Wioska Kirisu

Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników. Prowincja jest zamieszkała również przez współpracujący z Sabaku Szczep Maji.

Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 26 sty 2017, o 00:37

Obrazek
Wioska Kirisu jest jednym z większych siedlisk ludzkich położonych na południu Atsui. Została utworzona w takim miejscu, że niezależnie od tego czy wyjdzie się z niej zachodnią, wschodnią czy południową bramą, to i tak dotrze się do granicy z Tsurai. Swoiste położenie sprawiło, że często była przystankiem ludzi podróżujących pomiędzy tymi dwiema prowincjami. Zatrzymywali i zatrzymują się tutaj podróżni zmierzający na północ Atsui, a nawet dalej, a także Ci, którzy swoją wędrówkę mają zamiar zakończyć w prowincji rodu Haretsu. A gdzie podróżni, tam również biznes. Wioska Kirisu znana jest przede wszystkim ze swojego targu zawierającego multum przeróżnych rzeczy, o które ciężko w reszcie prowincji. Mowa tutaj o wszelkiego rodzaju dziwactwach, specyfikach leczniczych medycyny ludowej, a nawet i amuletach mających odpędzać złe duchy. Mówi się, że czasy, w których wierzono w zabobony i przesądy powoli mijają, ale Kirisu jest doskonałym przykładem tego, że świat wierzeń nadal może być idealnym zarobkiem dla ludzi obrotnych. Oprócz tego w centrum wioski znajduje się niewielka oaza, która pozwala na złagodzenie trudów podróży i napojenie zwierząt. Jeśli dodać do tego jeszcze wspaniałą karczmę serwującą sławne w tym rejonie teriyaki, to już nikogo nie powinno dziwić, że to miejsce jest istną ostoją kupców. Nie dość, że mogą na tutejszych straganach opchnąć swoje rupiecie, to dodatkowo mają tutaj nie tylko porządną strawę i napitek, ale także sposobność dania zwierzętom chwili odpoczynku. Starszy tej wioski doskonale zdaje sobie z tego sprawę i pobiera sowite opłaty za wszystkie luksusy Kirisu. Wioska jest jednak tego warta, a każdy pieniądz przyczynia się do jej rozwoju. Każdy wygrywa.
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 26 sty 2017, o 00:56

Obrazek
Misja rangi C dla Ichirou - post 5 z 30
~No mercy from the edge of the blade
Dare escape and learn the price to be paid~

Uprzejmość i ciekawość byłyby na pewno dobrymi argumentami, gdyby nie reputacja ciągnąca się za Ichirou niczym jelito za wybebeszonym Kaguyą. Oczywiście nie chodzi tutaj o zasługi wojenne, a raczej o opinię bawidamka, która też została przyczepiona do jego osoby. Rudzielec doskonale zdawał sobie z tego sprawę, więc domyślał się również dokąd mogły prowadzić wszelkie zabiegi i chociażby odrobina ciepła ze strony Asahiego. Czy była to dedukcja właściwa? Tego nie była pewna, ale wiedziała, że takie zachowanie sprawi, że nie będzie musiała się od niego odganiać, bo to akurat byłoby jeszcze bardziej upierdliwe. I nie. Niestety nawet chęci Ichirou nie pozwoliłyby na stopienie lodu otaczającego serce posłanki, bo zwyczajnie nie był w jej typie. Żaden mężczyzna nie był, o ile to w jakikolwiek sposób pomoże mu podnieść roztrzaskane ego. Szkopuł był jednak w tym, że Asahi miał się nigdy nie dowiedzieć o tym drobnym szczególiku, który być może wpłynąłby w jakikolwiek sposób na jego postrzeganie tej rozmowy.
A skoro o rozmowie mowa, to ta wreszcie wróciła na właściwe tory. Rudzielec uśmiechnął się nawet delikatnie, kiedy Asahi zachował się troszkę profesjonalniej. Najwyraźniej niewielka reprymenda potrafi go jeszcze trochę naprostować. Gdyby dostawał takie od każdej niewiasty, to zapewne byliby z niego jeszcze ludzie. Oczywiście istniała też szansa na to, że cała ta szopka była jedynie na pokaz, ale nawet jeśli, to rudzielec osiągnął swój cel. Na niczym więcej jej nie zależało.
- No, można było tak od razu. Nie ma za co, Ichirou-san. - odpowiedziała wyraźnie zadowolona, po czym odwróciła się z gracją na pięcie. Pomimo wyglądu kujonicy trzeba było przyznać, że ciało miała również niczego sobie. Potwierdziła to dość szybko, bowiem po jednym odbiciu się od ziemi przeskoczyła o paręnaście metrów do przodu i to w takim tempie, że dla ludzi którzy nie byli shinobi mogłoby się wydawać, że lata. I o ile sama ruda przemieszczała się szybko, o tyle Ichirou już nie był aż tak sprawny i podróż do upatrzonej wioski zajęła mu chwilę. Dotarł tam jednak po całym dniu wędrówki. Słońce akurat zachodziło za horyzont, a miasto wydawało się trochę ospałe. Na ulicach nie było wielu ludzi, a jeśli już jacyś się znajdowali, to byli to kupcy zwijający powoli swoje stragany. Po Kaguya nie było najmniejszego śladu. Ichirou nie mógł również wypatrzeć tych splądrowanych domów i jakichkolwiek śladów walk. Za to na pewno zauważył dwuosobowe patrole z włóczniami opartymi o ramiona, które przeczesywały regularnie wioskę. Raz za razem przechodziła kolejna dwójka i wyglądało na to, że mieli oko na wszystko dookoła. Tylko co z atakami? Gdzie najeźdźcy i gdzie krew, którą można przelać? Chyba, że może być wino. To akurat lało się w każdej tawernie, więc Asahi nie musiałby go długo szukać.
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Ichirou » 26 sty 2017, o 20:58

Chłodna, oficjalna postawa, którą przyjął brązowowłosy, wcale nie odzwierciedlała jego faktycznego stanu. Na wyraz zadowolenia rudowłosej pozostał niewzruszony, mimo że wewnątrz czuł pewien niesmak z powodu niepomyślnego przebiegu rozmowy z nią. Dalsze próby spoufalania się miały praktycznie stuprocentową szansę niepowodzenia, więc nabranie dystansu miało na celu uniknięcie ewentualnej kompromitacji. Nie było nic dobrego w nachalności, a w przypadku rudej okularnicy zaliczały się do niej chyba nawet najdrobniejsze próby nawiązania mniej formalnego kontaktu.
Pozwolił sobie na grymas na twarzy dopiero, gdy ta odwróciła się i ruszyła w swoją stronę, z całkiem niezłą prędkością warto dodać. Mimo tej prędkości bursztynowe oczy nie zgubiły choćby na sekundę zgrabnego tyłeczka jak i całej, budzącej zainteresowanie figury. Może ze strony rudowłosej nie zaznał jakiejś szczególnej zniewagi, ale mimo wszystko jego ego odczuło lekki cios z liścia, którym był chłód i brak jakiegokolwiek zainteresowania ze strony dziewczyny.
- Nie poszło najlepiej, co? - zabrał głos czarny kocur, który przez ostatnie chwile nie zwracał na siebie uwagi.
- No. Teraz wiem, jak się czujesz przed Yuko - odparł Asahi po kilku sekundach szukania riposty, która akurat okazała się celna. Kuro prychnął cicho i odwrócił głowę na bok, chcąc ukryć przed powiernikiem paktu swoją reakcję, która i tak była dość oczywista.
- No dobra, ruszajmy - przerwał ciszę Ichirou, lekko wzdychając i czyniąc pierwsze kroki we właściwym kierunku. Mieli kawałek drogi do przebycia, ale dla Sentokiego była to już nie pierwszyzna. Ot, podróż jak podróż. Asahi w swej karierze przebył już wiele kilometrów przez piasku pustyni, więc kolejne były raczej rutyną niż nowym, ekscytującym doświadczenie. Wartym wspomnienia faktem była jedynie obecność czworonożnego towarzysza, która umilała pustynną przeprawę.
Przybył na miejsce o zachodzie słońca, zastając widok znacznie spokojniejszy od oczekiwanego. Jeżeli nie liczyć w miarę częstych patroli przeczesujących osadę, to nie byłoby w ogóle powodów, by przypuszczać, że tutejsi mają jakiekolwiek problemy z renegatami. Może ta grupa wyjęta spod prawa była zbyt słaba, by zagrozić całej wiosce, dlatego też napadała tylko pojedyncze karawany kupieckie? Cóż, należało zasięgnąć informacji od żyjących tu mieszkańców, a przy okazji zebrać nieco sił. Po długiej wędrówce potrzebował przynajmniej chwili odpoczynku, dobrej strawy, no i płynów, najlepiej z niedużą zawartością procentów.
Gestem otwartej dłoni zatrzymał dwójkę strażników, którą napotkał na swojej drodze. Skinął nieznacznie głową i zabrał głos, przechodząc do rzeczy.
- Sabaku Ichirou, przybyłem z Atsui z zadaniem zajęcia się okolicznymi renegatami. Gdzie ich szukać? Co o nich wiecie? Są wśród nich jacyś Kaguya? Ktoś inny jest w stanie udzielić mi bardziej szczegółowych informacji? - Sprezentował im mały zestaw pytań, by na dobry początek lepiej rozeznać się w sprawie.
- Ach, jeszcze jedno. Który lokal jest tu najlepszy? - Shinobi też człowiek i jakoś musi funkcjonować. A że Ichirou był człowiekiem na poziomie, to i szukał przybytku adekwatnego do jego osoby.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3244
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 26 sty 2017, o 22:45

Obrazek
Misja rangi C dla Ichirou - post 7 z 30
~No mercy from the edge of the blade
Dare escape and learn the price to be paid~

Może i tyłeczek miała zgrabny, ale jedyne co Ichirou mógł z nim zrobić, to na niego spoglądać. Taki już los niektórych mężczyzn. I to dość częsty, wypadałoby nadmienić. Szkoda tylko, że shinobi wyładował swoją frustrację wywołaną niepowodzeniem na niewinnym kocie. Dobrze, że ruda tego nie widziała, bo Asahi nie tylko nie miałby u niej żadnych szans, ale na dodatek byłby całkowicie skreślony. Dopiero wtedy poznałby chłód, którym potrafiła ziać na lewo i prawo. Dysputa z towarzyszem musiała jednak zostac przerwana, bowiem droga zapowiadała się dość męcząco. Nie chodziło nawet o samo słońce, do którego Asahi był raczej przyzwyczajony, a o dystans pozostały do przebycia. Kirisu znajdowało się bowiem przy granicy z inną prowincją, więc dotarcie tam wiązało się z całodzienną podróżą pośród piasków, wiatrów i skorpionów. Nikt normalny nie chciałby mieszkać w takim miejscu, ale wystarczy wziąć pod uwagę, że dla Ichirou piasek jest miłością, piasek jest życiem. Może być także bronią, jeśli przeleje na niego chakrę, więc można uznać, że mężczyzna był w swoim żywiole.
Na całe szczęście nie każdy uwielbia takie klimaty, a szczególnie nie słońce, które każdego dnia chowa się za horyzontem, żeby dać te parę, paręnaście godzin wytchnienia dla wszystkich roślin i stworzeń wcześniej topiących się od jego promieni. Właśnie podczas tego aktu Ichirou dotarł do wioski Kirisu, która wydawała się nadzwyczaj spokojna. Może nawet aż za bardzo, ale cóż poradzić. Patrole na ulicach wskazywały na niebezpieczeństwo, ale również dawały złudne poczucie bezpieczeństwa, które mogło udzielić się również Asahiemu. Ten zdawał się na razie niczym nie przejmować i podszedł radośnie do strażników z nadzieją, że udzielą mu jakichś informacji. Dwójka mężczyzn, która była znacznie roślejsza od shinobiego, spojrzała najpierw na siebie, a następnie na naszego bohatera.
- Aaaa, tak. Miał tutaj przybyć jakiś panoczek z Sabaku. Więc to Ty? Hm... Na silnego nie wyglądasz, ręki za Twoją krzepę bym sobie uciąć nie dał, ale skoro przysłali to przysłali. Starszy Shou powinien coś o tym wiedzieć, bo nam to za dużo nie mówią. Mamy jedynie patrzeć na jakichś podejrzliwców na ulicach i tyle. Shou siedzi w "Wielbłądzim paluchu". Jak chce się panoczek czegoś napić i najeść, to tylko tam. Dodatkowo mają występy tancerek, to i je na czym oko zawiesić! Założę się o 300 ryo, że Shou też tam już siedzi. Musisz iść... - odpowiedział wyższy z nich tak zwyczajnie, po swojsku, zupełnie nie przejmując się przy tym etykietą. Oczywiście strażnicy coś tam słyszeli o Ichirou, ale przecież nie wierzyli we wszystko. Mieli go raczej za chłopaczka, który wsławił się dzięki przynależności do Sabaku, a teraz chodzi i wszystkim o tym rozpowiada. Bohaterowie nie mają łatwego życia. Dodatkowo, jeśli to przez nich Kaguya atakują teraz wioskę. W każdym razie te trzy kropeczki na końcu oznaczały wyjaśnienia strażnika mówiące o tym, jak dotrzeć do osobliwego przybytku. Skomplikowane to nie było, a w rozpoznaniu lokalu miał jeszcze pomóc szyld z kopytem wielbłąda. Lokacja Shou ustalona, strażnicy nie przegonili z wioski. Na razie wszystko szło tak, jak iść powinno. To chyba dobry omen, nie?
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Ichirou » 27 sty 2017, o 20:40

Dotarłszy do celu swojej wędrówki, zatrzymał dwójkę strażników i wypytał ich o podstawowe informacje, które mogłyby przybliżyć mu lokalny problem z renegatami. Do osobników z początku miał nastawienie zupełnie neutralne i obojętne, ale to dość szybko uległo zmianie. Napotkana dwójka pozwoliła sobie na umniejszenie siły brązowowłosego, za czym ten osobiście nie przepadał. Jego zdaniem dwójka parobków z dzidami z jakiejś małej wioseczki powinna odzywać się z szacunkiem do zasłużonego w bojach Sentokiego, reprezentującego ród sprawujący władzę nad całą prowincją. Nie wymagał kłaniania się po pas, ale pierwsze słowa jednego ze strażników odebrał jako małą zniewagę. I właśnie na tę zniewagę zdecydował się odpowiedzieć. Obdarował stojącą przed nim dwójkę srogim spojrzeniem i pozwolił, by chakra w jego ciele zakotłowała się może z nie z maksymalną intensywnością, ale z wystarczającą siłą, by stojący obok postronni mogli odczuć energię drzemiącą w Ichirou. Ot, mała prezentacja cząstki jego mocy, by odebrać strażnikom na sekundę dech w piersiach, zmuszając tym samym do ponownego przemyślenia swoich pierwotnych, absolutnie mylnych wniosków.
- Radzę się wstrzymać z pochopnymi ocenami. Zlekceważenie wroga w taki sam sposób może okazać się zgubne w skutkach - odrzekł i zaraz po tej dosadnej lekcji odszedł w odpowiednim kierunku, pozostawiając dwójkę mężczyzn samych. Zmierzał rzecz jasna do knajpy, w której znajdować się miał ten cały Shou. No i te tańce kobiet, które mimo wszystko też stanowiły pewną pokusę. Wychodziło na to, że będzie można połączyć przyjemne z pożytecznym.
- Pokazówkę mogłeś sobie darować, aż mi się futro zjeżyło - skomentował w drodze Kuro, pół żartem, pół serio. Asahi w odpowiedzi westchnął cicho, wzruszając bezradnie ramionami.
- Swoją drogą, chyba lepiej będzie, jak samemu zajrzę do tej knajpy - zmienił temat po chwili.
- Oho, tancerki ci w głowie? Myślałem, że ta ruda zgasiła twój entuzjazm na dzisiaj.
- Po prostu robiłbyś tam za niezłą atrakcję - odpowiedział Sabaku, udając, jakby ostatnie słowa młodego kocura w ogóle nie padły.
- Taaa. Poczekam gdzieś w pobliżu.
- Tylko nie wpakuj się w żaden bajzel, z które potem będę musiał cię wyciągać.
- To prędzej ty się wpakujesz w jakieś kłopoty.
- Heh, pewnie tak. To do potem - odrzekł na koniec brązowowłosy, zbliżając się już do właściwego lokalu.
- Yup - mruknął Kuro, który odłączył się od powiernika paktu i z niezłą zwinnością wdrapał się na dach tego lokalu. Tam zamierzał przycupnąć i przeczekać w spokoju najbliższy czas, obserwując okolicę lub po prostu leniuchując.
Asahi natomiast wszedł do przybytku i rozejrzał się dobrze po jego wnętrzu. Spojrzeniem szukał przede wszystkim trzech rzeczy - Starszego Shou, jedzenia i picia, tancerek. Niekoniecznie w takiej kolejności.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3244
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 28 sty 2017, o 01:02

Obrazek
Misja rangi C dla Ichirou - post 9 z 30
~No mercy from the edge of the blade
Dare escape and learn the price to be paid~

Najwyraźniej ego Ichirou cały czas krwawiło po odrzuceniu przez rudzielca, bo musiał pokazać swoją siłę na dwójce niewinnych, słabszych strażników. Oczywiście, że nie wierzyli w jego siłę, bo przecież żaden rozsądny człowiek nie uwierzy w coś, o czym ludzie tylko gadają. Zgodnie z opowieściami Asahi był kawałem chłopa, który mógł przenieść na rękach wielbłąda, a tymczasem wyglądał zwyczajnie. Czy ich zdziwienie nie było zatem usprawiedliwione? Wedle Ichirou - nie. Właśnie dlatego postanowił też zadziałać na nich swoją chakrą, przez którą jeden ze strażników zrobił dwa kroki do tyłu i upadł na tyłek, a drugi musiał podeprzeć się swoją bronią, aby nie podzielić jego losu. Na czole obydwóch pojawiły się zimne poty, a twarzy trochę pobladły. Jeśli chciał im udzielić lekcji, to mógł wybrać inny sposób. Chyba nie spodziewał się, że taki pokaz brutalnej siły sprawi, że strażnicy będą mu bardziej przychylni? Owszem, w pierwszej chwili się przestraszyli, ale kiedy Ichi ruszył w swoją stronę, strach przemienił się już w pogardę. Stanęli na równe nogi i ze złością w oczach odprowadzali Asahiego aż ten zniknął z ich wzroku.
- Chędożony gnój z Astui. Myśli sobie, że jak umie machać tą całą chakrą, to może się nią obnosić na lewo i prawo. Jeszcze nas popamięta. Ta chakra jeszcze mu dupą wyjdzie. - zaklął jeden z drugim i niemal równocześnie splunęli pod stopy. Najwyraźniej nasz kochany Ichirou właśnie powiększył swoją kolekcję wrogów. Chociaż to byli tylko strażnicy, więc nie było się czym przejmować. Prawda? Zobaczymy.

Udanie się do Wielbłądziego palucha było bardzo dobrym wyjściem i w sumie chyba jedynym możliwym. Asahi nie posiadał bowiem żadnego rozeznania, miał zero informacji, a na dodatek znajdował się w nieznanym sobie miejscu. Takie przybytki były za to doskonałe do pozyskiwania informatorów, a przy okazji zaznania chociaż odrobiny przyjemności. Ichirou szybko znalazł to, czego szukał i to jeszcze wszystko na raz. Zobaczył bowiem jedzenie, picie, tancerki, a także mężczyznę otoczonego przez piątkę strażników, który zajmował miejsce w pierwszym rzędzie. Nie spoglądał on jednak na tancerki, które krążyły po lokalu pomiędzy klientami. Jego oczy były utkwione w kobiecie tańczącej na głównej scenie, która miała być prawdziwą atrakcją dla gości tego lokalu. A była to tancerka o niezwykłej aparycji! Opalona skóra skutecznie współgrała z półmrokiem rozjaśnianym światłem świec ustawionych na brzegach sceny. Blond włosy tworzyły wspaniałą harmonię z niewielkim pasmem umalowanym na czarno. Jakby tego było mało, to na jej ciele znajdowały się również białe tatuaże, a może nawet specjalnie nieopalone miejsca, które szczególnie upiększały jej nogi. Jeśli dodać do tego smukłą i niezwykle pociągającą twarz, to można by stwierdzić, że do Kirisu wstąpiła jakaś bogini. O stroju nie ma już co nawet wspominać! Ach, jakaż to szkoda, że Wielbłądzi paluch nie był burdelem, a kulturalnym lokalem, gdzie klienci nie mogli nawet dotknąć tancerki, albo mieli zwyczajnie kłopoty. Mimo wszystko oczy można było nacieszyć. A Ichi oprócz tego mógł podejść do staruszka z eskortą. To chyba on był tym całym Shou, o którego mu się rozchodziło. Raczej wątpliwe, żeby straż wioskowa chroniła kogokolwiek innego.
Ostatnio edytowano 30 sty 2017, o 17:30 przez Chuichi, łącznie edytowano 2 razy
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Ichirou » 29 sty 2017, o 11:41

No i takie miejsce mu się podobało. Jedzenie, alkohol, wędrujące po całej sali tanecznymi ruchami panienki, o urodzie wartej zawieszenia oka. Dlaczego świat nie mógł wyglądać tak wszędzie? Pod pewnymi względami Ichirou był prostym człowiekiem. Widział dobrą biesiadę i miłe towarzystwo pięknych kobiet, dawał plusa. Takie napotkane atrakcje wewnątrz przybytku o ciekawej nazwie sprawiały, że warto było na moment zapomnieć o celu zadania. Przecież też musiał odpocząć, nieprawdaż? W związku z tym w pierwszej kolejności zamówił sobie jakąś sprawę, sugerując się sugestiami osoby z obsługi, a do tego poprosił o trochę wina. Ot, żeby nie było mowy od razu o pijaństwie, a kulturalnym zwilżeniu języka i uzupełnieniu płynów w organizmie. Jeżeli otrzymał jedzenie oraz napitek, zasiadł w miejscu dogodnym do obserwacji. Obserwacji tancerek, rzecz jasna. Pozwolił nacieszyć swe oczy tymi kuszącymi widokami przynajmniej jakieś kilka, może kilkanaście minut. Nie szczędził na uśmiechu kierowanym do tych pań, które w danym momencie przechodziły obok niego. I choć mimo wszystko w tych sprawach miał całkiem niezłą samokontrolę, bo przecież nie był byle desperatem, to jednak i tak musiał z trudem powstrzymywać się od nieco prostackich zachowań, którymi były próby klepnięcie lub uszczypnięcia miłej pani.
Po jakimś czasie, kiedy trochę wypoczął (no dobra, wypoczynek był tylko pretekstem), wstał i ruszył w stronę jegomościa otoczonego przez grupę strażników. Nie było pewności, że był to właśnie Shou, ale i tak od wyżej postawionej osoby mógłby czegoś się dowiedzieć. Zanim jednak podszedł do tego mężczyzny, stanął w połowie drogi, ponieważ właściwe w tym momencie ujrzał istną boginie. Teraz, z bliższa, mógł lepiej docenić jej wszelkie walory, które w połączeniu z właściwymi ruchami i niemałą charyzmą przyciągały męskie spojrzenia silniej niż Maji żelazo. Dopiero po kilku chwilach wrócił myślami do tego, co go tutaj przywiodło. Podszedł wtedy do siwego mężczyzny i w pierwszej kolejności przedstawił się. Jemu lub strażnikom, o ile ci zamierzali jakoś zatrzymać Sentokiego.
- Asahi Ichirou, Sentoki z rodu Sabaku. Przybyłem w sprawie renegatów grasujących w okolicy. Mam przyjemność z niejakim Shou? Potrzebuję informacji, by zając się problemem. - Krótko i treściwie, bo nikt by nie chciał słuchać dłuższej wiązanki, szczególnie mając znacznie bardziej interesujące zajęcie, jakim było zachwycanie się boginiąna scenie.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3244
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 30 sty 2017, o 17:29

Obrazek
Misja rangi C dla Ichirou - post 11 z 30
~No mercy from the edge of the blade
Dare escape and learn the price to be paid~

Kto by nie zwrócił uwagi na gorące kobiety i wspaniałą muzykę? Chyba tylko jakiś wojownik ze zlodowaciałych wysp, ale Ichirou pod tę kategorię się nie zaliczał i właśnie dlatego przez chwilę jego myśli skupiały się dookoła kuszących kształtów i wodzącej urody. Jednak co to za uciecha dla oczu, kiedy brzuch daje o sobie znać? Coś na ząb też trzeba wrzucić, więc w tym wypadku zdał się na obsługującego. Tylko jakie mogą być rarytasy pustyni? W tych zakątkach piasków szczególnie smaczną potrawą były skorpiony nabijane na patyk. Oczywiście nie posiadały już swojego jadu, ale pancerzyk nadal był obecny. Wyzwanie dla zębów i podniebienia, chociaż dla Ichirou mogła to być norma. W każdym razie tańce, harce i przyjemności nie mogły trwać długo. Nie wiadomo było ile jeszcze czasu Shou zamierza cieszyć oczy niezwykłą figurą tancerki, a ganianie go po całym mieście raczej Asahiemu się nie uśmiechało. Właśnie dlatego w końcu zdecydował się na rozpoczęcie rozmowy i skrócił dystans dzielący go od starszego. Sami strażnicy nie bronili przesadnie dostępu do swojego celu, ale mieli Ichirou na oku. Widać było, że zajmują się Shou nie tylko dlatego, że im płaci, ale także dlatego, że go szanują. I właśnie przez ten szacunek pojawił się jeden problem.
- Shou-SAMA dla Ciebie. Możesz być Sabaku, Ayatsuri czy innym, ale kultury powinni uczyć chyba wszę... - wygarnął jeden strażnik, ale zanim zdążył wszystko powiedzieć został uciszony gestem przez Shou. Jedno podniesienie ręki wystarczyło do tego, żeby mężczyzna spokorniał. Najwyraźniej on nie był sentokim tej wioski i odczuwał respekt do swojego pracodawcy.
- Czyli przysłano nam młodzieńca, który wsławił się podczas ostatniej jatki rodów? Czymże zasłużyliśmy na taki zaszczyt? Rozumiem, że pośród tej bandy oprychów mogą być również Kaguya, ale nie sądziłem, że ta informacja zmobilizuje Sabaku do tego stopnia. Gdy narzekałem wcześniej na ataki bandytów, to nie przysłano nikogo. Tymczasem jedno nazwisko potrafi poruszyć góry. Naprawdę przezabawne. - zwrócił się do Ichirou i choć jego wypowiedź dało się odebrać różnie, to ton głosu wyraźnie wskazywał, że nie należało wszystkiego odczytywać jako ironię czy pogardę. Z drugiej strony starzec ma już parę lat na karku i jeśli chodzi o zagrywki słowne, to na pewno jest w tym lepszy niż niejeden młokos, który próbował go zrzucić ze stołka. Ichirou jednak nadal nie dowiedział się niczego konkretnego o swoim zleceniu, co mogło być dość irytujące. W końcu jest odsyłany od jednego człowieka do drugiego, a kiedy dotrze już na miejsce, to nadal nic mu nie mówią. Ach, ta wspaniała uprzejmość i gościna pustynnych wiosek.

Występ tancerki zbliżał się tymczasem ku końcowi. Jej kuszące biodra zaczynały kręcić się już do coraz wolniejszego rytmu, ale uśmiech z twarzy nie znikał nadal. Trzeba było przyznać, że ta kobieta była istnym klejnotem pustyni, którym Kirisu mogło się szczycić na lewo i prawo. Przybyła tutaj jakieś trzy miesiące temu i od tamtego czasu tańczy w Wielbłądzim Paluchu niemal codziennie. Nie było również tajemnicą to, że nie cieszy się zbyt dobra opinią. Przez kobiety znienawidzona, przez mężczyzn ukochana. Podobno sypiała nawet z Shou przez pierwsze kilka dni, żeby mieć się w ogóle za co utrzymać. Wedle innych tancerek uwiodła nawet właściciela Wielbłądziego Palucha tylko po to, żeby dostać posadę głównej tancerki i zarabiać jeszcze więcej. Mężczyźni za to zaciekle jej bronili, jednocześnie wdając się z nią w częste flirty. A po co to wszystko opisuję? Ano po to, że kobieta miała w zwyczaju po tańcu schodzić ze sceny i podchodzić do każdego gościa, osobiście dziękując mu za to, że oglądał jej występ. Ten moment miał także niedługo nadejść, ale Ichirou żył nadal w błogiej nieświadomości.
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Ichirou » 1 lut 2017, o 12:21

Krzywo spojrzał się na jednego ze strażników, który ośmielił się na uwagę. Jego zdaniem bardzo niecelną, bo gdzie niby znajdował się nietakt w spokojnym podejściu, przedstawieniu się i wyjawieniu celu swojej wizyty? Miał kłaniać się w pas i błagać na kolanach o audiencję u wspaniałego zarządcy jakiejś wioseczki? Wioseczki, która nie mogła poradzić sobie z kilkoma kundlami, które zbiegły z bitwy? Dobre sobie. Asahi mimo wszystko darował sobie niepotrzebne komentarze. Fakt, miał dość duże ego i brakowało mu pokory, ale nie był na tyle głupi, by szukać przy każdej okazji spięć i konfliktów. Wiedział, kiedy może sobie pozwolić na podkreślenie swojego zdania (jak chociażby przy niedawnej rozmowie z dwójką strażników), a kiedy takowe zaznaczenie swego stanowiska jest po prostu niewskazane. Zamiast więc awanturować się, w milczeniu czekał na rozwój sytuacji. Chociaż tyle, że ten cały Shou miał więcej oleju w głowie i rozpoznał w przybyszu zasłużonego w wojnach shinobi. Zamiast jednak przechodzić do rzeczy, pozwolił sobie na bezsensowną wypowiedź, przesiąkniętą na dodatek ironią. Czego ten starzec oczekiwał? Że na każdą, nawet głupią prośbę Sabaku przyślą im pomoc? Że będą wysyłać swoich żołnierzy do łapania karczemnych łobuzów lub drobnych złodziejaszków? To chyba logiczne, że przy poważniejszym zagrożeniu jest większa szansa na otrzymanie pomocy ze stolicy, a Kaguya przecież do większego zagrożenia się zaliczali. Przezabawny to był ten staruszek, który pewnie z tymi pięknymi dziewczętami mógł co najwyżej ograniczyć się do obserwacji, bo na więcej mu sprzęt już nie mógł pozwolić.
Westchnął cicho, odchodząc od początkowych chęci wdawania się w kłótnie, chociaż siwowłosemu osobnikowi należało się pewne sprostowanie. Być może kilka lat temu nie oszczędzałby na ciętym języku, ale najwyraźniej wraz z upływem czasu nabierał pewnej samokontroli.
- Proszę zauważyć, że Sabaku ledwo co przejęli władzę nad prowincją. Niemożliwym jest zaprowadzenie w niej absolutnego porządku z dnia na dzień. Widziałem patrole straży. Powinni sobie poradzić ze zwyczajną bandą oprychów. Kiedy jednak w grę wchodzą Kaguya, problem staje się większy i wymaga interwencji shinobi, czyż nie? - odpowiedział w sposób jak najbardziej dyplomatyczny, chociaż w jego tonie nie brakowało pewnej dozy dosadności. Mimo wszystko konieczność tłumaczenia tak podstawowych rzeczy wprowadzała w lekką irytację. Ichirou dał chwilę starcowi na przyswojenie informacji, pozwalając sobie w tym czasie na obserwację bogini na scenie. Niedługo później wznowił istotny temat.
- Będę więc wdzięczny za informacje o tych renegatach. Liczebność, możliwa lokalizacja, wszystko, co może mi pomóc w rozwiązaniu tego problemu. - Splótł ręce na wysokości klatki piersiowej i zamienił się w słuch, licząc, że wreszcie zarządca wioski przejdzie do sedna sprawy i skończy pierdzielić farmazony.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3244
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 1 lut 2017, o 17:12

Obrazek
Misja rangi C dla Ichirou - post 13 z 30
~No mercy from the edge of the blade
Dare escape and learn the price to be paid~

Nie chodziło o spokojne podejście, przedstawienie się i wyjawienie celu swojej wizyty, a coś zupełnie innego, co zdawało się umykać uwadze Ichirou. Być może była to wioseczka podrzędna, ale jednocześnie jedna z wielu. Jeśli tak zaniedbać wszystkie, to Sabaku stanęłoby przed nie lada problemem. Najwyraźniej Ichirou musiał jednak osiągnąć stanowisko o wiele bardziej znaczące niż bohater jednej wojenki, żeby dostrzec problemy nie tylko dyplomacji, ale również gospodarki. A sam Shou nie przerwał wypowiedzi strażnika dlatego, że stanął po stronie Asahiego. Uważał on po prostu, że nie ma co strzępić języka na panoczka z wielkiej osady, który myśli, że przez samą przynależność do większej rodziny i rozlewanie krwi na lewo oraz prawo. Dla starca wojny nie miały większego sensu, ale taka konkluzja dotarła do niego dopiero z wiekiem. Liczył na to, że kiedy Ichirou dorośnie, to też zrozumie ten aspekt życia. Na razie jednak jego lata nie szły w parze z życiowym doświadczeniem, więc Shou przymknął na to delikatnie oko.
- Posprzątanie po tym, jak się nabałaganiło, to obowiązek każdego. Nawet dziecka. Tymczasem my nie jesteśmy na tyle bezsilni i głupi, żeby nie wiedzieć kiedy możemy poradzić sobie z oprychami. No chyba, że wioski na obrzeżu prowincji postrzegane są za niezbyt rozgarnięte. Hm, Ichirou-san? - zapytał Asahiego, splatając ręce ze sobą, a następnie podsuwając je pod brodę i uważnie przyglądając się młodzieńcowi. Jego zamysłem nie była zniewaga Ichirou, a jedynie pokazanie mu, że na pewne sprawy trzeba patrzeć całościowo, a nie tylko z własnej perspektywy. Wioska Kirisu funkcjonuje już od bardzo dawna i jakoś przez cały ten czas potrafiła sobie poradzić z bandytami. Problem powstał jednak po tym, jak Sabaku doszli do władzy poprzez obalenie Kaguya. Nagła zmiana zasad i rodów panujących wypchnęła na pustynię duże rzesze rzezimieszków, którzy poczuli się bezkarni. W końcu skoro główny ród prowincji poniósł wielkie straty i teraz liże rany, to kto by miał czas się nimi zajmować? I okazało się, że takie myślenie było poprawne, skoro Ichirou udał się do tej wioski tylko dlatego, ze w pobliżu kręcili się kościani ludzie. Gdyby byli to inni shinobi, to zapewne nie kiwnąłby nawet palcem.

Druga sprawa była jednak o wiele ważniejsza. Shou miał już wszystko opisywać Ichirou, kiedy pomiędzy nimi znalazła się główna gwiazda wieczoru. Piękna tancerka właśnie zaczynała swój tradycyjny, typowy obchód po gościach lokalu, pytając o występ, opinię o nim, a także szukając jakichś wskazówek mogących ulepszyć jej zmysłowe ruchy. Oczywiście normalnym było, że zaczynała od najbardziej szanowanego gościa, którym był zarządca wioski. Wraz ze zbliżeniem kobiety do nozdrzy Ichirou mógł dotrzeć kuszący zapach jej perfum. Co więcej, z bliska wyglądała jeszcze bardziej zjawiskowo niż na scenie. Jej nienaganna cera, niecodzienna twarzyczka, a także idealne proporcje ciała robiły wrażenie nie tylko na Asahim, ale także na samym Shou oraz jego strażnikach. Mówi się nawet, że kobiece piękno jest jedną z najgroźniejszych broni znanych ludzkości, ale ja osobiście uważam, że nie jest to prawda. O wiele groźniejsze są kości, które właśnie wyszły z ciała tancerki i zaatakowały znajdujących się dookoła niej ludzi. Dwóch strażników zostało trafionych - jeden w brzuch, a kolejny w bark. Nie obyło się również bez ran dla starego dziadka, bowiem to on był głównym celem kobiety. Kość z jej kolana wbiła się idealnie w krtań zarządcy sprawiając, że szanse na jego przeżycie drastycznie zmalały.
- Występ skończony - warknęła głosem, który na pewno nie pasował do uroczej tancereczki. Przypisałoby się go raczej wprawionej w boju wojowniczce. A skoro o takiej mowa, to jasnym było, że Ichirou również nie był bezpieczny. Kiedy kości wystrzeliły, jedna z nich była skierowana właśnie w niego. Jeśli nie usunie się z jej drogi, to będzie mógł chwalić się kolejną blizną w okolicy żeber, o ile samo pchnięcie nie będzie za głębokie. Jednak to nie wszystko. Najwidoczniej atak tancerki był sygnałem dla reszty, bowiem w lokalu dało słyszeć się kolejne krzyki. Na razie Ichirou nie zdążył jednak wyłapać co dzieje się dookoła niego. Musiał skupić się na przeciwniczce.
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Ichirou » 11 lut 2017, o 20:53

Ha, dobre sobie. Ich podejście do życia za bardzo się różniło, by starzec mógł w jakikolwiek sposób wpłynąć na sposób myślenia brązowowłosego bohatera. Wojny nie miały sensu? No raczej jak dla kogo, bo w przypadku Ichirou to właśnie wojna zagwarantowała to, że jego szczep stał się rodem i objął władzę nad całą prowincją. Może dla tutejszych wszelkie konflikty nie były dobre, bo te osłabiają gospodarkę, a i tak będzie trzeba dostosować się do wyników wojny i uznać zwierzchnictwo starego lub nowego pana tych ziem. Sentokiego to jednak nie obchodziło. Fakt, z czysto pragmatycznego, dyplomatycznego podejścia, lepszą sytuacją jest, kiedy prosty lud popiera aktualną władzę i jest z nią w dobrej relacji, ale gdyby zapytać Asahiego o czysto osobiste podejście, to zdanie szarego pospólstwa miał po prostu w dupie. Nie był typem shinobi usilnie starającego się szerzyć dobro i radość na świecie. Miał znacznie bardziej przyziemne, niekoniecznie szlachetne spojrzenie na świat. To Sabaku rządzili tym skrawkiem pustyni i to oni posiadali tutaj największą siłę, więc wszyscy pozostali powinni się dostosować do ich zdania, włącznie z mieszkańcami wioski Kirisu.
- W takim razie przecież jestem tutaj, wykonuje swój obowiązek - odparł z irytacją, już nie wiedząc nawet, o co temu staruchowi chodzi. Najpierw chrzani o powinności zadbania o porządek na swych ziemiach, potem o samowystarczalności osady. To, kuźwa, chciał w końcu tej pomocy, czy nie? Jedynie wyczucie kultury i chęć zachowania choćby odrobiny ogłady powstrzymywały go przed zadaniem właśnie takiego bezpośredniego pytania. Zamiast pierdzielić jakieś głupoty, mógłby już dawno udzielić odpowiednich wyjaśnień dotyczących sedna sprawa. Słuchanie czczej gadaniny to ostatnia rzecz, na jaką miał ochotę młody Sentoki.
Niezbyt przyjemny dialog został umilony przez obecność kuszącej uwodzicielki, która w pierwszej kolejności zbliżyła się do zarządcy osady. Asahi tylko na tym skorzystał, mogąc nacieszyć oczy, ale także i nozdrza ponętnym zapachem. W głowie młodzieńca rodziła się nawet myśl, żeby po uporaniu się z lokalnym problemem poprosić o prywatny taniec. Bursztynowe oczy wodziły więc po niemalże doskonałych kształtach. Wielu za choćby noc z taką boginią dałoby się zabić.
I faktycznie, kilku się dało, chociaż niekoniecznie za noc. Nim ktokolwiek z obecnych się zorientował, tancerka zraniła pobliskich mężczyzn, ukazując tym samym swoje drugie oblicze. Bardzo śmiertelne, trzeba przyznać.
Sabaku musiał jak najprędzej wyrwać się z szoku, szczególnie, że obecna sytuacja wymagała natychmiastowej reakcji. Kobieta, która okazała się być Kaguya, zaraz po rozprawieniu się z pobliskimi strażnikami wystrzeliła w różne strony kości, z których jedna leciała wprost na brązowowłosego bohatera. Ten nie dysponował czasem na przesadne analizy, po prostu odruchowo odskoczył w bok, próbując zejść z toru lotu pocisku. Prócz tego, powołał do ruchu część piachu ze swojej gurdy, który był jego podstawowym narzędziem walki. Sterowalna chmara kwarcowych ziarenek miała zagwarantować mu bezpieczeństwo, więc jeśli tylko spostrzegł jakikolwiek atak wymierzony w jego stronę, to zamierzał zasłonić się przed nim piaskową tarczą o solidnej wytrzymałości. Jeżeli zdążył zareagować na czas, to planował uczynić właściwie to samo z pierwszym zagrożeniem pędzącym w jego stronę - zatrzymać piachem pędzącą na niego kość. Ot, dodatkowej ostrożności nigdy nie za wiele.
Zaraz po tym miała nadejść kontrofensywa. Ichirou zamierzał posłać część zasobów swojego surowca naprzód, celem jak najszybszego pochwycenia przeciwniczki. Spętanie jej było na obecny moment priorytetem. Fakt, Sentoki dbał przede wszystkim o siebie i straty w lokalnej ludności nie wywołałyby u niego łez, ale nie było potrzeby pozwalać na przesadny rozlew krwi.
Piasek miał być rozproszony i zaatakować z różnych stron, by zminimalizować szanse kościanej tancerki na ucieczkę. Frontem, po bokach, a także po ziemi, szorując pod stołami. Na złapaniu kończyn miało się nie skończyć, ponieważ nawet w takiej sytuacji oponentka stanowiłaby zagrożenie, mogąc ranić innych swoimi kośćmi. Dlatego też Asahi dążył do otoczenia ją piaskiem w całości, w klasycznej piaskowej trumnie, która powinna zatrzymać ewentualne kolce wypuszczone z ciała kobiety.
Bogini tańca chyba nie była jedynym problemem w lokalu, bowiem w całej sali rozległy się wrzaski. Ichirou przy możliwej okazji spróbował omieść wzrokiem okolicę, by zebrać informacji o tym, co się tu dzieje. Ograniczenie swojej koncentracji do tej jednej persony mogłoby okazać się zgubne. Przynajmniej tyle, że brązowowłosy bohater prezentował całkiem dobrą orientacje, która powinna pozwolić mu choć trochę ogarnąć swoimi zmysłami zaistniały bajzel.
O ile tylko wypatrzy jakieś ataki lub inne zagrożenie swojej osoby, będzie starał się zatrzymać je piaskiem, czy to przez osłanianie się przed pociskami, czy przez łapanie i powstrzymanie nadchodzących wrogów. Jeżeli będzie taka okazja, ochroni swym piaskiem również postronnych.
To miał być jednak dopiero początek. Zdecydowane działania miały dopiero nadejść. Najpierw należało zadbać o swój tyłek i nabrać większego rozeznania w dość dynamicznej sytuacji.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3244
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 12 lut 2017, o 21:46

Obrazek
Misja rangi C dla Ichirou - post 15 z 30
~No mercy from the edge of the blade
Dare escape and learn the price to be paid~

Czyli Ichirou reprezentował typowy sposób myślenia ludzi silnych, aczkolwiek za mało zorientowanych w świecie, żeby wyłapać wszelkie niuanse mające miejsce dookoła nich. Oczywiście, że Sabaku było teraz najsilniejszym rodem w prowincji, ale co z resztą? Co z sąsiadami, którzy mogli w każdej chwili zmówić się przeciwko osłabionej rodzinie piaskowców i wykorzystać ich chwilę słabości? Co w sytuacji, kiedy jedna, dwie lub kilkanaście wiosek postanowiłoby zmienić swą prowincjonalną przynależność i przejść pod zwierzchnictwo innych? To wcale nie był taki nierealny scenariusz. Wojna źle wpływa na gospodarkę, zniszczone ziemie utrudniają handel, a przynależność do silniejszego rodu, który byłby zdolny zapewnić większą ochronę była warta ryzyka. Decyzje takie często były także napędzane podejściem byłego zwierzchnika do szarych ludzi. Całe szczęście, że na czele rodu Sabaku stoi kto inny, a nie Ichirou, bo inaczej byłoby nieciekawie. Jeden człowiek nie utrzyma w ryzach całego świata niezależnie od własnej sławy i siły.
- Może i jesteś zasłużony w boju, ale Twoje umiejętności w kontaktach międzyludzkich kończą się na zwodzeniu kobiet. - odpowiedział starzec, który zapewne chciałby dalej kontynuować swój wykład, ale zwyczajnie nie mógł tego w tej chwili zrobić. Jak na złość, to właśnie kobieta mu w tym przeszkodziła. Kobieta, której Ichirou nie udałoby się na pewno zwieść, a za której sprawą z ust starca wypłynęła teraz jedynie spora ilość ciepłej posoki. Oczy Shou wybałuszyły się, a jego źrenice utkwiły w okazie piękna, które okazało się równie mordercze, co zabierające dech w piersiach. Niestety temu starcowi nie będzie dane już zaznać żadnych przyjemności tego świata, albowiem jego duszą odleciała w momencie wyciągnięcia kości z jego krtani. Jeden przeciwnik Kaguya i poplecznik Sabaku z głowy.

Teraz pozostał jednak większy orzech do zgryzienia i to nie ten, który akurat by chciał Ichirou. Nemu, bo tak nazywała się zabójcza tancerka, postanowiła załatwić go w taki sam sposób, w jaki zabiła zarządcę, ale okazało się, że tym razem tak łatwo jej nie pójdzie. Przedstawiciel klanu Sabaku był bowiem odpowiednio wyszkolony i zdołał zauważyć ten nagły atak, jednocześnie odskakując w bok. Miał szczęście i nieszczęście w jednym. Pierwsze dlatego, że uniknął ataku, a drugie przez to, że na jego drodze stanął strażnik będący wcześniejszą eskortą Shou. Przez to niefortunne zderzenie wszystko się trochę pokomplikowało. Przede wszystkim Nemu zwiększyła odległość dzielącą ją od Ichirou zupełnie tak, jakby wiedziała kim jest. W przeciwieństwie do strażników, akurat siatka informacyjna Kaguya była znacznie lepsza. W efekcie jej ruchu odległość dzieląca członka klanu Sabaku i przedstawicielkę Kaguya zwiększyła się do 15 metrów. Asahi nie zamierzał jednak oddawać pola do popisu tancerce i sam również rozpoczął swój atak. Piasek zaczął zmierzać w jej kierunku, chcąc jak najszybciej zakończyć tę całą eskapadę, jednak otoczenie działało na korzyść Nemu. W lokalu znajdowało się dużo gości, którzy na dodatek nie wiedzieli co dzieje się dookoła nich. Powywracane stoły oraz krzesła były wszędzie, a na ziemi gdzieniegdzie znajdowali się także sami ludzie, którzy albo byli ranni, albo zostali staranowani przez resztę. To właśnie sprawiło, że Nemu z początku uniknęła parę pierwszych prób pochwycenia. Do czasu... W końcu piasek złapał ją za nogę i już miał zacząć ją oplatać, kiedy Ichirou coś rozproszyło. Usłyszał za sobą krzyk strażnika i dobrze, że się odwrócił, bo inaczej skończyłby z niemałą szramą na twarzy. Tymczasem piasek zdołał zablokować cięcie zwykłego miecza, który należał do gościa lokalu. Tak przynajmniej z początku mogłoby się wydawać. Wielbłądzi Paluch okazał się być bowiem zbiorowiskiem szajki, do której eksterminacji został wezwany Asahi, a przynajmniej tak mógł wywnioskować Ichirou, który rozejrzał się dookoła. W lokalu trwały walki, a raczej desperackie próby zachowania życia, albowiem goście nie byli przygotowani na taki atak. Część z nich była pijana, reszta prawie nie posiadała broni, strażnicy zostali już zabici. W skrócie - rzeź dobiegała końca i niedługo Asahi będzie miał do czynienia z tancerką oraz zgrają jej popleczników. Na oko było ich dziesięciu, a ilu z nich należało do Kaguya? Tego nikt nie wiedział. Chociaż skoro mowa o kościanych, to nasza kochana Nemu właśnie zaczynała rozluźniać piaskowy uścisk za pomocą techniki suitonu. Woda w kontakcie z piaskiem znacznie osłabiała kontrolę bohatera wojennego nad tym surowcem i jeśli nic nie zrobi, to niedługo zwierzyna mu ucieknie. Nie może jednak zapominać o przeciwniku znajdującym się zaledwie dwa metry od niego. Och... O dwójce kolejnych, którzy biegną w jego stronę (jeden z krzesłem, drugi ze sztyletem) również. Wygląda na to, że Ichirou znalazł się w środku niezłego kotła.
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Ichirou » 16 lut 2017, o 19:10

Świąt dążył do chaosu. Entropia, czyli miara tego nieuporządkowania, ciągle rosła. Idealnym odzwierciedleniem tego była sytuacja w Wielbłądzim Paluchu, w którym to z chwili na chwilę robił się coraz większy bajzel. Bajzel, który brązowowłosy Sentoki musiał jakoś ogarnąć. Chociaż bardzo chciał dopaść i jak najprędzej zrobić z tancerką to, co z pozostałymi Kaguya podczas ostatniej bitwy, to musiał swoje plany odłożyć na później. Zagrożeń w lokalu było znacznie więcej, o czym zresztą boleśnie by się przekonał, gdyby odpowiednia reakcja i zatrzymanie piaskiem nadchodzącego cięcia. Kilkanaście metrów dalej kościana suka próbowała wyrwać się z pułapki, bezpośrednio na Sentokiego nacierała trójka zbrojnych, a gdzieś na sali znajdowało się jeszcze przynajmniej kilku wrogów. Nie mógł zająć się wszystkimi problemami jednocześnie i musiał ustalić jakąś kolejność, kierując się w dużej mierze priorytetem własnego bezpieczeństwa. Nie zmieniało to faktu, że jeszcze tego dnia wszyscy obecni tu wrogowie polegną. Tego był absolutnie pewien.
- Popełniliście śmiertelny błąd - wycedził, wypuszczając w tym czasie kolejne pokłady piachu, skompresowane do tej pory w gurdzie noszonej na plecach. Piasek miał ruszyć przed niego, w stronę nadbiegających przeciwników, by przede wszystkim zatrzymać ich i odgrodzić od preferującego walkę na dystans Sabaku. Zwykłe powstrzymanie nie było jednak jedynym celem, bowiem wprawiony w klanowych umiejętnościach młodzieniec potrafił uformować z pustynnego surowca bardziej wymyślne twory, z czego tym razem postanowił skorzystać. Piasek popędził na trójkę zbrojnych nie w postaci luźnej formy, lecz w postaci chmary kolców w rozmiarach od kilkunastu do kilkudziesięciu centymetrów. Zamiary były oczywiste - przerobić napastników na sito. W razie jakichkolwiek problemów, gdyby komuś udało się przedrzeć dalej, Ichirou zamierzał utrzymywać dystans i własne bezpieczeństwo, cofając się i osłaniając piachem przed wszelkimi ciosami.
Jeżeli sprawa z trzema oprychami będzie załatwiona lub przynajmniej Sentoki zyska trochę na czasie, to wtedy ten postanowi nieco osłabić przewagę liczebną wroga poprzez przyzwanie sojusznika. Tak, mowa rzecz jasna o pakcie, którego złotooki bohater był powiernikiem. Nad wyborem kompana nie zastanawiał się wcale. Natychmiast przypomniała mu się wcześniejsza rozmowa z Kuro, w której tamten wspomniał o tym, że Kyo zamierza udowodnić swoją siłę. Heh, skoro ten młody kocur tak bardzo chce zostać wielkim wojownikiem, to niech się wykaże.
Nie tracąc cennego czasu, Ichirou naciął kciuk o ostrze kunaia lub shurikena wystającego z kabury, by zyskać w ten sposób medium potrzebne do techniki przywołania. Następnie przyłożył zranioną dłoń do powierzchni pobliskiego stołu lub posadzki przed sobą, by wraz z wyzwoleniem odpowiednich zasobów chakry sfinalizować kuchiyose. Zaraz po tym miał pojawić się stojący na tylnych łapach, wysoki na koło metr kot, dzierżący w swej dłoni spory tasak. Był to rzecz jasna Kyo, jeden z bardziej energicznych przedstawicieli swojej rasy, świetnie odnajdujący się zarówno w kuchni jak i na placu boju.
- Grupa bandytów do pokonania. Asekuruj mnie - zalecił krótko powiernik kontraktu.
- Aye! - przytaknął, omiatając spojrzeniem okolicę. Zacisnął w dłoni swój specyficzny oręż i ugiął lekko tylne łapy, by być gotowym do wyskoczenia niczym sprężynka na potencjalnego przeciwnika, jeśli takowy zmierzał na Sabaku.
Co dalej? To już zależało od sytuacji. O ile kolejni bandyci zmierzali w jego stronę, to zamierzał powstrzymać ich tak samo jak poprzedników - chmarą piasku zawierającą różnych rozmiarów szpikulce. Do akcji miał wkroczyć również Kyo, który był gotów do zaatakowania każdego przeciwnika znajdującego się w zasięgu kilku metrów. Kocur miał rzecz jasna bazować w głównej mierze na swojej ruchliwości oraz na atakach tasakiem, za pomocą którego był zapewne w stanie pokonać niejednego żołnierza.
W przypadku braku szarży ze strony pozostałych zbirów, Ichirou wróci swoją uwagą do tancerki, posyłając na nią kolejne pokłady piachu, celem schwytania i przygwożdżenia.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3244
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Chuichi » 17 lut 2017, o 21:35

Obrazek
Misja rangi C dla Ichirou - post 17 z 30
~No mercy from the edge of the blade
Dare escape and learn the price to be paid~

Ichirou miał teraz na głowie znacznie więcej, niż od początku przybycia do tej wioski. I to niestety nie były nagie tancerki bijące się o jego męską klatę, nie, nie! W zasadzie nie były to nawet kobiety, bo zmierzała na niego trójka przeciwników, którzy chcieli nie tyle jego wątpliwej cnoty, co życia. Niestety Asahi nie chciał niczego oddać za darmo, więc stawił opór i to nawet skuteczny. Chyba każdy z nas wie, jakie uczucie towarzyszy dostaniu się piasku w niewygodne miejsce na ciele. Teraz łatwo sobie wyobrazić, co mogli czuć wojownicy, których klatki piersiowe oraz kończyny zostały przeszyte piaskowymi kolcami na wylot. To nic w porównaniu z obecnością tego surowca w bieliźnie! W każdym razie napastnicy zostali unieszkodliwieni, a Ichirou mógł zając się swoją dalszą taktyką. A trzeba było przyznać, że nie należała do typowych, bo rzadko kiedy ludzie przyzywali do siebie zwierzęta, które nie tylko mówiły jak ludzie, ale także posiadali umiejętności, których mógł im pozazdrościć niejeden człowiek. Na miejscu pojawił się kot, który swoimi rozmiarami różnił się od typowych przedstawicieli swojej rasy. Dodatkowo potrafił nawet dzierżyć w swoich łapach broń, co już samo w sobie wprawiło w osłupienie pozostałych bandytów, którzy mieli zamiar nacierać na Ichirou. Wywiązał się pojedynek na spojrzenia i to właśnie podczas niego Asahi zauważył, że tak naprawdę nie ma jak złapać Nemu w swój piasek. Tancereczka była sprytna niczym kuna i korzystając z całego zamieszania właśnie znikała w drzwiach frontowych. Widać było, że najwyraźniej zorientowała się w różnice siły jaka występowała pomiędzy nią, a bohaterem wojennym rodu Sabaku. Najwidoczniej cała szopka z atakiem trójki mężczyzn i ogólne zamieszanie nie umknęły jej uwadze i wykorzystała całą sytuację na swoją korzyść.
Widząc jak ich przywódczyni ucieka, reszta również chciała dać dyla. Ich plany zmieniły się jednak diametralnie w momencie, gdy pierwszy z niedoszłych agresorów wystawił nogę za próg. Nie zdążyła minąć sekunda, jak po swoim ruchu padł na ziemię niczym długi, a z jego czoła wypływała teraz strużka krwi. I to nie byle jaka! Pięknie czerwona, wprost z dziury po kości, która przebiła się przez czaszkę i dotarła do mózgu. Najwyraźniej ta Kaguya nie toleruje żadnych prób odwrotu, co szybko zrozumiała reszta, która ruszyła na Ichirou oraz kota. Z tym, że ten pierwszy nie musiał niczego robić, bo Kyo wystarczył, żeby posprzątać cały bajzel. Nieważne ilu było przeciwników. Zwyczajnie nie dorównywali przywołańcowi w sprawności fizycznej i już po chwili leżeli martwi na ziemi. Wyglądało na to, że bunt został stłumiony, szajka rozbita. Niestety Nemu uciekła, ale najwyraźniej niedaleko. Nie było mowy, żeby taki harmider w centrum wioski został zwyczajnie zignorowany. Kiedy wszystkie jęki w Wielbłądzim Paluchu ucichły, a dookoła nie rozgrywały się żadne walki, Asahi mógł usłyszeć jak z zewnątrz dobiegają sporadyczne odgłosy krzyżowanego oręża i męskie krzyki. Najwyraźniej Nemu nie zdołała uniknąć całej straży i przedzierała się teraz przez jej oddziały w stronę wolności. Co teraz?
Chuichi
 

Re: Wioska Kirisu

Postprzez Ichirou » 18 lut 2017, o 14:35

Pierwsi renegaci spotkali się już z najsurowszym wyrokiem w postaci piaskowych kolców, które dotkliwie przeszył ich ciała i przeobraziły je w podziurawione truchła. Na nic innego nie zasługiwali ci, którzy zamierzali stawiać opór i czynić szkodę nowej władzy w Atsui. Ichirou traktował ich tak samo jak tych, z którymi ścierał się podczas wojny. Widział dla nich jedynie śmierć i nie miał dla nich litości. Tak zdecydowana postawa była wynikiem zarówno niezbyt szlachetnego charakteru brązowowłosego jak i filozofii klanu, który po trupach dążył do uzyskania ustalonego celu.
Zamierzał podjąć kolejne ofensywne akcje, ale jak się okazało, te były niepotrzebne. Kyo okazał się lepszym wojownikiem, niż spodziewał się tego powiernik paktu. Ten niepozorny, wysoki na metr kucharz po prostu zmasakrował pozostałą bandę oprychów, którzy nie potrafili poradzić sobie z tak sprawnym i mobilnym wojownikiem. Sabaku mógł zatem skupić się groźnej tancerce, ale tutaj pojawił się problem. Ta wykorzystała bowiem dotychczasowe zamieszana i po prostu uciekła z Wielbłądziego Palucha.
- Suka... - skomentował pod nosem w lekkiej złości, którą powodowała myśl, że będzie się musiał za nią teraz uganiać. Nie tracąc czasu, natychmiast powołał do ruchu rozsypany dookoła piasek, by uformować z niego unoszącą się nad podłożem platformę.
- Wskakuj, musimy dokończyć robotę - odrzekł do kociego kompana, samemu czyniąc to samo. Skoro problem grupy renegatów został załatwiony, mógł wreszcie skupić się na swoim głównym celu. Pokierował pustynną chmurkę w stronę wyjścia, utrzymując jednocześnie przed sobą część swoich zasobów piachu w luźnej formie. Nie wiedział, co go czeka na zewnątrz, toteż wolał być od razu przygotowanym na wszelkie ewentualności, w tym konieczność natychmiastowego stworzenia zapory.
Po opuszczeniu karczmy zamierzał się wznieść nieco nad pobliskiego budynku, by zyskać lepszy wgląd w okolicę. Chciał jak najprędzej wypatrzyć kościaną tancerkę, by jak najprędzej ją dopaść i tym samym zminimalizować wywołane przez nią szkody. W razie zagrożenia mógł się ratować właśnie mobilnością chmurki jak i piaskiem, którym miał na podorędziu. Kyo natomiast stał u jego boku i zachowywał gotowość do podjęcia starcia.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
 
Posty: 3244
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 30
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Następna strona

Powrót do Atsui

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość