Wioska Kimogawa

Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników. Prowincja jest zamieszkała również przez współpracujący z Sabaku Szczep Maji.

Wioska Kimogawa

Postprzez Tohaku » 23 maja 2020, o 11:36

Kimogawa sprawia wrażenie, jakby za bardzo nie mogła się zdecydować, do której prowincji należy. Położona tuż przy granicy z Sakai formalnie wciąż znajduje się pod jurysdykcją Atsui, ale praktycznie jest swoistą mieszanką kulturową, architektoniczną, kulinarną i wszelką inną, która sprawia, że jej mieszkańcy wydają się jacyś tacy bezpłciowi. Domy, choć już w większości drewniane, wciąż cechują się klockowatą geometrycznością pustynnych budynków, co niezbyt komponuje się w przyjemną dla oka całość. Podobnie ze społeczeństwem. Gdzieś tam można poczuć tę charakterystyczną dla Samotnych Wydm hardość, ale jednak w większości jest to tylko marna namiastka, zmieszana z typową dla Sakai huśtawką nastrojów. Dwulicowość pełną gębą. No i wspominałem o akcencie? Melodyjność pustyni i lepkość Wietrznych Równin zderzyły się ze sobą, tworząc iście nieprzyjemną mieszankę. Słowem: miszmasz. Szkoda tylko, że ten wyjątkowo brzydki i nijaki.
Obrazek
Avatar użytkownika

Tohaku
Postać porzucona
 
Posty: 271
Dołączył(a): 23 lut 2020, o 19:06
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Kędzierzawy młodzieniec o ciemnych włosach z cienką maseczką na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarne, skórzane rękawice na dłoniach. Dwie kabury przy prawym udzie, obok siebie. Torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8075
GG/Discord: Pralkarz#9998

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Tohaku » 23 maja 2020, o 20:07

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[5/30]





Spójrzmy na sprawę z innej perspektywy. Choć na pierwszy rzut oka (no, na drugi, trzeci i trzydzieści kolejnych również) Youmu wydaje się być osobą skrajnie niemoralną. Narcystyczna psychopatka, która sama siebie uważa za boginię, a resztę społeczeństwa — z drobnymi, nielicznymi wyjątkami — za nic nieznaczące istoty, zasługujące jedynie na śmierć. Czy jednak tak prosty światopogląd nie jest na swój sposób piękny? Koniec z zastanawianiem się nad sensem życia, nad rolą jednostki, nad moralnymi dylematami, słowem: koniec doczesnych trosk. Żadna sytuacja nie jest dwuznaczna, zawsze podjęta decyzja jest prawidłowa i święta, no bo ciężko się pomylić, kierując się jedynie pragmatyzmem. Mimo to czarnowłosa panienka — choć nigdy by tego przed sobą nie przyznała — miała pewne skazy w postrzeganiu otoczenia, a ów skazami były Ayako, Kirino, no i pewnie kilka innych osób, które przegapiłem. Kobiety niewrzucone do jednego wora, które nawet tak chłodna kobieta jak Youmu... no właśnie, co? Szanowała, doceniała? Tak czy siak nie nienawidziła ich tak głęboko jak niemalże każdego innego człowieka, a to już było coś, co mogło przyczaić się w kącie i w odpowiednim momencie zburzyć oparty na systemie wartości światopogląd. Co prawda to bardzo dalekie, mętne rozważania w stylu "co by było gdyby", ale nawet najmniejsze prawdopodobieństwo to jednak jakaś tam możliwość, prawda? No, ale tak czy siak — choćbym nie wiem jak bardzo się starał — nie zasieję ziarna niepewności w umyśle dwudziestojednolatki. Chyba nie zwykła podlewać takich chwastów, no bo i po co?
Skoro o chwastach mowa, to posłańca również mógłbym do takiego porównać. Nie dlatego, że był bezużyteczny i psuł ustalony porządek, nie, wręcz przeciwnie: tak jak zauważyła to czarnowłosa panienka, spełniał swoje obowiązki nienagannie. Chwastem jest dlatego, że mniej opanowana osoba miałaby ochotę go wyrwać, usunąć z egzystencji przez tę jakże nijaką osobowość. Jak to w ogóle możliwe, by tak bardzo się nie wyróżniać? Bez skupienia ciężko było mu się w ogóle przyjrzeć, jakoś tak zlewał się z otoczeniem, jakby stanowił tło dla samej pustyni, która zresztą nieraz bywała jednokolorowa. No, ale przewrotny los zdecydował, że to właśnie on, a nie ktoś inny, zasłużył tego dnia na kropelkę uznania Youmu. Po głębszym zastanowieniu tak naprawdę trudno się dziwić — mimo wszystko przedstawiał jakąś wartość, spełniając swoje obowiązki i dokładając cegiełkę do funkcjonowania szczepu, a kto doceniał wartość bardziej niż narcystyczna panienka? Dlatego transakcja przebiegła pomyślnie; mężczyzna nie został nawet zmieszany z błotem ciętym językiem, a to już było coś.
Wiadomość została sprawnie przeczytana i przeanalizowana przez czarnowłosą. Jak zawsze wyciągnęła swoje wnioski, które subiektywnie były tylko słuszne, a obiektywnie i słuszne, i niesłuszne. Nie mogła wiedzieć na przykład, że każde słowo Kirino było dokładnie przemyślane. Lekki ton, który mógłby sugerować zbytnie spoufalanie się, miał dodatkowo zachęcić dwudziestojednolatkę do sprawnego wykonania zadania. Shirei-kan znała się na ludziach (i boginiach), więc wiedziała, że Youmu wykona zlecone jej zadanie. Mimo to pragmatyzm odezwał się również w tym przypadku i kazał zdusić w zarodku każdy, nawet najmniej prawdopodobny szkopuł. Z kolei zdanie dotyczące rozsądku było swego rodzaju podkładką. Nie przypuszczała, że ktoś chciałby przechwycić tak mało ważną wiadomość od tak mało ważnego posłańca, ale jednak przezorny zawsze ubezpieczony, a lepiej, żeby nikt się nie dowiedział o tym, że sama liderka dała pozwolenie na masakrę całej wioski. No i trzecim zagadnieniem były bardzo skąpe informacje. Nie sposób zaprzeczyć, że Kirino również kierowała się w życiu pragmatyzmem, co zresztą już pokazała w tym liście, ale — w przeciwieństwie do Youmu — miała również inne wartości. Dość niemoralnie uważała sprawę za niewystarczająco pilną, by nie pozwolić czarnowłosej się wykazać. Oczywiście, że wiedziała, jak wyglądał Dōkō, któremu zleciła zadanie i wiedziała też, o jakim kulcie mowa. Niemniej celowo pominęła te wiadomości, obarczając panienkę Nanatsuki kolejnym testem i — choć nie wypadałoby przyznać się do tego otwarcie — bawiąc się przy tym świetnie. Obserwacja zastraszającego wręcz progresu tak niecodziennej jednostki była rarytasem w świecie, gdzie niemalże każdy inny podwładny się przed nią kajał.
Jeszcze lepiej będzie się bawić, gdy dotrze do niej podarunek od brunetki. Iście zabawna sytuacja, gdy o przyjęciu zadania do wiadomości świadczyć będzie wręczona liderce butelka drogiego trunku. Tak, jakby czarnowłosa jednak była nastolatką i w ten sposób chciała wystawić język Kirino, mówiąc: "zobacz, jak sobie świetnie radzę". Oczywiście posłaniec złapał lecące w jego stronę naczynie i — co ciekawe — zrobił to tak sprawnie, że oczy Youmu nie zauważyły nawet, kiedy uniósł rękę. Co prawda szybkość była bardzo ceniona wśród posłańców, ale że aż tak? Nieistotne, ostatecznie i tak był tylko jednym z wielu pionków w rękach szczepu, czego nie omieszkała dobitnie zaznaczyć narcystyczna panienka, dając mu pozwolenie, żeby "spierdalał". Ten tylko skinął głową i... zniknął. To znaczy można by tak pomyśleć, gdyby nie pył i piasek, który unosił się tam, skąd wcześniej przybył. No, ale znowu — nieważne. Znacznie ważniejsze dla dwudziestojednolatki było to, żeby sobie jakoś uzasadnić fakt, że sprzątała po kimś bez żadnego stawania okoniem. Ot, chwila mentalnej gimnastyki, parę naciągniętych pojęć i voilà, mamy to. Skrzywione sumienie czyste, można ruszać w drogę.
Chwila orzeźwienia połączonego z admiracją samej siebie i zaspokojenie ciekawości dociekliwego narratora to jedyne, czym zajęły się Youmu i narratorka przed wyruszeniem tej pierwszej w stronę Kimogawy. Spodziewała się, że podróż będzie trwać kilka dni, ale akurat tak się złożyło, że kilkanaście godzin wędrówki na wschód wystarczyło, by na horyzoncie już zamajaczyły docelowe zabudowania. Cała ta sytuacja była aż zbyt idealna, by nie maczało w tym palców przeznaczenie lub — co byłoby bardziej logiczne — swego rodzaju inwigilacja. Oto panienka Nanatsuki znalazła się przy granicy z Sakai i oto miała sprawę w wiosce, która znajdowała się całkiem niedaleko miejsca jej relaksu. No i nie zapominajmy o tym, jak podobna była ta misja do poprzedniej. Mało znacząca wioska, fanatycy, niekompetentny Dōkō. Kropka w kropkę i chyba nie było przypadkiem, że to właśnie tej jednostce zlecono to zadanie.
Gdy dziewczyna przekroczyła umowne granice osady (umowne, bo nie była ona jakkolwiek ogrodzona czy to murem, czy palisadą, czy choćby ukształtowaniem terenu), mogła jednoznacznie odczuć wrażenie, że mieszkańcy Kimogawy byli niemalże tak samo nijacy jak posłaniec, który wręczył jej list od Kirino. Dotarła do celu w godzinach szczytu, więc po ulicach kręciła się spora część mieszkańców, ale poza nielicznymi przypadkami trudno było rozróżnić jednego mężczyznę od drugiego i jedną kobietę od drugiej. Wszyscy emanowali fałszywą uprzejmością i tą typową dla mas zgodą z własnym, parszywym losem. Podświadomie każdy z nich wiedział, że pozostaną w tej dziurze do końca życia, łącząc w sobie namiastki cech charakterystycznych zarówno dla ludności Atsui, jak i ludności Sakai. Nie wspominając już o tych okropnych budynkach, drewnianych, a jednak dość kanciastych, jakby wybudowanych przez dwie różne osoby z odmienną wizją tego, jak powinny wyglądać. Aż dziwne, że w miejscu takim jak to znalazło się coś niecodziennego; coś, czym musiała zająć się bezlitosna, pragmatyczna kunoichi.
Obrazek
Avatar użytkownika

Tohaku
Postać porzucona
 
Posty: 271
Dołączył(a): 23 lut 2020, o 19:06
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Kędzierzawy młodzieniec o ciemnych włosach z cienką maseczką na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarne, skórzane rękawice na dłoniach. Dwie kabury przy prawym udzie, obok siebie. Torba na lewym pośladku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8075
GG/Discord: Pralkarz#9998

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Youmu Nanatsuki » 26 maja 2020, o 01:40

Błyskawiczne ruchy posłańca przypomniały Youmu o pokazowej walce na turnieju. Wtedy nie była w stanie obserwować starcia dwóch samurajów, którzy zwyczajnie znikali jej przed oczami. Uznała to nawet za imponujące, ale teraz, gdy nijaki ktoś po prostu wyparował, wydało jej się to w jakiś sposób zabawne. To, co było największym atutem szermierzy z Lazurowych Wybrzeży tu, w Atsui, było co najwyżej doskonałą predyspozycją do zostania kurierem. To wyśmienicie podsumowywało jak nieznaczące były warunki fizyczne, gdy obcowało się z chakrą. Ludzie nie mogli jej pokonać, zawsze była silniejsza od nich, ale to, czego pokonać się nie dało, zostawało wykorzystywane. Tak samo było z siłami natury. Społeczeństwo dążyło do rozwoju, do zwiększenia wydajności własnego życia - aby osiągać więcej, szybciej, łatwiej. A samurajowie? Oni działali wbrew tej myśli, postanawiając skupić się na osiąganiu mistrzostwa w tym, co przeszłe. To tak, jakby ludzkość zdecydowała się lepiej korzystać z kamiennych narzędzi, niż zdobyć metalowe. Zwyczajnie niepraktyczne rozwiązanie. I pewnie dlatego Lazurowe Wybrzeża były uważane za swego rodzaju rezerwat, w którym można było pooglądać jak ludzie żyli kiedyś i jakby żyli nadal. Można byłoby założyć, że Youmu powinna żywić szczerą niechęć do samurajów przez ich brak pragmatyzmu, ale było inaczej. Nie zupełnie inaczej, bo rzeczywiście nie przepadała za nimi, ale za kim czarnowłosa przepadała? Mieszkańcy czy to Yinzin, czy Teiz wywoływali u panienki Nanatsuki drobny uśmiech politowania. Tak zabawni, żałośni i nieznaczący. I właśnie ich brak znaczenia, którym zresztą się chełpili, był powodem, dla którego byli jej zupełnie obojętni. Mogli żyć, mogli nie żyć - w obu wypadkach nie zmieniało to życia Youmu w żadnym stopniu.
Z takimi oto przemyśleniami przemierzała pustynię, kierując się w stronę wioski. Wyciągnęła jeszcze raz zwój z wiadomością, by ją przeczytać i upewnić się, że nie ma tam żadnych kluczowych słów, które jakkolwiek wpływałyby na rozwiązanie problemu fanatyków. Całe szczęście - nie było. Tak samo nie znalazło się tam ani jedno słowo na temat ratowania biednego Dōkō, czym Kirino podpisała na niego wyrok. I to zupełnie świadomie, bo mając do czynienia z panienką Nanatsuki nie można oczekiwać, że z czystego altruizmu zdecyduje się pomóc bliźniemu, gdy nie jest przewidziana za to żadna nagroda lub nie jest to jasnym celem. Jakkolwiek intrygowało ją czy kolejny raz wpadła na seryjnego mordercę, tak nie na tyle, aby poprowadzić konkretne śledztwo, mające na celu może już nie uratowanie Dōkō, ale chociaż znalezienie jego ciała. W tym przypadku sprawa była prosta - wystarczyło wybić wszystkich fanatyków. A co jeżeli wśród nich byli również niewinni? Oh, zabijmy ich wszystkich, Bóg rozpozna swoich.
Niestety, opcja wymordowania mieszkańców, swoją drogą jakże kusząca, nie była najefektywniejszą z wszystkich. Wymagała sporo zaangażowania, a przede wszystkim uwagi i sił. Może i byli jedynie robakami, ale nie sprawiało to, że dało się ich ot tak zamordować. Robactwo miało to do siebie, że w gruncie rzeczy ciężko było się go pozbyć. Nie przez to jak wytrzymałe było czy sprytne, a z powodu samej ilości. Przy takiej pacyfikacji zawsze istniało prawdopodobieństwo, że ktoś się ukryje lub ucieknie, a szukanie lub ganianie za nimi, to z pewnością uciążliwe sprawy. No i wciąż Youmu nie dysponowała taką techniką, która po prostu zmiotłaby wioskę z powierzchni ziemi za jednym zamachem. Fakt, mogła stworzyć ogromny ostrosłup, ale jeszcze nie aż tak ogromny. Jeszcze. Dlatego liczyła, że drogą zastraszania i perswazji, z naciskiem na to pierwsze, zdobędzie informację na temat lidera kultu. I wtedy znalezienie wszystkich wyznawców nie powinno być najmniejszym problemem.
Wioska Kimogawa okazała się znajdować znacznie bliżej, niż zakładała czarnowłosa. Mogłaby rozważać czy to przypadek, że akurat dostała takie zadanie, gdy była blisko, czy jednak inwigilacja, ale nie była naiwnym dzieckiem i doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak działa władza. A władza, to były w znacznej mierze informacje. Nie czuła się w żaden sposób źle z tym, że ktoś ją z ukrycia obserwuje, bo niczego to nie zmieniało. Nie sprawiało, że zawaha się przy jakiejś decyzji, bo może dowiedzieć się o tym Kirino. Liderka doskonale wiedziała do czego jest zdolna panienka Nanatsuki i nie mogła oczekiwać, że w ten sposób będzie ją jakkolwiek kontrolować. I tak było to ciężkie zadanie, które wymagało znacznie więcej, niż tylko tyle. Czarnowłosa rozumiała, że od momentu zostania Akoraito przestała być zupełnie anonimowa. Szczególnie teraz - jako zwyciężczyni turnieju. Jej akcje były dokładnie obserwowane, ale to nie stanowiło problemu na dłuższą metę. Najciemniej było pod latarnią.
Architektura wioski nie przywodziła na myśl niczego konkretnego. Wszystkie zabudowania były plamami pozbawionymi jakiegokolwiek charakteru czy chociażby stylu. Jakby oprócz praktyczności nie znano tutaj żadnej innej wartości, pozostawiając budowle po prostu metodą na rozwiązanie problemu braku dachu nad głową. Niczego więcej. W końcu każdy wioskowy idiota powie, że dom nie ma wyglądać, a ma spełniać swoją funkcję. Zupełnie tak, jakby nie mógł i wyglądać, i działać. Ale to wymagało intelektu, wyczucia, wartości ponad te najbardziej przyziemne. W skrócie - przerastało to lwią część społeczeństwa. Tak czy inaczej, architektura była równie beznadziejna co wizerunki mieszkańców Kimogawy. Nijacy ludzie, jakby to od nich pochodził tamten nieszczęsny kurier. Na moment nawet wydało się to podejrzane Youmu. Przekroczyła umowne granice osady, wchodząc w nią nieco głębiej, przypatrując się bezczelnie ludziom i ich twarzom. Tacy... zwyczajni, prości, bez charakteru i jakiejkolwiek iskry w oku. Mogłaby posądzić posłańca o jakieś próby manipulacji, gdyby nie ta wiadomość od Kirino, a dokładniej jej treść. Zwyczajny nikt nie miał szans wiedzieć o wydarzeniach z Sanibare. Ale... czy aby na pewno? Ostatecznie wiadomość nie mówiła nic na tematy, które nie mogły być znane ogółowi. Rozeszła się plotka o tym, że Youmu zamordowała lidera fanatyków z tamtej osady, rozwiązując tym samym problem tej ortodoksyjnej części społeczeństwa - za co, swoją drogą, znienawidzili ją. Nie byłoby trudne podrobić wiadomość od liderki, która zawierałaby tak szczątkowe informacje, ale jednego nie dało się wiedzieć - relacji między Kirino, a Youmu. Ta była zawarta w tonie niedługiej treści zwoju. Przecież to byłoby naprawdę durne, gdyby ktoś uznał z miejsca, że właśnie tak wygląda zadanie od Shirei-kan dla podwładnego Akoraito. Tego tamten nijaki posłaniec wiedzieć nie mógł.
Stanęła gdzieś pomiędzy drewnianymi budynkami, ściągając z głowy kaptur i rozpinając płaszcz. Nie obawiała się żadnej zasadzki czy podstępu, chociaż spodziewała się, że mieszkańcy wioski będą do niej uprzedzeni. Nie tylko biedota za nią nie przepadała, ale także wszyscy gorliwi wyznawcy wiedzieli jak się obchodziła z nimi i mogli się domyślić po co tutaj przybyła. To utrudniało zadanie, ale tylko pozornie - nie było takich uprzedzeń, których nie rozproszyłby ból. Tak czy inaczej, dla faktu bycia przygotowaną postanowiła namagnesować trochę żelastwa. Przy tym myślała bardziej o błyskawicznym zastraszeniu ludności, gdyby byli oporni w dzieleniu się informacjami, niż o jakiejś obronie. Nawet nie przyszło jej do głowy, że tak nieznaczący ludzie mogą jej w jakikolwiek sposób zagrozić. Ba, to wymagało, aby Youmu w ogóle uznała, iż byliby zdolni podjąć decyzję o zaatakowaniu jej. Nie mogli być tak odcięci od świata i tak nieświadomi, żeby zdecydować się walczyć z nią. Pomijając już jej wręcz półboskie jestestwo, była po prostu zwyciężczynią turnieju. Nie wiedziała jak bardzo takie informacje roznoszą się wśród ścierwa jakie znajdowała w Kimogawie, ale zakładała, że coś o uszy musiało im się obić. W końcu stąd pochodziła, a turniej małym wydarzeniem nie był, co potwierdzały tłumy na trybunach.
Shuriken na plecach był pierwszym z namagnesowanych przedmiotów, gdyż miała do niego najłatwiejszy dostęp. Drobna rączka sięgnęła na moment do toreb z ekwipunkiem, by tam, przesuwając palcem po względnie chłodnym metalu, nadać ładunek większej ilości żelastwa. Teraz dysponowała także piętnastoma senbonami, trzema oraz kunaiami i trzema metrami stalowej linki, do której końców było przywiązane po jednym kunaiu. Ten spory asortyment miał jej wystarczyć do końca zadania, a przynajmniej miała taką nadzieję. Nie kosztowało jej to wiele chakry, ale sięganie do torby było zbyt dużym sygnałem, że coś zaraz nastąpi, a Youmu uwielbiała działać z zaskoczenia.
Po krótkiej fazie przygotowań nastał moment na rozpoczęcie działania. Czarnowłosa rozglądnęła się po okolicy, już nie odpływając we własnych rozmyślaniach, a skupiając się na otoczeniu. Korzystała ze swojego doświadczenia, zatem wyszukiwała jakiegoś symbolu bóstwa, które wyznawali mieszkańcy Kimogawy. Miała cichą nadzieję, że znów będzie to Amaterasu. Wtedy było spore prawdopodobieństwo, iż noszą oni ten sam symbol przynależności do kultu co w Sanibare - przewiązaną na ramieniu wstążkę z symbolem bóstwa. Jednak znak mógł być inny i zupełnie innego rodzaju - oprócz jakichś wskazówek na szatach, mogły być to chociażby tatuaże lub jednakowe elementy aparycji. No i naturalnie nie tylko ludność mogła przynosić informację, ale także budynki, w których mieszkali czy słowa, które wypowiadali, a które Youmu miała szansę usłyszeć. Ta obserwacja nie trwała jednak długo, gdyż nawet jeżeli przynosiła efekty to nie tak duże jak bezpośrednie próby uzyskania informacji. Dlatego też dziewczyna wybrałaby pierwszego lepszego szczęściarza-przechodnia, by zadać mu proste pytanie.
- Kto wami przewodzi i gdzie go znajdę? - zapytała bez żadnych uprzejmości lub próby zbudowania jakiekolwiek zaufania. Jej ton był stanowczy, jakby to było polecenie lub wręcz rozkaz, chociaż jej twarz była pozbawiona jakiejkolwiek ekspresji. Bez wyrazu, bez nawet charakterystycznego znudzenia. Zwyczajnie zadała pytanie, na które oczekiwała odpowiedzi. I to natychmiastowej. Próba zignorowania jej sprawiłaby, że przechodzień-szczęściarz, którego los pobłogosławił możliwością pomocy samej Youmu, stałby się przechodniem-nieszczęśnikiem, za sprawą niewiarygodnie szybko poruszającego się przedmiotu, jakim był senbon. Igła, na pozór niekoniecznie groźna, miała zatrzymać się tuż przed gałką oczną kogokolwiek panienka Nanatsuki by zatrzymała, a kto ośmieliłby się nie odpowiedzieć na jej pytanie, zbywając ją - czy to zwyczajnie odchodząc, czy nie podając jasnej informacji, próbując coś kręcić. Senbon był naprawdę wdzięcznym kawałkiem metalu - drobny, łatwo lekceważony, ale piekielnie niebezpieczny w odpowiednich rękach. A czyje ręce były odpowiedniejsze, niż morderczyni, której ulubionym narzędziem były właśnie te igły? W końcu jednego śmiecia już usunęła z tego świata i to za pomocą senbona, który trafił w oko. W oko... a później w mózg. Oczy były niezmiernie istotnym celem - jeżeli przystawiało się broń do gardła lub serca, to jedynie dotyk uświadamiał ofiarę, że od tamtego świata dzieli ich jeden ruch. Gdy celowało się w gałkę, to nie dotyk przypominał o ulotności życia, a zmysł, na którym ludzkość polegała najbardziej - wzrok. Dlatego tak okrutnie skuteczne były drastyczne tortury czy chociażby brutalność. Youmu, jako domorosła psycholożka, miała swoje przemyślenia na temat natury ludzkiej. Uważała, że to wzrok dyktuje myśli, bo jest najistotniejszy dla nas - ludzi. Polegaliśmy na nim, skupialiśmy się na nim, zatem był on źródłem największych bodźców bez przeładowywania go. Wystarczyło, według czarnowłosej, przystawić komuś ostrze do oka, by zrozumiał, że zaraz nie tylko może je stracić, ale wraz z nim swoje życie. I byłaby to myśl tak przytłaczająca, że nie możliwa do zignorowania, będąca większym sygnałem, że teraz nastał moment posłuszeństwa, niż zimna stal przy gardle lub czubek miecza naprzeciw serca. Wszystko miało powody, a przynajmniej prawie wszystko. W końcu panienka Nanatsuki nie potrafiłaby przyznać się do tego, że robi coś bez powodu. Było to jak przyznanie się do porażki, do marnowania sił bez osiągania odpowiednich zysków. Dlatego każdy jej ruch miał jakiś cel i był czymś uzasadniony. Wszystko prowadziło do plątaniny myśli, dedukcji i naciąganych wniosków. Ale hej - kto był w stanie zaglądnąć do głowy Youmu? I, przede wszystkim, kto był na tyle śmiały, aby wytknąć jej błąd?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 1 cze 2020, o 05:17 przez Youmu Nanatsuki, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 401
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Kuroi Kuma » 30 maja 2020, o 12:25

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[7/30]





Samurajowie, ludzie szkolący się całe życie, by podnieść swoje umiejętności, by fizycznie stać daleko ponad innymi i... zwykły kurier. Tak podobni, a jednak różni w metodach działania, w sposobie jaki można było osiągnąć podobny cel. Nieprawdopodobne ruchy, które umożliwiała właśnie chakra, narzędzie shinobich pod całkowitą władzą. Nie sposób było stwierdzić które podejście było lepsze, ważne było jedno - efekt i jego wykorzystanie. Może i przesadą było wystawianie kogoś takiego, do przesyłania wiadomości, lecz niektóre z nich nie powinny dostać się w niepowołane ręce jak i w tym wypadku. Ostrzeżenie kultystów przed tym, że ktoś zostanie do nich wysłany, ktoś wyżej niż zwykły Doko, ktoś kto nie sprząta domów, nie pomaga na polach, nie przynosi zagubionych kotków, a do tego ma pełne uprawnienie liderki Maji było niezwykle cenne, ale i miało też drugie dno. Pokazywało wprost, że nikt młodej Maji nie powstrzymuje, że może użyć wszelkich środków, by pozbyć się ludzi z wioski. Granice rozsądku? Te były przecież czysto subiektywne, nikt nie potrafił ich jasno ustalić. Tym bardziej w przypadku młodej shinobi, która uznawała się za bóstwo, za kogoś ponad wszystkimi, gdzie był tutaj rozsądek i jego granice? Wiadomość dotarła jednak cała i zdrowa, a wioska zdana była całkowicie na łaskę Bogini. To w jej głowie musiała przejść kalkulacja co takiego było bardziej opłacalne - mieć ewentualne problemy z kultem, czy zrównać wioskę razem z mieszkańcami i pozbyć się tego wszystkiego za jednym razem.
Zabudowania wioski przywodziły na myśl coś budowane w pośpiechu, bez kunsztu osoby, która poświęciłaby chociaż chwilę, by nadać temu jakiś większy szlif, by połączyć je w całość, brakowało tutaj pietyzmu. Wioska może i mała, nic nie znacząca, złączona z dwóch tak różnych od siebie krain, lecz nic nie broniło mieszkającym tam ludziom sprawić, że będzie zapierać dech w piersiach. A tak przechodząc się uliczkami miasta młoda Nanatsuki jeszcze bardziej mogła poczuć, że zmiecenie jej z powierzchni ziemi wszystkim sprawiłoby radość i uczyniło ten świat mniej nieperfekcyjnym, bliższym do ideału.
Ta zaś nie kryła się ze swoją obecnością, nie miała zamiaru kryć się z tym, że przybyła do wioski. Ukazać swoje jestestwo tym ludziom pozbawionym dobrego smaku. Jej obecność nie mogła przejść niezauważona, może i wielu nie miało okazji ujrzeć jej na własne oczy, lecz opowieści o dziewczynie przekazywane było sobie z ust do ust, mało kto w całym Atsui, a teraz także i w pozostałych wioskach mógł o niej nie słyszeć. Młoda, niska, niepozorna, a jednak znienawidzona przez biedotę, znana wśród kultystów. Weszła cała na biało, no może nie na biało, lecz w nowo uszytym stroju, pełna gracji i wyniosłości. Ludzie łypali na nią wzrokiem, wyróżniała się na ich tle, była wyjątkowa, prawdziwa indywidualność, której to chyba nikt tutaj nie znosił i wolał być w tej rozbabranej brei nijakości. Jakie więc musiało być zdziwienie osobnika, który został przez nią przechwycony i wzięty z zaskoczenia. Kto przewodzi? Co to w ogóle za pytanie. Odsunął swoje ciało, przyjrzał się młodocianej. Był to facet niewiele starszy, wysoki, postawny, pewnie pracujący fizycznie sądząc po jego budowie ciała i wielkości dłoni. Zmrużył oczy, jego cała twarz mówiła "ja cię chyba skądś znam" - szkarłat oczu, makijaż, maniera. Nie czekał jednak za wiele, usłyszał rozkaz, znak którego nie można z niczym pomylić, który nie prosi, a wręcz wymaga wykonania zadania. Zaskoczony wyjąkał coś, wypluł ze swoich parszywych ust kilka niezrozumiałych słów, po czym wskazał dłonią kierunek, w którym winna udać się Youmu. Dalej tą samą drogą, jego palec wskazywał na budynek na końcu drogi, który chyba najbardziej wpasowywał się w ten nijaki klimacik. Budynek piętrowy, każde z nich było nieco wyże niżeli "standardowe", lecz nie zmieniało to faktu, że był to po prostu kwadratowy klocek ustawiony w centrum. Żadnej funkcji upiększającej, żadnego powodu, by zwrócić na niego uwagę. Miejscami obory były bardziej przystrojone i rzucające się w oczy niż ta abominacja. Nie było potrzeby przystawiania ostrza do oka - czy to ton, czy to sława Czarnulki ciężko powiedzieć, jednak koniec końców podziałało i to się liczyło, efekt.
Gdy przechadzała się dalej poszukujące tego, kto tutaj dowodzi widziała na sobie nieprzychylne spojrzenia. Ciężko stwierdzić czy to wyznawcy kultu, bowiem nie mieli na sobie żadnych emblematów - może nauczyli się po ostatnim razie? - czy to może jednak niezbyt pozytywna sława Nanatsuki. Wioska składała się głównie z prostych, biedniejszych ludzi, którzy żyli z dnia na dzień, nie sięgali do wyższych celów niż swój czubek nosa. Nie wyciągali ręki w przyszłość, do celów daleko poza ich wzrokiem. W środku budyneczku dziewczyna mogła zobaczyć przepych, a raczej jego usilne starania, bowiem materiały wykorzystane na pokrycie ścian, na schody prowadzące na piętro były z całą pewnością wybitne i warte swojej ceny, ale nadal brakowało tutaj kogoś z myślą, by to wszystko ułożyć w całość. Na tą chwilę była to mieszanka wszystkiego, po prostu żeby się pokazać, a nie stworzyć coś pięknego. Powitał ją zasiadający na krześle w kącie jegomość z brzuszkiem, na którym to miał założone ręce i drzemał sobie smacznie. Nie zauważył jej przybycia, nie rozłożył czerwonego dywanu witając tak sławną osobistość. Nawet gdyby był trochę bardziej świadomy pewnie by tego nie zrobił, był leniwy, niechlujny, jego ubranie miejscami było dziurawe i wykańczał ten obrazek nieprzemyślanego przepychu. Nim jednak weszła głębiej ktoś zszedł po schodach - kobieta o nienagannej posturze, długich nogach, jasnych, prostych włosach sięgających do pasa, kształtnym, zarysowanym biuście. Dla wielu stanowiłaby ideał piękna, kimś dla kogo wielu dałoby się zabić, rzucić w ogień. Poprawiła włosy, by nie nachodziły jej na twarz, założyła je za drobne ucho.
-Witam, jestem Mayumi w czy mogę pomóc?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Youmu Nanatsuki » 1 cze 2020, o 05:17

Czyżby sława ją zaczynała wyprzedzać? Była na to przygotowana, wszak o wspaniałych ludziach nie tylko się mówi, ale także śpiewa. Ba, nawet posągi są im stawiane. A przecież Youmu była najwspanialsza ze wszystkich, we własnym mniemaniu oczywiście. Wiedziała, że kiedyś jej osoba i czyny staną się sławne i najprawdopodobniej zbliżał się ten moment. Z jednej strony była z tego faktu niezadowolona. Niestety bycie rozpoznawalnym ma swoje oczywiste minusy, ale taki to już ciężar. Z drugiej strony - czuła dumę. Było to jednak spowodowane bardziej zadowoleniem z faktu, że jej "sława" to tak naprawdę niesława. Ludzie się jej bali, a ona udowadniała raz za razem, że z nią nie warto zadzierać. To jej się podobało - ten motyw zastraszenie. Jakże życie byłoby łatwiejsze, gdyby nie musiała walczyć, gdyby sama idea walki z nią była wystarczającym narzędziem. Na to trzeba było sobie zapracować. Stopniowo, trup po trupie.
Zapytany przez Youmu mężczyzna uchronił się od dodania go do listy trupów. Był postawnym człowiekiem, który siłą rzeczy wyglądał tak, jakby mógł jedną dłonią złamać ją jak gałązkę. Nawet czarnowłosa była tego świadoma, jednak aparycja była bardzo myląca. Pozory potrafiły być zgubne i każdy rozsądny człowiek o tym wiedział. W tym świecie byle dziecko potrafi wykrzesać z siebie tyle chakry, aby skorzystać z techniki wystarczającej, by zabić. Mieszkaniec wioski był z pewnością na tyle rozgarnięty, aby to wiedzieć. Chociaż zdawał się rozpoznawać panienkę Nanatsuki, to raczej wystraszony podał odpowiedź. Właściwie bardziej wskazał drogę, gdyż wybełkotane słowa pozostały niezrozumiałe dla czarnowłosej. Nie odezwała się do niego, przyglądała mu się z lekceważąco znudzonym wyrazem twarzy, aż w końcu odwróciła się i ruszyła w stronę budynku. Jego rola została wypełniona, a fakt że okazał się chociaż w ten sposób wartościowy był wystarczający dla Youmu, by go nie dręczyć dalej. Zresztą nie posiadał żadnych informacji, które mogłyby ją zainteresować. Potrzebowała porozmawiać z kimś wyżej postawionym, kimś z władzą, aby w razie czego tę władzę przejąć i tym samym osiągnąć swoje. Jakże to było zabawne, że wystarczyło rozprawić się z przywódcą, a ludzie poddawali się, rozchodzili, jakby ich sprawa nagle przestała mieć znaczenie, jakby jej już nie było.
Nieprzychylne spojrzenia mieszkańców Kimogawy nie zaskakiwały Youmu. Słyszeli o niej nie tylko przez turniej, ale także przez poprzednią sprawę. Wiedzieli co się szykuje, wiedzieli po co przychodzi. To nie ułatwiało zadania, jednak ostatecznie nie miało większego znaczenia. Ludność znaczyła nawet razem zbyt mało, aby jakkolwiek zagrozić czy utrudnić życie czarnowłosej. Byli w końcu tylko ścierwem, które zdawało się zrozumieć, ze nim jest i nawet nie walczyć, aby to zmienić. Wobec takich ludzi panienka Nanatsuki nie czuła nic, poza obrzydzeniem. Zazwyczaj w jej głowie pojawiała się myśl, aby nadać ludziom jakiejś wartości, żeby spróbowali być kimś, ale nie tym razem. Nie wobec nich. Według pokręconego rozumowania Youmu, człowiek który jest ścierwem i postanawia nim zostać, nie ma możliwości być wartym więcej. Świadomość bycia beznadziejnym i decyzja o pozostaniu nim podsumowywała z jaką osobą mamy do czynienia. Najgorsza możliwa kombinacja. Młoda Maji szczerze uważała takich ludzi za gorszych od zwierząt. Prezentowali znacznie niższą wartość.
Budynek, do którego zawitała, od razu przyniósł jej na myśl Ichirou z czasu turnieju w Watarimono. Przepych, ale brak jakiegokolwiek wyczucia stylu, połączenia elementów tak, aby były estetyczne. Tyczyło się to Diabła Świtu, któremu z pewnością pieniędzy nie brakowało, co było widać na pierwszy rzut oka. Najdroższe kruszce, metale i tkaniny, ale... nic więcej. Brak ręki kogoś, kto zna się na prawdziwym pięknie. Przepych był daleki od stylu, był wręcz jego przeciwieństwem - jak woda dla ognia. Przepych nie polegał na estetyce, a na złudnym wrażeniu wyższej wartości, niżeli prezentuje w Ryo. Prostotę zachwycał tym, jak był cenny. To była jedyna wartość, jaką potrafili zrozumieć. Zatem wchodząc do środka budynku, Youmu była wręcz przekonana, że przyjdzie jej rozmawiać z kimś niezmiernie żałosnym. Tak, czarnowłosej wystarczał wystrój czyichś czterech ścian, by określić jakimi byli ludźmi i co o nich myśli. Jak wiele miało to wspólnego z prawdą? Młoda Maji przekonana była, że wszystko, ale rzeczywistość bywała okrutna.
Śpiący mężczyzna nie był warty jej uwagi. Dostrzegła, że jest jakimś śmieciem i nawet nie chciało jej się na niego patrzeć. Nie był to widok przyjemny dla oka, tak samo jak estetyka całej tej wioski, zatem Youmu była, tak jakby, stylistycznie wkurwiona. Jej uwaga całe szczęście nie musiała skupiać się na grubszym mieszkańcu osady, bo ze schodów zeszła kobieta. Kunoichi przyglądnęła jej się lepiej, nie zmieniając swojego nonszalancko znudzonego wyrazu twarzy. Mayumi, jak się przedstawiła, była kobietą z pewnością ładną. Naturalnie nie na tyle, aby panienka Nanatsuki uznała ją, chociażby, za swoją konkurencję, ale wystarczająco, by dostrzegła jej urok. Jasne włosy z pewnością zwracały uwagę tych, których nie omamiły długie nogi czy kształtny biust. Nic dziwnego, że łatwo jej było wzbudzić poparcie, które pewnie miała duże, skoro była przywódczynią wioski żyjącą w przepychu, gdy reszta mieszkańców to biedackie robactwo.
- On zajmował się wystrojem? - odezwała się szyderczo, wskazując głową na śpiącego, prawdopodobnie, strażnika lub innego podwładnego Mayumi. Dziewczyna nie czekała na odpowiedź na swój prześmiewczy żarcik, a kontynuowała niemalże natychmiast, zachowując znudzenie na buźce. - Jestem Youmu Nanatsuki i, jak się pewnie domyślasz, przysyła mnie liderka. Przejdę do konkretów - co się stało z Doko, który trzy tygodnie temu tutaj został wysłany i ślad po nim zaginął? - kontynuowała, jednak tym razem tonem twardym, stanowczym, nie przewidującym jakichkolwiek sprzeciwów. Może była drobną dziewuszką o melodyjnym głosie, ale nie zmieniało to wrażenia, którego, w jej przypadku, nie warto było lekceważyć. Nie chciała tracić czasu na zbędną gadkę. Wolała przejść do działania, które przybliży ją do rozwiązania sprawy w tej wiosce i rychłego opuszczenia jej. Nic więcej. Nie była tutaj pogadać, chociaż domyślała się, że będzie zmuszona do rozmowy, chociażby po to, aby wyprowadzić kogoś z równowagi i wyciągnąć informację. Teraz jednak starała się szybko ustalić jedną rzecz - jakie jest stanowisko Mayumi do zaginięcia ninja. Miał być to punkt zaczepny do jej dalszych domysłów. Pomóc jej miał także wystrój mieszkania, ale teraz nie pod kątem estetyki, a charakterystycznych elementów, które mogłyby coś oznaczać. To samo mogłaby mówić architektura. Sprawa w Sanibare była związana z pokojem tortur na piętrze, więc czemu nie mogłoby być tak i tutaj? Na ten moment Youmu zupełnie zlekceważyła jakiekolwiek zagrożenie. Miała do dyspozycji swój namagnesowany ekwipunek, ale w tym momencie nie zakładała żadnego planu awaryjnego. Jak zawsze liczyła na swoją spostrzegawczość, szybkość, refleks i spryt, które miały wyprzedzić jakiekolwiek niebezpieczeństwo.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 401
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Kuroi Kuma » 3 cze 2020, o 21:48

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[9/30]





Sława wiele ułatwiała - ludzie zaczynali widzieć nawet w szarym człowieczku kogoś, kto coś przedstawia, kto może stanowić wartość dodaną. W przypadku Youmu plotki i wszelkie zasłyszane informacje wprost idealnie pasowały do jej maniery, stanowiły poparcie do jej poczucia wyższości nad resztą ludzi, na tymi małymi robaczkami, które dosłownie robiły pod siebie na jej widok. To jednak wystawiało ją także na celownik, w wielu miejscach po prostu nie dało się przegapić jej obecności, a to tylko przyciągało jej wrogów, których nigdy nie dało się uniknąć. Ludzi skrywających swoje urazy, nawet nie co do niej samej, ale przez to co przedstawiała. Wyciągających swoje brudne łapy w stronę Bogini, która zaszczyciła ich swoją obecnością, ludzi którzy mieli czelność podnieść wzrok i spojrzeć na oblicze kogoś, kto był dalece poza ich zasięgiem.
Cztery ściany, dla mieszkańców pewnie imponujące, bo drogie i w sumie to tyle. Niewiele potrzeba było by zaimponować większości, lecz by zachwycać każdego, potrzeba było tytanicznej pracy, której tutaj brakło. Dostrzegła to też i Czarnowłosa, która pośrednio już wydała swój osąd. Pytanie do kogo należało zajęcie się tym budynkiem, nadaniem mu jakiegoś kolorytu, wyrazu, dodanie tych malutkich szlifów, których nie widzisz na pierwszy rzut oka, lecz to właśnie one sprawiają, że tworzy się całość, że ten obrazek jest kompletny. Mężczyzna nawet nie mruknął, nie zmienił się rytm jego oddechu, gdy pojawił się ktoś nowy. Jeśli był strażnikiem, to albo bardzo kiepskim, albo był przyzwyczajony do tego, iż nikt tutaj nie przychodzi w negatywnych zamiarach i nie potrzeba tak bardzo zwracać uwagi na bezpieczeństwo. Spokój, cisza, nic ciekawego. Youmu była jednak obca, mogła zacząć swój morderczy taniec tylko... po co, skoro już na starcie widać, że nie ma tutaj nikogo wartościowego, kto byłby godzin chociaż odrobiny uwagi. Wtem pojawiła się ona - przedstawicielka płci pięknej, osoba która niejednemu zawróciłaby w głowie. Nie była jednak pyszna, nie skupiała się na swoim wyglądzie, nie chciała go uwydatnić, to wychodziło naturalnie. To przez co mężczyźni szaleli, tutaj było robione odruchowo, bez wysiłku, bezwiednie i to jeszcze bardziej podkręcało efekt. Zdająca sobie sprawę z tego jak to wygląda Panna Nanatsuki mogła się temu przyjrzeć, zobaczyć ze Mayumi sobie nie pogrywa, ot wita nowego przybysza.
-Haha, nie, ale pewnie chociaż trochę by to pomogło. Niestety nie mamy na to większego wpływu - wzruszyła ramionami, przeleciała po ścianach jakby sama czuła obrzydzenie do tego miejsca. Nie mieć na coś wpływu, tylko przyglądać się i zerkać na to marnotrawstwo - jedno z gorszych uczuć, którego można doświadczyć.
-Ah... to by wiele wyjaśniało. Chodź ze mną - gestem dłoni wskazała młodej shinobi, by za nią podążyła na piętro, gdzie były drzwi do trzech pomieszczeń. Jedne miejsce, z klamką świecącą się jak psu jajca (złota, czy może tylko pozłacane?), jednak nie byłoby nic tutaj niezwykłego gdyby nie to, że to toaleta... drugie zaś wielkie, podwójne drzwi - ciężkie i z wieloma zamkami, zupełnie jakby to był jakiś skarbiec. A także i trzecie, nieco bardziej skromne, mało pasujące do całości obrazka, przez które weszła Mayumi. Wnętrze było... małe. Pomieszczenie może trzy na cztery metry, biurko, dwa krzesełka po przeciwstawnych jego stronach, kilka szafek pod ścianą, parę roślin ustawionych przy oknie. Zwięźle, rzeczowo, prosto, z zachowaniem formalnego ducha. Widać mimo względnie małego metrażu w porównaniu do reszty tutaj ktoś zatrzymał się na chwilę, pokręcił palcem i nie pozwolił sobie wejść na głowę, zachował swoje małe sanktuarium z dala od pompatycznego przepychu. Mayumi wyczuła ton Nanatsuki, zdawało sobie z niego sprawę, pewnie nawet wiedziała kim jest, znała jej imię nim ta jeszcze się przedstawiła. Miała jednak swoje powody, by nie rozmawiać w tym miejscu, mimo użytego tonu.
-Usiądź proszę - odsunęła nieco krzesło, by Youmu mogła spokojnie sobie usiąść naprzeciwko niej, a sama zajęła miejsce za biurkiem -Nie sądziliśmy, że ktoś zostanie przysłany tak szybko. Fakt, pojawił się pewien... problem, jednak niektórzy chyba skłonni są przymykać na niego oko, póki dostają... póki jest to dla nich korzystne - miała coś powiedzieć, lecz poprawiła się szybko. Ściany mają uszy, w każdej chwili ktoś mógł podsłuchiwać i zgłosić to komu trzeba.
-Wysłany Doko oficjalnie zaginął, nie ma po nim żadnego znaku życia, więc możemy się domyślać, że wącha kwiatki od spodu. Problem jednak pozostaje dalej aktualny, a ten nowy kult dalej aktywny. Nie pokazuje się otwarcie, ale tu i ówdzie są doniesienia o jego działaniach - podsunęła jej pod nosek papier, zupełnie jakby był przygotowany na przybycie kogoś, kto ma się zająć tą sprawą. Był na biurku, skryty w stercie innych dokumentów, jednak kobieta wyjęła go dosłownie w ciągu sekund -Zabójstwo, ponoć nic niezwykłego, awanturujący się mężczyzna, któremu ktoś postanowił wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Tyle z raportu straży, wasz Doko zbadał to miejsce, ślady krwi na ścianach wytarte w większości, jednak trochę z nich się uchowało. Do tego brak śladów włamania, jakiejkolwiek walki. Nie wiem ile takich incydentów miało wcześniej miejsce, nikt ich tak dokładnie nie badał, nikt z zewnątrz - mocniej zaakcentowała ostatnie słowa. Nie wskazywała winnych, lecz dawała mocne wskazówki, iż kult mógł nie być tylko zgrają ludzi, którzy zebrali się w piwnicy i robili swoje czary mary. Byli w strukturach wioski, mieli na nią wpływ.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Youmu Nanatsuki » 17 cze 2020, o 17:03

Nie mieć wpływu? Dobre sobie. Youmu prychnęła, rozbawiona tym jak łatwo Mayumi pogodziła się ze swoją pozycją i aktualnym stanem rzeczy. Wpływu nie miało się na wybór rodziny, miejsce urodzenia, wrodzoną naturę chakry czy własny wzrost, ale nie na wystrój wnętrza. Jednak nieistotnym było to, że budynek był zaaranżowany przez totalne bezguście, gdyż czarnowłosa otrzymała istotną informację - kobieta, z którą przyszło jej rozmawiać, nie była osobą decydującą nawet o takiej błahostce. Zrodziło to kilka pomysłów w głowie panienki Nanatsuki i prowadziło do dedukcji, które wskazywały, iż Mayumi pełni jedynie funkcję reprezentatywną. Jest ładną wizytówką, która pewnie nie jednemu interesantowi zawróciła w głowie, odwróciła uwagę od osoby, która naprawdę pociągała tutaj za sznurki. Były to jednak tylko domysły wysnute na bazie mało istotnych słów, toteż Youmu nie rozwodziła się nad tym tematem zbyt długo, aczkolwiek miała to w pamięci. Nie pozwoliłaby umknąć informacjom sprzed jej zadartego noska. Uwielbiała ten moment, gdy jej rozmówcy zdawali sobie sprawę jak przenikliwy jest jej umysł, jak sprytnie zadawała pytania, jak przebiegle manipulowała rozmową oraz emocjami, by uzyskać upragnione efekty. To była, między innymi, ta dominacja, którą tak uwielbiała.
Co wiele wyjaśniało? Takie pytanie zrodziło się w jej główce, ale nie zadała go. Sama sobie na nie odpowiedziała. To, że była Youmu Nanatsuki, najpewniej wyjaśniało jej wspaniałość, jej nietuzinkowy charakter i niezwykłą urodę, ten niemożliwy do podrobienia styl ubioru i bycia. To właśnie stawało się dla blondynki jasne, chociaż grzechem było nie znać czarnowłosej, która w tej prowincji nabrała trochę sławy, a szczególnie ostatnimi miesiącami. Kunoichi nie zmieniła miny, z beznamiętnym wyrazem twarzy i znudzonym spojrzeniem, podążyła za Mayumi, zostawiając za sobą to obrzydliwe pomieszczenie wraz z osobnikiem, którego dało się określić jednakowym epitetem. Może wyglądające na znudzone, ale jednak czujne, szkarłatne oczyska przyglądały się najdrobniejszemu elementowi otoczenia, jakby te miały skrywać nie tylko cenne informacje, a wręcz rozwiązanie zagadki kultu. Przepych naznaczony wyczuciem pieniądza, a nie stylu tkwił nawet w takich pomieszczeniach, jak toaleta. Początkowo nieistotna obserwacja nabierała więcej znaczenia, gdy panienka Nanatsuki dostrzegła drzwi z wieloma zamkami, jakby za nimi skrywały się bogactwa Samotnych Wydm, a nie... no właśnie, co? Wątpiła, by był to skarbiec, zatem te wszystkie zabezpieczenia musiały kryć coś cennego, ale niekoniecznie wyrażonego w Ryo. Możliwe, że skrywały sekret, całe sedno zagadki, którą Youmu starała się rozwiązać. Jednak wszystko musiało być wykonane po kolei, z pomysłem, a nie w pośpiechu. Ostatnim elementem układanki był pokój, który wyglądał na gabinet Mayumi. Był zupełnie inny, niż reszta budynku, a to jakby podkreśliło pewne dedukcje czarnowłosej. Skromne pomieszczenie, które w kontraście do reszty, wydawało się całkiem gustowne. Oczywiście na tyle, na ile to było możliwe. To stawiało wręcz wykrzyknik obok spostrzeżeń panny Nanatsuki. Ten budynek w drobnej mierze należał do blondynki, a w znacznie większej do kogoś innego, kogoś prawdopodobnie zamieszanego w pewien sposób w sprawy działającego tutaj kultu.
Zdjęła z pleców shuriken, gdy zostało jej odsunięte krzesło. Broń została oparta o biurko obok, a ona zasiadła wygodnie, zakładając nogę na nogę, by zastygnąć w tej pozycji ze wzrokiem pełnym wyczekiwania na odpowiedzi. Zupełnie, jakby to Mayumi była na jej dywaniku i miała się przed nią zwierzyć z wszystkiego. Jak na razie, współpraca z blondynką była owocna, ale to nie kupiło Youmu. Nawet przez moment nie wyjęła jej z grupy, którą podejrzewała o współpracę z fanatykami, a widmo rychłej śmierci z rąk panienki Nanatsuki wciąż wisiało nad, na razie, pokojową zarządczynią wioski Kimogawa. Szybko uzyskała intrygujące informacje, które były aż nazbyt obfite we wskazówki. Zupełnie, jakby blondyna chciała natychmiast przekierować zainteresowanie Youmu w pewnym kierunku, możliwe że zdecydowanie wygodniejszym dla niej samej. Równie dobrze mogła po prostu mówić prawdę. To właśnie było ogromną zaletą młodej Maji, że wszystkie informacje traktowała z dystansem, że nie przestawała kwestionować ich, szukać w nich ukrytego sedna, drugiego dna. Sprawiało to, że często traciła więcej czasu podczas takich śledztw, ale również uzyskiwała znacznie więcej cennych poszlak, a to tylko poszerzało zakres kart, którymi mogła zagrać. Nie mówiąc już o asach, które kryła w swych rękawach.
Szybko wyjaśniło się, że problem kultu jest znany, ale także zatajany, gdy odpowiednie osoby otrzymują coś w zamian. Nic zaskakującego, a wręcz zupełnie naturalnego. Mayumi nie mogła tego wiedzieć, ale i Youmu byłaby w stanie przymknąć na to wszystko oko, gdyby ktoś zaproponował jej może nie pieniądze, ale inną wartość, która przekroczyłaby tą, jaką uzyska z wykonania tego zadania poprawnie. Niestety, to było wręcz niewykonalne, gdyż panienka Nanatsuki ceniła sobie misje otrzymane bezpośrednio od Kirino. Były one szczególnie istotne na długi dystans, a więc pasowały do planu.
Słowa, jakich użyła blondyna przy tłumaczeniu co się stało z Doko, wskazywały, iż nie jest do końca szczera z Youmu. Oficjalnie zaginął, a nieoficjalnie? To pytanie musiało poczekać. Kult, w tym przypadku, nie działał otwarcie co było do przewidzenia. Gdyby tylko sprawa była tak oczywista, jak poprzednia, to czarnowłosa znów zabiłaby te osoby, które były za niego odpowiedzialne i misja zostałaby zakończona. Nawet robactwo uczyło się pewnych rzeczy, chociażby takich, że ogień parzy i może ich zamienić w popiół. A tak się składało, że tym metaforycznym ogniem była Youmu - wręcz pogromczyni wszelkiego rodzaju ugrupowań czy to filozoficznych, czy religijnych. W końcu najpierw rozbiła rewolucjonistów, później zdestabilizowała kult Amaterasu, a teraz miała pozbyć się kolejnego. Tak czy inaczej, Mayumi kontynuowała swoją opowieść i podsunęła papierek, który panienka Nanatsuki chwyciła i zaczęła czytać, na pozór nie słuchając tego, co mówi blondynka, jednak nagle lustrujące znaki szkarłatne oczy zatrzymały się, gdy kobieta położyła nacisk na ostatnie swoje słowa. Spojrzenie Youmu uniosło się, powędrowało na zarządczynię wioski, wyczekując jakby dalszych wyjaśnień, które nie nadeszły.
- Po kolei. - mruknęła najpierw, odkładając papierek na biurko, by następnie spleść ręce na piersi, wpatrując się w Mayumi wzrokiem nie znającym sprzeciwu. - Mówiłaś, że niektórzy przymykają oko na problem kultu. Kogo masz na myśli? Kto oferuje im coś w zamian za to, że będą trzymać język za zębami? To po pierwsze. - ostatnie słowa dodała nieco innym tonem, jakby zaznaczała, że pytań będzie więcej, aby kobieta się przygotowała na szczegółowe wyjaśnienia. Kunoichi nie grała w tym momencie twardej pani detektyw, z którą nie ma żartów, bo nie musiała. Ona nią była, tak po prostu. Kto ją znał chociażby z opowieści, ten wiedział, iż nie zna ona litości, nie da się jej oszukać, spławić, a gdy zajdzie taka potrzeba, to wyciągnie odpowiednie informacje siłą. - Doko oficjalnie zaginął, a nieoficjalnie? Cholera wie co się z nim stało czy komuś zapłacono, by informacje o nim przepadły? To po drugie. - jej ton z każdym kolejnym pytaniem nabierał stanowczości. Mayumi mogła naprawdę starać się pomóc przy tym wszystkim, ale Youmu tworzyła atmosferę, jakby to ona sama była winna całemu kultowi. Chciała ją przycisnąć do ściany, by nie czuła się swobodnie, jak sprzymierzeniec panienki Nanatsuki. Takich przecież nie było. - I po trzecie. Kto z wewnątrz badał podobne incydenty do tego, który mi przedstawiłaś? Oczekuję konkretnych informacji. - wydawałoby się, że zakończyła, jednak nagle buźka młodej Maji zaczęła się wykrzywiać w szyderczy uśmieszek, który zwiastował tylko coś nieprzyjemnego. Całe szczęście nie miała to być przemoc fizyczna, bo na ten moment torturowanie bogu ducha winnej blondynki było bez sensu, a więc byłby to zbędny wysiłek.
- I powiedz mi jeszcze, Mayumi, skoro nie masz wpływu na ten budynek, to kto ma? Ktoś, kto rezyduje za tamtymi drzwiami zamkniętymi na wiele zamków? I co się tam znajduje, że potrzeba drzwi niczym do skarbca? - złośliwy uśmieszek tylko poszerzał się z każdym słowem, aż twarz Youmu wyglądała tak, jakby zupełnie wyśmiewała blondynkę, naigrywała się z niej, a cała poza panny Nanatsuki dodawała wrażenia, jakby ją miała, zwyczajnie, za nic. Jednak prawda była nieco inna, bo o ile zarządczyni wioski poda jej istotne informacje, o tyle okaże się użyteczna i wartościowa, a to młoda Maji potrafiła docenić jak nikt inny.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 401
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Kuroi Kuma » 10 lip 2020, o 17:16

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[11/30]





Wpływ zawsze można było mieć, zwłaszcza na rzeczy materialne. Tylko... czy był sens upierać się, by zmienić ten kicz, by nadać jakiegoś kolorytu tym ścianom? Podejście do kobiet nadal było jakie było, ich zdanie liczyło się dużo mniej w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Mało której w ogóle udawało się dobrnąć do pozycji, w której znajdowała się teraz Mayumi. Była urodziwą kobietą, to pewnie ułatwiło jej dotarcie aż tutaj, ale czy to było wszystko, co miała do zaoferowania? Ładną buźką wiele nie zdziałasz, natrafisz w końcu na ścianę, gdy ludzie będą wiedzieć w Tobie tylko to, tylko ciało, które można wykorzystać, towar do kupienia, rzecz na wystawie. Podchodzisz, bierzesz, rzucasz pieniądzem. Po posturze Maymi można było jednak stwierdzić, że była z tych, co nie pozwolą sobie na takie traktowanie. Ściany miały ostatni priorytet, bowiem co tu dużo mówić, ale wioska była pełna kultystów, z którymi trzeba było sobie jakkolwiek poradzić. Trzeba było znaleźć na wszystko czas, pewne problemy nie mogły czekać. Bo jak tu myśleć o malowaniu ścian, o przemeblowaniu nawet w tak ważnym budynku, jakim był ten zarządcy wioski, skoro tuż pod nosem straży czaili się wyznawcy kultu, mogącego przynieść tylko samo zło?
Shuriken spoczął przy biurku - groził, czy też przestrzegał? A może po prostu pannicy ciężko byłoby z tym żelastwem usiąść na krześle. Kobieta nie szczędziła informacji, jednak czy było ich za wiele? Osoba zasiadająca przed Nanatsuki mogła przecież być członkiem kultu, być po przeciwnej stronie barykady, zastawiać kolejną pułapkę. Nigdy nie możesz być pewna słów, nie masz wykrywacza kłamstw. Możesz doszukiwać się pewnych nieścisłości, patrzeć na reakcje, na ruchy, na te których nie można kontrolować. Jeżeli tak było, to Mayumi była doskonałą mówczynią, bowiem nawet powieka jej nie drgnęła, nic nie zdradzało że mogłaby kłamać. Zawsze musiała być wersja oficjalna, bowiem to ona przekazywana była władzy. To ją wszyscy znali, była dostępna dla każdego, kto chciał wiedzieć cokolwiek więcej. Była jeszcze druga wersja - może bliższa prawdzie? Ta której nie każdy powinien znać, która zatajała pewne fakty, ale nikt nie powiedział, że Mayumi w ogóle ją znała. Strażnicy nie raz woleli nie mówić wszystkiego tym siedzącym u góry. Pewne niewygodne fakty lepiej było zataić i przestawić bardzo ładną wersję.
Widząc zainteresowanie ze strony czarnowłosej kobieta uśmiechnęła się podnosząc tylko kącik ust. Była dosyć podobna do Nanatsuki, chociaż nie tak zapatrzona w sobie, nieco bardziej ułożona. Miała to wyczucie, które pozwoliło osiągnąć sukces w dyplomacji. Wiedziała co powiedzieć, a także wybrać na to najbardziej odpowiedni moment. Popatrzyła wymownie na ścianę po prawej, dokładniej na róg pokoju. Wzrokiem wskazywała tam, gdzie na korytarzu znajdowały się ogromne drzwi. Puściła jej oko, lecz nie podejmowała dalej owego tematu. Nie zraziła się jednak, że pytań będzie więcej, ba! nawet była zadowolona z tego powodu, bo to tylko pokazywało, że Nanatsuki zamierzała podjąć się rozwiązania tego problemu.
-Spostrzeżenia tamtego Doko sugerują, że przynajmniej część straży jest zamieszana w kult, albo chociaż przekupiona. Raporty nie zgadzają się z tym, co jest naprawdę. A kto by jeszcze mógł na to przymykać oko, każdy kto jest jego członkiem, kto chce się zabawić. Dobrze wiemy, że znajdzie się paru sukinsynów, którzy lubią się nad kimś poznęcać, wystarczy tylko zapłacić. Co Doko wiem tylko że zaginął. Każdy utrzymuje tą wersję, lecz raczej powinniśmy się przygotować na najgorsze. Ludzie nie znikają ot tak. - mówiła dalej ze swobodą mimo tonu, który wymówiła Nanatsuki. Trafiła na kogoś, kto pływał wśród rekinów i musiał się tam odnaleźć. To nie pierwsza lepsza idiotka, która za swoją pozycję dała komu trzeba i tak się tu znalazła. To ktoś, kto miał ambicje być wyżej, dużo wyżej.
-Kilka strażników - głównie były to płotki, ale i też jeden z dowódców - Yosuke. O niego najłatwiej będzie spytać, to on podpisał się pod ostatnim raportem, gdzie został wysłany Doko i tam informacje się nie zgadzały. O tym tylko mi wiadomo, a takich przypadków mogło być więcej - zakończyła zastanawiając się czy posiada raport przy sobie, przeszukując biurko i jego okolice, lecz wzruszając ramionami dała znać pannicy, że niestety nie posiada go przy sobie. Na pytanie które zadała później zaśmiała się tylko pod nosem i rozłożyła na krześle zakładając nogę na nogę. Wskazała palcem ponownie w to samo miejsce
-Dokładnie. Jak widzisz na niczym tu nie szczędzono, łącznie z tymi drzwiami, które według mnie są przesadą. To tylko gabinet, nic tam co winne być takiej ochrony. Zwłaszcza, że drzwi są przez większość czasu otwarte... Niektórym po prostu za bardzo strzela do głowy, gdy z najniższego szczebla, lądują dużo wyżej przez zwykły przypadek
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Youmu Nanatsuki » 3 sie 2020, o 15:42

Mayumi mogła czuć się jak podczas pojedynku, w którym ścierały się dwa charaktery, ale tak naprawdę Youmu nie była w najmniejszym stopniu zainteresowana swoją rozmówczynią. Czarnowłosa naturalnie pozostawała sobą, ze swą parszywą osobowością, która w takich momentach robiła wrażenie nieco sztucznej, na wyrost, aby tylko zdominować drugą osobę i przejąć na własność tę nieistniejącą koronę królowej dyskusji. Prawda była nieco inna, jednak nie tak daleka od odbieranego wrażenia. Panienka Nanatsuki ubóstwiała dominację, to poczucie słodkiej wyższości nad resztą, aczkolwiek nie musiała się starać, by rozkoszować się byciem lepszą. Chore przekonanie, na które odpowiednia osoba zajmująca się psychiką na pewno znalazłaby medyczną terminologię tego schorzenia, nie opuszczało ją nawet na krok. W każdym momencie swego życia była pewna, że jest najzwyczajniej w świecie najlepsza. To było dla niej tak oczywiste, jak po nocy dzień. Mayumi, niezależnie czy starała się, czy nie, zachowywała odpowiednią twarz, nie dawała po sobie poznać, że jest nieustannie przygniatana stopą niczym robak, zupełnie jakby nic takiego się nie działo, jakby wszystkie słowa, miny i gesty Youmu spływały po niej jak po kaczce. Czarnowłosa mogłaby być zirytowana tym faktem, gdyby nie to, że nie miało to dla niej znaczenia. Ona niczego nie musiała udowadniać. Jeżeli istniało tutaj jakieś starcie, to tak naprawdę blondynka uczestniczyła w nim samotnie, starając się nie dać przytłoczyć naturalności kunoichi. Naturalności, która była tak obrzydliwie specyficzna.
Sygnał od Mayumi został błyskawicznie odczytany przez Youmu. Zrozumiała kto przymykał oko na te wszystkie incydenty, jednak nie do końca była zadowolona tak skąpą informacją. Wciąż nie wiedziała o kim tak naprawdę mowa, jej informacja nie stała się obszerniejsza niż to, co sama wywnioskowała. Dostała jedynie potwierdzenie, że ktoś jest nad blondynką i to on pociąga tutaj za sznurki. Tylko kto? Jakie było jego imię? Gdzie teraz przebywał? Podobno ryba zaczyna psuć się od głowy, dlatego najłatwiej byłoby dorwać właśnie głowę i od niej zacząć. Uciąć ją dosłownie i w przenośni, by zepsucie się nie rozniosło dalej. Czarnowłosa domyślała się, że brak konkretnych informacji może być spowodowany faktem, że ściany mają uszy, a ich rozmowa niekoniecznie jest tak prywatna, jak można było od początku zakładać. Zupełnie tak, jakby Mayumi podsuwała sygnały kunoichi, by to ona wydedukowała kto to jest i aby te oskarżenia wypłynęły z jej ust. Wiadomo, że najpewniej chciała zatrzymać swoją ciepłą posadkę w tej przeklętej wiosce, jakkolwiek żałosna by nie była. Zrozumiałe, ale Youmu miała to głęboko w nosie. Nie dbała o innych, dopóki nie byli jej bliscy, a to znów wymagało okazania wartości chociaż zbliżonej do tej, o którą posądzała samą siebie. Tak, panienka Nanatsuki, jakkolwiek nieprzyjemna była, tak potrafiłaby mieć przyjaciół, którzy pod jej opieką nie zaznaliby krzywdy. Ale to już osobna historia.
Kwestia zaginionego Doko najmniej interesowała czarnowłosą. Żył czy nie, bez znaczenia. Ratowanie go nie było celem misji, więc równie dobrze mógł już gnić kilka metrów pod ziemią. Za to słowa Mayumi wskazywały, że problem kultu był głębiej zakorzeniony, niż można było się spodziewać. Część straży, o ile rzeczywiście była zamieszana, to stanowiła pewnie sporą grupkę osób co dodawało upierdliwości. Youmu naprawdę nie miała ochoty prowadzić śledztwa kto jest winny, a kto niewinny. Wolała ich wszystkich zabić i mieć spokój. Jak by usprawiedliwiła swój czyn? Ot przestroga, że nie tylko czyny mogą być złe, ale zachowanie milczenia również. W końcu bierność wobec występków była niewiele lepsza, niż same występki. Inna sprawa, to charakter kultu, o którym mówiły. Dotychczas panna Nanatsuki była przekonana, że mowa tutaj o czysto religijnym kulcie, który w jakiś sposób jest szkodliwy, a jednak Mayumi wspomniała o zabawianiu się i znęcaniu nad innymi. Zupełnie, jakby było to bardziej organizacją, nie, domem rozkoszy dla sadystów. Delikatnie uśmiechnęła się na tą myśl.
Skosztujecie własnej trucizny.
Wreszcie Youmu otrzymała jakąś konkretną informację - imię dowódcy straży, który podpisał się pod raportem o zaginięciu Doko. Zaginiony był w tym wszystkim najmniej istotny, ale teraz czarnowłosa wiedziała do kogo się udać, aby niekoniecznie grzecznie i niekoniecznie etycznie przeprowadzić przesłuchania. Nawet nie chciała widzieć tego raportu, bo nie miał on najmniejszego znaczenia. To, co było w nim zapisane, to kłamstwa, a więc zbędne informacje. Przynajmniej na ten moment. W spokoju wysłuchała blondynki do końca, łącznie z kwestią drzwi o wielu zamkach, za którymi rzekomo znajdował się gabinet. Ponownie bardziej interesujące, niż główna informacja, była otoczka, w którą Mayumi ją ubrała. Wspomniała o awansie z najniższego szczebla na wysoki i to rzekomo przez przypadek. Youmu mocno wątpiła, aby to rzeczywiście był tylko przypadek. Władzy się nie otrzymywało przez przypadek, bo każdy chciał ją posiadać. Wszystko miało swoje przyczyny.
Blondyna mogła się rozsiadać na krześle, zakładać nogę na nogę, ale czarnowłosa nie zamierzała tracić czasu na pogawędki z nią. Zebrała tyle informacji, ile potrzebowała, aby zacząć działać. Nie miała najmniejszej pewności, że to co usłyszała, to rzeczywiście prawda, jednak w tym momencie nie miało to znaczenia. To nie tak, że podejrzewała ją o kłamanie, że nie ufała jej. Youmu po prostu poddawała wątpieniu wszystko, co nie wychodziło od niej samej. Tylko siebie mogła być pewna. Nawet jeżeli Mayumi kłamała, to podała tak wiele informacji, że poprzez sprawdzanie ich można było szybko rozgryźć czy rzeczywiście był to fałsz. Wystarczyło udać się do Yosuke. Zatem panienka Nanatsuki podniosła się, poprawiając swoją kreację, która zdążyła delikatnie się pognieść. Gdy materiał został wyprostowany, to zabrała swój shuriken, który standardowo wylądował na jej plecach.
- Idziesz ze mną. Nie obchodzi mnie czy masz jakąś robotę tutaj, czy nie. - odezwała się zupełnie tak, jakby wydawała jej rozkaz. Poczuwała się do tego nie tylko dlatego, że była Youmu Nanatsuki, ale także dlatego, że prowadziła śledztwo z polecenia samej Kirino. Nie przyjmowała odmowy. - W dalszym ciągu nie powiedziałaś mi kto tu pociąga za sznurki. Kim jest i jakie ma imię? I chyba rozumiesz, że tak wysoki awans, o jakim wspomniałaś, nie dzieje się po prostu z przypadku, prawda? - dodała, odwracając się i ruszając w stronę wyjścia, wskazując jedynie dłonią, żeby blondyna za nią ruszyła. Jednak zanim jeszcze opuściła budynek, to miała zamiar sprawdzić coś innego. Drobna Youmu zatrzymała się naprzeciwko dużych drzwi, za którymi miał znajdować się zamknięty na sześć spustów gabinet. Jeżeli rzeczywiście była to po prostu przesada, to chciała mieć pewność, zatem zamierzała spróbować wejść do środka, bo przecież według blondyny miejsce to przez większość czasu jest otwarte. Gotowa była na scenariusz, w którym drzwi są jednak zamknięte - w takim wypadku zamierzała namagnesować zamki i je otworzyć siłą, za pomocą swoich zdolności klanowych. A jeżeli to nie poskutkowałoby... wtedy pełną mocą wyrwałaby drzwi z zawiasów, by zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic, wejść do środka i przekonać się na własne oczy co tam zobaczy. Po wejściu i pobieżnym przeszukaniu pomieszczenia w celu odnalezienia wskazówek, o ile nie natrafiłaby na coś wyjątkowo intrygującego, to opuściłaby budynek.
- Zaprowadź mnie do Yosuke. - powiedziałaby do Mayumi, a następnie ruszyła za nią, świadoma że może być prowadzona w pułapkę. Świadoma, ale zupełnie spokojna, pozbawiona strachu. Miała w końcu namagnesowany oręż przy sobie i... była sobą, wiec czego tutaj się obawiać? Niczego. Była siłą, której nie dało się zatrzymać.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 401
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Kuroi Kuma » 4 sie 2020, o 22:51

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[13/30]





Rybę najłatwiej było rozpoznać po głowie. Może to i płytkie, może i nie, ale wszystko zdradzały oczy. Nawet u tej przeklętej martwej już ryby widać było, jak jej oczy są jasne, bystre, lub wręcz przeciwnie - zamglone, bądź całkowicie skryte pod warstwą mułu. To pierwsza oznaka świeżości, to ona wskazywała na to, co tak naprawdę dzieje się tam w środku. Czy to przypadek, że akurat to głowę najczęściej się odcinało wystawiając na targ?
Mayumi była politykiem - pewne informacje mogła przekazać otwarcie, pewne jednak trzeba było podsunąć w taki sposób, by nikt się nie zorientować. Niczym ryba lawirująca pośród haczyków z pysznymi zakąskami - każdej z nich z osobna musiała się przeciwstawić, odsunąć na bok, nie patrzeć, po prostu dalej płynąć wyznaczonym przez siebie kursem. Nie każdy się do tego nadawał, wielu ulegało pokusom, szybkim awansom, zastrzyku gotówki. Podsuwała Youmu sygnały, to było oczywiste, pytanie jednak jakie były jej intencje. Fałszywe oskarżenie kogoś innego, zrzucenie na niego winy, może wręcz przeciwnie, chciała wskazać winnego tym samym pozbywając się problemu, a czarnowłosej przypadłyby zasługi za dokonanie tego czynu. Cokolwiek by to nie ybło, to właśnie od Youmu zależała interpretacja, jej słów. Czemu jednak blondynka miałaby zdradzać tyle szczegółów na temat jej zadania, gdyby sama była zamieszana w działania sekty? Dziewczyna była kunoichi, nie raz wystawiana była na próbę, słyszała kłamstwa, przeinaczenia. To właśnie do niej należało zweryfikowanie wszystkiego, wyciągnięcie odpowiednich wniosków i wykonanie zadania. Kirino raczej nie zostawiała tego przypadkowi wysyłając akurat czarnowłosą do tego zadania.
Organizacja czy sekta... czy nazewnictwo miało tutaj większe znaczenie? Drugie mogło w pewnym momencie się przerodzić w to drugie, stać się bardziej oficjalne, legalne. Sam kult Jashina może i nie był akceptowany, nie był też niczym pozytywnym, lecz odznaczał się sporymi rozmiarami jako całości organizacji. Opis Mayumi w dużej mierze przypominał właśnie Jashina, może bez ciał powracających do życia. Jednak w każdym kulcie pojawiają się ludzie, którzy zaczynają się bawić ludzkim ciałem, nie jest im obce zadawanie bólu, sprowadzanie nie tylko wyznawców, ale i postronnych ofiar do świń, które idą na rzeź, nie mają żadnych praw, mają robić dokładnie to, co do nich należało.
Mayumi była nieco zaskoczona, że Youmu już wstała, zaczęła zbierać się do wyjścia. Tyle jej wystarczyło? Mniej jednak była zdziwiona faktem, iż chce, by to właśnie blondynka wyruszyła raz z nią. To było... logiczne. W wiosce nie można było nikomu ufać - mogła przecież zdradzić część zafałszowanych informacji i ostrzec resztę kultu o fakcie, że w wiosce pojawił się ktoś nowy, kto szpera, kto szuka, kto wciska swój nos w nie swoje sprawy.
-Mam, ale są sprawy ważne i ważniejsze. Póki będziemy w wiosce, wszystko jest w porządku - dodała jeszcze, upewniając się że jej nie opuszczą. Co by tu dużo nie mówić nadal miała swoje obowiązki, a też nie chciała się zapuszczać zbyt daleko z panienką Nanatsuki, bo kto wie co jej w głowie siedzi? Podniosła się jednak z wolna, dając do zrozumienia, że rozkazy kunoichi nie mają tutaj zastosowania. Prośba może i owszem, lecz nikt nie pozwoli jej tutaj rządzić się tak, jakby była u siebie.
-Albo rodzina, albo pieniądze. Nic nowego, wszędzie tak się dzieje. Nie zawsze, ale prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto zechce wepchnąć część swojej rodziny na ciepłą posadkę. Nazywa się Hitoshi, jeżeli cokolwiek to zmienia - kobieta zebrała ze sobą kilka rzeczy - głównie jakiś notes, coś do pisania, po czym ruszyła za Youmu na zewnątrz. Zainteresowała się faktem, że niziutka dziewczyna zatrzymała się przed drzwiami. Nacisnęła na klamkę, a drzwi otworzyły się same, bez żadnej potrzeby dodatkowej ingerencji. W środku było... nijako - zaskoczona? Jeszcze bardziej widoczny przepych, jakby ktoś ustawił w sklepie "od najwyższej ceny" i wybierał pierwsze z brzegu. Duże, drewniane biurko o blacie z jednego kawałka drewna, ciężkie podobnie jak same drzwi. Wygodny fotel obity skórą o niewiadomym pochodzeniu, lecz nie przypominał krowiej czy świńskiej. Kanapa ustawiona naprzeciw biurka, podłoga która wydawała się, że skrzy w blasku słońca. Kolory były dobrane prawdopodobnie tak, by żaden nie pasował do poprzednika i to był chyba największy sukces tego pomieszczenia - bardziej nie dało się tego spieprzyć. Poza tym... nie było tutaj za wiele. Nic co na pierwszy rzut oka by zwracało uwagę dziewczyny, przynajmniej na pobieżne spojrzenie.
Gdy tylko zakończyła swoje oględziny, Mayumi ruszyła przodem prowadząc ją do budynku znajdującego się nieopodal. Zwykły kanciak, z którego odpadała już zewnętrzna warstwa. Wprowadziła ją do środka - drzwi pilnował jeden z przysypiających strażników. Nie zareagował na blondynkę, na widok czarnosłowej, kogoś nowego w mieście po prostu mruknął i przymknął oczy. W pomieszczeniu dalej stał on - wysoki, całkiem dobrze zbudowany, w zielonym mundurze łysolek o poważnej twarzy, która nie tolerowała sprzeciwu.
-Youmu Nanatsuki, poznaj Yosuke. I wzajemnie. Macie do przedyskutowania kilka spraw, jak sądzę - przedstawiła was sobie, po czym odeszła krok do tyłu, by w razie czego nie mieszać się w dyskusję. Mężczyzna popatrzył z góry (dosłownie i w przenośni) na kunoichi i założył ręce przed sobą czekając na wyjaśnienia.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Youmu Nanatsuki » 6 sie 2020, o 00:52

Krótki chichot wyrwał się czarnowłosej, gdy Mayumi zapewniła, że wszystko będzie w porządku o ile nie opuszczą wioski. Zabrzmiało to tak, jakby panienka Nanatsuki jakkolwiek dbała o to, by z blondynką było wszystko w porządku. W gruncie rzeczy zabierała ją ze sobą tylko dlatego, że nie o wszystko zdążyła wypytać, a nie chciało jej się dłużej siedzieć i rozmawiać. Lepiej było wziąć się do roboty, zakończyć udrękę w tej obrzydliwej osadzie w miarę jak najszybciej. Nie dbała o to czy należała do kultu, czy ostrzegłaby kogoś, czy cokolwiek innego. W końcu Youmu była przekonana, że poradzi sobie z każdymi przeciwnościami losu - jak to dotychczas bywało. Bezgraniczna pewność, chociaż zbudowana na kruchym losie, w którego nawet młoda kunoichi nie wierzyła. Wszystkie swe sukcesy przypisywała sobie i tylko sobie. Żadnemu przypadkowi.
Gabinet, jak się okazało, był otwarty zgodnie z tym, co mówiła blondynka. Nie było to zaskakujące, a na swój sposób rozczarowujące. Panienka Nanatsuki miała ochotę już coś rozwalić, a szczególnie te okropne drzwi, które wręcz krzyczały bezguściem. Gorzej było w środku. Czarnowłosa zazwyczaj nie emocjonowała się zbytnio estetyką - dopóki jej własna była nienaganna, dopóty wszystko inne w świecie mogło być obrzydliwe. Była to myśl, jak się okazało, naiwna. Wnętrze pomieszczenia chronionego na sześć spustów wyglądało niczym wystawa rzeczy drogich. Fakt, może były ładne każde z osobna, jednak kompozycja jaką tworzyły wspólnie była doskonałym przykładem, że przepych jest obrzydliwy. Długo Youmu tam nie zabawiła, przejrzała wszystko pobieżnie i opuściła gabinet w nieco gorszym humorze, niż przed wizytą.
W międzyczasie panna Nanatsuki otrzymała w miarę istotną informację, mianowicie imię osoby, która miała naprawdę zarządzać tą wioską. Hitoshi, naturalnie, nic nie mówił młodej Maji, ale przynajmniej wiedziała kogo szukać, gdyby potrzebowała z nim porozmawiać. A wydawało jej się, że będzie musiała zamienić z nim kilka słów. Teraz jednak zmierzała do osoby, która z pewnością posiadała najcenniejsze informacje ze wszystkich w tym całym śledztwie. Pojawiało się tylko pytanie - jak najszybciej zmusić dowódcę straży do gadania. Pierwszą myślą Youmu było poddanie go torturom. Już od samego jeziora przy Sakai panienka Nanatsuki nastawiała się na możliwość zabawy ludzkim zdrowiem i, może, życiem. Nie była przesadną sadystką, ale lubiła tę część swojej pracy, w której mogła czuć absolutną władzę. I niby nie pokładała wielkich nadziei w wytrzymałość mężczyzny, ale zdecydowanie trudniej było zmusić torturami do gadania wyszkolonego strażnika, niż zwykłego cywila. Za to naprawdę poważnym wątpliwościom poddawała inteligencję Yosuke, jako że naprawdę wierzył, iż ktokolwiek uwierzy w jego raporty o znikających Doko. Dałoby się powiedzieć, że miał tupet, korzystając z tak żenująco oczywistych kłamstw, ale najpewniej była to po prostu głupota wsparta pewnością siebie. Dlatego też, przynajmniej na początek, Youmu zdecydowała się podejść do sprawy bez wykorzystania przemocy.
Budynek straży pasował do całego obrazka wioski, a więc wyglądał okropnie, ale niczego innego czarnowłosa się nie spodziewała. Po wejściu do środka, dowódca straży został szybko zlokalizowany przez Mayumi, co raczej nie należało do trudnych nawet bez znajomości tego człowieka. Wyglądał tak, jak można było się spodziewać - duży, umięśniony, o srogim spojrzeniu, które z pewnością robiło wrażenie na zwykłej tłuszczy. Ponownie, jak można się spodziewać, na Youmu to nie działało z wielu powodów. Właściwie tego od niego oczekiwała i oczekiwałaby od każdego innego strażnika. Na zwykłą hołotę nie potrzeba było sprytu czy większego wyszkolenia, a czystą siłę i wygląd wzbudzający podważenie własnych możliwości. I w tej roli pewnie się sprawdzał. Kunoichi domyślała się, że najpewniej w tej sytuacji mężczyzna czuje się dominującą stroną, bo co mogłaby zrobić mu taka drobna dziewczynka, która zmuszona jest do zadzierania głowy do góry, by mu spojrzeć w oczy. Jego pewność siebie była jak młyn na wodę dla panny Nanatsuki. Uwielbiała udowadniać takim ludziom, że się mylą. Dodatkowo spodziewała się, że przez to fałszywe poczucie wyższości popełni spory błąd, który czarnowłosa będzie w stanie wykorzystać. Zasada, która tyczyła się też Youmu, chociaż przecież ona naprawdę górowała, prawda? Prawda?
- Powiedz, Yosuke, od kiedy ludzie rozpływają się w powietrzu? - odezwała się Youmu, podchodząc bliżej strażnika, by był w zasięgu drobnej pułapki, w którą mógł wpaść, ale nie musiał. Młoda Maji postanowiła namagnesować katanę, prezent z turnieju, którą miała przytroczoną do lewego boku. Nazwa chociaż wskazywała, że powinna korzystać z niej na koniec, a nie na początek, nie miała teraz żadnego znaczenia. Plan był prosty - gdyby mężczyzna spróbował czegoś dziwnego, to broń miała się z wielką siłą wysunąć z sayi, by uderzyć swą rękojeścią prosto w krocze mężczyzny - jako że jakikolwiek inny wrażliwy punkt był nieco za wysoko jak na wymiary filigranowej kunoichi. W razie czego mogła też skorzystać z tego ruchu, gdyby chciała go zmusić do gadania. - Jestem tutaj w sprawie kultu i interesuje mnie sprawa zaginięcia Doko. O tym jednak porozmawiamy w drodze, bo teraz zaprowadzisz mnie na miejsce morderstwa, które badał ten ninja. - dodałaby nie czekając na odpowiedź Yosuke na zadane wcześniej pytanie. I tak było retoryczne, chociaż wątpiła, aby strażnik to zrozumiał. Oczekiwała, że zaprowadzi ją na miejsce, a jeżeli w jakikolwiek głupi sposób zacząłby odmawiać, to miał oberwać rękojeścią oręża w swój czuły punkt. Wtedy Youmu powtórzyłaby gdzie ma ją zaprowadzić. Gdyby jednak podał dosyć racjonalny powód, pokroju - że to miejsce publiczne i zostało uprzątnięte, albo że było to zbyt dawno i śladów już nie ma, to oszczędziłaby mu bólu. Istniało prawdopodobieństwo, że może ją zaatakować po oberwaniu, więc czarnowłosa gotowa była na unik, po którym zastanowiłaby się co dalej. Nie chciała działać zbyt pochopnie, bo strażnik, bądź co bądź, mógł posiadać kluczowe informacje. Zatem w trakcie drogi albo jeszcze w budynku panna Nanatsuki zaczęłaby mówić dalej.
- Yosuke, według ciebie i zebranych poszlak, co się stało z zaginionym Doko? I oszczędź mi tego gówna z raportu, pod którym się podpisałeś. Dziecko nie uwierzyłoby w takie bajki. - dała mu chwilę na zastanowienie się, ale nie pozwoliła się odezwać, bo zaraz kontynuowała, by spróbować dowiedzieć się kolejnej rzeczy. - Kolejna sprawa. Co to było za morderstwo? Z jakiego powodu i dlaczego zdarzają się one, jak na tak małą wioskę, tak często? - naturalnie kłamała, że czytała raport i blefowała, że wie więcej, niż rzeczywiście. Specjalnie nie pytała nic o kult, chociaż oznajmiła, że jest tutaj w tym celu. Nie chciała zdradzać swoich braków w informacjach, które mogła zaraz szybko nadrobić, zwyczajnie znajdując właściwą do przepytywania osobę. Dodatkowo starała się zabrzmieć tak, jakby już miała doskonały pomysł kto za tym wszystkim stoi i jakie jest rozwiązanie zagadki, a teraz szukała potwierdzenia. Oprócz tego jej głos, jak zwykle, wyrażał skrajną pewność siebie i bezdyskusyjną stanowczość. Chciała wreszcie otrzymać jakieś konkrety, dowody, dzięki którym z pomocą swej dedukcji mogłaby zacząć działać naprawdę w celu likwidacji kultu, a nie dopiero zbieraniu informacji o nim.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 401
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Kuroi Kuma » 7 sie 2020, o 16:25

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[15/30]





Pewność siebie była zgubna. Co innego znać swoje możliwości, wiedzieć na ile można sobie pozwolić, co innego zaś, gdy bezgranicznie wierzysz w swoje umiejętności. Zawsze znajdzie się ktoś silniejszy, ktoś kto sprowadzi Cię na ziemię. Jeżeli nie teraz, jeżeli nie dzisiaj, nie jutro, to za tydzień, czy miesiąc. Trafisz na ścianę, której po prostu nie da się przesunąć, której nie dasz rady zburzyć, a obejście jej będzie poza granicami Twoich możliwości. Ponoć trudne zlecenie trzeba było dać komuś, kto nie wiedział, że jest niewykonalne - wtedy zwykle mu się po prostu uda. Niewiedza momentami była zbawienna, bowiem to zwykle umysł był tym, co ograniczało. Ciało umiało się dostosować, jednak przyzwyczajenia, znajomość świata - obie te rzeczy mogły być zarówno wielkim atutem, jak i czymś zgubnym.
Nanatsuki poznała imię i gabinet zarządcy wioski - imię które dawało jej kompletnie nic, nie zmieniało jej postrzegania tego człowieka, bo to tylko głupie, słowo, które zawsze można było zawsze zmienić. Stanęła w końcu przed tym, kto mógł dać jej nieco więcej informacji na temat tego, co działo się w wiosce. Informacji z pierwszej ręki, bowiem raporty dostarczone przez Yosuke były... mocno wątpliwe. Pierwsze pytanie - bezpośrednie, uderzające prosto w punkt. Nanatsuki nie brała jeńców i była z tego znana. Nie była tą bohaterką, której rzucają wieńce pod nogi, o której śpiewają chwalebne pieśni. Była władczynią, była boską istotą, której nie obchodziły co myślą robaki, zwłaszcza jeżeli to przed nią się płaszczą.
-Od kiedy mamy ogień i można ich spalić - odpowiedział znudzony, chociaż rozpoznał dziewczynę. Jej sława ciągnęła się za nią niczym smród za skunksem stanowiąc jednocześnie potężną broń, ale i uprzedzając wszystkich o tym, kim jest. Nie była już anonimowa, nie można było jej tak postrzegać. Zwłaszcza nie na terenach pustyni, nie w jej okolicach. Jego odpowiedź, mimo że zbywająca pytanie Nanatuski, która nawet nie pokwapiła się, by się przedstawić była dokładnie tym, co Youmu próbowała osiągnąć. Nie bał się, nie miał czego - to on był u siebie, to on tutaj rządził, obok byli jego ludzie. Nie każdy strażnik był tępym trepem, który biegł ze swoją szabelką, prosto w objęcia śmierci. To oni mieli jednak strzec tej wioski, mieli być jej filarem, podporą. Czy naprawdę sądziła, że każdy kto dostał się do straży był durniem?
-Cudownie, że wysłali kogoś innego, mam nadzieję, że bardziej kompetentnego. I nie, nie zabiorę Cię nigdzie. Nie mam na to czasu, by łazić z dziewuchą, gdy jak sama ładnie zauważyłaś - rośnie nam problem jakiegoś posranego kultu. Z resztą, czy Ty zdajesz sobie ile czasu minęło od tego czasu, ilu ludzi już zdążyło tam się przewinąć? Gdyby ktokolwiek tutaj wiedział, że przyślą kogoś na ponowne sprawdzenie tego miejsca, to nikt by się do niego nie zbliżył bliżej, niż naście metrów - spuścił głowę zniechęcony, licząc że trafi się ktoś, kto faktycznie zajmie się problemem, a nie będzie się rządzić jakby był u siebie. Bowiem tak nie było, to nie twój cyrk i nie twoje małpy panieneczko.
Nanatsuki za to nie lubiła sprzeciwu... lecz miał rację. Namagnesowane ostrze musiało poczekać, bo miał rację. Najpierw weszła tam straż, później był tam shinobi. Dalej mogło być tam więcej ludzi, nikt nie trzymałby pomieszczenia wyjętego z użytku tylko dlatego, że ktoś tam kiedyś umarł. Ludzie umierali codziennie, to żadna nowość.
-Zniknął. Zbadał to miejsce, powiedział o tym co znalazł, miał badać to dalej, ale jak widać - nie wrócił. Przeszukaliśmy wioskę - na dwa razy, każda zmiana była dobrana osobno, każdy ciągnął patyczek w której grupie będzie, nikt ich nie dobierał, nikt nie mógł ustawić strażników. W każdej grupie znalazł się jednak ktoś warty zaufania, chodzili razem, więc nie było szansy, by ktoś coś pominął. Sprawdzali po sobie, każdy tu wie że atmosfera jest napięta i trzeba po sobie sprawdzać. Ktoś zaszlachtował dziewczynę - rozciął ją od mostka do samej piczy. Chłopaczek u nas w wiosce się w niej podkochiwał, ale wybrała innego. Po krótkim przesłuchaniu przyznał się, dostał to samo, co spotkało ją. Nasz przyjezdny koleżką się tam doszukiwał czegoś większego. Tam gdzie atakował kult, tam nikt nie krył się z krwią. Zdarzają się raz... może dwa razy do roku, ale ostatnio pozwalają sobie na coraz więcej. Do tej pory było podejrzenie, że to jedna osoba, tyle że za każdym razem jest jakaś różnica. Cięcie bardziej lub mniej profesjonalne, niektóre bardzo niedbale, inne niczym przez mistrza swojego fachu. Pytaj się mnie, a ja Ciebie czemu się tak zdarzają. Jak nie wierzysz w raport, to trudno, Twój wybór - nawet gdyby Yosuke za tym stał, to nie przyznałby się tak otwarcie. Jeżeli było to powtarzane od dłuższego czasu, to każdy pewnie miał przygotowaną swoją wersję wydarzeń, ustaloną zgodnie przez wiele osób. Im więcej uczestników, tym większe ryzyko, że ktoś wpadnie, ale i większa wiarygodność całej opowieści. Przywódca straży miał już pewne rzeczy poukładane w głowie, a rewolucje Nanatsuki nie były mu w smak.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Youmu Nanatsuki » 11 sie 2020, o 04:41

Mężczyzna, jakkolwiek bystry próbował być, tak ostatecznie został ograniczony przez własny intelekt. Jego cwaniacka odpowiedź spotkała się z zażenowaniem wymalowanym na drobnej buźce Youmu z dwóch powodów. Po pierwsze - mylił się, a po drugie - korzystał z bardzo ryzykownej riposty. Zabrzmiał zupełnie tak, jakby to oni spalili Doko, jakby wcale nie chodziło o pseudosprytną, wymijającą odpowiedź. Miał to szczęście, że panienka Nanatsuki ani nie należała do osób wybuchowych, ani głupich, by od razu wziąć te słowa do siebie. Zamiast tego patrzyła na niego niczym na wioskowego głupka i westchnęła ciężko, jakby zrzucała z barków worek piasku.
- A popiół? - rzuciła, aby nie być dłużną, wskazać ten oczywisty, logiczny błąd jego toku rozumowania. Nawet po spalonych ludziach zostawał ślad, nie rozpływali się w powietrzu, a tutaj nie było nic, żadnych poszlak, które chociażby wskazywały na możliwe scenariusze jakie przytrafiły się zaginionemu ninja. - Idioto... - mruknęła od niechcenia, chociaż nie na tyle cicho, by mężczyzna nie był w stanie zrozumieć jej słów. Nie dbała o to czy się obrazi, czy stanie wrogiem, czy spróbuje utrudnić misje. Na drodze Youmu zawsze było pełno przeszkód, ale jeszcze nie spotkała się z taką, której nie byłaby w stanie usunąć. Większość z nich nawet nie musiała usuwać, zwyczajnie po nich przechodziła, nie stanowiły dla niej takiego problemu, jaki zakładano. Brak współpracy nie był czymś nowym dla czarnowłosej. Wolała pracować sama, wolała wydzierać informacje siłą, niż rozmawiać w ten grzeczny sposób, w którym każdy czuł się komfortowo na tyle, aby kłamać. Ból zmieniał ludzi, otrzeźwiał ich myślenie. Szybko okazywało się, że mogli być cwani tak długo, jak nie trafili na Youmu. Ich błędem było to, że uważali ją za podobną do innych znanych im ludzi. Sztuczki, które działały na resztę nie działały na pannę Nanatsuki i nie miało to nic wspólnego z jej sprytem czy inteligencją, o którą bez cienia wątpliwości się posądzała. Sedno tkwiło w tym, że młoda Maji wyznawała wartości tak odmienne od reszty społeczeństwa. Trzeba było ją poznać, zrozumieć jej wykrzywioną wizję świata, by móc naprawdę ją oszukać.
Spodziewała się, że od zbrodni minęło zbyt wiele czasu. Yosuke nieświadomie oszczędził sobie sporej dawki bólu, tłumacząc to dosyć pośpiesznie. Ponownie był o krok od popełnienia sporego błędu. Wystarczyło, że postanowiłby nabrać powietrza po oznajmieniu, że nie będzie nigdzie chodził z dziewuchą, mając na myśli Youmu. Ona nie przyjmowała sprzeciwów, a szczególnie słabo przyjmowała te, które były wyrażane w tak niepochlebny jej sposób. Nie dlatego, że jej duma była urażona, bo pannę Nanatsuki, wbrew pozorom, bardzo ciężko było wyprowadzić z równowagi nawet srogimi obelgami. No bo jakby mogła przejmować się tym, co myśli o niej zwykłe ścierwo? Mucha zawsze będzie uważać gówno za delicje. Nie jest warta wyższych wartości. Tak czy inaczej, Yosuke zamiast prowadzić Youmu na miejsce zbrodni, to zaczął wszystko dosyć szczegółowo tłumaczyć. Ponownie czarnowłosa musiała wysłuchać tej bzdury, że ninja po prostu zniknął, ale akurat sam Doko był jedynie narzędziem, dzięki któremu panienka Nanatsuki mogła zdobyć więcej informacji. Jego aktualne położenie nie miało znaczenia. Mogło być i kilka stóp pod ziemią.
Wysłuchała mężczyzny uważnie na ten moment zakładając, że to co mówi jest zwyczajnie prawdą. Musiała podejść do tego w ten sposób dlatego, że posiadała dwie strony informacji, które musiała w końcu ze sobą skonfrontować. Wtedy najłatwiej było znaleźć jakąś nieścisłość, która to już wskaże kierunek śledztwa - w stronę Mayumi, czy w stronę Yosuke. Zbadanie wioski grupami, w której zawsze miał być ktoś zaufany brzmiało bardzo naiwnie. Strażnik chyba nie chciał jej powiedzieć, że potrafił ręczyć za tyle ludzi, że znał ich na wylot, wiedząc, że nie są zdolni do zdrady. Youmu w życiu by nie zapewniła, że ktoś jest zaufany. Za dobrze znała siebie, aby wierzyć w takie idealistyczne bajeczki. Zawsze znalazła się większa wartość, której człowiek był w stanie ulec. Ona sama ulegała wielu z nich. Na tym polegało życie - na wyborach, które miały nas wzbogacać. Historia morderstwa dziewczyny była trochę dziwaczna. Sam motyw stary jak świat - idiota, który uważał miłość za wartość dominującą nie mógł pogodzić się z tym, że jego wzniosłe uczucie nie zostało odwzajemnione. Klasyczne do porzygu. Jednakże sposób, w jaki rozprawił się z problemem nie należał do klasycznych. Śmierć, naturalnie, cliche jak nic innego, jednak rozprucie ukochanej jak świni? Zwyczajne wybebeszenie jej? Zaginiony Doko miał rację, doszukując się w tym czegoś więcej. To nie brzmiało jak zwyczajna zemsta, a bardziej jak... motyw. Wykorzystanie rozpaczy chłopaczka do dokonania rytualnego mordu. Niestety Youmu nie mogła sprawy zbadać głębiej, bo już dokonali osądu na winnym, który zresztą się przyznał. Przyznał do morderstwa, ale nie do powodów, nie do decyzji, które podjął. Czarnowłosa westchnęła ciężko. Nie należała do litościwych, jednak żałowała, że go zamordowali tak szybko. W obliczu problemu kultu powinni przyłożyć więcej uwagi do jego sprawy, a nie po prostu uznać, że skoro się przyznał, to sprawa zakończona. Swoją drogą, na moment panna Nanatsuki chciała wytknąć strażnikowi, że chłopakowi nie mogli uczynić tego samego, co on uczynił dziewczynie, bo zwyczajnie nie miał piczy, ale oszczędziła sobie tę wzmiankę, uznając ją za godną samego Yosuke w swej błyskotliwości.
Kwestia wykorzystania mordercy do celów mu obcych nabierała więcej prawdopodobieństwa, gdy mężczyzna wspomniał o tym, że morderstwa z rąk kultu zawsze się różnią. Zupełnie tak, jakby były dokonywane rękami różnych ludzi. Zbiorowość o jednakowych celach albo zbiór ludzi wykorzystywanych przez pojedynczą. Tylko w taki sposób dało się uzasadnić zgodność wszystkich zabójstw.
- To oczywiste, że za każdym razem zabija ktoś inny. - nie chciała mówić nic więcej na ten moment, bo powoli zaczynała tworzyć układankę z bardzo niepewnych elementów. - Yosuke... - odezwała się po chwili, przeciągając jego imię, jakby zaraz miała go o coś oskarżyć. W tym momencie miała naprawdę paskudny uśmieszek i niepokojący błysk w oku. Przeszła obok niego, stając na równi z nim, by zaraz obrócić się na pięcie i założyć ręce na pierś zupełnie tak, jak on. Teraz stali identycznie, skierowani w niczyim innym kierunku, jak Mayumi. - Informacje, które otrzymałam od Mayumi były dosyć wybiórcze, mniej precyzyjne niż te, które mi przedstawiłeś. Ona zaś sugerowała, że to ty stoisz za kultem, że wystarczy zapłacić komu trzeba, by sprawa została zatuszowana, a w to wszystko jesteś zamieszany nie tylko ty, ale prawdopodobnie lwia część straży. Co o tym myślisz? - podczas wypowiadania tych słów patrzyła prosto na blondynkę, uśmiechając się coraz szerzej, coraz szkaradniej. Ton Youmu był tak charakterystycznie dla niej niepasujący do wypowiedzi. Zupełnie, jakby to była jakaś zabawa. Nie dbała o to, że właśnie nastawiała przeciwko sobie dwie persony, mające ze sobą współpracować. Tak czy inaczej, po zadaniu tego konkretnego pytania zamilkłaby, aby dać spokojnie wypowiedzieć się Yosuke. Mógł zareagować różnie, ale panna Nanatsuki dbała tylko o to, by ją nie zabił z miejsca. W takim wypadku musiałaby interweniować, bo śledztwo jeszcze się nie zakończyło, a ciężko było rozwikłać zagadkę, gdy wszyscy podejrzani byliby mordowani. Śmierć miała nadejść, ale nie tak gwałtownie i z pewnością nie z rąk strażnika. Na odwrót nie miało to znaczenia. Mayumi mogła zabić Yosuke, gdyby tylko się na to zdecydowała, bo tym samym cała zagadka kultu zostałaby rozwiązana.
- Mayumi, słyszałaś kiedyś o klanie Yamanaka? Posiadają kilka specyficznych cech, które wyróżniają ich z tłumu. Włosy o kolorze blondu to tylko błahostka, element estetyki, nie grający większej roli. Inaczej jest z ich umiejętnościami. Podobno są świetnymi mówcami, politykami. Łatwo odnajdują odpowiedni język, do odpowiednich ludzi, ale co najważniejsze - potrafią przenikać do umysłów. - te słowa nadeszłyby po tym, jak strażnik wyraziłby już swoją opinię. Nie było to po to, aby przedstawić zarzuty dziewczynie, a zwyczajnie w celu zdobycia poparcia od strażnika, gdyby Youmu zdecydowała się wydobyć informacje siłą. Zaatakowanie Mayumi w tym momencie spotkałoby się z oporem ze strony Yosuke i innych strażników, a w wypadku, w którym podejrzenia zostałyby skierowane na nią... tej osłony już nie miała. Youmu mówiła powoli, spokojnie, jakby opowiadała bardziej o gatunku jakiejś rośliny czy zwierzęcia, a nie konkretnych ludziach. Osobiście nigdy nie spotkała Yamanaki, ale słyszała o nich, posiadała tę szczątkową wiedzę, którą teraz zamierzała wykorzystać. Czy miała rację? Nie miało to znaczenia. Nie potrzebowała mieć racji w tym momencie, tak jak nie miała jej od razu w rozmowie z mężczyzną. Korzystała z informacji w inny sposób, niż każdy. Nie tworzyła z tego broni, a raczej rzucała je na prawo i lewo, testując reakcje, szukając luki. To wszystko było jedynie grą cieni, a prawdziwe kukiełki dopiero miały zacząć tańczyć.
Dlaczego Youmu uważała Mayumi za podejrzaną? Było to spowodowane głównie nieuchwytnością morderców, którzy z pewnością byli różni. Raz lepsi w patroszeniu, raz gorsi. Kobieta radziła sobie, jak na kogoś zwykłego, zaskakująco dobrze w rozmowach. Podawała czarnowłosej informacje jak na tacy, ale zagalopowała się, wskazując osoby, które podejrzewa. Jej blond włosy były jedynie wisienką na torcie w całej tej dedukcji. Jeżeli w tej wiosce istniał ktoś, kto potrafiłby przemówić zwyczajnej tłuszczy do głów, aby mordowali w jeden określony sposób niewinnych ludzi, to była to ona. Jej sukces w polityce w tym momencie również działał na niekorzyść - wskazywał, że umiała się ustawić, a przecież udawała taką zwyczajną, raptem rozgarniętą na tyle, by nie było to podejrzane. Ale podejrzane było to, że taka zwyczajna ona miała w tym pełnym przepychu domostwie jakieś znaczenie. Dziwnym było to, że pewne decyzje należały do niej, a nie do Hitoshiego, który rzekomo był ponad nią w tej śmiesznej hierarchii. I zaglądanie do umysłów ludzkich brzmiało w tym momencie jak rozwiązanie zagadki - wyjaśnienie dlaczego tamten chłopaszek zabił ukochaną w tak brutalny, nieprzystający celowi sposób. I dlaczego przyznał się do winy. Jednak, koniec końców, było to zaledwie podejrzenie. Blondynka była teraz testowana. Nie po to Youmu chciała zdobyć dwie wersje wydarzeń, aby po prostu w ciszy eliminować te nieistotne, szukając w tym jakiegoś sensu. Najlepiej było je zderzyć ze sobą i zobaczyć, które się wykruszą. Wystarczył drobny sygnał, a wtedy wiedziałaby kogo przycisnąć, aby wyśpiewał wszystko.
Na ten moment musiała jednak przygotować się na atak - czy to ze strony Yosuke, czy Mayumi. Miała przy sobie wystarczająco dużo namagnesowanego żelastwa, aby którekolwiek zostało wykorzystane do defensywy będącej, naturalnie dla panny Nanatsuki, ofensywą. Jeżeli zostałaby zaatakowana w jakikolwiek sposób, to najpewniej skorzystałaby najpierw ze swojego shurikena na plecach, który miał z brutalną siłą i szybkością najlepiej pozbawić kończyn agresora, nim ten zdoła naprawdę jej zagrozić. W razie czego, gdyby wymagała tego sytuacja, to w grę wchodziły uniki albo nawet odpieczętowanie jednego ze zwojów z żelaznym piaskiem, który mógł przybrać formę ściany, kokonu czy czegokolwiek innego, co miałoby zapewnić jej bezpieczeństwo. Warto też było uważać na wnikanie do umysłu, o którym wspomniała Youmu. Głupio byłoby, gdyby Mayumi ją rozgryzła sztuczką, o której czarnowłosa doskonale wiedziała, dlatego jeżeli poczułaby, że coś z jej myślami i psychiką jest nie tak, to zaatakowałaby blondynkę sama z siebie - wspomnianym wcześniej shurikenem wycelowanym w nogi. Gdyby atak na jej umysł był bardziej zmasowany, to zmuszona była do skorzystania z czarnego piasku, którym to otoczyłaby się szczelnie, starając się odciąć od świata zewnętrznego na moment uporania się z intruzem we własnej głowie.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 401
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Kuroi Kuma » 12 sie 2020, o 15:07

"Ekipa" sprzątająca
C — Youmu Nanatsuki
[17/30]





Popiół... tylko czy popiół mógł cokolwiek powiedzieć? Wystarczył lekki wiaterek, by się go pozbyć. Był kolejnym nic nie znaczącym pyłem, nikt nawet nie przymierzał się do badania każdej odrobinki. Czy by jakiś shinobi, który faktycznie przyglądał się czy ten popiół był od spalonego drewna, czy też od człowieka który krzyczał w katuszach paląc się żywcem? Nie sondze. Ogień wystarczał, zmieniał ciało w sypki proszek, a ten można było rozrzucić po polach i jeszcze bardziej żyzne będą... obie strony wygrywały.
Strażnik nic sobie jednak nie zrobił z dwóch uwag rzuconych przez Nanatsuki. Bycie w straży wymagało jednak twardej dupy, gdy nie zawsze robisz to, na co masz ochotę, lecz wykonujesz rozkazy. To trochę jak z shinobi, tylko prestiż mniejszy i każdy uznaje cię za idiotę, w końcu strażnik nie może mieć więcej jak dwóch szarych komórek. Ten jednak mimo że nadal uznawany za robaka przez Youmu, to jednak coś tam wiedział. Nie zamierzał się wymigiwać, tłumaczyć że tak naprawdę problemu nie ma, jest gitówka i nie trzeba się niczym przejmować. Obecność kultu zauważył chyba każdy, starał się ograniczać straty, lecz było to naprawdę ciężkie bez odpowiednich środków. Skoro wśród straży byli członkowie kultu, to nie można było być pewnym, czy pewne incydenty nie przechodzą bokiem, ile było fałszu, a ile prawdy. Kunoichi zbierała sobie informacje - niektóre pokrywające się z tym co mówiła Mayumi. Kobieta czekała kawałek dalej, zostawiła tą dwójkę samą by mogli na spokojnie porozmawiać i co najważniejsze - nie wymienią się informacjami, jeżeli obydwoje należeli do kultu. Czarnowłosa mogła tutaj ufać sobie, a może nawet samej sobie nie mogła ufać? Może jej myśli, jej przyzwyczajenia bardziej mieszały w głowie, niżeli pomagały rozwiązać sprawę. Informacji było bardzo wiele, teraz wystarczyło je tylko połączyć według jakiegoś klucza - ten jednak się nie pojawiał. Coś tutaj jednak wyraźnie nie grało, był pewien element niepasujący do układanki. Czy to chłopak, który popełnił morderstwo, Hitoshi ze swoim gabinetem, czy może raport Yosuke? Kawałki zaczynały pasować do siebie, lecz były pomiędzy nimi luki - na tyle duże, że ujrzenie całego obrazu było niemożliwe. Możesz mieć zdecydowaną większość obrazka, a i tak znajdzie się jeden szczegół, który mógłby zmienić obraz całkowicie, odwrócić jego pojmowanie o sto osiemdziesiąt stopni.
-Aż tak znasz się na kultach? Cudownie mieć takiego specjalistę - odpowiedział z przekąsem, bo czy to faktycznie oczywiste, że kto inny zabijał? Kultu często skupiały się na ofiarach, na rytuałach, a te przeprowadzał główny kapłan lub jego pomocnicy. Każda sekta była inna oczywiście, może tutaj chodziło o coś innego? Yosuke nie reagował na jej zagrywki - na oskarżający ton, na wyzywający uśmieszek, na to jak podeszła do niego, jak skierowała się w kierunku Mayumi. Ktoś tutaj zaczynał zmieniać stronę? Strażnik popatrzył tylko kątem oka co takiego kombinuje dziewczyna, co tak właściwie chciała osiągnąć przez całą teatralność tej sceny. Popatrzył na kobietę, na urzędniczkę, na tą która miała tutaj największą władzę zaraz po Hitoshim.
-Dziwisz się? Informacji ma wychodzić jak najmniej. Czy podejrzewa mnie? Każdy podejrzewa tutaj każdego. Sam bym się nie zdziwił, gdyby z nim współpracowała. Tylko że mieliśmy ją już na celowniku, nic podejrzanego nie wykryto, ale wiadomo... nie wiem na ile można ludziom ufać obecnie - wzruszył ramionami nie pomagając zbyt wiele. Nie mieli dowodów, a rzucanie oskarżeniami sobie na prawo i lewo miało tyle sensu, co nic. Równie dobrze to właśnie Yosuke mógł być członkiem kultu, usypiać czujność Nanatsuki, przekabacać na swoją stronę. Mayumi... tylko się uśmiechnęła, kącik ust uniósł się ku górze - naturalnie, bez problemu. Co jeśli obydwoje do niego należeli?
-Niestety ale nie. Ale cieszę się, że uznajesz mnie za dobrego mówcę. Czy potrafię przenikać do umysłów cóż, jestem kobietą, do umysłu mężczyzn nie tak trudno się dostać, ale o tym chyba akurat coś wiesz - odpowiedziała nadal utrzymując ten sam uśmieszek na twarzy. Ten, który był rozbawiony. Nie ty pierwsza próbowałaś się doszukać kto jest kim w tej układance. Yamanaka jednak... możliwe, nie dało się tego wykluczyć, lecz potwierdzić też niezbyt. O ironio do tego potrzebowaliby właśnie Yamanaki lub kogoś, kto wnika do ludzkich umysłów. Gdyby taka osoba zostałaby sprowadzona do wioski problem pewnie zostałby szybciorem rozwiązany. Nikt nie gotował się do ataku, a to z jednego, bardzo prostego powodu - nikt nie czuł się winny. Głupio byłoby teraz się ujawniać, pokazywać skrywane do tej pory karty, tylko przez rzucanie oskarżeń przez kogoś z zewnątrz - tak jakby do tej pory nikt tego nie robił. Spotkanie zostało jednak przerwane, gdyż przez drzwi wszedł bez pukania strażnik. Yosuke miał coś powiedzieć, lecz zobaczył, że nowoprzybyły jest blady na twarzy, że jest dosłownie przerażony.
-Mamy kolejną ofiarę. To Hitoshi

Mayumi
Yosuke
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1068
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Wioska Kimogawa

Postprzez Youmu Nanatsuki » 14 sie 2020, o 03:51

Z całą pewnością należało mieć sporo cierpliwości do panienki Nanatsuki i nerwy ze stali... albo innego tworzywa, wszak stal była dla niej sprzymierzeńcem. Każdy uśmieszek Youmu był prześmiewczy, każde spojrzenie lekceważące, każdy ton bezkompromisowy, a każde słowo stanowcze i jadowite. Ile dało się wytrzymywać taką zuchwałość? Wszystko zależało od osoby, jednak nie pomagał fakt, że czarnowłosa była po prostu smarkulą, która dopiero teraz zaczynała coś naprawdę osiągać. Coś takiego, co zyskałoby uznanie innych, ma się rozumieć. Zwycięstwo na turnieju było sukcesem, który zdecydowanie więcej znaczył w oczach zwykłej tłuszczy, niż w tych szkarłatnych, znudzonych oczętach. Dla niej było to jak postawienie kropki na końcu stwierdzenia "jestem najlepsza". Czy Maji zdawała sobie sprawę z tego jak działa na innych? Ależ oczywiście, trzeba było być ślepym, aby nie dostrzec reakcji na jej, czasami, samą obecność. Ona jednak wszystko tłumaczyła sobie inaczej, niż było naprawdę - to nie jej zuchwałość wzbudzała nerwy, to świadomość bycia lepszą w każdym względzie. Każdy fakt był odbijany przez krzywe zwierciadło jej jeszcze bardziej skrzywionego światopoglądu. Najdrobniejsze rzeczy pojmowała inaczej i wyciągała z tego inne wnioski.
To samo tyczyło się informacji oraz układania ich w logiczną całość. Śledztwa nie do końca dało się nazwać tworzeniem spójnego obrazka z elementów, jakimi były poszlaki. Tak naprawdę nikt nie wiedział do samego końca jak wygląda prawdziwy, finalny obraz. Wszystko sprowadzało się do przekonania siebie oraz innych obserwatorów, że to ten właściwy, to ten prawdziwy i słuszny. Jednak nie było to takie proste, bo jednakowo jak ze światopoglądem, ze śledztwami było różnie - to co dla jednych było logiczne, dla innych było absurdalne. Układanka, którą Youmu tworzyła mogła być dla niej najpewniejszą z wszystkich, ale czy była prawdziwa? Czy o to właśnie chodziło? Z różnych elementów dało się ułożyć różne obrazki, wszak nie łączyły się one ze sobą bezpośrednio, a wszystko trzymało się kupy poprzez domysły, wnioski, dopowiedzenia. Działało to w dwie strony - dla jednych czarnowłosa mogła już mieć wystarczająco wiedzy, by połączyć to wszystko w logiczną całość, która wskaże sedno problemu, źródło kultu, ale dla samej kunoichi... nie musiało to być przekonujące, mogło być zbyt naciągane, zbyt absurdalne. I tak się czuła w tym momencie, gdy posiadała sporo informacji, ale żadne z nich nie łączyły się na tyle pewnie, by je zostawić i zająć się resztą obrazka.
- Tak, znam się. - odparła błyskawicznie na słowa strażnika, które miały najpewniej być kąśliwe. Niestety nie wyszło, bo Youmu miała już do czynienia z pewnym kultem i z niejednym ugrupowaniem dopuszczającym się morderstw. Była wręcz specjalistką od rozwiązywania takich problemów, które zrzeszały ludzi. - I jestem śmiertelnie skuteczna. - dodała, niby od niechcenia, ale kąciki jej ust nieznacznie uniosły się, dając znać, że jest dumna ze swej brutalności w rozwiązywaniu tego typu spraw.
Jeżeli Mayumi naprawdę wnikała do umysłów, to w tym momencie już wiedziała, iż panna Nanatsuki nie ma zamiaru nastawiać kogokolwiek przeciwko komukolwiek. Jej oskarżenie blondynki było tylko po to, aby zweryfikować pewne informacje, ujednolicić obrazek i odrzucić elementy, które były zbędne, aby zostawić tylko te wskazujące sedno problemu. Testowała wiedzę, którą posiadała, wystawiała na próbę obecną tu dwójkę i przy okazji dowiedziała się kolejnych rzeczy, jak wewnętrzne śledztwo, które zakładało już blondynkę jako główną podejrzaną. Mogło się wydawać, że Youmu jest pewna informacji, które uzyskała, ale tak naprawdę wciąż uważała, że może być okłamywana nie przez jedną ze stron, a przez obydwie jednocześnie. W końcu niczego nie uzyskiwała z pierwszej ręki, a więc z własnej - tej najpewniejszej, której mogła zawsze ufać.
- Ludziom, z reguły, nie można ufać. - odpowiedziała Yosuke i jednocześnie zaznaczyła, że zwyczajnie podchodzi do nich z dystansem. Dla niej było to jasne jak pustynne słońce, że ludziom nie należy ufać tak kiedyś, jak i obecnie. I była pewna, że w przyszłości też tak będzie. Tak naprawdę nawet sobie nie można było ufać niekiedy. Ale ta zasada tyczyła się wszystkich innych, lecz nie samej Youmu. Nie w jej opinii.
Blondynka łagodnie zareagowała na oskarżenia, nie zdradzając, na nieszczęście czarnowłosej, żadnych dodatkowych informacji. Właściwie, gdyby czepiać się szczegółów, panienka Nanatsuki nie nazwała Mayumi Yamanaką, nie wyraziła jasno, że uważa ją za jedną z tego rodu. Zwyczajnie zadała pytanie, które jasno sugerowało podejrzenia, ale niczego nie utwierdzało w skale. Wszystko z odpowiednim wyczuciem, mającym umożliwić Youmu manipulowanie całą rozmową wedle własnych upodobań. Nie zamierzała komentować ani wypowiedzi Yosuke, ani Mayumi odnośnie konfrontacji informacji, ale nie zamierzała ot tak milczeć. Nie w momencie oskarżenia ją o coś, co uważała za jej nieprzystające.
- Nie, nie wiem. Nie zniżam się do tak żenującego poziomu. - naprawdę myślała, że młoda Maji mogłaby wykorzystywać swoje wdzięki, by mieć z tego jakieś korzyści? Wykorzystywanie ciała, własnej urody i aparycji było poniżej niej. Uważała się za niezmiernie inteligentną, sprytną i uzdolnioną, więc dlaczego miałaby korzystać z tak prymitywnego narzędzia, jakim była prosta żądza? Zwymiotowałaby prędzej z obrzydzenia, niż gdyby miała odsłonić trochę ciała i zatrzepotać rzęsami do zwykłego ścierwa. Sama myśl, że ten wyobrażał sobie jej ciało była fatalna. Inna sprawa, że Youmu nie wyglądała nazbyt kobieco. Naturalnie miała odpowiednią budowę, ale filigranowe wymiary tyczyły się niemalże całego ciała. Miała odpowiednie krągłości, ale nie w guście przeciętnego zjadacza chleba, który rozumował świńskim tokiem myślenia - więcej znaczy lepiej. Trzeba zaznaczyć, że panna Nanatsuki nie była świadoma swych, na ogół, mało pociągających kształtów, bo uważała siebie za boginię, za czysty ideał piękna, niezależnie od tego jak wyglądała. Każdy, kto nie widział jej urody, zwyczajnie jej nie rozumiał. Nie był odpowiednio wartościowy, aby pojąć taki model estetyki kobiecego ciała.
I zdawałoby się, że jej śledztwo stanęło w martwym punkcie, ale nim zdążyła zadać kolejne pytania, to los postanowił ułatwić jej zadanie. Nie musiała teraz wypytywać konkretnie o miejsca morderstw, by szukać w tym jakiegoś klucza, nie musiała wypytywać także o charakterystykę ofiar, żeby znaleźć powiązania i, najważniejsze, nie musiała wysłuchiwać niepewnych informacji. Pobladły na twarzy strażnik mimo strachu wyznał, że pojawiła się kolejna ofiara i to nie byle jaka. Hitoshi, osoba która w wiosce pociągała za sznurki, pod którą była Mayumi właśnie została zamordowana. Z pewnością sprawa wygodna dla samej blondynki, na którą Youmu przeniosła swe szkarłatne spojrzenie, teraz rozbawione. Zrobiła to nie tylko po to, aby zwyczajnie się odezwać, ale także sprawdzić reakcję dziewczyny na tę wieść.
- Od teraz masz wpływ na wystrój. - rzuciła czarnowłosa rozbawiona, zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś właśnie zginął. Tak naprawdę była niezmiernie zadowolona, że akurat podczas jej obecności w tym miejscu ktoś został zabity. Jedno życie nieznajomego bezguścia to niewiarygodnie niska cena jak za komfort rozwikłania zagadki kultu własnoręcznie, bez pośredników. Gdyby tylko mogła, to już dawno poświęciłaby całą wioskę Kimogawa, aby zlikwidować kult. Ale... czy byłby wtedy sens usuwania kultystów, gdyby nie mieli kogo już mordować? Oczywiście, bo dla Youmu nie liczył się sens, nie liczyło się dobro osadników, ani zatrzymanie serii morderstw, a liczyła się jedna rzecz - zysk. Wartość jaką otrzymywała z prostego wykonania zadania przekraczała wartość istnienia całej tej wioski. Jak dla panny Nanatsuki, rzecz jasna.
- Prowadź na miejsce zbrodni. Od tego momentu tylko ja mam prawo badać tę sprawę. Sprzeciw wiąże się z utrudnianiem śledztwa, a to zaś w moim wypadku oznacza usunięcie przeszkody z drogi. - wyjaśniła szybko jak wygląda sprawa, by nikt jej nie przeszkadzał w pracy. Wolała sama wszystko sprawdzić, aby upewnić się, że nie ma w tym fałszu. Zresztą nie wierzyła w umiejętności ani Yosuke, ani Mayumi, ani kogokolwiek innego, zatem im szybciej weźmie problem w swoje własne ręce, tym szybciej go rozwiąże, nie tracąc więcej swego niewiarygodnie cennego czasu w tej zapomnianej przez bóstwa gustu wiosce. - Miejcie to w pamięci, bo nie będę się powtarzała. - dodała na koniec, aby było jasne, że nie żartuje, że to nie są tylko jej zuchwałe, cwaniacke słówka, a deklaracja oraz ostrzeżenie, które nie podlegało dyskusji od momentu, w którym zostało wypowiedziane. I naprawdę zamierzała zabić każdego, kto będzie próbował jej przeszkadzać. Nie miała czasu na użeranie się z idiotami - wolała ich usunąć i mieć spokój. Chociaż świat miała w głębokim poważaniu, to mordując półgłówka oddawała mu przysługę.
Teraz pozostało jej czekać, aż zostanie zaprowadzona na miejsce zbrodni. Jej wesołe spojrzenie już w momencie wypowiadania ostrzeżenia zmieniło się na jakże dla niej charakterystyczne znudzenie. Mina zamarła w beznamiętnym grymasie, chociaż momentami mogło się wydawać, że czarnowłosa jest... zadowolona? Rozbawiona? Tak czy inaczej, ruszyłaby do miejsca, w którym swego żywota, najpewniej w okrutnych mękach, dokonał Hitoshi. Po drodze rozglądała się za jakimiś śladami, podejrzanymi ludźmi czy jakimikolwiek elementami, które nie pasowały do siebie. Było to wyzwanie, bo cała ta wioska wyglądała tak, jakby nie pasowała do siebie, chociaż chodziło tutaj bardziej o kwestie estetyczne, niż logiczne. Czy była gotowa na ataki? I tak, i nie. Nie przygotowywała się na żadne konkretne akcje, ale była bardziej niż spostrzegawcza i na tym opierała swoją pewność siebie. Niezwykła spostrzegawczość w połączeniu z dobrą szybkością ciała tworzyła refleks zdolny uchronić ją przed niejednym zagrożeniem. Jednak nie oszukujmy się - panna Nanatsuki rzadko stawiała na swoje uwarunkowania fizyczne, a zdecydowanie częściej korzystała ze swych klanowych zdolności, mających ją ochronić - czy to za pomocą gwałtownej ofensywy, uniemożliwiającej przeciwnikowi dokonanie swojej, albo poprzez doskonałą defensywę. I obie te opcje zakładały wykorzystanie albo namagnesowanego żelastwa, albo żelaznego piasku, albo obu tych rzeczy jednocześnie. Wszystko zależało od sytuacji.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
| Youmu Nanatsuki |
Theme
Avatar użytkownika

Youmu Nanatsuki
Najlepsza sygnatura/avatar
 
Posty: 401
Dołączył(a): 10 lis 2018, o 21:11
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: W KP znajdziesz wszystko.
Widoczny ekwipunek: Po dużej, czarnej torbie nad pośladkami - nieco na boku, rozłożony fūma shuriken na plecach, katana o czarnym wykończeniu przytroczona do lewego boku
Link do KP: viewtopic.php?p=103822#p103822
Multikonta: Airen Akamori

Następna strona

Powrót do Atsui

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość