Las wielkich palm

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 8 sty 2017, o 20:45

Można powiedzieć, że zielonowłosy był prawdziwym artystą. Grał staruszkowi na nerwach, jak wielki geniusz muzyczny. Niestety jego symfonia nie bardzo podobała się tutaj zebranym, no może z wyjątkiem jego samego. Dawała mu w pewnym sensie radość i dostarczała zabawy. Z początku na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Nie był on wyrazem złośliwości chłopaka. Był szczery, płynący z serca.
Dziwne prawda?
No niestety, takie były dziwne wartości chłopaka. Patrzył na świat z innej perspektywy. To trochę smutne, bo przez to ciężko mu było dogadać się z kimkolwiek. Pytanie tylko czy to wada. Był samotny, a to nie działa na żadnego człowiek dobrze. Zamyka się w sobie i doprowadza do szaleństwa. Myśli kłębią się i buzują, nie mając żadnego ujścia. Krzyczenie do księżyca nie jest rozwiązaniem. Samotność doprowadza nas do granic wytrzymałości, a niekiedy ściąga smutną śmierć. Nie taki był jednak koniec pisany prawie osiemnastoletniemu Akimichi. Nie był głupcem, nie był słaby by posunąć się do w jego odczuci, haniebnego czynu. Samobójstwo jest wyrazem słabości i dopóki miał siłę by przeżyć, nigdy by tego nie zrobił. Wracając jednak do samej samotności. Była częścią Ayato i zdążył się do niej przyzwyczaić. Nierozłącznie stanowił już z nią jedność jak ying i Yang. Nie przeszkadzała mu tak, a przynajmniej nie pokazywał tego po sobie, chociaż wewnątrz, możliwe że bardzo cierpiał, a nawet bardziej niż inni. Też był człowiekiem. Miał takie same potrzeby. Jeść, pić, spać. On też to robił. Tak jak mrok atakuje światłość, tak samotność atakował jego i tak jak światłość musi odpierać mrok, tak on musiał odpierać samotność, by się nie zatracić. Tylko czy to nie sprawiało, że nie ma dla niego żadnego ratunku. Kogo to obchodzi…
Podniósł się z parapetu i wrócił do środka pomieszczenia. Ostatni raz spojrzał w głąb pustyni. Pustka, która w oddali spotykała się z horyzontem. Może właśnie dlatego tak mu się tutaj podobało. Może dlatego tak ciągnęło go do tego miejsca. Pustynia była taka sama jak on. Pozbawiona życia, marzeń, okrutna, bez serca. Dokładnie taka sama jak Ayato. Już dawno umarł, na niczym mu nie zależało, nie miał marzeń czy ambicji. Zemsta, na ojcu? Chociaż budziła w nim różne emocje, to nie miał siły by czegokolwiek zrobić. Bywał okrutny, na każdy możliwy sposób. Krzywdził dla zabawy, zabijał, manipulował. Była najgorszym z ludzi. Nie, on już chyba nawet nie był człowiekiem. Był jak potwór, bestia pozbawiona serca i uczuć. Kierował się pustym instynktem, wolą przetrwania. Nie miał honoru, odwagi. Był śmieciem.
Zamknął okno nabierając ostatni oddech świeżego powietrza. Kolejny był już przepełniony aromatem silnych przypraw. Ciarki przeszły całe jego ciało, a żołądek wyraził swoje zaniepokojenie. Dla wielu mocne ukłucie, potrafiące skulić z bólu, dla chłopaka było jak nieprzyjemne wbicie palca w bok. Nie bardzo się tym przejął, chociaż na twarz odrobinę skrzywił się. Zacisnął pięści. Tak bardzo jak nie znosił jedzenia. Miał traumę z nim związaną, tak musiał to robić. Kolejne instynktowne zachowanie. By przeżyć, musiał jeść czy chciał czy nie.
Powoli podszedł do stołu, gdzie siedział ze Rokuro ze swoim starym mentorem. Zerknął na nich ukradkiem. Myślał o czymś? Nie, był pusty, wyraźnie było to widać w jego oczach. Czerwone ślepia wchodził w delikatny bordowy kolor. Gdyby były czarne, to można by było powiedzieć, że wyglądają jak czarna dziura. Nie było w nich nic. Żadnych uczuć, żadnych intencji. Czy on w ogóle żył?
Przysunął do siebie miskę i nabrał odrobinę makaronu do ust. Nie był zły, każdy normalny człowiek zjadłby je go z radością. Mimo wszystko, okrutna podświadomość chłopaka wyszukiwała w nim to co najgorsze. Gumowy, bez smaku, przesiąknięty tłustą cieczą, gdyby nie to, że był ciepły, pewnie już dawno by zwymiotował. Nie zjadł go za wiele, właściwie to zostawił większość. Trochę więcej ruszył warzyw. Były miękkie i rozgotowane. Wszystkie pozbawione tego co w nich najlepsze. Ich smaki wymieszały się ze sobą w zupie, której upił większość. Gdyby mógł to chyba żyłby o samych cieczach. Właściwie to da się, tylko co to za życie. Marne tak jak dania, którymi musiałby się odżywiać. Zmuszał się i było to po nim widać. Zawsze musiał to robić, o czym świadczyło jego wątłe ciało. Na szczęście był shinobi, zażywał sporo ruchu. Chociaż co to za szczęście, szybko spalał wszystkie nowo nabyte kalorie. Nie potrafił przytyć.
Chociaż skończył ostatni, to zdecydowanie zjadł najmniej. Dużo więcej dzióbał i męczył się niż spożywał. Spojrzał jednym okiem na staruszka, który chcąc, nie chcąc musiał zaczekać na chłopaka. Przez moment zastanawiał się czy powinien coś powiedzieć, czy powinien coś zrobić. Tylko po co? Nie warto.
Wziął sporej wielkości baniak z wodą w oburącz, przytulił go mocno do brzucha. Po co się przemęczać, pokazywać swoją siłę niosąc go w jednej ręce, gdy mógł równie dobrze zrobić to w dwóch. Poruszał nim lekko na boki, tak by rozbujać wodę w nim zawartą. Ciekawe czy z taką ilością byłby w stanie już wrócić. Pewnie tak, tylko czy pamiętał drogę. Wszystko dookoła wyglądało tak samo. Łatwo idzie się zgubić.
Kiwnął lekko głową na znak, że rozumie. Wszystkie ich zapasy były ukryte w jednym miejscu. Staruszek trochę głupio się zachował, wyjawiając to wszystko Ayato. Chyba doskonale sobie już zdawał do czego zdolny jest zielonowłosy, a mimo to sprawiał wrażenie, że mu ufa. Fakt, był silniejszy, ale co z tego, skoro jego oczy nie są w stanie sięgnąć wszędzie.
Pochodnią machnął raz w jedną, raz w drugą stronę. Ostrożnie tak żeby nie zgasła ale i nic nie zepsuć. Nie chciał wywołać pożaru czy zrobić komuś krzywdy. Po prostu ciekawiło go zachowanie ognia. Trochę dziecięca zabawa.

Pokój nie był duży, a mimo to miał w sobie coś wyjątkowego. Nie często zdarzało mu się nocować w takich miejscach. Dużo częściej robił to na stole w karczmie, gdy nie miał siły by wypić nic więcej, albo nawet gorzej, gdy go z niej wyrzucali i nie miał siły by w stać. To i tak była dosyć optymistyczna wizja. Większość życia, a przynajmniej tak to odczuwał, spędził w zamknięciu, za kratami. Chyba coś go dalej ciągnęło w tym kierunku. Dopiero co opuścił więzienie w Sabishi. Ciemność była jego matką, a szczury, podgryzające stare strupy przyjaciółmi. To cud, ze w ogóle przeżył, a właściwie to jego powłoka. Wewnątrz już od wielu, wielu lat był martw. Nie istniał w nim człowiek, tylko coś do niego podobne.

-Dobranoc. – mruknął, jednak na tyle cicho, że świst wiatru, przeciskającego się przez szpary w oknach, był w stanie zagłuszyć zielonowłosego.
Przykucnął przy kominku. Pochodnię przyłożył tak, by podpaliła drewno w nim ułożone. W między czasie wyciągnął z torby tytoń, owinięty w bibułowy papierek. Zaczekał, aż ogień rozpali się odłożył pochodnię do stojaka na ścianie, czy czegoś w tym stylu. Westchnął cicho. Przez krótką chwilę przyglądał się płomieniom. Żywe, ciepłe i radosne. Coś tak prostego, było fascynujące dla chłopaka. Dla pierwszych ludzi było pewnie podobnie. Chyba bardziej przypomniał jednego z barbarzyńców, żyjących przed setkami lat, niż… No właśnie niż kogo?
Zapalił papierosa i zaciągnął się delikatnie. Podszedł do okna. Oparł się ramieniem o framugę. W szybie widział swoje odbicie. Chyba swoje. W ustach, na czerwono tlił mu się papieros. W tle była ogromna pustynia. Nieśmiało wyciągnął rękę przed siebie. Spotkała się ze swoim odbiciem.
Trzask płonącego drewna w kominku.
Nie rozumiał ani siebie, ani otaczającego go świata. Jaki był jego cel w tym wszystkim. Pragnął jakiejś odpowiedzi. Nie mógł jej jednak otrzymać. Popiół powoli spalającego się papierosa spadł na ziemię, rozsypując się gdzieś po podłodze. Nawet nie zwrócił na niego uwagi. Westchnął cicho wrzucając peta do kominka. Czego chciał, czego pragnął? Nie wiem, zgaduję, że żyć.
Ściągnął z siebie najgrubsze warstwy ubrań, tak by wygodniej mu się spało. Położył się w łóżku. Chciał zasnąć, chciał by to wszystko się skończyło. Chciał być znowu wolny, teraz był zamknięty na pustyni.
Krzyk kobiety rozległ się w jego uszach. Skąd skoro nikogo tutaj nie było. To tylko głosy w jego głowie. Zaczynał się kolejny koszmar. Śmierć otuliła chłopaka do snu, a to był jej matczyny szepty na dobranoc. Trzask łamanych kości i płacz. Nie ruszał się, nie walczył z tym, chociaż zaczął się pocić. Zamknął oczy. Normalny człowiek nie widział nic, widział ciemność, czarną nicość. U chłopaka była ona czerwona i żywa. Jak świeżo wypływająca krew na podłogę z martwego ciała. Łapczywy w dech, jakby się dusił.
Usiadł gwałtownie, a wszystko ucichło. Palce wplótł we włosy, burząc ich układ. Zacisnął je mocno, jakby chciał wszystkie wyrwać. Bał się? Nie, to nie to. Nie czuł też wyrzutów sumienia. Chociaż nie pamiętał ich twarz, to duchy zmarłych były przy nim. Tak jak psychopaci zbierali jakieś pamiątki po swoich ofiarach, tak chłopak kolekcjonował głosy w głowie.
Sięgnął do torby i zjadł trzy różne pigułki. Nie widział na ile naprawdę mu pomagają. Po prostu robił to, bo nie było innego rozwiązania. Nabrał powietrza przez nos i wypuścił ustami. Spojrzał na własne dłonie. Zacisnął pięść i uderzył w łóżku. Odetchnął nieco z ulgą i położył się znowu.
Krzyk…
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 10 sty 2017, o 11:21

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 31/x
Ayato

Obrazek
Zarówno jak posiłek tak samo noc była dla naszego zielonowłosego męczarnią. Ludzie mówią, że jak przeżyło się piekło raz, to już zawsze się do niego wraca. W tym przypadku to była prawda, zamknięty w swoim świecie bez opcji widocznej opcji, aby się jakkolwiek zmienić. Ludzie są upartymi zwierzętami. Brakowało w pomieszczeniu zegarka, ponieważ przydałaby się świadomość jak idzie czas do przodu kiedy sen nie chciał nadchodzić przez koszmary, a poruszał się on bardzo powoli, podczas gdy jedyną atrakcją było oglądanie płomienia, który z czasem malał. Jeżeli miewało się dalej problemy z snem przez pół nocy można to zrobić, no chyba, że udało się jakoś w ciągu nocy zaczerpnąć chociaż chwili braku świadomości. Aż nadszedł ranek, ale jak to w zimę dalej było ciemno za oknem, więc ciężko się zorientować, świadczyło o tym pukanie do drzwi, a wraz z nim dźwięk głosu Rokuro.
- Za piętnaście minut będzie ponownie odgrzewany ramen. Szkoda marnować jak tak dużo go zostało, a potem wychodzimy na trening.
Co do jedzenia to wiele o nim nie ma co mówić, jeżeli przyszedłeś zapewne wyglądało jak wczoraj. Każdy zamyślony ostatecznie w swoich myślach planując dominację nad światem. Mogłeś zostać w pokoju, to jak tylko młodzieniec zjadł zapukał po Ciebie, ale był bez staruszka. Zresztą czy to różnica skoro on mógł w każdej chwili wyjść do was? Raczej nie, przez okno też mógł obserwować większość dworu, tylko pozostaje pytanie... Czy on to robił? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie czuć dało się jego wzrok na sobie.
- Chodźmy na dwór. Zaczniemy od ćwiczeń lekkich, a potem przejdziemy do opanowywania pierwszej bramy.
Na dole wykonaliście jakieś zajęcia w celu rozruszania mięśni, przygotowania ich na dalszą część dnia. To akurat nie trwało długo, kilka-kilkanaście minut i gotowi do dalszej części.
- Może zacznę od tego czym tak właściwie są bramy, bo wiesz, że zwiększają możliwości naszego ciała, ale nie wiele więcej. Razem jest ich osiem, a otwarcie wszystkich prowadzi do naszej śmierci dając nam siłę równą tej Boga, a przynajmniej tak powiadają, bo nie słyszałem aby ktoś tego użył w historii świata jestem jednak gotów w to uwierzyć widząc dalsze możliwości. Nazywają się one po kolei Hachimon Tonkou: Kaimon, Kyumon, Seimon, Shoumon, Tomon, Keimon, Kyoumon oraz Shimon. Zajmują się one kontrolowaniem przepływu chakry, ograniczaniem jej czyli chronią przed samozniszczeniem organizmu. Ta umiejętność polega na zdjęciu blokady na krótki czas. Łapiesz jak do tej pory?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2032
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 10 sty 2017, o 20:51

Zwyczajny sen, to chyba coś czego nigdy więcej nie będzie dane zaznać zielonowłosemu. Chora podświadomość męczyła go tylko gdy zaznawał chwili w spokoju. Nie pozwalała mu się odprężyć, zapomnieć o przeszłości. Na siłę przypominała mu jaki był, jaki jest i kim ma zostać. Potworem bez celu, ambicji. Demonem wypuszczonym na wolność, tylko po to by zbierał żniwa z niewinnych ludzi dla swojej ukochanej. Demonem zdolnym do rozwijania się, chcącym się rozwijać. Demonem poszukującym niewyobrażalnej potęgi. Tylko po co? Żadna siła nie była wstanie umorzyć jego cierpienia, uspokoić serca. Chciał jej dla siebie? No nie do końca. Chciał jej by móc żyć. Był jak rozbitek na bezludnej wyspie. Nie chcę tylko nie umierać, chcę żyć. Żyć tak jak tylko mam na to ochotę. W pełni wykorzystując swój czas, bawiąc się w najlepsze.
Alkohol był lekarstwem silniejszym, niż te które nosił przy sobie. W kilku procentach trunku, potrafił odpłynąć, zapomnieć o wszystkich problemach jakie go dręczyły, zapomnieć o całym świecie, przeszłości. Tylko gdy stawał się nieświadomy swojej osoby, mógł nazwać się człowiekiem. Był inny. Żądza krwi, szepty pobudzające go do działania znikały. Szum w głowie nieco przyćmiewał trzeźwe myślenie, ale nie było to takie złe. Był dalej agresywnym i wybuchowym ale nie tylko jemu się to zdarza, gdy głupota spowodowana alkoholem się budziła.
Krótkie drzemki, chociaż w nocy był niezwykle męczące, to nad ranem budził się w miarę wypoczęty. No może nie do końca wypoczęty, po prostu nie był zmęczony. Miał wystarczająco siły do dalszego działania. Siłę by stawić czoła kolejnym przeszkodom.
Leżał w drewnianym łóżku. Dłonie miał przyciśnięte do twarzy. Czuł nieprzyjemny pot na całej twarz, jednak niewiele mógł z tym zrobić. Wziął głęboki oddech ustami i wypuścił powietrze przez noc. Czuł ogromną potrzebę by zapalić, ale nie było to teraz najważniejsze. Ktoś pukał do drzwi. Nie był już jedynym który nie spał. Która w takim razie musiała być godzina. Nie odpowiadał. Nawet się nie ruszał. Nie chciał zostać usłyszany dopóki nie wyjdzie z pokoju. Chwilę po tym, gdy chłopak odszedł podniósł się powoli i podszedł do okna. Ciemne nocne chmury wciąż rozciągały się, aż po sam horyzont. Oparł łokcie na parapecie. Pustynia nic się nie zmieniła, tak samo jak on sam. Ciężko jest wypełnić tak wielką pustkę czymkolwiek. Nawet jeśli gdzieś tam żyli ludzie, byli daleko poza horyzontem.
Naciągnął na siebie nieco cieplejsze ubrania, papierosa zapalił, a włosy zmierzwił, by zaraz potem je nieco ułożyć na pamięć. Zerknął na swoje odbicie w lustrze. Uśmiechnął się delikatnie. Czuł odrazę a zarazem nieopisaną radość, na widok własnej twarzy. Kochał siebie i nienawidził jednocześnie.
Szybko dokończył palenie i peta wrzucił do ogniska.
Wyszedł z pokoju i poszedł do kuchni, ale nie miał zamiaru niczego jeść. Śniadanie było chyba najbardziej znienawidzonym przez chłopaka z posiłków. Nie potrafił niczego przełknąć o poranku. Na samą myśl o jedzeniu, było mu niedobrze. Wymęczony koszmarami nocy, nie miał wystarczająco dużo siły, by stawić czoła takiemu wyzwaniu.
Nalał odrobinę wody od metalowego kubeczka i postawił go nad ogniem. Podobno mieli gdzieś tutaj herbatę, więc w jej poszukiwaniu zaczął przeglądać wszystkie szafki. Miał ochotę napić się czegoś ciepłego, czegoś co pobudzi go nieco bardziej i da siły na dalszy dzień. Zaparzył nieco aromatycznego napoju, a później przelał go do porcelanowego kubka, czy czegoś w tym stylu. Chciał oddzielić herbatę od liści i patyków. Nie miał ochoty się z nimi męczyć.
Zabierając kubeczek ze sobą, wyszedł na zewnątrz. Oparł się plecami o ogromną palmę i przyglądał jak Rokuro się rozgrzewa. Nie komentował, bo wiedział jakim chłopak miał w tym cel. Mimo wszystko uważał, że jeśli coś ma się stać to i tak się stanie. Nawet podczas takiej głupiej rozgrzewki, gdy mięśnie są wrażliwe istnieje prawdopodobieństwo, że coś się stanie.
Kiwnął delikatnie głową na znak, że wszystko rozumie. Szczerze powiedziawszy, była to dosyć ciekaw informacja o ludzkim ciele i był otwarty na więcej więc nie miał najmniejszego zamiaru przeszkadzać chłopakowi w jego wyjaśnieniach. Najwyżej później będzie zadawał pytania.
Upił odrobinę herbaty. Rozejrzał się szybko dookoła w poszukiwaniu staruszka. Ciekawe co on teraz robił.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 12 sty 2017, o 11:45

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 33/x
Ayato

Obrazek
Ayato nie uczestniczył w rozgrzewce, ale to tylko wywołało uśmiech na twarzy Rokuro. Chyba wiedział czym to się skończy, ponieważ samo otwarcie bramy nadwyręża mocno mięśnie i takie niegotowe, będą dużo mocniej to odczuwać w późniejszym czasie. Nacierpi się to może zrozumie i następnym razem lepiej przygotuje do czegoś takiego, a teraz pozostanie tylko cierpienie, przecież czasu i sposobu myślenia postaci się nie zmieni.
- W związku, że jest to zdjęcie ograniczeń z ciała i przez pewien czas wykorzystywanie go w pełni to nasze ciało zostaje mocno nadwyrężane potem i kontynuowanie walki może być kłopotliwe dalej. Dzisiaj będziesz próbować otworzyć pierwszą bramę, Kaimon. Pierwszy i drugi z tych ośmiu najważniejszych punktów znajdują się w naszym mózgu. Brama otwarcia kontroluje przesyłanie energii do mięśni. Dzięki temu zamiast używać dwudziestu procent tak jak zawsze to jesteśmy w stanie wykorzystać z stu procent potencjału ciała, przygotowuje je do otwarcia pozostałych. Czujesz w sobie coś takiego?
W międzyczasie na horyzoncie pojawiały się jakieś dwie osoby dochodzące z Głębokich Odnóg. Ciężko było się schować jakkolwiek na pustyni, nie ma opcji nie zostać zauważonym, więc nawet nie starali się o to. Można szybko domyślić się kim oni są, przecież oczywiste, że bandytami, tylko oni mieszkają w tamtych rejonach i wie o tym każdy, ale czy nasz zielonowłosy? Nawet jak nie wiedząc kim są Rokuro widząc ich lekko westchnął z niechcenia.
- Zawsze wracają nie ważne jaki wpierdol im wpuścisz czy ich zabijesz. Co jakiś czas pojawiają się idioci chętni na lupy ludzi w tej osadzie. Meh to już drugi raz w tym miesiącu. Zajmij się nimi to wrócimy do ćwiczeń. Możemy to uznać za Twoją rozgrzewkę. Nie powinni być dla Ciebie problemem o ile jesteś gotowy opanować bramy, czy może się boisz?
Zbliżali się powoli, mogłeś poczekać, podejść do nich, pobiec, zaatakować cokolwiek. Obecnie oni nie wykonywali żadnych specjalnych ruchów, ale to nic dziwnego biorąc pod uwagę odległość was dzielącą. Jakieś pół kilometra? Twój mentor wziął się za ćwiczenia nie chcąc w żaden sposób pomagać.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2032
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 13 sty 2017, o 01:04

Teoria Rokuro na temat bram, wydała się Ayato nieco naciągana. Właściwie to w ogóle nie chciało mu się wierzyć w jego słowa, poza tymi, że bramy oferują znaczący wzrost siły. Wyciągnął nieco ręce przed siebie i przyjrzał się im dokładnie. Mięśnie chłopaka nie były jakoś wyjątkowe, ale z pewnością na nich opierała się cała waga chłopaka. To trochę absurdalne jak na Akimichi. Ilość jego tłuszczu, była prawie zerowa. Zacisnął pieści, później je rozluźnił. Dokładnie obserwował ruchy ciała tuż pod skórą.
-Sugerujesz, że moja moc wzrośnie pięciokrotnie? – zaśmiał się wyjątkowo głośno. Chyba pierwszy raz odkąd tutaj trafili, Rokuro rozbawił go tak mocno. Uśmiechnął się lekko w jego kierunku. Jeśli już pierwsza brama oferowałaby taką moc, to co kryje się za ośmioma. Pokręcił odrobinę głową na boki wyraźnie dając znak, że nie wierzy chłopakowi. Faktycznie mógł się zgodzić na jakiś wzrost siły, ale nie pięciokrotny. Tak samo jak nie wierzył w teorię o dwudziestu procentach. Może w przypadku ludzi, miała ona jakiś sens, ale nie gdy mówimy o shinobi, którzy i tak przekraczając wyznaczone normy. Mało tego, są świetnie wyszkoleni pod tym względem. Trenują od wielu lat, stopniowo pokonując kolejne granice. Gdyby osiągniecie pięciokrotnego wzmocnienia byłoby możliwe, każdy by się tego uczył, a przynajmniej każdy znałby tą technikę, nawet pomimo ogromnego ryzyka jakie za sobą niesie. Z czasem mięśnie same by się przystosowały do wykorzystywania tych stu procent.
-Zgaduję, że masz jakieś lewe info, ale ta teoria jest mocno przesadzona. To jest po prostu niemożliwe. Wystarczyłaby odrobina strachu, czy innych emocji, a pod wpływem zwykłej silnej woli ludzie przekraczaliby te dwadzieścia procent. Poza tym co jest po stu procentach? Sto jeden czy może już dwieście? To przeczy jakiejkolwiek logice i jest pozbawione najmniejszego sensu. Jaki byłby sen osiągania wyższych poziomów, jeśli wzrost mocy na nich, byłby w porównaniu do pierwszej bramy znacząco mniejszy. – uśmiechnął się drwiąco w kierunku chłopaka. Kierując się zdrowym rozsądkiem, w tym co mówił, była odrobina racji, a raczej było jej na tyle, by Rokuro nie był w stanie zaprzeczyć jego słowom. Nie wiedział co oferują wyższe poziomy bram. Sam do końca nie pojmował tej zdolności i nie był jej twórcą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby on sam się mylił co do niej.
-Zresztą, nawet gdyby to było sto procent, to dlaczego tak bardzo obciążają twój organizm? Przecież to nie jest nic poza normę. Nie przekraczasz limitów, a po prostu je osiągasz. – dodał zakładając ręce za kark. Z krótkiej opowieści chłopaka, zielonowłosy miał już swoją własną teorię na temat bram. Teorię mówiącą, że bramy właśnie przekraczają te standardowe dla ludzi sto procent, z czego wynika przemęczenie. Widział jak to wygląda u Rokuro. Widział jak jego ciało cierpi. Jeśli przez moment używał stu procent swoich możliwości, to do ilu później wrócił. Pięciu? Teoria Ayato miała nieco więcej sensu. Każda kolejna brama, zwiększała ten limit, kończą może na dwustu procentach.
-Ciekawe… - westchnął mrużąc delikatnie oczy. Dwie osoby zbliżały się z oddali. Ciekawe skąd się tutaj znaleźli i jak dawali sobie radę w dziczy. Jeśli byli zwykłymi bandytami, to trzeba przyznać naprawdę wyjątkowymi. Sięgnął do po narkotyk owinięty w bibułę. Zapalił powoli papierosa, a trujący dym wypełnił jego płuca. Uśmiechnął się delikatnie. Kątem oka spojrzał na chłopaka. Nie śpieszyło mu się nigdzie. Nie palił się do walki. Dostał jej zbyt dużo w ciągu ostatnich dwóch dni. Dokładnie, dostał. Niektóre części ciała dalej go bolały, a w innych miał masę siniaków.
-Źle się za to zabieracie. – uśmiechnął się delikatnie. Co znaczy śmierć obcej osoby dla jakiegoś rabusia. Ich pogląd na świat był wystarczająco mocno wypaczony, by być obojętnym na takie zajścia. Zwykłe ryzyko zawodowe. Przywiązanie czy miłość, u takich ludzi nie ma prawa bytu. Nie bez powodu ukrywali się na końcu świata. Gdyby chcieli pozostać niezauważeni, nie atakowali by tak bez sensu.
Nabrał odrobinę powietrza, pełnego dymu do płuc.
-Do piekła nikt nie chce wracać. – dodał z uśmiechem jakim jeszcze nie było widać na jego twarzy. Oczy mu zabłyszczały z podniecenia. Żądza krwi powoli wypełniała jego ciało. Mógł spróbować ich pobić, mógł ich zabić, ale co to za zabawa. Chciał poczuć słony smak łez i muzykę rozpaczy i zgrzyt kości.
-Byłeś kiedyś w piekle? – spytał bez zerkania na chłopaka.
Czym w ogóle jest piekło? Kto je stworzył i kto pierwszy się w nim znalazł? Jacy byli ludzie, którzy stworzyli taki koszmar, który odcisnął piętno na reszcie ludzkości.
Wyrzucił peta na ziemię i zakopał go w piachu. Skrzywił się odrobinę jakby z niezadowolenia. Zrobił to trochę nieświadomie, bez żadnego celu. Uniósł jedną dłoń do góry i pokazał środkowy palec chłopakowi. Tak, znowu go drażnił, ale robił to bo mógł. Dałby sobie rękę uciąć, że Rokuro chce ocenić jego umiejętności. Był niemalże pewien, że go nie zaatakuje. Dlatego mógł sobie pozwolić na taką swobodę. Bawiło go to.
-Gdy już ich załatwię, nie wtrącajcie się. – wysyczał przez zęby, które zacisnął. Nerwowo poruszał palcami. Ciekawe czy był na to gotów. Czy jego dwadzieścia procent było w stanie sobie poradzić. Nie ważne, po prostu musiał to zrobić. Zadać im takie cierpienie, że zaboli nawet tych, którzy na nich spojrzą. Dłonie wsunął do kieszeni, nabrał głęboki oddech i zamknął na moment oczy.
Wróciłeś…
Tak, mam coś bardzo ważnego do zrobienia...
Powietrze powoli wypuścił. Pustym spojrzeniem spojrzał na najeźdźców z dziczy. Wolnym krokiem wychodził im na spotkanie.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 14 sty 2017, o 19:49

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 35/x
Ayato

Obrazek
Słysząc twoje odpowiedzi młodzieniec tylko się zaśmiał początkowo. No cóż wiele jeszcze nie wiedziałeś, to był zaledwie sam początek, opowieść o pierwszej bramie, a już wysunąłeś dalsze teorie wyprzedzające materiał tak bardzo w przód, że szkoda nawet pytać. Chociaż Ayato o tym jeszcze nie wiedział nigdy nie osiągnie pełni możliwości tej mocy, bo aby to uczynić musiałby być bezklanowcem. Tego już nie oszuka. Gdy po chwili skończył się śmiać przejął ponownie rolę nauczyciela. Wolał odpowiedzieć na to.
- Sto procent osiągamy dopiero przy ósmej bramie. Nasze ciało jest przystosowane do temperatury trzydziestu sześciu i sześciu stopni celcjusza, w momencie jak zwiększamy nasze możliwości przykładowo też przegrzewamy się. Serce bije coraz szybciej, przy użyciu ósmej spalamy całą naszą chakrę i to doprowadza, że zostają z nas tylko prochy. Czyste samobójstwo. Chyba więcej nie muszę mówić, dlaczego większość nawet nie chce się uczyć tego poziomu i zatrzymuje się wcześniej. Już od dawna nikt tego nie używał nawet mimo antykreatora.
Dalej na Twoje słowa o piekle widać było zdziwienie. Na pierwszy rzut oka nie wiedział o czym ty mówisz. Piekło? Jedna z wersji chodzących po świecie pewnie wspomina o czymś takim, ale to dopiero po śmierci.
- Piekło?
Jedynie głucho powtórzył nie rozumiejąc tego. Szkoda tracić na to czasu i lepiej przejść do walki. To jej nie mógł się chłopak doczekać. Czy Rokuro go oglądał? Akurat w to miał wyrąbane, ponieważ rozpoczął jakieś swoje ćwiczenia. Jeżeli oni wrócą to ich zabije, jeżeli Ty to zacznie Ciebie uczyć, kalkulacja była w jego przypadku prosta i na byle kogo szkoda jest tracić czas. Co do złoczyńców to poza zniszczonymi ubraniami, starymi broniami i mimo lekkiego wygłodzenia ciężkiej budowy ciała, jeden cios byłby w stanie posłać na ścianę to niczym się nie wyróżniali. Zatrzymali się jak dzieliło was około dwadzieścia metrów.
- Życie Tobie nie miłe? Oddawajcie nam co macie to może je zachowacie. To jak?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2032
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 17 sty 2017, o 20:51

Interpretacja Ayato wcale nie była błędna. Wbrew pozorom, chłopak zawsze uważnie słuchał innych. Warto wysłuchać co ktoś ma do powiedzenia, nawet jeśli jego zdanie niekoniecznie interesowało zielonowłosego. Czasem można było usłyszeć coś ciekawego na tyle by kontynuować konwersację. Co ciekawe, nie przepadał za chamskim podsłuchiwaniem. Poszukiwaniem informacji na siłę, od ludzi którzy nie chcą ich udzielić. Nie chodzi tutaj o wymuszanie ich siłą, bo to zupełnie inna sprawa, a nagminne wypytywanie. Sam miał w tej kwestii jakieś limity. Uważał to za irytujące. Krew się w nim gotowała, a pięści same zaciskały. Zanurzenie czarnego ostrza kunai, w ciele to ułamek sekundy.
Niedopowiedzenia Rokuro i trochę fatalne sformowanie zdań, sprawiło że zielonowłosy wyciągnął wnioski takie jak było widać. Od razu dawało to inne spojrzenie na całą sytuację. Zamiast pięciokrotnego wzrostu siły już podczas pierwszej bramy, mieliśmy zwiększenie wydajności mięśni o kolejnych dziesięć punktów procentowych. Oczywiście licząc wszystkie bramy jednakowo, co również mogło być błędem. Nadal była to ciekawa opcja, ale czy jej konsekwencje były tego warte. Rokuro cierpiał gdy skorzystał z tej zdolności. Czy było to takie dziwne? Był silniejszy od Ayato, ale nie była to jakaś ogromna przepaść. Przynajmniej w to nie wierzył, a już na pewno jego poziom nie był nieosiągalny dla zielonowłosego młodzieńca. Możliwe, że pewnego dnia ich role się obrócą i to Akimichi będzie tym na górze.
-Antykreatora? – mruknął pod nosem, nie do końca rozumiejąc co on ma do tego wszystkiego. Właściwie to nie zrozumiał ani słowa z jego ostatniej wypowiedzi. Zerknął za siebie, marszcząc lekko brwi. Chciał tym wymusić jakieś dokładniejsze wyjaśnienia od chłopaka. Nie wyglądało to jednak tak, by miał je otrzymać. Chłopak szybko wrócił do swoich zajęć. Urocza rozgrzewka, bawiła zielonowłosego. Uśmiechnął się delikatnie i pokręcił głową na boki. Ciekawe jak wiele mu to da…
Spojrzał na dwóch mięśniaków z lekkim niezrozumieniem wypisanym na twarz. Nie zatrzymał się, gdy tamci to zrobili. Dwadzieścia metrów to był na tyle duży dystans, że mógł go jeszcze skrócić co najmniej o połowę. Bez słowa powoli zbliżał się do mężczyzn. Chciał w ten sposób pokazać, że się ich nie boi. Dłonie schowane w kieszeniach, zacisnął w lekkie piąstki.
-Cześć chuje. – chociaż jego głos był niezwykle beztroski, to w każdym momencie był już gotowy, by odskoczyć do tyłu w przypadku, jakiegoś agresywnego ruchu z ich strony. Nieco arogancki uśmiech namalował się na twarzy chłopaka. Przekrzywił głowę delikatnie na bok. Przyglądał się im, każdy ich ruch był istotny. Oczy mu zabłyszczały niczym szkarłatny rubin w blasku słońca. Pustka, to jedyne co można było o nich powiedzieć. Żadnych uczuć, żadnych niepotrzebnych trosk, a gdzieś w głębi kryła się żądza krwi. Wizja lekcji której nikt nie zapomni mroziła krew w żyłach innych i rozpalała Ayato. Nie potrzebował korzystać z bram, by jego ciało zmieniało temperaturę. Niewielkie rumieńce pojawiły się na jego policzkach.
Pokręcił lekko głową na boki. Chciał wyskoczyć z jakąś ambitną ripostą, ale żadna mu nie wpadła do głowy. Dużo lepiej mu wychodziło, sprawianie wrażenia psychopaty. Wróć, on nie sprawiał takiego wrażenia. On był niezrównoważony psychicznie. Ciężko powiedzieć, co kryło się za tymi oczyma bez życia.
-Przykro mi. – zadrżał, gdy wyimaginowany chłód delikatnie otarł się o jego skórę. Ciarki miał wszędzie. Od dawna tak się nie czuł. Było mu cudownie. Chciał już przejść do rzeczy, chciał by już upadli u jego stóp i błagali ale nie o życie, a o śmierć.
-Będziesz patrzył, a Ty cierpiał. – wskazał głową najpierw na jednego, później na drugiego. Uśmiechał się raz jeszcze. Jego uśmiech był niepozorny, jakby tylko żartował z koszmarnej rzeczywistości, którą miał już w głowie dokładnie przygotowaną i przemyślana.
Niestety siła mięśni Ayato, to było zbyt mało by wystarczyło na takich bandytów. By pozwoliła mu zabawić się na tyle ile chciał. Sięgnął jedną ręką do kabury, z której wyjął jeden kunai. Zakręcił kółko na palcu, po czym zacisnął go mocno w dłoni. Mrugnął jednym okiem w stronę bandytów. Posłał im wyzywającego buziaka i czekał. Czekał na ich ruch. Chciał by to oni pierwsi zaatakowali. By pokazali na ile ich stać. Drugą ręką sięgnął po wybuchową notkę z torby, jednak schował ją za plecami, by bandyci zbyt szybko jej nie zobaczyli.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA
1|21
WYTRZYMAŁOŚĆ
70
SZYBKOŚĆ
60
PERCEPCJA
20
PSYCHIKA
1
KONSEKWENCJA
8
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 18 sty 2017, o 20:40

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 37/x
Ayato

Obrazek
Młodziak się nawet nie żachnął za twoim zapytaniem o antykreatora. Najpierw musiałeś załatwić jedną sprawę, załatwić tamtą dwójkę. Zresztą czego tutaj nie rozumieć, jak on wojował po świecie to nikt z bramami mu się nie przeciwstawił. Mimo tego jakim był zagrożeniem nikt nie użył ośmiu bram, to ciekawostka. Kto nie załapał za pierwszym razem już okazji raczej nie dostanie. Gdy się nie zatrzymałeś widziałeś tylko na ich twarzach uśmiech. Byli właśnie potworami, dla którego zabijanie innych to też przyjemność. Skoro nie chciałeś po dobroci to istniała tylko jedna opcja, po trupach do celu. Ayato zna ten stan, chociaż czerpie go w pełni z zadawania bólu, a nie kończenia życia. Jakby nie było trzeba przyznać jedną rzecz, ta opcja zapewnia dużo więcej zabawy. No bo tak poderżniesz gardło i to już koniec, a tutaj? Pierwszy, paznokieć, złamana kość, żebro, a z każdym kolejnym ciosem coraz więcej krzyku wraz z wzrokiem proszącym o skrócenie męczarni. Nie ma tak łatwo, jeszcze jeden palec wygięty ponad stan normalności. Ah. Chłodny wietrzyk zawiał powodując lekką gęsią skórkę nawet przez grube ubranie, o poranku jeszcze nic się nie ogrzało w zimę. Dodatkowo dzisiaj było pochmurnie, więc wiele nie można się spodziewać. Było w okolicy dziesięciu metrów między wami, ale oni się nie zatrzymali, szli twardo do przodu. Po co? Przypieczętowałeś swój los, więcej czasu nie ma co tracić na zmarłych.
- Przestałeś kozaczyć?
Chciałeś aby się oni zbliżyli, ale takie zachowanie nie było spodziewane. Nie widziałeś obecnie żadnych luk, a gdy było między wami blisko sześciu metrów nagle zaczęli skracać dystans. Kunai nie zrobił na nich wrażenia, a notki nie zdawali się zauważyć, tylko jedno. Rozdzielili się. Zachodzili okręgiem z czego z lewej strony przeciwnik bez katany robił dużo większy łuk, dotrze chwilę później. Byli doświadczonymi bandytami to widać, ale szybkością nie dorównywali Rokuro, tylko... Czy ty im dorównasz?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2032
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 23 sty 2017, o 00:31

Pokręcił delikatnie głową na boki. Przestać? Nie, nigdy w życiu. Zielonowłosy dopiero zaczynał swoją zabawę w grę o życie. Nie ważne czy przeciwnik był silny czy słaby. Zawsze była równie emocjonująca. Krew w żyłach zaczynała wrzeć. Delikatne rumieńce zabarwiały policzki na czerwono. Chociaż ciało szalało, to zmysły chłopaka były wyczulone. Wdech i wydech. Niewielka, prawie niewidoczna chmurka pary unosiła się przed jego ustami. Zapach potu. Miał ochotę po prostu zamknąć oczy i rozkoszować się tym stanem. Nie mógł, ale wcale nie narzekał. Był to dopiero początek. Zgrzyt kości, ból i krew to wszystko wciąż było przed nim.
Niewielki uśmiech pojawił się na twarz chłopaka. Zabawne, bo nie do końca wiedział co zrobić. Chociaż sprawiał takie wrażenie, to nie był człowiekiem, który bez planu rzuca się na rywala. Zawsze musiał mieć jakiś plan. Nie zawsze się udawało. Wówczas był zmuszony do improwizacji. Niestety była ona dużo bardziej skomplikowana niż się wydaje. Prędzej czy później, lekkomyślne czyny musiały utworzyć jakiś plan – drogę do przeżycia.
Spojrzał raz na jednego, później na drugiego mężczyznę. Był otoczony i to w tym wszystkim najbardziej mu się nie podobało. Jeden z nich nie był uzbrojony, ale nie był to zapewne przypadek. Mniej lub bardziej, był wyszkolony w walce wręcz, w innym przypadku dzielący ich dystans byłby większy. Zacisnął mocniej kunai w dłoni i westchnął cicho pod nosem. Myśl o zbliżającej się walce, o mało nie wywołała w nim śmiechu. Nie opisanego, szaleńczego śmiechu z podniecenia.
-Czas zacząć zabawę. – mruknął, a właściwie to wyszeptał do siebie na tyle cicho, by nawet stojący tuż obok napastnicy mieli problem z usłyszeniem chłopaka. Poczuł jak coś oplata jego szyję. Nie przejął się tym. To wyimaginowana śmierć czuwał nad losem chłopaka. Była gotowa by zebrać kolejne żniwa z rok zielonowłosego. Czerwone oczy chłopaka, pochłaniały wszystko co widział w niekończącą się nicość. Był człowiekiem? Nie, na pewno nie. Sprawiał wrażenie potwora, bestii o tylko jednym celu – zabić.
Wyrzucił czarny nóż w mężczyznę bez broni. Nie był to pierwszy lepszy rzut. Celował, nawet jeśli nie był mistrzem precyzji. Dlatego wybrał najłatwiejsze miejsce do trafienia. Brzuch, a dokładnie okolice przepony. Tuż pod mostkiem.
Nie czekał długo na swój kolejny ruch. Właściwie to w ogóle. Był otoczony i musiał działać. Od razu ruszył przed siebie. Nie chciał mieć rywali po swoich bokach, a raczej za plecami. Jeszcze lepiej by było, mieć ich przed sobą. Wolną ręką sięgnął po kolejny kunai. Z reguły spotkanie gołej dłoni z ostrzem nie kończyło się zbyt dobrze, więc wolał tego uniknąć. W biegu płynnie obrócił się, by stanąć twarzą do napastnika. Nie zatrzymał się, lecz nieco wolniej cofał się. Każdy krok stawiał w miarę ostrożnie. Trudny teren jakim był piasek nie był najlepszym dla Akimichiego środowiskiem. Nie chciał się przypadkiem wywrócić. Ręce uniósł do góry. Trzymał gardę. Był gotowy spróbować odeprzeć atak katany.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 25 sty 2017, o 12:34

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 39/x
Ayato

Obrazek
Wiatr lekko powiał włosami i wstrząsnął ciałami z zimna tuż przed rozpoczęciem prawdziwej potyczki. Na szczęście przychodziła ta cieplejsza pora dnia i temperatura dużo się podnosiła, lecz jak to w zimę, dalej pozostawała ona niska. Od tyle, że bardziej znośna, ale aby poczuć to ocieplenie wypadałoby przeżyć. A czy to mogłoby się stać wraz z pierwszą wymianą ciosów? Wątpliwe, chociaż jedna i druga strona jest przekonana o swoim końcowym zwycięstwie. Ayato wyrzucił w jednego przeciwnika kunai'a, a zaraz po tym wyciągnął drugiego w celu obrony przez kataną. Cóż o ile pierwszy przeciwnik poszedł dość z górki, po prostu trafiony obecnie wykrwawiał się na śmierć to z człowiekiem. Dostał pięknie w brzuch od razu pokazując czerwoną plamę na nim, z takiej odległości nie mógł uniknąć wraz z swoimi umiejętnościami. Problemem był człowiek posługujący się kenjutsu, postanowiłeś walczyć w jego dziedzinie i to niestety okazuje się nie za bardzo skutkować. Były głównie trzy przyczyny takiego obrotu spraw. Po pierwsze nie za bardzo nadążałeś za jego szybkością wzrokiem, która była ostatecznie równa z twoim ciałem. Po prostu jego ciało delikatnie szybciej reagowało na to co się dzieje w walce. To samo jeżeli chodzi o siłę jego ciosów w której miał przewagę. Ostatnią sprawą i najważniejszą to było po prostu większe doświadczenie, umiejętność walki w zakresie wymiany ciosów bronią. Było to widać już po dwóch trzech uderzeniach w których nadrobiłeś cofając się, tym samym zasłoniłeś luki, które miałeś tylko na chwilę, nie mając czasu nawet zmienić strategii będąc tak blisko przeciwnika i wraz z czwartym przeciwnik postanowił zaryzykować aby ciebie dorwać. Prześlizgnął się po twojej broni, zrobił krok w przód i dosięgnął wbijając się czubkiem katany w prawe ramię. Czarny kawałek metalu z dłoni wpadł w piasek. Na tyle dobrze, że udało się tobie jakoś lekko zmienić tor ataku, tym samym nie przebił płuc. Po tym ją wyciągnął i odskoczył, a krew się lała i poruszanie ręką jest bardzo utrudnione. Między wami były cztery metry różnicy, jednak to tylko chwilowe, bo nie wyglądało abyś dostał odpoczynek, wróg ruszył z zamiarem kontynuowania swojej skutecznej walki.


Prawa ręka krwawienie, wbita katana była na około 5 cm w mięsień. Raczej się nią nie posłużysz już w tej walce używając siły, a jakiekolwiek inne spowoduje szybsze krwawienie.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2032
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 6 mar 2017, o 21:08

Śmierć jednego z dwóch mężczyzn, nie odbiła zbyt wielkiego wrażenia na chłopaku. Właściwie to w porywie walki, szybko zignorował ten fakt. Umarł to umarł, nie było sensu drążyć tematu. Większym problemem, był drugi z napastników. Wciąż stał i radził sobie bardzo dobrze, w walce przeciwko młodemu Akimichi. Ciężko było wymyślić na niego sensowną taktykę. Właściwie to, poza pustym naporem siły, nie miał żadnego innego pomysłu.
Zacisnął lekko zęby i syknął z bólu, gdy czerwone smugi, zaczęły cieknąć po jego ręce. Krew niewielkim strumykiem spływała po same koniuszki jego palców i kapała na ziemię. Każdą krople odczuwał bardzo mocno. Jego rana płonęła, a cała ręka delikatnie drżała. Chciało mu się śmiać, gdy zdawał sobie sprawę jak mocno ma przejebane. Delikatny uśmiech sam pchał się na jego usta. Językiem przesunął po wardze. Był podniecony, chociaż w każdym momencie mógł zginąć. Nie bał się, a wręcz przeciwnie. Błysk w jego oczach, był jak wyzwanie. Za plecami bandyty widział bladą kobietę, owinięta w stare, czarne i zniszczone szmaty. Uśmiechała się do Ayato i drażniła chłopaka, biorąc w swoje objęcia opryszka. Zielonowłosy czuł się zdradzony i zarazem odrzucony. Z jednej strony rozważał opcję pozwolenia jej zrobić swoje, z drugiej strony chciał ją odzyskać.
Parsknął cicho śmiechem i zacisnął palce u krwawiącej dłoni. Wciąż był w stanie nią ruszać, a to już coś. Czuł jak krew szybciej opuszcza jego ciało, ale nie przeszkadzało mu to. Nie trwało to jeszcze zbyt długo, więc śmiało mógł raz jeszcze zaryzykować własnym życiem. Martwił się tylko faktem, że był zmuszony do użycia zdecydowanie słabszej ręki. Niestety nie był oburęczny. Zacisnął zęby i doskoczył błyskawicznie do przeciwnika. W biegu wymienił z nim spojrzenie wyrażające więcej niż jakiekolwiek słowa. Miłość, nienawiść. Wszystko można było dostrzec wciągu tej sekund, w czerwonych ślepiach chłopaka.
Ryzykował wiele. Stawiał na szali własne życie, ale nawet przez sekundę się nie wahał. Mógł zyskać więcej niż stracić. Mógł zdobyć aprobatę swojej wyimaginowanej i ukochanej śmierci. Pragnął jej. Wyciągnął lewą dłoń przed siebie i na tyle ile było to jeszcze możliwe, spróbował złapać mężczyznę za nadgarstek i uniemożliwić mu chociaż na moment zadanie ciosu. Prawa ręka nie była sprawna na tyle, by móc nią atakować. Więc postanowił użyć do tego nogi. Nie obchodziła go uczciwość ani honorował walka, więc najpierw wycelował w krocze, a późnej - o ile była taka możliwość - poprawił kilkukrotnie atakując brzuch.

Gorzej wyglądała sytuacja, jeśli przeciwnik zwyczajnie wystawił katanę do pchnięcia. Nie chciał się na nią nabić, jak jakiś idiota. Nie chciał też ułatwić mu zadania zbyt mocno, więc wolał wyczekać dogodnej okazji i wtedy spróbować go złapać i obezwładnić. Wykonując uniki, starał się odskakiwać szybko w bok, próbując stworzyć sobie dogodną okazję do kontrataku.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 7 mar 2017, o 16:19

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 41/x
Ayato

Obrazek
Krew z prawej ręki powoli kapała i sączyła się. Zdenerwowany wyrzutek postanowił obejść się bez jej pomocy przy walce z kataną, ale jej zasięg sprawiał kłopot i należało wyczekać okazji, ponieważ wróg po odskoczeniu zaczął nacierać. Pojawiła się ona kiedy atakował od góry, chciałeś go złapać lewą ręką za nadgarstek, ale było to delikatnie zbyt późne. Może i miałeś wystarczająco szybkości na wykonanie tego, ale twoja percepcja nie nadążała za jego ruchami tak dobrze, aby znaleźć idealny moment do wykonywania swojego planu. Udało mu się wbić dość głęboko w twoje ramię porażając bólem, gdybyś go nie zatrzymał to pewnie odciął by całą rękę. Opadła ona z sił, ale nie była więcej potrzebna wywołując uśmiech wroga, który chciał użyć dalej swojej siły i odciąć tobie kończynę do końca, ale wtedy kolano dosięgło jego przyrodzenia i znokautowało. Jedno było pewne dzieci więcej po takim uderzeniu nie będzie posiadać. Zwił się z bólu i upadł na ziemię zdany na dalszą łaskę naszego mocno krwawiącego bohatera, który mógł się nad nim dowolnie znęcać zaczynając od kopania w brzuch. Broń dalej była w twoim ciele, ale to nie ważne, przecież masakrowanie przeciwników było ważniejsze, a szczególnie tych żywych. Mogłeś jej się pozbyć prawą ręką, ale lewa była całkowicie niesprawna. Zwisała i krwawiła okropnie. Nie wiedziałeś czy kiedykolwiek odzyskasz w niej władzę. W trakcie torturowania wroga dobiegł młodzieniec, który złapał ciebie za w miarę zdrowe ramię będąc gotowy do przyjęcia ataku i uniku. Widać było na twarzy lekką panikę widząc w jakim stanie byłeś. Blady cały na twarzy, lekko oblany potem. Jedyne co szczęśliwe dla postaci twojej to to, że przeżyłeś więc mogłeś być warty nauki. Jeszcze. Te rany bez szybkiego opatrzenia nie zagoją się.
- On już nie żyje. Szybko chodź do staruszka, bo jak tak dalej będziesz krwawić to zginiesz. Może on coś wymyśli.
Rokuro miał rację. Drugi bandyta już nie żył pod lawiną ciosów. Teraz chyba warto go posłuchać, bo zostając tak czeka jedynie śmierć na piasku.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2032
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 7 mar 2017, o 17:27

Głupota ludzka często nie zna granic, a Ayato był chyba tego najlepszym przykładem. Zatracony w żądzy krwi, nie myślał o konsekwencjach swoich czynów. Nie obchodziło go to, że mógł zginąć czy stracić kończynę. Gorąca krew, która spływała po jego ciele tylko pobudzała chłopaka do działania. Był gotów do wielu poświęceń, nawet tych największych. Nawet jeśli jego ciało było wykończone. Czerwone smugi, które wypływał z ran chłopaka niczym łzy ale on chciał jeszcze więcej. Solidny zastrzyk adrenaliny otumaniał chłopaka do granic możliwości. Ból, wzrok czy nawet słuch. Każdy z jego zmysłów działał niewłaściwie.
Mężczyzna upadł u stóp zielonowłosego, a ten nie miał zamiaru mu odpuszczać. Pomimo katany wbitej w bark, naskoczył na mężczyznę i obijał się od niego jak na trampolinie. Był szczęśliwy jak małe dziecko. W uszach rozbrzmiewał mu dźwięk łamanych kości. Śmiał się rozbawiony, chociaż oczy szkliły mu się od łez. Ciężko było powiedzieć, z czego one wynikały. Nie była to oznaka radości, ani bólu. Z zaciśniętymi zębami, był w stanie poradzić sobie chyba z każdym. W głębi serca zdawał sobie sprawę z tego, że jest potworem. Powinien tu zginąć, tak by było najlepiej dla niego i świata. Mimo to, znowu przeżył, znowu mu się udało. Dlaczego płakał, skoro nie obchodziły go takie pierdoły?
Ciepła dłoń Rokuro sprawiła, że Akimichi uspokoił się i odwrócił gwałtownie w kierunku chłopaka. Był pusty. Oczy Ayato pochłaniały wszystko co tylko znalazło się w ich zasięgu, chociaż sam widział niewiele. Świat wydawał się być rozmazany i pełen we krwi. Wszystko pochłaniała nieokiełznana pożoga, a w jej samym środku, niczym demon stał właśnie on.
Gotów pożreć kolejne ofiary, nie potrafił. Nie mógł się ruszyć. Nie władał nad własnym ciałem. Nie potrafił zaatakować chłopaka. Obie ręce odmawiały mu posłuszeństwa.

Rany? Spojrzał najpierw na swoją prawą rękę, z której obficie wypływała krew. Uśmiechnął się lekko. Czerwona ciecz wyglądała tak pięknie. Wzrokiem przesunął wzdłuż ramienia, aż do samych palców. Krew zbierała się pod nim, tworząc sporej wielkości plamy. Syknął cicho z bólu, gdy emocje z niego schodziły, a katana wciąż była w jego drugim ramieniu. Chciał się jej pozbyć, ale sam nie potrafił. Nawet gdyby uniósł rękę do góry, nie czuł się na siłach, by zacisnąć palce na mieczu.

-Wyciągnij to gówno. – odparł ze spokojem. Głosem pozbawionym jakiejkolwiek nienawiści. Pomimo wulgarnych słów, był wyjątkowo miły do wysłuchania.
Nie obchodziło go to, że wyjęcie miecza tylko przyśpieszy krwawienie, a nieumiejętnie wyciągnięte ostrze mogło uszkodzić jego rękę jeszcze bardziej. Miał to gdzieś. Irytował go fakt, że kawałek żelastwa był w niego wbity. Prędzej czy później i tak musiałby się go pozbyć, więc zwyczajnie wolał to zrobić szybciej.
Nie wyglądał na skorego do kłótni. Duża utrata krwi sprawiła, że szybko słabł, tracił energię i robił się śpiący. Pomimo tego, wydawał się myśleć bardziej rozsądnie niż w przypadku wszystkich poprzednich spotkań.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 8 mar 2017, o 00:54

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 43/x
Ayato

Obrazek
Rokuro nie komentował tego jak postąpiłeś z wrogiem, ani uśmiechu. Uznawał to już za lekką nieobliczalność ze względu na adrenalinę, był gotowy do uniku i wydania ciosu tobie, ale nie został do tego w żaden sposób zmuszony. Natychmiastowo posłuchał się z wyjęciem katany nie wiele myśląc, ale czy to przyśpieszyło upływ krwi? Wątpliwe, tego i tak było sporo przez co miałeś zawroty głowy. Oczy powoli się zamykały. Zmęczenie nagle dopadło całe ciało jak i umysł. Zaczęliście biec, ale zwalniałeś, a widząc to chłopak zdążył złapać twoje ciało nim upadło na ziemię zostawiając za sobą ślady z krwi na lodowatej pustyni. Przecież był dopiero sam początek wiosny. Nastała ciemność, śmierć objęła ciebie swoimi ramionami i nie chciała z nich wypuścić. Nie byłeś świadomy niczego, nawet koszmary nie chciały przyjść, ponieważ byłeś bardzo osłabiony. Wydawało się, że to będzie koniec wszystkiego, ale ktoś walczył o życie takiego wyrzutka, mimo wszystkich zalet i błędów. Nie wiadome było czy to się uda w żadnym stopniu, stan był o wiele poważniejszy niżby się wydawało, a do tego brak medyka czy specjalistycznych rzeczy z pewnością dawał się w znaki, robione było co można. Z tego wszystkiego dochodziły do ciebie tylko niektóre zdania, nie mające sensu.
- Pomóż mu.
- On umiera. Szybko rozerwij jakiś materiał.
- Wysoka gorączka, beznadziejne rany, niezrozumiałe majaczenie.
- Czy on umrze?
- Zrobiłem co mogłem. Dalej musi sam walczyć o siebie.
Potem nie było już niczego. Świat rzeczywisty odpłynął daleko, ale to nie oznaczało, końca przygody dla Ayato, jeszcze nie. Mogłeś otworzyć oczy widząc pokój w którym wcześniej leżałeś. Byłeś cały obolały, wszystko od wewnątrz piekło z powodu zbyt wysokiej temperatury, brak krwi powodował zawroty w głowie i brak jakichkolwiek sił na nawet podniesienie chociażby jakiegokolwiek palca u ręki. Prowizorycznie na ranach poskręcane kawałki materiału z jedwabiu. Nie wyglądały na części któregokolwiek z nich stroju jaki posiadali na sobie staruszek i Rokuro, ale były to części jakichś ubrań. Na lewej ręce było ono zakrwawione. Stan był krytyczny. Powoli wyrywałeś się z objęć śmierci, ale dalej nie było powiedziane, że przeżyjesz. W każdej chwili mogło się to pogorszyć dając stały tobie sen. Głos jak chciałeś powiedzieć cokolwiek niemalże zostawał w gardle zamieniając wypowiedziane zdania w majaczenie, a obraz był rozmazany, jednak nie widziałeś nikogo obok siebie.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2032
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 8 mar 2017, o 23:40

Pustka ogarniała chłopaka. Poza nieskończoną ciemnością nie istniało nic innego. Nie czuł bólu, zimna ani żadnych emocji. Był jak powoli rozpadająca się skorupa. Bez sensowne dźwięki rozbrzmiewały nad jego głową, ale żaden nie docierał do umysłu chłopaka. Powoli umierał, gdy ktoś zupełnie obcy walczył o jego życie. Chłodne ramiona śmierci oplotły jego ciało. Jej palący dotyk pozostawiał ślady na skórze w postaci trwałych blizn.
Nastała cisza i wszystko znikło.

Umarł?
Pisk w uszach obudził chłopaka. Głowa mu pękała z bólu, a jedyne co mógł zrobić to zacisnąć mocniej zęby. Białe szkliwo zazgrzytało pod naporem siły. Z kominka dobiegł trzask palącego się drewna. Chciał się poruszyć, złapać za pulsującą głowę, ale jeszcze większy ból przeszył cale jego ciało. Jęknął trochę jak małe dziecko. Powoli otworzył oczy. Ciemność zaczęła nabierać kształtów, chociaż wciąż brakowało jej ostrości. Z trudem przełknął ślinę przez gardło.
Chciało mu się śmiać. Powinien umrzeć, a mimo to znowu udało mu się przeżyć. Dlaczego? Ktoś taki jak on już od dawna nie powinien stąpać po tej biednej ziemi. Zostawiał za sobą tylko ślady zniszczenia. Brał ile tylko mógł i niczego nie dawał w zamiana. Jedzenie, picie i życie.
Nie czuł własnych rąk. Napiął nieco mocniej mięśnie brzucha i z użyciem odrobiny siły spróbował się podnieść. Niestety, nieskutecznie. Nie tylko ręce odmawiało mu posłuszeństwa, ale cale ciało. Uniósł się na kilka centymetrów i z hukiem upadł na twarde łóżko. Jęknął z bólu, wywołanego niewielkim wstrząsem. Chociaż normalnie nie było to nic groźnego, tak teraz jego ciało by delikatne jak wykałaczka. Wystarczył najmniejszy błąd, by ją złamać.
Bezwładnie opuścił głowę na bok. Cała jego ręka wyglądała jak jakiś mało śmieszny żart. Mniejsza o ból. Nie potrafił nawet ruszyć palcami. Zaśmiał się cicho, widząc prowizoryczne bandaże wykonane z kawałków ubrań. Stracił masę krwi, nie potrafił się ruszyć, a mimo to potrafił wykrzesać z siebie odrobinę siły na śmiech. Do reszty był już obłąkany.

-To wszystko Twoja sprawka? – mruknął mrużąc delikatnie oczy. Chociaż w pokoju nikogo nie było, to chłopak zdawał sobie sprawę, że jedna osoba zawsze nad nim czuwała. Dziewczyna, którą jednocześnie kochał i nienawidził. To za jej zasługą był tym, kim dziś jest.
Spojrzał w kierunku płonącego kominka. Tuż obok stała niewielka postać. Chłopak mimo wolnie uśmiechnął się. Wyglądał niewinnie i szczerze, trochę jak kochane o poranku, spoglądający na swoją drugą połówkę. Nawet jeśli chciał, nie potrafił być oschły. Westchnął tylko delikatnie.
-Dlaczego zawsze to robisz? – pytał, chodź nigdy nie mógł uzyskać odpowiedzi. Owinięta w czarne szaty dziewczyna powoli obróciła głową i spojrzała na Ayato. Jej oczy były delikatnie zaszklone od łez. Chyba jako jedyne poruszały zielonowłosym, bo od razu odwrócił wzrok w bok. Było mu głupio, nawet jeśli tylko śnił na jawie.
-Nie możesz po prostu zniknąć jak inni? – jak inni, których zabił… Dusze innych znikały, zostawały tylko krzyki, z którymi jakoś potrafił sobie radzić. Twarz Ayane zawsze wracała. Co noc miał w głowie obraz, jak krew wypływa z jej głowy. Jak blond włosy barwią się na czerwono. Cały drżał, przypominając sobie te krótkie chwile z przeszłości. Za nic w świecie nie potrafił zapomnieć.
-Dlaczego nie pozwolisz mi po prostu opuścić tego piekła? – spytał z lekkimi wyrzutami. Nie chciał umrzeć, ale nie widział też sensu w swoim życiu. Było puste.
Ayato
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość