Świątynia Kagutsuchi

Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników. Prowincja jest zamieszkała również przez współpracujący z Sabaku Szczep Maji.

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 3 lip 2018, o 00:12

Kolejny raz musiał się użerać z robactwem. Tym razem pancerzyki robali nie były kościane, tylko chitynowe. Niby coś nowego, ale jednak stara śpiewka, bo wciąż wszystko sprowadzało się do tego samego - zmiażdżenia wszystkich szkodników.
Były glosy, że Iczir już stary, że jedną nogą w grobie, że zdziadział i w ogóle. Mimo tych zarzutów pamięć u niego wciąż funkcjonowała nie najgorzej, a skryta pod brązową czupryną mózgownica potrafiła ją sprawnie przetworzyć i wyciągnąć pewne wnioski. Z samego początku myślał, że napotkane robaki to najzwyklejsze w świecie insekty, które kryły się tutaj przed słońcem. Po sprawnej analizie otoczenia, wyczuciu pozostałych tu owadów oraz obecności innego człowieka dość szybko zmienił zdanie. Już raz z czymś podobnym miał do czynienia, kiedy badał sprawę zaginionych shinobi rodu Sabaku. To właśnie wtedy, w trakcie śledztwa, napotkał osobę władającą tymi cholernymi robakami, które w ekspresowym tempie wyżarły mu niemałą cześć zasobów charky. Czy te sprawy były w jakikolwiek sposób powiązane? Owszem, pojawiały się pewne przypuszczenia, ale na te nie było teraz czasu. Należało działać.
Przynajmniej tyle, że dzięki dawnym doświadczeniom wiedział przynajmniej, jak działać, a raczej - czego unikać. Odpowiedź była w sumie prosta: tego małego, latającego skurwysyństwa. Tutaj Asahi nie musiał zbyt wiele myśleć, ponieważ wskazówka nasunęła mu się przed momentem sama. Postanowił pójść w ślady klona, którego budulec niespecjalnie zainteresował uporczywe insekty. Wpierw jednak machnął błyskawicznie dłonią, powołując część piachu z gurdy do wykonania identycznego ruchu, co jego ręka. Ot, wymiatająca na bok fala piasku, która miała zatrzymać na sobie i odrzucić na bok falę nadciągających owadów. Zaraz po tym, zamierzał wcielić w życie swój plan, który miał upodobnić go do stojącego obok klona. Chciał szybko otoczyć całe swoje ciało pustynnymi ziarenkami, a następnie skompresować je do mistrzowskiego poziomu, by stworzyć zwartą, niezwykle wytrzymałą zbroję, która miała powstrzymać ataki robactwa i ewentualnie zgnieść okazy, które jakimś cudem znalazły się na jego skórze.
Zbroja Rycerza Świtu nie lśniła. Było tak nie tylko z powodu charakterystyki kwarcowego materiału, ale przede wszystkim z racji braku światła. To właśnie ta ciemność stanowiła największy problem dla Ichiego, który w aktualnych warunkach mógł mieć problemy z orientacja na polu bitwy.
Nie tracąc czasu, wskazał swojej kopii kierunek, w którym wychwycił obecność nieznanej osoby. Piaskowy Bliźniak od razu wykonał atak. Był to wymach obu dłoni, które w początkowej fazie ruchu sięgnęły po cztery shurikeny z kabur przy udach, by ułamek sekundy później płynnie przejść do wyrzutu. To miało zająć wroga na moment i przeszkodzić mu w dalszych działaniach.
Przypomniał sobie o pochodni zostawionej na górze. Nie paliła się wielkim ogniem, ale zawsze rozjaśniała przynajmniej trochę mroku. Poza tym, komnatę na wyższym poziomie już znał, a to też przekładało się na pewien komfort toczenia boju. Może brązowowłosy na starość stał się bardziej powściągliwy, a może po prostu zaczął myśleć bardziej taktycznie. Tak czy inaczej, zdecydował się wrócić do jaskini wyżej. Niezbyt odważny manewr, ale w obecnych warunkach wolał ograniczać ryzyko do minimum.
Oczywiście nie stał jak kołek. Był obyty w walce i w sytuacji konfliktu działał dość zdecydowanie. Tutaj nie było inaczej. Jeżeli zmierzał na niego kolejny atak, to kolejny raz smagnął piaskiem, by powstrzymać niebezpieczeństwo, a zaraz po tym wskoczył wraz z klonem na piaskową chmurkę. To właśnie Piaskowy Bliźniak miał przejąć kontrolę nad pustynnym podestem i pokierować go do jaskini z posągiem Kagutsuchiego. Drogę w jedną stronę już znał, więc ta z powrotem nie powinna być trudna do pokonania. Ten prawdziwy Diabeł Świtu skupiał się natomiast na otoczeniu i reagowaniu na potencjalne zagrożenia. Nie wiedział jeszcze, na co może pozwolić sobie przeciwnik, więc mimo chroniącej go, potężnej zbroi, wolał wciąż zachowywać ostrożność niż przyjmować wszystko na klatę lub plecy.
Jeżeli już dostaną się na górę, klon przejmie pochodnię. Oryginał natomiast przygotuje się do starcia.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 4 lip 2018, o 11:35

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
33



Dziwne, że tyle robactwa postanowiło zrobić sobie migrację na pustynię? Nawet bardzo dziwne. Z drugiej strony co to znaczy "często się natykać"? Ile to było "często"? Raz do roku? Raz na pięć lat? Jakikolwiek by ten wyznacznik czasu nie był - tutaj i tak mogłeś wkleić ZA CZĘSTO. Doświadczenia z poprzedniego razu spotkania z nimi (pierwszego i niestety nie ostatniego) nauczyły cię na pewno tego, że pozwolenie, żeby te na tobie osiadły równało się z prawdopodobną zgubą. Im ciemność nie przeszkadzała - a tobie? Kiedy zniknęło światełko z twojej dłoni, zniknął jakikolwiek blask. Ślepy człowiek w ślepym świecie. Jaka szkoda, że nie można po Ciebie wyciągnąć ramion, mój Słodki. Stoisz tu, wbity w ziemię, stabilny i niewzruszony, niepodatny na strach i panikę. Wielki wojownik. Nie istotne, co mówili inni, co szeptali na swoich kłamliwych wargach i o jakich oszczerstwach mówili, gdy nie potrafili spojrzeć ci w twarz - tym był właśnie strach, wiesz? Niemożnością stanięcia przed tym, co wzbudza twój respekt i spojrzenie temu w oczy.
Spoglądasz uważnie w Otchłań?
Prędkość robali w świetle, które dogasło, kiedy tylko cofnąłeś swoją dłoń, porażała. Nie były podobne do tych, które spotkałeś poprzednim razem ani swoim wyglądem, ani szybkością swojego lotu. Na ich przejrzystych skrzydłach naprawdę pięknie zaginał się błękitny blask - mroźny i zimny. Niepodobny do światła złotych oczu. Tak jak wszechogarniający chłód nie pasował do ciepła piasku, który wysunął się z twojej gurdy i popędził za twoim gestem. Jeden, prosty ruch dłonią i drobinki przesunęły się w powietrzu. Czujesz to? Widzisz? Były szybsze od tych robali. O wiele ZA szybkie. Przyjemne ciepło bijące od medalionu spoczywającego na twojej klatce piersiowej, nagrzanego słońcem, kontrastowało z dreszczami powodowanymi chłodem, które wspinały się wzdłuż kręgosłupa. Chłodem - nie strachem. To nigdy nie mógł być strach.
Piaskowa ściana staranowała to, co stało na jej drodze, cofając robaki, miażdżąc je? Słyszałeś fałsz w rytmie ich skrzydeł, kiedy próbowały się utrzymać w powietrzu, ale nie mogły równać się z twoim reberu, które jak wdzięcznie poruszało się pod twoją wolą, pod twoim dyktandem. Dyrygent przed swoją orkiestrą, która była wrażliwa na każde najmniejsze zgięcie paluszka. Piach ocalił cię przed tym, co przed tobą. A co z tym, co ZA tobą? I oczywiście - NAD tobą. Wpadły na twoje plecy, kilka robaków osiadło na tobie, jeden z nich użarł cię w odsłoniętą część szyi, ale piasek, jego drobinki, które otoczyły cię i zaczęły na tobie osiadać, skutecznie robactwo odgoniły. Chyba. Ich użarcia nie były przyjemne, ale nie bolały - prócz tego jednego ugryzienia. W końcu nie miały boleć. Miały wyżerać chakrę, która była dla każdego shinobi niezbędna do przetrwania. Te z góry wpadły na ciebie jednym strumieniem, jedną falą, kiedy już zbroja osłoniła twoje ciało. Szum ich skrzydeł i dźwięki, jakie z siebie wydawały, przez moment stały się ogłuszające. Wskazałeś swojemu klonowi kierunek - około 15-20 metrów przed tobą, po drugiej stronie rzeki. Blisko. Była tam od początku, nie słyszałeś jej? Sylwetki czającej się w cieniach, która automatycznie w twojej wyobraźni mogła zostać ukształtowana na wzór tamtej kobiety, z którą miałeś wątpliwą przyjemność spotkać się ostatnim razem. Nieznajomy odskoczył, gdy shurikeny świsnęły w powietrzu, a robaki, które na ciebie wpadły, rozpierzchły się na boki. Nie byłeś w stanie stwierdzić, czy twojemu celowi cokolwiek się stało. Po odskoku jednak przestała się przemieszczać.
Stworzyłeś platformę, żeby dostać się do góry.
Robale, wcześniej odtrącone, zawróciły. Zawirowały wokół ciebie jedną masą, ogłuszając. Pochodnia zostawione dziesiątki metrów w górze nadal dawała swój minimalny blask. Twoja nadzieja na to, że coś w tych cieniach dostrzeżesz. Kolejne smagnięcie piaskiem znów roztrąciło większość część robactwa na boki, które czułeś teraz wszędzie wokół siebie i które w szaleńczym tempie chyba zamknęły cię w czymś w rodzaju wiru. Tornado insektów żarłocznych na twoją chakre.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 4 lip 2018, o 22:53

To jasne, że aktualna sytuacja rodziła wiele pytań, chociażby dotyczących tego, co robi tu ta chmara robaków, czy teżskąd i po co tajemnicza osoba wraz z nimi tu przypełzła. I choć snuć domysły można było długo, to obecnie nie było na to czasu. Dywagacje należało zostawić na później, a teraz konieczne było się skupienie na tym, by do tego później dożyć. Wszystko się przecież rozgrywało na przestrzeni sekund. To prawda, że wykwalifikowani shinobi potrafili z każdej sekundy wykrzesać naprawdę sporo, ale nie oznaczało to, że można było pozwolić sobie na ich marnowanie.
Gdyby nie miał przynajmniej minimalnego pojęcia o tym, z czym aktualnie się mierzył, to byłby teraz w dupie równie czarnej jak jaskinia, w której się znajdował. Wiedział, że pędzące na niego robactwo nie jest tym zwyczajnym i własnie dzięki temu zachował może nie tyle życie, co znakomitą cześć pokładów chakry.
Insekty były szybkie, bardzo szybkie. Piasek Diabła Świtu osiągał jednak jeszcze większe prędkości, a w szczególności od całkiem niedawna - od odzyskania swojej zguby, której źródło mocy dla Ichiego wciąż było nie do końca znane. Tak czy inaczej, udało mu się odpędzić nadciągającą na niego chmarę. No cóż, przynajmniej tę, którą zdążył wypatrzyć, bo ataku zza pleców i z góry nie spostrzegł na czas.
Jedynie piaskowa zbroja uchroniła go przed masowymi ukąszeniami, które mogłyby całkiem sprawnie wyczerpać jego niemałe pokłady chakry. Solidna, skompresowana na mistrzowskim poziomie warstwa piachu okryła całe jego ciało, uniemożliwiając kolejnym owadom wgryzienie się w ciało brązowowłosego. Nie był to jednak koniec problemów. Niezliczona ilość insektów wciąż nacierała na złotookiego bohatera i co rusz utrudniała mu realizację nakreślonych w głowie założeń.
Klon wykonał swój atak z nieznanym rezultatem, a pustynny rycerz odpędził się od kolejnej grupy insektów i wzniósł się na piaskowej platformie.
A owady znów natarły. Tym razem w jeszcze bardziej zwartym szyku, zaczęły wirować wokół Sabaku, tworząc swego rodzaju klatkę. Organiczną klatkę, która w każdej chwili czyhała na to, by weżreć się swoimi filigranowymi szczękami w ciało ofiary i wyssać z niego duchową energię.
I weź walcz z tym zaplutym skurwysyństwem. Asahi nie wrzał gniewem jak podczas bitwy o Atsui, ale był mimo wszystko trochę poddenerwowany, a raczej poirytowany tym, z czym przyszło mu się mierzyć i w jakich warunkach. Wciąż chciał dostać się na górę, zgarnąć choćby odrobinę światła, ale najpierw musiał uporać się z owadzim tornadem. Odpędzić się w zwyczajny sposób od nich nie dało, a strzelanie pociskami byłoby absolutnie głupie. Więc co? Na takie zwyczajne, latające pierdoły najczęściej używało się po prostu packi i coś o podobnym działaniu postanowił stworzyć Ichirou. Wystrzelił w górę część piachu z gurdy, który na ułamek sekundy zawisnął ponad nim, tworząc coś w rodzaju chmury lub parasola, który miał rozpościerać się nad całym wirem insektów. Pozostawił jedynie mały otwór na środku, a więc dla niego, by nie zrobić sobie krzywdy. Kiedy tylko piasek rozłożył się w miarę równo nad zadaną powierzchnią, pustynny rycerz cisnął nim o glebę. Chociaż nie, złe słowo. On nim pierdolnął. Z całej siły i przy maksymalnym przyspieszeniu, tak żeby ten płaszcz zgarnął po drodze robale i wgniótł je w podłoże.
Jeżeli mu się to uda, pospiesznie złoży kilka pieczęci, by wystrzelić z ust cztery ogniste pociski. Jeden w tym kierunku, w którym ostatnim raz wyczuł oponenta, pozostałe dwa szerzej - na boki względem tego pierwszego, a ostatni w stronę przejścia na górny poziom jaskini. Na trafienie była niska szansa, fakt, ale od samego początku chodziło w tym wszystkim po prostu o rozeznanie się w otoczeniu. Pociski ognia miały dać przynajmniej na krótki moment światło, dzięki czemu Asahi rozeznałby się w sytuacji, poznał lokalizację władcy robaków, a i też upewnił się co do powrotnej drogi na górę.
Ten moment miał wykorzystać również klon. O ile tylko w chwili jasności wyłapie położenie wroga, to ciśnie w niego shurikenami w ilości sztuk dwie w jednej jak i w drugiej ręce.
W przypadku sukcesu, będzie kontynuował pierwotny plan i czmychnie szybciutko na górę wraz ze swoją wierną kopią.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 6 lip 2018, o 18:26

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
35



Robaki zdzierały z ciebie kolejne okruszki piasku, którymi się otoczyłeś. Na klona nie zwracały najmniejszej uwagi, nie były nim zainteresowane, ale ty? Smakowity kąsek, który tylko próbował je oszukać, udając, że jest nieistotny. Jak tam się poczuwasz, Diable? Belzebub wyśmiałby cię srogo, że tak mizerny młodzieniec, który ledwo odstawił mleko matki od nosa śmie zwać samego siebie tak dumnym tytułem. Po to istniał uśmiech na twarzach innych, żeby można było się cieszyć możliwością obrócenia go w proch. Lecz racja, tylko ta zbroja ratowała cię przed nagłą utratą chakry, która była nieunikniona, jak doskonale wiedziałeś. Musiałeś jak najszybciej się od tego robactwa odgrodzić, zmiażdżyć je, uciec - cokolwiek. Podjąć krok w stronę uwolnienia się spod ich negatywnego wpływu. Ziarno po ziarnie zbroja odpadała od ciebie płatami, porywana przez wir robactwa, które próbowały dostać się do twojej skóry. Przynajmniej porywały piach, a nie wspomnianą skórę. Zawsze jakieś pocieszenie, co nie?
Piasek wzniósł się ku górze i wzbił ponad tornado owadów, rozkładając się nad nimi parasolem. Te nie przestały napierać. Nie zdawały sobie sprawy z niebezpieczeństwa, albo ten, kto je kontrolował, był równie ślepy jak one. Co niby może zrobić zresztą taki piaseczek? A co może zrobić jeden robaczek? Rozłożony nad głowami robactwa parasol przesunął się w dół. Och przepraszam. Pierdolnął w dół. Robaki, które były najniżej, rozleciały się na boki, unikając w całości przesądzonego losu, ale większa ich część zmieszała swoje wnętrzności z piachem, który przygniótł je do gleby. Wreszcie ucichły. Wreszcie zniknęły z twojego bezpośredniego otoczenia. Usłyszałeś wrzask, kobiecy wrzask. Banshee? Pełen bólu i gniewu, kiedy większa część robaczków rozłożyła się dywanem pod twoimi stopami. Reszta chwilowo poruszała się bezładnie poza polem twojego widzenia (o który to brak pola wcale nie było trudno). Nie atakowały. Miałeś wystarczająco wiele czasu, żeby złożyć pieczęci. Pierwszy z pocisków przemknął do przodu, rozjaśniając otoczenie. Widziałeś ją - chwilowy zarys sylwetki, drobnej, nieco pochylonej - z pewnością kobiecej, która cofnęła się przed pierwszym pociskiem tylko po to, by wpaść pod ten drugi. Jakże sprytne zagranie. Kolejny krzyk przeciął ciszę. Kobieta skuliła się - i tyle z widowiska było. Shurikeny klona poleciały w jej kierunku. Trafiły? Nie trafiły? Ostatnia z ognistych kul została wycelowana w górę, by rozjaśnić ci drogę, którą chciałeś podążać. Platforma uniosła ciebie i twojego częściowo zniszczonego przez rój owadów w górę. Dostałeś się tam bez problemu. Tym razem nikt (i nic) cię nie zatrzymywał. Pochodnia dogasała i nie zostało jej zbyt wiele czasu, jak na twoje. Zaraz zgaśnie na wieki wieków, dopóki ktoś nie postanowi jej wymienić. Tym nie mniej nie była to jedyna pochodnia w okolicy, bo do ścian było ich sporo poprzytwierdzanych, niektóre wypalone, ale niektóre wyglądały na niemal nowe. Niemal to było bardzo istotne słowo.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 7 lip 2018, o 10:16

Srogo śmiać to się można co najwyżej z Belzebuba, że na swej emeryturze w pseudomrocznym cieniu odszedł już w zapomnienie, a ludzie za diabła uważali kroczącego wśród nich władcę piasku. Nie żeby coś, ale Ichirou był gotów podnieść rękawicę i powalczyć o to miano. Na ten moment był jednak zajęty tworzeniem małego piekiełka dla innej osoby.
Realizował kolejne kroki planu w zdecydowany sposób. Robale nie poddawały się bez walki, próbowały rozszarpać piaskowy pancerz, ale nim utworzyły sobie drogę do smakowitego ciała młodego mężczyzny, zostały zmiażdżone w znakomitej większości. Rozpaczliwy wrzask nieznajomej kobiety był wisienką na torcie. Cieszył. Nasuwało się na pytanie, czy krzyk ten był jedynie lamentem nad drastycznie uśmierconymi dziećmi, czy wynikał z jakiegoś współdzielenia uczuć z całą gromadą, jakkolwiek to dziwnie nie brzmiało.
Nie było jednak czasu na odpowiedzi, ponieważ Asahi zajęty był odpowiadaniem w zupełnie innej sferze. I robił to ogniem, piaskiem oraz stalą.
Nie miał pewności, czy wyprowadzone ataki dosięgły celu, ale to i tak nie miało aż tak dużego znaczenia. Sabaku nie liczył, że zakończy nimi walkę, bo ich celem tak naprawdę było odwrócenie uwagi przeciwnika, zyskanie na czasie i lepsze rozeznanie w sytuacji. Ważne, że swoimi ostatnimi wyczynami wyraźnie zwrócił uwagę robaczej suki i ją nieźle rozeźlił. Chciał mieć pewność, że w żądzy odwetu podąży za nim. On na jej miejscu z pewnością podążył.
W drodze sięgnął do kabury po kunaia z notką wybuchową i podrzucił go pod stopy Kagutsuchiego. Ot, jeden z pomysłów, które mógł potem wykorzystać w walce.
W końcu udało mu się ruszyć na górę, gdzie niczym pierwotny człowiek szukał źródła ognia. Dogasająca pochodnia była malutkim promyczkiem nadziei, ale na szczęście w komnacie potencjalnych źródeł światła było więcej, tyle że należało je rozpalić. Czasu nie było wiele, więc złotooki bohater z części dostępnych w gurdzie zasobów piasku utworzył jeszcze dwie swoje wierne kopie. Coraz bardziej doceniał ich użyteczność.
Wszystkie trzy klony miały popędzić do najbliższej pochodni, rozpalić ją od tej już dogasającej, potem rozdzielić się i pobiegnąć w dwóch różnych kierunkach, z czego duet piaskowych bunshinów miał zaraz znowu się rozdzielić. Wszystko po to, by jak najsprawniej zapewnić możliwie dużo światła. Założenia były takie, że każda z replikacji miała na koniec zebrać ze ściany po jednej pochodni, by mieć źródło światła przy sobie. Finalnie, cała trójka miała się rozstawić i zabezpieczyć wszystkie możliwe strony, z których można było spodziewać się nadejścia matrony robaków.
W tym czasie prawdziwy Diabeł Świtu nie próżnował. W pierwszej kolejności zregenerował swoją zbroję, przywracając ją do pierwotnego stanu. Zaraz później połowę pozostałych zasobów w gurdzie rozsiał po całej komnacie, by ułatwić sobie późniejsze manewry.
Czekał więc na rozwój sytuacji, będąc gotowych do działania i reakcji, gdyby pojawiło się jakieś zagrożenie. Gdyby coś ku niemu zmierzało, to rzecz jasna będzie kontrował to piaskiem.
Czuć było lekkie poddenerwowanie, ale nie było ono negatywne. Z jednej strony chciał jak najszybciej uporać się z paskudnym problemem, ale z drugiej, takie chwile jak te napędzały życie shinobi. Żadna inna powszednia rozrywka nie gwarantowała takiego zastrzyku adrenaliny, a a ta była przecież bardzo silnym narkotykiem.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 9 lip 2018, o 11:02

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
37



Zrobiło się ciszej. Po tych krzykach, po szumie robali, po trzasku ich skrzydełek, który nadal wibrował ci w uszach. Teraz grzmiała jedynie woda w dole. Nikt ci nie przeszkadzał w dostaniu się na górę, jak to zostało powiedziane, mogłeś na spokojnie odbudować zbroje, która uratowała ci dupsko. Zresztą ten piach, którym władałeś, uratował je już nie raz, więc chyba nie było czym się podniecać. Tak samo ja Belzebub chyba był już po prostu za stary, żeby przejmować się młokosami odbierającymi mu chwilowo tytuł. Nie pierwszy i nie ostatni.
Kunai wylądował u stóp posągu, a ty wylądowałeś na pewnym gruncie. Mając teraz mniej więcej pojęcie, gdzie jest dół, wiedziałeś, że do tego dołu było przynajmniej 30 metrów. Ktokolwiek zsunął się z krawędzi nie miał najmniejszych szans na przeżycie. Rozpaliłeś pochodnie, ciesząc się nagle z błogosławieństwa ognia. Nagle przestawało być dziwnym, dlaczego akurat tutaj powstał posąg. Człowiek bał się ciemności. Bał się tego, czego nie rozumiał, a miłościwy płomień codziennie, przez wiele godzin, rozjaśniał mrok, którego ludzkie oczy nie mogły przeniknąć. Tutaj ta największa z gwiazd nie dosięgała, wiec musiałeś się zadowolić małym płomieniem. Ciepły blask rozlał się po ścianach i pomieszczeniach, a zagrożenia jakby nadal brak. Kobieta nie żyła? Padła? Od jednej kulki ognia i shurikena? Nie. Nie mogła paść, bo chciałeś się z nią jeszcze pobawić. W kotka i myszkę. Cisza piszczała ci w uszach. Krew płynęła szumem w żyłach zupełnie jak ta niespokojna rzeka na dole, napędzana adrenaliną, która wpompowywana była w mięśnie. Niczym w dżungli - przetrwać mieli tylko najsilniejsi, a prawo do danego terytorium mocnych echem odbijało się od kości. Cisza i spokój. Rozesłałeś piach po platformie, w razie czego mając za plecami korytarz do odwrotu. Twój piasek był szybszy, był to win/win w tą czy inną stronę. Czekałeś. Napełniony perwersyjną przyjemnością płynącą z walką z drugim drapieżnikiem - najlepszym dowodem na to, że shinobi po pewnym czasie byli już za mało ludzcy, żeby wymagać od nich prawdziwie ludzkich odruchów. Ludzkich emocji.
W końcu je usłyszałeś. Głośna chmara nadciągała z ogromną prędkością z dołu i wyłoniła się zza krawędzi. Pochodnie oświetliły ich przejrzyste skrzydełka i chitynowe pancerze, teraz rozsłonięte, ale przez ich ilość nie byłeś w stanie rozróżnić pojedynczych robaków od siebie. Wynurzyły się i od razu popędziły w twoim kierunku.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 14 lip 2018, o 11:29

Może właśnie to były ludzkie odruchy? Może Ichirou prezentował najbardziej ludzkie oblicze? Oblicze drapieżnika, który przez wzgląd na swą siłę nie musiał się kryć i chować w norach przed groźniejszymi. Mógł wysunąć swe piaskowe szpony i wydrzeć innym to, co tylko chciał.
Shinobi wcale nie różnili się od innych ludzi. Mieli tylko większe kły i pazury.
Udało mu się zrealizować kilka kolejnych kroków zgodnie z planem. Doświadczenie nabyte przez ostatnie lata sprawiło, że stał się ostrożniejszy i podchodził do starć z chłodniejszą głową. To, że jego ciało nie szpeciła już żadna z dawnych blizn nie oznaczało puszczenia w niepamięć przebytych starć. Zalewaniem się gniewem i atakowanie na hurra kilka razy kończyło się dość nieciekawym skutkiem. Asahi nie zamierzał kolejny raz ocierać się o śmierć, stąd też takie, a nie inne jego działania. Wolał ściągnąć matronę robali w miejsce, w którym już sam podyktuje warunki. I to własnie zrobił, rozstawiając swoje kopie i rozrzucając piach po okolicy.
Wyczekiwał w napięciu nadejścia ataku wroga i nie zawiódł się. Chmara robaków, niczym jedna, wielka, zbita masa wyłoniła się ze strony przepaści i ruszyła. No właśnie - na kogo? Na któregoś z klonów? Na prawdziwego władcę piasku? Asahi nie miał pewności, czy insekty są w stanie odróżnić go od piaskowych replikacji, ale nawet jeśli, to taki fakt niewiele zmieniał w jego działaniach. Zamiar był prosty - powołać do ruchu tę część piachu, która leżała swobodnie na ziemi w okolicach robali, by natychmiast je powstrzymać prędko stworzoną tarczą. Jeżeli tylko uda mu się zatrzymać pędzącą chmarę robactwa, to zaraz po tym spróbuje otoczyć ją z pozostałych stron. Tak, by ją zatrzymać w piaskowej klatce i nie pozwolić się wydostać.
Jeżeli zajdzie taka potrzeba, użyje większych zasobów z gurdy, by zablokować robaki, które znajdą się bliżej niego. Nie będzie też stał w miejscu jak kołek - uskoczy na bok lub do tyłu w zależności do sytuacji. Nie chciał doprowadzić do tego, by po raz kolejny odbudowywać częściowo skruszoną zbroję. Czuł, że w pojedynku z tym przeciwnikiem jego siły dość szybko kurcza się, więc wolał nimi nie szafować.
Jego piach był skuteczniejszy w starciu z robalami, więc liczył, że odparcie kolejnego ataku zmusi przeciwniczkę do bardziej bezpośredniej walki, a co za tym idzie - wyłonienia się. Czekał więc, aż pojawi się na górnym poziomie jaskiń, a w tym czasie oba klony stojące po bokach dobyły po jednym fuuma shurikenie.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 16 lip 2018, o 13:14

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
39



Gotowość była oczywista. Tak samo jak oczywiste było to, że przeciwnik, choć nie zarysował twojego marmurowego ciała, czynił szkody najgorsze - bo okiem niedostrzegalne. Energia z ciebie upływała nie tylko dlatego, że robale cię otoczyły, a też dlatego, że sam z niej czerpałeś garściami. Mistrz kontroli, który nie przetrwania jej na głupoty, a dba o każdy zasób, aby jak najszybciej i najsensowniej rozdysponować całą swoją siłą, całym potencjałem. Robiłeś się zmęczony. Zmęczenie to pojawiało się w czasie, ale nie miało niczego wspólnego z długimi biegami i szybkimi ruchami. Świat był stabilny, nie musiałeś rzucać się do biegu. Jego brak stabilności opierał się na wyczerpywaniu tego, bez czego nie będziesz w stanie się bronić przed całym rojem.
Robaki rozdzieliły się. Wysunąłeś piasek na ich spotkanie, kiedy ich chmara ruszyła we wszystkie strony. Cztery czarne linie, które rozbiły się na boki, chcąc dosięgnąć każdego z celi wystawionych jak na tacy. A Pani robali? Nie była widoczna w ciemnościach. Im więcej masz światła - tym bardziej ono oślepia. Przynajmniej teraz widziałeś, co się dzieje przed tobą i wokół ciebie - to był niezaprzeczalny plus.
Piasek wzniósł się od razu, odgradzając ciebie i klony od pędractwa i zasłaniając widok. To była mała strata. Wystarczyło popchnąć piach mocniej do przodu i zamknąć je w klatce, z której już nie miały szansy uciec - przecież to takie proste! I tak jak brzmiało - tak proste było. Robale próbowały ulecieć w górę i na boki, ale piasek był szybszy. Walka rozgrywała się na prędkościach, za którymi większość ludzi nie byłaby w stanie nadążyć. Część z nich zdążyła ci uciec, cofając się, ale nie zaatakowały.
- NIEEE! - Kobieta ryknęła z rozpaczy i złości. Czmychające robactwo wydawało się odbierać tą złość, sympatyzować z tą, która je kontrolowała. Więc może i ona odczuwała to, jak były miażdżone? Albo była po prostu świrnięta. Głos dobiegał z ciemności przed tobą, za robakami, które przetrwały i nie zostały od niej oddzielone. - Oddawaj je! Oddaj!


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 16 lip 2018, o 21:56

Dość rozrzutne gospodarował swoimi zasobami jak na walkę z przeciwnikiem, którymi swoimi specyficznymi umiejętnościami potrafiły te zasoby uszczuplać. Z drugiej jednak strony, wolał przegiąć w tę stronę niż w przeciwną. Wolał być ostrożnym niż ostrożnie używać swych mocy. Lepiej było zmusić się do większego wysiłku i zadbać z nadmiarem o swoje bezpieczeństwo niż gryźć glebę z powodu zbyt skromnych działań i oszczędzania chakry.
Ubytek zasobów energii był całkiem duży, ale jeszcze nie tragiczny. Fakt, u złotookiego bohatera pojawił się przyspieszony oddech, ale jego motoryka raczej się nie pogorszyła. Przynajmniej na ten moment, bo toczenie walki przy obecnej intensywności w połączeniu z cholernymi robakami w dłuższej perspektywie oznaczało po prostu padnięcie z wyczerpania.
Udało mu się zrealizować zamierzony plan. Większość nacierających na niego insektów została nie tylko zatrzymana, ale też i zamknięta w piaskowym w więzieniu. Aż prosiło się, by zacisnąć te pustynne okowy, by zmienić schwytane robale na miazgę, by zrobić dokładnie to, co zrobił z inną chmarą na niższym piętrze jaskini.
Kiedy już przymierzał się do zamknięcia pięści, by rozkazać piaskowym sidłom skompresowanie się, po całej komnacie rozniósł się rozpaczliwy krzyk. Należał on do kryjącej się gdzieś w ciemnościach kobiety, która wydawała się naprawdę odczuwać to, co działo się z robalami. A może po protu tak mocno się z nimi identyfikowała? W końcu wtedy - w Sabishi - widział, jak wprost z ciała kobiety wylatują robale. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało, te małe paskudztwa musiały żyć w ludzkim ciele. Albo może i były częścią ludzkiego ciała? Choć określenie ludzkie w tym przypadku to dość śmiałe stwierdzenie.
Zawahał się na sekundę, a potem zrezygnował ze swojego zamiaru. Nigdy by nie przypuścił, że złapana chmara robakó może być jakąkolwiek kartą przetargową, ale najwyraźniej tak było. Asahi postanowił więc skorzystać z sytuacji i spróbować wywabić matronę robaków.
- Oddam ci je, ale jak się pokażesz. I odpowiesz mi na kilka pytań - warknął dosadnie i na tyle głośno, by jego odpowiedź rozniosła się dalej i została usłyszana przez szaloną kobietę.
Czego się spodziewał? W sumie to niczego, nie miał żadnych oczekiwań. Jeżeli otrzyma pozytywny odzew - w porządku. Zachowa pasywną postawę i poczeka na rozwój sytuacji, a może i przy okazji wyciągnie kilka informacji. Jeżeli nic z tego - tym bardziej w porządku, bo będzie mógł odpuszczać sobie pierdoły i wróci do pierwotnego planu - zniszczenia wroga.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 18 lip 2018, o 09:21

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
41



Mała, zła dziewczynka, której zabrano zabawki. Zabaweczki. Której odebrano część rodziny. Z tym, że jej głos nie brzmiał słodko i lekko jak samidare, nie brzmiał jak głos dziewczyny - ani wcześniej ani teraz. Zabrałeś jej coś? Oddaj. Kolorowy lizak trzymany w dłoniach był tym obiecanym, im dłużej go przytrzymujesz, tym więcej gniewu wywołujesz - proste? A kolorowy lizak utkany z chakry kusił. Wił się w dłoniach, wetknięty na patyk, wyciągnięty w kierunku osóbki, która miała go otrzymać. Czym był? Wodą, która grzmiała pod waszymi nogami na tyle daleko w dole, że słychać było tylko jej szum? Niezbędną częścią do przetrwania, o której musiała się dowiedzieć pustynia, na której Sabaku pierwsi mieli położyć swoje dłonie, żeby nikt ich nie uprzedził. Choć przecież Atsui było ich, a nikomu jeszcze nie udało się zmienić biegu rzeki. Czy może była nią twoja głowa, która ozdobiłaby te ściany, wbita na jedną z pochodni, gdybyś tylko dał się zaskoczyć. Nie dałeś. I tak oto zamiast lizaka miałeś lep na muchy, którym wymachując wabiłeś wściekłego kociaka prosto w swoje ramionka. Niech zagra tak, jak mu każesz, skoro chce odzyskać to, co jego. A kociak się miotał. Gdzieś w tym gąszczu, który krył się przed bystrym spojrzeniem złotego oka, kręcił się z niezadowoleniem i mruczał i warczał, a jego kły lśniły w wyobraźni, gotowe do tego, by rozszarpywać na drobne kawałki ciało i dusić gardziel.
Kobieta wysunęła się na chmurce robaków do przodu, kryjąc za rzeźbą, na której przylepiona była notka. Zeszła niemal bezszelestnie na twardy kamień, a robaki oblazły ją i wsunęły się pod jej poszarpane, workowate ciuchy. Miała długie, potargane włosy, albo bardzo ciemne, albo to wina półcieni i tego, że wydawały się być mokre, wilgotne tak jak jej ciuchy. Lekko pochylona do przodu błyskała na wszystkie strony białkami oczu nerwowo, upiornie. Gdybyś spotkał ją na ulicy uznałbyś ją za wyjątkowo nieszczęśliwą żebraczkę, ale spotkałeś ją tutaj - wychudzoną i zapomnianą przez świat, z którą miałbyś dziesięciokrotnie większe problemy, gdyby twój piasek nie był szybszy. Wyciągnęła kościste palce, żeby oprzeć je na podeście wielkiego bożka, który w ciszy przyglądał się wszystkiemu, co się tutaj działo. Kto wie? Być może również oceniał.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 19 lip 2018, o 17:19

Zaprosił ją na górę, a ona, skuszona zachęcającą propozycją, uczyniła to, o co ją poprosił. Robaczki zamknięte w piaskowym więzieniu okazały się wystarczającą kartą przetargową. Tylko co dalej? Może jakaś pogawędka, może herbatka w rezydencji Ichiego. To, że tak źle zaczęli tę znajomość nie oznaczało, że wszystko musiało się równie źle skończyć.
No dobra, koniec żartów. Tak na serio, to brązowowłosy przez cały czas myślał, w jaki sposób najprędzej ujebać tę paskudną sukę. Pojawiła się ku temu idealna okazja - kobieta przystanęła tuż przy wielkim posągu Kagutsuchiego, u stóp którego Asahi zostawił przecież kunaia z notką. Ot, drobna niespodzianka, która za moment mogła zostać wykorzystana.
- Po pierwsze - co ty tu, do cholery, robisz? I po drugie - co się stało z ludźmi, którzy mieli obóz na górze? - zapytał dosadnym tonem żądającym odpowiedzi. W końcu przecież oznajmił, że wypuści owady za wyjaśnienie paru kwestii.
Nie liczył tak naprawdę na owocną pogawędkę. Ba, mógł nawet się obyć bez wytłumaczeń kobiety. Najwyżej prawdy dowie się sam. W tym wszystkich chodziło o chwilowe zajęcie kobiety, czekając na idealny moment, by aktywować jego kartę kunaia-pułapkę. Oczywiście, nie był głupi. Brał pod uwagę, że w tym samym czasie kobieta mogła coś kombinować. Utrzymywał wiec wciąż piaskową zbroję, która miała chronić go przed natarciem insektów, a do tego miał tez na podorędziu piasek w gurdzie, który również mógł zostać wykorzystany do obrony.
Były przecież jeszcze trzy klony - o nich nie należało zapominać. Czekały one tak naprawdę na inicjatywę oryginału, która miała wyjść lada moment.
Ten klon znajdujący się po lewej od posągu zaczął już przygotowywać atak. Zebrał piach zebrany znajdujący się wokół niego i puścił go bokiem, po ścianie, a potem tuż przy sklepieniu - tam, gdzie praktycznie nie docierało już światło. Wszystko po to, by przygotować zawczasu piaskową chmurkę, z której w każdej chwili miał lunąć zasypujący wroga deszcz.
W przypadku rozpoczęcia ataku ten klon po prawej miał cisnąć we wroga salwę shurikenów i czekać na rozwój sytuacji, utrzymując dotychczasowy dystans.
Stojący po środku, nie mający już praktycznie chakry, bunshin miał ruszyć do przodu, by zająć kobietę walką w zwarciu.
Jeżeli sam chodzi o tego prawdziwego Ichirou, to zaraz po zadaniu pytań, postarał się przesunąć niepostrzeżenie kunaia z notką bliżej kobiety, co było możliwe dzięki zawartemu w nim piasku. A potem ją rzecz jasna zdetonował, licząc, że sprawa zostanie załatwiona. Jeżeli nie - tutaj miały wkroczyć wpierw klony, realizujące poszczególne zadania.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 20 lip 2018, o 12:25

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
43



Nowy, piękny początek, oferowanie komuś drugiej szansy, skoro nikt nie dał jej takowej poprzednio - piękna rzecz, co?Uwierzenie w drugiego człowieka i w to, że może się zmienić, nawet największy dryblas. Nawet ktoś taki jak ona. Pogawędka, herbatka, jutro może początek przyjaźni. Nowy szpieg dla Sabaku i nowa siła, która wyrastała ponad większość Doko i Akoraito. Była potencjałem militarnym, nawet jeśli pominąć wszystkie te słodziutkie kurtuazje i urocze wizje tego, że kiedyś zjecie popołudniem winogrona, ciesząc się ich smakiem, wylegując się na balkonie twoje rezydencji. Pod tymi łachmanami i wiszącą na niej skórą nie mogło kryć się już nic, co można by było odratować - nic, co byłoby piękne. Jej palce przesuwały się po chropowatej rzeźbie, jakby nerwowo, jej usta wyginały w nerwowych tikach - a może grymasach niezadowolenia. Może klęła na ciebie pod nosem, a przy trzepocie skrzydeł irytującego się robactwa. Czy to ona się irytoała i robactwo to odczuwało? Nie ma znaczenia. Trzymałeś swojego asa wyciągniętego na stole, prezentując jego moc, pełną okazałość, kusząc i wabiąc. Była głupia, że dała się wywabić? Może nie miała wyboru. Matrona robali pożerających żywcem, której zęby same wydawały się z tej odległości idealnymi do rwania mięsa. Ludzkiego mięsa. Gra wyobraźni, światła czy ułuda rzucana przez obecnego w swojej własnej świątyni bożka? Znalezienie się blisko niej wygrywało obrzydliwe struny na twoim zamiłowaniu do estetyki. Na szczęście kobieta nie wydawała się chętna, żeby podchodzić bliżej. Trzymała odpowiednią odległość - i ciągle trzymała się posągu. Przesunęła językiem po popękanych wargach i wyciągnęła usta w szerokim uśmiechu - chwilowym i paskudnym. Ten uśmiech był twoją odpowiedzią.
Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Piasek klona zderzył się z robalami, które wspinały się po ścianie i te minęły go gładko, opadając w twoim kierunku. Część z nich uniosła się zza piaszczystej zasłony, którą stworzyłeś - wydostały się. Przebiły się przez piasek tam, gdzie twój wzrok nie sięgał i wydostały. Zasłoniły swoją panią przed piachem i przed shurikenami, paskudny śmiech kobiety był dzwonem rozbudzającym martwe ściany i przyprawiającym o dreszcz wykrzywiający usta. Boom. Płomienie buchnęły prosto na nią i czarne stado robactwa, podniósł się dym i kurz który przysłonił cały widok, a rozbijający się echem wściekły dźwięk po jaskini wstrząsnął całym podłożem. Czy to tylko kolejne ze złudzeń..? Wielka rzeźba przechyliła się w dół pozbawiona swojej podpory w postaci nóg. I zaczęła przechylać się w twoim kierunku z jękiem i trzaskiem sypiących się, łamiących kamieni. Część podłoża oderwała się od skarpy i runęła w dół z rumorem.
Robaki, które się do ciebie przylepiły, niemal od razu odpuściły. Nie zdążyły nawet dobrze naruszyć twojej zbroi. Niektóre zostały na twoich ramionach, plecach, ale straciły zainteresowanie twoją osobą. Parę z nich leniwie uniosło się w powietrze i zaczęło latać bez ładu i składu, jakby bez przewodnictwa nie były sobie w stanie poradzić.
W końcu cały rumor ucichł.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 20 lip 2018, o 21:58

Chyba odkrył w sobie geny Dōhito, bo wyczekiwał z małym podnieceniem wybuchu. Jego wierne kopie powolutku przygotowywały się lub realizowały swoje plany, a on sam po prostu grał na czas i szukał właściwego momentu, by w najdogodniejszej chwili przemieścić broń celem zdetonowania notki tuż przy samiuśkim celu.
Potem już nastąpiło tylko to, na co tak bardzo liczył. Huk rozniósł się praktycznie po całej komnacie, zagłuszając szum wody, trzepot owadzich skrzydeł i wszystkie inne dźwięki. Eksplozja narobiła sporo zamieszania, przez co nie można było dokładnie dojrzeć, co tak naprawdę działo się z władczynią robaków. Zginęła? W sumie powinno. Wybuch był zbyt blisko, a kobieta raczej nie miała szans na unik. Mimo wszystko lepiej nie było zakładać tak optymistycznej sytuacji. Ichirou zamierzał uznać ją za martwą dopiero po zobaczeniu jej truchła na własne oczy.
Nie było jednak czas na poszukiwania ciała, ponieważ matrona insektów nie była jedyną poszkodowaną podczas wybuchu. Uszkodzeniu uległy również nogi wielkiej figury, która dokładnie w tej chwili traciła swój majestat, zwalając się na dół.
I gdzie jest twój bóg? Och, chyba runął na glebę. Ichirou kontra Kagutsuchi - jeden do zera. I to wszystko tylko przez przypadek.
Jeżeli dotychczasowy pomnik miał przedstawiać wspaniałość Kagutsuchiego, to powstająca po nim ruina mogła zostać symbolem Diabła Świtu, którego największa domeną było najprawdopodobniej zniszczenie.
No ale chyba nie sprowadzi to na Asahiego żadnej klątwy? No przecież nie uczynił tego intencjonalnie. Zresztą, swoim działaniem zrobił bogowi ognia wielką przysługę. W końcu gdzie on, a gdzie podziemna rzeka. Pasował tu jak Sabaku do Morskich Klifów, czyli nijak.
Szkoda, że nie można było pozwolić sobie na więcej cynizmu, no ale bezpieczeństwo było ważniejsze. Stąd też Ichirou bez zwłoki postanowił działać. Zaufał swojej nieprzeciętnej percepcji i ocenił, gdzie spadnie chylący się ku ziemi posąg. Uskoczył do tyłu lub w bok, jeżeli to było konieczne. W przypadku, gdyby czasu miał mało, wspomógł się jeszcze piachem i powołał go do ruchu taką jego ilość, jaką tylko mógł, by potem stworzyć nad sobą solidną zasłonę, która zatrzyma na sobie masywne elementy statuty.
Klon znajdujący się pośrodku raczej nie miał wiele czasu na reakcję i prawdopodobnie skazany był na zgubę. Te po bokach były bardziej oddalone, więc może nawet nie były zagrożone. Jeżeli było inaczej, to rzecz jasna w trosce o swojej bezpieczeństwo możliwie szybko przemieściły się w bezpieczniejsze miejsce.
- I co teraz, pizdo? - warknął niedługo później. Trochę mimowolnie, dając upust swoim emocjom, ale też trochę po to, by sprowokować i wywabić sukę, jeżeli ta się gdzieś schowała.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 21 lip 2018, o 10:20

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
45



Grzmiało ci w bębenkach usznych w ten nieprzyjemny sposób. Tak jak w nieprzyjemny sposób zaczynało powoli ciążyć twoje ciało, spowalniając minimalnie reakcje wraz z tym, jak chakra uciekała z twojego ciała. Minimalnie - czy to coś zmieniało? Teraz, kiedy wróg spadł w dół, a bóg został obalony? Twoje wielkie, personalne zwycięstwo nad pokrętną władczynią robaków, która tuliła się do stóp tego, który władał ogniem. Śmieszne, bo przecież te robale ognia nie trawiły. Co tutaj robiła? Po co podjęła się walki? Trafiła na twardszego zawodnika od siebie i poległa. Albo spadła w dół i zdecydowała, że podejmować walki po raz wtóry jej się nie opłaca.
Opadające w dół, sypiące się części potężnego boga, któremu wyświadczono przysługę, by nie musiał spoglądać prosto w czerń, za plecami mając grzmiącą wodę. Lecąca rzeźba sunęła prosto na ciebie i drzwi, które miałeś za plecami. Uskoczenie w tył - prosto do wyjścia? - czy może jednak w bok, gdzie miałbyś jeszcze szansę zbadać resztę tych korytarzy, których nie poznałeś? Znalazłeś ledwo jedno ciało, robotników na pewno było tutaj więcej. No i jeszcze śliczna, różowowłosa boginka, która ponoć miała zapaść się pod ziemię właśnie w tej świątyni. Wybór przecież zawsze należał do ciebie. Tak czy siak wynik był jeden - posąg runął w dół, prosto na drzwi, blokując je i uszkadzając część ściany, która dodatkowo zwaliła się pod twoje nogi, układając we wdzięczny gruz. Szczytem popisu dissowego byłoby teraz żreć gruz cygance. Klon centralnie pod rzeźbą został rzeczywiście strącony. Jeden z pozostałych oberwał dość mocno kawałkiem, a ty? Tobie nic wielkiego się nie stało - drobiny, które się na ciebie posypały na pewno wyrządziłyby jakąś krzywdę, gdyby nie to, że chroniła cię ciągle zbroja.Pochodnie przy drzwiach zgasły - pozostała jedna, najbardziej wysunięta na bok, która przez moment przestała cokolwiek oświetlać i była tylko płomieniem za mgłą. Kurz i pył, który uniósł się z ziemi, podrażnił gardło przyprawiając o duszący kaszel. Aż się prosiło, by wyrwać się z tej chmury. Na szczęście szybko wszystko opadło - miało gdzie opadać. Wiele, wiele metrów w dół - prosto do wody. Prosto za władczynią skarabeuszy.
Ponoć skarabeusze były dobrym omenem.
Odpowiedziała ci cisza.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1483
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 22 lip 2018, o 16:59

Kamienne odłamki opadły, ale za to w ich miejsce podniósł się pył, który był podobnie drażniący co robaki. W związku z tym, kiedy wszystkie hałasy już ucichły, po sali rozległo się kichnięcie. A potem kolejne, a za nim jeszcze kolejne. No co? Swędziało go w nosie od tego wszędobylskiego kurzu.
Kiedy warunki otoczenia nieco się poprawiły, odchrząknął i splunął na ziemię, by pozbyć się nieprzyjemnych drobinek z ust, a potem rozejrzał się i ocenił sytuację. Pozostały dwa klony, bo ten, którego troszkę przygniotło, mógł w ciągu chwili się zregenerować. Źródła światła dogasały - pozostała tylko jedna pochodnia, którą oczywiście zabrał jeden z bunshinów. Jeżeli zaś chodzi o zawalony posąg, to jego szczątki zakryły wejście do komnaty. Nienajlepsza nowina, ale z drugiej strony nie byłą to rzecz, z powodu której należałoby rozpaczać. Jeśli będzie potrzeba, Ichirou odgrzebie wyjście. Za pomocą piasku rzecz jasna.
Nie miał pewności co do zgonu oponentki, więc póki co utrzymywał dalej swoją zbroję. Fakt, obciążało go to jego kurczące się zasoby, jednak wolał z tych podziemi wyjść zmęczony, ale żywy.
Wraz z dwójką przybocznych Iczirów przyczłapał do miejsca, w którym ostatnim razem widział robaczywą sukę. Dokładnie się rozejrzał po tym miejscu, szukając wszelkich śladów po niej. Czy odnalazł jej zmiażdżone truchło? Oby. Jeżeli nie, to słabo. Może robił się trochę stary, bo złapał się własnie na tym, że miał nadzieję na zakończenie walk. Nie miał ochoty dalej się ścierać z tą paskudną suką. Nie w tym miejscu i nie przy obecnym stanie sił.
Co dalej? O ile nic istotnego się nie wydarzyło, to postanowił wrócić do poziomu niżej. Zebrał najpierw do gurdy piach rozsiany po okolicy, a potem ruszył znowu tą samą trasą. Jeżeli było to konieczne, to skorzystał z latającej platformy, by pokonać trudny teren, w którym nie było bezpiecznej ścieżki. Dokładniej rzecz biorąc - platformę wykonał klon. Ten, który miał jeszcze pełne zasoby chakry, które podarował mu stwórca. Druga z kopii trzymała natomiast pochodnię, dzięki czemu ten właściwy Ichirou mógł się w pełni skupić na obserwacji otoczenia i wyłapywania ewentualnych zagrożeń.
Jeżeli na drodze nie stal się celem jakichkolwiek ataków, to rzecz jasna postanowił się tu rozejrzeć. Chyba musiało być tu coś więcej niż sama pusta jaskinia. Robotnicy wraz z Akemi musieli zostawić po sobie więcej śladów niż kilka plam krwi. No i sama władczyni robaków, która też po coś musiała tutaj być.
Szkoda, że jednak nie wypili herbatki i nie porozmawiali chociaż chwilę. Asahi znowu był zdany wyłącznie na siebie i musiał na własną rękę szukać odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie do końca sformułował.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2783
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Atsui

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron