Karczma "Klejnot Pustyni"

Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Murai » 11 mar 2017, o 20:41

Najlepsza karczma na terenie Kinkotsu. Nazwa idealnie pasuje do przybytku, zbudowanego w całości z najwyższej jakości piaskowca. Wnętrze utrzymane w pustynnych klimatach zapewnia drewniane, palmowe stoły i ławy, duża ilość rzadkich alkoholi i dobrą strawę za nieco wygórowaną cenę. Pokoje są dobrze zaopatrzone i przestronne, ich liczba pozwalałaby na zapewnienia kwaterunku dla jednej piątej osady. Mimo destrukcyjnej działalności Kaguya stan karczmy jest bardzo dobry i praktycznie natychmiast wznowiła swoją działalność. Prowadzi ją kilkuosobowa rodzina - mężczyzna o posturze niedźwiedzia jest kucharzem, jego żona stoi za barem, a ich dwie córki pełnią rolę kelnerek. Syn z kolei robi za ochroniarza. A w tłocznych miejscach o bójkę nie trudno...





Ze sklepu Murai udał się bezpośrednio do karczmy. Pamiętał jej przybliżoną lokalizację, dlatego musiał kluczyć wokoło zanim na nią trafił. Wyglądała dość unikalnie, szczególnie dla Kakuzu który przyzwyczajony był do klimatów bardziej umiarkowanych klimatów. To nowe doświadczenie wizualne nie wpłynie na nie go w żadnym stopniu, jednak ciekawie jest zobaczyć jak architektura o tym samym przeznaczeniu wygląda tak różnie w innych miejscach na kontynencie. Kakuzu rozglądając się po licznych ozdobach na ścianach i wnętrzu szybko zobaczył kontuar za którym stała barmanka. Wycierała wnętrze kufli szmatką, najwidoczniej nie mając nic do roboty. Natychmiast zauważył spojrzenie jakiegoś mężczyzny stojącego przy drzwiach wejściowych, który omiótł go przenikliwym spojrzeniem, po chwili zastępując go ledwo widocznym uśmiechem i kiwnięciem głową. Było to niewątpliwie skierowane do Muraia. Było na to dość proste wyjaśnienie. Ten ktoś na pewno nie był klientem, więc najpewniej tutaj pracował. Czyżby Kakuzu został przez niego rozpoznany jako osoba biorąca udział w wojnie? Było jeszcze kilka możliwości, włącznie z jego nietypowymi preferencjami odnośnie życiowego partnera. Murai wolał nie zagłębiać się w ten temat. Ignorując wszystko inne w pomieszczeniu podszedł do barmanki.
- Dobry. Chciałbym wynająć pokój. Na początku jeden dzień, dopłacę za resztę. - po słowach tych i bardzo miłej odpowiedzi kobiety dotyczącej wysokości opłaty i numeru pokoju, Murai położył pieniądze na ladzie, odebrał klucz i wszedł do swojego pokoju, po kilkusekundowym spacerze do jego drzwi. Wystrojony był w sposób poprawny, ale Muraiowi do gustu nie przypadł. Był zbyt obszerny, miał dużo ozdobników. Usiadł na łóżku i zbadał jego miękkość. Było odpowiednie, prawie w sam raz. Podłoga z piaskowca odznaczała się stabilnością i solidnością. Zanim Murai przystąpił do dalszych czynności, dokładnie sprawdził ściany, podłogę i wszystkie meble pod obecność wszelkiego rodzaju niebezpieczeństw. Na wybuchowych notkach zaczynając, na nieznanych pieczęciach i oznakach po użytych wcześniej technikach. Niczego takiego nie było, jednak zanim Kakuzu oddał się spoczynkowi, musiał przetestować jeszcze jedną rzecz.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
Stalowy Charakter
 
Posty: 1711
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Murai » 15 mar 2017, o 14:22

Murai obudził się kilka godzin po zakończeniu przygotować i zaśnięciu celem zregenerowania sił. Jego system ostrzegania nie wychwycił obecności niczego i nikogo, czego wcześniej tutaj nie było. Mimo tego że istniało kilka sposobów na ominięcie alarmu, przykładowo przez wpuszczenie trującego gazu bądź zdalnie sterowanej broni pokroju shurikena. Praktycznie od razu też Kakuzu znalazł powody dla których użycie takich środków byłoby wychwycone. Trucizna wypuszczona pod ciśnieniem z pewnością poruszyłaby jedną z nici, a ten kto sterowałby bronią musiałby w jakiś sposób dostrzec wszystkie nici, które same w sobie były bardzo cienkie. Kakuzu zwinął nici spowrotem do organizmu, po czym raz jeszcze sprawdził wszystkie możliwe miejsca w których mogło czaić się zagrożenie. Nićmi oczywiście. Ostrożnie i na dystans. Kiedy pokój okazał się bezpieczny Murai nićmi otworzył drzwi. Zero pułapek poza nimi. Wyszedł z pokoju, zamykając go na klucz i zszedł na dół, natychmiast omiatając pomieszczenie wzrokiem. Praktycznie wszyscy wcześniej obecni znikli i ustąpili miejsca nowym klientom. Przynajmniej tak się zdawało Kakuzu, żaden z poprzednich nie był na tyle charakterystyczny, by w jakikolwiek sposób zapisać się na dłużej w pamięci niciowca. Aczkolwiek było zdecydowanie bardziej tłoczno i gwarno. Kelnerki praktycznie co chwila śmigały od baru do stolików, nosząc ogromne kufle piwa i posiłki. Wśród całej kakofonii ciężko było usłyszeć cokolwiek interesującego. Usiadł na jednej z nielicznych pustych ław, gdzieś w kącie. Zdawał sobie sprawę, że zajmuje miejsce dla kolejnych potencjalnych klientów nie robiąc niczego. Zamówił więc filiżankę zielonej herbaty, która przyszła do niego bardzo szybko. Upił kilka łyków gorącego napoju. Mimo że nie miał realnej potrzeby uzupełniania płynów i unikał jak mógł spożywania posiłków, to herbata była jedynym wyjątkiem. Którego oduczenie się było dla Muraia trudne, co wiele mówiło biorąc pod uwagę jego dyscyplinę i żelazne, surowe zasady. Kakuzu zaczął wsłuchiwać się w pojedyncze rozmowy, zaczynając od tych najbliżej. Było to niesamowicie ciężkie i zakrawało o niemożliwość. Jednak gwar z czasem przybierał różne poziomy głośności, w związku z tym w tych nielicznych, bardziej spokojnych momentach, można było usłyszeć trochę rzeczy. Głównie były to informacje bez większego znaczenia. Praktycznie zerowa użyteczność dla Kakuzu. Niektóre miały już większy poziom, ale najbardziej interesująca pojawiła się jakąś godzinę odkąd Murai zdecydował się podsłuchiwać. Obok niego siadło dwóch jegomości, nie wyróżniających się niczym. Szarzy ludzie, łatwi do rozpracowania i łatwi do zapomnienia. Słysząc słowo "Kruki", młodzieniec natychmiast dostrzegł coś intrygującego. Że następne słowa mogą mieć znaczenie. Mimo że z Krukami bezpośrednio nie miał styczności, wiedział o ich istnieniu i o tym, czym się zajmują. Krótki epizod ze współpracą z pewną Kapitan statku pozwolił na poznanie chociażby takich podstawowych faktów. Rozmowa się rozwinęła, a niciowiec otrzymał upragnione informacje. Hyuo. Wojna. Kruki szukające najemników którzy mogliby stanąć po jednej ze stron konfliktu. Yuki? Natychmiast skojarzyło mu się to z pewnym wojownikiem, w starciu z którym poniósł klęskę podczas turnieju na pustynnej arenie. Ten z kolei na pewno powiązany był w jakiś sposób z Mei. Do głowy Kakuzu połączenie to wpadło kiedy zareagowała na imię Natsume. Odrobina dedukcji pozwoliła stworzyć linię ich łączącą. Nie miało to żadnego znaczenia, ale musiał zapamiętać nowe odkrycie. Kakuzu niczego nigdy nie zapisywał, wszelkie notatki mogłyby wpaść w niepowołane ręce i tym sposobem dużo wartościowych informacji zostałoby przekazanych praktycznie za darmo.
- Czy warto? - Murai zadał to pytanie samemu sobie, mając na myśli wybranie się tam osobiście. Dlaczego, skoro tutaj miał do dyspozycji ogromną bibliotekę z tysiącem niezbadanych pozycji? Rozważał kazdy przypadek, biorąc pod uwagę ogromną ilość zmiennych. Przede wszystkim - nigdy wcześniej nie był na żadnych lodowych wyspach. Nowe środowisko do poznania, wraz z tamtejszą kulturą i zwyczajami. Odizolowany morzem na pewno skrywał nie jedną tajemnicę. A i na pewno przechowywali tam wiedzę o specyficznych klanach. Tutaj Kakuzu uzupełnił swoje pokłady informacji lokalnymi klanami pokroju Maji czy Haretsu. Czy powinien przekładać wiedzę wszelaką nad wiedzę wyspecjalizowaną, o konkretnych klanach? Jednak z drugiej strony, byłaby to kolejna wojna w której weźmie udział. Czy jego wpływ na ogromne wydarzenia nie zapewni mu sławy i rozpoznawalności zataczającej zbyt szerokie kręgi? I będzie zmuszony współpracować z Krukami, organizacją zajmującą się zbieraniem informacji. Coś co idealnie pasowało pod jego system wartości. Kosztem niezależności otrzyma dostęp do ogromnych ilości danych, przynajmniej w teorii. Kakuzu dopił herbatę do końca i oddał filiżankę do baru. Wraz z kluczem do pokoju. Decyzja została podjęta. Będzie podróżował przez cały kontynent i morze, dla pewnych korzyści i, być może, ważnych znajomości z Krukami. Mógł wszystko przemyśleć na spokojnie podczas podróży, a nawet podczas wojny. Opuścił przybytek cicho i nie zwracając na siebie uwagi tłumu.


z/t
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
Stalowy Charakter
 
Posty: 1711
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Reika » 5 kwi 2017, o 11:30

Podróż przebiegła bez większych problemów i wkrótce kunoichi mogła przekroczyć bramę Kinkotsu. Oczywiście straż przy bramie zatrzymała ją i sprawdziła, wypytując kim jest, oraz co sprowadza ją do ich miasta. Reika przedstawiła się zgodnie z prawdą i przyznała, że poszukuje swojego towarzysza, z którym chciałaby się spotkać. Pytając o Ichirou, strażnicy zdumieli się mocno, spoglądając na siebie, a potem jeden z nich coś wspomniał o ''znajomej Diabła'' i wpuścił ją do środka, wyjaśniając przy tym, gdzie ma iść. Lekko zdumiona Reika ruszyła w stronę centrum, zastanawiając się nad tym ''Diabłem''. Coś ważnego musiało się wydarzyć, skoro Ichirou dostał taki niepokojący tytuł i zapewne miało to związek z ostatnią wojną. Możliwe dowie się niedługo.
''Klejnot Pustyni'' wydawał się być całkiem sympatycznym miejscem, więc Reika weszła do budynku i wynajęła dla siebie pokój na kilka najbliższych dni. Zostawiając tam swój plecak i biorąc tylko sakwy z ekwipunkiem, opinające talię jej białej tuniki, ruszyła na dalsze poszukiwania towarzysza Sabaku, poprawiając beżowy szal na włosach. Od czasu turnieju minęło naprawdę dużo czasu, a te wydarzenia na każdym z nich odcisnęło własne piętno. Ciekawe czy się choć trochę zmienił pod względem charakteru, czy może nadal jest taki próżny.
Strażnik przy bramie pokierował ją prostu do siedziby dowództwa, gdzie najłatwiej było się dowiedzieć, gdzie obecnie przebywa dany shinobi, tak więc Reika weszła do środka i zastała tam kilku przedstawicieli Sabaku, w tym jakiegoś wyższego rangą, a przynajmniej na takiego wyglądał. Przedstawiła się i zapytała, gdzie może znaleźć Ichirou Sabaku. Panowie spojrzeli na nią dziwnie, po czym ten wyższy rangą zaczął szybko przeszukiwać papiery.
- Ichirou obecnie przebywa na misji. - Oznajmił, wyciągając odpowiedni papier. - Czy mam mu coś przekazać?
Reika poprosiła, żeby powiadomiono go o tym, że pytała o niego i że zatrzymała się w ''Klejnocie Pustyni''. Rosły Sabaku zanotował to sobie i zapewnił, że wiadomość dotrze do niego, gdy tylko wróci z misji. Kunoichi nie pozostało więc nic innego, jak podziękować i opuścić siedzibę dowództwa, aby rozejrzeć się po targu, znajdującym się w centrum osady. Gdy miała już dość bezczynnego spacerowania, wróciła do gospody i poinformowała właścicieli, że gdyby ktoś o nią pytał, to żeby kierować go bezpośrednio do jej pokoju. Tak więc wróciła do siebie, zamykając za sobą drzwi. Uwolniła swoje błękitne włosy spod szala, który rzuciła na łóżko, a zaraz za nim sakwy z ekwipunkiem, po czym rozsiadła się na niewielkim balkoniku, korzystając z przyjemnie gorących promieni słońca i popijając owocowy napój. Taką pogodę, to mogłaby mieć cały rok.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1803
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Ichirou » 6 kwi 2017, o 17:11

Powrót z Tajemniczego Lasu nie upłynął mu w zbyt dobrym nastroju. Wyprawa, na która wyruszył, nie przyniosła pożądanych rezultatów. Miał spore wątpliwości, czy poniesione straty w ogóle były warte tego, co osiągnął. Chciał dopełnić swoją zemstę, zdusić siedlisko renegatów w zarodku, ale domysły oparte na odnalezionym tropie okazały się fałszywe. Odnaleziona kryjówka okazała się pusta, jeśli nie liczyć jednej przeciwniczki, z którą zresztą już wcześniej miał do czynienia. Może i pozostawił pułapkę w tamtym miejscu i w pewien sposób skreślił z listy wrogom jedną z potencjalnych nor, ale to nie było to. Nie czuł z tego powodu większej satysfakcji, ani tym bardziej tryumfu.
Może w swym szaleństwie napędzającej się zemsty nie zauważył, że problem grasującego po Atsui kościanego szczepu powoli wygasał? Że tak naprawdę pozostało już tylko ściganie niedobitków, kiedy on wciąż myślał o pogrążaniu całych armii?
Musiał to wszystko przemyśleć na spokojnie. I porozmawiać z liderem, bo wcześniej nie było za bardzo sposobności na dłuższą pogawędkę. Fakt, Jou niemalże od zawsze dawał mu pełną swobodę w podejmowanych działań, ale było warto skonsultować się chociażby w sprawie aktualnej sytuacji w prowincji. Pozbieranie się z konfliktu nie było rzeczą natychmiastową, ale właściwie to zdążyło już upłynąć sporo czasu od chwili przejęcia regionu.
Zdążył jedynie wrócić do Kinkotsu, przywrócić się do reprezentatywnego stanu i dosłownie chwilę odpocząć, kiedy to otrzymał dość krótką wiadomość. Jakaś dziewczyna oczekiwała jego powrotu. Heh, nie pierwsza i z pewnością nie ostatnia. Pewnie kolejna liczyła, że uda się jej uwieść, albo - co lepsze - usidlić rozchwytywanego bohatera wojennego. Ale nie, to nie było możliwe. Jak życie pokazało, nawet argument dziecka nie był w stanie niczego zmienić w tym temacie (chociaż ten temat Ichirou omijał możliwie najszerszym łukiem).
Krótko przemyślał sprawę i stwierdził, że uda się do wspomnianej knajpy z czystej ciekawości, by sprawdzić, kto go tym razem wyczekuje.
Zjawił się w Klejnocie Pustyni, a tam poinformował jedną z kobiet z obsługi o swoim przybyciu. Poprosił, by przekazano tę informację oczekującej na niego osobie oraz zamówił przy tym butelkę wina oraz dwie czarki. Potem obrał jeden z pustych stolików znajdujących się bardziej na widoku. Rozsiadł się wygodnie i polał sobie alkoholu, którym chciał choć trochę stłumić gorycz i niesmak po ostatniej wyprawie.
Zwycięstwo w całej wojnie zakończyło wiele problemów, ale stworzyło również masę nowych. A te w ostatnim czasie nie dawały brązowowłosemu spokoju. Mimo, że z wielką zawziętością próbował dopiąć swego, to jednak przy każdej próbie pojawiało się coś, co odbierało mu radość z sukcesu. Ucieczka Nemu. Puszczenie pozornie niewinnej dziewczyny, która później okazała się groźnym shinobi. Odszukania kryjówki, która była praktycznie pusta.
Ech, od momentu wybuchu wojny i wzięcia losów klanu w swe ręce jego podejście zbyt drastycznie się zmieniło, by tak jak kiedyś, bawić się całymi dniami i niczym się nie przejmować.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2332
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Reika » 6 kwi 2017, o 19:44

Gorące promienie słońca, przyjemnie wnikały w skórę kunoichi, dodając jej energii i wyraźnie poprawiając samopoczucie, gdyż na jej twarzy zagościł po chwili delikatny uśmiech. Chyba jutro wybierze się do najbliższej oazy i spędzi jeszcze lepsze chwile, relaksując się i odpoczywając w iście rajskim otoczeniu. Niby pustynia taka niegościnna i niebezpieczna, jednak jej klimat bardziej odpowiadał Reice, niż ten w Prastarym Lesie. Zwyczajnie była ciepłolubna i nie znosiła zimy.
Słysząc pukanie do drzwi pokoju, podniosła się z wiklinowego siedziska i otworzyła je, spoglądając prosto na jedną z pracownic gospody. Kobieta przekazała jej, że przybył ten, na którego czekała i że zajął stolik w głównej sali. Reika podziękowała jej za informację, dając przy tym jedną monetę, po czym zabrała z łóżka sakwy z ekwipunkiem i opasała nimi białą tunikę. Bardzo rzadko rozstawała się ze swoimi zabawkami, bo nigdy nie wiadomo, kiedy coś będzie jej akurat potrzebne. Odrzuciła na plecy długie, błękitne włosy, po czym wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz i schodząc do głównej sali, gdzie panował całkiem spory ruch.
Choć jego twarz nosiła ślady kilku trosk, to przez ten czas prawie nic się nie zmienił, więc Reika nie miała problemu z szybkim zlokalizowaniem towarzysza. Uśmiechnęła się serdecznie i ruszyła w jego stronę, zgrabnie przeciskając się między stolikami. Poznał ją? Ostatnio jak się widzieli na Turnieju, Reika miała blond włosy, ale podczas ich pierwszego spotkania w Ryuzaku miała takie jak teraz. Do tej pory pamiętała, jak namawiał ją na tatuaż i że nawet pójdzie z nią dla towarzystwa. Ten czas tak niesamowicie szybko gnał do przodu. Ile to już lat minęło, odkąd ostatnio się widzieli? Dwa? Więcej? Trudno było się zorientować, bo zawsze tyle się działo.
- Miło Cię widzieć, Ichi. - Przywitała się i uściska go serdecznie, jeśli będzie mu się chciało podnieść tyłek z krzesła. Jeśli nie, to sama zajmie krzesło naprzeciwko. - Dobrze wyglądasz, więc chyba niepotrzebnie się o Ciebie martwiłam.
Tak, tak, martwiła się~! Tak jak wtedy, kiedy podczas turnieju trafił do szpitala z rozwalonymi nogami. Kiedy dotarła do niej wiadomość o wybuchu wojny między Sabaku i Kaguya, od razu pomyślała o Ichirou. Może i nie znali się jakoś bardzo dobrze, może nie łączyła ich jakaś mocna przyjaźń, ale na pewno połączyło ich Sachū no Senjō, które na każdym z nich odcisnęło własne, indywidualne piętno. Ichirou, wraz z pozostałymi Sabaku, stracił wtedy swój dom i kto wie, czy nie bliskich, zaś Reika pierwszy raz musiała zmierzyć się z tak wielkim ogromem śmierci i zniszczenia, który potem długo śnił jej się po nocach. To tam Uchiha odważyli się podnieść rękę na Senju i omal nie zabili im Lidera Isoshiego, którego cudem udało się odratować. To tam uleczyła ciężko rannego Sabaku, towarzysza Kōsekiego, którego kawałek kryształu nadal nosiła w torbie. To tam odmówiła pomocy umierającemu, bo musiała wybrać między nim, a własnym Liderem.
- Gdy byłam na wyprawie, doszły mnie słuchy o tym, że ruszyliście po swoją zemstę za Sachū no Senjō. - Wyjaśniła cicho. - Cieszę się, że udało wam się wygrać i pokonać agresora. Przyszłam zobaczyć, jak sobie radzicie i czy z Tobą wszystko w porządku.
Przekrzywiła lekko głowę, czekając na odpowiedź Sabaku. Oj tak, sporo było do nadrobienia. Oni sami przecież też musieli walczyć o przetrwanie, kiedy to Uchiha postanowili na nich napaść, z tym swoim cholernym działem, napędzanym chakrą Jūgo. Wszędzie wojny...
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1803
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Ichirou » 7 kwi 2017, o 12:33

Nie był w najlepszej kondycji psychicznej. Wymierzenie odwetu i wygrana wojny dały wreszcie upust kotłującej się w nim od miesięcy nienawiści, ale wciąż daleko mu było do osiągnięcia pełnego spokoju ducha. Choć rozstrzygająca bitwa zakończyła się już pewien czas temu, to jednak brązowowłosy nie miał zbyt wiele sposobności do zasłużonego odpoczynku. Sabaku ledwo co przejęli władzę nad stolicą, a Ichirou wciąż nakręconym zewem gniewu ruszył na łowy renegatów z kościanego klanu, którzy pozostali na terenach Atsui i starali się sabotować nowych panów prowincji. Można było więc powiedzieć, że na swój sposób wojna dla niego wciąż trwała. W tej kwestii nie wszystko układało się po jego myśli, co było powodem do licznych frustracji, a te w jego przypadku często bywały źródłem niepohamowanej złości, której już zdążył kilka razy dać upust w niszczycielski sposób.
Do odnalezienia nowej, wewnętrznej równowagi musiało przesypać się jeszcze wiele piasku przez klepsydrę.
Zdążył wypić czarkę wina w pochmurnym nastroju, z grymasem na twarzy wpatrując się w bliżej nieokreśloną dal. Dopiero kobiecy głos wyrwał go z lekkiej zadumy. Wydawał się znajomy, choć nie w pierwszej sekundzie. Asahi musiał sięgnąć do odmętów pamięci, obejmujących wiele miesięcy wstecz. Uniósł spojrzenie bursztynowych oczu i ujrzał witającą go niebieskowłosą. Tak, niebieskowłosą.
- Co każde nasze spotkanie zmieniasz kolor włosów? - zapytał półżartem, niespiesznie podnosząc się z miejsca, by przywitać się z Reiką uściskiem. Brakiem powagi chciał ukryć swoje małe zdziwienie. Na wieść o oczekującej go kobiecie nasunęło mu się kilka przypuszczeń, ale nigdy nie domyśliłby się, że chodziło właśnie o nią. Ich ostatnie spotkanie miało miejsce długi czas temu, a poza tym nie znali się przesadnie dobrze, by mieć jakieś większe powody do ponownego odnajdywania się, kiedy ich drogi rozeszły się podczas Pustynnego Pogromu. Tak przynajmniej wydawało się Ichiemu, ale on akurat nie był zbyt dobry w budowaniu trwalszych, wartościowych relacji z innymi ludźmi.
Westchnął cichutko na jej kolejne słowa. Dobrze wyglądał? Może w tej chwili, bo zdążył się pokrótce ogarnąć. Ostatnio jednak częściej zdobiły go ubrania zbrudzone krwią, piachem i potem niż wyjściowe szaty, w których mógłby pokazać się na salonach. Nie zatracił w sobie narcystycznego podejścia do życia, jednak w jego życiu pojawiły się inne, ważniejsze priorytety, które często przekreślały szansę na dobrą prezencję. A co do drugiej części wypowiedzi, to... Naprawdę się o niego martwiła? Nie oczekiwał tego. Ba, nawet by o tym nie pomyślał, żeby osoba, z którą nie znał się aż tak dobrze, wciąż przejmowała się jego losem. I to przez tak długi czas. To było znacząco różne od jego nastawienia, koncentrowania się na własnej osobie i dbania głównie o siebie oraz swój ród.
- Ano niepotrzebnie, jednak miło słyszeć. Pewnie już kiedyś wspominałem, że mam wrodzony dar do wywijania się z nawet największego bajzlu - odpowiedział w całkiem luźnym tonie, zajmując ponownie miejsce przy stoliku. Potem sięgnął po wcześniej zamówioną butelkę wina i rozlał część jej zawartości do dwóch czarek. Późniejsza kwestia niebieskowłosej kolejny raz zdziwiła Sabaku, który tym razem już nie ukrył swojej reakcji i lekko uniósł brwi.
- Specjalnie przybyłaś tu z mojego powodu? Huh, z początku myślałem, że zjawiłaś się w Kinkotsu z innego powodu, a o mnie spytałaś jedynie przy okazji. Chyba chcesz mnie wprawić w zakłopotanie - odpowiedział z nieznacznym uśmiechem, sięgając po porcelanowe naczyńko, by zmoczyć usta drobnym łykiem alkoholu. Oczywiście jego słów nie należało brać zupełnie poważnie, bo nie był typem osoby posiadającej jakiejkolwiek opory w sprawach społecznych. Wręcz przeciwnie, od zawsze chował się wielką śmiałością, a ewentualne skrupuły były jedynie grą pozorów, zazwyczaj jedynie dla zabawy, ale czasem też dla osiągnięcia określonych celów.
- A co do wojny… - zaczął z nieco większą powagą niż dotychczas, odkładając czarkę na blat stolika. -Zrobiliśmy to, co należało. To Kaguya rozpoczęli tę wojnę i przyczynili się do bardzo dotkliwych strat po naszej stronie. My jedynie zakończyliśmy konflikt i odebraliśmy należną rekompensatę – wyjaśnił w dość dyplomatyczny sposób. O ile nie ponosiły go emocje, nie miał w zwyczaju na prawo i lewo chwalić się osobistą wendettą i dzielić się krwawymi zamiarami wobec znienawidzonego klanu.
- Prowincja powoli wstaje na nogi. Sprawy zaczynają się układać, ale narzekam na brak czasu dla siebie. Ech, za bardzo się zaangażowałem - skomentował, wzdychając ciężko i przewracając oczami po całej sali. W jego głosie można było wyczuć nieco zmęczenia i chyba też lekkiej tęsknoty za przeszłością, w której prowadził niezwykle beztroski i rozrywkowy tryb życia.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2332
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Reika » 7 kwi 2017, o 19:33

Słysząc żartobliwą uwagę na temat jej włosów, Reika zaśmiała się i wzruszyła ramionami. Tak jakoś wyszło, no ale przynajmniej nie zmieniała za każdym razem na inny. Teraz już nie planowała żadnych eksperymentów z włosami i trzymała się swojego naturalnego odcienia. Pomyśli o zmianie dopiero, jak wśród błękitu wypatrzy białe włoski, a na to miała jeszcze sporo czasu. Tak więc usiadła naprzeciwko Ichirou i chwilę przyglądała mu się uważnie, jakby czegoś szukając.
- Taki dar to błogosławieństwo dla shinobi. - Uśmiechnęła się lekko, splatając dłonie pod brodą. - Chociaż po Twojej twarzy wnioskuję, że mimo wszystko przydałby Ci się solidny odpoczynek.
Jej wprawne oko medyka było w stanie wyłapać takie szczegóły, które wyraźnie sugerują na zmęczenie organizmu i psychiczne wyczerpanie. Sabaku, mimo że na pierwszy rzut oka świetnie się trzymał, to przy bliższych oględzinach zdradzał oznaki jednego i drugiego, chociaż nie było z nim jeszcze na tyle tragicznie, żeby robić mu tu wykłady na temat porządnego snu i zdrowego odżywiania się, tak więc Reika na chwilę skupiła się na drugiej czarce, do której Ichirou właśnie nalewał wina. Słysząc jego kolejne słowa i widząc wyraźnie zdumienie, westchnęła z rezygnacją.
- Nie tylko z Twojego powodu. - Odpowiedziała po chwili, upijając trochę wina. - Tylko się ze mnie nie śmiej. Jestem strasznym zmarzluchem i nie znoszę jesieni, ani tym bardziej zimy, dlatego mając sposobność wybrania się tutaj i ucieczki przed zimnicą, nie zastanawiałam się długo. Zdecydowanie wolę wasz gorący klimat. Przy okazji chciałam Cię odwiedzić i zobaczyć, jak Ci się żyje, czy w ogóle przetrwałeś to wszystko...
Kiedy rozmowa zeszła na wojnę, kunoichi pokiwała głową na słowa Sabaku i upiła kolejny łyk wina. Doskonale rozumiała postawę Piaskowego Klanu. Kaguya odebrali im dom, zabijając sporą cześć ich społeczeństwa i mieli pozostać bezkarni? Nic dziwnego, że poszkodowani w końcu się zebrali i wywali swoją zemstę, eliminując agresora na tyle, żeby nie był w stanie już więcej zagrozić komukolwiek. Przy okazji zyskali nowe ziemie nie własność i stali się silniejsi.
- Wiem o tym i doskonale to rozumiem. - Zapewniła Reika. - Agresja powinna być tłumiona w zarodku, bo zagraża nam wszystkim, zaś niektórzy ludzie nigdy nie powinni byli dostać miana Shirei-kana. Podczas Pustynnego Pogromu ruszyli na nas Uchiha. Ciężko okaleczyli nam Lidera i zniewolili szczep Jūgo, który potem wykorzystali do budowy działa masowej zagłady. Zaatakowali nas na granicy, wkrótce po tym, a my i kilka innych klanów, zmuszeni byliśmy się bronić. Okazało się, że Lider Uchiha był pod wpływem Genjutsu i manipulowano nim... Gdyby nie to, że ponieśliśmy ciężkie straty, zaś władzę w Sogen w końcu przejęła rozsądna osoba, stroniąca od konfliktów, to pewnie wzięlibyśmy przykład z was.
Reika nadal nie ufała Uchihom, właśnie ze względu na ich umiejętności manipulacji innymi za pomocą iluzji, no ale wyglądało na to, że póki co Katsumi trzyma ich tam wszystkich za pyski i nie pozwala na żadne wrogie incydenty. Z resztą, teraz mieli zdecydowanie gorszy problem. Powrót Antykreatora, który był istną potęgą, której nawet dwóch Liderów nie było w stanie zagrozić. Reika wątpiła, czy nawet wszyscy Liderzy razem wzięci, byliby w stanie coś zdziałać...
- Powinieneś wziąć sobie kilka dni wolnego i solidnie wypocząć. - Odpowiedziała na jego ostatnią wypowiedź. - Przez ten czas prowincja nie upadnie, a shinobich chyba macie na tyle, żeby ktoś inny mógł Cię na razie zastąpić. Nie przysłużysz się Klanowi, jeśli w końcu padniesz z wyczerpania, nie tyle fizycznego, co psychicznego. Wiem co mówię, bo jestem medykiem i nie raz miałam do czynienia z ninja, którzy w końcu lądowali w szpitalu, bo zajeździli własny organizm ciągłą pracą.
Dopiła wino ze swojej czarki i uważnie przyjrzała się twarzy towarzysza, jakby oceniając jego stan zdrowia. Jednak tak naprawdę zastanawiała się nad pewną rzeczą, o którą miała zamiar teraz spytać, chociaż nie była pewna, czy chciałaby znać odpowiedź.
- Wygląda na to, że mocno zasłużyłeś się w ostatnich wydarzeniach, skoro pytając o Ciebie, prawie każdy shinobi wiedział, o kogo chodzi. - Błękitne oczy kunoichi zatrzymały się na jego złotych ślepiach, jednak w żaden sposób nie było to nachalne spojrzenie. - Tylko dlaczego nazwali Cię Diabłem? Czyżbyś nie miał litości dla przeciwnika?
Ostatnie pytanie było nasączone lekką nutą sarkazmu. Ona sama też nie miałaby litości dla łotrów, więc nawet by ją to nie zdziwiło, wręcz przeciwnie. Jeśli się okaże, że miała rację, to zaraz wypije jego zdrowie.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1803
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Ichirou » 8 kwi 2017, o 10:39

Ciężko było wypocząć, mając świadomość, że twoi wrogowie prawdopodobnie jeszcze gdzieś grasują po twoich ziemiach, chowają się w norach i czekają na chwilę nieuwagi, by zaatakować w dogodnym momencie. Po tak wielkim, dość osobistym zaangażowaniu się w konflikt trudno było wrócić do dawnej postawy, znacznie odmiennej od tej, którą obecnie prezentował brązowowłosy. Wiele spraw wciąż siedziało z tyłu głowy i nie pozwalało w pełni się zrelaksować.
Ciekawe, jak z tym wszystkim radził sobie Jou.
Spróbował jednak przestać o tym myśleć chociaż na chwilę. Ciągłe rozważanie tych samych spraw nie przynosiło dobrych rezultatów, a jedynie ściągało jego nastrój na dno. Może faktycznie potrzebował dłuższego odpoczynku i przerwy od nieustannego nakręcania się i szaleńczego pościgu swych wrogów?
- O, dobrze wiedzieć. Częściej spotykałem się z przeciwnymi opiniami, że w naszych warunkach nie idzie nic zrobić, jeśli nie liczyć padnięcia z przegrzania. No ale skoro komuś taka ciepłota nie odpowiada, zawsze może przestawić się w tryb nocny. Po zmierzchu robi się faktycznie chłodno - odrzekł spokojnym tonem. Faktycznie, warunki na Wydmach nie należały do przyjaznych, ale przez tyle lad zdążył już przywyknąć do tutejszego klimatu i obecnie nie zwracał na niego większej uwagi. Obecny tu gorąc był pewnie rzeczą zupełnie normalną, tak jak wieczny chłód dla mieszkańców Wysp.
- A wiedzie mi się chyba dobrze... Chociaż ostatnio byłem na tyle zajęty, że nie miałem kiedy się dobrze urządzić w Kinkotsu. - No właśnie. Tak na dobrą sprawę, to wciąż nie sprawił sobie nowego, stałego lokum. Mieszkał na ten moment w jakiejś tymczasowej kwaterze, chociaż równie często nocował po prostu w różnych przybytkach. Asahi nie był typem osoby dążącej do zbudowania domu i zapuszczenia w nim korzeni. Już od młodych lat, kiedy tylko się usamodzielnił, ciągle zmieniał miejsce zamieszkania. Z drugiej jednak strony, pasowało wreszcie nająć coś lepszego niż skromne cztery ściany z kilkoma meblami i łóżkiem. Nawet nie po to, żeby w nim mieszkać, ale dla samego statusu społecznego. Jakieś spore, bogato wyposażone mieszkanie w centralnej części osady, czemu by nie? Zawsze miał pewne skłonności do przepychu i afiszowania się swoim statusem, który na ten moment w Atsui już faktycznie nie był byle jaki.
Zmarszczył brwi, wsłuchując się w krótką opowieść niebieskowłosej dotyczącej problemów jej rodu. Cóż, najwyraźniej konflikty były na porządku dziennym nie tylko na pustyniach, ale i na całym kontynencie. I trzeba przyznać, że relacja Reiki była lekko nieprawdopodobna, że zapewne nie uwierzyłby w nią, gdyby usłyszał je z ust kogoś nieznajomego.
- Szczerze mówiąc, brzmi to na znacznie bardziej popapraną sprawę niż to, co było u nas - skomentował, próbując ogarnąć wszystkie zawiłości. Cóż, jakby nie patrzeć, to konflikt Sabaku i Kaguya był dość prosty, jeśli pominąć kwestię wewnętrznego przewrotu u kościanych.
- Skoro tak mówisz - odpowiedział z lekkim zrezygnowaniem, rozkładając ręce na boki i cicho wzdychając. Przerwa była dobrym pomysłem. Mógł trochę ochłonąć i zająć kilkoma sprawami w wiosce. Zresztą, na tę chwilę i tak nie miał koncepcji w sprawie dalszych działań. Jego ostatnia wyprawa przyniosła jedynie częściowy sukces i nie zapewniła jakichkolwiek wskazówek, w którą stronę teraz ruszyć. Chyba jego osobista wendeta i samodzielne poszukiwania na ten moment się kończyły. O ile tylko lider nie miał dla niego nowych wytycznych, to problem renegatów był zawieszony.
Sięgnął po butelkę, by uzupełnić opróżnione czarki, kiedy to dziewczyna zadała pytanie odnoszące się do jego pseudonimu. Cóż, Asahi zyskał dość spory rozgłos po swoich wyczynach, z czego był nawet zadowolony. Lubił popularność.
Odstawił butelkę z powrotem na stolik i spojrzał na Reikę z nieco krzywym uśmieszkiem.
- Bo w bitwie byłem potężnym władcą piasku, który miał spory udział w jej finalnym rezultacie i który odznaczył się wyjątkową bezwzględnością. Nawet wobec tych, którzy poddali się lub postanowili uciec z pola walki - odrzekł spokojnie, ale bardzo dosadnie. Tak, że niektórzy słuchacze mogliby w tym momencie poczuć pewną obawę przed złotookim Sabaku. Ichirou nie powiedział jednak tego, by przestraszyć rozmówczynię. Mocno skontrastował swoją wypowiedź z wcześniejszą, luźną postawą, po to, by sprawdzić reakcję niebieskowłosej.
Zaraz po tym sięgnął po czarkę i upił z niej łyk wina, nie ściągając z Reiki przenikliwego spojrzenia bursztynowych oczu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2332
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Reika » 9 kwi 2017, o 17:10

Ichirou nie roześmiał się z jej awersji do zimna, wręcz przeciwnie. Był mile zaskoczony taką odmianą, ponieważ najczęściej spotykał się z zupełnie inną opinią na temat pustynnego klimatu. Reika uśmiechnęła się i upiła ze swojej czarki, potakując głową. Owszem, słońce było tu bardzo ostre i można było ładnie poparzyć sobie skórę, jednak jeśli chodziło się w odpowiedniej odzieży, zakrywającej skórę, to można było na spokojnie dreptać sobie po tych terenach.
- Gdybym tylko mogła, to chętnie spędzałabym tu całą jesień i zimę, no ale niestety. - Westchnęła z rezygnacją. - Jestem potrzebna swoim, a pół roku, to szmat czasu...
Słysząc, że u niego wszystko w porządku i jedynie nie miał jeszcze czasu się urządzić w nowym miejscu, kunoichi ponownie pokiwała głową ze zrozumieniem. Wygranie wojny to jedno, ale postawienie prowincji na nogi i eliminowanie zbiegłych wrogów to drugie. Nic więc dziwnego, że nie miał czasu dla siebie. Kto wie, czy teraz właśnie nie wrócił z podobnej misji. Nie pytała jednak o szczegóły, bo i tak nie powinna się w to wtrącać, mimo że chętnie by pomogła w eliminowaniu tych, którzy przyczynili się do Pustynnego Pogromu i śmierci tylu ludzi.
- Jest jeszcze bardziej popaprana, niż Ci się obecnie wydaje. - Odpowiedziała na sytuację z ostatnią bitwą pod Górą Czaszki. - No ale na szczęście kryzys został tymczasowo zażegnany. Teraz tłuką się na wyspach, bo Hōzuki postanowili zaatakować Yukich. Miejmy nadzieję, że Natsume wyjdzie z tego tak samo cało jak z Turnieju i Pogromu.
Przez chwilę Reika pomyślała o tym, żeby powiedzieć Ichirou o Antykreatorze, ale po chwili zastanowienia doszła do wniosku, że lepiej nie siać paniki. Jego Lider powinien być już o tym poinformowany, więc jeśli uzna za stosowne, to podzieli się tym ze swoimi shinobi. O Demonie też zgodnie z życzeniem nie wspominała, zresztą Atsui nawet nie sąsiadowało z Głębokimi Odnogami, więc mogli się czuć względnie bezpiecznie, chyba że bestia pokona Ayatsuri i ruszy dalej na południe. Ehhh, tyle ważnych wieści, a musiała trzymać język za zębami.
Ucieszyła się, gdy Ichirou z rezygnacją przyjął jej medyczną radę o odpoczynku. Naprawdę przyda mu się trochę przerwy, no i dzięki temu, będzie miał okazję poszukać sobie nowego domu, który urządzi tak, jak mu się żywnie podoba. Same plusy. Zaś co do ostatniej wypowiedzi Sabaku, to Reika uśmiechnęła się szeroko i uniosła swoją czarkę z winem w geście toastu. Może kiedyś i ona zasłuży sobie na jakiś ciekawy tytuł, pod którym będzie rozpoznawana.
- W takim razie Twoje zdrowie, Władco Piasku. - Oznajmiła z uśmiechem i upiła trunku. - Ładnie się wybiłeś i zapewne awansowałeś na Sentokiego, prawda? Teraz to już koniecznie musisz znaleźć sobie nowe lokum, bo gdzie będziesz przyjmować gości i robić imprezy towarzyskie?
Zaśmiała się cicho, przypominając sobie lekko próżne zapędy Ichirou. O tak, imprezy towarzyskie na pewno by mu się podobały, zwłaszcza z dużą ilością dam, w charakterze gości. Chyba że od ich ostatniego spotkania zmienił się na tyle, żeby mieć teraz inne poglądy na świat.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1803
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Ichirou » 12 kwi 2017, o 12:11

Szmat czasu? Może i tak, ale ostatnio Ichirou dostrzegł, że nawet pół proku potrafi przeminąć niezwykle szybko. Będąc w wierze w wojny i poświęcając wszystkie swoje wysiły na przygotowania, można było nie zastanawiać się nad upływem czasu. Potem jednak w chwili spokoju człowiek uświadamiał sobie, że konflikt z kościanym klanem trwał niemalże dwa lata. Dwa lata nerwowego życia bez domu i wypruwania sobie żył, by wyprowadzić odwet i zdobyć to, co było im należne. Niektórzy mogliby doszukiwać się tu na siłę walki o jakiejś wyższe wartości, chęć poskromienia nieokrzesanych barbarzyńców z rodu Kaguya, ale takimi powodami Ichirou wymigiwał się co najwyżej oficjalnie. Wojna sprowadzała się do polityki oraz spraw osobistych, w tym przede wszystkim żądzy zemsty, jaka zapewne pojawiła się u wielu Sabaku. Nie było w niej zbyt wiele dobra lub chęci niesienia pokoju, a jedynie egoistyczne żądze ugrania jak najwięcej dla siebie i poprawienia swojego samopoczucia.
- Natsume, hmm? Wyglada na to, że masz sporo znajomości. Pewnie jeszcze znasz całe Krwawe Pokolenie, co? - zapytał półżartem, dopiero w drugiej kolejności zastanawiając się nad wspominaną wojną. W kontynencie działo się bowiem już za wiele, by przejmować się jeszcze wyspami. Przez odległość, a także zupełnie przeciwny klimat, był to chyba ostatni region, nad którym się w ogóle zastanawiał. To, co działo się tam raczej nie miało większego znaczenia dla Wydm, więc losy tamtej bitwy były dosć obojętne brązowowłosemu. Mimo wszystko wolał, by podział panujący tam podział sił został zachowany.
- Lepiej, żeby Hōzuki polegli, bo ich zapędy mogą okazać się inspirujące dla innych klanów - skomentował chwilę później w poważniejszym tonie, dopiero teraz przypominając sobie słowa Jou z ich ostatniej rozmowy. Było prawdopodobne, że podobny Nowy Porządek będzie zagrażał im od strony Tsurai.
Później uniósl czarkę i upił z niej alkohol, bo oczywiście nie opuściłby kolejki za jego zdrowie.
- Tak, w końcu awansowalem, chociaż siłą i wpływami pewnie mógłbym konkurować z niejednym Kogō, a popularnością przewyższam innych o głowę - wycedził z uśmiechem na twarzy, ale również pewnością w głosie. Ot, typowe dla niego przechwałki, chociaż gdyby się zastanowić, w było w nich trochę prawdy. Umiejętnościami bez wątpienia stanowił ścisłą czołówkę swojego rodu, a i jego imię nabrało dosć silnej marki, która w Atsui nie mogła być ignorowana. W zwiazku z tym mimo że dopiero przed kilkoma miesiącami wspiął się na wyższy stopień, to już w tym momencie prawdopodobnie znajdował się w jego górnym pułapie.
- Imprezy to swoją drogą. Już niejden raz przez głowę przechodziła mi myśl, by założyć własny lokal. I nie jakąś spelunę, tylko luksusowy przybytek, o bogatym wystroju i wyposażeniu, zdolny do spełnienia najróżniejszych zachcianek wyszukanych gości. Coś, przy czym chociażby taki Klejnot Pustyni się chowa - odrzekł z lekkim uśmieszkiem na twarzy i rozkładając ręcę na boki podczas snucia swoich wizji. Lekko rozmarzonym spojrzeniem bursztynowych oczu omiótł całą salę i oczami wyobraźni ujrzał niesamowicie elegancko wystrojone pomieszczenie, w którym dopracowany był każdy szczegół. Wytworni gości raczyli się dobrą strawą i najdroższymi alkoholami świata, które serwują im nieziemsko piękne gejsze, które wcześniej przebrnęły przez osobistą selekcję Ichirou. W sali obok miała znajdować się scena na najróżniejsze występy artystyczne, a także spora wolna powierzchnia, która w razie potrzeby mogła zostać zagospodarowana na miejsca siedzące dla widzów lub parkiet do tańczenia. Poziom niżej, czyli w piwnicy rozrywkę mogliby znaleźć goście mający żyłkę do hazardu. A na górze... Cóż, na górze również można byłoby zaznać miłych usług.
- Ale może to dopiero za jakiś czas - odrzekł po chwili, wyrywając się z bajki i wzdychając ciężko. - Najpierw muszę się wylizać z ran, odpocząć, zająć innymi sprawami. Takie przedsięwzięcie wymagałoby nie tylko wolnego czasu, ale i odpowiedniego wsparcia sponsorów. - Rozplanować to jedno, ale z realizacją było znacznie gorzej. Eksluzywny przybytek wciąż pozostawał jednym z planów ustalonych na nieokreśloną przyszłosć.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2332
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Reika » 12 kwi 2017, o 20:33

Na wspomnienie o znajomościach, Reika uśmiechnęła się lekko. Tak się jakoś złożyło, że znała osobiście prawie całe Krwawe Pokolenie, jak zwykle się mówi na tych, którzy brali udział w Wielkim Turnieju, a żyli do tej pory. Uśmiech jednak zniknął po chwili, zaś przez oczy przemknął ból, kiedy myśli powróciły do Yoichiego, należącego również do tego zaszczytnego grona.
- Prawie całe. - Przyznała, chwilę bawiąc się czarką, którą obracała wokół własnej osi. - Z Inoue miałam okazję zamienić tylko kilka słów, zaś z Yoshimitsu nie poznaliśmy się osobiście, choć miałam okazję się mu przyjrzeć na trybunach. Natsume był towarzyszem mojego brata i jest moim przyjacielem. Razem z nim i kilkoma innymi, podczas Pustynnego Pogromu ewakuowaliśmy szpital. Gdyby nie to, że ojciec zabronił mi mieszać się w wojnę na wyspach, już bym tam była...
Westchnęła i przestała maltretować czarkę. Podniosła naczynie i upiła kolejny łyk wina, które w sumie bardzo jej posmakowało. Tak, nie mogła sprzeciwić się Kazuo, który zabronił jej płynąć na Hyuo nie jako ojciec, ale jako Lider Klanu. Rozkaz, to rozkaz, dlatego jedyne, co teraz mogła zrobić, to mieć nadzieję, że Natsume wyjdzie z tego cało, a Yuki zwyciężą.
- Murai pomagał nam podczas bitwy z Uchihami, bo jego prowincja też była zagrożona. - Ciągnęła dalej. - Wygląda trochę przerażająco, z tymi swoimi szwami i jest naprawdę mocny, ale to równy gość. Cieszę się, że nie jesteśmy wrogami. Jeśli chodzi o Yoichiego, to towarzyszył mi na ostatniej wyprawie, wraz ze swoimi Ninkenami...
Wzruszyła ramionami, dając do zrozumienia, że tak się jakoś złożyło, że miała takie ciekawe znajomości, które należały do jednej, wszystkim znanej grupy. Niestety, jedna znajomość zakończyła się w dość bolesny sposób i raczej nie było szans na odbudowanie jej, jednak z pozostałymi nadal mogła utrzymywać kontakt, jeśli tylko to było możliwe. Dlatego właśnie była tu teraz i znowu miała okazję porozmawiać z Ichirou, który mocno zapadł jej w pamięć i którego polubiła, mimo jego niektórych wad.
- Hōzuki nie powinni mieć szans z Yuki. - Odpowiedziała. - Ich ciało zmienia się w wodę, więc są praktycznie nietykalni, ale Yuki władają lodem, więc mogą ich pozamrażać. Martwi mnie jednak, że mają wsparcie w dwóch szczepach, które zniewolili. Tak, zdecydowanie życzę im klęski.
Słysząc przechwałki Ichirou, Reika zachichotała. Tak, pod tym względem się nie zmienił, chociaż było trochę prawdy w tym, co mówił. Ona także była Sentokim, ale chyba nie miałaby szans w starciu z paskiem, chociaż może? Jakby zastosowała jakąś sztuczkę, albo okazała się być szybsza, to może, kto wie. Nie dowiedzą się tego, dopóki nie staną przeciwko sobie na arenie, a do tego zapewne nie dojdzie, bo Reika nie lubiła krzywdzić kogoś dla rozrywki i udowadniania, że jest lepsza, tak jak to było na Turnieju w Sabishi.
- Siłą zapewne tak. - Zgodziła się i uśmiechnęła chytrze. - Ale jeśli chodzi o wpływy w prowincji, to nie masz ze mną szans. Ja też nie próżnowałam i starałam się zapracować na dobrą pozycję w swoim Klanie. Po bitwie z Uchihami, oprócz tytułu Sentokiego, zostałam jeszcze mianowana Kapitanem wojsk Senju, zaś nowym Liderem Klanu po Pustynnym Pogromie został mój ojciec.
No jak dzieci. Licytacja na temat tego, kto ma większe wtyki u swojej władzy. Reikę w sumie bawiło to, a to co właśnie powiedziała, miało na celu lekkie utarcie nosa Ichirou, oczywiście tak dla zabawy. Już dawno nie miała okazji się z kimś podroczyć, więc teraz, kiedy nadarzyła się okazja, to chętnie z niej skorzystała, chociaż nie miała w zwyczaju się przechwalać.
Słysząc o luksusowym lokalu, z bogatym wystrojem i atrakcjami, Reika oparła brodę na dłoni i wyszczerzyła się. Shinobiemu zachciało się robić biznes, kto by pomyślał! I to jeszcze nie byle jaki. Niby było to całkiem dobre źródło dochodów, jednak z ninja jest tak, że nigdy nie wiadomo, kiedy spotka się twarzą twarz ze śmiercią. Na co komu góry złota, jak może nie wrócić z najbliższej misji. Reice wystarczyłoby spokojne życie, na które może kiedyś się przestawi, a co do pieniędzy, to ostatnio los mocno z niej zadrwił i stała się jedyną spadkobierczynią majątku obecnego Lidera Senju, do tego też miała trochę swoich własnych oszczędności z wykonanych misji, więc nie musiała się o to martwić. Z resztą pieniądze nie były dla niej ważne. Najważniejsza była dla niej miłość, którą niestety utraciła.
- Wylizać z ran? - Zapytała, przekrzywiając głowę na bok. - Fizycznych, czy psychicznych? Na te pierwsze może mogłabym coś zaradzić.
Przyjrzała się uważnie Ichirou, ale nie wyglądał na rannego, więc może jednak chodziło o rany psychiczne, z którymi każde z nich musiało się borykać. Ona sama niedawno starała się przezwyciężyć to wszystko, co do tej pory przeżyła, ale o ile koszmary męczyły ją teraz tylko sporadycznie, to mimo wszystko trudno było tak po prostu całkowicie zapomnieć.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1803
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Ichirou » 14 kwi 2017, o 17:52

Z zainteresowaniem wysłuchał jej odpowiedzi, bowiem ta zawierała garść całkiem wartościowej wiedzy. Jak się okazało, Reika mogła się poszczycić niezłą siatką znajomości. Jeśli wierzyć jej słowom, to przyjaźniła się z Miecznikiem, czyli zwycięzcą turnieju w Sabishi, brała udział we wspólnej wyprawie z Yoichim i uczestniczyła w tej samej batalii co Pusty. No nieźle. Znała więc całkiem dobrze prawie całe Krwawe Pokolenie, które mogło w przyszłości wiele zdziałać na scenie shinobi, a przynajmniej tak się powszechnie mówiło.
- Równy gość? - powtórzył szyderczo, go ta wspomniała o Muraiu. Miał z nim do czynienia i owszem, był wartościowym żołnierzem, ale równym gościem by go nie nazwał. - To jeden z największych dziwaków, jakich spotkałem. Sam ściągnąłem go do swojej bitwy, lecz to była czysto najemnicza umowa. Heh, nie wiem, po co to robi, ale najwyraźniej krąży jedynie po różnych polach walki na całym kontynencie. Gdzie tylko wydarzy się coś głośniejszego, tam często pojawia się jego imię. Pewnie wybrał się teraz na wyspy. Mógłbym się nawet o to założyć - skończył wypowiedź, sięgając znowu po butelkę, by rozlać kolejną porcję alkoholu do opróżnionych przed chwilą czarek. W tym czasie niebieskowłosa krótko podjęła temat Morskich Klifów. Cóż, o rodach tam żyjących wiedział niewiele, stąd też wyciągnął dość sporo nowości ze słów dziewczyny.
- To tylko teoria. Gdyby Yuki mieli aż taką przewagę, to by już dawno ją wykorzystali i pozamrażali tych całych Hōzuki, nie pozwalając im na rozpoczęcie ekspansji. Zresztą, doświadczenie nauczyło mnie, że wojna to w dużej części chaos, który potrafi zaskoczyć i nad którym nie da się w pełni zapanować. - Potem splótł ręce na klatce piersiowej,
wsłuchując się, jak to Reika próbuje przebić go na płaszczyźnie wpływów w swoim rodzie. Zmarszczył brwi, zastanawiając się,
jak nie pozwolić jej wygrać, ale rozwiązanie przyszło samo wraz z ostatnim zdaniem dziewczyny, które wywołało krzywy uśmieszek na twarzy Sabaku.

- Ach, więc teraz wszystko jasne. Córeczka tatusia - zaśmiał się cicho, chcąc w ten sposób ją lekko rozdrażnić. - Było tak od razu mówić, a nie zasłaniasz się ciężką pracą i staraniami. Wiesz, ja do wszystkiego musiałem dojść samodzielnie i nie miałem na kogo liczyć. Gdyby mój stary był liderem klanu, to teraz pewnie siedziałbym już jednym półdupkiem na tronie w siedzibie władzy. No ale tak wyszło, że zginął podczas Pustynnego Pogromu - skończył, sięgając po naczynie z alkoholem, a jego krzywy uśmieszek teraz bardziej przypominał grymas. Chociaż w jego ostatnich słowach było trochę cynizmu, to jednak i tak uczynił pewien progres, bo chyba do tej pory zawsze wspominał doświadczoną tragedię w złości i z zaciśniętymi pięściami. Czas jak i wymierzona zemsta stłumiły w pewnym stopniu gniew. To, że odnosił się do tamtych wydarzeń z ironią oznaczało, że wreszcie nabrał krzty dystansu, którego w tej sprawie mu brakowało.
Opróżnił całą czarkę jednym haustem, odłożył ją na blat stolika i westchnął cicho. Milczał przez kolejną chwilę, wracając myślami do bardziej przyziemnych tematów.
- W sumie to ze wszystkich - odpowiedział w nieco żartobliwym tonie, bo na poważnie nie przyznałby się do wewnętrznych problemów. Nie było z nim najgorzej, ale faktycznie czasem miewał swoje wybuchy. Równie mocno trapiły go jednak rany fizyczne, które - w jego mniemaniu - nie pasowały eleganckiemu dżentelmenowi.
- Wiesz, wielu medyków już się mną zajmowało. Rzecz w tym, że zwykle po ich czarach pozostawały ślady, na które nie ma za bardzo rady. Zdaniem niektórych blizny są chlubą, ale jak dla mnie, to tylko niepotrzebnie szpecą ciało - mruknął ze skrzywieniem, doliczając się w myślach, ile to razy już został dotkliwie poharatany.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2332
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Reika » 14 kwi 2017, o 19:25

Zachichotała, gdy Ichirou wspomniał o Muraiu. Owszem, był z niego lekki dziwak, ale pomimo tego był doskonałym shinobi i znał się na swojej robocie, chociaż te jego nici, wyłażące mu z ciała wyglądały dość upiornie. Zainteresowało ją jednak, że brał udział w wojnie po stronie Sabaku jako najemnik i że zapewne teraz urzęduje na wyspach, obierając którąś ze stron. Co nim kierowało?
- Może lubi pieniądze, albo sławę. Kto go tam wie. - Wzruszyła ramionami. - Owszem, jest trochę dziwny i gburowaty, ale za to prawdziwa z niego maszyna do zabijania, pozbawiona wszelkich emocji i skrupułów. Wojownik jak się patrzy. Trochę mnie w sumie tym przeraża, ale dzięki temu można na niego liczyć.
Przyjęła kolejną porcję alkoholu, którą Ichirou rozlał do czarek, jednocześnie słuchając tego, co miał do powiedzenia na temat wojny na wyspach. Westchnęła i skinęła głową, przyznając mu rację, ale tylko częściowo. Przypuszczała, że Yuki wcześniej nie interweniowali, bo tak jak Senju, nie byli konfliktowym klanem, a gdy przyszło co do czego, zwyczajnie się teraz bronią i próbują pokonać agresorów, którzy sami się na nich rzucili. Eh, porąbany jest ten świat.
Ponownie jednak zachichotała, gdy Ichirou próbował jej właśnie wmówić, że wszystkie swoje zasługi zawdzięcza wpływowi ojca Lidera. Chyba nie zaszkodzi go oświecić w tej sprawie, żeby nie miał mylnego poglądu na sytuację i nie umniejszał jej w osiągnięciach, na które ciężko pracowała.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. - Odpowiedziała z uśmiechem. - Nie jestem rodowitym Senju. Zostałam adoptowana, gdy miałam pięć lat. Odkąd postanowiłam zostać kunoichi w służbie klanu, zawsze miałam pod górkę, ponieważ byli tacy, którym nie podobał się fakt, że nie mająca odpowiednich genów osoba, była traktowana tak samo, jak inni. Zawsze musiałam znacznie ciężej pracować, żeby udowodnić swoją wartość. Byłam intruzem. Gdy ojciec został Liderem, było jeszcze gorzej. Ci wszyscy, którzy byli przeciwko minie, usilnie patrzyli ojcu na ręce, żeby tylko wykryć faworyzowanie i móc to wywlec pod publikę. Nie doczekali się. Już podczas Pustynnego Pogromu zasłużyłam się Klanowi, a podczas bitwy z Uchihami, dołożyłam jeszcze trochę i uczciwie zapracowałam na swoje tytuły. Sama pracuję na swoją pozycję tak, żeby wszyscy widzieli, że na to zasługuję i żeby nie było podstaw do podejrzeń o jakieś przekręty ze względu na rodzinne więzi. Tak więc, drogi Ichirou, Twój argument nie był trafny i przykro mi z powodu Twojej straty.
Tak jak wcześniej przypuszczała, Sabaku stracił wtedy rodzinę, co było naprawdę przykrym przeżyciem. Tym bardziej nie dziwiła się, że tak mocno zaangażował się w tą wojnę. To była też jego osobista zemsta. W jednej rzeczy Ichirou też się mylił. Ona nie miała żadnych szans na zostanie Liderem, mimo faktu, że była spadkobierczynią ojca. Bez Mokutonu zapewne nie zostałaby wybrana, zresztą nawet nie myślała o tym, żeby kiedykolwiek startować na ten stołek. Nie nadawała się do tego i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Już i tak zaszła naprawdę wysoko, zostając Sentokim i prawowitym członkiem klanu, a to spore osiągnięcie.
Gdy Ichirou sprecyzował, o jakie rany konkretnie mu chodzi, Reika o mało nie zakrztusiła się winem, które właśnie popijała ze swojej czarki. Kiedy skończyła kaszleć, na jej usta wpełzł chytry uśmieszek. Przez chwilę przyglądała się złotookiemu Sabaku, kręcąc przy tym głową i cały czas się uśmiechając. Tak, sytuacja była w tym momencie bardzo zabawna.
- Wiesz co, Ichirou? Cholerny farciarz z Ciebie. - Stwierdziła w końcu, poszerzając uśmiech. - Po ostatniej wyprawie miałam całe ramiona, barki i dekolt w siatce blizn. Jak możesz się domyślić, nie bardzo mi się to podobało, więc postanowiłam popracować nad techniką leczenia, która będzie w stanie usunąć takie niechciane sznyty.
Chwyciła rękaw swojej białej tuniki i pociągnęła tak, że materiał zsunął się, odsłaniając prawe ramię i bark dziewczyny. Na jasnej i gładkiej skórze nie było żadnego śladu po jakichkolwiek bliznach. Aż trudno było uwierzyć, że w ogóle coś tam kiedyś mogło być. Kiedy Sabaku zdążył się przyjrzeć i ocenić rezultaty jej techniki, Reika ponownie okryła ramię ubraniem.
- Jest tylko jeden warunek. - Wyjaśniła z powagą. - Dzięki tej technice, mogę leczyć rany tak, że nie zostawiają po sobie blizn. Takie udoskonalenie. Jednak jeśli chodzi o istniejące już blizny, to trzeba je ponownie otworzyć i wtedy zaleczyć, żeby nie było śladu. Krótko mówiąc, żeby pozbyć się szpetnych blizn, musiałam się na nowo pociąć, żeby je wyeliminować.
Spojrzała uważniej na swojego rozmówcę. Czy przestraszy go ta perspektywa? Oczywiście nikt go tu nie zamierzał kroić na żywca, bo Reika nie była sadystką. Sama korzystała wtedy z miejscowego znieczulenia, więc jeśli Ichirou zdecyduje się na taki zabieg, to wybiorą się do szpitala i zrobi się wszystko fachowo, za pomocą narzędzi i specyfików.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1803
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Ichirou » 16 kwi 2017, o 12:16

Albo Reika miała jakieś dziwne, dość naiwne podejście do tematu, albo po prostu źle się wyraziła. Tak czy inaczej, złotooki Sabaku w żadnym wypadku nie nazwałby Pustego porządnym kompanem, a tym bardziej nie powierzyłby mu pełnego zaufania. Nie był altruistą i nie wierzył w siłę przyjaźni. Owszem, nie negował istnienia bezinteresownych więzi z innymi ludźmi, a był przekonany, że te zupełnie szczere występują bardzo rzadko i nie należy brać ich jako regułę.
- No nie wiem. Można liczyć, ale tylko wtedy, gdy ma się skojarzone interesy i wspólny cel. Jak mówiłaś, nie przejawia posiadania jakichkolwiek emocji lub skrupułów, więc w jego przypadku ostrożnie rozporządzałbym swoim zaufaniem - stwierdził, przejawiając dość przyziemne spojrzenie.
Potem przekręcił głowę na bok, pozwalając kunoichi udzielić całkiem obszernych wyjaśnień. Huh, jednak musiał trafić w samo sedno, skoro zaczęła się tak tłumaczyć! Na jego twarzy znowu pojawił się drobny, chwilowy uśmieszek. Opowieść Reiki, o ile była prawdziwa, była warta szacunku, jednak Ichirou starał się nie dawać po sobie znać, że jakoś bardziej go to zaimponowało. Wciąż przecież prowadził małą grę, której nie zamierzał przegrać. Zresztą, w tej relacji musiał być chociaż mały margines podkoloryzowania, bo i sam lubił czasem ponaciągać prawdę na swoją korzyść.
- Ale to twój ojciec jest liderem, a nie inni, więc nie mów, że to nie jest atut. I to liderem nie podrzędnego klanu, lecz silnego rodu, który ma mocną pozycję w swojej prowincji. Ja przyczyniłem się do czegoś historycznego. Ze szczepu, który odgrywał marginalną rolę w światowej polityce i który przez pewien czas nie miał nawet swojej siedziby, wspięliśmy się wyżej, zdobyliśmy nowe tereny i zdobyliśmy tytuł rodu - skończył, splatając ponownie ręce na klatce piersiowej i poddając pod wątpliwość zdanie niebieskowłosej, że to akurat ona wie więcej ciężkiej pracy. Osobiście uznał temat za zakończony z oczywistą wygraną w tym małym sporze, ale gdyby dziewczyna zechciała kontynuować temat, mógł jeszcze wyciągnąć kilka argumentów z rękawa.
O, to ciekawe, że potrafiła zaradzić na stare, zabliźnione już rady. Opis zabiegu nie brzmiał zbyt przyjemnie, ale brązowowłosy chyba był gotów się tego podjąć.
- A nie ma mniej bolesnych metod? Heh, mimo wszystko mógłbym na to przystać. Chociaż miałabyś sporo roboty, bo przez ten czas zdążyłem się nabawić wielu blizn - odrzekł, wzdychając ciężko, na samą myśl, ile tego jest.
- Poddaję się więc tobie w całości. Jak coś, to jestem gotowy w każdej chwili, nawet teraz - dodał z lekkim uśmiechem, chyba jeszcze nie będąc do końca świadomym, na co się pisze.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2332
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma "Klejnot Pustyni"

Postprzez Reika » 16 kwi 2017, o 21:47

Zastanowiła się chwilę nad słowami Ichirou odnośnie Muraia i musiała przyznać, że może mieć trochę racji. Owszem, pomagał im w bitwie, nawet jej w leczeniu Nibuia, gdy go o to poprosiła, ale nadal pozostawał chłodnym, pozbawionym emocji ninja, po którym można było się spodziewać dosłownie wszystkiego, łącznie z tym, że rzuci Ci się niespodziewanie do gardła. Może jednak nie powinna go tak pochopnie oceniać? Nawet nie wiedziała, czym tak naprawdę się kieruje, biorąc udział w różnych bitwach. To niewiarygodne, że jeszcze żyje! Widać był naprawdę silny.
- Może masz rację. - Przyznała z westchnieniem. - Niby był naszym sojusznikiem, ale skoro tak podróżuje po polach bitwy, to musi mieć z tego jakiś interes. Będę na niego uważać, tym bardziej, że Kakuzu to żywe trupy, do tego prawdopodobnie nieśmiertelne.
Skrzywiła się lekko, przypominając sobie spotkanie w Shinrin z innym przedstawicielem tego szczepu. To od niego się dowiedziała, że Kakuzu nie posiadają większości organów, nie jedzą, nie piją, nie mają krwi w żyłach, że byli praktycznie chodzącymi trupami, których podobno nie da się zabić, a ich ciało to praktycznie tylko te ich nici. Lekko przerażające, no ale Murai nie wykazywał wobec niej wrogości, tak jak Mitsuchi wobec ojca. Z resztą Reika już nie jedno widziała, na przykład takiego Jashinistę, gdzie po odcięciu mu głowy, nadal miał w ciele chakrę, więc chyba już nic ją nie zdziwi, chociaż fakt. Lepiej chyba będzie zachować ostrożność.
- Owszem, to jest atut, ale nie taki jak Ci się wydaje. - Odpowiedziała Ichirou z uśmiechem. - Nie mogę liczyć na żadne faworyzowanie pod względem pozycji w klanie, ale za to posiadam nieco bogatszą wiedzę na różne tematy niż inni. A co do Ciebie, to w żaden sposób nie umniejszam Twoim zasługom, Diable. Wręcz przeciwnie. Jestem nawet skłonna przyznać, że wykazałeś się zdecydowanie bardziej, niż ja, właśnie przez to, że przyczyniłeś się do czegoś historycznego, ale nie mówimy teraz o zasługach, a o wpływach w klanie.
Po tych słowach uśmiechnęła się lekko. Taka była prawda. Oboje w znacznym stopniu wykazali się dla swojego rodu, ale Reika w tym przypadku bez żadnych protestów oddawała pole Ichirou. W końcu zasługa zasłudze nie równa, a oni przecież licytowali się na temat wpływów w klanie, czym nadal przewyższała Sabaku, obalając jego podejrzenia o faworyzację ze strony ojca Lidera. No ale koniec już tej gierki. Ona uznała jego zasługi, to może on uzna jej wpływy, chociaż z próżnością Ichirou bywało różnie i może nadal próbować udowodnić, że jest we wszystkim lepszy.
- Mniej bolesnych? - Parsknęła śmiechem. - Chyba nie myślałeś, że kroiłam się na żywca? Spokojnie. Do takich zabiegów używa się miejscowego znieczulenia. Niczego nie czujesz.
Kiedy Ichirou wykazał chęć podjęcia się zabiegu, nawet w tej chwili, Reika uśmiechnęła się i dopiła swoje wino, po czym odstawiła czarkę. Przez chwilę przyglądała mu się uważnie, jakby nad czymś się zastanawiała. Czekało ją dużo pracy, tak? Zapewne i tak mniej, niż z jej własną kolekcją.
- W takim razie będę potrzebowała Twoich wpływów. - Zakomunikowała. - Musisz poprosić w szpitalu, żeby udostępnili nam salę, narzędzia i specyfiki, żebym mogła podjąć się zabiegu. Jestem tu obca i nikt mi niczego nie da tylko dlatego, że jestem medykiem.
Krótko mówiąc, potrzebowała rekomendacji ze strony Sabaku, żeby udostępniono jej wszelkie potrzebne rzeczy do tego, co zamierzała zrobić. Ichirou musiał za nią poręczyć i wyrazić oficjalną zgodę, żeby to ona zajęła się jego leczeniem.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1803
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Następna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość