Uliczki i zakamarki miasta

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ayatsuri Juranu » 1 lut 2019, o 00:10

"Czerwone Słońce"
Misja rangi C dla Youmu Nanatsuki
23/30?


Użycie nazwy samicy psa na Youmu nie byłoby takie dalekie od prawdy jeśli chodzi o definicję tego słowa pod względem określenia osoby, ale było niezwykle daleko jeśli chodzi o zwierzę. A szkoda, bo lepszy węch i słuch na pewno by się dziewczynie przydały. Chociaż czy węch by jej nie zwiódł ku stercie żelaza? By zmarnowała czas na kopanie dziury w miejscu, gdzie były tylko śmieci, za jakiego uważała też uciekającego chłopka. A on ją pewnie za tropiącą… No właśnie.

Marnowanie czasu na śmieci nie było w jej stylu, więc nie dowiedziała się, skąd aż tak intensywny zapach. Znaczy, wiedziała skąd, ale nie dowiedziała się szczegółów dlaczego. Przypatrzyła się za to otoczeniu skrzyni, która jednak nie wyglądała jakoś wyjątkowo. Znajdowało się na niej trochę piasku, kilka plam czegoś. To chyba krew? Ale ciemno się już robiło, więc ciężko było to ocenić w sposób inny niż odbite od plam światło księżyca. Równie dobrze mógł być to olej, ale każdy widzi to, co chce, więc dla niej pewnie była to krew.

Zaglądanie do tutejszych chałup przez malutkie okienka dało za to rezultaty tak dobre, że może ponownie rozbudzą zainteresowanie sprawą u dziewczyny. Może i co prawda w pierwszej chałupce było widać grupę włóczęgów niewartych uwagi, prawdopodobnie nocujących tu w ciemnym zakamarku osady, to drugi lokal dał to, czego chciała. Youmu mogła dostrzec tam samotnego człowieka, klęczącego na podłodze przy świecy. Był skierowany do niej plecami, przez co obserwowała go niezauważona. Chyba się opatrywał, a na drzwiach obok były ślady krwi. To musiało być tu, nie ma co do tego wątpliwości. Biedny chłopek. Jeszcze nie wie, co go czeka…
Ayatsuri Juranu
 

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Youmu Nanatsuki » 5 lut 2019, o 07:58

Nareszcie nastąpił jakiś przełom w poszukiwaniach. Brzmiało to tak, jakby Youmu znalazła zaginione dziecko, które teraz wróci do rodziców odchodzących od zmysłów przez cały czas nieobecności ich "skarbu", ale było czymś zupełnie innym. Żelastwo zostało zignorowane, bo było tylko żelastwem. Niezależnie czy poznaczonym krwią, czy nie - nie wnosiło wiele do śledztwa prowadzonego przez dziewczynę. Plamy na skrzyni były już znacznie bardziej intrygujące, ale stały się nieistotne, gdy zaglądanie przez okna do domów przyniosło oczekiwany rezultat. Znalazła go. Znalazła swojego rannego uciekiniera.
Jakaż szkoda, że siedział skierowany plecami do okna. Gdyby tylko patrzył w tym kierunku, to mógłby dostrzec, że za oknem, w mroku, stoi jego, najprawdopodobniej, największy koszmar i uśmiecha się. Mina ta nie oznaczała radości, a bardziej satysfakcję ze znalezienia go. Zapewne był przekonany, że jej uciekł, że dziewczyna zajmie się tym biedakiem zranionym kunaiem, a on będzie mógł spokojnie czmychnąć do swojej nory niczym szczur i tam ukryć się, opatrzyć, upewnić w swoim bezpieczeństwie. Jak bardzo się mylił. Youmu zagrała rolę łowcy, kota, który nie poluje, aby napełnić żołądek, a jedynie dlatego, że to opłacalne i satysfakcjonujące. Że to zabawne. Na świecie istniało niewiele istot, które zabijały dla frajdy. Właściwie większość znała jedynie jedno takie stworzenie - ludzi. Człowiek zdecydowanie potrafił czerpać przyjemność z cierpienia innych, ale koty, które dręczyły schwytane myszy albo strącone z powietrza ptaki, również zaliczały się do tej grupy. Panna Nanatsuki miała wiele cech wspólnych z kotami i ta pewnie była jedną z nich. Chciała go dręczyć, bawić się nim niczym wspomniane wcześniej czworonożne istoty. Ale też chciała go zabić, bez powodu, dla zabawy. I to było cechą nadzwyczaj ludzką.
Trzymana w dłoniach broń wreszcie miała zostać ponownie wykorzystana. Nie widział jej, ale dzieliła ich szyba okna, zapewne zamkniętego okna na tradycyjny haczyk. Drzwi z pewnością były zaryglowane, zatem należało narobić trochę hałasu, by dostać się do środka. Kunai i senbon zwyczajnie uniosły się w powietrze, wypuszczone z ręki dziewczyny. Z tej perspektywy ich celem po prostu był ten klęczący śmieć, ale plan był nieco inny. Senbon był za lekki, by przebić szybę, zatem najpierw miał ruszyć kunai tak, jakby tej szyby nie było. Zignorować ją i przebić się do środka, ale zaraz za nim ruszyła igła - szybciej i bardziej zdecydowanie. Jej celem było błyskawiczne trafienie w stopę, która powinna być odsłonięta, skoro klęczał plecami do czarnowłosej. Trafienie to miało uniemożliwić jakiekolwiek próby ucieczki. W końcu igła najpewniej przeszyłaby stopę na wylot, ale to nie to miało właściwie zatrzymać mężczyznę. Kunai miał za to odpowiadać. Zwyczajnie miał śmignąć obok szyi rzeźnika z Promyka, by natychmiast zawrócić i swoim czubkiem nacisnąć na gardło. Zaraz po stłuczeniu szyby Youmu po prostu ostrożnie włożyłaby rękę przez stworzoną dziurę i otworzyła okno, by wejść do środka zgrabnie, starając się nie zranić o ostre krawędzie. I wtedy, zaraz po wejściu do środka, rzuciłaby jednym senbonem bez wykorzystania swoich zdolności klanowych. Tak po prostu, z czystego kaprysu chciała go trafić w bok, w który trafiła go wcześniej. Chciała odświeżyć tę ranę, zadać dodatkową porcję bólu, bo... bo czemu nie? Kto miał jej zabronić? Jeżeliby chciała, to mogłaby go zabić na miejscu i usprawiedliwić to czynami, które nieszczęśnik popełnił w bogatym lokalu. Spotkałaby go kara, a prawo było surowe i o tym czarnowłosa przekonała się na Hyuo. Śmierć za śmierć niewinnych, to było oczywiste.
- Dobry wieczór, nie przeszkadzam? - zapytała wesoło, rozglądając się po mieszkaniu, do którego wtargnęła, o ile wszystko poszło według jej planu. Chciała się upewnić, że jej cel rzeczywiście jest tutaj sam, chociaż miała cichą nadzieję, że znajdzie tutaj wszystkich walczących o ideę, aby zastosować na nich ich własne metody - rzeź. - Musisz wiedzieć, że ten uśmiech, którym mnie obdarzyłeś podczas ucieczki, nie spodobał mi się. Nie zrozum mnie źle, nie chodzi o Twoją twarz, a powód tej miny. Cieszyłeś się, że mnie nie ujrzysz. Masz tupet, aby tak myśleć o mnie, ale masz też szczęście, że jesteś pozbawionym wartości gównem, które mnie nie interesuje. - mówiła pogodnym tonem, wręcz radosnym i spokojnie przechadzała się po jego mieszkaniu, dotykając różnych rzeczy, przyglądając się im bliżej, ale jednak wciąż na uwadze miała przede wszystkim jego, rannego szczura, który wciąż mógłby próbować jakoś się wywinąć. Nie spodziewała się jakiejkolwiek odpowiedzi, a nawet jeżeli ten odpowiadałby na te słowa, to miała je gdzieś. Mówiła, bo chciała tego i nie oczekiwała żadnej interakcji. Robiła to tylko i wyłącznie dla siebie. To przedstawienie było dla niej, dla jej ego. Jednak nie mogło trwać wiecznie, ani nawet długo, bo myśli Youmu skupione były wokół konkretnych czynów, a nie czczego gadania. Kunoichi szybko wróciła do swojej standardowej, znudzonej miny, chociaż teraz wyglądała nawet na zmęczoną.
- Daję Ci jedną szansę na odpowiedź. Kto jest Waszym przywódcą? Kto rozgłasza tę ideologię, że powinniście mordować bogatych? - jej ton głosu nie pasował do miny. Może jej twarz wyrażała hybrydę znudzenia i zmęczenia, ale głos był twardy, stanowczy, wręcz ostry. Zirytowanie wysokością inwestycji w rozwiązanie tej sprawy wcale nie przeminęło w momencie znalezienia jednego ze sprawców rzezi. Teraz była znów zaangażowana w podjęte zadanie, ale nerwy niosły brzemię poprzednich wydarzeń. Jej ostry głos z pewnością nie był tak ostry, jak czubek kunaia, który miał zostać przyciśnięty mocniej do gardła mężczyzny, gdy tylko wypowiedziała swoje pytania. Chciała go już zabić, dać upust rozczarowaniu przebiegiem misji od złotowłosego, ale nie mogła. Nie, mogła, ale nie powinna. Nie powinna? Kto jej zabraniał? No tak, ona sama sobie nałożyła to ograniczenie. W ostatnim momencie. To drobne pchnięcie nie miało na celu zastraszyć biedaka. Było ono najzwyczajniejszym zatrzymaniem planu egzekucji go zaraz w momencie postanowienia, że ją wykona. Prawie go zabiła zanim zdążyłby odpowiedzieć, ale zamordowanie go było takie kuszące... dlatego nie żartowała z jedną szansą. Jeżeli tylko mężczyzna nie dałby jej odpowiedzi, której oczekuje, to bez zastanowienia Youmu zabijałby go. Kunai ruszyłby do przodu z całej siły dostępnej za pomocą zdolności szczepowych, by stworzyć nowy otwór w ciele nieszczęśnika. Czarnowłosa nawet liczyła na to, że szczur nie poda jej informacji, które chciała uzyskać, by go szybko zabić, ale wpadła na myśl, że przecież może to uczynić zaraz po otrzymaniu ich. To dodało jej nieco cierpliwości. Nieco.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepszy Damski Charakter
 
Posty: 391
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ayatsuri Juranu » 10 lut 2019, o 01:17

"Czerwone Słońce"
Misja rangi C dla Youmu Nanatsuki
25/30?


Youmu mogła poczuć uczucie lekkości na serduszku po wytropieniu swojej kolejnej ofiary, ale co to za lekkość, gdy ona już sama z siebie serca nie miała. I wiedziała już co zrobi ze znajdą i nie było to zupełnie tajemnicą nawet dla człowieka, który usłyszał otwierające się za nim drzwi. Nie zablokował ich. Idiota. Teraz był sam sobie winien za taki rozwój sytuacji. Syknął tylko z bólu, bo ruszył palcami ranę, którą akurat opatrywał. Nie odwracał się nawet do dziewczyny, bo nie miał po co. Wszystko było wiadome. Widział kto go ścigał. Widział też, co zrobiła z innymi. W karczmie, w uliczce. I wiedział, czego może oczekiwać. Nie zadawała pytań, tak jak oni mordując tych w "Promyku".

- Kiedyś skończysz bez niczego. Sama zrozumiesz. - powiedział gotowy na śmierć. Mógł być pewnie nawet ból. Nie miał niczego. Jeśli to był jego dom, to faktycznie, śmierć jest dla niego wyjściem, a nie karą. Widać było legowisko ze słomy, której wyraźnie nie wystarczyło na pełny rozmiar człowieka. A może to miejsce, gdzie załatwiał potrzeby? Jedynym meblem w tym jednoizbowym domku była niewielka szafka, która była tuż obok niego. Pewnie tam trzymał świece i coś, czym mógł się opatrzyć, a tak mu to nie wychodziło.

Zabicie więc tego bezbronnego mężczyzny było łatwizną dla panny Nanatsuki. Ale na tym łatwość zadania się kończyła. Właściwie to chyba się skończyła jej przygoda z tą grupą, bo zabiła tych, których śledziła. Każdy z tych ludzi gotów był zginąć za ideę. Gdyby tylko tych ludzi odpowiednio nakierować i wyposażyć, byliby świetną siłą bojową dla klanu. Ale nie, lepiej było pozarzynać ich jak świnie w ciemnych uliczkach. A idea przetrwa, bo jej źródło przeżyło nietknięte i nieodnalezione. A Youmu nie była suką, która się wróci do "Promyka" i znajdzie po węchu kolejnych. Jest bardzo niewielka szansa, że jeszcze uda się jej odnaleźć właściwy trop, ale musiałaby zadziałać nieszablonowo. Wręcz wbrew sobie...
Ayatsuri Juranu
 

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Youmu Nanatsuki » 17 lut 2019, o 16:28

Wejście do środka okazało się zdecydowanie łatwiejsze, niż zakładała Youmu. Nie musiała wybijać szyby, natychmiast trzymać nóż przy gardle mężczyźnie i wchodzić przez szkło do środka. Wystarczyło, że otworzyła drzwi, a nieszczęśnika miała jak na dłoni. Teraz nie miał jak uciec i jak na zwykłego, szarego człowieczka, to szybko pogodził się ze swoim losem. Szybciej pogodził się ze śmiercią, niż ze swoim ubóstwem. Był najprostszym typem materialisty, zapewne gorszym jeszcze od tych bogatych, którzy zginęli. Nie myślał w kategoriach poza pieniędzmi. Przecież jego zmora posiadała różnorakie zdolności ninja, talenty, z którymi się urodziła i wcale na nie nie pracowała, a on? On był właśnie śmieciem, który za chwilę miał zostać sprzątnięty z ulicy. Bez siły do walki, bez pieniędzy do zaoferowania, bez... niczego. Nawet idei nie miał własnej, a czyjąś.
I jak tu nie brzydzić się takich ludzi?
Uważali, że świat jest niesprawiedliwy, ale kto im dawał prawo tak uważać? Czy kiedykolwiek, ktokolwiek twierdził, że świat był sprawiedliwy, ale ludzie, a raczej bogaci są źródłem niesprawiedliwości? Świat nigdy nie był sprawiedliwy, bo sprawiedliwi nie potrafią być nawet ludzie. To tak, jakby uważać, że niesprawiedliwym jest to, że kamienie leżą na ziemi, a złoża żelaza są głęboko pod ziemią. Że ogień jest gorący, a lód zimny. Świat był sobą i każdy rodził się mniej lub bardziej do niego przystosowanym. Pozycja, na której znajdował się bogacz była zależna od wieków dziejów jego przodków. Majątek nie powstawał z niczego. To, że Youmu potrafiła teraz walczyć było, niestety, zależne od jej matki. Natura w banalny sposób segregowała ludzi od urodzenia. Rodziliśmy się z pewnymi wadami i zaletami, a także ułatwieniami oraz utrudnieniami, a to stawiało nas w pewnym miejscu w szeregu. Jednak to nie oznaczało, że tam trzeba było zostać, a tym bardziej, że trzeba uważać świat za zły. Jeżeli ktoś urodził się bez domu, to może winić jedynie swoją matkę i ojca. Może poświęcić nawet temu życie, zabić ich w imię idei niesprawiedliwości, ale to niczego nie da. Nie osiągnie dachu nad głową w ten sposób. Należało odpowiednio działać. To przecież było tak oczywiste dla Youmu, ale nie dla innych. Inni nie musieli być obdarzeni rozsądkiem czarnowłosej. Jeden z takich osobników musiał zginąć.
- Ty skończyłeś bez niczego. Nawet godności. - odparła lekko, gdy już jego gardło zostało przeszyte kunaiem. Może jeszcze ją słyszał, może był za bardzo zajęty wierzganiem i niemrawymi próbami chwycenia broni. Nie było to istotne. Istotnym było ciężkie westchnięcie Youmu, które miało zupełnie inny charakter, niż zwykle. Panna Nanatsuki westchnęła z ulgą. Wreszcie frustracja z niej trochę zeszła. Poczuła satysfakcję, wyżyła się nieco i od razu wrócił jej humor. Może nie dała tego po sobie poznać, ale była zadowolona i za znudzoną miną skrywała się pewnego rodzaju radość.
Nie mogła jednak tak stać i napawać się tą chwilą, bo nie była ona wcale taka wspaniała, ale też nie chciało się Youmu marnować na to czasu. W tym momencie całe zadanie od złotowłosego stało się drugoplanowe. Czarnowłosa postanowiła zrobić ostatni wysiłek, czyli przeszukała ciało i szafkę, która stała obok truchła. Liczyła, że znajdzie jakąś poszlakę, która skieruje ją albo do następnego nieszczęśnika, albo do konkretnego głosiciela idei. Jednak jeżeli niczego by nie znalazła, to zabrałaby swoją broń, pochowała ją do torby i ruszyła do domu. Złoty chłopiec mówił, że ataki się powtarzają, więc najłatwiej znaleźć będzie kolejny trop, gdy zaczeka się na kolejny atak. Jeżeli jednak atak nie nastąpi, to sprawa została rozwiązana i Youmu będzie mogła zgłosić się po nagrodę. Mogli twierdzić, że idea jest nieśmiertelna, ale jej zwolennicy z pewnością byli śmiertelni, co ich, niemalże, personalna Shinigami potwierdziła trzykrotnie. Każda wiara miała swoje granice, po przekroczeniu której zaczynał górować instynkt, proste, wrodzone odruchy, a konkretnie instynkt samozachowawczy.
Zatem po przeszukaniu, jeżeli niczego nie znalazła, Youmu wróciła do domu i zamierzała żyć swoim zwyczajnym życiem z taką zmianą, że odwiedzałaby Promyk kilka razy na dzień od momentu, w którym tylko zostałby otwarty. Nie miało znaczenia czy robiłaby to tydzień, dwa, trzy czy dziesięć - w końcu i tak odwiedzała tę knajpę często. A teraz zamierzała jeść tam śniadania, obiady, a wieczorem wpadać na drinka. Zrezygnowała ze stołowania się gdziekolwiek indziej, ale również często zwyczajnie przesiadywała w Promyku, by się odprężyć, posłuchać muzyki, ochłodzić.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepszy Damski Charakter
 
Posty: 391
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ayatsuri Juranu » 23 lut 2019, o 03:58

"Czerwone Słońce"
Misja rangi C dla Youmu Nanatsuki
27/30?


No ładnie. Ślad trupów, jaki zostawiała za sobą Youmu, właśnie się przedłużył. Jej droga do celu lekceważyła prawo do życia przestępców, uniemożliwiła im szansę na resocjalizację. W zasadzie kogo obchodzi resocjalizacja? Jest zbrodnia w postaci morderstwa, to i kara w postaci śmierci wydaje się być sprawiedliwa. Tylko czy kara śmierci faktycznie wciąż jest karą? Czy nie powinno chodzić o napiętnowanie złego czynu, a później pokuty za popełniony błąd? Ginąć bezboleśnie, niczego się nie nauczy. Jakkolwiek nie miało to większego znaczenia, bo śmierć czekałaby go prędzej czy później, to wiedziałby chociaż, że umiera. Prosiłby o ten akt łaski. A teraz? Gotów był na śmierć, czekał wręcz na nią. Panna Nanatsuki zamiast zadać mu cios, wyświadczyła mu przysługę. Robiła z niego męczennika w walce o sprawę.

Po zabiciu mogła usłyszeć oczywiście dźwięk ciała upadającego na podłogę. Podłogę ze starego, suchego i spróchniałego drewna. Ale ta podłoga pozostawiała na sobie kałużę krwi i nie pozwalała jej zniknąć tak szybko jak na piaskowej ulicy. Te zwłoki nie miały przy sobie nic szczególnego. Nic, co warte było uwagi panienki. Wszystko było równie parszywe jak to bezużyteczne wykrwawiające się mięcho. Również za życia.

Szafka, choć pozornie zawiera niewiele więcej i pewnie nawet to zostałoby pominięte przez dziewczynę, gdyby nie mało dyskretne skrycie pożądanych przez nią wskazówek. W zasadzie pierwszymi dwoma rzeczami, które znalazła w tym samotnym meblu był bukłak i pół bochenka chleba. Oprócz tego były tam jakieś szmaty, ale co z tego, skoro pieczywo było owinięte w coś co wyglądało jak papirus? I to jeszcze z czymś rozrysowanym. A wystarczyło lekko szarpnąć, by resztki z chłopskiego stołu wypadły na drewno, zostawiając w rękach poszukiwaczki pełną prostoty mapkę wskazującą na sposób dotarcia do jakiegoś placu. Czyżby to był już tak dobry ślad, by można było uniknąć kolejnych spotkań z robactwem na drodze do ich naczelnego czerwia?
Ayatsuri Juranu
 

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Youmu Nanatsuki » 1 mar 2019, o 04:28

Mylący był wydźwięk akcji Youmu i błędem było założenie, że jakkolwiek starała się kogokolwiek ukarać. Szczerze powiedziawszy bogacze i biedacy znaczyli dla niej równie mało, a szczególnie w tej sytuacji, w której się znalazła. Resocjalizacja była śmiesznym terminem. Tak, jakby ludzie mogli się zmieniać na lepsze. Ludzie zmieniali się ciągle na gorsze, a jedynie wyjątki potrafiły stać się jakimś wartościowym elementem społeczeństwa. Elementem. Nikim wielkim. Czy warto było poświęcać tyle czasu, uwagi i, zazwyczaj, pieniędzy, aby z gówna ukręcić bat? Dla Youmu nie było to zagadką, ani nawet pytaniem. Najwyżej retorycznym. Karać to mogli Ci, którzy ucierpieli lub poczuwali się w jakiś sposób zobowiązani do wykonania tego. Panna Nanatsuki ani nie ucierpiała, ani nie czuła się zobowiązana. Jej celem było wyeliminowanie ideologii i tyle. Nie mogło ją mniej obchodzić to, za kogo uznane zostanie ścierwo, które zabiła. Męczennik? Morderca? Co ją to obchodziło? Brakowało tutaj jakichkolwiek powiązań emocjonalnych. Zabiła go z własnego kaprysu i nie było w tym nic więcej. Chętnie zabiłaby każdego innego amatora ideologii równości świata, a dopiero na końcu przywódcę tego ruchu, ale było to zbyt dużo zachodu. Jednak jak już miała ofiarę przed sobą, to dlaczego miałaby ją wypuścić z pazurków? Jedynie po to, aby pobawić się nią więcej. Niestety biedacy byli mało zabawni.
Przeszukanie ciała nie przyniosło żadnych wskazówek, ale przeszukanie jedynego mebla w mieszkaniu było zdecydowanie bardziej owocne. Na pierwszy rzut oka zwykły, czerstwy chleb, który prędzej wywołałby więcej jedzenia z brzucha Youmu, niż do niego trafił, ale jednak owinięty był papirusem, jednym z kilku rodzajów materiału, po którym dało się pisać lub, jak w tym przypadku, rysować. Oczywiście, że nie było nic napisane, bo zapewne lwia część biedaków nie potrafiła się nawet podpisać, a co dopiero coś napisać lub przeczytać. Chleb wylądował na ziemi, obok ciała, wsiąkając krew. Panna Nanatsuki chwilkę zapatrzyła się jak suche pieczywo pochłania do siebie szkarłat. Wyglądało to osobliwie, chociaż na swój sposób obrzydliwie. W końcu przyjrzała się dokładniej mapce, by zrozumieć jaki obszar obejmuje, odnaleźć jakieś punkty orientacyjne na niej i kierunek, w którym powinna się udać. Nie mogła być pewna, że rzeczywiście ta mapka jest tym, czego szukała, ale nie mogła też przekonać się o swoim błędzie lub racji bez sprawdzenia gdzie ją papirus zaprowadzi. Właściwie robiła się powoli zmęczona. Tak po prostu, ze względu na porę dnia. Przez chwilę rozważała czy nie lepiej byłoby wrócić do mieszkania, odpocząć, zregenerować chakrę i wrócić nazajutrz, ale wiązało się to z ryzykiem, że rozgłaszający ideę zrozumie, iż ktoś jest na bezpośrednim tropie do niego. Youmu nieśpiesznie pozbierała swoje metalowe zabaweczki i pochowała je wszystkie do torby, oprócz jednego kunaia. Palec wskazujący włożyła w otwór na końcu broni i obracała żelastwem na palcu, wychodząc z mieszkania. W drugiej ręce trzymała papirus, na który spoglądała zawsze, gdy nie była pewna gdzie dalej iść. Kierowała się za nim tak po prostu, bez próby ukrywania się czy bez większego planu. Zamierzała tam dotrzeć i zabić każdego, kto jej się przeciwstawi. Domyślała się jednak, że lider tak łatwo się nie przyzna, ale liczyła, że jakoś go rozpozna. Chociaż mówił o równości, o zniesieniu klas, to zapewne czuł się lepszy i ważniejszy, niż reszta. W końcu to on był "głową". On albo ona. Nie miało to znaczenia. Mogła to być mała dziewczynka albo zgrzybiała staruszka, albo zwalisty mężczyzna, albo wymuskany panicz. Każdego zabiłaby bez skrupułów.


Z/T
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepszy Damski Charakter
 
Posty: 391
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 17 kwi 2020, o 17:59

Musiała mieć w sobie coś z masochisty, bo – choć własnoręcznie wytwarzany ser mogła sprzedawać na każdym targu na terenie calutkiej prowincji – zaskakująco często lądowała w Kinkotsu. Osada zmieniała się przez lata, znajome szyldy kupców już dawno wymieniono na inne, ale, spacerując niespiesznie tutejszymi ulicami, nadal była w stanie odtworzyć swoje dawne ścieżki. Drażniło ją to, ale i równocześnie niezmiernie fascynowało. Czy przyjdzie moment, kiedy Kinkotsu nie będzie już wcale przypominało tego z jej dzieciństwa? Czy go w ogóle zauważy?
Siedziała na zbitej z desek pustej skrzyni, pijąc kupioną od ulicznego sprzedawcy herbatę ze świeżych liści mięty, gorącą i obficie posłodzoną. Gliniane naczynie, które trzymała w dłoni, należało oddać po skończeniu przerwy na napitek - nie mogła więc oddalić się od stoiska handlarza. Wolną chwilę spędziła więc na pobieżnym przeliczeniu drobnicy, którą udało się jej dzisiaj wymienić za swoje wyroby. Niewiele, ale i tak więcej, niż dostałaby za to samo w jakimś obskurnym targu przy jednej z oaz, gdzie każdy tylko kombinuje, jak tu siebie nawzajem orżnąć. Życie na pustyni uczyło zamordyzmu. W mieście było łatwiej. Byle ser, który w jej wędrownej wiosce jest tylko prostym źródłem niezbędnych do przeżycia kalorii, tutaj rośnie do rangi rarytasu, którym gospodynie raczą niczym ciekawostką swoich gości. Ren miała łeb na karku i szybko dostrzegła, że jej strój - który na środku pustyni pełni funkcję wyłącznie ochronną - tutaj dodaje jej aury tajemniczości i obcości. A te dwie cechy pozwalały jej windować ceny w górę. A to od własnej kózki? A ciężko się żyje tak na środku pustyni? Odpowiadała na te pytania grzecznie i wymijająco, zbierając do sakiewki brzęczące monety.
Powinna w sumie już wracać. Nic tu po niej, dłuższe przesiadywanie w dawnym rodzinnym mieście było jedynie jak rozdrapywanie nigdy nie zagojonych do końca ran. Herbata nadal jednak nie wystygła na tyle, by nie poparzyć jej ust, musiała więc zaczekać. Ren nie potrzebowała wiele, by znaleźć sobie zajęcie – przyzwyczajona do monotonnego krajobrazu pustyni, tutaj była aż przebodźcowana mnogością dźwięków, kolorów, zapachów. Nie nudziła się więc mimo braku zajęcia. Ściągnęła chustę z twarzy, odkrywając nos i usta, by pozwolić skórze odpocząć od chroniącego ją materiału i westchnęła ciężko - czekała ją piekielnie długa droga. Teraz jednak po prostu oddała się temu, co zwykle, gdy mogła pozwolić sobie na chwilę bezczynności w Kinkotsu: obserwowała przechodniów, próbując domyślić się, którzy z nich to te cholerne psy Sabaku.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 78
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 17 kwi 2020, o 21:28

To był jeden z tych dni, kiedy nikt nie chciał się z nią bawić.
Nikt nie chciał jej zabawiać, a ona sama jakoś tak nie mogła znaleźć sobie zajęcia. Będąc jeszcze bardziej precyzyjnym - owszem, znalazła sobie, jednak każda z podejmowanych czynności nie była dla niej na tyle absorbująca, by była w stanie zatrzymać na niej swoją rozbieganą uwagę na dłużej niż zaledwie kilka minut. Nie zawsze tak było. Zazwyczaj było tak, że jednak udawało jej się zająć swój czas czymś bardziej interesującym niż bezmyślne wgapianie się w wykonaną z piaskowca ścianę swojego ukochanego pokoiku. Wystarczyło lekkie przymuszenie się do utrzymania atencji na danej aktywności, a ta pochłaniała ją na tyle, że nie musiała nikomu naprzykrzać się swoją osobą. Ale to zdecydowanie nie był ten dzień.
Dzisiaj bowiem nie mogła znaleźć sobie miejsca; miotała się z kąta w kąt, ostentacyjnie pokazując współdomownikom, jak bardzo cierpi z powodu niemożliwego do zignorowania znudzenia. Najpierw zajrzała do kliniki ojca tylko po to, by móc chociaż pooglądać sobie proces przygotowywania przez niego tych wszystkich przedziwnych mikstur, jednak jej kochany tatuś najwyraźniej nie czuł się zbyt komfortowo z obecnością swojej córeczki, która to cały czas intensywnie śledziła jego ręce podczas pracy. Zbył ją grzecznie, ale stanowczo. Mayū, chociaż niezwykle obrażona, łaskawie zostawiła go w spokoju. Kolejną ofiarą, która miała zająć czas znużonego dziewczęcia miał być jej starszy brat; zrezygnowała jednak z tego pomysłu już w przedbiegach, widząc jego chłodne spojrzenie. Nigdy nie miała z nim zbyt dobrych stosunków. No cóż, jego strata. Mayū żyła w przeświadczeniu, że nikt dla niej nie jest niezastąpiony, więc bez większych sentymentów mogłaby go zastąpić kimś innym. Kimś lepszym. Kimś, kto wreszcie będzie godny jej uwagi.
Nie znalazłszy ostatecznie żadnego zajęcia na własnym podwórku, postanowiła zmienić nieco otoczenie. Opuściła dom niepostrzeżenie, bo nikogo o tym fakcie nie informując, uprzednio jeszcze szybkim ruchem ręki nakładając na swoje wąskie ramiona krótką narzutkę, by zapobiec zmarznięciu. Słońce chyliło się już ku zachodowi, a ona sama nie była w stanie przewidzieć, jak długo zachce jej się łazić poza domem. Żyjąc na pustyni zdążyła już przywyknąć do tych skrajnych wahań temperatur, nie zmienia to jednak faktu, że wieczorny chłód często doskwierał jej nieco bardziej, niż powinien.
Przyzwyczajona do luksusów dziewczyna nieczęsto zapuszczała się w jakieś wąskie, szemrane uliczki, jednak zdarzało się, że czasem nabierała ochoty, by podejrzeć trochę życia normalnych ludzi. Tego szarego tłumu, który żyje z dnia na dzień, wydając na pożywienie wszystkie zarobione pieniądze. Mogła oglądać z taką beznamiętnością ich nudne, do bólu przeciętne życia tylko dlatego, że była świadoma ich odległości od swojego. Lubiła ich poobserwować, by stwierdzić z ulgą, że nigdy jej nie będzie to dotyczyć. Musiała jednak przyznać, że te ich prymitywne, własnoręcznie ulepione wyroby są całkiem miłym dodatkiem - czy to do potraw, czy to do postawienia w domu jako sympatyczny akcent. Taki etniczny, małomiasteczkowy. Poniekąd egzotyczny w wypchanym złotem wnętrzu jej domostwa.
Tylko dlaczego tego dnia był aż tak cholerny tłok? Z ledwością parła do przodu, zaborczo przyciskając do siebie torbę, by przypadkiem nikt jej nie okradł. Łypnęła pośpiesznie wokół siebie, usiłując znaleźć miejsce na uboczu, gdzie mogłaby przeczekać ten niecodzienny pochód. Szczęście jej dzisiaj sprzyjało, dostrzegła bowiem niepozorne stoisko, w którym starszy mężczyzna sprzedawał za niemal bezcen gorącą miętę. Skusiła się więc na ten zakup, grzecznie przekazała sprzedawcy należną mu kwotę i już za chwilę miała cieszyć się świeżutkim napojem, gdyby nie pewien jegomość, który miał czelność nadepnąć na jej bucik. Mayū, klnąc siarczyście, podniosła gwałtownie nogę ku górze, by się wyswobodzić.
Ej, uważaj jak leziesz! Wiesz, kim ja jestem?! — sarknęła wściekle i już, już zamachnęła się glinianym naczyniem z wrzącą zawartością, by wylać ją na tego cholernika, jednak powstrzymała się w ostatniej chwili. Wypuściła miarowo powietrze przez usta, usiłując uspokoić swoje zszargane nerwy.
Śmieć — mruknęła niemal bezgłośnie. Zerknęła kontrolnie na dół z zamiarem sprawdzenia, czy jej obuwie wyszło bez szwanku w starciu z ciężką nogą nieuważnego mężczyzny. Oczywiście, że nie - jeden z rzemyczków utrzymujących sandał na jej stopie został zerwany. Opadła ciężko na jakąś skrzynię, wzdrygając się na samą myśl, że materiał jej odzienia w ogóle styka się z czymś aż tak brudnym. Tym cholernym butem zajmie się zaraz - najpierw wypije miętę, by poprawić sobie zepsuty humorek.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 61
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 17 kwi 2020, o 22:48

Beduinka skończyła raczyć się swoim ulubionym napojem - to był znak, że wystarczy tych sentymentalnych posiadówek na utraconych ziemiach, czas wracać w swoje strony. Prawda jest taka, że mogłaby tu przesiadywać jeszcze długo, ale dobrze wiedziała, że prędzej czy później żółć ją zaleje. Dla własnego zdrowia psychicznego najlepiej było zebrać swoje manatki i ruszyć czym prędzej w drogę. Nie miała teraz czasu, siły i ochoty na to, by pozwolić sobie zastanowić się dłużej nad tym, jak cholernie niesprawiedliwa jest ta sytuacja – pięć minut marszu stąd znajdował się jej niegdysiejszy dom, a ona musiała ruszać w kilkudniową podróż, by dotrzeć do aktualnego obozowiska, gdzie czekała na nią rodzina. Zdusiła irytację, w milczeniu przekazując handlarzowi kubeczek – starała się nie myśleć, o tym jak często był obmywany po kolejnych spragnionych klientach – a potem odebrała drobną kaucję. Nie zostawi tu ani miedziaka więcej, niż potrzeba.
Schowała monetę do swojej sakiewki, a potem znów zaciągnęła materiał na twarz tak, by osłonić nos i usta. Drapowanie materiału tak, by byle dmuchnięcie go nie uniosło, przyszło jej z łatwością – powtarzała to dzień w dzień, w ten sposób chroniąc się przed unoszonymi przez wiatr ziarenkami piasku i ostrym słońcem. Kątem oka zerknęła na jakąś całkiem niebrzydką dziewczynę o gładkiej buzi, która właśnie zajęła miejsce przy prowizorycznej ladzie, zamawiając dla siebie porcję słodkiego ziołowego naparu. Ren zmrużyła ślepia, przez moment zatrzymując spojrzenie na delikatnej twarzy dziewczyny. Wyglądała na młodszą niż Kaguya, policzki nieznajomej miały jeszcze dziecięcą miękkość – chociaż prawda jest taka, że to Ren i inne dzieci wychowane na pustyni sprawiały wrażenie starszych niż faktycznie były. Ciekawe, czy jej młodsza siostra wyglądałaby podobnie do tej mieszkanki Kinkotsu, gdyby nie upokarzająca polityka ustępstw prowadzona przez aktualną liderkę? Beduinka zmarszczyła brwi, naciągając materiał wyżej swojego nosa. Za długo już tu siedzi, szkoda tracić więcej czasu.
Z zamyślenia wyrwał ją nagły raban, jaki zrobiło długowłose dziewczę. W pierwszym jej odruchu zwróciła się w stronę jakiegoś nieuważnego chama, który wpadł na pannicę – dziewczyna prawdopodobnie była młodsza, a wobec młodszych Ren często poczuwała się do roli starszej siostry. Naturalnym więc było to, że to ta panienka musiała być ofiarą tego nieprzyjemnego zajścia. A skoro facet był chamem, to pewnie też był pieprzonym Sabakiem, bo niby kim innym. Ren aż syknęła z irytacją.
- Hej! Dziewczynie należą się jakieś przeprosiny – warknęła za jegomościem, który nie pokwapił się zareagować i zniknął już w grupie ludzi. Sprawa nie była jednak na tyle nagląca, by rzucać się za nim w pogoń. Tym bardziej, że obwieszony błyskotkami podlotek zaczął awanturować się głośno, sugerując, że jest najwyraźniej kimś bardzo ważnym. Ren natychmiast straciła tą chwilową potrzebę niesienia pomocy uciśnionym, widząc, że dziewczyna nie jest najwyraźniej aż tak bezradną mimozą, jak się spodziewała po jej delikatnej urodzie kogoś, kto nigdy nie skalał się żadną pracą.
- Ja nie mam pojęcia, kim jesteś – odparła na te rzucone w eter pytanie karcącym tonem, podpierając się łokciem o ladę i z góry mierząc uważnym spojrzeniem awanturującą się pannicę. Dziewczyna, najwyraźniej zła jak osa, posadziła swoje cztery litery na skrzyni, którą uprzednio zajmowała beduinka. Ren mogła przysiąc, że usłyszała, jak wymuskane dziewczę wyzywa gościa sprzed chwili od śmieci – cholera, właśnie dlatego nienawidziła ludzi z miasta. Jeden gorszy od drugiego.
Dostrzegła też but dziewczyny, który najwyraźniej nie zniósł za dobrze nagłego szarpnięcia za podeszwę. Aż ją zaswędziało na myśl, że miastowa panienka najprawdopodobniej wypieprzy go do śmieci, choć naprawa wymagała wykonania najwyżej jednego węzła. Zmrużyła ślepia, zwężając ukryte za białym materiałem wargi w wąską linię. Pożałuje tego, że w ogóle zawraca sobie głowę niewychowanym dziewuszyskiem, ale nienawidziła marnotrawstwa. Wyciągnęła dłoń w jej stronę.
- Mogę coś z tym zrobić.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 78
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 18 kwi 2020, o 00:51

Nie można było powiedzieć, że napar z liści mięty był jej napojem pierwszego wyboru. Miętowa herbata nie dość, że była mdła, to jeszcze zdecydowanie zbyt słodka, jednak to nie przesadna słodkość była tym, co lokowało ją gdzieś po środku osobistego rankingu tych bardziej lubianych napitków młodej Sabaku. Ot, traktowała ją raczej jako ciekawostkę; napój wypijany zazwyczaj przez tych mniej możnych, których nie było stać na coś z górnej półki. Dużo częściej sięgała po dobrej jakości kawę, którą słodziła w proporcjach podobnych, co tamten mężczyzna miętówkę - z tą różnicą, że jej gorycz tworzyła ze słodyczą mieszankę dużo strawniejszą. Domyślała się, że duża ilość słodkości w naparze miała imitować pobudzające właściwości kawy. Ach, to takie ciekawe, jak próbuje sobie radzić ta cała biedota. Musiała przyznać, że nieco zazdrościła im tej prostej zaradności, która ułatwiała im życie w niezbyt skomplikowanych sprawach.
Poruszyła delikatnie nogą, wprawiając naderwaną podeszwę w ruch na cieniutkim paseczku, który ledwo utrzymywał obuwie na jej stopie. Wszystko zwiastowało na to, że nie będzie ani kawy, ani też dalszej wędrówki ulicami Kinkotsu; wraz z dopiciem resztek swojego naparu będzie zmuszona wrócić przedwcześnie do domu, licząc po drodze na to, że rozpadający się bucik jednak utrzyma jako taką formę i nie będzie jej dane przemierzać zakurzonych ulic bosą stopą. Westchnęła ciężko, manifestując w ten sposób swoje rozdrażnienie. Czy jest ktoś, kto ma równie wielkie problemy, co ona? Szczerze wątpiła.
Podniosła raz jeszcze miętowy napar na wysokość ust, by ochłodzić go chociaż odrobinę swoim chuchnięciem. Absolutnie nie spodziewała się, że jakikolwiek postronny obserwator miałby chęć wtrącić swoje trzy Ryo do konfliktu między nią, a mężczyzną, którego sylwetkę już chwilę temu zasłoniły ludzkie masy. Złote ślepia, przed chwilą jeszcze skoncentrowane wyłącznie na parującej tafli herbaty, teraz ulokowały się na omotanej w białe szaty osobie, która głośno okazała swoje wzburzenie tym, jak została potraktowana, o ironio, Sabaku. Ależ oczywiście, że należą jej się przeprosiny. Należą jej się nie tylko przeprosiny, ale i bicie czołem o uliczne płyty, by Mayū mogła chociaż rozważyć przebaczenie mu winy. Ale co z tego?
Nie odezwała się ani słowem. Machnęła lekceważąco ręką, dając tajemniczej jednostce znać, że jej wysiłek jest daremny. Nie miała też zamiaru kontynuować tego tematu - o wiele bardziej teraz chciała po prostu opróżnić czarkę, zakończyć popołudniową eskapadę i pozbyć się zniszczonej części garderoby. Nie będzie marnować swojego czasu na jakieś robótki ręczne, skoro nabycie kolejnej pary nie byłoby dla niej żadnym obciążeniem.
Och? — wyrwało się z jej ust, gdy po raz kolejny usłyszała głos, jak zgadywała, nieznajomej. — Ja też nie mam pojęcia, kim jesteś, więc jesteśmy kwita. Poza tym, serio, spójrz na siebie. Nawet od ciebie tego nie wymagam — rzekła z przekąsem, wykrzywiając kącik ust w złośliwym półuśmiechu. Prawdę powiedziawszy, nie miała pojęcia, czym taka osoba mogłaby się w ogóle zajmować - jej strój wydawał się Mayū na tyle niecodzienny, że nie kojarzyła go z żadnym konkretnym zajęciem. Niezmiernie rzadko wyściubiała nos poza osadę, więc równie rzadko mogła zetknąć się z kimś, kto nie jest przywiązany do miasta. A właściwie, to nie jest przywiązany do niczego. Sam koncept koczowniczego trybu życia był dla niej tak abstrakcyjny, że niezbyt interesowała się tym, co trzeba robić i w jaki sposób się ubierać, by móc przetrwać na samym środku pustyni. Widziała tylko jej oczy - ciemne, niezbyt przyjazne. Ale to nic. Mayū nie szukała przyjaciół.
Parsknęła krótkim śmiechem, gdy omotana materiałem postać zaoferowała swoją pomocną dłoń.
Chcesz sobie na mnie dorobić, co? Poudajesz, że coś tam sobie grzebiesz, a potem będziesz wymagać ode mnie za tę fuszerkę bajońskie sumy, znam to. Ale wiesz? Niech stracę. Proszę bardzo. Pokaż mi, co potrafisz — rzuciła dość lekko, pozwalając podniszczonemu bucikowi spaść ze swojej stopy. Nie liczyła na zbyt wiele. Tak naprawdę, to jedynie, na co liczyła, to to, że ktoś - kimkolwiek by nie był - rozerwie ją pokazem swoich umiejętności chociaż w umiarkowanym stopniu.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 61
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 18 kwi 2020, o 14:56

- Ja się nie drę do ludzi z żalem, że mnie nie kojarzą. – Dopiero teraz odkryła przykrą prawdę, że w rozmowie z tym dziewuszyskiem będzie musiała się wspiąć na wyżyny swoich dość mizernych pokładów cierpliwości. Odgarnęła z ust i nosa materiał, ściągając go poniżej własnej brody, by nie utrudniał jej rozmowy. Najwyraźniej nie uda jej się wyruszyć w trasę tak szybko, jak planowała – i to, niestety, na własne życzenie sprawiła sobie takie opóźnienie, zaczynając interakcję z rozpuszczoną pannicą. - Nie, poważnie pytam, dziewczyno. Kimś ważnym? – odpowiedziała ze złością.
Panienka wybitnie działa jej na nerwy - sprawiała wrażenie uosobienia wszystkich cech, które doprowadzały młodą beduinkę do białej gorączki. Poczynając od jej aparycji kogoś, kto kocha blichtr i zbytek, kończąc na jej zachowaniu rozpieszczonego podlotka, który ma wrażenie, że cały świat powstał dla niego. Gdyby Ren miała poczucie, że pannisko mogłoby jej w jakikolwiek sposób zagrozić, to pewnie nie traciłaby czasu na czcze pogawędki i już dawno byłaby za bramą osady. Obwieszona złotem miastowa wydawała się jednak po prostu zwykłą – najwyraźniej tak samo bogatą jak nadętą – córką jakiegoś majętnego kupca, a nie potencjalnym wrogiem. Miękkie ciało kanapowca, gładkie dłonie, brak uzbrojenia, strojne fatałaszki. W dodatku nie miała przecież przy sobie tego wielkiego naczynia, które zazwyczaj targają za sobą Sabaku, co nie? Nic złego przecież z tego nie może wyniknąć. Dziewczyna taka jak inne, tylko trochę bardziej zepsutego charakteru. Dawno nikt jej chyba tyłka nie przetrzepał.
- No już wystarczy, daj mi to. - Gadanie dziewczyny o tym, że Ren wykorzystała sytuację do tego, by sobie dorobić na usługach szewskich, wyższa z dwóch nastolatek zbyła jedynie mruknięciem. Sama sobie była winna, że się w to wpakowała, a skoro powiedziało się już A, to teraz należało powiedzieć B. Ta miła pogawędka z tutejszą uświadczyła ją jedynie w przekonaniu, że ludność, jaka zaludniła Kinkotsu po opuszczeniu go przez jej ród, to najzwyklejsze w świecie gnojki. A zawsze jest coś przyjemnego w tym, gdy człowiek orientuje się, że mimo wszystko miał rację.
Starając się nie wściec, sięgnęła po sandał, który zrzuciła na ziemię bezczelna panienka. Podeszwa było dobra, gruba i porządna, zniosłaby spokojnie długie godziny marszu. Kaguya zazwyczaj nosiła buty o wiele gorszej jakości, mimo tego, że przemieszczała się po o wiele bardziej wymagającym podłożu niż ubite miastowe alejki. Tylko na cholerę wykonano to z tak cienkich rzemieni? Praktycznie nastawiony prosty umysł Ren nie mógł przyswoić konceptu kupowania niewygodnego i nietrwałego obuwia po to, by najzwyczajniej w świecie dobrze się prezentowało w komplecie z resztą starannie dobranej garderoby. Przez moment przeszło jej przez myśl, by pchnąć wylegującą się na prowizorycznym siedzeniu dziewczynę do tyłu, zedrzeć z nogi drugi bucik i rzucić się w długą, by potem przerobić fikuśne pantofle wrednej panienki na całkiem porządne obuwie dla matki lub siostry. Nie było jednak zbyt mądrym pomysłem ściągać na siebie zbyt wiele uwagi w osadzie należącej do Sabaku – tym bardziej, że słyszała koszmarne historie o takich, co okryli się sławą poprzez uroczy konik, jakim jest polowanie na jej rodaków. Jak było na imię tamtemu skurwysynowi? Ichigou? Ishirou? Wszystko jedno.
Doprowadzenie sandału do stanu używalności, który pozwoliłby dziewczynie przynajmniej dojść wygodnie do domu, było banalnie proste. Ren zmrużyła oczy w skupieniu, wykonując dwa proste węzły – choć nie miała małych dłoni, to zawsze lubiła pracować przy użyciu własnych dwu rąk. Podała prowizorycznie naprawiony pantofelek pannicy – która najpewniej najbardziej by chciała, by jeszcze jej go założyła na bosą stópkę, ale Ren nie zamierzała dać się w to wpakować – a potem sama podniosła się z zajmowanego siedziska, rozprostowując zesztywniałe od bezczynności stawy. Łypnęła z góry na podlotka.
- Nie chcę waszych brudnych pieniędzy – dwa błędy, nie powinna była ujawniać się ze swoim nastawieniem i powinna była coś jednak od niej wziąć. Ale wiedziała, że to tylko byłoby jak wiatr w żagle dla małej łajzy – ale możesz zaprowadzić mnie do jakiejś tutejszej studni.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 78
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 19 kwi 2020, o 15:22

Irytacja, która coraz częściej wkradała się w każdą kolejną wypowiedź nieznajomej, wywoływała na gładziutkiej twarzy Mayū jedynie rozbawiony grymas. Wystarczyło zaledwie parę słów, by rozmówca odnotował spotkanie z młodą Sabaku jako ten mniej przyjemny akcent dnia, a samą nastolatkę uznał za arogancką, rozpuszczoną siksę. Trzeba było przyznać, że, podobnie jak na innych polach, tak i w doprowadzaniu do białej gorączki miała niesamowity talent. Gdyby tylko było możliwe wspinanie się po kolejnych szczeblach kariery z uwzględnieniem sztuki rozdrażnienia swojego przeciwnika, Mayū już dawno mogłaby odebrać tytuł Seinina. Ale, niestety, nie było to możliwe, więc nadal musiała znosić upokorzenie dzierżenia najniższej rangi, która nie pozwalała jej na chociaż trochę samowolki. Dlaczego nikt jej jeszcze nie docenił? Jeśli ktoś miałby ją spytać o zdanie, to odpowiedziałaby, że jej umiejętności zdecydowanie przewyższają jakichś tam, tfu, byle Dōkō. Nikt jednak - jakimś cudem - jej o nic nie pytał.
Niezwykle trudnym było naruszenie wybujałego ego Sabaku, toteż każdą następną próbę uskutecznianą przez Ren zbywała jedynie szelmowskim uśmieszkiem, który ani na moment nie schodził z jej ust.
Bo nie jesteś nikim istotnym. Mylę się? — spytała dość spokojnym tonem, przekrzywiając głowę lekko na bok i lokując na momencik palec w pobliżu swoich ust. — Dla ciebie pewnie nie. Masz w ogóle jakiś dom? Cokolwiek? — Absolutnie nie miała za złe omotanej w białe szaty postaci, że nadal nie rozpoznała tak wybitnej osobistości jak Mayū. Bo dlaczego miałaby rozpoznać? Nie zdziwiłaby się, gdyby jej codziennością było przemierzanie pustyni w poszukiwaniu... no właśnie, czego? Szczęścia? Szemranych interesów? Ktoś taki jak Mayū nie miał żadnego pojęcia o życiu mniej wygodnym niż te, na które pozwalało przebywanie w dużej osadzie, więc mogła jedynie zgadywać, przywołując najprostsze skojarzenia.
Kiedy Ren sięgnęła wreszcie po jej podniszczony bucik, obwieszona złotem dziewczyna zamieszała energicznie czarką, by połączyć skumulowaną na dnie esencję z nieco rozwodnioną resztką, wypić tę mieszankę jednym haustem i odłożyć naczynie na klejący się od słodkości blat handlarza. Skoro już ten rwący się do pomocy nomada postanowił uraczyć ją krótkim pokazem swoich umiejętności, to popatrzy sobie z uwagą, co potrafią zrobić jego wprawne ręce. Zanim jednak skupiła się w pełni na naprawianiu obuwia, zerknęła kątem oka na pozbawioną materiałowej ochrony twarz jej wybawiciela; rysy twarzy nieznajomej, chociaż wyostrzone, nie były pozbawione pewnej subtelności. Ilekroć jednak lustrowała jej facjatę nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić, z kim ma do czynienia. Androgyniczna uroda nie pozwalała na przypasowanie jej do żadnych twardych ram; sama beduinka nie zdradziła się również podczas rozmowy, więc nie miała żadnych podstaw, by móc bez żadnych wątpliwości ją określić. Mayū była jednak ostatnią osobą, którą mogłoby to w jakiś sposób uwierać - ot, po prostu nie przykładała szczególnej uwagi do tego typu rzeczy. Nie miała też zamiaru dopytywać. Bo po co?
Aparycja Ren w - przyzwyczajonych do mdłych, niemal identycznych twarzy pospólstwa - oczach Mayū wydawała się na tyle unikatowa, że aż warta docenienia. Nieco przedłużające się oględziny przerwała w końcu odwróceniem wzroku, a następnie zatrzymaniem go na własnym bucie, który teraz znajdował się w rękach Ren. Proces łatania zniszczeń przebiegał dość sprawnie, ale nadal zbyt wolno, by Mayū była w stanie usiedzieć spokojnie w jednym miejscu bez rozglądania się dookoła w poszukiwaniu coraz to nowych rozrywek. Odchyliła się lekko do tyłu, by oprzeć się o przykurzoną ścianę. Westchnęła, dając w ten sposób znać, że zaczyna już się niecierpliwić. Chyba się nie przejęła.
Nie byłaby sobą, gdyby nie podsunęła swojej bosej stopy w jej stronę, by wyręczyć się ciemnowłosą w zakładaniu obuwia. Kiedy jednak to się nie stało, jedynie burknęła coś pod nosem i sama pofatygowała się z sięgnięciem po sandał. O dziwo, praca została wykonana całkiem solidnie. Na tyle solidnie, że bez zwłoki sięgnęła dłonią w kierunku mieszka z monetami, chcąc przekazać rzemieślnikowi odpowiednią kwotę.
Naszych? — powtórzyła za nią, marszcząc lekko brwi. Była pewna, że to musiało coś znaczyć i najprawdopodobniej nie było jedynie przejęzyczeniem. — Czyli nie chcesz. Pieniądz ci śmierdzi, co? Nie czuj się lepszy, nie przetrwasz zbyt długo z takim nastawieniem. A byłoby szkoda, bo widać, że jednak masz jakiś tam fach w ręku. Kim jesteś? Szewcem? Pucybutem? No nieważne. Jak nie chcesz, to nie — burknęła urażona, wzruszając ramionami. Źle znosiła odmawianie jej czegokolwiek, a już w szczególności pieniędzy, których sypnięcie uważała za miłosierny akt łaski ze swojej strony.
Hola, od początku mówiłam, że byłabym w stanie zapłacić za twoją usługę wyłącznie pieniędzmi. Wzgardziłeś nimi, więc nie jestem ci nic winna — odparła na jej prośbę, zadzierając głowę lekko ku górze, by móc utrzymać z nią kontakt wzrokowy. Cholera, jak siedziała, to wcale nie wyglądała na aż tak wysoką! — Ale znaj mogą dobroć. Mogę rozważyć nakreślenie ci mniej więcej, gdzie ona w ogóle jest. Chyba nie boisz się, że się zgubisz? — skończyła swoją wypowiedź dość prowokującym pytaniem, a jej wargi wygięły się w równie wyzywającym uśmiechu. Mayū nie lubiła robić wszystkiego tak od razu. To zbyt proste. Najpierw jej rozmówca musi się odpowiednio wymęczyć jej towarzystwem.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 61
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 19 kwi 2020, o 16:58

- Nie mylisz się. – Wzruszyła jedynie ramionami na zaczepkę małolaty. Rozsądnie uznała, że nie będzie już dalej zgłębiać tematu tego, jak bardzo ważną i szanowaną personą jest w swojej opinii obwieszona błyskotkami siksa. A temu, że w oczach jakiejś miejskiej pannicy nie jest i nie będzie nigdy szczególnie istotnym nazwiskiem, nie mogła zaprzeczyć – i nieszczególnie ją to bolało. Nie potrzebowała jej aprobaty. Ta śliczna jak laleczka szczebiotka zapewne nie przetrwałaby ani jednej nocy tam, gdzie ona żyje na co dzień. – Pustynia jest moim domem. Ale patrząc na śmieszne buty, które nosisz, to pewnie nie widziałaś wiele więcej niż te miasto. Wystawiłaś ten zgrabny nosek choć raz poza mury Kinkotsu? – Ton głosu Ren mimowolnie zdradzał pewną wyższość. Nie czuła się obrażana - braku swojego miejsca nigdy nie uważała za coś, co mogłoby jej uwłaczać. A już na pewno nie zazdrościła hałaśliwej pannicy jej nudnego, pustego życia, które musiała wieść w swojej klatce czterech ścian.
Poczuła na sobie uważne spojrzenie złotych oczu dziewczyny, gdy sama zajęta była tą drobną i dość prowizoryczną naprawą naderwanego rzemienia. Ren rzadko bywała skrępowana, plemienne życie przypominało egzystowanie w komunie, w pełnej symbiozie. Trudno było czuć wstyd, gdy od innych dzieliły cię dające ci dach nad głową płachty materiału, a intymność zamykała się na wąskiej przestrzeni pospiesznie rozstawionego namiotu. Świdrujące spojrzenie pannicy było jednak na tyle intensywne, że Kaguyi trudno było je zignorować. Bezczelne ślepia wywoływały w niej dziwny dyskomfort. Rozpoznała ją? Niemożliwe, tatuaż nie miał prawa być widoczny, nie popełniłaby tak durnego błędu. Próbowała ją z kimś skojarzyć? Niby z kim. Po prostu obserwowała? Chyba po prostu obserwowała. Ren podniosła wzrok znad uszkodzonego buta, na moment podejmując ten kontakt wzrokowy pytająco. A potem po prostu zwróciła właścicielce tymczasowo naprawione obuwie.
Zignorowała ostentacyjne westchnienia i wystawianie stópki z manierą zblazowanej arystokratki, zbyt zajęta sprawdzaniem swoich zdecydowanie zbyt uszczuplonych zapasów pitnej wody. Koniecznie musi się tym zająć, bo później nie będzie kiedy.
- Twoich – poprawiła się, ucinając krótko i w myślach karcąc się za swoje poprzednie lekkomyślne słowa. Dziewczyna zrzędziła coś jeszcze na jej odmowę przyjęcia symbolicznej zapłaty za wykonaną usługę, ale Ren słuchała ją zaledwie jednym uchem, a spojrzenie wzniosła ku górze, obserwując aktualną pozycję słońca na nieboskłonie. Miała jeszcze trochę czasu, więcej niż myślała. Nic się nie stanie, jak straci jeszcze parę cennych minut na pogawędkę z tą hałaśliwą pchłą – tak nieprzystosowaną do prawdziwego życia, że aż w pewien sposób egzotyczną dla dorastającej w skrajnie innych warunkach Kaguyi.
- Chyba nie chcesz, by obcy pałętali się bez nadzoru po twojej osadzie? Wyglądasz, jakbyś nie miała czego zrobić z nadmiarem czasu. Chodź, raz w życiu zrobisz coś pożytecznego – odpowiedziała zaczepnie na słowa zadziornej pannicy. Dziewczyna nie wyglądała na taką, którą nagliły jakiekolwiek istotne sprawy. A przewodnik, nawet tak wyszczekany jak miłośniczka złotych ozdób, był w takich chwilach mimo wszystko dość niezastąpiony. W końcu, niestety, nie była już u siebie. Czas jej nie naglił, a dziewczyna, mimo, że piekielnie irytująca, intrygowała ją jako jedna z rzadkich możliwości, gdy może skonfrontować się z kimś tak kompletnie innym niż ona sama. Nie znała zbyt wielu ludzi poza swoim szczepem. Podczas wizyt w innych osadach też nie zawierała raczej zbędnych znajomości. Czekała ją długa, samotna wędrówka do domu - mogła więc sobie pozwolić na chwilę czczych słownych przepychanek z tą rozpuszczoną gadułą.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 78
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 19 kwi 2020, o 20:27

Oczywiście, że się nie myliła. Ren nawet nie musiała nic odpowiadać, by rozwydrzone dziewuszysko było przekonane o swojej nieomylności. Przybyszka wydawała się jednak tak bardzo pogodzona ze swoją anonimowością i egzystencją pozbawioną, według Mayū, większego sensu, że w pewien sposób ją to drażniło. Nie mogła tego zrozumieć, a jak czegoś nie rozumiała, to automatycznie czuła frustrację, którą mogła tylko dusić gdzieś w sobie, bo i tak nie znalazłaby ujścia. Po co jej takie życie? Po co żyć, skoro twoje istnienie nie robi nikomu żadnej różnicy? Sabaku przywykła już do tego, że rodzina pokłada w niej nadzieję; że w przyszłości będzie godną następczynią jej utalentowanej matki, że być może przebije jej osiągnięcia swoimi, bardziej spektakularnymi, że będzie kimś. Opcja bycia nikim nawet nie wchodziła w grę. Jakkolwiek by się nie myliła, w jej oczach Ren była tylko prostym czeladnikiem z umiejętnościami pozwalającymi na sprawne wykonywanie drobnych prac manualnych. Ot, zarabiała sobie niewielkie sumki, które pozwalały jej na skromne, ale spokojne życie. Bo jakie problemy może mieć tak prosty człowiek? Nie wyglądała na wygłodzoną, więc czego jeszcze mogłoby jej braknąć do pełni szczęścia? Mayū była zbyt zapatrzona w siebie, by chociaż na chwilę wyjść z własnej głowy i spróbować postawić się na miejscu kogoś mniej uprzywilejowanego od siebie.
Ach, pustynia jest twoim domem. Brzmi to podniośle. Bardzo ładnie nazywasz swoje tułactwo — odparła dość szyderczo na jej górnolotne słowa, nie do końca zdając sobie sprawę, jak okrutnie może zabrzmieć jej wypowiedź. Kiedy tylko jej rozmówca czuł się nieco zbyt dobrze z czymś, co Sabaku nigdy nie uznałaby za powód do dumy, nie mogła sobie odmówić tej sposobności, by chociaż trochę podkopać jego pewność siebie. Bywała dość nieczuła, to fakt.
A co, chcesz mi tam pokazać coś ciekawego? — odpowiedziała pytaniem na pytanie o jej wyściubianie nosa poza mury swojej ukochanej osady, mając nadzieję, że w ten sposób utnie niewygodny temat. Chociaż Ren nie zazdrościła jej dostatniego i, jak uważała, nudnego życia, tak Mayū nie mogła powiedzieć, że nie odczuła lekkiego ukłucia zazdrości, gdy nieznajoma z takim sentymentem wspomniała o swoim domu. Chociaż przesiadywała w swojej złotej klatce z własnej woli, to czasem jednak zastanawiała się, jak to jest na tej pustyni. Czy w ogóle dałaby sobie radę bez tych wszystkich wygód, które zapewnia jej Kinkotsu? Czy brak nudy w całości wynagradza niekończąca się walka o przetrwanie? Była zbyt dumna, by spytać o to tak przypadkową osobę, jaką w tej chwili była dla niej Ren. Prześmiewczy grymas zbladł, a spojrzenie zmętniało przez chwilę zamyślenia.
Zautomatyzowanymi ruchami zawiązała odpowiednie rzemyczki sandała, po czym poruszała przez chwilę nogą w miejscu, chcąc być pewnym, że wiązanie jest stabilne. Wymierzyła w nią dość podejrzliwy wzrok, gdy beduinka postanowiła, że koniecznie musi poprawić jedno słówko z poprzedniej wypowiedzi. Coś było nie tak. Z pewnością zapamięta jej drobne potknięcie.
Całkiem dużo obcych pałęta się tutaj bez mojego nadzoru. Dlaczego akurat ty miałbyś stanowić zagrożenie? Sugerujesz, że powinnam cię pilnować? A może od razu zaprowadzę cię do straży, skoro masz coś za uszami, co ty na to? — spytała nieco przesłodzonym głosikiem, mrużąc złote ślepia. Nie czekając na jej odpowiedź, podniosła swoje szanowne cztery litery z wysiedzianego miejsca i przeciągnęła się leniwie. Rozejrzała się powoli, jakby oceniając, czy nudzi jej się aż do tego stopnia, by włóczyć się z jakąś nieznajomą osobą po mieście, po czym odgarnęła czarne pukle do tyłu, by poprawić swoją narzutkę, która zdążyła już za bardzo zjechać na jej ramiona.
Niech będzie. Im szybciej cię tam zaprowadzę, tym szybciej stąd pójdziesz — ogłosiła jaśniepańsko i zacisnęła palce na białym materiale rękawa swojej rozmówczyni, by pociągnąć ją delikatnie, wskazując w ten sposób kierunek ich wędrówki. I ruszyła w końcu przed siebie, oczekując, że Ren zacznie za nią podążać.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 61
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 19 kwi 2020, o 22:05

Tułactwo. Nie spodobało jej się to określenie. Wędrowcy, ludzie pustyni, beduini, pielgrzymi, nomadzi - tak nazywała w myślach swoich ludzi, przez własną dumę nie dopuszczając do siebie myśli, że sposób życia jej samej i wielu jej rodaków był po prostu zwykłym włóczęgostwem. Tułaczka zapiekła. Tułaczka sugerowała, że egzystują bez żadnego celu i pomyślunku przez sam fakt, że nie posiadają własnej ziemi – i, niestety, taka właśnie była cholerna rzeczywistość. Kto by pomyślał, że mimo wśród tych wszystkich zaczepek i szczypnięć, które jedno za drugim serwowała jej niższa dziewczyna, pojedyncze słowo starczy, by faktycznie wbić szpileczkę Ren? Kaguya zmarszczyła czoło, zerkając krótko na świdrujące ślepia dziewuszyska. Czyżby ją rozpoznała? Rozpoznała ją? Nie miała prawa jej rozpoznać. Siksa ma po prostu więcej szczęścia niż rozumu. Kaguya wyprostowała plecy, unosząc brodę nieznacznie do góry, by nie dać po sobie poznać, że słowa rozmówczyni zbiły ją z pantałyku. Wykrzywiła wargi w pełnym tupetu grymasie przypominającym uśmiech.
- Jeśli tylko sobie tego zażyczysz, to mogę ci pokazać wiele ciekawych rzeczy. O ile nie brzydzisz się tułactwem. – O, czyli miała rację. Pyskate dziewuszysko zręcznie zmieniło temat, licząc na to, że dzięki ciętej ripoście ominie wątek swojej izolacji od reszty świata. Brew Ren drgnęła ku górze, gdy próbowała ukryć rozbawienie. - Ale na pewno nie w takich pantoflach – ucięła jednak natychmiast, poprawiając jednym ruchem materiał pod swoją brodą. Nie mogła sobie pozwalać na taką swobodę w rozmowie z pannicą. Mogła urozmaicić sobie monotonię dnia, ale nie była tu po to, by przekomarzać się z tutejszymi rozwydrzonymi dziedziczkami – a już na pewno nie po to, by zapraszać jakieś miastowe pannice na krajoznawcze wycieczki po malowniczych piaskach pustyni!
Wzruszyła ramionami, gdy ta wymierzyła w nią podejrzliwe spojrzenie. Miłym zaskoczeniem było natomiast to, że nowo poznana dziewczyna jest w stanie sama zasznurować sobie swoje śliczne pantofelki – w niezbyt wybujałej wyobraźni Ren rozbestwione dziedziczki mają od tego sługusów, którzy muszą znosić każdy kaprys swoich paskudnych pracodawczyń. A to ci niespodzianka.
- Pozwól, że uzupełnię zapasy wody przed drogą, a potem zadecydujesz, czy puścisz mnie wolno, czy oddasz w ręce sprawiedliwości. Każecie tutaj za włóczęgostwo? Coś nowego - odparła na jej słowa z cieniem rozdrażnienia w głosie.
Swoją drogą, dopiero teraz Ren zorientowała się w ogóle, że podlotek od dłuższego czasu uparcie zwraca się do niej w rodzaju męskim. Nieszczególnie ją to ubodło. Nigdy nie była szczególnie przejęta własną płcią – jej ciało miało być sprawnie funkcjonującym mechanizmem, który jest w stanie znieść trudne pustynne warunki. Nie interesowało ją nigdy wpasowywanie się w ramy tego, co rozumiane jest jako „męskość” lub „kobiecość”. Nie myślała o romansach, nie myślała o tym, jak w ogóle wygląda, nie myślała też o swoim miejscu w społeczeństwie – może po prostu była zbyt zajęta, by w ogóle zawracać sobie tym głowę? Teraz też nie czuła potrzeby wyprowadzać dziewczyny z błędu – co by to w końcu zmieniło? Czy pannica nagle zaczęłaby widzieć ją w innym świetle lub zwracać się do niej w kompletnie odmienny sposób? Nie chciało jej się tego nawet testować. Nie mrugnęła nawet okiem.
Ważniejsze teraz było to, że panienka zgodziła się dotrzymać jej towarzystwa – a nawet doprowadzić ją siłą na miejsce, ciągnąc za jasny materiał górnych warstw odzienia młodej pielgrzymki. Ren uniosła brew nieznacznie ku górze, idąc za nią niespiesznie – ze względu na swój wzrost robiła duże kroki, nie musiała jej gonić. A tak naprawdę, to nie potrzebowała przecież jej pomocy: dobrze znała drogę do najbliższego źródła wody. Miło jednak było, gdy raz na jakiś czas to ktoś się tobą zajmie. Nie zabawiała dziewczyny rozmową podczas ich wspólnego spaceru, posłusznie dając się jej prowadzić - jeśli pannica coś by kombinowała, to Ren pierwsza by o tym wiedziała. Kaguya dobrze radziła sobie z milczeniem – zwykle to w ciszy spędzała większość swojego czasu. Rozglądała się więc z roztargnieniem po tutejszych uliczkach i piaskowych budynkach, starając się rozpoznać w nich miasto, które zostawiła za sobą kilka lat temu.
- O, to tutaj – mruknęła krótko, bardziej do siebie niż do gadatliwej towarzyszki. Nie zatrzymała się jednak.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 78
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość