Rezydencja Sachiko Sabaku

Rezydencja Sachiko Sabaku

Postprzez Shikarui » 16 kwi 2018, o 21:40

Przed drzwiami rezydencji stało dwóch strażników. Wrota były otworzone na oścież, nic nie przeszkadzało temu, żeby przekroczyć ich próg. Zamykano je jedynie nocą. Jasne, wysokie mury, których rzeźbieniem zajął się piasek, a które zamykały rozległą, bijącą chłodem oazę, w której powstała rezydencja. Różnica temperatur była odczuwalna, kiedy tylko weszło się w cień palm. Wydeptana droga, szeroka na wóz, prowadziła do dziedzińca, na środku którego wykopano okrągłą, niewielką fontannę - płaską, z której woda nie pluskała wysoko. Piętrowy budynek z pojedynczymi, dwupiętrowymi wzniesieniami, cieszył oczy. Zgrabny, jednocześnie surowy - nie bawił wykwintnym kunsztem architektonicznym. Nigdy nie miał. W oknach próżno było szukać szyb. Nie były potrzebne. Zasłony powiewały na lekkim wietrze, wydostając się z wnętrza domu. Przejrzyste, utkane z delikatnych nici. Zawsze kręci się po korytarzach służba. Dba się tutaj o porządek. Niezapowiedziani goście zazwyczaj zatrzymywani są przez strażników. Pobliskie źródło wody zasila najbliższe pola. Rezydencja mieści się kawałek dalej od miasta, otoczona wspomnianymi polami i pojedynczymi domami pracowników.

Właścicielka: Sentoki Sachiko Sabau -> klik!

Strażnicy lustrowali zbliżającego się Ichirou wzrokiem. Gdyby jakkolwiek zależało ci na ich opinii, sympatii, czy uznaniu, pewnie pamiętałbyś, że widziałeś ich już tutaj - raz, dwa razy? I tych parę razy wcześniej, kiedy miałeś przyjemność (albo nieprzyjemność) gdzieś się na Sachiko natknąć. Kobieta w końcu nie była nowością twojego życia. Ani w twoim życiu. Z całą pewnością była jednak zamieszaniem (nie)mile widzianym. Z wzajemnością. Pomimo zaciśnięcia palców na swoich wypolerowanych... kijach (kasztanach raczej) nie było żadnego "spadaj","witam", "a po chuj tu przyłazisz". Nie zeszli bardziej na bok, nie kłaniali się w pas, nie zaszli ci też drogi. Gość w dom - Pan w dom.
Orzeźwiający oddech wody na twoim karku był wystarczającym zaproszeniem, by wejść do środka.
Cichy, pusty korytarz, w nim ciche ściany, na których wisiały gobeliny sprowadzane z daleka, liczące sobie już ładnych parę(naście) lat na karku. Rodzinna rezydencja przekazywana z pokolenia na pokolenie? Nie sądzę. W końcu dopiero co Sabaku tutaj przybyli. Sachiko po prostu dobrze się usadowiła. Teraz też siedziała zapewne w swoim fotelu, czytała jakąś książkę racząc się herbatą albo popijając słodkie, różowe wino. Czy dało się wyobrazić ją sobie w innej scenerii? Załamaną, płaczącą w kącie, ponieważ dopadł ją ból egzystencjalny? No, Panie Asahi, może frytki do tego?
- Witam w posiadłości Sabaku Sachiko, czym mogę służyć? - Starsza kobieta, służąca, pokłoniła się głęboko, wychodząc ci na spotkanie, nie pozwalając, żebyś zrobił zbyt wiele kroków. Pukanie zrobiło swoje - choć drzwi były otwarte na oścież. Nie trzeba było się nader mocno ogłaszać. - Pani Sachiko zażywa właśnie kąpieli. Prosiłabym o cierpliwość. Czy życzy Pan sobie napitku? - Poprowadziła cię w głąb posiadłości - prosto korytarzem aż do drzwi, które poprowadziły was na tyły domostwa. Na taras. Rozłożono tutaj nad głową osób odpoczywających, których obecna ilość sięgała wygórowanej liczbie zeru, zadaszenie z grubszego materiału, który miał nie przepuszczać słońca, ale ilość zieleni i tak nie przepuszczała go wiele. Widok na ogrody koił zmysły. Głaskał z włosem - czułeś się ugłaskany? Tylko nie pachniało tu kwiatami. Zapach świeżej zieleni, która nie dbała o pory roku, wody, która odbijała w swojej krystalicznej tafli wiszące nad nią drzewa i oddalonych pól, a wszystko to zroszone promieniami słońca przeciekającego przez listowie na podobieństwo kropel deszczu. Witaj po tej stronie raju. Mamy nadzieję, że zostaniesz na...
- Jeśli będzie Pan czegokolwiek potrzebował, proszę zawołać. - Służąca skłoniła się nisko i wycofała tyłem. Cierpliwość - cnota Cesarzy. Zaczynała się tam, gdzie człowiek miał przed sobą szeroką drogę i zachód słońca, który obiecywał nowy dzień i kończyła tam, gdzie na tej drodze pojawiały się kobiety. Te obiecywały fochy, problemy i jedną noc zapomnienia - ale hej, przecież nawet Adam poświęcił Raj dla podszeptów Ewy.
- Słyszałam, że podróżowałeś po lodowym wschodzie. - Nie było słychać jej kroków. W kołyszącym do snu ogrodzie wszystko cichło. Zamierało. Na stolik służąca już zdążyła przynieść to, czego sobie zażyczyłeś - a jeśli nie zażyczyłeś sobie niczego to herbatę i świeże owoce. Sachiko ubrana była w jasne, zwiewne ciuchy - długie na tyle, że ciągnęły się za nią, a jej kruczo-czarne włosy i oczy podobne węglikom odcinały wyraźnym rysem na tle bieli sukni. Prawie jakby ciągnęła za sobą skrzydła. I gdyby nie to, że jej twarz była tak paskudnie poparzona - można byłoby nazwać ją boginką. Odetchnęła. Jej włosy nadal były wilgotne po kąpieli. Roztaczała wokół siebie zapach dzikich, białych kwiatów - nie przytłaczał, przyjemnie komponował się z otoczeniem.
Ostatnio edytowano 22 kwi 2018, o 19:37 przez Shikarui, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydenjca Sachiko Sabaku

Postprzez Ichirou » 18 kwi 2018, o 00:00

Prawdopodobnie widział tych strażników więcej niż raz, ale nie podjął nad tym faktem żadnych refleksji. Nie byli oni w jakikolwiek sposób istotni. Stanowili jedynie potencjalną przeszkodę, którą Ichirou zamierzał ominąć w taki lub inny sposób. Owszem, brał pod uwagę, że mogą opierać się przed wpuszczeniem go do środka, biorąc pod uwagę niekoniecznie pozytywne wydarzenia, no ale... co ci biedacy mogli tak naprawdę zrobić? Postawić się mu? Ha, dobre sobie. Zrobiliby mu co najwyżej dzień.
Swoją drogą, to teraz ukazywała się niesamowita skromność złotookiego władcy piasku. Przecież właścicielka tej rezydencji miała tę samą rangę co on, a nosiła się ciut wyżej. Otaczała się służbą wszelakiego rodzaju, mieszkała w pałacyku z własnym skrawkiem terenu, do tego otoczonym murem. A on? Skromniutki chłopaczyna, z wielokrotnie mniejszym ego, wiodącym proste życie w malutkim mieszkanku, które usytuowane było nad sklepem. Żadnej stałej służby, żadnej straży, co najwyżej niegroźne kotki i dorywczo pracująca sprzątaczka. No normalnie dwa różne światy.
Ale jak się nie potrafiło zadbać o siebie, to się otaczało jakimiś przydupasami, którzy zapewne posraliby się w pory od groźniejszego spojrzenia, tak jak tamte leszcze z onsenu w Hanamurze.
Wkroczył do środka i zastał gosposię czy inną służkę, od której dostał całkiem dobrą nowinę - pani gospodarz była na miejscu. Minus był taki, że musiał swoje odczekać, aż ta się wytapla i wypachni, no ale trudno. Pewnie kiedyś zniecierpliwiony od razu by udał się do łazienki, ale tym razem przemówiła przez niego starość, która uznała, że jakoś przeczeka.
- Dzięki, obejdzie się. - Machnął ręką, kierując się w stronę ogrodu. - Chociaż w sumie... Jakimś winem bym nie wzgardził - dodał moment później po małym namyśle. W końcu nie był pewien, ile przyjdzie mu czekać, także mógł sobie przynajmniej umilić ten czas.
Lokalizację ogrodu znał, wiedział, gdzie są fotele, także nie trzeba było go prowadzić za rączkę. Rozsiadł się wygodnie w wybranym siedzisku, założył nogę na nogę i przytaknął na słowa służki, która musiała powiedzieć to, co musiała.
Jeżeli dostał, to popijał sobie winko, a jeżeli nie dostał, to sobie nie popijał. Ale raczej dostał, więc łatwiej było zabić ten czas.
I w końcu pojawiła się ona. Wpierw jej głos, później zapach dzikich kwiatów, dopiero potem, kiedy już spojrzał we właściwym kierunku, widok. I to nie byle jaki. Sachiko niemal zawsze prezentowała się dobrze lub bardzo dobrze, ale teraz, pełna świeżości i w białej sukni robiła jeszcze lepsze wrażenie. Nie wszystko było jednak idealne. Na jej twarzy jawiła się duża skaza. Zbyt duża, by ją zignorować i zapomnieć. Zupełnie niepasująca do całej reszty.
Nie wiedział czego się spodziewać, ale chyba nie takiego powitania. Sam nie wiedział, na czym oni tak właściwie stoją, ale mimo wszystko spodziewał się gorszych reakcji na jego wizytę. Z drugiej jednak strony mogła to być zwyczajna kurtuazja. I zapewne była, wszak Sachiko była osobą nienagannej ogłady i zmieniała swoje oblicze chyba tylko w sytuacji, kiedy stawiało się jej zarzut spiskowania i stosowania trucizn.
- Zgadza się, chociaż ten kraniec świata lodowy to nie był, a przynajmniej nie była lodową ta wyspa, na której się zjawiłem - odparł spokojnie, przyglądając się pani gospodarz. Nie dawał po sobie tego znać, ale faktycznie ta skaza go drażniła. Pozbyłby się jej nawet tylko dlatego, by oszczędzić sobie tego widoku.
Zdobył się na lekki uśmiech, a potem zapraszającym gestem dłoni wskazał na fotel nieopodal.
- Poświęcisz mi chwilę? - Zapytał grzecznie, bo przecież kultura tego wymagała. Inna kwestia, że opcji odmowy nie brał pod uwagę. Zresztą, jakby nie chciała z nim gadać, to już by go dawno wyprosiła.
- Pewnie się zastanawiasz, po co przyszedłem, no bo raczej nie tylko po to, żeby wypić zapasy z piwnicy - zaczął dość luźno, z małym uśmieszkiem, który pojawił się na jego twarzy na ułamek sekundy. Skoro jednak już wspomniał o winie, to uraczył się drobnym winem, a potem odstawił kieliszek na bok.
- Podobno się mawia, że do wesela się zagoi. Tyle, że nie wiem, jak sytuacja z tym weselem wygląda, a poza tym to wolę działać niż czekać. Co byś więc powiedziała na przywrócenie twojego oblicza do właściwego stanu? Miałbym na to sposób. - Ot, krótko i na temat, no bo co tu owijać w bawełnę. Temat był delikatny, prawda, no ale i tak należało go jakoś dotknąć, no bo przecież o niego chodziło. Tak czy inaczej, Ichirou zamienił się w słuch. No i wzrok, bo czujnym spojrzeniem bursztynowych oczu rejestrował reakcję Sachiko. Ciekawiło go, czy sprawę podejmie ze spokojem, czy może jednak nieco inaczej, skoro problem był natury dość wrażliwej i osobistej.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Sachiko Sabaku

Postprzez Shikarui » 22 kwi 2018, o 20:03

Zostałeś obsłużony tak, jak gość w tym domu obsłużony być powinien - choć zazwyczaj goście nie musieli czekać na panią tego domu. Gdyby celowo przedłużała swoją kąpiel - byłbyś zły? Gdyby celowo krążyła po korytarzach tego domu, odwlekając chwilę waszego spotkania - byłbyś niezadowolony?
Rodzina Sachiko startowała z zupełnie innego punktu. Chociaż zginęli w wojnie - majątek przetrwał, bo i przetrwała jego dziedziczka. Zawsze byli bardziej politykami niż wojownikami, lecz tytułu nie dostaje się za nic - należy popisać się zdolnościami bojowymi, żeby coś znaczyć w klanie. Kobieta miała ambicje znaczyć coś na pustyni. Tak było wcześniej, nim została wplątana w dziwną sprawę morderstwa, nim ją oskarżono i nim jej twarz przestała zachwycać swoją mocno ciosaną urodą. Drapieżną i jednocześnie klasycznie stoicką - jak rzeźba, którą można postawić w letnim ogrodzie, by cieszyć jej wdziękami oczy. Nie były sztucznie przesłodzone, nie były nadmiernie, przesadnie ukazane. Sachiko stanowiła ten pokaz elegancji, który nie zniknąłby chyba nawet kiedy ubrałaby się w zwykłe szmaty, ale spokojnie, nie groziło to jej nawet mimo mało zjawiskowego upadku, który zaliczyła. Zawsze potrafiła się ubrać - tak i stosownie ubrała się na to spotkanie. Czy celowo przeciągała czas, kiedy ty mogłeś raczyć się winem i owocami czy też nie - pozostawało tylko i wyłącznie w jej głowie. Słodka tajemnica. Ponoć każda kobieta powinna ich mieć cały pęczek. Zamieniać je w bronie i wymierzać w mężczyzn, by ci przekonali się, jak ostre potrafiły być. By sprawdzić, czy mają wystarczająco twardą skórę i wolę, żeby stosownie do ataku odpowiedzieć. Nigdy nie wątpiła, że Ichirou takową posiadał i posiada nadal. Ba! Że ta skóra, gładka i pozbawiona blizn, będzie coraz bardziej twarda, choć w dotyku była z pewnością aksamitna jak pupa Archanioła. O tym akurat Sachiko nie będzie się dane przekonać.
Pochyliła się nieznacznie na powitanie, kiedy wskazałeś jej miejsce obok siebie. Dopełnienie kurtuazji - tu, w tym pysznym świecie oblewającym zaszczytami i pieniędzmi, którymi to Sachiko z pewnością obracała równie zręcznie co ludźmi. Przynajmniej samą sobą, skoro pod jej skrzydłami pracował zdrajca. Więc - kurtuazja. Na jej twarzy nie było cienia zniechęcenia, nienawiści - choć wobec niej zawaliłeś, rzeczywiście. I to dwa razy.
- Jak przebiegł turniej? Nowe pokolenie godne jest uwagi? - Usiadła w fotelu i założyła nogę na nogę. Służąca, która za nią przyszła, podeszła do stolika, by nalać jej herbaty do filizanki i zaraz się odsunęła. Typowy "small talk", jak to Anglicy mówią, ze strony Sachiko. Nic nie wiedziała o turnieju i Hanamrze? Pewnie kolejna kwestia "kurtuazji" z jej strony. Albo rzeczywiście jeszcze nie miała żadnych informacji. Lekko przechyliła dłoń na boki, dając znać, że nie ma żadnego problemu. Z tym poświęcaniem chwil, rzecz jasna. Jednocześnie zachęciła do dalszego mówienia. W końcu sam już to bystrze odkryłeś - gdyby nie chciała z tobą rozmawiać to by cię już dawno wyprosiła. Albo dostałbyś sławetne info "właściciela nie ma w domu". Nawet gdyby za ramieniem tego służącego właściciel właśnie stał.
- Nie? Moi goście zachwalają sobie wina, którymi ich częstuję. Powinnam przynieść ci inny bukiet smakowy? - Już uniosła dłoń, gotowa wzywać służącą, a przecież też dobrze wiedziała, że nie o towarzyską wizytę chodzi. Wasze spotkania nigdy nie były wystarczająco towarzyskie, żeby mówić o wypijaniu komuś z piwniczek wina. Nie pokusiła się jednak na uśmiech. Jej oczy były półprzymknięte, jakby słońce dnia ja raziło, albo jakby bolała ją głowa. Ciężko stawiać na wariant zrelaksowania. Kiedy jednak wspomniałeś o przywróceniu oblicza do poprzedniego stanu, jej uwaga nieco się wyostrzyła. Otworzyła szerzej oczy, ale nie ze zdziwienia czy szoku. Skupiła po prostu na tobie swoją uwagę. Nabrała czujności - co się dziwić? Nie było po niej jednak widać jakiegokolwiek spięcia.
- Zamieniam się w słuch.
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydencja Sachiko Sabaku

Postprzez Ichirou » 23 kwi 2018, o 21:07

Sranie w banię, pierdzielenie. Śluby z odwiecznym wrogiem, którego powinno się przydusić do końca? Niedopilnowanie podwładnych, zatruwających klan od środka? Świetne mi prowadzenie polityki, nie ma co. To już z tych dwóch rzeczy Ichirou wolał pozostać dalej tym cholernym wojownikiem i mieć realny, niemożliwy do podważenia wkład w dobrobyt rodu. Zresztą, brązowowłosy nie był kundlem. Też miał swoją rodzinę i był dumny ze swojego nazwiska. Nazwiska, które jako pierwszy nosił jeden z najwspanialszych wojowników podczas wojen na Samotnych Wydmach. Jego potomkowie nie przynieśli mu wstydu, a Ichirou nie był wyjątkiem.
Protoplasta rodziny Asahi odbijał liczne ataki wojsk kościanego klanu, a czym się odznaczył pradziad Sachiko? Pewnie wypasaniem wielbłądów.
Jak na ten moment, to złotooki nie widział żadnego pożytku w tym politykowaniu pani gospodarz. Może nie zamierzał wypowiadać tego na głos (bo sam był nie gorszym politykiem), ale wciąż pamiętał, do czego dopuścił się najlepszy przyjaciel kobiety wespół z jej głównym przydupasem. Nawet jeżeli zabójstwa, które dokonali, były na dalekich krewnych Ichiego, to i tak wciąż byli to jego krewni, a tych przecież już za wielu nie miał. O próbie otrucia go już lepiej było nawet nie wspominać, ponieważ niezwykle drażniąca była myśl, że ktoś z własnego podwórka chciał mu wbić nóż w plecy.
Może i Sachiko została oczyszczona z wszelkich zarzutów, może i nie była niczemu winna, ale mimo wszystko jakimś tam mały niesmak pozostawał. I nawet najbardziej wyszukane wino z piwniczki tej nieskromnej rezydencji nie mogło do końca zabić tego niesmaku.
Wszystkie te nieprzyjemności pozostawały gdzieś z tyłu głowy, ale nie dawał po sobie tego znać. Wręcz przeciwnie, zachowywał się na rozluźnionego i nie była to jedynie sztuczna poza. Powstała między nimi piaskowa burza odeszła już dobrą chwilę temu. Fakt, pozostawiła za sobą wiele chaosu, ale raczej nie zamierzała już wrócić, a przynajmniej nie w tak gwałtownym wydaniu. Ichirou natomiast był człowiekiem tak wspaniałomyślnym, że sięgnął po miotłę i postanowić zamieść ten nieporządek.
- Nie aż tak bardzo jak Krwawe - odparł krótko. Nawet nie próbował postawić się w lepszym świetle, tylko po prostu powiedział tak, jak było. - Aż takiego widowiska nie było, co oczywiście nie znaczy, że nie było tam uczestników z potencjałem. Możliwe, że klany bały się wysyłać najbardziej utalentowanych shinobi do politycznie niepewnego regionu, ale tak czy inaczej, to ten turniej był turniejem walczących w zwarciu. Z samurajami na czele. - Streścił na tyle, żeby jego odpowiedź nie została uznana za zbyt zdawkową, a przez to niegrzeczną. Mógł się bardziej rozwinąć, jasne, ale nie miał na to ochoty i bardziej interesowała go inna temat, z którego powodu się tutaj zjawił.
- Och, daj spokój - odparł z luzem, przekładając jedną nogę na drugą i pozwalając sobie przy tym na przelotny, blady uśmiech, który należał do wachlarza tych bardziej sztucznych niż szczerych. A potem sięgnął po stojący w pobliżu kieliszek i uraczył się dość solidnym łykiem wina. Trochę dlatego, bo zaschło mu w gardle, ale trochę też dlatego, żeby pani gospodarz przestała stroić te swoje poważne pozy.
No i dobra, wreszcie mógł przejść do sedna. Na słowa czcigodnej Sachiko skinął minimalnie głową, a potem niespiesznie odstawił naczynie na bok. Potem splótł dłonie i oparł je swobodnie na kolanie, również bez nadmiernego pośpiechu, a może i nawet trochę ślamazarnie. Chciał ją chwilę potrzymać w niepewności, a przy tym może i nieco podrażnić.
- Mam dobrą znajomą, całkiem biegłą w sztukach medycznych. Potrafi nie tylko opatrzyć rany, ale też pozbyć się blizn i tym podobnych przykrości. Sam już kiedyś korzystałem z tej usługi i szczerze polecam. Po paru sporych pamiątkach pozostało już tylko ulotne wspomnienie. Zaprezentowałbym, ale służba sobie złe rzeczy pomyśli, jak zobaczy, że się przed tobą rozbieram. - odparł ze spokojem, na koniec znowu formując na swej twarzy przelotny uśmieszek. Zerknął przy tym nieco uważniej na Sachiko, by zaobserwować jej reakcję. Była zainteresowana, przybrała nieco luźniejsza postawę w odpowiedzi na mało oficjalną wypowiedź Ichiego, czy dalej się puszyła i mrużyła oczy, jakby oślepiał ją jego blask?
- Los chciał, że akurat się z nią widziałem. I natychmiast pomyślałem o tobie. Wypytałem się wstępnie i dostałem pozytywną odpowiedź. Także jeśli chcesz, mógłbym ci pomóc pozbyć się tej drobnej skazy, która dzieli twoje piękno od doskonałości. Musielibyśmy się tylko wybrać do Shinrin. Najlepiej możliwie szybko, bo teraz mam przynajmniej pewność, ze zastaniemy tam tą znajomą. - Wyjaśnił w sumie wszystko, co należało. Reszta należała już do wspaniałej pani gospodarz.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Sachiko Sabaku

Postprzez Shikarui » 25 kwi 2018, o 22:40

Ciężko było się równać z Wschodzącym Słońcem. Potrzeba by było sięgnąć po to Zachodzące, które przyćmiewało piękno każdego poranka krwistymi barwami przeciągniętymi pędzlem po niebie, które mieszały się z błękitem i rozciągającym się z wolna granatem, tworząc przeróżne barwy. Ich koegzystencja wykluczała rywalizację. Zamknięte w słoiku słońce nie opalało swoimi promieniami przez przejrzyste szyby - więc nawet jeśli było piękne, traciło na swej wspaniałości. Dlatego Zachód pozostawmy samemu sobie - z pewnością kiedyś znajdzie się wśród żywych. Na razie przychodzi się tym żywym mierzyć z samym Wschodem. Kobieta nigdy nie rywalizowała z Ichirou bo nie było o co. To, że on widział tylko kraniec swojego nosa było oczywiste. Jedynym oślepionym blaskiem Słońca było samo Słońce. Zbyt długo przyglądał się samemu sobie w sadzawkach i wyszlifowanych lustrach. Jego ignorancja zobowiązywała, owszem, ale kobieta takową ignorancją się nie wykazywała - i nie zamierzała. Nazwisko Ichirou było znane na całym świecie. Jego śliczna twarz, za którą większość niewiast szalała, była rozpoznawalna w najdalszych poznanych zakątkach - potrafiła to uszanować. Nawet jeśli jej uraz do tego chłopaczka był nieporównywalny z tym, co on sobie zakodował w tym obrośniętym samouwielbieniem móżdżku. Zresztą - był naprawdę zdolnym wojownikiem, czyż nie? Jest takie powiedzenie, moje słoneczko. Men go to battle. Women wage war.
Mogłeś o nim nie słyszeć. W końcu - ta ignorancja...
Arogancja.
Tylko że Sachiko nie była święta. Że ona nie popisywała się ignorancją? Ha! Wolne żarty. Zwiodło ją miękkie serce, a w polityce nie można sobie pozwolić na taki luksus jak "serce". Co dopiero miękkie. Tak samo jak na wojnie - nic więc dziwnego, że serce naszego Słońca z roku na rok przestawało tak mocno płonąć i wsuwało się w chłodne ramy szkiełka, za którym je zamknięto. Nie znał prawd żywych - nie obaczy cudu! Bo serce miał chłodne i spoglądał równie chłodno. Próżno szukać winnych, którzy skradli Słońce z jego nieba i schowali w słoiku. Może to te czasy - wiecie, te gorsze, bo za komuny było przecież lepiej. Przed pogromem kościanych było lepiej. Może to wojna, może przelana krew, może ilość straconych bliskich - skreśl niepotrzebne, mi trudno jednoznacznie orzec. Widziałam, jak plątała się róża jerychońska wokół jego ramion i wiem, że nic z tego nie jest jedyną odpowiedzią. Los chodził poplątanymi drogami.
On był tylko Ofiarą.
Shhh... nie mówcie mu tego głośno.
Pewnie poczułby się urażony.
- Samurajowie? Sądziłam, że wolą się nie wychylać ze swojej wyspy. - Wychynęła ze swojego kokonu, opuściła mury? Wydawała się teraz całkowicie odprężona i zainteresowana całą rozmową, zupełnie jakby przyjemnie jej się gawędziło. To chyba nieprawda. Wam nie dane już raczej będzie swobodnie rozmawiać, tak mi się wydaje. - Jeden z przedstawicieli naszego klanu również brał udział w tym turnieju. Jak sobie poradził? - Oj, tego akurat żaden Sabaku nie chciał widzieć. Członka swojego klanu, który wziął udział w turnieju i nie mógł nadążyć za własnym piaskiem - smutne.
Sachiko odpowiedziała uśmiechem na uśmiech. Czy sztuczny? Nie potrafiłeś powiedzieć, że sztuczny. Był łagodny, tak ulotny jak zapach, który wokół siebie roztaczała, a który teraz nie docierał do twych nozdrzy uraczonych bogatą wonią wina i świeżego powietrza. Wyglądał na całkowicie szczery. Sęk w tym, że wszystko, co robiła Sachiko wydawało się szczere, zupełnie jakby można było z niej czytać jak z otwartej książki.
- Racja. Plotki na temat tego, że Kaori była twoją kochanką, chyba nam wystarczą. - Uśmiechnęła się nieco szerzej, dając znać, że jest to niby niewinny żarcik. Może był? - Nie ukrywam, że jest to propozycja, której się nie odmawia. Uroda to dla kobiety delikatna sprawa... ale przecież wiesz. - Inaczej by nie składał tej propozycji, hmm..? Ichirou był bystry - i to czyniło z niego tak niebezpieczną jednostkę, jaką był. Bystry, sławny, piękny. - Tylko po co poruszać nicie dobrych znajomości dla osoby takiej jak ja? - Zadała w końcu to pytanie. Nie musiała wiedzieć. Musiała tylko wiedzieć, że nie ma w tym żadnego haczyka - nic więcej.
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydencja Sachiko Sabaku

Postprzez Ichirou » 26 kwi 2018, o 18:20

Dobre sobie, że niby ignorancja? Ignorancja to oporność na przyjmowanie faktów. A fakty są takie, że to Ziemia krąży wokół Słońca, heloooł. Nie jest to jakaś prawda objawiona, tylko coś, co nawet średnio mądrzy ludzie wiedzą. To oczywiste, że zawsze znajdą się jacyś agenci kłamstwa, którzy będą za wszelką cenę starali się wstrzymać planetę i poruszyć Wschodzące Słońce, obrażając je przy tym na wszystkie możliwe sposoby. Ale spokojnie, bez obaw. Słońce te paliło się zbyt silnym ogniem i lśniło zbyt mocnym blaskiem, by w jakikolwiek sposób wzruszyć się tą czczą gadaniną.
Naprawdę trudno było ująć w kilku krótkich zdaniach, co tak właściwie sądził o czarnowłosej władczyni piasku. Z jednej strony ją lubił. Była w końcu atrakcyjną, przyciągającą uwagę kobietą, której w sumie niczego nie brakowało. Miała przecież wszystko - status, władzę, majątek, wygląd, charakter, takt i tak dalej, można było wymieniać do wieczora. W skrócie, była kobietą władzy, stworzoną do zasiadania wśród elit i wpływania na resztę świata z niemałą mocą sprawczą. Takie kobiety podobały się Ichiemu. Zresztą, jak wiele innych. No ale... pojawiają się pewne ale. Wszystko to przez wciąż świeże wydarzenia, które przyniosły dość wiele szkód, przynajmniej jeśli chodzi o atmosferę między tą dwójką Sabaku. Asahi nie wiedział do końca, co myśleć i czego spodziewać się po Sachiko, ale i ona prawdopodobnie też nie była pewna co do jego intencji. Były momenty takie jak za poprzedniej wizyty, kiedy miał ochotę wygarnąć jej parę niekoniecznie miłych rzeczy, ale były też chwile, kiedy po prostu całkiem przyjemnie mu się z nią gawędziło, nawet jeżeli ta przyjemność była w jakimś stopniu pozorowana.
Przynajmniej tyle, że aktualna sytuacja bardziej przypominała ten drugi przypadek.
- A jednak. Zawsze siedzieli cichutko na tych swoich Wybrzeżach i nie wychylali się za bardzo, ale już od pewnego czasu śmielej sobie poczynają. Już w bitwie o Atsui miałem okazję widzieć ich możliwości i nie ukrywam, że nabrałem wtedy do nich respektu. - No tak, wpierw miał za kompana gościa, który potrafił rozłupać ogromny głaz wystrzelony z katapulty, a potem był świadkiem poczynań Zjawy, który no... wtedy raczej przerastał go umiejętnościami.
Kiedy czarnowłosa podjęła temat ich przedstawiciela, westchnął ciężko i przewrócił oczami.
- No nie popisał się. Miałem wrażenie, że przerastały go własne umiejętności. Na arenie, prócz rywala za przeciwnika miał również samego siebie - skomentował krótko, nie chcąc się rozwodzić nad tą niezbyt chwalebną walką. Nooo dobra, może i on sam kiedyś kiedyś też przegrał swoją walkę, ale wynikało to z nastawienia na zrobienie dobrego widowiska, a nie wygrania starcia. Przecież niedługo później udowodnił swoją wartość podczas Pustynnego Pogromu, zyskując uznanie wśród całego klanu. A Masaki? Cóż, może lepiej już nie mówmy o nim.
Prychnął rozbawiony na wzmiankę o Kaori. Taa, jemu też się coś obiło o uszy. Akurat ta konkretna plotka mu się nie podobała, bo łączenie go z jakąkolwiek kościaną dziewoją było grubą przesadą, no ale z drugiej strony nie było sensu przejmować się plotkami. Taki urok życia Wschodzącego Słońca - ludzie każdego poranka będą unosili głowy, by na ciebie spojrzeć. Nie ma co ukrywać, Ichirou miał w sobie troszkę z celebryty i bycie na ustach ludzi mu nigdy nie przeszkadzało w jakiś szczególny sposób.
- Och, kto jak kto, ale ja świetnie o tym wiem - odparł, upijając niedługo później łyk wina. Wszak bardzo dobrze rozumiał te sprawy. Nie był jakimś napakowanym, spoconym, hipersamcem alfa, który ciął się toporem jak jacyś wyspiarze, byleby tylko móc poszczycić masą szpecących blizn, mających niby świadczyć o wprawie w bojach.
- Takiej jak ty, to znaczy? No chyba nie chcesz umniejszać teraz swojej osobie - odparł z małym uśmieszkiem na twarzy, prezentując luźną postawę. Może nawet aż zbyt luźną? Mimo wszystko jakieś tam kwasy między nimi powstały, a on tak o, przyszedł sobie do niej i sobie śmieszkuje. Fakt, trochę się rozluźnił, bo i Sachiko nie spinała pośladów, ale też w tej śmiałości było nieco gry. Nie tracił przecież czujności, starał się pilnować zarówno siebie jak i całą sytuację.
- Przecież moje działanie na rzecz rodu nie jest tajemnicą. Kogo mam wspierać, jeśli nie przyszłość tego klanu, jedną z najzdolniejszych Sentoki? Jeżeli jako ród chcemy zdziałać coś więcej, to musimy być zjednoczeni. Kaguya są świetnym przykładem, do czego mogą doprowadzić się wewnętrzne spory, czyż nie? - I przy tej wypowiedzi nagle spoważniał, mówił ze spokojem, ale też z pewnością, czy nawet dosadnością. Niemal jak prawdziwy lider, albo przynajmniej jak ktoś z dużymi ambicjami, spoglądający daleko w przyszłość.
Oho, już mu się tryb lidera uruchomił. Coś w tych słowach jednak głębszego było. Nie była to wyłącznie dyplomatyczna wypowiedź, która mała jedynie za cel usatysfakcjonować rozmówczynię. Asahi faktycznie chciał uniknąć potencjalnych konfliktów czy nieporozumień, które w jego niektórych domysłach wyekstrapolowały ze zwyczajnych niedomówień i niedomkniętych spraw. Czy tego chciał, czy nie, ale swoimi działaniami już dawno wkroczył w świat polityki. Musiał się wiec również zachować jak dobry polityk.
Tak poza tym, co o miał jej powiedzieć? Że już nie może patrzeć na tę szkaradną bliznę i postanowił z łaski swojej ją usunąć? Albo że nie chce, żeby ta mu w przyszłości oszpecała pięknie wystrojony gabinet lidera? Czy może, że chce mieć ją cały czas w szachu, by w razie potrzeby upomnieć się o przysługę za przysługę? No bądźmy poważni.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Sachiko Sabaku

Postprzez Shikarui » 26 kwi 2018, o 19:18

Jak Słońce rzucające się na rzeź. Natchnione pędem świata, który krążył wokół niego - bez tego świata nie byłoby Słońca, czy może bez Słońca nie byłoby Świata? Nikt nigdy nie wyciągnąłby dłoni po lśniącą Gwiazdę, która dotyk ciepła potrafiła ofiarowywać i odbierać, która oferowała wodę, ale i ją odbierała, porywając nieuważne dzieci bawiące się na piaszczystym brzegu, kiedy przypływ się kończył i fale zaczynały cofać się. Bardziej do tyłu. Nieuważne, głupie dziecko! I co było pierwsze? Słońce? Kula buchającego żaru, któremu nic nie było w stanie dorównać? Nawet piękna Luna była jego łuną - bez Sol by nie miała szansy zalśnić. I co było pierwsze? Słońce czy to dziecko, które jako pierwsze uniosło dłoń i wycelowało palec w tarczę na niebie, wypowiadając Jego imię. Jeden Jedyny, choć nosił wiele imion. Sol, Re, Amaterasu... Ichirou.
Pierwszy Syn.
Więc to dziecko było pierwsze, by móc stać się Słońcem.
Tylko że Ichirou już nie rzucał się na żadną rzeź. Pielęgnowana w sercu nienawiść nie pchnęła go pod Mur i nie pchała na żadną inną wojnę. Siedział tutaj z kobietą, która w przyszłości mogła szpecić Jego Ziemię i rozmawiał o turnieju, samurajach... i nowej szansie. Szansie, by pozbawić diament skazy, której się nabawił. Wypolerować go, aby wiernie wybijał w swoich szkiełkach barwy tęczy - od najciemniejszych po najjaśniejsze.
- Wygląda na to, że wzbogacili się milczeniem. Gdyby Rada znała wartość ciszy, być może lepiej poradziliby sobie z krnąbrnym Cesarstwem. - Jak to było? Znaj swego wroga. Pewnie dlatego Kościani przeciwnicy wciąż trzymali się tak blisko. Ciężko tylko powiedzieć, czy to oni się blisko trzymali czy może raczej Sabaku woleli mieć ich w zasięgu ręki, by w razie czego zdmuchnąć ich jak robaki. Skłócone ze sobą robaki. Wszak niesnaski niszczyły rzeczywiście o wiele lepiej niż niejedna wojna. Czyż Han nie był tego najlepszym przykładem? Na wargach kobiety znów zagościł ten sam łagodny uśmiech. Rozmowy płynęły. Nieco politycznie, nieco sportowo. Nieco oceniająco, kiedy na stole pojawiała się taca z wiadomościami o własnym rodaku, którego przerosły własne możliwości. Jakby nic się nie stało. Jakby żadne Słońce nie ruszyło na rzeź. Pochylone w przód, choć uśpione w czujności i zamknięte w swoim działaniu. Rozluźnione, a jednak napięte, bo wciąż trzeba było coś robić, bo cel, który wcześniej był tak rozlazły nagle krok za krokiem nabierał rumieńców.
Wystarczyło iść drogą wyznaczoną przez woń orchidei.
Różowe włosy i całkiem nie-różowy świat. Przed tobą czarne włosy i świat nie-całkiem zielony. Jak proste stawała się codzienność, kiedy nie snuła się w drażniących niedopowiedzeniach. Prosta, szczera, otwarta. Cała dla ciebie, Przyjacielu. Dla zamkniętego w szklarni Słoneczka. Uczysz mnie o Kosmosie? Nauczę Cię czegoś o Nim w zamian.
Kosmos nie lubił pouczeń.
Potrafił zamienić orchideę w zgniliznę.
- Jestem realistką. Czeka mnie przeprawa przez ciernie, nim znów odbuduję zaufanie. - Wnioskując po zachowaniu i minie Ochirou nie słyszał ostatnich plotek. Zresztą, ach! Jakby miał słyszeć! Przecież nie było go kawałek czasu. I cóż robił tutaj po powrocie? Śmieszne. Jakby nie miał niczego innego do roboty. Rozgryźć go. Dostać się do Słońca, lecz... przecież dłoń się oparzy. Przybędzie jeszcze jedna blizna - ta jedna była już o jedną za dużo. Słuchała go z uwagą. Poprzednich słów nie komentowała inaczej niż nieznacznym skinieniem głowy na przytaknięcie. Niektórych tematów lepiej nie ciągnąć, kiedy naturalnie zapadały się w niszy. Czarna dziura pomiędzy Nami, na co czekasz, Moje Słońce? Zresztą temat aktualnie poruszany interesował aktualnie panią polityk najbardziej. Racja, jego działanie na rzecz Rodu nie było tajemnicą. I ta odpowiedź była... satysfakcjonująca. Więc czemu mimo wszystko ją zdziwiła? Jakby nie tego się spodziewała... tylko w sumie... czego niby miałaby się spodziewać? Na pewno nie tego, że Asashi przyjdzie do jej domu z TAKĄ propozycją.
- Mogłabym to potraktować jako twoją sugestię, że przez moje oszpecenie gotowa jestem rozpętać burzę w klanie. - Zażartowała dość odważnie, popijając swoją herbatkę. On był taki poważny, a ona? Ona opuściła z niego na moment spojrzenie na stolik. Ta decyzja była przecież banalna. - [b]Kiedy powinnam być gotowa do drogi?[/i]
Alea iacta est.
[z/t] x2
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala


Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość