Niewielka Oaza

Prowincja w regionie Samotnych Wydm, wysunięta najdalej w kierunku zachodnim. Zamieszkana jest przez Ród Ayatsuri, starający się strzec granic tego terytorium - niestety, jest to trudne zadanie ze względu na wielkość Sabishi oraz sąsiadujące z prowincją nieznane tereny. Krajobraz okolicy jest dosyć monotonny - gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie ogromne połacie pustyni, z niewielkimi wyjątkami w postaci oaz. W trakcie podróży można się czasem natknąć na gliniane budynki, doskonale zamaskowane. Pośród piasków tych ziem można też znaleźć wędrowne osady Szczepu Kaguya.

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Toto » 26 cze 2018, o 16:43

Toto wspomógł kupca w trudnej chwili i ku swojemu zadowoleniu całkiem nieźle na tym zarobił. Może nie była to góra forsy, która pozwoliłaby mu objąć panowanie nad światem, ale odrobinę podratowało to jego fundusze. Fach, którym się zajmował, chcąc nie chcąc, bywał dość kosztowny. Wszelkie części do marionetek czy przeróżne inne komponenty i amunicja swoje kosztowały. Nie miało to nic wspólnego z wydatkami shinobi, którzy walczyli wyłącznie za pomocą technik czy też pojedynczych broni, jak katana. Innym ciekawym faktem było to, że chłopak wreszcie znalazł inspirację. Niewielka ziemianka pozwoliła mu uświadomić sobie w czym tkwi jego siła. Może nie była wielka, ale na pewno funkcjonalna. Pola walki zawojować mogli nie tylko giganci.
Zielonowłosy odczekał na tyle długo, by kupiec poczuł się lepiej i wyruszył w drogę do swojego rodzinnego miasta, obiecując sobie, że jeszcze do tego miejsca wróci. Tymczasem jednak zajmowały go o wiele ważniejsze sprawy.

z/t
Toto
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 9 lip 2018, o 16:03

Satori zebrał się po raz pierwszy od dłuższego czasu na trening. Dotychczas nie robił nic pożytecznego, no chyba że mowa o tej jednej misji z ratunkiem. No ale nieważne, przyszedł tu, by trenować i właśnie to chciał zrobić. Rozłożył przed sobą pierwszy z przyniesionych z biblioteki zwojów i rozpoczął naukę. Technika nosiła nazwę Moguragakure no Jutsu i umożliwiała podróżowanie pod ziemią. No cóż, więc Satori począł skupiać chakrę w stopach, jakby dopiero uczył się elementarnego ninjutsu z chodzeniem po wodzie. I początkowo szło mu przeciętnie, bo jedyny sukces to zmiękczenie ziemi pod sobą. No nic, próbujemy dalej. Kolejne podejście zaowocowało tym samym. Wydawałoby się, że nauka idzie w las, jednak nic bardziej mylnego. Satori nie poddawał się. Trzecia próba sprawiła, że chłopak zapadł się kilka centymetrów pod ziemię. A im więcej czasu mijało, tym więcej osiągał. Właściwie to za ósmym podejściem udało mu się zniknąć pod ziemią i swobodnie podróżować. Czuł jednak, że to za wolno, dlatego na następny dzień przygotował co innego... Doton: Moguragakure no Jutsu
Dōhito Satori
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 9 lip 2018, o 16:04

To ,,co innego" okazało się być techniką przyśpieszającą poruszanie się pod ziemią. Blondyn kminił chwilę nad tym, w jaki to niby sposób miałoby się odbywać. Wiadomo, że chodziło tu o chakrę, ale gdyby tak logicznie... Chwila, techniki ninja nigdy nie bywają logiczne. W każdym razie najpierw zapadł się pod ziemię przy pomocy techniki nauczonej dzień wcześniej. Gdy już znalazł się pod powierzchnią, zaczął podróżować i jednocześnie skupiać chakrę, by uwolnić ją w postaci chakry wzmacniającej Moguragakure. Jakkolwiek by skomplikowanie nie brzmiało - jakoś działało. Chłopak potrafił zwiększyć swoją prędkość, ale tylko na kilka sekund, co nie było efektem zadowalającym. Co jakiś czas też musiał się wynurzać, by złapać oddech, po czym dalej próbował. Aż w końcu poczynił ostateczny postęp i mógł bezproblemowo poruszać się pod ziemią jeszcze szybciej. Cóż, gdyby przyszła konieczność nagłej ucieczki, to ta technika byłaby naprawdę pomocna.

Doton: Dochū Senkō
Dōhito Satori
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 9 lip 2018, o 16:05

Tym razem technika o większym zasięgu rażenia. Retsudo Tenshou polegało na zamienieniu teren o niemałej wielkości w małe gruzowisko. Całkiem przydatna, jeżeli celem było pogrzebanie oponenta pod warstwą gruzu. Właściwie to była to doskonała ofensywna technika - jedna z niewielu takich w dotonie. No nic, Satori przeszedł na nieco bardziej otwarty teren, gdzie nikomu nie zaszkodzi, po czym złożył wymagane pieczęcie i przyłożył ręce do podłoża. Ziemia zatrzęsła się nieznacznie, ale tylko nieznacznie. Jedynie mniejsze istoty mogłyby stracić równowagę, na przykład dzieci. Po kilku próbach ziemia zatrzęsła się, a skały w pobliżu popękały i poprzerwacały się na wszystkie strony, ale czy widoczne były szczeliny, w które człowiek mógłby wpaść? Nadal nie, więc trenował aż wytrenował, co trochę trwało. Wlaściwie to skończył pod koniec dnia, a ostateczny efekt był zdolny obalić nawet silnie zakorzenione drzewo.

Doton: Retsudo Tensho
Dōhito Satori
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 9 lip 2018, o 16:06

Satori uznał, że najwyższa pora na to, by opanować więcej klanowych technik. Bardzo niegłupia myśl, szczególnie, że Satori mimo posiadania niskiej rangi w klanie miał spory potencjał bojowy, a to należało wykorzystywać. W każdym razie Dohito pierwszego dnia zaczął od stworzenia glinianego klona. Taki pomocnik będzie całkiem pożyteczny na polu bitwy. Zaczął rzecz jasna od pochłonięcia określonej ilości gliny przez otwory gębowe na dłoniach. Przeżuł chwilę i wypluł, choć nie pod taką postacią jakiej oczekiwał. Klon, a właściwie humanoidalne coś był mocno nieproporcjonalny, sporo brakowało mu do ideału, co spotkało się ze skrzywieniem na twarzy blondyna. No ale materiał nie może się marnować, toteż pochłonął to co stworzył i ćwiczył dalej. Ostatecznie klon przybrał idealne proporcje, a także nabrał ludzkich barw, które uniemożliwiły odróżnienie od oryginału. Tak swoją drogą, Satori dopiero zobaczył, jak przystojnym mężczyzną jest.

C2: Nendo Bunshin
Dōhito Satori
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 9 lip 2018, o 16:10

Następne Jutsu posiadało coś na tyle charakterystycznego, że wyróżniało się na tle innych z wybuchowej dziedziny. O co chodzi? O to, że należy poczekać na efekt końcowy by się dowiedzieć. Dłonie Satoriego połknęły trochę gliny i zaczęły nie tyle formować jakiś określony kształt, co mielić tę glinę i mielić. Wyplute twory przypominały pierwsze próby Satoriego w stworzeniu nendo bunshina. Co ciekawe, takie właśnie miały one być - niezgrabne, upośledzone, nieproporcjonalne i sprawiające wrażenie niegroźnych. Nie ma nic lepszego od udanego elementu zaskoczenia. Oczywiście nic jednak nie przychodzi łatwo i pierwsze próby Satoriego kończyły się stworzeniem bezkształtnej papki, którą musiał z powrotem zbierać, bo surowiec nie może się marnować. Próbował wciąż i wciąż, aż doszedł do oczekiwanej perfekcji w tej technice.

C2: Nendo Kurīchā
Dōhito Satori
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 9 lip 2018, o 16:16

Najwyższa pora wejść o poziom wyżej i pokazać większą siłę ognia. Tak oto Satori podjął się nauki stworzenia większych stworów niż dotychczas, o większej sile ognia i możliwościach. Teraz siła eksplozji nie będzie równała się z jedną wybuchową notką, o nie nie. Jutsu to wprawdzie nie różniło się od tego podstawowego, nie licząc różnicy w sile, ale i tak wymagało trochę czasu na naukę. Nie wystarczyło bowiem wytworzyć dzieło większych rozmiarów i ono automatycznie będzie groźniejsze. Idąc tym tokiem myślenia zwyczajny ptak transportowy powinien siać zniszczenie, a w rzeczywistości nie jest jakiś bardzo groźny. Chodziło o zachowanie proporcji chakry w tworze. Mały twór nie mógł pomieścić za wiele chakry, tak sako jak duży nie mógł jej mieć za mało, bo nic by z tego nie wyszło. Posługując się tymi wskazówkami młody Dohito opanował wyższą dziedzinę umiejętności klanowych. Techniki i twory rzędu C2 stały przed nim otworem. Dla pewności potworzył po jednej bombie każdego kształtu i rodzaju i przetestował ich siłę na okolicznych wydmach. To samo zrobił dla porównania z tworami typu C1. Efekt i różnica była kolosalna na tyle, że można to nazwać, hmm, olbrzymim postępem. Satori czuł się z siebie dumny, a to rzadko się u niego zdarza.


C2: Shī Wan
Dōhito Satori
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Dōhito Satori » 9 lip 2018, o 18:23

A propos większej siły ognia, Satori ostatniego dnia pobytu w Sabishi i Ningyo-shi wziął na celownik ostatnią klanową technikę, która była w zasięgu jego możliwości. Blondyn znał jutsu glinianego klona, lecz nie znał jeszcze znacznego udoskonalenia tejże techniki - jibaku bunshin. To tyle słowem wstępu, czas na praktykę! Na sam początek Satori stworzył glinianą kopię samego siebie i wręczył mu kilkaset gramów surowej gliny.
- Zjedz. - zakomenderował podobiźnie, która sprzeciwić się rzecz jasna nie mogła. Oryginał uważnie kontrolował czy klon zjadł calutką glinę i nie zignorował choćby kawałka, gdyż proporcje były tutaj niezwykle ważne. Należało zjeść tyle ile trzeba było, nigdy więcej i nigdy mniej, bo tutaj nie było szans na kontrolowanie siły wybuchu - była ona określona i niezmienna. No ale dobrze, zauważył, że klon pochłonął całą porcję i oczekiwał kolejnych instrukcji. Ale instrukcji już dla niego nie było, bo Satori nagle odskoczył na bezpieczną dla siebie odległość i złożył pieczęć połowicznego barana. Klon tuż po tym zaczął pęcznieć, aż w końcu eksplodował... choć nie tak, jak oczekiwał Satori. Eksplozja nie była spektakularna, nie była wielka i niszcząca tak jak oczekiwał. To kompletnie nie było to, toteż powtarzał cały proces aż do uzyskania spodziewanego efektu. Za drugą próbą skutek był już nieco bardziej zadowalający, acz to nadal nie to. Im słońce było niżej na niebie, tym większe stawały się eksplozje i tym większy był zdewastowany teren. Rzecz jasna chłopak nie niszczył tak cennej dla ludzi oazy, a raczej skupiał się na wysadzaniu wydm. Co najwyżej szkodził pomniejszym zwierzątkom. Mniejsza. Dziesiąta próba zaowocowała pewien przełom w nauce Jibaku Bunshin. Eksplozja stała się idealna, spektakularna, niszcząca. Nauka zakończona sukcesem. Chłopak mógł ze spokojem udać się w dalszą podróż, nie bojąc się o własne życie. Był bowiem silniejszy.

C2: Jibaku Bunshin
Dōhito Satori
 

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Sabaku Kuroko » 14 wrz 2018, o 20:54

Białowłosa albinoska wysłuchała propozycji chłopaka, ale mu nie odpowiedziała. Nie można było się spodziewać, że od razu da mu odpowiedź więc Kuroko tego nie oczekiwał. Chciał dać jej czas do przemyśleń. Nezumi bawił się w najlepsze. Im młody Sabaku dłużej przyglądał się dziecku, tym dostrzegał więcej cech charakterystycznych dla jego rodu. Sam coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to będzie naprawdę dobry pomysł zabrać ich do rodowej osady. Jeżeli chodzi o jedzenie... Starał się to zrobić tak aby nie dało się zobaczyć twarzy. Nie dość, że się odwrócił to jeszcze zrobił to bardzo szybko. Po zjedzeniu kilku daktyli i napojeniu się chłodną wodą, trzeba było ruszać dalej. Woda... Towar niemalże deficytowy na pustyni. Każdy jej łyk był jak zbawienie. W tym momencie spojrzał na jeden z bukłaków wypełnionych wodą. Chwycił go w dłoń i zwrócił się do kupca.
Spoiler: pokaż
Obrazek

Nie obrazisz się jeśli jeden zatrzymam? - zapytał jakby nigdy nic. - Jako, że pochodzisz z tych stron to wiesz, że czasami ciężko jest znaleźć oazę a taka manierka by się przydała. - powiedział przymrużając oczy w uśmiechu. Mając na twarzy maskę to była jedyna możliwość na rozpoznanie uśmiechu u Kuroko.
Przewieszając sobie sznur od bukłaku przez ramię niczym torbę, dał znak woźnicy, że pora ruszać. Usiadł więc razem z kupcem na stanowisku woźnicy i czekał aż ruszą w dalszą drogę...
Myśli | Mowa
Głos
DANCE DANCE EVERYBODY!!!!! Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika

Sabaku Kuroko
 
Posty: 114
Dołączył(a): 17 sie 2018, o 18:47
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Krótkie, krwisto czerwone włosy oraz czerwona maska na twarzy. Oczy koloru jasnej żółci, wyglądają jak zwierzęce. Wysoki i szczupły. Czerwona koszulka i czarne luźne spodnie oraz czarne sandały o mocnej podeszwie. Na szyi biały, przewiewny szal.
Widoczny ekwipunek: Gurda na plecach oraz kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6211#p95301
GG: 66269247
Multikonta:

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Hayami Akodo » 15 wrz 2018, o 16:08

MISJA RANGI D DLA SABAKU KUROKO
"I was sand, I was snow"
13/15


Obrazek

Ryouma uśmiecha się szeroko. Oczywiście, dlaczego miałby mieć coś przeciwko? Takich bukłaków ma od cholery i jeszcze więcej, nic się nie stanie, jeśli jeden zatrzymasz. W pełni rozumie twój punkt widzenia, zresztą - lepiej, żebyś zażądał bukłaka niż głowy Hanayuki. Albo, nie dajcie bogowie, Nezumiego. Chociaż...jaki miałbyś cel w zabiciu, było nie było, jednej z Sabaku, nawet jeśli jest inna? Albo jest naiwny, albo potrafi dobrze ocenić ludzkie intencje.

- Pewnie, zatrzymaj go sobie, mi z tego straty nie będzie w handlu - uśmiecha się. - To tylko bukłak, a nie jakiś święty miecz.

Podróż trochę mimo wszystko trwa, widać piaski pustyni zasypały stare, znane szlaki i trzeba było zmienić drogę - mogły minąć ze dwie godziny, nim wreszcie dotarliście do oazy. Ale za to wita Was w niej świeższe, chłodniejsze powietrze, głośny śmiech opalonych i radosnych dzieci, dowcipy sąsiadek i gniewne głosy mężczyzn kłócących się o miejsce dla wielbłądów. Widocznie przy tej oazie na dłuższą chwilę zatrzymali się wiecznie wędrujący nomadowie i z takich właśnie podróżników, roninów kontynentu, którymi również miota fala przeznaczeń, pochodzi Ryouma oraz jego ojciec. Dzięki koniom, wozowi i głosowi Ryouma od razu zostaje rozpoznany; słychać radosne powitania, kobiety patrzą na Hanayuki przyjaźnie, ale widać też zimne spojrzenie jednej z nich, usłyszałeś też zjadliwą, cichą uwagę pod adresem Nezumiego "mieszaniec jebany". Na szczęście - lub nie - Hanayuki jest zbyt dumna, by słyszeć takie głosy, i woli akceptować tych, którzy ją akceptują, reszcie pozostawiając jedynie chłodną uprzejmość Morskich Klifów.

- Ari-san, co z moim ojcem? Gdzie on jest? - pyta niespokojnie Ryouma. Jego żona milczy, a mężczyzna nazwany Arim, odziany w burnus i typowy strój pustynnego nomady, przełyka ślinę. Mały Nezumi biega wokół, ganiając się z dziećmi nomadów, i nie wygląda na zmęczonego. Widać w tym dziecku drzemie jakaś niespożyta wola, energia, chęć, która jest jego motorem do życia...i przetrwania.

- Ari-san, pytam cię o coś!

Ari - niski, spalony słońcem pustyni, krępy i łysy, podobny do wyleniałego i grubego sępa albo do leniwej hieny, nie budzący raczej sympatii swoim wyglądem - wzdycha ciężko.

- ...no więc, Ryouma-san, twój ojciec...

W tym czasie Hanayuki podchodzi do ciebie. Jest blada i poważna, skupiona na swoich słowach.

- Podjęłam decyzję. Ale najpierw chciałabym wiedzieć...Naprawdę uważasz, że śnieg...może przetrwać na pustyni?

Jej głos brzmi, jakby się jeszcze - mimo wszystko - wahała.
Obrazek

głos Hayamiego |
Kod: Zaznacz cały
[b][color=#FF4000]tekst[/b][/color]
| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:

BRAK - URLOP OD PROWADZENIA NA CZAS NIEOKREŚLONY
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 895
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Sabaku Kuroko » 16 wrz 2018, o 01:44

Podróż dłużyła się niemiłosiernie. Niewykluczone, że było to spowodowane faktem, iż stare szlaki zostały kompletnie zasypane, najprawdopodobniej burzą piaskową, przed którą się wcześniej osłonili wewnątrz piaskowej kopuły. W związku z tym musieli zboczyć nieco z trasy i nadłożyć drogi. Koniec końców udało im się jednak dotrzeć do oazy. Okazało się, że miejsce docelowe znajduje się na terenie Ayatsuri. Co prawda chłopak za cholerę tego nie rozumiał skoro zarówno Ryouma jak i jego ojciec byli członkami rodu Sabaku. Postanowił jednak nie wnikać w ich rodzinne sprawy i nie mieszać się w nie. Widział, że kupca przyjęli bardzo dobrze, na albinoskę patrzyli i zwracali się miło. Najprawdopodobniej dlatego, że mili świadomość ich związku, ale kto ich tam wie. Dotarły natomiast do niego także te ciche szepty, które w jasny i nieprzychylny sposób pokazywały podejście lalkarzy do Nezumiego. Był niemalże pewien, że jego matka też mogła to słyszeć. Uznał jednak, że lepiej będzie jak nic nie powie. Każda taka uwaga sprawiała, że podświadomie Hanayuki czy jak jej tam było skłaniała się do zaakceptowania propozycji Kuroko. Najważniejsze było dobro i dobrobyt rodu, tylko to się liczyło. Co prawda nie miał nieprzychylnych myśli co do niej jak i kupca, był bardziej neutralny.
W tym momencie kupiec zaczął rozmowę z jednym z mieszkańców. Zapewne dopytywał o swojego ojca. W końcu po to tutaj przybyli. Całe szczęście, że do niego nikt się nie przyczepił i nie zaczął z nim gadać. Zarówno po kolorze włosów jak i gurdzie na plecach, Ayatsuri mogli śmiało stwierdzić, że chłopak pochodzi od Sabaku. Rodu, który jeszcze nie tak dawno był tylko szczepem podległym właśnie im. Rozmowa na ten temat mogłaby wywołać nie lada burdę a tego chciał w tym momencie uniknąć.
W trakcie jego rozmyślań, do młodego Sabaku podeszła albinoska, z którą podróżował do tej pory. Widać po niej było, że ma poważny wyraz twarzy. Czyżby przemyślała jego propozycję? Czyżby miała mu już teraz dać odpowiedź? Chłopak wiedział, że nie odpowie mu od razu, ale też nie spodziewał się tak szybkiej decyzji. Ale intuicja jak zawsze go nie myliła. Towarzyszka podróży oznajmiła mu jasno, że podjęła decyzję. Jednak miała do niego pytanie jakby jeszcze targały nią niepewności. To był właśnie najlepszy moment na delikatne, mentalne pchnięcie by zrobiła krok w celu umocnienia rodu władców piasku. Pytanie jednak było dosyć dziwne. Czy śnieg przetrwa na piasku? Zdawał sobie sprawę z tego, że była to metafora. Postanowił jednak rozluźnić nieco atmosferę i dodać jej otuchy pozwalając sobie na odpowiedź w żartobliwym tonie.

Śnieg na pustyni? Hmm... - zapytał z aktorskim wręcz zdziwieniem jakby zupełnie się nie domyślał czego dotyczy pytanie. Złapał swój podbródek między kciuk i palec wskazujący w geście zastanawiania się. - Nie. Śnieg na pustyni by się roztopił. Ale Ty nie jesteś śniegiem. Ty dasz sobie radę i uważam, że bez większego problemu. W końcu jesteś żoną i matką ludzi pustyni co czyni Cię dużo silniejszą niż jakiś tam puchaty śnieg. - powiedział spoglądając jej w oczy z uśmiechniętym wyrazem twarzy. Co prawda większość jego twarzy była osłonięta maską, ale jego oczy niemalże się śmiały.
Myśli | Mowa
Głos
DANCE DANCE EVERYBODY!!!!! Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika

Sabaku Kuroko
 
Posty: 114
Dołączył(a): 17 sie 2018, o 18:47
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Krótkie, krwisto czerwone włosy oraz czerwona maska na twarzy. Oczy koloru jasnej żółci, wyglądają jak zwierzęce. Wysoki i szczupły. Czerwona koszulka i czarne luźne spodnie oraz czarne sandały o mocnej podeszwie. Na szyi biały, przewiewny szal.
Widoczny ekwipunek: Gurda na plecach oraz kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6211#p95301
GG: 66269247
Multikonta:

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Hayami Akodo » 16 wrz 2018, o 20:30

MISJA RANGI D DLA SABAKU KUROKO
"I was sand, I was snow"
15/15


Obrazek


- Rozumiem. Zdecydowałam więc zostać z moim synkiem...mimo wszystko - głos Hanayuki jest bardzo niepewny. Zmartwiony. Smutny. Czy to przeczucia, czy jedynie obawa? Zwykły lęk?
A potem wszystko toczy się już swoim torem. Dwóch nomadów (Ari i jego jakiś towarzysz, który właśnie podszedł bliżej) objaśnia cicho sytuację Ryoumie. Ten blednie gwałtownie.
Odwraca się od Was i ciężkim, powolnym krokiem idzie w kierunku palm i małego obozowiska, wchodzi do jakiegoś namiotu. Po kilku minutach wychodzi z niego, milczący, smutny, poważny jak rodzinny sześciomiejscowy grobowiec. Nezumi, widząc, co się dzieje, podbiega do ojca, wystraszony, nie rozumiejąc, co się stało.

- Tata? - pyta ze zdziwieniem. Ryouma wzdycha ciężko.

- Dziadzio Amagiri nie żyje, kochanie. Umarł.

Widząc niezrozumienie i strach oraz drżące wargi chłopczyka, kupiec zagłębia się w tłumaczenie typu "dziadzio poszedł do bogów". Hanayuki również blednie, po jej policzkach spływają łzy - cóż za...niespodziewana reakcja. Nietypowa dla śniegu i lodu, który postanowił okryć pustynię płaszczem swojej niezwykłej, gorącej, wiernej miłości; poświęceniem, którym byłoby nawet własne życie.

***

Kilka dni później, gdy znów budzisz się z drzemki wśród piasku, przed Tobą znów stają wspomnienia.
Kupiec Ryouma pochował ojca w pustyni, pozwalając mu odejść - stary Amagiri przegrał wyścigi z wiekiem, do końca podobno był nadaktywny, przeceniał własne siły - i pozostał jeszcze jakiś czas na ziemiach Ayatsuri, którzy gościnnie nie odmówili pogrzebu jego ojcu, podróżnikowi aż do samej śmierci (co zresztą wykazał list, który znalazłeś później w wozie - ot, krótka wiadomość do syna "Ryouma, szukaj mnie wśród Ayatsuri, będę w oazie, wiesz gdzie. A."). Niestety, do istot, które pożarły gorące piaski, niespokojne, okrutne słońce i wściekłe upały, dołączyła jeszcze Hanayuki.
Spalona słońcem, poparzona, pokryta bąblami i krwią albinoska odeszła szybciej, niż można było się spodziewać. Umarła cicho, płonąca w bólu, nie wydawszy z siebie nawet jednej skargi, jak przystało na dzielną kobietę z Morskich Klifów. Wiedziała, czego się spodziewać? Albo po prostu do końca łudziła się, oszukiwała, że nic jej się nie stanie? Że wszystko będzie w porządku? Że, jak w radosnej bajce, śnieg i piasek będą mogły żyć obok siebie?
Jak widzisz, Ty się myliłeś.
Los nie.
Wspomnienia mają kształt małego, smutnego dziecka, które płakało w ramionach trupio bladego ojca, gdy - na jego wielką prośbę - zakopywałeś ciała matki i dziadka w piasku. Panowało przy tym grobowe milczenie.
Wyglądają też jak Ryouma; martwy, smutny, nieszczęśliwy po śmierci żony, który wrócił wraz z Tobą do osady Sabaku i próbował tam handlować. Niestety, nie miał dobrej passy, jego towary nie chciały się jakoś sprzedawać, a widok bawiącego się Nezumiego był dla niego zbyt bolesny.
Podobno później się powiesił we własnym domu, a tym, który go odnalazł, był jego własny, mały, zapłakany synek.
O tak, dobrze zapamiętałeś ten opuchnięty język, te sztywne członki, to martwe spojrzenie, w którym nie było światła dnia - bo przecież gdy umieramy, pożerają nas cienie. I piaski, z których powstaliśmy jako dumni Sabaku, prawda?
Małym Nezumim zaopiekował się jakiś sierociniec. Zdaje się, że miał tam zostać do czasu, aż dorośnie, gdyż nie udało się odnaleźć krewnych jego matki w Morskich Klifach - albo to urzędnikom nie chciało się tego robić, zmęczonym wściekłym gorącem i brakiem wody?
Z niejakim zdziwieniem zauważyłeś, że ten bukłak, który dostałeś od Ryoumy, był pusty.
Jak historia śniegu i piasku, której tło stłukło się niczym szklana szyba w chwili śmierci dwojga głównych bohaterów. Rozpadło się, zginęło w pustyni, a gorzka nauczka, że najlepiej ufać w miłości swoim rodaczkom - zapisała się na zawsze w pamięci tych, którzy znali tą historię.
Historię miłości zimy i lata.

________________________________________________________________________________________________________
Koniec misji, nareszcie! kappa
ZT dla Kuroko ---- > tutaj.
Obrazek

głos Hayamiego |
Kod: Zaznacz cały
[b][color=#FF4000]tekst[/b][/color]
| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:

BRAK - URLOP OD PROWADZENIA NA CZAS NIEOKREŚLONY
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 895
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Harumi » 16 sty 2019, o 00:24

Koniec. Powrotu nie ma, przynajmniej do Sabishi. Harumi nie jest typem zabijaki - w znaczniej większości nie atakuje pierwsza. Jednak nikogo nie obchodziło, ze białowłosa broniła własnego życia. Fakt, faktem kosztem cudzego. Oczywiście, mogłaby próbować tłumaczyć, walczyć o swoiste uniewinnienie. Tylko co by to dało? Prawdopodobnie niewiele, a sytuacja mogłaby się pogorszyć; skończyć choćby i patrzeniem na świat zza więziennych krat.
Do domu wrócić nie mogła. A tak przynajmniej czuła. W wyobraźni malował jej się tragiczny obraz - ona, ojciec i bolesne słowa; zniknij stąd, nie jesteś już moją córką. Nie chciała tego usłyszeć. Szala goryczy zostałaby przelana.
Krążyła wokół wioski nie wiedząc, gdzie ma się udać, u kogo szukać pomocy, zrozumienia. W tym mieście była spalona. Nikt normalny nie przyjąłby "zbrodniarza" pod swój dach. Na szczęście, informacje w tych czasach nie rozprzestrzeniają się tak szybko. Korzystając z tej sposobności udała się do, poznanego jeszcze w ośrodku kształcenia shinobi, Tsuo. Kto wie, może wciąż mieszka pod tym samym adresem? Był jej winien przysługę, a fakt, że nie należał do zbyt rozmownych tylko ułatwiał sytuację.
Wysoki, na oko dwudziestoletni ciemnowłosy chłopak otworzył drzwi. Na jego twarzy niemal natychmiast pojawiło się zmieszanie. Nie zadawał pytań, to nie w jego stylu.
— Nie chcę kłopotów - zaznaczył chłodnym, zachrypniętym głosem. Od razu zwrócił uwagę na zakrwawione ubranie białowłosej. Wiedział, że nie przyszła na przyjacielska kawkę ani ploteczki.
— Pozwól mi zostać parę dni, nawet nie zauważysz, że tu byłam - odparła. — Obiecuję.
Starała się zachowywać pozorną równowagę emocjonalną. Pozorną - słowo klucz. Jakiekolwiek by nie była silna, pewne sytuacje wpływają na człowieka niezależnie od tego, czy tego chce. Brunet westchnął głośno po czym zaprosił Harumi do środka. Zaprowadził ją do pokoju, który wyglądał bardziej na składzik na szczotki i wskazał stary, podziurawiony materac w pokoju. Czego mogła chcieć więcej? Lepsze to, niż zimne, pustynne noce.
— Luksusów nie ma, jak widać.
Haru wzruszyła ramionami.
— Dobre i to. Nie będę wchodzić ci w paradę.
Rozmów była sztywna, dla zasady. Ale może to i lepiej? Jak to mówią, im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
*** Pierwsze kilka dni spędziła zamknięta w czterech ścianach bojąc się wystawiać nos poza bezpieczne schronienie. Potrzebowała także czasu na zebranie myśli, oswojenie się z nową sytuacją, tzw. byciem klanowym wyrzutkiem. Tsuo - całe szczęście - swoje dialogi z Harumi ograniczył do niezbędnego minimum. Zapewne wolał pozostać w błogiej nieświadomości tego, co spowodowało jej przybycie.
W końcu zebrała się w sobie, wyzbyła kujących resztek strachu przed dorwaniem przez strażników i wyszła. Świeże powietrze głaskało umysł. Nawet ten cholerny piasek wydawał się niesamowicie piękny, a wprawiany w ruch - pełen gracji.
Chwilę stała na werandzie obserwując otoczenie. Ni żywej duszy. Całe cholerne szczęście. Czas odciążyć nieco Tsu. Zadbać o swoje umiejętności, dać upust całej złości nagromadzonej przez przeogromną ilość dni. Trening - przyjemne z pożytecznym. Na swą ofiarę upatrzyła samotnie stojące drzewopodobne coś. Kopnięcia, uderzenia i tak dalej... Po chwili zaczęła robić to automatycznie, niczym robot, którego każdy trybik wykonany jest z precyzją szwajcarskiego zegarka. Zupełnie straciła rachubę czasu. Myślami odpłynęła gdzieś... Daleko, bardzo daleko za horyzont. Krwawiące kostki głośno krzyczały o przerwę. Zresztą, obite, przyozdobione w coraz piękniejsze barwy nogi nie pozostawały im dłużne. A umysł? Tracił władzę nad ciałem. Przed złotymi ślipiami pojawiały się irytujące, czarne punkty. O ile dziewczyna nie zaniecha dalszego wymachiwania kończynami, to skończy jako permanentna ozdoba pustyni.
Żar, brak odpowiedniego nawodnienia, wysiłek - katastrofa murowana.
.
Ostatnio edytowano 17 sty 2019, o 03:25 przez Harumi, łącznie edytowano 1 raz
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Nie ma tak że dobrze albo niedobrze. Gdybym miał powiedzieć co cenię w forum najbardziej, to powiedziałbym że ludzi. Ekhm, ludzi którzy zaakceptowali mi WT, którzy powiedzieli mi "serwus" na chacie. I co ciekawe, właśnie takie przypadkowe spotkania wpływają na nasze postacie. Chodzi o to, że kiedy spotyka się pewne postacie, nawet pozornie urocze, bywa że nie znajduje się dobrej fabułki, która, że tak powiem, pozwala nam zdobyć PH. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ je znalazłem. I dziękuję forum. Forum to misje, forum to fabułka, forum to czasem miłość. Wielu graczy pyta mnie, ale jak Ty to robisz? Skąd czerpiesz tę radość? A ja odpowiadam że to proste, to umiłowanie 5 linijek, to właśnie ono sprawia że dzisiaj, na przykład, zostaję wyrzucony z Cesarstwa, a jutro... Kto wie, dlaczego by nie... Oddam się pracy społecznej i ot... Choćby pójdę... Znaczy... Na mur.
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 314
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte, włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta:

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Etsuya » 16 sty 2019, o 02:19

Odległość od szlaku, osady ludzkiej lub czegokolwiek innego niż kolejna wydma nie mogły napawać optymizmem przeciętnego zjadacza chleba, który z jakiegoś powodu zboczył z drogi. Warunki w jakie wpakował się Etsuya były mordercze. Ciekawość nie zawsze popłacała, a górskie tereny Hyuo, w których tamtejszemu mieszkańcowi łatwo było przetrwać średnio miały się do pustynnych klimatów Sabishi. Umiejętności nie pozwalały mu co prawda umrzeć nawet w takim klimacie, ale palące słońce i upierdliwy piasek z pewnością nie umilały podróży Nakiriemu - Śnieg chociaż da się zjeść - pomyślał, nieco już bredząc do siebie z nudów. Wewnętrzna motywacja młodzieńca, której z reguły nie było zbyt wiele, ciągle pchała go jednak do przodu. W końcu było to, o czym zawsze marzył; pójść w ślady ojca i zwiedzić całe znany rasie shinobi świat, przemierzając przez gęste lasy, góry oraz wysokie wydmy swoją rozległością przytłaczające wyobraźnie każdego kartografa. W swoich dziecięcych fantazjach Etsuya nie wziął pod uwagę trudności życia jako podróżnik, ale z biegiem czasu nauczył się radzić sobie z wieloma problemami. Po początkowym okresie grymasów i niskiego morale zrozumiał, iż jest o wiele szczęśliwszy prowadząc taki właśnie tryb życia.
Smagany wiatrem piasek obijał się o jego cienki, biały płaszcz, zupełnie niepodobny do strojów jakie zwykli przywdziewać tutejsi mieszkańcy. Etsuya narzucił na głowę kaptur, chcąc osłonić się przed słonecznym żarem, raniącym jego przyzwyczajoną do zimna skórę. Mimo wielodniowych podróży po pustynnych terenach, na jego ciele nie potrafiła zagościć na stałe opalenizna. Z jakiegoś powodu słońce się go po prostu nie imało.. być może była zasługa odbijającego promienie płaszczu? Momentami miał dość. Chciał rzucić plecak, postawić sobie domek z kamienia i zdrzemnąć. Obudziłby się chwilę przez zachodem słońca w przyjemnej temperaturze i wyruszyłby dalej przed siebie. Musiał jednak iść bez zatrzymania do przodu. Wewnętrzna siła motywowała go do każdego następnego kroku, była to kwestia przetrwania. Naturalny, zwierzęcy impuls mówiący "działaj albo zgiń". Kiedy czuł się bezpieczny nie potrafił znaleźć w sobie zbyt wiele energii, więc za każdym razem, gdy się rodziła, młodzieniec wykorzystywał ją jak tylko mógł. Po dwudziestu latach doświadczenia nauczył się ją szanować. Był do budulec progresu; coś co odróżniało go od pasożyta czerpiącego siły życiowe od innej istoty.
Dźwięk? - Może nie tyle co dźwięk, a coś co ten dźwięk imitowało. W głowie wyczerpanego już lekko młodzieńca pojawił się charakterystyczny odgłos zapalającej się świeczki. Rzecz jasna nie był rzeczywisty, ale gdyby zjawisko jakikolwiek wydawało to tak by właśnie brzmiał. Na radarze Etsuyi pojawiało się jakieś źródło. Było ono słabe, ale... było. Przekroczywszy następną wydmę szybko zrozumiał, że w końcu dotarł do czegoś co nie charakteryzuje się żółtym odcieniem. Kolejna halucynacja? - zwątpił w myślach, chcąc zaoszczędzić sobie późniejszego rozczarowania. - To niemożliwe, sensor... - mruknął do siebie mając świadomość tego, że jego wrodzona zdolność jeszcze nigdy go nie zawiodła. Plama na horyzoncie z każdym metrem powiększała się, napawając serce podróżnika optymizmem. Zanim się obejrzał był tuż przy linii drzew, a źródło chakry które wyczuł jako pierwsze znajdywało się już bardzo blisko.
Białe włosy to pierwsza charakterystyczna rzecz, którą zauważył, natomiast jego oko dostrzegało coraz to więcej szczegółów. Nieznajoma postać była skrajnie wyczerpana, a jej oddech coraz bardziej słabł, jakby się uspokajając. Jeszcze jakiś czas temu musiała się tutaj odbyć jakaś walka, co automatycznie zapaliło czerwoną lampkę w głowie Etsuyi. Złożył pieczęć tygrysa i przeskanował jak najdalszą okolicę, po chwili dochodząc do wniosku, że w zasięgu nie ma nikogo poza nimi.
- Dureń - rzucił pod nosem kiedy dotarło do niego, że to efekt wycieńczenia po ciężkim treningu. Nie ulegało wątpliwości, że jeszcze parę godzin na słońcu i gość skończyłby nieciekawie. Nieco już szybszym krokiem Etsuya podszedł do ofiary własnej nierozwagi i dopiero parę metrów przed nią zorientował się, że była to młoda dziewczyna. Drygnął na moment zaskoczony stając w miejscu, a następnie podrapał się kłopotliwie po głowie, jednocześnie zrzucając z niej kaptur. Po krótkiej chwili konsternacji podszedł bliżej, zwalniając kroku, a gdy znalazł się jakiś metr obok przykucnął i zbadał wzrokiem nieznajomą.
- Byle się nie obudziła - pojawiła się myśl w jego głowie. Wolał uniknąć interakcji z kobietą, ale pomóc przecież musiał. W tym celu po dotknięciu ręką ziemi wytworzył wokół niej niewielką kamienną kopułę 3x3, która kończąc się na konarze drzewa skutecznie chroniła przed słońcem. Wchodząc do środka i siadając w oparciu o ścianę wydobył zza pazuchy manierkę, po czym pociągnął z niej mały łyk wody. Naturalnym ruchem skierował ją ku wycieńczonej dziewczynie, ale w ostatniej chwili zawahał się, jakby czegoś się obawiał. Trwał tak w bezruchu przez parę sekund, aż do jego głowy nie dotarł impuls zmuszający do działania. Chwilę później malutkimi strumieniami życiodajny płyn wprowadzany był do ust nieznajomej, ulewając się przy tym nieco na ich okolice.
Avatar użytkownika

Etsuya
 
Posty: 242
Dołączył(a): 3 lis 2018, o 14:33
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: jasne włosy | bursztynowe oczy | średniego wzrostu | zamyślony
Widoczny ekwipunek: plecak | namiot | kabura na broń [prawe udo] | kabura na broń [lewe udo] | torba na biodro
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6604
GG: 33166058
Multikonta:

Re: Niewielka Oaza

Postprzez Harumi » 16 sty 2019, o 10:40

Czując następstwa nazbyt przeciążającego organizm treningu oparła się o drzewo, plecami w stronę kory. Migające, czarne plamy stawały się coraz liczniejsze. Początkowy, szybki oddech z sekundy na sekundę słabł. No i proszę, Harumi zasłabła. Palące słońce nie dało za wygraną. Pewnie to nie pierwsza jego ofiara, a na pewno nie ostatnia.
Pustynia to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Oprócz wielu drapieżnych, jadowitych zwierząt pokroju skropiona czy innego węża, mamy tu również ruchome piaski, koszmarny klimat, a co najgorsze - przemieszczające się wydmy. Sum sumarum, wędrowcy-amatorzy zapominają o tymże istotnym fakcie, w wyniku czego gubią się już w pierwszych minutach spaceru. A wystarczyłoby patrzeć na duże nasypy, te zaś rzadko kiedy zmieniają swe położenie. Mieszkańcy Piasków wiedzą czym kierować się podczas wędrówki, dzięki czemu unikają zostania częścią pustyni. Szkoda, że oprócz uzbrojenia w niezbędną wiedzę na temat pustynnej krainy nikt nie wklepał białowłosej do głowy, że trening nie może trwać w nieskończoność. We wszystkim należy zachować umiar, nawet jeśli jesteś pod wpływem silnych, bolesnych emocji.
Z trudem łapała każdy kolejny oddech. Porcje powietrza były coraz mniejsze i mniejsze. Nie wzięła wody - brawo. Od samej oazy była parę kroków, a pamiętajmy, że właśnie straciła wszelką energię, więc został jej przejście odległości na czworaka - brawo. Nic, tylko nakręcić klaskającą talerzami małpkę.
***Cień czegoś, kogoś, który przechodził przez zamroczone oczy dziewczyny wydawał jej się mirażem, fatamorganą, czy innym cudem, które wywołało nadmierne nagrzanie głowy i ciała. W ustach czuła słodycz. Na wpół przytomna próbowała zrozumieć co tak właściwie się dzieje. I nie będzie tu żadnego zdziwienia jeśli powiem, że mózg białowłosej nie ustalił nic konkretnego. Nie była w stanie panować nad ruchami oczu - które notabene powolnie się zamykały, a jeszcze bardziej ociężale otwierały - a co dopiero nad ciałem. Chwilowe omdlenia zdarzają się jednemu na trzech ludzi. Nie jest to powód do zmartwień, kontroli w szpitalach, paniki. Co innego, kiedy z własnej, przeogromnej głupoty wycieńczasz organizm, który zapewniam - da ci odpowiednią nauczkę.
Podany przez blondyna napój w znaczniej większości skapał jej po brodzie, natomiast resztę... Cóż, zaczęła się nią dławić. Stan dziewczyny można było określić jako "omdlenie", a zimna ciecz zakończyła tkwienie jej świadomości gdzieś w eterze.
Zachybotała głową, spojrzała w dół, następnie w zwierciadła duszy Etsuyi. Choć ciężko powiedzieć, że w oczy, kiedy ktoś odlatuje przy jakiejkolwiek próbie uniesienia centralnego ośrodka sterowania ciałem. Co się stało? Niezgrabnym ruchem dłoni otarła usta. Chwilę zajęło jej poskładanie myśli w jedną, choć trochę zrozumiałą całość. Gdyby Naikiri chciał, mógłby zarżnąć Harumi tak po prostu. I oczywiście zgarnąć tysiąc ryou za jej głowę! Całkiem optymistycznie.
— Ty.... Kim ty... - bełkotała próbując nawiązać kontakt. Wydawało jej się, że śni w objęciach Morfeusza, a postać przed jej oczyma, to jedynie wytwór wyobraźni. Po chwili całkowicie się ocknęła. Otępienie wywołane zasłabnięciem zostało zamienione na strach. Jestem w dupie. Co zrobić? Bronić się. Zapewne to jakiś łowca głów albo inny straszny twór. Tylko po co dawałby jej wodę? Czyżby chcieli mieć ją żywą?
Dłonią sięgnęła do torby przy pasie. Jeśli ją zmusi - zaatakuje. Bez skrupułów. Egoistyczna chęć bycia wolną jest znacznie silniejsza, niż jakiekolwiek zasady moralne. Zresztą, te już parę dni wcześniej zostały zdeptane. Machina ruszyła, czas na zmiany.
— Odejdź - wydała polecenie — Nie chcę niepotrzebnego rozlewu krwi.
Ostatnio edytowano 16 sty 2019, o 17:20 przez Harumi, łącznie edytowano 6 razy
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Nie ma tak że dobrze albo niedobrze. Gdybym miał powiedzieć co cenię w forum najbardziej, to powiedziałbym że ludzi. Ekhm, ludzi którzy zaakceptowali mi WT, którzy powiedzieli mi "serwus" na chacie. I co ciekawe, właśnie takie przypadkowe spotkania wpływają na nasze postacie. Chodzi o to, że kiedy spotyka się pewne postacie, nawet pozornie urocze, bywa że nie znajduje się dobrej fabułki, która, że tak powiem, pozwala nam zdobyć PH. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ je znalazłem. I dziękuję forum. Forum to misje, forum to fabułka, forum to czasem miłość. Wielu graczy pyta mnie, ale jak Ty to robisz? Skąd czerpiesz tę radość? A ja odpowiadam że to proste, to umiłowanie 5 linijek, to właśnie ono sprawia że dzisiaj, na przykład, zostaję wyrzucony z Cesarstwa, a jutro... Kto wie, dlaczego by nie... Oddam się pracy społecznej i ot... Choćby pójdę... Znaczy... Na mur.
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 314
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte, włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sabishi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron