Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 1 gru 2018, o 21:35

Koseki Kazuo robił wrażenie. Nie musiał się nawet odezwać, a już skojarzył jej się z ogromnym niedźwiedziem, przed którym należy uciekać prędziutko raz-dwa. To nie tak, że widziała dzisiaj lidera pierwszy raz na oczy, nie nie, nawet nie pierwszy raz z nim rozmawiała, tyle że wtedy miała ledwie jedenaście lat i dopiero co trafiła do Seiyamy. Niewiele się zresztą w jej oczach zmienił od tamtego czasu. Dzisiaj natomiast był pierwszy raz, gdy rozmawiała z nim w cztery oczy.
Naprawdę spodziewała się kazania i rzutu kunaiem ze złością, gdy tylko pojawi się w gabinecie, i całą drogę usilnie starała się sobie przypomnieć co mogła zrobić nie tak, a tu nie dość, że nic takiego się nie stało, to mężczyzna zaprosił ją, by usiadła na krześle przed jego biurkiem. W pierwszej chwili myślała, że się przesłyszała i trochę z opóźnieniem odpowiedziała na jego zaproszenie, ale w końcu usiadła i złożyła ręce na swoich udach, czekając na reprymendę.
Nie doczekała się.
Usłyszała za to pochwałę jej pisanych w bólu i trudzie raportów. Swoje własne pismo rozpoznała od razu, gdy Kazuo zamachał jedną z kartek; zresztą nie dało się tego nie rozpoznać. Mama chyba ma rację, bazgrolę jak kura pazurem – pomyślała, zezując na kartkę, która szybko zresztą wylądowała na równiutkim stosiku. Ile ma lat? To pytanie ją zaskoczyło chyba jeszcze bardziej i nie zdołała tego ukryć. Nigdy jej się to nie udawało.
- Dwadzieścia dwa. Za niedługo dwadzieścia trzy, panie – odpowiedziała nieco zmieszana. Tak, doskonale zdawała sobie sprawę, że jak na Doko, to strasznie dużo, ale już się pogodziła z takim obrotem sprawy. Niewiele mogła poradzić na to, że tak późno dołączyła do rodziny i tak późno rozpoczęła nauki. To nie było coś, na co mogłaby mieć jakikolwiek wpływ. Ważne pytanie? To przyjęła już z większym spokojem, jej limit zdziwień chyba został wyczerpany. - Moja rodzina dokładnie nauczyła mnie co oznacza bycie shinobim naszego klanu. Nie ma dla mnie nic ważniejszego poza dobrem rodziny i rodu, i odkąd nauczyłam się panować nad chakrą, zawsze starałam się tak wykonywać misje, by nie szkodzić, a działać na naszą korzyść. Chciałabym nadal to robić, nie rezygnując z samodoskonalenia się, Shirei-kan – cały czas zwracała się do niego formalnie, z szacunkiem. Asaka nie wiedziała, jakiej odpowiedzi oczekiwał Kazuo, ale powiedziała dokładnie to co myślała i czuła. Była wdzięczna Takanobu i Minako, że tak wiele ją nauczyli, a ona chłonęła to wszystko jak gąbka. I nigdy nie chciała zaprzestać na byle podstawowym opanowaniu kryształu czy innych sztuk ninpo. Zresztą obolałe ciało po ostatnim treningu chyba mówiło samo za siebie. I tak, poza misjami, zadaniami, zleceniami, które nie wymagały wyrywania chwastów na polu, zawsze starała się myśleć o swoim rodzie, choć podczas swojej podróży na południe było o to trudno, bo Koseki mało kogo obchodzili. Ale przecież słysząc plotki o swoim rodzie, który niejako dołączył do wojny, co zrobiła? Pognała przez Soso, byle tylko mieć pewność, że z jej rodziną jest wszystko w porządku. I by wykonać swoją powinność do klanu. Zaś to, że nadal nie miała męża… Cóż… Czarna owca rodziny. Ale akurat to mogło się zmienić lada chwila, o ile ktoś nie stchórzy. Lider powinien o tym wiedzieć, zdecydowanie. - Mój towarzysz, ten który podróżował ze mną z Sogen, o którym wspomniałam w raportach, zaproponował mojej matce, że poprosi o moją rękę, gdy wróci z Nawabari - czy dla Kazuo dziwnym było, że Asaka nazywała swoją macochę „matką”? Jeśli to nie było potwierdzeniem jej poprzednich słów, że rodzina jest dla niej ważna, to nie wiem, czym innym to było.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 808
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 1 gru 2018, o 22:40

Mężczyzna słuchał uważnie tego, co masz do powiedzenia i miałaś jego pełną uwagę. Tego niedźwiedzia, który pilnie strzegł swojego domu i swoich ludzi i kiedy cokolwiek ich obroniło, rzucał się do przodu z typowo niedźwiedzim zawzięciem. Znałaś je na własnej skórze, ciebie przed jednym z takich niedźwiedzi uchroniła kryształowa ściana. Ledwo uchroniła. Tylko dlatego - czy też: AŻ dlatego - że jedno z jej dzieci zostało zamordowane. W imieniu czego? Ratowania ludzkiego dziecka? Każdy krok Kazuo był zwiastunem burzy i może wielu o tym jeszcze nie wiedziało, ale ta burza zostawiała po sobie jedynie zgliszcza. Nie wiedziano, bo jak dotąd nie było krwawych wojen, które ten lider by wywołał. Przecież jego ogień powinien doprowadzić do wielu, naprawdę wielu tragedii. Tymczasem był jednak niedźwiedziem, który pilnował wejścia do swojej jaskini. Żaden inny drapieżnik nie miał prawa do niej wejść bez jego wcześniejszej wiedzy. Tym bardziej żaden nie miał prawa interweniować w to, co działo się w środku.
Nie skomentował tego, ile masz lat, tak samo jak bezpośrednio nie komentował tego, że nie byłaś dzieckiem czystej krwi. W jego oczach to zupełnie nic nie znaczyło. Tak jak większość liderów doceniał zdolności i służbę dla klanu, nie rozliczając z kropel krwi, skoro wszyscy i tak krwawili w ten sam sposób, a plotki o błękicie były tylko plotkami. Jeszcze nie udało się nikomu udowodnić, że ten błękit był prawdziwy. A on lubił wierzyć w to, co widział i czego doświadczył. Racjonalność ratowała ten świat przed całkowitym upadkiem.
- Taką odpowiedź chciałem usłyszeć. - Odparł z uśmiechem, iście lwim. Niedźwiedzim? Zadowolenie promieniowało z całej jego dumnej, wielkiej postury, ale nie było nachalne. Nie biło po oczach, oj nie - było dumą lidera i zadowoleniem z tego, że ciągle żyją tutaj ludzie, którzy są gotowi oddać się rodowi. Nawet jeśli tą wypowiedź przygotowywałaś latami, ćwiczyłaś przed przyjściem tutaj - on by chyba to wyłapał, wiesz? Tą nieszczerość. Nie było zaś żadnej nieszczerości, bo rzeczywiście kochałaś swój klan. Przecież dlatego chciałaś tu zostać. Dlatego tutaj zawsze wracałaś. Pokiwał głową na ostatnie stwierdzenie, chociaż temat ten albo nie był ważny, albo w obliczu tego, co powiedziałaś wcześniej i co on miał jeszcze do powiedzenia, blaknął zupełnie. Zastanawiał się nad czymś. Albo badał cię? Skupiony wyraz twarzy, ten bardzo uważny, kiedy nie spuszczał cię z oka, jakby prześwietlał każdą twoją komórkę ciała, nie znikał.
- Koseki Asako. W związku z tym, że słyszałem o pani kilka pochlebnych komentarzy i w związku z pani zasługami dla rodu, chciałbym pani zaoferować awans. Na rangę Akoraito. Wiąże się to z przywilejami, ale i dodatkowymi obowiązkami. Między innymi - wolałbym wiedzieć wcześniej, zanim jeden z Akoraito uda się w podróż po świecie. Co pani na to? - Złożył jedną rękę na klatce piersiowej, opierając dłoń w zgięciu tej drugiej, którą uniósł do swojej brody, muskając ją palcami. Czekając na twoją odpowiedź.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 765
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 2 gru 2018, o 01:45

To zabawnie się wszystko składało, bo jedną składową imienia Asaki był właśnie „niedźwiedź”. Doskonale pamiętała niedźwiedzią zaciekłość i złość, a także szarżę przez jaskinię, którą dopiero zatrzymał jej kryształ. A wierzcie lub nie, ale białowłosa już prawie zmawiała wtedy modlitwy do Amaterasu, pewna, że niedźwiedzica ją stratuje. Pewni tak by się stało, gdyby kryształowa ściana była nieco cieńsza… Stare czasy. Tylko dowodziły jak wielkim skarbem było Uwolnienie Kryształu. I jak wielkimi głupcami byli ci, którzy z tym kryształem się nie liczyli.
Kunoichi podczas rozmowy z nim nie błądziła wzrokiem po podłodze, suficie czy szafkach. Cały czas patrzyła w twarz lidera rodu. Była dumna z tego, kim była, kim się stała – że bękart? Pogodziła się z tym, naprawdę. Wiedziała, że miała szczęście, mnóstwo ninja umierało nim przekroczyło dwudziestkę na liczniku, a ona wciąż tutaj była i chyba mogła to zawdzięczać właśnie temu, że tym bękartem była i że nauki rozpoczęła tak późno. Nie było w niej wstydu, nie bała się tego, co mówiła. Uśmiech na twarzy Shirei-kana przyjęła z ulgą. Nie wiedziała czy to jakiś test, choć pewnie był – nie pytałby o to, gdyby nie czekał na jakąś odpowiedź. Zaś nad nią nie myślała długo; powiedziała co myśli pod wpływem chwili, z głębi serca, nie wymyślała tego ani ostatnimi dniami, ani nie zawracała sobie głowy takimi pytaniami przez ostatnie miesiące czy lata. Ba, nie sądziła nawet, że Kazuo ją zaprosi na krótkie spotkanie, którego obrót i wydźwięk całkowicie ją zaskoczył, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Zawsze pragnęła zostać doceniona. Najpierw przez matkę i ludzi z wioski, później przez ojca i macochę, następnie przez klan. Marzenia się spełniają, prawda? Tylko trzeba bardzo uważać, czego się sobie życzy.
Więc patrzyli na siebie. Lider na nią, jakby się nad czymś zastanawiając, ona na niego, ciekawa do czego to wszystko się sprowadza. Nie padły dalsze pytania o jej ewentualnego męża, najwyraźniej to, co usłyszał mężczyzna, całkiem mu wystarczało. Złote oczy lekko rozszerzyły się, na krótką chwilę, nim wróciły do swojej normalnej wielkości, gdy usłyszała, że lider „słyszał o niej kilka pochlebnych komentarzy”. Ha! Cóż, tak, nie mogły być inne, skoro jej tutaj tak długo nie było, a po powrocie nie wywinęła żadnego numeru. A czy dalszej części się spodziewała? Nie, ani trochę, choć chyba powinna, skoro rozmowa nie była od progu żadną reprymendą.
- To dla mnie zaszczyt, Shirei-kan – dziewczyna skłoniła głowę, choć tak na dobrą sprawę jeszcze do niej nie docierało to wszystko, co właśnie miało miejsce. Pewnie minie trochę czasu nim jej mózg zarejestruje tę rozmowę i przyjmie do wiadomości jej wynik. To, mimo wszystko, było ogromne wyróżnienie, a przynajmniej ona tak czuła. - Z dumą będę nosiła ten tytuł i wszystko, co się z nim wiąże – a więc domyślał się, że pannica pewnie długo nie usiedzi na miejscu i prędzej czy później będzie chciała zwiedzać świat dalej. To też miało swoje plusy dla klanu, bo Shirei-kan mógł z raportów z pierwszej ręki dowiedzieć się co w trawie piszczy. Musiałaby być głupia, gdyby nie przyjęła tej nominacji. Tego przecież pragnęła i wiedziała, że jej rodzina ucieszy się z takiego obrotu sprawy. Nie będzie już zwykłym Doko.
Po chwili na powrót uniosła głowę. Nie śmiała nic powiedzieć bez wyraźnej zgody Kazuo, ani tez nie chciała stąd wychodzić wyraźnie o to nie poproszona. Bo być może w tym momencie, gdy już przyjęła tytuł, lider jeszcze czegoś będzie od niej chciał?
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 808
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Koala » 2 gru 2018, o 12:57

Całe życie shinobi sprowadzało się do jednego, wielkiego testu. Najpierw czy jesteś wystarczająco dobry, zdaj test na to, że w ogóle się nadajesz, potem do uznania przez rodziców, bo jeśli oni cię nie zaakceptują, walka będzie jeszcze cięższa. Następnie wkraczasz na samodzielne pola manewru i świat testuje cię, czy w ogóle przetrwasz. Kolejna z wielu bitew, kolejne szramy i rany po wykonanych misjach skutecznie i po tych nieudanych. Następnie stajesz przed liderem i spoglądasz w jego oczy. Oczy osoby, która przekracza przynajmniej czterokrotnie twoje możliwości i nie musi nawet kiwnąć palcem, żeby każda komórka ciała czuła - ten człowiek, to nie przelewki. Zmiażdżyłby cię i ściana z kryształu by go nie powstrzymała jak wielkiego niedźwiedzia. Tutaj zaczynała się walka na słowa. Na zachowanie. Taniec dwójki drapieżników, ale to nie było mierzenie swoich sił, bo te zostało już przecież zmierzone. To była walka o to, żeby znowu zostać docenionym. Bo jeśli doceni cię przywódca stada - dasz sobie radę. Czekają cię większe wyzwania, ale i przywileje będą większe. Już nie "Doko", których setki, których mnóstwo pałęta się po świecie, a większość z nich nawet nie posiadała własnego zdania i nie miała do niego prawa. Ba! Nie mieli nawet ambicji, żeby cokolwiek z tym zrobić. Żeby coś zmienić.
To wszystko było testem. Dla ciebie - pozytywnie zdanym.
- Gratuluję awansu. - Pokłonił się nieznacznie, zadowolony z tego, jak ta rozmowa przebiegła. Albo z ciebie samej? Tak, był z ciebie dumny, jak potrafi być ojciec ze swoich młodych. Ze swojej córki, która w końcu wydoroślała i podjęła samodzielne życie. - Jeśli masz jakiekolwiek pytania - śmiało. - Zachęcił, gdybyś miała jakiekolwiek wątpliwości co do tego, jak się zachowywać jako Akoraito, czy też jakie przywileje czy obowiązki cię czekały. Co prawda nie był tutaj od mentorowania i na pewno miał wiele ciekawszych zajęć od pouczania młodej Akoraito... młodej? Już chyba nie takiej młodej jak na standardy ninja. Może to kolejny test, a może był ciekaw, czy rzeczywiście jesteś gotowa, czy zgodziłaś się tylko dlatego, że "tak wypadało"? - Jeśli nie, nie będę cię zatrzymywał. Liczę na to, że zobaczę niedługo efekty twojej pracy jako nowej Akoraito. Powodzenia. - Jego ostatnie słowa były zachętą, w żadnym wypadku groźbą, chociaż kto wie? W końcu nie po to dał ci ten tytuł, żebyś się zajmowała profesjonalnym obijaniem.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 765
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 2 gru 2018, o 20:06

Koseki Kazuo to rzeczywiście nie były przelewki. Wyglądał potężnie, majestatycznie – można się było zlęknąć samej jego aparycji, gdyby tak wyobrazić sobie jego marsową minę i to, jak biegnie na wrogów, by ich grzmotnąć tą swoją wielką łapą. Wyobraźnia Asaki nie zawodziła jak zwykle, doskonale wyobrażała sobie taką scenę, a do tego jakieś okrzyki wojenne, a za liderem reszta Kosekich, gotowa zmiażdżyć przeciwnika. Jak dzikusy. W sumie to nic dziwnego, że tak wielu ludzi Daishi wyobrażało sobie jako całkowity koniec świata, wypizdowo górne, wielu nie wiedziało nawet, że mają tam dostęp do morza, a ich samych, daishyńczyków, widziało jako ludzi niecywilizowanych. I w zasadzie to dziękować bogom, bo przynajmniej mieli święty spokój, a ich tajemnice pozostawały tajemnicami.
Docenienie przez lidera klanu, niemalże tuż po tym, jak powróciła do domu z długiej podróży, było naprawdę, naprawdę budujące. Brzydkie kaczątko rosło na pięknego łabędzia – to chyba była ta historia i… to była kolejna osoba, która niezbyt przejmowała się jej pochodzeniem. Wiedział o nim, a jakże, musiał mieć to na papierach, które pewnie leżały przed nim na biurku, wszystkie dane o białowłosej dziewczynie, która zrządzeniem losu nosiła w genach Limit Krwi.
I ona pokłoniła się raz jeszcze, przyjmując gratulacje z wdzięcznością. Wyprostowała zaraz głowę, patrząc na mężczyznę swoimi złotymi oczyma. Nie miała pytań, rozumiała z czym wiąże się ta rola; marzyła, że kiedyś taki tytuł uzyska, ale na laurach spocząć nie zamierzała. To był dopiero pierwszy szczebel, pierwszy stopień na stromych schodach prowadzących… dokąd? Czas pokaże.
- Nie mam, Shirei-kan – odpowiedziała grzecznie, a i gdy na to uzyskała odpowiedź – wstała z krzesła i pokłoniła się raz jeszcze. Zrozumiała dokładnie, że audiencja skończona, a nie zamierzała mu zabierać więcej czasu, niż było to konieczne. Na pewno miał mnóstwo roboty. - Tak jest, panie. Dziękuję – nim to powiedziała – wstała, a po wypowiedzeniu tych czterech słów ukłoniła się raz jeszcze w geście pożegnania.
Chwilę później była już poza gabinetem Shirei-kana, gdzie odetchnęła, wyrzucając z siebie chociaż część napięcia.
Nadal jeszcze do niej nie dotarło.

[z/t]
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 808
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 26 lut 2019, o 23:15

Zapowiedział wizytę swoją oraz Asaki odpowiednio wcześniej, dogadał się z miłą panią z recepcji co do tego, kiedy szacownemu shirei-kanowi można złożyć wizytę, a kiedy szacowny shirei-kanik ma wolne, a czy woli może raczej drożdżówki z jabłkiem czy... nie, tego ostatniego nie powiedział. Przecież nie będzie wydawał ciężko zarobionych pieniędzy na jakiegoś starego dziada, który sobie nawet porządnej żony nie potrafił znaleźć. Heh, co za przegryw. I to niby miał być shirei-kan, chluba klanu, przykład wszystkich dumnych zachowań? No chyba nie.
Umówiony stawił się nie idealnie, nie pięć minut po, a pięć minut przed - tak, by móc zameldować się, że jest już obecny i czeka na swoją kolej. W tej kolejce. Chyba że nie było żadnej kolejki i czekać nie musiał? Niewiasta (per uprzejma pani dziekan? pokierowała go do gabinetu. A pójdzie pan tu, skręci tam, mini pokój ten i tamten, a w sumie po drodze jest jeszcze korytarz, proszę się nim nie przejmować i... kurwa! Dość!
W rzeczywistości grzecznie wysłuchał, kiwając głową. Z miną nie wyrażającą najmniejszego wzruszenia i niosąc spokój w swojej wieczystej duszy, niech Bóg jej świeci jasno. I kiedy już usłyszał wszystko o pouczeniach, jak się wobec shirei kana zachować, co robić, a czego nie robić, że lubi jednak drożdżówki z morelami, nie jabłkami.
W rzeczywistości nie musiał tego nawet słuchać sam, bo przecież miał Asakę obok swojego boku, a kobieta, widząc osobę, która przedstawiła się jako akoraito, w końcu zamknęła swój dziób. I zrozumiała, że wcale drogi tłumaczyć nie musi.
Razem z Asaką skierowali się do gabinetu, Shikarui zapukał ze dwa razy. Strażnicy spojrzeli na nich czujnie.
- Sanada Shikarui i Sanada Asaka. Byliśmy umówieni z liderem. - Przedstawił się, coby zaraz wściekła straż nie obnażyła swoich wściekłych kos i nie zaczęła wściekle wbijać je w ich żebra, robiąc z nich szaszłyki. W sumie też dość wściekłe, bo ktoś niby chciałby umierać w tak młodym wieku. Jako że byli umówieni, zaraz zostali wpuszczeni do środka. Shikarui pokłonił się głęboko.
- Panie. Sanada Shikarui i Sanada Asaka. - Z czego tą drugą już znał. - Przybyliśmy z dozą informacji. - Odczekał moment. - Dostał pan informacje dotyczącą naszego ślubu i nie spotkaliśmy się z odmową. Moja żona kocha te ziemie i swój klan, a jej miłość jest moją miłością. Z tego względu chciałbym porozmawiać o możliwości dołączenia do klanu Koseki.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1366
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 27 lut 2019, o 21:24

Odpowiednio się przygotowali. Uzgodnili termin spotkania, żeby nie zaprzątać głowy mężczyźnie podczas jego ważnych spraw. Musiał przygotować sobie czas na tą jedną sprawę, bo jakże ważna była to sprawa! Zdecydowanie bardzo ważna i mogąca nieść za sobą wielkie skutki dla całej społeczności Rodu w który chciał się wkupić Shikarui. Chociaż "wkupić" było określeniem niezbyt trafnym. "Wżenić" byłoby bardziej odpowiednie biorąc pod uwagę faktyczną sytuację jaka miała miejsce. Miłość miałaby pozwolić na służbę w imieniu obcego Rodu. Trzeba było jednak spróbować, a do tego duet aż się rwał.
Straż rzecz jasna czekała. Nie tylko przed gabinetem, wiadomo. Przy wejściu, patrolowała korytarze i pilnowała ważniejszych pomieszczeń. Można było poczuć się całkowicie bezpiecznie. Albo uciśniony przez uzbrojonych, wyszkolonych wojowników, zależy od której strony na to spojrzeć. Ci przed gabinetem jednak nie byli aż tacy oporni jak można się było spodziewać. Owszem, ich spojrzenia z łatwością mogłyby pozbawić ikry niejednego zakapiora, ale jednocześnie słysząc o umówieniu grzecznie odsunęli się na boki i dali duetowi dostęp do drzwi. Najpewniej dostali już wcześniej odpowiednie instrukcje odnośnie tej dwójki. Sami z siebie nie mogliby podjąć takiej decyzji, to mogłoby kosztować ich przynajmniej honor i odebranie uprawnień do zawodu, na głowie podanej liderowi na srebrnej tacy kończąc. Ale udało im się wejść. Shikarui mógł pierwszy raz zobaczyć Shirei-kana Koseki. Potężna postura, srogie oblicze. Nawet pomimo spokojnej pozycji na krześle, wyprostowanej i skupionej na wchodzących do gabinetu, sprawiał wrażenie jak gdyby wypełniał całą wolną przestrzeń w pomieszczeniu swoją osobą. To było jego królestwo, to on tutaj dominował. To była jego klatka, do której dobrowolnie weszli. Mężczyzna wstał. Na tyle szybko by było to uznane za nieco gwałtowne, na tyle wolno by nie można było tego interpretować jako potencjalnego przyszykowania się do wyprowadzenia ataku. Nigdy nie wiadomo, prawda? Aczkolwiek gest lekkiego kiwnięcia głową w geście pozdrowienia był jednoznacznie pozytywny.
- Witajcie. - rzekł, odpowiadającym jego aparycji twardym tonem. Nie można było powiedzieć, że był negatywnie zabarwiony. Ani też pozytywnie, po prostu głęboki i potężny głos. - Dobrze jest móc osobiście cię poznać, Shikarui-san. Szczególnie biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności. Siadajcie zatem, zacznijmy od informacji. Kwestię twojej służby w imieniu Rodu Kōseki przedyskutujemy za chwilę. - mężczyzna usiadł w wygodnym fotelu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności przed biurkiem stały dwa krzesła z rodzaju tych bardziej wygodnych. Z w miarę miękkim oparciem. Kiedy cała trójka zajęła miejsca na należnych im pozycjach względem siebie, mężczyzna skierował swój wzrok na Shikaruia. Po chwili przeniósł go na Asakę, oczekując na to iż rozpoczną przedstawianie owych ważnych informacji.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 27 lut 2019, o 23:06

Nie wiedziała, co dokładnie Shikarui chce od lidera klanu. Do tej pory mówił wyraźnie, że zamierza kontynuować swoją służbę w klanie Uchiha, zresztą przecież wybierali się do Sogen, żeby poinformować liderkę o swoim ślubie, a poza tym Sanady długo tam nie było, wypadałoby, by się pokazał. Domyślała się za to, że chciał poprosić o pozwolenie na osiedlenie się tutaj, tak jak to mówił tuż przed ślubem. A Asaka…? Asaka miała swoją sprawę. Po pierwsze poinformować o tym, dokąd zmierzają, bo planowała, że trochę ich nie będzie, w końcu wybierali się na Wyspy i to bardzo okrężną drogą, a nie była już byle Doko, który nikogo nie obchodzi. Druga sprawa była znacznie, znacznie bardziej delikatna. I sprawa ta męczyła głowę białowłosej od czasu wesela. Rzeczy, jakie zostały tam powiedziane, mogły nie być prawdziwe. Ale mogły też mieć w sobie ziarno prawdy. Albo być stuprocentowo rzeczywiste. Wolała więc dmuchać na zimne i przekazać to wszystko Kosekiemu – nawet jeśli już o tym wiedział. Chociaż czy na pewno…? Chyba nikogo z rodu nie było półtorej roku temu na Kami no Hikage… Mogła sobie tak gdybać, ale nie zamierzała. Nie zamierzała też tej sprawy zostawiać przypadkowi. Zastanawiała się przez chwilę, czy nie zostawić Shirei-kanowi list, ale… Nie. Sprawa była zbyt delikatna, by bawić się w przekazywanie korespondencji.
W Siedzibie Władzy nie robili im większych problemów. Asaka znała drogę, więc bez problemu poprowadziła ich korytarzem i schodami do gabinetu Wielkiego Niedźwiedzia – jak czasami nazywała go w myślach. Zresztą tak też opisała go po krótce Shikaruiowi, bo taki właśnie obraz rysował jej się zawsze przed oczami, gdy myślała o liderze klanu. I było to jak najbardziej pozytywne porównanie – Koseki Kazuo budził respekt.
Wpuszczono ich do gabinetu, a tam mężczyzna w kwiecie swego wieku już na nich czekał. Asaka pokłoniła się od razu, chcąc okazać swój szacunek.
- Witaj, Shirei-kan – powiedziała krótko i pozwoliła resztę dopowiedzieć mężowi.
A to, co powiedział Sanada, wprawiło ją w zaskoczenie – co było dokładnie widoczne na jej twarzy. Zaskoczenie, rzecz jasna, na ostatnie cztery słowa, które wypowiedział. Dziewczyna przez chwilę patrzyła na niego w osłupieniu, ale zaraz się opamiętała, zajmując zresztą jedno ze wskazanych im miejsc na krzesłach przed biurkiem. Dobrze, wrócą do tego za chwilę… Odsunęła więc myśli o Shikaruiu służącemu rodowi Kosekich, a tymczasem trzeba było zacząć swoją część sprawy, z którą tutaj przyszli. Starszy Koseki wyraźnie wyznaczył kolejkę priorytetów. I nic dziwnego.
- Dobrze, w takim razie nie będę przedłużać. Przyszłam tutaj z dwoma sprawami – zaczęła i splotła ze sobą palce obu rąk i położyła je na kolanach. - Zamierzamy wyruszyć w dłuższą podróż. Docelowo na wyspy Cesarstwa, natomiast na chwilę mamy się zatrzymać w Sogen, po drodze – „po drodze” oczywiście. Bo bardzo to okrężna droga. Równie dobrze mogliby wypłynąć z Sonoyamy, no ale zamierzali się przejść do znielubionego przez Asakę Sogen pieszo. Tym niemniej to brzmiało jak coś, co mogłaby zrobić Asaka, „po drodze”. - Miałam poinformować, gdy wyruszę gdzieś na dłużej – dodała jeszcze, tłumacząc się – bo dokładnie takie wytyczne dostała przy awansie na Akoraito. - A druga sprawa… Jest znacznie bardziej delikatna – zaczęła i na chwilę przeniosła spojrzenie z twarzy Shirei-kana na jego biurko, nie patrząc na nic konkretnego. - Na naszym weselu było całkiem sporo osób, które przeżyły zniszczenie Kami no Hikage sprzed półtorej roku. Jeden z gości, towarzysz zaproszonej przez nas znajomej Shikaruia, był wyjątkowo wygadany… Wyglądał jak mnich, przedstawił się jako Hitsukejin Shiga, który wziął udział w turnieju na Hanamurze – Asaka wytężała teraz szare komórki, starając się sobie przypomnieć jak najwięcej szczegółów. - W którymś momencie rozmowa zeszła na wydarzenia w Kami no Hikage i to co opowiadał było… niepokojące. Tam na placu za bramą pokazali się jacyś „jeźdźcy”, którzy służą Antykreatorowi, jakiś „Śmierć”, „Wojna”. I sam Antykreator, niejaki Han, który od lat udawał lidera Shiro Ryu. Podobno powiedział, że chce skłócić ze sobą rody i nasyłać ludzi na ludzi, bo dopiero w chaosie może spokojnie działać. Że ludzie zabijają się i rozwiązują konflikty z sąsiadami korzystając na chaosie i okazji. I że liderzy rodów są głupcami, bo gdyby byli mądrzy to połączyliby ze sobą siły na wspólnego wroga. Antykreator miał wskazać trzy osoby. Haretsu Naohiro, Yougan Joichiro i ciebie, Shirei-kan, jako osoby, które będą szukały okazji by się odpłacić i zdobyć dla siebie jak najwięcej – tutaj Asaka wzięła głęboki oddech. – Nie wiem na ile można wierzyć słowom tego Shigi, ale patrząc na ostatnią wojnę pomiędzy Yamanaka i Hyuuga, to… Nie wiem, może coś jest na rzeczy. Ten mnich mówił jeszcze, że na ich oczach Antykreator zerwał z siebie twarz, jakby zrywał maskę, pod którą była jego prawdziwa twarz. Wiem, że minęło już półtorej roku… Ale od tego półtorej roku praktycznie nic nie wiadomo o tym, co tam się wydarzyło. Dlatego uznałam, że powinieneś o tym wiedzieć, Shirei-kan. O tym, co mówią – nawet jeśli już to wiedział. Bo może wiedział…?
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 808
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 27 lut 2019, o 23:34

Mężczyzna robił wrażenie. Piorunujące wręcz, większość by powiedziała, ale po spotkaniu osobistości takich jak Wojna czy Han... cóż, wtedy każdy shirei-kan stawał się ledwo człowiekiem, a dwójkę samców nie miał połączyć wzajemny szacunek czy stroszenie piórek, a czysty biznes. Ludzie byli towarem, kosztowałeś dokładnie tyle, za ile postarałeś się sprzedać. Najlepiej za tyle, żebyś był ustawiony do końca swojego życia.
Wzrok Sanady nie błądził po okolicznym wyposażeniu, nie oceniał, czy shirei-kan obsikał każdy róg tego pokoju, żeby zaznaczyć swój teren. Całe Daishi było jego terenem i Sanada, jako bestia terytorialna, nigdy nie pomyślałby, że mogłoby być inaczej. Nawet ziemie użyczane Jugo należały do niego samego. Użyczane, tak z dobrego serca. Minimum miłosierdzia dla wyrzutków świata shinobi. Odrzuconych przez wszystkich po kolei. I dobrze im się tam żyło - na krańcu świata, do którego tak niewielu zaglądało. Zasiadł na miejscu wskazanym przez lidera, czy raczej - zasiadł na nim, kiedy shirei-kan na to zezwolił. Nie wypadało inaczej. I uśmiechnął się tylko lekko, obracając głowę w kierunku Asaki, kiedy dojrzał kątem oka jej zaskoczenie. Niespodzianka. Taka malutka, maluteńka. Faktycznie przecząca temu, o czym do tej pory rozmawiali. Czarnowłosy bardzo długo rozważał wszystkie możliwości w swojej głowie. Zresztą to, czy rzeczywiście wszystko się uda, wcale nie było takie pewne. Uśmiech był krótki, ale przyjemny - dla niego samego. Dla niej też? Tak jak krótkie było jego spojrzenie utkwione w niej. Zaraz jego wzrok wrócił do potężnego mężczyzny. Niedźwiedź, który ludzką skórę przybrał. Pewnie jedno porządne machnięcie pięścią urządziłoby szkody, których nie dałoby się tak po prostu pozbierać. Aż ciężko było uwierzyć, że ma przed sobą tego sławnego lidera, który słynął ze swojego temperamentu. Teraz wydawał się prawdziwym misiem, którego można głaskać nawet pod włos i pociągnąć za uszy, jeśli jest się wystarczająco małym szczeniakiem, żeby pozwolił na wdrapanie się na jego gruby kark. Shikarui czuł się tutaj po prostu bezpiecznie. W całym Daishi nie było miejsca bardziej bezpiecznego niż to.
- Han potrafi przyjmować wyglądy innych. Ciężko powiedzieć, w jak zaawansowanym stopniu. Jeden z jego popleczników został wyeliminowany w trakcie walk, wspomniana Śmierć, który swoją techniką był w stanie manipulować dziesiątkami żołnierzy Shiro ryu. Wspomniana wojna jest samurajem. Jej zdolności fizyczne być może nawet przerastają możliwości Kogo. Już w trakcie wojny w Kami no Hikage nawiązała się walka pomiędzy liderami Dohito i Haretsu. Prócz Wojny i Śmierci towarzyszył mu również osobnik imieniem "NES". Potrafił stać się niewidzialny, zlać z cieniami i kontrolować ludzi, unieruchamiać ich. I robić z nimi, co mu się podobało. Zapewne szacowny lider jest świadom tego, że Han pochodzi z rodu Jugo. Oznajmił, że pragnie zniszczyć całą chakrę na świecie. Ma już plan i potrzebne elementy, jak sam powiedział. Biorąc pod uwagę to, jaki rozmach miało Kami no Hikage, ciężko uwierzyć, by obecna wojna była sprawką Hana Sozo.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1366
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 1 mar 2019, o 01:00

"Informacje" nie mówiły za dużo. równie dobrze mogło być to coś o ogromnym znaczeniu strategicznym, jak i coś całkowicie prozaicznego i oczywistego. Jednak osoba chcąca przypodobać się Shirei-kanowi nie przyszłaby z ziemniakami i ryzykowała dyscyplinarnego wypierdolenia jeszcze przed wstąpieniem. Informacje okazały się całkiem istotne. Można było rzecz jasna zakładać, że Kazuo miał swoje sposoby i ludzi do zdobywania informacji na tematy ważne. Ale lepiej było dodać swoje kilka ryo. Pierw jednak pojawiła się kwestia podróży do Cesarstwa. Miesiąc miodowy pary zakochanych? Czy może czaił się za tym jakiś sprytniejszy cel?
- Nie widzę powodu żeby wam na to nie zezwolić. W jakim jednak celu, jeśli można widzieć? - faktycznie Kazuo się dopytał. Wycieczki bez powodu nie leżały pewnie w jego geście. Może płynęli tam wysadzić pałac Cesarza?

Odpowiednia jednak część wizyty, odnośnie raportu o wydarzeniach na Kami no Hikage, była już bardziej interesująca i znacząco podniosła stopień powagi. Mężczyzna, do tej pory prezentujący się dostojnie i godnie, teraz zrobił się taki do kwadratu. O ile wcześniej można było sobie pozwolić chociażby na cień beztroski, nieważne jak mały, to teraz prysło to w jednej chwili. Słuchał niczym oczarowany, każde kolejne słowo wypowiedziane przez tą dwójkę było dokładnie rejestrowane przez Kazuo. Kiedy dwójka petentów skończyła, mężczyzna nawet nie czekał. Nie chciał się nad tym zastanawiać albo też zrobił to w locie. Odpowiedź była natychmiastowa wręcz.
- O tym co mówią ludzie wiem. Ale miałem też swoich ludzi na miejscu. Zdobycie informacji o zajściu na Kami no Hikage nie jest trudne. Ale szczegóły zawsze są mile widziane. Co raport wychodzą jakieś nowości. Nawet teraz. - burknął wręcz, wstając i patrząc się na rozwieszoną na ścianie mapę prowincji. Z kilkoma wbitymi w nią senbon, w niektórych miejscach przy granicach z dwoma sąsiadującymi prowincjami - Kyuzo i Soso. Może nawet zbyt głęboko. Mężczyzna lekką ręką wyjął jeden z nich i zaczął obracać go w palcach z dużą prędkością, jak gdyby zaraz miał go rzucić w któregoś ze swoich gości.
- Skurwiel. Jego słowa to trucizna niszcząca mózg, nie można im ufać. Zobaczcie, kto się zabawił ostatnio na pustyni. Nie Naohiro, a gnojki od Ekikena. Inna sprawa że to on zabił starucha, ale podobno to Ekiken się rzucił na niego. Weź tutaj teraz komuś ufaj. I zobaczcie kto pomógł w ustaleniu pokoju w Karmazynowych Szczytach. Cokolwiek mówi, nie ma to sensu i nie należy robić jak on mówi. Ale w połączeniu sił ma akurat rację, przydałoby się. Tylko no, weź tutaj spróbuj coś takiego. - mówił. Po części do siebie, po części do gości, chodząc po gabinecie jak mu się tylko podobało. Niby drapieżnik krążący wokoło swojej ofiary. W rzeczywistości lekko czerwony na twarzy po prostu się wkurwił.
- Jeźdźcy to psy Antykreatora. Potężne bydlaki od brudnej roboty. Pewnie to oni zaczną wywoływać wojny na kontynencie, o ile już tego nie zrobili. A my nie możemy z tym nic zrobić. Próbować jak najbardziej, ale nie zapobiec. I to w tym wszystkim jest najgorsze. - po słowach tych gwałtownie wyrzucił senbona w stronę drzwi, wbijając go w drewno. Dopiero teraz dało się zobaczyć dziesiątki niewielkich śladów po wbijanych broniach. Drzwi wyglądały jak gdyby wewnątrz zamknięty był pies, co jakiś czas drapiący w drzwi i wbijający w nie swoje pazury. Albo tygrys. Albo ich stado.
- Coś jeszcze macie? Może o samym pokonaniu Śmierci albo roli Shigi? Im więcej takich prywatnych opowiastek i relacji tym lepiej, takich o których zwykli ludzie gówno wiedzą. Prywatne zawsze są najlepsze. - rzekł, powoli udając się w kierunku swojego fotela. Na tyle powoli że dał czas duetowi na odetchnięcie od jego osoby, ale rzecz jasna wzroku z nich nie zdejmował. Obserwował, czekając na kolejne wieści. Relacje. Cokolwiek mieli. Nadal był głodny.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 1 mar 2019, o 14:57

Aj, gdyby tylko Koseki Kazuo wiedział ile notek wybuchowych jakiś czas temu zakupił Shikarui korzystając ze zniżki z okazji ślubu od jakiegoś jej dalszego wuja, to ta myśl, że jadą do Cesarstwa żeby wysadzić pałac nie byłaby taką dziką i losową. W notki byli obłowieni tak, że mieli kilkuletni zapas, naprawdę, ale nie – ich celem zdecydowanie nie było, by coś albo kogoś wysadzić. I nie była to też absolutnie żadna tajemnica.
- Nigdy nie płynęłam statkiem – to był pierwszy z powodów. A poza tym… - No i chcielibyśmy skorzystać z usług tamtejszych płatnerzy. Być może też kowali – chodziło rzecz jasna o stal kantańską. I ten powód chyba nie powinien dziwić Shirei-kana. Mógł to traktować jako miesiąc miodowy zakochanej pary, ale zdecydowanie był to bardziej praktyczny miesiąc miodowy. Asaka też nie lubiła nigdzie chodzić bez celu, choć „zobaczenie świata” też nim było. Jednak wybranie się na Wyspy nie było jakimś tam kaprysem i zdecydowali się na to jeszcze nim ktokolwiek pomyślał o ślubie, a tutaj… byli już po.
Asaka powędrowała wzrokiem za liderem, który wstał z zajmowanego fotela. W ciszy obserwowała jak krąży po gabinecie, jak zbliżył się do poznaczonej senbonami mapy. Wieści, które nieśli, nie mogły być łatwe, nawet, jeśli o nich wiedział. Choć jak sam powiedział – były też nowości. Białowłosa słuchała uważnie, spijając słowa z ust blondyna – te odnośnie wydarzeń na pustyni, te odnośnie spraw dziejących się tutaj, bliżej, a które częściowo dotknęły także ją i Shikiego – chodziło o niedawną wojnę. Była prawda w tym co mówił odnośnie Antykreatora i tego, że nie należy robić niczego, co on mówił. Że jego słowa były trucizną. Oj owszem, były, wystarczyło posłuchać Shikaruia po pijaku.
Czuła, że Koseki się zdenerwował. Albo po prostu taki był jego sposób odreagowania, bądź łatwiej mu się myślało, kiedy chodził? Wkładał w tę czynność ogromną energię, łaził tam i z powrotem, ciągle maltretując pomiędzy palcami senbona wyciągniętego z mapy. Zaś gdy rzucił nim w drzwi – na co Asaka mimowolnie odrobinę podskoczyła na krześle, nie spodziewając się tak gwałtownej reakcji – powędrowała wzrokiem za torem lotu, aż senbon wbił się w drewno. I wtedy bardzo szybko się odwróciła z powrotem do biurka, nie chcąc, by jej zaskoczone zachowanie okazało się niegrzeczne.
Niedźwiedzi nie powinno się drażnić.
- Shiga podobno namawiał pozostałych na Kami no Hikage do walki z Kabuto. To była podwładna Antykreatora, skrzydlata marionetkarka Ayatsuri, którą pokonali, a gdy umierała to powiedziała coś w stylu, że jej śmierć to tylko jeden z trybów maszyny. Mówił też, że Jeździec Śmierci, Akuryo, jest nieśmiertelny, że żadna technika nie robi mu krzywdy. I podobno nie pamięta kim jest, więc służy Antyreatorowi, bo mu obiecał, że znajdzie sposób, by mógł umrzeć – i teraz sama nie wiedziała, czy to „wyeliminowanie w trakcie walk” to właśnie śmierć, czy po prostu niezdolność do walki… Ale wolała powiedzieć to, co usłyszała. Prawda jest też taka, ze zaczęła już się gubić w tych wszystkich imionach i mianach. - Sam Shiga mówił, że jest medykiem. Ale nie był w stanie pomóc swojej przyjaciółce, którą leczyć musiał ktoś inny. No i podobno był przeszyty mnóstwem broni, krwawił jak świnia – to cytat – i musiał ją nieść do medyka, bo umierała mu na rękach. Nie wiem czy nie przesadził z tym swoim stanem… - bo Asaka nie miała bladego pojęcia, że imć Shiga był wyznawcą Jashina i że jakieś tam rany nie robiły na nim wrażenia. - Ogólnie mówił bardzo wiele rzeczy, coś o tym że wraz z nim przeciwko Śmierci walczyli jacyś Kaminari i lider rodu Hyuuga. Coś o Shiro-ryu pozbawionych duszy przez Śmierć i że jacyś Shiro-ryu kłócili się z ocalałymi. Nie byłam tam, więc wiele z tego, co mówił, było mi bardzo trudne do wyobrażenia i trochę informacji mogło mi się pomieszać, ten mnich zresztą bardzo chaotycznie opowiadał. Ale to chyba wszystko, co udało mi się z tego poskładać – oczywiście, jeśli Kazuo miał jeszcze jakieś pytania, to chętnie by na nie odpowiedziała, bo może pominęła coś, co z jego punktu widzenia było istotne…? Zdziwiła się, że Shikarui dodał do tej rozmowy coś od siebie, sądziła, że się wycofa i będzie milczeć. Kolejna miła niespodzianka.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 808
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 1 mar 2019, o 15:58

Nie, nie powinno się drażnić. Asaka wiedziała o tym doskonale. Nie tylko dlatego, że sama miała okazję spotkać się z rozwścieczoną niedźwiedzicą, ale i dlatego, że jej imię samo związane było z niedźwiedziem. Czyż nie? Dlatego wiedział też Shikarui, że z tymi zwierzętami obchodzi się ostrożnie. Jak ze wszystkimi drapieżnikami. Stąpaj ostrożnie, nie podnoś głosu. Trzymaj wyprostowaną posturę. I nie łudź się, że pomoże ci coś to najwyższe drzewo, które miałeś obok siebie. Nie wiem czy wiesz, przyjacielu, ale niedźwiedzie potrafiły się całkiem zwinnie na nie wspinać.
- Zastanawiałem się, czy shirei-kan nie będzie miał własnego powodu, by wysłać tam parę shinobi. - Shikarui uśmiechnął się, ale nie był to poufały uśmiech. Był jak najbardziej profesjonalny. Uprzejmy, ale nie sympatyzujący z Kazuo. Gdzieżby śmiał? On, mizerny wyrzutek, z liderem rodu, dla którego się nie liczył? Jego wartość przerobiona była na stal. Wartość stali zaś liczyło się w jej ostrości. - Cesarstwo pomogło uciekającym z Kami no Hikage. Otworzyło swoje wrota podczas koronacji Cesarza. Gdyby wiadomości z tamtej części świata interesowały Kazuo-dono, moglibyśmy się rozejrzeć. Po siedlisku Kruków również. - Nie bardzo wiedział, czy rzeczywiście lidera interesuje Cesarstwo i to, co dzieje się w Ryuzaku no Taki, ale zakładał, że tak. Jak chyba każdego normalnego lidera, który widział w Cesarstwie dokładnie to, co Rada - zagrożenie. Nie wierzył jakoś, żeby nikt się nie zaraził tą samą trucizną, o którą Kazuo oskarżał Hana - trucizną, które już nie istniała. Trucizną Rady. Rzecz jasna o tym, jak o wielu innych rzeczach, słówka pisnąć nie zamierzał. Jeszcze nie.
- Sugerując się ostatnimi wydarzeniami oraz tym, że byłeś mediatorem, Kazuo-dono, czy nie możliwym byłoby się zastanowienie nad połączeniem szyków? Zawarcie Unii, które zwarłoby panujące w Karmazynowych Szczytach Rody. Z umiejętnościami klanu Yamanaka, oczami Hyuga oraz zdolnościami klanu Koseki możliwy byłby do wybudowania mur trwalszy niż sogeński. Nie do przekroczenia dla niedobitków Rady i samego Hana. - Mrzonki. Od snów zaczynała się rzeczywistość. Od głupot rodziły się mądrości. Cedziłeś to, co możliwe i to, co niemożliwe. A Shikarui ostatnio zaczął myśleć o... naprawdę niemożliwych rzeczach. Jak o tym, że chciałby zbudować miejsce, w którym bezpieczni będą ci, których lubił.
Sanada nawet nie drgnął, kiedy Kazuo rzucił senbonem. Jego złość była zrozumiała - zdaje się, że zrozumiała. Bo chyba walczył dokładnie o to samo, o co chciała walczyć Asaka - tylko na o wiele większą skalę. Kiedyś, być może, białowłosa będzie mu prawdziwą podporą. Dumna, mogąca chronić swój ród na każdym polu. Nie oczekiwał, że jego słowa tutaj cokolwiek wniosą. Bo czy możliwe było zatrzymanie tych "psów", o których Kazuo wspomniał? Jego zdaniem - tak. Właśnie w ten sposób, który przedstawił. Świat się zmieniał, należało zmienić się wraz z nim. Dopasować. Och, Sanada był mistrzem w dopasowywaniu się. Jego wzrok wędrował za wędrującym niedźwiedziem. Wściekłe zwierzę. Zamknięte w klatce, z którą to miejsce nie miało nic wspólnego. Ta klatka nazywała się: bezsilność.
- Oczy Hana w jego prawdziwej postaci. Były całkowicie czarne. Bez białek. - A to na pewno coś znaczyło, bo... nie było normalne nawet dla Jugo. - Jest jeszcze coś. Kazuo-dono, służę Karmazynowym Szczytom od lat, reporty to potwierdzające na pewno widnieją w tutejszych archiwach. Nie będę ukrywał, że nie interesuje mnie pensja i zadania przydzielane zwykłemu Doko. - Po pierwszym zdaniu zrobił małą pauzę. Owszem, było jeszcze coś. Ba! Były przynajmniej dwa cosie, ale Shikarui nie zamierzał dzielić się wszystkimi informacjami, jakie miał za bezcen. Dla niego to był handel. A handel był opłacalny tylko wtedy, gdy ty również coś dla siebie uszczkniesz. Ha! Jasne, był to bardzo odważny ruch ze strony Sanady, ale wydawało mu się, że Kazuo śmiałość cenił. Wydawało się. Mógł się mylić, rzecz jasna. Tak czy siak - nie miał tutaj nic do stracenia.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1366
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 1 mar 2019, o 23:09

Jakie były szanse na to, że wypłynięcie do Cesarstwa było jakkolwiek ważne w obliczu nowych informacji o wydarzeniach w Stolicy Świata? Mogliby sobie płynąć nawet na drugi koniec świata, ale jeśli mowa była o Antykreatorze i o jego planach, to ten temat mógł poczekać. Dlatego też lider krążył po pokoju, wyraźnie aktywniejszy. Nie spodziewał się czegoś takiego? Słowa Shikaruia wybiły go z jego ledwo utrzymywanej równowagi? Kogo obchodzi powód, liczyło co znaczyły owe gesty. Ale kiedy już usiadł na swoim miejscu i zażądał większej ilości informacji, to ponownie się skupił. Uspokoił. Powstrzymał. Chęć dokładnego wysłuchania o kolejnych elementach tej sytuacji była silniejsza.
- Nieśmiertelność? Brzmi zupełnie jak u tych pojebów od Jashina. Ale wątpię by to miało cokolwiek z jego wiarą skoro sam szuka. Zakładając że to faktycznie prawdziwe, a nie kolejne gówno wciśnięte Shidze żeby go zdezorientować. - najwidoczniej Kazuo bardzo polubił podejście do lekkiego traktowania słów Antykreatora i spółki. Zakładał pewnie że mogą powiedzieć cokolwiek. I miał rację, żadne z tego co powiedzieli nie musiało być prawdą. A nawet jeśli, to co z tego? Co mogą zrobić z tą nieśmiertelnością? Co mogą zrobić żeby przeciwdziałać Hanowi? Ten temat też się pojawił. Ściana potężna na tyle, żeby Antykreator mógł zostać zatrzymany. Unia prowincji w Karmazynowych Szczytach. Lider przez chwilę zmarszczył czoło, przymrużył oczy. A potem wybuchnął śmiechem. Nie prześmiewczym, nie wyszydzającym. Szczerym, jak gdyby ktoś powiedział mu bardzo dobry dowcip.
- Sorki sorki. Nie żebym miał coś przeciwko. Po prostu.. uff, spokojnie spokojnie. - mruknął do siebie, przecierając twarz. Kiedy osiągnął stan względnego spokoju, co zajęło mu jakieś kilka sekund. - Powstrzymać Antykreatora? Światła idea, ale niestety nierealna. Gdyby chciał, on i jego przydupasy mogliby wejść tutaj i zrobić z naszych tyłków kaszankę. Nawet gdybyśmy się zjednoczyli. Aczkolwiek przyznam, że idea nie najgorsza. Zwłaszcza patrząc na to, jak Cesarstwo wystrzeliło w górę po połączeniu sił. Ale w tym momencie to nieco nierealne. Nie tuż po wojnie. Musi minąć czas, żeby się uspokoili i rany się zabliźniły. Żeby chcieli ze sobą współpracować. Chociaż w sumie... Reiko wydaje się bardziej kompetentny od tej dziwki, można by z nim coś spróbować. - ostatnie zdanie było bardziej skierowane do niego samego niż do gości. Drapał się po twarzy, co pewnie oznaczało wzmożone procesy myślowe.
- Muszę się nad tym zastanowić. Poważnie zastanowić. Kiedy zamierzacie wyruszyć do tego Cesarstwa?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Asaka » 2 mar 2019, o 00:17

Na pewno wypłynięcie nie było tak ważne. To znaczy – dla niej było, bo czuła wewnętrznie, że muszą się w końcu gdzieś ruszyć znowu na szlak, bo inaczej zwiędnie tutaj i oszaleje. Kochała Daishi. Tu był jej dom, jej rodzina, i miała nadzieję kiedyś w przyszłości zamieszkać na swoim razem z Shikaruiem. Ale poczuła smak podróży i poznawania nowych miejsc, a raz zakosztowane, było trudne do zrezygnowania.
Informacje o Kami no Hikage były ważne – zdawała sobie z tego sprawę. Między innymi dlatego zdecydowała się tutaj przyjść osobiście i powtórzyć to wszystko Shirei-kanowi prosto w parę jego uszu, a nie bawić się w korespondencję, którą każdy mógł przecież przeczytać – tak, rozważała to, ale jednak przyszła tutaj z Shikaruiem. On nie miał żadnego obowiązku powtarzać liderowi tego, co usłyszeli na weselu, czy tego, co sam wiedział, bo brał w tym udział. Ale Asaka wiedziała, że powinna powiedzieć. Tak. Minęło horrendalnie dużo czasu od faktycznych wydarzeń, ale najwyraźniej każda nowa informacja była na wagę złota. I to nie tak, że chciała się przypodobać – nie, Asaka po prostu wypełniała swój obowiązek wobec klanu i prowincji, którą zamieszkała i którą tak kochała, że nie zawahała się wkroczyć na ogarnięte wojną ziemie, by się tutaj dostać. Z dwóch najbardziej zainteresowanych tematem osób na weselu jednak Asaka była tą mniej kąpaną w gorącej wodzie. O dziwo, bo nie należała go tych cierpliwych. Wtedy jednak pewnie alkohol zrobił swoje. Alkohol i… szczypta zdrowego rozsądku, bo tu f a k t y c z n i e minęło półtorej roku. Zaś Hikari, jak się nie zerwał ze stołka… on już wraca do siebie, ciul tam, że środek nocy, ciemno, góry i doliny, niebezpieczny teren. Nie, on wraca, bo już-już wojna teraz zaraz…. Pewnie był jeszcze w droze, gdy oni grzecznie siedzieli sobie u lidera rodu i opowiadali mu to, co wiedzą.
Inicjatywa Shikaruia była naprawdę budująca. I ta w stosunku do ich „małej” wycieczki na Wyspy (och, zbieranie informacji? Ależ nie ma problemu. Kruki? Że co proszę? – ale nie, nie, zapyta go o to po audiencji) i w stosunku do planów tutaj. Sojusz. Unia Karmazynowych Szczytów, czy tak? Mur – ha! Może trochę nierealne, ale faktycznie o samym pomyśle sojuszu można by podyskutować. Znaczy ani ona, ani Shikarui, a liderzy we własnym gronie… Ale jednak. Zaś nazwanie liderki Yamanaka dziwką nie bardzo ją zdziwiło. I nie zrobiło na niej wrażenia. Nie znała jej, ale wiedziała, że ich lider nie przepada za Soso w ogólności i za Yamanaka Arisu w szczególności.
Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, gdy Shikarui wystosował swoją propozycję. Nie chciał zadań dla Doko – no… nic dziwnego. Był znacznie lepszy od niej, a ją awansowano. Shikarui miał zdolności, miał możliwości… O części z nich wspomniała w swoich raportach – a część przemilczała, bo należały tylko i wyłącznie do Sanady. Mógł się teraz wydawać zuchwały, ale… najwyraźniej Kazuo tego tak nie odebrał. To był czysty biznes. Tak jak biznesem było małżeństwo w Karmazynowych Szczytach. Nie każde, ale zdecydowana większość. Tak biznesowa była ta rozmowa, jak biznesowa była ta przeprowadzona między czarnowłosym a jej macochą.
- Już niedługo. Jesteśmy praktycznie gotowi i możemy wyruszyć w każdej chwili. Ale możemy zaczekać, jeśli Shirei-kan sobie tego życzy.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 808
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shikarui » 2 mar 2019, o 01:12

Właśnie, zuchwałość! Zupełnie nie pomyślał, że mogłoby to tak zabrzmieć. Mimo wszystko wciąż nie był mistrzem personalnych relacji, chociaż się starał. I to coraz bardziej. Nie robił tego tylko dla Asaki, przecież z natury był egoistą, lubił brać dla siebie, ale najwięcej czasami można wziąć, kiedy odpowiednio wiele się da. Sumą tego biznesu nie musiała być rzecz materialna. Ta decyzja wcale nie była taka łatwa. Przekreślił swoją wierność Uchiha dla tej chwili. Czy było warto? Ależ oczywiście. Gdyby nie było, nie zrobiłby tego - ale to czynił tylko i wyłącznie już dla Asaki. Marzył mu się powrót i służba Jugo, ale to do momentu, w którym żyła Saki. Wraz z jej śmiercią zmarła resztka tej dobroci, reszta tego syndromu sztokholmskiego, który w nim się tlił. Czy to dobrze, czy niedobrze... Chyba dobrze. Dzięki temu mógł podjąć tę decyzję, mógł stanąć ramię w ramię z Asaką. Walczyć za tą samą sprawę. Choć akurat o unii myślał już wtedy. Nie na tak dużą skalę, ale zastanawiał się, na ile możliwe jest pojednanie Koseki z Jugo. Chyba nie tak trudno, co? A mieć takie potwory na swoje usługi? Oo, same pogłoski robiły wrażenie.
Jashina? Ciężko nie usłyszeć o tym paru szeptów, ale nie bardzo orientował się w rzeczy. Nieśmiertelność i związek z przeklętym bogiem, którego czczenie było zakazane. Czemu? Jak pewnie każdy pojebany kult - miał swoje mroczne zapędy.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1366
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Seiyama (Osada Rodu Kōseki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość