Uliczka na obrzeżach miasta

Re: Uliczka na obrzeżach miasta

Postprzez Hibana » 8 lis 2018, o 22:25

"Koty mają dziewięć żyć"
Dla: Ayatsuri Juranu
Misja rangi D
19/15

Kapitan bez słowa wysłuchał opowieści Juranu. Nie przerywał, ani się nie śmiał. Wąsata twarz nie wyrażała żadnych emocji, mogących zdradzić jego opinie o sprawie. Kiedy chłopak podał mu list, wziął go bez zbędnych pytań.
Inaczej sprawa się miała w przypadku strażników. Szepty, śmiechy i głosy niedowierzania, niosły się po całym pokoju. Patrzyli na Juranu, jak na wariata. Żaden nie uwierzył w jego historię.
Kapitan był jednak innego zdania. Kiedy młodzieniec skończył, Hirohito pogładził się po wąsach, po czym przychylił twarz do twarzy Juranu i powiedział:
-Wierzę Ci synu – wywołało to ogromne poruszenie wśród pozostałych strażników, które kapitan uciszył jedną ręką.
-W życiu nie słyszałem równie absurdalnej wymówki – powiedział do swoich podwładnych. - Musi więc mówić prawdę.
Skoro szepty wątpliwości ucichły, odwrócił się do Aiko i przytrzymujących ją mężczyzn.
-W takim wypadku, zabierzemy tę młodą damę na komendę, a grabarze niech zajmą się ciałem. Przykro mi, że ktoś z klanu Ayatsuri został wmieszany w tak obrzydliwą sprawę – ponownie zwrócił się do Juranu. - Obecna tu pani, najwyraźniej sama zabiła narzeczonego. Później, zapewne spanikowała i wymyśliła tę historyjkę o kocie, aby Cie tu zwabić i wrobić z morder...
-Nie, nie prawda – przerwała mu Aiko. Kapitan podniósł brew i spojrzał na nią z niekrytym zainteresowaniem. Wyglądało na to, że dziewczyna, która do tej pory cicho szarpała się w rękach strażników, teraz zdecydowała się zeznawać. Hirohito chciał, by mówiła, widziała to w jego oczach. Przestała walczyć i opadła lekko, zwisając na ramionach trzymających ją mężczyzn. Wzięła głęboki oddech, po czym zaczęła swoją opowieść.
-Tak, to prawda – przyznała cichym, obojętnym głosem. - To ja zabiłam Hidekiego, ale... - podniosła głowę. - Zasłużył na to. Nie wiecie, jakim był człowiekiem. Nie żałuję tego co zrobiłam i gdybym mogła, zabiłabym go po raz drugi – Juranu mógł zobaczyć obłęd w jej oczach. - Nic o mnie nie wiecie. Nie wiecie przez co musiałam z nim przejść. Ile wycierpieć. Chciałam go zostawić. Odejść. Wrócić do rodzinnej wioski, ale on mi nie pozwalał. Nawet kiedy się spakowałam. On, nie chciał mnie puścić – po tych słowach, uspokoiła się nieco i kontynuowała już trochę cichszym głosem. - Chciałam go zabić i odejść. Sądziłam, że gdy znajdą go martwego, będę już daleko stąd. Poza granicami Sabishi. Niestety, wrócił wcześniej. Znalazł moją torbę i list. Wpadł w szał. Gdyby nie trucizna, którą dodałam wcześniej do sake... Zabiłby mnie – urwała na chwile. - Miał ją wypić dopiero jutro, po powrocie z misji. Wiedziałam, że na wieść o moim odejściu, w pierwszym odruchu sięgnie po butelkę. Przeklęty pijak. Bogom dziękuję, że się nie myliłam. Wychylił czarkę, zanim się na mnie rzucił. Gdyby nie to... - załkała nie dokończywszy zdania. - Mylicie się jednak, jeśli myślicie, że chciałam kogokolwiek wrobić. Po prostu... Myślałam, że jeśli ktoś zobaczy jak znajduję jego zwłoki, nikt mnie nie oskarży. Gdybym go tak po prostu zostawiła lub jako pierwsza – bez innych świadków – zawiadomiła o jego śmierci, byłabym pierwszą podejrzaną. Dlatego... Chciałam tu kogoś sprowadzić, pod jakimkolwiek pozorem. Mogło mi się udać. Bogowie... Na śmierć zapomniałam, o tym przeklętym liście. Gdyby nie on...
Westchnęła i spuściła głowę. Wyglądało na to, że skończyła.
Kapitan prychną i pogładził się po wąsach.
-Wygląda na to, że mówisz prawdę. Cóż, przyznanie się do win może być pewną okolicznością łagodzącą. Uwzględnię to w raporcie. Powiedz jednak, naprawdę nie żałujesz, że odebrałaś mu życie?
-Żałuję jedynie, że mnie złapaliście – powiedziała spod bezładu złotych włosów. - Gdyby miał dwa życia, zabiłabym go dwa razy.
-Wystarczy – uciszył ją jeden ze strażników, a kapitan tylko westchną.
-Wyprowadźcie ją – rozkazał, po czym zwrócił się do Juranu. - Co za historia. Współczuję Ci, że zostałeś w to wplątany. Proszę – wyjął z kieszeni mały mieszek, po czym – dosłownie – wcisną Juranu do ręki parę monet. - To za pomoc. Jakby na to nie patrzeć, swoje zrobiłeś. Dobra robota synu – poklepał go - po ojcowsku - po ramieniu i odszedł.
Jeden ze strażników, ten który został przy ciele, poprosił Juranu o opuszczenie pokoju.
Wychodząc, młody shinobi mógł jeszcze usłyszeć, ostatnie zadanie - odprowadzanej na komendę – kobiety:
-...a gdyby miał dziewięć żyć, jak te przeklęte koty, zabiłabym go dziewięć razy.


Obrazek

Koniec misji. Dziękuję za udział i zapraszam po kolejne przygody :)
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 141
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Uliczka na obrzeżach miasta

Postprzez Ayatsuri Juranu » 9 lis 2018, o 22:25

Fakt faktem, historia chłopaka była dość niewiarygodna, ale tak, żeby uwierzyć w nią ze względu na absurdalność, to już przesada. Można by było się obrazić, gdyby nie to, że Juranu koniec końców osiągnął swój cel wymknięcia się spod ewentualnych oskarżeń o morderstwo. Zebrany materiał dowodowy i sytuacja, w której pozwolił się zastać przez strażników pozwoliła mu na pełnię obrony i całkowite oddalenie zarzutów. Tak sobie to tłumaczył przynajmniej, a nie przez niewiarygodność swojej wymówki.

To jednak był nie koniec sprawy, bo miał do wysłuchania jeszcze opowieść ze strony dziewczyny, a nie tylko swojej. Była ona... Równie dziwna co jego. Wydawać by się mogło, że Hideki był lubiany przez sąsiadów, a był jakimś potworem w domu. Chociaż, czy to aż tak nieprawdopodobne? Każdy lubi sobie czasem ulżyć, a w domowym zaciszu czuje się na tyle pewnie, że tam to właśnie robi. Cierpią przy tym niewinne ofiary, będące zarazem najbliższymi. I tak jak on mógł sobie ulżyć na niej, tak ona w końcu ulżyła sobie na nim. Ta historia się zakończyła, niestety dość tragicznie. Dla nich już raczej nie będzie nowego początku. On jest martwy a ona... Ona zabiła shinobi'ego. Z pewną gracją co prawda, gdyż trucizna to dość wyrafinowana szkoła zabijania, ale jednak. Jej los wydaje się być marny.

Sam białowłosy w tym był równie zamieszany w monolog dziewczyny, co chciał wyjść stąd jak najszybciej, nie chcąc widzieć jej upokorzenia. Ciągle nie rozumiał, jak ona mogła to zrobić, przecież było tyle innych opcji. Skoro i tak postanowiła uciec, gdy jego nie było... No cóż, mogła w końcu uciec. Zanim by ją powstrzymał, byłaby już daleko. Chłopak jednak musiał otrząsnąć się z tego rozdziału i grzecznie dziękując, mając w duszy podziękowanie za wypuszczenie, uwierzenie, a także pochwałę i lekkie odszkodowanie za trud, odszedł w swoją stronę, choć jego myśli wciąż krążyły wokół dzisiejszego zajścia.


[z/t]
Avatar użytkownika

Ayatsuri Juranu
 
Posty: 144
Dołączył(a): 18 lip 2018, o 18:51
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Długie białe włosy, ukryte w większości pod bordowym płaszczem. Blada cera. Średni wzrost.
Widoczny ekwipunek: Rękawica łańcuchowa na lewej dłoni
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6012
GG: 2334356
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Ningyō-shi (Osada Rodu Ayatsuri)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość