Centrum osady

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 3 lut 2019, o 23:44

Misja rangi B
Kakita Asagi
51/45


Kakita, zbliżając się do ślepej uliczki, mógł usłyszeć zalążek prowadzonej tam rozmowy. Spięty Ishio tłumaczył najświeższe wydarzenia i podkreślał, że on oraz jego mentor działali we własnej obronie. Nie zatajał niczego, bo nie miał ku temu powodów - w końcu miał do czynienia z przedstawicielami prawa. Strażnicy byli stanowczy i utrzymywali sytuację pod kontrolą, ale nie wyglądało na to, żeby ta miała się w jakiś sposób zaognić. Nie zmieniło się to, kiedy do grupki dołączył sam Asagi.
- To twój towarzysz? - zapytał niskim głosem odziany w służbowy uniform, postawny mężczyzna o brązowych włosach, które w bladym świetle zimowego słońca mieniły się na lekko rudawy kolor. Na te słowa czternastolatek jedynie skinął głową.
Przybysz został zlustrowany spojrzeniami przez przedstawicieli służb porządkowych, a postawny osobnik, będący chyba tutaj najwyższym stopniem, gestem dłoni zaprosił Kakitę do podejścia i ustawienia się obok młodszego towarzysza.
- Narobiliście tutaj niezłego bajzlu. Jesteście z Lazurowych? Ludzie stamtąd są ponoć stonowani, ale to chyba tylko czcze gadanie - stwierdził niezadowolony brązowowłosy, splatając ręce na klatce piersiowej.
- Jaką mam mieć akurat pewność, że to wy działaliście w obronie? Wasi rzekomi agresorzy nie żyją. Bardzo wygodne dla waszej wersji wydarzeń... - skończył mrużąc podejrzliwie oczy. Już otwierał usta, żeby zadać kolejne pytanie, ale inny ze strażników wszedł mu w słowo.
- Symbol koguta - oznajmił ten, który kucał aktualnie przy zmasakrowanym ciele zmarłego. Chwycił za nadgarstek poległego i podniósł jego rękę, u której rękaw już podciągnął przed momentem. Ukazał w ten sposób pozostałym przedramię osobnika, na którym widniał tatuaż koguta w bojowej pozycji.
Ta informacja ożywiła najwyższego rangą. Dwójka samurajów nie musiała mieć jakichkolwiek zdolności interpersonalnych, by wyłapać, że odkryty właśnie symbol nie był po raz pierwszy napotkany przez tutejszą straż.
- Dobra. Chłopaki, zajmijcie się tym miejscem i nie zapomnijcie o dachu. Świeżak, wróć na rozwidlenie i upewnij się, że nikt niepożądany nie będzie miał tutaj wstępu. Jak ktoś podejrzany będzie tu węszył, to powiadom pozostałych. Żaden szczegół z tego wydarzenia nie może wyjść na zewnątrz, jasne? Wszystkie informacje, jakie zbierzecie, idą bezpośrednio do mnie - oznajmił dosadnie do pozostałych strażników, a ci jedynie przytaknęli lub pokornie skinęli głowami.
- A wy, panowie, nie macie innego wyjścia jak pójść ze mną. Musimy wyjaśnić parę rzeczy w nadającym się do tego miejscu. Kojiro, idziesz z nami.
Jeżeli Asagi nie miał obiekcji, to wraz z Ishio i dwójką przedstawicieli służb porządkowych udał się do głównej placówki straży. Jeśli jednak miał jakieś ale, to i tak niewiele z nich wynikało. Brązowowłosy, z którym mieli teraz do czynienia, nie brzmiał na kogoś, kto przyjmuje jakikolwiek sprzeciw. Stawianie oporu w tej sytuacji było rzecz jasna przeciwko prawu, a zatem wiązało się z oczywistymi skutkami. Duet mieczników miał do wyboru współpracę po dobroci albo współpracę przymusową.
- Mitsugi Shumei, kapitan straży. Pogadamy sobie na miejscu - oznajmił krótko w drodze postawny osobnik, a przez resztę przemarszu już się nie odzywał.
Dotarli do siedziby straży, gdzie kapitan zaprowadził ich do swojego gabinetu. W międzyczasie oddelegował towarzyszącego mu podwładnego do skierowania dodatkowej grupki ludzi na miejsce zakończonej walki.
Shumei poprosił nakazał dwójce bohaterów pozostawienie broni tuż przy drzwiach pomieszczenia, a potem wskazał na krzesła przy biurku. Sam rzec jasna zajął miejsce po przeciwnej stronie.
Postawił przed nimi ceramiczne czarki i rozlał - w zależności od preferencji - sake lub wodę.
- Dobra, jesteśmy w stanie to rozwiązać polubownie, ale potrzebuję od was pełnej szczerości. Ten młodzian mi powiedział, że był śledzony i został zaatakowany. Dobra, uznajmy, że tak było. Interesuje mnie jednak, dlaczego go śledzono. Chcę wiedzieć, co was łączy z tymi ludźmi i jakie macie z nimi zatargi. I bez żadnego kręcenia, bo w innym przypadku zmienimy ton wypowiedzi. - Kapitan upił łyk sake, a potem splótł dłonie i odchylił się do tyłu. Surowym spojrzeniem obserwował przesłuchiwanych, oczekując rzecz jasna wyjaśnień.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2580
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Kakita Asagi » 4 lut 2019, o 09:45

Niebieskooki nie stawiał oporu, kiedy funkcjonariusze sprawdzali jego osobę - generalnie, niewiele miał do ukrycia, poza tym o stawianiu oporu mowy być nie mogło, zdawał sobie sprawę z sytuacji - strażnicy mieli przewagę tak taktyczną jak i "polityczną", skoro bowiem przyznał z ramienia jakiej szkoły działa, to musiał też bronić jej honoru.
Na uwagę odnośnie tego, jacy powinni być mieszkańcy Yinzin, niebieskooki odpowiedział jedynie twierdząco i nie wdawał się w bzdurne dyskusje na temat tego, co kto rozumie pod hasłem bycia stonowanym. W jego osobistej ocenie postąpił dokładnie tak, jak powinien postąpić samuraj, odpowiedział na zagrożenie pełnym zakresem swoich możliwości - adekwatnie do tego, co potrafił i przeciwko komu stawał. To, że skończyło się na tym, że wyszedł z tej zawieruchy bez większego szwanku, a jego przeciwny skończyli jako zakrwawione plastry mięsa to najbardziej naturalny skutek takich "atrakcji".
Kiedy oficer zauważył, że istotnie wersja jaką przedstawiają jest dla nich jak najbardziej wygodna, to niebieskooki lekko zmrużył oczy przygotowując odpowiednią odpowiedź. Istotnie, nie wyglądało to za dobrze, ale pozostawał jeszcze cały wachlarz możliwych wyjaśnień, począwszy od słowa samuraja, skończywszy na braku jednoznacznych dowodów świadczących o tym, że było inaczej, jednakże zanim niebieskooki coś rzekł, "ratunek" przeszedł z niespodziewanej strony...

- Niech tak będzie. Nie będzie stwarzać problemów. - rzekł niebieskooki, czując, że może właśnie trafili na dobry ślad? Rzekomy "kogut" najpewniej był znakiem jakiejś miejscowej mafii, albo chociaż gangu - dość dobrze wpasowywałoby się to ich misję odnalezienia wrogów szkoły, którzy zaszyli się w Daishi, jeśli zdradzieccy uczniowie mieliby gdzieś szukać ratunku, to właśnie wśród innych kanalii, pytanie tylko, dlaczego aż tak daleko?
Na przedstawienie się kapitana, niebieskooki odpowiedział skinieniem głowy - już raz się przedstawiał, nie ma sensu tego robić dwa razy. Posłał tylko spojrzenie Ishio, by ten również się nie odzywał więcej i dali się prowadzić strażnikom na posterunek - fakt, że jeszcze nie pozbawiono ich mieczy Kakita liczył sobie jako dobry znak.
Wchodząc na posterunek, niebieskooki spróbował zapamiętać cały rozkład korytarzy którymi szli i policzyć w głowie ilość strażników, jeśli niektórzy mieli podobne co kapitan rangi na mundurach, też to zliczał - powód prosty, należy być zawsze gotowym, zwłaszcza, że ja się na miejscu okazało, będzie się musiał z bronią pożegnać i to zupełnie. Nie podobało mu się to. O ile bowiem oddanie długiego ostrza należało do oczywistości, o tyle krótszy miecz zawsze towarzyszył samurajowi, no chyba, że ten akurat udawał się do okiya, ale chyba posterunek się nie wpisywał w tą kategorię, chyba... No nic, chcąc nie chcąc (i bardziej nie chcąc) i okazując to postawą, niebieskooki przekazał swoje miecze oficerowi dyżurnemu/strażnikowi brzy drzwiach mówiąc krótkie.
- Powierzam je tobie. - była to jasna informacja - Kakita wchodzi tam bez broni, jednakże jeśli któryś z mieczy się zawieruszy, to mężczyzna może już myśleć o sobie w czasie przeszłym. Czy niebieskooki nie zdawał sobie sprawy z sytuacji? Zdawał. Jednakże nawet stając przed liderem Teiz miał przy sobie wakizashi, był dumnym wojownikiem i reprezentantem tradycjonalistów - mówił zdecydowane nie młodej dekadencji, która z etykietą miewała się często na bakier.
Zająwszy miejsce wskazane przez kapitana, niebieskooki wziął czarkę sake, po czym wysłuchał oficera, wytrzymał jego spojrzenie i odpowiedział.
- Nie musi nam pan grozić, kapitanie Mitsugi, jak zauważył pan, mieszkańcy Yinzin to ludzie stonowani i cywilizowani. - zaczął spokojnie niebieskooki bez wrogości w głosie, jednakże z nutką dumy - był samurajem i chyba musiał tego wizerunku pilnować, po czym kontynuował.
- Jak powiedziałem, pochodzimy ze szkoły Taka. Kilka miesięcy temu, przybrany syn jednego z mistrzów - Amatsurama Hiruzun wraz grupką popleczników dokonał ataku na szkołę. Pierw wykradli i zniszczyli ceremonialny miecz, następnie raniąc uczniów doprowadzili do pożaru i zbiegli. Jedną z jego popleczniczek była łuczniczka - Honotsune Ari, której rodzina pochodzi z Daishi, a zgodnie z naszymi informacjami, są to kupcy. Ślad za Hiruzenem urywał się w Daishi, tak więc mistrz Amatsurama wysłał nas tutaj. Kiedy przybyliśmy do osady, udaliśmy się do domu handlowego Yoshi, gdzie Ishio miał wypytać o Ari jej rodzinę. Po wyjściu z budynku, jego śladem podążyli tamci dwaj, a za nimi ja. Kiedy w zaułku zagrozili mojemu towarzyszowi, nie mogłem pozostać bierny. Wywiązała się walka, której efekty widzieliście. - zakończył redagować niebieskooki, upijając nieco czarki. Niejako przy tym streścił ostatnie wydarzenia, w efekcie których znaleźli się w takim a nie innym położeniu, po czym dodał.
- Kapitanie, jeśli mogę ja zapytać - co oznacza "symbol koguta", jaki znajdował się na ciałach naszych napastników? - ukłonił się przy tym lekko.
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 863
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 4 lut 2019, o 17:58

Misja rangi B
Kakita Asagi
53/45


Kapitan straży zamienił się w słuch. Sięgnął jedynie po jakiś ołówek i notował kluczowe słowa z relacji Asagiego - głównie imiona i inne nazwy. Milczał, tak samo zresztą jak Ishio, który nie wychylał się podczas obecnego spotkania. To Kakita jako starszy i bardziej doświadczony samuraj miał inicjatywę, a powtarzanie tego samego nie miało większego sensu. Skoro Shumei zaprowadził ich do swojego gabinetu i tam przeprowadził całkiem spokojne przesłuchanie, to znaczyło, że nie nazywa ich na start przestępcami i jest w stanie uwierzyć ich wersji wydarzeń.
- Szkoła Taka, hm? Gdzie w takim razie rezydujecie? Nie kojarzę, żebyście byli stąd - przerwał w pewnym momencie, chcąc sprecyzować jedną z informacji, która dla niego nie była taka oczywista, jak dla czarnowłosego łysego samuraja.
Zapoznał się z resztą faktów, sporządził kilka krótkich notatek, potem upił mały łyk z sake z czarki. Na zadane pytanie, dotyczące tajemniczego symbolu, nie odpowiedział póki co. Podniósł jedynie dłoń w stopującym geście, by przypomnieć Asagiemu, że to on tutaj narzuca rytm rozmowy.
- I oni tak po prostu zjawili się pewnego dnia, by zniszczyć waszą szkołę? Jaki był w tym motyw? Nie mieliście z nimi wcześniej żadnego zatargu? - zapytał, mrużąc oczy, jakby mu coś w tym nie do końca pasowało. Albo czegoś brakowało.
- Honotsune to jedna z kupieckich rodzin i nie mam na myśli tu podrzędnych handlarzy. Nawet jeśli wszystko, co mówicie, jest prawdą, to na ten moment nie mogę poczynić żadnych stanowczych kroków. Jesteście tu obcymi. Obcymi, którzy co dopiero byli uczestnikami niemałego zamieszania. Nie ma żadnych twardych dowodów, jedynie wasze słowa. Honotsune z kolei to poważana rodzina. Za bezpodstawną nagonkę na nią ze stronę straży urwaliby mi jaja.
Westchnął ciężko, a potem pochylił się do przodu i oparł łokciami o blat biurka.
- Ci z symbolem koguta... Nie mamy za wiele informacji, ale są mniej więcej waszego rodzaju. W sensie, że samurajskiego. Szkoła Ondori, tak byś to nazwał? Szukaliśmy informacji na ich temat - jakiejś szkoły, dojo, symbolu rodowego, ale niczego takiego nie było. To musi być całkiem świeże ugrupowanie, czy jak tam to nazwać. Mieliśmy już kilka incydentów z ludźmi spod symbolu koguta. Nie ma w Lazurowych czegoś takiego? Nic ci to nie mówi? Przecież wyglądają na samurajów - stwierdził, po czym sięgnął znów po czarkę, której zawartością zwilżył usta. Nie odrywał przy tym wzroku od Kakity dłużej niż na krótki moment. Czekał na jego komentarz. Miał w końcu okazję poznać spojrzenie samuraja na sprawę, która z samurajami wydawała się mieć wiele wspólnego.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2580
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Kakita Asagi » 5 lut 2019, o 07:56

- Planowaliśmy zatrzymać się w jednej z karcz, po uprzednim rozeznaniu się w temacie. - odpowiedział zgodnie z prawdą niebieskooki, a była ona taka, że od razu po przybyciu i przekazaniu cennego miecza zabrali się do pracy, bowiem jak zdążyli się rozeznać, karcz tutaj nie brakowało, a po długiej i uciążliwej podróży obaj samurajowie aż palili się do zajęcia się właściwą częścią swojej misji. Może nie wyglądało to najbardziej profesjonalnie, ale niewątpliwie udało im się skutecznie wpaść w całe zamieszanie, poza tym... pomijając już oczywisty fakt, że wszelkie kłamstwo zostałoby momentalnie zweryfikowane, to samuraj nie miał w zwyczaju mijać się z prawda, bez naprawdę dobrego powodu.
- Jeśli chodzi o atak grupy Hiruzen'a, to jego motywem jest zemsta na przybranym ojcu. Mistrz Amatsurama przygarnął go, wychowywał i szkolił, jednakże Hiruzen'owi brakowało cierpliwości i zło toczyło jego dusze. Mówi się, że "miecz duszą samuraja", można to jednak odwrócić, na dusza mieczem samuraja, a zła dusza, to bardzo zły miecz. Jakkolwiek naiwnie to brzmi, jest to prawdą. - przerwał na moment niebieskooki by rozeznać się, czy jego rozmówca słucha uważnie, ewentualnie, czy w ogóle słucha, po czym niezależnie od jego reakcji kontynuował, bo w zasadzie mało kto poza samurajami znał ich filozofię.
- Po jednej z wielu kłótni, mistrz Amatsurama wymierzył swojemu przybranemu synowi cios, po którym tamten uciekł z domu, by następnie powrócić i zabić kilku uczniów, a następnie opuścić szkołę i przygotować zemstę. Kiedy powrócił, przysiągł ostatecznie zemścić się na ojcu, wymierzając cios w szkołę. - wyjaśnił to, co w zasadzie wiedział i przez co przebył prawie cały świat. Słowo samuraja było jego honorem, nie miał najmniejszych podstaw by nie ufać jednemu ze swoich pierwszych mentorów, jakby przy tym nie było, widział atak na własne oczy i walczył przeciwko poplecznikom zdrajcy, nie miało dla niego większego znaczenia, co zaszło między ojcem i synem, syn zaatakował szkołę, a więc wymierzył coś i w Kakite, to wystarczyło.
Dalsze słowa kapitana dotyczące rodziny Honotsune nie brzmiało pocieszająco - jak widać, sprawy były szyte naprawdę grubymi nićmi i wrogów samuraj miał potężnych, ale... i oni nie wszystko wiedzieli o nim. Dlatego właśnie do domu Yoshi, Kakita wysłał tylko Ishio. Jeśli tamci zabójcy będą szukać zemsty, to właśnie na młodszym samuraju, poza tym, zastanowią się kilka razy, zanim spróbują zadrzeć z kimś, kto położył ich dwóch ludzi. Nie wpadną na pomysł, by podejrzewać o cokolwiek Asagi'ego, więc będzie miał przewagę zaskoczenia po swojej stronie. Oczywiście, ściąga to zagrożenia na chłopaka, ale wiedział, w co się pakuje wyruszając do Daishi, a Kakita też zrobi co może, by go ochronić. Na razie jednak, należało coś kapitanowi odpowiedzieć.
- Słowo samuraja jest dowodem. Jednakże rozumiem, że potrzebujecie poważniejszych. Proponuję, byście wystosowali list do szkoły Taka, moi mistrzowie nie tylko potwierdzą to, co wam powiedziałem, ale również to, że Honotsune Ari jest na liście uczniów, którzy zbiegli z Hiruzenem i napadli na szkołę. Jeśli to konieczne poczekamy na odpowiedź z Kaigan, przeciwko rodzinie Honotsune też oficjalnie nie wystąpimy, bo nie taka jest nasza misja, jednakże zaatakowani będziemy się bronić. - zakończył z deklaracją niebieskooki, wiedząc, że ma przed sobą starego wiarusa, który w mig zrozumie, że jeśli jakieś chłystki znów spróbują swoich sił przeciwko parze samurajów, to oni wahać się nie będą, a skoro o tym mowa, pozostawała jeszcze kwestia napastników, których kapitan dziwnie łączył z samurajami, ku wewnętrznemu sprzeciwowi i obrzydzeniu ze strony Kakity, który jednak utrzymywał maskę opanowania i trzeźwy umysł - wychowany w domu Hatamoto i odebrawszy nauki w jednej z trzech wielkich szkół Asagi, potrafił panować nad emocjami.
- Podobieństwo jest z goła powierzchowne. Istnieją trzy wielkie szkoły samurajów, są to Taka w Kaigan, Kame w Hyuo oraz Ryu w Sakai. Każda z nich zajmuje się badaniem i nauką innego aspektu szermierki. Ponad to, każdy wojownik może założyć własne dojo co jest popularne na Yinzin, szkoły takie prowadzone są w obrębie danej wioski, często przekazywane z ojca na syna. Są jeszcze inne przypadki, nie rzadko bezpańscy samurajowie uczą innych w zamian za jedzenie, lub też pieniądze, albo z sobie tylko znanych powodów. - zaczął wyjaśniać niebieskooki, momentalnie przypominając sobie swoje spotkanie z cesarzem z Hanamury, który to opowiedział mu o swoim spotkaniu z roninem "Zjawą", po czym kontynuował.
- Ci, z którymi walczyłem nie reprezentowali żadnego znanego mi stylu. Zgadzam się, że ich sposób ubierania się przypomina samurajski, jednakże walczą jak typowi shinobi. Nie zastosowali żadnej z kluczowych technik szermierczych, natomiast starszy z nich potrafił wzmacniać swoje ciosy chakrą. Nie wykluczam możliwości, że na czele tej szkoły Ondori stoi jakiś ronin, jednakże w tym co widziałem, nie rozpoznałem naszych taktyk walki. - zakończył niebieskooki wyjaśnianie tego, co uważał na temat "kogucików" po czym dodał.
-Kapitanie, jeśli członkowie tego ruchu upodabniają się do samurajów i sprawiają problemy, chciałbym zaoferować swoje wsparcie w rozwiązaniu ich problemu. Nie mogę pozwolić, by ktoś bezkarnie szargał nasze dobre imię. - zakończył deklaracją, która wcale nie leżała daleko ani od jego obowiązków, ani zadania. Możliwe było, że tak zwana szkoła Ondori to przykrywka dla popleczników Hiruzena, potwierdzić mógł to tylko znajdując ich i sprawdzając na własne oczy. Starcie z szermierzem z tej organizacji również dałoby mu odpowiedź, bowiem jeśli za wszystkim stał syn mistrza Amatsurama, to styl szermierki powinien przypominać ten szkoły Taka, a Kakita znał go na tyle dobrze, że rozpoznałby go już po kilku sekundach pojedynku, nawet w skarykaturowanej formie...
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 863
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Ichirou » 6 lut 2019, o 00:45

Misja rangi B
Kakita Asagi
55/45


Ołówek raz jeszcze poszedł w ruch. Kapitan uzupełnił swoje notatki o kilka nowych faktów, kiwając przy tym nieznacznie głową. Tak długo, jak Kakita udzielał sensownych wyjaśnień, tak długo nie przerywał. Każda informacja mogła się okazać przydatna, a to już w locie oceniał brązowowłosy.
- Czyli podrabiańcy, ha? - podsumował na koniec wnioski samuraja. Odstawił zapiski, splótł dłonie i strzelił palcami.
- Sporządzę w takim razie pismo do waszej szkoły, żeby potwierdzić rzeczy, które wynikają z waszej relacji. W międzyczasie sprawdzę, czy tej całej Ari nie ma czasem w Seiyamie. Jak mówiłem, brak twardych dowodów, by wejść z buta do tego domu handlowego lub przetrzepać całą rodzinkę Honotsune. Musimy działać ostrożnie. I mówiąc musimy, mam tu na myśli rzecz jasna straż. Może i macie swoje zatargi, ale nie mogę pozwolić na robienie prywaty na naszym podwórku.
Sięgnął po ceramiczną czarkę, którą przystawił do ust i dość znacznie odchylił. Sekundę później na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Jak się okazało, w naczyniu nie było już sake. Rozczarowany Shumei odstawił czarkę i wrócił do tematu.
- Na ten moment nie powinniście bardziej mieszać w tej sprawie. Najpierw wyjaśnimy i sprawdzimy parę rzeczy, a potem zdecydujemy, co dalej z tym zrobić. Trzymajcie głowy nisko - oznajmił dosadnie, nakreślając tym samym reguły gry. Potem zapadł na chwilę w zadumę, rozważając dalsze ruchy.
- Normalnie nie przyjąłbym takiej oferty, ale biorąc pod uwagę delikatność sprawy... Ech, na ten moment nie mogę powiedzieć niczego pewnego. Może być jednak tak, że ktoś z zewnątrz będzie potrzebny. Ktoś, kto bedzie chciał domknąć sprawę Honotsune, a nie będzie przyblokowany przez ich pozycję w Daishi. Nie ma mowy jednak o samowolce. Jeżeli wszystko się potwierdzi, to prawdopodobnie dam znać, kiedy trzeba będzie podjąć odpowiednie działania. Działania, które będą skonsultowane z nami, ma się rozumieć. - Spojrzał wymownie na Kakitę, chcąc się upewnić, czy ten zrozumiał i przyjął postawione warunki. Postawa kapitana była jak najbardziej uzasadniona. Nie mógł przecież pozwolić, by strony trzecie wchodziły w kompetencję straży i zaprowadzały porządek na własną rękę, szczególnie że ten porządek nie musiał być zgodny z punktem widzenia wioski.
- To by było na tyle. Poczekam na odpowiedź od waszego zwierzchnika i zdobędę informację na własną rękę. A potem zobaczymy. W razie czego przekażę odpowiednie wieści do siedziby waszej szkoły. Jeżeli zostajecie jeszcze w Seiyamie, to macie się nie wychylać. Jeżeli opuszczanie te strony, to w sumie nawet lepiej. Wszystkie informacje zachowajcie wyłącznie dla siebie. O dzisiejszym incydencie może zostać wtajemniczony co najwyżej wasz zwierzchnik - powiedział, podnosząc się z miejsca, co było jasnym sygnałem, że aktualna rozmowa dobiega końca.
- Oficjalna wersja wydarzeń jest taka, że chłopak został napadnięty przez bandytów. Za rozprawienie się z bandytami przysługuje nagroda. Odbierzecie ją wraz ze swoim orężem. To tyle. - Skinął głową na koniec. O ile Asagi nie podjął żadnego istotnego tematu, to był akurat moment na opuszczenie gabinetu kapitana.
- ...a z kogutów jeszcze zrobimy kiedyś ramen - mruknął ciszej na odchodne.
Broń jak i wynagrodzenie wydano im zgodnie z zapewnieniami Shumeia. Nie zostali już wstrzymywani, mogli opuścić placówkę straży. Przynajmniej w tej kwestii można było mówić o szczęściu - w końcu sytuacja mogła rozwinąć się zupełnie inaczej, chociażby aresztem duetu samurajów.
Nie chodziło tu jednak tylko o uniknięcie niewesołych odpowiedzialności, prawda? Misja, z którą przybyli do Daishi, wcale nie została doprowadzona do końca. Wręcz przeciwnie, cała intryga wydawała się być większa niż na samym początku śledztwa. Dwójka bohaterów znalazła nowe poszlaki. Szczególnie ta dotycząca znaku koguta była bardzo istotna. Dalsze działania w tej sprawie zostały jednak wstrzymane, a przynajmniej oficjalnie wstrzymane. Jeżeli chcieli działać w zgodzie z lokalnym prawem i ustaleniami z kapitanem straży, to konieczne było uzbrojenie się w cierpliwość i poczekanie na rozwój sytuacji. Równie dobrze mogli kontynuować śledztwo wyłącznie na własną rękę, ale wtedy musieli uważać nie tylko na swoich tajemniczych wrogów, ale i na samą straż Seiyamy.
Gwóźdź, który wystaje, będzie wbity w ścianę.

    Misja zakończona powodzeniem.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2580
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Kakita Asagi » 6 lut 2019, o 14:44

- Nie inaczej, kapitanie. - przytaknął mu ze skinięciem niebieskooki, po czym pozostało już czekać na jego "wyrok", którego treść samuraj przeczuwał. To oczywiste, że musieli poczekać na potwierdzenie ich relacje ze szkoły Taka, a taka wiadomość nieco będzie szła i to w dwie strony. Samuraj rozumiał, że straż ma związane ręce, chociaż sam żałował, że nie mogli tej sprawy rozwiązać tak, jak na Yinzin - tam żaden kupiec nie miał odpowiedniej pozycji, by samurajowie nie mogli wpaść do jego domu i wszystkiego przeszukać, może dlatego czcigodny Lider tak stronił od luksusu i rozwoju wyspy, bowiem wraz ze wzrostem jej piękna i dobrobytu, wzrosłoby i wszelkie zło i niegodziwość? Pieniądz niszczy nawet najlepsze serce...
Dalsza wypowiedź oficera była zgodna z przewidywaniami samuraja i to z tymi lepszymi - nie zostali oficjalnie zatrzymani, co samo w sobie stanowiło pociechę i mogli opuścić ten obszar, a nawet powinni. Pozostanie tutaj również było możliwe, a biorąc pod uwagę fakt, że droga powrotna zabierze znów wiele czasu, rozwiązanie było jedno.
- Kapitanie, mój młodszy towarzysz powróci do szkoły Taka. Ja pozostanę jakiś czas w Osadzie i na terenie Daishi. Dłuższe podróże zgłoszę i będę czekał na wezwanie w sprawie dalszego śledztwa, lub innej sprawy w jakiej mógłbym pomóc. Na własną rękę nie będę działał przeciwko Honotsune na waszym terenie i nie będę szukał z nimi zwady. - zadecydował niebieskooki, posyłając nieznoszące sprzeciwu spojrzenie w stronę Ishio. Później mu wszystko wyjaśni, teraz muszą dopiąć sprawy do końca. Deklaracja, jaką na końcu złożył była dosyć oczywista, tutaj nic rodzinie kupieckiej nie zrobi, ale jeśli spróbują działać przeciwko niemu poza obszarem jurysdykcji kapitana, albo zwyczajnie napadną, to czeka ich taki sam los jak poprzednich zabójców.
- Jestem przekonany, że będzie to zacne danie. - rzekł na odchodne niebieskooki, po czym ukłonił się kapitanowi i wyszedł z pomieszczenia, celem odebrania broni i tego, co się im za pracę należało...

Kolejne godziny popłynęły szybko. Niebieskooki nie zamierzał pozwolić, by Ishio pozostał w osadzie ani chwili dłużej - musiał ją opuścić. Mimo sprzeciwów młodzika, Kakita wyjaśnił mu, że to najlepsze wyjście - zbiry szły za łysym samurajem i to jego będą ścigać. W chwili obecnej łysych samurajów jest dwóch, więc jeden z nich musi wrócić do szkoły jako mnich, a drugi pozostanie w roli przynęty. Niebieskooki, który był sprawniejszym wojownikiem był najlepszym wyborem, poza tym... decyzję i tak podjął już wcześniej i młodzik nie miał nic do gadania...
Wysławszy Ishio z karawaną na południe, niebieskooki samuraj został w Daishi sam. Pierwszy raz od wielu miesięcy poczuł samotność, ale... dziwną bliskość również. Śledztwo i walka ze zdrajcami nie były jedynymi powodami jego pozostania w Daishi - dużo ważniejszy znajdował się w ogarniętym wojną Soso. Chociaż samuraj nie mógł się oficjalnie mieszać w konflikt, to jednak świadomość, że jego o wiele bliżej walczącej na froncie Setsuny była dla niego ważna. Wszak obiecał, że ją odnajdzie, a z Daishi będzie to zdecydowanie łatwiej zrobić, niż z położonego na drugim końcu świata Kaigan. Funduszy i możliwości znalezienia dla siebie zajęcia mu tutaj nie brakowało, z resztą musiał poczekać na wieści ze szkoły i wyniki śledztwa kapitana Mitsugi - jeśli wynikną nowe fakty, lepiej być na miejscu, niż musieć znów przebyć pół świata, by móc coś zdziałać. Od czego więc należało zacząć? Pierw znaleźć jakieś miejsce do spania, potem najeść się i napić i w końcu odpocząć - może to ostatni raz przed okresem długiego niepokoju?

<ZT>
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 863
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Seiyama (Osada Rodu Kōseki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron