Droga główna na uboczu.

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 27 lis 2017, o 23:02

tutaj będzie odpis.
Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
50/45

O Sachiko można było wiele powiedzieć - i wiele też się mówiło, chociaż należała do tych osób, które nie pchały się w sam środek afer i zdecydowanie nie lubiły, kiedy się o nich plotkowało niestworzone rzeczy. To nie ten typ kobiety, które potrzebowały stwarzać sztuczne sytuacje, by uzyskiwać jeszcze bardziej sztuczną atencję. Nie potrzebowała tego, a dlaczego? To było widać od razu. W jej oczach o kształcie migdału, które zazwyczaj miały do połowy opuszczone powieki, w jej pełnych wargach umalowanych szminką, w jej długich palcach i gładkiej, nieskazitelnej skórze. Dojrzała kobieta, która wiedziała, czego chce i jasno komunikowała to światu. Oczywiście, że miała tupet. Musiała mieć, jeszcze żaden drżący i bojący się sięgnąć po swoje polityk świata nie zwojował. Więc sięgała. Grała kartami nie zawsze czystymi, nie zawsze miłymi, ale hej - sam już zauważyłeś, że życie nie było sprawiedliwe.
- Słyszałaś naszego gościa. Przynieś najlepsze wino z piwnicy. - Kobieta pokłoniła się nisko, o wiele głębiej, o wiele niżej niż ty, ale ona była tylko służą, ty zaś honorowym gościem. Hikari zatrzymał się przy drzwiach, po wędrówce wreszcie się uspokoił od nieprzyjemnego uczucia chakry rozchodzącej się w powietrzu. Również pokłonił się głęboko na powitanie i tylko Kaori darowała sobie eleganckich pokłonów. Te kobiety były jak ogień i woda - i to, że Kaori była tutaj wodą wcale nie oznaczało, że była mniej niebezpieczna. W końcu to właśnie cicha woda najbardziej wody rwała. Podcinała nogi, kiedy stało się na brzegu, w tym momencie, gdy się jej najmniej spodziewaliśmy.
- Zapraszam. - Wskazała dłonią miękkie fotele przy balkonie, na który prowadziło parę przejść osłoniętych przejrzystymi, białymi firanami, które unosił się przy najmniejszych podmuchach powietrza. Kaori nie sprzeciwiła się. Grzecznie podeszła z wolna do stołu.
Sachiko wydawała się w ogóle nie bać kościanej. Aż ciężko powiedzieć, w czym tkwił tutaj sekret. Może nie było żadnego i wszystko było dosłownie takim, jam się wydawało.
- Mam nadzieję, że Kaori nie sprawiła zbyt wielu problemów. Mam nadzieję, że zdołam się zrekompensować za tą ogromną przysługę. W dzisiejszych czasach naprawdę trudno o kogoś, komu można zaufać.

Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 28 lis 2017, o 17:07

Ichirou nie był typem gościa, który prędko odbębniłby swoje, wziął zapłatę i odszedł w sobie tylko znanym kierunku. Nie w takiej sytuacji, nie w takim miejscu i przede wszystkim nie przy tak znakomitej osobistości jak pani Sachiko. Wręcz przeciwnie, zażyczył sobie wina, rozsiadł się wygodnie w fotelu, założył nogę na nogę i poczuł się zupełnie swobodnie. Możliwe, że swobodniej niż ostatniego dnia we własnym domu.
- Ależ oczywiście, okazała się być bardzo sympatycznym gościem. Szkoda, że tak prędko musiała opuścić moje domostwo. Mimo początkowych spięć jakoś zdołaliśmy odnaleźć wspólny język. Prawda, Kaori? - odrzekł spokojnie i z lekkim uśmiechem na ustach, opierając splecione dłonie na kolanie i przerzucając spojrzenie bursztynowych oczu na młodą panienkę. Chyba poprawił mu się humor, że wzięło go na tak bardzo niepoważne wyznania. A może po prostu chciał skorzystać z okazji i odgryźć się królewnie za jej wcześniejsze teksty? Z zainteresowaniem przyjrzał się jej reakcji. Był ciekaw, czy ta się trochę wzburzy, czy jednak dołączy do gry i potwierdzi jego słowa.
Uraczył się przyniesionym winem. Najwyższa jakoś trunki w drobnym stopniu rekompensowała wszystkie trudy, który musiał przebyć podczas aktualnego zadania. Nie mówił tego na głos, ale liczył na sporą rekompensatę. Nie był frajerem, by przenosić góry za miłe słowo i wdzięczność, nawet jeśli chodziło o wdzięczność pani Sachiko. Trzeba się cenić, żeby inni cenili ciebie.
- Nie ukrywam, że wieść o twoich planach mocno mnie zaskoczyła. Bardzo śmiały krok jak na wciąż świeżą historię obu klanu. Ale jak to się czasem mawia, serce nie sługa, czyż nie? - Powiedział, zatapiając swoje usta w naczyniu z wybitnym trunkiem. Nie ściągał przy tym spojrzenia z czarnowłosej kobiety, chcąc przyjrzeć się jej zachowaniu. Czy zamierzała się kryć jakże absurdalnym uczuciem do nieprzyjaciela? A może jednak nie zamierzała ukrywać swoich politycznych pobudek?
Nie było mu zbyt śpieszno do wyjścia. Zadowolony siedział w wygodnym fotelu i powolutku sączył pyszne wino, nie bojąc się zabierać przy tym głosu. Wciąż mieszcząc się w ramach dobrego taktu, różnymi tematami starał się badać zarówno szanowną panią gospodarz jak i jej przyszłą córeczkę.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 28 lis 2017, o 21:06

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
52/45

Idealnie się rozumieli, bez słów, w tym wypadku z panią domu, bo i ona nie należała do osób, które by wciskały w dłonie garść monet i wypędzał. Albo nie, wróć. Na pewno tak robiła, z tymi maluczkimi pewnie nawet sama się nie spotykała, chociaż dobry Pan pilnuje swoich wszystkich psów gończych. Sek w tym, że psów do pańskiego stołu się nie dopuszcza - a ty zdecydowanie wybijałeś się sam do roli Pana. Dlatego nie było mowy o jakimkolwiek odprawianiu. Zostałeś przyjęty jak sama głowa rodu, z należytym szacunkiem, bez szczędzenia w środkach. Pewnie nawet nie tylko dla twojej radości. Śmiało można było stwierdzić, że sympatia, którą żywiłeś do tej kobiety, była odwzajemniona. Kobieta usiadła zaraz za tobą po przeciwnej stronie stołu, a Kaori go obeszła, by opaść na wolne miejsce, ani trochę nie usiadła jak dama. Utknęła spojrzenie w stole,
bawiąc się krańcem swojego... oh nie, wróć - TWOJEGO kimona, wydając się nie zainteresowaną rozmową. Lekko poruszała nogą na boki, powoli, niemal flegmatycznie. Ciężko było nie zauważyć spojrzenia Sachiko, która zlustrowała swoją córkę (przyszłą córkę) od góry do dołu, widząc ją w męskim kimonie. Chyba też nie ciężko było się domyślić, o czym kobieta mogła pomyśleć, biorąc pod uwagę reputację kobieciarza, jaką się cieszyłeś, żadnych jednak komentarzy nie poczyniła,
jej zachowanie czy spojrzenie, które zaraz przeniosła na ciebie, również się nie zmieniło. Wszystko było w najlepszym porządku.
- Tak. - Odpowiedziała wprost i uniosła głowę, spoglądając w końcu to na ciebie, to końcowo na Sachiko. - Mogę już iść do swojego pokoju? Rzygać mi się chce jak was słucham. - Nie, zdecydowanie dziewczyna nie zamierzała ciągnąć szopki. Wydawała się ich nie lubić, przynajmniej w tej chwili, bo przecież już pokazała, że przychodzi jej to gładko... o ile jej zachowanie faktycznie było szopkami. Może rzeczywiście, jak twierdził Hikari, dziewczyna była po prostu nienormalna. Chora psychicznie. Nie miała w oku tego błysku, sfiksowanego, który sprawiłby, że chciałoby się ją do szaleńców zaliczyć. W tym jednak tkwił cały sekret szaleńców, no nie? Ciężko było ich rozpoznać. Nie było w niej jednak ani grama wzburzenia. Wydawała się wręcz kompletnie obojętna. No cóż, wybrała opcję numer trzy z dwóch dostępnych. Typowa Kaori.
- Zostań z nami jeszcze chwilę. Potem sama cię odprowadzę do twojego pokoju. -Sachiko odwzajemniła na krótki moment spojrzenie Kaori, nim zwróciła się znów do ciebie. - Serce nie ma tutaj nic do rzeczy. Niesnaski między naszym klanem a szczepem kościstych trwają już zbyt długo i chyba pora spróbować je zakończyć. Dzielą nas lata nienawiści, ale nie ma rzeczy do przeskoczenia, potrzeba jedynie cierpliwości. Krainy na wschodzie się wzmacniają, Dzicy atakują Mur - świat się kończy, a my będziemy do jego krańca prowadzić wojnę domową? - Zapytała żartobliwie, sięgając po lampkę z winem, które rozlała służąca. - Mój narzeczony dowiedział się o wybrykach Kaori i poprosił o przyśpieszenie ceremonii, wszystkie formalności zostały już załatwione, kwestia zaproszenia gości i przygotowania do końca odpowiednio hucznej imprezy. Na którą, mam nadzieję, przyjdziesz jako gość honorowy. - Uśmiechnęła się do ciebie. Miała coś takiego w oczach, co wydawało się człowieka pochłaniać. Jakby każdy jej gest zarzucał słodkie sidła, a przy każdym słowie jej usta układały się do pocałunków.

Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 28 lis 2017, o 22:36

Gdy tylko odnosił wrażenie, że zaczyna rozumieć dziwne zachowanie panny o czekoladowych włosach, znowu zostawał zaskakiwany. Tak było za każdym razem i obecna sytuacja nie należała do wyjątków. Słowa słowami, drobne gesty gestami, ale tutaj była już mowa o wkraczaniu w prywatną przestrzeń. Nie to, żeby Ichirou się w jakikolwiek sposób krępował, o nie. Bardziej chodziło o... zdziwienie, a raczej dezorientację. Dziewczyna jeszcze jakiś czas temu sama cofała się, gdy Asahi chciał szepnąć parę słów z bliska, a teraz, jakby nigdy nic, bawiła się jego strojem. Warto zaznaczyć jednak, że ta zabawa w oczach brązowowłosego wyglądała bardziej na infantylną niż na taką, która miałaby jakikolwiek podtekst sugerujący iskrzenie między nimi. Tylko w oczach innego widza to mogło być odbierane inaczej, z czego chyba dopiero teraz Sabaku zaczął zdawać sobie sprawę. Dlaczego tak późno? Ano dlatego, że do tej pory skupiał się na zupełnie innych rzeczach. Jakiekolwiek podchody w ogóle nie były brane pod uwagę. Kaori należała do klanu Kaguya. To mówiło samo przez siebie. Dla niego, koniecznie dla innych.
Jeżeli ktoś zasugeruje, że on coś z tą kościaną siksą zdziałał, to... niech lepiej martwi się o swoje zdrowie.
Co do dziecinności, to chyba miał rację, bo Kaori zaraz później zachowała się niczym zbuntowana nastolatka. Co się stało z tą niegłupią laseczką? Hop, hop, gdzie jesteś? Wróciła ta sama dziewucha, która była tak bardzo zaabsorbowana zabawą z kocurem.
Można się było pogubić, ale już dość tego analizowania postawy niesfornej królewny. Były na ten moment istotniejsze sprawy do obgadania. Mężczyzna niegasnącym zainteresowaniem przyglądał się kruczowłosej pani i wsłuchiwał się w jej słowa. Mylił się w swojej początkowej ocenie. Sądził, że wokół tej całej gry budowana jest jakaś wielka szopka. A tu jednak kawa na ławę, temat wyłożony jasno i - wydawać by się mogło - bez żadnych matactw. Intencje planowanego przedsięwzięcia brzmiały szczerze i szlachetnie. No ale pochwalić, to Ichirou by ich nie pochwalił. To mimo wszystko było bratanie się z wrogiem, który miał sporo za uszami. Nawet jeżeli przyjmiemy, że czas ugasił palący się w nim ogień, zemsta została wypełniona i nienawiść poszła w zapomnienie, to i tak niesmak i niechęć pozostały.
Już to widział, jak reszta kościanych przyklaskuje temu ślubowi. Oczami wyobraźni malował radujących się Kaguya na wieść o tym, że bratają się z tymi, którzy odbili im prowincję i zepchnęli ze statusu rodu do zaledwie szczepu. Może i Nariko, obecna liderka kościanych (którą nawiasem mówiąc osobiście uwolnił z więzienia w trakcie bitwy), miała znacznie bardziej pokojowe nastawienie w porównaniu z poprzednikami, ale pewnych ludzkich odruchów nie dało się zmienić. Skoro Asahiemu nie podobał się ten pomysł, to co musieli czuć ci po drugiej stronie, którzy na ten moment mieli więcej powodów do chęci odwetu?
- Z dyplomatycznego punktu szanuję twoje poświęcenie, ale osobiście nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania - odrzekł spokojnie, nie odkrywając jakichś szczególnie schowanych kart. Był w samym środku wydarzeń zarówno w momencie wybuchu wojny jak i jej końca. Tłukł się z trudną do zliczenia ilością wrogów, wielokrotnie nadstawiał swój kark. Miał więc zupełnie różne doświadczenia od zamożnej pani polityk, która wszystkie te wydarzenia mogła obserwować z boku, narażając co najwyżej swoje wpływy i bogactwa.
Już dawno wypowiedziałby jedno stanowcze nie, ale po stronie sprawy leżał jeden argument, który go przed tym wstrzymywał. Dobro klanu. Mimo wszystko było ono ważniejsze od jakichś tam animozji. To jasne, że pewnie największą frajdę dawałoby miażdżenie kości wrogów i zagarnianie kolejnych ziem, no ale trzeba było myśleć realnie. Sachiko miała rację z tym, że w historii Wydm zbyt wiele było wojen domowych. Nie było wcale łatwo odłożyć wszystkich urazów i emocji na bok, ale dało się dostrzec jakieś tam potencjalne pozytywy z ułożenia się z dotychczasowym przyjacielem.
- Dziękuje, z pewnością rozważę zaproszenie. Nie chcę jednak, by moje słowo straciło wartość. Nienormowany czas pracy ma swój parszywy urok, więc niczego na ten moment nie obiecuję. - Po pierwsze, aż tak bardzo tym dawaniem słowa się nie przejmował. Jeżeli było to potrzebne lub po prostu wygodne, potrafił po prostu skłamać. No życia za obietnicę to by na pewno nie oddał jak niektórzy. Po drugie, niepewną kwestią nie były obowiązki Ichiego, tylko jego chęci. Zacisnąć zęby i wykonać swoje zadanie to jedno, ale wybrać się na ceremonię lub co gorsza dobrze bawić to zupełnie inna para butów shinobi. Ha, dobre sobie. Diabeł Świtu, który zyskał swój przydomek za nieustępliwą walkę z kościanymi, dwa lata po wojnie wznosi toast na cześć pana młodego z rodu Kaguya? Świat oszalał, czy co? Na myśl o tym starzy Ichiego mogli przewracać się w ruinach Kinkotsu (niestety nie zaznali szczęście pochówku w grobie).
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 29 lis 2017, o 18:44

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
54/45

Spotkanie kołysało się na rozmowie o polityce. Kaguya, ślub, przyszłość z tym związana. Sachiko bez żadnych skrupółów podzieliła się z tobą swoimi obawami, poruszyła kwestię wzajemnej nienawiści - sama nie uczestniczyła w wojnach, tych największych, ale miała tą wątpliwą przyjemność wstąpić na pola mniejszych utarczek, miała wręcz ten obowiązek jako jedna z przedstawicielek piaskowego klanu. Rozumiała. Jak mogłaby nie rozumieć? Rozumiała jednak też potrzebę połączenia klanów pustynnych, gdy na świecie działy się rzeczy... niepokojące z jej punktu widzenia. Nie tylko zresztą jej. Aż zadziwiające, że ktoś taki, jak ona, mógł mieć tak duże serce. Rzeczywiście starała się o dobro tego klanu i niewątpliwie starałaby się o niego każdymi możliwymi sposobami, nie ważne, czy byłyby dobre, czy złe. Nie było sensu rozkochiwania się w przelewie krwi, przelano jej już dość przez Antykreatora. Kaori nie odzywała się. CIągle siedziała z boku i w końcu przestała bawić się kimonem. Średnio obecnym spojrzeniem wpatrywała się w widok za oknem, na rozległe piaski, od których chciało się wymiotować przez nadmiar złota i falującego od gorąca powietrza. Tutaj, w tym salonie, w którym zostałeś ugoszczony, było przyjemnie chłodno. Powietrze nie było wysuszone, było czym oddychać. Świetna wentylacja, z całą pewnością nawodnienie, bliskość wody i zielone rośliny robiły swoje. Całkowita cisza była zupełnym przeciwieństwem bliskości do rynku, gdzie tylko w środku nocy można było zaznać spokoju, ale kto co lubi. Sachiko pasowała, jak na twoje, do osoby, która wyleguje się na miękkim leżaku w cieniu palm, u jej stóp leży rozleniwiony tygrys, a obok szemra wody. Jeśli nie ona to kto? Ideały jednak nie istnieją i na pewno, jak każdy, miała swoje wady... po prostu bardzo zgrabnie je zakrywała swymi pozytywnymi walorami, a trochę ich było. I mam tu też na myśli te walory czysto kobiece, których Matka Natura jej nie poskąpiła, ale też nie dała z naddatkiem. Wszystko było idealnie wyważone. Zaraz, moment. Ideały nie istnieją..? Huh.
Kobieta zapytała o wynagrodzenie, jakie chciałbyś uzyskać, gotowa je spieniężyć na miejscu, jak i obiecała, zgodnie z umową, że szepnie parę dobrych zdań liderowi klanu na twój temat. Na tym całe to spotkanie, bardzo przyjemne, rzeczywiście o wiele bardziej swobodne niż ostatnie dwa dni w domu, zostało zakończone. Opuściłeś rezydencję i pozostawiłeś Kaori, w, wydawałoby się, dobrych rękach. Ba, najlepszych! Raczej strach było bardziej o Sachiko, która ewidentnie starała się traktować kościaną normalnie. To kościana nie bardzo chciała współpracować. Może rzeczywiście była nienormalna? A bo to mało szaleńców po tej ziemi chodzi? Z całą pewnością się jej nie bała. Sachiko nie bała się Kaori.
Strażnicy, z którymi dziewczyna się rozprawiła, okazali się nie być śmiertelnie ranni. Najwyraźniej Kaori była wyszczekana,
ale zbyt miękka, żeby kogoś zabić. Skrzywdzić. Cała ta szalona akcja nie bardzo mieściła się w głowie. Dziwaczne gonienie szalonej panny, goszczenie jej w domu... Przebieranie jej w swoje własne ciuchy. W twojej rezydencji teraz znów panował idealny spokój, jeśli nie liczyć gwaru płynącego z rynku, wcześniej wspomnianego. Już nikt ci nie zajmował kanapy, nikt nie zapominał o twojej dobrej herbacie, została tylko jedna, dodatkowa filiżanka na stoliku w salonie i nikt nie rozpraszał twojego kota-przywołańca. Nikt też nie dokuczał wrednymi tekstami i nie psuł nerwów, panosząc się po tym miejscu jak u siebie, jeszcze ośmielając się ciebie ignorować. Wszystko (i wszyscy) wróciło na swoje miejsce.
Minęło parę dni, nim Hikari zapukał do twoich drzwi, by zameldować krótko.
- Kaori była klonem.
W końcu gonienie za wolnością było tylko dla odważnych.



Misja zakończona niepowodzeniem ♥ Kisski, loffki, foreffki, bawiłam się najlepiej~
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 29 lis 2017, o 21:05

Ciekawość Asahiego chyba na ten moment została zaspokojona i ten już nie próbował podpuszczać żadnej z kobiety siedzących przy stole. Wynagradzał sobie jedynie trudy misji znakomitym winem oraz jeszcze bardziej znakomitym towarzystwem. Oczywiście mowa tutaj o Sachiko, bo trudno było nazwać obecność kościanej dziewczyny jakąkolwiek nagrodą. Konwersacja trwała jeszcze jakiś czas, aż do momentu opróżnienia kieliszka (z poprawką na jedną dolewkę). Na pytanie o gratyfikacje za wykonane zadanie Sentoki nie podał póki co konkretów. Oznajmił, że w najbliższych dniach się jakoś dogadają. Chciał się bowiem zastanowić, czy od tak wpływowej osoby nie mógłby zyskać czegoś bardziej cennego od pieniędzy.
Prędzej czy później należało się jednak pożegnać, bo w końcu Sachiko miała sporo na głowie. Nie to, żeby jakoś specjalnie przejmował się natłokiem jej obowiązków, ale była to po prostu dobra wymówka do zakończenia swej wizyty. Pożegnał się kulturalnie z obiema paniami, posłał ostatni uśmiech, kilka miłych słów do pani gospodarz i to by było na tyle.
Wrócił do domu z mieszanymi odczuciami. Niby dobro klanu, utrzymanie pokoju, rozwój gospodarczy, polityka, sratata i tak dalej, ale jednak to wszystko sprowadzało się do jednania z wrogiem.
W końcu miał okazję nacieszyć się swoją nową rezydencją, już bez zbędnych gości. Kolejne kilka dni minęło mu dosyć spokojnie, bez żadnych ekscesów typu ganianie Kaguyi przez pół miasta.
Pewnego dnia w progach jego domostwa kolejny raz zjawił się Hikari. Strażnik nie przyszedł wcale wręczyć zaproszenia od swojej zwierzchniczki. Przyniósł jedynie słowną wiadomość, która z pewnością nie ucieszyła brązowowłosego panicza.
Chwilę później tuż przed posłańcem drzwi zamknęły się z wielkim hukiem.
- Kurwa mać, przecież sprawdzałem! - wrzasnął rozjuszony, z zaciśniętymi pięściami wracając do salonu. Stanął na środku i z trudem powstrzymał się przed zdemolowaniem wnętrza.
- Suka. Uduszę ją! - wycedził przez zęby, aż kipiąc ze złości.
Ośmieszył się przed Kaori, przed Sachiko, przed wszystkimi innymi. Dał się zwyczajnie wychujać, nadszarpując tym samym swój autorytet i dobre imię.
Nie wiedział, co ze sobą zrobić. W pośpiechu opuścił dom, szukając sposobu na wyładowanie wzbudzonej w nim agresji.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 10 gru 2017, o 18:43

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
19/∞

Nie każdy potrafi docenić idealne nazwy pewnych lokacji. Na szczęście ja potrafię. Droga główna na uboczu była naprawdę specjalnym miejscem. Tworzyła swoisty paradoks, była niczym urzeczywistnienie koszmarów naszego głównego bohatera, który znów wpakował się w bagno (oczywiście - całkiem sam, bez niczyjej pomocy), bo w sumie to niby była główna... ale w sumie to nie, skoro znajdowała się na uboczu. Czy to w ogóle miało jakikolwiek sens? Ano miało! Musiało mieć, skoro Ichirou zaczynał to miejsce odwiedzać coraz częściej. Pomijając fakt, że nikt nie wiedział, że to "tu" to znaczy... w sumie gdzie? Tajemnica! Lokacja owinięta płachtą enigmatyczności, gdzie syreny swoimi sopranami nuciły do uszka różne grzeszne rzeczy... ewentualnie gdzie panowała mniejsza bądź większa cisza, bo wielu zabudowań to tutaj nie było. Tu to znaczy... gdzie?
Cofnijmy się jednak kawałek w przeszłość, nim noga Diabła Świtu postanęła w tym miejscu.
Dziewczyna speszyła się po raz kolejny, ale nie było to wciąż to zawstydzenie, które sprawia, że kobieta uciekała oczami, gdzie w jej oczach wypisane było niemal, że w sumie nie zasłużyła, tak przynajmniej jej się wydawało, ale jest bardzo rada z tego rozwoju sytuacji, tylko... nie wie jak się zachować. Niewiasty były skomplikowanymi tworami, ale postępowanie z nimi najczęściej było banalne i nie trzeba było wnikać w jakieś bardziej skomplikowane, głębsze, uciekające myśli. Wystarczyło mieć jedną, zasadniczą broń... chociaż może dwie? Tak, zdecydowanie dwie, by nie musieć uganiać się za panienkami. Panienki uganiały się za tobą. Tymi broniami był kolejno wygląd i charyzma. Tak się składało, że posiadałeś obie - i najważniejsze było to, że potrafiłeś je bezbłędnie wykorzystać. Przychodziło to tak naturalnie, że koniec końców - nie musiałeś się wysilać ani trochę. Zawstydzone dziewczę z wypiekami zamiast uciekać od ciebie wzrokiem uniosło swoje wypełnione dobrym życzeniem oczęta na ciebie. Życzenie to zaś było skierowanie nie do siebie samej, a do ciebie. Życzyła ci powodzenia w odnalezieniu zguby i nie były to tylko puste słowa.
- Haai~! - Potwierdziła, przymykając oczęta w ciepłym uśmiechu. Piękne, gęste włosy obiły się o jej policzki - bo tylko do końca żuchwy miała je przycięte - kiedy lekko przechyliła głowę, a następnie pokłoniła się na do widzenia. Więc - czy to było zaproszenie? Czy może zwykła chęć upewnienia się, że uregulowałeś wszystkie płatności? Albo rzeczywiście chęć przeszukania tej niewielkiej, nie mierzącej więcej jak metr pięćdziesiąt dziewczyneczki, która tak szczerze wyjawiała swoje emocje. Takie osoby powinny być najgroźniejsze..? Jakoś nie chciało się wierzyć, że to właśnie ona mogłaby cokolwiek ukraść spośród wszystkich tych dziewczyn.
Opuściłeś Promyk i udałeś się do swojego domu, by się uporządkować - najlepiej też wypocząć... ale jeśli naszyjnik rzeczywiście został ukradziony to lepiej nie zwlekać. Im dłużej odkładałeś czas udania się do dziewczyny, która miała cię pilnować, tym większa szansa, że pamiątka rodzinna przepadła na dobre. Tylko czy rzeczywiście warto było się za nią uganiać? Wspomnienie martwych - kawałek metalu nie sprawi, że będziesz o nich pamiętał, nie przywróci ich też do życia - nadal był tylko zimnym, pustym kawałkiem stopu metali. Był jednak twój. Twoje dziedzictwo, którego nawet nie miałeś ochoty kontynuować, bo całkowicie wygodnie żyło ci się samemu w twoim własnym domu, z kotami... Silny, niezależny mężczyzna.
Wracając do teraźniejszości: noga Ichirou postanęła w części miasta zupełnie przeciwnej do rezydencji Sachiko. Tutaj nie wznosiły się wille bogaczy, a rozrastały grupki budynków, w których wynajmowano, albo kupiono mieszkania - i w jednym z nich, w jednym tym mieszkaniu, mieszkała właśnie Kimiko. Słodka blondyneczka, która była na twojej liście podejrzanych. Lepiej ona niż staruszek, którego spotkałeś w knajpce... chyba. Nie żebym cokolwiek sugerowała.
Podobno Cisza nie posiada głosu.
Podobno najsilniejszego Sabaku nie da się okraść.
Podobno.
Budynek nie wyglądał zbyt okazale, na tłok również nie można było tutaj narzekać. Skierowałeś się pod odpowiedni numer i zapukałeś w drzwi. Nikt nie odpowiadał. Za drzwiami panowała głucha cisza.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 11 gru 2017, o 18:02

Oczywiście, że odnalezienie swojej własności było ważne, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Ichirou nie wyobrażał sobie uganiania się za rodzinną pamiątką w tak marnym stanie. I miał na myśli tutaj zarówno kwestię wizerunkową jak i samego samopoczucia, które w tym momencie leżało i kwiczało. Przemknął więc w pierwszej kolejności do swej rezydencji, by tam przywrócić się do stanu używalności.
Przejście z rozgrzanych ulic do przyjemnie chłodnego, odizolowanego od gorąca na zewnątrz, mieszkania było chyba najlepszą rzeczą, jaką go spotkała tego poranka. Oprócz ziołowego naparu i żywych, błękitnych oczu.
- Stado Kaguya przez ciebie przebiegło? Wyglądasz jakbyś wrócił z wojny - powitał go w korytarzu niewielki, pocieszny kolega o czarnej jak noc sierści.
- Ech, daj spokój - westchnął zmęczony Ichirou, kierując się do łazienki. Nawet nie miał chęci, żeby się ogryźć towarzyszowi. To już mówiło przez się, jak ciężką miał ostatnią noc. Kuro mu zatem odpuścił. Był chyba zbyt wyrozumiały dla powiernika paktu.
Potem Asahi wreszcie zrzucił z siebie brudne, śmierdzące ciuchy i zorganizował sobie kąpiel. Cóż za ulga, w końcu jego własny zapach mu nie przeszkadzał. Później nie pozostało nic innego jak wskoczyć w świeży komplet ubrań i wypachnić się perfumami ściągniętymi z Yusetsu.
Udał się do kuchni, żeby nawodnić schorowany organizm i przegryźć na szybko coś możliwie nieszkodliwego dla wrażliwego żołądka.
- Było zabrać mnie ze sobą. Strąciłbym łapą butelkę z sake, gdybyś był już na granicy przeholowania - skomentował siedzący na parapecie Kuro w chwili wolnej od czyszczenia futerka. Sabaku dopił ostatni łyk wody i odlożył pustą szklankę na stół. Przewrócił oczami, lekko poirytowany uwagami kompana.
- Kiedy żeś zrobił się taki rozsądny, co?
- Od kiedy ci towarzyszę. Podobno mawiacie, że najlepiej jest uczyć się na cudzych błędach. Ja ostatnio mam sporo materiału do nauki, khe khe - odparł wyraźnie rozbawiony, szczerząc bielutkie, ostre ząbki.
- Grrr, ty mały, wredny cwaniaku - odparł nieco wzburzony, sięgając po jakąś ścierkę pod ręką i ciskając ją w kocurka. Ten jednak zareagował na czas i czmychnął zwinnie na posadzkę.
- No, skoro się już rozbudziłeś, to jakie mamy plany?
- Szukamy naszyjnika, którego mi skradziono - odparł, przeczesując dłonią jeszcze trochę wilgotne od kąpieli, brązowe włosy. Celowo nie użył słowa zgubić , bo w zbyt oczywisty sposób wskazywałoby na jego błąd.
- No nieźle, chyba będę musiał zacząć cię niańczyć - stwierdził Kuro, na co jego pan jedynie coś mruknął pod nosem. Wkrótce obaj opuścili domostwo, ruszając w kierunku tej sławnej, sprzecznej samej w sobie, głównej drogi na uboczu.

Czuł się już trochę lepiej, ale wciąż wiele brakowało do idealnego samopoczucia. Ważne, że przynajmniej mógł się pokazywać wśród ludzi. Jedynie zmęczone oczy, nieco bledsza cela i pozbawiona entuzjazmu twarz wskazywały, że Asahi ubiegłej nocy nie spał grzecznie w swym łóżeczku. Kimiko, ach, Kimiko. Słodziutka blondyneczka, którą lubił z knajpki. Czy to ona mogła skraść jego własność? Uroczy uśmiech usypiał czujność równie dobrze jak alkohol i opium. Cóż, z jednej strony Ichirou nie chciał, by ta odpowiadała za zniknięcie jego amuletu. Z drugiej strony taki obrót spraw oznaczał jednak koniec dalszych poszukiwań i problemów. Mógłby odebrać co swoje, dać młodej parę klapsów, a potem odłożyć na wieszak kapelusz detektywa i uderzyć w drzemkę.
Dotarł pod właściwy adres, pod którym aktualnie nikogo nie było. No, przynajmniej nikt nie odpowiadał. Świetnie. I co teraz? Nie miał zamiaru stać pod mieszkaniem i czekać jakiś debil.
- Weź no obejdź dookoła i zajrzyj przez okna - poprosił czarnego kocura, na co ten kiwnął łebkiem i uczynił to, o co prosił go pan. Co jak co, ale o małe przeszpiegi go nigdy nie trzeba było prosić dwa razy. Kuro był z tych ciekawskich kotów, co lubią myszkować (bez urazy za określenie, Kuro).
Złotooki odczekał chwilę i o ile nie dostał jakiegoś istotniejszego sygnału, postanowił osobiście sprawdzić wnętrze mieszkania blondyny. Pociągnął wpierw za klamkę, ale jeżeli drzwi były zamknięte, to nic straconego! Machnął wtedy dłonią,
zbierając jakieś drobiny piachu z okolicy, później wepchnąć je w dziurkę zamka w drzwiach. Piasek miał wtedy dopasować się do kształtu mechanizmu, by przybrać formę właściwego klucza. A potem już tylko przekręcić sprytny, piaskowy twór. Rzecz jasna również na dystans, bez użycia rąk - tak wyglądało bardziej efektownie.

No i w ten sposób mógł sobie na luzaku wejść do domu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 11 gru 2017, o 19:23

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
21/∞

Na korytarzach w przedpokoju nie było nawet okien. Pojedyncze, drobne okienka umieszczono na półpiętrach tylko po to, by wpadało do środka trochę powietrza, zakryte poplamionymi materiałami poruszały się pod wpływem wiatru. Miejsce to przypominało te zakamarki miasta, do których nie chciało się zaglądać - dokładnie tych samym, po których ostatnio latałeś beztrosko na swojej platformie i które zwiedzałeś u boku Hikariego, starając się dogonić Kaori. Kimiko. Kaori. W ogóle co jest z tymi imionami na K?! Kobiety przynajmniej diametralnie się różniły... sęk w tym, że na końcu łączyła je jedna, mocna cecha wspólna - zalazły ci za skórę. Jedna mocniej od drugiej, ale zalazły. Ostatecznym plot twistem okaże się, że była to jedna i ta sama osoba. Na ścianach wyryte były jakieś napisy, które pewnie dałoby się odczytać, gdybyś chociaż posiadał takie chęci -
nic nienormalnego, dzieło jakichś lokalnych artystów - dzieciaków, które głupiały od nadmiaru czasu i które przydałoby się postawić do pionu za pomocą porządnego treningu wojskowego, który każdy mężczyzna powinien w swoim życiu przejść.
Cisza tutaj nie dźwięczała w uszach. Słychać było pojedyncze kroki za ścianami, jakieś krótkie rozmowy - niewyraźne,
bo niewyraźne, tym nie mniej miejsce to nie było wymarłe,a to tylko skłaniało do tego, żeby się nie wydurniać... przynajmniej w nadmiarze. Czyli wysadzanie drzwi z kopniaka odpada - szkoda, miałam tego piękną wizję... nawet jeśli Ty sam miałeś o wiele sprytniejszy plan na to, jak z drzwiami się uporać.
Obejście mieszkania było trudne, bo... było mieszkaniem. Mieszcząc się na drugim piętrze, bez balkonów, nie pozostawiało też Kuro wiele popisu do zaglądania przez okienko. Chyba że potrafił wspinać się po pionowych ścianach, co aż takie trudne nie mogło być. Była podatna na wbijanie się weń pazurków i nie stanowiła gładkiej, zbitej masy - jak to zresztą typowa,
stara budowlanka tutejszych terenów. Tym nie mniej jedno z okien, które na oko kocura, należało do mieszkania Kimiko,
było otworzone na ścież. Delikatny wiatr targał firanami - i targnął nimi jeszcze mocniej, kiedy otworzyłeś drzwi.
Tak, naciśnięcie na klamkę w zupełności wystarczyło.
Drzwi ustąpiły od razu i ciche mieszkanie stanęło przed tobą otworem. Albo raczej ty przed mieszkaniem. Nie sądzę, żeby mieszkania się poruszały. Hol kończył się zamkniętymi drzwiami. Ściana po lewej, na której wisiał wieszak, nic wielkiego,
parę kiczowatych obrazków w ramkach, po prawej - też ściana i zielony kaktus rosnący w doniczce na półeczce. Na podłodze stały buty - położone w nieładzie, ilość niewyobrażalnie ogromna, którą trzeba zobaczyć, żeby w nią uwierzyć - nie były równo poustawiane, przewrócone, poprzesuwane, niektóre ze sporą ilością zebranego na sobie kurzu. Widać było od razu,
których bucików blondwłosa piękność używała najczęściej. Ściana po prawej kończyła się łukowym przejściem do dalszej części domu. To wiodło do większego pokoju, w którym stała drewniana, nakryta materiałami ława, gdzie w kącie leżała zwinięta mata, a ściana naprzeciwko kończyła się kolejnym łukowym przejściem do kuchni. I wszystko pięknie, fajnie,
wystrój wystrojem - dziewczyna lubiła klimaciki w iście indiańskim stylu - tylko chyba jednak bardziej interesował fakt,
że leżała sobie na ławie. Miała zamknięte oczy. Przed ławą, na stole, leżała jakaś fiolka, pusta, mała i stała szklana z resztką wody.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 11 gru 2017, o 23:16

No nieźle. Szukał złodzieja, samemu zachowując się właśnie jak złodziej, wkradając się do mieszkania pracownicy Promyka Słońca. Ha, nie było nawet pewności, że jego sprawa związana z kradzieżą, a nie ze zwyczajnym zgubieniem przedmiotu. No ale już mniejsza o to. Wkradł się to się wkradł. Nie miał przecież złych intencji! Jego rączki były nie lepkie, lecz czyste i suchutkie. Nie interesowało go nic więcej niż jego rodzinna pamiątka. Zresztą, co mógłby stąd zabrać? Parę przechodzonych bucików jak jakiś zwyrol czy fetyszysta? Paskudny obraz, który oszpeciłby pięknie udekorowane domostwo? Garść miedziaków, stanowiący ledwie ułamek tego, co wydaje na jeden rozrywkowy wieczór?
Może i przekraczał pewne granice, których nie powinien przekraczać grzeczny i wychowany człowiek, no ale - jak to mawiają ludzie - kto Iczirowi zabroni?
Nie ujrzał tu skrzyni wypchanej po brzegi skradzioną biżuterią, nie znalazł też kierunkowskazu do kryjówki przestępczej szajki. Ot, zwykłe mieszkanko zwykłej dziewczynki. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Z takich ciekawszych rzeczy, to odnalazł śpiącą królewnę. Słodziutka blondi spała tak słodziutko, że aż szkoda było ją budzić. W sumie to i tak Asahi nie zamierzał budzić jej tak szybko. Mógł sobie w takiej sytuacji pozwolić odrobinę wścibskości i pozaglądać w różne zakamarki domu. Najpierw jednak wskazał palcem wpierw na Kuro, a potem na Kimiko, dając tym samym jasno do zrozumienia kompanowi, by ten pilnował dziewczyny. Kuro taki układ w sumie odpowiadał - wyłożył się tuż obok blondyny i mógł sobie poleniuchować w milutkim otoczeniu.
Brązowowłosy zwrócił uwagę na fiolkę. Jakieś lekarstwo, czy dziewucha lubiła sobie od czasu do czasu dać w palnik?
Ech, nie znał się ani na medycynie, ani na (al)chemii, więc trudno było wyciągnąć jakiekolwiek sensowne wnioski z tego małego znaleziska. Swoją drogą, dziewczyna chyba oddychała nie? Nie byłoby zbyt ciekawie, gdyby okazało się, że niedawno wlała w siebie jakąś truciznę z niewyjaśnionych powodów.

Czarne scenariusze, hm? Trudno było pozostać optymistą, kiedy znajoma Los szturchała cię już od dłuższego czasu w kierunku przepaści.
Rozejrzał się nie tylko w kuchni i głównym pomieszczeniu, ale zajrzał także i do łazienki. Tam można było dostrzec,
że prócz butów dziewczyna lubi również kosmetyki. Dużo kosmetyków. Coś więcej? No, to już ciężko powiedzieć.

Tak czy inaczej, na ten moment bursztynowe oczy chyba nie spostrzegły niczego szczególnego, mającego jakikolwiek związek ze sprawą. Jeżeli coś znalazł, to rzecz tę zachował, ale ostatecznie i tak zdecydował się obudzić głęboko drzemiącą panienkę. Machnął ręką do Kuro, aby ten się schował, natomiast sam cofnął się do korytarza, by stamtąd zapukać w drzwi, ścianę, mebel, czy cokolwiek, co dałoby donośny odgłos. Do tego odchrząknąć, zakaszleć, wypowiedzieć parę razy jej imię w miarę potrzeby. Żeby się w końcu wybudziła, kurde no. A jeśli to nie miało pomóc, to cóż. Poszturchać, wstrząsnąć, po policzku poklepać. No, Kimiko, wstawaj.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 12 gru 2017, o 15:04

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
23/∞

Żeby krakać jak wrony trzeba znaleźć się między nimi. Nie... żeby krakać jak wrony trzeba stać się wroną. Chyba też nie. Żeby... żeby myśleć jak złodziej musisz stać się złodziejem, o! O ile rzeczywiście to ta dziewczyna ukradła ci twoją pamiątkę. Spoglądając na to od progu nic na to nie wskazywało. Jej mieszkanie, pomimo, że umiejscowione w nieciekawym budynku, nie wyglądało biednie. Owszem, niewieście nie chciało się sprzątać, to na pewno, każdy zresztą miałby powyżej uszu wiecznego pyłu wpadającego do wnętrza przez okna, a chociaż nie sypała pieniędzmi z rękawa, to stare mieszkanko wyglądało dość przytulnie. Idealne dla jednej osoby, nawet dla dwóch! Kiedy nie planowało się chwilowo żadnego poważniejszego życia... włączając w to dzieci. Młoda była, mogła cieszyć się jeszcze swoją wolnością, tak?! A może okradła dlatego, że potrzebowała nowej pary butów? Nie miała wystarczającej wypłaty, żeby spełniać swoje kaprysy? Nie, raczej też nie. Chyba. Miala tyle par i tyle różnych pierdół poustawianych na szafkach (rzecz jasna dwa krzesła pod ścianą służyły za dwie dodatkowe szafy. Zawsze musiało być jakieś szafo-krzesło), że raczej nie odmawiała sobie, kiedy chciała coś kupić.
I chyba miała za co to kupować. Promyk nie był podrzędną knajpą, nie bez powodu zatrudniali tam tylko najładniejsze dziewczyny, z pewnością zarabiały adekwatną sumę do swoich możliwości. Więc tak, tak było! Czekaj. Znaczy... jak? Skoro ona nie jest złodziejem, a ty włamujesz się do jej domu... to znaczy... że to ty złodziejem jesteś! Potem to ona będzie musiała stać się złodziejem, żeby zrozumieć złodzieja..?
Aj, chyba jakoś nie tak te przemyślenia idą.
Kocur wskoczył na łóżko obok dziewczyny. Okryta kocem, z zamkniętymi oczyma, rozchylonymi lekko wargami - wyglądała naprawdę całkowicie słodko i bezbronnie. Złoto włosów rozsypało się po ciemnym obiciu kanapy, częściowo przysłaniały jej opaloną od silnego słońca pustyni twarz. Nie zbudził jej żaden ruch. Ani twoje wcześniejsze pukanie, ani to, że wkroczyliście do jej przybytku. Pewnie twardo spała, miała za sobą najwyraźniej nocną zmianę. Nie pamiętałeś, do którego momentu cię pilnowała, a kiedy zmieniła ją różowowłosa, ale chyba było to już koło poranka. Huh... no tak. Nie zapytałeś przecież nawet tamtej dziewczyny o błękitnych oczach, jak ma na imię. Sama się nie przedstawiła, ale może zrobiła to w nocy..? Pewnie tak.
Kac po zażyciu kąpieli, błogosławionej, delikatnej herbaty, którą tamta niewiasta ci przygotowała, nieco zelżał. Wyprostowałeś mięśnie, poruszałeś się - niestety twój żołądek nadal był nieprzyjemnie ściśnięty, a głowa średnio dobrze reagowała na głośniejsze odgłosy i jaśniejsze przebłyski światła. Tutaj była kropla szczęściu w nieszczęściu - przynajmniej szeroko rozumiana cisza (jeśli nie liczyć odległych odgłosów czyichś kroków i przytłumionych rozmów) dawała wytchnienie. Tak samo słońce. Położony po północnej stronie pokój nie powodował epilepsji, kiedy wszedłeś głębiej do mieszkania. Okno było zresztą częściowo przysłonięte pół przejrzystą firaną. Widzisz? Nie jest źle. Jaka przepaść, jaki pesymizm?
Może raczej odrobina radości z życia darowanego?
Przeszukałeś mieszkanie, ale niczego nie dotykałeś przy okazji - głupio by było, gdyby kobieta zorientowała się, że szperałeś w jej rzeczach... albo że ktokolwiek w jej rzeczach szperał. Dziewczyna nadal spała jak zabita, wykończona ciężką nocą w pracy - mogło się wydawać, że co to za praca - rozmawianie sobie z klientami i polewanie im herbaty czy sake! Ano ciężka. Cały czas na nogach, wiecznie uśmiechnięta, nie ważne, jakie miała problemy - a chyba miała, fiolka na stoliku na to wskazywała. O ile nie było to twoje podejrzenie, że potrzebowała tylko chwili odlotu i rozluźnienia. I nie ważne, jak źle klienci by jej nie potraktowali. Nie często zdarzali się prawdziwi dżentelmeni twojego pokroju - i twojej urody. No zgoda, wczorajszej nocy może się nie popisałeś, ale hej! Kimiko znała cię nie od dziś. Pewnie dlatego nie zrobiłeś z buta wjeżdżam i starałeś się zachować gładkie pozory. Wycofałeś się, wróciłeś do progu i stwierdziłeś, że stanie się człowiekiem orkiestrą to dobry pomysł. Tu stuknięcie, tam puknięcie, tu chrząknięcie, tam szurnięcie... i nic. Dlatego wszedłeś do środka i podlazłeś do niej, żeby spróbować bardziej brutalnych metod rzucenia, zimny kubeł wody na twarz i... oh wait.
W każdym razie mimo klepania i trząśnięcia nadal spała jak zabita.
Bo była martwa.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 12 gru 2017, o 20:31

Spośród grona równych należał do tych równiejszych. Być może w przypadku nakrycia ktoś inny miałby spore problemy i dostałby po łapach, ale brązowowłosy osobnik mógł zawsze odwołać się do swojego klanu, do wysokiej rangi, do reputacji, czy chociażby do swojej siły. Miał teraz w głębokim poważaniu konwenanse. Chciał odzyskać to co jego i tyle. Pozwalał sobie na wiele, ale w gruncie rzeczy mógł sobie na wiele pozwolić. Zbyt dużo pokory w sobie nie miał, nie opierał się przed nadużywaniem całkiem niezłego statusu społecznego.
Blondyna okazała się głucha na jego prowizoryczną symfonię. Śmiertelnie głucha, należy dodać, bo jak wkrótce się okazało, życia w dziewczynie nie było. Jak tu wiec pozostać optymistą, kiedy to ciągle spotykało się najczarniejsze scenariusze?
Niech chciał popełnić błędu z powodu mylnego osądu, więc tutaj sprawdził dokładnie. Oddech, puls, temperaturę ciała.
Była martwa, ale jeszcze ciepła. Cholera, spóźnił się. Oczywiście, że nasuwały się teraz myśli, że gdyby nie ogarnianie się w swej rezydencji, być może sprawy potoczyłyby się inaczej, ale Asahi szybko usunął na bok te zbędne dywagacje. Skąd niby miał,
kurwa, wiedzieć, że Kimiko straci życie? Do tej pory chodziło jedynie o zgubę lub kradzież, a nie samobójstwo lub samobójstwo na zlecenie.

Położył dłoń na jej policzku i spojrzał na nią smętnym wzrokiem. Westchnął cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem. Ech, Kimiko, w coś ty się wplatała.
Sama targnęła się na swoje życie? Przeholowała z jakimś odurzającym syfem? Czy jednak to wszystko miało znacznie poważniejszy (tak, jakby śmierć sama w sobie nie była poważna) charakter? I co istotne, czy jej śmierć miała jakikolwiek związek z jego zgubą? Od tych wszystkich pytań mogła rozboleć i tak boląca już głowa.
I znowu kochana, słodka Los rzuciła mu w ryj układanką, tym razem już w świecie rzeczywistym. Świetnie. Po prostu, kurwa, świetnie. Złotooki nie miał najmniejszej ochoty na prowadzenie śledztwa, ale z drugiej strony chciał odzyskać swoją własność No i też sama śmierć blondyneczki go zainteresowała. Nawet ją lubił. Miał któregoś dnia (a raczej wieczora) zaprosić ją do siebie, no ale wyszło jak wyszło.
Tajemnicza fiolka była chyba na ten moment najważniejszą rzeczą do przepadania i najprawdopodobniej przyczyną zgonu dziewczyny. Przyjrzał się uważnie jej zawartość i dostrzegł resztki białego proszku. Obracając się w rozrywkowym świecie,
parę razy mógł mieć styczność z różnymi proszkami, ale chyba żaden z nich w rozsądnych ilościach nie miał tak drastycznego efektu. Właśnie, w rozsądnych ilościach. Bidulka przecież mogła świadomie lub nieświadomie przesadzić z rekomendowaną dawką przez farmac... ekhm, znachora.

- Weź no wąchnij - przełamał niezręczną ciszę, odzywając się do spochmurniałego kocura.
- Ech, jeszcze się przez ciebie otruję - odparł, niechętnie wskakując na stół i ostrożnie niuchając to fiolkę, to szklankę.
Obaj mieli te same spostrzeżenia - to coś w fiolce było bezwonne, natomiast woda w szklance miała zapach gorzkich migdałów. Na filigranowym pojemniczku nie było śladów szminki, a na szklance już takie były, więc proszek zapewne został zmieszany z wodą. Pozostawiona fiolka, niedopita zawartość szklanki oraz ślady wskazywały na to, że dziewczyna po prostu wypiła to coś i uderzyła w drzemkę, tyle że wieczną. Jeżeli ktoś miałby ją otruć, to czy nie ukryłby trucizny? Pozostawienie na samym środku narzędzia zbrodni byłoby rzeczą niemal tak bezczelną jak kradzież naszyjnika Diabłu Świtu. No chyba że ktoś chciał upozorować samobójstwo? Cóż, w takiej sytuacji miel widziany byłby jakiś liścik, czy coś.
Kimiko była w ogóle zdolna do samobójstwa? Kto wie. Ichirou nie siedział w jej głowie, nie znał nawet jej za dobrze,
nie słyszał o jej problemach. Nie miał pojęcia, co skrywało się za tym uroczym, zapewne częściowo wymuszonym uśmiechem.
No chyba pilnowanie upitego władcy piasku nie popchnęło jej do zaćpania lub otrucia własnej osoby?

Nie podobało mu się to wszystko, ale z drugiej strony jak tu cokolwiek mogło się podobać. Pomyślał kilka chwil w ciszy,
analizując zebrane informacje, a potem poszukał kolejnych. Chciał obejrzeć ciało dziewczyny. Uważnie obejrzał jej głowę oraz szyję - mógł ją ktoś przydusić lub ogłuszyć, potem sfingować samobójstwo. Przyjrzał się również jej kończynom, bo jeżeli to blondyna miała targnąć się na swoje życie, to mogła już wcześniej dokonywać jakiegoś samookaleczenia się.

Później zamierzał podążyć jeszcze jedną myślą i przeczesać szafki, w poszukiwaniu lekarstw, ziółek i tego typu rzeczy.
Może gdzieś znajdowała się ta substancja o śmiertelnym działaniu? A może natrafił na coś podobnego, coś na sen lub ból głowy, co można było podmienić z białym proszkiem i sprawić, by dziewczyna nieświadomie otruła się sama?

Jakiś czas temu zadał sobie pytanie, czy ten dzień mógł się gorzej zacząć. Jak się okazało, mógł.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 12 gru 2017, o 23:13

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
25/∞

Nie posiadała pulsu, nie posiadała oddechu - bardzo martwa kobieta o złotych, przyjemnie miękkich włosach, która w tłumie ludzi zapewne by zaginęła. Nie to, że była brzydka - przecież miała ładną buźkę, śliczne oczka, długie nogi i gładką skórę - wszystko, czego potrzeba, żeby zadurzyć się w kobiecie i zechcieć zaprosić ją do swojego domu, na herbatkę, czy dwie. Potem na całą butelkę sake. Teraz zaprosi ją co najwyżej Mateczka Śmierć. Jeszcze nie chwyciła jej dłoni, skoro ciało blondwłosej było wciąż ciepłe w dotyku. Jak dawno temu mogła zginąć? Ciężko stwierdzić. Pamiętałeś ją ciągle, na pewno była wieczorem i nocą w herbaciarni, być może zginęła rankiem - samobójstwem dobrowolnym, albo tym lekko przymuszonym. Tylko leciutko.
W mieszkaniu nie było żadnych "dziwnych substancji" - jeśli nie liczyć resztek tego, maleńkich resztek, co zostało przy samej fiolce, której korek leżał na ziemi. Musiał zostać położony z brzegu stołu i stoczył się na dół. Przejrzyste kryształki przypominały drobinki cukru, tylko kto normalny trzyma cukier w takich małych ampułkach? Raczej nikt. P{róby dopasowania substancja do tych, które zdążyłeś w swoim życiu poznać spełzły na niczym - być może były to środki odurzające, których nie zdążyłeś poznać, po świecie krążyło ich tyle, że nie byłoby dziwne - i większość była niestety wystarczająco niebezpieczna,
żeby kopnąć w kalendarz po przedawkowaniu. To po nie raczej sięgali ci biedniejsi. Choć ciężko zaprzeczyć - opium było najbardziej popularnym środkiem odurzającym. Zwłaszcza, że tak przyjemnie otumaniał. Rzeczywiście - nie było żadnego zapachu, przynajmniej nie od tych kryształków - bo od samej szklanki już tak. Ach, ten Los, który szepce do uszka..!
Podobno Los bywa zdradliwy, nie słyszałeś o tym?
I teraz pomyśl - co tutaj zaszło? Jaka tragedia mogła wydarzyć się pod tym dacehm, która doprowadziła do tego, że piękna,
młoda dziewczyna mająca przed sobą perspektywy postanowiła ze sobą skończyć? Ślad szminki na szklance, pomalowane usta, pomalowane oczy, makijaż nieznacznie rozmazany - w ten sam sposób, w jaki każdy dziewczęcy makijaż był rozmazany po nocy, w której zabawiło się troszkę lepiej, niż po prostu pracowało. Bogowie jedni wiedzą, co robiła po godzinach kiedy opuszczała swój posterunek, albo czy czasem nie popiła sobie trochę sake jeszcze podczas służby, nawet jeśli było to nieprofesjonalne, to niektórym się zdarzało. Tak... dla większej sprawy! Nasz klient - nasz Pan, czy to nie było motto,
które przyświecało większości sklepom i knajpom, którym zależało na jak najlepszym sprzedaniu produktów? Biżuteria,
którą nosiła, nadal na niej wisiała. Nie było to żadne złoto, zwykły metal, ale ładnie ją ozdabiało. Dłuższe kolczyki, wisiorek podkreślający smukłość jej szyi. Nie zdążyła przed swoim wiecznym snem zażyć kąpieli. Jej włosy i ubrania przesiąknięte były wonią Promyka - specyficzną mieszanką herbaty i fajek, który to zapach unosił się tam jeszcze przed progiem, który wyczuwało się jeszcze zanim weszło się do środka. Detektyw Ichirou w akcji i jego wierny pomocnik Watson. Ach nie. Kuro! Oczywiście, że to miał być Kuro. Przejrzałeś jej ciało. Nie miała żadnych śladów - ani na szyi, ani na nadgarstkach - tak samo gładka, jak ją zapamiętałeś, choć kobiece ciuchy i włosy potrafiły kryć aż zbyt wiele sekretów. Nie było przy niej też żadnego medalika - przynajmniej nie tego twojego. Na nogach też nie było żadnych śladów. Jakiś jeden, drobny siniak, nic poważnego, pewnie nabiła go sobie uderzając się o jedno z krzeseł. Zacząłeś przeszukiwać więc szafki, szukając odpowiedzi. Zabiła się? Czy ją zabito? Jak to w końcu było? Jak leciała ta bajka o Śpiącej Królewnie?
Skoro nie mogłeś zapytać właścicielki tego mieszkania o to, co się tutaj stało, należało spróbować zapytać jej majątek. Teraz, kiedy Śmierć trzymała jej dłoń i pokazywała na stół, do którego nakryto i podano herbatkę, poznać ją bliżej. To nic. Przecież Ty wędrowałeś z Losem na ramieniu. Wrota pomiędzy światami powinny być otwwarte - przekroczyłeś je we śnie, więc czemu nie przekroczyć ich na jawie? Liznąć o jedną kroplę więcej tego szaleństwa, które wczorajszego wieczoru tak satysfakcjonowało. Nie, nie. To jeszcze nie czas. Tyle razy zaglądałeś w oczy Kostuchny i za każdym razem okazywało się, że to jeszcze nie czas.
W szufladach znajdywały się rzeczy różne i jeszcze bardziej różne, ale dopiero w łazience, za lustrem, znalazłeś półkę z różnymi pigułkami i sprzętem szeroko pojętej "pierwszej pomocy". Tej pierwszej pomocy do złamanego paznokcia, rzecz jasna. Wszystkie podpisane, bardziej podstawowe - jakieś na bóle, na kobiece problemy, ale zdecydowanie nic, co mogłoby zabić - a już na pewno nie w parę godzin. Albo i mniej! Ciało przecież po paru godzinach powinno być już mniej ciepłe,
prawda? Nie było też żadnego liściku. Ani fiolek, które przypominałyby tą z salonu.
Shijima
 

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Ichirou » 13 gru 2017, o 21:08

Myśl, Ichir, myśl. Tylko jak tu myśleć, skoro łeb wciąż bolał? Na myśl o tej całej popieprzonej układance miał ochotę zwymiotować. Chociaż nie, to chyba bardziej kwestie powykręcanego na wszystkie strony żołądka, który jeszcze raz na jakiś czas odzywał się w przypływającej fali nudności. Bleeeeeh.
- No i co? - zapytał w pewnym momencie Kuro, obdarowując swego pana ciekawskim spojrzeniem różnokolorowych oczu.
- No i nic - odparł brązowowłosy z grymasem niezadowolenia na twarzy, wzruszając bezradnie ramionami. Westchnął ciężko. - Nie żyje, jak widać. Nie ma żadnych śladów wskazujących na to, żeby ktoś inny za to odpowiadał. Sama się otruła. Albo inaczej - wygląda, jakby sama się otruła. Ot, tyle. - Cóż, tym razem detektyw Ichirou nie dokonał niesamowitego odkrycia, ale hej - odkrycie braku jakichkolwiek śladów to też odkrycie.
Tak spieszno jej było do popełnienia samobójstwa, że po nocnej zmianie wpadła do swojego mieszkania i od razu wzięła śmiertelny proszek? No raczej nie, bo przecież jej ciało było jeszcze ciepłe, więc wypić nieznaną substancje musiała w miarę niedawno. To co robiła do tej pory, krzątała się po domu? W buciorach? No tak jakoś średnia to pasowało Sentokiemu. Bardziej widziało mu się to, że przyszła z kimś lub ten ktoś ją tu przywlókł. Rzecz w tym, że istotne były przede wszystkim ślady, dowody, poszlaki, a nie jakieś widzimisię detektywa bez licencji. Asahi na ten moment nie miał niczego, co w jednoznaczny sposób potwierdziłoby jego czarny scenariusz.
Skoro tutaj nie mógł znaleźć niczego więcej, postanowił poszukać tuż obok. Kimiko nie żyła na pustkowiu i nie miała bogatej rezydencji odizolowanej od otaczającego ją zgiełku. Miała lokum w gęstej zabudowie, miała sąsiadów bliższych i dalszych. A ludzie często byli wścibscy. Młody (a może już stary)? Sabaku opuścił więc domostwo blondyny, przymknął za sobą drewniane wrota i podszedł do najbliższego, bezpośrednio sąsiadującego mieszkania. Zapukał kilka razy z nadzieją, że kogoś zastanie.
- Niech słońce pustyni będzie dla was łaskawe - zaczął jednym z częściej używanych powiedzień na Wydmach. Potem przeszedł do rzeczy. Spokojnie i treściwie. - Jestem Sentokim z Sabaku, zajmuję się sprawą kradzieży w tej okolicy. Twoja sąsiadka, Kimiko, została okradziona prawdopodobnie tego ranka. Czy kręcił się tu dziś lub wczoraj ktoś nieznajomy? Coś wzbudziło pana/pani podejrzenia? Wszelkie informacje pomogą w schwytaniu złodziejów. - Uznał, że lepiej jest podjąć nieco delikatniejszy temat niż rzucać obcym ludziom na twarz szokującą sprawę śmierci dziewczyny. Poza tym, ludzie mając świadomość, że również ich dobytek jest zagrożony, mogą okazać się bardziej chętni do współpracy.
Jeżeli zaszła taka potrzeba, obszedł pobliskie mieszkania i podjął temat w ten sam sposób, za każdym razem będąc coraz bardziej znużony przy powtarzaniu niemal tych samych słów.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2317
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Droga główna na uboczu.

Postprzez Shijima » 14 gru 2017, o 14:40

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
27/∞

Myśli ni chciały współpracować. Nieskładnie składne i składne nieskładnie - umykały na pobocza, rozpierzchały się jak tłum ludzi, kiedy zbliżał się do nich rozpędzony wóz. Tym wozem sterowałeś Ty. Miał słuchać, miał jechać w kierunku, w którym chciałeś, tylko jak go kontrolować, skoro ciągle tak paskudnie mdli? Zostanie we własnym domu byłoby najlepszym rozwiązaniem. Odpocząłbyś, zebrał siły, wypił ciepłą herbatę i leczył swojego kaca w zupełnym odcięciu, nie musząc się zastanawiać nad tym, dlaczego cholerna Kimiko postanowiła popełnić samobójstwo, szukając na to jakichkolwiek dowodów.
Co do tego, że cholerny proszek był winny nie było większych wątpliwości. Od kogoś jednak musiała go dostać, a skoro go dostała to od kogo? To wszystko nadal nie wyjaśniało braku twojego medalionu - o ile ciągle to on był twoim celem w tym wszystkim. Zwykły medalik, złoty, który przypominał o tych, którzy już nigdy nie pojawią się w twoim życiu. Warto? Uważaj,
bo jeszcze uwierzę, że to wszystko nie dla błyskotki, a dlatego, że młoda blondyneczka dokonała swego żywota pod nierównym sufitem, w pokoju, do którego nie wpadały bezpośrednio promienie słońca, gdzie wszystkie zawieszki i figurki składały się na przyjemny wystrój wnętrza osoby dość optymistycznej i ciekawej świata. Optymistycznej. Op-ty-mi-stycznej Ucz się, Asahi, ucz. Sam powinieneś sobie sprowadzić kilka takich pierdółek, albo wiesz co? Na starość zacznij strugać z drewna ozdóbki. O taki słonik, którego pomalowano farbkami, no nie śliczny? Albo tamten wół stojący obok niego -
wszystko ręcznie robione! Powinieneś sobie w końcu znaleźć jakieś hobby, nie to zdrowie już i nie to ciało, co za młodu! To kręcenie się wcale nie poprawia twojego stanu. Bardziej statycznie, dziadku, statycznie! Usiądź sobie, załącz te pozytywne myślenie, wyluzuj... masz tylko trupa obok siebie, nie ma się co gorączkować. Równie dobrze mógłbyś pójść do gwardii i zostawić do tutejszym strażnikom. Za coś w końcu są pobierane te podatki, żeby ich opłacać, no nie?
Zamiast kierunku dom obrałeś kierunek następne mieszkanie.
Zatrzymałeś się przed drzwiami sąsiedniego mieszkania i zapukałeś w drzwi. Ruch był doskonale słyszalny - coś stuknęło, coś szurnęło i dało się słyszeć damskie "Idęęę, idęę..!" brzmiące, jakby zostało wypowiedziane na wydechu. Niezbyt przychylnie co do tego, że ktoś się dobijał, no ale czy to się paniusi podobało, czy też nie - musiała wspomóc detektywa bez licencji w jego śledztwie. Słyszałeś kroki. Leniwe, ale dość szybkie, szurała nogami po podłodze, kiedy kierowała się do drzwi, by w końcu przesunąć zasuwę w drzwiach i otworzyć je, uchylając lekko. Twoim oczom ukazała się chuda, średniego wzrostu kobieta z wygoloną połówką głowy - druga połowa zarośnięta była ciemnymi blond włosami, które opadały na jej ramię, częściowo przysłaniając jedno z oczu. Nie robiła pozytywnego wrażenia. Jej ciało nosiło parę tatuaży, a Matka Natura poskąpiła kobiecych wdzięków. Małe piersi zwisały pod kusą koszulką na ramiączkach. Zlustrowała cię od góry do dołu, bo chociaż najpierw całe jej spojrzenie mówiło czego, kurwa?, to kiedy zanotowała, jaki przystojniak czai się pod jej drzwiami, trochę spuściła z tonu. Nic jeszcze nie powiedziała, ale to tym lepiej, że została ugłaskana z włosem, zanim odezwać się zdążyła.
- Obok Kimiko ciągle ktoś się kręcił. Dorabiała po godzinach. - Otworzyła nieco szerzej drzwi, kiedy się przedstawiłeś, ba, nawet zdobyła się na ukłon - łopatologiczny, bo łopatologiczny, ale jednak ukłon. Oparła ciężar ciała na jednej nodze, drugą zginając, jedną ręką podparła się o framugę drzwi, a drugą opadła na swoim biodrze. Nogi okrywały jej tylko kuse spodenki. Za bardzo nie starała się ukryć swojego ciała, ale w sumie po co, skoro siedziała u siebie w domu. Ty po nim potrafiłeś galopować nago. - Dzisiaj też miała jakiegoś gościa, ale chyba panu nic nie stawało, albo nie potrafił zadowolić Kimiko, bo podejrzanie cicho było. - Wystarczyło wypowiedzieć słowo "kradzież", a dziewczyna jeszcze bardziej zaintrygowała się całą sprawą. - Co jej ukradziono? - Typowo. Przecież MUSIAŁA zapytać, nie mogła odpuścić. W dodatku wyglądało na to, że nie jest ani trochę przejęta tym, że ją też mogliby okraść. - Nie widziałam dokładnie tego kolesia, wyszedł chyba przed paroma godzinami, bo ja wiem... dwie godziny temu? Chyba shinobi, bo nosił na ramieniu tą śmieszną opaskę, czerwoną, otulony jakimiś czarnymi szmaciskami, że mordy mu nawet nie było widać. Może twojego wzrostu, raczej chudy.
Shijima
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość