Obóz szczepu Sabaku

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Yuusha » 16 paź 2016, o 19:07

Siłą rzeczy słuchałem tego o czym rozmawiał czerwonowłosy z kobietą, choć nie wszystko docierało do moich uszu, w końcu byłem ten 'rzut beretem' od nich, poza tym... czekaj, czekaj, czy to nie Ichirou? Te, ano faktycznie. Jak mogłem go nie zauważyć wcześniej? Albo się starzeje i wzrok już nie ten, albo zwyczajnie słońce za bardzo przygrzało mi w czaszkę i mam jakieś omamy wzrokowe. No mniejsza. W każdym razie również już był pod ręką, to dobrze, nie musiałem szukać. Wystarczyło poczekać, a raczej zostać w jego okolicy, czy coś. Reszta sama się powinna jakoś ułożyć. Tak myślę? W każdym razie chwilę później, wcześniej wspomniana kobieta wyciągła jakiś zwój i zaczęła go czytać na głos. Stwierdziłem wtedy, że wytężę słuch bardziej i posłucham, co mają tam do przekazania, no bo może to coś ważnego. I w sumie tak też było. Przedstawiła jako tako sytuację, co należy zrobić, między innymi umocnić defensywę, która chyba jako jedyna mnie zainteresowała. W końcu w tym byłem całkiem niezły.
- Oi, wybaczcie, że przeszkadzam. - uniosłem nie dość, że rękę to i swój głos, by zostać zauważonym, a tym bardziej wysłuchanym. - Skoro mowa już o umocnieniach, to też mogę się na coś przydać. Powiedzcie tylko gdzie i co trzeba zrobić. - no i w sumie to tyle, co miałem do zakomunikowania. Jeśli zostanę zauważony i mało tego - zainteresują się moimi słowami, zbliżę się nieco, no bo wypadałoby, a następnie pewno, bądź też i nie, temat zostanie pociągnięty.
Zaś w przypadku gdy zostanę olany to trudno, po prostu wrócę do tkwienia w miejscu i gapienia się na grupkę ludzi. No i oczywiście czekania na to, co dalej. I to w sumie tyle co ja mogłem w aktualnej sytuacji zadziełać.
Yuusha
 

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Ryūji » 16 paź 2016, o 19:56

Ryuji skrócił nieco dystans, skoro już tu trafił, to czemu miałby się czegoś nie dowiedzieć. Dopiero teraz miał lepszy widok na obecną sytuację, jego uwagę w pierwszej kolejności przykuła nowa kończyna lidera, kiedy widział go ostatnio, był jeszcze w trakcie gojenia ran. W drugiej kolejności rzucili mu się w oczy osoby towarzyszące Ichirou, po ich strojach oraz wyglądzie dało się stwierdzić, że nie pochodzą z pustyni "Czy udało mu się zebrać tych wszystkich ludzi, żeby walczyli po naszej stronie? Nie zdawałem sobie sprawy, że ma aż takie znajomości.. Jou rozpoczął rozmowę z Ichirou oraz chłopakowi, który podszedł razem z nim, Ryuji przyjrzał się mu, chłopak był mniej więcej jego wieku, a przynajmniej tak mu się wydawało. Blondyn zachowywał dystans, zdawał sobie sprawę, że nie ma żadnych praw aby przeszkadzać Jou i reszcie w takiej sytuacji, był po prostu zwykłym Doko, wśród dużych ryb. Jego zadaniem miało być wykonywanie rozkazów a nie planowanie bitew, chociaż kto wie może on kiedyś tego doczeka. Jou wydawał się jeszcze bardziej wyprany z emocji niż zazwyczaj, może w taki sposób okazuje swoje zdenerwowanie przed bitwą, chłopak sam należał do tych tego typu ale nie mógł uwierzyć, iż jego lider nie czuje zupełnie nic. Odpowiedzialność za powodzenie bitwy oraz za życia swoich podwładnych spoczywały w jego rękach i nawet ktoś taki jak on musiał odczuwać jakąś presje. Chłopak obserwował swojego przywódcę, chciał przywitać go lekkim skinieniem głowy jeśli ten by go zauważył. Z rozmowy wynikło, iż towarzysz Ichirou, przyprowadził posiłki od innego rodu, co zaciekawiło młodego Sabaku i znów rozejrzał się po zgromadzonych "Ciekawe jak silni są i jakie umiejętności ukrywają ci wszyscy shinobi i w jakim stopniu pójść, za obcymi na śmierć." Pomyślał po słowach Jou na temat zaufania, "Jakie korzyści mają za wspieranie jego klanu? Na pewno nie robią tego bez korzyści" Brązowowłosa towarzyszka lidera zaczęła przedstawiać informacje, zawarte na małej tablice, ogólny zarys sytuacji i właśnie w tym momencie trafiło Ryujiego. Dopiero w tym momencie doszło do niego, że to nie kolejna misja ale ogromna bitwa w której zginą setki ludzi. Wydarzenia w Sanchu, miały podobną skalę ale tym razem to zaplanowane pole bitwy, gdzie każda strona będzie dążyła to ostatecznego zwycięstwa. Chłopak znów poczuł charakterystyczne uczucie, które ostatnio towarzyszyło mu podczas pustynnego pogromu, skurcz brzucha z uczuciem ciężkości na klatce piersiowej. Ryuji przeciągną mocno powietrze przez nozdrza i bezgłośnie wypuścił je ustami. Nie mógł się teraz rozpraszać, był wychowywany pośród władców piasku, którzy od dziecka wiedzieli, że takie emocje są zbędne i przeszkadzają we właściwej ocenie sytuacji. Chłopak, znów skupił się na rozmowie do, której nie wiadomo skąd dołączyła kolejna osoba, osoba której wygląd wzbudził niemałą uwagę. Coś co wyglądało na nici czy szwy pokrywały ciało przybysza. Ryuji widział już mnóstwo osób z różnego rodzaju tatuażami, kolczykami i czy innego typu ozdobami ciała ale nigdy wcześniej nie spotkał się z czymś takim. Zachowując odpowiednią kulturę, przybysz przedstawił się Jou, okazało się, iż był on kolejną osobą, którą sprowadził Ichi do walki po ich stronie. Ryuji był naprawdę pod dużym wrażeniem dokonanego przez niego czynu, mimo iż oboje spędzili ostatni czas na pomocy w wojnie to zrobili to na zupełnie inne sposoby.
Ryūji
 

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Koala » 18 paź 2016, o 00:43

-Taisou, powiadasz... - powiedział Jou na słowa Ichirou, mrużąc podejrzliwie oczy. W sumie, nie było to dziwne. Prawie wszyscy przedstawiciele Sabaku słyszeli o tej technice. Pustynna Msza Żałobna. Technika będąca ostateczną formą Pustynnej Trumny, potrafiąca zamykać nawet całe oddziały pod piaskową pokrywą i posyłać ich w objęcia Shinigami. Przez ostatnie lata jedyną osobą, która była w stanie opanować tę technikę, był właśnie Jou, a i on potrzebował do tego odpowiedniego przeszkolenia. Informacja, jakoby Ichirou nauczył się posługiwać tym jutsu bez niczyjej pomocy zdawała się mało prawdopodobna... ale jeśli była prawdziwa, mogła znacząco podnieść znaczenie młodzieńca na polu walki.
Wtedy do rozmowy dołączyła kolejna dwójka, tym razem był to Murai, którego Jou znał z walk na arenie w Sachu, oraz Yuusha, którego nie znał. Ale rozpoznał jego pancerz. Podobnie jak Murai, tylko on akurat mógł z tym mieć inne skojarzenia...
-Czekaj... Murai, tak? Pamiętam cię z Areny. Z Twoimi umiejętnościami będziemy mogli sobie pozwolić na więcej, niż się spodziewałem - powiedział, zachowując kamienną twarz. Następnie zwrócił się w kierunku Yuushy. - Ale przedstawiciela Shinsengumi na pustyni bym się w życiu nie spodziewał. Zwłaszcza, że strażnicy Muru podobno są neutralni. Coś się zmieniło gdy nie patrzyłem? - wypuścił papierosowy dym z płuc, tak by nie chuchnąć nikomu w twarz, po czym znów spojrzał na strażnika. - W jaki sposób możesz pomóc z barierami?
Zwrócił spojrzenie na Hikariego, znów mrużąc w zamyśleniu swoje jedyne oko. Przynajmniej tyle, że braki w tym względzie maskował włosami, bo pusty oczodół ma to do siebie, że nie wygląda najpiękniej. Chociaż, prawie nigdy nie odsuwał grzywy, i nie wiadomo co on tam teraz tak w ogóle miał. Przepaskę? Jakiś dziwny mechanizm, skoro i tak miał ramię? Piaskowe oko?
-Pięćdziesiątka... to i tak sporo. Będą w stanie zrobić równie porządne Gomuheki co nasza setka. Czyli trzeba będzie jakoś wspomóc pociski, by nabrały wzmocnionej penetracji... Hisako, czy dostaliśmy te prototypowe groty i kule, co to mają lepiej przebijać osłony?
-Tak, Jou-sama - odparła Hisako, cały czas coś notując. - Bomby również, i te do podkładania, i te co można nałożyć na katapultę.
Jou opuścił głowę, wciąż nie zmieniając miny.
-No dobra, czyli jesteśmy w domu. Jutro z rana możemy wyruszać... - podniósł głowę i rozejrzał się po obecnych. - Ktoś coś ma jeszcze do dodania, ma jakieś umiejętności które mogą się przydać?
Jego oko spoczęło również na Ryujim... i Shinjim. Tylko przy tym ostatnim, widząc jego przyczajenie, było to raczej spojrzenie karcąco-miażdżące, tylko z dodatkiem zapytania.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 720
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Yuusha » 18 paź 2016, o 17:18

No więc padło jednak na to, że zostałem wysłuchany, ba, nawet ten cały czerwonowłosy się mną zainteresował! Choć niekoniecznie musiało mi się podobać pytanie na temat neutralności organizacji do której przynależałem. Strażnicy byli neutralni? Być może i racja, ale...
Wzruszyłem jeno ramionami, gdy zbliżyłem się nieco do grupki wzajemnej adoracji, która otaczała lidera oraz kobietę, która najwyraźniej była jego jasystentką. Również siłą rzeczy zerknąłem na wszystkie te osoby, lustrując je na szybko. No, w dalszym ciągu nikogo nie kojarzyłem, bo jakby inaczej. Choć jeden z nich wyglądał dość... groźnie. Te szwy na ryju i dziwne oczy. Nie wyglądał na przyjemniaczka. Ale nic mi do tego.
- A ja słyszałem, że Strażnicy mogą dorabiać na boku, jeśli taka ich wola. A tak się składa, że ten tu- - urwałem, by wskazać brodą na Ichirou. - Złożył mi ofertę walki po Waszej stronie za odpowiednie wynagrodzenie. Tak więc nie widzę problemu, zlecenie to zlecenie. No, chyba że masz jakieś obiekcje... Jou-san? Dobrze dosłyszałem? - no cóż, moje zainteresowanie 'światem'. Ale chyba tak się właśnie nazywał. A mniejsza. W każdym razie gdyby faktycznie neutralność miała sprawiać jakieś problemy to nie zostałbym dopuszczony do poprzedniej bitki - mimo, że mur stoi na terenach Uchiha i jest praktycznie rządzony również przez nich to w końcu ma być neutralny, czyż nie? A skoro nikt mnie nie zatrzymał i jestem gdzie aktualnie jestem, to wszystko winno być w porządku. Niech mają teraz pretensje do samych siebie, jeśli nagle przestało im to pasować. Trza było wcześniej powiedzieć stanowcze 'nie', czy coś.
Na pytanie 'jak mógłbym pomóc z barierami', zamiast wyjaśniać, jedynie sięgnąłem dłonią do sakwy na mojej dupie, a następnie w niej pogrzebałem, by po chwili cisnąć w stronę jednorękiego bandyty kunaiem. Takim kryształowym, koloru czerwieni. Powinien go z łatwością złapać i z miejsca ocenić z czego jest zrobiony. W końcu wyglądał na kogoś 'ważnego' i doświadczonego, tak więc raczej miał wiedzę na ten temat. Słowa nie były potrzebne.
- Nie jest to może najlepsza 'jakość', ale wydaje mi się, że się nada. - dodałem, po czym zamilkłem. Z tego wszystkiego, gapiąc się jak ten facet pali, mnie samego naszła ochota na kolejnego dymka. Tak więc wygrzebałem papierosa i umieściłem go sobie w ustach, by po chwili zaciągnąć się zdrowotnym, siwym dymem. Następnie ponownie wróciłem do słuchania i obserwowania. Mówili o jakiś Yogan, lawie i w ogóle. Cholera, lawa? Brzmi dość strasznie, dobrze, że tamten gościu mówił o ludziach, którzy wspierali 'naszą' stronę. Lawa naprawdę nie brzmi zbyt przyjaźnie i nie chciałbym się z nią mierzyć. Ponadto wspomnieli również o bombach. Ta, zdecydowanie dobrze przygotowali się na ten atak, co? Ale chyba nie powinno mnie to dziwić. W końcu Ichirou powiedział mi, że mają zamiar zetrzeć w proch Kaguya. Tak więc to dość oczywiste, że poczynili odpowiednie kroki, by być gotowymi na wszystko.
'Ciekawe czy mój smok przebije się prze te mury?', zastanowiłem się przez chwilę. Cóż, jak jeden nie podoła to może dwa już tak? A zawsze zostaje opcja z trzema, bądź i więcej... ale hola, hola, chyba się nieco rozpędzam. Tak czy inaczej nie miałem zamiaru o tym wspominać. Na razie zaoferowałem się do wzmocnienia defensywy. Jak przyjdzie czas na atak to wtedy odkryje swoje 'karty atutowe'.
Yuusha
 

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Ichirou » 18 paź 2016, o 17:51

Och, czyżby lider nie wierzył jego słowom? Fakt, Ichirou był typem osoby, która lubi sobie schlebiać, przedstawiać się w jasnym świetle i mówić o sobie w samych superlatywach, ale obecnie na myśl mu nie przyszło, by w takiej sytuacji sztucznie zawyżać swoją wartość. To nie był ten sam bawidamek, ubrany w ekstrawagancki, czerwony strój, popisujący się na arenie i posyłający serduszka oraz pozdrowienia dla tłumu w celu zdobycia poklasku. Teraz stał przed swoim dowódcą, przepełniony nienawiścią i żądzą zemsty, będąc zdeterminowanym do zrealizowania tylko jednego celu, którym było pogrążenie wojsk wroga. Przeżyte tragedie podczas wojny w Sachū przełożyły się na zupełnie inną postawę. Po prostu w obliczu nadchodzącej konfrontacji nie można było pozwolić sobie na dawne wybryki. Skinął więc jedynie głową na komentarz Jou, zachowując przy tym poważny wyraz twarzy. Nie czuł potrzeby potwierdzania swoich umiejętności w szczególny sposób. Przywódca szczepu powinien traktować złotookiego akolitę serio. Aktualna postawa młodzieńca oraz obecność shinobi, którzy za jego inicjatywą mieli dołączyć do bitwy, powinny być wystarczającym dowodem na to, że żadnego ze słów Ichiego nie zostało wypowiedziane bezpodstawnie.
Milczał przez kolejne chwile, ponieważ teraz to nie jego dotyczyły poruszane tematy. Ze swojej strony wyjaśnił raczej wszystko i z pewnością więcej informacji do wymiany z liderem posiadali pozostali. Sabaku schował więc dłonie w kieszeniach i w spokoju przysłuchiwał się kolejnym słowom, padającym z ust zebranej tu grupki. Pięćdziesiątka Yōgan po drugiej stronie nie brzmiała zbyt optymistycznie, ale to wciąż tylko połowa z armii, która miała dołączyć do władców piasku. Zgodnie z dalszymi słowami Jou, finalista turnieju miał okazać się cennym nabytkiem w czasie bitwy. Z tym to akurat nie było wątpliwości, nie bez powodu przecież brązowowłosy chciał go ściągnąć, kiedy tylko ujrzał go w Ryuzaku. No i pozostał jeszcze osobnik z Muru, który stylem bycia chyba był najbardziej podobny do Ichiego. Huh, jego zachowanie wobec Jou nawet wywołało na twarzy bawidamka drobny, przelotny uśmieszek. No dobra, może odrobinkę przesadził, ale pewności siebie (a może też nierozwagi?) bez wątpienia mu nie brakowało. Byleby tylko szef się nie rozgniewał. Nie żeby brązowowłosy chłopak zrobił się nagle porządny i grzeczny, ale w obecnej chwili nie miał jakiejkolwiek ochoty na spory, które odciągałyby wszystkich od najważniejszych spraw. Poza tym, to on ściągnął na Wydmy najemnika z Muru, więc tak jakby odpowiadał za jego osobę. Wcale nie chciał brać na siebie tej odpowiedzialności, no ale mimo wszystko tak to mogło zostać odebrane. Wolał zatem, żeby Yuusha za bardzo nie szalał.
Nie miał nic więcej do dodania, więc po prostu czekał i uważnie rejestrował przebieg rozmowy pozostałych. Myślami już wybiegał do jutrzejszego dnia, co budziło w nim niemałe emocje. W końcu miała nadejść ta chwila, na którą tak bardzo się nakręcał od ostatnich miesięcy.



    Na szybko pisane, bo zaraz wychodzę.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2523
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Hikari » 18 paź 2016, o 20:58

W tym miejscu chcąc nie chcąc powstawało małe zamieszanie. Już było ich trochę przy liderze, a ludzi tyko coraz więcej przybywało. Co do niejakiego Murai'a... Został zapamiętany z areny, czyżby w Sabishi? Skoro tak to musiał być silny, Hikari mimo wszystko nie mógł się doczekać na zobaczenie jego zdolności. Zresztą... Wracając do tematu, po dziwnym przybyszu z wyglądu przyszedł dziwny z zachowania. No bo zazwyczaj jak się nie zna kogoś to się okazuje jakiś szacunek, a tym bardziej do lidera. A ten tutaj? Był niezwykle arogancki, ale jedno mu trzeba przyznać. Prostu człowiek nie pierdolący się nad losem. A Hikari teraz ma zupełnie inną drogę. Z góry naznaczoną być może nawet do śmierci. W rozmowie usłyszał odpowiedź na jego także nurtujące pytanie, ale chyba nie ma powodu aby poddawać w wątpliwość jego słów. Potem sięgnął do kieszeni z tyłu, aby rzucić kryształowym kunai'em w lidera. Pewnie chciał pokazać swoje umiejętności, ale on sam nie miał pozostawać bierny na aż taki brak szacunku i postanowił się wtrącić przerywając to. Chyba jako jedyny tutaj tak to odbierał, a może to coś z nim było nie tak? W lecący przedmiot plunął lawą tak aby nikt potem nie był w stanie w żaden sposób ucierpieć. Najwyżej osoby będące najbliżej mogły poczuć bijące ciepło od jego wystrzelonej sporawej kulki. Właściwie to był jego dopiero początek w tym kierunku, ale to było wystarczające. Pokazał niewielką część możliwości swojej i swojego szczepu. Czy musiał cokolwiek tutaj mówić, dodawać czy też nie? W sumie sam tak nie uważał, ale spojrzenie lidera w jego stronę wyrażało niemalże coś innego.
Czekał na jego wypowiedź w spokoju, nie przejmując się niczym. Nie zrobił mimo wszystko nic złego. Odnośnie planów bitwy nie dyskutował. Czy zrobią takie same Gomuheki? W to szczerze wątpił, ponieważ uważał, że ma bardziej utalentowanych ludzi, ale może to tylko jego opinia. Nie ważne. Mimo wszystko jak się dalej okazało nie był nic, a nic potrzebny obecnie więcej więc się nie wychylał to proste, aczkolwiek... Bomby, groty penetrujące, kule... To wszystko było niezwykle interesujące. Dzięki temu będzie mógł się dowiedzieć o nowinkach technologicznych. Na ten moment to dla niego za wcześnie aby mieszać się w takie tematy więc po prostu czekał na dalsze instrukcje. Nie musiał się obawiać, bo ostatnie słowa lidera można odebrać dość pozytywnie, mimo jego stale poważnej miny. Czyżby to wydarzenie w Sabishi go tak zmieniło? Za wiele możliwości więc po chwili myślenie o tym zostało porzucone...




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1754
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Shinji » 18 paź 2016, o 22:47

Generalnie Shinji nie dowiedział się zbyt dużej ilości ciekawych informacji. Miał nadzieje na coś więcej, ale było to do przewidzenia w końcu tylko idiota omawiałby bardzo istotne sprawy na forum publicznym. Strategia, którą obrał czyli podsłuchiwanie na odległość nie odniosła spodziewanych rezultatów i trzeba było podjąć nowe kroki. Pojawiło się przez to pytanie - jakie? Kolejną istotną kwestią było to, że gdyby nawet udało mu się znaleźć stosowną odpowiedź to pozostawała jeszcze kwestia jak podejść do lidera bo zapewne wiązałoby się to z bezpośrednią konfrontacją. Dalsze bawienie się w szpiega mogło skończyć się pojmaniem i bardzo bolesnym wydobywaniem informacji, a to byłoby bardzo złe zważywszy na fakt, że miał do czynienia na osobności z liderem organizacji. Okazja nadarzyła się szybciej niż mógł się tego nawet spodziewać. Najpierw czcigodny Jou bezpośrednio po pytaniu o jakieś przydatne umiejętności spojrzał w jego kierunku dziwnym wzrokiem jakby doskonale wiedział co młody Uchiha robi, a następnie Hikari rozpoczął swoje przedstawienie. W pierwszym momencie Shinji myślał, że źle go ocenił i jego celem było zabicie lidera Sabaku, ale nie. Kunai, który został przez niego wyrzucony oberwał lawą i zagrożenie zostało zneutralizowane. Trudno było ocenić jak wszyscy na to zareagują. Najgorsze było to, że nie było mu to obojętne zdążył polubić tego osobnika i przykro by było gdyby nagle przytrafiło mu się coś złego, a to co zrobił było wyjątkowo lekkomyślne. Jakby nie zdawał sobie sprawy z czym taka pokazówka mogła się wiązać w końcu stworzył bezpośrednie zagrożenie dla Jou, a przynajmniej tak to właśnie wyglądało.
Chwilowo jednak zignorował ten fakt, a zamieszanie postanowił wykorzystać na swoją korzyść. Ruszył w kierunku całego zgrupowania przyśpieszonym krokiem po drodze przepychając się przez tłum gapiów, który zapewne zaczął się tworzyć w zaistniałeś sytuacji. By jasno dać znać o swoich intencjach, a na dodatek lekko wybić wszystkich z rytmu zmieniając temat, którym z pewnością będzie to co zrobił Terumi rozpoczął.
- Wydaje mi się, że jestem w posiadaniu czegoś co mogłoby okazać się przydatne.
Wypowiedź tego typu można było uznać za lekki blef w końcu jego Sharingan po za znacznym zwiększaniem intensywności odbierania bodźców wzrokowych był całkowicie bezużyteczny. Jedyną przydatną zdolnością mogła się okazać możliwość szacowania chakry oponentów jak i sama możliwość jej dostrzegania. Lider Sabaku mógł być również niezbyt dobrze poinformowany o tym co te oczy potrafiły, chociaż kto tam go wie.
- Mianowicie to.
Słowa to wypowiedział będąc jakieś 2-3m od swojego celu. Z tej odległości można było już bardzo dobrze zauważyć to co pokazał. Jego oczy zmieniły swój wygląd pokazując w pełnej okazałości cudo, którym dysponował. Pokazanie go teraz było taktyczną zagrywką w końcu użycie Kekkei Genkai bezpośrednio na polu walki było nie do uniknięcia więc prędzej czy później wieść o tym, że po stronie Sabaku jest jakiś Uchiha rozniosłaby się niczym pyłek kwiatów przenoszony przez pszczoły.
- Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Jestem raczej przyzwyczajony do działania w dyskrecji.
Kto miał zrozumieć ten zrozumiał, że chodziło o chamskie podsłuchiwanie z ukrycia wszystkich omawianych rzeczy. Zapewne po całym tym cyrku jego persona nie pochłonęła zbyt dużo uwagi ze strony Jou i zajął się Hikarim zaraz po skończeniu kwestii przez Shinji'ego. Ewentualnie poświęcił mu bardzo małą ilość uwagi. Z niewiadomego powodu póki co wolał zachować utożsamianie się z Krukami w sekrecie. Wyjątkiem byłaby tutaj sytuacja gdyby nagle lider Sabaku zaczął go ciągnąć za język co było możliwe jednak mało prawdopodobne po efektownym potraktowaniu lecącego w niego kunai'a lawą.
Shinji
 

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Ryūji » 19 paź 2016, o 09:56

Ryuji wciąż biernie przysłuchiwał się rozmowie, oraz bacznie przyglądał przybyszom, którzy po kolei zagadywali do Jou. Blondyn wolał spokojnie poczekać, aż całe towarzystwo się rozejdzie i wtedy na osobności zaczepić lidera, by zamienić z nim słówko i wyrazić gotowość bojową. Podczas rozmowy okazało się, iż tajemniczy osobnik ze swego rodzaju szwami na ciele, walczył podczas turnieju na piaskowej arenie w Sachū no Senjō. "Gdybym tylko wyruszył wtedy wcześniej to może obejrzałbym jego walki, chociaż coś czuje, że już wkrótce przyjdzie mi poznać jego umiejętności, a może i ich wszystkich. Chłopak nie mylił się za bardzo bo już w następnym momencie nastąpiło coś czego się nie spodziewał. Gość w czarnym płaszczu niczym najmroczniejsza noc, którego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia wygrzebał coś ze swojej torby, był to kunai, lecz taki jakiego nigdy wcześniej młody Sabaku nie widział na oczy. "Czy to jakiś kruszec? Kryształ? Niestety nie było mu się nad tym zastanowić dłużej a tym bardziej przyjrzeć. Czarnowłosy cisnął kunaiem w lidera Sabaku, ciało Ryujiego automatycznie drgnęło do działania ale w ostatniej chwili się powstrzymał, po pierwsze wiedział, że coś takiego nie sprawiłoby Jou najmniejszego problemu a po drugie nastąpiło coś jeszcze bardziej niesamowitego. Chłopak, który od początku towarzyszył Ichirou w rozmowie ustrzelił lecący kunai czymś czerwonym, przypominającym ogień lecz było, bardziej dużo bardziej namacalne niczym lawa? Blondyn posiadał podstawową wiedzę na temat żywiołów, którymi posługują się shinobi i nawet miał okazję widzieć kilka z nich w akcji ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie spotkał. To doświadczenie, znów uwidoczniło jego braki, tym razem braki w informacjach. Prawdopodobnie tyle ile shinobi na świecie, tyle najróżniejszych technik a on tak naprawdę nie wiedział nic.. Co by było gdyby miał się mierzyć z czymś takim? Jak zareagował by na kontakt z tym jego piasek? Z tego co mówili istnieje duże prawdopodobieństwo spotkania ich po stronie wroga.. Takie i wiele innych pytań nasuwały mu się do głowy, miał zaległości i musiał je nadgonić inaczej nie pożyje długo na tym świecie. Mimo, iż udało mu się zebrać namiastkę danych na temat tych dwóch osobników, to trochę się w nim zagotowało, nie ważne kim byli i skąd pochodzili, powinni zachować minimum kultury przed jego liderem i jeżeli chcieli pokazać umiejętności mogli zrobić to w łagodniejszy spokój a nie ciskać atakami przed jego twarzą. W ten do rozmowy wtrącił się kolejny osobnik, znów o czarnych włosach, wśród nich wszystkich blondas nieco się wyróżniał lecz chyba wciąż nie tak jak pozszywany gość. Nowy rozmówca, biorąc przykład z pozostałej dwójki, zamierzał zademonstrować co potrafi. Ryuji bacznie przyglądał się całej sytuacji lecz nie zauważył nic co zrobiłby czarnowłosy, aż po chwili podniósł wzrok na jego oczy, które te wyglądały zupełnie inaczej niż kiedy stał z tyłu. Chłopak nie miał zielonego pojęcia co mogło to znaczyć, czy wykonywał nimi jakieś techniki, a może dawały mu jakieś umiejętności? Zaraz, zaraz czy podczas pustynnego pogromu, Jou nie wspominał czegoś o tych dwóch klanach, które walczyły między sobą i że jedni z nich nie mieli jakiś dziwnych oczu? Ehh nie przypomnę sobie, znów zadanie do odrobienia..
Młody Sabaku zamierzał poczekać, aż reszta się wygada i kiedy będzie sposobność zamierzał zaczepić swojego lidera, aby porozmawiać z nim w nieco mniejszym gronie. Wykonując kilka większych kroków, stanął tuż przy nim, kłaniając lekko głowę
- Jou-dono. Witam, miło widzieć Cię w dobrym zdrowiu. Zaczął jak zwykle swoim bezuczuciowym tonem i kamiennym wyrazem twarzy.
- Nie chciałem przeszkadzać w rozmowie i teraz też nie zajmę Ci dużo czasu. Nie będę się popisywał swoimi umiejętnościami jak poniektórzy, bo doskonale wiesz co potrafią, chciałem tylko powiedzieć, że od ostatniego naszego spotkania robiłem wszystko by tym razem nie być takim ciężarem i jestem gotów wykonać każde zadanie i nie zawaham się poświęcić życia dla dobra szczepu. Szczerze mówiąc chłopak miał z liderem coś do omówienia, lecz w tym momencie mieli na głowie dużo ważniejsze sprawy, więc jeżeli wszystko dobrze się zakończy, dopiero wtedy zamierza mu o tym wspomnieć, teraz każdemu było potrzebne skupienie przed nadchodzącą bitwą.
Ryūji
 

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Murai » 19 paź 2016, o 15:32

Dołączenie się Muraia do grupy nie obyło się bez zwrócenia na niego uwagi. Jakby nie patrzeć przybył do nich finalista turnieju w Sabishi, który teoretycznie miał wyłonić najsilniejszego z nich. Tak też było, zgodnie z walką Natsume wygrał za pomocą znacznego ograniczenia widoczności przeciwnika, samemu mogąc swobodnie poruszać się po polu bitwy. Murai jednak nie wspominał teraz przegranej potyczki, a obserwował pozostałych obecnych wokoło Jou. Była to zbieranina osób po których ciężko było jednoznacznie powiedzieć, co potrafią. Poza Ichirou, którego umiejętności Kakuzu mniej więcej znał. Pytanie czy inni na podstawie jego wyglądu mogli powiedzieć, że był kim był? Nietypowe oczy i skóra pokryta szwami wzbudzały zainteresowanie swoją odmiennością. Po Muraiu o grupki dołączyła kolejna osoba, która wydawała się mu znajoma. Gdzieś już go widział. Szybka analiza wcześniejszych wydarzeń sprawiła, że rozpoznał tego osobnika. Nie pamiętał jego imienia, ale to on bezpośrednio zagroził życiu lidera Senju, zamykając go w krysztale. I za pomocą negocjacji zdołał ujść z życiem z całego zamieszania jakie wokoło siebie wywołał. Widział już możliwości tego osobnika dlatego jego obecność faktycznie może okazać się cenna dla tej strony konfliktu. A to, że nie tak dawno stali po przeciwnych stronach konfliktu? O ile ten nie będzie chciał go zamordować bądź też wyrżnąć kilku sojuszników, to problemu raczej nie ma. I oby nie było. Jou, co było do przewidzenia, rozpoznał w Muraiu finalistę turnieju, jednak czy słusznie wiązał z tym nadzieję? Coby nie powiedzieć, to na wojnie najbardziej skuteczne są techniki kolosalnych rozmiarów. Skala działań i technik Muraia była nieproporcjonalnie mniejsza w porównaniu do, przykładowo, ogromnego smoka Shigeru. Więc czy będzie w stanie faktycznie wpłynąć na losy bitwy? Poprzednio tego nie dokonał.
Do Muraia cały czas docierały kolejne informacje. O kryształowym osobniku, który miał być strażnikiem na Murze. O prototypowych pociskach do maszyn wojennych, które mają wzmacniać penetrację. Ale najbardziej interesującym było zachowanie tego osobnika. Zamiast odpowiedzi zwyczajnie sięgnął do swojej torby. Murai automatycznie wręcz zachował dużą dozę ostrożności. Mogło być to cokolwiek, od jakiejś wiadomości na wybuchowej notce skończywszy. Natychmiastowa reakcja była wręcz obowiązkowa. Dla Kakuzu ruchy rzucającego były bardzo powolne, reakcja nie powinna być trudna. O dziwo był to kunai, stworzony z kryształu. Rzucił nim prosto na Jou. Ale jeden z zebranych zrobił rzecz również niespodziewaną. Zmienił trajektorię pocisku za pomocą... czegoś wypuszczonego ze swoich ust? Szybka technika, ale czym dokładnie była substancja wystrzelona? Miała czerwony kolor, konsystencja przypominała płyn. Nie było rzadkie, jakby trochę zagęszczone. Lawa? Jeśli faktycznie to lawa, to Murai uzyskał kolejne interesujące informacje. Lawa, substancja wyjątkowo destrukcyjna. Kto by pomyślał, że tak szybko uda się znaleźć takie nietypowe umiejętności? Warto było tutaj przyjść chociażby dla tego. Sam kunai został odtrącony gdzieś na bok. Co za dziwne zachowanie. Pozbawione większej logiki i sensu. Mógł pochwalić się swoimi umiejętnościami w inny sposób, nie zwiększając ostrożności ze strony innych nie wyrabiając sobie negatywnej opinii. Kolejnym interesującym nabytkiem okazał się osobnik który dołączył się do grupy po tym incydencie. Czegoś, co mogłoby okazać się przydatne? Osoba nie wyróżniała się prawie niczym, przez to tylko Murai był wystarczająco charakterystyczny by wybijać się z tłumu. Ale kiedy oczy nieznajomego zalśniły czerwienią, Kakuzu natychmiastowo połączył fakty. Zjechał wzrokiem w dół, zachowując tym samym maksymalne skupienie. Sharingan. Genjutsu. Wojna. Wszystkie te elementy dały o sobie znać. Ale mimo tego był on po prostu kolejnym osobnikiem chcącym pokazać swoje umiejętności. Czy aby na pewno? W tym momencie Kakuzu mógł wejść w jego Genjutsu. Kiedy wszyscy się rozejdą będzie musiał koniecznie to sprawdzić, może nawet dokonując samookaleczenia? Na razie jednak wszystko wydawało się w porządku.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1832
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Koala » 20 paź 2016, o 00:33

Jou spojrzał z kamiennym spokojem na podchodzącego do niego Yuushę. Słysząc jego lekkoduszny, zahaczający niemal o arogancję sposób wypowiedzi, lider Sabaku tylko skrzyżował ramiona na piersi. Nie drgnęła mu przy tym nawet powieka. Prawdopodobnie nie był zadowolony z faktu, że ktoś kto miał walczyć po ich stronie podchodził do tego w tak dziwny sposób, ale najwidoczniej ostatecznie uznał, że nie jemu to oceniać... skoro planował walczyć, to kim był by tego mu zabraniać. Za to lekko uniósł brew, gdy zauważył że Shinsengumi sięgnął dłonią do torby i rzucił w jego kierunku kunaiem stworzonym z czerwonego kryształu. Pocisk prawie natychmiast został zestrzelony w locie przez lawę Hikariego, lecz Jou zdążył już zauważyć to, czego potrzebował.
-Shouton... proszę bardzo. Przydatna rzecz. Lecz postaraj się następnym razem przy pokazywaniu umiejętności nie prowokować sytuacji, w których będziesz na celowniku kilkudziesięciu kusz - powiedział z nieprzeniknionym spokojem, spoglądając na dwie strony. Faktycznie, zgromadzeni wokół Sabaku zdawali się być przygotowani na ewentualność, gdyby Yuusha spróbował zaatakować lidera. Ale spokój na twarzy Jou sprawił, że szybko opuścili broń. - Ogólnie ta szopka póki co nie była potrzebna. Naużywacie się swoich technik podczas bitwy.
Następnie zwrócił się w kierunku Shinjiego i Ryujiego, najpierw skupiając wzrok na tym pierwszym.
-Wiem, Ryuji. Oby jednak nie było konieczności kolejnych strat wśród Sabaku. Każde życie jest na wagę złota.
Spojrzał na Shinjiego zupełnie obojętnym wzrokiem. Gdy ten pokazał mu Sharingana i wyjaśnił co i jak, lider tylko westchnął lekko.
-Jeszcze nie w pełni rozwinięty, eh? Cóż... lepsze to niż nic. Może się przydać w korygowaniu balist, czy coś. - Wstał z koła, na którym siedział, i wolnym krokiem podszedł do młodego Uchihy. - Dyskrecja dyskrecją. Czasem jednak lepiej się pokazać, niż próbować być dyskretnym. Po wychwyceniu tacy osobnicy zazwyczaj kończą jako celownik. A ostre zatrucie żelazem po oberwaniu takim bełtem nie jest przyjemne.
Odwrócił się i ruszył w kierunku namiotu, z którego wyszedł.
-Liczę na was. Bądźcie gotowi z samego rana. Hisako, wiesz co zrobić.
Z tymi słowami wszedł do środka, pozostawiając was ze swoją przyboczną. Ta jednak dość szybko podeszła do stojącego nieopodal rogu i zadęła w niego donośnie. Wokół zabuzowało. Był to znak, by udać się na spoczynek. O świcie armia ruszała na Atsui.
By rozwiązać wszystkie sprawy.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 720
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Ichirou » 20 paź 2016, o 19:07

Obrazek
Poirytowany przyglądał się zaistniałej szopce. Być może w innym czasie, w innym miejscu i w innych okolicznościach taka sytuacja rozbawiłaby go, ale teraz był zbyt skoncentrowany na dniu jutrzejszym, by mieć ochotę na głupie wybryki. Obserwował obecną tu grupkę w milczeniu, licząc, że Jou prędko ukróci dziwne pomysły pozostałych. Chłopak nie mylił się w swoich oczekiwaniach i chwilę później rozmowa wróciła na właściwy temat. Skoro najważniejsze kwestie zostały omówione, zbiegowisko miało się rozejść. Głównodowodzący z pewnością miał teraz wiele na głowie, więc opuścił grupkę i wrócił do swego namiotu. Ichirou skinął jedynie głową na jego ostatnie słowa. Chyba nie było potrzeby, by prowadzić z liderem jakieś dalsze dyskusje. Mimo wszystko Asahi był wciąż tylko akolitą i nawet jeśli miał w sobie duży potencjał bojowy, to był słabo zaznajomiony z kwestiami organizacyjnymi. Kiedy Jou wraz z przybocznymi prowadzili przygotowania w Sabishi, brązowowłosy młodzieniec wędrował po okolicznych prowincjach i działając na własną rękę szukał dodatkowego wzmocnienia dla swojej strony konfliktu. Na miejscu stawił się dopiero niedawno, nie miał zbyt obszernej wiedzy na temat aktualnego stanu wojsk, machin oblężniczych, zaopatrzenia. Szczegółowe wdrażanie go we wszystkie sprawy byłoby zbyt czasochłonne, a czasu praktycznie już nie było. Asahi był osobą, która lubiła się pchać na pierwszy plan, ale w tym przypadku nie zamierzał się za bardzo wcinać w plany Jou. Swoje zrobił, poprawił swoje umiejętności i zebrał żołnierzy, ale to do lidera już pozostawała decyzja, jak poszczególnymi siłami rozdysponować. Ichirou był zatem gotowy do spełnienia roli takiej, jaką wybierze dla niego lider.
Odprowadził spojrzeniem przywódcę Sabaku, a potem przerzucił swoje spojrzenie na Hisako. Mimowolnie posłał w jej kierunku lekki uśmiech, który ta prawdopodobnie wychwyciła. Chwilę później po całym obozie rozniósł się dźwięk rogu, który wzmógł emocje tkwiące w akolicie. Pozostały już tylko ostatnie godziny, które dzieliły ich od wyruszenia z samego rana na bitwę, która miała prawdopodobnie rozstrzygnąć na dobre konflikt między dwoma znienawidzonymi klanami. Ichirou mógł wkrótce wyzwolić wyzwolić swoją agresję wobec barbarzyńskiego rodu i zaspokoić żądzę zemsty. Od jutra wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Sytuacja w całych Samotnych Wydmach mogła zmienić się na różny sposób. Nic więc dziwnego, że złotooki władca piasku czuł dziwną, trudną do opisania mieszankę ekscytacji i zdenerwowania.
Po chwili oderwania od świata zewnętrznego wrócił myślami na ziemię. Okoliczni żołnierze zajmowali swoje miejsca, udawali się na spoczynek. Brązowowłosy wiedział, że też tak powinien uczynić, chociaż nie był pewien, czy będzie w stanie zmrużyć oko tej nocy. Westchnął cicho, rozglądając się po obecnych przy nim osobnikach. W pierwszej kolejności skupił swoją uwagę na Ryūjim, który niedawno się pojawił. Biorąc pod uwagę fakt, że poznał go w czasie dramatycznych wydarzeń w Sachū i działał razem z nim przez wszystkie tamtejsze zmagania, darzył go pewną sympatią. Stąd też takie, a nie inne powitanie młodszego kuzyna z jego strony. Podszedł do niego i klepnął go przyjacielsko w ramię.
- Dobrze cię widzieć, blondasku. Może tym razem znowu będziemy współpracowali - odrzekł krótko, zaraz po tym spoglądając na pozostałych. Byli tutaj wszyscy, których zdołał ściągnąć osobiście.
- No cóż, widzę, że moja ekipa jest w komplecie. Ugh, normalnie zaprosiłbym was wszystkich na sake, ale wiecie, to trochę słaby moment. Radzę więc przygotować się i nastawić na jutrzejszy pogrom. Piaski pustyni nasiąkną krwią kościanych barbarzyńców. - Po tej dość zdecydowanej deklaracji schował dłoń do kieszeni i znowu omiótł spojrzeniem grupkę. Ze swojej strony chyba nie miał żadnego tematu do podjęcia, ale wstrzymał się z odejściem, by upewnić się, że dla wszystkich aktualna sytuacja jest jasna.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2523
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 27
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Yuusha » 20 paź 2016, o 22:21

Gdybym chciał się zamachnąć na życie tego całego Jou, to kurwa, naprawdę, wysiliłbym się bardziej niż rzucenie kunaia z bliskiej odległości. I do tego w tłumie ludzi, którzy najwyraźniej nie byli zwykłymi żołdakami, bo umieli chakre. Jasne, wybuchowa notka i te sprawy... ale gdybym chciał użyć czegoś takiego, to sam bym się zwyczajnie wysadził, a nie posługiwał dodatkową bronią i dawał szansę na ewentualne zaprzepaszczenie zamachu, co nie? No dobra, postąpiłem trochę lekkomyślnie, ale nie oszukujmy się, aż tak mocno w niego nie rzuciłem, by trzeba było na to reagować w ten sposób. Ale najwyraźniej jeden typ tego nie rozumiał, bo wziął i plunął w mój oręż, który miał 'zademonstrować' moją przydatność do zadania, płynnym ogniem. Z początku nie wiedziałem jak na to zareagować, ale ciało samo wykonało lekki ruch w tył, zaś ręka ponownie sięgnęła do sakwy celem wydobycia kolejnej broni, jednak... no właśnie, gość poza tym 'numerem' nie wykazywał żadnej agresji, co zbiło mnie mocno z tropu. Co to miało być?
- O chuj Ci chodzi? - warknąłem w jego stronę, wracając do wcześniejszej pozycji, ale w dalszym ciągu będąc gotowym na jakieś 'ewentualności'. Na szczęście w porę wtrącił się szkarłatnowłosy mężczyzna, bo już miałem zamiar pytać czy gościu od 'lawy' ma jakiś problem i czy przypadkiem nie chce bym to ja go rozwiązał.
Westchnąłem, po czym ponownie zaciągnąłem się papierosem.
- Proszę wybaczyć, nie miałem zamiaru sprawiać problemów. - odpowiedziałem mu. Na szczęście ten zdążył zauważyć z czego jest zrobiony kunai i sprawa się wyjaśniła, choć gdy spojrzałem na ostrze, stwierdziłem, że na nic się ono już raczej nie przyda. Wzruszyłem jedynie ramionami, po czym ponownie zerknąłem na Hikariego, mierząc go wzrokiem. 'Dupek', jedynie to przyszło mi na myśl na jego temat. Następnie wróciłem do rozmowy, a raczej do słuchania, bo najwyraźniej mój udział w niej się już zakończył. Aczkolwiek nie mówili o niczym ciekawym, bo raz, że mnie to nie obchodziło, a dwa - nie wszystko rozumiałem. Ale przecież nie musiałem. Głównie chodziło o tego całego Uchihę, który aktywował swoje kekkei genkai. Sharingan. Taaa, teraz już wiedziałem czym to jest i co potrafi. Wiedziałem nawet aż za dużo, mało tego - byłem tego świadkiem. 'Eh, a mogłem nie strzępić za mocno ryja, to bym tego uniknął', stwierdziłem w duchu. No ale cóż, bywa. W każdym razie byłem dziwnie zadowolony, że jest tu jeden z Uchihów, bo jak wiadomo - lubiłem ich. Nie to, żebym zaraz lazł do niego i zaczął się z nim zaprzyjaźniać, czy pleść inne bzdury, po prostu pasowała mi jego obecność. Tyle.
Gdy gadka-szmatka się zakończyła, Jou wrócił do swojego namiotu, zaś jego asystentka dała sygnał za pomocą rogu, że pora na odpoczynek. Tak przynajmniej wywnioskowałem po reakcji reszty wojaków, która się zwyczajnie rozeszła. W takim też razie chyba i pora na mnie, co? Tylko gdzie by tu się udać? Wypadałoby zapytać o jakiś nocleg, no, chyba że najemnicy mają sami sobie rzepkę skrobać. W każdym razie pewno na razie jebne się gdzieś w miarę 'wygodnym' miejscu, bo w końcu od czego miałem ten kawał futra, i pogapię na niebo. A potem się zobaczy.
Po wysłuchaniu jeszcze słów Ichirou, skinąłem mu głową, po czym dopaliłem papierosa i wgniotłem go swoim buciorem w ziemię, kończąc tym samym jego i tak krótki żywot. Następnie zerknąłem po raz kolejny na gościa od płynnego ognia i skrystalizowałem w dłoni kunaia, coby uzupełnić ubytek, który był spowodowany działaniem tamtego gościa. Nowo powstałe ostrze schowałem do odpowiedniej sakwy, po czym udałem się na wcześniej wspomniany spoczynek.
Yuusha
 

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Ryūji » 21 paź 2016, o 08:48

Jou dono miał rację, że każde życie jest na wagę złota, Ryuji też tak uważał, każdy Sabaku i jego sprzymierzeniec byli dla niego cenni ale jego własne życie? Do tego podchodził nieco inaczej z nieco większym dystansem, chociaż kto wie, może tylko teraz tak mówi a jak przyjdzie stanąć ze śmiercią oko w oko czy będzie w stanie się poświęcić dla dobra ogółu, być może przyjdzie mu odpowiedzieć na to pytanie szybciej niż myślał. Skinął delikatnie głową aby pożegnać swojego lidera, jedną z niewielu osób które miały i wciąż mają faktyczny wpływ na niego i jego rozwój, to właśnie on i jego ojciec zaszczepili mu miłość do szczepu. Kiedy tylko Jou odszedł w swoją stronę jego towarzyszka zadęła w potężny róg, który swoim dźwiękiem przenikał całe ciało, był to pierwszy sygnał przed nadchodzącą bitwą, sygnał do odpoczynku przed wymarszem, można było rzec, że już prawie się zaczęło. Był to czas na sen jak i sprawdzenie swojego sprzętu, blondasek mógł się założyć, że wielu obecnych w obozie nie zmruży nawet oka przez napięcie oraz strach wiszące w powietrzu. Było tu wielu młodych, mało doświadczonych jak on wojowników, dla których to pierwsza tego typu bitwa, jak i również wielu którzy znają już je doskonale. Ryuji już miał znaleźć sobie jakiś niewielki kącik w którym mógłby sprawdzić swoją torbę, jak i odpocząć, kiedy podszedł do niego nie kto inny jak Ichirou, klepiąc go w ramię. Chłopak wiele przeszedł ze starszym kuzynem i wiele mu zawdzięczał, była to druga osoba dzięki, której udało mu się wybrnąć z pustynnego pogromu. Darzył go dużym szacunkiem, na który zapracował swoją siłą i umiejętnościami, a dziś sprowadzając tylu sojuszników tylko go umocnił.
- Cieszę się, że cię widzę Ichirou-dono. Odparł jak zwykle beznamiętnym głosem i z twarzą bez wyrazu.- Widzę, że nie traciłeś czasu, liczba sojuszników, których udało ci się sprowadzić jest naprawdę imponująca, nie próżnowałeś i mogę się założyć, że twoje umiejętności także wzrosły. Jeżeli przyjdzie nam walczyć u jednego boku, tym razem nie będę cię spowalniał, także udało mi się troszkę poprawić, choć wciąż wiele mi brakuje do twojego poziomu. Dokończył po czym znów rozejrzał się po wszystkich wokoło, każdy z kompanów Ichirou w jakiś sposób zapadł mu w pamięci, czy to charakterystyczny wygląd czy lekkomyślne zachowanie, zmieniające się oczy, każdy z nich na pewno skrywa niesamowite umiejętności oraz tajemnice dlatego też młody Sabaku zamierzał bacznie się im przyglądać. Kiedy Ichirou, poradził aby udać się na spoczynek, chłopak skinął lekko głową w kierunku kuzyna i ruszył w kierunku najbliższej z balist. Ściągną gurdę z pleców i opuścił ją na ziemię. Siadając na piasku, oparł się o jeden z elementów balisty, przynajmniej miał pewność, że zostanie obudzony przed bitwą bo sprzętu raczej nie zostawią, no jeśli w ogóle uda mu się zasnąć. Ryuji zamierzał przejrzeć dokładnie zawartość swojej torby na sprzęt aby sprawdzić czym dysponuje, jeszcze przed powrotem do obozu odwiedzał sklep co było strzałem w dziesiątkę. W obozie wciąż panowało zamieszanie lecz z każdą chwilą robiło się coraz ciszej. Każdy żołnierz, shinobi, dowódca, medyk i wielu wielu innych, na swój sposób próbowało sobie radzić z napięciem przed bitwą. Blondyn spojrzał w niebo, teraz kiedy nie miał się na czym skupić, myśli przewijały mu się jak szalone. Gdzie i z kim dostanie przydział? Czy jego ojciec stawił się do walki? Czy zwyciężymy? Czy przeżyje? Noc nie zapowiadała się na łatwą, lecz wciąż trzeba było spróbować zmrużyć oko choć na chwilę.
Ryūji
 

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Murai » 21 paź 2016, o 18:11

Sytuacja i atmosfera były bardzo napięte. Wyrzucenie kryształowego kunai prosto w lidera było dla Muraia całkowicie bezsensowne. Istniało mnóstwo innych sposobów na pokazanie swoich umiejętności tworzenia kryształowych przedmiotów, dodatkowo takich które nie wymuszały wzmożonej ostrożności o własne życie. Może i była to jednostka wybitna, ale na pewno nie ze względu na błyskotliwość i umiejętność podejmowania racjonalnych decyzji. Lider zachował całkowity spokój w tej nietypowej sytuacji i potępił zachowanie rzucającego. Faktycznie ludzie wokoło patrzyli się podejrzliwie, niektórzy wyjęli broń. Szybko jednak ją schowali, najwidoczniej uznając sytuację za opanowaną. Czy Jou nie powinien podziękować takiemu nieprzewidywalnemu osobnikowi? W każdym razie go nie wyprosił. Jeszcze kilka słów i Jou wrócił do namiotu, wcześniej deklarując rozpoczęcie ataku z rana, o świcie. Dla Muraia oznaczało to przebywanie w nocy na obcym terytorium, a jeszcze nie opracował metody na zabezpieczenie pomieszczenia za pomocą swoich nici. A żyłki i dzwonki zostawił w domu. Tylko gdzie będzie wypoczywał? Osobistego namiotu nie otrzyma, więc będzie go musiał dzielić z innymi żołnierzami.
Muraia z lekka zaskoczyła dalsza postawa użytkownika kryształu, który w dość wulgarny sposób wyraził swoje zdziwienie zbiciem jego broni za pomocą pocisku z, prawdopodobnie, lawy. Jednak późniejsze przeprosiny i deklaracja, że rzucenie kunai miało nie być sprawianiem problemów, nie były zbyt wiarygodne. Kakuzu zdecydowanie postara się uniknąć towarzystwa tego osobnika na polu bitwy, na wszelki wypadek. Ichiro był świadom kogo rekrutuje, ale nie był chyba wybredny w kategoriach innych niż siła.
- W takim razie widzimy się jutro. - po słowach tych odwrócił się od towarzystwa i zaczął poszukiwania miejsca do przespania nocy. Sen Muraia miał to do siebie, że łatwo się przerywał pod wpływem dźwięków z otoczenia. Można by to nazwać nawet półsnem. W przypadku nocnego alarmu wybudzi się natychmiastowo, nawet przejście innego żołnierza obok będzie niczym dęcie rogu. Zregenerowanie sił i chakry zużytej podczas dnia jest kluczowe, by w następny dzień wykazać się możliwie jak największą skutecznością.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1832
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Obóz szczepu Sabaku

Postprzez Hikari » 22 paź 2016, o 15:23

Reakcja na jak to powiedział Jou szopkę tłumu mogła powiedzieć jedno. Z jednej strony mógł w ten sposób obronić Yuushę, bo co by sobie on nie myślał to prawdą było, że niektórzy widząc nagle lecący kunai w stronę lidera mogliby nie czekać czy on doleci, a gwałtownie zareagować. Hikari powstrzymując to za wczasu uniknął takiego wypadku, chociaż nie to było jego celem. Brał to mimowolnie pod uwagę. Dalsze zachowanie Yuushy zignorował, jako iż chwilę później wypowiedział się o nim lider. Nie zwracał na niego więcej uwagi, nie miał najmniejszego do tego powodu. Następne było dołączenie Shinjiego do rozmowy i pokazanie swojego Sharingana. Cóż mimo wszystko chyba lepiej, aby lider wiedział czym dysponuje przed walką prawda? On sam wiedział o wielkiej gamie różnych umiejętności, który on daje, ale nie znał się na jego ewolucji. To, że nie jest to najwyższy poziom słyszał już podczas picia sake. Jakie były kolejne poziomy? Co one potrafiły? Może kiedyś się przekona, ale coś czuł, że ta wiedza będzie dla niego bardzo przydatna w życiu.
Wtedy też lider postanowił się udać do namiotu uważając dyskusję za zakończoną. Z pewnością dla wielu to będzie długa noc, ale nie dla niego. On nie czuje strachu przed bitwą, raczej ekscytację. Chce spełnić swoje zadanie, a to jeden z kroków do tego, teraz nie pozostało nic innego jak tylko iść do przodu, nie zastanawiając się. Asystentka Jou Sabaku czyli Hisako podeszła do stojącego nieopodal rogu i zadęła w niego. Nie znał oznaczenia tego, gdyż pierwszy raz się z tym spotykał, ale reakcja wszystkich mówiła jedno. Czas odpocząć przed udaniem się na wojnę. To samo i on miał zamiar uczynić. Udać się do miejsca, gdzie nocują jego... Towarzysze z gałęzi i wyjawić im plan na bitwę, a przynajmniej ogólniki. Z lekkich rozmyśleń wyrwał go głos Ichirou na temat sake. Uśmiechnął się na ten temat, cóż może i by się napił jakiegoś trunku, ale ostatnio z tym przesadził toteż dzisiaj postanowił odpuścić to sobie, chociaż chwalenie go przez "blondaska" uznał za nie na miejscu. Może z boku to tak wyglądało, gdy w rzeczywistości był to przypadek. Ot jego relacje z Harumi i do tego dostanie misji od ojca. Zresztą. Nie ważne. Skoro wszyscy się rozchodzili postanowił zrobić to i on. Kiwnął na pożegnanie głową do Ichirou i Murai'a, który także się pożegnał i odezwał do Shinjiego już podążając w kierunku gdzie prawdopodobnie przebywały jego namioty, albo spotka kogoś kto mu wskaże drogę.
- Masz gdzie się udać? Jak nie to powinno się znaleźć miejsce w dla Ciebie w namiotach dla mojego szczepu.

Jako iż członek Kruków zgodził się na to we dwójkę udali się w kierunku skąd przyszedł. W okolice jednego końca obozu. Tam spotkał strażnika, który go rozpoznał z wcześniej i wytłumaczył mu drogę. Wraz z małą chwilą doszli do namiotów przeznaczonych dla jego gałęzi. Mimowolnie i on dzielił szczep na gałęzie, a przynajmniej na razie musiał to dobrze odgrywać toteż wypadałoby przyjąć taki tok myślenia. Na niego czekał tam Ryu, chociaż większość już poszła spać słysząc wycie w róg.
- I jak dowiedziałeś się czegoś ciekawego?
- Wojna w dużej części ma się opierać na strzelaniu z tych wielkich machin oblężniczych. Prawdopodobnie będziemy robić głównie osłony przed wrogimi pociskami, gdyż też zdobyli te działa. Mamy podobno nowsze pociski i będą też oddziały wysłane z bombami, więc prawdopodobne, że ktoś się załapie.
- Heh widząc to wszystko mogłem się tego spodziewać. No nic słyszałeś róg prawda? Pora spać, potem opowiesz mi więcej odnośnie spotkania z liderem Sabaku. Chciałbym poznać jaki on jest. Widzę, że nie jesteś sam, ten z Tobą to?
- Jest to Shinji. Można powiedzieć mój kompan. Mam nadzieję, że nie sprawi problemów jego nocleg tutaj.
- I tak miałeś dostać namiot z dwoma jednoosobowymi łóżkami, bo taki został więc miejsce dla niego znajdziesz. Muszę powiedzieć, że całkiem wygodne są te łóżka. Właściwie możesz się obrócić i to tutaj masz spać. Ja też idę się przespać, z rana trzeba wstać. Miło mi było poznać Shinji, możesz mi mówić Ryu. Do jutra, może się spotkamy przed polem bitwy.
- Trzymaj się.
Powiedział Hikari do odchodzącego młodzieńca. Na to dostał podniesienie ręki znaczące pożegnanie. Odwrócił się i spojrzał na namiot.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, nic lepszego nie mogę zaoferować.
Następnie wszedł do środka, zdjął płaszcz, który położył gdzieś na fotelu wraz z ekwipunkiem, którego było sporo. Będąc po prawej stronie na miotu położył się na tym łóżku i poszedł spać do poranka zapewne o ile było mu to dane.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1754
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość