Las wielkich palm

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 22 gru 2016, o 02:26

Obrazek


Las wielkich palm to miejsce, które jest powiązane z dawną legendą. W latach 172-190 możemy wyczytać o wielu wojnach Senju na Samotnych Wydmach, ale nic nie powiedziano o pewnej istotnej postaci dla tamtych wydarzeń, która ma coś wspólnego z tutejszym krajobrazem. Oczywiście wedle mitów. Jak to w nich powiadają jeden z najsilniejszych użytkowników elementu drewna posługiwał się właśnie palmami. W tutejszym miejscu odegrała się bardzo dawno temu bitwa między nim, a paroma istotnymi członkami wrogich armii którą wygrał i potem zasadził ku czci zwycięstwa mały las. Pozostałości po walce pozostały w swoich naturalnych olbrzymich rozmiarach, a na nich domek dość przytulny lecz to miejsce jest opuszczone ponieważ znajduje się daleko od cywilizacji zapomniane przez większość blisko Głębokich Odnóg. Co do takich powieści jak ta nie zawsze są one prawdziwe, po coś są legendami, ale zazwyczaj jakieś ziarnko w nich jest. Kto wie, zamiast tego co pisałem to może mamy do czynienia z jakimś ogrodnikiem wyznawcą Jashina co ma zamiłowanie do palm woskowych mogących urosnąć do ponad sześćdziesięciu metrów? Miejsce to jest mimo swojej nazwy dosyć małe.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 22 gru 2016, o 11:15

Chłód o poranku był niezwykle przyjemny, nawet o tej porze roku. Niestety nawet delikatny wiaterek nie był w stanie nic wskórać, na nieprzyjemny ból po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu. Na szczęście leki i dobry papieros już tak. W drodze przegryzł niewielką pigułkę, a czekają już na miejscu zapalił tytoń owinięty w cienką bibułkę. Dla wielu ten zapach był ohydny, ale na zielonowłosego działał jak uspokajający olejek. Ziewnął mocno, z niewyspania. Nie było mu dane zbyt długo spać, a co najgorsze, jego sakiewka strasznie ucierpiała. Bał się nawet spojrzeć do jej wnętrza. Setki Ryo tylko za noc w gospodzie i odrobinę alkoholu. To zdecydowanie była lekka przesada, oszustwo czy kradzież w biały dzień. Strach było pomyśleć, jakie ceny by spotkał w nieco bogatszej dzielnicy.
Staruszek i brązowowłosy nieco się spóźnili. To niby Ayato miał być tym, na którego będzie trzeba czekać. Jak widać czasem potrafił być nawet punktualny. Wyrzucił peta na ziemię, i zakopał go w piachu, przygniatając mocno butem. Uśmiechnął się delikatnie słysząc jego słowa. Chłopak miał dosyć nietypowe podejście do świata. Zapraszał Akimichiego tylko po to by mu grozić. Faktycznie, mógł mieć na myśli coś w stylu sparingu dla samego treningu, ale mówił o tym w dziwny sposób.
-Tknij mnie a Cię zabiję. – odparł z niezwykłym spokojem, jakby nie było to nic niezwykłego. Wręcz przeciwnie, ta groźba brzmiała szczerze. Ciężko to nawet nazwać groźbą, przypominało to bardziej obietnice, której nie zawahałby się spełnić. Bez wątpienia był do tego zdolny. Co prawda, w samej walce był nieco słabszy, ale nikt nie mówił tutaj o honorowym morderstwie. Jakby się tak zastanowić, to jeszcze nigdy nie zabił śpiącego i mogłoby to być ciekawym uczuciem. Wyszczerzył nieco zęby, kieł chłopaka zabłyszczał w porannym świetle.
-Heh, więc potrzebujecie tragarza? Ile? – spytał biorąc na plecy przydzielony do niego bagaż. Przez moment myślał jeszcze zajrzeć do środka, ale nie bardzo go to interesowało. Bez wątpienia, gdyby Ayato nie przyszedł musieliby szukać kogoś innego. Do końca nie mieli pewności, czy zielonowłosy się pojawi. Gdyby tylko zrezygnował, musieliby szukać kogoś innego. We dwójkę, raczej mieliby problemy zabrać się z tym wszystkim. Korzystając z okazji, była to dobra okazja do jakiegoś zarobku, tym bardziej że po ostatniej nocy portfel chłopaka płakał.
Spojrzał w górę, gdzie wielkie palmy rozciągały się na wszystkie strony. O ile nie znosił wszystkiego co związane było z ludźmi, nienawidził ich głupiego postępowania, tak uwielbiał naturę. Była niesamowita, a wszystko co tworzył było niezwykłe. No prawie wszystko. Wyjątkiem był jeden gatunek, który nie potrafił korzystać ze swoich darów tak jak powinien. Egoistyczni ludzie. Wsadził dłoń do kieszeni i wyjął z niej jednego z ostatnich papierosów. Sporo ich stracił przez drogę tutaj. Przyłożył ogień do tytoniu, który pod wpływem wdechu zaczął się żarzyć. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, ale można powiedzieć, że nietypowy dla chłopaka. Był naturalny. To niezwykłe miejsce wyraźnie nim poruszyło.
-Zajebiście… - wyszeptał bardziej sam do siebie, niż towarzyszy podróży. Na moment chyba nawet o nich zapomniał, ale szybko sobie przypomniał, gdy znowu usłyszał głos Rokuro. Ehh, to miejsce byłoby zdecydowanie piękniejsze bez niego, a przynajmniej Ayato czułby się wtedy lepiej.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 23 gru 2016, o 05:14

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 17/x
Ayato

Obrazek
Sóźnienie było najwyżej ledwie pięciominutowe. Nie więcej, narzekać raczej się nie powinno. Jakby nie było Ayato wyglądało na to, że staruszek poradziłby sobie sam zapewne, więcej w nim krzepy niżby się wydawało. Tak ogólnie to wpadło mi do głowy dobre pytanie. Ile on ma lat? Warto pamiętać, że wygląd nie zawsze odzwierciedla prawdziwą ilość lat, chociaż tutaj to ciężko określić. Rokuro co do Twoich słów na temat zabicia go zaśmiał się. Nie ważne czy mówiłeś serio czy też nie uważał to za niemożliwe. Możesz mu kiedyś pokazać jak się myli o ile będziesz w wstanie. wszystko się okaże jeszcze wiele przed nami. Tylko jedna kwestia jest wątpliwa.
- Spróbuj a zobaczymy kto będzie martwy, nie zamierzam się patyczkować w takim wypadku.
Staruszek zupełnie olał tą rozmowę, ale zainteresował się niezmiernie jak doszło co do ceny niesienia bagażu. Tutaj akurat się uśmiechnął z swoją przerażającym wyrazem twarzy. Pewnie w myślach miał jakiś okrutny plan, ale wyjął z ubrania sakiewkę i wręczył ją Tobie przechodząc obok.
- Trzymaj tysiąc ryo za to będzie dla Ciebie. Niezła okazja tyle zarobić za takie coś tak przy okazji i nie przyjmuje żadnego zwrotu.
Może on był tak niesamowicie bogaty, że parę monet nie robi mu różnicy? Wydał sporo pieniędzy, a był szczęśliwy. Rokuro śmiał się. Dlaczego? Widok odpierał dech w płucach i nawet pogoda wam towarzysząca nie mogła go zepsuć. Zabrało wam to sporo czasu, ale się udało wreszcie można będzie pozbyć się bagażu powodującego bóle pleców. Jeszcze tylko kilka kroków, a dotrzecie do domu.
- Dobra zdejmijmy bagaż i pokaż mi co potrafisz w walce. Najlepiej pokażę Tobie w trakcie walki jaka jest przepaść między nami. A teraz przypatruj się uważnie czym są bramy i spróbuj mi wpierdolić.
Zrzucił bagaż i poczekał aż zrobisz to samo. Był chwilę skupiony na czymś z zamkniętymi oczami, a po chwili krzyknął:
- Zapamiętaj. Pierwsza brama Hachimon Tonkou: Kaimon i druga Hachimon Tonkou: Kyumon.
Niezależnie od twojego przygotowania zaczął biec w Twoim kierunku z niesamowitą szybkością, nieporównywalnie z wcześniej. Z jego ruchów wyglądało jakby miał zadać cios z lewej pięści prosto w twarz. Co spróbujesz zrobić? Zablokować? Odskoczyć? Błagać o litość na kolanach?
Ostatnio edytowano 24 gru 2016, o 14:25 przez Hikari, łącznie edytowano 1 raz




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 23 gru 2016, o 20:11

Zrzucił z siebie ciężkie bagaże i odetchnął nieco z ulgą. Jednak noszenie takich ciężarów na plecach, podczas tak długich podróży nie było zdrowe. Nawet po ich ściągnięciu czuł się obolały jakby te tam dalej były. Jedną ręką złapał się za kark, by go rozmasować. Szyją poruszał dookoła, Chyba coś mu nawet strzyknęło, ale wbrew pozorom, było to bardziej przyjemne niż niebezpieczne.
-Kto tu mieszka? –spytał nieco ignorując chłopaka. Obserwował go dokładnie, ale nie do końca miał ochotę na jego głupie igraszki. Mniej więcej wiedział już czego może się po nim spodziewać i walka z nim mogła być sporym wyzwaniem. Pewnie gdyby się tylko postarał, dałby radę go pokonać, pytanie tylko w jakim stanie by skończył. Zielonowłosy byłby zapewne mocno poturbowany, a Rokuro raczej martwy. No chyba, że staruszek by go powstrzymał. Niestety to on był tuta najsilniejszy i miał władzę.
-A może się tak po prostu odpierdol. – był zirytowany i dokładnie było to słychać w jego głosie. Mimo wszystko chłopak nie miał zamiaru odpuścić, nie wyglądał na takiego. Westchnął zrezygnowany. Kątem oka zerknął na budynek. To zdecydowanie on był obiektem zainteresowania Ayato i zdecydowanie chciał go obejrzeć od środka. Może by tam po prostu pobiec, zostawiając ich w tyle. Nie bardzo, bo brązowowłosy nie miałby problemu dogonić go.
-Fascynujące obie nazywają się tak samo. – odparł chcąc jeszcze bardziej podpuścić chłopaka, skoro i tak nie miał innego wyjścia. Może chociaż pod wpływem emocji, popełni jakiś głupi błąd. Uniósł pięści nieco do góry, tak by gardą zasłonić twarz i brzuch w razie konieczności. Chłopak szarżował jak oszalały, ale za tym pozornie nieprzemyślanym atakiem z pewnością stał jakiś plan. Atak wydawał się prosty, przez co wprowadził Ayato w spore zakłopotanie. Nie mógł zaatakować od lewej, chociaż wyraźnie to tak wyglądało. Zacisnął mocno zęby na wardze, klnąc w myślach. Chłopak miał wystarczająco dużą szybkość, by zmienić kierunek ataku. Tylko na jaki? Prawo, dół, czy może intuicja mu źle podpowiada. Nie, nie mógł się mylić, nie po tym co widział obok stajni. Syknął cicho przez zaciśnięte zęby. Nie potrafił ocenić sytuacji, nie wiedział na czym się skupić. Może po prostu zaatakować? Nie, był zbyt wolny, chłopak bez problemu mógł uniknąć ciosu. Oszukiwać? Wyjęcie czegokolwiek z torby trwało zbyt długo. Skupił się tylko na chłopaku, na każdej kropli potu, która spływała z jego czoła. Musiał go wyczekać, tylko czy potrafił idealnie zgrać się z nim w czasie? Do ostatniej sekundy, dopóki potrafił dostrzec ruch Rokuro, czekał by w ostatnim momencie tylko odskoczyć do tyłu. Chciał po prostu zobaczyć co chłopak kombinuje i nie zostać przy tym w miarę możliwości trafionym. Przy odrobinie szczęścia, może jego siła i szybkość, zadziałają przeciwko niemu.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 26 gru 2016, o 12:41

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 19/x
Ayato

Obrazek
Widoki tutejsze można długi czas podziwiać i za każdym razem przychodząc tutaj się nimi zachwycać. Majestatyczne obrazy i dziwne mieszkanie na, a może raczej w drzewie o które zapytał się Ayato. Ciekawość w tym wypadku nie pozwoliła pozostać mu cicho. Kto tutaj mieszkał? Ciekawe czy ktoś by chciał przebywać stale tak blisko Głębokich Odnóg? Tylko ludzie nie ceniący sobie życia w tych czasach, albo wyjątkowo silni. Tacy, którzy poradzą sobie z możliwym niebezpieczeństwem, a jakie są na nie szanse? W tym miesiącu wypady dzikusów są umiarkowane więc kto wie co będzie, ile spędzicie tutaj czasu.
- My można powiedzieć tutaj teraz na potrzeby treningu mieszkamy, a powiem Tobie, że tutaj nie ma nikogo w okolicy, żadnej żywej duszy. Właśnie co do zapłaty skoro chciałeś za niesienie towaru to ja także od Ciebie będę wymagać w zamian za picie wody oraz nocleg i jedzenie.
Tutaj miał ponownie swoją straszną minę, ale zanim mogliście porozmawiać dalej w czasie przerwy zrobionej przez staruszka wtrącił się Rokuro atakując Ciebie jak już wiemy. Tą rozmowę trzeba będzie dokończyć później, ale jednego mogłeś być pewny, wzięcie tamtych pieniędzy zemści się. Może Ayato się nauczy czegoś w życiu z tego wszystkiego. Szczerze wątpię niestety, ale musiał skupiać się na walce. Przeciwnik jeszcze przyśpieszał, przestałeś go widzieć wyraźnie, twój wzrok najzwyczajniej w świecie nie nadążał za nim więc odskok był spóźniony. Nie miał niczego szczególnego w planach, szybki atak na twój blok abyś poczuł różnicę siły tej, a poprzedniej. Lewy prosty w ramię, który zdecydowanie zostawi po sobie siniaka pomimo wytrzymałości. Bolało, jeszcze trochę i mogłoby coś zrobić z kościami nawet. Na tym przestał odskakując gwałtownie w tył nie pozwalając zrobić Tobie nic, widział, że po prostu to nie ma najmniejszego sensu. Dzieliło was jakieś pięć metrów i wyglądało jakby coś dezaktywował. Po tym zdecydowanie ciężej było trzymać mu się na nogach tylko czy mogłeś mu coś zrobić? Tajemniczy mistrz z białym irokezem jakby zareagował na takie zachowanie?
- Widzisz różnice między tym teraz, a co było w wiosce? Takie właśnie oferuje możliwości brama na samym początku jej poznawania.
Staruszek nie wytrzymał i musiał kontynuować poprzedni wątek odnośnie pieniędzy.
- Tysiąc pięćset ryo w zamian za nocleg, wodę oraz wyżywienie się należy. Nic tutaj w okolicy nie znajdziesz, a do wioski teraz już bez picia nie dotrzesz. Obserwowałem Ciebie jeszcze nie nawadniałeś w drodze swego organizmu prawda? Wybieraj płacisz czy umierasz?
Przerażający człowiek, teraz wiesz co kryło się za tym spojrzeniem. Taki plan.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 28 gru 2016, o 13:09

Ogromną stratą dla świata było porzucenie takiego miejsca. Nawet pomimo ogromnego niebezpieczeństwa jakie niosło za sobą mieszkanie w takim miejscu, było warto. Ciepłe pustynne słońce każdego dnia w roku, ogromne palmy rzucające cień w razie potrzeby i zapewne woda, która trzymała to wszystko przy życiu. Bądź co bądź, każde drzewo kiedyś umiera bez wody, a te tutaj wręcz przeciwnie, rosły wysoko do nieba. Niektóre z nich chyba były wyższe od największych drzew w ogromnych lasach. Mieszkanie na ogromnym drzewie, na środku pustyni miało też swoje inne zalety. Ciężko było czymkolwiek zaskoczyć, daleki zasięg wzroku również stał po naszej stronie.
Więc staruszek takim był człowiekiem? Podstępnym, stary cwaniak? Bez wątpienia było to ciekawe połączenie, na które musiał uważać. Nie mógł mu pozwolić na wszystko, bo źle by się to dla chłopaka skończyło, bardzo źle. Nie dość, że został by wykorzystany na każdy możliwy sposób, to jeszcze oskubany.
-Okej, w takim razie chce zapłaty za każdym razem, gdy ten bachor mnie uderzy. Gdy ktokolwiek mnie uderzy, skoro mam być waszym workiem treningowym. Właściwie to chce dwustu ryo od każdego waszego polecenia. – uśmiechnął się delikatnie, lecz podstępnie. W tym momencie ta cała podróż zamieniała się w zwyczajne wakacje. No może prace daleko na wyjeździe, bo pomimo sporego luzu, będzie miał jakieś tam niewielkie obowiązki.
Już nie sam wzrok, a nawet refleks połączony z intuicją zawiódł chłopaka. Była to dosyć nieprzyjemna wiadomość. Nie tylko staruszek, ale i chłopak mogli go pokonać gdyby tylko mieli taką potrzebę. Niosło to za sobą spore ryzyko, ale starał się o tym nie myśleć. Bardziej dręczyła go obietnica złożona jeszcze w wiosce. Czy to wszystko było tego warte? Może powinien zabić obu? Zobaczymy, teraz nie było to takie ważne.
Złapał się prawą ręką za bolące ramię. Z pewnością był już na nim sporej wielkości siniak, ale nie bardzo mu to przeszkadzało. Nie przejmował się zbyt mocno swoim, wyglądem tym bardziej, że był on poza zasięgiem wzroku. Właściwie to niczym się nie przejmował. Był jedną z najbardziej obojętnych duszyczek, które chodziły po świecie. Tylko samo jego spojrzenie na świat było nietypowe i często komplikowało sprawę.
-Super, a to już twój limit? – odparł unosząc jedną brew do góry. Chłopak po jednym ciosie dyszał zmachany, jakby zaraz miał upaść i zemdleć ze zmęczenia. Wyszczerzył delikatnie zęby. Dobra to może zobaczymy na co stać te bramy, gdy już jest po wszystkim.
-Kogo chcesz oszukać, mnie czy jego? Nie chce mi się wierzyć, że te wielkie drzewa rosną na piasek. W każdej oazie musi być jakaś woda. – odparł nawet nie spoglądając na staruszka. Nie interesowała go jego reakcja. Kłamał czy mówił prawdę? Po której stronie była racja? Nic nie stało na przeszkodzie, by ich po prostu okraść. Zawsze pozostawała ucieczka w góry, chociaż z tą wolałby się wstrzymać.
Ruszył na wprost przed siebie. Kątem oka zerknął czy staruszek ma zamiar interweniować. Pewnie i tak nie zobaczy, kiedy się ruszy, więc czerwone ślepia wbił w brązowowłosego chłopaka. Zacisnął mocno jedną z pięści i wycelował prosto w jego twarzy, nie ukrywając z nadzieją połamania mu nosa.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 29 gru 2016, o 01:52

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 21/x
Ayato

Obrazek
Raz Ayato spróbował oskubać staruszka wyciągając kasę za noszenie tutaj rzeczy i nie powiodło się w zamian miałeś ją stracić, lecz nie poddałeś się. Starałeś się dalej wyjść na swoim. Wraz z każdym twoim słowem uśmiech na twarzy staruszka się powiększał. To zdecydowanie zapowiada opóźnienie planów z uderzeniem Rokuro w twarz, Wpierw trzeba załatwić wszystkie sprawy z staruszkiem, który teraz miał grać pierwszy plan w opowiadaniu. Młodzieniec usiadł na piasku odpoczywając trochę sapiąc. Raczej zdołałby zrobić blok. Po walce wpierw zapewnił odpowiedź na zadane pytanie.
- Bramy obdarzają wielką mocą, której on nawet nie pokazał w zamian za późniejsze skutki uboczne. Nawet śmierć. Co do wody to szukaj o ile chcesz. Nie znajdziesz jej tutaj, ale jak mi nie ufasz sam możesz sprawdzić. Masz sporo czasu lekcje zaczniecie od jutra może do tego czasu samotnie nie zginiesz. Czy w stanie w jakim wrócisz coś się nauczysz? Wątpię.
Teraz zaczynała się ta gorsza część, którą zwiastował ten uśmiech. Zielonowłosy wyrzutek mógł już się domyślać tego, że znowu pożałuje dwustu ryo za każdy cios jakie policzył sobie przed chwilą.
- Więc ile płacisz za naukę tych bram? Jestem w stanie go wyszkolić bez twojej pomocy, ale uważam, że lepiej jak przejdzie ten etap sam. Nie to nie. Powiem jedno to jest bezcenne, prawdopodobnie to jedyna i ostatnia okazja w życiu aby zdobyć tą moc. To co on pokazał to lekkie wzmocnienie, nawet nie uwolnił potencjału jaki można zdobyć ostatecznie.
Jego twarz wróciła do normalności, jakby zrezygnował z dalszych dyskusji.
- Nie mam ochoty dalej się sprzeczać po prostu mi zapłać te tysiąc pięćset ryo i naucz się aby nigdy więcej ze mną nie kombinować, bo oskubię ciebie z każdego marnego grosza. Zapamiętaj to sobie. Jeżeli masz zamiar cokolwiek dyskutować możesz stąd już odejść.
Jego twarz wróciła do normalności, jakby zrezygnował z dalszych dyskusji.
- Widzisz różnice między tym teraz, a co było w wiosce? Takie właśnie oferuje możliwości brama na samym początku jej poznawania. Czas zacząć przygotowywać kolację w zamian za wkurwienie mnie zielonowłosy chłopcze to ty gotujesz dzisiaj. Bierz co postawiłeś i kończymy podróż na dzisiaj przyda nam się dobry odpoczynek.
Czas się zbierać do domu, czy może dalej zechcesz mu przyjebać? Rokuro wstawał, a staruszek brał jego bagaż w rękę. Idealna okazja.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 29 gru 2016, o 17:05

Staruszek miał nieco silniejsze karty przetargowe, co nie za bardzo podobało się zielonowłosemu, a nawet potwornie go irytowały. Stawianie własnego życia na szali, w tak głupiej sprawie było trochę bez sensu. Westchnął cicho i wsunął dłonie do kieszeni. Nie miał zamiaru do dalszej dyskusji, gdy znowu był na straconej pozycji. Chyba im dłużej z nimi przybywał, tym bardziej tego wszystkiego żałował. Zerknął w górę. Bezkresne niebo miało swój urok. Uśmiechnął się delikatnie, trochę bardziej jakby sam do siebie. Co planujesz okrutny losie? Pytanie na które chyba nikt nie znał odpowiedzi.
-Nie mam zamiaru Ci nic płacić. – odparł krótko, a reakcja staruszka nie bardzo go obchodziła. Równie dobrze mógł mu zagrodzić drogę do domu. Nie bardzo go to obchodziło, ale nie miał zamiaru wychodzić z tej podróży stratny. Wolał przepić wszystkie pieniądze. Przynajmniej wydałbym je na coś pożytecznego, o ile można tak nazwać alkohol. Jedni mogą, a inni nie. To zależy jak na to spojrzeć. Sięgnął do torby i wyciągnął papierosa. Oj dawno nie czuł tego zapachu. Powąchał tytoń zawinięty w biały papierek, bibułkę. Cudowny. Zapalił i zmrużył delikatnie oczy z przyjemności.
-A jakie są tego pełne możliwości? – spytał nie za bardzo ciekawy. Po prostu, skoro to co prezentował Rokuro, to były dopiero początek, to jaki był koniec tej całej potęgi wiążącej się z bramami. Mimo wszystko trzeba przyznać, że i tak brzmią ciekawie. Krótko trwałe wzmocnienie pytanie tylko jak spore by było w przypadku zielonowłosego. Czy warto? Pewnie nic nie stoi na przeszkodzie by spróbować, no może za podejściem tej dwójki. Najgorsze w tym wszystkim, było to że nawet gdyby je opanował, to nie potrafiłbym się im przeciwstawić. Beznadziejna sytuacja.
Wybuchnął śmiechem, gdy staruszek wspomniał o kuchni. Śmiech był na tyle szczery, że zaczął się dusić dymem papierosowym. To był chyba najlepszy żart, jak dziś usłyszał. Pewnie każdy inny Akimichi by się ucieszył na taką propozycję ale nie Ayato. Jadł zbyt mało, zbyt wybrednie, by to on ustalał menu. Równie dobrze mogli zerwać odrobinę kory z pobliskich drzew i podać ją na talerzach. No może to lekka przesada, ale faktycznie kuchnia zielonowłosego do zbyt obfitej nie należy. Wystarczy kawałek chleba i woda.
-Zabawne ale nie.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 30 gru 2016, o 16:02

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 23/x
Ayato

Obrazek
Smutny był los przybysza z Wietrznych Równin, ale to z względu na jego uparty charakter. Sprawa była przedstawiona wcześniej jasno albo zapłaci te tysiąc pięćset ryo, albo może pożegnać się z zapewnieniem czegokolwiek przez ten czas. Czy poradzi on sobie w takich warunkach na śmiertelnej pustyni? Po tych słowach, że nie zapłacisz staruszek miał na Ciebie totalnie wywalone. Musiał poradzić sobie sam z trzema bagażami, ale był w stanie nawet tyle zrobić oba szurając po piasku tak więc podszedł i wziął to co ty nosiłeś dotychczasowo.
- No dobrze skoro nie płacisz to mówiłem jakie mamy dalsze relacje. Powodzenia na pustyni, jeżeli zbliżysz się do domku spotkasz się tylko z śmiercią z mojej ręki, a będę czuwać całą noc. Spotkamy się z rana o ile przeżyjesz. Radź sobie, bo ja mam dość tolerowania twojego chujowego zachowania.
Mistrz wraz z uczniem odeszli, chociaż ten drugi widocznie miał problem z pokonywaniem trasy to ostatecznie jakoś nadążał kroku. Nie było wątpliwości, że w przypadku jakbyś ich zaatakował to tajemniczy staruszek nie pozostawiłby tego tak lekko. Nie ważne kto byłby celem. Twoje pytanie zostało pominięte milczeniem odnośnie możliwości. Było już popołudnie i temperatura malała tak samo jak słońce zaczynało znikać. Niedługo będzie bardzo zimno, a czy nasz bohater jest na to gotowy? Co zrobi? Wrócić do wioski? Daleko, pół dnia tutaj podróżowali. Góry? Niebezpiecznie, tak samo spróbowanie przekonania tamtej dwójki i ostatecznie zapłacenie im. Tym razem za błędy trzeba zapłacić i nie wygląda aby to zmienił. Jak tutaj przeżyć? Wody żadnej nie widać, tak samo jak i niczego do zjedzenia, a jedno i drugie zaczynało być potrzebne organizmowi. Powodzenia.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 30 gru 2016, o 17:15

Całe życie pod górkę, ale kogo by to obchodziło. Spotykał się z tym tak często, że miał to głęboko gdzieś. Nie było sensu użerać się z innymi ludźmi. Do niczego to nie prowadziło, a szczerze powiedziawszy tracił tylko cenny czas. Dziś chyba i tak stracił go już zbyt wiele, do tego zyskał niepotrzebnego siniaka na ramieniu. Zagwizdał cicho pod nosem, widząc jak staruszek sobie po prostu odchodzi. Może to i lepiej. Przetarł delikatnie obolałe ramię, zaciągnął się mocno papierosem. Czyli dokąd teraz? To też było dobre pytanie. Wyciągnęli go gdzieś daleko na środek niczego. Fakt było tu pięknie ale co z tego, skoro i tak nie mieszkał tu nikt interesujący. No na swój sposób staruszek z Rokuro byli tacy, ale nie aż tak jak się tego spodziewał po tym miejscu. Jedną ręką złapał się za głowę. Spojrzał w górę, a ogromną palmę. Chyba pora by wejść na górę, jeśli chciał w miarę sensownie wykorzystać pozostały mu czas.
Splunął na ziemię, papierosa wyrzucił gdzieś w pustynny piach i wziął delikatny rozbieg, bo na większy w tym trudnym terenie nie liczył. Odrobinę chakry zgromadził w stopach i dosłownie zaczął wbiegać po drzewie, przyczepiony do niego jak magnes do metalu. Przyświecał mu cel, by dostać się jak najszybciej na samą górę, póki było jeszcze w miarę jasno, by rozejrzeć się na dobrych kilka kilometrów. Nóż widelec może uda mu się zobaczyć w oddali coś ciekawego. Ciekawszego od dwójki w domku, na innym drzewie.
Na samym szczycie, czubku palmy sięgnął do torby po papierosa. Zasłonił dłońmi i podpalił. Nie czuł jakiegoś ogromnego głodu nikotynowego, ale ciekawym uczuciem było zrobić to w takim miejscu. Zaciągnął się lekko, mrużąc przy tym oczy. Jedną ręką zrobił sobie daszek nad czołem i powoli zakręcił się dookoła. No więc gdzie to byliśmy i co ciekawego mamy w okolicy?


Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 31 gru 2016, o 04:21

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 25/x
Ayato

Obrazek
Pogoda o tej porze roku nie sprzyjała spędzaniu nocy na wolnym powietrze nigdzie toteż znalezienie jakiegoś punktu zaczepnego to dobry pomysł. Wchodząc coraz wyżej po pniu palmy przez pewien czas czuł powiewający zimny wiatr, przed którym na dole zabezpieczały go do tej pory wzniesienia z piasku. Dobierał się prawie do duszy pizgając złem. Taka pora roku, zima, a kto wie czy w nocy śnieg nie spadnie? Są blisko terenów, gdzie on notorycznie pada. Wchodząc na szczyt palmy zasłaniając się delikatnie liściami mogłeś obserwować pustynię oraz w oddali wzgórza. Dojście tam zajmie sporo czasu i przez ten czas będziemy odsłonięci. Mamy tutaj do czynienia z równiną na piasku pomiędzy lasem wielkich palm, a terenami górzystymi. Co do terenu w którym przebywasz to poza palmami i domkiem jednym nic więcej tutaj nie ma. Wzniesienia piasku. Dziwne to, ale my tutaj gadu gadu, a czas ucieka, pragnienia wody oraz jedzenia się nasilają, a mróz zaczyna atakować ciało. Coś z tym wypada zrobić.
Początki nie zawsze są najprzyjemniejsze, ale czasem i z najgorszych sytuacji da się wybrnąć. Parę opcji jest dostępnych, ale wiąże się z nimi ryzyko więc mamy jedno pytanie, co wybrać? Wrócić i błagać na kolanach staruszka o wybaczenie płacąc żądane pieniądze? Wybrać się na poszukiwanie czy zostać tutaj w okolicy licząc na jakiś cud? Czy tutaj będzie bezpiecznie? Bandyci mogą być wszędzie. Za swoje wybory trzeba płacić, było powiedziane ewidentnie, że jak pożałuje tych paru ryo to stanie właśnie w tak trudnej sytuacji. Sknera.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 1 sty 2017, o 23:50

Zimne powietrze na szczycie palmy było dużo wyraźniej odczuwalne. Silne podmuchy wiatru uderzały w zielonowłosego z każdej strony. Mimo to ubrany w miarę ciepło nie miał problemu z ustaniem chwilę w takich warunkach. Był nieco przyzwyczajony do chłodu, poza tym ludzie w chłodniejszych regionach żyli w dużo gorszych warunkach. Najgorsze chyba w tym wszystkim było drapanie w gardle. Zimne powietrze dostawało się do płuc wraz z dymem papierosowym i sprawiało wyraźny dyskomfort.
Mimo to chęć nacieszenia się niezwykłymi widokami była dużo silniejsza. Niby coś tak prostego, było warte do zapamiętania nawet przez kogoś takiego jak Ayato. Dzika, górska natura w oddali wręcz mówiła do niego. Góry, drzewa i wszystko inne zapraszało chłopaka do siebie. Niestety nie dziś. Było to zbyt odległe marzenie do spełnienia. Zbyt niebezpieczne do zrealizowania. Musiał pogodzić się ze swoim okrutnym losem, że był skazany na starego dziada.
Zaciągnął się dymem papierosowym. Przykucnął między liśćmi palmy. Spojrzał w kierunku domku na drzewie. No to co pora do nich wrócić? Rozejrzał się na wszystkie strony w poszukiwaniu słońca, które strasznie szybko uciekało za horyzont. Czy ten świat był, aż tak wredny, że nawet kula dająca nadzieję każdego dnia, na nowe, lepsze jutro nie chciała go oglądać. Najwyraźniej tak. Za to fałszywe odbicie już od dłuższego czasu oglądało poczynania ludzi. Księżyc, który tak mało ludzi obchodził, a mimo to był tak blisko. Zawsze czuwał nad ziemią pomimo tego, że to słońce zgarniało całą uwagę. Gdzie tu sprawiedliwość. Nie było jej, jak zawsze. Nigdy jej nie ma.
Wyrzucił spalonego peta gdzieś przed siebie. Mały śmieć zaczął powoli spadać na ziemię, by zniknąć gdzieś pod taflami piasku, otaczającego ich z każdej strony. Trochę jak morze, któremu się nie powiodła droga do spełnienia marzenia. Okrutny losy.
Zielonowłosy zaczął powoli schodzić z drzewa, tak samo jak tutaj wszedł. No może tym razem nie zbiegał, ale i tak robił to wyjątkowo szybko.
Podszedł powoli w kierunku domku który zamieszkiwało dwoje ludzi, mężczyzn którzy ściągnęli tutaj chłopaka i chcąc nie chcąc musieli się ze sobą użerać. Przynajmniej przez jakiś czas, dopóki któryś nie zrezygnuje. Jakby to było inaczej, gdy Ayato nie miał pod górkę. Był na straconej pozycji i jak bardzo nie chciał tego robić, tak musiał. Zebrał kilka monet które miał ze sobą. Dołożył do nich pieniądze, które jakiś czas temu otrzymał od staruszka, razem wyszło tysiąc pięćset ryo. Schował je w jednej sakiewce i rzucił nią o drzwi tak, by się przypadkiem nie rozsypała. Głupio byłoby teraz wszystko stracić.
-Stary… - krzyknął lecz nie warto było dokańczać. Nie miał na to siły, nie chciało mu się użerać z nim. Westchnął delikatnie. Ręce schował w kieszeni, w końcu gdzie indziej miał je trzymać. Był martw i walczył o życie. -Nie obchodzi mnie co tam robicie, po prostu masz mnie zabrać do Sabishi! – niekoniecznie dziś, niekoniecznie teraz. Po prostu chciał wrócić. Żywy. Niczego więcej nie oczekiwał od tych ludzi i nie chciał też, by oni liczyli na to samo. Nie miał zamiaru przepraszać czy błagać o pomoc. Godność, honor? Ciężko powiedzieć czy coś takiego w ogóle miał. Bardziej jakaś głupia duma i upór.
Zacisnął lekko zęby na dolnej wardze. Bał się? Nie. Po prostu niewiedza go drażniła. Nie wiedział czy umrze tutaj, czy może jednak da sobie rade. Głupio tylko było, że znowu tak krótko było dane nacieszyć się mu wolnością.
Z torby wyciągnął kolejnego papierosa i zaciągnął się jego dymem, nieco zdezorientowany. Zbyt trudno opisać jak dokładnie się czuł, bo popadał ze skrajności w skrajność. Biły się w nim różne, przeciwne do siebie uczucia.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 2 sty 2017, o 02:09

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 27/x
Ayato

Obrazek
Czas powoli mijał. W takich przypadkach każda sekunda może trwać dla nas nawet minutę. Zachód słońca był śliczny, a z samego szczytu palmy coś pięknego. Nadzieja na jakiekolwiek inne zbawienie się zmniejszała wraz z każdą minutą i mimo wszystko musiał w sobie przyznać się do błędu. Nawet jeżeli Ayato odrzucał swoje winy to swoim postępowaniem odliczając konkretną kwotę pokazał pokorę. W trakcie tego procederu zaczął padać śnieg. Jest to tutaj rzadkim zjawiskiem, ale bardzo możliwe, że pięknym. To się okaże o ile będzie go wystarczająco wiele. Tak czy siak pozbawiony wszelakiej nadziei chłopak rzucił woreczkiem z ryo o drzwi domku na drzewie gdzie prawdopodobnie znajdowali się do niedawna jego towarzysze wnioskując po świetle z okien, błagając wręcz o pomoc. Ciężko było szukać w tym wypadku jakiegokolwiek innego rozwiązania. Wszelakie samodzielne próby mogłyby skończyć się rychłą śmiercią, nic dziwnego, że nikt się tutaj nie zatrzymuje ani nie mieszka. Tylko szaleńcy jak oni zapewniający sobie wszystko. Papieros powoli się wypalał, a nasz wyrzutek czekając na dole nie dostawał żadnej odpowiedzi. Czyżby zapomniał co wcześniej usłyszał? W takim przypadku mogła dopadać rezygnacja, albo desperacja. To drugie jest znacznie niebezpieczniejsze. Po chwili pojawiło się światełko nadziei na wyjście z tego cało. Drzwi otworzyły się, a w nich ukazał się staruszek patrząc na worek z gotówką oraz na osobę, która go rzuciła. Wziął go do ręki i nawet nie liczył, po prostu wsunął do kieszeni ufając, że wszystko było zgodnie z umową. Teraz jest tylko jedno pytanie. Staruszek będzie chciał się wywiązać z niej czy z swoich poprzednich słów o zabiciu nastolatka?
- Widzisz na prawdę nie chciałem dla ciebie źle, nie zostawiłbym nikogo na śmierć ostatecznie i pomógłbym o ile nie byłbyś dalej tak opryskliwy. Zapamiętaj to jednak jako nauczę, a teraz chodź i się zachowuj. Zaraz będzie gotowy gorący ramen.
Na palmie były dwa domy. Każdy miał po trzy pomieszczenia z czego oni teraz korzystali z tego górnego. W swojej strukturze były identyczne tylko ten niższy pozbawiony okien. Mistrz wszedł do środka zostawiając dla Ciebie otwarte drzwi, nikt nie będzie czekać w nieskończoność. W środku od wejścia pachniało aromatami potrawy skręcając żołądek. To pomieszczenie było kuchnią połączoną z jadalnią. Pierwsze co rzuciło się w oczy to siedzący Rokuro przy przygotowanym stoliku na trzy osoby. Dalej, kanapa na której można było potem wypocząć, do tego trzy szafki kuchenne, dwie wiszące. W okolicy tego znajdowało się miejsce do gotowania. Zabezpieczone ognisko i nad nim aktualnie jeden kociołek. Było jeszcze miejsce przygotowane na drugi taki zestaw, tutaj przy tej potrawie niepotrzebne zupełnie. Nad gotującym wywarem stał staruszek czekając aż będzie gotowe. Co jeszcze? Schody na dół gdzie nic nie widać, bo ciemność... Zajmij się czymś.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Las wielkich palm

Postprzez Ayato » 2 sty 2017, o 21:23

Z nieba zaczęły spadać płatki śniegu. Zabawne, bo przybył na pustynie, by przed nimi uciec, a mimo tego, te dopadły go w tak odludnym miejscu. Można powiedzieć, że przypadek bądź uznać to za niesamowity sygnał, znak. W końcu nie często się spotyka z takimi zjawiskami. Delikatnie wyciągnął dłoń przed siebie, odwróconą spodem w kierunku nieba. Poczuł jak chłodne gwiazdki stykają się z jego ciepłą skórą i prawie od razu topnieją. Zacisnął mocno pieść, aż miejscami zmienił kolor, a żył nieco uwidoczniały. Był słaby, słaby jak padający śnieg na pustyni. Nic nieznaczący i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Na świecie niestety była masa ludzi silniejszych od niego, którzy nie raz pokażą mu swoją rację. Może z ręki któregoś, kiedyś umrze, ale co z tego. Takie jest życie, takie były dzisiejsze czasy. Nie mógł być zły, ani żałować żadnej ze swoich decyzji. Najważniejsze to kroczyć wyznaczonymi przez siebie ścieżkami, słuchać się własnych zasad. W przypadku zielonowłosego – carpe diem – żyć jakby każdy dzień miał być ostatnim. Nigdy niczego nie żałować, cieszyć się z małych rzeczy. Robić to na co ma się ochotę.
Wyprostował się, głowę uniósł do góry, a pierś wypiął przed siebie. Był dumny z tego jaki jest, był dumny z tego, że jest sobą. Spojrzał na staruszka i odpowiedział mu cichym, prostym parsknięciem. Nie miał zamiaru wdawać się z nim w żadną dyskusję. Nie było w tym najmniejszego sensu. Był stary i może widział wiele to miał swoje własne zdanie o wszystkim. Możliwe, że nieco odmienne od zielonowłosego. Kogo to obchodzi. Ayato nie chciał, by ktokolwiek musiał zrozumieć chłopaka, by się z nim dogadał. Przyjaciele? Po co to komu, zwykłe kłody pod nogami, balast ciągnący nas na dno. Przywiązujemy się, stajemy się bardziej otwarci i łatwiej nas zranić, zawieść. Nie warto ufać innym, pokładać w nich bezinteresownej nadziei.
Co jeśli jest się już na dnie, nie ma się nic do stracenia? Tak jak to było właśnie z młodym Akimichim. Stoczył, się jak wielki głaz z góry i osiadł w wielkiej dolinie. Czy próba wyciągnięcia kogoś takiego z dołka nie jest niekończącą się podróżą, syzyfową pracą. Dużo łatwiej jest znowu spać na dno, wrócić do dawnych nawyków, niż je porzucić. Tak jak jest z nałogami. Łatwo w nie wpaść, ciężko wyjść. Zielonowłosy porzucił nadzieję już dawno, gdy zasypiał i budził się z widokiem kamiennych ścian przed oczyma, gdy ohydny zapach przestał drażnić jego nozdrza, a ból stał się przyjemnością. Nie widział się nigdzie indziej, nie chciał się zmienić.

Wszedł do środka zaraz za siwym mężczyzną. Drzwi zamknął za sobą. Spokojnie, nie trzaskał, nie wyżywał się na nich za nic. Zapach ciepłej zupy dotarł do chłopaka, lecz nie wywołał w nim zbyt wielkiej reakcji. Zwykłe jedzenie, może trochę zbyt mocno przyprawione. Jakoś nigdy nie patrzył na nie w jakiś wyjątkowy sposób. Może dlatego, że nie było mu dane poczuć opiekuńczej miłość matki, czy babci. Dla niego było to coś, co musiał zjeść by przeżyć, nawet gdy tego nie lubił. Kolejna walka. Nawet, gdy żołądek burczał z głodu, to zielonowłosy się tym nie przejmował. Głód mu nie przeszkadzał, przyzwyczaił się do niego. Potrafił spędzić czasem cały dzień bez jedzenia. Raz na jakiś czas, ale jednak. Ludzie czasem tak robią po prostu z lenistwa, nikt jeszcze od tego nie umarł.
Rozejrzał się dookoła za czymś do picia. Nie chciało mu się nic szukać po kubkach, garnuszkach czy innych pojemniczkach. Westchnął tylko zrezygnowany i wolnym krokiem skierował się do okna oddalonego jak najdalej od stołu przy którym urzędowali Rokuro wraz ze swoim mistrzem. Nie chciał mieć już z nimi zbyt wiele wspólnego. Musiał przeżyć z nimi kilka dni, to trudno. Otworzył okno na oścież. Bluzę nieco poprawił sobie na ramionach. Powietrze na zewnątrz było znacznie zimniejsze, ale trudno. Usiadł na parapecie, framudze czy czymkolwiek tam było wychylając nogi na zewnątrz. Pochylił się nico do przodu. Łokcie oparł na kolanach. Uśmiechnął się lekko do siebie. Widoki na zewnątrz były uspokajające. Cisza i spokój, żadnego zgiełku miasta, żadnych świateł. Padający śnieg, gwiazdy za chmurami, ciemność i błyszczący księżyc. Nawet dręczące go nocami koszmary, potrafiły odpuścić mu na takim odludziu.
Ayato
 

Re: Las wielkich palm

Postprzez Hikari » 5 sty 2017, o 00:26

~ Droga wojownika ~
Wyprawa 29/x
Ayato

Obrazek
W trakcie gotowania była martwa cisza, aż nie było gotowe. Raczej jakoś to nie dziwne ze względu na relacje jakie mają między sobą osoby będące tutaj, pewnie lepiej było zanim zielonowłosy przyszedł błagać o litość. Nie rzuciło się Tobie nic do picia na pierwszy rzut oka toteż zrezygnowany przeszedłeś do dalszego punktu swoich planów, ale tutaj się zaczynają schody. Początkowo każdy miał swoje zajęcie, ale wtedy po raz kolejny Ayato musiał zrobić coś co nie spodobało się reszcie. Kto normalny otwiera okno w zimie i zostawia je w ten sposób siedząc na parapecie? Raczej nikt, nawet mimo ciepłego ubrania to się zemści, bo temperatura drastycznie jeszcze spadała w nocy, więc nawet pora roku w tym wypadku nie ma aż takiego znaczenia. Ani Rokuro ani staruszek nie byli ubrani aby przetrzymywać mrozy obecnie, zresztą dlaczego mieliby być w całkiem ciepłym i ogrzanym domu? Bo przyjdzie ktoś i otworzy okno? Niemalże cały pobliski teren ogarnął krzyk, no dobra większość. Nie był on spory.
- Czy ciebie kurwa pojebało!? Chcesz świeżego powietrze chuju!? Wypierdalaj na zewnątrz i zamknij do kurwy nędzy to okno!
[akap]Chwila przerwy, aby się uspokoić. Nerwy w pewnym wieku mogą spowodować zawał.

- Posiłek za pięć minut będzie gotowy więc siadaj na dupie przy stole, a potem jak zjemy pokażę twój pokój i rób sobie co chcesz. Poczekaj tą chwilę jak chcesz wrócić do Sabishi, bo moja cierpliwość też ma czasem dosyć.
Raczej za wiele się nie działo dalej w posiłku o ile grzecznie się w wszystkim słuchałeś, a było warto w zamian za dostanie potem własnego kąta do życia. Do tego serwowany był ramen, dobrze pożywiał i w sumie nawadniał organizm. Nie była to rewelacja, ale dobre jedzenie. Jeżeli spodziewaliście się zastać tutaj mistrza kuchni to muszę was zawieść. Rokuro nic nie mówił cały czas, zjadł bardzo szybko i pierwszy wstał od stołu nie czekając na was. Rzucał się w oko jego ciężki, bezsilny niemalże chód. Najpierw wziął dodatkową pochodnię wcześniej przygotowaną leżącą za kanapą i zapalił ją od ogniska. Gdy schodził na dół mogłeś zauważyć tam tylko malutki korytarz wraz z możliwością jeszcze zejścia niżej, albo przekroczenia dwójki drzwi. Biorąc na logikę za jednymi było wyjście na zewnątrz i które to były ciężko się zorientować nie było. On udał się na najniższy poziom. Gdy staruszek skończył posiłek pierwszy poczekał na Ciebie, drugi to od razu zajął się następnymi zajęciami, a jak się bawiłeś jedzeniem to znowu opierdolił, że marnujesz jego czas i też przeszedł do realizacji dalszych punktów tego posta. Podszedł i wyjął z szafki pięciolitrowy baniak z wodą, wręczając go zaraz Tobie.
- Trzymaj jak się skończy to weź kolejną, nic innego nie mamy. Możesz sobie najwyżej herbaty ugotować. Znajdziesz w szafkach wszystko co musisz mieć, aby przetrwać cztery dni zanim wrócimy do sabishi. A teraz za mną.
Tak samo zorganizował sobie jakieś źródło światła w postaci pochodni, jedną załatwił Tobie i zeszliście piętro niżej. Kiedy otworzył staruszek otworzył jedne z dwójki zagadkowych drzwi ukazał się Tobie mały prawie pusty z dwoma oknami pomieszczenie. Kominek z przygotowanym drewnem, łóżko i jedna szafka. Nic więcej.
- Tak więc do rana.


Opisz po prostu jak przeżywasz noc i te okoliczności.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 2023
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość