Las wielkich palm

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Las wielkich palm

Postprzez Goro » 7 gru 2018, o 01:50

Obrazek
Misja D - Nanoko
Światło.
7/15


- Szkoda, że nie przypadła ci do gustu. Może na starość moje wyczucie nie jest już tak dobre, jak kiedyś? - zapytał, w sumie nie wiadomo kogo. Jeśli parzył herbatę od lat, to utrata zmysłów mogła go zaboleć... Albo poradzi sobie korzystając z doświadczenia. Widać było, że odrzucenie herbaty w połowie picia go zasmuciło. Albo po prostu udawał, mając w tym swój interes, by wpędzić Nanoko w poczucie winy. Nie ma co się dziwić kunoichi, że wolała być czujna, zwłaszcza po ostatnich przeżyciach. A jeśli Ito jest naprawdę tak potężny, jak myślała... Lepiej go nie prowokować, nawet jeśli nie dał jej żadnego powodu do podejrzeń, to dziewczę i tak zastanawiało się nad losem kultu. Ciekawość? Troska? To pewnie przez te buzujące hormony.
Widząc jej wahania i jakże solidną odpowiedź staruszek odezwał się ponownie. - Może zanim wyruszysz w drogę pomożesz mi w jednej sprawie? Spokojnie, to nie będzie nic strasznego. - dodał szybko na koniec, jakby w obawie, że Nanoko ucieknie gdy tylko zapnie ostatnią część swojego ekwipunku. Wydawał się być dobrym człowiekiem, zaopiekował się nią... A ta w podzięce go porzuci? Ucieczka przed Goro miała jeszcze jakieś podstawy, ale w tym wypadku? Czas pokazać światu, że można odpłacić za dobro dobrem. Albo biec tak szybko, jak tylko nogi pozwolą.


Wygląd:
Spoiler: pokaż
Obrazek
Goro
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Nanoko » 7 gru 2018, o 04:48

Kiedy usłyszała uwagę na temat herbaty sięgnęła do niej niemalże błyskawicznie. Nie skomentowała jednak swojego zachowania. Nie przychodziło jej do głowy nic co nie brzmiałoby żałośnie. Schowała szybko twarz za naczyniem, a wzrok utkwiła gdzieś na swoim nosie robiąc przy tym żałosnego zeza. Co ten stres robi z ludźmi.
Na szczęście dla Nanoko nie miała trwać cisza, która sprawi, ze dziewczyna się cofnie w rozwoju już kompletnie. Mężczyzna miał dla niej zadanie co włączyło w jej głowie kolejną lampkę alarmową, aczkolwiek tak nie była tak rażąca jak jej poprzedniczki. Chyba mężczyzna zaskarbił sobie trochę zaufania do dziewczyny, tym bardziej, że dopiero teraz dociera do niej,
ze to właśnie on uchronił ją od smutnej śmierci pośród pustyni. Nie była co prawda całkiem przy nim wyluzowana, ale zszedł z niej trochę stres, a może to przez te herbatkę?

- A w czym mogłabym pomóc? - bo naprawdę nie miała żadnego pomysłu. Jeżeli naprawdę zrobił porządek z tą sektą, to w czym niby mogła przydać mu się młoda dziewczyna, która nawet nie potrafi zadbać o własne bezpieczeństwo? Nawiała tym wariatom tylko dlatego, ze wzięła ich z zaskoczenia, nie chciała nawet myśleć co by się stało gdyby nie dali się nabrać.
Nanoko
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Goro » 7 gru 2018, o 06:10

Obrazek
Misja D - Nanoko
Światło.
9/15


- To bardzo poważne zadanie. Sam nie mogę się go podjąć, bo ostatnio trochę się przeforsowałem niosąc kogoś przez wydmy. Taka twojego wzrostu i wagi, kojarzysz może? - klepnął się w udo i zaśmiał z własnego żartu. Zaraz jednak spoważniał, jakby przypomniał sobie zachowanie kultystów i skojarzył je z przeżyciami Nanoko. Nie chciał znowu przywoływać przykrych wspomnień. Zaraz też zmienił temat, poważniejąc nieco, ale uśmiech nadal nie schodził z jego twarzy. - W każdym razie... Potrzebuję twojej pomocy w zbieraniu daktyli. Na tych palmach jest ich naprawdę sporo, a moja żona bardzo je lubi. - przy ostatnich słowach niemal się zarumienił. Jak nastolatek wyznający swojej dziewczynie miłość. Choć czy Nanoko mogła mieć jakieś porównanie do tej sytuacji? Miała przyjaciół i znajomych, ale czy którykolwiek powiedział jej, że ją kocha?
- A jak skończysz z daktylami to jest jeszcze jedna sprawa, w której twoja pomoc okaże się nieoceniona. - zamilkł. - I spokojnie, nie odejdziesz z pustymi rękami. - dodał po chwili, jakby chciał podnieść jej morale by nie próbowała uciekać bez ładu i składu.


Wygląd:
Spoiler: pokaż
Obrazek
Goro
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Nanoko » 7 gru 2018, o 20:32

- Nikogo takiego nie kojarzę! - nie ma co ukrywać, ze Nanoko czuła się trochę urażona insynuacjami, że jest ciężka, ale nie powie tego na głos, to byłoby niegrzeczne.
Kiedy mężczyzna zaczął opowiadać o zadaniu, to nie było co ukrywać, była wręcz zafascynowana, no bo czemu niby miałaby być taka wyjątkowa by prosić ją o coś tak szalenie ważnego? Rzeczywistość jak zwykle okazała się dla Nanoko okrutna i brutalna i sprowadziła młodą dziewczynę na ziemię. Treść zadania brzmiała trochę ja żart i uderzyła dziewczynę jak mokra szmata prosto w twarz.

- Daktyle? - znowu powtórzyła jak głupia papuga i spojrzała się w górę na palmy. Tym razem jej chęć ucieczki była wywołana przez zmieszanie aniżeli strach. Co dobrze wróżyło dziadkowi i jego daktylom tym bardziej kiedy dziewczyna zaśmiała się cichutko pod nosem. Ciężko dźwignęła się na nogi i spojrzała w górę, po czym skierowała chakrę w stopy i zaczęła powoli wchodzić po pniu drzewa. Droga nie była długa, ale Nanoko cały czas miała przed oczami to, że nagle brakuje jej energii i spada wesoło w dół roztrzaskuje się, ale starała się o tym nie myśleć, tylko przerzuciła torbę na brzuch i zaczęła do niej wkładać daktyle.
Nanoko
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Goro » 7 gru 2018, o 21:47

Obrazek
Misja D - Nanoko
Światło.
11/15


Nawet jeśli zadanie nie wydawało się w żaden sposób interesujące, ani nawet trudne do wykonania, to smutne i niemrawe podejście Nanoko nie było najlepszym podejściem do sprawy. - Tak, daktyle. Małe, rosną w grupie na szczycie palmy. Takie do zjedzenia. - wyjaśnił życzliwie Ito. A skoro wszystko było już jasne, to nie pozostało nic innego, jak wziąć się do roboty. Na szczęście z pomocą przyszło wyszkolenie dziewczyny, która mogła teraz w spokoju za pomocą Kinobori no Waza wędrować po palmach bez ryzyka poślizgnięcia się, zadrapania, czy nie daj boże, upadku z czubka drzewka prosto w piaskowe objęcie wydm. Ale wyobraźnia kunoichi to jedno, a jej żelazne nerwy to drugie. No chyba, zę w grę wchodzą głupie żarty wykrzykiwane w najmniej spodziewanych momentach. - Ostatnio jak ja zbierałem daktyle, to pomiędzy liśćmi kryły się pająki. Długie i cienkie, ale nie większe niż moja dłoń, więc spokojnie! - wrzasnął Ito zadzierający głowę w górę. Długo jeszcze śmiał się z własnego żartu.
Pierwsza palma okazała się bezproblemowa. Obrodziła słabo, ale za to jej owoce miały cudowny zapach i kolor. Jednak drzewek obdarzonych przez matkę naturę plonem było jeszcze kilka, a staruszek nie odzywał się ani słowem... Czas chyba ruszyć na kolejną palmę i zapełnić torbę po brzegi?


Wygląd:
Spoiler: pokaż
Obrazek
Goro
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Nanoko » 11 gru 2018, o 21:26

Wolała naprawdę zbierać w tym momencie daktyle niż wchodzić w niebezpieczne sprzeczki ze starcami. Gdzieś z tyłu głowy pojawił się lęk, że wystawia się jako łatwy cel, ale już zostało ustalone, że gdyby chciał ją skrzywdzić, to dawno byłoby już po wszystkim. Poza tym jak ktoś skory do żartów może być zły?
- Miał pan szczęście! -odkrzyknęła mu, nie bała się tego typu owadów. Całe życie spędziła na pustyni, a w jej domu często gnieździły się pajęczaki chowając się przed największym upałem. Sztuczka polegała na tym, żeby wiedzieć, które warto zabić, żeby nie zrobiły człowiekowi krzywdy.
- Jakby pana ugryzły to tragedia! Kuzynowi jak taki jeden palca ugryzł, to mu usechł i odpadł - no może trochę tutaj konfabulowała, ale kuzyn nie pochodził z pustyni naprawdę stracił palec, ale głupi był i gdzieś zasłyszał, ze jak coś jadowitego ugryzie to trzeba to umyć w moczu. Nie chciało mu się wtedy iść za potrzebą, ale akurat niedaleko narobił jakiś wielbłąd, więc poczekał aż zwierze ruszy dalej i dyskretnie zamoczył dłoń w wodzie z piaskiem i jeszcze potarł. Dwa dni później dostał gorączki, a palec sczerniał i ojciec postanowił go odciąć. Ale wszystko zaczęło się od ugryzienia!
Mimo rozmowy, to była skupiona na zbieraniu daktyli, a kiedy zabrakło ich na jednej palmie, to ruszyła na kolejną uprzednio schodząc z pierwszej. Nie miała siły na akrobacje.
Nanoko
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Goro » 12 gru 2018, o 01:18

Obrazek
Misja D - Nanoko
Światło.
13/15


Na szczęście dla dziewczyny, nie bała się pająków i innych okropieństw, przed którymi często z przerażeniem uciekały jej rówieśniczki. Nie obraziła się też na żart Ito, a nawet odpowiedziała mu coś od siebie. Taka to z niej zuch dziewczyna, o! Staruszek jedynie roześmiał się w odpowiedzi na historię o odpadającym palcu. Kiedy Nanoko zbierała kolejne owoce, mężczyzna rozejrzał się po swoim obozowisku i zaczął powoli pakować kolejne rzeczy. W krzątaninie tej nie byłoby zapewne niczego zadziwiającego, gdyby nie fakt, że wiele przedmiotów, w tym legowisko dziewczyny, spoczęły koniec końców na wielkiej kupie. Niezbyt to wygodny sposób na transportowanie sporego dobytku, ale Ito jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Wyciągnął zza pazuchy zwój... i zapieczętował w nim większość swoich ruchomości. Resztki spakował do plecaka i spoglądał na Nanoko.
W tym czasie dziewczyna zdążyła uporać się z kolejną palmą i z jeszcze jedną. Kiedy podchodziła do następnej, a torba z daktylami ciążyła u pasa, usłyszała głos Ito. - Wystarczy ich już dla całej rodziny! - zaśmiał się. - Może pójdziesz ze mną? Moja żona już się niecierpliwi, bo miałem wrócić wczoraj. A z naszego domu blisko jest do traktu. - zaproponował nieoczekiwanie, ale bez narzucania się. Tylko czy Nanoko może jeszcze zaufać komuś ot tak, nie mając przed oczami ostatnich wydarzeń? A Ito naprawdę był "tym dobrym".


Wygląd:
Spoiler: pokaż
Obrazek
Goro
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Yura » 31 gru 2018, o 04:35

Nogi chłopca spragnionego treningu potrafiły zaprowadzić do naprawdę dziwnych miejsc. Jeśli dodać do tego jeszcze nieznajomość terenów okalających wioskę, to można natrafić na naprawdę ciekawe przypadki. Dzisiaj przekonał się o tym nikt inny, jak sam Yura, przebywając pośród wielkich palm na środku pustyni. Nie sądził, że takie zjawisko może być możliwe, a tymczasem po prostu znajdowało się ono przed jego oczami. Kiedy Mori Jin zdziwiony był tym, co rozpościera się przed jego skromną osóbką, to ewentualnych wędrowców mógł zdziwić zestaw, który chłopak miał przy sobie. Na plecach niósł bowiem jakiś kawałek płachty ułożony prostopadle do linii pleców, nad płachtą znajdowały się porąbane kawałki drewna, a po jednym oraz drugim boku adepta sztuk walki przewieszonych było przynajmniej sześć bukłaków. Nie można też zapominać o plecaku, który z racji braku miejsca na plecach znajdował się teraz na klatce piersiowej chłopaka. Wyglądało tak, jakby Yura udawał się na camping i zgubił drogę trafiając tym samym na pustynię. Coś w tym jednak było, albowiem Mori Jin postanowił nie wracać do domu, dopóki nie osiągnie dzisiaj tego, co postawił sobie za cel.
Chłopak przybył w to miejsce w dość jasnym celu - chciał opanować kolejną bramę. Pierwszą miał za sobą, drugą miał za sobą, więc przyszła pora na trzecią. W założeniach wszystko miało pójść trochę łatwiej, bo Mori miał już za sobą jakieś podstawy. Dręczyło go za to coś innego. Swoje limity przełamał już dwa razy i musiał być przy tym bardzo kreatywny. W jaki sposób ma więc to zrobić po raz kolejny? Tak na chłopski rozum przyjmując, limitów nie może być kilka. Jest jeden i po jego przejściu nie da się już iść dalej. Z pozoru błahe rozmyślania stały się dla Yury bardzo ważne, bo bez rozstrzygnięcia tej kwestii nie będzie potrafił ruszyć nijak do przodu. Zrozumienie techniki było dla niego podstawą. Po godzinie doszedł jednak do przełomowego wniosku. Jeśli przyjąć, że limit składa się tak naprawdę z kilku podłóg i wszystkie osiem stanowi całość, to dopiero przebił się przez dwie pierwsze warstwy. Każda kolejna brama będzie stanowiła więc dla niego następny krok, a dopóki nie przekroczy wszystkich progów, to zwyczajnie nie będzie się czuł usatysfakcjonowany. W przypadku trzeciej bramy pojawiał się jednak niewielki problem. O ile pierwsza nadwyrężała ciało, druga je odświeżała, o tyle od trzeciej w górę zaczynało się już jego regularne niszczenie. Jeśli coś pójdzie nie tak, to jego trening odłoży się w czasie i to na kilko tygodni. Taka myśl pojawiła się w jego głowie równo szybko, co została z niej przegoniona. Nic mu się nie stanie, a więc nadeszła pora na działanie. Jin czuł, że aby sięgnąć jeszcze głębiej, do tych ukrytych pokładów energii i nieskończonego potencjału, musi zmusić się do wysiłku, jakiego już dawno w swoim życiu nie doświadczył. Każdy mięsień w jego ciele musiał krzyczeć o przerwę i pulsować niczym skołatane serce. Aby to osiągnąć, chłopak chwytał się różnych zajęć. Na pierwszy rzut poszło chodzenie na rękach. Gorący piasek pustynny, który nagrzewał się już parę godzin dawał się we znaki jego dłoniom, jednak to sprawiało tylko, że Yura jeszcze bardziej ochoczo podszedł do całej sprawy. Nie mógł skupiać się jednak na jednej części swojego ciała, więc zaraz po chodzeniu na rękach zabrał się do wspinaczki na okoliczne palmy. Nie robił tego jednak w tradycyjny sposób. Zdecydował bowiem, że będzie przy tym używał tylko jednej ręki, a dodatkowo założy na siebie odpowiednie obciążenie. Jakie? A zwykłe, dwa kamienie, który usadowił na swoich ramionach i z którymi rozpoczął wędrówkę to w górę, to w dół, w międzyczasie robiąc jeszcze odchyły, uprzednio chwytając nogami drzewo. Nadal jednak nie czuł efektów swojego treningu i wiedział, że może dać z siebie jeszcze więcej. Ruszył więc po raz ostatni na szczyt jednej z palm, żeby tam nie stanąć już na samych rękach, a na palcu wskazującym i środkowym, starając się wytrzymać w tej pozycji jak najdłużej. Piekielne słońce nie ułatwiało zadania, a ciało wycieńczone po wcześniejszych ekscesach również mówiło mu, żeby przestał. On jednak uparcie trwał przy swoim postanowieniu, aż wreszcie coś w nim pękło. Mięśnie nie wytrzymały, ciało odmówiło posłuszeństwa i pochyliło się do przodu, tym samym spadając w kierunku ziemi. Dobrze, że podłoże składało się w głównej mierze z piasku, bo inaczej byłoby pewnie z nim krucho. Chłopak nie stracił przytomności (był na to zwyczajnie za twardy), ale przez kolejne dwie godziny nie miał siły, żeby ruszyć się z miejsca. Słońce w międzyczasie zaczęło zachodzić, a ciało Moriego zostało lekko przysypane piaskiem. To właśnie wtedy postanowił, że na dzień dzisiejszy wystarczy już treningu. Lubił przełamywać swoje limit, ale wiedział kiedy wiązało się to z samobójstwem. Jutro też jest dzień, który może przynieść rozwiązanie. I o dziwo, rozwiązanie przyszło do niego w samo południe następnego dnia. Pustynią podróżowała kuglarka, którą spotkał na ostatniej misji, a Jin, mając ciągle w pamięci swoją walkę z kuglarzem, poprosił dziewczynę o asystowanie. Zaczęło się od jednej marionetki, która jednak nie sprawiała mu większych problemów. Dwie? Jakoś to szło. Wyzwanie zaczęło się za to przy pięciu lalkach jednocześnie, gdzie, aby nadążyć za ruchami drewnianych przeciwników, musiał już używać pierwszej bramy. Z czasem sięgnął także do drugiej i to właśnie wtedy poprosił swoją sparing partnerkę o dorzucenie mu ciężaru. Taki scenariusz rozgrywał się przez trzy kolejne dni, niemalże od rana do wieczora. To, że Yura wytrzymał takie tempo nie jest niczym dziwnym, ale naprawdę podziwiał dziewczynę za to, że nigdy nie marudziła i została z nim do samego końca. Dzięki jej determinacji i umiejętnościom, w młodym taiuserze coś wreszcie pękło. Kiedy po raz kolejny dostawał cios rękojeścią katany, jego ciało powiedziało dość. Wyglądało to tak, jakby kuglarka odblokowała swoją lalką jakiś punkt tenketsu. Z ciała młodzieńca zaczęły wydobywać się niewyobrażalne ilości chakry, piasek gwałtownie wzlatywał do góry, a skóra chłopaka przybrała czerwony kolor, któremu akompaniowały białe oczy. Yura doskonale znał ten nagły przypływ siły, a on sam czuł się jakby mógł przenosić góry. Dzięki takiemu rozwojowi spraw bez problemu obronił się jeszcze przez kilka minut przed marionetkami. Dopiero kiedy nagły przypływ energii opuścił jego ciało, a zmęczenie dopadło go ze zdwojoną siłą zorientował się, że przed chwilą doświadczył kolejnego stopnia wtajemniczenia w sztuce Hachimon Tonkou. Wskazywało na to także jego nagłe omdlenie i uderzenie twarzą w piasek. Może i był nieprzytomny, ale zadowolony, a dzięki opiece dziewczyny następnego dnia mógł wyruszyć realizować dalsze plany.


z/t
Yura
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Yoshimitsu » 11 sty 2019, o 10:28

Yoshimitsu zgodził się pomóc w tej dziwnej sytuacji, przystał na prośbę która sprowadzała widmo śmierci na Niego, na tę kobietę i samurajów... Czyli tak wygląda życie Kaguya... Walka, śmierć i pieniądze. Chyba zaczynał się przyzwyczajać do losu swojego i swoich pobratymców. Żywe bronie, przygotowywane od lat dziecięcych do szalonych walk, do mordowania... Ciężki los ale tak jak Uchiha skazani są na nienawiść tak Kaguya skazani są na mordowanie innych. Yoshi powoli zaczynał tym przesiąkać, przestawał myśleć o tym żeby zmienić nastawienie do swojego rodu. Interesowała go tylko pusta walka, która mogła przynieść trupy, a to czy on będzie żył, czy dalej będzie posiadał gładkie ciało bez blizn? Szczerze powiedziawszy miał to głęboko gdzieś. Liczyła się już tylko krew i chęć do podróży, w której nikt nie będzie mu przeszkadzał.
Słodka samotności... Chciał żeby to wszystko już się skończyło...

-To tutaj? Młody shinobi był zdezorientowany, kobieta niby podała mu konkrety ale teraz? Nikogo nie widać, jego zleceniodawca milczy. Chłopak jest czujny jak nigdy dotąd, jego postawa ukazywała niesamowite skupienie, a spojrzenie wyrażało chłód, którym darzył każdego kto odważył spojrzeć mu w oczy. Mięśnie rozluźnione, ale jego kości czekały tylko na to żeby wyskoczyć z ciała. Ciekawe...
"Gi­niesz bez skut­ku, bo żyjesz bez przyczyny."

"Jaki jest wasz wybór? Umrzeć? Czy ugiąć Karku?"
Avatar użytkownika

Yoshimitsu
 
Posty: 254
Dołączył(a): 26 sie 2018, o 15:16
Wiek postaci: 19
Ranga: Pazur
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6242
GG: 66391319
Multikonta: -

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hayami Akodo » 19 sty 2019, o 19:07

MISJA RANGI C DLA YOSHIMITSU KAGUYI
"Only one more night"
11/30



Obrazek


Got you stuck on my body, on my body like a tattoo
And now I'm feeling stupid, feeling stupid crawling back to you just to you, for your bones
You and I get so damn dysfunctional, we start keeping score
Yeah, we know, this imperfect world is not the Hell for crawling stones



Na miejscu czeka już matka kobiety - równie piękna, elegancko ubrana, z włosami równie wspaniałymi jak u córki, upiętymi jednak horrendalnie drogim kanzashi, ale bez wątpienia starsza i już całkowicie siwa. Z jej twarzy bije łagodność, krynica ukojenia; delikatny spokój starych ludzi tchnie z ust i oczu tej dziwnej, nieznajomej kobiety, która zgodziła się na wszystko, byle ratować przede wszystkim nazwisko. Nie chcąc problemów, symbolicznie wydała córkę za bogatego i przystojnego Kaguyę - no dobrze, bogactwo może jest bardziej w sferze domysłów, ale ten młody Kaguya przecież jest przystojny! Długie, białe włosy, groźna twarz, blada cera, wszystko to w oczach starszej damy jest zaletą, a nie wadą. Niewiasta uśmiecha się ciepło, widząc was oboje. Składa ci grzeczny, uprzejmy, głęboki ukłon, tak bardzo nie pasujący swoim wykwintem do uroków wolnej i swobodnej pustyni, że to aż dziwi. Trochę? Chyba bardzo. Ludzie na pustyni są dzicy, wolni, nieskrępowani, wyrażają siebie, jak chcą. Krwawa rebelia Douhito, wojna Karmazynowych Szczytów, wszystko to z jednej strony ma sens - a z drugiej traci go.
W obliczu czego? W obliczu piękna kobiet, gwiaździstej nocy, ciepła pustyni, piasku chrzęszczącego pod stopami? Kości, ostrych, białych kości wystrzeliwujących z giętkiego, jasnego ciała niczym groty strzał? Dzikiej wolności, godności szczepu, chwały rodu Kaguya, tak bardzo dla Ciebie umownej?
Może i tak. Chyba, że sam inaczej to odbierasz - bo przecież wyrzutki nie wzięły się znikąd, co człowiek, to interpretacja. Jedni wierzą niezłomnie tylko w swoje szczęśliwe gwiazdy, inni na siłę szukają dla siebie bogów, próbując ich obwinić tylko o swój los. Jeszcze inni - szczerzy w swej wierze - doznają gorzkiego rozczarowania, gdy okazuje się, że ich Amaterasu wcale nie jest świetlistą matką w siedmiu niebiosach, ich Bishamonten wcale nie jest łaską wojowników konających o zmierzchu...

- Witaj, znakomity Kaguya-san. Jestem zaszczycona, że zgodziłeś się pomóc mojej córeczce w tym...drobnym kłopocie. Pomyślałam, że nie pozostawię twojej szlachetności bez skromnej nagrody.

Kobieta chwilę szuka czegoś w fałdach kimona i w kieszeniach srebrnego płaszcza - srebrnego jak jej włosy, okrywającego dziwnie kruchą linię ramion; wreszcie to znajduje. To sakiewka. Wręcza Ci ją, a Ty słyszysz jej przyjemny, wręcz kojący brzęk. Taka jest pod pewnymi względami pustynia, co? Zrób swoje, nie czekaj, aż nadejdzie jutro?
Bo jutra może już wcale nie być.

- To jest twoja zaliczka, Kaguya-san. 250 ryou - informuje kobieta. - Drugą połowę otrzymasz, kiedy wykonasz zadanie.

Jej córka nic nie mówi, patrzy jedynie w Twoje oczy...badawczo?
Obrazek

głos Hayamiego| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:


[C]Hibcia & Maseł - Kaigan Winds
[C]Akio & Shins - Tree Lullaby


STRUŚ NIE PRZYJMUJE WIĘCEJ NIŻ MAX 3 MISJE, W TYM JEDNĄ D. PROSIMY BRAĆ TO POD ROZWAGĘ.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1056
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Las wielkich palm

Postprzez Yoshimitsu » 20 sty 2019, o 17:02

Sytuacja rysowała się w bardzo prosty sposób, weź pieniądze i wykonaj zadanie... Ale czy zadanie było proste? Trzeba było tylko przekonać mistrzów miecza do jedynego możliwego rozwiązania sytuacji. Załatwić to rozmową czy może rzucić się szaleńczo, zaryzykować i postawić na szali swoje życie tak jak wielki ród Kaguya ma w zwyczaju? Możliwości było wiele, ale teraz Yoshimitsu był pod wrażeniem pewności i kultury starszej kobiety. Wykonał delikatny ukłon w stronę zleceniodawcy i spojrzał prosto w oczy kobiecie, chciał ją przerazić -Kiedy się pojawią, nie odzywajcie się tak będzie dla Was lepiej. nie mógł pozwolić sobie na to żeby jego klanowa tożsamość została poznana, przynajmniej nie do momentu w którym wbije pierwsze kości w swoich przeciwników. Szukał odpowiedzi w sobie... Walczyć do ostatniej kropli krwi czy odpuścić kiedy pojawią się problemy. Nie okazywał nikomu swoich rozterek stał prosto pewny siebie jakby nie miał całkowicie uczuć podobnych do tych ludzkich, ale nie był pewny w stu procentach czy poradzi sobie z kilkoma lub kilkunastoma samurajami. Myślał nad taktyką bo wiedział, że walka jest nieunikniona. Potencjalna przewaga liczebna mogła być niwelowana dzięki Shikotsumyaku, mógł dowolnie nabić na kości jednym atakiem kilku przeciwników. Jeśli jego ruchy zostaną ograniczone, walka będzie skończona kolejny Kaguya zginie tak jak setki jego poprzedników, w straceńczej walce.

-Wszystko już wiem? Chcecie mi jeszcze coś powiedzieć, później nie będziecie miały czasu. Lepiej żeby nic mnie nie zaskoczyło, nie zawaham się przed zabiciem również Was. Coś mu nie pasowało, słowa samuraja kiedy ratował chłopca przed jego zemstą... Kobieta zdradziła jednego samuraja, miała wyjść za kogoś innego i znowu pojawia się historia z samurajami. Chciał mieć pewność, o co walczy i za co będzie miał przelać krew.
"Gi­niesz bez skut­ku, bo żyjesz bez przyczyny."

"Jaki jest wasz wybór? Umrzeć? Czy ugiąć Karku?"
Avatar użytkownika

Yoshimitsu
 
Posty: 254
Dołączył(a): 26 sie 2018, o 15:16
Wiek postaci: 19
Ranga: Pazur
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6242
GG: 66391319
Multikonta: -

Re: Las wielkich palm

Postprzez Chise » 20 lut 2019, o 22:59

Misja C
13/30


Związek Sabaku z Kaguya. Jeszcze nie tak dawno, kilka lat temu, nikomu by nie przyszło coś takiego do głowy. Nawet najbardziej pokojowy Kaguya i najbardziej uczuciowa Sabaku nie mieliby możliwości, by powstała taka abominacja, taki mezalians bez automatycznego stania się wyrzutkami. Teraz sytuacja była troszkę lepsza, a przecież to i tak wszystko na niby, prawda? Miał tylko poudawać dzionek, wystraszyć samurajów, nastroszyć piórka.. Na dobrą sprawę może nawet nie dojść do walki! A jednak coś Kaguya szeptało, że tej się nie uniknie, można było powiedzieć, że czuł to w kościach, słodkim swędzeniu rozchodzącym się po ciele.
Obie kobiety były ci posłuszne, w końcu to ty robiłeś im przysługę. Ty rzucasz polecenie, one grzecznie, grzeczniutko kiwają głowami, twoja misja, twoje zasady, twoje warunki. Jeśli mają tylko stać i ślicznie wyglądać u boku groźnego mężczyzny, delikatne jak kwiatki w wazonie, to nie protestowały. Chłopak był dla nich surowy, ale i miał prawo. Cała ta sprawa nie wyglądała za ładnie, kto wie czy nawet nie kryło się za tym coś więcej niż mówiły niewiasty, ale kto je zrozumie? Mógł prosić i grozić, ale niepewność pozostaje.
- Wszystko już wiesz. Postarajmy się załatwić to pokojowo i szybko - westchnęła młodsza, składając prosząco dłonie przed sobą - Miejmy już to za sobą - dodała mrucząco, a starsza wskazała lekko trzęsącą się dłonią kierunek, gdzie musieli się udać. Droga nie była daleka, kobiety były przygotowane i pokierowały nim sprawnie. Stanęli przed niewielkim domem, aktualnie jeszcze spokojnym i cichym. Ze środka było słychać, po dokładnym przysłuchaniu się, normalne codzienne odgłosy domowe. Krzątanina, brząkanie, szum niezrozumiałych rozmów. Teraz do Yoshimitsu należał pierwszy ruch, póki pozostali niezauważeni przed domem.
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Damski Charakter
 
Posty: 1426
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: Las wielkich palm

Postprzez Yoshimitsu » 21 lut 2019, o 02:17

-No to do roboty... Rzucił od niechcenia Yoshi, chciał to załatwić jak najszybciej nawet kosztem życia każdego wokół niego. Nie dbał o te kobiety, nie dbał o samurajów... Dla niego wszyscy byli warci tyle samo, nic. Życie liczy się tylko wtedy gdy należy do kogoś z Kaguya, reszta jest tylko tłem.
Ilu ich tam może być? Zadał pytanie do siebie, szukając odpowiedzi poprawił rękaw koszuli i spojrzał w niebo. Dwóch, trzech czy czterech, a może dziesięciu? Złamać wszelkie zasady ostrożności po czym otwarcie wejść z ogniem i mieczem? Lepiej zaczekać i przygotować jakąś pułapkę? He, nie jestem jakimś szczurem żeby się ukrywać. Duma Kaguya, wpędziła ich w przepaść egzystencji ale tylko to im zostało i tego trzeba bronić nawet za cenę życia.
-Cisza i spokój, macie się nie plątać pod nogami. Spojrzał na kobiety, ze złowrogim uśmiechem wymalowanym od ucha do ucha. Szaleniec, to jest pewne tylko to mogło tłumaczyć jego chęć otwartego starcia, w którym nawet przy liczebnej przewadze przeciwnika to on jest uprzywilejowany. Ruszył powolnym i pewnym siebie krokiem w stronę frontowych drzwi. Młody shinobi miał wysokie oczekiwania odnośnie tego spotkania, piękna śmierć w walce, ewentualnie kilka blizn. Zapukał do drzwi po czym cofnął się kilka kroków, żeby czasami rozpęd potencjalnego agresora go nie trafił. Czuł przyjemność na samą myśl o tym, że kości mogą za chwile przebić jego skórę. Był pewny siebie, obserwował otoczenie i oczekiwał na nadchodzącą burze.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
"Gi­niesz bez skut­ku, bo żyjesz bez przyczyny."

"Jaki jest wasz wybór? Umrzeć? Czy ugiąć Karku?"
Avatar użytkownika

Yoshimitsu
 
Posty: 254
Dołączył(a): 26 sie 2018, o 15:16
Wiek postaci: 19
Ranga: Pazur
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6242
GG: 66391319
Multikonta: -

Re: Las wielkich palm

Postprzez Chise » 21 lut 2019, o 11:48

Misja C
15/30


Do roboty, do roboty! Tylko co dokładnie zrobić? Opcji miał bez liku przecież, bo nic go nie ograniczało. Mógł tam wpaść, zrobić masakrę, zabić wszystkich obecnych.. I kto wie, może na to po cichu liczyły kobiety sprowadzając jako męża właśnie Kaguya. Że da się ponieść żądzy krwi, nie przemyśli nic, rozwiąże tym samym ich problem.. Ale na razie z jego ust padały kolejne ostrzeżenia w ich stronę, chociaż nie zrobiły nawet kroku wbrew jego woli. Jaki jest w tym cel? Zastraszyć je? Chyba i tak patrzyły na niego jak na shinobiego, który na rozwiązać ich problem.. Chyba tak. W każdym razie zatrzymały się i stanęły kilka metrów od wejścia, widoczne, ale nie wtracające się, a sam udał się do drzwi i.. Zapukał grzecznie. Usłyszał jakiś brzdęk w środku, po czym kroki. Yoshimitsu spodziewał się szarży, ale tempo było spokojne, opanowane. Nikt na niego nie wpadł razem z drzwiami, były zwyczajnie otwarte.
W progu stał mężczyzna w średnim wieku. Nie był to ów oszalały chłopak, z którym wcześniej walczył. Starszy od Kaguya, wyższy od niego, ale niewiele, z włosami spiętymi w zgrabną kitę, ubrany w tradycyjne, ale dość codzienne ubranie. U boku miał katanę, nie przyczepioną jednak do pasa, a trzymaną w dłoni, jeszcze zasłoniętą w ozdobnej saya. Pierwsze jego spojrzenie, lekko zaciekawione, padło na młodzieńca, bez wrogości, jednak jego wyraz twarzy zmienił się, gdy zobaczył kobiety. Gniew został szybko ukryty, ale zaciśnięta mocniej dłoń zdradzała jego emocje.
- Co to ma znaczyć? - wycedził przez zęby - Zgubiłyście swój rozum przychodząc tutaj? - wrócił spojrzeniem do chłopaka i pokręcił głową, wyraźnie.. Skonfundowany? Chyba to było odpowiednie określenie. Rzucił nerwowe spojrzenie na wnętrze domu, po czym przesunął się na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi.
- Nie dość wam szkód, które narobiłyście? - syknął ciszej - Za mało wstydu przyniosłyście? Mój brat wyciągnął do was przyjazną dłoń, choć byłyście zadłużone po uszy. Wykupił wasz dług w zamian za rękę dziewczyny, miał szczere zamiary. A wy wystawiacie go do wiatru! Jak was zobaczy to nie daruje wam życia - odetchnął mocno - Nie chce by splamił sobie dłonie krwią kobiet, nawet takich.. Takich marnych kreatur jak wy. Moja propozycja jest aktualna: spłacicie wasz dług i zniknięcie z naszego życia, by żyć ze swoją hańbą albo sami odbierzemy sprawiedliwość. Nie ma innej drogi.
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Damski Charakter
 
Posty: 1426
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: Las wielkich palm

Postprzez Yoshimitsu » 21 lut 2019, o 12:45

Zabić je czy nie? Słowa samuraja zaciekawiły Yoshimitsu. Co jeśli kobiety chcą wykorzystać Kaguya? Może usłyszały gdzieś, że to najemne lumpy, dla których liczą się tylko pieniądze. Młody shinobi poprawił rękaw swojej koszuli i wykonał ukłon przed samurajem obserwując go. Szanował samurajów, po potyczce z młodym i rozgniewanym mistrzem miecza wykreował swoje zdanie na ich temat.
-Rozumiem, że to nie Ty jesteś osobą, z którą muszę porozmawiać. Był ciekawy jak rozwinie się ta sytuacja. -Kto jest w domu oprócz Ciebie? Zapytał, chociaż wiedział że nie otrzyma odpowiedzi. Podejrzewał, że może tam być kobieta z dzieckiem. Bardzo dużo myśli pojawiało się w głowie młodzieńca. Mógłbym go zabić, ale co mi to da? Rozmawiał w myślach ze sobą szukając najlepszego wyjścia z sytuacji. Czas leciał, w każdej chwili możliwym było, że pojawią się kolejni samurajowie. Nie wiedział co go tutaj czeka, ale jednego był pewien, kobiety które wyprosiły u niego pomoc będą się gęsto tłumaczyć.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
"Gi­niesz bez skut­ku, bo żyjesz bez przyczyny."

"Jaki jest wasz wybór? Umrzeć? Czy ugiąć Karku?"
Avatar użytkownika

Yoshimitsu
 
Posty: 254
Dołączył(a): 26 sie 2018, o 15:16
Wiek postaci: 19
Ranga: Pazur
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6242
GG: 66391319
Multikonta: -

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron