Farma kaktusów

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Farma kaktusów

Postprzez Ginjiro » 11 sie 2018, o 18:55

Obrazek
Baron [ C ]
5 / x
Tsukiko "Kiku" Ayatsuri


Farmerzy kaktusów zdębiali na widok Kiku przeobrażonej w ojca rodziny. Podobnie jak w przypadku robotników na polu, sztuka ninja była dla nich również obca. O ile byli świadomi o niezwykłych umiejętnościach osób obdarowanych chakrą, nigdy nie wyobrażali sobie takich cudów jak transformacja w kompletnie inną osobę. Tsukiko bezwątpienia zauważyła zadumę, w jaką wpadli mężczyźni. Wydawało się wręcz, jakby ujrzeli przed sobą mistrzynię magicznych sztuczek. Zabawnym jest fakt, iż Henge no Jutsu to technika nauczana w pierwszych latach na ścieżce ninja. Cała ta sytuacja tylko wzmacnia obraz tego, jak bardzo rodzina jest niezaznajomiona z otaczającym ich światem shinobi. Wysłuchawszy planu dziewczyny, Nobuo przymknął powieki, zastanawiając się, czy rzeczywiście szantażysta nabierze się na taki z jednej strony genialny, a z drugiej banalny plan. Chwilową ciszę przerwał wielkolud o twarzy niemowlaka.

- Jaaa cieee! Jak ty to zrobiłaś?! Nie wiedziałem, że potrafisz takie magiczne sztuczki! Nauczysz mnie tego? Proooszeee! - Uke niemal skakał dookoła Kiku, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą się stało. - Jakbyśmy mieli w rodzinie takie czary, to nigdy by nas nikt nie nachodził!
- Uke, uspokój się. To nie czas na takie pytania. - wtrącił się ojciec. - To naprawdę niesamowite, tylko pytanie brzmi, czy oni nie przyprowadzą kogoś z podobnymi umiejętnościami? Sekotatmi swoimi wpływami sięga naprawdę daleko, zazwyczaj odwiedzali nas zwykłe zbiry, ale kto wie? Może mają jakiegoś asa w rękawie? Co zrobisz, jeśli nas otoczą i nie będziesz miała możliwości, aby uciec? Nie zgadzam się na żadne poświęcenia... dlatego! - chwycił za pokaźnej wielkości skrzynię, natychmiast postawił ją na stoliku w jadalni. Po odblokowaniu niewielkiego zamka za pomocą klucza, Ayatsuri ukazało się skromne uzbrojenie. W środku można znaleźć liczne kołki, niewielkie sierpy do pracy w polu oraz metalowe kule złączone ze sobą łańcuchem. Prawdę mówiąc, cały ten sprzęt wyglądał jakby wyjęty z magazynu, gdzie składują robocze narzędzia. Nobuo nie czekając, złapał za sierp z drewnianą rączką, po czym rzekł w kierunku Kiku. - Jeśli masz zamiar się narażać, to nie będziesz jedyna! Tu chodzi o moją córkę i nie pozwolę, aby jakieś sukinsyny bezczelnie dyktowały mi warunki cholernej wymiany. Co oni sobie myślą, że Shido można traktować jak przedmiot?! Ayst, Uke łapcie za to, co wam odpowiada i migiem do magazynu przygotować się do walki! Zrobimy tak jak mówisz, jednak jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, to wkroczymy Ci pomóc! Jesteśmy prostymi ludzmi, ale praca w polu wymaga siły i wytrwałości, której nam nie brakuje! Nieważne co powiesz, nie zgodzę się, abyś sama wszystkim się zajęła. Wplątali w to moją rodzinę i zapamiętają raz na zawsze, że tak się nie robi!

Nobuo wręcz iskrzył drzemiącym w nim gniewem i determinacją, nie było żadnych szans, aby odpuścili na tym stadium. Z kolei jego synowie nie chcąc się narazić na krzyk ojca, migiem złapali za narzędzia i ruszyli do szopy trenować sposób, w jaki powinni zadawać ciosy.
Ginjiro
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Kiku » 12 sie 2018, o 18:08

Zachwyt nad prostą techniką ninja był zrozumiały. W końcu należeli do prostej rodziny farmerów, którym obca była sztuka ninja. Kiku wywodziła się z rodziny, która z dziada, a nawet pradziada zajmowała się tym niebezpiecznym fachem bycia shinobi. Dla niej techniki tej rangi, to były dobranocki jak jeszcze nie potrafiła nawet chodzić. Tradycja bycia ninja w jej gałęzi rodziny należała do naprawdę silnych. Z jednej strony skazana była na zostanie kunoichi, z drugiej... nic innego ją tak nie pasjonowało, więc w gruncie rzeczy była zadowolona. Dla niej równie obce byłyby proste metody uprawy kaktusów czy normalna obsługa narzędzi jak sierp, bo zwyczajnie nie miała z tym styczności. Wszystko zależało od "świata", w którym się żyło, dlatego Kiku rozumiała, że rzeczywistość, którą widzi, to tylko część układanki, bo prawdy jest zbyt wiele, aby ją pomieścić w tym obrębie. Dlatego też była taka chętna do działania, do poznawania świata i angażowania się w sprawy, które mogły ją nie obchodzić, a jednak zdecydowała się nie pozostać bierną.
Tak czy inaczej - stanęła dumna jak paw i pozwoliła Uke zachwycać się jej banalnymi umiejętnościami. Oj tak, lubiła być chwalona. Od razu humor jej się poprawiał, ale szybko wróciła do powagi, gdy usłyszała ojca wielkoluda, który go uspokajał, a przy okazji uspokoił też Tsukiko. Oczywiście dziewczynie nie zakładała, że przyjdzie jej się mierzyć z pewnością jedynie ze zwykłymi zbirami, ale nie popadała w paranoję, aby o farmę kaktusów, która i tak podupadała robić taką batalię, by wynajmować ninja. Zakładała, że na jednego pewnie trafi i to tego, który porwał Shido, chociaż uprowadzić młodą dziewczynę, która nie umie się obronić, to umiałby każdy dorosły człowiek, a z pewnością jakiś "zbir", który należał do bandy pod rozkazem Sekotatmich. Plan odnośnie spotkania shinobiego był tak samo prosty, jak odnośnie nie-shinobiego - pokonać i tyle. Żadnej zbędnej filozofii.
- Jeżeli przyprowadzą kogoś z podobnymi umiejętnościami, to o ile nie przejrzy on naszego planu, który wcale tak prosty do przejrzenia nie jest, to nic się nie dzieje i nie zmienia. Naszym celem nie jest pokonanie Sekotatmich, a uwolnienie Shido i zapewnienie wam bezpieczeństwa. Wtedy, mając odpowiednio dużo dowodów oraz zeznania pańskiej córki, mogę już spokojnie zająć się tym, by rodzina Sekotatmich otrzymała odpowiednią karę, bo tak właściwie, to nawet nie przedstawiłam się dokładnie... - odezwała się w momencie, w którym ojciec ruszył po drewnianą skrzynię. - Nazywam się Tsukiko i należę do rodu Ayatsuri, ale prawie wszyscy mówią na mnie po prostu Kiku. - po tych słowach uśmiechnęła się przyjaźnie. W sumie to nie znała nawet imienia ojca, ani ich nazwiska, a już wplątała się w ryzykowanie za nich życiem. Ostrożność nie była mocną stroną dziewczyny. Liczyła jednak, że przedstawią się teraz, gdy i ona to uczyniła. Może oznaczało to trochę brak kultury, że po takim czasie postanowiła zdradzić swoją godność, ale tak naprawdę, to były ważniejsze sprawy, niż cała ta szopka z przedstawianiem się.
Sierpy, kołki i jakieś przerośnięte, metalowe bole. Nie był to z pewnością ekwipunek, który sprawdziłby się w walce, gdyby przeciwnik miał chociażby tanto albo nawet prostą kosę, ale lepsze to, niż nic, skoro zamierzali wziąć udział w starciu, gdyby do niego doszło. Tsukiko nie chciała im tego zabraniać, chociaż była przeciwna angażowaniu ich w to zagrożenie. Z jednej strony - to była dla nich córka i siostra, więc kim była, aby im zabraniać walczyć o osobę, którą kochają? Z drugiej strony - nie byli w żadnym stopniu przygotowani do walki, a pojedynek nawet ze zwykłym bandytą przekraczał zapewne ich umiejętności, zaś Shido z pewnością nie chciałaby, aby komuś stała się przez nią krzywda. Kolejnym elementem było to, że najpewniej przeszkadzaliby i mogliby popsuć plan, dlatego też Kiku zamierzała im pozwolić, ale pod pewnymi warunkami, które to ona ustali.
- Dobrze, ale zrobimy to tak, jak mówię, bo inaczej wszystko może trafić szlag i wpędzimy siebie oraz Shido w jeszcze większe kłopoty. Będzie tak - zmienię swój wygląd jeszcze tutaj, wewnątrz domku, aby nie było żadnych podejrzeń. Wyruszę najpierw sama w umówione miejsce, a wy ruszycie cicho oraz powoli jakieś dziesięć minut po mnie. Nie wiemy, czy nikt nie obserwuje tego domu, więc musimy zachować ostrożność. Nie będę się śpieszyć, więc zachowacie minimum, podkreślam, minimum dwieście metrów różnicy odległości między nami nawet wtedy, gdy dotrę na miejsce. Schowacie się i będziecie czekać na mój sygnał. Nie możecie działać na własną rękę - musicie się mnie posłuchać. Bez obrazy, ale w takich sprawach nie macie ze mną szans. Byłam od dziecka przygotowywana do bycia ninja. Jak dam sygnał, to ruszycie w moją stronę i pomożecie mi walczyć, ale Ayst ma osobne zadanie. Niezależnie czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy nie, to Ayst musi zabrać Shido i uciec z nią jak najszybciej w bezpieczne miejsce, by ukryć się. Ja, Uke i pan, w tym czasie zatrzymamy Sekotatmich oraz ich ludzi. Najważniejsze jest to, żebyście nie wkraczali do akcji bez mojego sygnału. Nawet wtedy, gdy zostanę zaatakowana. Uczona byłam współpracy, ale z innymi shinobi, zaś bez nich jestem nauczona walki w pojedynkę, bez zwracania uwagi na innych. - wytłumaczyła wszystko na tyle, na ile mogła. Bardzo zależało jej na tym, by nie działali bez jej zgody. Wiedziała, że w takich emocjonalnych sytuacjach ciężko było słuchać się jakiejś gówniary, ale przecież chodziło o Shido. Miała nadzieję, iż rozumieją powagę sytuacji oraz konsekwencje jakie może nieść za sobą ich lekkomyślność w działaniu. Po prostu młoda Ayatsuri chciała, aby robotę dla profesjonalistów zostawili profesjonalistom. Lubiła tak o sobie myśleć, chociaż w gruncie rzeczy była na najniższym szczeblu kariery ninja. No cóż, teraz miała szansę zabłysnąć.
- Jakieś pytania? Do północy jeszcze trochę czasu, który chętnie poświęciłabym na odpoczynek. Chcę być w pełni sił. - dodała na koniec z nadzieją, że uda jej się trochę ochłonąć i przygotować do akcji. Musiała wszystko jeszcze dokładnie przemyśleć, zastanowić się nad technikami, które mogą się przydać.
Kiku
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Ginjiro » 13 sie 2018, o 00:27

Obrazek
Baron [ C ]
7 / x
Tsukiko "Kiku" Ayatsuri


Na słuch o przedstawieniu się ze strony Kiku, panu domu zrobiło się nieco głupio. Przez te całe zamieszanie kompletnie zapomniał o swoich manierach, które i tak nie zajmowały wysokiej poprzeczki. Jak to w zwyczaju mają ludzie z farm i wsi, nie zawracają sobie głowy zbędnymi uprzejmościami i fałszywymi uśmieszkami. Jak zachowują się na polu, tak zachowują się we wszelkich aktywnościach poza domem. Oczywiście nie należy wpadać w skrajności, czasami jest wręcz wskazane niemałe utemperowanie charakteru w sytuacjach, które przejawiają delikatność określonych okoliczności. Właściciel gospodarstwa wyraził aprobatę co do słów o bezpieczeństwie Shido, jednak ciężko było wyzbyć się wrażenia, jakby nie rozważał wszelkich ewentualności w związku zemsty na Sekotatmich.
- Ah, masz racje, Kiku. Głupiec ze mnie, nawet się nie przedstawiłem. Nazywam się Nobuo Katori, moich synów Aysta i Uke już poznałaś. Jestem właścicielem tego gospodarstwa, a opanować cały bałagan pomaga mi moja ukochana żona — Anya. - uśmiechnął się nieco zdenerwowany. - Miło mi Ciebie poznać, wiem, że już to mówiłem, ale naprawdę doceniam jak bardzo się dla nas poświęcasz. - mężczyzna zamilkł, słuchając dalszej części planu Ayatsuri, co jakiś czas kiwał głową dając znak, iż rozumie co Kiku planuje. Gdy dziewczyna skończyła omawianie swojej taktyki na rozegranie tej fatalnej sytuacji, Nobuo naprężył się potężnie, po czym rzekł. - Zrozumiałem! Poinformuje chłopaków o wszystkim, farma jest zbyt płasko położona, aby ktoś mógł się zaczaić i nas obserwować, ale ostrożności nigdy nie za wiele.
W tym momencie do domu weszła gospodyni, zaskoczona tym, że Tsukiko dalej przebywa na terenie farmy, uściskała ją i poprosiła, aby usiadła. Nawet nie pytała ją o zdanie, przechodząc do kuchni, chwyciła za dzban wypełniony sokiem z kaktusów oraz drewniany kubeł. Postawiła całość na stoliku i poprosiła, aby częstowała się ile może. Kiku oraz Nobuo mogli zauważyć, że kobieta wniosła do pomieszczenia wiklinowy koszyczek wypełniony różną maścią warzyw, przypraw oraz ryby. Nie chcąc, aby dziewczyna się przypadkiem u nich zagłodziła, rozpoczęła przygotowanie tradycyjnego trzydaniowego obiadu. Na pierwszy ogień poszedł ryż, który w płóciennym woreczku cierpliwie czekał, aż się zagotuje. Chwilę później Anya zabrała się za przygotowywanie wywaru, który posłuży jej za zupę. Nie minęło długo, gdy sama polewa została ukończona, a kobieta przeszła do przygotowania warzyw oraz ryb. Nobuo widząc zapracowaną żonę, zwinnie złapał za skrzynkę z ekwipunkiem i dosłownie na paluszkach schował ją do szafy. Najwyraźniej nie zamierzał mówić o całej akcji kobiecie, w obawie, że zignoruje polecenia zawarte w liście i od razu zgłosi to do starszyzny.

Przygotowanie obiadu zajęło jej dobre kilkadziesiąt minut, jednak gdy był już gotowy, zgromadzeni zdecydowanie mogli stwierdzić, że warto było poczekać. Czekała ich ogromna wyżerka, Ayst i Uke na słuch o jedzeniu błyskawicznie wrócili do domu i zasiedli do stołu. Oczywiście znalazło się także miejsce dla młodej kunoichi, która nie mogła odpędzić się od zafascynowanego nią wzroku wielkoluda z twarzą niemowlaka.
Ginjiro
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Kiku » 13 sie 2018, o 17:48

A więc rodzina Katori. Teraz już się znali, chociaż była to jedynie formalność. Zżyli się i prawdziwie poznali już znacznie wcześniej, a teraz jedynie wiedzieli jak na siebie mówić. Nobuo zrozumiał cały plan, a przynajmniej tak mu się wydawało. Był rozumny, nie to co Uke i nawet Ayst, ale Kiku wcale ich nie numerowała po tym, jak wiele intelektu mają w głowie. Ocenianie ludzi po rozumie było... bezrozumne. Wielu morderców oraz degeneratów cechowało się wysokim ilorazem inteligencji, a jednak do wartościowych ludzi nie dało się ich zaliczyć. Tsukiko już prawie odpłynęła w kolejne rejsy po morzu myśli filozoficznych, ale szybko się ocknęła, gdy do środka weszła Anya. Właściwie, to dopiero uścisk ją ocucił i na wpół świadomie go odwzajemniła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że od dawna nie zaznała takiej prostej czułości, jak przytulenie się do kogoś. Miłość między członkami jej rodziny była potężna, bez dwóch zdań, ale ekspresja jej już kulała. Początkowo to było naturalne - małe dziecko wymagało takich drobnych pieszczot, ale familia, która parała się fachem shinobi szybko zapominała o takich odruchach jak przytulanie się czy buziaki lub chociażby wspominanie, że się kocha siebie nawzajem. Było to całkiem przyjemne uczucie, zostać tak przytuloną, ale jednocześnie trochę krępujące i, niestety, obce.
Kiku nie zamierzała zwlekać, gdy na stole postawiony został dzban z sokiem z kaktusów. Pohamowała się jedynie na tyle, aby łapczywie nie sięgnąć po naczynie, a zrobić to spokojnym, płynnym ruchem, jakby wcale nie miała ochoty wypić wszystkiego. Nalała sobie kubeczek i popijała nieśpiesznie, a za każdym łykiem uśmiechała się delikatnie do siebie.
- Świeży sok z kaktusów jest najlepszy! Będę waszą stałą klientką. - odparła radośnie i całkiem donośnie. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zrozumiała, że jest nieco za głośno i zatkała usta dłońmi, uspokajając się. A później przyglądał się, jak Anya gotuje. Ona osobiście gotować nie potrafiła, bo takie rzeczy nie były w jej rodzinie przekazywane. Nie wiedziała nawet, jak korzystać z noża tak, by oporządzić rybę lub obrać warzywa. Za to doskonale wiedziała jak ciąć kunaiem, by przeciąć ścięgno i uniemożliwić dalszą walkę. Tsukiko w tym momencie poznawała życie z zupełnie innej, dotychczas niezbyt znanej jej perspektywy. Rozumiała, że nie wszyscy żyją tak, jak oni, a nawet to, że są w mniejszości, ale nie potrafiła sobie wyobrazić jak to do końca wygląda, jak żyje rodzina, która nie ma nic wspólnego z walką. Była zapatrzona w żonę Nobuo tak długo, aż na stole pojawiło się jedzenie, a bracia wrócili ze swojego treningu. Kiku nalała sobie kolejny kubek soku i nucąc coś pod nosem czekała, aż każdy usiądzie do stołu. Tyle kultury miała, że wiedziała, iż nie zaczyna się posiłku zanim wszyscy zasiądą.
- Smacznego! - odezwała się radośnie, gdy już zebrali się wszyscy i sama nałożyła sobie trochę jedzenia. Nie chciała się najadać za bardzo, bo wysiłek fizyczny i pełny brzuch niezbyt chodziły w parze, wbrew wierzeniom ludzi. Wystarczyło trochę ruchu i już pojawiały się mdłości albo kolka, a uderzenie w brzuch... no cóż, wymioty. Zatem nałożyła sobie niewielką porcję i spokojnie, powoli ją pałaszowała w ciszy.
Kiku
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Ginjiro » 14 sie 2018, o 18:38

Obrazek
Baron [ C ]
9 / x
Tsukiko "Kiku" Ayatsuri


W trakcie jedzenia obiadu rodzina wydawała się zachowywać w miarę normalnie, ot zwykłe pogaduszki synów z rodzicami. Aczkolwiek ciężko było pozbyć się wrażenia, jakby naprawdę mieli trudności ze zwyczajną rozmową od czasu zniknięcia Shido. Większość czasu spędzili na omawianiu spraw dotyczących gospodarstwa, nadchodzących dostaw kaktusów do osady, jak i przychodzących na farmę transportów z włóknami, narzędziami oraz wieloma innymi drobiazgami, o których Kiku nie miała zielonego pojęcia. Zauważyć natomiast mogła, że pomimo niemałego upadku plantacji, rodzina Katori dalej aktywnie inwestuje w domostwo i w żadnym wypadku nie zamierza rezygnować ze swojej pracy. Przewinął się między innymi temat nadchodzącego remontu, który obejmie główną szopę, przeistaczając ją w magazyn z prawdziwego zdarzenia. Nobuo snuł także plany o przygotowaniu kolejnego pola do hodowli, z kolei Anya drążyła temat odświeżenia ich domu rodzinnego. Wszystkie te informacje dały wyraźny pogląd na sytuacje gospodarstwa, pomimo częściowo zrujnowanej hodowli, Katori dalej eksportują ogromne ilości produktów ze swojej farmy. Może to właśnie dlatego niejaki Sekotatmi planuje położyć swe brudne łapska na dorobku rodziny? Nazywanie tej hodowli największym dostawcą jest definitywnie na wyrost, jednak po gruntownych zmianach plantacja ma szansę stać się jednym z najbardziej wartościowych graczy na rynku Samotnych Wydm, a kto wie, może i poza granicami? Pewne jest tylko jedno, Sekotatmi widzi ogromny zysk w przejęciu tej ziemi, skoro postanowił przekroczyć granicę i prawdopodobnie porwać córkę właściciela. Pomimo wszystkich planów gospodyni i pana domu, Nobuo słusznie stwierdził, że całkowita renowacja będzie wymagała sporego nakładu pieniędzy i jeśli zdecydują się na odrestaurowanie każdego elementu, trzeba będzie sięgnąć po pożyczkę z banku. O ile Shido wróci bezpiecznie do domu i cała afera z łapczywym dziadem nie odbije się echem na reputacji Katorich, jednak tego już nie powiedział na głos. Gdy wszyscy zgromadzeni skończyli spożywać posiłek, Anya wraz z Uke zabrali się za sprzątanie oraz czyszczenie naczyń. Pan domu przeszedł spokojnie do okna, gdzie oddał się fajce wypełnionej tytoniem. Brodacz, zważywszy na to, że każdy był czymś zajęty, zwinnie przysunął się do Tsukiko i począł szeptać.

- Kiku, moglibyśmy z Tobą potrenować przed pójściem sama wiesz gdzie? Mnie i Uke przyda się kilka sztuczek, które dla Ciebie są z pewnością łatwizną! - uśmiechnął się przyjacielsko. - Tatko wszystko nam powiedział, jeśli nie będzie potrzeby, to się nie wtrącimy... Jednak co gdy stanie się coś złego? Nie jesteśmy wojownikami, nie będziemy wiedzieć jak się dokładnie zachować. - Ayst spuścił głowę, wyraźnie zdawał sobie sprawę z patowej sytuacji, w której się znaleźli. Po chwili kontynuował wywód. - To jak? Zrobisz to dla nas? Jak nie dla mnie, to przynajmniej dla Uke. To dobry chłop jest, tylko potrzebuje nieco... wyrafinowania. - dodał po chwili namysłu.
- O czym tak szepczecie, dzieciaki? - wtrąciła się gospodyni. - Cieszę się, że smakuję Ci nasz sok, Tsukiko. Jesteś u nas zawsze mile widziana! - kobieta skrzywiła kąciki ust w szerokim i do bólu matczynym uśmiechu.

Ginjiro
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Kiku » 19 sie 2018, o 22:48

Próba normalnej rozmowy przy posiłku wypadła średnio, a wszystkie usłyszane słowa Kiku potraktowała z przymrużeniem oka. Może rzeczywiście Katori mieli plany na rozwój swojego biznesu, ale doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że wszystko stoi pod wielkim znakiem zapytania. Jeżeli nie odbiją Shido albo coś pójdzie nie tak, to zostaną zmuszeni do przekazania farmy. Była to czysta gadka dla gadki, jednak dziewczyna doceniła próbę zachowania spokoju i zwyczajnego nastroju, jak gdyby wszystko było dobrze, a ewentualne problemy miały się za chwilę same rozwiązać. Kiku czuła się całkiem pewnie w swoim planie, chociaż miał on dziury załatane myślą "jakoś to będzie". Trochę była zła na siebie, że tak poważną sprawę ma nie do końca przemyślaną i przygotowaną, ale przecież nie mogła wymyślić miliona możliwych scenariuszy. Musiała umieć działać na żywo, zupełnie improwizując i odnajdując się w sytuacji. Mimo wszystko rozumiała, że tak naprawdę nie zna nawet przybliżonej ilości ani siły potencjalnych przeciwników, a cały plan oparty jest na jej spojrzeniu oraz wyobrażeniu nadchodzącego wydarzenia. To sprawiało, że jednocześnie była pewna siebie i niepewna. Jeżeli akcja potoczyłaby się według jej myśli - była przygotowana na wiele możliwości i czuła, że ma szansę odbić Shido bez większych komplikacji. Inaczej było z improwizowaniem i pójściem na zupełny żywioł, gdyby sytuacja wcale nie była podobna do tej, na którą się przygotowała. Gdyby chodziło tylko o nią, to podchodziłaby do tego w zupełnie inny sposób. Mogła ryzykować swoje życie przez własną lekkomyślność czy arogancję, ale nie czyjeś. Tego nie wybaczyłaby sobie.
Nie zastanawiała się nad sprawami farmy kaktusów. Nie chciał zaprzątać sobie głowy rzeczami, które w tym momencie były nieistotne. Najważniejsza była Shido, a biznes pozostawał w cieniu. Jeżeli uratują dziewczynę, to wtedy można zacząć martwić się resztą. Przemilczała rozmowy i jedynie słuchała. Mimo rodzinnej atmosfery nie czuła się tak, jakby była częścią grona. W końcu nie znała ich dokładnie, a nastroje mimo wszystko były niespokojne.
Ayst nieco zaskoczył młodą Ayatsuri, która najpierw uśmiechnęła się szerzej na myśl o treningu i zostaniu sensei, ale później nieco spochmurniała. Niby miał rację, ale jednak nie do końca. Wyobrażał sobie to wszystko zbyt łatwo, jakby mogli przećwiczyć wszystko i przygotować się w kilka godzin.
- Nie znam niczego, co moglibyśmy opanować w tak krótkim czasie. Chakra to kwestia nauki od małego, najpierw samej teorii, zanim zacznie się praktyka, a walka... słusznie zauważyłeś, że nie jesteście wojownikami. W kilka godzin nie zrobię z was wojowników. Jeżeli ojciec ci wszystko wytłumaczył, to rozumiesz, że twoim zadaniem jest ucieczka z Shido i osłanianie jej. Prawdopodobnie nikt was nie będzie gonił, bo ich zatrzymamy. Skup się na ucieczce. - również wyszeptała i podrapała się po głowie sfrustrowana swoją niemocą w tej sprawie. Ani nie mogła lepiej ich przygotować, ani nie mogła ich w to nie mieszać. Najlepiej byłoby to rozegrać tak, aby rodzina Katori nie musiała walczyć, ale było to niemalże niemożliwe. Wymyślony przez Kiku scenariusz zakładał starcie, ale dopiero po odbiciu Shido. W końcu musiała odebrać umowę, chociaż byłaby ona i tak nieważna. - Kiedyś was czegoś nauczę, ale nie dzisiaj. Dzisiaj musimy być w pełni sił, a nie wyczerpani treningiem. - dodała po chwili. Naprawdę nie wiedziała czego mogłaby ich nauczyć. Nie umiała walczyć sierpem, ani inną bronią, którą mieli dostępną. Mogłaby dać im do ręki shurikeny lub kunaie, ale istniałoby ryzyko, że trafiliby ją albo Shido. W dodatku ciemność nie ułatwiała miotania czymkolwiek. Walka kunaiem w zwarciu, to nie był konik Kiku. Ona nie potrzebowała oręża, aby być skuteczną, a oni wręcz przeciwnie. Mogła dać im jedynie kilka wskazówek, ale to dopiero wtedy, gdy będą wyruszać. Jedna była brutalna, lecz niezmiernie istotna szczególnie w zaistniałej sytuacji.
- I państwo u mnie też! Co prawda jeszcze jestem młoda i mieszkam z rodziną, ale miejsce jakieś się zawsze znajdzie. Pójdę spać do siostry, brata się wygoni na hamak w korytarzu i gotowe! - odparła radośnie do Anyi, która to wręcz promieniała tą rodzinną aurą, którą Kiku kojarzyła ze swoich młodych lat. Nie wiedziała po co ich zaprasza tak naprawdę, bo przecież nie miała nic do zaoferowania. Ani soku z kaktusa, chociaż pewnie nie byliby tym zachwyceni skoro sami go produkują, ani jakiejś wspaniałej kuchni, by mogli czegoś skosztować. Co najwyżej mogła zaprezentować im jak żyje rodzina, w której każdy jest shinobi. I nie byłoby to nic ciekawego, bo większość członków rodziny była zajęta swoimi sprawami, a spotykali się jedynie rano, w południe i wieczorem. Tak czy inaczej - nie chciała być dłużna i skoro oni traktowali ją serdecznie, to nie chciała być im dłużna. Polubiła ich rodzinkę, a z Shido łączyło ją chyba więcej, niż tylko kolor włosów. Czuła, że może znalazłaby z nią wspólny język. Wszystko się okaże, jeżeli ją uratują. Do tego momentu musiała przygotowywać się psychicznie i odpoczywać, by nie zawieść.
Kiku
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Ginjiro » 20 sie 2018, o 23:28

Obrazek
Baron [ C ]
11 / x
Tsukiko "Kiku" Ayatsuri

I tymi oto słowami Kiku, pora obiadowa dobiegła końca. Członkowie rodziny trzymając się planu młodej Ayatsuri, wrócili do swoich codziennych zajęć i próbowali zachowywać się jak najbardziej naturalnie. Anya po uprzątaniu brudnych naczyń z pomocą Uke, zajęła się małymi porządkami na terenie gospodarstwa. W teorii niezliczona ilość elementów wymagała wcześniej wspomnianej wymiany bądź remontu, jednak kobieta zajęła się tylko i wyłącznie porządkowaniem przedmiotów domowego użytku. Początkowo zabrała się za ścieranie kurzy, aby następnie zamiatać podłogi. Tymczasem, właściciel farmy kaktusów przeszedł do płotu na zewnątrz gospodarstwa, skierował kroki na pole z wieloletnimi uprawami. Oddał się dłuższym oględzinom, analizując stan kaktusów, a i przy okazji zbierał pozostawione na zewnątrz narzędzia, aby składować je w szopie. Cóż, dziewczyna absolutnie nie miała złudzeń co do nadszarpniętego stanu psychicznego Nobuo. To co robił było wyjątkowo chaotyczne, chodził od sadzonki do sadzonki, nie wiedząc do końca, w jaki sposób zabić czas. Tsukiko przechodząc przez główny budynek, zauważyła Aysta, który siedział w dużym pokoju i czytał pewną książkę. Spoglądając na okładkę, można było wyczytać niedługi oraz do bólu przewidywalny tytuł "Własne gospodarstwo - czyli co, jak i gdzie". Ciekawym był fakt, iż Uke jakby gdzieś wyparował. Dziewczyna o turkusowych włosach nawet się nie spostrzegła, gdy wielkolud opuścił jadalnię i udał się... sama nie wiedziała gdzie. Tak oto została sama, nikt jej już nie zawracał głowy, a do zmierzchu pozostało jeszcze kilka godzin.
Ginjiro
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Kiku » 21 sie 2018, o 22:21

Posiłek dobiegł końca i każdy miał teraz czas dla siebie. Tak naprawdę był to czas, który każdy próbował zagospodarować tak, aby nie myśleć o sprawach nieprzyjemnych. Kiku zwyczajnie przyglądała się rodzinie Katori w tym, co robili. Nie czuła się zmęczona treningiem, który miała za sobą, lecz rozumiała, że mięśnie mimo wszystko potrzebują czasu na regenerację, by znów być w pełni sił. Zresztą nie wiedziała nawet czym mogłaby się zająć. W końcu nie była u siebie, chociaż Anya zdawała się starać utworzyć atmosferę taką, by Tsukiko poczuła się jak w domu. Siedziała, przyglądała się myciu naczyń i w drewnianych palcach przesuwała bursztyn, który to należał do jej martwej przyjaciółki. Dziewczyna miała już za sobą ten wyjątkowo trudny okres w życiu, podczas którego obwiniała siebie, a przede wszystkim swoją lekkomyślność za śmierć Sany. W końcu gdyby nie ten durny pomysł zakradania się do karawany, to żyłyby obie, wciąż razem. Długo zajęło jej zrozumienie, że takie gdybanie nie ma sensu, a co się stało, to się nie odstanie. Należało przełknąć całą gorycz i żyć tak, aby nie żałować swoich przyszłych decyzji. Przecież bez swojej lekkomyślności Kiku nie byłaby... no Kiku, a bez tego, nie poznałaby Sany. I tutaj rodziło się pytanie - czy lepiej nie poznać nigdy Sany i tym samym pozwolić jej żyć, czy zaprzyjaźnić się i stracić ją. Rozważanie na ten temat było pozbawione najmniejszego sensu. Tym razem Tsukiko już nie wpadła na to sama, a dopiero wytłumaczyła jej to siostra. Odpowiedź na to pytanie, decyzja, nie należała do niej. Tak prosta, surowa, chłodna, brutalna odpowiedź, a zarazem zawierająca całą prawdę i trafiająca w sedno.
I w ten sposób, bawiąc się bursztynem, Kiku siedziała zamyślona i obserwowała rodzinę Katori. W końcu każdy rozszedł się w swoją stronę i dziewczyna została sama. Nie zamierzała tak po prostu siedzieć - przyglądała się teraz Nobuo, który chyba najgorszej znosił całą sytuację z porwaniem. Najlepiej trzymała się Anya, a przynajmniej takie sprawiała pozory. Musiała być niesamowicie silna, by móc zachować uśmiech w tak nerwowych momentach dla jej rodziny. To wprawiało młodą Ayatsuri w smutny podziw. Niby ją zachwycało, ale wolałaby jednak nie widzieć tej siły. Ayst znów przygotowywał się do tego, co było od niego oczekiwane - do przejęcia farmy. Uke zaś... no właśnie, wielkolud znikł gdzieś, chociaż Kiku domyślała się, że zapewne coś ćwiczy i, wielce prawdopodobne, są to próby jutsu. Nie miała co robić, a czuła, że oka i tak nie zmruży, więc postanowiła poszukać giganta, zaczynając od szopy, w której to wcześniej ćwiczyli. W razie jakby go nie znalazła, to obeszłaby farmę, później wróciła do domu i go poszukała, a gdyby go nie znalazła wcale, to zawiadomiłaby o tym Aysta. Nie Nobuo, nie Anyę, a Aysta, który to mógł bez paniki rozwiązać problem, o ile pojawiłby się. W końcu wiedziałby raczej, gdzie mógłby przebywać brat, a gdyby go nie było, to oznaczało tylko dwie rzeczy: albo został porwany, albo ruszył sam. Obie opcje prezentowały się niezmiernie fatalnie, ale nie należało uprzedzać faktów. Hej, przecież mógł być w tej szopie, prawda? Jakby Kiku go zobaczyła, to uśmiechnęłaby się przyjaźnie i wyciągnęła z torby jeden kunai. Był z pewnością ostrzejszy niż sierp, a już na pewno dało się go lepiej wykorzystać w walce. Podrzuciłaby go tak, aby jej drewniana ręka złapała za ostrze, a rękojeść skierować w stronę Uke.
- Chciałabym was czegoś nauczyć, przygotować, ale mamy zbyt mało czasu. Przyjmij tego kunaia, jako prezent. Jak już wszystko wróci do normy, to wpadnę kiedyś do was i nauczę cię kilku sztuczek ninja. - odezwałaby się, gdyby go znalazła w jakimś normalnym stanie. Jakby było coś z nim nie tak, to po prostu milczałaby, aby lepiej przyjrzeć się sytuacji.
Kiku
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Ginjiro » 26 sie 2018, o 04:18

Obrazek
Baron [ C ]
13 / x
Tsukiko "Kiku" Ayatsuri


Wielkolud jak przewidywała Kiku, zaszył sie w jedynej na terenie gospodarstwa szopie do składowania narzędzi i wszelakiej maści nasion czy typowych zapasow na czarną godzine. Dyskretnie zerkając do środka, zauważyła Uke mierzącego się z komicznie skręconym manekinem. Mężczyzna dzierżył w dłoni grabie, ktorymi co jakiś czas dosłownie głaskał uplecionego ze starych worków oponenta. Jego ciosy zdradzały, jakby bał się uszkodzić coś co należy do ojca. Po kilku nędznych wymachach rzucił grabie na ziemię, co spowodowało, iż piach dookoła giganta niemal niezauważalnie się uniósł... i o dziwo utrzymał się na wysokości jego kostek przez ponad sekundę. Uke nawet nie spostrzegł co właśnie miało miejsce, był bardziej zdesperowany nadchodzącą akcja ratunkową. Westchnął zdegustowany swoją bezradnością, a po chwili obrócił głowę i jego oczom ukazała się wyglądająca Kiku. Wielkolud odrobinę onieśmielony powitał dziewczynę, po czym wysłuchał co miała do powiedzenia. Ostatecznie przyjmując w prezencie kunai, skrzywił usta w szerokim uśmiechu, jednocześnie dziękując dozgonnie. Najmłodszy z braci wybiegł pospiesznie z szopy, nie dając dziewczynie możliwości, aby dłużej z nim porozmawiać. Z pewnością był zakłopotany cała sytuacja, w szczególności tym że uniosl się gniewem, a Ayatsuri mogła być tego świadkiem.

Tymczasem nieubłaganie zbliżał się zmierzch, czas wydawał się jakby dwukrotnie przyspieszony. Rodzina zebrała się w głównym domu, wszyscy doskonale wiedzieli na co się porywają, jednak nikt nie zamierzał rezygnować. Okazało się, że nawet Ayst przypadkiem ujawnił plan pani domu. Ta niemal zemdlała na słuch o możliwej walce z grupą zbirów, dopiero definitywnie łagodzące słowa Nobuo pozwoliły jej opanować emocje i zachować pozorny spokój. Trzeba zacząć działać, na niebie zaiskrzyl księżyc zwiastując zmierzch.
Ostatnio edytowano 30 sie 2018, o 21:17 przez Ginjiro, łącznie edytowano 1 raz
Ginjiro
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Kiku » 30 sie 2018, o 15:42

Poszukiwania Uke całe szczęście zakończyły się szybko i bez problemów. Kiku zaczynała się obawiać, że może wielkolud również padł ofiarą podstępu rodziny Sekotatmich. Gdyby przetrzymywali dwójkę zakładników, to dziewczyna uznałaby już, że jej szanse na powodzenie całej akcji są nikłe, ale wciąż nie zerowe. Gigant jednak miał się dobrze i ćwiczył walkę... grabiami na komicznym manekinie. Tsukiko tylko upewniła się w radzie, którą miała zamiar przekazać wszystkim przed samym wyjściem na akcję. Obserwacja Uke okazała się ciekawsza, niż można było się spodziewać. Ponownie Kiku zauważyła ten podmuch powietrza i unoszący się piasek. Czy to były ukryte zdolności Sabaku czy po prostu predyspozycja do żywiołu Fuuton? Wcześniej również czuła wiatr, ale piasek... arrrg! Dziewczyna złapała się za głowę. Nie na jej żywiołowy rozum była, aż tak wnikliwa analiza i dedukcja. Chciała zagadać do wielkoluda, ale zaraz po tym, jak wręczyła mu prezent, a ten uradowany podziękował jej, to znikł niezmiernie szybko. Młoda Ayatsuri jedynie westchnęła i postanowiła wrócić do domu rodziny Katori.
Naprawdę? Naprawdę Ayst się wygadał? Kiku przewróciła oczyma i zapisała notatkę w głowie, że Ayst również do tych sprytniejszych nie należy nawet na tyle, by ukrywać cokolwiek w tajemnicy dla dobra innych. Całe szczęście Anya została względnie uspokojona, a gdyby tylko oddaliła się od całej grupy wypadowej, to Kiku zaczęła swój wywód.
- Niedługo zaczniemy całą akcję. Plan myślę, że jest każdemu znany, ale i tak go przypomnę... - i w tym momencie powtórzyła każdy jego punkt tak samo, jak za pierwszym razem, gdy mówiła go jedynie Nobuo. -...i tak to się wydarzy. Pod żadnym pozorem, nawet jakby się niebo waliło na głowę, to bez mojego znaku nie wolno wam wkraczać do działania. Będę robiła wiele rzeczy tak, aby oszukać nie tylko ich, ale również was - jeżeli oszukam was, to tym bardziej ich. Dlatego też nie zdradzam wszystkich szczegółów. - i w tym momencie spojrzałaby na Uke. - Wiesz, szkoda, że nie mamy jeszcze przynajmniej dwóch dni na przygotowanie. Wydaje mi się, że posiadasz w sobie potencjał, że umiałbyś władać chakrą. Twoje umiejętności to albo żywioł wiatru, albo kontrola piasku. Jedno z dwóch. Nie mamy czasu na testowanie tego, ale gdyby sprawy przybrały fatalny obrót, to spróbuj skorzystać ze swojej wewnętrznej siły, z chakry. - mówiła to z uśmiechem, bo wiedziała, że wielkolud był zafascynowany prostym Henge, a co dopiero, gdyby okazało się, że sam może robić znacznie lepsze "sztuczki". Kiku odchrząknęła i spoważniała. Chwilę milczała, patrząc na każdego w sposób, który zaznaczał, że żarty się skończyły.
- Mam dla was jedną radę, którą musicie wykorzystać. Gdyby doszło do walki, gdybyście zostali zmuszeni do stawienia czoła przeciwnikowi, to nie zawahajcie się. Nie wolno wam wahać się. Niezależnie czy to będzie cios w twarz czy pchnięcie prosto w serce. Nie możecie się zawahać. Oni z pewnością się nie zawahają odebrać wam, mi lub Shido życia. Jeżeli się zawahacie, to możliwe, że podpisujecie wyrok na siebie i innych. Wiem, że to co mówię jest okropne, ale tego wymagają czasy i sytuacja, w której się znaleźliśmy. - i po tym wywodzie zamilkła by, aby odpocząć, poukładać sobie wszystko w głowie i przygotować się mentalnie do całej akcji. Zanim jednak wyruszyła we wskazane miejsce, to przyjrzała się dokładnie Nobuo, aby zrobić jego wierną kopię za pomocą Henge. Wykonałaby technikę i czekała w domu, aby ten dał jej umowy "sprzedaży" farmy. Gdyby otrzymała wszystko, to ruszyłaby do lasu wielkich palm.
Kiku
 

Re: Farma kaktusów

Postprzez Ginjiro » 30 sie 2018, o 21:16

Obrazek
Baron [ C ]
15 / x
Tsukiko "Kiku" Ayatsuri


Rodzina zebrała się w dużym pokoju tuż przed rozpoczęciem misji ratunkowej. Tym razem sytuacja w żadnym stopniu nie wyglądała na opanowaną jak w przypadku obiadu. W pomieszczeniu unosiła się wyraźna atmosfera bezradności, Kiku spoglądając na Anye, ujrzała przeszklone oczy, które tylko zwiastowały nadchodzący płacz. Kobieta przez większość czasu doskonale ukrywała smutek, jaki się w niej gromadził. Uke i Ayst z kolei nie unosili wzroku z podłogi, stwierdzenie, że nie byli do końca pewni, czy dadzą sobie radę to zdecydowanie zbyt mało. Jedynie Nobuo niewzruszony odsłuchał ponownie plan dziewczyny, co jakiś czas kiwając głową. Po zakończeniu monologu podał jej akt własności oraz kopię. Zerkając na tekst, wszystko wydawało się zgadzać, nie było mowy o planowanym sfałszowaniu papieru, czy jakiejkolwiek próbie oszukania szantażysty. Oczywiście oprócz niewinnej sztuczki Tsukiko.

Gdy wszyscy byli już gotowi, purpurowo włosa przybrała postać gospodarza. Chwile później ruszyła w kierunku Lasu Wielkich Palm na umówione spotkanie, minęło dobre dziesięć minut, zanim reszta udała się w tym samym kierunku...

z/t
Ginjiro
 

Poprzednia strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość