Świątynia Kagutsuchi

Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników. Szczep Maji również zamieszkuje niektóre z tutejszych osad.

Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 11 maja 2018, o 21:32

Obrazek
Obrazek
Find out
I was just a bad dream.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 332
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne włosy średniej długości (nie sięgają ramion)
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Samidare, Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 14 maja 2018, o 19:32

Co takiego miała w sobie ta porcelana, że zależało ci właśnie na niej?
Może raczej chodziło o to, czego nie miała? Nie posiadała bowiem jakichkolwiek skaz. Kiedy we wszystkich innych laleczkach prędzej czy później odnajdywało się choćby drobne niedoskonałości, tak Akemi wciąż pozostawała idealna. Zbyt idealna, by być prawdziwa.
Być może doszukiwanie się w tym wszystkim powodów było błędem. Ot, wynikało to po prostu z czysto osobistych preferencji, które trudno było w konkretny sposób wytłumaczyć. Każdy miał przecież ulubione rzeczy codziennego użytku. Niektórym herbata smakowała najlepiej z tej jednej, jedynej filiżanki. Inni natomiast mieli jakiś ciuch, w którym najbardziej się sobie podobali, nawet jeżeli był on mocno znoszony. Dzieciaki zazwyczaj posiadały swoje ulubione zabawki, którymi najchętniej się bawili. Dla Ichiego kelnerka o różowych włosach była właśnie czymś takim. Dodatkiem do herbaty w Promyku, który poprawiał smak naparu. Lubianym elementem codziennego wystroju. Piękną laleczką, po którą najczęściej sięgał, skazując przez to wiele innych lalek na pokrycie warstewką kurzu.
Nie oznaczało to jednak, że z całkowitą premedytacją bawił się uczuciami Akemi. Naprawdę ją lubił, nie chciał jej skrzywdzić, ale że sympatia w jego wydaniu wyglądała tak, jak wyglądała, to już nie mógł nic na to poradzić. Było prawdopodobne, że prędzej lub później swoimi zepsutymi dłoniami przyczyni się do powstania jakiejś skazy na tej idealnej laleczce, albo że po prostu zwyczajnie znudzi się nią i odstawi na półkę, wybierając sobie nowy obiekt zainteresowań.
Z drugiej strony to aktualnie tylko on pędził z imponującą prędkością, by wyrwać ją z dziwnej pułapki. Nikt tego od niego nie wymagał, nikt go nie prosił, a mimo to nie siedział teraz w wygodnym fotelu w swoim salonie, ani nie lenił się na tarasie. Może więc wcale nie był taki zepsuty, jak można się było wydawać?
No chyba, że nie chciał tylko, by popsuto mu zabawkę.
Nie zastanawiał się nad pobudkami swoich działań. Po prostu działał, a w tym konkretnym przypadku śmigał przez rozgrzane powietrze jeszcze prędzej niż zwykle. To prawda, że zauważył zauważalną poprawę, ale jeszcze nie był do końca pewien jej źródła.
W końcu dotarł na miejsce, które nie wyglądało tak, jak się spodziewał. Nie zastał tu żadnej żywej duszy za wyjątkiem konia, którym się za bardzo nie przejął. Przecież nie było mowy o tym, że robotnicy też wpadli we wspomnianą wyrwę, a jednak po nich zostały tu jedynie ślady i porzucone narzędzia. Krwi w okolicy nie dostrzegł, więc trudno było tu mówić o masowej egzekucji. Prędzej porwanie lub ucieczka z niewiadomego powodu.
- Akemi? - odezwał się, ale nawet nie podnosił bardzo swojego głosu, tak jakby sam wątpił w to, że dziewczyna się odezwie. Nie mylił się. Nie odpowiedział mu nawet wiatr, którego niestety tu nie było. Jeżeli jakiś mędrzec twierdził, że ciepłe powietrze unosi się, ponieważ jest lżejsze od chłodnego, to mógł tu teraz przyjść, by zrewidować swoje poglądy. Było bardzo duszno i oddychało się ciężko, że aż chciało się znowu wznieść na piaskowej chmurce i zaczerpnąć orzeźwienia na wyższym pułapie.
Z przestworzy nie był jednak w stanie rozwiązać problem, który istniał tu, na ziemi. Kolejne kilka chwil przeszukiwań okolicy nie było szczególnie owocnych. Niczego specjalnego nie odkrył. No, może poza dziwną wyrwą, która na dobrą sprawę wyrwą za bardzo nie była. Przejście, a może nawet brama, która do tej pory była zagrodzona kamieniami.
Dopiero teraz zaczął się mocniej zastanawiać nad tym, co tu tak właściwie robili robotnicy. Detektyw Ocirou nie miał co prawda swojego Dr. Kuro przy boku, ale samemu zdołał na tyle wytężyć swoją mózgownicą, by dojść do wniosku, że robotnicy najprawdopodobniej pracowali właśnie nad tą skutą bramą.
Pytanie, co się za nią znajdowało.
Nie, żeby na starość zrobił się bardziej płochliwy, tylko po prostu coraz bardziej cenił swoje życie i był ostrożny. Zamiast więc samemu ruszać na złamanie karku w nieznane, postanowił przebadać teren na dystans, a to wszystko dzięki jego klanowym umiejętnościom. Zasłonił dłonią lewe oko i zebrał niewielką ilość leżącego na podłożu piachu, by uformować go w oko. Mobilny, piaskowy monitoring na miarę czwartego wieku Ery Ninja wypuścił przed siebie, wgłąb tajemnicy. Dzięki temu mógł zawczasu wypatrzyć potencjalne zagrożenie i nie narażał się osobiście na wejście w pułapkę. Jeżeli miał przed sobą naprawdę długą trasę do pokonania, to po prostu zaczął podążać za znajdującym się na przodzie piaskowym okiem, o ile rzecz jasny nabrał pewności, że dany odcinek jest bezpieczny.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Daisan no Me

Pieczęci
Przyłożenie dwóch palców do oka

Zasięg
Wytworzenie
W dłoni
Kontrola
Opanowanego Reberu

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy gurdy lub piasku z otoczenia.

Opis Bardzo przydatna technika, która idealnie nadaje się rekonesansu. Użytkownik zasłania dłonią jedno z oczu, by następnie w drugiej dłoni utworzyć jego kopię. Piaskowe oko może się unosić na maksymalną wysokość równą 50m oraz swobodnie się poruszać. Należy jednak stale zasłaniać jedno z oczu. W przypadku zaprzestania takowej akcji nasz twór po prostu się rozlatuje. Szybkość tworu wynosi 60. Na randze klanowej A wzrasta do 80. (dla złotego piasku wartości te są niższe o 10)
Avatar użytkownika

Ichirou
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 2114
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 15 maja 2018, o 10:32

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
19



Wysokie kolumny pięły się ku niebu, ale nigdy nie miały go sięgnąć. Wbudowane w surową, ugłaskaną kiedyś ludzką ręką i doprawioną siłami natury ścianę były posągiem przeszłości - dawno zapomnianym, przez co porzuconym. Człowiek wydawał się przy nich naprawdę malutki. Surowy kamień nie zamierzał słuchać twojego głosu, a pytanie, które posłałeś w przestrzeń, przyjął na siebie w skupieniu złotych obłoków unoszonych spod butów, kiedy stawiało się kolejne kroki na miękkim piasku. Nie był tu tak mocno nagrzany, można było na nim stanąć. Wysokie skały, które tak jak wbudowane w nie kolumny, próbowały sięgnąć błękitu, koniec końców tylko go przysłaniały i musiały się obejść smakiem, trzymając mocno gleby, z której łaskawie pozwolono im wyrosnąć. Odchodzące od podwójnej bramy, przytrzymywanej na środku kolumną, proste łuki nie odsłaniały tego, co kryło same wnętrze tych... ruin. Choć jak na ruiny świątynia wydawała się zadziwiająco dobrze trzymać. Jedynie rozbite, potężne fragmenty samej bramy leżały wokół, porozrzucane jak śmieci, niepasujące do całokształtu, ostre kamienie, które szczerzyły swoje kły na każdego, kto podejdzie zbyt blisko. Niektóre fragmenty przerastały cię ze trzy, cztery razy. Głównie jednak zawalały samą bramę, której konstrukcja nie została jednak naruszona... przynajmniej nie w części, która zwracałaby więcej uwagi w tym, nazwijmy to, kontrolowanym syfie. Tym nie mniej przejście do tej wzniosłej budowli nie było zablokowane tak, że nie dało się przejść. Ktoś wybudował to wszystko z rozmachem i chyba nawet na osiodłanej żyrafie dałoby się wjechać do środka. To tak jakbyś wątpił w rozmiary tego wszystkiego. Zawalony był sam dół, po którym spokojnie można było przejść do środka. Byle uważać I rzeczywiście - nie było tutaj śladów krwi, chociaż przypatrywałeś się ziemi. Piach był za to mocno zadeptany, wszędzie tutaj musiał się ktoś kręcić, ale po wyrwie, jak po krwi - ani śladu. Żadnej zapadliny, żadnego miejsca, w którym twoje nogi, czy też przedmioty tutaj zostawione, tonęłyby głębiej, gdzie można by podejrzewać kogoś o "zniknięcie". A jednak zniknęli - i wraz z tutejszymi pracownikami zniknęła Akemi. W cieniu jednej ze skał, gdzie ze względu na swoje ustawienie nigdy nie zdoła dotrzeć słońce, rozłożono spory, płócienny namiot. W nim ustawiono skromny stół, w rogu ustawiono zapasy wody i jedzenia - nie jakieś przesadnie duże, ale i nie skromne. Racje żywnościowe dla pracowników. Mogłeś spokojnie poprzeglądać papierzyska, które na stole zostawiono, wiele ich nie było. Ktoś zaczął rysować całą tę konstrukcję, próbował ją rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie zostało to dokończone, ba! - nie zostało nawet dobrze zaczęte, ale raczej nie potrzebna była tu analityczna zdolność nabyta, by się domyślić, co artysta miał na myśli. I tutaj narzędzia były porzucone. Kartki rozrzucone po stole, część z nich wylądowała na ziemi i nasypało się na nie parę ziarenek piasku. Wiatr? Wątpliwe, by tak silny wiatr zawitał w tej pieczarze, otoczonej zewsząd skałami.
Przysłoniłeś swoje oko i ukształtowałeś to piaskowe. Przesunęło się do przodu i skryła w cieniach budynku. Ludzkie nogi i powietrze naniosły tu trochę piachu, lecz podłoże było tu głównie kamienne. Ilość tego piachu zanikała do pojedynczych ziaren im głębiej się wchodziło. Strop przytrzymywany był przez dwa rzędy kolumn po obu stronach o średnicy dwóch metrów. Pomiędzy nimi wyrastały ławeczki Wszystko wyglądało tak, jakby zostało wyżłobione w potężnej ścianie. Stare, kamienne wazony, częściowo skruszył czas, niektóre leżały na ziemi - jedne rozbite na pół, inne tylko trochę wyszczerbione, tak samo zresztą jak masywne czary, w których rozpalano ogień, by rozjaśnić cienie tego miejsca. Proste, długie pomieszczenie, zakończone było przejściem do korytarza. Płaskorzeźby na ścianach przyciągały wzrok, tak samo jak obrazy ułożone z kolorowych, ceramicznych płytek, z których część już odpadła i rozbiła się na ziemi, część wyblakła i popękała. Twoje oko wędrowało środkiem korytarza, pomiędzy kolumnami.
Obrazek
Find out
I was just a bad dream.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 332
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne włosy średniej długości (nie sięgają ramion)
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Samidare, Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 20 maja 2018, o 14:11

Prócz samej zagadki zniknięcia Akemi i robotników pojawiła się też druga, dotycząca charakteru tego miejsca. A może to była jedna zagadka i tych dwóch spraw nie powinno się rozpatrywać osobno? Wiele na to wskazywało. Jeżeli tam, w środku, nie znajdowała się odpowiedzi na nurtujące go pytania, to Ichirou nie wiedział już gdzie ich szukać.
Rozejrzał się po skrytym przed słońcem dobytku pracowników. Rzucił okiem na zapasy, przekartkował zapiski, ale na dobrą sprawę nie znalazł niczego konkretnego, co mogłoby go dalej nakierować albo dałoby mu jakiś istotny trop.
Choć wiatr omijał tę okolicę i powietrze tutaj praktycznie stało w bezruchu, to poczuł znowu lekki powiew orchidei. To dawna znajoma o różowych włosach stanęła tuż za nim i zaczęła go delikatnie szturchać w kierunku niezbadanej ciemności.
Nie podobało mu się to, ale z drugiej strony nie miał innej opcji. Najchętniej wciąż pozostałby w towarzystwie Amaterasu, bo działanie na otwartej, zasypanej piachem przestrzeni było jego domeną. Poruszanie się zaciemnionymi, klaustrofobicznymi wręcz korytarzami odcinało go od wielu atutów, ale na to już nie było rady.
Stąpał ostrożnie. Zabezpieczał się wypuszczonym przed siebie piaskowym okiem, ale nie zapominał też o wytężeniu swoich czułych zmysłów, za sprawą których mógłby zarejestrować ewentualne niebezpieczeństwo. Do dalszych części korytarza promienie rozpalonej gwiazdy już nie docierały, więc tutaj musiał poradzić sobie w jakiś inny sposób.
Wystawił przed siebie wolną dłoń i wypuścił z niej względnie niewielką część chakry, która całkiem sprawnie przyjęła postać kuli zaczęła lśnić białym światłem. Dzięki temu miał pewność, że nie potknie się o własne nogi, a przy tym będzie miał większą szansę na wypatrzenie czegoś interesującego. I nie chodziło tu rzecz jasna o dzieła sztuki, jakie odnajdywał po drodze, bo nie przyszedł tu w cela turystycznych.
Wciąż utrzymywał przynajmniej kilka, a może i kilkanaście metrów przed sobą piaskowe oko, które miało zawczasu dostrzec potencjalne niebezpieczeństwo


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 2114
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 31 maja 2018, o 10:55

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
21



Szeroka paszcza lwa zapraszała do swojej gardzieli. Obstawiona rzędem ostrych zębów wyszczerzonych w twoim kierunku, czekających na to, aż będą mogły zatopić się w pięknym ciele pozbawionym blizn. Zawsze mogły ci dorobić ich parę. Dać pretekst, żebyś znów mógł powędrować do chłodniejszych krain okolonych tysiącem liści, spotkać się z uroczą blondynką, której oczy jaśniały blaskiem tysiąca gwiazd. Monument ze spiżu, wspomnienie dawnych czasów. Tych bardziej brutalnych. Tych bardziej bolesnych. Zupełnie jak to miejsce - zapomniane przez wszystkich - a które dopraszało się o to, by zostać odkrytym od nowa. Blask płomieni w paleniskach, ogień na pochodniach, rozstawione wokół świece i płatki kwiatów rozsypane na ziemi świątyni - to miejsce ciągle nosiło w sobie echo zdarzeń poprzednich, które odbijało się od murów wraz z każdym dźwiękiem twojego kroku. Kiedy wchodziłeś do paszczy głębiej i głębiej, pchając przed siebie oko, które w pewnym momencie nie widziało już niczego. Weszło w gardziel tej bestii, która lubiła zachowywać własne tajemnice dla siebie.
Ty za to widziałeś całkiem sporo. Wystarczyło przywołać kulkę światła i korytarz przestał ziać całkowitymi pustkami. Mrok, który wyciągał po ciebie swoje ramiona, cofnął się grzecznie, posłusznie, przed wschodzącym słońcem, którego chłód płomieni rozbił się na ścianach. Korytarz nie był już tak wysoki i przestronny jak sala, do której bezpośrednio prowadziły wrota. Spokojnie obok siebie mogły tutaj stąpać dwie, nawet trzy osoby, sufit był na tyle wysoko, żeby nie martwić się o to, że zacznie się po nim szorować swoim starannie ułożonym fryzem.
Oko bez światła trzymanego przez ciebie w dłoni widziało tyle co nic. Do czasu. Zszedłeś odrobinę w dół i koniec korytarza został oznaczony łuną światła. Mętnego, ciepłego i słabego, ale wystarczającego, żeby zarysować obrzeże przejścia przed wami. Spad korytarza nie był na tyle mocny, żeby przeszkadzał w wędrówce, ale był wyczuwalny.
Na ziemi leżała pochodnia. Twoje oko jako pierwsze ją zobaczyło, wsuwając się do pomieszczenia. Niewielkiego, prostokątnego, który zakończony był ścianą. Ślepy zaułek? Kurz z ziemi przed tobą został bardzo dokładnie zgarnięty. I to podłoga, nie ściany, była tutaj najbardziej ciekawa. Kafle, którymi była wyłożona, tworzyły wysypisko liter. Eleganckich, wijących się przyjemnie pod spojrzeniem czytelnika, ustawione w równych rządkach i kolumnach. Od razu za nimi była ściana. Litery układały się w rząd:
N I O U
N E H S
E C T T
F A U O
R S M N
E A T I
H T J U
A S G U
M A I Y
K A R B

Za pomocą oka widziałeś wyraźnie, że ziemia pod samą ścianą jest wyszurana. Zresztą czułeś delikatny, minimalny przewiew na swoich stopach - i był to chłodny przewiew jak na pustynne standardy. Temperatura spadała tutaj o kilka stopni, co było wyczuwalne minimalnie - nie na tyle, żeby nagle poczuć chłód na skórze. Inna sprawa miała się z temperaturą tego powietrza, które docierało tutaj spod kamiennej ściany. Ona również ozdobiona była malunkami.
Obrazek
Find out
I was just a bad dream.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 332
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne włosy średniej długości (nie sięgają ramion)
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Samidare, Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 3 cze 2018, o 13:51

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?
Piaskowe oko już nie dawało takiego pożytku jak wcześniej. Było nieco dalej przed twórcą, więc musiało przebijać się przez gęsty mrok, a z tego już nie dało się wychwycić istotniejszych obrazów. Brązowowłosy mimo tego nie rezygnował ze swego tworu, bo te przecież w każdej chwili mogło się na coś natknąć. Nawet nie chodziło tu o widoki, bo równie dobrze oko mogłoby być przez coś lub przez kogoś zniszczone, ale już to byłoby ostrzeżeniem i sugestią, że trzeba się przygotować na dość nieciekawe scenariusze.
Nic szczególnie złego się jednak nie stało. Wręcz przeciwnie - nastała jasność, ale nie z powodu ciepłych promyków ognistej gwiazdy, które jakimś cudem się tu wdarły, tylko z powodu leżącej na posadzce pochodni. Wciąż się paliła, więc ludzie, najprawdopodobniej robotnicy, byli tutaj jeszcze całkiem niedawno. Przyglądając się dokładniej temu pomieszczeniu, złotooki mógł wychwycić, że posadzka jest wyłożona dużymi kafelkami, z których zmieciony został kurz i pył. Wszystkie te kafelki oznaczone były zgrabnymi, zdobionymi literami, które raczej nie znajdowało się tutaj przypadkowo. Na pierwszy rzut oka były ułożone zupełnie chaotycznie, nie składały się w jakiekolwiek zdanie lub słowo, ale z drugiej strony sprawiały wrażenie, że ich umieszczenie tutaj jest absolutnie celowe.
Nie było konieczne być mistrzem analizy, by wyciągnąć pewne wnioski. Ślepy zaułek zapewne wcale nie był ślepym zaułkiem, delikatny ruch powietrza nie mógł wziąć się znikąd. Intuicja podpowiadała Ichiemu, że ściana może być przesuwna, szczególnie że ziemia przy niej była dość mocno przetarta. Kluczem do zagadki wydawała się być chmara płytek, a dokładniej rzecz biorąc - litery, które przedstawiały.
Podumał przez kilka chwil i doszedł do wniosku, że zapewne chodzi w tej układance o utworzenie hasła-klucza. Tylko co to mogło być? Zmrużył ozy, wysunął przed siebie dłoń z rozświetlająca okolicę kulą światła i zaczął uważnym spojrzeniem przesuwać po kolejnych kafelkach, próbując w tym chaosie odnaleźć jakikolwiek sens.
Am... Amatera... Amateratsu? Cholera, no jedna litera na złość się wpierdzielała i wykluczała pierwszą myśl, jaka przychodziła Asahiemu do głowy. Bishamo... i co dalej? Nie, to też nie to. Kagu... nie, to nie te chujki. Ryuu...? Meh, na dalszą część pomysłu brak. Kagu... znowu te Kagu, ale... Kagutsuchi? Że bóstwo ognia? Że to miejsce to jakaś świątynia? Cóż, mgło tak być.
Rozważał nad literkami jeszcze przez parę chwil, ale dalsze dumania nie przyniosły kolejnych propozycji i utwierdziły jedynie w przekonaniu, że faktycznie chodzi o Kagutsuchi. Postanowił więc utworzyć z kafelków te imię, po prostu na nie stąpając w odpowiedniej kolejności. Obawiał się jednak, że w tym wszystkim kryć się może jakaś pułapka, więc wytężył wszystkie swoje zmysły i był przygotowany do szybkiego uskoku, tak na wszelki wypadek.
Avatar użytkownika

Ichirou
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 2114
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 3 cze 2018, o 16:20

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
23



Jeśli ktoś nie widział jeszcze Diabła Świtu bawiącego się w klasy to teraz miał okazje. Światło rzucane przez porzuconą pochodnię było mizerne, ledwo sięgało do krańca długiego pomieszczenia i trzeba było porządnie wytężyć wzrok, żeby cokolwiek dojrzeć, żeby rozczytać się w literach, które jak dywan kładły się pod twoimi nogami. Układanka. Zagadka. Stare świątynie, porzucone grobowce - były tego pełne. Zupełnie, jakby ich kapłani nie do końca chcieli, by przychodząca tutaj wiara miała dostęp do wszystkich tajemnic. Każdy krył brudy w swojej szafie. Niektórzy tylko zamiatali je pod nią, albo pod leżący przed nią dywan, nie kłopocząc się z dokładnym ukrywaniem ich. Tego dywanu nie dało się ominąć. Dywanu z chłodnych kafli, któremu musiano się naprawdę dokładnie przyjrzeć. Zresztą leżąca tutaj pochodnia mówiła naprawdę wiele. Zakładając, że nie jesteśmy w Tomb Raiderze, gdzie w starożytnych świątyniach znajduje się amunicje, granaty i apteczki, ani w Skyrimie, gdzie w najstarszych grobowcach nadal palą się świeczki. Liter nie dało się ominąć. Nie było przejścia bokiem i niby można było nad nimi przelecieć z pomocą magicznej chmurki z piasku, ale... co dalej? Za literami również nie było wolnej przestrzeni, na której można by się było zatrzymać. Więc rzeczywiście - przyszło się tutaj zabawić w klasy. W przechodzenie z jednej litery na drugą. Były one na tyle szerokie, że bez problemu mogłeś na nie nadepnąć. Pierwsza litera. Kafel lekko zapadł się pod twoim ciężarem ciała. Słyszałeś wyraźnie pracę mechanizmu, ale... nic się nie stało. Żadnego wybuchu, żadnego zarwania pod twoimi nogami. Następna litera. Poprzedni kafelek nie wrócił na swoje miejsce, kiedy z niego zszedłeś, zupełnie jakby to miejsce chciało cię zachęcić do czegoś, jakby ciemność szeptała "idź dalej, idź dalej..!" Trzecia litera. Ściana naprzeciwko ciebie nie drgnęła. Nie słyszałeś też, żeby te mechanizmy, które pracowały przez moment pod twoimi nogami, kiedy tylko naciskałeś na nowy kafelek, jakkolwiek były połączone z drzwiami przed tobą. Pomyłka? Czwarta litera. Przejrzałeś wszystkie drogi, wszystkie kombinacje. Nie mogłeś się pomylić, skoro tylko jedna była poprawna. Prawidłowa. A może ktoś celowo tutaj zapisał źle imię Amaterasu? Może to miała być tylko zwykła podpucha? Jedne poprawne imię dla czystej ściemy. Och, projektant musiałby mieć naprawdę parszywe poczucie humoru.
Ostatni kafelek wskoczył na swoje miejsce.
Drobinki kurzu i kamienia posypały się na twoje włosy z sufitu, ruch starego mechanizmu zazgrzytał ci w zębach, przeszedł prosto do kości, jęcząc ze starości. Pomimo braku wilgoci była szansa na to, by był zardzewiały? Nie miało to znaczenia, bo choć opornie, to drzwi przed tobą rozsunęły się. Ściana cofnęła się i wsunęła wgłąb ściany po twojej prawej, otwierając ci widok na... właśnie, na co? W twarz uderzył cię powiew chłodu i zimny dreszcz przesunął się po twoim kręgosłupie.
Pomieszczenie, w którym się znalazłeś, chyba nawet trudno było nazwać pomieszczeniem. Nie widziałeś krańca ciemności, która spoglądała prosto w twoje złote oczy. Nie widziałeś krańca ścian ani sufitu, który miały podpierać, ani głowy wielkiej, monstrualnej rzeźby, która zapewne miała przedstawiać boga ognia, pod której nogami kiedyś składano ofiarę. Pozżerany przez czas, barwny koc, na nim misy, w których pousychały owoce, uschnięte kwiaty, z których zostały już tylko badyle. Po swojej lewej stronie widziałeś dźwignie. W pomieszczeniu leżały porozrzucane, nowe narzędzia - chyba te, które należały do tutejszych pracowników.
Jedynym odgłosem był odległy szum.
Obrazek
Find out
I was just a bad dream.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 332
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne włosy średniej długości (nie sięgają ramion)
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Samidare, Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 5 cze 2018, o 23:37

Gdzie wojny, gdzie burze piaskowe, gdzie potyczki na śmierć ze znienawidzonym, kościanym wrogiem? Gdzie wstrząsające przeżycia, gdzie światowa polityka, gdzie tajemnicze morderstwa w tle? Zamiast tego wszystkiego zabawa w jakieś śmieszne układanie literek. W jakieś ciemnej dziurze. A to wszystko w gonitwie za jakąś kelnerką.
Naprawdę, Ocir? Naprawdę?
Może to i lepiej, że nie miał przy sobie teraz żadnego towarzystwa. Nikt przynajmniej nie widział go łażącego po tych dziwnych kafelkach. Sam sobie mógł dopowiedzieć docinki, jakie słałby właśnie w tym momencie Kuro w jego stronę. Przynajmniej tyle, że mistrzostwo analizy, choć niepoparte żadnym certyfikatem, znowu pokazało swoją siłę. Projektant nie był żartownisiem, nie utworzył hasła będącego przestawionym imieniem Amaterasu, a domysły Ichiego okazały się prawdziwe. Brązowowłosy stąpał bardzo ostrożnie, ślamazarnie wręcz, jakby wyczekując ataku ze strony jakiejś pułapki, ale pozytywnie się zawiódł. Zamiast tego, ociężałe, kamienne wrota osunęły się na bok, a fala chłodu obmyła ciało złotookiego bohatera, wywołując małe dreszcze.
Władca piasku wzdrygnął się, ale dość szybko otrząsnął się i wkroczył wgłąb... jaskini, komnaty? Nie sposób było powiedzieć, ponieważ granice pomieszczenia, do którego trafił, były zbyt odległe. Promieniująca blaskiem kula, którą trzymał w dłoni, była zbyt słaba, by dać dobry pogląd na całą okolicę. Jasność nie sięgała choćby sklepienia sali, a co za tym idzie nie można było obejrzeć wielkiego, majestatycznego posągu w pełnej okazałości. Łatwo było się domyślić, że figura ta przedstawiała postać tego, którego imię Ichirou wydeptał przed momentem.
W pewnym momencie już zaczął powątpiewać, że zaginieni byli w ogóle tutaj. Odnalezienie porozrzucanych narzędzi, jeszcze nie zniszczonych przez niemiłosierny czas, szybko rozwiało te wątpliwości. Przynajmniej tyle, że Sabaku szedł w dobrym kierunku. Nie wiedział jednak, gdzie wywiało Akemi i resztę.
Gdzieś musiało.
Dźwignię przy wejściu uznał jako tą, która steruje włazem, więc jej nie ruszał. Postanowił dokładniej zbadać jaskinię, choć problem leżał w tym, jaki kierunek powinien obrać. Prócz ciemności rozlegał się tu również... szum? Tylko czego, wiatru buszującego po korytarzach niezbadanej świątyni, a może wody, która jakimś cudem miała gdzieś w okolicy swe źródło? Asahi przystanął i wytężył swój słuch, by ocenić docierające do niego dźwięki na tyle, na ile potrafił. Fakt faktem rzeczywistość odbierał znacznie dokładniej i wyraźniej od przeciętnego śmiertelnika dzięki dobrym zmysłom, więc liczył, że być może uda mu się ustalić, z której mniej więcej strony dobiega do niego dźwięk. Jeżeli było to za trudne, to zawsze mógł użyć bardziej chałupniczej metody, polegającej na łażeniu to tu, to tam i sprawdzaniu, w którym miejscu szum jest głośniejszy, a w którym cichszy.
Rzecz jasna cały czas utrzymywał lśniącą kulę w dłoni, by rozświetlać sobie przynajmniej najbliższą okolicę. Nie chciał się przecież wypierdzielić i głupiego ryja rozwalić, bo czego jak czego, ale tej gładkiej twarzy było bardzo szkoda.
Jego przezorność nie ograniczała się jedynie do unikania autodestrukcji. Rozważał również nad potencjalnymi zagrożeniami z zewnątrz, także z niewielkiej części skompresowanego w gurdzie piachu stworzył sobie kolegę - wyglądem zupełnie takiego samego jak on, który miał za zadanie iść przodem i interweniować jako pierwszy w razie pojawienia się jakichś problemów.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 2114
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 6 cze 2018, o 14:12

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
25



Wojna? Czym była wojna? Bieganiem i grzeszeniem w mieście, w lasach, na polach zapomnianych przez bogów? Kurzem w ustach i posmakiem krwi na końcu języka? Tutaj jedynym posmakiem był chłód. Więc rzeczywiście - wojny nie można było tutaj znaleźć. Przynajmniej nic tutaj nie wydawało się być tymczasowe. Burza piaskowa zapomniała, by zajrzeć w to miejsce. Zapamiętała jedynie, żeby odsłonić wejście do miejsca, które nie pamiętało smaku krwi, strachu i gówna. Nie było niczego pięknego w wojnie. A w ciemności? Kolebka człowieczeństwa. Zupełna nicość. Jak łono matki, w którym można zamknąć oczy - wystarczy wsłuchać się w rytm uderzeń serca. To miejsce, w całej swojej pustce, żyło swoim życiem. Gęste, pełne. Namacalne i bardziej realne niż wszyscy ci ludzie, których widywałeś na placu przed rezydencją swojego domu. I to wszystko w gonitwie za jakąś kelnerką, zgadza się. Iść w prawo? W lewo? W poszukiwaniu dziewczyny o różowych włosach, by zdobyć na powrót świat w różowych okularach? Intencje tutaj blakły. Przed obliczem boga wykutym w kamieniu, który swoimi oczyma widział i osądzał każdego, kto przed nim stanął. Miał co sądzić? Wspominając twarze, zapachy i miejsca z dżungli miejskiej i dżungli wojny. Drogie wina, jeszcze droższe kobiety, płynna zmiana z bawidamka w człowieka przeoranego znamieniem Bishamonten. Wajśrawana był jedynym, który czuwał nad twoim ramieniem. Nie ważne, jak jasne światło starałeś się grać. Jaka maska była przybierana, by być bardziej ludzkim. Diable, przecież tobą nie mógł się opiekować ten, który opiekował się ludźmi. Tobą musiał się zająć ten, który dbał o duchy żyjące w cieniach.
Ta ciemność nie była przerażająca. Czuła, znajoma. Pachniała drobiną świeżości tam, gdzie pył ciągle wpychał się do nozdrzy i podrażniał gardło. Powinna cuchnąć wilgocią i stęchlizną. Twoje zmysły potrafiły rozczytać coś więcej. Rysować na połaci czerni tak, jak malarze malowali na płótnach ustawionych na stelażach. Szum - połączenie ruchu wiatru i wody, która przesuwała się... tylko gdzie? Zewsząd. Otaczała się z każdej strony. Powinieneś obejrzeć się za siebie.
Tam nadal była ściana?
Czy to już rzeka, którą przekroczyłeś dwa razy?
Dwa kroki w stronę rzeźby.
Ostrożne kroki stawiane wewsząd, by odnaleźć drogę w miejscu, w którym zapomniano postawić drogowskazów. Albo nigdy nie planowano drogowskazów stawiać. Ostrożne badanie terenu, ten krok za krokiem, przyniosły szybkie wnioski, proste konkluzje - szum rzeczywiście pochodził ze źródła. Podziemnej rzeki, która szumiała w dole okrągłej platformy, którą wykuto na solidnej skale. I na krańcu tej platformy ziemia była wyszczerbiona, tak jak połamane były kafle. Nierówności. I to właśnie tutaj znajdowała się ta nierówność, która za mocno wżerała się w równy okrąg. Jeśli to tutaj spadła w dół twoja Muza... Krew, już wystygła, ale wciąż nie zastygła, rozbryzgiwała się na boki na krańcach podestu i sięgała niemal pleców samej rzeźby, której zapobiegawczo nie postawiono na samym skraju. Słusznie. Woda, choć wydawała się nieustannie płynąca tym samym torem, niszczyła powoli i niezauważalnie dla oka ludzkiego. Twój własny oddech brzmiał tutaj za głośno. Twoje kroki, choć tonęły w odgłosach spod twoich stóp, były jak wystrzał z balisty - za głośne. Ten dół? Niewidoczna przepaść. Morda tego lwa, który nie wypuszczał z gardzieli tych, którzy do środka weszli. Te wartości, powody, dla których tutaj przyszedłeś - to wszystko traciło na znaczeniu! Ciemność mogła je pożreć, bo dawała obietnicę czegoś o wiele bardziej istotnego - woda. Wyglądało na to, że duże ilości wody, które nie powinny mieć prawa istnieć na tej ogromnej pustyni. A jednak skądś się brały wszystkie oazy. Nic dziwnego, że nikt nie był w stanie się do tych zasobów dokopać, skoro kryły je tak ogromne połacia litych skał.
Wyglądało na to, że po prawej stronie ongiś były schody. Kolejne wspomnienie - zawalone, a ich drugiego krańca nie było widać. Prowadziły w dół. Wnioskując po wszystkich odgłosach cała ta pieczara musiała być naprawdę ogromna. Nie potrafiłeś ocenić, gdzie się kończyła i jak głęboka naprawdę była. Nie słyszałeś tutaj też żadnego odgłosu.
Wciąż tylko szum.
Jednostajny i melodyjny. Jak bicie twojego serca.
Obrazek
Find out
I was just a bad dream.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 332
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne włosy średniej długości (nie sięgają ramion)
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Samidare, Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 9 cze 2018, o 11:36

Nigdy nie był uduchowiony. Tak jak na wielu innych płaszczyznach, tak i w religii można było nazwać go płytkim, powierzchownym, pustym wręcz. W tych kwestiach jego myślenie było pozbawione głębi i większych refleksji. Swoim spojrzeniem na świat nie wykraczał poza świat rzeczywisty. Skupiał się na tym, co go otacza. Co jest tu i teraz. Może raz na jakiś czas wspomniał o Amaterasu, ale to bardziej wynikało z kwestii typowo kulturowych, aniżeli z przekonania, że Bogini Słońca spogląda z góry i obdarza pustynie swoją opatrznością.
Wielka statua Kagutsuchiego nie wzbudziła wiec w nim żadnych emocji. Ot, ładny, ale stary, potężny posąg. Ludzie z Wydm byli postępowi, zarówno w kwestiach czysto społecznych jak i tych naukowych. Równość płci, samodzielność w dobieraniu partnerów, nowoczesne wynalazki i tak dalej. Nic więc dziwnego, że takie miejsca jak te były przeżytkiem i odchodziły w niepamięć.
Jeżeli Kagutsuchi faktycznie istniał, to zapewne skisnął ze śmiechu, że jemu, bożkowi ognia, ludzie wybudowali miejsce kultu przy źródle wody.
No właśnie, wody. To bardzo zainteresowało Ichiego. Nie ma się co oszukiwać, był to jeden z najbardziej jeśli nie najbardziej cenny surowiec na tych spalonych w słońcu ziemiach. Tak jak jakieś zbiorniki wodne jeszcze dość rzadko się zdarzały, tak szum wody był... czymś nadzwyczajnym.
Nie, żeby zapomniał o Akemiś, czy coś, ale w tym momencie myśli na temat stałego dostępu do świeżej wody wyparły te dotyczące misji ratunkowej.
Krew. Napotkał ją, kiedy tylko ruszył za cieszącym uszy szumem. Posoka była zarówno na podeście jak i na posągu, a przy tym była dość świeża, więc można było przypuszczać, że należy do robotników lub różowowłosej kelnerki. Tylko po co oni mieliby się tu pchać? Żeby tak jak on spróbować spojrzeć na rzekę? Nawet jeśli spadli w przepaść, to czemu ich krew była tutaj, a nie na ostrych ścianach głębokiej przepaści?
Kawałeczki układanki, które miał w dłoniach mistrz analizy bez licencji, w ogóle do siebie nie pasowały. Asahi postanowił wiec jeszcze raz przejść się po całej sali. Spacer ze światełkiem w dłoni przyniósł kolejne odkrycie - schody w dół, tyle że zawalone. Zawalone teraz, czy kiedyś? Tego nie był w stanie ocenić. Wiedział tylko tyle, że ten podziemny kompleks był jeszcze większy. Mógł strzelać, że zejście prowadziło do poziomu niżej, z którego być może był łatwiejszy dostęp do wartkiej wody.
Nie chciał przepychać na siłę schodów. Uznał to za ostateczność. Wpadł zamiast tego na inny pomysł. Jeżeli jego dumania były prawdziwe, to do niższego poziomu jaskiń powinien móc się dostać właśnie od strony rzeki. Wrócił więc do poprzedniej lokalizacji, czyli tej przy posągu i przepaści. Wyzwolił niewielką część ze skompresowanych zasobów piachu w gurdzie i stworzył mobilną platformę o niedużej powierzchni, by móc łatwo się przedzierać przez węższe szczeliny i korytarze. Potem wszedł na pustynną chmurkę i wzniósł się, by zawisnąć nad przepaścią. Oczywiście wciąż dzierżył w dłoni niewielką kulkę chakry emanującą blaskiem, który przełamywał okoliczny mrok.
Założenia były dość proste - zamierzał przyjrzeć się dokładniej szczelinie wyrytej przez rzekę. Powolutku obniżał pułap z tego miejsca, gdzie były ślady krwi. Obserwował przy tym krawędzie urwiska, doszukując się kolejnych tropów. Później miał dotrzeć już niżej, czyli tam, gdzie z góry widział jedynie ciemność. Chciał ujrzeć rzekę na własne oczy i ocenić jej zasoby. Przy tym szukał jakiegoś przejścia, a być może nawet całej otwartej jaskini - zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami.
Jeżeli jednak nic więcej już nie odkrył i z poziomu rzeki nie dało się nigdzie dostać, to nie pozostało mu nic innego jak wrócić, a potem spróbować przebić się przez schody. Tutaj miał zamiar posłużyć się rzecz jasna piachem. Wypuścić go na tyle dużo i z odpowiednim impetem, by utorować sobie przynajmniej po części drogę przez głazy. Urwane w pewnym miejscu schody to mniejszy problem. Ważne, by były drożne.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 2114
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 13 cze 2018, o 14:19

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
27



Czy krew była na ostrych ścianach przepaści czy jednak jej tam nie było? Pytanie minimalnie mniej istotne od tego, czy Bogowi Ognia podobała się bliska obecność wody. Kto wie? Może jednak był zadowolony, bo mógł zażywać codziennych kąpieli w przerwach od jechania po wiernych? To znaczy... w przerwach od ich błogosławienia. Krew na samym krańcu kamieni była. Spłynęła częściowo w dół, więc na tyle, na ile oświetlało ci światło te nierówne krawędzie, mogłeś zobaczyć, że trochę jej tam jest. No właśnie - trochę. Trochę, czyli tyle, ile szkarłat zdążył sobie odnaleźć i wyżłobić ścieżki pomiędzy niewypolerowanymi, ostrymi krawędziami i wgłębieniami.
Stworzyłeś chmurkę i poniosłeś ją w dół. Albo raczej to ona poniosła ciebie. Nie dostrzegałeś żadnych bocznych ścian, żadnych ścian przed tobą samym - jedynym pewnikiem było to, co miałeś za plecami. I tak sunąłeś w dół. Metr, pięć... piętnaście. Miarowy szum wody, jak oddech tego miejsca, owiewał cię chłodem wywołującym dreszcze. Twoja skóra zdążyła już ostygnąć od nagrzania słońcem i teraz powoli pozostawało ci przywyknąć do temperatury tego miejsca. Na kamiennej ścianie nie dostrzegałeś niczego dziwnego czy nadzwyczajnego, dopóki chłodny blask kuli stworzonej z chakry nie najechał na przyczepionego do skały robaka. Jak na twoje - skarabeusz. Zwykły, niewielki robaczek, przyczepiony do głazu, robiący swoje robaczkowe rzeczy, który nie zwracał na ciebie żadnej uwagi. Czyścił swoje czółka... czy co też robaczek mógłby robić. W każdym razie - był jak najbardziej żywy. Dopiero kiedy się zbliżyłeś wraz z blaskiem, otworzył swój chitynowy pancerz i rozłożył skrzydełka. Jakby się nastroszył, niezadowolony z tego, że przynosisz do jego domu odrobinę świtu - tam, gdzie zawsze trwała wieczna noc. Żadnych rozbryzgów krwi, żadnych trupów widzących sobie na skałach. Szum. Ciągły szum rozchodzący się pieszczotą po twoich bębenkach usznych, do którego teraz doszedł cichy szelest przejrzystych skrzydeł. W końcu dojrzałeś półkę skalną. Równa droga ciągnąca się przy ścianie. Chyba odchodziła z miejsca, w którym widziałeś schody. Huk rzeki był o wiele wyraźniejszy. Nie mogło być do niej daleko. Droga ciągnęła się w dół.
Obrazek
Find out
I was just a bad dream.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 332
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne włosy średniej długości (nie sięgają ramion)
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Samidare, Koala

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Ichirou » 16 cze 2018, o 21:02

Nawet, jeżeli zadanie miało pozytywny wydźwięk, a jego intencje były tym razem wyjątkowo dobre, a może nawet szlachetne, to i tak znów podążał śladami krwi i wkraczał w nieprzenikniony mrok. Po tylu latach kariery shinobi szło się uodpornić. Ichirou już nie pamiętał, kiedy ostatnim razem wzruszały go te wielkie osobiste tragedie, które w masowej skali traciły na znaczeniu. Trup był tylko trupem, krew była tylko krwią. W takiej sytuacji jak ta posoka była nawet dobrym znakiem, który utwierdzał w przekonaniu, że podąża się właściwym kierunkiem.
Takie widoki mogły jedynie poruszyć, kiedy dotyczyły jego bliskich, a tych przecież niewiele mu zostało. No właśnie, czy Akemi zaliczała się do tego elitarnego grona? Gdyby dowiedział się, że krew na skalistej ścianie należy własnie do niej, to czy serce by mu mocniej zabiło? Szczerze mówiąc, to na ten moment brązowowłosy nie był w stanie tego ocenić.
Stojąc jeszcze nie tak dawno w niezmiernie gorącym zaduchu, nie sposób było przypuścić, że zaledwie kilkanaście metrów niżej panuje chłód. Złotooki bohater miał przez moment wrażenie, że ktoś lata temu zebrał powietrze z Kantai i przetransportował je przez cały kontynent, by schować tutaj. Dość szybko jednak uwagę z panujących tu warunków przerzucił na małego kolegę, którego napotkał podczas poszukiwań. Nie przepadał za robalami, bo te raczej kłóciły się z jego poczuciem estetyki, ale ten konkretny przypadek uznał za dobry prognostyk. Wieloletnia edukacja z dziedziny biologii nie była konieczna, by wiedzieć, że woda jest jedną z najbardziej podstawowych rzeczy potrzebnych do życia. Obecność skarabeusza rodziła więc kolejne przypuszczenia, że szorująca niżej woda jest wartościowa i nie skażona w jakiś istotny sposób. Gdyby był bardziej religijny lub przesądny, być może dojrzałby w tym robaku coś więcej. W końcu w niektórych pustynnych kręgach skarabeusz był dość symbolicznym stworzeniem, które oznaczało odrodzenie. No ale Ichirou był człowiekiem przyziemnym, więc zamiast myśleć o pierdołach, po prostu wrócił do poszukiwań.
Jego działania przyniosły skutek. Może nie odnalazł w stu procentach dokładnie tego, na co liczył, ale faktycznie, od strony rzeki też dało się dostać do jakiejś ścieżki. Jakiej? Mając już małe rozeznanie w tej jaskini, można było odnieść przypuszczenie, że to właśnie do tej półki skalnej prowadziły zawalone schody. Dalsza część trasy była pogrążona w mroku, więc wciąż pozostawała tajemnicą, zresztą jak wszystko inne tutaj.
Ruszył w dół, wciąż poruszając się na piaskowej chmurce. Owszem, mógłby iść ścieżką tuz przy ścianie, ale jego własny twór dawał mu większą mobilność i lepszą reakcje na wszystko to, co mógł wkrótce spotkać. Jeżeli więc warunki na to pozwalały i półka skalna nie przerodziła się w pewnym momencie w ciasny korytarz, to wciąż jednostajnym, niespiesznym tempem leciał naprzód, z wystawioną przed siebie dłonią, na której spoczywała kula rozpraszająca pobliski mrok. Za nim stała niemalże idealna piaskowa kopia, stworzona już przed paroma chwilami, która na ten moment wydawała się jakby zastygła.
Avatar użytkownika

Ichirou
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 2114
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Świątynia Kagutsuchi

Postprzez Shikarui » 17 cze 2018, o 13:14

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
29



Kiedy człowiek gubił się w ciemnościach zaczynał wędrować tam, gdzie prowadził go nos, jeśli nigdzie nie widział światła, które by go poprowadziło. Ty światło widziałeś - niemrawe, pewnie dogasające już - ale widziałeś. Na górze, w miejscu, od którego się oddalałeś. Nikt normalny nie oddawałby się dobrowolnie ramionom cieni, ale też nikt normalny nie pchałby się w przyozdobioną krwią ciszę. Więc? Byłeś szalony czy tylko troszkę mniej normalny od przeciętnego mieszkańca Atsui? Czysto retoryczne pytania, bo przecież zarówno Ty, jak i Ja, doskonale wiedzieliśmy, że szaleństwo nie miało niczego wspólnego z podjętą decyzją. Kropla pewności siebie, potrzeba zbadania terenów dawno zapomnianych, które miały zostać odkryte na nowo - owszem, tylko robotnikom coś poszło po drodze nie tak. Podobne skarabeuszom robaki pojawiały się tym częściej, im niżej schodziłeś. Leniwe, jakby śnięte. Obietnica tego, że tam w dole jakieś życie być musiało, bo przecież nie przetrwałyby tutaj bez pożywienia. Zamienione w kamień i odmienione, kiedy wiatr odsłonił przejście? Nie należałeś do jednych z tych religijnych, zabobonnych, wierzących w legendy. Robaczki snuły się z kąta w kąt, wylatywały z ciemności i osiadały na ścianie - mniejsze, większe. Jeden z nich był taki ogromny, że wielkością przypominał twoją dłoń.
Dotarłeś na sam dół.
Blask kuli odbijał się refleksami na huczącej wodzie, która rozpryskiwała się, zderzając z kamienistym brzegiem, i pędziła gdzieś... gdzieś w dół. Chłodne krople opadały na twoje ciało - rześkie i przyjemne. Podróż w górę nurtu byłaby problematyczna. O ile można było podejść o kilkanaście kroków, o tyle odkryłeś przynajmniej drugą ze ścian kończącą to ogromne miejsce i zapewniające, że to nie jest Piekło, które swojego krańca nie posiada. Woda wypływała z jaskini na tyle niewielkiej, że musiałbyś się zanurzyć w wodzie, żeby przejść tędy. Pozostawało więc wędrować zgodnie z nurtem - ewentualnie na drugą stronę, bo widziałeś drugi brzeg oświetlony przez kulkę chakry. Gdybyś wychylił się w tamtą stronę dojrzałbyś, że jest tam kawałek wolnej przestrzeni, po której można było patatajać - na tyle dużej, że znów nie widziałeś jej końca. Ze wszystkich tych monotonnych widoków jedyne, co się wyróżniało, to nawierzchnia, która nie była wodą, a która równie sprawnie, co woda, odbijała błękitne światło. Krew rozlana na kamiennej posadzce pod drogą, z której przyszedłeś, ledwo łapiąca się na łunę. I ciało, z której ta krew wypływała. Słowo "wypływała" było tu kluczowe. Robaki obsiadały zwłoki i najwyraźniej się w nie wgryzały. Widziałeś przebłysk białych kości pośród resztek szmat, mięsa i wnętrzności wypływających z brzucha. Bielmo czaszki, z której skóra została wyżarta i rozlane białko oka. Drugie nadal tkwiło na swoim miejscu. Robale nie zwracały na ciebie uwagi, ciesząc się swoim posiłkiem, niektóre wznosiły się w powietrze i ulatywały w górę. Inne dopiero przylatywały z głębi jaskini, zwabione... no właśnie - zwabione czym? Krew nie układała się wokół trupa tak, jakby się "rozprysnęła". I same zwłoki nie były w takim stanie, żeby mówić, że zamienił się w placek od upadku z takiej wysokości, w jaki powinien był się zmienić. Więc co? Robaczki uszkodziły ziemię, a potem na swoich skrzydełkach porwały sobie robotników?
Jeden z robali usiadł na ramieniu twojego klona i ugryzł go ostrymi szczękoczułkami w bark. Zniechęcony smakiem piachu uniósł się w powietrze.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Find out
I was just a bad dream.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 332
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne włosy średniej długości (nie sięgają ramion)
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Samidare, Koala


Powrót do Atsui

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron