
-Pieczętowania? Och nie. Nie czułbym się na siłach, by dokonać czegoś takiego. Nigdy nie byłem w tym dobry. Chociaż... czy wiesz jak tego dokonać? - uniósł wzrok i popatrzył Jou prosto w oczy. Ta wiedza... była tak po prostu na wyciągnięcie ręki? Liczył że to coś tak niedostępnego, tak egzotycznego, że długo nie będzie miał szansy zbliżyć się do tego sekretu. Jou był liderem, w sumie nic dziwnego że wiedział o wiele więcej, niżeli mógł sobie wyobrażać Kuroi. Czy to był właśnie plus z pięcia się wyżej i wyżej? To że miałeś dostęp do tego, co nieosiągalne dla maluczkich.
-Szkoda - zwiesił głowę, gdy usłyszał, że nie da się nic zrobić ponad protezę - jeden z naszych mocno ucierpiał, jego życie będzie utrudnione. Chciałbym mu jakoś w tym pomóc, ale obecnie to dla mnie za wiele. Możesz - wybacz zły dobór słów. W końcu jednak chyba wiem czego chcę od życia. - napił się w końcu herbatki, o której całkowicie zapomniał. Zaschło mu w ustach od całej tej gadaniny - Chyba to najwyższy czas, by stary pies nauczył się nowych sztuczek i pokazał na co go stać. - zaczął trochę wymijająco, ale jego słowa brzmiały pewnie, widać że wiedział dokładnie co chce powiedzieć i w sumie sam się dziwił, skąd ta nagła zmiana.
- Chciałbym wspiąć się w końcu wyżej w naszej hierarchii. Myślę, że to najwyższy czas, kto wie ile nam go zostało. - bo wiedza dostępna jest dla tych, którzy coś znaczą. Bo łatwiej poznać kogoś będąc Jou, niż będąc Kumą.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 703
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 15 paź 2019, o 16:48

Maluczcy mieli to do siebie, że nie znaczyli wiele w tym świecie. Oczywiście - czym niby miałby być król bez poddanych? Tylko że maluczcy byli zawsze - gdzieś tam, stanowiąc takie samo tło, jak dla Kuroia tłem były teraz drzwi, które miał za plecami, ściana, na której poukładano równo półki i gablotki. Jak dla Jou tłem był tron, który zdobył siłą, wyrywając go z rąk kościanych, z którymi teraz pertraktował pokój. To, że byli tłem, nie oznaczało, że ich nie dostrzegał. Tak jak Ty sam widziałeś nic nie znaczące osoby, którymi byli strażnicy przed drzwiami, tak on dostrzegał o wiele więcej tym jednym, samotnym okiem, które zbyt często wydawało się diabelskim tworem stworzonym ze szkła. Niby szkło nie skażone było złem, przecież było przejrzyste - a jednak wciąż nie dało się zapomnieć, czyje ręce je stworzyły. To, czy Jou pamiętał jeszcze prawdy żywe i jak daleko sięgał tym swoim szklanym oczkiem pozostawało sekretem, który snuł się między nogami i przesypywał między palcami - jak piasek. Bądź czas, niektórzy by powiedzieli. W końcu po liderze Sabaku w ogóle nie było widać jego wieku. To na pewno kwestia tej nietypowej, białej karnacji, którą przyniósł tu na pustynię, stawiając pytanie, czyim bękartem był. Bo na pewno nie był czystej krwi Sabaku.
- Sam sobie odpowiedziałeś. Niesprowokowana. Istnieją i będą istnieć osoby takie jak Yoshimitsu czy Han i jego jeźdźcy, którzy w imię chaosu gotowi posunąć się do niewyobrażalnych czynów. Takich jak Kami no Hikage. - Niestety, to było dzikie zwierzę. Dzikie tym bardziej, że nad takimi zasobami chakry nie dało się zapanować. Nie można było go posłać do snu, jeśli zbyt się rozzłości i poczekać na jego ukojenie. Kuroi teraz rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny, stając twarzą w twarz z jego potęgą. Widząc, jak Murai, który stał nie tak daleko od niego, został zmieciony z tej powierzchni ziemi, jakby nigdy wcześniej nie istniał.
- Nie. Pieczętowanie bestii to technika, którą bardzo niewielu na tym świecie opanowało. Inaczej o wiele łatwiej byłoby utrzymać je w ryzach. - I być może nie byłoby tak wielu tragedii. Może. - W kim bestia jest zapieczętowana? - To pytanie musiało paść, prędzej czy później. W końcu wszystko działo się na terenie Midori, to tam operowano całym tym wydarzeniem. Czy więc taka broń wróciła do posiadania Lasu? Czy może znalazł się inny pojemnik? Świat jeszcze kiedyś zostanie zaskoczony przez młodego shinobi - prostego syna kupca, który wcale nie chciał wybierać dla siebie takiego losu. Bohater.
Jou czekał na słowa, jakie padną. Czekał na zakończenie tego zdania, które było prologiem do bardzo odważnego stwierdzenia. Domyślał się? Ooo, przecież lider Sabaku słynął ze swojej przenikliwości. Być może doskonale wiedział, czego się spodziewać, od samego początku tego spotkania. Być może dlatego właśnie postawił swoje pytanie. To, czy na Kuroia będzie można liczyć nie zależało od Jou - zależało tylko i wyłącznie od samego Kumy.
- W takim razie miło mi powitać cię w gronie akoraito. - I to już? Tak teraz? Właśnie w tym momencie? Jou nawet wstał ze swojego krzesła, które zajął podczas tej rozmowy, by wyciągnąć do Kuroia dłoń. Tak jakby rzeczywiście znali się nie od dziś. Albo właśnie dziś miał być pierwszy dzień, w którym się poznają? - To nie jest ciężar, Kuroi. Ten tytuł to nie kajdany. Moim zamiarem nigdy nie było zamykać cię w takich. To otworzenie drzwi do nowych przywilejów i szacunku, na który zapracowałeś. Od tej pory nasza współpraca będzie bardziej owocna.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 802
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 15 paź 2019, o 18:44

Ach tak, Han i jego jeźdzcy. Nazwa im idealnie pasowała, bowiem gdzie tylko się nie pojawiali tam od razu robiło się niebezpiecznie. W sumie to gdyby Han poszukiwał kandydata na kolejnego jeźdźca, to Kuroi mógłby mu jednego wskazać. Mowa oczywiście o nikim innym, jak Lawendowskim, który to pokazał na co go stać. On, Han i pozostali - czyż to nie pasowało do siebie idealnie? To jednak nie przekonywało Kumy co do pieczętowania biju i chowania ich przed światem. Tacy ludzie wiedzieli jak się do nich dostać, wiedzieli jak je kontrolować, więc zapewne i wiedza o pieczętowaniu nie była im obca. To był zupełnie inny poziom, aż dziw że do tej pory nie zdołali tego osiągnąć. Może jednak Han nie jest tak potężny, jak go opisują? Może jednak ma gdzieś limity swojej siły, skoro jeszcze nie chodzi z bestiami na smyczy niszcząc po drodze wszystko jak popadnie. Niesprowokowana - może to miał na myśli Kurama? Może to chciał przekazać im Delfinokoń? Że to jedna ze stron nie odpuszcza i nie są to właśnie legendarne istoty.
-To sztuka na tyle trudna, że ciężko ją opanować? Gdybyśmy mieli kilka takich osób nie mielibyśmy z tym problemu. Z drugiej strony jeżeli wymaga to wiele pracy, to nie wiem ilu podjęłoby się poświęcić życie po to, by się tego uczyć - w jego głowie pojawiła się postać innego staruszka - mnicha Kaia, dumnego, dobrego, opanowanego do samego końca -W chłopcu imieniem Yami. Jest synem kupca, to dobry chłopak. Miałem okazję wykonywać z nim zadanie jeszcze wtedy, gdy był cóż... tylko synem kupca, nikim więcej. Jestem ciekaw jak bardzo zmieni się przez te wydarzenia/color] - nie zamierzał ukrywać tożsamości nowego Jinchuriki. Prędzej czy później ta informacja pójdzie dalej w świat, a co by nie mówić o Jou, to był rozsądny. Nie rzuciłby się w wir wojny, nie zacząłby pogromu tylko po to, by dorwać nosiciela ogoniastego. Kuroi miał nadzieję, że Kyoushi, nowy członek Zegarków wprowadzi młodziaka w świat ogoniastych. Zaskoczyła go ta swoboda, którą miał Jou przy nadaniu tego tytułu Kumie. To już, bez żadnych sprawdzianów? W sumie to pokazałby pewnie dużo więcej niżeli zwykły Akoraito, to miała być czysta formalność, ale jej brak jakoś zakołował staruszkiem. Podniósł się, uścisnął wystawioną dłoń.
[color=grey]-Dziwnie to brzmi po tylu latach. Może masz rację? Zawsze utrzymywałem, że im wyżej, tym większe oczekiwania ale żadnych korzyści. Tylko... i tak każdy z nas chce pokazać na co go stać, a nie siedzieć na swoim poletku i zajmować się niczym.
- uśmiechnął się do lidera Sabaku i potrząsnął jego dłonią - Tak mi się przynajmniej wydaje... - dodał po chwili, odrywając wzrok gdzieś na bok. Miał rację, czy może był zbyt naiwny w swoim myśleniu? Stary Kuroi z jego nowszym wcieleniem nieco się gryzły nie mogąc dojść do porozumienia.
-Zamierzam ruszyć w podróż. Nie wiem ile ona mi zajmie, mam nadzieję że niezbyt długo. Widziałem stworzenia, które przyzywał Ichir i czas także z takimi zawiązać przymierze - usiadł z powrotem na krzesło i dopił herbatkę. Słowo się rzekło Panie Kuma. Za to nastęnym razem, przy ich kolejnym spotkaniu... może poprosi o coś wyżej? Akoraito źle brzmiało...
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 703
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 19 paź 2019, o 18:24

Trudne sztuki shinobi mają to do siebie, że opanowanie ich nie trwało jedną chwilę. Potrzebny był czas. Dużo czasu i dużo wiedzy, by móc kontrolować coś więcej niż zamykanie przedmiotów w zwoju i ich wyjmowaniu - a przecież nawet temu poświęcane były godziny treningów za młodu.
Zmiana jinchurikiego i jego samopoczucie obchodziły Jou tyle co zeszłoroczny śnieg. Zwłaszcza, gdy w tym stwierdzeniu uwzględniło się fakt, że mieszkał na pustyni i śniegu to on raczej nie oglądał. Natomiast to, do kogo przynależał - już owszem. Syn kupca. Brzmiało bardzo źle. Jeśli Ryuzaku no Taki, te sępy, położą swoje szpony. Nie wydawało mu się, by Rada Kupców jakkolwiek spotulniała po wydarzeniach z Kami no Hikage. Byli maszyną zniszczenia - i obojętne, kogo niszczyli, czy siebie czy ludzi wokół. Wielce zabawne - w końcu uważali, że coś kreują.
- Przekonaj się sam. Tak samo, jak sam postanowiłeś sięgnąć po więcej. - Zachęcił lider, ściskając pewnie podaną mu dłoń. - Dziękuję za informację. Powodzenia więc i niech słońce pustyni prowadzi cię. - Jou usiadł znów za swoim biurkiem. Byłeś wolny. Bez żadnych zakazów, nakazów. Idź, rób co chcesz. Przecież wraz z zyskiwienim siły, zyskiwało całe Sabaku.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 802
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Kuroi Kuma » 21 paź 2019, o 17:53

Cóż... wyglądało na to, że Kuroi w końcu miał coś, do czego zamierzał dążyć. Minęło ledwo kilka dni, kilka nic nie znaczących chwil w jego życiu - tak mogłoby się wydawać. W pewnym momencie po prostu stajesz i mówisz, że masz tego dosyć, że to nie tą drogą zamierzasz iść. Skręcasz w bok, w nieznaną trasę, czy nawet na niewydeptaną ścieżkę. Nie wiesz co na niej będzie, nie wiesz co będzie na jej końcu. Znasz jednak swój cel, do niego dążysz, to główny motyw działania. Droga jednak jest tym uprzyjemniaczem, dreszczykiem emocji, motywatorem do zaglądania za każdy kolejny róg. Czy może to tam właśnie pokierujesz teraz swoje kroki?
-Dzięki. Niebawem się zobaczymy - odparł i skierował się w stronę wyjścia dopiwszy uprzednio napój do końca. Co miał się zmarnować? Był... wolny. Nic go nie trzymało, nie było magicznego łańcucha z doczepionym kagańcem, który miałby na celu uwięzienie go, zamknięcie na pustyni. Czego więc bał się przez te wszystkie lata? Wyszedł na zewnątrz, dzień jeszcze był młody, pogoda dopisywała. Nie za bardzo miał jednak pojęcia gdzie udać się dalej, w sumie to jego następny cel był dosyć mało znany, więc rozpytywanie nie wchodziło w grę. Ruszył więc w miasto, by w ewentualnie w końcu dojść na szlak - tam gdzie wszystko się kończy i rozpoczyna.


z/t
Ostatnio edytowano 22 paź 2019, o 17:16 przez Kuroi Kuma, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 703
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 36
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba władzy

Postprzez Naoki » 22 paź 2019, o 16:54

Obrazek
Wyprawa
1/XX
Kuroi Kuma




Piękny dzień trzeba rzecz, mimo że na świecie gościła już złota jesień na pustyni nie zmieniało się praktycznie nic. Wszystko nadal wyglądało tak samo, wszędzie ten sam dobrze znany każdemu piasek i zasypane nim domostwa o niewielkich oknach. Właśnie tak mogły prezentować się okoliczne ulice, na których ludzie spędzali większość swojego czasu poruszając się od straganów do swojego domu czy też karczm. Właśnie knajpy były ciekawymi miejscami, nawet strażnicy stacjonujący przed siedzibą władz właśnie o nich rozmawiali, wystarczająco głośno by usłyszał to każdy.
- To jest wariat, bredzi o jakiś ludziach w maskach niedźwiedzi. - powiedział jeden ze strażników, spoglądając się na swego kolegę, który zapewne jako pierwszy zaczął tą rozmowę.
- Czy wariat to nie wiem. Stracił rękę i jest bardzo poraniony. Dodatkowo ta nagroda. Będzie trzeba go później odwiedzić jeżeli na prawdę zatrzymał się pod Mankalam. - wypowiedział, w środku na chwilę przerywając swoja wypowiedź by zaczerpnąć łyka wody z manierki. Ich dalsza rozmowa raczej nie była w stanie powiedzieć nic więcej wartościowego, wykłócali się jedynie czy ów mężczyzna jest obłąkany czy na prawdę jakąś wioskę daleko w górach nękają duchy poległych wojowników, którzy otrzymali twarze wyglądające jak pyski niedźwiedzi. Raczej jest to dalekie od prawdy, jednak w każdej historii istnieje ziarenko prawdy, oby w tej historii prawdą okazała się nagroda jaką była równowartość wagi bohatera w kamieniach szlachetnych. Brzmiało to zapewne kusząco dla wielu osób, które raczej wyruszyły w tamto miejsce. Jednak najwidoczniej ten problem był bardziej wymagający nie jeżeli mogłoby się wydawać na początku, zwykłe duchy czy niedźwiedzie raczej nie pozbawiłby doświadczonego poszukiwacza skarbów, czy też shinobiego ręki i dodatkowo poważnie poraniły. Tylko czy dla Ciebie rozmowa z mężczyzną, u którego istnieją podejrzenia choroby psychicznej jest odpowiednią rozrywką chociaż na moment wydobycia od niego większej liczby informacji. Teraz chociaż wiesz gdzie możesz go szukać, a przy okazji napić się jeszcze więcej przed wyruszeniem w inną drogę, jeżeli to dla Ciebie okaże się być mało atrakcyjne.



Jeżeli zdecydujesz się na rozmowę z "wariatem". Zapraszam tutaj.
Obrazek
Avatar użytkownika

Naoki
 
Posty: 273
Dołączył(a): 5 sty 2019, o 21:44
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Zielonowłosy młodzieniec, przeciętnego wzrostu.
Link do KP: viewtopic.php?p=108086#p108086
GG: 41875401
Multikonta: Akashi

Poprzednia strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość