Wielka Oaza

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Wielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 6 lip 2018, o 14:21

Oczywiście, że nie był tutaj sam. Nie ma miejsca na świecie, które byłoby wolne od obecności człowieka. Z drugiej strony Satori nie powinien się wcale dziwować, w końcu to oaza i dziwnym by było dopiero, gdyby nikogo tutaj nie zastał ani teraz, ani później. W końcu to ważny przystanek na drodze każdego podróżnika. A skoro o podróżnikach mowa - jeden z nich właśnie woła złotowłosego Dohito, który prędko zwrócił swój wzrok w kierunku głosu. Pomimo, że rozgrzane powietrze nieco załamywało obraz, chłopak mógł się przyjrzeć obcemu mężczyźnie. Fakt że ten był praktycznie nieuzbrojony ani nieobjuczony żadnym bagażem sprawiał wrażenie, że coś tu jest nie tak, że coś tu się nie zgadza.
Satori z wolna, nie spiesząc się, zaczął podchodzić do mężczyzny.
- Trudy podróży? - zagaił, coby nie być aż tak podejrzewającym wszystko i wszystkich milczkiem. Przy okazji przywołał te pięć dziwacznych białych ptaków, które wcześniej latały sobie po oazie. Teraz już krążyły kilkanaście metrów nad Satorim i nieznajomym.
Chłopak zatrzymał się dziesięć metrów od starego. Nie podchodził. Z tej odległości bez problemu mógł porozmawiać i się przyjrzeć.
- Zgubił się pan?
Dōhito Satori
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Suzu » 6 lip 2018, o 14:44

Na ratunek
[ Dōhito Satori - misja D ]
Obrazek
3

Podejście bliżej do nieznajomego wcale nie odmieniło wiele - z odległości kilku kroków stało się wręcz jasne, że mężczyzna naprawdę nie posiada nigdzie zakamuflowanego bagażu, a jedynym co mógł ukryć pod płaszczem to drobna sakiewka albo krótka broń. To było dziwne, bardzo dziwne. Ludzie pustyni tak nie wędrowali. Inna rzecz jednak, że spomiędzy materiału wystawały dość blade dłonie oraz twarz, co wśród tubylców było sporą rzadkością. Uniósł on zmęczoną dłoń ku wysokiemu kołnierzowi i odsłonił przesuszone, spierzchnięte wargi.
- W-wody... - jedno proste słowo, ale jak wiele mówiące w tym słonecznym piekle.
Pytająco przy tym wskazał na oazę, jakby sam nie był pewien, czy powinien wierzyć własnym oczom. Fatamorgana to powszechne zjawisko, a wędrujący przez rozgrzane piasku ludzie wielokrotnie ulegali złudzeniu, że przed nimi roztacza się przestrzeń otoczona wodą. W oczach nieznajomego znać było tak wielkie zmęczenie, jak i powolne oznaki zbliżającego się szaleństwa, sam już przestawał wierzyć temu co widzi. On tylko jeden wiedział, ile rozczarowań zdążył już przeżyć, ile razy próbował w rozpaczy ssać garściami nabierany piasek i jak bardzo każde kolejne tego typu doświadczenie odbierało mu siły, by iść dalej. Ciało dawało sobie jeszcze radę, ale duch upadał w nim coraz bardziej i bardziej.
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Re: Wielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 6 lip 2018, o 15:27

Może należało odłożyć podejrzenia na bok i po prostu pomóc człowiekowi w potrzebie. Satori nabrał większej pewności, że nieznajomy jest tak naprawdę zaginionym, tudzież zagubionym osobnikiem. Jego skóra, co zauważył Dohito, znacznie kontrastowała w porównaniu ze śniadymi tubylcami. Ubiór i karnacja to jedno, ale blondyn uznał, że najlepiej będzie poznać pochodzenie mężczyzny wsłuchując się w jego głos. Akcent mógł zdradzić naprawdę wiele. Jednakowoż ten jakoś nie był skory do rozmowy - jedyne czego chciał to ukoić pragnienie, co też Satori chciał mu umożliwić. Wziął gościa pod ramię i pomógł mu doczłapać się do oazy, a w niej do źródła z czyściutką wodą. Nie poganiał, niech pije ile mu się zamarzy. Sam Dohito natomiast przysiadł nieopodal i czekał, aż stary się ogarnie i będzie nieco bardziej rozmowny. Widać było, że koleś ma spory problem - na pewno nie znalazł się na pustyni z własnej woli i należało mu pomóc.
- Lepiej się pan czuje? - zapyta, gdy mu się polepszy.
Dōhito Satori
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Suzu » 6 lip 2018, o 17:14

Na ratunek
[ Dōhito Satori - misja D ]
Obrazek
5

Dotransportowanie mężczyzny do oazy pochłonęło więcej czasu i energii, niż można się było tego spodziewać. Obciążony słaniającym się na nogach kolesiem Satori nieźle się zgrzał, kilka razy też obaj omal się nie przewrócili, gdy stopy prowadzonego grzęzły w sypkim podłożu. Przy okazji jasnowłosy przekonał się o kilku sprawach. Po pierwsze, bezkształtny, biały płaszcz na karku nieznajomego wyglądał na zupełnie nowy. Po drugie, sam facet był znacznie lepiej zbudowany, niż można było przypuszczać po przygarbionej, słabej postawie, którą obecnie się prezentował. Po trzecie wreszcie, naprawdę nie posiadał przy sobie absolutnie niczego.
Doprowadzony do wody padł nad nią i zanurzył swą głowę, by po chwili wyprostować się z ulgą człowieka, który żegnał się już z życiem, a jednak zdołał oszukać zły los. Zrzucił mokry kaptur i dopiero zaczął pić, przyciskając do ust złożone w koszyczek dłonie, grube krople uciekały mu spomiędzy palców i znaczyły plamami jasne odzienie. Nie przejmował się niczym, przeciwnie, wszystko to zdawało się sprawiać mu ogromną przyjemność. Udało mu się nawet zakrztusić, zamachał jednak ręką na znak, że nie potrzebuje pomocy, a nasyciwszy pragnienie opadł bez sił na plecy tuż przy krawędzi basenu.
Odchrząknął ciężko.
- Jestem już tak wdzięczny, że niesmak mi prosić o dalszą pomoc, ale własnymi siłami tego nie dokonam. Nie byłem sam. Mój towarzysz, Nakano, został... tam gdzieś. Podróżujemy z południa Shigashi, ale zgubiliśmy drogę, aż skończyły nam się zapasy wody. - przez przymrużone oczy popatrzył na słońce, do którego nie żywił obecnie niczego poza szczerą nienawiścią - Wydaje mi się, że cały czas szedłem prosto. Sam nie wiem jak długo. Gdybyś mógł go odnaleźć i tutaj sprowadzić, z pewnością znajdziemy sposób, by odwdzięczyć się za pomoc - obiecał w obawie, że tak problematyczne zadanie to zbyt wiele by podjąć się go wyłącznie ze współczucia czy dobroci serca.
On sam jednak z pewnością nie miał przy sobie niczego, jeśli zaś towarzysz wyruszył w podobnym stanie, wątpliwym było, czy Satori rzeczywiście miał na co liczyć za swą pomoc.


Jeśli Satori zdecyduje się wyruszyć na poszukiwania, przenosimy się tutaj.
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Re: Wielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 6 lip 2018, o 17:52

Blondyn oparł się o palmę, pod którą wcześniej leżał i teraz spokojnie czekał aż mężczyzna ugasi swoje pragnienie, gdy zaś to zrobił i odetchnął z ulgą przyszedł czas na wyjaśnienia. Satori posłuchał, co ten ma do powiedzenia i wyszło koniec końców na zlecenie, bądź raczej prośbę o jeszcze trochę pomocy. Dohito zlustrował typa uważnie i przeanalizował informacje, które zebrał o nim do tej pory, po czym doszedł do krótkiego wniosku - to da się zrobić. Lecz jak przystało na Satoriego, wydawać by się mogło, że wszystko o co się go prosi, ten wykonuje niechętnie. Flegmatyzm? Może. Lenistwo? Gdyby tak było, to nie byłoby nawet mowy o byciu shinobi. Lenistwo = brak motywacji = brak sukcesów. W każdym razie chłopak w milczeniu sięgnął dłonią do torby pod płaszczem i zanurzył w niej prawicę, by po sekundzie wyciągnąć z niej garść gliny, którą mężczyzna mógł dostrzec po kolejnej chwili, ale w formie małego orzełka. Małego tylko chwilowo, bo Satori wyrzucił go przed siebie i złożył połowicznego barana, by w efekcie efekt glinianej sztuki powiększył się do rozmiarów umożliwiających transport nawet kilku osób.
- Proszę wsiadać, Panie... - spojrzał pytająco, a następnie wyskoczył na glinianego orła. - Pomogę odnaleźć pańskiego towarzysza.
I kiedy już nieznajomy dostał się na pokład, orzeł wzleciał i poleciał w kierunku wskazanym przez mężczyznę, jako możliwy kierunek, w którym znajduje się Nakano.



Spoiler: pokaż
6kg - 200g = 5.8kg gliny
104% - 10% = 94% chakry

Nazwa
C1: Shī Wan

Pieczęci
Połowa Barana (detonacja)

Zasięg
Dowolny

Koszt E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (za 5 małych / 2 średnie/ 1 duży)

Dodatkowe
20g gliny za małego, 100g za średniego, 200g za dużego.

Opis Najsłabsze wybuchowe twory, którym można nadać rangę C1. Twory charakteryzują się tym, że przypominają wyglądem zwierzęta. Wyróżnić możemy kilka kategorii:
  • owady, pająki – lądowe typy bomb. Dostępne jedynie w wersji małej.
  • ptaki – powietrzne typy bomb. Dostępne jedynie w wersji małej i średniej.
  • ptaki transportowe – bomby charakteryzujące się znikomą siłą, która jest w stanie zaszkodzić jedynie w przypadku bezpośredniego kontaktu. Nie jest to jednak ich przeznaczeniem, a transport jak wskazuje nazwa. Dostępne jedynie w dużej wersji.
  • ryby, meduzy – morskie typy bomb, wykorzystywane do atakowania celów podwodnych bądź znajdujących się na powierzchni wody. Bomby mogą być także w tym przypadku wykorzystywane jako miny wodne. Dostępne we wszystkich wersjach.
  • węże, stonogi – podziemne typy bomb, które mogą zostać wykorzystane do unieruchomienia przeciwnika. Charakteryzują się one większymi rozmiarami, a przez to i siłą wybuchu. Dostępne jedynie w wersji średniej i dużej.

[
Dōhito Satori
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 26 lis 2018, o 02:26

Drugi dzień wędrówki nie różnił się początkowo niczym od pierwszego. Krajobraz nie uległ zmianie, słońce przypiekało radośnie w każde odsłonięte miejsce. Na szczęście ubiór chronił skórę Goro, która przez całe życie przywykała do pustyni, lecz lodowych. Przed oczami miał krajobraz Yinzin, gdzie podmuchy wiatru budziły do życia najświeższe płatki śniegu, a z ust uciekały obłoki pary. Samuraj zacisnął dłoń na rękojeści miecza. Wyparł z głowy wspomnienie domu i skupił się na swoim położeniu. Tutaj, na drugim końcu świata nieliczny powiew wiatru niósł ukojenie od żaru ale też wszędobylski piasek. Cóż, wszystko miało swoją cenę. Chłopak wolał nie wyobrażać sobie, jakie temperatury panowały tu latem, skoro nawet teraz, w środku zimy jego organizm ledwo radził sobie z tym klimatem. Na szczęście nie zabawi tu już długo.
Co skłoniło go do ucieczki tak daleko od domu? W ciągu kilku miesięcy przewędrował kontynent i dotarł na drugi koniec znanego mu świata. Dalej nie miał dokąd uciec. Mori Goro, zdany na osobę, której nie był w stanie zaufać. Na siebie. Ale dlatego też przyjął tę sprawę, szukał jeszcze ratunku dla swojej duszy. Był samurajem. Jest. Żałował trochę, że tak mało uwagi poświęcał nauce geografii i opowieści o ludach zamieszkujących te egzotyczne ziemie. Na szczęście szybko się uczył, zwłaszcza kiedy widział w czymś sens. Dlatego też wiedział doskonale, gdzie się znajduje. W prowincji Sabishi, dzień drogi od stolicy prowincji. Czekała go jeszcze długa droga w trakcie której wiele mogło się wydarzyć. Póki co było bezpiecznie, ale spokój nie trwa wiecznie. Dlatego też warto byłoby poinformować niejaką Nanoko, że miał zadbać o jej bezpieczeństwo. Pomyślał, że lepiej zrobić to teraz, niż podczas spotkania z bandytami, bestiami czy rysującej się właśnie na horyzoncie burzy piaskowej. Chwila...
- Kuso. - wyrzucił z siebie z ziarenkami piasku i ruszył dalej żwawym tempem. Starał się nie zagrzebać znowu w piasku ani we wspomnieniach. Już niedługo powinien schować się wśród życiodajnej wody i korzystającej z niej zieleni. Oaza z tej odległości wydawała się całkiem spora, a Goro miał tylko nadzieję, że wzrok nie płata mu znowu figli. Dziewczyna szła przed nim w odległości, którą uznał za wystarczający dla uniknięcia podejrzeń o szpiegostwo. A że w kwestii śledzenia był równie doświadczony, co w używaniu chakry, to nawet dynia poczułaby się obserwowana. Nie obrażając percepcji dyni. Na szczęście Goro nie miał złych zamiarów więc rozmowa w oazie przebiegnie bez najmniejszych problemów i dalej ruszą już w podróż razem. Wspominałem, że to pierwsza burza piaskowa jaką przyszło chłopakowi zobaczyć na własne oczy?
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 26 lis 2018, o 23:11

Dwa ni po pustyni. Dużo czy mało? Dla Nanoko niewiele, na piasku spędziła całe swoje życie, więc w miarę wiedziała jak się zachowywać by nie zostać pochłonięta. Jedna ze złotych zasad przetrwania w piaskowym pustkowiu mówiła jasno, że nocy nie spędzamy na gołym piasku. Była tam również drobna wzmianka o burzach piaskowych... Przed burzami się chowamy. Ale wbrew pozorom Nanoko nie była bojaźliwą dziewczynką, przynajmniej nie wobec rzeczy, które nie raz jej się w życiu przytrafiły. A że dzieciństwo miała całkiem udane, to też nie narzekała na żadne poważne traumy, dlatego zamiast uciekać przed burzą w panice, to zlokalizowała oazę i skierowała swoje kroki w tamtą stronę.
Dziewczynę bardziej niż sama piaskowa apokalipsa martwiła obecność, którą czuła za swoimi plecami. Była prawie pewna, że to jej brat próbuje ją przestraszyć, albo wyśmiać jeszcze bardziej dotkliwie z dala od uszu matki. Zjeżyła się na tę myśl, mały umysł pracował nad ewentualnymi wrednymi ripostami. Nie chciała dać się zaskoczyć, nie tym razem.
Niestety jak miało się okazać, osoba, która szła za Nonoko wcale nie była z nią samą spokrewniona. Chłodny dreszcz niepokoju przeszedł jej po plecach, kiedy dojrzała postać zbliżającą się w jej kierunku. Odwróciła się przodem do ewentualnego napastnika i schowała się w rosnącym cieniu jednej z palm. Starała się nabrać groźniej miny, by ewentualnie odstraszyć napastnika swoim wzrostem i masą.
Napastnika od razu. Dwa dni nie ma cię w domu i od razu wpadasz w paranoję.
Przekonana już bardziej, że nieznajomy nie ma złych intencji oparła się o palmę i czekała na niego dopóki nie znalazł się w zasięgu słuchu.
- Uciekasz przed burzą? - głupie pytanie, ale nie miała innego pomysłu jak zacząć rozmowę.
Palma była dla niej osłoną, czuła się za pniem wyjątkowo bezpieczna, co trochę ostudziło jej zapał do spisków, tym bardziej jak się okazało, ze chłopak jest niewiele starszy od niej.
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 27 lis 2018, o 02:37

Nanoko wykazała się nie tylko percepcją, ale i mobilnością większą od dyni. Chyba, że mowa o dyni toczącej się z bardzo stromego zbocza, wtedy mobilność przesuwa się na stronę warzywa. Złośliwcy powiadają, że to właśnie spadające ze wzgórz warzywa stały się inspiracją rodu Akimichi do stworzenia ich sztandarowej techniki, Nikudan Sensha. Goro nie miał okazji ich usłyszeć, choć spotkał na swojej drodze paru puszystych shinobi z olbrzymim brzuchem, apetytem i jeszcze większymi pokładami optymizmu. Wydawali mu się jasnymi chmurkami w tym burzliwym świecie złych występków. Optymizm wręcz z niego tryskał. Ale teraz miał spotkać kogoś innego, mianowicie pannę z rodu Ayatsuri. Miał jej pilnować i strzec, a nie prześladować i straszyć, dlatego też gdy go dojrzała podniósł dłonie na wysokość ramion i z tym pokojowym gestem ruszył dalej. Gdyby był shinobi, mógłby łatwo złożyć ręce do pieczęci, ale Goro nawet przez myśl to nie przyszło. Tylko czy dziewczyna odbierze to tak samo? Mógł tylko na to liczyć.
- Tak, szukam schronienia. Nazywam się Goro. - odpowiedział jej pogodnie. Dłonie nadal trzymał przed sobą, ale widząc, że dziewczyna nie próbuje go zabić ani uciec z krzykiem mógł puścić je luzem wzdłuż ciała. - Ale to nie przez burzę tu jestem. - zaczął i zamilkł na chwilę, obracając w głowie kolejne słowa. Musiał być ostrożny, bo nie znał charakteru Nanoko, a nie chciał uderzać jej prawdą w twarz tak od razu. Pozwolił więc sobie rozejrzeć się oazie, szukając jaskini, skał lub drzew ułożonych tak, by łatwiej było mu przetrwać burzę. Małe jeziorko obszedł starannym łukiem, nachylił się tylko na chwilę by uzupełnić zapas wody w manierce i ugasić własne pragnienie. Niestety, oaza nie miała żadnych zabudowań ani nawet ich resztek. Byli zdani na siebie i swoje umiejętności. Kataną nie rozgoni burzy. A szkoda, świat byłby wtedy znacznie przyjemniejszym miejscem.
- Wiesz może, gdzie moglibyśmy przeczekać burzę? - zapytał z nadzieją w głosie. Może zdarzało się jej już tu bywać, choćby z rodzicami. Sam nie miał w tych sprawach doświadczenia, a jeśli miał zbudować solidny szałas, to powinien już zbierać materiały. Opowie jej wszystko dokładnie kiedy już pogoda się uspokoi, bo jakoś nie miał zamiaru gonić za obrażoną nastolatką w piaskowej zamieci. Nie żeby coś takiego miało choćby szansę się wydarzyć, nie dał jej przecież żadnych powodów do nieufności. Ludzie kryją w sobie jednak różne historie, a Goro nie miał ochoty na myślenie, jakie to wydarzenia popchnęły dziewczynę do opuszczenia domu i tułania się po świecie. Tak samo jak nie chciał by ktoś próbował poznać jego motywacje do tej podróży.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 27 lis 2018, o 19:17

Wychyliła się zza drzewa trochę bardziej ufnie słysząc, że nieznajomy również jest sytuacji lekko podbramkowej. Uwierzyła mu na słowo, co niezbyt dobrze wróżyło jej żywotowi w tym okrutnym świecie. Szczęście dla niej, że nieznajomy naprawdę nie miał złych zamiarów, a przynajmniej na razie nie miał.
- Nanoko - wymiana uprzejmości zdawała się przebiec mimochodem, bo dziewczyna, skupiła się na zagrożeniu jakim mogą być burza piaskowa.
Skupiona była również w momencie, kiedy chłopak dopowiedział kilka słów. Była pewna, że gdzieś w okolicy jest jakaś jaskinia, nadająca się na ukrycie.
- Jakaś misja? - rzuciła mu tylko przelotne spojrzenie i wróciła do rozglądania się za schronieniem.
...Gdzie moglibyśmy przeczekać burzę? westchnęła bardzo głęboko ostentacyjne przewracając oczami. Tak naprawdę nie była zirytowana na nieznajomego, a na samą siebie, albo tez na nikogo. Kto wie co tam się dzieje w tej nastoletniej głowię pełnej pretensji do świata. Bo to świat był winny temu, że nie wiedziała czy jaskinia, którą kojarzyła z tych okolic nie została przysypana i właśnie po niej nie chodzą. Fuknęła pod nosem i ponownie obadała odległość od burzy piaskowej; pierwsze wściekłe ziarenka zaczęły docierać do dwójki osób, kiedy...
- Tam jest jaskinia! - była, rzeczywiście, tylko przez piach i zachodzące słońce jej widoczność była bardzo ograniczona.
Nanoko ruszyła w stronę schronienia i wślizgnęła się do środka patrząc tylko za tym czy mężczyzna poszedł za nią. Co prawda nie znała mężczyzny, ale z charakteru była dosyć życzliwa i mimo pyskowania na prawo i lewo trochę zależało jej na bliźnim, tym bardziej, że Goro nic jej nie zrobił, a na pustyni zdawał się w ogóle nie orientować.
Jak tylko wszedł do środka, to podniosła ścianę z drewna starając się zostawić jakąkolwiek wentylację. Zrobiła to szybko, mając nadzieję, że nieznajomy tego nie zauważy. W końcu całość działa się dosyć szybko. I to jest konflikt Nanoko, z jednej strony chce i lubi używać swoich umiejętności, ale z drugiej martwi ją reakcja otoczenia, zresztą co tu dużo gadać, jeżeli Goro połączy fakty, to właśnie skończyła się obietnica dziewczyny o udawaniu lalkarza.
- Trzeba przeczekać tutaj burzę i chyba nawet noc - słowa brzmiały spięto, ale nie dlatego, ze bała się obecności chłopaka obok w ciemnej jaskini, bardziej chodziło o fakt, że zauważył jej poczynanie z drewnem.
- Masz jak rozpalić ogień? Będzie dość zimno - rzuciła jeszcze opierając się plecami o chłodną ścianę. Po wrogości w jej głosie nie było śladu, została tylko lekka nieufność, ale gdyby chciał ją zabić, to już by to zrobił, prawda?
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 28 lis 2018, o 02:34

Pierwsze formalności mieli już za sobą i nie skończyło się to rozlewem krwi. Ba, nie było nawet awantury. Zamiast tego dziewczyna skupiła się na znalezieniu schronienia. Goro skinął głową z szacunkiem słysząc jej imię. Znał je już wcześniej, podobnie jak i jej wygląd. Nie dał tego po sobie poznać, a przynajmniej starał się zachować neutralną, życzliwą minę. Czuł, że oszukiwanie było niewłaściwe, a jednocześnie był przekonany, że wyjaśnienie jej całej sytuacji w tej właśnie chwili... Bał się tego. Czuł zbyt wiele mieszanych emocji w tej sprawie, nakazy i styl życia wyniesiony z domu kłócił się z jego odczuciami. Koniec tematu.
- Tak. Poważne zlecenie. - odpowiedział wymijająco i ruszył za Nanoko. Widać było, że była już tu kilka razy. Burza zbliżała się nieubłaganie w ich kierunku, z każdą chwilą zajmując coraz większą powierzchnię na horyzoncie. A panna z rodu Ayatsuri ruszała się coraz gwałtowniej, ale zanim złość zdążyła nią zawładnąć znalazła jaskinię. No, może wejście do niej nie było zbyt okazałe, ale lepsze to, niż przywiązanie się do palmy. Dlatego też samuraj wszedł za dziewczyną do środka. Przecież wcale nie wchodził w paszczę lwa.
Kiedy tylko zanurzył się cały w mrocznym wnętrzu, coś poruszyło się za jego plecami. Wejście było jednak wąskie, zbyt wąskie, by móc się w nim obrócić. Dlatego pierwszym odruchem było przejście dalej, gdzie zyska choć trochę pola do manewru. Dłoń automatycznie powędrowała do rękojeści katany, a ciało spięło, przybierając pełna gotowość do walki. Miał ją przecież chronić, a dodatkowo gdzieś w głębi duszy bał się też o swoją skórę. Ledwo ruszył do przodu, a dźwięk ustał. I zapanowała ciemność, prawie całkowita. Sięgnięcie po broń byłoby w tej chwili ryzykowne, bo jeszcze zraniłby Nanoko.
- Nic ci nie jest?! - zapytał zaniepokojony. Poczekał na jej odpowiedź i w razie potrzeby przystąpi do pomocy w ramach możliwości. Wejście do jaskini zostało zamknięte. Powoli manewrując w ciemnościach wyciągnął dłoń z mieczem i wychylił się. Puk. Dźwięk, który znał doskonale przez wszystkie lata treningów w Yinzin. Wejście zniknęło, zasłonięte drewnem. Jak ostatnio sprawdzał, drewno nie ruszało się z miejsca, a na pustyni było towarem raczej luksusowym. I wtedy odezwała się Nanoko. Jasne, że mieli przeczekać tu noc. Zamknięcie otworu załatwia sprawę burzy, ale skąd niby mieli pewność, że zaraz to nie oni zostaną zmiażdżeni? No chyba, że cała akcja była jej sprawką. Była przecież shinobi, czy tam kunoichi, Goro nie interesował się nomenklaturą.
- Nie martwi cię, że utknęliśmy? - w jego głosie brzmiało niedowierzanie. Zaraz jednak zebrał się w sobie i mówił dalej. - Mam hubkę i krzesiwo, ale nie podpalę skały. - sięgnął dłonią do torby i wyciągnął z niej wspomniane narzędzia. Wiedział już, że noce na pustyniach potrafią być zimne, ich chłód przypominał dom.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 28 lis 2018, o 14:35

Przeszedł ją dreszcz w momencie, w którym mężczyzna zastukał w drewno. Przed oczami pojawił jej się grymas pogardy na twarzy ojca i smutne oczy matki. Wyrzuty sumienia za użycie mocy były prawie tak silne jak strach, który ją obleciał, kiedy zdała sobie na poważnie sprawę gdzie się znalazła.
Kurde
Sama z obcym mężczyzną, bez szans na obronę. Na szczęście było na tyle ciemno, że Goro nie zauważył jak dziewczyną wstrząsnął dreszcz. Był od niej wyższy i silniejszy i na pewno był w stanie posiekać dziewczynę na kawałeczki tym swoim mieczem. Nie mogła przecież wiedzieć, że jej umiejętność wzbudziła w chłopaku lęk tak duży jak sama odczuwała, albo może i większy. Najwazniejsze dla niej na tamten moment było robienie dobrej miny do złej gry.
- Niezbyt - odparła z wymuszonym luzem w głosie.
Kłamanie nigdy nie było jej domeną. I nie tyle co czuła się z tym źle, bo w swoim krótkim życiu zdążyła nakłamać więcej niż jej sumienie byłoby w stanie przełknąć, ale nie radziła sobie do końca w sytuacjach stresujących. To głos jej się załamał, to wręcz utknął jej w gardle, to brzmiała piskliwie, a to płytko.
- Zresztą, to bez znaczenia, grunt, że przeczekamy najgorsze - definitywnie nie umiała kłamać. Głos jej drżał, co tylko coraz bardziej ją zdradzało - Nie możesz… no tak nie ma drewna…-
Pogrążała się dziewczyna, tym bardziej w momencie kiedy w jaskini rozległ się dźwięk rosnącego drewna, a następnie jego stukot o skały.
- ... O, patrz, jest - wydusiła czując jak palą ją policzki - co za zbieg okoliczności! -
Po tych słowach zaczęła nerwowo macać posadzkę dookoła siebie, niby wiedziała gdzie wyrosły te deski, ale spocone z nerwów dłonie nie pomagały w chwyceniu przedmiotów. Do tego wszystkiego lalka jaką postanowiła nosić na ramieniu zsunęła się stukając smutno o posadzkę. Narastała w Nanoko frustracja, która u dziewczyny kończyła się zawsze gorzkimi łzami, a płakanie dwa dni po odejściu, przy jakimś nieznajomym w jaskini na pustyni, było chyba definicją porażki, nawet jak świat tego nie zobaczy.
Jasna cholera, jaka żałość
Poczuła gulę w gardle i siorbnęła nosem starając się nie pozwolić łzom popłynąć, jeszcze tego brakowało, by wyszła na rozpieszczonego dzieciaka, który nie potrafi radzić sobie ze stresem. Potarła oczy rękawem i przełknęła łzy podając jedną z desek prosto w ręce Goro.
- To jeszcze nie jest najstraszniejsza burza piaskowa jaką widziałam - powiedziała głosem tak cichym, że mógłby być szeptem.
Postanowiła wyrzucić z siebie cokolwiek byle tylko nie było dookoła nich takiej ciszy, która zdawała się ją przygniatać. Temat strasznych burz piaskowych zdawał się być wyjątkowo lekki.
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 28 lis 2018, o 19:57

Przez dłuższy moment Goro czuł się jak w jednym z tych dziwnych snów, po którym leżał w łóżku jeszcze długo po jego zakończeniu. Po tym, co właśnie zobaczył, a bardziej usłyszał i poczuł... Cóż, nie bał się już, że drewno zmiażdży ich w tej jaskini jak kleszcze. Obawiał się, że drewno zmiażdżony go, wyciśnie życie z jego zwykłego, nie władającego chakrą ciała. Strach w głosie dziewczyny był aż nadto wyczuwalny, a chłopak zdawał się już znać jego źródło.
Jej rodzice nie wydawali się być złymi ludźmi, a i sama Nanoko nie zrobiła niczego złego. Potrafiła tworzyć drewno, tylko po co w takim razie ukrywać swoje zdolności? Bo była ninja? Przez to też ich nie lubił. Jaki jest samuraj każdy widzi, jego zbroję i ukochaną broń. A kiedy chodziło o shinobi to najmniejsze nawet chuchro moglo w sobie kryć moc niszczacą wioski. Lub zdolne je tworzyć, ale Goro nie patrzył na to w tym świetle. Jeszcze nie, o ile kiedykolwiek zacznie. Z drugiej strony jakim prawem miał być na nią zły za nie mówienie mu prawdy. Sam też miał sporo tajemnic, w tym jedną dotyczącą jej samej. Jeśli zechce, to opowie mu sama. A póki co oboje grają.
- Tak, wyjątkowy. Mamy szczęście. - powiedział i zabrał się do roboty. Z pomocą przyszedł mu kunai, choć dalej uważał narzędzia broń shinobi za coś pozbawionego ducha. Masowy wyrób wyuczonych rzemieślników, nie umywający się do broni wytwarzanej na Yinzin i Teiz. Pozbawił swoją katanę imienia tak, jak siebie pozbawił nazwiska. Co nie zmienia faktu, że jego miecz nadal miał osobowość, był jedyny w swoim rodzaju. Nie miał jeszcze wielowiekowej historii, ale... Nieważne. Nie powinien był nawet o tym myśleć. Zamiast tego skupił się na rozpaleniu ogniska. Wystrugał z drewna nieco wiór i cienkich drzazg, które miały służyć za podstawę dla płomieni. Chyba, że drżące ręce nie będą w stanie wskrzesić iskier. Nie interesował się zbytnio rozpaczą wylewającą się z Nanoko, bo i co niby miał zrobić? Nie umiał pocieszać ludzi, a tym bardziej roztrzęsionych nastolatek. Przynajmniej płomyk był jeszcze tak żałośnie mały, że nie oświetlał ich twarzy. Mogli więc dalej trwać w swoich pozach bez wyściubiania nosa poza strefę komfortu.
Samuraj nie mógł tez wykluczyć, że trafił do jaskini samoczynnie tworzącej drewno. Tylko gdyby tak było, to zbudowano by tu wspaniałą osadę. A może jaskinia ma swoje ograniczenia. Nie był specjalistą od magicznych podziemi i grot.
Płomienie w końcu zaczęły trawić większe szczapy drewna, a jaskinię zalało przyjemne światło. Nie komponowało się wcale z panującą ciszą. - Nie znam się na burzach piaskowych. Przeżyłem za to sporo zamieci śnieżnych. Nie polecam - uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie najgorszych z nich. Siedział wtedy w domu i czekał, aż białe piekło na zewnątrz przycichnie i pozwoli mu pójść na rynek albo dojo. Nigdy nawet do głowy mu nie przyszło wychodzić na zewnątrz w takich warunkach - jeden z jego znajomych stracił przez to stopę.
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 28 lis 2018, o 21:38

Obydwoje mamy szczęście.
Nawet nie mają pojęcia jak duże. Ona, że trafił jej się honorowy samuraj broniący jej, a on... On w sumie nie ma szczęścia do zleceń. Skoro jego podopieczną jest osoba o wyjątkowo zachwianych emocjach i samoświadomości. Bo Nanoko naprawdę nie wiedziała w tej chwili do jakiego świata należy. Miała gdzieś w głębi duszy nadzieję, że ta podróż w jakiś sposób pokaże jej miejsce na świecie, chociaż tak jeszcze nie dojrzała do podejmowania kroków, które zmienią ją i sprawią, że z dziecka zamieni się w kobietę, ale spokojnie, miała jeszcze dużo czasu zanim wiek zacznie wymagać od niej dorosłości, chociaż tej zaczyna wymagać od niej świat i może Nanoko zrobiła krok w stronę poprawy w momencie kiedy wytarła rękawem oczy nim ogień oświetlił ich twarze.
Ciepło zaczęło się rozlewać po ciele dziewczyny, która dopiero w tamtej chwili zdała sobie sprawę jak zimna jest skała o którą się opiera. Od zawsze była zmarzluchem, a temperatura spadająca na łeb na szyję ni pomagała jej. Podciągnęła kolana do klatki piersiowej i skierowała dłonie do małego paleniska zgrabnie omijając spojrzeniem twarz samuraja, który zapewne jej spojrzenia nawet nie szukał, bo i po co miałby? Na szczęście dla Nanoko odwzajemnił jej zaczepkę, ale zanim odpowiedziała, to przez chwilę wsłuchała się w trzask ogniska z zamkniętymi oczami. Pozwoliła sobie wyobrazić jak może wyglądać burza śnieżna, co samo przez się stanowiło wyzwanie. Dziewczyna nigdy nie widziała ani jednego płatka na własne oczy. Gdzieś jej się obiło o uszy, że wygląda jak piasek, tylko jest zimny, bardzo zimny.
Nienawidzę zimna, dobrze, ze na pustyni jest gorąco.
W pewnym momencie do głupiutkiej główki Nanoko dotarło, że skoro w jej domu jest tak bardzo ciepło, a Goro mówi jej o zamieciach, to...
- Musisz być z daleka - zagaiła nie otwierając oczu. Nie brzmiała jak zazwyczaj. Głos miała zmęczony i spokojny. To nie jest tak, ze nagle przeżyła nawrócenie i stała się skromna i ułożona. Ten bunt był dalej gdzieś w głębi niej, ale po co się się buntować skoro nie ma nikogo kto ten bunt by tłumił? Towarzysz rozmowy nie zamierzał zwracać uwagi na jej wybryki, takie przynajmniej odniosła wrażenie, poza tym był chłopcem (co samo w sobie lekko ją peszyło), a Nanoko jeszcze nigdy nie zamieniła z rówieśnikiem płci przeciwnej tyle zdań, nie mówiąc o tym, żeby przebywać z chłopcem sam na sam. Jakoś zawsze miała więcej koleżanek. Na szczęście jej wrodzona chęć do kontaktu nie pozwoliła wziąc górę wstydowi.
- Chcesz opowiedzieć jak wygląda lód? I śnieg? - dziwne pytanie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że Nanoko nigdy nie wysadziła nosa poza skwar pustyni. A i temat bardzo neutralny, taki przyjemny zapychacz czasu zanim dziewczyna przejdzie do nurtującego ją pytania, nie chciała jednak być niemiła dla kogoś, kto jest z nią uwięziony w bardzo niedużej przestrzeni.
Co ty tu naprawdę robisz?
Nanoko
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Goro » 29 lis 2018, o 01:19

- Tak, z daleka. Mówi ci coś nazwa Yinzin? - zapytał retorycznie. Rodzice pewnie zadbali o jej edukację, a do tego dziewczyna była inteligentna. Może wnioskowanie i analityczne myślenie nie było zbyt rozwinięte u Goro, podobnie zresztą jak znajomość synonimów. Pogrzebał w ognisku gałązką, która się napatoczyła. Westchnął cicho i kontynuował. Co miał do stracenia? Minął już prawie rok, a on nie zamienił z nikim słowa na swój temat. Przyjmował zlecenia, tułał się z kąta w kąt... A mu wcale nie było lżej na duszy. - To wyspa na drugim końcu świata. Zimna i przeważnie jałowa. Jest domem samurajów. - uśmiechnął się na te dobre wspomnienia o domu. Te leżące tuż pod powierzchnią jego myśli, pojawiające się raz za razem. - Mama opowiadała mi, że samuraj rodzi się z ostrza kutego podczas głębokiej, ciemnej nocy, kiedy najłatwiej o zwątpienie... Rozgrzana do czerwoności stal przebija się przez mrok, by utonąć w zimnych, wodnych odmętach. Znika jej światło, ale to nie tak, że go nie ma. - szeptał coraz to szybciej, wyrzucając słowa jak schody po których mógł sięgnąć nieba, głos wznosił mu się to łamał bez ładu. Sam nie zauważył, kiedy podniósł go tak bardzo. - Cały ten ogień chowa się w środku, pozostaje w nim na zawsze. Ogrzewa pośród pustki i zawodzenia wiatru. A kiedy płatnerz wyciąga nieukończone jeszcze ostrze z wody, jest ono wytrzymalsze niż do tej pory. Potem czeka go kucie i szlifowanie, cios za ciosem pada młot, osełka tańczy po stali jak za dotknięciem Hachimana* by stworzyć narzędzie doskonałe! - urwał gwałtownie, wpatrując się dalej w blask paleniska. Jego oczy lśniły odbijając w sobie ogień... A może same lśniły? Kiedy zamrugał nie było już po tym śladu. - I tak wygląda życie tych ludzi. Moje życie. - dodał ciszej i zamilkł. Sam potrzebował czasu, by poukładać sobie w głowie słowa, które teraz wypowiedział. Nie spodziewał się tego. One po prostu leciały z niego niepowstrzymanym strumieniem. A ona tylko zapytała o śnieg. Nie można jej teraz zostawić z pustką. No i ponoć ludzie pamiętają jedynie ostatnie słowa z rozmowy, a Goro nie chciał, by Nanoko poruszyła ten temat.
-A co do śniegu... Jest jak piasek, a jednocześnie wcale go nie przypomina. - no to jej wytłumaczył, że ho ho. - Każdy płatek śniegu jest inny, są jak... Bogato zdobione shurikeny? Malutkie cuda natury. Ale jak przykryją ziemię po pas rosłego mężczyzny to nie jest już tak fajnie. No i są zimne, ale topią się prawie od razu po złapaniu. - uśmiechnął się lekko na ich wspomnienie i oparł splecione dłonie na kolanach. To pewnie wyczerpanie tułaczką i pustynny klimat doprowadziły do jego gadulstwa. Bo przecież nie mogła to być ta dziewczyna. Którą nadal utrzymywał w niewiedzy. Okłamywał, nazywajmy rzeczy po imieniu.
Nie. Jeszcze nie pora. Czuł się zmęczony... Nie jadł od rana, bo upał skutecznie go do tego zniechęcał. Pogmerał ręką w torbie i wyciągnął z niej trochę suszonej wołowiny i ryżowych sucharków. Może nie były to rarytasy, ale do zabicia głodu nadawały się równie dobrze, co katana do uspokojenia pijanych awanturników. - Chcesz? - wyciągnął do niej dłoń z porcją. Miał jeszcze trochę zapasów, a nawet gdyby racje się kończyły to miał ją chronić. Obiecał.


*(boga wojny)
Goro
 

Re: Wielka Oaza

Postprzez Nanoko » 29 lis 2018, o 01:55

Słyszała powoli jak jego słowa nabierają tempa, mimo szeptu były przesycone emocjami, które może nawet trochę przytłaczały Nanoko, która od wielu lat zauważyła u siebie umiejętność rozumienia uczuć innych, chociaż wtedy, w tej jaskini nawet ktoś z wrażliwością deski widziałby jak wielkie jest to dla Goro przeżycie. Może własnie dlatego nie odezwała się ani słowem, czuła, że będzie to niewłaściwe, że chłopak mówi bardziej do siebie niż do niej i przyłapany na tym czynie mógłby zamilknąć już do końca tej nocy, a jego głos ją usypiał. Miał zwyczajnie przyjemny ton, który rozluźniał jej ciało. Słyszała już takie głosy i już od małego dziecka lubiła podsłuchiwać jak ktoś taki po prostu rozmawiał. Kołysała się czasem do tego rytmu i wyciągała wnioski. Dlatego zawsze wiedziała wiele, że sąsiadka pierze ubrania zawsze kiedy mąż musi je ubrać, albo, że syn jednego z shinobi z wioski nie wykazuje zainteresowania walką i lubi śpiewać. A może ona po prostu miała szczęście? Ale tak jak tamte wiadomości dotarły do niej z przypadku, tak swoją historię Goro przedstawił jej intencjonalnie, albo może...
Nikt go dawno o nic nie pytał.
Musiał przebyć długą drogę i musiał ją przebyć w samotności skoro kontakt z Nanoko tak bardzo go osłabił. Ale to nie było w interesie dziewczyny, żeby go oceniać, wtedy mogła na spokojnie bronić się od tego że on będzie oceniał ją. Chociaż po jego zwierzeniu wyobraźnia zaczęła jej działać. Każdy jego opis kształtował jej się w głowię tworząc taniec obrazów i odczuć. Czuła się jakby ktoś opowiadał jej bajkę, nawet kiedy Goro zaczął mówić o tym jaki śnieg jest niebezpieczny i jak bardzo potrafi być groźny. Zaczęła być ciekawa jak to jest, kiedy chłód uderza w twarz, a śnieg roztapia się na opuszkach palców.
Ciekawe czy smakuje tak samo jak woda.
Po swoich krótkich rozmyślaniach skierowała wzrok na Goro. Poczuła się przy nim trochę mniej obca, jakby wiedziała, że on też skrywa w swoim sercu wielki wstyd, ale nadal nie ośmieliła się zapytać. Tym bardziej, że samuraj pokazał jej naprawdę sporą część siebie, czy chciał czy nie. Westchnęła pod wpływem swoim myśli i pochyliła się biorąc do ręki swoją lalkę i to w nią wbiła spojrzenie kiedy zaczęła mowić.
- Słyszałam kiedyś o samurajach... - przełknęła ślinę i gulę, która zaczęła rosnąc w jej gardle - ... Mama z tatą myśleli, ze śpię, więc wzięli mojego brata do swojego pokoju i zaczęli mu opowiadać o wielkim świecie, pozwalali mu planować podróże i obiecali, ze jak będzie wystarczająco silny, to wyruszą z nim w podróż. Brat bardzo chciał zwiedzić krainę gdzie znajduję się dużo śniegu nazwał ją "białą pustynią" - w jej głosie rozbrzmiewała melancholia i smutek, który gdzieś tam dziewczyna skrywała w sobie - Na drugi dzień spytałam się ich czy mnie również pokażą mapy i przekażą opowieści. Mama spojrzała na tatę, tato za okno, a brat uniósł się śmiechem - po tych słowach ścisnęła mocno lalkę w dłoniach - I dalej się śmiał, aż nie poszłam do siebie... -
Mogłoby się zdawać, ze to był koniec monologu jaki mogła z siebie wyrzucić Nanoko, jednak cisza jaka zawisła w powietrzu była zbyt gęsta, a dziewczyna postanowiła trochę rozładować atmosferę, a przynajmniej chciała spróbować.
- Dlatego nic nie mówi mi nazwa Yinzin, a przynajmniej nie mówiła... - jej słowa powoli stawały się co raz cichsze, aż zamieniły się w szept - ... Do teraz - po tych słowach skierowała słabiutki uśmiech w stronę Goro i wróciła do swojej poprzedniej pozycji, gdzie policzek trzymała oparty o kolana i leciutko się kołysała.
Nanoko
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość