Centrum osady

Re: Centrum osady

Postprzez Hisui » 14 lip 2017, o 21:57

Misja B
7/45


Sabaku nie potrzebował klucza, na potrzeby chwili stworzył swoją własną kopię, słusznie zapewne myśląc, że w żadnym przypadku dziewczyna nie będzie miała mu za złe tego naruszenia prywatności (no, może poza opcją w której okazuje się być podłą jędzą, ale zostawmy to). Pobieżne rozeznanie się w rozkładzie pomieszczeń pozwoliło zyskać orientację i mógł wstępnie stwierdzić gdzie powinien się bardziej skupić, a jakie pomieszczenia może praktycznie pominąć w swoich poszukiwaniach. Z widoku jaki przedstawiał dom ułożył się mu wstępny obraz charakteru akolitki, na ile trafny jednak trudno powiedzieć.
W końcu jednak postanowił chwilę odpocząć i zastanowić się. Poszukiwania w kuchni przyniosły owoc w postaci wody i wina śliwkowego, sądząc po zapachu dość wysokoprocentowego, co wybierze Senetoki zależy tylko od niego. Po chwili jednak skończył odpoczynek i przeszedł do bardziej konkretnych zadań. Ubiegł się do wezwania pomocy w postaci kociego towarzysza. Wybór mógł być trafny, co dwie głowy to nie jedna. Przywitał się i po krótkiej rozmowie przeszli do dokładniejszego przeszukiwania domu.
Zaczęli od sypialni, która wydawała się najlepszym miejscem na ukrycie czegoś. Na dobrą sprawę nie było to nawet bardzo ukryte, pod materacem odkryli zeszyt, wyglądający jak pamiętnik lub dziennik. Wpisy były zwięzłe i konkretne, Hisa opisywała kogo spotkała, umiejętności które poznała, krótko wykonane misje. Mało było wzmianek o życiu uczuciowym, choć niektóre osoby powtarzały się na tyle często że z pewnością były jej bliskie. Na końcowych stronach nieco bardziej się rozpisywała, widocznie sprawa chłopaków ją zajmowała. Szczególnie ciekawy były ostatnie wpisy, gdyż tyczyły się głownie ostatnich jej dni. Wspominała o wyprawie do mieszkania chłopców, podążaniem ich śladami próbując się domyślić co się stało, że tak nagle zdecydowali się wrócić.
"Sprawa wydaje się być poważniejsza niż sądziłam. To nie był przypadek, nie ogranicza się tylko do Atsui, ani pewnie nawet do całej pustyni. Kto wie jak daleko to sięga. Biedni, zapewne sami stali się ofiarami tego procederu. Tylko po co porywają, skoro nie żądają okupu?
Rozważam poproszenie o pomoc, lecz najpierw spróbuje zobaczyć co i jak, na miejscu."

Dalsze przeszukiwania nie przyniosły nic ciekawego. Jedynie ten zeszyt, kolejna enigmatyczna wzmianka, bez głębszego wyjaśnienia, chociaż i tak wprowadzała nieco światła do sprawy.
Hisui
 

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 15 lip 2017, o 11:39

Brązowowłosy detektyw wraz z pociesznym kompanem przeszedł do przeszukiwań mieszkania dziewczyny. Zaglądał do wszystkich szafek, szuflad i tym podobnych miejsc w jej pokoju, a Kuro w tym czasie niuchał po kątach i mniej dostępnych dla człowieka miejscach. Trwało to dość długo, aż wreszcie w ręce Sentokiego wpadł pamiętnik zaginionej. To było to, czego szukał. Usiadł więc na krawędzi łóżka z zeszytem w dłoni, a czarny kocur usadowił się tuż obok tak, aby również mieć wgląd w treść notatek zaginionej akolitki.
Pobieżnie czytał strony z zapiskami o nieistotnych sprawach, dochodząc do najświeższych przemyśleń dziewczyny, które dotyczyły jej ostatniego zadania. Wychodziło na to, że miała całkiem dobry trop, jeżeli chodzi o poszukiwaną dwójkę młodych shinobi. Jeżeli był on słuszny, to sprawa wyglądała na dość poważną. O jakiej zorganizowanej grupie była mowa? I skoro w porwaniach nie chodziło o pieniądze, to jaki miały cel? Zdobyte informacje nie dawały jasnych wskazówek, gdzie szukać dalej,
ale utwierdzały w przekonaniu, że Hisa musiała być blisko rozwiązania zagadki. Zapewne jednak zadanie ją przerosło i finalnie stała się ofiarą porywaczy, taką samą jak dwaj bracia, których miała odnaleźć.

- Brzmi poważnie - wtrącił się Kuro chłodnym tonem, zupełnie niepodobnym do niego.
- Taa... - przytakną, wyrywając się z zamyślenia. Był teraz skoncentrowany na zaistniałym incydencie i również nie był skory do rzucania żartów.
Potem wrócili do przeszukiwań jeszcze na kilka chwil, ale nic sensownego nie znaleźli. Ichirou uznał, że pora ruszać w drogę i jedynym na ten moment rozsądnym celem było Shigashi, w którym zaginione rodzeństwo miało tymczasowe zameldowanie i z którego z nieznanej przyczyny wracali w niemałym pośpiechu. Być może ich nagły powrót do rodzinnych stron miał jakiś związek właśnie z grupą odpowiedzialną z porwania. Akolitka prawdopodobnie ruszyła właśnie tym tropem i natknęła się na problem, z którym niestety nie dała sobie rady. Asahi musiał uczynić dokładnie to samo, tyle że w przeciwieństwie do swej poprzedniczki nie zamierzał dać się złapać.
Miał kawałek drogi do przebycia, więc postanowił wpierw się odpowiednio przygotować. Opuścił domostwo akolitki,
zamknął z powrotem drzwi za pomocą tego samego klucza, a potem zrobił sobie mały obchód po dzielnicy targowej, uzupełniając zapasy. Zakupił prowiant i przede wszystkim odpowiednią ilość wody, która potrzebna mu była do komfortowej przeprawy przez dość spory kawałek pustyni. Nie zapomniał również zabrać drugiego zestawu u brań na zmianę - elegancja ponad wszystko. Żeby nie targać tego wszystkiego, zapieczętował te rzeczy do pustego, małego zwoju. Gurdy też póki co nie zamierzał dźwigać, na pustyni piach i tak był wszędobylski.

Kiedy miał już wszystko, co potrzebne, nie pozostało nic innego jak ruszyć śladem zaginionych. Jedyną wskazówką był drugi adres zapisany w aktach, wskazujących kupiecką osadę. Opuścił więc Kinkotsu i ruszył we właściwym kierunku. Pocieszny, czarny kocur dotrzymywał mu kroku i towarzystwa.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2277
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Hisui » 16 lip 2017, o 23:09

Hisui
 

Re: Centrum osady

Postprzez Shijima » 2 sty 2018, o 13:21

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
63/∞

Shinobi potrafili zaskakiwać od najmłodszych lat. Nie było wielu takich geniuszy, którzy rozwijali się do poziomu Akoraito przy swojej dwunastej wiośnie, ale byli. Tak samo niewielu było takich shinobi, których wykuło dłuto Afrodyty, a których strukturę utwardził sam Hefajstos. Ogień, w którym tworzono tą skorupę był niezwykle gorący - parzył mocniej od słońca Atsui - i sprawiał, że wszystko inne przestało być na tyle ciepłe, żebyś nie mógł tego dosięgnąć. Miałeś naprawdę długie, długie ręce, zwieńczone naprawdę pięknymi, długimi palcami. Powinny trzymać struny harfy (kobiece ciało), a nie kunai w dłoni. Hefajstos po prostu przewidział, że stal będzie najbardziej odpowiednia, dlatego przystosował członki do tego, by były odpowiednio mocne. Ruchy były zawsze wyważone, nieprzesadnie sprężyste, nieprzesadnie flegmatyczne - drzemał w nich arystokratyczny spokój, jakby każdy krok miał być tylko kolejnym, kolejnym, kolejnym... Gdzie ten ostatni? Ach tak, postawiony w płynności zatrzymania całego świata. Ruch dłuższych kosmyków włosów, ruch oczu przesuwających się po zabudowaniu dobrze znanej osady, ruch myśli, gładkich i cierpliwych, zdecydowanych do tego,
by zakończyć to, co zacząłeś. Chociaż nie powinno być tu miejsca dla kogokolwiek innego - ty je znajdowałeś. Niezbyt głęboko, ledwo na powierzchni, brodząc w tym morzu piasków, ale to przecież nie tak, że byłeś pozbawiony uczuć. Że rzeczywiście mógłbyś wziąć tamtą dziewkę do schowka na miotły, bez uczucia, bez oddania się słodkiemu rytuałowi. Herbata, dotyk, rozmowa - ta o wszystkim i o niczym. Czy była jakakolwiek kobieta w twoim życiu, która sprawiłaby, że twoje myśli wędrowałyby tylko za nią..? Nie za jej ciałem, nie za tym, by samemu sobie sprawić przyjemność, a za tymi pytaniami, czy może słodzi ona herbatę jedną łyżeczką, czy nie słodzi wcale? Lubi zachody słońca, czy nie lubi ich ani trochę? Jest Pytaniem, czy może Odpowiedzią? A jeśli Pytaniem to czy stanie się tym twoim.
- Chyba... nie powinienem zostawiać... - Zawahał się, ale wiedziałeś, co ma na myśli. Nie powinien zostawiać ciebie. Trzymał w dłoni kartki papieru, które mu dałeś, w tym ten list polecający, oficjalny, który miałeś przekazać mu od samego Jou. Wahał się, bo nie był pewien, czy może przeciwstawiać się twoim rozkazom, czy wahał się, bo aktualnie miał oczy wbite w tekst i po prostu tylko jedną półkulą kontaktował, drugą skupiając się na odszyfrowaniu tych hieroglifów? - Gdzie Pana znajdę? - Kiedy już złoży raport, rzecz jasna. Nie wychylanie się za bardzo nie oznaczało niczego dobrego i w jego oczach była całkowita determinacja, gdy uniósł na ciebie spojrzenie. Był młody, naprawdę młody, ale skoro był shinobi to musiał mieć chociaż jedną wojnę za sobą. O, tą ostatnią, na przykład. W końcu to samo nakazał mu jego mistrz - siedzieć cicho. I teraz jego mistrz był martwy. Skinął głową i popędził w stronę siedziby władzy.
Na ulicy pachniało orchideą.
Wyjątkowo był to dobry znak.
Skierowałeś się pod wskazany adres mieszczący się nieopodal rynku. Ot - jeden ze sklepików, który nie miał potrzeby pięknić się na samym środku placu ani wychodzić na główną ulicę, żeby właściciel mógł się utrzymać i robić, co do niego należy. Idealnie. Sprawiało to, że uliczka była właściwie pusta, więc bez problemu zastosowałeś jutsu, kryjąc się pod przebraniem i wszedłeś do środka. Nad samym sklepem zapewne mieściły się mieszkania, toporny, trzypiętrowy budynek, a na jego dnie właśnie ten sklepik - z jedną szybką, zakurzoną, o którą nikt się specjalnie nie troszczył, za którą wisiały suszone zioła. Nie było cen, nie było wielkiej wystawy - nigdy nie miało być. Dumny szyld nad drzwiami obwieszczał: "Alchemia Michio", wypisany ze zgrabnymi zawijasami w celu ozdobnikowym, co sprawiało, że dość ciężko było się rozczytać. Wnętrze opanowane było przez półcienie, nikt tutaj nie kwapił się do zapalenia światła. Pachniało tu mieszaniną wszystkich ziół, powietrze było duszne. W gablotach, po prawej i lewej stronie, niektóre za szybkami, inne na zwykłych półkach, piękniły się słoiki, niektóre przejrzystej, inne nie - jedne z jakimiś listkami, inne kwiatkami, jeszcze inne z pyłkami, czy dziwnymi kostkami, maziami i gałkami ocznymi. Nie ludzkimi, spokojnie. Chociaż może jednak..? Przy końcu stał blat za którym siedział pomarszczony mężczyzna - stary? Nie wydawał się zupełnym starcem, raczej jednym z tych ludzi, których starość dopadła za wcześniej w wyglądzie, odznaczając się pomarszczeniem mocno opalonej skóry, która zbyt długo była wystawiana na słońce. Nie wiedzieliście, że od tego skóra murszeje? To już wiecie. Siedział na stołku, a za jego plecami ustawiono blat, na którym stały różne mniej czy bardziej dziwne urządzenia - a to do rozpuszczania jakichś substancji, a to puste fiolki w stojakach, a to jakieś wiklinowe woreczki. Po lewej stronie, na ścianie naprzeciwko wejścia, znajdowało się przejście zasłonięte wyblakłą kotarą. Panowała za nim całkowita ciemność, zresztą i tak niczego nie było widać.
- Zamk... - Pan Michio, jak domyślić się można było, skrzeknął dość nieprzyjemnym głosem, unosząc na ciebie spojrzenie. Dzwoneczek na drzwiach zadzwonił, kiedy otworzyłeś i zamknąłeś za sobą drzwi, unosząc fiolkę, by nią zamachać. - Naprawdę? - Mężczyzna skrzywił się paskudnie i dźwignął ociężale na nogi. Jego włosy były paskudnie cienkie, było ich mało - kruczo-czarne, dłuższe, trzymał je związane w kucyk, opadały na jego łopatki. Dawno straciły swój połysk. Minął cię i zasłonił jednym ruchem kotarą okno, przekręcając kluczyk w drzwiach. Teraz na pewno było zamknięte. - Nie jestem bogiem, nie mam nieskończonej ilości cyjanku. - Odwrócił się do ciebie plecami i skierował za blat, nurkując pod nim. Słyszałeś, że coś przestawia, czegoś szuka. - Zrobienie następnej porcji potrwa, muszę zebrać składniki! - Skrzeczał dalej.
Shijima
 

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 2 sty 2018, o 19:22

Ichirou i odnalezienie tej jedynej, przy której wszystkie inne miały stać się nieistotne? Ha, ktoś tu chyba oderwał się od ziemi ze swoimi rozważaniami. Szkoda tylko, że sam złotooki nie miał okazji ich poznać, bo te z pewnością poprawiłyby mu nastrój. Nie to, żeby był pusty, nieczuły, wyprany z emocji. Wręcz przeciwnie! Przecież brązowowłosy lubił kobiety nie tylko z powodu ich piękna ujętego w odpowiednich kształtach lub ładnej buzi. Potrafił docenić wiele innych cech, które nie odnosiły się do wyglądu, tylko do tego, kim jest lub jaka jest dana kobieta. To, że owe cechy dostrzegał głównie w kobietach, które spełniały pewne normy dotyczące wizualnej prezentacji to już inna kwestia. Pomijając ten drobniutki szczegół, to chyba każda mogła wzbudzić jego chwilowe zainteresowanie. Podobały mu się zarówno niezależne, wysoko postawione, władcze kobiety, jak i te niewinne i nieśmiałe, które należało otoczyć opieką. Potrafił zawiesić oko zarówno nad wyzywającym jak i delikatnym wyglądem. Uśmiechał się zarówno do tych trochę starszych i młodszych. Chętnie posłuchał przez moment kobiety, która miała coś ciekawego do powiedzenia. Albo docenił jej talent muzyczny lub malarski. No, ogólnie wiele rzeczy mogło mu się spodobać i wiele kobiet mogło wywołać mniejszy lub większy uśmiech na jego ustach. Rzecz w tym, że uśmiech ten zwykle bywał ulotny. Prędzej lub później człowiek się nudził, a potem szukał nowego obiektu zainteresowań. Dlatego też władca piasku wolał się nie ograniczać. Ani razu nie myślał poważnie o związku, a tak dziwny twór jak małżeństwo nie pojawiał się nawet w najczarniejszych koszmarach, w których katowała go Kaori. Istnienie tej jedynek, która nie znudziłaby się Ichiemu było tak nieprawdopodobne jak śnieg na Pustynnych Wydmach.
Szybko zapomniał o pani strażnik, która miała go zakuć w kajdany i wrócił myślami do rzeczywistości. Zerknął na Aratę,
który właśnie zadał mu pytanie.

- Prawdopodobnie pod tym adresem - odparł, pokazując mu na krótką chwilę karteczkę z zapisanym adresem alchemika. Później się rozdzielił ze swoim łącznikiem i ruszył do właściwego miejsca, by zrealizować obmyślony plan.
Trafił. Staruszek natychmiast rozpoznał wizerunek shinobiego z symbolem szakala i napomniał o cyjanku. W tej samej chwili Ichirou mógł poczuć na swym policzku delikatnie muśnięcie słodkich, różanych usteczek. Los wynagrodziła mu ostatnie trudy.
Spokojnie uczynił kilka kroków w stronę alchemika, który własnie buszował wśród półek znajdujących się przy ziemi. Skoro już było wiadome, że to on odpowiadał za dostawy trucizny, to nie pozostało nic innego jak tylko przycisnąć gościa i wydobyć z niego informacje. Na Hikariego były już wystarczające dowody, ale warto było wyciągnąć jakieś brudy na resztę grupy spod znaku szakala, a w szczególności na tę sukę Sachiko.
Skoro osobnik był zajęty, mógł sprawnie sięgnąć po zwój zawieszony przy pasku i zanim ten zauważy, przywołać na miejsce gurdę z piachem. A potem już nie było właściwie czasu na reakcję, bo piasek z niesamowitą prędkością popędził na staruszka,
by złapać go za kończyny i przywrócić do pionu. Alchemik raczej nie stwarzał wielkiego zagrożenia, ale lepiej było nie ryzykować. No i przynajmniej od razu były nakreślone ich pozycje.

- To ja muszę pozbierać informacje - odpowiedział już jako on sam, bo Henge no Jutsu zostało rozproszone.
- Masz niesamowite szczęście, że nie chodzi to u ciebie. Normalnie byś dostał nieźle po łapach za produkcję cyjanku na boku, ale masz okazję się z tego wywinąć. Oczywiście jeżeli będziesz współpracował. - Westchnął cicho, splatając ręce na klatce piersiowej. Spodziewał się, że mężczyzna może nie chcieć wydać swoich kontrahentów, no ale wszystkie argumenty stały po stronie Detektywa Ichiego.
- Szakale i tak już są na wymarciu, więc nawet nie masz kogo chronić. Potrzebuję informacji na temat twoich zleceniodawców. Kto, kiedy, w jakich ilościach. Żeby usadzić od razu całą grupę.
Jeżeli była potrzeba, uświadomił alchemika w sprawie jego dość ograniczonych opcji wyboru.
- Mam z nimi na pieńku, więc jestem na tyle zdeterminowany, że mogę się tu z tobą męczyć cały dzień i finalnie zamęczyć na śmierć. Albo oddać półprzytomnego w ręce straży. Straży, która póki co wciąż jest pod butem Hikariego. Och, wątpię, żeby on i jego znajomi chcieli dociekać tego, czy zachowałeś milczenie, czy też nie. Uciszą cię na dobre. - Biedaczek był w naprawdę nieciekawej sytuacji. Brązowowłosy mu prawie współczuł.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2277
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Shijima » 3 sty 2018, o 16:00

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
65/∞

Byliście tutaj sami - tylko pseudo-ty i ten starzec, który swoje życie poświęcił alchemii. Zaraz, jak on się..? Ach tak,
przecież się nie przedstawił. Pewnie przedstawiać się nie zamierzał, bo i po co? Znałeś go. Przynajmniej ten pseudo-ty,
za którego się przebrałeś, go znał - ta kukła, której wygląd przybrałeś, a która była rozpoznawalna dla tego starszego pana.
Pana, który kulturalnie, w imieniu Życia i Śmierci, wytwarzał tutaj trucizny - wytwarzał też jednak leki. Kim był, żeby pozwalać komuś umierać? Ale też kim był, żeby pozwalać komuś przeżyć? Ten osąd działał w dwie strony. Chcesz bawić się w Boga? To dawaj i odbieraj. Nie chcesz? Siedź cicho w kącie swoich ścian i nie wyściubaj nosa, by nie wydarzyło się coś złego - coś, czego każdy normalny wolałby uniknąć. Innymi słowy - nikt nie chciał spotkać Zła na swojej drodze. Tego samego, które zabijało, okradało, gwałciło i spalało. Zajmowało się wszystkim nierówno, w zależności od kaprysu - jednym kradło rodzinną pamiątkę, innym całe rodziny. Jednym spalało świat we śnie, a innym świat na jawie. Doszukiwanie się w tym sprawiedliwości było jak dziecięce błądzenie i tupanie nóżką w twierdzeniu, że przecież mama obiecała. Tylko co obiecała? Kolorowego,
dużego lizaka, wypatrzonego już tego poranka na stoisku? Nigdy nie powiedziała, kiedy go kupi. Potem tylko wzruszała ramionami i mówiła, że nic nie poradzi - wszystkie zostały wykupione.
Dobroć szybko szła na sprzedaż.
Popyt rósł poza populacją.
Czerń przestała cię okalać i symbol szakala nie zdobił już twojego ramienia. Nie zamierzałeś się z nim bawić, tupać nóżką jak to dziecko - skoro mogłeś sięgnąć po lizaka, po prostu po niego sięgałeś. Nie potrzebowałeś na to niczyjej zgody. Nie musiałeś czekać. Michio nie zauważył zmiany, nic mu nie mignęło, nic nie wybuchło, nie wzbudziło jego podejrzeń. Dobrze odegrałeś mruczka, po prostu wchodząc do środka i machając buteleczką - proszę bardzo, jednak bawienie się w detektywa miałeś we krwi! Chociaż i tak już wszyscy wiemy, że to nie Icir, a Micir prowadzi to śledztwo razem z Mistrzem Masaru i Hakaiem.
Tym nie mniej odgrywałeś tutaj bardzo istotną rolę - rolę tego, który ma szczęście. Bo głupi ma zawsze szczęście,
ha! Jeden zero ateiści. Było się z czego cieszyć i z czego żartować. Twój dowód miotał się przed twoimi oczkami, tymi pięknymi, które przyciągały kobiety jak magnes - pochylał i szukał czegoś, może kolejnej porcji trucizny..? Może. Cokolwiek to było - nie dane mu było znaleźć obiektu docelowego. Piasek pognał w zastraszającym tempie do staruszka, jak dla niego to jego prędkość była równa teleportacji. Piasek po prostu nagle pojawił się przy nim i pochwycił go w swoje nie znające litości ramiona, nie zamierzające pozwolić mu się ruszyć nawet na krok. Ty nie zamierzałeś pozwolić mu się ruszyć. Przerażony sprzedawca błysnął swoimi żabimi, wysuszonymi oczkami w twoim kierunku, otwierając je szeroko.
- Zaraz, zaraz..! - Że też miał jaja jeszcze pyskować. Ano miał. Pewnie to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy mu grożono. Albo właśnie pierwszy, tylko miał nie po kolei w głowie? Czy to instynkt? Tak czy siak strach pobrzmiewał w jego słowach. - Nie ma potrzeby tak się unosić, zgoda, zgoda! - Proszę bardzo, jaki był skory do współpracy! Jemu to raczej było obojętne, na to wychodziło. Właśnie miał opcję - pójść do pierdla, albo wygadać się o swoich kontrahentach.
Co byście wybrali?
Uwzględniając fakt, że kontrahentów na miejscu nie było - a Ichirou był. I to w pełni sił.
- Nie wiem nic o szakalach, przychodził do mnie tylko ten shinobi, mówił na siebie Furasshu. Odwiedzają mnie różni klienci, ale nie jestem zespolony z żadnymi Szakalami! - Kłamał? Mówił prawdę? - Furasshu czasami odbierał zamówienia dla Sachiko-dono. Jakieś ziółka, nie ziółka... Przychodził bardzo rzadko, cyjanek był jego ostatnim zamówieniem. - Czy to był uśmiech? Jeśli tak, był całkiem ładny. Całkiem ładny uśmiech do całkiem ładnego chłopaczka, jakim byłeś. Całkiem inteligentnego.
I to nie ten alchemik się uśmiechał.
Shijima
 

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 3 sty 2018, o 19:12

Doszukiwanie się sprawiedliwości było bezcelowe? Och, to może Ichirou wcale nie był taki zły, bo nie kierował się głupią sprawiedliwością? Czy to jednak Bajarz już zgubił się w zeznaniach, w swych chaotycznych, spisanych na kolanie notatkach, w których więcej było skreślonych pomysłów niż tych zapisanych na czysto?
Czy w imię praworządności, czy z powodu własnych porachunków, zamierzał dociec prawdy i sprowadzić karę na winnych. W sytuacji, kiedy służby porządkowe nie działały tak jak należy, to on egzekwował sprawiedliwość, nie przebierając w środkach.
Nie czuł potrzeby znęcania się nad ofiarą, ale z drugiej strony nie miał oporów przed brutalnym wyciśnięciem z niej prawdy.
Zresztą, alchemik był jedynie pionkiem w tej rozgrywce, a Ichirou pragnął dopadnięcia królowej. Podstarzały mężczyzna mógł wykonać truciznę dla pieniędzy lub z przymusu, ale to nie on odpowiadał za całą intrygę. Do zaszachowania przeciwniczki wcale nie trzeba było strącać z planszy osamotnionego, niegroźnego pionka. Za produkcję cyjanku i tak pewnie będzie jakaś kara,
a brązowowłosemu zależało tylko na informacjach. Wszystko więc mogło się skończyć możliwie polubownie, choć to już zależało nie od złotookiego bohatera, tylko od schwytanego osobnika i jego skłonności do współpracy.

- No, też tak uważam - mruknął z przekąsem na wzmiankę o niepotrzebnym unoszeniu się. Minimalnie poluźnił przy tym piaskowe kajdany, które pętały kończyny ofiary.
Padło imię, na które tak bardzo był wyczulony. Faktycznie, na twarzy Asahiego pojawił się leciutki uśmiech. W końcu miał na tę sukę coś, co bezpośrednio łączyło ją ze sprawą. Do tej pory miał przede wszystkim dowody na Furasshu, na Hikariego, ale ich przełożona wciąż była przynajmniej w pewnym stopniu kryta. Przecież mogła się odciąć, starać się zrzucić całą winę na swojego pieska ze straży. Alchemik jednak nie mógł wziąć imienia tej suki z czapy, nieprawdaż? Raczej mało prawdopodobne,
że wyczytał w bursztynowych oczach władcy piasku to, kogo ten tak naprawdę chce dorwać.

- Masz szczęście. Powiedzmy, że ci wierzę i że byłeś po prostu skromnym zielarzem, który przygotowywał to, o co klient prosił - oznajmił spokojnie, nie mając w swych intencjach niczego podstępnego. Nawet jeżeli przeszłość alchemika była bardziej szemrana, to Ichirou i tak był w stanie przymknąć na nią oko, byleby tylko móc posunąć się w swym śledztwie dalej.
- W takim razie będę musiał pożyczyć sobie księgę z rozliczeniami. Chcę wiedzieć dokładnie, jakie zamówienia składała czcigodna Sachiko. - Puścił w końcu starszego mężczyznę, ale nie rezygnował z kontroli piachu.
Ten trzymał dalej na podorędziu, tuż przy alchemiku, by móc zainterweniować, gdyby temu do łba trafiły jakieś głupie pomocy.

- No, to gdzie trzymasz papiery? - zapytał, a zaraz później zamierzał przejąć wskazane księgi zanim te zdążą przewinąć się przez łapy ich właściciela.
- Chcesz mi jeszcze o czymś powiedzieć? Wiedz, że sprawa dotyczy obalenia aktualnej władzy, więc zatajenie informacji w tym momencie może się potem bardzo niekorzystnie odbić. Chyba lepiej być chętnym do współpracy, nieświadomym narzędziem niż kimś, kto stoi po stronie zdrajców stanu. - Blado się uśmiechnął na koniec. Chyba nie było już potrzeby podsuwania kolejnych sugestii dotyczących marnej sytuacji zielarza.
- A może chciałbyś porozmawiać ze strażą, hm? - Tutaj przyjrzał się uważniej osobnikowi, bo pytanie było swego rodzaju testem. Jeżeli wiedział coś więcej i był świadom tego, że szakale mają swoich ludzi w straży, to chyba wolałby nie oddawać się w ręce tych, których przed momentem wydał.
Zastanowił się też przez moment nad swoim łącznikiem. Czy tamten zdążył już przekazać raport liderowi? Czy zmiaerzał potem się udać na właściwy adres? Ichirou mimo wszystko wolał póki co nie pozostawiać alchemika samego. Lepiej było go powierzyć swoim ludziom.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2277
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Shijima » 4 sty 2018, o 16:10

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
67/∞

Wrobić kogoś? Oczywiście, to bardzo łatwo. Trudniej jest zatrzeć ślady tak, żeby to "wrobienie" nie doprowadziło tak czy siak do ciebie. Dajesz oczywisty dowód, podsuwasz pod paluszki zmarłej dziewczynki, wsypujesz jej cyjanek, cyjanek ma w swojej torbie zmarły assasyn, alchemik sprzedał cyjanek temu osobnikowi i ten sam assasyn dostarczał zamówienia samej Sachiko. Wrobienie? Trop był zbyt klarowny. Wszystko było już zresztą klarowne. Pomyłka nie wchodziła w grę. Nie potrzebowałeś żadnej licencji, widzisz? - żeby być pełnoetatowym, profesjonalnym detektywem!
Poluzowanie stalowego uchwytu piasku pomogło. To znaczy nie pomogło tobie, ale na pewno pomogło mężczyźnie, który lekko się rozprężył i syknął pod nosem, dopiero teraz czując, że bestialski żywioł nie miał litości nawet dla ludzi podstarzałych - lub tym bardziej dla takich, zwłaszcza kiedy za uszami mieli handel nielegalnymi substancjami. Nie wydawał się kręcić. Jego emocje, zaskoczenie, to co miał w oczach, kiedy mówił. Chyba nie siedział w tym po uszy, a zwyczajnie został wykorzystany, tak jak ty go teraz wykorzystywałeś, żeby dobrać się do tych, co... go wykorzystali? Zgrozo, dopiero jak zaczynasz to opisywać łopatologicznie dociera do ciebie, jakie to wstrętnie mętne i poplątane. Dbałeś o to, by żadna z niteczek się tutaj nie zgubiła. Przyglądałeś się każdej, selekcjonowałeś je, dobierałeś rozważnie i nawijałeś na odpowiednie włóczki, żeby nadać im rąk i nóg. Żeby miały sens. Kolory nie odgrywały tu wielkiego znaczenia, wszystko i tak było brunatne,
brudne, szare i ponure - różowe okulary czekały dopiero na końcu, leżąc na podeście ludzi zwyciężonych i czekając,
który do nich przyjdzie pierwszy. Z daleka wcale nie były ładne. Człowiek się zastanawiał, po co w ogóle się o nie starać,
skoro mają tak banalny krój? Ani to modne, ani to eleganckie, ani obszyte brylantami - zwykłe szkiełka na drucie, różowe szkiełka... a wszyscy i tak za nimi gonili. Za tymi całkowicie zwyczajnymi okularami, bo nawet jeśli nie były ładne, to dzięki nim wszystko naokoło stawało się ładniejsze.
Mężczyzna opadł na podłogę i odetchnął, zerkając nieufnie na piach krążący wokół niego jak wściekła kobra, która czeka na swój moment do ataku. Zaczął rozcierać swoje nadgarstki, chociaż żadna jakaś wielka krzywda mu się nie stała. Do wesela się zagoi.
- Już daje... - Tak, zdecydowanie odczuwał respekt - ten respekt, który wywołałeś strachem. Nie było istotne,
czym operowałeś i która z nitek Mojr mocniej osiadła na opuszkach twoich palców - tak samo jak z tamtymi okularami.
Nie musiały być ładne - musiały działać. I tak tutaj - strach nie musiał być ładny. Strach po prostu działał. Michio schylił sięd pod swój blacik i wyciągnął z niego gruby notatnik, używany aż zbyt często, poplamiony, po sobie wiadomych tylko przeżyciach, ale zanim zdążył go otworzyć już pojmałeś go z jego łapek. - Litości, człowieku! - Zaskrzeczał. - Myślisz, że ja sobie urządzam prywatne pogawędki z klientami? Mam różnych klientów, nie pytam po co ani dla kogo to. - Więc skąd wiedział, że wspomniany assasyn, który dostał teraz imię, czy też pseudonim, zabierał towary dla Sachiko? Być może jego kupiec powiedział to wprost.
Zacząłeś wertować kartki zaczynając od ostatnich. Rzecz jasna nie było w nich żadnego zapisanego cyjanku. Były za to zapisy prostych ziół, które zamawiała Sachiko. Melisa, mięta, jakieś medykamenty - i gdybyś może znał się na lekach, to wiedziałbyś, co to za leki są.
- Ziółka uspakajające, olejki upiększające, proszki przeciwbólowe... - Mruczał alchemik, tłumacząc ci, co Sachiko zamawiała. Nic groźnego, innymi słowy.
Długo nie musiałeś czekać na przybycie twojego łącznika. Przybiegł, zziajany, tłukąc łapą w drzwi i zaglądając przez okno do środka.
Shijima
 

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 4 sty 2018, o 17:21

Nie musiał dostawać od nikogo licencji, bo sam ją sobie przydzielił. Trochę starań, trudów i umysłowego zamęczenia, argument dużej siły i kilka miłych uśmiechów od Losu, a drobniutkie kawałeczki układanki w końcu zaczęły łączyć się w jedną, spójną całość. A tą całością było lustro. Choć wciąż niekompletne i popękane, to Ichirou, trzymając je w pokaleczonych dłoniach, mógł wreszcie ujrzeć w nim swoją twarz, której w ostatnim czasie nie był w stanie sobie przypomnieć. Twarz dumnego władcy piasku, który nie oglądał się za siebie. Twarz Diabła Świtu, którego determinacja wyrywała korzenie wrogów z ich własnych ziem. Twarz działającego Sentokiego, który dążył do pogrążenia cholernej intrygantki i wszystkich ludzi działających na szkodę Sabaku. Twarz potomka Taheijiego, który zamierzał odzyskać rodzinną pamiątkę Asahi.
Uważnie obserwował alchemika, nie przejmując się za wiele tym, czy ten zaraz nie zesra się ze strachu. W gruncie rzeczy nie wcale do tego nie dążył. Nakreślił jedynie sytuację w możliwie dobitny sposób i w dużym stopniu narzucił swoją wolę podstarzałemu osobnikowi.
- Może? Nie wiem - odburknął na spazmatyczne krzyki, wzruszając ramionami. Piaskowa kobra wciąż krążyła po pomieszczeniu i pełniła rolę straszaka, ale nic ponad to. Chłopina się naje trochę strachu, ale nie spotka go nic gorszego, o ile tylko nie posunie się do jakichś głupich działań.
Na ziołach się nie znał, fakt, ale być może ktoś bardziej w temacie będzie potrafił wyciągnąć z książki więcej informacji. Tak czy inaczej, zamierzał księgę zachować i przekazać właściwym osobom.
- No cóż, poradzimy sobie i bez zapisków o handlu trucizną. Twoje zeznania powinny wystarczyć. Opowiesz o swoich kontaktach z Furasshu i zleceniach od Sachiko odpowiednim ludziom, a być może cała sprawa rozejdzie się po kościach. Przynajmniej w twoim przypadku - wyjaśnił oschłym tonem, po czym zamknął książkę z rozliczeniami. Przez moment zastanowił się, jak przetransportować alchemika do Araty lub do kogoś od lidera, ale młody strażnik uprzedził jego dalsze działania.
Asahi nie odpowiedział na pukanie, tylko wyjrzał przez okno lub przez dziurkę w drzwiach, by upewnić się, kto zjawił się przed sklepem. Kiedy wyszło, że przybysz jest jego człowiekiem, to po prostu otworzył drzwi.
- Wejdź - odrzekł, ustępując mu miejsca, a potem zamknął za nim drewniane wrota. - Ten miły pan sporządził truciznę dla tego gościa z symbolem szakala. Zlecenie było od Sachiko. Wszystko nam potwierdzi, prawda? - Spojrzał wtedy alchemika z wymownym, bladym uśmiechem na twarzy.
- Trzeba będzie go przesłuchać i zagwarantować mu bezpieczeństwo do czasu zakończenia śledztwa - dodał chwilę później. Niby Arata miał nie angażować się w sprawę, ale i tak już w niej uczestniczył, a poza tym nie było komu ufać. Zresztą, w końcu udało się zebrać dostateczne dowody do pogrążenia ludzi odpowiedzialnych za śmierć mentora młodego chłopaka. To było jasne, że w takiej sytuacji Arata nie odpuści i nie schowa głowy w piasku.
- Przekazałeś raport? Jak się sprawy mają? - rzucił na koniec, pozwalając młodzieńcowi na udzielenie wyjaśnień.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2277
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Shijima » 4 sty 2018, o 17:46

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
69/∞

Mężczyzna nie zamierzał nigdzie uciekać. Nie planował robić żadnych uników, przynajmniej tak ci się wydawało.
Poza tym dokąd by uciekł? Do tego ciemnego pomieszczenia, który zasłaniała kotara? Tam, wyglądało na to, że nie było nawet okna, przez które mógłby wyskoczyć. Twój piasek był szybszy od jego myśli. Twoje myśli były szybsze od twojego piasku. Uważne spojrzenie, niby tak spokojne, wbite w literki i cyfry zapisane niechlujnym pismem, palce przejeżdżające po kartkach, które pachniały chemikaliami i ziołami - jak wszystko wokół. Mieszanina woni niejednego delikatniejszego mogłaby przyprawić o zawroty głowy, a każdego przyprawiała o nieprzyjemne uczucie ucisku w skroniach. Zbyt duże natężenie różnych zapachów atakowało zmysł zapachu, to całkiem naturalne. Tylko ten, który tutaj pracował, stał się na to zupełnie niewrażliwy i obojętny, choć możliwe, że jego zgryźliwość jakoś nakładała się na nieprzyjemny stan, w jaki można się było tutaj wbić.
Tak, to zdecydowanie był ten nie do końca śliczny chłopaczek, który pracował w straży, a którego lider dolepił ci jako ogon. Niektórzy mieli Kogo za przewodników, a inni Doko, którzy nie mogli sobie znaleźć miejsca w świecie shinobi, więc zostali w straży. Przekręciłeś zamek w drzwiach i wpuściłeś go do środka.
- Dziękuję Panie Ichirou. Uff... przybiegłem najszybciej jak mogłem. - Złapał głęboki dech w piersi. No racja, musiał nieźle sprintować, żeby zdać raport i wrócić w tak krótkim czasie.
- Um... właściwie to zlecenie było od Furasshu, nie od Sachiko. - Naprostował trochę cicho i niemalże nieśmiało,
niepewny, czy czasem ma mówić prawdę, czy ma teraz przytakiwać lepiej wszystkiemu, co powiesz. Zerkał na młodzika,
to na ciebie, błyskając tymi swoimi rybimi oczkami, z dłońmi przygarniętymi do piersi, żeby czasem krążący wokół piach nie zechciał go znowu złapać. Piach, który przyciągnął spojrzenie młodzika, za którym ten zaczął wodzić przez moment oczyma jak zahipnotyzowany, zanim twoje słowa wyrwały go z transu.
- Słucham? Ach, raport... oczywiście! Lider kazał przekazać, że Hikari zostanie natychmiast aresztowany pod zarzutem współpracy z nielegalną organizacja, zamazywanie śladów śledztw morderstw i zdradę Sabaku. - Wypowiedział na jednym tchu, prostując się, bo jak dotąd opierał się dłońmi o własne kolana, nieco pochylony. - Mam się nim zająć? - Dopytał tak pro forma, nie bardzo rozumiejąc, co masz na myśli przez "przypilnowanie go". W końcu... co, zaprowadzić go do straży?
Nie była to wątpliwość co do samego działania, och nie - chłopak nie zamierzał podkulać ogona, zresztą nie wydawał się ani trochę wystraszony. Zaniepokojony, przejęty - tak. W końcu aresztowali jednego z kapitanów, który był uważany za jednego z lepszych w osadzie. W końcu ten kapitan miał być zamieszany w śmierć jego mistrza. - Co teraz, Panie Ichirou?
Shijima
 

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 4 sty 2018, o 21:57

Co?
Spojrzał na alchemika trochę spode łba, marszcząc przy tym brwi w niezadowoleniu. Jak do tej pory ten podstarzały osobnik wydawał się być skory do współpracy i mówił prawdopodobne rzeczy, tak teraz przypierdolił niezłą głupotę. Że niby Sachiko nie miała z tym nic wspólnego? Że wysyłała tajemniczego shinobi z symbolem szakala na ramieniu tylko po jakieś śmieszne ziółka i olejki? To brzmiało tak idiotycznie, że Ichirou nie wiedział, czy w tym momencie powinien się zaśmiać z kiepskiego żartu, czy przywalić gościowi w mordę za chrzanienie farmazonów.
Chwilowo wrócił jednak uwagą do nastolatka. Oby jego słowa miały przełożenie na praktykę i oby tego skurwiel ze straży został już złapany. Tylko czy Hikari wyda swoich wspólników, a co dopiero przełożoną? Śmierć jednego i pojmanie drugiego to stanowczo za mało, bo raczej trudno uwierzyć, że cała szajka spod znaku szakala składała się z zaledwie dwóch osób. Asahi nie chciał załatwić tej sprawy w połowiczny sposób. Był świadom, że dorwanie jedynie cząstki całej grupy to zbyt mało. Jak miał w spokoju zmrużyć oczy w swej rezydencji przy świadomości, że tuż obok na jego uwagę czekają wrogowie, którym głośno wypowiedział wojnę? Co jeżeli Sachiko faktycznie odpowiada za intrygę, ale wyślizgnie się z tego bez kary? Atsui byłoby wtedy zbyt ciasne na ich dwójkę.
- Taa, chyba możesz go zabrać. Tę księgę też - odparł, wręczając mu książkę z rachunkami. - I niech się jeszcze może rozejrzą po tej pracowni, może znajdzie się coś ciekawego. - Westchnął ciężko, przeczesał dłonią włosy. Przeanalizował szybko sytuację.
- Czyli co, twierdzisz, że Sachiko nie miała nic wspólnego ze zleceniem na cyjanek? - zwrócił się do alchemika, by upewnić się, czy na pewno się zrozumieli w tej kwestii. Potem zaś ponownie spojrzał na młodzieńca.
- Niech karawana jedzie dalej. Na ten moment i tak już zbyt wiele nie mogę zdziałać. Trzeba sprawdzić i przetrzepać wszystkich podejrzanych z Hkarim na czele. Ale Jou już wysłał do tego ludzi, nie? Huh, w takim razie możesz mu przy okazji przekazać, że idę odwiedzić czcigodną Sachiko. Zadam jej kilka pytań, ale nie ręczę za spokojny przebieg spotkania. Jeżeli więc lider chce, to niech przyśle tam kogoś - oznajmił, a moment później założył gurdę na plecy i wyszedł ze sklepu alchemika. Pokierował się od razu do rezydencji wspomnianej suki. A może i wcale nie suki? Ichiemu naprawdę nie odpowiadało to, że za sprawę była odpowiedzialna reprezentantka jego rodu. I to nie byle jaka. Tylko po prostu na jej niewinność był zaledwie cień szansy. Malutki cień rzucany przez niewielki głaz w samiuśkie południe.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2277
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Shijima » 5 sty 2018, o 11:13

-> Zapraszam tutaj
Shijima
 

Re: Centrum osady

Postprzez Sabaku Kirishi » 12 maja 2018, o 10:37

Kirishi właśnie przechadzał się po centrum osady rodu Sabaku. Skończył dzisiejsze zajęcia w domu więc postanowił się przespacerować. Z murowaną twarzą spoglądał na osoby, które go mijały. Chłopak miał w sobie taką cechę, że musiał przyglądać się każdej napotkanej personie. Mimo, że trwała zima to słońce na terenach pustynnych i tak nie dawało odpocząć od wiecznych wysokich temperatur, które na szczęście odpuszczały wieczorem. W końcu po przejściu kilkunastu metrów nastolatek dostrzegł odpowiednie miejsce na odpoczynek. Płachta zawieszona na dachu dawała odrobinę cienia, a pod ścianą stała prowizoryczna ławeczka, którą Kirishi od razu wykorzystał. Ściągnął gurdę z pleców, postawił obok siebie i w końcu usiadł zadowolony. Odetchnął i zabrał się za ulubione zajęcie, czyli obserwowanie ludzi. Ich zachowanie, mimika twarzy, ubiór. To wszystko dla chłopaka było czymś ciekawym. Dostrzegał jak wszyscy się od siebie różnią, czasami niewielkimi szczegółami. W końcu, chcąc nie chcąc, chłopak zaczął przysłowiowo odpływać, powieki robiły się coraz cięższe. Kirishi ostatni raz poprawił się na ławeczce i przymknął oczy.
Sabaku Kirishi
 

Re: Centrum osady

Postprzez Yamanaka Inoshi » 12 maja 2018, o 16:49

Misja Rangi - D - 1/...

- Rok 384 - Zima - Sabaku Kirishi
- Centrum Osady Kinkotsu -

- Nie wszystko jest za darmo -

Obrazek



" Szczegółowe obserwacje "

Słońce, nawet w czasie zimy potrafiło dać w kość na terenach Atsui, tak samo jak zimy będące, szczególnie w tym okresie strasznie zimne. Wysokie różnice temperatur były właśnie tym co cechowało pustynię, twój dom do którego mimo wszystko się przyzwyczaiłeś wciąż wykonując swoje domowe obowiązki czy nawet treningi. Pośród przemierzanych przez ciebie ulic od czasu do czasu mogłeś dostrzec kłęby wiatru porywające za sobą, niczym nie spętanie, wolne ziarnka piasku którego było wszędzie pełno. Tak jak i piasku, o tej porze na ulicach było pełno ludzi. Stawiane przez nich ciągłe kroki wzbudzały nieco pyłu i kurzu. No cóż, to w końcu pustynia która jest dla ciebie nie tylko źródłem straty i utrapień. To twoja siła, moc którą posiadasz zawdzięczasz swojej krwi i pochodzeniu z wielkiego rodu Sabaku.

Poświęciłeś swoje szczęście dla rodu i rodziny, kto inny by to uczynił, odciął się i zakończył to co przynosiło mu radość by dalej bez mrugnięcia okiem wykonywać przykazania ojca, nie zawieść go i nie dopuścić do niepowodzenia. Ściągnąłeś gurdę z pleców przysiadając w jak ci się mogło wydawać chłodniejszym miejscu idealnym na chwilowy odpoczynek. Daszek pod którym się schowałeś był iście darem z nieba w walce z tą uporczywą temperaturą. Miałeś okazję obserwować najróżniejsze osoby które akurat pokonywały ulicę przy której zdecydowałeś się przysiąść. Zaiste dostrzegłeś wiele różnych osobistości, mniej lub też bardziej bogatych. Pierwszymi osobami mogącymi rzucić ci się w oczy, z pośród wielu które po prostu przechodziły była dwójka mężczyzn rozprawiająca dosyć głośno o swoim fachu. - Jak tak dalej pójdzie to będę stratny. Nie mogę wiecznie sprzedawać na kreskę, nie jemu. - Rzekł jeden z nich, miał głowę skrytą pod materiałową czapką przez co nie można było dostrzec nawet koloru jego włosów, była naciągnięta dosyć ciasno na jego głowę. Pobieżnie można stwierdzić, że nie jest starszy niż trzydzieści parę lat - Nie przejmuj się tym, jeśli do tego dojdzie to razem się tym zajmiemy inaczej, zwrócimy się z tym do Sabaku i oni zajmą się tą sprawą - Odparł drugi, idący tuż obok niego, odziany w dwu kolorową szatę w kolorach beżu nad ramionami oraz czerni od ramion w dół. Obydwaj wydawali się dosyć zdenerwowani gdy wypowiadali te słowa. Rozmowa widać nie była toczona na ten temat pierwszy raz a temat już trwa przynajmniej kilka dni, co jednak zrobią Sabaku jeśli otrzymają oficjalne zlecenie?

Pośród innych mieszkańców, kupców którzy przechadzali się spostrzegłeś też dwie dziewczyny które kierowały się początkowo w twoją stronę, nie były skąpo odziane, w żadnym wypadku, ubrane godnie i porządnie. Obydwie miały spięte brązowe włosy i nosiły na czole przepaski z symbolem rodu Sabaku, mogłeś je znać z widzenia, były nieco straszę od ciebie ale służyły rodowi którego członkami byliście razem. Rai i Dai bo tak się nazywały, zazwyczaj działały razem i nie odstępowały się na krok, tak to już bywa z nierozłącznymi siostrami. Gdy zbliżyły się do ciebie skinęły jedynie w twoją stronę zerkając na to co robisz, wyminęły cię najzwyczajniej jak tylko mogły stając przed drzwiami budynku obok wejścia do którego sobie przysiadłeś. Był to kilku piętrowy dom ze sklepem na parterze. Po otwarciu drzwi weszły do środka a ty straciłeś je z oczu.


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Sabaku Kirishi » 12 maja 2018, o 17:53

Czas mijał, a chłopak coraz bardziej relaksował się na ławeczce pod daszkiem, który dawał niesamowitą ulgę w ten gorący dzień. Kiedy Kirishi się relaksował, zwrócił uwagę na dwóch facetów, którzy przechodzili obok niego tocząc jakąś emocjonalną rozmowę. Z treści wynikło, że dwójka prawdopodobnie miejscowych handlarzy ma pewien problem. Wspomnieli nawet o Sabaku, więc sytuacja wydawała się raczej poważna. Chłopak rozmyślał przez chwilę czy dołączyć się do rozmowy, w końcu to on pochodził z szanowanego rodu. Z drugiej strony nie wiedział do końca, czy to podlega pod jego obowiązki, na razie ma się zająć treningami i nauką, a takie sprawy powinny zostać rozwiązane przez osoby, które będą wiedziały co robić.

Z oddali kolejnymi osobami, na które chłopak zwrócił uwagę były dwie papużki nierozłączki, które wszystko robiły razem. Kolejne osoby należące do rodu Sabaku. Mimo, że wcześniej wymienił z nimi tylko kilka zdań to na początku kierunek ich chodu skłonił chłopaka do rozmyślań. - Czy one idą w moją stronę - zdziwił się Kirishi. Nastolatek zastanawiał się czy może będą coś od niego chciały. Nie okazując jakoś szczególnych emocji, wciąż przyglądał się miejscowym. W końcu kobiety zamiast do Kirishiego, okazało się, że przybyły do sklepu. Chłopak odwzajemnił tylko skinięciem głowy i dopiero teraz zauważył, że siedzi pod sklepem. Westchnął głośno i wrócił do dwójki kupców, których rozmowa wydawała się dla chłopaka co najmniej ciekawa.

Z braku innych zajęć chłopak postanowił podsłuchać i wyciągnąć nieco więcej informacji, dlatego jeżeli tajemnicza dwójka ruszyła dalej to Kirishi łapie za gurdę, zakłada ją na plecy i rusza niepostrzeżenie za rozmówcami. Jeśli ci zatrzymali się i kontynuują rozmowę w miejscu to młody Sabaku nachyla się na tyle aby móc dosłyszeć nieco więcej. W końcu i tak nie ma nic innego do roboty.
Sabaku Kirishi
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron