Siedziba Straży

Re: Siedziba Straży

Postprzez Kuroi Kuma » 13 wrz 2018, o 09:38

Jaka była pierwsza reakcją Kuroia na wieść o tych morderstwach? W jego głowie pojawiła się myśl… krótka, acz treściwa. Ten Asahi musiał mieć dużą rodzinę, skoro to już była seria. Nie minęło tych bliżej i dalej, może to on podpadł im bezpośrednio? - przemknęło mu po głowie, odbiło się dwa razy i wyszło z drugiej strony. Skarcił się za myślenie i głupotach, nie czas i miejsce na to staruszku, ludzi giną, dzieci się palą, sierocińce kończą, szakale szaleją. Ciekaw był tego medalionu, zwykle świecidełka nie były na tyle cenne, by wysyłać po nie zabójców.
-Skoro dają tyle znaków o sobie, to raczej chcą się pokazać, mylę się? Groźba to zwykle puste słowa, to było coś więcej. Pokaż brutalności, idiotyzmu? Tak otwarte działania, do których przyznaje się dana grupa to chyba nie można nazwać tylko groźbą, a bardziej wezwaniem do konfliktu. - zmartwiło go to, że przez jedno dziewczę, kimkolwiek by ono nie było, tyle istnień musiało cierpieć, tyle niepotrzebnego cierpienia wyrządzonego dla… groźby? Asahi chyba nie miał szczęścia do ludzi, którzy go otaczali - najpierw familia, później to dziewczę, a za nimi reszta, która się nasunęła. Co on robił w tej chwili? Staruszek sądził, że powinien to właśnie rozpracowywać, być tutaj i głowić się nad tą zagadką. Poznał ją, już przy pierwszym rzucie okiem wiedział, że kojarzył tę buźkę. Zapamiętał ją, chociaż trochę jak przez mgłę. Nie przywiązywał uwagi aż takiej do twarzy, spotykał ich mnóstwo każdego dnia, spamiętać je wszystkie byłoby niemożliwe.
-Jak to zbiegł? Nikt go nie obstawiał? Klucz do całej organizacji tak po prostu został wypuszczony i to wszystko za sprawą jednej błyskawicy... - nawet silna technika nie mogła być wymówką dla takiego zaniedbania. To znaczyło że odpowiednio silny shinobi mógł roznieść miasto sam, a Sabaku spokojnie przyglądaliby się jak ich nowy świat jest unicestwiany.
-Przydadzą się, im więcej tym lepiej. Oby tylko stary pies nie nauczył się nowych sztuczek - wystawił rękę po papiery Hikariego, te akurat musiał przejrzeć od deski do deski, bez pominięcia nawet jednej literki. Im więcej wiedział o wrogu, tym lepiej mógł przeciwko niemu się przygotować.
-Wiem że to daleko wysunięte przypuszczenia, ale może straż jest też w to zaangażowana… nie mówię o całej, ale szczury lubią kryć się między zbożem. Zacząłbym od sprawdzenia każdego - ci którzy mają znak, cóż szakal to nie jakiś modny wzór. Ci którzy się nie stawia są z miejsca podejrzani. Według mnie to pierwszy krok, inaczej liczenie na ich pomoc mija się z celem. - w sumie nawet on sam, czy Arata mógł być członkiem Szakali. To żadna obelga podejrzewać kogoś zwłaszcza jeżeli był na tyle głupi, by zrobić sobie tatuaż na ciele. Najciemniej bywa pod latarnią
-Zacząłbym od tej świątyni, chyba że sami już ja sprawdziliście? A, no i co z tym samurajem, schwytany czy jednak jest na wolności?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 392
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 34
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shikarui » 13 wrz 2018, o 11:28

Misja B

Oh no, how'd i sink so low?
Obrazek
11


Mężczyzna skinął głową. Aktualne działania tej organizacji daleko odbiegały od zwykłych morderstw na boku i stawiało to ich aktualnie na szczycie priorytetów spraw do rozwiązania. Nie dlatego, że pojedyncze przypadki zabójstw były o wiele mniej ważne, a dlatego, że Szakale stanowiły cały czas realne i poważne zagrożenie. Zaatakowali bezbronne dzieci, cywili, zostawiając swój znak. Zaatakowali bezpośrednio straż, wyciągając jednego ze swoich z więzienia. To nie były zwykłe przestępstwa, to było niemal jak wypowiedzenie wojny. Zwłaszcza, że czynnie osaczali jednego z najsilniejszych członków klanu, który okazywał się właściwie... całkowicie bezradny wobec ich działań. Albo nie zamierzał na nie po prostu odpowiadać, skoro go tutaj nie było i nie robił niczego w celu pozbycia się wroga. Na ten temat akurat Arata się nie wypowiadał i cokolwiek o tym myślał pozostawało to w cieniach tajemnic.
- Chciałbym wierzyć, że to pokaz idiotyzmu, ale biorąc pod uwagę to, jak niewiele jesteśmy w stanie zdziałać przeciwko nim... - Nie dokończył. Podejrzewał, że Kuroi, wyciągając odpowiednie wnioski, sam już pewne rzeczy wydedukował. Zresztą - aktualnie to robił. Szakale po prostu mogli sobie na to pozwolić. Do niedawna nie wiedziano nawet o ich istnieniu, a teraz? Siali popłoch i terror. Arata przeczuwał, że to dopiero początek. Wojna dopiero zaczynała się od deklaracji. Potem było już tylko gorzej. - Był obstawiany. To wstyd przyznawać, że tak się stało. Atak był zupełnie niespodziewany. Strażnicy byli bezradni. Zanim zdążyli zareagować - więźnia już nie było. Pan chyba najlepiej wie, jak działają shinobi. - Bo co do tego nie było wątpliwości, normalni ludzie nie potrafią sterować błyskawicami i niszczyć nimi ścian. Zwykły człowiek, nawet wytrenowany strażnik, był kompletnie bezradny wokół takiej mocy, a nie mieli wystarczająco shinobi, żeby jednego przeznaczyć na czuwanie nad wrogiem 24 na dobę. Ile miałaby trwać ta ochrona? Minął już rok od tamtych zdarzeń, jak zostało wspomniane, po których Hikari został aresztowany.
Arata wręczył ci dokument. Hikari urodził się na pustyni i praktycznie od zawsze służył straży - od początku swojej kariery. Przygarnęła go Sachiko, pomogła mu, był właściwie bezdomnym dzieciakiem. Jako dowódca oddziału piątego sprawdzał się znakomicie. Był rzetelny, miał doskonałe wyniki, nie miał idealnie gładkiej kartoteki i samych sukcesów, były wpadki mniejsze czy większe, nierozwiązane sprawy, ale żadna nie była jakaś szczególna. A to jakiś złodziej uciekł, którego próbowali dogonić i nie udało się go pojmać, bo zniknął, a tam nierozwiązana sprawa jakiegoś morderstwa, przy której również jakiś shinobi pracował. Żadnych podejrzanych, przynajmniej jak dla ciebie, zdarzeń. Wspomniane porażki na pierwszy rzut oka nie pasowały nijak do zbrodni wspomnianych przez Aratę. Po aresztowaniu go odkryto, że włada piaskiem Sabaku, co było do tej pory tajemnicą. Był przesłuchiwany w sprawie Szakali. Mimo tortur twierdził, że był jedynie on i Furasshu, wspomniany samuraj, należą do Szakali. Że są po prostu najemnikami. Niczego nie zdołano z niego wyciągnąć. Sprawa toczyła się rok temu, wiosną po zakończeniu festynu na Hanamurze.
- Pomyślałem o tym. Kapitan zgodził się, by zostały dokonane, khem... oględziny. Nikogo ze znakiem nie znaleziono. Wysuwam przypuszczenia, że wspomniany tatuaż mogą mieć jedynie wysoko postawieni członkowie organizacji, jeśli mają jakąś hierarchię. Dążę do tego, że zwykli informatorzy mogę nie posiadać znaku. - Sprawa wcale nie była taka banalna, żeby obedrzeć wszystkich z ciuchów i heja - za ojczyznę! - Świątynia Kagutsuchi została zbadana, jednak nie przez żadnego shinobiego. Mogę panu udostępnić wszystko, co zostało tam znalezione. To samo tyczy się miejsca zbrodni sierocińca. Włącznie z dostępem do światyni, rzecz jasna. Jest w trakcie restauracji, jako że znaleźliśmy tam ogromne ilości pitnej wody. - Biedny bóg ognia, któremu zbudowano świątynię nad rzeką. - Furasshu, wspomniany samuraj, zginął rok temu. Jego ciało zostało już skremowane.

Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba Straży

Postprzez Kuroi Kuma » 13 wrz 2018, o 17:29

Było coś w tym intrygującego. Cywili rzadko kiedy wplątywano w niebezpieczeństwa, rebelianci sami chcieli walczyć, walczyli z władzą, to jej chcieli się pozbyć, nie postronnych. Ta odwieczna walka była istną przepychanką i wygrywał ten, który miał władzę, to jego zapamiętywano, na reszcie przyszywano łatkę zdrajców, przegranych i tylko tyle. Inaczej jednak, gdy właśnie ta zwykła ludność była mieszana w gierki rządzących. To oni stanowili bazę, to oni tworzyli państwo i byli najcenniejsi w kraju. Nic tak nie doprowadzało do wściekłości jak atakowanie bezbronnych, niewinnych. A takim właśnie celem był sierociniec. Już samo to przekonywało Kuroia, że ich pobudki nie są dobre. Czy miał być jednak katem dla tej organizacji? Czy nie byłby tak samo okrutny? Działał dla dobra tego kraju, dobrze to wiedział. Nawet Jasność musiał mieć swojego niszczyciela, człowieka od brudnej roboty, która zdusi mrok w zarodku i pozwoli światłości rozbłysnąć.
-Podejrzewam, inaczej byśmy nie odbyli tej rozmowy. - wolał nie myśleć, że konflikt będzie tylko nabierać rozpędu. Raz ruszony głaz będzie pędził w dół coraz szybciej i szybciej siejąc jeszcze większe zniszczenie. Jeżeli Szakale powiedziały A, to niedługo będą musiały powiedzieć B. Spalenie sierocińca, odbicie swojego kamrata, to już nie były zabawy w piaskownicy, to otwarty atak.
-Nadal to nie jest wytłumaczenie i nie wiem, czy Jou nie powinien o tym się dowiedzieć. Skoro to był ważny członek w takiej siatce, skoro to był shinobi, takie działania miały już wcześniej miejsce, to ochrona tego miejsca powinna być cały czas. A jeżeli skazany stanowił zagrożenie cóż... są różne metody - odchrząknął. Chłopiec w za dużym rondlu nie przytaknąłby mu teraz, jego rozumowanie było trochę inne. Kuroi nie widział sensu w przetrzymywaniu kogoś, kto był przesiąknięty zgorszeniem, sprzeciwem. Skoro stanowił takie zagrożenie, to nawet na chwilę nie powinno się go tracić z oczu, techniki pieczętujące powinny iść w ruch i ochronić całe to miejsce. Czyżby podejrzenia o szczurze były bardziej, niż pewne? Kuroi zaczął czytać dokumenty o uciekinierze - dobry człowiek wydawałoby się. Co takiego musiało się wydarzyć, że jego światopogląd zmienił się tak diametralnie? I to ogromne przeoczenie...
-Przez całą karierę tego strażnika nikt, dosłownie nikt nie nakrył go na używaniu chakry? Wybacz, ale to jakaś kpina. - rzucił dokumenty na biurko podirytowany. Służył tyle czasu, nikt się nie zorientował. To nie był jednak czas na nerwy, więc szybko wrócił spokój na jego twarz i mówił dalej - Czy po tych oględzinach kogoś brakowało? Ktoś się na nie nie zgłosił? Co do obu miejsc to nie wiem czy coś więcej tam znajdę, ale nie zaszkodzi spróbować. A i byłbym zapomniał, tak z czystej ciekawości - jaki piasek kontrolował?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 392
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 34
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shikarui » 13 wrz 2018, o 18:02

Misja B

Oh no, how'd i sink so low?
Obrazek
13


- Odpowiedni raport szacownemu liderowi jest prawdopodobnie właśnie teraz składany, proszę się o to nie martwić. - Nawet jeśli straż pracowała jako osobna jednostka, która zajmowała się drobniejszymi przestępstwami albo dbaniem o więźniów, pilnowaniem ogólnego porządku, to nie zapominali, bo nie dało się zapomnieć, że byli zależni od shinobi, a lider Sabaku był tutaj ostatecznym głosem. To nie była mała popierdółka, żeby sobie darowali zawracanie dupska tym na górze. Zwłaszcza, że akurat wsparcia Sabaku i najemników, których posiadali, potrzebowali. Dlatego tutaj byłeś. I dlatego, że potrafiłeś zgrabnie się pewnych rzeczy domyślić nadal rozmawialiście. Arata nawet pokusił się o drobne rozluźnienie w twojej obecności, kiedy upewnił się, że jego ślepy traf był dobrym trafem. Kierowany nieco szczęściem, nieco celowym strzałem w osobę, która uczyniła coś dobrego i na oślep nie zdecydowała się na zabicie człowieka, kiedy zleceniodawca tego wymagał. Takiej osoby szukał - bystrej, potrafiącej podejmować własne decyzje, które nie ograniczały się do prostego "mam zlecenie, więc zabiję", pozbawionego jakiejkolwiek refleksji. Potrzebował strażnika, nie mordercy.
Arata odetchnął głęboko.
- Jest to nauczka na przyszłość, jednak tego już nie odwrócimy. To wielka ujma na honorze straży. To, ze pozwoliliśmy tak ważnemu więźniowi uciec. - Tylko co on mógł z tym zrobić, co na to poradzić? Mógł tylko zrobić dokładnie to, co powiedział - wyciągnąć nauczkę na przyszłość. Ba! Arata nawet nie był dowódcą ani zastępcą dowódcy, co dopiero o stopniu kapitańskim mówić! Był zwykłym strażnikiem, który pracował nad co najmniej niezwykłą sprawą.
- Nie. Nikt nie wiedział o tym, że Hikari jest użytkownikiem kinjutsu. - Odpowiedział Arata ze spokojem. Swój szok już przeszedł - dokładnie rok temu, kiedy cała ta sytuacja miała miejsce, z Hikarim w roli głównej. - Nikt nie przeprowadził sabotażu dowodów, jeśli to pan próbuje zasugerować. Mogę panu dać listę wszystkich, którzy brali udział w śledztwie. Jestem w pełni do pańskiej dyspozycji, czegokolwiek by pan nie potrzebował... -Już miał otwierać usta, żeby odpowiadać dalej, kiedy do drzwi rozległo się pukanie. - Proszę?
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - Odezwała się od progu głębokim głosem kobieta. Miała czarne, lekko falowane, aksamitne włosy, które opadały na jej obojczyki miękkimi falami, okalając smukłą twarz. Czarne, uważne oczy spoczęły na Aracie, ale zaraz przesunęły się na ciebie. Sabaku - nie było co do tego wątpliwości, kiedy spojrzało się na gurdę na jej plecach. Kobieta ubrana była w lekki strój składający się z topu oraz spodni do kolan, który podkreślał jej kobiecą figurę. Nie młódka, ale na pewno nie staruszka - miała na pewno trzydziestke, może trochę więcej.
- Pani Sachiko! - Arata zabrzmiał tak, jakby zadławił się własną śliną. Poderwał się na baczność na nogi.
- Usiądź, Arata.
Sachiko Sabaku była bardzo znaną panią polityk na pustyni. Jej imię przesuwało się to tu, to tam - z drugiej strony trzeba było go nadstawiać na polityczne głosiki, a te nie koniecznie wszystkich interesowały. Arata wyłapał spojrzenie kobiety, chwilę ciszy, jaka zapadła.
- Proszę mówić, pani Sachiko. Przedstawiam Kuroiego Kumę, który postanowił się zaangażować w śledztwo w sprawie Szakali.
- Przepraszam za tą nieufność. Sam pan rozumie sytuację. - Uśmiechnęła się nieznacznie kącikiem i pokłoniła połowicznie. - Miło mi poznać. Skoro panowie pracują nad sprawą na pewno zainteresuje panów wiadomość, że zajęłam się śledztwem w sprawie zniknięcie Hikariego, zgodnie z tym, co ci obiecałam, Arata. - Niewiasta promieniowała niewymuszoną pewnością siebie. Zdaje się, że większość nazwałaby to - charyzmą. Wyglądała na osobę, której nie da się złamać. Dąb na szerokich polach porośniętych pszenicą, który kiedy się chwiał to jedynie gałązkami, by wydłużyć swój cień dla potrzebujących schronienia. - Podejrzewam, że związek z Szakalami ma Kaguya Kaori.

Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba Straży

Postprzez Kuroi Kuma » 13 wrz 2018, o 21:15

Nie martwił się tym, wolał nie raportować liderowi, bo ostatnio już mu to trochę nie wyszło i wolał nie robić tego zbyt często. Może i staruszek wiedział na czym świat stoi i wszelkie grzeczności były po prostu płytkie, ale lider był chyba odmiennego zdania i nie podzielał tego samego światopoglądu. Lider był tutaj ostatnim głosem, to on tutaj rządził, musiał wiedzieć o wszystkim ale... jeden człowiek nie mógł raczej zapanować nad wszystkim, tyle wydarzeń, tyle decyzji do podjęcia. Dlatego władca zawsze otaczał się ludźmi, którzy mogli mu pomóc w każdej chwili, którym mógł zaufać i którzy stanowili jego podparcie. Który Kuroi nie stanowił i nie było na to szansy, bo był przecież mega-potężnym Doko! To dopiero pozycja społeczna, hm? Czy nadawał się na strażnika, ciężko powiedzieć. Głównie z jednego powodu, gdyż stawiał swoje życie na podium. Pozostali ludzie byli dużo dalej, jeżeli miał wybierać pomiędzy swoim żywotem, a żywotem cywilów, to dla niego było to oczywiste. Znał swoją wartość, nie był pierwszym lepszym kmiotkiem, który poświęci się w imię idei i rzuci w wir walki wiedząc, że przeciwnik dysponuje niszczącą siłą.
Nie chciał już dołować Araty, straż się nie spisała, teraz ktoś musiał odkręcić cały ten bajzel i dlatego też był tutaj Kuma. Mleko się wylało, nie ma co rozważać czemu, skazywać na potępienie. Teraz trzeba było to posprzątać, wymoczyć szmatę i sprać tych, którzy je wylali. Nie pasował mu fakt, że Hikari był użytkownikiem piasku. To najbardziej bolało, że ktoś z jemu podobnych był po drugiej stronie barykady. Wiedział jak niszcząca bywa ta moc, jak trzeba było się pilnować w starciu z piaskowymi dziadami.
-Nie o to mi chodzi... - zaczął, ale nie skończył, bo rozległo się pukanie do drzwi. Weszła kobieta, z gurdą na plecach - może sprzedawała piasek? Tak, to bardzo prawdopodobne! Piasek był przecież na pustyni towarem na tyle rzadkim, że tacy handlarze wiedli tutaj najlepsze życie. Do tego jeszcze zbroja plus trzydzieści do pancerza - nie ma co, Kuroi to doceni, gdy tylko odwróciła wzrok. Taki hehe żarcik. Spodziewał się innego podziału ról - spodziewał się, że to ona jest niżej od Araty, w rzeczywistości było jednak inaczej. Czy kogoś jednak dziwiło, że Kuroi nie znał się na polityce? Może i imię coś mu mówiło, twarz... zupełnie nic.
-Hej, mi również - uniósł rękę witając się z nowo przybyłą. Miło wiedzieć, że ma się taką towarzyszkę do... pomocy, współpracy? Jak to nazwać? Pojawił się jednak promyk nadziei, a był nim jakiś Kaguya.
-Czy mógłbym prosić o oświecenie kto to taki? - kasztaniaki Kuroi - Skoro już rozmawiamy, to chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej na temat tego Kaguyi i tego co udało się dowiedzieć... pani Sachiko?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 392
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 34
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shikarui » 14 wrz 2018, o 14:09

Misja B

Oh no, how'd i sink so low?
Obrazek
15


Arata siedział na krańcu krzesła w takiej pozycji, jakby lada chwila miał się z niego poderwać. Być może właśnie wisiał na krańcu swoich własnych możliwości przekonywania się, że skoro Sachiko powiedziała, że ma siedzieć, to ma siedzieć, a nie wstawać i oferować jej własne miejsce - bo innego krzesła tutaj nie było. Trzymał dłoń na oparciu i powoli wracał do siebie, odprężał napięte mięśnie, zdecydowanie bardziej poruszony przybyciem kobiety niż ty. Po Sachiko nie było nawet minimalnego śladu zdenerwowania. Nie wyglądała nawet na kogoś, kto rzeczywiście mógł dopiero co wrócić ze śledztwa. Przypominała wszystkie te piękne panie, które spacerują po kinkoskich dywanach w długich sukniach, ciągnąc za sobą zapach świeżych perfum. Odświeżających zapachem i odświeżających widokiem.
- Ona nie on. Kaguya Kaori to córka jednego z dość istotnych polityków Kaguy, z którym miałam mieć aranżowane polityczne małżeństwo. - Wyjaśniła bez ogródek kobieta. - Próby nawiązania nici porozumienia ze zwaśnionym szczepem, chyba jak zawsze, zakończyła się na fiaskach. Kaori jest na poziomie sentokiego, bardzo dobrze opanowała techniki swojego klanu oraz techniki raitonu. Podejrzewam, że zna techniki do poziomu A w raitonie. - Jej ciemne oczy zostały skierowane na ciebie, kiedy tylko zadałeś swoje pytanie. - Ukracając sprawę do konkretów, panowie, wiem, gdzie nasi zbiegowie się zatrzymali. - Oparła dłoń na biodrze. - Czas to więźniowie, jak to mawiają, nie mam pewności, czy nadal tam przebywają. Jeden z nich jest ranny, wdali się w walkę z jednym z naszych shinobi, Karadą Hisa. Możesz go od razu wykreślić z listy żywych. - Tutaj już zwróciła się do Araty. - Wioska Imawabe.
Arata spojrzał na ciebie z błyskiem w oku. To jest trop. To duży trop. Jeden zbieg i jedna członkini organizacji - dwie pieczenie na jednym ogniu. Rzecz jasna zakładając, że rzeczywiście uda się ich pojmać, dogonić.

Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba Straży

Postprzez Kuroi Kuma » 15 wrz 2018, o 13:07

Sachiko sprawiałą dziwne wrażenie - siły i delikatności w dziwnej kompozycji, w której zastanawiasz się co powinno być tym dominującym elementem. Kuroi był trochę zmieszany, czuł się jakby do pokoju weszła typowa służbistka, bo Arata był nagle napięty jak sprężyna - bez podtekstów - gotów wykonać każde polecenie. Może to było mylne, może to po prostu pozory zachowania jakiejś drabinki władzy. W szczególnych wypadkach to nie było złe, dobrze było pokazać kto dla kogo pracuje, kto ma się podporządkować. Kuma nie mógł nigdy w tej kwestii znaleźć złotego środka, remedium na wszelkie zależności społeczne między władzą, a jednostkami. Jeżeli jednostka nie szanuje władzy, to będzie robić jej wbrew. Sama w sobie była słaba, dopiero w grupie stawała się silna, a tą niestety ktoś musiał dowodzić. Niezaprzeczalny paradoks, w którym łatwo jest się zgubić.
Kaori była jednak kobietą, to któraś z kolei już w tej sprawie i tu też nastąpiła druga niespodzianka. Kim była owa Sachiko, by nazywać to już małżeństwem politycznym? Skoro tamten był istotnym politykiem, tak i w tutaj musiało być to na podobnym poziomie. Okazywało się więc, że Kuroi prawie trafił na salony! Na jego twarzy pojawił się jednak sarkastyczny uśmieszek.
-To nam wielce pomaga ale... heh, mam nadzieję na jakieś wsparcie w tej kwestii. Wybacz zuchwałość, ale do walki z kimś na poziomie Sentokiego, wysyłany jest... Doko. Raz odsyłany do zadań prostych i dla ludzi, by jakiś czas później dostać zlecenie o dużym kalibrze. Druga sprawa, to przewaga liczebna, o ile z dwójką wrogów może i dałoby radę, tak im więcej tym weselej - dla nich. - i to mu nie dawało spokoju. Kaori była przeciwniczką, skoro ma powiązania z Szakalami, zapewne nawet i na nią trafi, a liczył, że ta będzie mieć wsparcie. Jego ranga trochę słabo odzwierciedlała umiejętności, ale przepaść była jednak widoczna. Raiton rangi A, który potrafił zaskoczyć strażników więzienia, a przy tym sporo namieszać. Tylko czy tak ważna osobistość była wysyłana do odbijania zwykłego zakładnika? Skoro jej pozycja była nie w kaszę dmuchał, to zapewne Hikari nie był pierwszą lepszą płotką.
-To dużo informacji, jeżeli jeszcze tam są to pościg powinniśmy zacząć niezwłocznie, nie możemy stracić za wiele czasu na pogaduchach. Sa... Pani Sachiko, jeśli mamy ich dorwać, musimy zebrać kilkoro dostępnych ludzi i ruszyć czym prędzej. Resztę możemy omówić już w trakcie podróży - może i zbyt odważnie, ale skoro go już wybrano, to wolał działać, ruszyć nim zdążą zbiec, nim trop się zatrze i pozostaną w kropce. Im wcześniej zareagują, tym większe pole do manewru i tym łatwiej będzie im się uporać z problemem.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 392
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 34
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shikarui » 15 wrz 2018, o 15:12

Misja B

Oh no, how'd i sink so low?
Obrazek
17


Arata zaczynał się rozluźniać na krześle, osiadać w nim normalnie, a nie na skraju w celu możliwości błyskawicznego reagowania na każdy gest Sachiko, która zresztą żadnego gestu nie czyniła. Zdawała się nie zauważać zachowania chłopaka i jego napięcia. Albo raczej - wydawałaby się, gdyby nie to, że jej ciemne oczy prześwietlały te skromne cztery kąty na wskroś - włącznie ze znajdującymi się tutaj osobistościami.
- Doko? - Kobieta uniosła wyżej brwi, pozwalając się zadziwić. Ciężko było stwierdzić, czy to negatywne zdziwienie, ale zapewne tak. W końcu mówili tutaj o organizacji, z którą walczyli sentoki i kogo, a nie doko. Nie musiała już dalej pytać, jej spojrzenie posłane w stronę Araty było wystarczające. Dlaczego? Możesz to wyjaśnić? Wciąganie w takie sprawy niedoświadczonych shinobi, pomijając, że nie było efektywne to jeszcze narażało przede wszystkim przedstawiciela klanu na utratę zdrowia, ba! Tutaj mówiliśmy o osobach, które ot tak sobie mordowały cywilów. Utrata zdrowia była tu błogosławieństwem.
- Proszę, żeby zaufała pani mojej ocenie. - Arata zabrzmiał bardzo pewnie. Odpowiedział na spojrzenie Sabaku bez żadnego strachu czy stresu. Wiedział, co mówi. Nawet jeśli sam ryzykował dość sporo, to wywiad, jaki posiadała straż i informacje, jakimi dysponowali, mimo wszystko nie był tak próżny. Zresztą to nie tak, że mogli wybrzydzać. Przedstawił ci sprawę jasno, wiedziałeś, na co się piszesz, sam byłeś kowalem swojego losu, nikt inny nie mógł powiedzieć "nie" za ciebie. Nikt inny też nie mógł się za ciebie zgodzić. Kobieta przez moment milczała, obserwując strażnika. Najwyraźniej wydawała osąd w tym milczeniu, które nie było mimo wszystko przesiąknięte napięciem. Przynajmniej po tej dwójce nie było takowego.
- W porządku. - Odezwała się w końcu. - Sachiko. Wystarczy Sachiko. - Uśmiechnęła się w twoim kierunku. - Ruszymy przodem. - Skierowała te słowa do Araty. - Wyślij nam kogo dasz radę. Nie będziemy podejmować ryzykownej walki.
Arata skinął głową. Wszystko, zdaje się, zostało powiedziane.
- W takim razie ruszajmy czym prędzej i szczegóły omówimy w drodze. - Zacytowała cię.

Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba Straży

Postprzez Kuroi Kuma » 15 wrz 2018, o 15:28

Ups, to chyba nie miało wyjść na jaw - oświeciło go, gdy padło to pytanie, albo nawet i stwierdzenie. Ale co tu dużo mówić - ci wyżej byli bardziej znani, więc kobieta mogła od razu zobaczyć, że Kuma jest tylko małym robaczkiem w całej strukturze społecznej Sabaku. Z jednym tylko by się nie zgodził - z brakiem doświadczenia. Wcześniej mu to nie przeszkadzało, bycie Doko równało się po prostu z byciem shinobi i mało kto robił z tym problemy. Umiesz - działasz, nie umiesz, łapiesz koty i czyścisz ganki. Tutaj trochę go to zabolało, bo nie tak powinno się traktować człowieka, droga Sachiko, ktoś może Ci bardzo zaszkodzić, jeżeli będziesz go oceniać tylko przez pryzmat rangi. Czasem najmniejszy powiew może przyczynić się do ogromnej tragedii. Cicha woda i tak dalej, przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Kuroi wierzył w Aratę, może za bardzo? Może był to po prostu strażnik oddany swej pracy, większej idei. Nie to co te roszczeniowe millenialsy, które chciały jeszcze wynagrodzenia za swoją pracę. IDEA.
-W takim razie Kuroi - odpowiedział niedźwiadek skinąwszy głową w stronę kobiety i odwzajemniając uśmiech. Ciekawość drążyła mu dziurę w głowie czy to wiek staruszka ją przekonał, czy może jednak Arata miał u niej na tyle poważania, że zmieniła zdanie. Albo po prostu Kuroi nie wyglądał jak wywleczony z łóżka dziad, tylko prężny, potężny i zbudowany niczym kolos shinobi! Nie, to z pewnością nie to. Mieli iść przodem, we dwójkę, może jeszcze skoczą na coś procentowego, żeby się lepiej zapoznać, wyluzować przed walką? Nie starczy czasu? No szkoda...
-Panie przodem - wskazał na drzwi kobiecie, głównie z tego powodu, że była ich bliżej, a sam nie wiedział dokąd się kierować. Skoro Sachiko miała dokładne informacje, była tutaj tym liderem, to czemu nie? Do tego wyszło, że jest szarmancki, więc dodatkowy plus. Oby tylko zdążyli na czas.
-Czym się posługujesz, w jakich kwestiach mogę na Ciebie liczyć? U mnie niestety musi wystarczyć tylko piasek - zapytał, gdy tylko znaleźli się kawałek dalej od wioski. Lubił wiedzieć czego może się spodziewać, w jakiej sytuacji się znajduje. Skoro mieli współpracować musiał to wiedzieć - wtedy mogli po prostu coś zaplanować, a nie iść na hura bura i do przodu.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 392
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 34
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shikarui » 15 wrz 2018, o 21:06

Misja B

Oh no, how'd i sink so low?
Obrazek
19


Sachiko wyszła przodem, przyzwyczajona do kurtuazji, ale też nie wymuszała jej na sile. Tak nie oczekiwała, że nagle zaczniesz całować ją po rączkach, jak i od Araty nie oczekiwała, że zacznie skakać wokół niej jak piesek i podstawiać jej krzesełko pod tyłek, dopytując, czy czasem nie ma jakiegoś płaszcza. Pewnym, płynnym krokiem przemierzyła korytarz, który dzielił was od wyjścia, nie oglądając się nawet za tobą, nie było po co, przecież słyszała, że idziesz tuż za nią. Deszcz przestał padać. Pojedyncze krople staczały się z dachów i uderzały o ziemię, wsiąkając od razu w mokry piach, który lepił się do butów. Sachiko wyszła na zewnątrz i spojrzała w niebo, przez które przelewały się promienie słońca. Ciemne, szare chmury w większości rozwiały się na boki, pozostawiając błękit w jego pierwotnej barwie. Wilgoć uderzała do głowy, od razu wpełzała za kołnierz nieprzyjemnym uczuciem duszności. To nie mogła być przyjemna wyprawa. Jeszcze gorsza niż te pisane złotem słońca, w których upadł uderzał do głowy, bo tu zamierzały uderzyć w was dwa elementy - zarówno upał, jak i obecna wilgoć, która niemal natychmiast przylepiała ubrania do skóry, pozostawiając na niej mokre, lepkie złudzenie.
- Operuję fuutonem do rangi A. Poza zdolnościami klanowymi, rzecz jasna. Walka blisko dystansowa nie jest moją specjalizacją. - Musieliście wiedzieć, czego się po sobie spodziewać. To nie była zwykła wycieczka na herbatkę, chociaż taka opcja na pewno nie byłaby najgorsza. - Jeśli jesteś przygotowany to nie widzę powodów, żeby zwlekać. - Spojrzała na ciebie, by się upewnić, czy gotowy jesteś i ruszyliście. Nie było znaczenia, czy leciałeś na własnym tworze czy dreptaliście piechotą.
Nikt was nie niepokoił. Poza miastem nie było nawet śladu po deszczu - granica, na której padał, naznaczona była nierównościami mokrego piasku, który schnął w oczach. Temperatura nie była na tyle niska, żeby ta wilgoć utrzymała się na długo. Wioska, o której było wspomniane, nawet nie była wioską jako-taką. Parę domków na krzyż, które wyrosły przy wielkim gospodarstwie, dorobionym na bliskości źródła wody. Wielkie budynki i pola - obraz niemalże zielony, cieszący oko do ciagłego złota i żółci morza wokół was. Mimo zieleni jakoś trudno tutaj było zaleźć błysk światła, choć słońce przecież świeciło wysoko nad nieboskłonem. Mieszkańców nie było nawet widać. Jedna kobieta, stara, z mocno opaloną skórą, siedziała w cieniu domu i nie zwracała na nic najmniejszej uwagi. Martwa za życia. Wszystko tutaj wydawało się martwe, choć oczywiście każde domostwo opatrzone były w rzeczy codziennego użytku. Tam miotła, tam szufelka, tam pranie rozwieszone na sznurku przy domu. Zero krwi, wybuchów, pościgów. W oddali widać było pracujących przy uprawach ludzi, przy zwierzętach, niektórzy krzątali się przy wielkich budynkach, w których składowano zapewne towary, może nawet je przerabiano, dwie osoby pracowały przy rynnach, które miały rozprowadzać wodę. Dzień jak co dzień.
- Bardzo spokojnie. - I bynajmniej nie chodziło o zaznaczenie kompletnej oczywistości. Kobieta zeszła z chmury piasku, rozglądając się wokół. Było tu zdecydowanie zbyt spokojnie jak na miejsce, w którym chcieliście znaleźć zbiegów.



-> Zapraszam tutaj
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ren » 7 lis 2018, o 15:58

Ren jeszcze chwilę przemyślał całą zaistniałą sytuację. Wziął rzeczy należące do zmarłego, a następnie wstał zastanawiając się co począć dalej. Od razu ruszać w kierunku źródła, czy może najpierw poinformować straże wioski? Jeśli jakiś strażnik nie dał rady obronić samodzielnie źródła, to nie najlepszym pomysłem mogłoby się wydawać pójście tam samemu. Dodatkowo raczej na pewno nie był sam, a co z resztą? Patrole raczej chodzą co najmniej w dwójkach. Wtedy Namikaze podjął decyzję o tym, aby jednak udać się do osady i o wszystkim poinformować tutejszą straż. W końcu kto mógł lepiej wiedzieć co się tutaj dzieje jak nie oni? Dodatkowo może będzie mógł się przydać i nieco pomóc im z ich sprawami, w końcu jakby nie patrzeć, to byli jego bliscy sąsiedzi. Białowłosy skierował swoje kroki w stronę pobliskiej osady. Biegł najszybciej jak potrafił, ponieważ zakładał, że liczy się również czas. Choć tego nie mógł być pewien, jednak lepiej wolał dmuchać na zimne. Miał nadzieję, że jak najszybciej spotka jakąś kompetentną osobę i jak najszybciej wyjaśnić całą sytuację. Przez kompetentną osobę miał na myśli jakieś shinobi na usługach osady, który nosił ich mundury, czy coś w tym stylu. Nie wiedział dokładnie jak to tutaj wygląda, ponieważ nigdy tutaj nie był. Kiedy kogoś takiego znalazł od razu do niego zmierzał z zamiarem opisania wszystkiego co widział. Zaczynając od tego jak zatrzymał się, by odpocząć, a następnie dostrzegł mężczyznę zmierzającego w jego kierunku. Później streszczenie całej jego rozmowy, czyli powiadomienie o zamiaru zatrucia przez kogoś źródła, aby na sam koniec pokazać otrzymaną od niego fiolkę. Nie miał też pojęcia co to mogło być, ani też wolał nie sprawdzać. W końcu mogła to być odtrutka, ale jednak nie musiała. Tak na prawdę mogło to być cokolwiek, nawet trucizna, która tak na prawdę mogła zatruć tę wodę zamiast temu zapobiec.
Ren
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Hikari » 8 lis 2018, o 00:03

~ Nie ma wody na pustyni,
bo Kaguya ją podbili ~
Misja rangi B 7/45+
Ren




Podczas jak najszybszego biegu robiło się od razu cieplej, wydawałoby się, że tak grube ubrania nie są konieczne. Próba zdjęcia ich przekonałaby nas jak bardzo się przy tym mylimy i lepiej być opancerzonym. Wybranie się do wioski po wsparcie i przekazanie komuś informacji na wypadek najgorszego jest dość dobrym wyborem, z drugiej strony jednak tracimy czas. Zaraza może zacząć postępować w mieście, kto wie jak daleko to postąpi wraz z upływem czasu. Wszystko jest tylko jedną wielką niewiadomą z większą ilością pytań. Do utrudnienia Ren nie znał zbytnio osady, odnośnie kompetentnych shinobi prawdopodobnie to mógł znaleźć nawet przy bramie. Ktoś musi mimo wszystko pilnować tego, nawet pozornie dla zbudzenia zaufania wśród mieszkańców, a również turystów. W razie ataku są gotowi do podjęcia koniecznych działań w każdej sekundzie, a reszta może sobie żyć spokojnie nieświadoma zagrożenia. Wybrał jednak miejsce, gdzie mogą znajdować się bardziej kompetentni ludzie, w siedzibie strażników niedaleko wejścia.
Przed nią stała dwójka osiłków nie wpuszczająca byle kogo. Budynek nie był zbyt wielki, a oni chcieli znać powód widzenia się z kimś wyżej postawionym. Widocznie tam rezydował czy przynajmniej pełnił obowiązki w czasie dnia, jednak szybko przerwali opowieść i do niego zabrali uznając, że nie ma czasu do stracenia. Niemal w parę chwil przemierzyłeś korytarze, a także schody i znalazłeś się w pokoju, gdzie aktualnie siedział niejaki Arata. Ciemno-włosy ni chłopak, ni mężczyzna, który posiada równie ciemne oczy i opaloną skórę. Twarz wielokrotnie oprawiona blizną, która nie niesie w sobie żadnego honoru. Zamiast tego jest pozostałością po okresie dojrzewania, stworzona przez niejaki trądzik. Był dość średniej postury działa, ale ta zapewne mogła zwodzić. Musiał mieć dość niezłe umiejętności skoro piastował jakieś powiedzmy wyższe stanowisko, bo tak po prawdzie to kim on jest? Nie wiadome na ten moment.
- Zapraszam usiądź, podobno masz niepokojące wiadomości.
Wysłuchał wszystkiego, a następnie zabrał się szybko za działanie.
- Akiya, zbierz oddział trzeci. Natychmiast wraz z nim wyruszamy sprawdzić te wieści, nie ma chwili do stracenia. Mogę fiolkę?
Niespodziewanie wyciągnął dłoń do Rena chcąc uzyskać tą zdobycz.
- Juro zabierz to do szpitala i każ jak najszybciej sprawdzić co to jest, a potem szukać odtrutki w przypadku jakby okazało się trucizną.
Mężczyźni, którzy ciebie tutaj przyprowadzili rozkazy wykonywali w podskokach niemalże.
- Dziękuję tobie, za przekazanie wiadomości. Dzięki temu będziemy mogli podjąć szybkie działania i spróbować zapobiec katastrofie. Chętnie bym ciebie nagrodził jakoś, ale nie mam czasu. Będziesz tutaj dłużej w okolicy czy co masz zamiar robić?

Obrazek
Obrazek
When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1573
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ren » 8 lis 2018, o 19:20

Wiadomym faktem, że podczas biegu temperatura stała się nieco większa, jednak bez przesady. W końcu Ren nie był jakimś tam pierwszym lepszym shinobi, który dopiero stawia swoje pierwsze kroki w tym zawodzie. Jednak wiadomym było, że nie był też jakimś mocarzem. W każdym razie była już taka temperatura, że raczej nie należało za bardzo się rozbierać, szczególnie po tak długim biegu. Mimo tego wiedział, że trochę czasu na tym stracił, a szczególnie Ci, którzy tak na prawdę mogli na tym najbardziej ucierpieć. Jednak nie wiedział jak może być duże zagrożenie, które tam czekało. Cały oddział ludzi, którzy zastawili zasadzkę na patrol? On dopiero co wracał z podobnej sytuacji, w której to jednak on był tym oprawcą, jednak w słusznej sprawie, bo zaczaili się na bandytów, którzy rabowali okolice.
Niestety białowłosy nie znał zbyt dobrze okolicy, choć mimo tego trafić do siedziby straży nie jest zazwyczaj zbyt trudno. Jemu również udało się dość sprawnie przebrnąć nawet przez pierwszą straż do kogoś znacznie ważniejszego, kogoś kto pociągał tutaj za sznurki. Był nim Arat, ciemnowłosy mężczyzna o ciemnej skórze i oczach. Nie wydawał się jednak być jakimś starym wyjadaczem, a kimś kto niedawno uzyskał swoje stanowisko. Tak na prawdę nie dostrzegł nigdzie po drodze kim on tutaj jest, jednak skoro został do niego skierowany, to musiał za coś odpowiadać. Namikaze na prędce opowiedział mu co się stało, po czym został poproszony o zwrócenie fiolki.
- Jak najbardziej. Dodatkowo... Mam tutaj list, który powinien trafić do kogoś z tej osady, a przynajmniej tak mi się wydaje. - powiedział wręczając zarówno list jak i fiolkę. Nie widział przeszkód, aby to oddać, skoro i tak ofiara zmierzała z tym w stronę swojej wioski. Mulat sprawnie wydał kilka poleceń, aby zająć się odpowiednio tą sprawą. Wtedy też zwrócił się bezpośrednio do niego z podziękowaniami i obietnicą wynagrodzenia.
- Mogę pozostać w okolicy jeszcze jakiś czas... Chociaż myślę, że lepiej by było jakbym po prostu pomógł Wam z tym problemem. Tak po prostu będzie szybciej i będę pod ręką. - zaproponował takie rozwiązanie ze swojej strony. Skoro już się w to wplątał, to wolał rozwiązać sprawę do końca.
Ren
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Hikari » 10 lis 2018, o 16:20

~ Nie ma wody na pustyni,
bo Kaguya ją podbili ~
Misja rangi B 9/45+
Ren




Pokazując list przyciągnąłeś sobie zdziwione, a może także przy okazji lekkie gniewne spojrzenie? Mogło się równie dobrze tak wydawać po prostu. Mężczyzna mimo wszystko nic nie powiedział, po prostu przyjął to starając się zobaczyć do kogo to było. Po dało odłożył go na biurku wiedząc, że będzie musiał zając się tym później. W tym momencie nie było zbyt wiele na takie coś czasu prawda?
- Niech słońce pustyni pobłogosławi Twoje kości Hibiki. Wykazałeś męstwo kiedy trzeba i uratowałeś być może całą osadę.
Powiedział po cichu bardziej do siebie niż kogokolwiek innego.
- Zajmę się tym.
Potem była rozmowa nad tym co nasz bohater będzie robił dalej. W tej kwestii był trochę niezdecydowany, ale wpraszał się trochę na siłę. Nawet się o to nie zapytał, po prostu stwierdził fakt, co nie przeszło bez uwagi. Przecież to aż proszenie w pewnym sensie o podejrzenia o możliwej zdradzie z pułapką. Czy ktokolwiek wie kim jesteś tak na prawdę? A jak się dowiedzą z jakiego rodu to czy będą wtedy bardziej spokojni? Każdy przecież wie jacy bywają Haretsu.
- Jak chcesz możesz się zabrać z nami, ale nie odpowiadam za bezpieczeństwo. Jak zauważę, że jesteś przeciwko nam nawet się nie zawaham, abyś nie myślał inaczej. Tak samo oddział.
Powiedział to niezwykle poważnie i podał rękę.
- Jestem Arata, ale to pewnie już wiesz. Jak ciebie nazywają?
Po przywitaniu ruszyli w dwójkę na dół, ale nie wydawał się kontynuować tematu. Próba tutaj ataku to samobójstwo, więc nie pokazywał aby był zbyt bardzo ostrożny, z drugiej strony to mogło zdradzać. Równie dobrze mógł być gotowy na najmniejszy szmer. Po wyjściu na zewnątrz stało już dziewięciu strażników. Z tłumu natychmiast odezwał się głos.
- To Arata nas wezwał? No proszę was, przejmuję jak tak dowodzenie. Lepiej zostań tutaj i zajmij się martwym będącym na pustyni, przyda mu się dobry nagrobek, aby słońce mogło błogosławić jego kości rozsypane na wietrze.
Grupa miała wyruszać, ale po chwili zostałeś dostrzeżony.
- Ty przyniosłeś wieści? Widziałeś co tam się Stało? Chcesz się zemścić i iść z nami?

Obrazek
Obrazek
When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1573
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ren » 11 lis 2018, o 02:23

Mężczyzna nie zareagował zbyt przychylnie list od zmarłego. Choć Ren uważał to za coś dziwnego, tym bardziej, że mulat wydawał się wiedzieć o kogo chodzi. Znał raczej jego rodzinę i mógł dostarczyć to odpowiedniej osobie, więc chłopak nie rozumiał skąd to dziwne spojrzenie, ponieważ nie było ono tylko lekko zdziwione. Wiadomym było, że nie zajmą się tym od razu, jednak po akcji będzie mógł poinformować bliskich o tym, że Hibiki, bo tak miał na imię ten strażnik, poległ. Nawet chciał, aby ten skrawek papieru do kogoś trafił tym samym wskazując mu też dłonią gdzie on się znajdował. Arata wyraził jednak wdzięczność poległemu za przekazane przez niego informacje, co prawda przez Rena, aczkolwiek dotarły do celu. Możliwe, że gdyby nie był to on, ktoś mógł to zupełnie zignorować.
- Jasne, rozumiem... - odparł trochę zdezorientowany białowłosy. Nie dość, że przyniósł im informacje, których tak na prawdę nie musiał dostarczać i chciał pomóc w sprawdzeniu problemu, to jeszcze spotykał się z taką nieufnością i dystansem. Gdyby nie to, że znajdował się przed nim ktoś kto tutaj wszystkim zarządza, to by się skrzywił. Udało mu się jednak zachować powagę i ze spokojem przyjął całość.
- Namikaze Ren. - powiedział, a następnie się podniósł i lekko ukłonił, oczywiście tak z grzeczności. Niby prosty gest, a potrafił pokazać, że ktoś posiada choć trochę kultury. Wiadomym było, że jako człowiek odpowiedzialny za innych ludzi musiał wykazać się ostrożnością, jednak mógł okazać choć trochę zaufania po tym co zrobił dla nich Namikaze. Nie było jednak czasu na rozmyślania, ponieważ trzeba było działać i to jak najszybciej. Zeszli we dwójkę na dół już nie drążąc tematu. Ren nieco się zdziwił kiedy dostrzegł dziewiątkę ludzi czekających już na wymarsz. Jeden z nich dość pobłażliwie potraktował wezwanie przez Aratę, jakby ten tak na prawdę nic nie znaczył. Czarnooki spojrzał w jego stronę, aby go przez chwilę zlustrować i zobaczyć jego reakcję. Wtedy też został dostrzeżony i zaczepiony przez tego samego człowieka.
- Tak, zgadza się. Przyniosłem informacje wraz z fiolką i listem poległego, które przekazałem w ręce Araty. Niestety nie wiem co się stało, ponieważ widziałem tylko rannego człowieka i się nim zainteresowałem. Oczywiście, że chciałbym iść. - starał się odpowiadać krótko i na temat, a także tak szybko ja mógł, aby dalej być zrozumianym przez swojego rozmówcę. Wiedział też, że nie ma czasu na szczegółowe wyjaśnienia dlatego starał się przedstawić całą sprawę tak rzeczowo jak tylko mógł.
Ren
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość