Siedziba Straży

Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 14 gru 2017, o 20:44

Obrazek
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 15 gru 2017, o 16:05

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
29/∞

Nie trzeba było tutaj tłumaczyć, jakie błyskotki zwinięto. Właściwie ty z niczego nie musiałeś się tłumaczyć. Twoja ranga zobowiązywała, mogłeś równie dobrze zrobić tej pani nalot na chatę, nie tłumacząc się z niczego. Móc nie oznaczało jeszcze "chcieć". Każda akcja rodziła reakcje. Wypadało przedstawić się w jak najlepszym świetle (niezależnie od tego, czy panowało się nad wozem, czy może pędziło na pociągu bez torów), sprawić, żeby nawet najbardziej wulgarne jednostki złapały kawałek szacunku, podjęły kontakt na tobie dogodnych warunkach, choć jak wiadomo - byli ludzie i parapety. Na całe szczęście, pomimo średnio przyjemnego wyglądu, kobieta była skora do współpracy i od razu ci wszystko wypeplała, a skąd to wiedziała? Cholera wie! Co to kogo obchodziło, skoro wiedziała to wiedziała, różne sytuacje mogły się wydarzyć. Mogła wyglądać przez okienko, albo wpaść na nieszczęsnego pana na korytarzu. Kobieta nie wypytywała dalej. Skomentowała tylko twoje słowa krótkim "uhuum" i na tym się skończyło, przynajmniej w kwestii wydawania z siebie jakichkolwiek odgłosów.
Nie musiała niczego więcej mówić, za wszystko nadrabiało spojrzenie, które ci posłała, a ono było bardzo w stylu "bicz pls", mówił wręcz: "jasne, kochaniutki, prawie uwierzyłam". Bo czemu miałaby uwierzyć? Sentoki, który szuka paru śiecidełek zwykłej kurtyzany? Kit to my, ale nie nam, drogi Przyjacielu. I najwyraźniej ona nie zamierzała tego kitu przyjąć, a jednocześnie oczekiwała go już po zadaniu swojego pytania. Jeśli prowadziłeś jakieś śledztwo to raczej ostatnią rzeczą, jaką zamierzałeś, było spowiadanie się jakiejś randomowej sąsiadce zabitej właśnie dziewczyny. Tym nie mniej twoja odpowiedź,
powiedzmy, że ją usatysfakcjonowała - jak już wspomnieliśmy: nie to, żeby miała inny wybór. Mogła naciskać i wtedy skończyłoby się pewnie o wiele mniej przyjemnie.
- Kimiko późno wczoraj wróciła. Późno nawet jak na nią. Była podpita, śmierdziało od niej alkoholem. Pomogłam jej się trochę ogarnąć, wziąć prysznic i umalować, przyjaźnimy się. Więc... no jakbym mogła jakoś pomóc to pukaj. - No proszę,
nie taki straszny diabeł, jakim go malują. Może rzeczywiście wystarczyłoby tej kobiecie trochę dobrej ręki i od razu byłaby piękniejsza? Zwłaszcza, że wychodziło na to, że nie miała samych negatywnych, odtrącających cech. - Jasne. -
Zerknęła w kierunku zamkniętych drzwi, z których wyszedłeś, jakby spodziewała się tam zobaczyć Kimiko. - Nie ma sprawy.
Priorytetem było zamknięcie za sobą aktualnego bałaganu w postaci trupa w pokoju. Trupa, który miał spore szanse na bycie twoim złodziejem. Prawdopodobieństwo zgubienia medalionu ot tak było nieprawdopodobne - balowałeś już wiele razy i jak dotąd nigdy nie szalałeś skacząc po ścianach czy stając na głowie, żeby mógł się zsunąć sam z siebie. Ktoś mu z tym zsunięciem się musiał pomóc, a skoro dziewczyny co rusz się obok ciebie kręciły, tak wynika z twoich wątpliwej jakości wspomnień i zeznań różowowłosej, nie było żadnych obcych obok ciebie... no to kto inny? Właśnie. Kto inny...
Los o błękitnych oczach jak morza otaczające Hyuo..?
Skierowałeś się do siedziby straży. Słonko grzało już w pełni, chwilę czasu tam spędziłeś i wcale nie pomagało to twojej główce, ale wiesz, takie poświęcenie (podobno) jest przez bogów doceniane! A kąpiel w promieniach Amaterasu wręcz zalecana! Formalności poszły wręcz błyskawicznie. Poinformowałeś o śmierci pracownicy Promyka i zaraz odpowiedni ludzie zostali rozesłani do odpowiednich zadań. Skoro zmarła to zakładano przestępstwo, a nawet jeśli nie przestępstwo to miejsce śmierci należało zbadać. Wypytano cię o szczegóły. Nikt ci przecież nie kazał czekać, samo twoje pojawienie się w progach strażników było poruszeniem, każdy cię tutaj znał - i każdy też stanął na baczność, kiedy stwierdziłeś, że masz tutaj parę spraw do załatwienia. Wszystko inne i wszyscy inni mogli zaczekać! Cudowna mentalność ludzi. Drugą natomiast kwestią był ten typek, którego widziała sąsiadka Kimiko i o którym informacje były mętne. Ubrany na czarno, czerwona opaska i w sumie tyle. Nic apropo tego, jak wygląda, może oprócz wzmianki, że chyba był wzrostu podobnego do ciebie. To nie wróżyło dobrze poszukiwaniom.
- Jeśli Kimiko sprzedawała swoje ciało, to może robiła jakieś notatki? - Zasugerował jeden z dowódców oddziału,
goszcząc cię w swoim gabinecie. Hikariego nie było. Nic dziwnego, on niemal zawsze ze swoim oddziałem latał w miejsca i robił rzeczy - głównie dla Sachiko, a teraz, gdy planowano przeklęty ślub plus małżonek Sachiko miał się pojawić, to było aż za dużo roboty. - Bez wyglądu, bez jakiegokolwiek imienia, nie mam czego szukać w spisie. - Strażnik rozłożył bezradnie ręce. - Sądzi pan, że ten shinobi mógł ukraść pana własność od Kimiko i otruć ją? Być może sprawy są ze sobą powiązane.
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ichirou » 16 gru 2017, o 12:10

Jak się okazało, urocza blondyneczka wcale nie była taka grzeczniutka. Nie, żeby Ichirou należał do tych najporządniej się prowadzących, ale dość swobodne podejście do życia i tak sporo różniło się od dorabiania sobie na boku. Niby o zmarłych się źle nie powinno mówić, ale kto by się tym przejmował. Kimiko miała trochę za uszami i jeżeli faktycznie miała udział w kradzieży jego naszyjnika, to cóż, nie mogła liczyć na taryfę ulgową.
Pojawiały się kolejne pytania, głównie dotyczące tego, co robiła Kimiko po zakończeniu swojej zmiany w Promyku Słońca. Można było przypuszczać, że to miało jakiś związek z jej porannym, tajemniczym gościem. O co tu, do cholery, chodziło? Czy Ichirou wciąż był na tropie swojego naszyjnika, czy przypadkowo zaczął podążać zupełnie inną sprawą, nie związaną z jego straconą własnością?
Choć specyficznie ścięta kobieta powiedziała całkiem sporo, to i tak wciąż niewiele było wiadome. Asahi już nie miał czego tu szukać, więc ruszył dalej, wystawiając się blask nielitościwej Amaterasu. Zważając na jego wciąż kiepskie samopoczucie, przydałaby się Kimiko do ściągnięcia na przejrzyste niebo czarnych chmur, które dałoby choć trochę wytchnienia.
Jakoś udało mu się przeżyć i doczłapać do siedziby straży wioski. Raczej nie odwiedzał tego budynku. Służba porządkowa miała swoje zadania, a brązowowłosy Sabaku miał swoje. Oni wypełniali te najprostsze, zwykle rutynowe obowiązki, natomiast Sentoki zajmował się już poważniejszymi misjami, które wymagały interwencji wykwalifikowanego shinobi.
Jego wizyta w placówce wzbudziła większe poruszenie, niż mógłby się spodziewać. No tak, rzadko odwiedzali ich wysocy rangą ninja, bo tacy odpowiadali bezpośrednio przed samym liderem. Może to i dobrze. Przynajmniej dzięki temu władca piasku miał pewność, że uderzy od razu do kogoś wysoko postawionego w straży i jego sprawa otrzyma odpowiedni priorytet.
- Macie jakąś wodę? - rzucił w pierwszej kolejności, bo szklanka wody to było właśnie to, czego jego organizm domagał się w tym momencie.
A później przedstawił im swój problem. A właściwie to dwa problemy. Pierwszy - temat jego zaginionego naszyjnika.
Drugi - temat nieco szokującej śmierci dziewczyny. W swoich relacjach podał wszystkie informacje, jakie zdobył do tej pory.
Opowiedział im o truciźnie, o kontrowersyjnych zajęciach blondynki, o podejrzanym gostku z czerwoną opaską.

- Może. Warto byłoby rozejrzeć się za nimi. Podeślijcie tam kogoś, niech dobrze przetrzepie mieszkanie - odparł, wręczając strażnikom karteczkę z adresem Kimiko. No, niech ci panowie w uniformach się wreszcie do czegoś przydadzą.
- Zbyt wiele przypadków, więc albo mam niesamowite szczęście lub pech, albo coś faktycznie jest na rzeczy. Tak czy inaczej, liczę na informowanie jeżeli będą jakieś postępy - odparł, wzdychając na koniec. Po co ktoś miałby zadawać sobie tyle trudu, by zdobyć jego amulet? Nie było łatwiejszy i droższych rzeczy do kradzieży? Serio, już lepiej byłoby okraść jubilera, który miał zakład pod rezydencją Ichiego. Huh, Asahi musiał chyba komuś nadepnąć na nogę. No chyba że zatrucie Kimiko było zupełnie z nim nie związane? Tylko co w takim razie z jego pamiątką rodzinną?
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 16 gru 2017, o 14:00

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
31/∞

Śledztwo musiało mieć swój początek - i miało. Dzisiejszego ranka, z myślą, że gdybyś tylko nie poszedł do domu,
nie zmywał z siebie brudu wczorajszego dnia, gdybyś zignorował swoje dobre samopoczucie i od razu pobiegł do Kimiko,
to jeszcze nie byłoby za późno. Czy już byłoby? Ile to parę godzin? Dni były teraz nieco krótsze, słońce wstawało nieco później,
lecz nadal - ile to tych kilka godzin? Dla jednych będą to dwie. Dla innych pięć. Co zmieni parę chwil zaprzedanych dla orzeźwiającej kąpieli, która rozruszała mięśnie i dla herbaty, która pozwoliła na odrobinę ukojenia dla bolącego brzucha?
Gdybanie. Mimo to w głowę człowieka potrafiła się jak nic wwiercić nieprzyjemna myśl, że mogłem to zrobić lepiej..! Zbierało się już trochę za duży tych mogłem to zrobić lepiej, nie uważasz, Ichirou? Dostałeś dar w swoje ręce -
cały świat przed tobą ułożony, abyś brał, odbierał i decydował - i to tylko przed samym sobą. Ciągle był lider, któremu potem należy zdać sprawozdanie i powiedzieć: ach, bo wiesz, zgubiłem swój naszyjniczek i tak jakoś wyszło, że to przez to, że się narąbałem w trzy dupy. Ta hiustoria nie miała dobrego początku. Fatalny prolog, zły początek i zapowiadao się na to, że - jeszcze gorszy środek. Środek spędzony na błąkaniu się z mętnym celem po całej osadzie, szukając gościa odzianego na czarno. Z czerwoną opaską. Bardziej konstruktywne byłoby przeliczacznie rozsypanego grochu, jeśli to miała być kara. Jeśli to miał być wynik puszczenia piłeczki w dół po stoku świata, który przechyliłeś. Starałeś się odnaleźć w tym sens. W tej piłce. W jej wielu barwach i tym, jak odbijała się od przeszkód, jak toczyła się z kąta w kąt. Pod kontrolą?
Skoro mogłeś tą planszą przechylać, to miałeś nad tym kontrolę, taki był pozorny sens całej tej rozgrywki. Problem w tym,
że niektórych przeszkód nie dało się dojrzeć. Problem... Zajmujący ci głowę, kręcący w kółko, iluzjonista twojego własnego poczucia sensu i logiki. Gdzie one były? Cholera, zgubiłeś je gdzieś w tej piaskowej mgle. W promieniach nielitościwej Amaterasu. Przydałaby się chwila wytchnienia od tego całego cyrku, możliwość nacieszenia się nowym domem,
rozglądnięcie za ładnymi panienkami. Co było? Kac. Mało satysfakcjonujące, gdy zapracowało się na o wiele więcej.
Bogowie pożałowali swej łaski Dziecku Słońca, ale to nic. Czego nie dali - odbierzemy siłą.
Wystarczy kilka lżejszych pchnięć.
Woda została ci przyniesiona w szklance po paru chwilach - chłodna, orzeźwiająca - i każda kolejna szklanka była napełniana,
kiedy tylko sobie zażyczyłeś. Nie było tak naprawdę najmniejszego sensu, żebyś tutaj czuwał, tak przynajmniej po dłuższej pogadance i próbach ustalenia faktów powiedział strażnik. Jeśli medalion się znajdzie lub cokolwiek w sprawie poszukiwanego shinobi się wyjaśni - od razu zostanie to ci przekazane gońcem. Dywagacje nad tym, kto to, po co to -
czcze słowa, kiedy miało się je tylko po to, by złożyć je w zdania - żadnego zaś materialnego dowodu. Żadnej mocnej poszlaki. Ludzie zostali rozdysponowani. Sprawa dostała priorytet i niektóre śledztwa na rzecz tego zostały chwilowo odroczone w czasie - przywileje i plusy posiadania wyższej rangi, ponadto wszystko wskazywało na morderstwo. Problem w tym, że jak na razie mieli tylko przypuszczenia. Dziewczyny z knajpy Promyka były przepytywane, sprawdzano skąd mogła dostać truciznę, która okazała się być niczym innym jak cyjankiem. Rozpuszczony w wodzie zabił dziewczynę bardzo szybko,
dostając się do przewodu pokarmowego. Dodatkowo wszyscy złotnicy zostali poinformowani o wisiorku, jego obrazek został pokazany miejscowym sprzedawcom, licząc na to, że może ktoś go sprzedał, albo będzie chciał sprzedać, skoro został skradziony. Nic takiego nie miało miejsca. Nie było dowodu na to, że nieznajomy zabił kobietę, nie było dowodu, że skradła wisiorek. Nie posiadała też żadnego notatnika, który mógłby prowadzić do jej klientów. W końcu jednak do drzwi Ichirou zapukał jakiś chłoptaś, zwykły chłopiec z ulicy - zanim jednak Książę Pustyni zdążył otworzyć ten czmychnął ulicami Złotego Miasta i tyle było po nim widać. Pod drzwiami zostawił wsuniętą karteczką mówiącą, żeby spotkać się na drugiej przecznicy od straży, w zaułku z dorysowaną mapką i podpisem strażnika, z którym rozmawiałeś o śledztwie.
Od rozpoczęcia śledztwa zdążyły minąć dwa dni. Był czas na odpoczynek, refleksje i szukanie na własną rękę - tylko kogo i gdzie? Tajemniczy shinobi pojawił się i zniknął. Nie miał twarzy.
Chyba zgubił ją, gdy Los pchnęła świat.
Zupełnie jak ty.
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ichirou » 16 gru 2017, o 15:13

A gdybym to zrobił tak, a gdybym to, a gdybym tamto...
A gdyby srak, do kurwy.
Oczywiście, że przez napuchniętą od kaca głowę przepływało wiele różnych myśli. Decyzje z przeszłości były rozbierane na czynniki pierwsze, a potem zastępowane zupełnie innymi, tworząc w ten sposób nowe scenariusze teraźniejszości i przyszłości. W ludzkiej naturze było rozpamiętywać wcześniejsze wydarzenia, w nich dokonywać odmiennych rzeczy i w ten sposób kreować w teorii lepsze, korzystniejsze historie. Takie zadręczenia się jedynie rozdrażniało poirytowanego już władcę piasku.
A chrzanić to gdybanie. Stało się jak się stało. Dziewczyna zmarła, ktoś podjebał rodzinny naszyjnik. I co? I gówno. Wkurwiony, bo wkurwiony, ale zamierzał odzyskać swoją własność i żyć dalej. Nie panował nad wszystkim, nie miał wiedzy ani władzy absolutnej. Nie wszystko szło po jego myśli, ale komu, do cholery, szło? Nawet pierdolony, wszechpotężny Antykreator nie był w stanie zrealizować wszystkich celów. Rypnął się chyba nawet dwa razy, o ile Asahi dobrze kojarzył historię świata.
Ba, pewnie nawet Los nie miała wszystkiego pod ręką, choć mogła sprawiać zupełnie inne wrażenie. Miała spore możliwości to jasne. Mogła popchnąć coś do przodu raz lub nawet parę razy, ale czy znała tego efekt? Wiedziała, czy na wskutek jej działania obiekt nabierze rozpędu i rozmiarów jak tocząca się kula śnieżna, roztrzaska się o skały, utknie w dziurze, czy może spadnie komuś na głowę niczym meteor? Tak, taki był z niej kozak? Zatrzepotać błękitnymi oczami lub zarzuć pachnącymi orchideą, różowymi włosami to sobie mogła, ale niech wyciągnie swój wspaniały notesik. Niech pokaże część spisanych na papierze planów. Czy wszystko szło tam zgodnie z zamiarem, słowo w słowo, kropka w kropkę?
Jeżeli nie, to proszę się odwalić od podejmowanych przez Ichirou decyzji. Brązowowłosy nie miał sobie nic do zarzucenia.

Nie spodziewał się, że kiedykolwiek zwróci się z prośba o wsparcie straży wioski, ale hej - zawsze musi być ten pierwszy raz. Przynajmniej w takiej sytuacji mógł odczuć, że jego pozycja w klanie coś znaczy. Że ma coś z tego więcej, niż jedynie miłe słówka i spojrzenia pełne uznania oraz szacunku. Dzięki swej randze mógł wprawić całą machinę w ruch. Strażników posłano w różne miejsca, w znaczący sposób odciążając złotookiego w rzeczach do zrobienia przy kontynuacji śledztwa. Tak właściwie to przekazał im sprawę, co nie oznaczało, że się z niej wycofał. Po prostu zrobił tyle, na ile w tym momencie mógł. Przeczesać mieszkanie, zawiadomić jubilerów, przepytać dziewczyny z herbaciarni - tym wszystkim mogły zająć się służby porządkowe.

W ten sposób został bezrobotny, przynajmniej na jakiś czas. Mógł wreszcie ze skwaszoną miną wrócić do swej rezydencji i przede wszystkim wrócić do normalnego funkcjonowania. Głowa bolała go nie tylko od kaca, ale i od zbyt intensywnego myślenia i rozdrażnienia sprawą. Do popołudnia więc nie zrobił nic. Po prostu dogorywał, a nieprzyjemny kolega Kac powolutku od niego odchodził. Chyba jedyną miłą rzeczą, jaka spotkała go tego dnia była wizyta kelnerki o różowych włosach. Zaprosił ją do salonu, uregulował płatności za wczorajszy wieczór i zaoferował herbatkę w podzięce za stawiający na nogi napar, który podarowała mu tego ranka. Podobała mu się. Dawał temu subtelne, nienachalne sygnały. Był miły i kulturalny, ale bez przesadnej formalności. Opowiedział jej o swoim nieprzyjemnym koszmarze, nie wdając się w większe szczegóły. Napomknął, że mu się śniła, że groziło jej niebezpieczeństwo. Że ją tracił i bardzo źle się z tym czuł. I dodał na koniec czułym tonem, że ucieszył się widząc ją całą i zdrową po przebudzeniu. Przy tej ckliwej opowiastce nie omieszkał obdarować ją dotykiem, może nawet przytuleniem. I kto wie, jeżeli panienka o różowych włosach nie miała większych oporów, to być może została w mieszkaniu Ichiego na dłużej niż przewidywały to początkowe intencje jej wizyty.

Miał wątpliwości, czy sprawa w ogóle ruszy dalej choćby o kroczek. Sam niewiele mógł zdziałać. Krążył w wolnych chwilach po wiosce, uważnie rejestrując otoczenie bursztynowymi oczami. Jaka była jednak szansa na to, że natrafi na osobę pasującą do opisu sąsiadki Kimiko? Los musiałaby zapewne popchnąć potencjalnego złodzieja w stronę Ichiego, ale tak się nie stało. Czyżby o nim już zapomniała? Obraziła się po ostatnich przytykach?
Wieczory spędzał w Promyku Słońca, ale już znacznie spokojniej niż podczas tej parszywej nocy. Ograniczał się do aromatycznych herbatek, jednego lub dwóch kieliszkach wina. Odpuścił fajkę wodna, nie chcąc otępiać swoich zmysłów. Zachowywał bowiem czujność. Przyglądał się gościom, a chwilami nawet i kelnerkom, zastanawiając się, czy złodziej znowu nie pojawi się w lokalu.
W końcu nadszedł jednak pewien przełom, a przynajmniej tak można było się łudzić. Strażnik zostawił mu wiadomość wskazującą na miejsce spotkania, na co Asahi zamierzał odpowiedzieć niemalże natychmiast. Ociągał się już wystarczająco długo, więc teraz całkiem sprawnie zabrał swoje rzeczy (w tym gurdę) i opuścił mieszkanie.
- Idę z tobą - odrzekł kocur o czarnej jak noc sierści, przeskakując przez próg drzwi właśnie zamykanych przez młodego Sabaku. Ciekawość nie pozwoliła pociesznemu kompanowi pozostać w domu. Zresztą, co to za niezależny mężczyzna bez swojego kota i co to za detektyw Ichirou bez doktora Kuro?
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 16 gru 2017, o 17:52

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
33/∞

Wszystko, co piszesz, jest złe. Znasz to uczucie? Wsyzstko co tworzysz, wszystko co ucieka spod twoich miękkich,
niestrudzonych pracą palców. Są strudzone jedynie dźwiganiem ołówka. Tego samego, którym spisujesz następne słowa w swoim umyśle, oferując bielmo czaszki za pergamin i czerwień umysłu za kalkę. Krew była tuszem. Pisałeś najpierw na brudno, potem to odbijało się gdzieś tam. Niee, nie będę nazywała tego miejsca, nie ma to żadnego znaczenia. Ważne, że powstawało. Ważne, że istniało. Jak ta trzecia uliczka, ten zaułek, gdzieś za siedzibą straży miasta, która nie miała żadneog znaczenia. W której mieszkały tylko koty i wygłodzone psy i gdzie znoszono śmieci, żeby te nie plątąły się po ulicach i nie zostawały w domach. Musiało tam śmeirdziec. Czy może nie śmierdziało wcale, bo jakaś osoba wykorzystywała tamtą uliczkę za swój prywatny plac zabaw? Nawet ci, co wiedzieli, chyba już o tym zapomnieli. Pewnie zabrakło im tuszu, żeby spisać tą część opowieści. Krytyka była tutaj w cenie, przechodziła z ust do ust, opowiadana za pomocą tegołóweczka, ułomnego o tyle, że nigd w drewno nie wetknął nawet odrobiny grafitu. Musisz nacisnąć palcem mocniej, niech kalka przyjmie wszystko. Niech tusz dobrze odbije się w twojej rzecyzwistości, zostanie tam na zawsze, zapadnie w podstawy realiów. Wtedy będziemy mogli porozmawiać - ty i ja. Jak równy z równym. Przecież i tak wiedziałeś o wiele więcej, niż mogłeś to przyznać - zdaje się, że przed samym sobą. Jak krzywe zwierciadło w lustrze, które zawsze cię okłamie. Tak jak mogła okłamywać Różowowłosa, która pojawiła się w progach twojego domostwa. Śliczna dziewczyneczka wprowadzająca trochę ciepła, trochę światła do zawsze rozdrażnionego świata pełnego cieni i trochę czasu tam, gdzie wszyscy biegli i zawsze było go brak. Drobina szelństwa tam, gdzie był spokój. Czy może właśnie spokój
tam, gdzie było szaleństwo..? I jakoś nikt nie przyszedł zapytać: czy to czasem nie ty ukradłaś..? To w życiu, co było zbyt piękne, aż zbyt często bywało zdradliwe. Tylko czemu akurat ona..? Nie, nie ona, dobry Boże, bardzo proszę...
Wąptliwości były jak ramiona skrzydeł - twoje łamały. Moje rozwijały. Koszmary syciły sie tam, gdzie pojawiały się myśli - gorące, intensywne, kiedy myślimy o czymś na tyle wiele, kiedy stają się na tyle istotne, żeby przestać być po prostu myślami. Tak Bóg wykreował świat.
Jestem tego pewna.
Złapał koszmar Wojny, Śmierci i Sprawiedliwości i połączył je w jedno.
Odrobina słodyczy by wynagrodzić gorycz.
Tak jak wynagradzać potrafił widok różowowłosej, która nie zagubiła swojej twarzy w pokoju z porozbijaną porcelaną. Która zgodnie z tym, że nocą Słońce zachodziło, opuściła twój dom. Nie, nie, nie, to nie na dziś odurzający do głębi zapach orchidei. Nie dziś świat przez różowe okulary i różowe sny.
Zamknąłeś za sobą drzwi i przygotowany ruszyłeś do umówionego miejsca spotkania. Jakiś powód zostawienia wiadomości właśnie w takiej formie musiał istnieć, raczej trudno uwierzyć, że to dlatego, że mężczyźnie nie chciało się iść. Zbliżał się powoli wieczór. Leniwie, bo leniwie, Sol nie prażyła już tak mocno, przede wszystkim ciebie nie dręczył już kac. Owszem, sprawa ciągle była nurtująca, nadal nie odzyskałeś tego, co odzyskać chciałeś, ale co się odwlecze to nie uciecze - przynajmniej miejmy taką nadzieję, bo z wczorajszych informacji, które ci przekazano, nie wyniknęło nic pocieszającego. Shinobi zniknął, po medalionie nie było śladu - i to wszystko. Gromadka dzieci przebiegła po ulicy, goniąc bańki mydlane puszczane przez najstarszą z grupy, a przynajmniej na najstarszą wyglądała, na chwilę blokując ci drogę. Życie teraz, zamiast gasnąć, dopiero rozkwitało na gorącej pustyni - tu żyło się zupełnie innym rytmem niż we wschodnich prowincjach. Tu żyło się wieczorem. Nikt nie zwijał straganów, dopiero w pełni je rozwijano! W powietrzu czuć było woń ulicznych potraw, wokół roznosił się śmiech - ludzie pokończyli prace i teraz wychodzili na zewnątrz, żeby odpocząć i spędzić czas z rodziną i znajomymi - tutaj, w Królestwie Słońca, o którego dobro tak mocno dbałeś. O którego dobro tak długo walczyłeś. Opłacało się? Aaach... spokojnie, nie będę znowu krytykować, Kochanku. Tym razem powiem, dla zupełnej odmiany: dobra robota. Bardzo dobra. Pył tańczył w powietrzu, ale nikomu to nie przeszkadzało, ludzie byli przyzwyczajeni. Niektóre kobiety okrywały swoje twarze chustami, by go nie wdychać, trzy niewiasty właśnie stały przy stoisku z pięknymi, hartowanymi chustami i przymierzały je, jedna po drugiej, okręcając się wokół własnej osi, wystawiając na pokusę swą gładką, opaloną skórę. Boazeria barw i doznań - oto, czym była pustynia, którą tak wielu uważało za martwą. Zszedłeś z głównego rynku (główny rynek na uboczu?) i wsunąłeś się w mniej żywe uliczki - ale i tutaj widać było ludzi. Okna były pootwierane na oścież, by nałapać jak najwięcej chłodniejszego powietrza, przewietrzyć mieszkania i domy, rozmowy docierały zewsząd, ciągnąc się echem z centrum miasta. Dopiero minięcie cichej już siedziby straży dało trochę spokoju.
W uliczce, kiedy wyszedłeś zza rogu, 15 metrów od ciebie, obrócony do ciebie plecami, stał strażnik, którego poznałeś.
W jego brzuch wbity był miecz.
Przed nim stał odziany czarnymi szatami mężczyzna z czerwoną opaską na ramieniu.
Krew barwiła szlachetną stal i skapywała na rozgrzaną słońcem ziemię. Jeden ruch miecza i mężczyzna został odtrącony na bok jak niepotrzebna, zbędna zabawka. Uderzył ramieniem w ścianę domku i osunął się po niej na kolana. Jeszcze żył. Chyba. Nie byłeś w stanie dostrzec stąd twarzy przeciwnika, zwłaszcza, że powoli zmierzchało. Uliczka była dość szeroka, liczyła sobie 6 metrów, za plecami odzianego w czerń mężczyzny wznosił się mur - wszystko było zabudowane, budynki po cztery piętra, i jedynym wyjściem była podróż do przodu - czyli w twoim kierunku. Nie wyglądało jednak na to, żeby mężczyzna zamierzał uciekać. Mężczyzna zmierzył no-dachi w swoich dłoniach i jednym ruchem strzepnął z niego krew, łapiąc je w dwie ręce.
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ichirou » 16 gru 2017, o 19:12

Amaterasu raczyła wreszcie odpuścić. Pochyliła się ku zachodowi, a potem już zasnęła. Jej parzący blask zniknął za odległym horyzontem, pozwalając nocy rozpostrzeć swój ciemny płaszcz po całym nieboskłonie. Teraz blade światło dawał jedynie oszczędny księżyc, a rozciągającą się nad głowami mieszkańców ciemność ozdobiła niezliczona chmara niewielkich punkcików, zwanych gwiazdami.
Najjaśniejsza gwiazda jednak nie wisiała na niebie, tylko kroczyła pewnym krokiem przez jedną z głównych uliczek osady.
Asahi lubił tę porę dnia tuż po zmierzchu, kiedy wreszcie można było wyjść na zewnątrz bez męczenia się wszechobecnym skwarem. Ciepłe powietrze dość szybko ulotniło się do góry, a przyjemny chłodek, który zaczął opanowywać pustynię, przyjemnie kontrastował się z ciepłem wypromieniowanym przez nagrzane zewnętrzne ściany budynków i wyłożone kamieniem uliczki. W miejsce rażącej oczy jasności zagościł lekki półmrok, który dawał świetny klimat w parze ze pochodniami czy lampami umieszczonymi na ulicach osady. W takich chwilach jak ta ujawniała się ta bardziej romantyczna strona władcy piasku. Chociaż nie, to złe określenie, bo brakowało mu tej ckliwości i wrażliwości typowej romantyków. Bliższe prawdy byłoby nazwanie go po prostu estetą, lubującym piękno niemal każdej postaci.

Zaczerpnął świeżego, chłodniejszego powietrza i zawiesił oko nad miłą okolicą, ale nie stracił swojej czujności. Na ślamazarne spacerki po Kinkotsu jeszcze przyjdzie czas. Może w towarzystwie jakiejś uroczej różowowłosej i z naszyjnikiem na szyi. Teraz jednak Ichirou maszerował w konkretnym celu. Miał spotkać się ze strażnikiem w wyznaczonym w liście miejscu.
Czemu strażnik nie mógł po prostu udać się tam z nim, tylko bawił się w przesyłanie wiadomości? Był na jakimś istotnym tropie i nie chciał spuszczać z oczu celu? A może to była podpucha? Jeżeli tak, to powodzenie. Pułapką była chęć wprowadzenia złotookiego w pułapkę.

Skręcił we wskazaną uliczkę i dostrzegł znajomego osobnika, tyle że nie w takim stanie, w jakim się spodziewał. Został ugodzony mieczem. Możliwe, że śmiertelnie. Odpowiedzialny za to był odziany w czarne szaty osobnik z czerwoną opaską na ramieniu. Kapryśna Los okazała tym razem swoją lepszą stronę, umieszczając władcy piasku na drodze tego, którego szukał od dwóch dni.
To, czego teraz potrzebował ten skurwiel to lekkie pchnięcie. Kunaiem. W samo serce.
Nie było się tutaj nad czym zastanawiać. Zabawy w detektywa były kompletnie zbędne, a przyboczny mistrza analizy już i tak czmychnął za róg, spodziewając się, co się święci. Pozostał tylko Ichirou i ten z czerwoną opaską. No, był jeszcze strażnik,
ale on musiał zawziąć się w sobie i wytrzymać jeszcze chwilę, zanim będzie można zająć się jego kiepskim stanem.

Nie uciekał, jebany. Był pewny siebie. I dobrze. Sabaku nie miał za bardzo ochoty na gonitwę po ostatnich wydarzeniach z Kaori.
Bez utraty cennego czasu sprawnie wykonał dwie pieczęci, by wykonać dość zmyślną technikę. Ziemia wokół oponenta miała zacząć zapadać się w ekspresowym tempie, unieruchamiając i pogrążając ofiarę niczym najniebezpieczniejsze ruchome piaski. Cel był prosty - powstrzymać rywala przed skróceniem dystansu i dać przynajmniej trochę cennych sekund na realizację kolejnych działań.
Przygryzł do krwi naskórek na lewym kciuku i potem uformował kilka kolejnych pieczęci, by potem przyłożyć dłoń do podłoża i wyzwolić technikę przywołania. Skoro Asahi miał do czynienia z szermierzem, to zamierzał mu zaoferować potyczkę właśnie z innym szermierzem. Nad powierzchnią, na której rozległa się pajęczyna specjalnych symboli, zmaterializował się w obłoku dymu wysoki na prawie dwa metry, dostojny kot stojący na dwóch łapach. Największy elegant z kociej społeczności i przy tym najsprawniejszy miecznik.
- Wziąć żywcem - wydał krótką komendą powiernik paktu, nie chcąc pozwolić na śmierć przeciwnika przed ucięciem sobie miłej pogawędki.
Zaraz później Matsumichi wystartował przed siebie niczym błyskawica, w biegu sięgając po dwa długie, cienkie ostrza. Zamierzał przyszpilić i rozbroić cel, jeżeli ten wciąż szamotał się z grząskimi piaskami lub po prostu wejść z nim w bezpośredni pojedynek i w ten sposób zająć jego uwagę.
Wtedy mógł już do gry wejść szybki piach złootokiego. Wystrzelił z gurdy równie prędko jak pędził Matsumichi i poleciał naprzód, na tego skurwiela w czarnych szatach, by pojmać jego wszystkie kończyny i potem unieruchomić resztę ciała.
Podczas wykonywania tych wszystkich ruchów Diabeł Świtu starał się nieco cofnąć. Tak, by mieć możliwie największy dystans do wroga, ale też nie stracić widoku na cały dziedziniec otoczony wysokimi budowlami. Jeżeli któryś z etapów wykonywania planu by nawalił, to Sabaku wcześniej zareaguje swoim piachem, wypuszczając go przed siebie, by powstrzymać i obalić pędzącego przeciwnika lub stworzyć zasłonę przed ewentualnym dystansowym atakiem.
W końcu miał okazję dać upust swojej złości.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 17 gru 2017, o 12:27

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
35/∞

Nie zamierzałeś czekać na zaproszenie, tak i nie zamierzał czekać twój przeciwnik. Krew, która zrosiła ziemię,
krew jednego z dowódców, nie była ostatnią. Jeśli bogowie dadzą kiedyś coś na niej wyrośnie. Tam, gdzie przelane zostało życie, gdzie nie było go wcale, kiedy szept do ucha mówił, że z prochu powstałeś. W proch się obrócisz. Słońce nie zaszło jeszcze całkowicie - zresztą nawet gdy zachodziło to na pustyni niemal nigdy nie było całkowicie ciemno. Nie było chmur, za którymi mogłaby się kryć Luna i tysiące gwiazd, które jej towarzyszyły. Spacer w jej blasku? Romantyczne wizje o przemijaniu, o nieskończoności i drodze, która nie ma swojego celu tak długo, jak podąża się tam, gdzie za horyzontem znikało słońce. Choć niektórzy powiedzieliby, że miast łapać to, co przemija, lepiej podążyć za tym, co powstaje. Nie na zachód. Na wschód. Strażnik chwilowo mógł spoglądać jedynie pod samego siebie. Oparty o ścianę, zsuwający się w dół,
z dłonią przysłaniającą ranę. Krew broczyła z niej bardzo obficie, zarówno z brzucha jak z i z pleców, wsiąkając w jasne szaty w błyskawicznym tempie. Nie pożyje długo. Niestety musiał poczekać, bo twój przeciwnik nie zamierzał ci dać najmniejszych szans na rozckliwianie się nad jego losem, choć nie musiał. W końcu to samo czułeś względem przeciwnika -
żadnego rozckliwiania. Czyste działanie. Chłód wieczoru przenikał przez skórę i wywoływał przyjemne dreszcze w połączeniu z uderzeniem adrenaliny, gdy wróg ruszył w twoim kierunku z prędkością przekraczającą ludzkie pojęcie, a ty wzniosłeś dłonie, by złożyć pieczęci. Wszystko stało się w przeciągu ułamka sekundy. Czas rozpłynął się i zaczął być liczony w klatkach kolejnych scen, za którymi wasze oczy nadążały - i nadążało ciało samuraja. Twoje już mniej. Potężny miecz przeciął ze świstem powietrze i ostrze było wycelowane w twoje dłonie, chcąc ci przerwać technikę. Być może nawet cię ich pozbawić. Był szybki. Zdecydowanie dla ciebie za szybki, nawet jeśli byłeś w stanie jego ruchy śledzić. Szedłby dalej. Jego ramiona obracały potężnym mieczem tak, jakby nic nie ważył, jakby władanie nim nie sprawiało mu najmniejszej trudności - i z całą pewnością tak właśnie było. Precyzja. Pewność. Celował, by zabić. I był pewien, że przerwał ci technikę - tym większe było jego zdziwienie, kiedy chciał postawić w twoim kierunku kolejny krok, a tu nic - jego ciało zapadało się coraz głębiej w piasek, jednak mężczyzna nawet nie krzyknął. Poczułeś tylko ostrze stali, które zatrzymało się niepokojąco blisko ciebie - niecały metr. Wbił miecz w ziemię i spróbował się podciągnąć w górę, by wygrzebać się z wciągającego go piachu. W tym czasie ty złożyłeś natychmiast następną pieczęć i przywołałeś wielkiego kocura, który nie potrzebował dalszych instrukcji i pytania o to, co się tutaj dzieje. Twoje dwa słowa wystarczyły. I te dwa słowa sprawiły, że ruszył do przodu, sięgając po swoje miecze. Mężczyzna w odpowiedzi natychmiast wysunął miecz z ziemi i przeciął nim powietrze, wychodząc na spotkanie kocich ostrzy. Nadążał za nim. Stal trzasnęła w powietrzu, ale ograniczenie ruchu robiło tutaj swoje.
I WTEDY NA GŁOWĘ ICHIROU SPADŁ METEOR A Z METEORU WYŁONIŁ SIĘ STRASZLIWY SHUKAKU.
I Atsui spłonęło.
Koniec.
No dobra. Z budynków wypadła tylko banda kopii tego wojownika i zabiła Ichirou.
Nie no, też nie.
Ech.
Idź na Wyprawę, powiedzieli, będzie fajnie, powiedzieli.
Mężczyzna nie mógł się bronić zarazem przed kotem jak i przed twoim piaskiem, który zaplótł się wokół jego kończyn, uniemożliwiając ruch. Wtedy też kocur mógł wbić miecze w dłonie wroga i przyszpilić go do ziemi dla pewności, że już nigdzie się nie wybierze. Miecz wypadł z jego rąk, zdusił w gardle krzyk, wydobył się z niego tylko przeciągły jęk, charkot. Zacisnął zęby z całej siły. Kaptur zsunął się z jego głowy. Nie był przystojny, nie wyróżniał się niczym specjalnym. Ciemne włosy zaplecione w kok, ostre rysy twarzy, zdecydowanie nie był stąd. Przymrużył swoje ślepia, spoglądając to na kocura, to na ciebie - oczy, w których nie było ani strachu, ani nienawiści. Była za to świadomość porażki, której nie zamierzał się przeciwstawiać.
Przecięte klatki zatrzymały się i czas wrócił do swojego normalnego biegu.
Strażnik przytulony do ściany przestał się ruszać, całkowicie skulony, pół leżąc, pół siedząc - cały swój ciężar ciała oddał ziemi i okrwawionej ścianie.




statystyki NPC
siła 50
wytrzymałość 100
szybkość 200
percepcja 150
psychika 1
konsekwencja 1
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ichirou » 17 gru 2017, o 14:00

Ile była warta jedna sekunda?
Właściwie to tyle, co nic. Bo ileż mógł zarobić nawet wprawiony rzemieślnik za sekundę swojej pracy? Zapewne niewiele więcej niż kilka złamanych groszy. Nie było sensu rozważać nad tak malutkim przedziałem czasu, bo nawet zwykłe ziewnięcie trwało dłużej. Człowiek takich małych kawałeczków w ciągu doby przeżywał niemal sto tysięcy, z czego pewnie spora część szła po prostu na marne. Ot, kilka mrugnięć okiem, teraźniejszość przechodząca natychmiast do przeszłości, kilkanaście ziarenek piasku przesypanych w klepsydrze.
Teraz jednak sekunda warta była całe życie.
Przeciwnik był szybki. Szybszy, niż Ichirou mógł się spodziewać. Jedynie bardzo krótka sekwencja pieczęci uchroniła go przed dotkliwym kontaktem ze stalą, która chwilę temu już zbrudziła się krwią zranionego strażnika. Skupione, bursztynowe oczy z trudem podążały za postacią pokonującą dystans w niesamowitym tempie. Instynkt podpowiadał mu atak, nieubłaganie nadchodzące cięcie miecza, ale w ostatniej chwili pędzącego napastnika powstrzymała sprytna sztuczka. Sztuczka, która powinna unieruchomić przeciwnika znacznie wcześniej niż jakieś dwa, trzy metry przed władcą piasku.
Odziany w czerń mężczyzna był tak blisko, że aż można było poczuć żelazny posmak niosącego śmierć oręża. A może to jednak wyobraźnia posunęła się o krok dalej i był to posmak nie stali, lecz własnej krwi?
Chyba tylko doświadczenie bojowe sprawiło, że mimo lekkiego zaskoczenia był w stanie kontynuować zdecydowane działanie. Wreszcie tuż obok pojawił się Matsumichi, który z gracją doskoczył do rywala i przyszpilił go do podłoża na wespół z piaskiem Sabaku. W ten sposób starcie dobrnęło do niezwykle szybkiego rozstrzygnięcia. Nie znaczy to jednak, że było ono całkowicie jednostronne, ponieważ wszystko było tak naprawdę jedynie kwestią ułamków sekund. Sekund cenniejszych od złota. Gdyby Ichirou na samym początku podjął się wykonania innego manewru, wymagającego nieco dłuższych przygotowań, to prawdopodobnie rezultat tej krótkie potyczki byłby zupełnie inny. Gdyby...
Na gdybanie jednak nie było czasu. Choć przeciwnik był zneutralizowany, to po drugiej stronie dziedzińca strażnik wciąż toczył arcyważną walkę, w której również były istotne sekundy. Asahi wykonał więc tę samą technikę przywołania, co przedtem i tym razem w obłoku szybko rozpraszającego się dymu pojawiła się dumna, majestatyczna kocia dama o beżowej sierści.
- Pomóż rannemu - wydał polecenie, wskazując ręką na bezwładnie opartego o ścianę strażnika.- ...proszę, Yuko-hime - dość szybko dodał, uświadamiając sobie, że ma do czynienia przecież z kapryśną, kocią księżniczką, która lubiła pomarudzić.
Yuko zakręciła ogonkiem, nie ukrywając niezadowolenia, ale ostatecznie spełniła prośbę powiernika paktu. Sama dostrzegła, że to nie jest dobry moment na robienie scenek, więc z finezją baletnicy podskoczyła do rannego strażnika. Podniosła nad jego ciało prawą łapkę, a ta pokryła się jasnozieloną poświatą leczniczej chakry, zdolnej do zasklepienia nawet tętniczych ran.
Matsumichi natomiast wciąż stał nad pokonanym, przystawiając do jego ciała oba ostrza. Tak dla pewności, żeby gośc nie wywinął żadnych numerów.
Brązowowłosy Sabaku kopnął no-dachi na boki, a potem przesunął część luźnego piachu na leżącego osobnika. Kwarcowe ziarenka otoczyły go w ciągu krótkiej chwili, a potem zostały mocno skompresowane, tworząc w ten sposób zwartą, solidną piaskową trumnę, z której wystawała jedynie głowa ofiary. Dostojny kocur mógł zatem podnieść swoje ostrza, ale w razie czego przyjął swoją bazową, szermierczą pozę, w której jedno ostrze kierował na wprost celu, drugie zaś trzymał schowane za plecami.
Asahi mógł teraz podnieść pojmanego w trumnę wroga i postawić go do pionu. Na sam początek cisnął nim o najbliższa ścianę. Nie jakoś przesadnie mocno, ale wystarczająco, by zabolało. Stanął przed nim na jakieś cztery, pięć kroków odległości, a Matsumichi podszedł nieco bliżej. Przezorni zawsze ubezpieczeni.
- No, kolego, chciałbym zapytać o kilka rzeczy - odparł, obdarowując go niezbyt przyjaznym spojrzeniem bursztynowych oczu. Zanim jednak przeszedł do miłej pogawędki, obejrzał się też w kierunku rannego i Yuko.
Jeżeli udało się utrzymać strażnika przy życiu, to można było w pierwszej kolejności jego poprosić o wyjaśnienie sprawy i sytuacji, w której doszło do starcia.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 17 gru 2017, o 16:06

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
37/∞

Ból spowodowany przebiciem kataną zerwał iluzję. Mimo to mężczyzna nie walczył - leżał grzecznie, jak bogowie przykazali, no bo w sumie jak miałby walczyć? Twój piach rozbroił go, unieruchomił, a kiedy tylko miecze zostały wysunięte z jego ciała, to drobinki natychmiast oplotły go szczelnie, pochłaniając, niby gąbka, czerwoną, gorącą posokę. Zajęczał. Drobinki dostawały się do rany, to bolało. Nadal nie protestował. Przytomne oczy śledziło twoje ruchy, kiedy składałeś znów dłonie do przywołania i kiedy z obłoku wyskoczyła biała kotka. Piękna kotka. Porwałaby serca większości, gdyby tylko dać jej taką szansę - i oczywiście tak długo, jak długo nie zaczynała marudzić i się wywyższać. Cała ta kocia ferajna zadziwiająco do ciebie pasowała, wiesz? Przynajmniej z jak dotąd poznanych osobników. Nie byłeś niewłaściwym powiernikiem pakty. Gdybyś był koty by cię przecież nie przyjęły. Byłeś idealną osobą na idealnym stanowisku. Kocica doskoczyła do rannego strażnika i wyciągnęła łapki, starając się uratować strażnika, zatamować krwotok. Nie było tu już niemal czego tamować.
Ostatnie uderzenia serca, słabego... jego brzuch był rozcięty prawie w pół. Ostre jak brzytwa no-dachi nie oszczędziło starczego dowódcy, pozwalając, by jego wnętrzności wylały się na ziemię, wcześniej przytrzymywane dłońmi mężczyzny,
a teraz opierające się na granicach szaty, wyłażące poza granice, które wytyczać miała skóra. Gorące wnętrzności parowały,
wystawione na chłodne, wieczorne powietrze pustyni. Tylko ja mogłeś to widzieć, skoro siedział do ciebie plecami? Łapki kociczki tylko przez chwilę otulały się zieloną łuną, zaraz zgasły. Nie było już kogo ratować.
W tym czasie kopnąłeś miecz, by mężczyzna już na pewno go nie sięgnął. Heh, nawet nie próbował. Wojownik zakrztusił się i zakaszlał - huh, może trochę za dużo palił. Dość młody, ile mógł mieć lat? Dwadzieścia? Przed nim leżała świetlana przyszłość,
na pewno wielka kariera shinobi. Leżała. Teraz jedyne, co przed nim leży, to utkany z piasku bilet na salony Śmierci. Kolejne stęknięcie wydobyło się z jego gardła, kiedy uniosłeś go do pionu i trzasnąłeś nim o ścianę, jakby nic nie ważył. Bo dla twojego piasku nie ważył. Głowa poleciała mu bezwładnie w bok, musiał nią potrząsnąć, żeby odzyskać rezon. Znów zaniósł się kaszlem. Po czym splunął na ziemię, pod twoje nogi, uśmiechając z wyszczerzonymi zębami, których biel zabarwiona została przez szkarłat krwi. Zdecydowanie było jej za dużo - wszędzie. Na ścianie, na ziemi, rozpryśnięta wokół i w samej ślinie mężczyzny, która zwilżyła zbitą glebę. Mężczyzna zaczął się trząść, dławić i krztusić, oczy uciekły mu do góry - wszystko było tak samo natychmiastowe, jak cała ta walka, rozwinęło się nagle.
To ta cenna sekunda, która miała decydować o tym, kto przeżyje, a kto umrze.
Telepanie tyle właśnie trwało. Sekundę? Może pięć. Zdecydowanie zbyt krótko. I ciało mężczyzny zawisło w bezruchu w twojej piaskowej trumnie.
Na ścianie, o którą opierał się strażnik, widniały trzy litery: Sac.
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ichirou » 17 gru 2017, o 18:30

Spojrzał nerwowo w stronę rannego i kociej damy, licząc a jakikolwiek znak, relację z aktualnego stanu rzeczy.
- Za późno - skomentowała z niezadowoleniem i jakby wyrzutek w głosie, że powiernik paktu ściągnął ją na daremno. Że zmarnował jej tylko uwagę, czas i siły.
- Cholera - mruknął niezadowolony brązowowłosy, wracając spojrzeniem do swojej ofiary, która teraz była już jedynym źródłem informacji. Jak można było się spodziewać, zamierzał dosłownie wydusić z nieszczęśnika odpowiedzi na nurtujące go kwestie. Chciał zapytać o swój naszyjnik, o Kimiko, o jego zwierzchników, o powód tego wszystkiego.
Było jednak zbyt późno na zadawanie pytań. Odziany w czerń mężczyzna zaczął pluć krwią, a parę sekund później już się nią dławił. To niemożliwe, by odpowiadała za to piaskowa trumna. Owszem, Asahi miał w sobie trochę złości, ale panował nad sobą, nie przesadził z pustynnym uściskiem i nie było szans, by schwytany został w jakiś sposób zmiażdżony. A jednak krwawił obficie, a właściwie to już dogorywał. Lekko zdezorientowany Sabaku odsłonił tors przeciwnika, pozostawiając skrępowany jego cztery kończyny, przyszpilone piachem w podobny sposób, w jaki on sam został przyszpilony w swym koszmarze. Machnął ręką do beżowej kotki, a ta podbiegła do dogorywającego osobnika. Jej łapa znowu okryła się bladozieloną poświatą, ale na dobrą sprawę nie była w stanie nic zdziałać.
- Echh, nic tu nie zdziałam! Wykrwawił się wewnętrznie - skomentowała znowu z wyrzutem, dokładnie tak, jakby chciała powiedzieć: człowieku, czego ty ode mnie chcesz?
- Cóż, nieciekawa sprawa. O co tak właściwie toczy się gra? - wtrącił się szarmancki Matsumichi, czyszcząc w tym czasie swoje ostrza na połysk za pomocą bielutkiej, aksamitnej chusteczki.
- Wszystko wam później opowiem - odrzekł Kuro, który wyszedł z dotychczasowej kryjówki i spokojnie przyczłapał do reszty gromadki. Obdarował zalotnym spojrzeniem uroczą kocicę, ale dość szybko się speszył i uciekł wzrokiem.
- Och, no tak. Można się było spodziewać, że bierzesz w tym wszystkim udział - odparła z przekąsem kocia dama, przewracając swoimi żółtymi ślepiami.
No tak, czego można było się spodziewać będąc otoczonym zgrają kotów. Poirytowany Sabkau westchnął ciężko i przerwał w końcu tę pogawędkę zanim nie było zbyt późno.
- Yuko-hime, Matsumichi, chyba już nie ma potrzeby żebym zabierał dłużej wasz czas. Dzięki za pomoc - odparł, na co dostojny kocur ukłonił się w dżentelmeński sposób, a królewna prychnęła cicho i przewróciła jeszcze raz oczkami. A potem oboje zniknęli w obłoczkach jasnoszarego dymu.
Wydawało się, że miał wszystko pod kontrolą, ale to były tylko złudzenia. Zarówno strażnik jak i osobnik w czerni byli martwi, a od martwych trudno było wyciągnąć jakiekolwiek informacje.
- Hmm...? - mruknął Kuro, wskazując łebkiem ścianę, na której widniał napisany krwią wyraz.
Ostatnia, niedokończona wiadomość strażnika?

- Sachiko? - skomentował pod nosem Ichirou, dodając w myślach resztę wyrazu. Nic innego mu do głowy przychodziło. Owszem, z początku brał pod uwagę panią polityk jeśli chodzi o odpowiedzialnych za jego kradzież. Mogła zwyczajnie się odegrać za celowe lub niecelowe (bo kto wiedział o jego prawdziwych intencjach?) sabotowanie swojego zadania. Była aż tak zdeterminowana, żeby usłać drogę małej zemsty trupami? Kobiety były zawistne, a ta konkretna kobieta miała spore możliwości.
To wciąż nie było wiele. Asahi miał zbyt mało dowodów, Sachiko mogłaby się łatwo wymigać z postawionych jej zarzutów. Co więc miał zrobić dalej? Kontakt ze strażą był niepewny, bo w szeregach służb porządkowych byli ludzie wpływowej pani polityk. Skontaktować się bezpośrednio z liderem? Cóż, była to jakaś opcja, ale brązowowłosy nie chciał iść do swojego przełożonego bez solidnego fundamentu. Odwiedzić Sachiko, patrzeć jak ta kłamie w żywe oczy? A może udawać nieświadomego i złożyć jej przeprosiny za wcześniejszą wpadkę, by przyjrzeć się późniejszej reakcji kobiety? I tak nie był jeszcze mistrzem analizy, a Sachiko była zbyt wprawna dyplomatką, by móc się z niej łatwo rozczytać.
Echhh, o co tu, do cholery, chodziło? Czy to wciąż były poszukiwana tego pieprzonego amuletu, czy już coś więcej?Pamiątka rodzinna Asahiego była warta trzech trupów?
Westchnął i kucnął nad ciałem pokonanego przeciwnika, choć na dobrą sprawę to ten sam się pokonał. Wypił truciznę,
by uniknąć przesłuchania? Może jednak miał coś przy sobie. Sabaku postanowił go przeszukać razem z Kuro, a później uczynić podobnie z wykrwawionym strażnikiem. Miał nadzieję, że znajdzie cokolwiek, co choć trochę rozjaśni tajemniczą sprawę.
Błądził po omacku, w półmroku, chociaż to i tak lepsze niż ciemność, w której znajdował się jeszcze jakiś czas temu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 17 gru 2017, o 19:39

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
39/∞

Zostałeś sam. Wypchnięty przez morze piasku bursztyn, który zaplątał się w niepotrzebne glony w towarzystwie dwóch zdechłych ryb. Nie było w tym niczego romantycznego i niczego przyjemnego - krwawe słońce zachodzące nad pustynią jawiło się złym omenem, rozciągając ponad głowami zbyt wiele przygasającej czerwieni. O wiele bardziej żywej od tego bordo, które, rozchlapane ręką malarza, wpijało się w przestrzeń wokół ciebie, opływając ją leniwie. Żelaziście. Specyficzna woń żelaza, metaliczna, od juchy, wnętrzności i pył mieszały się ze sobą, tworząc nieprzyjemną gamę dla większości nie do przejścia - tak samo jak i ten widok nie był dla większości akceptowalny. Widziałeś i czułeś już zbyt wiele dzieł Śmierci, tej szalonej malarki, by teraz zrobiło to na tobie jakiekolwiek wrażenie. Trupy jak trupy - w tym wypadku o wiele bardziej przydatne żywe, ale żaden z nich nie był ci bliski, żeby jakiekolwiek strun twojego wnętrza zostały poruszone. Może prócz ewentualnego niezadowolenia czy zirytowania faktem, że zamiast grzecznie wyspowiadać ci się na kolanko, tak, no wiesz, po bożemu, to zdecydowali się przekroczyć Styks nie zabierając ze sobą nawet monety dla Charona. Jaka szkoda... złota akurat miałeś pod dostatkiem.
Pochyliłeś się nad pokonanym przeciwnikiem. Jego wywalone białka, gdyby tylko je zamknąć, gdyby zamknąć mu usta, otrzeć krew... mógłby wyglądać tak, jakby zasnął. Całkowicie spokojnie, nie dręczony żadnymi koszmarami - sen wieczny, od którego nie było odwołania. Wierny do końca. Wybrał śmierć ponad zdradę - niewielu było teraz takich wojowników. Mężczyzna miał przy sobie sakwę specyficzną dla shinobi, w niej kilka shurikenów, kunaie. Czerwona opaska na jego ramieniu nie prezentowała niczego konkretnego, co przychodziłoby ci do głowy. Rysunek łba szakala wypalony w stali. Mogła być zwykłą ozdobą albo pamiątką rodzinną. Mogło być też symbolem jakiegoś szczepu albo organizacji. Możliwości było sporo. Pod szatami miał jeszcze jedną torbę, już mniejszą. Tam znajdowało się 100 ryo i sakiewka - w sakiewce zaś przejrzyste kryształki. Te same, które widziałeś u Kimiko. Prócz tego nic - kompletnie nic. Zupełnie anonimowy facet. Profesjonalista. Nie pozwolił sobie na noszenie czegokolwiek, co mogłoby go zidentyfikować. Najwyraźniej nie spodziewał się przybycia kogokolwiek, albo że przybędziesz tak szybko - cokolwiek zaszło między tą dwójką, to pozostało sekretem zabranym do grobu. I jedna Śmierć wiedziała, co tu tak naprawdę się wydarzyło. Strażnik natomiast miał przy sobie więcej ciekawych rzeczy. Kilka kartek, które trzymał pod płaszczem, zostały przecięte, nasiąknięte krwią do stopnia, w którym ciężko było je rozczytać. Mniej więcej jednak widziałeś, czego dotyczyły - były to akta. Teczka wyciągnięta ze spraw straży i kilka kart osób, których nie kojarzyłeś - wyłączając z tego Hikari'ego, dowódce oddziału piątego. Parę spraw, które umieszczono w teczce, dotyczyły różnych nierozwikłanych zbrodni na przestrzeni lat, tajemniczych zniknięć, samobójstw, osób względnie randomowych, w tym jakichś pomniejszych polityków, kupców, kowali, nie mających większego znaczenia - a przynajmniej nie na oficjalnej scenie. Wszyscy byli jakoś związani z Sabaku, nawet jeśli nie byli shinobi. Wszędzie powtarzał się ten sam rysunek znaku słońca. W tym był też list informujący, że zaginęła Kaori Kaguya, córka Kazumy Kaguyi sprzed dwóch miesięcy i następny, który twierdził, że córka została odnaleziona sprzed niecałego miesiąca, od tego samego nadawcy. Jakoś musiało być to ze sobą połączone. Czy może ktoś musiał te sprawy łączyć.
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Ichirou » 17 gru 2017, o 21:01

- Mówiłam ci, że Sachiko to zwykła dziwka. - Mówiła?
Kto mówił? Kaori w koszmarze, czy raczej podświadomość Ichiego, która przeczuwała, że wspominana pani polityk jest zdolna do nieczystej gry. Czego zresztą można się było spodziewać od świata przepełnionego żądzą władzy i pieniądza? Sprawy shinobi zwykły znacznie prostsze. Miałeś jasno określone zadanie, wyznaczony cel, określonego przeciwnika, musiałeś przejść z jednego punktu do drugiego. A tutaj? Można było się już pogubić, jakie w końcu było zadanie i o co toczyła się gra. Zamiast jasno nakreślonej trasy miało się chmarę rozsianych punktów po mapie, których za cholerę nie dało się połączyć w rozsądny sposób. Zachciało się brązowowłosemu spełniać swoje wielkie ambicje, wychodzić ponad szereg, wkraczać w świat pieprzonej polityki. Starcia, do których sprowadzały się dawne zadania, teraz trwały jedynie kilka sekund. Pozostałe dni zajmowały zupełnie inne problemy, których nie dało się rozwiązać w tak nieskomplikowany, oczywisty sposób.
Przeszukał zagadkowego osobnika, ale nie znalazł nic, co dałoby jakieś istotne poszlaki. Symbol szakala niewiele mu mówił, ale postarał się go zapamiętać. Sakiewka zawierała zbyt małą kwotę, by można było ją uznać za opłatę na tak poważne zlecenie. No, chyba że zaliczka? Jeżeli zaś chodzi o znajome, białe kryształki to przynajmniej było potwierdzenie, że to właśnie ten zmarły już osobnik odpowiadał za otrucie słodkiej (i niegrzecznej!) Kimiko.
Dużo ciekawsze rzeczy znajdowały się przy samym strażniku, który - jak się okazało - dość skrzętnie prowadził dokumentację odnośnie... No właśnie, odnośnie czego? Brązowowłosy przekartkował odnalezione notatki i akta, które dotyczyły w większości nieznanych mu osób. Pojawił się tam jednak Hikari, pies na posyłki samej Sachiko, co w pewnym stopniu pokrywało się z aktualnymi podejrzeniami młodego detektywa bez licencji. Ba, przewinęła się tam również nawet Kaori. Zniknęła jakieś dwa miesiące temu, tylko czy na tej samej zasadzie co inni, o których wspominały notatki? Dlaczego została później odnaleziona? O co w tym wszystkim chodziło?
I co ważniejsze, dlaczego niemalże wszędzie przewijał się jeden symbol. Symbol słońca. Tak, dokładnie ten, który stanowił herb rodziny Asahi. Rodziny, której obecnie był chyba jedynym reprezentantem, nieprawdaż? Chyba, bo jednak Ichirou nie był rodzinnym typem. Mógł zapomnieć lub po prostu nie kojarzyć jakiegoś wujka, kuzyna, no ale bez przesady.
Jeszcze nie tak dawno wszystko wydawało się układać. Formowany w dłoniach kształt w końcu zaczął przybierać wygląd czegoś sensownego tylko po to, by w niespodziewanym momencie rozpaść się na drobne kawałeczki.
To było tak niemożliwe, że aż w pewnym momencie rozejrzał się dookoła, żeby upewnić się, czy nie stoi gdzieś za nim widz, który wplątał go w jakąś arcydziwną grę i teraz ma wielki ubaw widząc, jak Diabeł Świtu wyrywa sobie włosy z głowy.
Nie. Musiał sobie to jeszcze wszystko przemyśleć. Spróbować połączyć fakty na nowo, przejrzeć dokładniej odnalezione notatki i akta. U siebie, na spokojnie, a nie przy zakrwawionym ciele i w świetle księżyca. Wziął ze sobą wszystkie zapiski,
fiolkę z białymi kryształkami oraz 100 ryo trucicela. Później zebrał cały piach z okolicy, który pozostał po ostatniej walce i zamazał nieskończony napis strażnika za pomocą piasku lub kawałka ubrania jednego ze zmarłych. Na sam koniec przy użyciu broni strażnika przebił klatkę piersiową osobnika odzianego w czerń. W ten sposób postanowił zatrzeć ślady swojej wizyty w tym miejscu i wolał przerzucić podejrzenia na innego, nieznanego sprawę. Jeżeli za tym wszystkim stała Sachiko, to wśród służby porządkowej byli też jej ludzie. Wolał więc na ten moment się nie wychylać i spróbować rozgryźć nieskończone śledztwo zmarłego strażnika.

Liścik wskazujący na adres tego zaułka przekazał Kuro, który miał w pyszczku zanieść wiadomość pod drzwi siedziby straży.
Sam zaś wrócił do rezydencji, by tam, w cywilizowanych warunkach przejrzeć dokładniej zagarnięte notatki i rozważyć swoje kolejne kroki.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 19 gru 2017, o 11:59

Zapraszam -> tutaj.
Shijima
 

Re: Siedziba Straży

Postprzez Shijima » 29 gru 2017, o 21:26

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
57/∞

- Skoro przybywasz od samego lidera, a ten nic o tym nie wie, to wszystkie poszlaki na to wskazują, detektywie. - Mężczyzna nie uniósł na ciebie nawet spojrzenia, sporządzając raport, o który prosiłeś, dotyczący tych trzech ciał, które wywlókł z ich tymczasowego miejsca spoczynku i rozpruł, grzebiąc w ich bebechach. Teraz trzeba będzie ich posklejać. Jakoś tak, byle jak - przynajmniej tą dwójkę. Kto by się nimi przejmował, skoro nie było nikogo, kto by się zgłosił po ciała? Skrytobójca, kompletnie anonimowy i dziewczyna, która nie miała już żadnej rodziny. Smutny koniec. Umrzeć po pracy, we własnym salonie, podtruta przez kogoś, kogo sama wpuściła do domu i nie było teraz nikogo, kto przejąłby się jej losem. Z drugiej strony był też strażnik, który miał swoją rodzinę i do ostatnich chwil życia próbował coś zmienić, coś polepszyć - wynieść Atsui do jeszcze lepszego miejsca, chociaż człowieki-parapety były, są i będą. Niebezpieczne człowieki-parapety, które gotowe były wędrować po trupach do celu. Lepiej schodzić takim z dogi? Jasne! Dlatego obchodziłeś ich drogi dookoła,
obserwując, badając i sprawdzając. Szukając swojej małej, wąskiej ścieżki na wejście, prześlizgnięcie się na główny trakt,
by potem już tylko wyciągnąć rękę i szepnąć krótkie stop. Najwyraźniej wyraźna konspiracja nie ruszała tego doktorka nawet o milimetr. Nadal się uśmiechał, tak pod nosem, lekko - miał całkiem przyjemny uśmiech. Gdyby nie to, że właśnie przebywaliście w swoim domu, to pewnie można by z nim nawet wyskoczyć na butelkę sake. Taki kumpel od opowiastek czczych, umilających czas.
- Znam jednego alchemika zdolnego na tyle, by mógł wytworzyć tą truciznę. - Dokończył pisanie dla ciebie sprawozdania i zaraz wziął mniejszy kawałek kartki, by zapisać ci adres. Zgiął karteczkę i wyciągnął w twoim kierunku, posyłając ci kolejny ze swoich uśmiechów. Miło było tak spotykać osoby, które chciały z tobą współpracować - w przeciwieństwie do pewnej panienki Kaguya. Oh wait. Grzeczna przecież była! To, że to był jej klon, a nie ona sama, to już inna sprawa. - A i owszem, detektywie, nie musi pan przypominać. Zresztą trupy i tak niewiele mówią, nawet jeśli się do nich mówi. - Pokrzepiająca wiadomość, jasne. Medyk nie wyglądał na głupiego, oh, wręcz przeciwnie! Jego spokojne,
wypełnione cierpliwością i łagodnością oczy lśniły inteligencją i zrozumieniem świata. Miały ten połysk, który czynił z niego bardzo wiarygodną osobę. Dość niebezpieczne.
Wszystko wróciło do twoich dłoni - wszystko z dodatkiem, teraz miałeś cały stos dokumentów, z którymi się włóczyłeś. Przynajmniej ten nakaz na wiwisekcję pozostał w dłoniach doktorka, o jedną karteluszkę mniej. Nie to, co na wojnie! Człowiek tam ze skalpami chodził, a tu? Phi.
- Nie ma problemu. - Mężczyzna wstał i podszedł do rozkrojonego pacjenta, odsłaniając go ponownie. Miał naprawdę dobrze zbudowane ciało - lata treningu zrobiły swoje - tym nie mniej raczej nie należał do tych, do których panny by lgnęły stadami. Chociaż - kto co lubi. Kiedy już się napatrzyłeś, co doktorek nie uznał za nawet trochę dziwne, po prostu czekając, aż sobie truposza pooglądasz (właśnie - każdy ma swoje fetysze, nie? hehe) i już nawet go nie zakrywał. Zawołał swojego pomocnika, żeby przygotował mu nici. Trzeba poskładać z powrotem do kupy naszego pacjenta. - Powodzenia, detektywie! - Już drugie życzenia powodzenia tego dnia.
Nic nie mogło pójść od tej chwili nie tak.
Skierowałeś się do budynku straży, żeby spotkać się z pośrednikiem między tobą, a liderem. Jak na razie było spokojnie, cicho, żadnych wybuchów, pościgów - od czasu spotkania tamtego zabójcy w zaułku nikt nie zaczął krzyczeć o nowych trupach i nikt nie próbował cię zabić. Może nigdy zabić nie chcieli. Może amulet nie miał z tym żadnego związku? Może, może, może.
- Witaj, Panie. - Hikari pokłonił się nisko, kiedy przekroczyłeś próg siedziby straży. Czysty przypadek sprawił, że natknąłeś się na niego w większym pomieszczeniu, gdzie przyjmowane były wszelkie zgłoszenia od mieszkańców miasta i spsywano raporty. Stąd dopiero odchodziły odnogi do poszczególnych pokoi, archiwum czy zbrojowni. - Czym mogę służyć?
Shijima
 

Następna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość