Uliczki i zakamarki miasta

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 22 kwi 2020, o 19:43

W końcu trafiła. Po paru mniej udanych próbach wycelowała metaforyczną szpileczką w odpowiedni punkt. Mayū, chociaż zwykle nie mogła usiedzieć w jednym miejscu przez dłużej niż kilka chwil, była jednak zaskakująco cierpliwa, jeśli chodziło o odgadywanie czyichś słabości. Raz trwało to dłużej, a raz krócej, ale w końcu udawało jej się znaleźć ten jeden temat, którego podejmowanie skutkowało coraz to większym rozdrażnieniem dyskutującego z nią nieszczęśnika. A kiedy wreszcie go znalazła, nie mogła się powstrzymać przed wbijaniem tych swoich malutkich szpileczek głębiej, jeszcze trochę, jeszcze odrobinę... By ostatecznie uznać, że jej rozmówca jest najzwyczajniej w świecie przewrażliwiony, gdy tylko zareaguje żywiej na jej zbyt śmiałe osądy. Absolutnie nie przeoczyła tego lekkiego zawahania na twarzy Ren; mogła z niej wyczytać, że przez te parę sekund nie wiedziała, co odpowiedzieć i jak zareagować, by nie dać tej bezczelnej Sabaku chociażby cienia satysfakcji. Jasne ślepia śledziły z uwagą każdy jej ruch, wnikliwie oceniając, jak bardzo się przejęła jej drobnym przytykiem. Wręcz delektowała się tym krótkim momentem przedziwnego napięcia i niepewności. Czy to był ten moment, gdy w głowie Mayū zrodziła się nieśmiała myśl, że jej rozmówczyni należy do znienawidzonego przez nią szczepu? Nie, raczej nie. Nie rozmyślała nad ich losem zbyt często. Nie była też paranoiczką.
Tylko dlaczego akurat to jedno słówko tak bardzo ją ubodło? Mayū zawsze była przekonana, że włóczędzy jednak są świadomi swojego włóczęgostwa. Nawet nie pomyślałaby, że którykolwiek z nich mógłby na siłę się dowartościowywać kwiecistymi wyjaśnieniami, dlaczego żyją akurat w ten sposób, a nie w inny. Lekko zmrużone oczy dziewczęcia błysnęły zaciekawieniem, gdy Ren próbowała podtrzymać swój animusz; wyprostowała się, uniosła głowę do góry i spojrzała z wyższością na swoją dręczycielkę. Próbuje się bronić. No tak.
Nomada był dla niej niczym egzotyczne zwierzę, które podeszło do niej na tyle blisko, by mogła go pogłaskać. Pod włos, co prawda, ale inaczej nie umiała.
Niby co tam jest aż takiego ciekawego? Zwały piasku? To może być interesujące dla kogoś takiego jak ty, ale uwierz mi, że nie dla mnie — powiedziała, dość wymownie podkreślając bardzo wyraźne różnice między nimi obiema. Nawet jeśli faktycznie chciałaby kiedyś sprawdzić, jak tym prostym ludziom żyje się poza osadą, to wolałaby zatrudnić do tego kogoś bardziej sprawdzonego niż byle przybłędę. Musiała być ostrożna. — Ha. Po prostu mi zazdrościsz, bo ciebie na to nie stać. A może byłoby, gdybyś przyjął ode mnie zapłatę! Że też takie rzeczy trzeba ci wyjaśniać, rety. Nie wydajesz się zbyt — zagestykulowała teatralnie wolną dłonią, próbując przywołać odpowiednie słowo — myślący.
Zastanawiające były niektóre przejęzyczenia i dobór słów, które tak uparcie wplatała w swoje wypowiedzi nieznajoma, mówiąc o Kinkotsu. Niby nic, może to przypadek, może kiedyś jakiś strażnik przegonił jej stragan z... czymkolwiek tylko taka osoba jak Ren mogła handlować. Teoretycznie nic takiego, ale nadal istniała pewna szansa - nikła, ale jednak - że za tymi półsłówkami i niedomówieniami kryje się coś nieco bardziej interesującego.
Pozwalam — rzuciła od niechcenia, nawet się do niej nie odwracając. — Czekaj. Coś nowego? Czy to znaczy, że masz już jakieś doświadczenia? No już, przyznaj się. Ale nie obiecuję, że to zostanie między nami — dodała o pół tonu ciszej z chytrym uśmieszkiem błąkającym się w kącikach ust. Obie musiały kontynuować ten teatrzyk, nie miały wyboru. Ren chciała zachować w ukryciu swoją tożsamość, a Mayū obrała sobie za cel, by jak najszybciej wyprawić tę tajemniczą jednostkę za bramy swojej osady. Nie była pewna jej intencji.
Maniera stawianych przez nie kroków była wręcz groteskowo różna - długie, powłóczyste kroki Ren nie współgrały z jej krótkimi, nerwowymi kroczkami. Mimo że próbowała się z nią zrównać, ostatecznie i tak musiała na nią czekać co parę kroków, by ta w końcu do niej doszła. Zdawała sobie sprawę z tego, że przez aparycję i sposób bycia nietrudnym było lekceważenie jej umiejętności. Dla takiej Ren mogła być jedynie pyskatą pchłą i niezbyt przystosowaną do życia pannicą, co nie mijało się z prawdą, ale przede wszystkim była kunoichi, która, na domiar złego, podlegała pod Sabaku. Gdyby tylko dowiedziała się, do jakiego należy klanu, nie byłoby mowy o luźnej wymianie zdań, a co dopiero naprawianiu bucików.
O, to tutaj. Wlepiła wzrok w oddaloną o kilka metrów studnię, udając, że nie usłyszała jej słów. Czy to znaczyło, że wcale nie potrzebowała jej przewodnictwa? W takim razie po co w ogóle ją fatygowała? Nie mogła wysuwać pochopnych wniosków, przecież sporo podróżnych regularnie zahacza o każdą większą osadę, by uzupełnić swoje zapasy, odpocząć i ruszyć w dalszą drogę. To nic podejrzanego, prawda?
To tutaj. Bierz, ile musisz i zmykaj — mruknęła oschle. Wskazała jeszcze niedbałym wymachem ręki cel ich spaceru, po czym skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, ani na moment nie spuszczając jej z oczu.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 58
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 23 kwi 2020, o 15:08

- Prawda - odparła dość obojętnie beduinka, kolejny raz zbywając słowa pannicy niedbałym wzruszeniem ramion. Nie oczekiwała od jakiegoś rozpuszczonego jak dziadowski bicz dziewuszyska tego, że jej nieskomplikowany umysł doceni bezkresną przestrzeń, jaką daje pustynia. Nie zamierzała też się o to wykłócać i próbować ją przekonywać, że piaskowy krajobraz może być różnorodny i naprawdę zapierający dech w piersiach, a pustynna flora i fauna bogatsze, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Zdążyła już zrozumieć, że złotooka właśnie za pomocą takich czczych dyskusji najwyraźniej umilała sobie monotonię swojego małego, banalnego życia. Faktycznie, rozmowa z dziewczęciem utwierdziła ją tylko w przekonaniu, że ona i miastowa dziewczyna są różne jak ogień i woda – żeby tylko durna, niedomyślna Ren wiedziała, jak bardzo miała rację i jak w rzeczywistości odległe były ich światy i rodziny! Nie czuła potrzeby przekonywać jej, że ich życia są do siebie podobne, bo w istocie nie były. I choć faktycznie, Ren brakowało wielu wygód, które oferowało życie w Atsui, to za nic nie wymieniłaby się miejscem z tą zamkniętą w złotej klatce ptaszyną. – Ale mogę ci pokazać skorpiona albo skarabeusza. Albo myszoskoczka? – W tonie Kaguyi wyraźnie było słychać pobłażanie. Nawet nie próbowała tego ukryć ani zamaskować. Traktowała niższą od siebie panienkę jak dziecko, które nie poznało nigdy prawdziwego świata. A co lubią dzieci? Małe stworzonka.
Nie kontynuowała tych pyskówek to tym, jakoby Ren nie cechowała się szczególną błyskotliwością. Daleko jej było od uczonej, rzeczywiście. Jednak była na tyle bystra, by wiedzieć, że walka na słówka z jakąś siksą w samym centrum Atsui jest jedną wielką stratą czasu. Wiedziała, jak sobie poradzić z taką małą szczekaczką – po prostu nie grać w jej grę, pozwalać jej paplać. Chociaż nie da się jednak ukryć, że Ren miała ochotę złapać panienkę za ten zgrabny nosek i wytarmosić go porządnie.
- Masz mnie, nie powinno mnie tu być. Jestem poszukiwanym przestępcą. Chcesz wiedzieć dlaczego? - odpowiedziała bardzo poważnie na jej słowa, skracając dystans między nimi jednym dużym krokiem i nachylając się bliżej jej ucha, zniżając głos konspiracyjnie. Ile ta dziewczyna miała energii? Ren oszczędzała się kiedy tylko mogła, dobrze wiedziała, że nie powinna marnować sił przed wyczerpującą podróżą. Pannica natomiast zachowywała się jak nakręcona zabaweczka, wiecznie w ruchu, zawsze na chodzie. Pewnie nawet, gdy stała w miejscu, to dygotała na całym ciele od tej bezczynności. Beduinka zmrużyła ślepia i wypuściła powietrze przez zęby z cieniem rozbawienia. – Wszystko przez to, że sprzedaję tak dobry ser, że to aż nielegalne. Tylko błagam, niech to zostanie między nami. – W sumie nie była dobra w prowadzeniu takich lekkich rozmów i przekomarzanek. To, co miało brzmieć na żartobliwą wypowiedź, w jej ustach brzmiało bardziej ostro, jakby chciała uciąć temat. Nie odnajdowała się w tych wszystkich retorycznych zabawach i gierkach, na które trwonili czas ci „wysoko urodzeni”. Miała poczucie, że nie nadąża za złotoustą kompanką.
Pannica była na tyle kulturalna, że nie dopytywała o to, co dostrzegły ciemne oczy Ren. Sama Kaguya rozproszyła się na moment, zbyt zajęta wodzeniem wzrokiem za jednym z okien, teraz przysłoniętym ciężkim materiałem, który nie pozwalał ostremu słońcu wpadać do chłodnego pomieszczenia. Najchętniej podeszłaby bliżej, by zerwać tkaninę i zajrzeć do środka, sprawdzając, co zostało z tego, co zapamiętała przed paroma laty. Zazwyczaj nie zapuszczała się w te okolice, ale towarzystwo hałaśliwej tutejszej dodało jej jakiejś dziwnej odwagi. Może to kwestia tego, że nie mogła sobie pozwolić na dużo i wiedziała, że nie zrobi nic głupiego pod czujnym okiem dziewczęcia?
Jeśli chodzi o studnię, to obsłużyła się szybko i sprawnie. Uzupełniła zapasy, przemyła twarz garścią pełną wody – na tyle ostrożnie, by nie odsłonić czoła jednym nieprzemyślanym i zbyt zamaszystym gestem. Potem oparła się ramieniem o konstrukcję studni, rozgarniając na moment w bok materiał i dość leniwie podpinając bukłak do pasa przy swoim biodrze.
- To czym się w sumie zajmujesz?Pewnie niczym. Im bardziej dziewczyna chciała jej się pozbyć ze swojego terytorium, tym bardziej przeciągała każdą czynność i każde słowo. Nie spieszyło jej się opuszczać Atsui.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 75
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 23 kwi 2020, o 22:30

Myszoskoczek? Co za nonsens.
Czym jest, do cholery, myszoskoczek? Mayū ani o takim zwierzu nie słyszała, ani go tym bardziej nie widziała, więc musiała zdać się wyłącznie na swoją wyobraźnię. O ile nazwa faktycznie zdradzała cechy charakterystyczne tego przedziwnego stworzenia, to musiała to być - uwaga - jakaś mysz, która skakała. Czy to brzmiało jak zwierzę, które może być przystosowane do niewybaczającego żadnych błędów, pustynnego klimatu? Absolutnie nie. Nie mogła do końca zweryfikować, czy wypowiedź jej rozmówcy jest tylko głupiutkim żartem, czy faktycznym zobrazowaniem fauny z miejsc jej pobytu. Mayū była osobą kompletnie nieopierzoną w wielu kwestiach; a już zwłaszcza tych, które wymagały od niej opuszczenia osady, co zrobiła świadomie i dobrowolnie najwyżej parę razy w swoim krótkim życiu. Nigdy nie była kimś, kogo się po coś posyła, bo zazwyczaj to ona kogoś po coś posyłała, zaś większość treningów mających na celu nauczyć ją w lepszym stopniu kontrolować złoto wykonywała na własnym podwórku, gdy każdy ruch dziewczęcia śledziła doświadczona w tej sztuce babka. Nie można było jednak powiedzieć, że jest kompletną ignorantką. Wiedziała przecież, że na pustyni są, dla przykładu, wielbłądy, skorpiony, jakieś węże... ale o myszoskoczkach, niestety, nie miała pojęcia.
Ściągnęła z niezadowoleniem ciemne brwi. Propozycja nomady nie spełniła jej oczekiwań. Po cichu liczyła na to, że obwieszony nadmiarem szmat przybysz domyśli się, że rozwydrzona panienka tak naprawdę była odrobinę zainteresowana jego propozycją wycieczki krajoznawczej po Atsui, jednak, a jakżeby inaczej, ta prosta jednostka okazała się na tyle niedomyślna, że zaczęła paplać trzy po trzy o jakichś pustynnych owadach i innych paskudztwach. Kliknęła językiem z rozdrażnieniem, po czym pomachała głową na boki, absolutnie nie kryjąc się ze swoją dezaprobatą.
Czyli ostatecznie chcesz mi pokazać jakieś robaki i szczury? W takim razie podziękuję — bąknęła, kończąc swoją wypowiedź wymownym westchnięciem. — Pewnie jak siedzicie samemu na tej pustyni, to nawet widok takiej drobnicy was uszczęśliwia. Wybacz, po prostu głośno myślę. — Nie mogłaby się obyć bez chociaż drobnego kąśnięcia, które niby nie miało opuścić jej ślicznej główki, a jednak bezwiednie opuściło umysł, by się temu cholernemu beduinowi odgryźć za te myszoskoczki. Z drugiej jednak strony jej osąd faktycznie mijał się z rzeczywistością, Mayū bowiem nie pałała miłością ani do malutkich zwierzątek, ani do kruchości jako takiej. Jeśli zwierzęta, to tylko duże i potężne, a jeśli techniki, to wyłącznie te spektakularne, wręcz przytłaczające - dlatego też tak bardzo uwielbiała swój złoty pył, który spełniał każde jej kryterium. Nie potrafiła docenić finezji; ostatecznie i tak przegrywała z potęgą władanego przez nią surowca. A Mayū cholernie nie lubiła przegrywać.
Jeżeli Ren chciała coś sobie - lub też samej Sabaku - udowodnić zaniechaniem grania w jej słowne przepychanki, to mogła liczyć tylko na rozczarowanie. Mayū nawet nie zauważyłaby, że jej rozmówca już nie chce w tym uczestniczyć i kontynuowałaby swój monolog aż do momentu, kiedy wreszcie wyczerpałaby zasoby swojego strumienia świadomości. Zazwyczaj to właśnie ona decydowała o tym, w którym momencie dyskusja miałaby się skończyć. Czasem wręcz czekała, aż w końcu ktoś jej utrze nosa, ale zwykle nic takiego się nie działo. Zwykle.
Nie, tyle mi wysta-... — Wrodzona buta przez krótki moment ustąpiła zdezorientowaniu, a głos utknął gdzieś głęboko w gardle, gdy nieznajoma naruszyła strefę osobistą zbyt zuchwałego dziewczęcia. Nie spodziewała się tego. Nienawidziła czuć się zaskoczona; nienawidziła też, gdy rozmawiająca z nią osoba nie zachowuje przyzwoitej odległości. Przełknęła boleśnie ślinę i odchyliła nieco głowę, by beduinka nie poczuła, że ma jakąkolwiek przewagę. Odkaszlnęła z pewną niezręcznością w zwiniętą w pięść dłoń, by nie ryzykować, że jej głos się załamie, po czym odważyła się na zerknięcie na nią kątem oka, na powrót skracając dystans. — Skoro ten twój ser jest nielegalnie dobry, to coś czuję, że jadalny tylko jeden raz. Z bólem serca, ale chyba muszę cię za to zamknąć. — I chociaż ton jej wypowiedzi mógł wydawać się lekki, a figlarny grymas nie opuszczał jej twarzy, to spojrzenie jednak zdradzało pewną pretensję. Prychnęła pod nosem i wreszcie ją wyprzedziła, nie pozwalając jej na żadną reakcję.
Dalsza droga prowadząca do studni przebiegła w miarę spokojnie. Na tyle spokojnie, że nieznajoma nie robiła żadnych scen, ale za to gapiła się bezczelnie w okna jednego z mijanych przez nie domostw. Spodobały jej się zasłony? A może wyczuła, że nikogo nie ma w domu i bez skrupułów mogłaby wynieść stamtąd jakieś kosztowności? Cały czas obserwowała ją z ukosa, kontrolując w ten sposób jej zachowanie. Nawet jeśli nie zrobiła czegoś bardziej podejrzanego tylko dlatego, że czuła na sobie świdrujący wzrok Mayū, to i tak całkiem nieźle. Teraz tylko poczekać, aż ta nabierze sobie wody, pożegnać się grzecznie i...
Chyba nie masz za bardzo z kim rozmawiać, skoro zagadujesz losową osobę o jakieś pierdoły — powiedziała z wyraźnym rozbawieniem, gdy do jej uszu dotarło tak wyświechtane - może nawet nieco zdesperowane - zagajenie rozmowy. — Niczym szczególnym. A przynajmniej niczym, co mogłoby cię zainteresować. — Niczym, co sprawiłoby, że ty i twoi pustynni towarzysze przyszliby do kliniki ojca, by nabyć jego specyfiki o zdecydowanie zbyt zawyżonej cenie. Nie czuła nawet potrzeby, by cokolwiek jej wyjaśniać. Czy koczownicy w ogóle wiedzą, czym są kosmetyki? No właśnie.
O, widzę, że już masz wodę — podjęła, dość wymownie wskazując dłonią jej bukłaki. Uśmiechnęła się ładnie, gdy napotkała jej wzrok. No, skoro załatwiła w końcu to, co chciała załatwić, to teraz chyba już nic nie powinno stać na przeszkodzie, by sobie poszła.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 58
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 24 kwi 2020, o 21:02

Ile w życiu było straconych szans? Jedno trochę lepiej przemyślane słowo, a może ich rozmowa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Mayu rzuciłaby dostatnie miejskie życie i zostawiłaby za sobą niewygodne pantofelki i złotą kolię, by ruszyć w szaleńczą podróż życia w towarzystwie dopiero co poznanego pustynnego pielgrzyma. Ren jednak przywołała niestety nie to zwierzę, co powinna, na zawsze już tracąc możliwość zaimponowania rozpaskudzonej pannie. Myszoskoczek niestety nie zrobił wrażenia na dziewczęciu, które wyraziło swoje niezadowolenie głośnym mlaśnięciem. Może na ulicach Kinkotsu roiło się tyle szczurów, że gryzonie nie kojarzyły się zbyt dobrze ciemnowłosej? Najwyraźniej to, co podobało się dzieciakom zamieszkującym jej wędrowną wioskę, nie było w stanie oczarować jej rozmówczyni.
- Nie będę nalegać, dziewczyno. – Cóż, nie każdy musi się przecież interesować obserwowaniem pustynnego zwierzyńca. Beduinka dobrze wiedziała, że przyzwyczajona do wyboru różnorodnych rozrywek panienka może nie widzieć nic atrakcyjnego w siedzeniu na środku pustynnego bezkresu i wypatrywania ich dzikich mieszkańców. Ren natomiast, faktycznie, często umilała sobie w ten sposób wolny czas. Dlatego też nawet nie zamierzała zaprzeczać na jej słowa. Nie było nic bardziej satysfakcjonującego, niż moment, gdy znajdujesz się w takiej symbiozie z otoczeniem, że twoja egzystencja przestaje płoszyć innych, mniejszych mieszkańców pustyni. No, i przecież prawdą było to, że lubiła być sama. – Ale jeśli się namyślisz i miałabyś kiedyś ochotę zobaczyć, co jest za bezpiecznymi murami Kinkotsu, to jestem tu zwykle co dwa miesiące. Włos ci ze mną z głowy nie spadnie – stwierdziła w sumie dość butnie. Może to w sumie dobry sposób na zarobek? Zabawianie znudzonych pannic wycieczkami po obcych terenach i zapewnianie im ochrony? Jej propozycja tym razem nie była jednak podszyta chęcią łatwego wzbogacenia się, lecz zwykłym zaciekawieniem tego, jak odklejona od życia innych mieszkańców prowincji dziewczyna odnalazłaby się w zupełnie innej niż znana jej rzeczywistości. Czy dojrzałby w pustyni to piękno, które zauważała Ren? Czy może czym prędzej chciałaby wrócić do swojego wygodnego domu? - No chyba, że się boisz? Pustyni, nieznajomych tułaczy? – dokończyła zaczepnie.
Warto jeszcze dostrzec w tej uroczej scenkę ironię w fakcie, że Kaguya oferowała właśnie ochronę nie tak znowu bezbronnej kunoichi Sabaku. Cholera, gdyby tylko beduinka wiedziała, z kim ma do czynienia!
Dziewczę chyba nie przepadało za tym, gdy ktoś miał czelność wkroczyć w jej prywatną przestrzeń. Ren odnotowała to w myślach, widząc, jak ta szybko stwarza między nimi na nowo odpowiadającą jej odległość. Beduinka, dzieląca ciasną przestrzeń namiotu ze swoją rodziną, nie miała zbytnich problemów z brakiem dystansu. Nie peszyła się, gdy ktoś się zbliżał, nie miała ku temu powodów. Co innego miastowe dziewczę, przyzwyczajone zapewne do tego, że wszystko jest jej – jej rodzinny dom, jej własny pokoik, jej miękkie, szerokie łóżko. Ren nie pamiętała już takich luksusów. Stale ściśniętej na małej przestrzeni z rodziną, trudno było jej przyswoić, że ktoś może być aż tak przywiązany do tworzenia wokół siebie niewidocznych gołym okiem, nieprzekraczalnych barier. A teraz, gdy dostrzegła, jak zawzięcie dziewczyna stara się od niej oddalić, z tym większą satysfakcją wykonała kolejny krok w jej kierunku. Pyskata, zbyt pewna siebie mieszkanka utraconej osady, prawowicie należnej przecież rodowi Kaguya, sprawiała, że miała ochotę ją osaczyć. Czy wyładowywała się na niej, korzystając z tego, że wydawało jej się, że nie jest Sabaku? Możliwe.
- Niczym szczególnym. No tak – mruknęła pod nosem, podnosząc do ust bukłak z wodą i spijając spory jego łyk. Ciemne ślepia uważnie i spokojnie obserwowały dziewczynę. – I co? Nie nudzisz się? – Dobrze wiedziała, że te pytania były banalne i cholernie nieciekawe. Testowała w sumie, ile jeszcze zniesie wredna pannica o wybujałym ego, która – jeśli dobrze jej się zdawało – odczuwała już dyskomfort podczas tej przypadkowej, przedłużającej się interakcji.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 75
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 25 kwi 2020, o 00:26

Kolejną skazą na jej osobowości było to, że już od dłuższego czasu nie potrafiła cieszyć się z prostych przyjemności. Wychowując się w dużym mieście, które oferuje całą gamę najróżniejszych rozrywek, niemożliwym jest zachowanie tej nieskażoną nadmiarem bodźców wrażliwości pozwalającej na pochylenie się chwilę dłużej nad byle kwiatkiem, by z uwagą i pełną koncentracją poroztkliwiać się nad jego urodą. Nie wiedziała nawet, czy był taki moment w jej życiu, że była do tego zdolna, czy już od samego początku jej oczy łaknęły jedynie najjaskrawszych atrakcji. Właściwie, to czuła cokolwiek pozytywnego dopiero w momencie, gdy dana rzecz dosłownie zapierała dech w jej piersi. Zdarzało się, że świadomie prowokowała dość ryzykowne sytuacje, by chociaż na chwilę oderwać się od swojego - chociaż nigdy nie przyznałaby tego przed samą sobą - monotonnego życia trzymanej pod kloszem panienki. W przeciwieństwie do oczekiwań wiecznie zamkniętego w gabinecie ojca lubiła, gdy adrenalina zmuszała jej organizm do funkcjonowania na nienaturalnie wysokich obrotach. Całkiem możliwe, że w przyszłości właśnie to pragnienie odczuwania wszystkiego w najintensywniejszej formie będzie tym, co ją zgubi. Na razie jednak nie musiała się martwić o takie rzeczy; dotychczas nie podejmowała zleceń o wadze większej niż rozbijanie jakichś szajek podrzędnych złodziejaszków, co wywołuje mniej więcej tyle emocji, co zeszłoroczny śnieg deszcz.
Nie będziesz? Przecież właśnie to robisz, głuptaku — wytknęła jej niekonsekwencję, poszerzając nieznacznie swój krzywy uśmieszek. Nieznajoma siliła się na nonszalancję, ale, niestety, koniec końców kiepsko jej to wychodziło. Niby nie miała zamiaru nalegać, a jednak nie mogła powstrzymać się przed wyśpiewaniem jakiemuś obcemu dziewuszysku, kiedy znowu chciałaby zawitać w Kinkotsu. Mimo że nie uznawała tej propozycji za poważną, kolejna wypowiedź nomady odrobinkę zbiła ją z tropu. Czy to zaproszenie? Powinna obtoczyć tę datę kółeczkiem, by pamiętać, że jakiś sprzedający ser pielgrzym za dwa miesiące miałby ją porwać na wycieczkę po pustyni? Z jej ust wyrwało się krótkie parsknięcie, gdy wreszcie uświadomiła sobie, w jak absurdalnej sytuacji tak naprawdę się znalazła.
Szczerze wątpię, że będę o tobie jeszcze pamiętać za dwa miesiące, ale jeśli mi się nagle zachce, to wezmę cię pod uwagę — odparła dość beznamiętnie, przykuwając teraz większą uwagę do sprawdzenia stanu paznokci niż do swojego rozmówcy. — Tak, tak. Mogę odetchnąć z ulgą, gdy jakiś handlarz zapewnia mnie o moim bezpieczeństwie. Wy tam bijecie się o te bydło, że tak nie wątpisz w swoją krzepę? — mruknęła, pozwalając sobie na odrobinę jadu. Nie odmawiała jej siły, bo obrobienie własnego gospodarstwa wymagało nienagannej tężyzny fizycznej, aczkolwiek szczerze wątpiła, że mogłaby dać radę z kimś wyszkolonym do walki. Prędzej uwierzyłaby w ten scenariusz, że to właśnie ona sama wybroniłaby jakiegoś pastucha przy pomocy złotego piasku, którego przecież na pustyni miała pod dostatkiem. Przez króciutki moment nawet przeszło jej przez myśl, że, biorąc pod uwagę niezachwianą pewność siebie Ren, być może ona również potrafi nieco więcej niż machanie pięściami bez większego pomyślunku. Ot, taka niedorzeczna myśl. Niemożliwa. To by dopiero było, gdyby przekwalifikowali sprzedawców nabiału na shinobi...! Wypuściła głośno powietrze, starając się powstrzymać tego typu przemyślenia przed mnożeniem się w swoim umyśle. — Mhm. Myszoskoczka — niemal wtrąciła jej się w słowo, gdy zaczęła wymieniać potencjalne zagrożenia, które mogłaby spotkać na pustyni, po czym wymownie przewróciła ślepiami. Nie bała się niczego - a przynajmniej w ten sposób lubiła o sobie myśleć. Nie mogła jeszcze do końca zweryfikować swoich lęków, ale, biorąc pod uwagę hipotetyczną sytuację, w której nagle znalazłaby się po środku niczego, nie uznałaby ewentualnego towarzystwa za zagrożenie. To raczej sam fakt wylądowania na pustkowiu wywoływał u niej większy dyskomfort. Czy dałaby sobie radę? Czy została w ogóle wyposażona w jakiekolwiek umiejętności związane z surwiwalem? Nie wiedziała.
Wzruszyła jedynie ramionami, gdy beduinka przeinaczyła jej słowa tak, by pasowały do jej wyobrażenia o Mayū. Niech sobie uważa, co tylko chce - w końcu i tak nigdy nie będzie dane jej poznać prawdy zarówno o jej pochodzeniu, jak i zawodzie. Jeszcze tego by brakowało, by zaczęła cokolwiek udowadniać jakiemuś włóczędze, też coś.
To miłe, że pytasz — wyćwierkała z przesadną słodyczą. — Tak, powoli już zaczynam się nudzić. Z tobą. Nie będę z tobą rozmawiać o wyrabianiu sera, a o niczym innym pewnie nie masz pojęcia — dokończyła swoją wypowiedź już mniej słodziutko. Podjęła z nią ten dość intensywny kontakt wzrokowy, wręcz czekając na jakieś potknięcie. Jakiś błąd. Zachowywały się niczym dwa nastroszone kociska, które zebrały się na niepożądanym spotkaniu na granicach swoich terytoriów. W sumie, to dokładnie tak właśnie było - nawet, jeśli nie były tego świadome. Ren nie chciała się czuć jak niepożądany gość w osadzie, która kiedyś była jej domem, zaś Mayū chciała tego - według niej - niepożądanego gościa ze swojej osady wyprowadzić, podskórnie czując, że coś jest nie tak.
Dokąd teraz idziesz? — spytała od niechcenia, udając, że wcale jej to nie interesuje.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 58
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 25 kwi 2020, o 15:33

Dziewczyna miała rację. Choć wydawało jej się, że nie napina się i nie stara, to pannica złapała ją na gorącym uczynku - faktycznie, wbrew swoim słowom nakłaniała miastowe dziewczę na jakieś krajoznawcze wycieczki. Było to po pierwsze głupie, a po drugie zupełnie niepodobne do przywiązanej do własnego towarzystwa Ren. Brnęła w to jednak nadal, zdobywając się na obojętną pozę, a czujna dziewczyna o gładkim obliczu wytknęła to bez oporów palcem, na moment zbijając Kaguyę z pantałyku. Po co ciągnęła to dalej? Dobrze wiedziała, że gdyby, o zgrozo, pannica naprawdę wyraziła chęć skorzystania z oferty wspólnej podróży, Ren zniosłaby najwyżej kilka godzin tego uroczego towarzystwa, a wspólna wyprawa skończyłaby się zapewne porzuceniem niechcianego balastu w przy najbliższej oazie – stamtąd może ktoś przynajmniej by odebrał obwieszoną błyskotkami zgubę i w zamian za jedną ze złotych bransoletek dostarczył zołzowate dziewczynisko z powrotem do bezpiecznego Kinkotsu. Ren zwęziła wargi z niezadowoleniem.
- To w takim razie zobaczymy, czy będziesz potrzebować atrakcji za te dwa miesiące – parsknęła pod nosem. Informacja o tym, że nieznajoma prawdopodobnie ją zapomni, nie zmartwiła jej ani trochę. Ba, była jej wybitnie na rękę! Im bardziej znikała w anonimowym tłumie, który pospiesznie przemierzał tutejsze uliczki, tym mniejsza szansa, że wpakuje się w jakieś szambo. Tak naprawdę, to była chyba najmilsza rzecz, jaką mogłaby usłyszeć z ust swojej rozmówczyni. Przez moment miała wręcz ochotę poklepać ją po plecach jowialnie, dziękując jej za te świetne wiadomości – chociaż miłośniczka błyskotek pewnie nie zrozumiałaby jej entuzjazmu. Poznana dzisiaj dziewczyna żyła, by być dostrzegana, podziwiana i celebrowana. Beduinka natomiast pełzła gdzieś na boku, deformując swoją charakterystyczną sylwetkę grubymi warstwami materiału i skrywając klanowe symbole, które zdobiły jej czoło – zwykle powód do dumy, tutaj duże ryzyko. – Właśnie tak. Robimy to cały czas, przeżyją tylko najsilniejsi. Taka laleczka jak ty, z rękami jak kurczak-… – wyciągnęła rękę w stronę dziewczyny, by spokojnie i zarazem dość bezczelnie chwycić jej ramię. A potem zmarszczyła brwi nieznacznie, urywając w pół słowa. Spodziewała się słabej i bezradnej ręki bezbronnej panienki, a napotkała niezbyt okazały, ale jednak wyczuwalny mięsień. Dziwne.
Odsunęła od siebie te lekkie uczucie dysonansu, tłumacząc to sobie tym, że może i wychuchane dziewczęta w dzisiejszych czasach dbają o kondycję fizyczną. W końcu ruch to zdrowie, prawda? Nie będzie zawracać sobie głowy tym odkryciem, nie ma po co. Nie może podejrzewać każdego, kto ma choć odrobinę siły w ramionach, że wypracował sobie krzepę dźwigając gurdę pełną piachu, bo wtedy oszaleje. A może jednak..? Jeśli tak, to zdecydowanie nie powinna zaczynać tej rozmowy.
- Jak się nazywasz, dziewczyno? – Zignorowała jej pyskówki, mrużąc powieki i wykrzywiając wargi w ostrym grymasie. Dopiero teraz złapała się na tym, że nadal zaciska dłoń w mocnym uścisku na ramieniu rozmówczyni, obdarzając ją podejrzliwym spojrzeniem. Skonsternowana, uwolniła dziewczynę od kleszczy swoich palców. Musiała znów wrócić do swojej normalnej, pewnej siebie swobody.
- W tamtą stronę. - Ren wskazała obojętnie palcem kierunek, który prowadził do szlaku. O, czyli jednak jest zainteresowana? Choć pannica tyle czasu chciała sprawiać wrażenie obojętnej na obcą, to najwyraźniej dalsze plany podróżniczki zainteresowały ją na tyle, by zmusić się do dalszych pytań. Przez moment jeszcze milczała, dalej uzupełniając wodę w organizmie drobnymi łykami. Nie spieszyło jej się zaspokajać ciekawość dziewczęcia, niech wytrenuje trochę cierpliwość. Słusznie wydawało jej się, że przyzwyczajona do dostawania wszystkiego na tacy panienka nie grzeszyła tą cnotą. – Zatrzymam się gdzieś na noc, a potem ruszam do Sabishi. Muszę zostawić matce parę Ryo – dopowiedziała jednak, znów nachylając się nad studnią, by uzupełnić to, co łapczywie wypiła przed chwilą. Dziewczyna nie potrzebowała tych szczegółów, ale beduinka nie mogła powstrzymać się, by jeszcze raz zasygnalizować jej różnicę między nimi – hej, ja żyję dla kogoś, żyję po coś. Nie wegetuję, jak ty, snując się między jednym dusznym pomieszczeniem a drugim.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 75
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 26 kwi 2020, o 17:32

Nieznajoma wydawała się być, o dziwo, bardzo niepocieszona lekceważącym potraktowaniem propozycji wspólnego wypadu za miasto. Nie mogła do końca rozszyfrować jej toku myślenia; najpierw zaczęła nagabywać, potem uznała, że jednak nie będzie jej namawiać, by ostatecznie znowu próbować wymusić na niej zgodę i znowu zirytować się, gdy ponownie ją zbyła. Sabaku nie mogła powstrzymać się przed uniesieniem kącika ust ku górze w protekcjonalnym grymasie. Ach, ten prosty lud. Kiełbie we łbie. Siano w głowie. Jedno myślą, drugie robią. Zapewne jej rozmówczyni nawet nie zwróciła uwagi na to, że wysyła tak cholernie sprzeczne sygnały. Nie mogła jej za to winić - w końcu całkiem możliwe, że miała już na głowie jakieś ważniejsze sprawy, z którymi nie mogła identyfikować się taka Mayū. Jakieś dojenie kóz, wyrabianie sera. Po raz kolejny wykonała odganiający gest dłonią, gdy beduinka zaczęła coś mówić o ich przyszłym spotkaniu. Nawet nie wiedziała do końca, co tak naprawdę powiedziała, bo była w tym momencie zbyt zajęta mierzeniem wzrokiem każdego mijającego ich przechodnia. Jakim cudem niektórzy tak bardzo nie potrafią się ubrać? Mayū wolałaby umrzeć niż nie mieć gustu. Jakież to szczęście, że ta przykra przypadłość jej nie dotyczyła - w jej mniemaniu bowiem bliżej nieokreślony stwórca obdarzył ją gustem ponadprzeciętnie dobrym. Wręcz wybitnym.
Wymyśloną naprędce rozrywkę, która polegała ocenianiu swoim krytycznym okiem stylizacji przypadkowych ludzi, przerwał żelazny uścisk dłoni na ramieniu dziewczęcia. W pierwszym odruchu chciała wyrwać rękę z jej silnego uchwytu, ale, dostrzegłszy na jej twarzy najszczerszy grymas zaskoczenia, jedynie zadarła głowę nieco bardziej do góry, lokując obie ręce na biodrach w jakże dominującej pozie. I, oczywiście, przy okazji napięła ten swój marny mięsień.
No? I co dalej? Czemu nie kończysz? — skomentowała jej nagłą pauzę nieco zbyt zuchwale, zerkając nań z wyższością, która ignorowała różnicę wzrostu działającą na jej niekorzyść. Chociaż treningi siłowe nigdy nie były priorytetem podczas jej treningów, bo zwykle miała sporo innych rzeczy do podszlifowania, to nie można było powiedzieć, że jest całkowicie tej siły pozbawiona. Na nieszczęście Ren jej tężyzna fizyczna wynikała praktycznie wyłącznie z ciągłego targania na grzbiecie sporych rozmiarów gurdy ze złotem; to właśnie plecy, barki oraz ramiona były najbardziej umięśnionymi partiami jej ciała. W porównaniu jednak do osoby, która preferuje walkę przy użyciu własnych nóg i rąk, ta jej muskulatura musiała wydawać się raczej śmieszna. Dużo bardziej ceniła u siebie swoje wprawne oko i refleks, dzięki którym mogła z łatwością operować złotym pyłem. — Mayū. Mayū się nazywam. Tyle musi ci wystarczyć — odparła dość wymijająco, odprowadzając wzrokiem rękę nomady. Siła jej dłoni nie była tą, którą mógł dysponować byle handlarz nabiałem - a mogłaby przysiąc, że to nie była pełnia jej możliwości. Zdecydowanie zbyt intensywny wzrok Ren wprawiał ją w lekki dyskomfort, więc, z początku również lustrując beduinkę badawczym spojrzeniem, w końcu i tak przerwała ten przeciągający się kontakt, żachnięciem wyswabadzając się z jej uścisku. Powinna teraz dopytać ją o imię, czy jak? Jeśli będzie chciała, to przecież sama powie.
Czyli do Sabishi... — powtórzyła za nią bezwiednie, gdy wreszcie pochwaliła się celem swojej wędrówki. Chociaż wiedziała, że być może powinna, nigdy nie czuła się zbyt nostalgicznie myśląc o Sabishi; w końcu nadal była dzieckiem, gdy mieszkała tam wraz ze swoją rodziną, a większość jej wspomnień z tamtego okresu bynajmniej nie była pozytywna. Jej myśli jednak nie były teraz skoncentrowane na swoim domu rodzinnym, a nieznajomej, wobec której zaczynała mieć pewne podejrzenia. Skoro powiedziała, że musi zostawić matce pieniądze w Sabishi, to to oznaczałoby, że stamtąd pochodzi? A może zatrzymuje się tam tylko na chwilę, by sprzedać swój ser i ruszyć dalej? Zakładając, że omotana nadmiarem materiału przybyszka jednak doświadczyła jakiegoś podstawowego szkolenia, to czy istnieje możliwość, że przynależy do któregoś z tamtejszych rodów? Aparycja Ren nie zdradzała żadnych cech charakterystycznych, ale z drugiej strony - czy wygląd Mayū cokolwiek zdradzał? Nie mogła sobie pozwolić na nieuwagę. I tak już zbyt często zdarzało jej się lekceważyć swoich oponentów.
Na miejscu twojej matki byłabym tobą rozczarowana. Pewnie przyniesiesz jej tyle, co nic, bo ta twoja śmieszna duma nie pozwala ci na przyjęcie moich pieniędzy. No nic, życzę wam zdrowia. — Bo jeśli coś by im się przydarzyło, to całkiem prawdopodobne, że nie mieliby z czego zapłacić za leki i opiekę zdrowotną. Zdążyła już czegoś się o tym dowiedzieć, podpatrując pracę ojca - jeśli coś ma zadziałać, to musi kosztować, a przecież jeszcze oni sami muszą z tego wyżyć. Jej ojciec nie był wolontariuszem, a jego praca - wolontariatem. — A, i od razu mówię, że nie mam zamiaru oferować ci noclegu. Mam nadzieję, że na to nie liczysz. — Pomimo tego, że komunikat mógł zabrzmieć niezbyt przyjemnie, wypowiedziała go tonem dość beztroskim, a już absolutnie nie ciężkim i wiążącym. Bo Mayū się tylko bawiła. Wyłącznie tym była dla niej rozmowa z tą przedziwną jednostką - po prostu zabawą.
Jeśli Ren chciała wymusić na niej jakąś głębszą refleksję nad jej aktualnym, skąpanym w przepychu życiem, to, niestety, ale nie było to możliwe - Mayū prędzej nazwałaby wegetacją jej włóczenie się bez większego celu po pustyni bez marnego Ryo przy duszy. W końcu co to za życie, kiedy całe twoje istnienie polega wyłącznie na tym, by zdobyć więcej pieniędzy? To jest dopiero wegetacja! Czekanie na śmierć, zapewniając sobie podczas swojej ziemskiej wędrówki minimum rozrywek, bo zwyczajnie nie ma na to czasu - a tego czasu wystarczy tylko na próbę przeżycia kolejnego dnia. Obie miały tak odmienny punkt odniesienia, że próby wpłynięcia na siebie nawzajem już od startu można było określić jako stracone.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 58
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 26 kwi 2020, o 19:42

Obwieszona złotymi błyskotkami panienka o całkiem silnych ramionach nie pochwaliła się rodowym nazwiskiem. Nie była dumna ze swojego pochodzenia? Czy może po prostu była ostrożna? Wyższa z duetu nie widziała jednak sensu dalej drążyć. Może faktycznie bez sensu zawracała sobie głowę tą natarczywą myślą..? Beduinka musiała zadowolić się jedynie imieniem swojej rozmówczyni – miękkim i melodyjnym, bardzo dziewczęcym. Zupełnie innym, niż jej własne – Ren było krótkie i ostre, podobne do szczeknięcia.
- Mayū. Mayū. – powtórzyła za nią dwukrotnie, jakby ważąc słowo na języku. - Ładnie. Jak to się zapisuje? – mruknęła pod nosem bez zbytniego skrępowania, rozkładając przed sobą otwartą - zniszczoną i startą - dłoń i palcem próbując wyrysować na jej wnętrzu symbole. Nie znała wszystkich znaków zbyt dobrze, a te bardziej skomplikowane sprawiały jej trudność. Na samym środku pustyni ludzie mieli ważniejsze rzeczy do roboty, niż nauka kaligrafii – to było domeną tych, co mieli czas na takie bzdurne zajęcia. Z rzadka pisała i zazwyczaj robiła to dużo wolniej, niż wielu jej rówieśników; mało kiedy miała okazję czytać coś innego, niż niezbyt skomplikowane ogłoszenia, które wywieszano w centrach osad. – Jestem Ren. – Zasada wzajemności zadziałała. Skoro Mayū zdecydowała się podzielić z nią swoim imieniem, to i ona poczuła się zobowiązana odpłacić jej się tym samym. Nie ryzykowała przecież niczym – imię jakich wiele, dość popularne zarówno wśród chłopców i dziewcząt - bo niedługie. Łatwe do zapamiętania. Pozwalające ją zawołać, ale nie odszukać.
- Sabishi. Jest tam podobnie, co tutaj. Też wszędzie morze piachu – wyjaśniła jej cierpliwie jak dziecku, z góry zakładając, że to rozpieszczone dziewuszysko pewnie nigdy w życiu nie wyściubiło nosa poza mury Kinkotsu, a nazwę mogła usłyszeć co najwyżej z ust cierpliwej guwernantki; a co dopiero wspominać o wielogodzinnych podróżach do sąsiadujących prowincji. Rejony różniły się od siebie, ale różnica ta była zbyt subtelna, by wyjaśniać te niuanse takiemu laikowi, jak panna Mayū. A przy takiej rozmówczyni beduinka czuła się, jak prawdziwy globtroter! I nieważne było nawet to, że sama również nie widziała nigdy niczego, co nie było tym charakterystycznym dla Samotnych Wydm pustynnym krajobrazem. – W dodatku żadna strata, jeśli tam nie byłaś. Ningyō-shi i tak nie umywało się nigdy do Kinkotsu. A przynajmniej kiedyś tak było – syknęła z przekąsem, splatając ręce na piersi i unosząc przenikliwy wzrok na mur pobliskiego budynku. – Teraz osada podupadła, szkoda nawet gadać. Syf. – Ostanie słowa wręcz z siebie wypluła, mocno zaciskając palce na białym materiale swojego okrycia. W jej oczach każda zmiana, jakiej dopuścili się nowi mieszkańcy, było jak plugawienie i doprowadzanie rodzinnej osady do ruiny.
- Moja matka nie potrzebuje twojej jałmużny, Mayū – wyrwało jej się ostre warknięcie. Chociaż nie brała do siebie większości zaczepek pannicy, to tym razem nie próbowała nawet ukryć złości. Uwaga o zdrowiu jej rodziny była stanowczo zbyt celna, by uszła jej uwadze. – Nie wszystko kupisz za to zaplute złoto, którym się tak obwieszasz, choć może ci się wydawać inaczej.
Przestała bawić ją rozmowa z dziewczęciem, choć wiedziała, że ujawnienie jej irytacji było tym, do czego cały czas dążyła mała zołza. Zwęziła wargi w wąską linię, spoglądając na nią z góry zimno przez moment w milczeniu. Już nie była nią zaintrygowana – teraz przypomniało jej się, że to właśnie takich jak ta rozpieszczona dziewczyna nienawidziła najbardziej. I to, że była młodą i urodziwą panienką, która po prostu wychowywała się w takich czy innych warunkach, nie sprawiało już, że Ren postrzegała ją z większym pobłażaniem. Zawszone bogate elity Kinkotsu były zepsute do szpiku kości. Byli jak choroba, trawiąca jej utraconą osadę. A raczej to, co z niej pozostało.
Ren odwróciła spojrzenie ciemnych oczu na rysę na murze budynku na parę minut. Nie mogła się teraz dać się wyprowadzić z równowagi jakiemuś nadzianemu podlotkowi, który paplał to, co mu naniosła ślina na niewyparzony jęzor. Szczerze mówiąc, to najchętniej przetrzepałaby jej teraz ten przyzwyczajony do wygód tyłek – sytuacja jednak średnio na to pozwalała. Wyciągnęła więc tylko rękę w jej stronę, by zacisnąć palce na jej ślicznym nosku - tak, jak czasem robiła młodszej siostrze. Trochę mocniej, niż miała to w planach, ale musiała wyładować się choćby w ten sposób. Inaczej chyba zagotuje się w środku.
- A szkoda – mruknęła w odpowiedzi na tą odmowę noclegu. Miało być żartobliwie, a zabrzmiało surowo.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 75
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 27 kwi 2020, o 00:40

Przez dłuższy moment obserwowała z pewną fascynacją, jak beduinka, najwyraźniej niezbyt przywykła do słowa pisanego, usiłuje nakreślić na własnej dłoni kanji składające się na jej imię. Pierwszym, co rzuciło jej się w oczy, było to, że każdy kolejny ruch palcem musiał być poprzedzony chwilą namyślenia ze strony nieznajomej, zaś drugim - to, że odruchowo wybierała możliwie jak najprostszy zapis. Zdobywając się na wyżyny swojej cierpliwości czekała, aż wreszcie jej się uda. Kiedy już zbliżała się do odpowiedniej wersji, to musiała nagle postawić parę nadprogramowych kreseczek, przez co narysowane przez nią symbole już w ogóle nie przypominały jej imienia. Sabaku zacisnęła ciasno wargi, czując nadpływającą falę irytacji.
Nie, źle. Pokażę ci — ogłosiła tonem nieznoszącym sprzeciwu, po czym bez pardonu ulokowała się u jej boku, by odepchnąć jej rękę i tym samym zrobić sobie miejsce. — Prawdziwy i doskonałość. — Palec dziewczęcia zaczął nakreślać po kolei odpowiednie symbole na wnętrzu jej dłoni. Znaczenie jej imienia nie powinno być w żaden sposób zaskakujące; w końcu matka Mayū była równie nadęta, co ona, więc musiała obarczyć także i własne dziecko tym piętnem doskonałości, starając się w ten sposób pozaklinać trochę rzeczywistość. — A twoje? Umiesz w ogóle pisać? Ugh, jakie masz suche dłonie — wymamrotała pod nosem z nieskrywanym zniesmaczeniem. Miała zamiar jeszcze uprzejmie dopytać, czemu ich nie kremuje, ale w porę przypomniała sobie, że nie rozmawia teraz z mieszkańcem Kinkotsu, a jakimś zaniedbanym pielgrzymem, który na co dzień tymi rękoma musi wyrabiać ser. W sumie, to nigdy nawet nie myślała nad tym, w jaki sposób taki ser może powstawać. Czy mają do tego jakieś specjalnie urządzenia? Tylko czy są na tyle inteligentni, by w ogóle chcieć ułatwić sobie pracę? Nieważne. Ważne było to, że raz na jakiś czas mogła uraczyć się takim serem. Czasem jednak przydają się ci wieśniacy!
Wraz z zakończeniem krótkiej prezentacji zapisu swojego imienia odsunęła się na stosowną odległość, przy okazji poprawiając swoje czarne pukle, które zaczęły w nadmiarze kumulować się przy jej twarzy. Gdy odgarniała jeden z dłuższych kosmyków za ucho, Ren jęła objaśniać krajobraz Sabishi, co uznała za świetny żart, więc przerwała na krótki moment próbę opanowania swoich włosów, by wypuścić z ust - dla odmiany - całkiem przyjemny dla ucha chichot.
Och, domyślam się — odparła lekko. Ani przez chwilę nie pomyślałaby, że Ren była całkowicie poważna. W miarę dobry humorek szybko jednak został zepsuty przez dalsze wynurzenia rozmówczyni, która chyba poczuła się nieco zbyt swobodnie, wyrażając się w tak niepochlebny sposób o Kinkotsu w rozmowie z jego aktualną mieszkanką. Nie miało dla niej żadnego znaczenia, że ktoś mógł kiedyś napsuć jej krwi; w końcu nadal tutaj przychodziła, nadal piła wodę z tej studni i nadal oczekiwała pieniędzy od tutejszych mieszkańców. Wyraz twarzy Mayū, chociaż już od początku był daleki od sympatycznego, to jednak był pozbawiony tego chłodu, który teraz - z każdym kolejnym jej słowem - był coraz łatwiejszy do zauważenia, a sama Mayū coraz mniej próbowała go ukryć. — To chyba masz coś nie tak ze wzrokiem, bo mi się wydaje, że właśnie ma się lepiej niż kiedykolwiek. Syf był wtedy, gdy gnieździli się tutaj-… — urwała. Nie powinna niepotrzebnie dawać się zapędzać w tego typu wymianę zdań. Nie powinna, a jednak coś kazało jej kontynuować i nie dawać za wygraną, gdy jakiś byle rzemieślnik czuje się zbyt pewny siebie. — A teraz? Teraz w końcu nie ma się czego wstydzić — skwitowała dość bezczelnie, zatrzymując niezbyt przyjazne spojrzenie na jej ciemnych oczach. Nawet nie wiedziała, czego chce w nich odszukać. Zrozumienia? Pełnej zgody? Chyba najbardziej rezygnacji, bo przeciągająca się dyskusja nie miała raczej zbyt dobrego wpływu na obie strony. Bawiła się coraz gorzej. A jeśli bawi się źle, to znaczy, że czas zwijać się do domu - zazwyczaj nie marnowała swojego czasu na aktywności, które zaczynają ją nużyć.
Wzruszyła tylko wymownie ramionami, gdy Ren po raz kolejny odmówiła przyjęcia jej pieniędzy. Skoro tak bardzo tego nie potrzebuje, to świetnie. Nawet nie wiedziała, że tak dobrze radzą sobie na tych przedmieściach. Cholera, skoro tak bardzo im się powodzi, może niedługo to właśnie Mayū zacznie sprzedawać u nich jakieś swoje wyroby?
Nie wszystko, ale całkiem sporo, nie uważasz? No ale dobrze, w takim razie czego sobie nie kupię? Szczęścia? Miłości? Innej bzdury? Aż jestem ciekawa, co ktoś taki jak ty może na to odpowiedzieć — mruknęła pogardliwie, zupełnie nic sobie nie robiąc z jej rosnącego rozdrażnienia. Nawet nie mogła teraz w pełni porozkoszować się tym specyficznym typem satysfakcji, gdy udaje jej się w końcu doprowadzić kogoś do skraju, bo czuła, że sama się do niego niebezpiecznie zbliża.
Czarę goryczy przelało z pozoru niewinne zaciśnięcie palców na jej nosie, które jednak w tym kontekście było niczym splunięcie w twarz - pokazaniem swojej wątpliwej wyższości. Kiedy tylko dłoń Ren zaczęła zbliżać się do jej twarzy, z przyzwyczajenia poruszyła ręką tak, jakby chciała zmusić złoty pył do przemieszczenia się w jej kierunku. Szybko jednak się zreflektowała i wybrnęła z tego dość energicznym dźgnięciem palcem w klatkę piersiową rozmówczyni. Że też nie wzięła dzisiaj ze sobą tej cholernej gurdy! Tylko… co wtedy? Zabiłaby ją? Czy aby na pewno jej czyn był aż tak karygodny?
Jesteś tutaj tylko gościem — syknęła półgłosem, spoglądając na nią spode łba.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 58
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 27 kwi 2020, o 12:27

Panienka bez pardonu przysunęła się bliżej beduinki, by na jej otwartej dłoni wyrysować znaki swojego imienia – nie omieszkując napomknąć o tym, jak bardzo suche są ręce mieszkanki pustynni. Beduinka nigdy w sumie nie zwróciła uwagi na tą przypadłość i nie do końca wiedziała, co ma w ogóle zrobić z taką informacją. Nie miała jednak czasu rozmyślać nad stanem własnej skóry, bo wraz ze zbliżeniem się dziewczęcia w powietrzu uniosła się chmura mocnych perfum, które niemal sprawiły, że Ren zakręciło się w głowie. Nie była przyzwyczajona do ciężkich zapachów, jakimi pryskały się obficie majętne elegantki. Jej ciało zwykle nie pachniało niczym oprócz zapachu słońca i woni jej własnego potu, choć czasem, niestety, przyklejała się do niej smród sera i koziej sierści. Wokół Mayū unosił się natomiast słodki obłok różnorodnych pachnideł, mydeł i olejków. Ciemne i lśniące włosy pyskatej dziewczyny wręcz przesiąkły zapachem, którego Ren tak naprawdę nie mogła do niczego przypisać, nie mówiąc już nawet o dokładnym zidentyfikowaniu – jakieś kwiaty? Takie, z jakimi nigdy się nie spotkała. Owoce? Takie, jakich nigdy nie posmakowała. Przez moment miała ochotę wysunąć kościane ostrze i wykroić nożem kawał tej zadbanej skóry w kolorze orzecha, licząc na to, że dzięki temu uszczknie sobie choć odrobinę tych wszystkich wonności.
Miękki opuszek palca dziewczęcia na wnętrzu jej dłoni przywołał ją do porządku, zmuszając do skupienia się nie na przyjemnym zapachu perfum rozmówczyni, ale na jej o wiele mniej przyjemnej osobie. Odchrząknęła z lekkim skrępowaniem, uważnie obserwując znaki, jakie Mayū rozrysowała na jej skórze. Czy to możliwe, że obciążenie imieniem o tak patetycznym i zadufanym znaczeniu obciążyło jej rozmówczynię od pierwszych dni życia na tyle, że wykształcił jej się paskudny i egocentryczny charakterek? Czy ktoś, kogo imię oznacza prawdziwą doskonałość mógłby w ogóle być przyjemnym w obyciu skromnisiem, cichym i przywiązanym do dobrych manier? Ren nie skomentowała słów dziewczyny, wysłuchując jej z uprzejmym zainteresowaniem, ale nie była w stanie powstrzymać uniesienia brwi w lekkim zwątpieniu. Jakim okrucieństwem jest nazywać tak swoje dziecko? Zawsze istniało przecież ryzyko, że obdarzona wyjątkowym mianem latorośl wyrośnie na zwykłego przeciętniaka, a szlachetne imię stanie się czymś w rodzaju nieśmiesznego żartu.
- Mniej więcej tak. - Idąc za jej przykładem, uniosła jej rękę bliżej siebie i niezbyt delikatnie odgięła wymuskane palce panienki, w takim sam sposób jak ona chwilę wcześniej pokazać jej, jak zapisać „Ren”. Jeden znak; jeden z pierwszych, jaki nauczyła się poprawnie zapisywać. Nie była tak chętna jak jej rozmówczyni do werbalnego podzielenia się tym, co dokładnie oznacza jej miano – po prostu nie wiedziała nawet, czym dokładnie jest ten kwiat lotosu, po którym odziedziczyła imię. Dodatkowo, Ren nade wszystko wartościowała siłę i wytrzymałość, wolę walki i przetrwania – mało to miało wspólnego z efemerycznym kwiatkiem z odległej krainy.
Miła atmosfera spotkania szybko zamieniła się w napiętą z momentem, gdy Ren poczuła się na tyle swobodnie, by wyrazić swoje aktualne nastawienie do zamieszkiwanej przez pieprzonych Sabaku osadzie. Choć spodziewała się, że jej stanowisko nie spodoba się tutejszej mieszkance, Mayu odebrała przytyk bardziej osobiście, niż spodziewała się młoda Kaguya. Nie uszło jej uwadze to lodowate spojrzenie, jakim obdarzyła ją para złotych oczu.
- Ci..? Kim są ci? – wycedziła, przechylając głowę w bok nieznacznie i krzywiąc się lekko. Dobrze wiedziała, o kim mówi dziewczę – o prawowitych mieszkańcach Kinkotsu; ludziach, którzy postawili tę okazałą osadę. O jej rodzie. Zbliżał się moment, gdy powinna zakończyć tą rozmowę, jeśli nie chce, by doszło do rękoczynów. Choć zobojętniała przez lata, to nadal trudno było jej znosić te poczucie wyższości ludzi, którzy mają czelność żyć w miejscu, które powinno należeć do jej rodaków. - Trochę pieprzonego szacunku do murów, które cię chronią. Od kiedy tu mieszkasz, dziewczyno? Urodziłaś się tu czy może przyszłaś na gotowe? – nacisnęła na nią znowu. - Nie, to wszystko akurat kupisz. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz stracić te błyskotki i monety, które tak chętnie rozdajesz, dziewczyno. Wielu widziałam już takich, jak ty. Nagle zupełnie bezradnych i słabych.
Miała tą przyjemność, że – zbyt zaślepiona własnym poirytowaniem – nie dostrzegła tych czarodziejskich gestów, jakie odruchowo ukradkiem wykonała dziewczyna. Zbyt zajęta była ucieraniem jej ślicznego noska. Tutaj warto też zauważyć, że Ren miała cholernego farta – gdyby dziewczyna zdecydowała się jednak poczęstować ją piaskowym ciosem, to prawdopodobnie dałaby się zgnieść na papę. Poczuła się zbyt swobodnie, zbyt pozwoliła sobie opuścić gardę na terenie należącym do wroga. Mogło się to skończyć tragicznie. Na szczęście jednak Mayu wybrała się dzisiaj na spacerek bez swojej gurdy!
- O, bardzo przepraszam, pani gospodarz – parsknęła teatralnie w odpowiedzi, słysząc jej zniekształcony głosik. Dopiero za trzecim dźgnięciem w jej klatkę piersiową zdecydowała się uwolnić nozdrza pannicy z kleszczy swojej dłoni. – Mam nadzieję, że nie naniosłam za dużo pustynnego piachu na te śliczne uliczki. Może zamiotę, zanim pójdę.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 75
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Mayū » 30 kwi 2020, o 17:01

Preferowała raczej ciężkie zapachy - przynajmniej u siebie. Oferowane przez osadę pachnidła o lekkich, ledwo zauważalnych zapachach nie spełniały jej wygórowanych oczekiwań, więc zaczęła coraz bardziej interesować się wyrobem autorskich mieszanek zapachowych. Z początku wystarczały jej kwiaty oraz zioła z zielnika ojca, bo tylko to miała pod ręką, jednak szybko zaczęła odczuwać deficyt nowych nut zapachowych. Odwiedzała regularnie okoliczne stragany i sklepiki, a część składników starała się pozyskać na własną rękę - wszystko po to, by uzyskać niepowtarzalne kompozycje. Była samoukiem, więc pogłębianie wiedzy na ten temat być może szło jej nieco wolniej niż pod okiem specjalisty, ale też nie zależało jej na sztucznym przyspieszaniu tego procesu. Tworzenie pachnideł traktowała wyłącznie jako aktywność, dzięki której uspokoiłaby swoje rozbiegane myśli i odpoczęłaby od tego całego stresu związanego z jej profesją. Część jej olejków okazała się na tyle dobra, że ojciec zechciał je dodać do swojego asortymentu tuż obok jego kosmetyków, ale część nadawała się wyłącznie do jej osobistego użytku i to też było w porządku; na tym polu Mayū była zdecydowanie mniej chciwa sukcesu niż w przypadku… praktycznie każdej innej dziedziny jej życia.
Niemożność przeczytania myśli jej rozmówczyni w tym momencie okazała się błogosławieństwem - gdyby tylko miała świadomość, że Ren rozmyśla nad wycięciem fragmentu jej wypachnionej skóry tylko po to, by zachować ją sobie na później, to całkiem prawdopodobne, że nie stałaby teraz aż tak blisko. Pewnie nawet by z nią rozmawiała. Oddaliłaby się powoli i ostrożnie, uważając, by ta chora wariatka nie zaczęła przypadkiem za nią podążać. Ale, niestety, żyła sobie dalej w tej błogiej nieświadomości, więc łaskawie pozwoliła jej na użycie swojej dłoni jako prowizorycznego notatnika, by nakreślić na niej pojedynczy znak oznaczający jej imię. Z momentem, gdy postawiła ostatnią kreskę natychmiast zabrała rękę z jej uścisku, po czym ostentacyjnie wytarła ją w materiał swojego odzienia. W końcu nigdy nie wiadomo, co taki nomada mógł przed chwilą robić tymi rękoma.
Twoi rodzice muszą mieć fantazję — rzuciła z kpiną, identyfikując znaczenie postawionego przez nią kanji jako ten śmieszny kwiatek, który kwitnie sobie na wodnych taflach. Sama nie do końca wiedziała, jak wygląda, bo mogła sobie na nie popatrzeć co najwyżej na rycinach w książkach jej ojca, więc mogła być pewna, że zarówno Ren, jak i jej rodzice najpewniej w ogóle o lotosach nie słyszeli. Cóż, nie każda rodzina przywiązuje wagę do znaczenia imienia ich potomka; nie można było tego jednak powiedzieć o rodzinie Mayū, która podeszła do tej sprawy poważnie i z namysłem. Wiele wody upłynęło w rzece o wdzięcznej nazwie Asahi, zanim udało jej się dorosnąć do własnego imienia. Teraz, gdy wreszcie mogła cokolwiek sobą reprezentować, a jej rodzina nie musiała się wstydzić z powodu jej niskiego poziomu zaawansowania w sztuce Ninpo, nie czuła w końcu aż takiej presji. Nie znaczy to jednak, że przestała chcieć wszystkim dookoła udowodnić, że… no właśnie, co? Że jest najlepsza? Że nadal jest tą pełną potencjału dziewczyną, która w przyszłości miałaby być godnym następcą dzisiejszych sław? Cholernie frustrowało ją, że nie może im tego obiecać już teraz.
Nieistotne. Nie są warci wspominania — ucięła stanowczo, wykonując parę kroków w tył. Nie czerpała przyjemności ze zbytniego spoufalania się z nieznajomymi osobami, a co dopiero w przypadku, gdy ci zaczynają się przesadnie uzewnętrzniać - dokładnie tak jak Ren, która z perspektywy czasu zapewne uznałaby, że wyśpiewała o parę słów za dużo. — A ty powinnaś mieć więcej szacunku dla ludzi, dzięki którym masz w ogóle co włożyć do gęby, oprócz tego swojego zasranego sera. Pewnie wysoko cenisz ten swój serek, co? Nie dałabym za to złamanego Ryo — obruszyła się, powoli przestając ukrywać swoją irytację. — Poza tym dlaczego aż tak cię to boli? Nie brzmisz jak ktoś, kto tylko tutaj czasem wpada z przypadku. — Złote ślepia dziewczęcia, które cały czas zawzięcie świdrowały wzburzoną emocjami facjatę beduinki, teraz jeszcze zmrużyły się delikatnie. Potrzebowała tylko jednej informacji, by potwierdzić swoje podejrzenia. Nawet nie łudziła się, że ją od niej uzyska, ale, na dobrą sprawę, i bez niej chciała jak najszybciej wyprowadzić buntowniczą pielgrzymkę ze swojej osady. Swoją drogą, w końcu mogła jednoznacznie określić płeć swojej rozmówczyni, bo sama się z nią zdradziła w swojej wypowiedzi. Czy zrobiło jej to jakąkolwiek różnicę? Nie. Czy potraktowałaby ją w inny sposób, wiedząc od początku, kim jest? Absolutnie nie. Mayū bowiem traktowała obie płcie całkowicie na równi, a jej umysł nie był skażony żadnymi stereotypami. Ciężko zresztą nimi przesiąknąć, gdy nawet jej rodzina te stereotypy przełamywała - los chciał, że w jej odłamie umiejętność kontroli nad złotym pyłem występowała głównie w linii żeńskiej, więc to właśnie jej matka parała się wojaczką, zaś ojciec przede wszystkim zajmował się domem i tylko w wolnych chwilach pozwalał sobie na grzebanie w ziołach. Była też wychowywana zupełnie bezpłciowo - nikt nie rwał się do wpajania jej, które zachowania są kobiece, a które nie. Koncentrowali się przede wszystkim na tym, by wydobyć z niej maksymalny potencjał jako shinobi. Możliwe, że jej umysł nie byłby w stanie w ogóle zrozumieć mentalności bardziej konserwatywnych prowincji, a ich mieszkańców traktowałaby po prostu jako zacofanych; nakładających sobie jakieś zbędne ramy, które tylko ograniczały ich samorozwój.
No tak. Przewidywalne. Niepotrzebnie pytałam. I tak nie dostałam odpowiedzi na moje pytanie, tylko nic nie znaczącą gadaninę na miarę handlarza z pustą sakwą — wymamrotała zrzędliwie, pocierając palcami coraz bardziej bolesną skroń. — Musisz mi uwierzyć na słowo, ale absolutnie mi to nie grozi. — Raz, że prędzej uwierzyłaby w jakichś śmiesznych bożków niż w bankructwo kliniki ojca, a dwa, że przecież złoto i tak będzie miała zawsze przy sobie. Wystarczyła sekunda, by zmieniła otaczający ich piach w spore pokłady złotego pyłu. A, co istotne, z niego również da się robić błyskotki. Czy da się mieć bardziej doskonały limit krwi? Nie przychodziło jej do głowy nic, co mogłoby chociaż konkurować z jej złotem.
Z trudem panowała nad swoją impulsywnością, więc gdy tylko Ren zbliżyła dłoń do jej twarzy, odruchem Mayū była obrona - a że najlepszą obroną jest atak, to chciała odpowiedzieć jej przynajmniej tym samym. Kiedy tylko jej nozdrza zostały wyswobodzone z mocnego uścisku palców wycofała się o kolejnych parę kroków, by przypadkiem nie kusiło ją powtórzenie tej nikczemności.
Wystarczy, że po prostu sobie pójdziesz. To chyba już twój czas — poinformowała ją, nadal będąc wielce obrażoną. Ta rozmowa i tak trwała zdecydowanie dłużej niż powinna. — Mój zresztą też.
Obrazek
PH BANK KP GŁOS 砂金
Avatar użytkownika

Mayū
 
Posty: 58
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 22:16
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średni wzrost, ciemna karnacja, złote oczy i czarne, długie włosy. Nadmiernie obwieszona złotą biżuterią. Zwykle przywdziewa czerń.
Widoczny ekwipunek: Gurda na grzbiecie; duża torba na biodrze; dwie kabury na udach; rękawiczki z blaszkami na dłoniach.
Link do KP: viewtopic.php?p=139116#p139116
GG/Discord: 6685228 | Vay#6526
Multikonta: -

Re: Uliczki i zakamarki miasta

Postprzez Ren » 30 kwi 2020, o 18:39

Panienka ucięła temat poprzednich mieszkańców Kinkotsu, a następnie cofnęła się, wykonując kilka drobnych kroków. Ren poruszyła się w miejscu, okręcając stopę na podłożu tak, by nadal zwracać się do niej frontalnie, a rękę podparła o biodro. Faktycznie, podzieliła się z nią zbyt wieloma informacjami, niż powinna była. Ale skoro już to się stało, to nie pozostało jej nic innego, niż wyprostować swój mocny jak cholera kręgosłup i spojrzeć wyniośle na dziewczynę z góry, obdarzając ją nieżyczliwym spojrzeniem ciemnych oczu.
- Nie wpadam tu z przypadku. Pracuję. Obserwuję, jak zmienia się Kinkotsu - syknęła, mimo wszystko jednak starając się choć trochę wybrnąć z tego, co wypaliła przed chwilą. Choć lubiła sobie myśleć jako o dojrzałej, stonowanej, innej niż chwiejne dzieciaki w jej wieku, które nie za wiele miały w głowie, to co jakiś czas sama sobie udowadniała, że ma duży problem z zachowaniem chłodnej głowy. Tym bardziej, gdy była w Atsui. Tym bardziej, gdy przez własną głupotę i znużenie codziennością wpakowała się w bezsensowną pogawędkę z tutejszą, która czerpała pełnymi garściami z tego, co utracił przed laty dumny ród Kaguya. Miała już dosyć tej rozmowy, pluła sobie w brodę, że traci tyle czasu. Powinna była nie łamać swoich własnych zasad i załatwić, to co miała, a potem odejść w swoją stronę, nie myśląc o tym wszystkim zbyt wiele. I czym to się skończyło? Mayu raczyła ją pokazem swojej elokwencji, a Ren myślami była już zupełnie gdzie indziej. Odseparowała się od dziewczyny niewidzialnym murem, nie chcąc już słuchać ani słowa więcej tych ohydnych słów, które padały z tak ładnej buzi. Kaguya miała teraz ochotę jak najszybciej opuścić to miejsce, znaleźć się jak najdalej od tej rozpuszczonej i nieprzyjemnej dziewuchy i zostać w końcu sama – tak, jak lubiła najbardziej. – Bardzo jesteś wygadana, dziewczyno, prawie tak samo jak oderwana od rzeczywistości. Ale masz rację. Muszę ruszać – słabe. Pomyśli, że ucieka. No cóż, nie będzie się teraz przejmować tym, co myśli o niej jakaś pannica.
Jeśli Mayu mówiła coś jeszcze, to najzwyczajniej w świecie ją zignorowała. Może to było szczeniackie, a może to właśnie była najbardziej dojrzała rzecz, jaką mogła zrobić – Ren zwęziła wargi w wąską linię, spoglądając nad jej głowa na pozycję słońca na niebie, kalkulując drogę, która pozwoli jej na najbardziej dogodny postój w bezpiecznych warunkach. Bardzo, bardzo, bardzo chciała już być w drodze. Jak najdalej od pieprzonego, niszczejącego na jej oczach Kinkotsu.
- Jeśli będziesz miała kiedyś ochotę na trochę mojego zasranego sera, to jestem tu zwykle na początku miesiąca. No, o ile mnie nie ma – odparła w końcu monotonnie, przypinając bukłak z wodą do pasa pod materiałem swojego białego okrycia - to wtedy mnie nie ma.
Zmrużyła oczy, ujmując w dłonie materiał i znów okrywając nim twarz i usta, w ten sposób separując się od dziewczęcia. Koniec materiału zetknęła z tyłu głowy, zabezpieczając niezawodne drapowanie, które układała już tysiące razy. Jeszcze raz spojrzała krótko na dziewczę, wyciągając rękę w jej stronę, jakby jeszcze raz chciała jej utrzeć nosa. A potem parsknęła pod nosem i odwróciła się tyłem, by niespiesznie ruszyć w kierunku drogi wyprowadzającej z osady.
- Bywaj zdrowa, Mayū – rzuciła na odchodne, chwilę przed tym, gdy zniknęła w tłumie tutejszych. I tym sposobem dwie kunoichi z wrogich sobie klanów rozeszły się, każda do należnego im miejsca – dziedziczka Sabaku do swojego okazałego domostwa, a młoda Kaguya do prowincji, gdzie zawsze była trochę gościem. Na szczęście już więcej się nie zobaczą.
A może?


z/t raz dwa
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 75
Dołączył(a): 6 kwi 2020, o 14:25
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoka, ciemna skóra, krótkie i ciemne włosy. Na czole wytatuowane czerwone kropki. Głowa owinięta chustą - tak, by ukryć klanowy tatuaż. Materiał często przysłania też usta i nos. Od stóp do głów okryta jasnym płótnem, zniekształcającym sylwetkę.
Widoczny ekwipunek: Duża torba u dołu pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=139112#p139112
GG/Discord: urb#6156

Poprzednia strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron