Wielka Oaza

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 29 lis 2018, o 03:53

Historia za historię? Na to wygląda. Przynajmniej nie próbowała pocieszać Goro w nieszczerych słowach zrozumienia jego opowieści. Nie wiedział, dlaczego aż tak wysypało się z niego to wszystko, choć tak naprawdę nie powiedział niczego konkretnego o sobie samym. Niemniej, poczuł się lepiej. Zupełnie jakby opadły z niego więzy, zaciskające się do tej pory coraz mocniej z każdym dniem. Samuraj wiedział, że czeka go daleka droga zanim zacznie normalnie żyć, o ile w ogóle zacznie. Nie wiedział za to, czy chce się jeszcze otworzyć nawet przed samym sobą. Czuł się taki bezbronny gdy opowiadał. A jednocześnie było mu lżej. Potrzebował czasu, by to sobie poukładać. A skoro nie chciała jedzenia, to zostanie go na dłużej.
Słowa Nanoko pełne były smutku, ale nie złości na swoją dolę. Zachowanie jej najbliższej rodziny rzeczywiście było okrutne. Brak zrozumienia czy miłości z ich strony mógł odcisnąć się na dziewczynie, nieodwracalnie zmienić jej charakter. Nie chcieli własnej córki? Robiła za kozła ofiarnego? A może zmyśliła to wszystko? Jej rodzice nie daliby mu dość hojnej sumy tylko po to, by ofiara ich drwin trafiła bezpiecznie dokąd zechciała. Z drugiej strony całe zadanie mogło być w takim razie głupim żartem zakrojonym na szeroką skalę. A Goro nie lubił, gdy ktoś próbował bawić się jego kosztem. W Sabishi było sporo najemników gotowych zająć się opieką Nanoko. A to jednak do niego zwrócili się z prośbą o pomoc, choć trafili na siebie przypadkiem na rynku miasta. Celowo wynajęli nieznanego nikomu przybłędę jakim był Goro. Nikt nie będzie za nim płakał, gdy umrze, a w razie gdyby coś złego przytrafiło się dziewczynie... Mają czyste ręce. Młoda była, naiwna, wyrwała się w wielki świat. A my ją chcieliśmy chronić! Kto by nie uwierzył w taką linię wydarzeń, skoro główni zamieszani w sprawę byliby martwi? Dreszcz niepokoju przeszedł po chłopaku. Nie lubił snuć czarnych scenariuszy, ale ten wydawał się być bardzo prawdopodobny.
- Zachowali się jak zadzierające nosa dzieciaki. A ty zawsze możesz uczyć się od innych, są też biblioteki z setkami zwojów... - cóż, mistrzem w pocieszaniu to on nie był. Burza szalała w najlepsze, miotając piaskiem w każdą stronę, wciskając jego drobinki w najmniejsze szczeliny. Miło było siedzieć w wolnym od tego miejscu. - Może potem opowiem ci coś więcej o moich ziemiach... - zaczął Goro. - Ale najpierw muszę powiedzieć ci coś ważniejszego. - zamilkł na chwilę i przełknął ślinę. Jakby to odpowiednio ułożyć by wszystkie klocki tworzyły piękna kompozycję niegrożącą załamaniem nerwowym, utratą zaufania lub groźbą nagłej śmierci? - Tak naprawę jestem tu bo mam cię chronić, twoi rodzice zapłacili mi bym wędrował z tobą dopóki nie dotrzesz na miejsce. - zaczął powoli, pozwalając dziewczynie przetrawić otrzymane informacje. A z drugiej strony czuł potężną potrzebę wytłumaczenia się ze swoich podchodów. - Przepraszam, nie powinienem był cię okłamywać, ale bałem się twojej reakcji, nie chciałem cię wystraszyć i moją opiekę miałem utrzymać w tajemnicy, ale nie mogę. Duszę się na samą myśl, że miałbym trzymać to w sobie choćby chwilę dłużej. Nie wyjaśnili mi, co konkretnie może ci zagrażać, ale widziałem troskę na ich twarzach.- Goro urwał swoją wypowiedź równie gwałtownie, co zaczął. Wpatrywał się badawczo w dziewczynę, licząc tylko na to, że nie spróbuje wybiec z jaskini po jego trupie. Z jednej strony był straszliwie przerażony reakcją Nanoko, a jednocześnie czuł się bardzo lekko, że powiedział jej prawdę teraz, a nie po paru tygodniach śledzenia jej kroków i doprowadzania w paranoję... Może i to było częścią planu jej rodziców? Albo po prostu nei radzili sobie z nastolatką w buntowniczym nastroju, kto ich tam wie.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 29 lis 2018, o 04:47

Prawdopodobnie na tle innych dzieciaków zamieszkujących te ziemię Nanoko wypadała blado jeżeli chodzi o traumatyczne przeżycia, ale kiedyś ktoś mądry powiedział by nie miarować czyjegoś nieszczęścia, to co dla jednego może się okazać błahe, dla drugiej osoby może być powodem do smutku, a nawet rozpaczy i właśnie takiego miarowania bała się Nanoko ze strony samuraja, który miał w oczach o wiele więcej bólu niż był w stanie przyznać. Pewnie sama wyprawa z lodowych krain musiała być stresująca i ciężka, ale mimo to pozwolił jej mówić, ba, nawet spróbował ją pocieszyć, co dziewczyna przyjęła jak jedzenie, którym ją częstował - niemrawo. I nie przez to, ze nie była głodna, albo nie potrzebowała współczucia, po prostu świadomość, że po burzy piaskowej i nocy ich drogi się rozejdą nie pozwalała jej na nadmierna wylewność.
- Właśnie dlatego chcę ruszyć w podróż, by się uczyć - kłamstwo gładko przeszło jej przez gardło, może dlatego że nie do końca mijało się z prawdą. Owszem, Nanoko była ciekawa świata i jego tajemnic, ale powodem wybycia z domu była tak naprawdę chęć ucieczki od ciągle niezadowolonego spojrzenia ojca, smutnych oczu matki i wrednego brata, ale tego nie miała zamiar przyznawać się na głos. Od zawsze miała tendencje do lekkiej manipulacji i aktorzenia, a rola kochającej córki, która odchodzi z domu w poszukiwaniu honoru jest o wiele lepsza od smutnej rzeczywiści, gdzie jedyną rzeczą czego pragnie nastolatka jest świadomość, ze rodzice są z niej dumni nieważne co umie i jak się zachowuje.
W sumie już miała dodać kolejne frazy do swojego wystudiowanego w ostatnie pięć minut monologu, który postawi ją w dobrym świetle przed Goro, kiedy ten się odezwał. Jak tylko zmienił temat to włoski zjeżyły jej się na karku. Nie miała absolutnie dobrych przeczuć w związku z tonem jaki obrał chłopak. Może go nie znała, ale poczucie winy jakie biło z jego postawy zauważyłby nawet ślepiec. Nanoko wyprostowała się, kiedy pierwsza bolesna prawda uderzyła ją w twarz i to w sumie ona najbardziej zabolała. Kolejne fakty przyjęła już z większa apatią, tak samo jego usprawiedliwienia. Poczuła się jakby ktoś ją właśnie spoliczkował, a żal jaki odczuwał chłopak tylko bardziej pogłębiał sytuację. Poczuła się zdradzona, ale jeszcze nie wiedziała przez kogo. Troche przez rodziców, którzy wysłali za nią ogon, a trochę przez samego samuraja, tym bardziej, że miała teraz wrażenie jakby rozmowa jaką odbyli stała się nagle sztuczna i płytka. Wręcz odrzucająco wyreżyserowana.
- Cieszę się, że mi to mówisz. Doceniam. - słowa ledwo przeszły jej przez ściśnięte gardło, pod koniec zdania zadrżał jej podbródek, a ona sama oblizała usta nerwowym ruchem i skierowała spojrzenie wpierw na ogień, potem na ścianę, a na koniec na suficie. Wtedy prychnęła pod nosem i spojrzała się na Goro. Łzy popłynęły po jej policzkach i wiedziała, że jakiekolwiek próby powstrzymania ich wyglądałyby bardziej żałośnie niż sam płacz. Tym bardziej, ze kompletnie nie interesowało ją już co sobie ktokolwiek o niej pomyśli.
- Lepiej teraz, niż po dwóch tygodniach udawania przyjaciela - głos zaczął jej się podnosić. Chciało jej się wyć z niemocy, a co najzabawniejsze, nie potrafiła się wkurzyć na samuraja, który został w to wszystko wmieszany bez swojej wiedzy. Nawet była w stanie uwierzyć w zapewnienia o jego niewinności, ale co z tego? Skoro i tak pękło jej serce. Wstrzemięźliwość w emocjach nigdy nie była jej mocną stroną, w jednej sekundzie przez jej ciało potrafiło przegalopować stado uczuć nierzadko skrajnych, więc i w tej chwili sama Nanoko nie umiałaby określić co dokładnie jej jest.
- Lepiej położę się spać, jutro czeka mnie długi dzień - specjalnie użyła liczby pojedynczej. Nie ważne ile zapłacili chłopakowi, ona wyruszy w swoją wyprawę całkiem samodzielnie, chociażby miała go tutaj rozszarpać na strzępy. Miała zamiar mu to przekazać, ale zdała sobie sprawę, że jeżeli jeszcze raz spróbuje się odezwać, to już nie będzie w stanie powstrzymać szlochu. Odwróciła się plecami do ogniska i zwinęła się w kłębek przytulając do piersi lalkę jak mała dziewczynka, którą była.
Leżąc na zimnej skale poczuła się jak podczas tamtego poranka, kiedy jeszcze liczyła na to, że ma jakiekolwiek szanse wyjść zza cienia brata, ale została wtedy brutalnie sprowadzona na ziemie. Tym razem również otrzymała cios, który uświadomił ją, że tak naprawdę nigdy nie miała kontroli nad swoimi wyborami, a cała podróż była jej rodzicom na rękę. Nie brzmi strasznie... a Nanoko z tego powodu własnie załamał się świat. Jedyne czego nie potrafiła zrozumieć, to jakim cudem ojciec żywił do jej umiejętności taką niechęć, skoro mogła ona na zapewnić schronienie, a pośrednio również i ciepło.
I wszystko się zgadza.
Nanoko przeszło przez myśl, że spięte zachowanie kiedy używała drewna wynikało z tego, jak jej rodzice nagadali na nią i jej umiejętności, ale to już jej własna nadinterpretacja sytuacji.
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 29 lis 2018, o 13:31

Uczyć mogła się równie dobrze w osadzie... Chyba, że jej rodzice byli znacznie bardziej wpływowi, niż mu się wydało. Choć wolał w to teraz nie wnikać, bo jedyne co czuł, to rosnącą złość. Myślał, że ich propozycja była dyktowana troską i miłością do dziecka, tymczasem po opowieści i zachowaniu Nanoko widać było, że minął się z prawdą i to o całe kilometry. Dlaczego nie była dla nich równie ważna, co jej brat? Nie rozumiał tego, w czym niby była gorsza? Zły kolor włosów? Źle jej patrzyło z tych zapłakanych oczu, na które nie mógł teraz patrzeć dłużej, niż uderzenie serca. Może była owocem zdrady? Goro westchnął z poirytowaniem. Nie powinien się tym aż tak interesować, a jednocześnie coś go do tego ciągnęło. Świadomość, że nie musi się w tym czasie przejmować swoimi problemami? Możliwe.
I wtedy sprawy zaczęły się psuć po całości. Jego wyznanie uderzyło dziewczynę niczym stalowy taran. Musiało ja to zaboleć i to bardzo, skoro nie próbowała ukryć swoich emocji. Co wcale nie ułatwiało tego dla Goro. Chłopak dobrze wiedział, jaką krzywdę jej wyrządził. A jednocześnie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby powiedział jej to od razu - nie uwierzyłaby mu. Zaś jeśli zdecydowałby się na ukrywanie tego jeszcze dłużej, z każdym dniem wyrządziłby jej jeszcze większą krzywdę. Czy to też było celem jej rodziców? Pokazać jej, jak bardzo zdradzieckim miejscem jest świat? Tylko dlaczego postanowili to zrobić stawiając siebie za wzór ludzkiej podłości? Nic z tego nie rozumiał, ale widząc łzy Nanoko sam czuł się jak ostatnia szuja. Nawet jeśli wplątał się w to wszystko przypadkiem... Choć dobrze wiedział, że przypadki nie istnieją. Los postanowił zetknąć ich ze sobą, tylko po co? Dwie kalekie istoty zamknięte w jaskini, a burza szalała na zewnątrz i wewnątrz ich serc.
Ją czeka długi dzień? Że niby Goro ma sobie odpuścić? Dobre sobie. Może i złożył obietnicę przed niewłaściwymi ludźmi, ale przysiągł ją chronić. I nie miał zamiaru łamać danego słowa. Tylko ono mu zostało. Nie mógł zostać z nią wbrew jej woli, bo to skończyłoby się jeszcze większą tragedią. Albo po prostu rzuciłaby się na niego z tą swoją lalką na ramieniu, a Goro szczerze wątpił, by próbował się bronić.
- Przepraszam. Przepraszam, przepraszam. - brzmiał jak ofiara braku pamięci krótkotrwałej. - Nie chciałem cię skrzywdzić. Proszę, spójrz na mnie.- mówił cicho, do rytmu z wykręcanymi palcami. Trzask. Trwało to chwilę, w końcu jednak zebrał się w sobie i spojrzał na dziewczynę raz jeszcze, tym razem nie uciekając wzrokiem. - Obiecuję, że już nigdy cię nie okłamię. - powiedział głosem twardym i wyważonym niczym ostrze jego miecza. - Jeśli pozwolisz, będę podróżował z tobą. Nie przez twoich rodziców. Chcę cię chronić. - powiedział i wtedy dotarło do niego, że to prawda. Nie liczyły się obietnice, pieniądze ani nic innego. Po prostu chciał zadbać, by na twarzy Nanoko nie pojawiły się już nigdy więcej łzy. Może to szalejące hormony, może próba znalezienia sensu w życiu, ale nie miał zamiaru odpuszczać tak szybko. Zresztą, wybór pozostawał w rękach dziewczyny równie, jeśli nie bardziej zagubionej, co on sam. Burza piaskowa dalej szalała poza jaskinią. Ale wewnątrz było jakby spokojniej.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 29 lis 2018, o 14:50

Nie sądziła, że może ta sytuacje jeszcze gorzej się potoczyć dopóki chłopak jej nie odpowiedział, kiedy już leżała na ziemi, za to ona udawała, ze go nie słyszy, szczególnie kiedy przepraszał. To nie od niego chciała przeprosiny, a od rodziców. Niestety ich tutaj nie było, a nawet jakby byli to udawaliby, że cała sytuacja nie miała miejsca, albo zabiliby Goro. Nie wiedziała już teraz jak o nich myśleć, tym bardziej, że widziała wiele lalek, zarówno te brata jak i ojca. Kilka z nich były dziwne w kształtach, ale jedna wyglądała jakby ktoś ułożył na posłodzę śpiącego człowieka. Niby wiedziała że jej rodzina jest w stanie przerobić kogoś, kto już nie żyje na lalkę, ale do tamtego momentu nie zdawała sobie sprawy, że żeby to zrobić to trzeba tę osobę zabić, albo nie pomóc kiedy umierała. Wyobraziła sobie przez chwilę jak zamiast tego nieznanego jej człowieka na ziemi zobaczyła Goro i dreszcz ją oblazł po plecach. Nie chodziło o to, że samuraj stał się dla niej ważny, bardziej problem tkwił w samym fakcie czego są w stanie dopuścić się jej rodzice.
Kto wie co jeszcze mogą zrobić.
I kiedy te słowa pojawiły się w jej głowie, to przyszła również myśl, bardzo czarna myśl, która skręciła jej żołądek i pozbawiła ją tchu. Przerażenie jakie się z nią wiązało było tak ogromne, że młoda Ayatsuri nie miała zamiaru nawet nazywać tego obrazu, który podsunął jej umysł, a w którym katana Goro odgrywa główną rolę tuz obok jej serca. Chłopak nie wyglądał na mordercę, ale też nie wydawał się być kłamcą.
Powoli podniosła się do pionu i spojrzała na niego, tym razem ich spojrzenia się spotkały na dłużej niż ułamek sekundy. Jego zmartwione oczy i jej opuchnięte od płaczu. Wtedy coś w niej pękło. Tak po prostu. Szloch wydobył się z głębi jej ciała i wstrząsnął drobną Nanoko. Tak bardzo chciała wierzyć w jego słowa, a zapewnienie o szczerości było tak bardzo ją wzruszyło, że nie mogła przestać. Było jak wspomnienie marzeń. Szczera i prawdziwa przyjaźń w podróży, czy nie o tym pomyślała w momencie kiedy zaczęła mu się zwierzać? Czy nie tego chciała jej melodramatyczna dusza? W jej głowie również pojawił się obraz tego jak Goro podchodzi i przytula ją pozwalając wypłakać z siebie cierpienie, ale wiedziała, też, że wymaga zbyt wiele od życia, tym bardziej, że mimo jego zapewnień nadal chciała odejść rankiem sama.
- Dziękuję, ale... - odezwała się dopiero, kiedy przestała się trząść, ale urwała. Sama nie wiedziała jak ma ubrać w słowa to co czuje, a obnażanie przed nim swoich prawdziwych emocji zwało jej się być niewłaściwe na wielu płaszczyznach, dlatego zrezygnowała z wypowiadanego zdania, zamiast tego dorzucając trochę drewna do ogniska. Kolejny raz cisza trwała dłuższa chwilę, ale Nanoko zdążyła namyśleć się jak ma zamiar przetrwać noc w tej jaskini.
- Opowiedz mi coś jeszcze o Yinzin - ton głosu jej się zmienił. Bardziej mruczała pod nosem, aniżeli mówiła. Czuła się wyczerpana, nie tylko podróżą w słońcu, ale również swoim nagłym wybuchem, który przysporzył jej więcej problemów niż pożytku, ale chciała to zaraz naprawić. Uspokoić się i być może nawet spać.
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 29 lis 2018, o 17:51

No i się rozpłakała. Nie to było celem Goro, a w dodatku nie potrafił na to nic poradzić. Jak się pociesza płaczące niewiasty? Nikt go tego nigdy nie uczył. Jakoś pomijano temat bycia oparciem emocjonalnym dla potencjalnej kandydatki na żonę. Nie żeby rozpatrywał Nanoko jako swoją przyszłą żonę. Chłopak po prostu przeczekał napad szlochu przenosząc spojrzenie z płomieni na dziewczynę i z powrotem. W tym czasie zastanawiał się dłuższą chwilę, co mogłoby choć trochę poprawić sytuację. Aktualnie klimat w jaskini przypominał ten z pogrzebów ludzi, którzy odeszli za wcześnie. Płacz, niezrozumienie, żałość i smutek. Samuraj nie ruszył się z miejsca, pozwalając łzom płynąć, szlochowi rozbrzmiewać pośród skał, a sobie wpatrywać się w dłonie. Nie znał sam siebie, a tu miał innego człowieka, równie rzeczywistego co on sam.
Kiedy Nanoko przemówiła, głos miała już spokojniejszy, ale daleki od równowagi. Tym bardziej więc chciał spełnić jej prośbę. Co jeszcze mógł opowiedzieć o swoim domu? - Wszyscy żyją tam w myśl kodeksu Bushido. Mówi nam, jakimi ludźmi powinniśmy być, by żyć w spokoju ze światem i samym sobą. Każdy powinien się do niego stosować. - mruknął na końcu, wspominając gorszych mieszkańców Yinzin. Wszędzie mogły się trafić takie zakały, ale w miejscu przesiąkniętym kodeksu każdy z nich jątrzącą się raną zdrowego społeczeństwa. - Oprócz śniegu mamy tam jeszcze zwierzęta, łowimy ryby, czasem polujemy na dziczyznę... No i z Teiz dostajemy ryż. Mamy swoje kopalnie żelaza, a lepszych broni nie znajdziesz nigdzie indziej. - wymieniał na palcach dłoni kolejne źródła wyżywienia i utrzymania. Czy było coś jeszcze, o czym warto wspomnieć? Po chwili przypomniał sobie o czymś, co początkowo go bolało. - No i mówimy tam w bardzo charakterystyczny sposób. - na potwierdzenie wyrzucił z siebie kilka komend jedna po drugiej. Kiedy Goro postawił stopę na kontynencie szybko musiał się przystosować do najróżniejszych akcentów i gwar, z których tworzył się w miarę zrozumiały język potoczny. Jednak słuchać innych, a mówić w tej uniwersalnej mowie to dwie różne rzeczy. Wiele przejęzyczeń popełnił po drodze, ale teraz mógł rozmawiać z prawie każdym tak, by obie strony się dobrze zrozumiały. Może nie idealnie, ale do przyjęcia zlecenia i wypłacenia nagrody wystarczało. Teraz musiał się bardziej starać.
- Żyje się tam trochę na uboczu wielkiego świata. Niezbyt interesują nas konflikty shinobi i ich problemy tak długo, jak nie mieszają się w życie wyspiarzy. - dodał na koniec i zamilkł. Nie miał już ochoty snuć dalej opowieści, to raz. A dwa, że czuł się po prostu zmęczony. Oboje dużo dziś przeszli, ale brak sił brał się z umysłu, a nie ciała. Zupełnie jakby nie tak dano temu wyszedł z poważnej choroby. Nanoko już spała, a jeśli tylko udawała, to najwidoczniej nie miała mu już nic do powiedzenia. A może po prostu już jej nie słuchał, odpływając we własne myśli, wspomnienia i rozterki? - Dobranoc. - szepnął. Odpowiedziało mu wycie wiatru i trzask płomieni.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 29 lis 2018, o 19:08

W sen zapadła wyjątkowo szybko, co zdziwiłoby ją samą, gdyby nie fakt, że cała noc zdawała się być tylko mrugnięciem oka. W jednej chwili siedziała i nasłuchiwała jak wyglądała kraina samuraja, a po chwili osunęła się w ciemność. Głos chłopaka okazał się idealnym usypiaczem i Nanoko nigdy nie podejrzewała, że będzie w stanie zasnąć w ciasnej jaskini daleko od domu, tym bardziej, że pierwsza noc podróży była praktycznie bezsenna, bo co chwilę dziewczyna zrywała się całkowicie pewna tego, że ktoś przystawia jej nóż do gardła. W końcu świat dookoła jest bardzo okrutny, a ona nie potrafi się bronić. Dlatego mimo, ze noc była spokojna, to pobudka już nie. Zerwała się praktycznie, a serce podeszło jej do gardła, po czym zakaszlała. Dym z przygaszonego ogniska zrobił nad nimi łunę, która Nanoko spróbowała rozgonić rękami. Goro jeszcze spał, albo i tylko udawał, że śpi, sama wcześniej nie raz stosowała ten myk, ale jeszcze za krótko znała samuraja by móc poprawnie określić, co tak naprawdę siedzi mu w głowię. Nie miała też zamiaru poznawać go bardziej.
- Idę się przewietrzyć - rzuciła i wyprostowała się z pozycji embrionalnej, przez co stawy zaskrzypiały w proteście. Naprawdę potrzebowała odrobiny ruchu, więc odsunęła drewno tamujące wyjście i wygrzebała się na zewnątrz mrużąc oczy przed porannym blaskiem, który natarczywie ją oślepiał. Odetchnęła z ulgą dopiero jak stanęła stopami na piasku i schyliła do przodu patrząc z pomiędzy swoich nóg na odwrócone do góry nogami wejście do jaskini i wtedy wpadło jej coś do łba.
Mam przecież wybór...
Nie zdążyła myśl do końca przedostać się przez jej głowę, kiedy drewno, które wcześniej się cofnęło na nowo zatrzasnęło swoje sidła na wejściu z jaskini zamykając w środku samuraja, który może nie miał tyle szczęścia by przewidzieć chytry plan Nanoko, może dlatego, że wymyśliła go przed chwilą. Zbliżyła się ostrożnie do szczeliny, którą zostawiła i powstrzymała poczucie winy, musi zacząć myśleć o sobie.
- Goro-san, przepraszam to nic osobistego, ja po prostu chcę się całkiem odciąć od rodziny... - chciała dodać coś o zrozumieniu jej postawy, ale zdała sobie sprawę, że zamknęła go w jaskini i planowała tak zostawić, to nie był najlepszy moment na współczucie, rzuciła więc tylko krótkie powodzenia i odwróciła się by ruszyć dalej w swoją stronę.

Z.T. jeżeli nic jej nie przeszkodzi.
Ostatnio edytowano 29 lis 2018, o 23:13 przez Nanoko, łącznie edytowano 1 raz
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 29 lis 2018, o 23:04

Sen pochłaniał go powoli, kawałek po kawałku. Zupełnie jakby resztki świadomości Goro ciągle walczyły o pozostanie na powierzchni, czy to z lęku o swoją skórę, czy też po to, by kontrolować stan Nanoko. Zresztą i tak od dawna miał problemy z zaśnięciem, więc teraz nie było inaczej. A przynajmniej wszystko wyglądało jak zawsze. Niewygodne posłanie, pobudzenie, zmęczenie, drobne niedogodności urastały do poziomu spania na rozgrzanych makibishi. Znał co prawda takich, którzy praktykowali i takie zwyczaje dla rozwoju ducha i ciała, ale sam nie miał zamiaru tego próbować. W końcu jednak go zmorzył i wyprawił na podróż po krainie wspomnień, by na nowo mógł przeżywać swoje porażki i zawód, jaki sprawił rodzinie... Tyle, że tym razem się to nie stało. Chłopak po prostu zasnął i obudził się już nad rankiem, czując się rzeczywiście świeżo. Ba, napawał go nawet lekki optymizm!
Nanoko też już nie spała, może wstała ciut przed nim? Czy to jej krzątanie go obudziło? Jeśli tak, to dlaczego w odruchu nie sięgnął po miecz, jak zwykł to czynić od dawna? Nie zareagował, kiedy wyszła. Zajął się zbieraniem swoich rzeczy i rozruszaniu kości. Powinien w końcu zainwestować zarobione ryo w jakąś bambusową matę z futrem, albo coś równie wygodnego. Inaczej za parę lat odezwa się wyziębione kości i coraz ciężej będzie zarobić na życie z robienia mieczem.

I kiedy tak wyobrażał już sobie, czy wybierze niedźwiedzie futro, czy może coś bardziej wełnianego, usłyszał znajomy hałas. Wejście do jaskini ponownie zostało zamknięte. A to się mu bardzo nie podobało. Oj bardzo. Rzucił się w tamtą stronę, ale gruba ściana nie uchyliła się przed nim odsłaniając rozbawioną własnym żartem Nanoko. Zamiast tego pozostały niewzruszone i twarde. Przepraszam? Ona naprawdę to powiedziała? Samuraj zamknął oczy i zacisnął pięści. Zamknęła go i ucieka. Po tym, jak powiedział jej prawdę.
- Nanoko, wracaj tu! - Jak. Ona. Mogła. - Kuso! - zaklął pod nosem i złapał za katanę. Czuł tylko gniew rozpalający się w jego wnętrzu. Był wobec niej szczery. Otworzył się przed nią jak jeszcze przed nikim. A ona go zostawiła. Zamknęła wewnątrz jak niechciane dziecko.
Cios kataną nie wyrządził przeszkodzie krzywdy. Ot, zarysował jej powierzchnię. Kolejne próby z użyciem tych noży ninja, które oni zwali kunai też nie przyniosło rezultatu. Chłopak nie rozumiał, jak za pomocą chakry można osiągnąć coś takiego. Stworzyć życie. No bo skoro tworzy drewniane klocki i ściany, to co stoi na przeszkodzie, by na jej życzenie wyrosło tu drzewo? Cholera raczyła wiedzieć. Ale Goro nie miał zamiaru się poddawać, oj nie. Uderzał raz za razem, dłubał i drapał, wrzeszczał na dziewczynę, by się opamiętała... Bez skutku.
Zamiast tego złapał swoją katanę oburącz i skupił całą uwagę na swoim ostrzu. Przestał dyszeć gniewem i żądzą zemsty. Zwolnił swój oddech, pozwolił sercu złapać regularny rytm. Pamiętał, jak kiedyś, teraz zdawało mu się to być lata temu, inni samurajowie pokazywali mu pewną technikę. Może nie tyle pokazywali, co po prostu używali jej do zrobienia porządku z pewnym głazem, na który wpadały statki przy mocnych wiatrach z zachodu. Ich miecze zapłonęły wtedy błękitnym blaskiem i cięły kamień niczym trawę. Kenryūtō, tak zwała się technika, którą wtedy widział. Mało tego, potrafili nią nawet atakować na dystans! Ale w tej chwili nie było to istotne. Goro cholernie mocno potrzebował samej poświaty, precyzyjnych uderzeń, a nie pierdolnięcia gotowego zwalić mu strop na głowę. Wyobraził sobie chakrę, energię płynącą w każdym człowieku. Jak mógł z niej skorzystać? Jak ją uformować? Nie miał jeszcze pojęcia, ale wraz z mijającym czasem i kolejnymi próbami katana coraz bardziej zgadzała się z tym, co zapamiętał będąc dzieckiem. I w końcu uznał, że był gotów. Zamachnął się i ciął przez drewno. A właściwie przez jego fragment, bo po chwili poświata zgasła i pozostało stalowe ostrze zakleszczone pomiędzy drewnem. Po chwili chakra wróciła do ostrza, pchnięta tam wolą samuraja. Choć wolał myśleć o niej jako o manifestacji swojej siły życiowej, niż tej samej, która zabiła jego przyjaciół.
Wewnętrzny dylemat został zepchnięty na dalszy plan. Potem może będzie się za to nienawidził, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Teraz chciał tylko wydostać się z jaskini i znaleźć Nanoko. I wysłuchać, co ma do powiedzenia w kwestii zamknięcia go tam. Minęło kilka godzin, więc pewnie oddaliła się już spory kawałek. Ale nie zmieniało to faktu, że ją znajdzie. Powtarzał to sobie z każdym cięciem miecza, z każdym pojawiającym się prześwitem w ścianie.
A kiedy wydostał się w końcu na zewnątrz, gdy ostatnie blokujące go szczapy drewna rozleciały się dookoła w drzazgi... Oaza była pusta. Stał tam sam, z mieczem migoczącym od błękitnej energii, którą pierwszy raz widział na oczy. Szkoda tylko, że po Nanoko nie pozostał nawet ślad na piasku. Ale by nie kończyć negatywnym akcentem - Goro odzyskał jasność myślenia.


Kenryūtō - chanbara B
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 29 lis 2018, o 23:40

Nawiał honor!
Goro | Poziom D
1/15

Obrazek
Został pozostawiony sam, jak palec wśród pustyni, w miejscu, który z natury był dla niego wrogi. Wiatr zdążył zatrzeć już wszystkie ślady i jak na złość smagał chłopaka po twarzy ziarenkami piasku wyraźnie z niego się naśmiewając. Ale nie ta złośliwość pustyni była najgorsza; piasek przemieścił się już ukrywając jakiekolwiek ślady dziewczyny, którą samuraj obiecał chronić. Teraz chłopak stał przed trudnym wyzwaniem, mógł w tej chwili odpuścić i ruszyć w swoim kierunku, albo spróbować chociaż pomyśleć, co zrobić by odnaleźć uciekinierkę, a wraz z nią część swojego splamionego honoru.
Do tej pory poruszała się na wschód, ale kto wie czy na pewno tak jest. Może się okaże, że niedaleko jest jakaś wioska, w której będzie mógł zapytać o obecność niewiasty, albo skierować się w zupełnie innym kierunku, by uprzedzić jej próbe zatarcia za sobą śladów. Opcji było wiele, a rozległa pustynia nie ułatwiała zadania.
Ostatnio edytowano 1 gru 2018, o 12:42 przez Nanoko, łącznie edytowano 1 raz
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 30 lis 2018, o 01:43

Goro wyszedł na wolność tylko po to, by zakosztować gorzkiego smaku porażki po raz kolejny. Nie dość, że Nanoko miała nad nim kilka godzin przewagi, to jeszcze piasek zatarł wszystkie jej ślady. Ale samuraj pozostał spokojny, wypalił całą swoją agresję w ciągu ostatnich minut. Zamiast więc przeklinać na czym świat stoi zaczął myśleć. Co mówiła, robiła i czuła dziewczyna podczas ich spotkania. Starał się zebrać jak najwięcej informacji i wybrać te, które były ważne. Z pewnością nie wybiera się do rodziców, więc trasę do stolicy Sabishi mógł sobie odpuścić. Nie chciała jego prowiantu, więc pewnie ma swoje zapasy, albo potrafi je zdobyć... Lub wie, gdzie w okolicy są jakieś malutkie osady i tam kupi zapasy. A co mogło być celem jej podróży? Wnioskując po wszystkim, czego był świadkiem, jej celem będzie najpewniej Prastary Las. Drogę do zielonych prowincji znał dosyć dobrze. Bawił tam całkiem długo latem, ciesząc się cieniem i prostymi zleceniami. Dla pewności rozejrzał się jeszcze wokół czy aby Nanoko nie bawi się z nim w chowanego i ruszył w dalszą drogę. Może znajdzie jakikolwiek ślad, że jest na dobrym tropie.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 30 lis 2018, o 02:18

Nawiał honor!
Goro | Poziom D
3/15

Obrazek
Nanoko niestety nie było, dziewczyna już dawno wyrosła z zabawy w chowanego, ale to rozejrzenie się dało samurajowi trop, który inaczej mógł przeoczyć. Trzeb w tym miejscu zaznaczyć, ze oaza leżała w lekkim zagłębieniu, co sprzyjało gromadzeniu się piasku, ale też nie powodowało zbyt gwałtownego poruszania się wody, bo właśnie o wodę się rozchodzi. obok zasadzki były odciśnięte ślady stóp, które po niewielkim drobieniu dookoła, skierowały się na wschód. Goro znał okolicę i wiedział, że jak będzie szedł cały czas na wschód, to trafi w końcu na trakt handlowy, który wydawała się najlepsza opcją na tamten moment.
Tutaj się kończą dobre nowiny i pojawiają się te złe; ponieważ zbliżał się zenit i mimo trwającej w reszcie świata zimy, pustynia zdawała się tego nie brać do wiadomości, słońce uporczywie zaczęło grzać czarną czuprynę biednego samuraja. Na razie nie było to zbyt męczące, ale z czasem mogło się przerodzić w istny problem, a nawet doprowadzić do udaru słonecznego, którego uniknął chyba tylko szczęściem przez ostanie dwa dni podróży.
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 30 lis 2018, o 02:46

Przeczucie, że warto będzie się rozejrzeć nie zawiodło Goro. Może i nie znalazł listu przyczepionego do drzewa ani samej Nanoko schowanej za skałą, ale trafienie na choćby ślad jej obecności i kierunek w którym zmierzała był już na wagę złota. Jego podejrzenia były więc trafne i mógł już bez problemu wyruszyć w dalszą podróż śladem swojej zbuntowanej uciekinierki. Czy zrobiły to, gdyby nie złożył jej obietnicy? Nie miał pojęcia.
Zanim jednak dane mu było w spokoju opuścić oazę, musiał zmierzyć się z jeszcze jednym problemem. Słońcem wznoszącym się wysoko na niebie, bezlitośnie smagającym ziemię rozgrzanym powietrzem. Już tutaj, wśród skał, drzew i wody chłopak czuł nieprzyjemne ciepło. A co dopiero kiedy wyruszy pomiędzy wydmy? Miał zapas wody w manierce, który dodatkowo uzupełnił. Dziewczyna ruszyła rankiem, a zanim zdążył się wydostać z jaskini minęło parę godzin... Przez ostatnie dni nauczył się, że południe było najgorszym okresem. Dlatego też teraz zabrał się za skromny obiad i schował się w cieniu skał, ciesząc się powiewami wiatru. Nie uważał tego za stratę czasu. Gdyby zemdlał na wydmie to byłaby dopiero głupota. A jeśli żar będzie nie do zniesienia, to po prostu zmoczy kapelusz i głowę. W drogę wyruszy dopiero wtedy, gdy słońce zacznie chylić się ku zachodowi.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 30 lis 2018, o 03:04

Nawiał honor!
Goro | Poziom D
5/15

Obrazek
Decyzja została podjęta, tylko czy słusznie? Niby upał grzał w najlepsze i omdlenie wśród piasku w takich warunkach równało się ze śmiercią, taki scenariusz nie zachęcał do spacerów, ale pustynia była niebezpiecznym miejscem nawet jeżeli ktoś znalazł sobie cichy zakątek do zjedzenia chociażby suszonego mięsa. Ta sielanka dla młodego samuraja trwała nie dłużej niż godzinę, w czasie kiedy słońce wyjątkowo skurwysyńsko prażyło ziemia pod tyłkiem chłopaka lekko zadrżała. Raz i niezbyt mocno, co można było zignorować, ale kiedy zrobiła to po raz kolejny jeszcze mocniej, to zrobiło się niepokojąco.
Oaza nic się nie zmieniła, a i po chwili nawet wstrząsy ustały, i zostały po nich tylko wspomnienie i dosyć spore wybrzuszenie obok wejścia do groty po przeciwnej stronie. Kamienie zasłaniały całość, ale na pewno piasek wcześniej tak się nie układał i przede wszystkim nie spływał w tak dziwny sposób.
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 30 lis 2018, o 03:35

Leżał sobie i odpoczywał. A jak miał czas i chęci to nawet trochę pomyślał. W każdym razie słońce sunęło powoli po niebie, suszona wołowina układała się grzecznie w brzuszku, a Goro próbował poukładać sobie w głowie, co tak właściwie zechce zrobić z Nanoko, jak się już spotkają. Pomysłów miał mnóstwo, ale nadal nie wiedział, który z nich będzie najlepszą opcją. Pewnie jak już się spotkają to samo wyjdzie.
Podczas jego rozmyślań coś nieprzyjemnie zadrżało w okolicy jego czterech liter. W pierwszej chwili mógł tego w ogóle nie odczuć, ale kiedy ziemia zatrzęsła się jeszcze parę razy, wtedy poderwał się na równe nogi z dłonią na rękojeści katany. I w tym momencie wszystko ustało, a chłopak mógł po raz kolejny zadręczać się swoją bezsennością i związanymi z nią omami. Ale teraz świat pokazywał mu, że nie było z nim tak źle. Ziemia za jaskinią wypiętrzyła się ponad wysokość skalnej groty, a piasek osypywał się dookoła.
Goro to się bardzo nie spodobało, ale dobył już ostrza i obchodził łukiem wejście do jaskini. Nie wiedział, jakie cholerstwa mogły tu żyć... A co, jeśli to wcale nie olbrzymi kret, a shinobi? Może rodzice Nanoko wynajęli kogoś jeszcze? Samuraj ostrożnie stawiając kroki ruszył dalej. Mało przygód jak na jeden dzień, cholera by to wzięła.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 30 lis 2018, o 04:15

Nawiał honor!
Goro | Poziom D
7/15

Obrazek
Goro minał się trochę z prawdą w swoich rozmyślaniach, ponieważ góra piasku jaka powstała za skałami okazała się mieć oczy. Całkiem spore oczy z pionowymi źrenicami, które zaczęły się wpatrywać w młodego samuraja dosyć zaborczo. Po chwili okazało się, ze te oczy mają również głowę przechodzącą gładko w ciało o piaskowych łuskach. Do kompletu wysunął się jeszcze rozdwojony na końcówkach język, który dokładnie obadał położenie samuraja. Wielkie wężowate cielsko zaczęło się powoli podnosić, a grzechotka rozbrzmiała wesoło gdzieś z tyłu. Prawdopodobnie grzechotnik spał sobie grzecznie obok skał, do momentu aż Goro nie wpadł w szał, a moment największego słońca oznaczał dla tego drapieżnika czas na łowy.
Niestety dla samuraja zwierze najwyraźniej już wystarczająco się naczekało na zdobycz, poza tym, po co dalej zwlekać kiedy soczysty kąsek podchodzi praktycznie pod sam nos. W jednej chwili zwierze wystrzeliło do przodu szczerząc zęby, z szybkością, o którą nie podejrzewa się zazwyczaj istotę o takich gabarytach. Goro miał krótki czas na reakcję inaczej z jego dumnej postawy zostaną odchody węża gdzieś w oazie na pustyni pośrodku niczego.
Ostatnio edytowano 30 lis 2018, o 05:30 przez Nanoko, łącznie edytowano 1 raz
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 30 lis 2018, o 04:52

Kiedy za długo patrzysz w kopiec ziemi, to kopiec ziemi zaczyna patrzeć w ciebie. I mruga. A potem wysuwa język... I uśmiecha się swoim wężowymi oczami na myśl o czekającym go pełnowartościowym posiłku. Goro zapisał w pamięci, żeby nie zatrzymywać się już nigdy więcej w Sabishi dłużej, niż to absolutnie konieczne. Ten wąż był wielkości jego domu! Pewnie pomieści chłopaka równie łatwo w swoim wnętrzu. Tyle tylko, że samuraj nie miał najmniejszej chęci posłużyć za obiad i kolację jakiejś przerośniętej grzechotki. Sam dźwięk wydawał się niepokojący, budzący na ciele dreszcze. A przecież w mieście widział grajków z podobnymi grzechotkami...
Nie było czasu na dalsze rozmyślanie, bo przerośnięty zaskroniec rzucił się do ataku. Ciało chłopaka zadziałało instynktownie. Odbił dwa szybkie kroki w bok w ostatniej chwili, a parę innych rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Katanę pokryła chakra, wydłużając ją i wyostrzając do poziomu nieosiągalnego dla zwykłej broni. Jeśli chłopak wszystko dobrze wyliczył, to łeb tego padalca powinien był minąć go tuż tuż. A wtedy ciężko będzie mu wykręcić tak wielkim cielskiem przy tej prędkości. Kilka silnych uderzeń powinno spaść na głowę węża, a dokładniejszym celem było jego oko. Oczywiście te, które było bliżej Goro. Nie będzie przecież biegał naokoło tego cholerstwa.


SIŁA 50
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 50 | 60
PERCEPCJA 48
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1
Spoiler: pokaż

Nazwa
Kenryūtō

Pieczęci
Brak

Zasięg
Kilka centymetrów więcej niż długość ostrza broni

Koszt
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (za 3 tury)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika stworzona na podstawie niektórych jutsu stosowanych przez shinobi. Poprzez przesłanie energii duchowej do ostrza, użytkownik jest w stanie zwiększyć jego długość oraz ostrość. Zwiększa się także wytrzymałość - jest w stanie powstrzymać inne "chakra flow" stosowane przez shinobi poza rangami A i S. Technika zwiększa o wiele możliwości przeciętnego miecza, właśnie dlatego jest bardzo przydatna podczas walki. Tak wzmocniony miecz może np. przebić bez problemu kamienny filar. Technika utrzymuje się przez 3 tury.

Uwaga Dostępne jedynie dla samurajów jako usprawniony styl Battodo. Dodatkowo technika ta stanowi unikat (jedyne chakra flow bez wymogu dziedziny chakrowej). Nie istnieje opcja ulepszenia jej bez żadnej takowej dziedziny jako wymogu.




Nazwa
Omotegiri

Pieczęci
Brak

Zasięg
Zależy od długości ostrza

Koszt
Brak

Dodatkowe
Na czas używania techniki otrzymujemy +20 do siły

Opis Technika polegająca głównie na sile uderzeń - a ta jest dostatecznie duża, że jest w stanie obalić przeciwników na ziemię, nawet jeżeli poprawnie zablokowali oni wszystkie ciosy. Użytkownik wyprowadza przed siebie kilka silnych cięć, mierząc w jeden punkt na ciele przeciwnika. Sztuka ta jest bardzo przydatna - w rękach wprawnego szermierza staje się ona potężną, zabójczą bronią.

Siła 50 + 20 z Omotegiri + 50%Omotegiri ze stylu battodo = 80 siły. No i miecz ma jeszcze powłokę tnącą kamienne filary.

Chakra: 105% - 36 = 69%
Goro
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron