Światynia Shichi-fukujin 七福神

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Chise » 20 kwi 2019, o 01:33

Misja B
47/45


Pomijając już niepotrzebne w tym momencie dialogi i uszczypliwości.. Bo nie ukrywajmy, teraz już mamy ważniejsze sprawy od nich, prawda? To mamy interesującą konfrontację. Zapewne chłopak, gdyby nie te dziwne wzmocnienie i moc, nie byłby dużo silniejszy od Jashinisty pod względami fizycznymi, a ponieważ on jeszcze pokazywał silny katon, miałby z nim spore szanse. Jednak biorąc pod uwagę to, co się z nim działo teraz.. To wygrana jakiejkolwiek ze stron nie była pewna. Młodzieniec był porażająco szybki i zdeterminowany, nie wahał się. Przeciwnik idealny do takiej walki na poważnie.
Oddychanie było ciężkie dla ich obojga, ale kto bardziej się męczył? Ciężko powiedzieć. Trzeba powiedzieć, że chłopak i tak dążył ku mniejszej temperaturze, która panowała w środku, gdzie był Shiga, ale na pewno było to dla niego bardziej wyczerpujące niż w normalnych warunkach. W biegu zacisnął pięści, pochylił sylwetkę i zaczął znów krzyczeć, przyspieszając oraz bardziej. Podpalacz wystrzelił.. I jego plan był bardzo sprytny, ale chyba nie uwzględniał w tego, że czerwony z wysiłku młodzieniec zamiast próbować go unikać, przyspieszył i wleciał prosto w bełt. Zapewne nie sądził także, że to go wcale nie zatrzyma.
Shiga właśnie musiał pojąć bardzo bolesną lekcję. Czasem cztery pieczęcie składa się całą wieczność.
Pierwszy kopniak dopadł go, gdy był przy składaniu drugiej. Uderzenie w bark z wyskoku sprawiło, że coś tam zachlupotało - w sposób, jaki nigdy nie powinien być możliwy, a ramię zrobiło się obrzydliwie mało kooperujące. Jako, że był Jashinistą, to mógł ignorować ból, nawet czerpać z niego przyjemność i tylko dlatego jego ramię nie zostało unieruchomione na amen, ale poważnie ochlapłe i mniej sprawne. Zdecydowanie to go opóźniało. Siła uderzenia sprawiła, że aż przykląkł na kolano.
Drugi kopniak poleciał z miejsca w klatkę piersiową, odrzucając parę metrów w tył. Chrupnęło - żebra pewnie poszły w drobny mak, bo ból przy oddychaniu, szczególnie przy głębszym nabieraniu powietrza był straszny. Musiał też uważać, by połamane żebra (a jakieś na pewno było, patrząc po tym, że jedna strona żeber była jakaś mniej wypukła od drugiej) nie narobiły gorszego bałaganu.
Na razie chłopak się zatrzymał, dysząc głośno. Pot pewnie by z niego ściekał, ale to połączenie sprawiało, że woda niemal natychmiast parowała z tego ciała, tworząc delikatną mgiełkę. Patrzył jednak czujnie na Shigę, gotów zareagować w przypadku jednego nawet jego drgnięcia.. Ale nie da rady długo tak pociągnąć.


Spoiler: pokaż
Obrazek
UW: Żelazne ciało
Styl walki: Goken
Odpalona Brama: 4
Bonusy na czas trwania: +55 siła, +70 szybkość
Limit tur: 1 (4 -1, bo minęła tura, -1 bo została odpalona wyższa brama, -1 przez technikę Shigi która sprawia, że w połączeniu z bramami niemal się gotuje w sosie własnym
Chise
 

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Hitsukejin Shiga » 20 kwi 2019, o 02:09


If I die today, it won't be so bad
I can escape all the nightmares I've had
All of my angry and all of my sad - gone in the blink of an eye
I've seen the devil, I've shaken his hand
I've seen the evil that dwells in a man
For all of my wisdom, I can't understand


W sumie plan był nawet niezły. Tylko czy teraz jest odpowiednia pora, aby przemyśleć swoje zycie? No, chyba tak. Nie ma lepszej okazji by przemyśleć swoje życie niż ten całkowicie niemagiczny moment kiedy ktoś próbuje sprawić, że twoje płuca zostaną zerznięte przez twoje żebra. Pewnie jeśli ktoś miałby tyle lat na ile wygląda - czyli w przypadku Shigi dwadzieścia, to by mu całe zycie przeleciało przed oczami w tej krótkiej chwili. Ale że przezył łat ponad dziewięćdziesiąt to cholera to chyba by musiał maraton być, a nie pokaz premierowy. No ale mówi się trudno, prawda?
Oddychanie było ciężkie dla obojga, fakt, ale potencjalne zniszczenia jak obumieranie pęcherzyków i oskrzelików płucnych u niego się regenerowało. U bramowca nie. Dlatego przecież Jashinistę nawet na tym stopniu zaawansowania które posiadał Shiga najlepiej zabić zniszceniem serca - bo nie będzie zupełnie płynęła krew do mózgu - albo niszcząc mózg, jak zombiaka. Ale dusząc, nawet truciznami...? Dużo więcej roboty i pierdolenia niż przy normalnym czlowieku stety albo i niestety, zależy wszystko od punktu siedzenia i widzenia.
Ziomeczek zaczął krzyczeć, a Shiga wiedząc, że poprzednim razem jak zakrzyczał to dostał wylewu, wiedział, ze pewnie się zaraz w niego wbije nasz mc double stroke. Podwójny wylew z serem z taiuserem. Sigh.
Problem był jednak taki, że bełt zamiast zmienić trajektorię śmietnika biegnącego na niego to się wbił w ciało, wchodząc na pełnej bulwie. W rzeczywistości i w galaktyce rozniosło się kolektywne jashinistyczne - AWWWW SHEIT.
Gdzieś przy drugiej pieczęci padł cios i nagle ręka zaczęła być jakaś taka nie na miejscu. Chlapło sobie po jednym ciosie. Bardzo, bardzo niedobrze. Coś tam się musiało w środku spierdzielniczyć jak nic, na bank, NA BANK! Koleś powinien za to zginąć. Ale wtedy Shigutki nie dowie się skąd osobnik go zna, jakie były jego motywy... I ta ciekawość będzie go zżerała latami. No do jasnej cholery! Z rozmyślań wybił go drugi cios, w żebra, łamiący je na bank. O płuca się nie bał, już z przebitym płucem walczył, ale szkoda innych organów. Chociaż serca nie ma to szans zniszczyć zagrożenia więc wielkiego nie ma jeśli mnich nie wykaże się radosną głupotą i nie postanowi wykręcać hołupców i fikołków.

Na szczęście drugi cios znów zwiększył odstęp między nimi. A Chłopak tylko stanął, sapiąc.
-Ty to mnie chyba musisz za coś bardzo nie lubić, co? - Spytał mnich, padając na plecy. Podgiął nogi, gotów kopać przeciwnika i brać ciosy na nogi jakby ten znów postanowił go bić... Jednocześnie mnich przesunął jedną dłoń do drugiej, znów drastycznie zwiększając temperaturę powietrza panującą w okręgu (tak jak na obrazku, te same wartości). - Gorąco tu, idź się poddać co? - Nie chciał go zabijać. A mógł. Jedna goryuka, ryuka hyoen... Ale po co? Nie. To by urwało historię bez puenty. A nie ma nic fajnego w historiach bez puenty. Trzeba dociągnąć to do końca. Mnich chciał poznać resztę puzzli w tej układance. Czyli w praktyce leżąc na plecach próbuje odstraszać przeciwnika kopnięciami i parować ciosy. Ostatecznie da sobie połamać nogi, udając, ze go strasznie boli - krzycząc i marudząc - ale nie puści pieczęci, przyciskanej jedną ręką do drugiej, by gnoja usmażyć na wolnym ogniu. Jak befsztyk.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Chise » 20 kwi 2019, o 18:08

Misja B
49/45


Gdyby Shiga nie był Jashinitą, to mogły być właśnie jego ostatnie chwile. Nie dość, że chłopak obijał go jak chciał to jeszcze piekł się na wolnym ogniu we własnej technice. A nawet biorąc pod uwagę jego zdolności regeneracyjne to było ciężkie do przeżycia, a co dopiero dla kogoś, kto sam siebie doprowadzał do tak wielkiego wysiłku? Bramowiec (choć oczywiście, Shiga nie wiedział, że nim właśnie był jego przeciwnik) doprowadzał swoje ciało do stanu, w której kosztem wielkiego wysiłku był w stanie wycisnąć z siebie więcej niż 100% normy, niemal podwoić swoje możliwości! Warunki, w których był, sprawiały jednak, że było to znacznie cięższe niż zazwyczaj. Nie był w stanie utrzymać się w tym stanie tak długo, jakby mógł normalnie co zapewne też miał frustrujące.
Na razie jednak nie musiał się tym przejmować, bo to on był górą w tej walce. Shiga wylądował na ziemi, porządnie już poobijany, bez wielkiej woli do stawiania przeciwko przeciwnikowi, który co prawda na krótką metę, ale był w stanie nim zamieść podłogę. Zamiast tego postanowił go wykończyć temperaturą. Na jego jawną prowokację wyprostował się z gniewnym wyrazem twarzy.
Pozycja Jashinisty pozwalała na ochronę pieczęci jakby była najważniejszą rzeczą tutaj. A tymczasem przeciwnik wcale sobie nie folgował i zaczął zasypywać chłopaka kopniakami. Początkowo Shiga nawet nie ogarniał z której strony nadejdzie kolejny cios, szybko jedno z kolan zostało przetrącone, kostka z drugiej strony pogruchotana, cios w nerki i wątrobę na pewno poturbował te organy.. Udało mu się ochronić dłonie przed atakiem, co było chyba jedynym plusem. Z każdą chwilą jednak atakował coraz wolniej, coraz słabiej, kopniak w głowę tylko już lekko zawrócił mu w głowie, aż w końcu przy próbie kopnięcia zatoczył się szeroko i sam upadł na kolana. Przez chwilę jeszcze starał się walczyć o zachowanie przytomności i wstanie na nogi, ale koniec końców, musiał się poddać. Miękko osunął się na ziemię.
W tej chwili zaczęły do Podpalacza docierać jakieś odgłosy z zewnątrz okręgu. W uszach mu piszczało, ale były to czyjeś głosy. Ktoś chyba krzyczał, by ugasić ogień i próbował do niego dotrzeć. Po prawdzie, po takiej ilości obrażeń to i sam Jashinista był na skraju przytomności, a obrażenia były poważnie, może nawet na tyle, że nie dałby radę całkowicie wyleczyć się samemu. By szybko dość do zdrowia potrzebował lekarza.
Chise
 

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Hitsukejin Shiga » 20 kwi 2019, o 19:28


If I die today, it won't be so bad
I can escape all the nightmares I've had
All of my angry and all of my sad - gone in the blink of an eye
I've seen the devil, I've shaken his hand
I've seen the evil that dwells in a man
For all of my wisdom, I can't understand


Gdyby Shiga nie był Jashinistą... Ta, tak mogłoby się zaczynać bardzo wiele bajek. Bardzo, bardzo wiele bajek o tym, jak to wszystkim byłoby lepiej gdyby Shiga nie był Jashinistą. Parka wyznawców kruka dalej by sobie ćwierkała i z dziobków dziobała, dzicy okradali karawany w Sogen konkurując z tym pastuchem od kruków, Furu pewnie by już nie żył i w kawałkach znajdował się w woru pojebanego kakuzoida i jego przeklętej właścicielki, ludzie w lesie prastarym szukaliby demonów, będąc pod wpływem magicznych grzybków. A Chise pewnie by siedziała dalej bezpiecznie w Sogen. U mamusi. Bez pieczęci i pyskówki raperskiej przeciwko Hanowi. Taaa, Gdyby Shiga nie był Jashinistą definitywnie dużo rzeczy by się diametralnie zmieniło. Tylko jak zawsze, zależy całkowicie od punktu widzenia czy na lepsze, czy na gorsze. Wszystko punktem widzenia.
Bramowiec, o czym Shiga nie wiedział, wykorzystywał swoją potęgę, ale ona miała swój koszt. O tym Shiga nie wiedział. Nie wiedział też o tym, że przeciwnik zaraz wypluje płuca mimo pozornie gigantycznej wytrzymałości która pozwoliła mu zignorować bełt wbity w ciało. Tak, definitywnie przetrwanie bez żadnego problemu bełtu w ciele bylo imponujące dla Nie-jashinistów. Ale czy imponowało Shigutkiemu? No nie, Shigutki stanowczo wolałby, żeby przeciwnik już stracił przytomność jak człowiek. A nie wierzgał nie wiadomo ile... I męczył ludzi. Ludzia?
I czy był górą? Musiałby niezaprzeczalnie dużo dłużej kopać Shigę by się go pozbyć, bo na dobrą sprawę łamanie go i bicie to jakoś takie niskie szanse powodzenia miało. Chyba, że był górą tylko dlatego, że stał, a Shiga leżał. To definitywnie można powiedzieć, że był górą.
Teraz górą, zaraz dołem.
Ważne, że Shigutki utrzymał pieczeć, patrząc, jak przeciwnik gotuje się za życia. Wszystkie obrażenia które Shiga otrzymywał pewnie bez problemu się wyleczą, oprócz zwyczajowego i oczywistego nastawienia kości... Nic, co wymagałoby jakiegoś większego pochylenia się. Nah, do wesela - pytanie czyjego, bo jedno niedawno było - się wygoi wszystko i nie będzie nawet śladu.
A ciosy nadchodziły dalej. Koleżka sobie go kopał, Shiga trzymał piecżeć smażąc go i kuląc się, nie przejmując się tym, że jest kopany. Trzeba było to przeczekać. Jak trzęsienie ziemi. Aua, wstrząs. Aua, wstrząs. Aua kurwa kamień. Albo but? Albo nie wiem. Coś tam tupta, jak przy trzęsieniu ziemi, ale chyba wstrząsy słabną, a wtórne... nie zapowiada sie by było. Przeciwnik padł na ziemie, na kolanka.
Shiga usłyszał, że ktoś tam drze japę za bramą z ognia, która ograniczała widoczność, dostęp i szansę na to, że ktokolwiek się zbliży. Chcieli gasić ogień. Hahaha. No tego ognia tak łatwo nie ugaszą. Shiga, zmniejszając temperturę ognia, przysunął jedną dłoń do drugiej, składając pieczęć smoka, pokraczną i powolną... A potem dłoń pokryła się ogniem.
-Powiedz żegnaj ręce którą na mnie podniosłeś. - Powiedział cichutko, tylko do chłopaka, po czym wyciągnął zdrową rękę w jego kierunku, dłoń calą w ogniu i zacisnął ją na jego łokciu. Tak, żeby ogień przepalił jego ciało aż do kości, sprawiając, że jedyne co będzie chłopaka czekało to amputacja. Po tej kilkusekundowej scence - bo w ciągu sekund to przepalało nawet pancerze - Shiga krzyknie donośnie:
-Nie lejcie wody, to moja technika! - Na całe gardło po czym znów składa pieczeć z Yakitsuku Daichi i całkowicie opuszcza ognistą barierę i wygasza cały ogień, zakańczając działanie techniki.
-Tu jestem. Dopadłem mordercę. - Rzucił z radością, nie podnosząc się.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Chise » 22 kwi 2019, o 00:58

Misja B
51/45



Shiga grzecznie i potulnie dawał się kopać. Nie wiedział, że chłopaki tyka zegar, ale wiedział, że w takiej temperaturze nikt normalny długo nie pociągnie. Jego stan powinien go zainteresować, jako medyka oczywiście, choć chyba był na to zbyt poobijany i zbyt wkurwiony na przeciwnika. Zamiast zaobserwować stan jego mięśni, chłopak postanowił się.. Zemścić? Chyba można to tak ująć. Można też powiedzieć, że w jakiś sposób, po swojemu, wymierzyć sprawiedliwość, ale chyba to pierwsze było bardziej trafne. Zemścić za upokorzenie, poobijanie, nie wyjaśnienie niczego, zabicie dziewczyny, oszukanie go.. Ha, trochę tych powodów było.
Złożył jedną pieczęć i wyciągnął w jego stronę dłoń, która zaczęła płonąć. Temperatura dookoła niej stała się olbrzymia, aż powietrze delikatnie fazowało. Jego plan był dość.. Okrutny, szczególnie dla Shinobiego. Co prawda chłopak nie pokazał żadnych technik (poza magicznym przyspieszaniu ciała) a na pewno nie pieczęci, ale na pewno zrobienie jego kaleki było brutalne, ale z drugiej strony, czy nie zasłużone? Ciężko było powiedzieć, wycenić. Jedna osoba powie, że zabicie złodziejki to niemal oddanie przysługi społeczeństwu. Inny, że powinien być ząb za ząb i pozbawienie go tylko ręki jest za łagodną karą. Zależnie od wyznawanego poglądu, Shiga mógł być okrutnikiem lub łaskawcą.
Ogień przepalił się przez ciało, zatrzymując się dopiero na kości. Skóra, mięśnie, ścięgna.. Ale nawet to nie wybudziło chłopaka ze stanu skrajnego wyczerpania. To musiało świadczyć o jego stanie, niestety dość negatywnie. Plusem ran, jakie mu zadał Jashinista było na pewno to, że ogień natychmiast przypalał rany, sprawiając, że nie było żadnego krwawienia, żadnego upływu krwi, nie słabł więc chociaż z tego powodu. Huh, w jego stanie pewnie nie robiło mu większej różnicy, ale zawsze coś, prawda?
Dopiero wtedy Podpalacz wygasił swój ogień i mogli dobiec do nich kolejni ludzie. W sumie kolejne chwilę, dłuższą chwile, odznaczały się przede wszystkim zamieszaniem. Dotarli do nich strażnicy, do jednego i do drugiego oraz kolektywnie uznali, że obaj potrzebują przetransportowania do szpitala. Jeden ze względów oczywistych, którymi były brak przytomności oraz niemal przepalona ręka, oraz Shigę głównie na kontrolę oraz nastawianie kości.
Jashinista przebywał tam jednak krótko, ponieważ w połączeniu w medycznymi technikami, był praktycznie zdrowy po kilku godzinach, całkowicie na nogach. Straż, po przesłuchaniu go, puściła go do karczmy, obiecując mu przekazać informację oraz wynagrodzenie. Nie musiał długo czekać. Po nocy, na szczęście już spokojnej i bez żadnych dziwnych wypadków, zapukał ktoś do jego drzwi. Żaden pracownik karczmy, na szczęście, a posłaniec z wielkim pudłem. Były w nim wszystkie rzeczy chłopaka, jego wyposażenie, pieniądze, moneta Akuryo także była, choć wrzucona do sakiewki, więc znalezienie jej było lekkim wyzwaniem. Sakwiewka, swoją drogą, która i tak była całkiem pokaźna to jeszcze przybrała na objętości po tym, jak Straż pozwoliła sobie dać dowód wdzięczności za pomoc. Drugim wyrazem podziękowań była załączona do reszty przedmiotów wiadomość w postaci zwoju.
Treść nie była obfita. Straż wyraziła podziękowania za pomoc w złapaniu dwójki przestępców oraz wyraziła nadzieję, że zagwarantowano mu odpowiednią pomoc medyczną, po której czuje się już dobrze. Co ważniejsze jednak, postanowili się zgodzić na prośbę Shigi o udzielenie informacji i załączyli krótki raport z przesłuchania oraz wyrazy podziękowania.
Musiał więc otworzyć kolejną wiadomość, z której już bezpośrednio dowiedział się więcej.
Młodzieniec, którego tak brzydko okaleczył, miał imię i nazywał się Shiori. Jak się okazało, w całej historii nie chodziło o pieniądze ani o przestępstwa, kradzieże były tłem dla dziwnego trójkąta miłosnego całej trójki, który ciągnął się od dłuższego czasu. Shiori był przyjacielem dziewczyny od praktycznie zawsze, chronił ją, opiekował się nią i jak to często bywało, kochał ją. Na zabój, jak się okazało. Jednak w końcu musieli kogoś do siebie dopuścić, by móc kroić większe cele, zwerbowali kogoś z daleka, aż z Hanamury, gdzie byli w czasie turnieju. Razem stanowili niezłą bandę, mającą za sobą kilkanaście udanych skoków. Ale dla niego nowy chłopak od razu był konkurentem, rywalem i jak się okazało, naprawdę nim został. I mimo tego, że nie był shinobim, nie był tak mocny jak on, nie mógł jej tak chronić.. I tak wybrała tego drogiego. Do Shioriego miała uczucia, jak sama wyznała, od zawsze tylko braterskie i bycie z nim byłoby niewłaściwie. Urażony Shiori wyjechał, ale nie na długo. Zamiast dać się zagoić ranie, wrócił do miasta i długo, długo ich obserwował. Zwykła uraza zamieniła się w gniew, potem manię i furię. Postanowił porozmawiać z dziewczyną sam na sam. Doszło do szarpaniny. Nie chciał jej zabić, jedynie przekonać, by znów byli tylko we dwójkę.
Po zrzuceniu jej ze schodów, spanikował i uciekł. Nie był jednak daleko, bo nie mógł znieść myśli, że po śmierci dziewczyna wróci do swojego kochanka, chciał ją nawet wtedy mieć dla siebie. Wyczekał na dachu i dał się pobić, by samemu zyskać czas, by ją zabrać i pochować.
I tak to się chyba kończy. Nie było niczego więcej, co można było dodać. Shiga się spisał w oczach władz, poznał historię i.. Może wyciągnie z niej jakieś wnioski? Kto wie, wszystko jest możliwe.



/zt z tematu, Shiga jest wolny by napisać gdzie tam chce.
Chise
 

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Shidia » 12 lip 2020, o 20:27

Shidia spoglądała przed siebie coraz bardziej dalej.. kiedy tak szła miała wrażenie, że jest myślami, gdzieś nie daleko. Kiedy tak szła nie zauważyła, kiedy doszła do Świątyni Siedmiu Bogów Szczęścia. Wchodziła coraz wolniej po schodach, aby się coraz bardziej napawać takim pięknem jakim była świątynia. Kiedy tak szła sobie po schodach na chwilę przystanęła aby wziąć tylko wdech pełną piersią i wejść po schodach. Aż doszła do pierwszego ogrodu, który był nie tylko elegancki sam w sobie ale bardzo zadbanym. Kiedy tak spacerowała to poczuła jak bardzo się odprężona. Poczuła jak cała jej frustracja poprzednią sytuacją z niej zeszła. Przynajmniej była dalej myślami od tamtego nabożeństwa..
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Shidia
 
Posty: 148
Dołączył(a): 4 cze 2018, o 20:02
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?p=101235#p101235

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Misae » 14 lip 2020, o 12:12

Misja rangi D
Shidia
1/...


Shidia dotarła do terenów świątyń, oddalonych nieco od głównych terenów wioski. Był to w sumie przyjemny spacer, w bardzo przyjemnej jak na tą porę roku aurze pogodowej, więc nic dziwnego, że trudno jej się było zatrzymać od tak w miejscu. Zdecydowanie mogła czuć spokój bijący od tego miejsca i jego niezwykłą atmosferę. Nic tylko usiąść wygodnie pod jakimś drzewem lub na jakiejś ławeczce, oprzeć się wygodnie plecami i pozwolić by aura świątyni napełniała ducha dobrą energią i siłą do działania na kolejne dni.
Niewiele rzeczy mogłoby przerwać, ten panujący spokój jednocześnie, nie wywołując zdenerwowania u zielonowłosej. Było to jednak w pełni zrozumiałe i każdy by ją ułaskawił, za uszkodzenie przeszkadzającego jej w tym momencie jegomościa. A co jeżeli jegomość nie zamierzał przeszkadzać? Co jeżeli po prostu również się przechadzał i mniej lub bardziej świadomie również trafił do tego miejsca?
Jegomość wybijał się nieco z wszystkich ludzi, którzy co jakiś czas w mniej lub bardziej gwarnych rozmowach przemierzali teren odwiedzając świątynie. Osobę, która tam szła dziewczyna dostrzegła dopiero po pewnym czasie. Ubrana cała na biało, niska, lekko zgarbiona postać utykająca w stronę świątyni. Nie odzywała się jak inni i u niej, modlitwa nie cisnęła się od razu na usta. Było jednak coś w ten postaci, co mogło sprawić, że serce dziewczyny się odezwie. Może nie było to od razu do dostrzeżenia, jednak znała ona tą osobę. Wiedziała kto powoli, sunie w kierunku świątyni...


Obrazek~Kompan Tomoe
Obrazek
“It's amazing how a little tomorrow can make up for a whole lot of yesterday.”

Misje:
- Han Gug - Misja C
- Maji Bu - misja C - zawieszona, gracz nieobecny
Avatar użytkownika

Misae
Miss Lata
 
Posty: 783
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 11:38
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG/Discord: Misae#1695

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Shidia » 15 lip 2020, o 11:30

Świątynia z każdą sekundą napawała swoim pięknem i ostoją. Spoglądając na przemieszczających się powoli ludzi w jej kierunku sprawił, że wzrokiem sięgała dalej niż zawsze. Pięknie ubrani ludzie, słyszalny dla ucha odnawialny różaniec czy chociażby jedna z nielicznych i wolniejszych przyśpiewek. Kiedy to dziewczyna ujrzała dobrze znajomą osobę, nieco zgarbiona, białe szaty. Serce szybciej zabiło. .. Nie.. Tylko nie jej mąż.. Serce z klatki piersiowej zaczęło bić coraz bardziej. Głos zadrżał, wstała z ławki i skierowała się ku starszej kobiecie. Wiedziała w jakim stanie był jej mąż. Wiedziała, jak bardzo ona go kochała. Zrobiłaby wszystko aby postawić jej dom na nowo. Oddać wszystko by kobiecie ulżyć. Podeszła bliżej. Dzień dobry.. Złote oczy zabłysły. Głos stał się nieco przytłumiony. Jakby gardło zostało zaciśnięte, ktoś dłońmi ściskał powoli jej struny głosowe. Nie chciała usłyszeć, że coś się wydarzyło. Nie w takim momencie. W głowie miała z dziesięć różnych scenariuszy. Ale nie to.. Wzięła płytki wdech. Spojrzała na kobietę. Wszystko w porządku ? dodała. Jakby chciała usłyszeć coś innego. Coś co nie będzie złą wiadomością.
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Shidia
 
Posty: 148
Dołączył(a): 4 cze 2018, o 20:02
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?p=101235#p101235

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Misae » 16 lip 2020, o 13:18

Misja rangi D
Shidia
3/...


Shi była bardzo bystrą młodą dziewczyną. Ukrycie się pośród swoich własnych myśli i szukanie czegoś, czego wielu nazywa wewnętrzną równowagą i spokojem, zostało jej przerwane zupełnym przypadkiem. Mimo to, ta nie miała za złe osobie, która wyrwała ją z zamyślenia, że jej przeszkadzała. Kunoichi niemal od razu zapomniała nad czym tak się zastanawiała kiedy uniosła wzrok na tajemniczą - nietajemniczą postać. Nie potrzebowała wiele czasu. Zajęło jej tylko kilka mrugnięć, aby połączyć wiele faktów w jeden. Znała tą postać. W sercu dalej nosiła jej wspomnienie, które było równie wyraźne, co obrączka, którą od nie otrzymała i nosiła przy sobie.
Zielonowłosa nie traciła jednak czasu na wspominanie minionych dni. O nie... miała znacznie ważniejsze rzeczy na głowie. Gdy tylko dostrzegła barwy w jakie odziana była staruszka, serce nastolatki niemal na chwilę stanęło. Domyślała się, co mogą oznaczać, a wizja jaka ogarnęła jej umysł sprawiała, że serce kruszało i krwawiło z każdym kolejnym uderzeniem. Zdecydowała się od razu podejść do staruszki, która przyjrzała się jej uważnie. Potrzebowała chwili aby wzrok wyostrzył obraz złotookiej. Babulinka mimo, że do tej pory dość mocno zamyślona szybko wypogodniała. Nie spodziewała się takiego gościa.
-Och... Shidio, mój dobry duszku... nie spodziewałam się ciebie tutaj - odparła jakby nie słysząc do końca, a może nie chcąc słyszeć słów młodej Koseki. Staruszka nie wyglądała najlepiej. Można było mieć wrażenie, że od ostatniego spotkania od którego minęło kilkanaście tygodni, minęło kilka lat. Zupełnie jakby postarzała się bardzo mocno w bardzo krótkim czasie. Dopiero teraz widać było, że ściska coś mocno w swojej drżącej, mocno pomarszczonej i dotkniętej przez czas dłoni.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek~Kompan Tomoe
Obrazek
“It's amazing how a little tomorrow can make up for a whole lot of yesterday.”

Misje:
- Han Gug - Misja C
- Maji Bu - misja C - zawieszona, gracz nieobecny
Avatar użytkownika

Misae
Miss Lata
 
Posty: 783
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 11:38
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG/Discord: Misae#1695

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Shidia » 16 lip 2020, o 22:35

Dziewczyna spojrzała na kobietę. Zauważyła, że ta ściska coś w dłoni. Co jakiś czas sporadycznie spoglądała na dłoń, po czym spojrzała na kobietę. Jak się Pani czuje ? Jak zdrowie? Spojrzała na kobietę i ujrzała. Ujrzała, że wygląda inaczej. Bardziej zmizerniała, inna twarz, jakby bardziej się zmieniła. Mimo tego, że nie widziały się nader długo Shidia widziała jak ta bardzo się zmieniła. Wcześniej, widziała jak bardzo pracowała nad tym, aby wspomóc swojego ukochanego męża. Przez jej głowę przeszło nader dużo myśli. Od tych dobrych po złych. A.. Jak.. spuściła wzrok w dół. Poczuła gorzki smak w ustach. Stanęła gurda w gardle. Miała ścisk.. czy wszystko jest w porządku ? z lekka zbladła na twarzy. Jakby spodziewała się najgorszego. Coś mogę dla Pani zrobić? wzięła wdech piersią i czekała na odpowiedź.
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Shidia
 
Posty: 148
Dołączył(a): 4 cze 2018, o 20:02
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?p=101235#p101235

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Misae » 20 lip 2020, o 14:38

Misja rangi D
Shidia
5/...


Dziewczyna była dobrym obserwatorem. Szczęśliwie, w końcu miała rozpocząć, o ile już nie rozpoczęła tej krętej i usłanej łzami i krwią ścieżki ninja. Tej ścieżki, gdzie śmierć była nierozerwalną przyjaciółką. Czy teraz było inaczej i czy zboczyła nieco na inną trasę? Kunoichi miała już swoją teorię, teorię, która sprawiała, że jej młode serduszko biło teraz mocniej niż kiedykolwiek. Kobieta widziała jej wzrok. Wiedziała co może on oznaczać, jednak choć na chwilę, chciała zachować jeszcze miły ton ich rozmowy.
-Wiesz jak to jest... człowiek nawet jakby chciał to nie młodnieje... - odparła dość politycznie. Wyciągnęła w jej stronę rękę aby móc złapać za jej ramię i się podeprzeć. Widać było, że bardzo ciężko jej ustać. Nawet po mimo dłuższej szaty widać było jak jej nogi dygoczą.
-Przyszłam pomodlić się za mojego Yamamoto. - wyjaśniła niewzruszona swoim stanem. Zdawała sobie sprawę, że zielonowłosa zasługuje na to by poznać choć część powodu jej obecności.
-Zechciałabyś mi towarzyszyć? Na pewno by się ucieszył, że cię spotkałam - zagadnęła, a jej uśmiech był mieszaniną smutno, szczęścia, że ją spotkała i czegoś, czego dziewczyna nie była w stanie określić. Jeśli zgodziła się i przyjęła propozycję, została zaprowadzona do wnętrza świątyni. Tam czekała je krótka modlitwa. Jednak, za co się modliły, to już pozostawało do wyjaśnienia...




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek~Kompan Tomoe
Obrazek
“It's amazing how a little tomorrow can make up for a whole lot of yesterday.”

Misje:
- Han Gug - Misja C
- Maji Bu - misja C - zawieszona, gracz nieobecny
Avatar użytkownika

Misae
Miss Lata
 
Posty: 783
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 11:38
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG/Discord: Misae#1695

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Shidia » 20 lip 2020, o 15:07

Shidia spojrzała na kobietę, dygoczące nogi sprawiły, że automatycznie wzięła kobietę pod rękę. I kiedy Shi usłyszała, że idzie się pomodlić za Yamamoto poczuła jakby ktoś ją ugodził w serce. Czy jest coś co mogę dla pani zrobić? Coś co ulży Pani cierpieniom ? Jestem chętna nawet wyjść spoza teren aby znaleźć coś, co panią najbardziej uszczęśliwi. dodała Shidia pełna nadziei. Lecz kiedy zrozumiała, co kobieta miała namyśli, mówić, że Yamamoto by się ucieszył, że ją spotkała. Lekko zamarła na kilka sekund. Poczuła przepływający przez jej organizm nie wyobrażalny smutek.

Kiedy to weszły do świątyni, Shi słyszała modlitwę, którą ludzie mówili, glosili słowo, które było przewodnictwem na dzisiejszy dzień. Kiedy to kobieta usiadła sobie, Shi zrobiła coś czego nie robiła od dawien dawna. Spojrzała na kobietę. Zamknęła oczy. W głowie miała modlitwę, które nigdy nie odprawiała. O Boże łagodności i współczucia, przyjmij modlitwy, które zanosimy w imieniu naszych chorych braci i sióstr. Wzmocnij ich wiarę i zaufanie do Ciebie. Pociesz ich swoją pełną miłości obecnością i – jeśli taka jest Twoja wola – przywróć ich zdrowie, daj nowe siły ich ciałom i duszom.. Spojrzała na kobietę lekkim wzrokiem.

Widziała jak cierpi. Jak jej dusza została wydarta. Jedna połowa duszy została jej zabrana. Na wieki. Nie chciała aby kobieta cierpiała. Chodź wiedziała jak bardzo ta jest zmęczona już obecną sytuacją. Kiedy został pochowany ? szepnęła do kobiety, po czym objęła ją serdecznym ramieniem. Głowę położyła na jej ramieniu. Współczuła jej nader mocno. Naszyjnik z pierścionkiem ślubnym, który wisiał na jej szyi. I przypominał o Yamamoto. Shi spojrzała na niego. Shidia chciała być dla kobiety wielkim oparciem. Chciała aby ta poczuła, że ktoś się o nią troszczy w taki sam sposób. Jak ona troszczyła się o niego.
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Shidia
 
Posty: 148
Dołączył(a): 4 cze 2018, o 20:02
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?p=101235#p101235

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Misae » 23 lip 2020, o 12:05

Misja rangi D
Shidia
7/...


Kobieta słysząc słowa dziewczyny delikatnie uniosła dłoń i położyła na policzku zielonowłosej. Jej dłoń była dość chłodna, zdecydowanie dotknięta zębem czasu, jednak wyjątkowo miękka, a uczucie jakie towarzyszyło tej chwili było nieporównywalne do niczego innego.
-Serce mi się raduje jak tylko widzę kogoś tak dobrego, moje dziecko - odparła i obie powoli dotarły do wnętrza świątyni. Nie odbiegała ona swoim wyglądem od innych, jednak atmosfera tu panująca wspierała kontemplacje. Pozwalała na chwilę zatrzymać się w tym pędzie w jakim się żyje i zastanowić nad tym co naprawdę jest w życiu ważne. Odzyskać to, czego wielu nawet nie wie, że straciło i przyjąć to o co nigdy się nie prosiło.
Staruszka klasnęła w dłonie, jako znak rozpoczynającej się modlitwy i w duszy zaczęła wznosić błagania do tylko sobie znanych bogów. Z jednej strony miał tyle rzeczy, które chciała powiedzieć, a z drugiej było tak mało czasu i sił by zebrać wszystkie do kupy. By móc ułożyć ją w coś sensownego. Ale wiedzieli. Przecież bogowie musieli wiedzieć co gra w jej duszy. Jakie są jej troski i ciągłe pytania o powód zabrania jej ukochanego mężczyzny.
Czas jednak mijał. Modlitwy się kończyły i już nie można było się w nich dłużej ukrywać.
-Zasnął wczoraj... - odparła. Zaraz potem, jednak podniosła wzrok na dziewczynę. Widać było w jej oczach smutek, ale i drobne zawstydzenie, zupełnie jakby to co miała za chwilę powiedzieć było jedną z najbardziej krępujących rzeczy w jej jakby nie patrzeć długim życiu.
-Wiem, że i tak prosiłam cię już o wystarczająco... jednak pomożesz mi przyszykować dom? Chcę go pożegnać jak najlepiej... - zapytała z nadzieją. Ona już miała swoje lata, co z resztą widać było kiedy Shi odwiedziła ją poprzednim razem. Wszystko co nie znajdowało się na wysokości do połowy uniesionych ramion, dawno zapomniało jakim luksusem jest możliwość bycia czystym. Jeśli dziewczyna się zdecyduje, powolnym krokiem staruszka ruszy wraz z nią w kierunku domu Nami




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek~Kompan Tomoe
Obrazek
“It's amazing how a little tomorrow can make up for a whole lot of yesterday.”

Misje:
- Han Gug - Misja C
- Maji Bu - misja C - zawieszona, gracz nieobecny
Avatar użytkownika

Misae
Miss Lata
 
Posty: 783
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 11:38
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG/Discord: Misae#1695

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Shidia » 24 lip 2020, o 10:25

Kobieta dłonią sięgnęła do jej policzka, dłoń była chłodna, dotknięta zębem czasu, jednak wyjątkowo miękka. Serce dziewczyny się radowało, kiedy ta dawała jej subtelne znaki, że jej jest miło, kiedy ta obok niej jest.
Modlitwa o jaką prosiła dziewczyna, była zwieńczeniem wszystkiego co dobre a złe. Serce przepełnione miłosierdziem a także chęcią pomocy bliźnim. Wsparcie jakie dawała tej kobiecie było nie porównywali. Odczuwała błogi stan kiedy to działała dla kogoś a nie tylko dla samej siebie. Ilekroć patrzyła na innych jak cierpią i nikt im nie pomaga. Teraz to ona pokazuje innym, że warto pomagać niezależnie od wieku. Wystarczą chęci.

Kiedy kobieta jedynie wspomniała. Jak się do wydarzyło. Zmarł tak jak chciał. Spokojnie. Aby ulżyć swoim i innym cierpieniom, aby na niego nie patrzyli jak umiera. Najlepsza śmierć a jednocześnie najboleśniejsza strata ukochanej osoby. dodała w sobie w myślach Shidia. Poczuła jakby cały smutek w ciele przeszedł na inne partie ciała. Jakby potrzebowały otuchy. Kiedy minęła dobra chwila kobiecie udało się powiedzieć co jej na wątrobie leży. Shi spojrzała na kobietę. Zrobię wszystko co w mojej mocy aby przyszykować dom na miarę moich możliwości. Pożegnamy go w godny sposób. Tak aby wiedział, że o nim całym sercem pamiętamy i mocno kochamy. spojrzała na Nami. Kiedy Shi się zgodziła, powolnym krokiem udały się ku domu Nami. Aby godnie pożegnać Yamamoto. Chciała pokazać, że on także jest i będzie dla niej ważną osobą.
Spoiler: pokaż
Obrazek
Avatar użytkownika

Shidia
 
Posty: 148
Dołączył(a): 4 cze 2018, o 20:02
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?p=101235#p101235

Re: Światynia Shichi-fukujin 七福神

Postprzez Misae » 28 lip 2020, o 21:46

Misja rangi D
Shidia
9/...


Shidia miała coś, czego nie miał niemal nikt, a na pewno nie w tym okrutnym świecie. Dobroć. Stawianie czyjegoś dobra ponad swoje i robienie czegoś tylko po to aby ktoś inny poczuł się lepiej, było rzadkie. Może właśnie dlatego należało pielęgnować takich ludzi, aby byli w naszym świecie i w naszym otoczeniu jak najdłużej. To samo też wiedziała Nami, która nie wiedziała jak powinna dziękować bogom, że trafiła na kogoś takiego.
Kobieta słysząc słowa nastolatki przysunęła ją do siebie mocniej w mocniejszym uścisku. Było to dla niej ważne. Wsparcie w momencie kiedy kończyła nie mając niemal nic. Kiedy skończył się jeden z najdłuższych i najważniejszych momentów w jej życiu. Małżeństwo. Serce bolało ją za każdym razem kiedy wspominała swojego byłego męża miała wrażenie, że część jej umarła wraz z nim.
-Dziękuję mój aniele.. - szepnęła i ruszyły dalej.
Spacer nie trwał zbyt długo, choć zapewne gdyby Shi szła sama minąłby dużo sprawniej - staruszka dalej kulała, widać, że sprawa sprzed kilku miesięcy nic się nie zmieniło. Kiedy tylko dotarły na miejsce, przekroczyły próg niewielkiej, skromnej chatki. Nie różniła się za bardzo od ostatniego spotkania, pomijając mały szczegół. Atmosfera zdawała się być... martwa? Trudno było nazwać to inaczej. Panował tu dziwny chłód, niezwiązany z chłodem z zewnątrz. Nami wskazała gestem dłoni kuchnię, aby tam dziewczyna rozpoczęła sprzątanie, a ona sama zniknęła gdzieś w głębi domu. Wspominała coś o konieczności zażycia leków na ból, nim sama zacznie sprzątać.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek~Kompan Tomoe
Obrazek
“It's amazing how a little tomorrow can make up for a whole lot of yesterday.”

Misje:
- Han Gug - Misja C
- Maji Bu - misja C - zawieszona, gracz nieobecny
Avatar użytkownika

Misae
Miss Lata
 
Posty: 783
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 11:38
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG/Discord: Misae#1695

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Seiyama (Osada Rodu Kōseki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość