Las wielkich palm

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 10 mar 2017, o 11:56

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 45/x
Ayato

Obrazek
Gorączka paliła całe bardzo osłabione ciało. Słowa wypowiedziane stawały się wyraźne, pewnie tylko autor rozumiał ich sens. Obraz rozmywający się powoli nabierał ostrości, bardzo powoli. Po pewnym czasie rozległo się bardzo głośne chrobotnięcie, które odbijało się echem po głowie jeszcze żyjącego młodzieńca. Mogło to spowodować niemalże eksplozję mózgu. Spojrzałeś na źródło dźwięku, a były nim trzeszczące otwierane drzwi, a w nich stał młodzieniec Rokuro z wiaderkiem pełnym wody w rękach. Widząc, że otworzyłeś oczy szybko podszedł. Każdy krok był bolesny dla uszu, a jego słowa wypowiedziane uderzały w głowie od środka.
- Nie ruszaj się. Jak rany się otworzą to zginiesz. Jak się czujesz? Rozumiesz mnie?
Wraz z każdym słowem było trochę lepiej z twoim stanem, a także powoli odzyskiwałeś wzrok i czucie w ciele, jednak trochę to zajmie zanim wrócisz do pełni zdrowia. Na ten moment byłeś w stanie poruszyć głową tylko. Gorączka trawiła. Młodzieniec usiadł obok ciebie dotykając czoła, sprawdzając jak ciepłe było. Wyjął z przyniesionego wiaderka mokrą szmatę, wycisnął ją i położył w miejsce, gdzie niedawno powędrowała jego dłoń. Było to lodowate.
- W trakcie ratowania tobie życia mówiłeś coś o kobiecie, co nie daje tobie spokoju. Nie wiem czy mogę się wtrącać, ale dam jedną radę. To nie ona ciebie dręczy, ale twoje sumienie. Sam ją tworzysz zamykając się w przeszłości z której nie możesz uciec. Musisz się z tym pogodzić, bo inaczej nigdy nie znajdziesz spokoju. Nie zwracać na nią uwagi i podążać dalej, nie ważne co nas spotkało w przeszłości możemy zbudować własną zupełnie inną przyszłość, każdy ból da się zniwelować. Czasem on wróci, ale umiemy sobie z nim poradzić i żyć, a im dalej pójdziemy tym mniej się będzie odzywać. To chyba tyle co chciałem tobie powiedzieć.
Westchnął i siedział obok czekając na jakąkolwiek reakcję. Wiele zrobić nie mogłeś, ale był gotów siłą ciebie powstrzymać przed ruchem. Słowa wychodzące z gardła nabierały już sensu nawet dla słuchaczy obok. Powoli do przodu, krok za krokiem było delikatnie lepiej, ale najmniejszy błąd mógł dalej kosztować życie, tylko jak tutaj być spokojnym w takim wypadku? A może on ma rację?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 12 mar 2017, o 01:42

Zmęczenie, które dręczyło chłopaka było potworne. Jedyne do czego był zdolny, to unieść nieco głowę do góry i spojrzeć na stare drewniane drzwi. Niewyraźna sylwetka pojawiła się w świetle bijącym z korytarza. Blask był na tyle silny, że zielonowłosy młodzieniec musiał zamknąć oczy. Jedyne co były w stanie znieść to niewielki półmrok. Syknął cicho zniesmaczony. Nie miał jednak sił, by się kłócić i pyskować. Czasem nawet on musiał odpuścić, a raczej jego ciało nie potrafiło wytrzymać głupoty Ayato. Może to i lepiej, w innym przypadku mogłoby się to skończyć jeszcze gorzej. Teraz przynajmniej żył.
Słowa Rokuro nieco rozbawiły Akimichiego. Uśmiechnął się delikatnie, ale śmiech stłumił w sobie. Wraz z wypuszczanym z płuc powietrzem, przeszył go potworny ból. Nie miał zamiaru komentować słów chłopaka. Zerknął na niego jednym okiem. Spojrzenie obolałego shinobi mówiło wszystko za siebie. Nie ruszać się? Dobrze, że powiedział, bo już miał zamiar wyjść nieco na świeże powietrze. Z pewnością, gdyby nie on, to zacząłby się rozciągać jak to czasem miewał w zwyczaju. Szkoda tylko, że nie miał nawet siły, by usiąść samodzielnie.

-Jak długo spałem? – spytał, nie chcąc wszczynać bezsensownej kłótni innymi słowami. Nie miał do tego siły. Odchylił głowę delikatnie do tyłu. Przez sekundę spoglądał w sufit, później zerknął w kierunku kominka, gdzie wcześniej stała młoda dziewczynka. Postać z jego snów wciąż stałą na swoim miejscu. Nie miał zamiaru komentować jej zachowania, chociaż ani trochę go nie rozumiał. Westchnął nieco zrezygnowany i zamknął oczy, czując na swoim czole zimną szmatkę. Rozumiał jaki to wszystko miało sens, ale nie podobała mu się przesadnia opieka Rokuro. Przecież żył, więc czy nie mógł go tak zostawić, ograniczając swoją pomoc do minimum, a właściwie to do zera. Prowizoryczne opatrunki, były na tak niskim poziomie, że nie było sensu nawet ich zmieniać.
Zacisnął mocniej zęby, tłumiąc w sobie nieodpowiednie komentarze i przekleństwa. Zanim cokolwiek powiedział, ugryzł się dwa razy w język, zadając sobie pytanie – co powiedziałby ktoś normalny? – jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, tylko tak był w stanie nie wdawać się w kolejną sprzeczkę.
Westchnął cicho, nieco zrezygnowany. Sumienie? Co takiego Rokuro mógł wiedzieć o sumieniu Ayato? Ostatnie co pamiętał, to jak jakiś mężczyzna umierał pod jego stopami, a jedyne uczucie jakie temu towarzyszyło to radość. Nie potrafił sobie przypomnieć jego twarzy, ani tego co mówił przed śmiercią. Jego głowa, była czarną plamą, która wraz z wypływającą krwią barwiła się na czerwono. Bawił go ten obraz.
Dziewczynka nie przypominała mu o przeszłości. Była symbolem czegoś innego, znacznie bardziej skomplikowanego. Jej dziecięca postać, przypominała chłopakowi o dawnych, innych czasach. Mówiła o dniach, w których jeszcze był człowiekiem, a nie bezlitosnym potworem. Była ostatnią cząstką człowieczeństwa, w ciemnościach czarnej duszy zielonowłosego Akimichi. To tylko dzięki niej jeszcze żył. To tylko dzięki niej nie został zabity. Hamowała jego chore instynkty w momentach, gdy tego najbardziej potrzebował. Nie pozwalała, atakować każdej napotkanej osoby.

-Możesz wyjść? – nie czuł się na tyle potrzebujący, by Rokuro musiał nad nim siedzieć i pilnować jego gorączki. Co ciekawe, przepraszam ani dziękuję, nie mogły przejść przez jego gardło. Nie było to chyba takie złe. Nie wymuszał tego, nie mówił nic wbrew sobie, wręcz przeciwnie w ten sposób był szczery. Były to tylko proste słowa, wiec kogo one obchodził. Nie wnosiły nic istotnego do życia, nie zmieniały go.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 13 mar 2017, o 10:54

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 47/x
Ayato

Obrazek
Rokuro z smutkiem patrzył na ciebie, mógł czuć się winny, albo po prostu z sympatii do drugiego człowieka. Naturalna rzecz u większości osób, chociaż to nic nikomu nie pomoże, bo nic w cierpieniu wewnętrznym nie ulży. W nim często zostajemy sami i musimy sobie z tym poradzić, albo będzie to wieczne, można za to z towarzystwem nabrać innych perspektyw na przyszłość, to dzięki nim często nabieramy zmian. W tym przypadku o nich nie można mówić w żaden sposób, Ayato jest tragicznym przykładem braku jakichkolwiek wartości ogółu społeczeństwa. Mimo to ktoś się o niego troszczył jak jest ranny i dbał. Ledwo mówiąc zapytałeś się jak długo spałeś.
- Trochę ponad dobę.
Zostawił na czole wyciśnięty ręcznik ładnie zawinięty aby zbił gorączkę, bo ona niemalże trawiła od środka. Była problematyczna i musiała zmaleć abyś przeżył, ale oznaczała też walkę organizmu o przetrwanie. Walczyło może z infekcją, która przecież mogła dostać się do środka przy ranach. Opatrunek wcale nie był rewelacyjny, a o środki aby wypalić je nie można było liczyć w żaden sposób. Na samo to, że chciałeś zostać sam nie miał nic przeciwko.
- Jak sobie chcesz. Wpadnę za jakiś czas.
Jak powiedział tak też zrobił. Po pewnym czasie zawitał z posiłkiem, który musiałeś zjeść aby odzyskać siły. Powoli odzyskiwałeś siły przed dwa tygodnie, z każdym dniem mogłeś coraz więcej, ale nie radzę się starać przemęczać, bo tego nie mogłeś. Lewa ręka nawet po tym czasie nie odzyskiwała pełnej sprawności, widocznie sam atak i próba ratowania na szybko nie mogła sprawić nic więcej. Następowało pytanie czy kiedykolwiek powróci do swojej jakości, ale to było wątpliwe. Jak to powiedział dziadek znał tylko podstawy leczenia, a zabranie gdziekolwiek indziej spowodowałoby śmierć. Trzeba się cieszyć z tego co się udało.


Opisz time skipa 2 tygodniowego. Przez pierwszy tydzień walczyłeś z gorączką i bólem, a w drugim powoli odzyskiwałeś sprawność.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 13 mar 2017, o 17:46

Rokuro oszczędził zarówno sobie, jak i Ayato wiele problemów, wychodząc z pokoju. Zielonowłosy Akimichi, nie bardzo chciał unosić głos, ale z pewnością by to zrobił, gdyby chłopak postąpił inaczej. Wzrokiem odprowadził wychodzącego z pomieszczenia młodzieńca. Wraz z trzaśnięciem drzwi, zaklął pod nosem. Był wściekły zarówno na siebie jak i pozostałych mieszkańców budynku. Po co go ratowali, jaki był w tym wszystkim sens? Nie było warto, Ayato nie był tego warty. Oczy mu się delikatnie szkliły od łez. Zimna szmatka na czole, irytowała go. Chciał ja zrzucić. Nie czuł potrzeby zbijania gorączki. Nawet jeśli był słaby i zmęczony, wierzył, że jego organizm da sobie radę. Niestety nie mógł. Nie był w stanie podnieść nawet reki. W przypływie złości zacisnął jedynie pieści, a właściwie to tylko jedną. Lewa ręka chłopaka nie bardzo reagowała na instynktowe zachowania działania. Każda próba powodowała tylko bolesny ból. Syknął przez zaciśnięte zęby.
-Kurwa! – krzyknął przepełniony różnymi emocjami. Był jak burza na środku oceanu. Rozwścieczony sztorm, którego nikt nie był w stanie opanować. Popadał od skrajności w skrajność. Nie umiał się cieszyć ze zwycięstwa. Co mu takiego dało, co mu takiego wyjątkowego przyniosło. Nic. Tylko zatracał się coraz bardziej w odmętach własnej pustki.
Przychodziły myśli straszne, samobójcze. Był słaby i zdesperowany. Chciał umrzeć, ale podświadomość mu nie pozwalała. Głęboko w głowie miał zakodowane kilka prostych słów, których trzymał się jak ostatniej deski ratunku. To one doprowadziły go do tego miejsca, to one sprawiły, że jest tym kim jest. Nie umrzesz, przeżyj.
Gdy tylko przychodziła chwila słabości, moment zwątpienia, przed oczyma zielonowłosego pojawiała się blond włosa dziewczynka. Łapała Ayato za rękę. Chociaż była tylko wytworem jego wyobraźni, to wydawał się taka prawdziwa. W czerwonych ślepiach chłopaka, była prawdziwa. Chłodny dotyk jej dłoni sprawiał, że rozgrzane ciało zielonowłosego, uspokajało się. Wyciszał, jak małe dziecko w ramionach matki. Dręczące krzyki znikały, jedynie trzask drewna w kominku docierał jego uszu. Mrużył oczy i powoli zasypiał, by chwile później obudzić koszmary uśpione w resztkach jego duszy. Zrywał się gwałtownie, a całe jego ciało przeszywał potworny ból. Z grymasem na twarzy upadał na plecy i zaczynał kolejną walkę ze swoim szaleństwem.
Gorączka ustała, lecz omamy nie do końca. Chociaż dnie wydawały się znośne i poza bólem w poranionych rękach nic mu nie doskwierało, tak noce bywały potwornie ciężkie. Nie potrafił zmrużyć oka, a nawet gdy to robił to budził się po kilku chwilach. Ciemność pod jego powiekami rozbłyskiwała żółtym światłem. Czuł się jakby słońce paliło mu prosto w oczy. Dziwne odgłosy dobiegały z nad jego głowy, a ból przeszywał brzuch, ręce i nogi. Był gorszy nawet od tego zadanego kataną. Zmuszał serce Ayato do potwornego wysiłku. Pot spływał po całym jego ciele, ale czuł się jakby to smugi krwi, wypływały z wszystkich możliwych otworów. Cierpiał psychicznie, dużo bardziej niż fizycznie. Tylko wyimaginowany dotyk Ayane popychał go do przodu, dodawał siły z każdym dniem do dalszego działania.
Tydzień, a nawet dwa minęły szybciej niż mu się to wydawały. Każda noc ciągnęła się i dłużyła jak tylko mogła, a dni przepełnione bólem w niczym nie pomagały. Zbliżająca się wiosna na pustyni, wynagradzała wszystkie cierpienia. Nie była zbyt piękna, ale za to bardzo ciepła. Oaza wielkich palm miała swój specyficzny urok. Wielkie drzewa dostarczały nieco cienia i przyjemny zapach dla nosa. Pomimo tego, że opieka jaką mógł otrzymać od staruszka i jego ucznia nie była na najwyższym poziomie, to nie mógł zaleźć lepszego miejsca do kuracji.
Jak codziennie o poranku, wstawał gdy tylko słońce pojawiało się na niebie. Nie czuł potrzeby zbyt długiego snu, wiec ubierał się czym prędzej. Nie zostawał zbyt długo w pokoju. Wciąż był zbyt słaby, by utrzymać mięśnie w dobrej formie. Rozciągał się kilka minut w miarę swoich możliwości, po czym wychodził na zewnątrz i wspinał się na jedną z palm. Po prostu wchodził na sam szczyt, przy użyciu jednej z prostych technik. Zapalał papierosa i rozglądał się bez celu dookoła.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 15 mar 2017, o 12:34

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 49/x
Ayato

Obrazek
Dwa tygodnie mimo ciągnięcia się ostatecznie minęły szybciej niżby się zdawało. Z poranka powoli tradycją się stawało wchodzenie na jedną z olbrzymich palm i podziwianie z niej widoków paląc papierosa. Patrząc na leniwie pojawiające się słońce na horyzoncie każdy chociaż delikatnie się uspokajał. Wielka pustynia dookoła, oaza złożona z palm. I to bardzo nietypowych. W oddali dostrzec dało się początki Głębokich Odnóg. Wspaniale, ale jak zwykle to wszystko musiał popsuć staruszek, który zarządził, że musisz zejść, aby sprawdził jak jest z twoim zdrowiem. Każdego dnia to robił. Badał mięśnie, a z początku jeszcze jego ręce zrobiły się zielone i przynosiło to uspokojenie w lewej. Wzmacniało ją powoli, ale nigdy nie wróci już do pełnej sprawności. Będzie słabsza od prawej. Raz zapewne spróbowałeś się go nie posłuchać, ale wtedy się nie pieprzył trzeba powiedzieć. Odpalił trzecią bramę, chwilkę to zajęło, ale miał czas, wbiegł po drzewie natychmiastowo, był na dole, nagle na środku, a potem zatrzymał się przed Tobą. Sam opór powietrza był prawie jak uderzenie dla Twojego osłabionego ciała. Nie chciałbyś wiedzieć co by się stało jakby to Ciebie trafiło, to było piekielnie szybkie.
- Złaź na dół natychmiast! Drugim razem się nie zatrzymuję.
Działało to, wiedziałeś, że co innego to było niemalże śmiercią. Więcej nie spróbowałeś tego, ani się jego nie posłuchać jak wydawał rozkaz. Jak pojawiłeś się na dole staruszek złapał za twoje ramię, wydawałoby się, że brutalnie, ale nie sprawiał większego bólu, a jak podleczył to go zmniejszał nawet. Wymieniał opatrunek, był w mieście więc zakupił już normalne bandaże i zabezpieczał jak się należy. Trochę się znał widać na rzeczy, Rokuro opowiedział, że to przez niego nauczył się podstaw leczenia. Zawsze przychodził ranny, poobijany z treningów, przez to dziadek jak to czasem mówi go mocniej poturbował, ale pomagał. Jak spojrzałeś na niego wydawał się teraz młodszy od ciebie, a już tak się rozwijał. Kto wie kim zostanie w przyszłości.
- Mięśnie wydają się nawet w porządku. Powiem, że musisz zacząć ćwiczyć. Nadszedł już ten czas, mięśnie zanikają delikatnie, jak pozwolisz na dłużej możesz zostać prawie bezsilnym warzywem. Rokuro powie Tobie co i jak, ja pójdę do miasta uzupełnić zapasy. Wrócę jutro.
I natychmiast ruszył do chatki przygotować się do podróży. Młodzieniec uśmiechał się i początkowo pokazał parę ćwiczeń. Potem pozwolił uderzać i kopać w niego, a on będzie unikać. Trening poprzez prowizoryczną walkę, nierówną, dlatego nie atakował, ale też w żaden sposób nie szydził z ciebie. Szanował wolę walki zawsze. Tak minęły kolejne dwa tygodnie, na treningach. Z czasem już zaczął blokować twoje ciosy, a dzisiejszego dnia sam zaczął powoli atakować i zmuszać do nich, nie uderzył. Wracałeś do kondycji, ale dalej to jeszcze było nie tak jak powinno.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 17 mar 2017, o 15:47

Spadek wagi przy tak wątłym ciele, jakim dysponował Ayato dla wielu ludzi mógł być bardzo mocno odczuwalny. Na szczęście lub też nie, samopoczucie chłopaka stało na tak niskim poziomie, że gorzej chyba być nie mogło. Brak chęci do działania i ból w każdej części ciała doskwierały mu każdego dnia. Czuł jak słabnie, a mimo to nie miał ochoty z tym nic robić. Był zrezygnowany. Jedynie ciągłe napory Rokuro i dziewczynki ze snów, sprawiały, że się ruszał. Bez nich pewnie skończyłby marnie. Umarł w potwornych męczarniach.
Zanik mięśni był procesem nieuniknionym przy tak poważnej kontuzji. Zielonowłosy odczuwał go bardzo mocno. Chude, leczy bardzo wysportowane ciało chłopaka, było wręcz pozbawione tłuszczu, na rzecz niewielkich mięśni. Niesprawność ręki, doprowadziła do tego, że początkowo miał problemy nawet z uniesieniem dłoni ponad głowę. Gdy uświadamiał sobie, jak bardzo był słaby, zarazem chciało mu się śmiać i płakać. Nie potrafił, nie miał siły by utrzymać ciężar własnego ciała w powietrzu. Amatorska rehabilitacja, była jedyną rzeczą do której przykładał się Akimichi. Pomimo bólu, chciał odzyskać władzę we własnych kończynach. Na dłuższą metę, wydawały się przydatne w codziennym życiu, chociażby to trzymania butelki sake, o której marzył każdego wieczoru. Niedobór alkoholu w organizmie męczył młodzieńca. Chciał zapomnieć o bólu i kłopotach związanych z codziennym życiem. Zwyczajnie chciał utopić swoje problemy, by o nich chociaż na chwilę zapomnieć.
Zupełnie odwrotnie było ze sparingami. Walka ze znacznie silniejszym Rokuro nie sprawiała mu radości tak jak kiedyś. Nie czuł tej ekscytacji i podniecenia. Za każdym razem, gdy unosił pięści do góry, zadawał sobie pytanie – po co? Nie wiedział dlaczego walczy i czy jest mu to potrzebne. Jego zwątpienie nie wynikało z odniesionych ran. Nie tych fizycznych. To raczej nowe zadrapania na duszy, spotkały się ze starymi bliznami, a niewidzialna krew wypłynęła z bolesnych ran. Codziennie zmagał się ze sobą, czasem wysłuchując bezsensownych i irytujących kazań od Rokuro. Z walki nie płynęło już nic niesamowitego, a śmierć stała się nudna i monotonna. Bez litości zabierała wszystkich ludzi tak samo. Co takiego cudownego niegdyś w tym widział? Nie żałował przelanej krwi, ale nie czuł też potrzeby robić tego dłużej. Nie czuł potrzeby walczyć. Nie miał po co, za co i dla kogo, a mimo to trenował własne ciało dla wewnętrznej satysfakcji.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 18 mar 2017, o 15:36

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 51/x
Ayato

Obrazek
Te dwa tygodnie wracania do formy, odzyskiwania siły nie były takie złe. Było w tym trochę normalności, takiego zwykłego życia pozwalającego odpocząć od wszystkiego, uczucie, że ktoś o ciebie mimo wszystko się troszczył i dbał. Może Ayato tego nie dostrzegał, ale tak właśnie było, bo jak inaczej wytłumaczyć nawet codzienne badanie mięśni, posiłki i takie tam? Rozmowy z Rokuro, bo co innego zrobić? Podsumowując to wszystko dawało poczucie akceptacji w tym gronie, przez co mogły wyblaknąć wartości szaleństwa, a może to tylko szukanie dziury w całym po prostu. Po przeżywaniu tego wszystkiego zblakło mu to co lubił. Nie ważne, tutaj aktualnie nie był osądzany, a skoro się uspokoił to nawet lepiej przyjmowany.
Teraz powoli już zaczynało twoje ciało coraz lepiej funkcjonować, przez dwa tygodnie wróciłeś do formy i mogłeś konkurować z Rokuro. Dalej miał przewagę, chłopak się jeszcze rozwinął podłóg wcześniej, gdy ty tylko odrabiałeś co straciłeś. Po dwóch tygodniach nie czułeś wielkich urazów poza czasem małym bólem w lewej ręce jak nadużywałeś jej przez cały dzień. Przez noc się wyleczyła, nie był on zbyt dotkliwy, ale wyglądało na to, że zostanie. Kontuzja taka do końca życia. Dopiero wtedy nadchodził trudny moment w którym Ayato musiał podjąć ważną dla niego decyzję. Po półtorej miesiąca wyjętego z życia nadchodzi ten czas, ale panie mg o co chodzi? Już tłumaczę, nie chcę tylko spoilerować.
Przy wieczornej kolacji podczas normalnej kolacji dziadek poruszył ważny temat. Dzień był jak każdy, nie wychodziło na to, że miał przynosić on jakąś zmianę.
- Powoli doszedłeś do siebie, mięśnie bardziej się nie zregenerują. Twoja lewa ręka będzie zawsze delikatnie uszkodzona, więcej zbytnio nie mogłem zrobić. Teraz nadchodzi pytanie co dalej? Chcesz to kontynuować, ten trening, zdobyć moc którą widziałeś jak użyłem raz czy też nie?
Zapadła mała cisza czekająca na odpowiedź, ale to właściwie od niej zależało jak potoczy się dalszy część naszego wyrzutka, więc nie traktować tego jako nagle urwania rozmowy, a po prostu odpowiedź i jej przebieg jest zależny od tylko i wyłącznie ciebie.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 18 mar 2017, o 17:24

Lekko skubał tylko po talerzu, nie mogąc przyzwyczaić się do normalnego jedzenia. Chociaż przechodził przez sporą zmianę, to organizm nie chciał zaakceptować zbyt dużej liczby kalorii. Szybko się przejadał i czuł ból w żołądku. Nawet jeśli jedzenie staruszka było bardzo dobre, a on sam chciał się w pewnym sensie z nimi dogadać, to nie potrafił. Tak jak zawsze, skończyło się na tym, że odstawił sporą cześć kolacji na talerzu i odsunął go na bok. Podszedł do paleniska i sporym garnuszku zagotował wody, na zieloną herbatę, którą ostatnio bardzo mocno polubił. Jej zapach uspokajał chłopaka i pozwalał na moment zapomnieć o wszystkim. Stawał przy oknie i spoglądał w gwiazdy na niebie, które o tej porze wyglądały przepięknie. Niski poziom wilgoci na pustyni, sprawiał, że nie było zbyt wielu chmur, dzięki czemu mógł podziwiać złociste światełka, płonące w granatowej tafli.
Spojrzał na staruszka, który mówił do niego. Co miał powiedzieć? Pewnie miał w tym absolutną rację, a zielonowłosy musiał zaakceptować fakt, że na zawsze pozostanie z nim bolesny uraz. W końcu to wszystko było jego winą. Skutkiem jego niepohamowanej głupoty.
Co dalej? Dobre pytanie…
Wzruszył delikatnie ramionami. Nie miał pojęcia, nie miał planów, nie miał niczego. Uśmiechnął się delikatnie. Ironiczne fakty z jego życia, rozbawiały go za każdym razem. Nawet jego istnienie nie miało sensu.
Oparł się o ścianę, głowę odchylił mocno do tyłu i spojrzał na sufit. W drewnie nad sobą poszukiwał odpowiedzi. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym więcej pytań pojawiało się przed nim. Radosna postać wyimaginowanej dziewczynki, pisała czarnym atramentem po drewnianym stropie.
Dokąd pójdziesz? Czym się zajmiesz? Kogo zabijesz następnym razem? Czy będziesz potrafił odnaleźć się w społeczeństwie? Dlaczego się nie zabijesz?
Zwyczajne pytania przeplatały się z szeptami z przeszłości. Śmierć, która porwała niegdyś jego dusze, dręczyła go. Walczyła o swoje. Chciała odzyskać starego Ayato. Pragnęła objąć swoimi ramionami chłopaka i jak dawniej przykryć go ciemnością. Gdzieś, głęboko w nim, jego podświadomość wciąż chciała zabijać. Z całych sił walczył ze sobą, by nie dopuścić jej do głosu. Czuł się z tym dziwnie, bardzo dziwnie. Dwie skrajnie odległe od siebie cząstki istniały w chłopaku.

-Nie wiem. – wysyczał przez zęby. Był na siebie zły. Wyraźny grymas rysował się na jego twarzy. Tutaj był spokojny. Z dala od ludzi, nie był dręczony zbyt wieloma pokusami. Nie był groźny. Nie potrafił zranić Rokuro, ani staruszka. W pewnym sensie był trzymany za kołnierz. Z jednej strony nie podobało mu się to. Czuł jak jest ograniczany. Z drugiej zaś nie było w tym nic złego. W pewnym sensie był normalny. Jak pies na łańcuchu nie mógł nic zrobić, poza głośnym szczekaniem.
Cisnął porcelanowym kubkiem o ścianę i osunął się bezwładnie na podłogę, zakrywając przy tym twarz dłońmi.
-Nie wiem mam robić… - wydukał z siebie, chwiejnym głosem. Strach wyraźnie przemawiał przez niego. Co jeśli znowu zechce wykorzystać siłę, dla własnej przyjemności.
Wybuchnął śmiechem. Bezsensownym, pustymi nieco histerycznym. Był szalony, czym popisywał się nie raz. Ta szczypta szaleństwa nie opuściła chłopaka, wraz z zapałem do walki. Tliła się i czekała na okazję do cichej eksplozji.
Spojrzał na swoich towarzyszy. Po tak długim okresie czasu razem, chyba mógł ich tak nazwać. Był żałosny, a jego spojrzenie tylko utwierdzało w tym stwierdzeniu. Pozbawione błysku, czerwone ślepia chłopaka, kierowało liczne pytania w ich stronę. Czy jestem nienormalny? Dlaczego mi jeszcze ufacie?
Westchnął cicho. Nogi wyciągnął przed siebie, a ręce opuścił wzdłuż ramion. Zacisnął lekko zęby na dolnej wardze. Kątem oka spojrzał w bok, w kierunku wyimaginowanej przyjaciółki. Powoli się uspokoił.

-Tak. Nie przebyłem tak długiej drogi po nic. Nie wiem, co będzie dalej, ale nie chce odejść z pustymi rękoma. – jak do tej pory, jedynie stracił sprawność w lewej ręce. Fakt faktem, że i tak już była nieco słabsza. Świadom, że jego dalsza podróż będzie jednostronną walką ze sobą, chciał mieć jakieś możliwości do obrony. Był i tak na straconej pozycji względem losu. Chciał przeżyć.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 19 mar 2017, o 23:22

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 53/x
Ayato

Obrazek
Młodzieniec po zadaniu mu pytania przechodził przez dylematy. W głowię wielki kłębek myśli walczących ze sobą na podstawie w sumie doświadczeń, wspomnień, fobii oraz otaczającego aktualnie świata. Zmienił się to widać było i Rokuro z staruszkiem doceniali swoim towarzystwem, chociaż ten drugi był surowy, jak coś mówi oczekiwał wyników. Gdy dawałeś odpowiedź cicho dalej jedli, aż nie zacząłeś szaleć. Ciśnięcie kubkiem w ścianę zwróciło tutaj uwagę wszystkich, nastała cisza i mogłeś odczuć na sobie wzrok. Tylko westchnięcie Dziadka, który też puścił w talerz sztućce. Wstał podchodząc go ciebie, kiedy już siedziałeś na podłodze czując twardość drewna, a obok były kawałki po glinianym kubku. Na jakimś usiadłeś i wbijał się w zadek, ale nie zranił. Po prostu wkurwiał niemiłosiernie.
Wracając do tematu podszedł do ciebie i położył tobie dłoń na głowie, a po chwili w to miejsce przyłożył tak samo jak na obrazku w misji. Przez chwilę bolało, ale nie zrobił tego z pełnią siły, ba wiedziałeś, że to była tylko cząstka.
- Ty debilu! Lubiłem ten kubek. Jak nie wiesz co masz robić to jutro pójdziesz do Ningyō-shi z Rokuro i odkupicie mi go. Może znajdziecie coś do roboty i zarobicie trochę kasy, bo mam dużo wydatków. A co do tego co masz robić to czasem nie warto się zastanawiać, a po prostu ruszyć z wiatrem, to co podpowiada nam serce. Chcesz się zmienić? Mieć cel? Nie skupiaj się na tym gdzie jesteś, a gdzie możesz być obecnie wszystko jest możliwe. Może tego nie rozumiesz, żyjesz w innym świecie, ale czy on jest takim jakim chciałbyś aby był? Nie jestem tutaj jako dobra rada, twój dziadek, ojciec, ani nikt bliski, ale mówię to bo widzę, że jesteś jak huśtawka, a takie wybryki potwierdzają, że się gubisz. Po prostu nie myśl, zamknij oczy albo przywalę ci tak, że zapomnisz wszystko. Amnezja na jakiś czas to też jakieś rozwiązanie.
Widać było, że zaciągał rękawy już lekko ekspresywnie. Scena niczym z komedii, ale tutaj wstawił się Rokuro zatrzymując go, co było jeszcze bardziej komiczne. Po chwili się uspokoili, chociaż jeden i drugi nie traktował tego poważnie i po chwili się zaśmiali.
- Wstawaj. Może jeszcze wyjdziesz potrenować? Możesz się lekko wyżyć na mnie, ale nie będę dawać już forów, bo dostałbym wpierdol. Jak nie to pójdę sam poćwiczyć przed snem czeka nas jutro podróż.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 20 mar 2017, o 14:21

Huśtawka nastrojów targająca Ayato była koszmarna i dla niego samego w pewnym sensie przerażająca. Zastanawiał się nad sensem własnego istnienia i przyczyną swojej odmienności. Ta była jasna. Nieprzyjemna przeszłość chłopaka. Jakby się nie starał, nie potrafił stawić jej czoła. Zawsze była silniejsza, wracała silniejsza i przyciskała młodzieńca do ściany. Uświadamiała mu, że od zawsze był inny i na zawsze taki pozostanie. Jakby mocno się nie starał, był zwyczajnie zbyt słaby. Nie umiał tego zaakceptować. Nie wiedział, jak żyć w takim przekonaniu. Czy był w stanie udawać normalnego? Czy będzie w stanie odnaleźć się wśród ludzi?
Kawałki kubeczka wbijały się w chłopaka, a on nic sobie z nich nie robił. Miał to gdzieś, chyba zbyt długo nie krwawił. Nawet nie spostrzegł, gdy staruszek zbliżył się do niego. Był zbyt zaślepiony sobą i swoimi problemami. Może i go słyszał, ale nie bardzo chciał zwracać na niego uwagę. Tylko skarci go za jakiś stary kubek. Nie liczył na żadne współczucie, ani litość. Właściwie to nie chciał słyszeć żadnych komentarzy z ich strony. Poczuł dotyk na swojej głowie. Był dosyć dziwny i nietypowy. W pewnym sensie chyba ciepły i przyjemny. Takie uczucie było zdecydowaną nowością dla chłopaka.
Podobnie jak brutalny cios w twarz, chwilę później. Najpierw odrobina poruszającej troski, później szybko zamieniona na bezlitosną siłę. Poczuł jak twarz mu lekko zapulsowała. Cios był bolesny, ale nie na tyle by nie mógł wytrzymać. Zmarszczył nieco czoło i spojrzał stanowczo na swojego oprawcę. Z jego oczu bił gniew, tak sam jak sprzed kilku miesięcy. Cząstka starego Ayato wciąż w nim pozostawała i chyba nigdy nie będzie w stanie się jej pozbyć.

-Tylko tyle?! – spytał unosząc przy tym nieco głos i zacisnął mocno pięści. Nie miał zamiaru go atakować, bo doskonale zadawał sobie sprawę, że był na straconej pozycji. Wiedział, że to nie ma sensu. Znał swoje miejsce w szeregu. Jednak nie przeszkadzało mu to, by nadstawić kolejny policzek.
Afera o kubek, była nieco żałosna. Równie dobrze mógł po prostu wypaść komuś z dłoni. To tylko nic niewarty przedmiot, wiec po co drążyć temat. Poza niewielką ilością gliny, nie uległo zniszczeniu nic więcej. Drewniane ściany były wyjątkowo odporne na takie głupie działania.
Westchnął cicho z ironicznym uśmiechem na twarzy. Ruszyć z wiatrem. Szkoda tylko, że do tej pory zawsze musiał iść pod wiatr. Na przekór losu zaszedł tak daleko. Przeżył ponad osiemnaście lat, by znaleźć się w kropce. Teraz słyszała radę, która kazała mu zawrócić i cofnąć się do samego początku. Czy potrafił, przejść raz jeszcze obok tych samych ludzi i zamiast śmiania się w twarz, powiedzieć szczerze „przepraszam”. Ciężkie zadanie dla człowieka, który nie potrafił współczuć, a jego sumienie było bardzo ograniczone.
Spojrzał na Rokuro. Wyjątkowo się z nim zgadzał. Potrzebował wyjść na zewnątrz, na świeże powietrze i rozciągnąć się nie co. Poza tym było to lepsze, od słuchania gróźb o amnezji. Swoją droga, ciekawe jakby wyglądała u chłopaka, oraz jak wyglądałby proces wracania do siebie. Czy sam uznałby się za potwora i wystraszył?
Podniósł się z ziemi i otrzepał pośladki, z nieprzyjemnych kawałków porcelany. Posłał delikatny uśmiech w kierunku Rokuro. Wyżyć? Wbrew wszystkim przekonaniom, którymi chciał się kierować, brzmiało to bardzo kusząco i zachęcająco. Zerknął kątem oka na staruszka. Trochę jakby mu chciał powiedzieć – „sory, ale nie dziś”. Uśmiechnął się nieco ironicznie i był gotowy do wyjścia na zewnątrz.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 22 mar 2017, o 03:48

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 55/x
Ayato

Obrazek
Na pytanie czy tylko tyle staruszek spojrzał piorunująco, ale więcej nic nie zrobił. Po chwili zrezygnowany odpuścił. Było to uderzenie nie za kubek, a za sposób jego zbicia, ale chyba tego tłumaczyć nie trzeba w żaden sposób. Każdy normalny człowiek by się zreflektował. No tak tutaj akurat mieliśmy akurat wyjątkową sytuację w świecie, gdzie przeszłość dawała o sobie znać i pozostawiła wiele śladów w psychice. Czy nie było dla Ayato żadnego ratunku w tej kwestii? Cóż może, ale czy to coś złego? Wedle społeczeństwa i narzuconych mu standardów tak życia tak, ale wiele było mu podobnych. Bandyci, psychopaci i inni szaleńcy jeszcze nie okiełznani podróżujący po świecie, można byłoby szukać wiele przykładów z historii, albo nawet pewnie z obecnych wydarzeń tylko tutaj nie skupiamy się w wyprawie na tym. Staruszek udał się do swojego i Rokuro pokoju na dole, a wy wyszliście na zewnątrz trochę się porozciągać. Pomimo braku słońca nie było jeszcze tak zimno. Wiosna dawała się w znaki, podczas dni była coraz cieplejsza, a temperatura utrzymywała się nawet wieczorami, co prawda szybko spadała, ale kto by się tym przejmował. Normalna naturalna rzecz pustyni, że w nocy jest ziąb. Gdy już byliście na dole wpierw zaczął mówić młodzieniec.
- Zanim zaczniemy sparing chciałem coś powiedzieć. Nie miej złe staruszkowi za to co robi czy zrobił. Wścieka się, potrafi uderzyć, że zaboli, ale wiem, że nie potrafiłby ciebie skrzywdzić. To, że tak postępuje oznacza, że ciebie zaakceptował i jesteś tutaj mile widziany. Możesz zostać aż nie zdecydujesz co dalej, staruszek martwi się czy nie zrobisz czegoś głupiego, ale nigdy nie powie tego na głos nikomu. Tak samo jak pewnie nie zaproponuje wprost abyś tutaj został, ale właśnie to zawarł w wcześniejszej wypowiedzi.
Chwilę później jak zwykle przeszedł do rozgrzewki i wymusił to też na tobie. Mięśnie muszą być gotowe do walki w każdej chwile, ale dobre ich przygotowanie ułatwia ich rozwój, a przynajmniej tak go nauczył jego senpai. Kto nim był już więcej tutaj wspominać nie muszę. Nie była ona długa, ba wręcz wyjątkowo krótka jak na niego. Stanął w odległości około czterech metrów i przyjął postawę.
- To jak gotowy?
Gdy tylko potwierdziłeś Rokuro pierwszy raz rzucił się do ataku. A jak zacząłeś walkę bez tego to zrobił to samo co napiszę zaraz tylko spotkaliście się szybciej. Młodzieniec wcale nie miał w zamiarze czekać na twoje ruchy, a sam je wykonywać. Mogłeś być zaskoczony, ale także mogłeś uznać to za kolejny krok w rozwoju, a raczej wracania do siebie. Zaczął od ciosu w prawej ręki, potem kopnięcie, półobrotem. Mogłeś próbować zablokować, uniknąć, odpowiedzieć cios za cios czy cokolwiek. Szybkości swojej pełnej czy mocy z pewnością nie używał, ale dzięki temu widziałeś nadzieję na podejmowanie akcji i ich powodzenie chociaż jakiekolwiek.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 23 mar 2017, o 14:48

Zarówno Ayato, jak i staruszek byli strasznie uparci. Gdy dochodziło do niegroźnych konfrontacji pomiędzy nimi, nawet będąc na straconej pozycji, młody Akimichi nie miał zamiaru odpuszczać. Tak, był głupi, ale okazywać słabości pod postacią uległości nie miał zamiaru. Tym razem najwyraźniej mu się udało. Uśmiechnął się delikatnie, dumny ze swojego małego zwycięstwa.
Na zewnątrz było chłodno, a przynajmniej nie tak ciepło jak za dnia. Chyba ta różnica temperatur była w tym wszystkim najgorsza. W innych rejonach, gdy było zimno, było tak przez całą dobę. Tak samo było w lecie. Fakt, wieczorem ochładzało się nieco, ale nie tak mocno jak na pustyni.
Zaśmiał się cicho słysząc wywód Rokuro. Szczerze to nie bardzo go obchodziło, co o nim myślą i jak skończy się ta przygoda. Prawda była taka, że zielonowłosy nie przynależał do niczego i zdawał sobie z tego sprawę. Nie było warto się do nikogo przywiązywać. Fakt, pobyt na pustyni miał na niego spory wpływ i z pewnością zmienił się nieco. Chyba nawet bardziej niż nieco. Mimo wszystko nie miał zamiaru z nimi zostawać dłużej niż to konieczne. Problem w tym, że nie wiedział tylko dokąd się udać. Nie było miejsca na świecie, które go do siebie przywoływało. Potrzebował przystani, dla ludzi takich jak on. Dla ludzi rozbitych.

-Nie obchodzi mnie to. Niech robi co tylko chce. – westchnął cicho. Tylko niech nie miesza do tego Ayato. Nie potrzebował opiekunki. To jego sprawa, jeśli znowu wpakuje się w kolejne kłopoty. Trudno. Smutna prawda taka, że te trzymał się go wyjątkowo mocno. Gdzie tylko się nie udał, te podążały za nim. Nawet pobyt tutaj, był pewnego rodzaju kłopotem, zarówno dla niego, jak i dwóch mieszkańców oazy.
Odkąd mięśnie chłopaka nie były w pełni sprawności, wolał z korzystać z chwili na rozgrzanie ich. Miał dosyć budzenia się po nocach, z pulsującym bólem w głowie, ramionach czy innych częściach ciała. Rozgrzewka prowadzona przez Rokuro była całkiem przyjemna. Wymagająca nieco wysiłku, lecz niezbyt trudna.
Uśmiechnął się pierwszy raz od dłuższego czasu, gdy Rokuro ustawił się gotowy do walki. Miał niemała ochotę by roześmiać się, lecz stłumił to w sobie. Uniósł dłonie do góry, a delikatny dreszczyk przeszył cale jego ciało. Miał chyba ciarki na karku i nie wynikały one raczej z chłodu. Zacisnął zęby na wardze i zaklął w myślach na siebie. Nie podobała mu się ta ponowna ekscytacja. W głębi duszy może tego nieco potrzebował.
Początek tego luźnego sparingu nie zapowiadał się zbyt przyjemnie. Rokuro chyba od samego początku brał wszystko bardzo na poważnie. Ayato uniósł nieco wyżej lewą rękę do góry, by zablokować zbliżający cios i… Zawahał się. Czuł się niezbyt pewnie. Bał się, że jego ręką nie była jeszcze wystarczająco sprawna po ostatniej kontuzji, że nie da rady go zablokować. Prawie od razu odsunął się, by uniknąć zbliżających się dwóch ciosów.
Był wyjątkowo spokojny. Nie czuł ekscytacji, ani podniecenia. Wręcz przeciwnie, słyszał każdy swój oddech. Wdech i wydech. Każdy był taki odświeżający.
Nie chciał odpuść chłopakowi. Wręcz przeciwnie, chciał pokazać, że jest już w świetnej formie. Zaraz po kopnięciu, postanowił je skontrować. Wykorzystać chwilę nieuwagi, gdy się odsłoni i kopnąć go z całej siły w nogę na której utrzymywał cały ciężar całego swojego ciała.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 24 mar 2017, o 16:31

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 57/x
Ayato

Obrazek
Na twoją wypowiedź odpowiedział tylko cichym do siebie westchnięciem, nie było żadnego sensu tego dłużej drążyć. Wolał przejść do treningu, zanim chłód złapie wasze ciała. Przy wysiłku fizycznym było trochę cieplej, więc zimno nie było aż tak odczuwalne, ba nawet mogło być całkiem przyjemnie, bo nie spoci się nikt podczas walki. Może dlatego Rokuro lubił trenować wieczorami, jak już słońce się chowa przed oczami postronnych. Wydawało się to porą idealną o ile trzymało jego wskazówek, a teraz Ayato nie miał zamiaru olewać rozgrzewki. Wreszcie po niej przyszedł czas na sparing, który został dość ostro rozpoczęty przez młodego użytkownika bram, bo to, że od razu zaatakował bezpośrednio po raz pierwszy przez półtorej miesiąca trzeba uznać za takie coś.
Początkowo próbowałeś się zasłonić lewą, osłabioną ręką ale zacząłeś ją cofać aby uskoczyć przed atakiem i potem wykonać swój. Widząc to uczeń staruszka nie zezwolił tego Tobie dokonać. Przyśpieszył tak, że unik był niemożliwy i musiałeś jej użyć do obrony. Jak się okazało sprawdziła się dosyć dobrze przy pierwszym ciosie, może to nie było coś do czego zostałeś przyzwyczajony za czasów jej świetności, ale była w stanie używalnym i nie wywoływała zbytniego bólu obecnie. Kopniak z półobrotu nadchodził z drugiej strony zaraz po tym od którego udało już się oddalić, a następnie szybka próba wykorzystania sytuacji z podcięciem rywala. Jak widać był on świetnie na to gotowy, postawił na ziemi rękę zaraz za twoim atakiem i nim dosięgłeś nogi przeniósł na nią ciężkość ciała, szybko dołączył drugą i kopnął w brzuch, trochę zabolało i odrzuciło w tył.Walka trwała jeszcze trochę, była prawie wyrównana, a w jej trakcie nie udało się dosięgnąć Rokuro, chociaż było dosyć blisko. Przewaga nawet dość spora dalej po jego stronie. Wciąż brakowało głównie zapewne szybkości.
- Nie myliłem się już jesteś gotowy na trening bram o ile dalej tego chcesz. Zajmiemy się po powrocie z wycieczki.
Mówił to dość się uśmiechając. Po walce udaliście się na kolacje, którą jakby nigdy nic ponownie przygotował staruszek i rozeszliście po ciszy spać. Kolejnego dnia z samego rana była obiecana wycieczka do Atsui wraz z drewnianymi noszami i linami na ramienia. Przecież szliście na zakupy, a aby przetrwać w lesie wielkich palm trzeba zrobić je całkiem spore. Odkupiliście tam kubek, nowe zapasy wody oraz żywności do posiłków. Po wszystkim było dość późno więc o ile nie miałeś nic przeciwko powrocie wieczorem to nie zostawaliście nigdzie na noc. W innym przypadku jakiś zajazd, gdzie ponownie o świcie wyruszyliście z powrotem do miejsca treningowego. Od teraz przez najbliższe dwa tygodnie można powiedzieć zostałeś prawdziwym uczniem, ale o nich wspomnimy już niedługo.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 25 mar 2017, o 14:37

Przepaść dzieląca Ayato i Rokuro była niezwykle irytująca. Za każdym gdy myślał, że jest już blisko, że zbliżył się do chłopaka, że poczynił postępy i rozwinął się, ten zwyczajnie udowadniał mu w jak wielkim jest błędzie. Przechodził na kolejny poziom, zdecydowanie wyższy niż na początku i oddalał się jeszcze bardziej. Nie potrafił znieść tego uczucia, gdy się starał wyjątkowo mocno, ale był zbyt wolny by jego ataki dosięgły chłopaka. Nie umiał zachować idealnego balansu, pomiędzy precyzją, a szybkości i siłą. Za każdym razem czegoś mu brakowało. Ocierał się o ubrania chłopaka, nie mogąc go ani razu trafić, gdy ten zmuszał Ayato do blokowania jego ciosów, raz za razem.
Westchnął cicho. Może Rokuro uważał, że jest gotowy, ale zielonowłosy wątpił w swoje możliwości. Wciąż był bardzo slaby i szczerze mówiąc nie znosił tej swojej bezsilności. Nawet jeśli nie marzył o potędze, ani nie chciał więcej walczyć. Nie tak jak wcześniej. To i tak chciał umieć samemu się obronić. W świecie takim jak dziś, była to bardzo przydatna umiejętność. Na każdym szlaku, mógł się pojawić ktoś, kto zechce Ci wbić nóż w plecy. To zabawne, bo mniej więcej w taki sposób poznał Staruszko i Rokuro. Zaatakował ich wielkim kawałkiem drewna. Przerażającym był nieco fakt, że gdyby tylko chcieli, mogli go tam zabić na milion różnych sposobów i nikt by mu nie pomógł.
Ayato nie byłby sobą, gdyby pobyt w mieście przebiegł spokojnie. Pewnie gdyby nie obecność Rokuro, nie raz wpadłby się w bójkę. To niesamowite jak wiele problemów potrafi wyniknąć z prostych zakupów. Niegroźne próby oszustwa, czy naciągnięcie niewinnej ofiary i od razu, nerwy młodemu Akimichi o mało nie puszczały. Robił się cały czerwony. Takie zajęcia chyba nie zostały stworzone dla niego. Wolał spędzać wieczory w karczmach, gdzie wszystko miał pod kontrolą. Kupował gotowe potrawy, a później zatracał się w alkoholu. Później już go nic nie obchodziło. Czasem kończył gdzieś w błocie, czasem po prostu zasypiał przy stole. Nie musiał się niczym przejmować. Trzeba jednak przyznać, że taki żywot był żałosny. Idealny dla niego…
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 27 mar 2017, o 22:01

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 59/x
Ayato

Obrazek
Z miasta nie było możliwe przejście wieczorem, po paru kłopotach było po prostu za późno więc musieliście zostać w karczmie. Zostawiliście rzeczy w pokojach i zeszliście na dół, na kolację i trochę alkoholu dla towarzystwa, w normalnych dawkach, bo z samego rana mieliście wstawać i wrócić skąd przybyliście. Czy spałeś czy też nie o poranku zapukał młodzieniec w twoje drzwi, jak nie otwierałeś to dosadniej się dobijał, a w ostateczności sam wszedł do środka, aby ciebie obudzić i zaciągnąć z powrotem na pustynie. Z całym obciążeniem na plecach. Było to dosyć ciężkie, jak to niestety zapasy szczególnie tak spore. Wiele litrów wody przynosili aby starczało do kolejnego wypadu na miasto. Do lasu wielkich palm dotarliście późnym popołudniem, a niemalże wieczorem. Dużo dłużej się szło z takim dodatkowym balastem, a słońce nie dawało odpoczynku, krótko mówiąc napieprzało i kaptur na głowę konieczny, aby uniknąć udaru słonecznego.
- No cóż na dzisiaj chyba nam wystarczy tego treningu. Jutro zaczniemy na poważnie.
Zaplanowany dzień się skończył kolacją i każdy dostał wolny czas na wykorzystanie jak chce. Lewa ręka dawała o sobie lekko znać, że na dzisiaj to jej limit po noszeniu ciężarów. Dobrze, że tyle dała radę, może wcale nie jest aż tak bezużyteczna? Młodzieniec pozwolił sobie lekko zwolnić z tempa treningowego i w kuchni grali z staruszkiem w shogi, za każdym razem przegrywał, ale dawał wyzwanie. Widać, że w to też ćwiczył, bo samo puste ciało bez umysłu jest niczym. Mogłeś spróbować, może się uda i o ile nie znałeś zasad zostały one wytłumaczone. Tak też minął powrót do ostatniej codzienności po jednodniowej wycieczce. Z samego rana gdy wyszedłeś na szkolenie Rokuro już czekał.
- Dzisiaj zaczniemy pierwsze kroki do ośmiu bram, może pamiętasz czym one są, ale lepiej jak się powtórzę i przypomnę. Postaram się dodać parę informacji.
Zrobił chwilę przerwy czekając na jakiekolwiek potwierdzenie, machnięcie ręką, kiwnięcie głową, cokolwiek potwierdzające, że słuchasz.
- Bramy to specyficzne punkty, które blokują wewnętrzny przepływ chakry. Ciało jest ograniczone w funkcjach, dzięki temu po kolei zyskujemy jego pełnię możliwości, a nawet przekraczamy. Te limity chronią nas przed nadużywaniem tego i przedwczesną śmiercią, ale używane rozsądnie i aktywując je jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić kosztem uszkodzenia naszego ciała. W przypadku otwarcia wszystkich zdobędziemy moc z którą nikt się nie będzie mógł równać, ale nie zostanie z nas nic więcej niż popiół. Wcześniejsze poziomy w zależności od wyćwiczonego ciała, długości ich używania i poziomu są mniej szkodliwe. Ich kolejność przedstawia się następująco: pierwsza i druga mózg, trzecia i czwarta w rdzeniu kręgowym, piąta w przeponie, szósta w brzuchu, siódma w podbrzuszu, a ósma w sercu. Dalej jesteś pewien, że chcesz się tego uczyć?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1868
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość